Nowy Jork: Demonstranci atakowali policjantów, dwa radiowozy wjechały w tłum

Dwa policyjne radiowozy wjechały w sobotę w grupę demonstrantów w Nowym Jorku. Nagrania z tej konfrontacji opublikowano w mediach społecznościowych. Burmistrz miasta Bill de Blasio ocenił, że funkcjonariusze, otoczeni przez tłum, mogli nie mieć możliwości innej reakcji. Dodał, że sytuacja będzie wyjaśniana. Trwające od kilu dni w USA protesty są reakcją na śmierć George’a Floyda, który zmarł w wyniku brutalnej interwencji policji w Minneapolis.

Tysiące ludzi wyszło w sobotę na ulice Nowego Jorku, protestując przeciw brutalności policji w Minneapolis, która doprowadziła do śmierci Afroamerykanina George’a Floyda. Demonstrowano m.in. przed wieżowcem prezydenta USA Trump Tower, na 5. Alei, Times Square oraz na Brooklynie.

Dwa radiowozy wjechały w grupę protestujących Nowojorczyków

W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania przedstawiające konfrontację demonstrantów z policją na nowojorskim Brooklynie. Widać na nich, jak stojący na ulicy przed barierką radiowóz jest obrzucany przez protestujących różnymi przedmiotami. Zebrani uderzają także w maskę samochodu. Siedzący w środku funkcjonariusze mają przed sobą sgrupę protestujących.

Po chwili do stojącego radiowozu podjeżdża kolejny. Oba samochody, mając włączone sygnały świetlne i dźwiękowe, ruszają wprost na tłoczących się przy barierkach ludzi. Na nagraniach słychać krzyki, widać także, jak ktoś wskakuje na auto. Nie ma informacji o rannych w wyniku tej sytuacji.

Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio, który widział nagranie, ocenił, że protestujący źle postąpili otaczając policyjny samochód. Dodał przy tym, że funkcjonariusze mogli nie mieć innego wyboru. – Nie zamierzam obwiniać funkcjonariuszy, który próbowali poradzić sobie z sytuacją bez szans. Ludzie, którzy zebrali się wokół radiowozu źle się zachowywali i stworzyli sytuację niemożliwą do odparcia – mówił. De Blasio dodał, że sytuacja będzie teraz wyjaśniana. Nowojorska policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Po premierze filmu braci Sekielskich biskup Edward Janiak odsunięty od uroczystości

Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” wywołał tysiące reakcji. Jednym z głównych bohaterów jest biskup Edward Janiak z Kalisza. Jeszcze wczoraj mówiło się o tym, że duchowny będzie dzisiaj (23 maja) udzielał święceń kapłańskich, co zbulwersowało między innymi mieszkańców Kalisza. Kuria najpierw nie miała nic przeciwko, by biskup Janiak udzielił święceń, wkrótce jednak biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało o odsunięciu go od prowadzenia tej uroczystości.

W najbliższą sobotę (23 maja) o godz. 11:00 w katedrze w Kaliszu odbędą się święcenia kapłańskie. Udzielić ich miał biskup Edward Janiak, który jest jednym z bohaterów filmu „Zabawa w chowanego”.

Film braci Sekielskich pokazał, że biskup z Kalisza nie reagował na informacje o pedofilskich czynach księży. Sprawą zainteresował się abp Wojciech Polak, który zgłosił się z prośbą do Watykanu o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania działania. Reporterowi „Super Expressu” udało się skontaktować z kurią w Kaliszu. Co usłyszeliśmy?

– Tak, biskup Edward Janiak będzie udzielał święceń kapłańskich w kaliskiej katedrze – powiedział lakonicznie Super Expressowi ks. kanonik mgr lic. Marcin Papuziński, rzecznik kaliskiej kurii.

Duchowny był wyraźnie niezadowolony z faktu, że informacja o obecności biskupa Janiaka przedostała się do mediów.

– Będzie to czynił jako biskup diecezjalny, który ma prawo do udzielania sakramentu święceń w stopniu prezbiteriatu diakonom należącym do diecezji kaliskiej – dodał ks. Papuziński

Mieszkańcy Kalisza są oburzeni sprawą biskupa Edwarda Janiaka. Już po premierze doszło do protestu i nie jest wykluczone, że będą się one powtarzać.

Tymczasem biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało jedna, że biskup kaliski Edward Janiak nie będzie przewodniczył sobotnim uroczystościom święceń kapłańskich w katedrze w Kaliszu. Zastąpi go biskup senior tej diecezji, Stanisław Napierała.
Źródło info i foto: se.pl

Jest reakcja chińskiego rządu jakoby koronawirus miał wycieknąć z laboratorium w Wuhan

Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych zabrało głos w sprawie artykułu „Washington Post” dotyczącego laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan. Według ustaleń gazety amerykańscy dyplomaci już dwa lata temu byli zaniepokojeni bezpieczeństwem ośrodka, który zajmuje się badaniami nad koronawirusami. Mieli też ostrzec przed wybuchem pandemii podobnej do SARS. Reakcja chińskich władz na te doniesienia jest stanowcza.

Rzecznik MSZ Chin Zhao Lijian odrzucił sugestie, że COVID-19 mógł mieć swój początek w laboratorium w Wuhan. To reakcja na doniesienia „Washington Post” o tym, że dyplomaci z USA zgłaszali wątpliwości co do bezpieczeństwa ośrodka, gdzie prowadzono badania nad koronawirusami. Rzecznik chińskiego MSZ powołał się na Światową Organizację Zdrowia, która stwierdziła, że nie ma dowodów na to, by wirus został stworzony w laboratorium.

Amerykańscy dyplomaci ostrzegali przed wybuchem epidemii?

We wtorek, 14 kwietnia „Washington Post” poinformował o dwóch depeszach wysłanych przez amerykańskich dyplomatów, którzy na początku 2018 roku złożyli wizytę w laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan.

Wizyta odbyła się na zaproszenie chińskich władz. Według doniesień gazety Amerykanie mieli być na tyle zaniepokojeni bezpieczeństwem i sposobem zarządzania ośrodka badającego koronawirusy, że wysłali do Waszyngtonu dwie depesze na ten temat.

Jak poinformował waszyngtoński dziennik, Amerykanie mieli domagać się w nich poświęcenia większej uwagi laboratorium w Wuhan ze względu na wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa. Mieli też ostrzec, że prowadzone w ośrodku badania nad koronawirusami u nietoperzy stanowią ryzyko wybuchu pandemii podobnej do SARS w 2003 roku.

Donald Trump o laboratorium w Wuhan

Artykuł opublikowany przez „Washington Post” poruszył opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump pytany o to czy do pierwszego zakażenia koronawirusem doszło w laboratorium w Wuhan odparł, że „coraz więcej o tym się słyszy”. Zapewnił, że władze Stanów Zjednoczonych „prowadzą bardzo dogłębne śledztwo” w tej sprawie. Z kolei przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA generał Mark Milley oświadczył, że koronawirus prawdopodobnie powstał z przyczyn naturalnych, ale nie ma co do tego pewności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rybnik: Brutalna napaść na sędzię. Jest reakcja Zbigniewa Ziobro

Prokurator generalny Zbigniew Ziobro poleci swemu zastępcy prok. Krzysztofowi Sierakowi objęcie nadzorem postępowania przygotowawczego ws. napaści na sędzię w Rybniku; prokuratura będzie żądała najsurowszych konsekwencji – poinformowała PAP rzeczniczka Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik. Do napaści na sędzię doszło w czwartek w Sądzie Rejonowym w Rybniku. Bezpośrednio po tym zajściu 39-letni mężczyzna został przez sędzię ukarany 14-dniowym aresztem.

„Pan prokurator generalny poleci swemu zastępcy panu prokuratorowi Sierakowi objęcie nadzorem postępowania przygotowawczego dotyczącego napaści na panią sędzię w Rybniku” – poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka PK.

Jak zapowiedziała, prokuratura będzie żądała najsurowszych konsekwencji, jakie przewiduje prawo. Ponadto – podała prok. Bialik – prokurator generalny polecił, aby prokuratura wystąpiła o zastosowanie wobec sprawcy tego zdarzenia najsurowszego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Meksyk: Uczestnicy proaborcyjnej manifestacji próbowali podpalić katedrę. Powstrzymali ich wierni i policja

Uczestnicy proaborcyjnej manifestacji w mieście Meksyk próbowali podpalić katedrę. Nie udało się im to dzięki mobilizacji wiernych oraz reakcji służb. Do sytuacji doszło podczas demonstracji ruchów proaborcyjnych. Uczestnicy demonstracji domagali się pełnej legalizacji aborcji, która jest zakazana w większości stanów Meksyku. W trakcie manifestacji próbowali podpalić budynek meksykańskiej Izby Handlowej i zabytkową katedrę.

Zamiary pokrzyżowali im wierni, którzy wcześniej mobilizowali się przez media społecznościowe, by bronić świątyni. Zgromadzili się oni przed drzwiami do katedry. Jak powiedział Mauricio Alfonso Guitar z meksykańskiej Gwardii Narodowej, dzięki informacjom o mobilizacji katolików rząd zdecydował się wysłać na miejsce policję, by osłaniała budynek. Interweniowała również straż pożarna.

Na Twitterze głos zabrał w tej sprawie metropolita Meksyku abp Carlos Aguiar Retes. Duchowny podziękował broniącym świątyni, wyrażając sprzeciw wobec stosowania przemocy w konfrontacji pomiędzy różnymi światopoglądami.

Katedra Metropolitalna w stolicy Meksyku jest największą i najstarszą katedrą w Ameryce oraz siedzibą arcybiskupa archidiecezji meksykańskiej.

To nie pierwsza taka sytuacja w kraju Ameryki Łacińskiej. W 2013 r. zwolennicy aborcji zdemolowali katedrę w stolicy Chile – Santiago, do której wtargnęli w trakcie mszy. W tym samym roku proaborcyjni manifestanci zaatakowali katedrę w Buenos Aires w Argentynie.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika na prezydenta Gdańska. Świadkowie: „Reakcja ochrony trochę późna”

„Ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie” – powiedziała pani Joanna, która była świadkiem ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jej zdaniem ochroniarze zareagowali po dłuższej chwili. „Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył” – mówiła.

Do ataku na Adamowicza doszło w Gdańsku w niedzielę wieczorem. Atak przeprowadził mężczyzna, który podczas odliczania do „Światełka do nieba” o godz. 20.00 wtargnął na scenę. Prezydent Gdańska trafił do szpitala.

Pani Joanna w rozmowie z TVN 24 wyjaśniła, że wraz z córką uczestniczyła w „Światełku do nieba” WOŚP. Relacjonowała, że po tym, jak prezydent miasta skończył przemówienie, zaczynało się odliczanie.

Córka do mnie mówi po chwili: Mamo zobacz, ten pan ma nóż, ten ktoś trzyma nóż. Ja zwróciłam uwagę, że się ktoś tam po prostu przewrócił, ale nikt z nas nie był świadomy tego, że to był właśnie Paweł Adamowicz. Byłyśmy na tyle przerażone, że tak naprawdę zaraz się stamtąd zwinęłyśmy, odeszłyśmy od sceny – powiedziała kobieta.

W jej ocenie „jedyne, co było tak naprawdę bardzo widoczne to to, że ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie”. Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył z tego – podkreśliła.

Zapytana w rozmowie, czy powodem tego była nieobecność służb, czy szok, odparła, że ta sprawa na pewno zszokowała wszystkich, którzy tam stali. Aczkolwiek policji nie było widać tam żadnej. Tam była firma, która była firmą ochroniarską zewnętrzną, obezwładnili go tak naprawdę młodzi chłopacy z tej firmy – powiedziała pani Joanna.

Kobieta zaznaczyła przy tym, że reakcja ochrony nastąpiła „po dłuższej chwili”. On chodził po scenie i trzymał nóż w prawym bodajże ręku, jak dobrze pamiętam, i tylko wykrzyczał, że siedział pięć lat w więzieniu przez PO – dodała.

Pytana, czy napastnik zachowywał się agresywnie, odpowiedziała, że on się cieszył. On się cieszył, że to zrobił. To było widać. To nie był taki agresywny człowiek, który wbiega, coś robi i zaraz ucieka. On po prostu chlubił się tym, co zrobił – podkreśliła pani Joanna.

„Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon”

Małżeństwo stojące przed sceną w Gdańsku opisało dziennikarzom napaść na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Według nich nikt na scenie ani bezpośrednio przed nią nie zdawał sobie sprawy w momencie ataku, co zaszło.

Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon, który wydarł prowadzącemu – mówiła dziennikarzom Bożena Koniecka, która z mężem stała w pierwszym rzędzie przed sceną, na której trwała gdańska impreza WOŚP. Myśmy myśleli, że to jakiś przerywnik, przed występem następnego zespołu. Mnie się wydawało, że ten człowiek śpiewa. Dopiero po jakimś czasie zobaczyliśmy nóż – powiedziała kobieta. On mówił, że to wina Platformy. Platforma posadziła go na 5 lat do więzienia – relacjonowała kobieta. Wtedy dopiero zorientowaliśmy się, że jest coś nie tak – mówiła dziennikarzom mieszkanka miasta. Jej zdaniem to było tak nagłe zdarzenia, że mało kto – nawet na scenie – zorientował się co się dzieje i co się stało.

Myśmy byli przekonani, że reanimacja dotyczy tego zbrodniarza, że może się prądem poraził, bo tyle tam było przewodów – powiedziała.

Kobieta stwierdziła, że napastnik po przemówieniu prezydenta „kręcił się po scenie – widziałam go dwa razy” – stwierdziła kobieta. Jej mąż Jerzy Koniecki dodał, że zauważył, iż po ataku prezydent Gdańska przysiadł, a mężczyzna wrócił na scenę.

Zdaniem kobiety „reakcja ochroniarska była trochę późna”. Dodała, że nóż został odrzucony w kierunku barierek i widowni. To był czarny sztylet, długi na 30 cm – dodała.

Oboje mieszkańcy Gdańska byli na tym koncercie od godziny 16.00 i jak twierdzili nie było tam policji. Zaznaczyli jednak, że przed wejściem do najbliższego sektora przy scenie ochrona sprawdzała wszystkie osoby.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Seria przestępstw na tle seksualnym w Finlandii. Władze są wstrząśnięte

Policja w Oulu poinformowała o licznych przypadkach przestępstw na tle seksualnym wobec nieletnich dziewcząt. Wśród kilkunastu podejrzanych są azylanci pochodzący z Bliskiego Wschodu i Afryki. Przestępstwa te wywołały reakcję najwyższych władz kraju.

„To niedopuszczalne, aby niektórzy z ubiegających się o azyl, a nawet ci, którym go już przyznano, przynosili tutaj zło i tworzyli poczucie zagrożenie” – oświadczył w sobotę prezydent Finlandii Sauli Niinisto, który wydał specjalne oświadczenie, gdy w piątek policja w Oulu nad Zatoką Botnicką (ok. 600 km na północ od Helsinek) poinformowała o dochodzeniu wobec czterech kolejnych osób podejrzanych o gwałt oraz wykorzystanie seksualne dziewcząt w wieku poniżej 15 lat. Trzech podejrzanych zostało zatrzymanych.

Komenda policji w Oulu na początku grudnia po raz pierwszy wydała komunikat o takich przestępstwach, o których popełnienie podejrzewa się m.in. cudzoziemców ubiegających się w Finlandii o azyl. Wtedy podejrzanych było dziesięć osób (osiem zostało zatrzymanych). Wśród nich były także osoby, które przebywają w Finlandii od wielu lat i którym nadano już fińskie obywatelstwo.

W prowadzonych przez policję dochodzeniach łącznie podejrzanych jest już kilkanaście osób, a ofiar 10. Do przestępstw miało dojść latem i jesienią ubiegłego roku. Według śledczych to „jedynie wierzchołek góry lodowej”, a wstępne dochodzenie wykazało, że z częścią ofiar kontakt sprawcy zainicjowali przez media społecznościowe.

„Wydarzenia w Oulu szokują”

„To niepojęte, że liczba podejrzanych wzrosła” – podkreślił Niinisto. Dodał, że, „wydarzenia w Oulu szokują”, są nieludzkie.

Także premier Juha Sipila w specjalnym oświadczeniu napisał, że napaści seksualne na dzieci wzbudziły w nim „głębokie poczucie zgorszenia”. „Rozumiem w pełni niepokój i szok obywateli” – dodał.

Szef rządu podkreślił, że „celem systemu azylowego jest pomaganie znajdującym się w niebezpieczeństwie, ale nie może on chronić przestępców”. Przypomniał, że w ostatnim czasie rząd przedstawił zmianę prawa m.in. ułatwiającą deportację obcokrajowców, którzy dopuścili się poważnych przestępstw.

Minister spraw wewnętrznych Kai Mykkanen w sobotnim wywiadzie w fińskiej telewizji powiedział, że dopuszczenie się poważnego przestępstwa na tle seksualnym powinno skutkować odebraniem fińskiego obywatelstwa tym, którym je nadano. W tej sprawie podjęto już działania legislacyjne.

Wzrost popularności nacjonalistycznej

Zdarzenia z Oulu przyciągnęły uwagę fińskich mediów już w grudniu. Komentatorzy podkreślają, że informacja o przestępstwach na tle seksualnym, o które podejrzewani są azylanci, mogły wpłynąć na ostatni wzrost popularności nacjonalistycznej i eurosceptycznej partii Finowie (PS), krytykującej politykę migracyjną i azylową rządu.

Przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w połowie kwietnia 2019 r., poparcie dla tego ugrupowania, według opublikowanego w tym tygodniu sondażu, przekroczyło 10 proc (wcześniej ok. 8 proc.). Obecnie najbardziej popularna jest opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Finlandii (SDP) – ok. 21 proc.
Źródło info i foto: interia.pl

Reakcja chińskich władz na zatrzymanie Weijinga W. w Polsce

Rzeczniczka ambasady Chin w Polsce powiedziała agencji Associated Press, że „strona chińska przywiązuje wielką wagę do zatrzymania” w Polsce chińskiego obywatela, któremu zarzucono szpiegostwo. Polskie władze poinformowały o zatrzymaniu przez ABW pod zarzutem szpiegostwa Weijinga W. – jednego z dyrektorów polskiego oddziału Huawei – i Piotra D. – byłego oficera ABW, który ostatnio pracował w Orange.

Sąd podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla obu podejrzanych.

Rzeczniczka chińskiej ambasady ujawniła, że reprezentant ambasady spotkał się z przedstawicielami polskiego MSZ, by omówić tę sprawę. Powiedziała, że Chiny wzywają Polskę „do informowania ich o sytuacji związanej z tą sprawą i do zaaranżowania konsularnej wizyty tak szybko, jak to możliwe”.

Rzeczniczka dodała, że Chiny wymagają od strony polskiej zajmowania się tą sprawą „zgodnie z prawem, rzetelnie i należycie oraz zapewnienia praw, interesów, bezpieczeństwa i humanitarnego traktowania obywatelowi chińskiemu”.

Rzeczniczka zastrzegła sobie anonimowość, mówiąc, że przedstawiła oficjalne stanowisko chińskiego rządu i że „jest nieistotne”, kto je przekazał.

AP odnotowuje, że rzeczniczka odmówiła spekulacji na temat winy podejrzanego, wskazując na „brak konkretnych faktów”.
Źródło info i foto: TVP.info

Świat reaguje na zabójstwo saudyjskiego dziennikarza

Pilnie potrzebne jest dokładne, międzynarodowe śledztwo, by zbadać dowody i wyjaśnić okoliczności związane ze śmiercią Dżamala Chaszodżdżiego – napisał w sobotę na Twitterze szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani. Wcześniej szef Rady Europejskiej Donald Tusk wezwał do przeprowadzenia śledztwa i pociągnięcia do odpowiedzialności winnych zabójstwa saudyjskiego dziennikarza.

Dopiero po ponad dwóch tygodniach od zaginięcia krytycznego wobec władz w Rijadzie dziennikarza Arabia Saudyjska przyznała, że został on zabity w konsulacie w Stambule. Oficjalna saudyjska agencja prasowa Spa poinformowała w nocy z piątku na sobotę, że Chaszodżdżi zginął podczas kłótni i bójki, do jakiej doszło w konsulacie między nim a „wieloma osobami”.

Europa oczekuje wyjaśnień

Coraz więcej europejskich polityków potępia zabójstwo dziennikarza. „Od Arabii Saudyjskiej oczekujemy transparentności, jeśli chodzi o okoliczności i kulisy śmierci (Chaszodżdżiego)” – napisali w opublikowanym w sobotę wspólnym oświadczeniu kanclerz Angela Merkel i szef dyplomacji Heiko Maas. „Winni muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności” – podkreślono w komunikacie, wskazując, że przedstawione dotąd informacje o tym, co wydarzyło się w stambulskim konsulacie są niewystarczające. Swoje oświadczenie w tej sprawie wystosował również szef francuskiego MSZ Jean-Yves Le Drian. „Potwierdzenie śmierci pana Dżamala Chaszodżdżiego to pierwszy krok w stronę ustalenia prawdy. Jednak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi” – wskazał minister spraw zagranicznych. Le Drian złożył kondolencje rodzinie dziennikarza i podkreślił, że odpowiedzialni za jego śmierć muszą być pociągnięci do odpowiedzialności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rzym: Będą całodobowe patrole policji przy fontannach

Całodobowe patrole przy fontannach w Rzymie zarządziły władze miejskie po kolejnym chuligańskim incydencie. Dwóch młodych roznegliżowanych mężczyzn kąpało się w fontannie na Placu Weneckim przy Ołtarzu Ojczyzny. Nagranie wybryku trafiło do mediów.

Władze włoskiej stolicy i straż miejska apelują o pomoc w zidentyfikowaniu sprawców czynu, który uznano za znieważenie miejsca, bo Ołtarz Ojczyzny dedykowany jest pamięci poległych za kraj. Znajduje się tam grób nieznanego żołnierza.

Jednocześnie postanowiono, że do 2 września, a więc do zakończenia szczytu sezonu turystycznego, patrole policji i straży miejskiej będą przez 24 godziny na dobę pilnować fontanny na Piazza Venezia, a także fontanny di Trevi na Placu Hiszpańskim, Campo de’ Fiori, Piazza Navona, Piazza del Popolo i na Zatybrzu. Przy innych zaś kontrole w ciągu dnia i wieczorem mają zostać wzmocnione.

Rozporządzenie to wywołało wątpliwości związku zawodowego strażników miejskich, którzy mówią, że do długiej listy ich zadań na służbie dodano następny.

Codzienne problemy z turystami

– Rzymianie chcą mobilnej straży miejskiej, gotowej do interwencji, a nie tkwiącej przy fontannach – powiedział jeden z związkowców.

Rzymskie fontanny, jedne z najbardziej chronionych zabytków w mieście, są niemal codziennie miejscem bezmyślnych i chuligańskich wybryków, przede wszystkim ze strony turystów. Najczęściej wchodzą oni do fontanny di Trevi, za co są surowo karani. Grzywna wynosi 450 euro.

Stołeczna prasa podkreśla, że nawet te kary nie działają odstraszająco.
Źródło info i foto: polsatnews.pl