Szwecja wyznaczyła 41 gmin, które muszą przyjmować szwedzkich islamistów i ich rodziny

Szwedzki rząd wyznaczył 41 gmin, które mają być odpowiedzialne za przyjęcie szwedzkich dżihadystów oraz ich rodzin powracających z Syrii i Iraku – informuje „Gazeta Polska Codziennie”.

Od 2012 roku około 300 osób mieszkających w Szwecji wyjechało do obszarów objętych konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie, aby wstąpić w szeregi terrorystów, m.in. Państwa Islamskiego. Spośród nich powróciło około 150 osób. Dane o nich podała szwedzka służba specjalna odpowiadająca za bezpieczeństwo wewnętrzne i kontrwywiad Säkerhetspolisen (SÄPO).

Osoby te mają prawo nie tylko powrotu do Szwecji, ale również korzystania ze świadczeń socjalnych. Aby móc skuteczniej walczyć z takimi przypadkami, rząd w Sztokholmie chce wprowadzić zmiany w prawie umożliwiające karanie za samą przynależność do organizacji terrorystycznych.

Jak dotąd żadnej z tych osób szwedzki wymiar sprawiedliwości nie postawił jeszcze zarzutów. Wynika to z trudności dotyczących zebrania materiału dowodowego i przesłuchania potencjalnych świadków przestępstw popełnianych na obszarze Bliskiego Wschodu.
Źródło info i foto: TVP.info

Pedofil Mariusz Trynkiewicz uhonorowany na festiwalu w Łodzi!

3 listopada w Łodzi odbędzie się festiwal tatuażu Tattoo Days. Organizatorzy reklamują wydarzenie możliwością spotkania ponad 300 tatuatorów z Polski i Europy, pokazami mody, burleską, koncertami a także wystawą pt.: „Twórczość zza krat”. W ramach tego wydarzenia, uczestnicy będą mogli „podziwiać” obrazy autorstwa Mariusza Trynkiewicza – skazanego za zabicie i molestowanie czterech chłopców z Piotrkowa Trybunalskiego. Co ciekawe, organizator zapewnia, że Tattoo Days jest „imprezą dla całych rodzin”, także dla najmłodszych.

3 listopada do Hali Expo w Łodzi zjadą tatuażyści z całej Europy. To właśnie tam odbędzie się 11. edycja Tattoo Days. Wydarzenie będzie obfitować w wiele atrakcji: pokazy mody, burleskę, mistrzostwa w strzyżeniu bród oraz koncerty (gwiazdą będzie Quebonafide). Nas jednak zainteresowała wystawa organizowana przez Polskie Muzeum Tatuażu, na której zostaną zaprezentowane prace polskich więźniów.

W zbiorach znalazły się także dzieła Mariusza Trynkiewicza. Organizator nie precyzuje, czy chodzi o „szatana z Piotrkowa”, być może mamy do czynienia ze zbieżnością nazwisk. Przy czym sam fakt wspominania o pedofilu, który z zimną krwią zabił czterech chłopców, a ich ciała spalił w lesie, jest kiepskim pomysłem na rozreklamowanie imprezy. Tym bardziej, że jeśli wierzyć opisowi – mogą w niej uczestniczyć całe rodziny.

Warto nadmienić, że w 2014 roku pod ostrzałem opinii publicznej znalazła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która jak ustalił dziennik.pl, sprzedawała na swoich aukcjach obrazy więźniów zakładu karnego w Strzelcach Opolskich, gdzie karę odbywał Trynkiewicz. Na licytację miały trafić także obrazy jego autorstwa, które namalował podczas zajęć arteterapii (wykorzystywanej w resocjalizacji). Fundacja tłumaczyła później, że obrazy przekazane przez zakład karny są zazwyczaj anonimowe. Nie wiadomo również przez kogo zostały kupione i za ile.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Irak: Rodziny dżihadystów masowo wydalane z kraju

Ok. 300 kobiet i dzieci zagranicznych bojowników z Państwa Islamskiego (IS), schwytanych przez irackie władze w Mosulu, wywieziono w kierunku Bagdadu w celu „wydalenia do krajów pochodzenia” – poinformował w poniedziałek przedstawiciel lokalnych władz.

„To już drugi taki transfer, a będą jeszcze dwa lub trzy” – powiedział agencji AFP Nuredin Kablan, wiceprzewodniczący rady muhafazy prowincji Niniwa, której Mosul jest ośrodkiem administracyjnym.

Mosul był także uważany za tzw. stolicę Państwa Islamskiego w Iraku. W sumie ponad 1200 członków rodzin zagranicznych dżihadystów zostanie przewiezionych z centrum zatrzymań w miejscowości Tall Kajf, na północ od Mosulu do takiego samego ośrodka w stolicy Iraku – dodał Kablan.

W połowie września wysoki przedstawiciel irackich sił bezpieczeństwa poinformował o przybyciu do Tall Kajf 509 kobiet i 813 dzieci pochodzących z 13 krajów w Europie i Azji. Źródło w irackim rządzie powiedziało AFP, że około 300 kobiet pochodziło z Turcji.

Według Norweskiej Rady Uchodźców (NRC), organizacji pozarządowej, która „domaga się dostępu humanitarnego do tych kobiet i dzieci”, pochodzą oni głównie z Turcji, Azerbejdżanu, Rosji i Tadżykistanu.

Los schwytanych dżihadystów, podobnie jak członków ich rodzin, jest przedmiotem debaty w krajach, z których pochodzą. Na przykład bojownicy z Francji, więzieni obecnie w Iraku, zostaną osądzeni w Iraku, co niedawno potwierdził szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian. Jak zaznaczył, „każdy przypadek dziecka będzie rozpatrywany osobno”.

W sąsiedniej Syrii w połowie listopada przedstawiciele rosyjskich władz przybyli do miasta Ar-Rakka, dawnej tzw. stolicy IS w Syrii, po 13 kobiet i 29 dzieci z Czeczenii.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowa fala migrantów nadciąga do Niemiec

Rząd w Berlinie liczy się z napływem od 200 do 300 tysięcy Syryjczyków i Irakijczyków w ramach akcji łączenia rodzin. Podstawą takiej oceny jest, z jednej strony, liczba już wydanych wiz, z drugiej zaś oczekiwana liczba wniosków o wizę wjazdową do Niemiec złożonych przez krewnych Irakijczyków i Syryjczyków, którzy otrzymali azyl w Republice Federalnej.

Poinformował o tym dziennik „Welt am Sonntag”, który zwrócił się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z pytaniem w tej sprawie. Szacunkowa liczba 200 do 300 tysięcy Syryjczyków i Irakijczyków, którzy wkrótce będą mogli przybyć do Niemiec w ramach akcji łączenia rodzin, opiera się także na dotychczasowych doświadczeniach z uchodźcami z Syrii, którzy wystąpili już z prośbą o zezwolenie na sprowadzenie z kraju członków najbliższej rodziny.

W tej chwili wnioskodawcy muszą liczyć się z wielomiesięcznym wyczekiwaniem na wezwanie w sprawie wizy do niemieckiego przedstawicielstwa dyplomatycznego w ich kraju. W niemieckim konsulacie generalnym w Irbilu w Iraku okres wyczekiwania na wezwanie wynosi obecnie siedem, a w konsulacie w Bejrucie w Libanie od dziewięciu do dwunastu miesięcy. W Turcji natomiast na wizę rodzinną do Niemiec trzeba obecnie czekać tylko około miesiąca. Takie dane podał ostatnio przedstawiciel MSZ na posiedzeniu komisji spraw wewnętrznych Bundestagu.

Duże i trudne wyzwania

Na tym posiedzeniu przedstawiciel niemieckiego rządu podał do protokołu, że „historyczny wymiar migracji do Europy i Niemiec od roku 2015 stawia w sprawie łączenia rodzin MSZ przed ogromnymi wyzwaniami, których mimo wszystkich podjętych starań i wysiłków nie udało się we wszystkich przypadkach załatwić w sposób zadowalający”. Częściowym przynajmniej wyjściem z tej sytuacji jest zatrudnienie dodatkowego personelu i uproszczenie formalności związanych z otrzymaniem wizy w ramach łączenia rodzin, co już nastąpiło. Do obsługi wniosków o wizę rodzinną dla Syryjczyków i Irakijczyków w niemieckich ambasadach i konsulatach zatrudniono ponad 100 dodatkowych urzędników.

W pierwszym kwartale 2017 roku niemieckie przedstawicielstwa dyplomatyczne wydały ok. 17 tys. takich wiz, ale zdaniem niemieckiego MSZ ta liczba wkrótce się znacznie zwiększy. Rzeczniczka partii Zielonych w Bundestagu ds. migrantów i uchodźców Luise Amtsberg powiedziała w wywiadzie dla „Welt am Sonntag”, że w przypadku uchodźców z Syrii i Iraku akcja łączenia rodzin wciąż przebiega zbyt opieszale i wymaga wprowadzenia nowych rozwiązań. Jej zdaniem podania o wizę mogłyby być rozpatrywane także przez personel ministerstwa spraw zagranicznych w Berlinie, a nie tylko niemieckie ambasady i konsulaty na miejscu.

180 tys. uchodźców w 2017

„Welt am Sonntag” podaje, że ministerstwo spraw wewnętrznych liczy się z napływem ok. 180 tys. uchodźców do Niemiec w bieżącym roku. Jak podaje MSW, w pierwszym półroczu o azyl w Niemczech wystąpiło 90 tys. 389 osób. Jeśli ten stan rzeczy się utrzyma, ich liczbę w całym roku należy szacować na wspomniane wyżej 180 tys., co tylko nieznacznie utrzymuje się poniżej liczby 200 tys. uchodźców, przyjętej przez bawarską CSU za ich górny pułap.
Źródło info i foto: onet.pl

Migranci sprzedawani na targach jak towar. Cena pomiędzy 200-500 dolarów

Za zdolnych do pracy chcą wyższą cenę, innych torturują, by wymusić okup od rodzin. Kobiety są sprzedane jako niewolnice seksualne. To nie zamierzchła historia – takie targi niewolników funkcjonują dziś w Libii. Ich ofiarą padają ludzie, którzy próbują dotrzeć do Europy.

Grupy zbrojne lub siatki przemytnicze chwytają migrantów z Afryki Zachodniej, głównie z Nigerii, Senegalu czy Gambii, gdy ci próbują dotrzeć do libijskiego wybrzeża. Stamtąd uciekinierzy mają nadzieję na łodziach dostać się do Włoch. Jednak przestępcy sprzedają ich na targach niewolników.

Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji (IOM) próbuje nagłośnić ten proceder. Głównym ośrodkiem przemytu migrantów jest miasto Sabha położone na południowym zachodzie kraju. Ludzie w rozmowach z IOM opisywali, że zostali przewiezieni na place lub parkingi, gdzie następnie ich sprzedawano.

Cena za migranta waha się od 200 do 500 dolarów. Osoby mające takie umiejętności jak malowanie czy kładzenie dachówek są wyceniane wyżej od pozostałych, a następnie wykorzystywane np. podczas prac budowlanych.

– Migranci są sprzedawani na targu jak towar – mówi szef IOM na Libię Othman Belbeisi. – Sprzedawanie ludzi staje się nowym trendem wśród przemytników, podczas gdy siatki przemytnicze w Libii rosną w siłę – dodaje.

Ludzie torturowani, by wymusić okup od rodzin

Mężczyzna z Senegalu, z którym rozmawiała IOM, opowiedział, że został sprzedany na jednym z takich targów w mieście Sabha, a następnie zabrany do prowizorycznego więzienia, gdzie przetrzymywano ponad stu migrantów. Jak relacjonował, więźniom kazano dzwonić do rodzin, od których następnie żądano pieniędzy za ich uwolnienie. Niektóre osoby były podczas rozmowy bite, aby bliscy słyszeli, że są torturowane. Gdy nie wpłacano kilkuset dolarów okupu, cena wzrastała.

Według Senegalczyka w więzieniu panowały przerażające warunki. Brakowało jedzenia, a ludzie, którzy nie mogli zapłacić, byli zabijani lub głodzeni na śmierć, a następnie anonimowo chowani. Inny, któremu po dziewięciu miesiącach udało się zebrać pieniądze i opuścić więzienie, trafił do szpitala z powodu skrajnego niedożywienia. Ważył 35 kg.

Według świadków, na których powołuje się IOM, handluje się także kobietami. Kupują je Libijczycy, którzy następnie zabierają je do swych domów i wykorzystują jako niewolnice seksualne.

Migranci zmuszani do ochraniania targów niewolników

Przedstawiciel IOM z Nigru oznajmił, że organizacja potwierdziła informacje o aukcjach w Libii u kilku innych migrantów, którym udało się odzyskać wolność. Osoby te potwierdziły, że istnieje ryzyko bycia sprzedanym jako niewolnik w mieście Sabha.

Sprzedającymi są kierowcy lub lokalni mieszkańcy, którzy wykorzystują migrantów do prac, głównie budowlanych. – Później zamiast im płacić sprzedają swoje ofiary nowym klientom – dodał.

Niektórzy migranci są zmuszani do pracy jako ochroniarze w więzieniach lub na targach – wyjaśnił przedstawiciel IOM.

Tysiące ludzi giną na morzu i pustyni w drodze do Europy

Po zamknięciu szlaku przez Turcję, Grecję i Bałkany trasa z Libii do Włoch przez Morze Śródziemne stała się główną drogą, jaką do Europy próbują się dostać uchodźcy i migranci ekonomiczni z Afryki. W tym roku do Włoch dotarło ponad 26 tys. migrantów, czyli o ponad 7 tys. więcej niż rok temu w tym samym czasie. Ponad 600 zginęło podczas przeprawy morskiej. Liczba tych, którzy ponieśli śmierć podczas podróży na północ przez pustynię, nie jest znana.

W zeszłym roku na niebezpieczną przeprawę zdecydowało się 355 tys. osób. Utonęło co najmniej pięć tysięcy. W lutym Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF opublikował raport, w którym informował, że kobiety i dzieci uciekające z Afryki do Europy przed biedą i wojnami są bite, gwałcone i głodzone w prowizorycznych ośrodkach dla migrantów w Libii.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Najprawdopodobniej Poznański po raz pierwszy spotkał się ze swoją ofiarą w dniu morderstwa

Około 30 osób przesłuchano w związku ze sprawą Kajetana Poznańskiego, poszukiwanego za brutalne morderstwo w Warszawie dokonane 3 lutego w mieszkaniu na Woli. Ciało zabitej 30-latki zostało podpalone w mieszkaniu na Żoliborzu, wynajmowanym przez 27-latka.

Jak powiedział nam prokurator Przemysław Nowak przesłuchane osoby to przede wszystkim współlokatorzy podejrzanego, a także ofiary. Zeznania składali także członkowie rodzin Poznańskiego oraz zabitej 30-latki. Oprócz tego prokuratura przesłuchała też między innymi taksówkarzy. Wiadomo bowiem, że najprawdopodobniej podejrzany najpierw zabił kobietę, potem ją okaleczył. Do transportu zwłok wykorzystał dwie taksówki.

Zamówił taksówkę, tą taksówką przejechał w stronę swojego mieszkania kawałek, następnie wysiadł, zamówił kolejną taksówkę – relacjonował nam prokurator Nowak.

Worek z ciałem 30-latki podpalił w swoim mieszkaniu.

Jak usłyszał nasz dziennikarz, śledczy nie wykluczają, że Kajetan Poznański pierwszy raz spotkał się z ofiarą, choć mogli się wcześniej przelotnie znać. Na pewno nie byli parą. Wszystko wskazuje na to, że poszukiwany mężczyzna jest za granicą. W zeszłym tygodniu policjanci otrzymali wiarygodny sygnał, że przebywa w jednym z krajów Unii Europejskiej.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Szwecja: Polacy podejrzani o zamiar ciężkiego pobicia uchodźców. Demonstracje pod sądem

Sąd w Soedertoern pod Sztokholmem zdecydował o aresztowaniu 10 Polaków podejrzanych o przygotowywanie ataku na ośrodek dla uchodźców w Nynaeshamn. Podczas posiedzeń sądu solidarność z zatrzymanymi manifestowało ok. 100 Polaków. Część z manifestujących Polaków miała na sobie szaliki z polskim godłem narodowym oraz symbolami klubów piłkarskich. Zbierano także pieniądze na rzecz podejrzanych i ich rodzin.

Zatrzymani nie przyznają się

Już w czwartek sąd zastosował areszt wobec dwóch Polaków oraz Ukraińca. Jeden z Polaków, 17-latek, został zwolniony ze względu na niepełnoletność. Ma on jednak nadal status podejrzanego. Obrońcy w sądzie twierdzili, że ich klienci zaprzeczają, jakoby planowali zaatakowanie migrantów. Jeden z podejrzanych powiedział, że przebywa w Szwecji jako turysta. Inny niedawno przyjechał do Szwecji i znalazł pracę w branży budowlanej. Mężczyzn w wieku od 17 do 40 lat zatrzymała w poniedziałek szwedzka policja w pobliżu kempingu w gminie Nynaeshamn, gdzie przebywają starający się o azyl w Szwecji uchodźcy. W samochodach podejrzanych znaleziono niebezpieczne narzędzia: kije, pręty, noże i siekiery.

Zamiar „ciężkiego pobicia”

Prokurator Sara Friedman chce oskarżyć wszystkich zatrzymanych mężczyzn o zamiar „ciężkiego pobicia”. Ma na to czas do 25 lutego. Sąd wyraził zgodę na areszt 13 osób ze względu na możliwość prób uniknięcia przez nie wymiaru sprawiedliwości lub możliwość mataczenia w śledztwie. Szwedzka popołudniówka „Aftonbladet” napisała w czwartek, że grupa Polaków miała zebrać się w poniedziałek w Nynaeshamn po apelu nawołującym do odwetu, który został opublikowany po polsku na jednej z polonijnych grup na Facebooku. Wynikało z niego, że w lokalnym pociągu jadącym z Nynaeshamn do Sztokholmu młoda Polka została zaatakowana na tle seksualnym przez grupę imigrantów. Według gazety przestępstwo nie zostało zgłoszone policji, a historia mogła być plotką.

Sprzeciw wobec uchodźców

Trzech spośród 14 zatrzymanych to Polacy, którzy pod koniec stycznia trafili na komisariat podejrzani o napaść na uczestników kontrdemonstracji w Sztokholmie. Zostali jednak wypuszczeni na wolność. Według szwedzkich mediów mężczyźni mieli na sobie szaliki Lecha Poznań oraz trzymali polskie flagi. Brali udział w manifestacji o nazwie „demonstracja ludu”, aby wyrazić sprzeciw wobec przyjmowania przez Szwecję uchodźców. Domagali się referendum w sprawie imigracji oraz rozpisania nowych wyborów. Po zdarzeniu w pobliżu ośrodka dla uchodźców w Nynaeshamn szwedzkie władze podjęły decyzję o zaostrzeniu środków bezpieczeństwa wokół podobnych obiektów w regionie sztokholmskim.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Armator „Szafira” negocjuje z nigeryjskimi piratami

Szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski ujawnił, że trwają rozmowy z piratami, którzy porwali pięciu polskich marynarzy ze statku „Szafir”. Waszczykowski powiedział, że działania w sprawie polskich marynarzy prowadzą zarówno polskie władze, jak i armator.

– „Jesteśmy w stałym kontakcie z władzami politycznymi i władzami bezpieczeństwa Nigerii. Wiem, że został nawiązany kontakt przez marynarzy, którzy najpierw zadzwonili do rodzin. Jest też nawiązany kontakt z porywaczami. Rozmowy trwają” – powiedział Waszczykowski.

Dodał, że równolegle działania podejmuje armator i firmy, które eksploatowały uprowadzony statek. – To równoległy kanał rozmów z piratami. To doświadczeni ludzie, którzy są na miejscu, od lat funkcjonują i mieli do czynienia z podobnymi przypadkami. Musimy im wierzyć, że są w stanie rozwiązać tę sytuację – powiedział minister.

Według niego jeśli okaże się, że potrzebna jest także pomoc innych państw, to Polska się o nią zwróci. – Na razie jest szansa rozwiązać tę sytuację (…) na miejscu, lokalnie – dodał.

Pięciu polskich marynarzy – czterech oficerów i jeden marynarz – z 16 osobowej załogi statku „Szafir” zostało uprowadzonych w nocy z czwartku na piątek ze statku u wybrzeży Nigerii. W niedzielę resort informował, że uprowadzeni Polacy skontaktowali się z rodzinami i zapewnili, że są cali i zdrowi. Jedenastu pozostałych członków załogi „Szafira” w poniedziałek – pod eskortą łodzi patrolowej nigeryjskiej marynarki wojennej – dopłynęło bezpiecznie do portu w Onne.

Według informacji podanych w piątek przez Spółkę Euroafrica, do której należy „Szafir”, statek został zaatakowany z dwóch łodzi przez uzbrojonych piratów; miało to miejsce w odległości ok. 35 mil morskich od wybrzeży Nigerii. W centrali MSZ działa od piątku międzyresortowy zespół kryzysowy. Śledztwo w sprawie porwania polskich marynarzy prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Dziewczyna uciekła by dołączyć do Państwa Islamskiego

Błagam wróć do domu, cierpię – apeluje za pośrednictwem mediów matka młodej Kenijki, która wraz z koleżanką uciekła, by dołączyć do Państwa Islamskiego. Kilka dni po zniknięciu napisała w SMS-ie do rodziny: „Jestem w Syrii, nie szukajcie mnie”. Matka dziewczyny Rahma Adan od kilku dni trzyma w dłoniach małe i wymięte zdjęcie. Nosi je cały czas przy sobie. To jedna z najbardziej wartościowych pamiątek, która jej została. Młoda kobieta ze zdjęcia, ubrana w czarną chustę, to jej córka Tawfiqua, która wraz z przyjaciółką Salwą Abdullą zniknęła na początku maja.

Według relacji ich rodzin dziewczyny po lekcjach w szkole poszły do domu Tawfiquy w stolicy Kenii Nairobi. Jakiś czas później Tawfiqua postanowiła odprowadzić Salwę i już nie wróciła. Od tego momentu nikt ich nie widział.

„Nie szukajcie mnie”

Rodziny i krewni zaczęli desperackie poszukiwania, ale nie mogli trafić na żaden ślad. Po czterech dniach nadeszła nieoczekiwana wiadomość, która wprowadziła ich w osłupienie. – Jestem w Syrii, nie szukajcie mnie, wszystko jest ze mną w porządku” – napisała w SMS-ie do kuzyna Tawfiqua. Jej matka Rahma jest w szoku. – Była pracowita, sumienna i skryta. Dobrze się uczyła. Nic nie wskazywało, że może powodować jakiekolwiek problemy – wspomina córkę. – Bardzo porządne dziecko, czytała Koran, kochała swoją religię. Nie mogę uwierzyć jak to się mogło stać, może Szatan zmienił jej myślenie – dodaje.

Kenijska policja wszczęła śledztwo. Sprawdza w jaki sposób dziewczynom udało się przekroczyć granicę bez paszportów. To nie pierwsza ucieczka osób, które chcą działać w organizacji terrorystycznej. W marcu kenijska policja aresztowała cztery młode dziewczyny próbujące wyjechać z Kenii bez odpowiednich dokumentów. Chciały dołączyć do somalijskich terrorystów powiązanych z Al-Kaidą.
Żródło info i foto: tvn24.pl

19-latek zabił brata w Istebnej

Rodzinny dramat w Istebnej na Podbeskidziu. 19-latek zabił tam swojego brata. Dziś sprawca stanął przed prokuratorem. Został już tymczasowo aresztowany. Informację o tej tragedii dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Zaczęło się najprawdopodobniej od sprzeczki między braćmi. Potem doszło do zabójstwa. Wszystko to działo się w domu. Odgłosy awantury usłyszeli inni domownicy i to oni wezwali policję i pogotowie. Na uratowanie 22-letniego mężczyzny było już za późno. Ofiara miała liczne rany od noża.

Napastnik nie uciekał, ale stawiał opór policjantom, którzy pojawili się na miejscu. 19-latek został tymczasowo aresztowany przez sąd. W czasie prokuratorskiego przesłuchania mężczyzna przyznał się do zbrodni.
Żródło info i foto: RMF24.pl