Prokuratura umorzyła śledztwo ws. zbiórki na nowy samochód dla Sebastiana K.

Krakowska prokuratura ponownie umarza śledztwo w sprawie zbiórki pieniędzy na zakup seicento dla mężczyzny oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała była premier Beata Szydło – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Przypomnijmy – Rafał B., Polak mieszkający wtedy w Anglii, rozpoczął zbiórkę w internecie. Deklarował, że cała kwota zostanie przekazana poszkodowanemu. Udało się zebrać prawie 150 tysięcy, jednak pieniądze zniknęły. Okazało się, że organizator zbiórki przekazał je swojej byłej żonie. Ta przeznaczyła je m.in. na spłatę swoich długów.

Śledczy nie dopatrzyli się popełnienia przestępstwa, bo, ich zdaniem, każdy, kto brał udział w zbiórce i wpłacał pieniądze, dokonywał w ten sposób darowizny na rzecz jej organizatora, a nie na rzecz sprawcy wypadku w Oświęcimiu, Sebastiana K.

Z regulaminu serwisu, za pośrednictwem którego przeprowadzono zbiórkę, wynika, że pieniądze cały czas należą do organizatora akcji i on mógł z nimi zrobić, co chciał, mimo wcześniejszych deklaracji o przekazaniu pieniędzy na kupno nowego samochodu.

Prokuratorzy dodają, że kiedy Rafał B. ogłaszał zbiórkę, nie robił tego z zamiarem popełnienia przestępstwa. Oczywiście zachowanie jest naganne i wpłacający mogą dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

W zbiórce wzięło udział ponad osiem tysięcy osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny dzień poszukiwań zaginionego 3-latka. Ojciec został przesłuchany

Żołnierze, policjanci i strażacy od poniedziałku szukają małego Kacpra z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. 3,5-letni chłopczyk bawił się w towarzystwie ojca, gdy nagle zniknął. Mężczyzna usłyszał już zarzut za niewłaściwy nadzór nad synem. Prokuratura przypuszcza, że dziecko mogło wpaść do rzeki.

34-letni Rafał B. – ojciec Kacpra – dopiero w środę mógł zostać przesłuchany. W chwili zatrzymania był pijany. Usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jego małoletniego syna.

Malec oddalił się od ojca

Przedstawiona przez mężczyznę wersja zdarzeń zgadza się z ustaleniami prokuratury.

– Chłopiec był pod jego opieką na ternie ogródka działkowego, a następnie w pewnym momencie mężczyzna przestał zwracać na niego uwagę – wyjaśnia Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Dziecko oddaliło się w nieznanym kierunku, prawdopodobne jest, że mogło wpaść do znajdującej się w pobliżu rzeki. To hipoteza, którą policja i prokuratura stawiają na razie na pierwszym miejscu. Z relacji świadków wynika, że mężczyzna na działce był z synem od kilku dni.

– Ten chłopak jeździł rowerkiem. 100 metrów pani słyszała plumknięcie. Myślała, że to bóbr, czy coś tam – mówi Paweł, znajomy rodziny.

– Biegał sobie, ruchliwy chłopczyk, jasne włosy. Ojciec go bardzo lubił, bo najmłodszy, to był oczko – dodaje Wacław Szepielak, który pomaga szukać chłopca.

Ojciec, kiedy zorientował się, że nie ma dziecka, od razu zaczął go szukać. Pomagali mu sąsiedzi.

Poszukiwania skupiają się na rzece

Akcja służb w środę skoncentrowała się na rzece. – W dzisiejszych działaniach wezmą udział policjanci kontrterroryści, wyspecjalizowana grupa w poszukiwaniach podwodnych, najlepsi policyjni płetwonurkowie – wyjaśniała rano asp. sztab. Anna Kublik- Rościszewska z policji w Bolesławcu.

Rzekę już wcześniej kilka razy przeszukali strażacy. Jak mówią: to wyjątkowo trudna akcja. – Rzeka ma zmienny charakter. Są miejsca płytkie, gdzie łódź trzeba przepychać, a w innych miejscach rzeka ma dwa metry – mówi bryg. Andrzej Śliwowski, komendant PSP w Bolesławcu.

Nie ustają też poszukiwania w terenie. Wczoraj przeszukano ponad 700 ha.

Pod uwagę brane są wszystkie hipotezy – policjanci zabezpieczyli samochód, który znajdował się na działce. Rafałowi B. grozi 5 lat więzienia. Ale trafi tam prawdopodobnie już w środę, bo był poszukiwany, miał odbywać karę więzienia i musi odbyć zasądzoną wcześniej karę za kradzież.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko członkom gangu z Wołomina

Trzech wołomińskich gangsterów, w tym domniemany herszt bandy Robert R. ps., Rudnik, zostało oskarżanych za przestępstwa jakich mieli się dopuścić robiąc interesy z Rafałem B., ps. Bukaciak, późniejszym bossem z Konstancina-Jeziorny. „Rudy” odpowie za sprzedaż dwóch pistoletów glauberyt, zaś jego podwładni „Chaba” i „Gała” za handel narkotykami.

Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej od 2013 r. prowadzi śledztwo w sprawie gangu, na czele którego stał Rafał B., ps. Bukaciak. Po jego zatrzymaniu na współpracę ze śledczymi zdecydowało się większość jego podwładnych. Zresztą on sam po usłyszeniu zarzutu zabójstwa dwóch osób przerwał zmowę milczenia.

„Bukaciak” ma o czym opowiadać, gdyż przez dwie dekady współpracował z trzema najsilniejszymi grupami przestępczymi ostatnich lat. Najpierw z gangiem wołomińskim, a później, niemal jednocześnie, z grupą „Szkatuły” i gangiem mokotowskim. Obie grupy wydały na niego wyrok śmierci, ale zbyt wielu ich członków jest za kratami, aby mogli spełnić groźby. Tym bardziej, że sam Rafał B. odsiaduje karę 25 lat więzienia za wspomniane zbrodnie i jest szczególnie chroniony w więzieniu.

Zarzuty dla ponad 200 osób

Sprawa interesów „Bukaciaka” z wołomińskimi gangsterami to tzw. ogon głównej sprawy. Śledczy kończą drobniejsze wątki postępowania, w którym zarzuty usłyszało już ponad 200 osób, zarówno członków stołecznych gangów jak i ich kooperantów z innych części Polski.

Po wyjściu z więzienia w grudniu 2001 r. Rafał B. zorientował się, że na jego terenie – Konstancinie-Jeziornie – bardzo aktywni są członkowie gangu Mutantów. Jako że był zbyt słaby, aby stawić im odpór, skontaktował się z Jackiem K., ps. Klepak, bossem gangu wołomińskiego. Ten zaś dał mu namiar na „Wojtasa” osławionego gangstera z grupy ursynowskiej, wchodzącej w skład gangu mokotowskiego. Współpraca z „Mokotowem” nie przeszkadzała „Bukaciakowi” w robieniu „na boku” interesów z „Wołominem”.

Przede wszystkim Rafał B. zaczął kupować od gangsterów z Wołomina narkotyki, które później rozprowadzali jego podwładni. Zdaniem prokuratury jego dostawcą miał być Norbert Ch., ps. Chaba. Z ustaleń śledczych wynika, że w latach 2002 i 2003, „Bukaciak” kupił od „Chaby” 10 kg marihuany i 31 kg amfetaminy. Interesy Rafała B. z Norbertem Ch. nie ograniczały się tylko do handlu narkotykami. Gangster z Konstancina wyjaśniał, że wraz ze swoim wspólnikiem Łukaszem A., ps. Łuki oraz „Wołominikami” mieli brać udział w „dojechaniu” jednego z dilerów, który po tym wydarzeniu musiał handlować narkotykami dla swoich oprawców. „Chaba” sprzedał „Bukaciakowi” także pistolet maszynowy skorpion. Broń jednak szybko wróciła do sprzedawcy, ponieważ się zacinała.

Prawdopodobnie dlatego po zakup następnej broni Rafał B. zwrócił się do jednego z wiceszefów gangu wołomińskiego – Roberta R., ps. Rudy. Prokuratura oskarżyła go o sprzedać B. dwóch pistoletów maszynowych glauberyt. Broń tę znaleźli później funkcjonariusze przeszukujący jeden z garaży w Konstancinie. W budynku znaleziono w sumie 26 sztuk broni. To był wspólny arsenał Rafała B. i grupy „Szkatuły”, której był namiestnikiem po zatrzymaniu jej bossów. Obecnie Robert R. odbywa karę dożywotniego więzienia za zabójstwo.
Źródło info i foto: TVP.info

Chciał zabić siebie i 3-letniego syna, wszedł więc prosto pod autobus. Mężczyźnie grozi dożywocie

Zarzut usiłowania zabójstwa 3-letniego Maksymiliana postawiła w czwartek Prokuratura Okręgowa w Przemyślu ojcu chłopca. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że mężczyzna chciał popełnić tzw. samobójstwo rozszerzone, czyli zabić siebie i dziecko. Jak poinformowała PAP zastępca prokuratura okręgowego w Przemyślu Beata Starzecka-Skrzypiec, 36-letni Rafał B. dwukrotnie z dzieckiem na rękach wychodził na jezdnię pod jadące samochody. Za pierwszym razem jadące auto zdołało wyhamować, za drugim razem mężczyznę z dzieckiem potrącił autobus. Obaj trafili do szpitala.

Chłopczyk ma złamaną nogę, pękniętą czaszkę i stłuczenia na całym ciele. Nadal przebywa w szpitalu. Podejrzany Rafał B. także przebywa w szpitalu. Został wybudzony ze śpiączki. Lekarze zezwolili prokuratorowi na jego przesłuchanie. Prokurator przedstawił mu w czwartek zarzut usiłowania pozbawienia życia małoletniego dziecka.

B. usłyszał też zarzut zmuszania przemocą i groźbą swojego ojca do tego, aby zawiózł jego i Maksymiliana samochodem we wskazane przez siebie miejsce. Mężczyzna w trakcie jazdy samochodem miał wyciągnąć nóż i zmusić swojego ojca, by ten zawiózł go do Skołoszowa. Jak wyjawiła prokurator, starszy mężczyzna wykorzystując chwilę nieuwagi swojego syna, gdy ten zajął się płaczącym dzieckiem, uciekł z samochodu.

Rafał B. nie ustosunkował się do treści zarzutów, nie oświadczył, czy się przyznaje, czy nie, skorzystał z prawa do odmowy wyjaśnień i odmówił podpisania protokołu i postanowienia o przedstawieniu zarzutów – podała prok. Starzecka-Skrzypiec. Rafał B. został formalnie zatrzymany; w szpitalu przebywa pod dozorem policji. Prokuratura w piątek skieruje do sądu wniosek o jego aresztowanie na trzy miesiące.

Prokurator zapowiedziała, że na późniejszym etapie śledztwa mężczyzna zostanie poddany badaniom sądowo-psychiatrycznym. Ponadto wobec mężczyzny toczy się też postępowanie dotyczące znęcania się nad konkubiną i dziećmi. Prok. Starzecka-Skrzypiec dodała, że to postępowanie zostanie połączone ze śledztwem dotyczącym usiłowania zabójstwa.

Rafałowi B. grozi kara nie mniejsza niż 8 lat pozbawienia wolności, 25 lat lub dożywocie. Prokuratura podejmie też czynności ukierunkowane na zmianę zarządzenia opiekuńczego wobec dzieci. Do potrącenia przez autobus ojca z dzieckiem na rękach doszło w poniedziałek rano na drodze krajowej nr 77 w miejscowości Skołoszów Jak informowała wówczas policja, idący prawym poboczem drogi w kierunku Radymna mężczyzna niosąc na rękach 3-letniego syna, wszedł na jezdnię i został potrącony przez autobus. W wyniku zdarzenia 36-letni mieszkaniec Przemyśla i chłopiec z obrażeniami ciała trafili do szpitala. Kierowca autobusu oraz pasażerowie nie odnieśli obrażeń. Kierujący autobusem był trzeźwy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest akt oskarżenia w sprawie „Bukaciaka”

O dwa zabójstwa i pomoc w dwóch kolejnych oskarżyła warszawska prokuratura Rafała B. ps. Bukaciak, lidera jednego z najbardziej bezwzględnych stołecznych gangów – powiązanych z „Mokotowem”. Kierowana przez niego grupa specjalizowała się m.in. w porwaniach, handlu narkotykami i bronią. Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie oskarżył „Bukaciaka” w sumie o 22 przestępstwa. Przed sądem będzie odpowiadać m.in. za zabójstwo Grzegorza Z. pseudonim Pająk oraz Grzegorza P. pseudonim Pekin.

„Został także oskarżony o udzielenie pomocy w dokonaniu zabójstw dwóch kolejnych osób – mężczyzny o pseudonimie Max (Tomasza M., członka gangu Mutantów – PAP) oraz mężczyzny o pseudonimie Postek (Jacka P., także należącego do osławionej grupy Mutantów – PAP), a także o podżeganie do zabójstwa dwóch innych osób i usiłowanie dokonania zabójstwa kolejnej osoby” – poinformowała PAP Prokuratura Krajowa.

Gangster oskarżony jest również o udział w porwaniach dla okupu, wymuszeniach rozbójniczych i w przemycie narkotyków.

Do zabójstw – jak wynika z ustaleń śledczych doszło w 2002 roku w ramach porachunków między konkurencyjnymi grupami przestępczymi działającymi na terenie Warszawy i okolic. Mężczyźni, w zabójstwie których pomagał Rafał B., przez lata poszukiwani byli jako zaginieni.

„Dopiero w następstwie czynności procesowych dokonanych w toku śledztwa udało się ustalić miejsce ukrycia ich zwłok. Podejrzany Rafał B. przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Przyczynił się także do ujawnienia zwłok dwóch mężczyzn, o zabójstwo których został oskarżony członek gangu mokotowskiego” – dodano w przesłanym PAP komunikacie.

Bukaciak słynął z bezwzględności; jego gang działała m.in. w latach 2000-2004 i 2010-2013 i specjalizował się w przemycie i handlu narkotykami oraz bronią. Strefami wpływów grupy Rafała B. objęte były – jak mówią policjanci – podwarszawskie miejscowości: Piaseczno, Konstancin i Góra Kalwaria. Nielojalnych członków zastraszano – bito, i torturowano, a nawet zabijano.

W październiku przed warszawskim sądem okręgowym rozpoczął się proces dotyczący zabójstwa właśnie „Maxa” i „Postka”. Odpowiadają za to Wojciech S. pseud. Wojtas i trzech członków gangu „obcinaczy palców”, czyli zbrojnej grupy gangu mokotowskiego.

„Max” i „Postek” zostali uprowadzeni sprzed ówczesnej Karczmy Słupskiej na warszawskim Mokotowie; wywiezieni do lasu i brutalnie zamordowani. Ciała obu mężczyzn odnaleziono dopiero w 2014 r., po długim śledztwie prowadzonym przez CBŚP. Wojtas – według nieoficjalnych informacji – był jednym z „zaufanych” Bukaciaka.

Śmierć „Postka” i „Maksa” była natomiast – według śledczych – efektem wojny „Mokotowa” z gangiem Marka K. ps. Muł, znanego jako „gang Mutantów”. To właśnie z członkami Mutantów w 2002 r., starli się policjanci w podwarszawskiej wsi Parole. Przestępcy próbowali wtedy „odbić” skradzionego wcześniej tira z telewizorami; w akcji zginął policjant podkom. Mirosław Żak.

Do gangu „Mutantów” należeli też Robert Cieślak i Białorusin Igor Pikus, których policjanci próbowali zatrzymać w podwarszawskiej Magdalence, w marcu 2003 r. W wyniku m.in. wybuchu min pułapek zginęło dwóch antyterrorystów, a 16 zostało rannych. Obaj przestępcy zginęli w strzelaninie.
Żródło info i foto: interia.pl

Policjanci zeznawali w sprawie zabójstwa Ewy Tylman

Sąd wysłuchał zeznań policjantów w procesie Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Funkcjonariusze pojawili się na sali rozpraw w kominiarkach, aby uniemożliwić ich rozpoznanie. Jeden z nich powiedział, że Adam Z. miał mu opisać ostatnie chwile Ewy Tylman – W pewnym momencie oskarżony powiedział coś, co utkwiło bardzo mocno w mojej pamięci: jak zacząłem ją ciągnąć zdziwiłem się, jaka była ciężka – powiedział funkcjonariusz wydziału kryminalnego Rafał B.

Co jeszcze zeznali policjanci ws. zabójstwa Ewy Tylman?

Adam Z. miał powiedzieć funkcjonariuszom, że w okolicy mostu Rocha w pewnym momencie Ewa Tylman mu się wyrwała. Kiedy dobiegł do niej,była przy barierce i „nie pamiętał czy chciał ją przytrzymać, chwycić, czy też niechcący ją popchnął”, ale Ewa Tylman miała stoczyć się skarpy. – Szczegółowo zaczął opisywać, co było dalej: chwycił Ewę za ręce, dłonie lub nadgarstki, wydaje mi się, że mówił, że musiał ją obrócić, pokazywał to. (…) W pewnym momencie oskarżony stwierdził coś, co utkwiło bardzo mocno w mojej pamięci: jak zacząłem ją ciągnąć, zdziwiłem się, jaka była ciężka. Tego rodzaju stwierdzenia słyszałem w mojej karierze tylko od osób, które przemieszczały zwłoki, bądź osoby nieprzytomne. Pamiętam, że nie chcąc pokazywać oskarżonemu, pod jakim jestem wrażeniem jego słów zasłoniłem twarz – dodał Rafał B. Według policjanta Adam Z. „położył ją przednią częścią ciała w wodzie, a następnie przesuwał, by cała znalazła się w rzece. Stwierdził, że pchnął ją tak, by płynęła z nurtem rzeki”

Kto jeszcze złożył zeznania przed sądem?

We wtorek zeznawała także siostra Adama Z., Małgorzata. Powiedziała, że rozmawiała z bratem w nocy, kiedy zginęła Ewa Tylman. – Powiedział, że jest zmęczony, że się zgubił, że nie wie, gdzie jest. I poprosił, żebym pomogła mu znaleźć drogę do domu (…) – mówiła. Siostra Adama Z. twierdzi, że jej brat w końcu jakoś sobie poradził i wrócił do domu ok 5 nad ranem. – Zachowywał się zupełnie normalnie, to znaczy tak, jak zwykle, gdy jest pod wpływem alkoholu – opisywała. Następnego dnia rozmawiała z nim o wydarzeniach z nocy. – Pod koniec rozmowy Adam zapytał, czy był sam jak rozmawialiśmy w nocy. Powiedziałam, że tak (…); zapytał, czy nie wspominał o jakiejś koleżance, (…) wtedy powiedział, że był z Ewą i nie pamięta jak się rozstali – podkreśliła.

O co jest oskarżony Adam Z.?

Adam Z. jest oskarżony o zabójstwo z zamiarem ewentualnym, nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Podczas poprzedniej rozprawy odmówił składania wyjaśnień i odpowiadał tylko na pytania obrony. Mężczyzna nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co działo się po wyjściu z klubu. Oświadczył, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmuszali go policjanci. Według oskarżonego, funkcjonariusze mieli go także zastraszać, kpić z jego orientacji seksualnej i utrudniać mu kontakt z adwokatem. Funkcjonariusze zaprzeczają tym zarzutom.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Ta zbrodnia wstrząsnęła nawet gangsterami

To gang mokotowski brutalnie zamordował w 2002 r. dwóch mieszkańców Piaseczna „Maksa” i „Postka” – dowiedział się portal tvp.info ze źródeł w prokuraturze. O tej śmierci w półświatku opowiadano przez lata ze strachem. Nawet najbardziej zatwardziali bandyci mówili, że zostali wyjątkowo brutalnie zamordowani przez „Mokotów”. Zarzuty zabójstwa usłyszał osławiony boss gangu mokotowskiego Wojciech S. ps. Wojtas vel Kierownik i jeden z jego wspólników.

W lipcu 2014 r. prokuratura ujawniła, że w okolicach Konstancina znaleziono dwa ciała. To dwaj mieszkańcy Piaseczna o pseudonimach „Maks” i „Postek”. Zdaniem śledczych mieli być związani z grupą przestępczą kierowaną przez Marka K. ps. Muł, lokalnego watażki z Piaseczna. Zginęli w czasie wojny gangów z dwóch sąsiadujących miast. Ich śmierć miała być rzekomo zemstą za porwania i zamordowanie Heliosa B. – Wiemy już, że obaj zostali zwabieni na spotkanie w okolicach Karczmy Słupskiej (obecnie Sowa i Przyjaciele – przyp. red.) uważanej za centralę gangu mokotowskiego. Następnie siłą wrzucono ich do samochodów i wywieziono w okolice Konstancina. Tam w odludnym miejscu byli torturowani. W końcu zamordowano ich i zakopano we wspólnej mogile ukrytej w lokalnym parku krajobrazowym – opowiada tvp.info jeden ze śledczych.

W tym śledztwie zatrzymano Sławomira B. z gangu mokotowskiego oraz dowieziono do prokuratury z aresztów sześciu innych mężczyzn. Wiadomo, że śledczy przedstawili im zarzuty dokonania dwóch zabójstw, pomocnictwa w morderstwach oraz trzech uprowadzeń ze szczególnym udręczeniem. Nieoficjalnie portal tvp.info ustalił, że zarzuty zabójstwa usłyszał Wojciech S. ps. Wojtas vel Kierownik. Z kolei Rafał B. miał usłyszeć zarzuty uprowadzenia ze szczególnym udręczeniem. Prokuratura nie chciała potwierdzić, czy B. współpracował ze śledczymi w sprawie zabójstwa „Maksa” i „Postka”.

Siłą wrzucono ich do samochodów i wywieziono w okolice Konstancina

Wojna na obrzeżach stolicy

Wiadomo, że na początku lat 2000 gang z Piaseczna współpracował z bandą „Mutantów” (grupą odpowiedzialną m.in. za śmierć policjanta w Parolach w 2002 r. i dwóch antyterrorystów w Magdalence w 2003 r.). Gang z Konstancina, z którym związany był Rafał B., współpracował zaś z silną strukturą mafijną – gangiem mokotowskim. Za sprawą tych bandyckich aliansów w latach 2000-2003 doszło w Warszawie i okolicach do serii strzelanin, w których zginęło kilkanaście osób, a co najmniej drugie tyle zaginęło bez śladu.

Właśnie ofiarami tej wojny mieli paść wspomniani „Postek” i „Maks”. O ich śmierci w półświatku opowiadano przez lata ze strachem. Nawet najbardziej zatwardziali bandyci mówili, że zostali wyjątkowo brutalnie zamordowani przez „Mokotów”. Krążyła nawet opowieść, że jeden z konających został zasypany w mogile jeszcze żywy.

Mechanik czy killer

Głównym podejrzanym jest 40-letni Wojciech S. ps. Wojtas vel. Kierownik. Ten mechanik silników samochodowych z warszawskiego Mokotowa był, zdaniem prokuratury, jednym z inicjatorów stworzenia gangu porywającego ludzi dla okupu. Pod koniec 2002 r. miał wejść w komitywę z Grzegorzem K. ps. Ojciec i razem stworzyli gang kidnaperów. W październiku 2004 r. „Wojtas” brał udział w próbie porwania niejakiego „Siwego”. Mężczyzna ten współpracował z wymiarem sprawiedliwości i prawdopodobnie miał zniknąć na zawsze. Moment porwania widzieli policjanci, którzy przypadkiem byli w okolicy. Wojciech S. trafił do aresztu, który opuścił po roku.

Z informacji operacyjnych policji wynika, że razem z Arturem N. ps. Archi byli zaufanymi bossów gangu mokotowskiego: „Korka” i „Daksa”. Mieli nawet realizować zdania specjalne, w tym kierować potyczkami z konkurentami. W półświatku Wojciech S. uchodzi za specjalistę od mokrej roboty. To on, według policjantów, miał kierować wojną gangu mokotowskiego z innymi bandami stołecznego podziemia kryminalnego. Przypisuje mu się także udział w grupie, która planowała na przełomie 2007 i 2008 roku zamachy na prokuratorów i policjantów rozpracowujących gang mokotowski. Na celowniku gangsterów znalazło się dwóch ostrołęckich i dwóch warszawskich prokuratorów oraz policjanci z CBŚ. Gangsterzy chcieli nawet porwać jednego z oficerów CBŚ, aby torturami wymusić wszystko, co wie o sprawie. Później policjant zostałby brutalnie zamordowany.

Desperat z Konstancina

Rafał B. to gangster z cienia półświatka. W 2010 r. wyszedł z więzienia, w którym spędził kilka lat m.in. za wymuszenia haraczy i rozboje. Po wyjściu na wolność oficjalnie razem z Łukaszem A. zaczął prowadzić warsztat samochodowy. W półświatku pojawiły się informacje, że źle traktuje swoich dawnych kolegów z kryminalnego podziemia. Jednocześnie to właśnie „Bukaciak” miał przejąć kontrolę nad niedobitkami gangu „Szkatuły”, który był jego bliskim kompanem.

Rozpracowywana przez stołeczną prokuraturę apelacyjną grupa Rafała B. ps. Bukaciak, czuła się przez wiele miesięcy ubiegłego roku niemal bezkarna, bo w Konstancinie nikt nie chciał zeznawać w sprawie zastraszeń czy haraczy. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy 6 września 2013 r. zatrzymano Rafała B. oraz dwóch jego kompanów. Całej trójce przedstawiono zarzuty dotyczące wymuszeń rozbójniczych.

Na początku grudnia 2013 r. policjanci odkryli w garażu w Konstancie-Jeziornie przestępczy arsenał zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. W lipcu 2014 r. Rafał B. usłyszał zarzuty popełnienia dwóch morderstw. Ciała ofiar wykopano w kwietniu 2014 r. w miejscowości Dębówka (woj. mazowieckie) nad Wisłą.

Rozbity gang

Od września 2013 zatrzymano w sumie 50 osób związanych z grupą „Bukaciaka”. Wciąż trwają poszukiwania kolejnych ofiar działalności Rafała B. Z zeznań skruszonych członków jego grupy wynika, że w ciągu 15 lat w bandyckich porachunkach, z którymi mogą być powiązani, zginęło lub zniknęło kilkanaście osób – głównie związanych z gangami piaseczyńskim, mokotowskim i grupą z Konstancina.
Żródło info i foto: TVP.info

„Bukaciak” usłyszał zarzuty

Rafał B. pseud. „Bukaciak”, domniemany boss gangu z Konstancina, usłyszał zarzuty popełnienia dwóch morderstw. Ciała ofiar wykopano w kwietniu w miejscowości Dębówka nad Wisłą – dowiedział się portal tvp.info.
Gangsterowi grozi dożywocie. Według śledczych tłem obu zbrodni miała być zemsta. Niewykluczone, że wkrótce Rafał B. usłyszy także zarzuty udziału lub zlecenia zabójstwa dwóch kolejnych osób, których ciała wykopano przed kilkoma dniami w okolicach Konstancina.
Żródło info i foto: wp.pl

Nowe oblicze polskiej mafii

Od kilkunastu do nawet blisko 30 osób mogło zginąć z rąk członków gangu „Szkatuły” w ostatnich 12 latach ustalili dziennikarze „Wiadomości” TVP 1 i portalu tvp.info. To członkowie konkurencyjnych grup ze stolicy, ale także dilerzy czy ofiary porwań z Warszawy i okolic. Znaczna część zabójstw może być po latach wyjaśniona, bo po uderzeniu w grupę Rafała B. ps. Bukaciak pod koniec 2013 r. , uważanego za wspólnika „Szkatuły”, kilka osób przerwało zmowę milczenia i wskazało miejsca ukrycia zwłok. Od kilku tygodni policjanci z Centralnego Biura Śledczego oraz prokuratorzy wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną i korupcją Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie weryfikują wstrząsające wyjaśnienia skruszonych członków grupy „Bukaciaka”, która należała do gangsterskiej koalicji skupionej w gangu „Szkatuły”. Żródło info i foto: TVP.info

Gang narkotykowy rozbity

Funkcjonariusze CBŚ zatrzymali kolejnych 6 osób zamieszanych w handel narkotykami. W sumie udało się już zatrzymać 15 osób działających na terenie Dolnego Śląska, Małopolski i województwa lubuskiego. Funkcjonariusze z grupy specjalnej CBŚ wpadli jednocześnie do mieszkań w Legnicy, Nowej Soli i Bolesławcu. W Legnicy policjanci zatrzymali rezydenta gangu w tym mieście, Piotra A. pseudonim „Goodwey”. Kolejni zatrzymani to: Ewa S., Rafał B., Sebastian M. pseudonim „Meyson” i Tomasz D. – wszyscy z Nowej Soli. Ostatni z zatrzymanych to Bartosz B. pseudonim „Borys”, zabrany przez policjantów z aresztu śledczego w Opolu, gdzie trafił wcześniej w innej sprawie. Żródło info i foto: RMF.fm