Lublin: Rodzina pobiła się na ulicy. Ranna kobieta trafiła do szpitala

Policja interweniowała przy ul. Lubomelskiej w Lublinie. Doszło tam do rodzinnej kłótni, a potem bójki, w której ranna została kobieta. Trafiła do szpitala. Będący na urlopie policjant zauważył w sobotę wieczorem leżącą na ulicy Lubomelskiej w Lublinie kobietę. Miała poważne obrażenia głowy. Po chwili straciła przytomność.

Na miejsce wezwano karetkę pogotowia i 44-latka trafiła do szpitala. Okazało się, że wcześniej uczestniczyła w rodzinnej bójce wspólnie z pięcioma innymi osobami. Byli to czterej mężczyźni w wieku 17, 23, 44 i 45 lat oraz 40-letnia kobieta. Wszyscy byli pijani.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginięcie 5-letniego chłopca z Grodziska Mazowieckiego. Jego ojciec przed śmiercią kontaktował się z matką

Policja w Grodzisku Mazowieckim poszukuje 5-letniego Dawida Żukowskiego. Wczoraj chłopca zabrał ojciec i odjechał w nieznanym kierunku. Funkcjonariusze po kilku godzinach dostali informację, że ojciec dziecka nie żyje. Nie wiadomo, gdzie jest 5-latek. Tłem tej historii może być konflikt rodzinny.

Wczoraj około godz. 17 ojciec zabrał 5-latka z domu w Grodzisku Mazowieckim i odjechał w nieznanym kierunku. Przed godz. 21 ciało 32-latka zostało znalezione na przejeździe kolejowym – mężczyzna zginął potrącony przez pociąg. Nieznane jest obecnie miejsce pobytu chłopca.

W poszukiwania zaangażowanych jest kilkuset policjantów i strażaków, psy tropiące, a także policyjny śmigłowiec. Sprawdzane są wszystkie miejsca, gdzie w ostatnich godzinach życia przebywał ociec, co zostało ustalone na podstawie logowań telefonu.

Służby szukają również chłopca u jego rodziny i znajomych. Poszukiwania są prowadzone nie tylko w Grodzisku Mazowieckim, ale także w Warszawie i pobliskich miejscowościach.

Policja szuka informacji o aucie ojca

Samochód ojca został znaleziony około trzech kilometrów od miejsca tragedii. Każda osoba, która widziała szarą skodę fabię proszona jest o kontakt – apeluje Sylwester Marczak z komendy stołecznej policji. Auto miało na szybie charakterystyczną czerwoną zasłonę przeciwsłoneczną z nadrukowanym bohaterem bajki „Auta”.

Według ustaleń śledczych, szara skoda, którą poruszał się ojciec chłopca była widziana m.in. nieopodal lotniska Chopina w Warszawie.

Rodzinny konflikt

Rodzice chłopca nie mieszkali razem. Według naszych informacji konflikt rodzinny może być znaczącym tłem tej historii. Pełnomocnik matki Dawida kilka dni temu powiadomił śledczych o tym, że mężczyzna stosował przemoc wobec kobiety. Pismo w tej sprawie wpłynęło do policji we wtorek. Z nieoficjalnych informacji naszego dziennikarza, ojciec dziecka zanim rzucił się pod pociąg kontaktował się z matką 5-latka. Wysłał jej wiadomość.

Zaginiony 5-latek

Dawid Żukowski był ubrany w szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie jeansy i niebieskie trampki z obrazkami Zygzaka McQueena.

Policja prosi wszystkie osoby, które mogą wiedzieć cokolwiek o miejscu pobytu chłopca, o skontaktowanie się z komendą w Grodzisku Mazowieckim pod numerem tel. 22 755 60 10 (-11,-12,-13). Można również zadzwonić do lokalnych jednostek policji lub na numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: RMF24.pl

8 osób odpowie za przywiezienie do Borkowic groźnych chemikaliów

Osiem osób stanie przed sądem za przywiezienie do Borkowic (woj. mazowieckie) ponad tysiąca ton toksycznych odpadów. Niebezpieczne substancje odkryto pod koniec listopada w magazynach nieopodal szkoły. Wstępne analizy odpadów wykazały, że mogą należeć m.in. do niebezpiecznej rodziny trichloroetenu. Mieszkańcy domagali się ich szybkiego usunięcia, ponieważ obawiali się swoje zdrowie i życie.

Zatrzymani pochodzą z Mazowsza i Wielkopolski. Wśród nich jest jedna kobieta. Trzon grupy stanowiły cztery osoby, które nielegalnie składowały odpady niebezpieczne w innych miejscach Polski, m.in. w Toruniu czy w Osiecku (pow. otwocki).

Policjanci zabezpieczyli też nieruchomości warte ok. 7 mln złotych na poczet przyszłych kar.

Zagrożenie dla ludzi i środowiska

Pojemniki z odpadami nie miały żadnych oznaczeń, które pozwoliłyby na identyfikację ich składu chemicznego ani miejsca pochodzenia. Radomska prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Wstępne analizy substancji wykazały, że mogą należeć m.in. do rodziny trichloroetenów czyli substancji, które mogą zagrażać zdrowiu i życiu osób przebywających w ich pobliżu. Mogą także powodować zanieczyszczenie środowiska, w tym powietrza i gleby.

„Zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było składowanie odpadów niebezpiecznych. Grozi im do pięciu lat pozbawienia wolności” – poinformowała policja.

Mieszkańcy obawiają się trucizny

Mieszkańcy Borkowic obawiali się, że groźne składowisko zagrozi ich życiu i zdrowiu. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w grudniu wniósł do wójta o natychmiastowe zobowiązanie posiadacza odpadów do ich usunięcia. Niebezpieczne substancje pozostały jednak w miejscu składowania.

– Koszt usunięcia tych odpadów to około 3-3,5 mln zł. Ale nie możemy za to zapłacić, bo magazyn znajduje się na terenie prywatnym. Z kolei właściciel mówi, że wynajął go komuś innemu – powiedział polsatnews.pl wójt gminy Robert Fidos.

W kwietniu z powodu zagrożenia dla zdrowia, uczniowie ze szkoły w Borkowicach zostali przeniesieni do innych placówek. Magazyn z chemikaliami znajdował się bowiem tuż obok szkolnego boiska. Dzieci do dziś nie wróciły do swojej szkoły.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kramsk: Matka zaatakowała nożem swoje dzieci. Jedno nie żyje

Rodzinna tragedia w Kramsku koło Konina. Jak nieoficjalnie dowiedzieli się reporterzy RMF FM, 37-letnia kobieta zaatakowała dwójkę swoich dzieci, a później sama się zraniła. Jednego z chłopców nie udało się uratować. Jak ustalili dziennikarze RMF FM, do tragedii doszło w domu kobiety przy ul. Kolejowej w Kramsku. 37-latka chwyciła za nóż i najpierw raniła swoje dzieci, a potem siebie. Dwójka jej dzieci to chłopcy w wieku 5 miesięcy i 8 lat. Tego starszego nie udało się uratować.

Kobieta i jej młodszy syn trafili do szpitala. Oboje są w ciężkim stanie. Śledczy na razie nie ujawniają żadnych szczegółów ani okoliczności zdarzenia. Wiadomo, że pomoc na miejsce dziś przed godz. 9:00 miała wezwać siostra matki chłopców.
Źródło info i foto: RMF24.pl

15-latek regularnie okradał rodzinę. Kopiował ich karty płatnicze

Przestępczy proceder kwitł w najlepsze, a stał za nim… 15-latek. Gimnazjalista w czasie spotkań rodzinnych, pod nieuwagę bliskich, fotografował ich karty płatnicze. Dane z dokumentów wykorzystywał do zakupów w internecie. Oszukał rodzinę dokładnie 272 razy i teraz zajmie się nim sąd dla nieletnich.

Darowizny dla muzyków, drogie oprogramowania, gry komputerowe, a wszystko warte kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jak 15-latek z Olsztyna zdobył takie pieniądze? Niestety, nieuczciwie. Gimnazjalista, aby zrealizować swoje cele postanowił oszukać członków najbliższej rodziny.

W czasie spotkań z krewnymi, gdy oni tylko na chwilę odwrócili wzrok, szukał ich kart bankomatowych, a następnie dokładnie fotografował. Dane z dokumentów wystarczyły, aby dokonać dokładnie 272 transakcji. Tyle razy bowiem gimnazjalista użył kart bliskich przy internetowych zakupach. Ofiarą młodego krewnego padło aż 9 osób. Przekręt wyszedł na jaw, gdy jedna z nich zauważyła, że z jej konta zniknęły pieniądze.

– Przez kilka tygodni policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie pracowali nad sprawą oszusta internetowego. Ustalenia funkcjonariuszy doprowadziły do 15-letniego ucznia jednego z olsztyńskich gimnazjów – informują olsztyńscy policjanci. Młodemu oszustowi postawiono łącznie 272 zarzuty oszustwa i usiłowania oszustwa internetowego. Gimnazjalista do wszystkiego się przyznał i niebawem stanie przed sądem dla nieletnich.
Źródło info i foto: Fakt.pl

17-letnia Patrycja Zawadzka ponownie poszukiwana. Nastolatka uciekła z ośrodka dla nieletnich

Patrycja zniknęła tydzień przed majówką. Została odnaleziona w Dolnej Saksonii. Jest nieletnia, więc umieszczono ją w niemieckim Ośrodku dla Młodzieży. Kiedy mama była w drodze po nią, dziewczyna uciekła. Jest ponownie poszukiwana przez rodzinę.

Informację o ucieczce dziewczyny podała grupa Zaginieni przed laty. Jak się dowiedziała Wirtualna Polska, poszukiwana od 23 kwietnia Patrycja Zawadzka odnalazła się w poniedziałek w Dolnej Saksonii. Ponieważ jest nieletnia, została umieszczona w Ośrodku dla Młodzieży w Bersenbrück w Dolnej Saksonii, do czasu przyjazdu mamy. Zanim pani Zuzanna pojawiła się w ośrodku, 17-latka uciekła z niego.

Policja na razie nie potwierdza tej informacji. Podkomisarz Marta Sulowska, oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV, która zajmuje się tą sprawą, zapewnia jednak, że skontaktuje się z Biurem Międzynarodowej Współpracy Policji w KGP, aby uzyskać więcej informacji na ten temat.

Pojechała do Warszawy i zniknęła

Patrycja Zawadzka była poszukiwana od wtorku 23 kwietnia. Miała wtedy pojechać do Warszawy, by spotkać się ze swoim kolegą Arturem.

Dziewczyna trafiła do Berlina. Roztrzęsiona dzwoniła stamtąd do swojej matki. Później kontakt z nią się urwał. 17-latki szukała polska i niemiecka policja oraz wolontariusze koordynowani przez grupę „Zaginieni przed laty”.

– Jeszcze tego samego dnia Patrycja zadzwoniła do mnie, płakała i mówiła do kogoś z kim była, że „nigdzie nie jedzie”. Ten telefon mnie przeraził i natychmiast zgłosiłam zaginięcie córki na policji – powiedziała Wirtualnej Polsce Zuzanna, mama nastolatki.

Patrycja próbowała dodzwonić się do matki w czwartek. Zanim pani Zuzanna zapytała, gdzie jest córka, połączenie zostało przerwane. Mama 17-latki zadzwoniła na niemiecki numer, który jej się wyświetlił.

Była na dworcu z mężczyzną

– Okazało się, że to telefon jakiejś kobiety, Niemki. Zauważyła na dworcu Ostbanhof w Berlinie (obsługuje połączenia dalekobieżne – przyp. red) płaczącą dziewczynę. Podeszła do niej i zapytała, czy nie potrzebuje pomocy. Patrycja poprosiła ją o to, aby mogła skorzystać z telefonu. Tłumaczyła, że jej telefon nie działa – powiedziała Wirtualnej Polsce pani Zuzanna.

Jak twierdziła właścicielka telefonu, dziewczyna była na dworcu z mężczyzną.

Rysopis nastolatki

Patrycja ma 152 cm wzrostu, 50-52 kg, zielono-szare oczy, włosy jasny blond. Jej cechą charakterystyczną jest bardzo jasna karnacja. Osoby, które wiedzą, gdzie może przebywać nastolatka, proszone są o kontakt z Komendą Rejonową Policji Warszawa Wola, tel. (22) 603 94 50 lub 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginął 17-letni Jakub Nowak

„Kochany Synu, wiemy że teraz myślisz, iż nie chcemy dla Ciebie dobrze, ale od momentu kiedy się urodziłeś byłeś naszym oczkiem w głowie, częścią naszego serca i tak jest do dziś.” – piszą w poruszającym liście zrozpaczeni rodzice 17-letniego Jakuba Nowaka ze Szczecina. Nastolatek wyszedł z domu 30 marca i wszelki ślad po nim zaginął. Policja i rodzina proszą o pomoc w jego odnalezieniu.

Rozpaczliwy list rodziców zaginionego Jakuba został opublikowany na facebookowym profilu „Zaginieni przed laty”.

„Kochany Synu, wiemy że teraz myślisz, iż nie chcemy dla Ciebie dobrze, ale od momentu kiedy się urodziłeś byłeś naszym oczkiem w głowie, częścią naszego serca i tak jest do dziś.

Nigdy nie chcieliśmy sprawić Ci przykrości,chociaż czasem byliśmy surowi to tylko dlatego że chcieliśmy twojego dobra. Możesz wybrać własna drogę ale chcemy być jej częścią. Uczniowie i szkoła wszyscy Ci zaufali, wybrali Cię do samorządu. To bardzo ważne i odpowiedzialne stanowisko bo przecież Ty jesteś odpowiedzialny!Pokaż,że nie ma problemów z których nie da się wyjść, że można walczyć i naprawiać własne błędy. Pokaż że nigdy się nie poddajesz!

Nie ważne co się stało, co się stanie teraz lub w przyszłości….pamiętaj że każdego dnia będziemy przy Twoim boku.

Wszyscy na Ciebie czekamy i bardzo Cię Kochamy. Błagamy Cię wróć do domu albo chociaż zadzwoń ( 510 195 123 ) chcemy usłyszeć Twój głos, chcemy wiedzieć, że jesteś cały i zdrowy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gdynia: W jednym z mieszkań znaleziono zwłoki 91-latki. Kobieta mogła zostać uduszona

Ciało 91-letniej mieszkanki Gdyni znaleziono w jej mieszkaniu. I choć śledczy czekają jeszcze na wyniki sekcji zwłok, to wstępne ustalenia wskazują, że kobieta mogła zostać uduszona. Zatrzymany został już 31-letni sąsiad denatki. Makabrycznego odkrycia, o którym pisze „Dziennik Bałtycki”, dokonano w sobotę w mieszkaniu na gdyńskim Oksywiu. Zwłoki seniorki znaleźli członkowie jej rodziny.

Według doniesień „DB”, wstępne ustalenia śledczych mówią o śmierci poprzez uduszenie. Oficjalna przyczyna oraz dokładne okoliczności śmierci zostaną ogłoszone dopiero po przeprowadzeniu sekcji zwłok. Gazeta informuje także o 31-letnim sąsiedzie staruszki, który został zatrzymany przez policję. Na razie jednak nie wiadomo, jaka jest jego rola w sprawie, nie przedstawiono mu także żadnych zarzutów. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Matka Stefana W. prosi o wybaczenie

Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził. Prezydenta, jego rodzinę, nas – mówi Jolanta, matka Stefana W. Z matką zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza rozmawiała Katarzyna Włodkowska. Wywiad ukazał się w poniedziałkowym wydaniu „Dużego Formatu”.

– Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie. Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko (szlocha). Proszę was o wybaczenie. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Przepraszam wszystkich – mówi matka Stefana W.

Kobieta w rozmowie przeprowadzonej dla „Dużego Formatu” przez Katarzynę Włodkowską wspomina lata, które syn spędził w więzieniu i wydarzenia bezpośrednio poprzedzające zabójstwo prezydenta Adamowicza, a także dni po aresztowaniu Stefana W.

„Wrócił inny”
Jolanta o tragicznym ataku na Pawła Adamowicza dowiedziała się od swoich dzieci. Jak twierdzi – początkowo nie mogła rozpoznać syna. – Ale wtedy te słowa: „ Halo! Halo! Nazywam się Stefan…”. Jezu, synu, jak mogłeś… – wraca myślami do godzin, gdy toczyła się walka o życie prezydenta Gdańska. Rodzinę Stefana W. szybko namierzyła policja i dziennikarze. Jolanta jeszcze podczas składania zeznań miała nadzieję, że atak przeprowadzony przez jej syna nie okaże się śmiertelny. Wkrótce pojawiła się jednak informacja o tym, że Paweł Adamowicz nie przeżył.

Matka Stefana W. widziała syna po raz ostatni w niedzielę 13 stycznia w mieszkaniu, w którym po wyjściu z więzienia zamieszkał ze swoim rodzeństwem. Tego dnia odbywał się ślub cywilny Jolanty, ale syn zapowiedział, że nie pojawi się na uroczystości. – Stefana nie było prawie sześć lat, wrócił inny – mówi o synu.

„Wystraszyłam się”

Jolanta wspomina, że w trakcie ostatniego listopadowego widzenia jej syn twierdził, że w więzieniu wydarzyła mu się krzywda.

– Zdrowie mi zniszczyli, powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać – przyznaje kobieta. Jak podkreśla, już po aresztowaniu za napady na placówki bankowe, gdy przebywał w areszcie w Gdańsku, Stefan W. otrzymał status więźnia niebezpiecznego. Niemal dwa lata spędził w izolatce. – Najpierw miał tam tylko radiowęzeł, potem pozwolono, byśmy mu przynieśli mały telewizor. I pewnego dnia powiedział mi, że z tego telewizora wychodzą głowy – mówi kobieta. Na jej prośbę syna po przewiezieniu do więzienia w Malborku poddano konsultacji psychiatrycznej, a w zakładzie w Szczecinie stwierdzono u niego schizofrenię paranoidalną.

– Wrócił, jakiś czas brał leki, ale przestał. Wtedy powiedział, że słyszy głosy, że w gdańskim areszcie był podtruwany, zniszczono mu żołądek, ktoś się znęcał. Nie wiem, czy to fakty, czy urojenia, ale zaczął żyć tym, że został niesprawiedliwie potraktowany. Ostatni rok był w Gdańsku-Przeróbce, zakładzie półotwartym. Podejrzewam, że to tam naoglądał się różnych wiadomości na kanałach informacyjnych i wmówił sobie niechęć do PO. Wcześniej nigdy o tym nie mówił – mówi matka Stefana W.

Ostrzegała przed własnym synem

Kobieta podkreśla, że po wyjściu syna więzienia poszła na policję, by ostrzec, że może zrobić coś nieobliczalnego. – Uważałam, że nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować. Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował – twierdzi Jolanta.

Matka Stefana W. mówi też o tym, jak popełniona przez jej syna zbrodnia wpłynęła na życie całej rodziny – począwszy o naruszaniu prywatności przez dziennikarzy, po obawę przed napaścią i chęcią ukrycia pokrewieństwa przez rodzeństwo poprzez zmianę nazwiska. – Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę – mówi Jolanta. Kobieta na zakończenie wywiadu przeprasza rodzinę zamordowanego prezydenta Gdańska i prosi o wybaczenie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

18-letnia Saudyjka, która uciekła z kraju, gdzie groziła jej śmierć jest już w Kanadzie

18-letnia Saudyjka Rafah Mohammed Alkunun, która zbiegła w tym tygodniu od swej rodziny twierdząc, że groziła jej śmierć, przyjechała do Kanady. Kraj ten udzielił jej azylu.

Alkunun zyskała światowy rozgłos barykadując się w pokoju w hotelu dworca lotniczego w Bangkoku, by uniknąć odesłania do rodziny, która zaprzecza, by ją dręczyła. Odmówiła spotkania z ojcem i bratem, przybyłymi do stolicy Tajlandii w ramach próby przekonania dziewczyny do powrotu do Arabii Saudyjskiej. W piątek rano odleciała z Bangkoku samolotem towarzystwa Korean Air do Seulu, skąd kolejnym lotem dotarła do Toronto.

Informację o udzieleniu przez Kanadę azylu potwierdził premier tego kraju Justin Trudeau. Kanada jest krajem, który rozumie, jak ważna jest ochrona praw człowieka, ochrona praw kobiet na całym świecie, i mogę potwierdzić, że przyjęliśmy wniosek ONZ – powiedział Trudeau, który wyjaśnił, że prośbę o azyl wystosowało do Kanady Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR).

Sprawa Alkunun zaczęła się w sobotę, gdy Saudyjkę zatrzymano na lotnisku w Bangkoku, nie zezwalając jej na wjazd do Tajlandii. Wkrótce potem przebywając w strefie tranzytowej zaczęła umieszczać na Twitterze wpisy zawiadamiające, że „zbiegła z Kuwejtu” i w razie repatriacji do Arabii Saudyjskiej grozi jej śmierć z rąk własnej rodziny, ponieważ uciekła i przyznała się, że nie wierzy w Boga. W ciągu niewielu godzin wokół hasztagu #SaveRahaf rozwinęła się potężna kampania społeczna.

Po dwóch dobach pobytu na lotnisku Alkunun zezwolono na wjazd do Tajlandii i rozpoczęto wobec niej procedurę uznania za uchodźcę, czym zajęło się UNHCR.

Saudyjka zamierzała początkowo udać się do Australii, ale zwróciła się o azyl również do władz Kanady, USA i Wielkiej Brytanii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl