Rodzinny dramat koło Bochni. W jednym z domów znaleziono zwłoki dwóch osób.

Rodzinna tragedia w miejscowości Krzeczów koło Bochni w Małopolsce. W jednym z domów znaleziono zwłoki dwóch osób. Ciała dwóch osób: kobiety i mężczyzny z ranami postrzałowymi głowy znaleziono w jednym z domów jednorodzinnych w Krzeczowie koło Bochni w woj. małopolskim. Wiadomo, że to małżeństwo w wielu 66 i 59 lat.

Policję o tym, że nie ma kontaktu z rodzicami zawiadomił syn ofiar. Poinformował też, że nie może wejść do rodzinnego domu, ponieważ zablokowane są wszystkie drzwi wejściowe. Zwłoki kobiety znaleziono w łóżku, zaś mężczyzny w innym pokoju. Obok niego leżała broń palna. Prokurator wszczął śledztwo, które ma wyjaśnić przyczyny tragedii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poznań: Zaginęło małżeństwo z dzieckiem

Policjanci z poznańskiego Grunwaldu prowadzą poszukiwania małżeństwa z dzieckiem. Rodzina ostatni raz widziana była w poniedziałek (9 listopada) około godziny 14 na ul. Jutrzenka w Poznaniu, gdzie spotkała się z bliskimi. Następnie cała odjechała w nieznanym kierunku i do dnia dzisiejszego nie nawiązała z nikim kontaktu.

Zaginieni to: 39-letni Maciej Górka, ok. 174 cm wzrostu, szczupłej budowy ciała, jego małżonka 37-letnia Daria Górka, ok. 164 cm wzrostu, normalna budowa ciała, włosy czarne, długie do pasa i dziewięcioletni Eryk Górka, ok. 134 cm wzrostu, szczupłej budowy ciała, włosy blond, krótko przystrzyżone.

Jak informuje policja, pojazd którym mogą się poruszać to Chrysler Town Country o nr rej. POS9GJ7, rok produkcji 2005, koloru błękitnego, wersja amerykańska.

Wszystkich, którzy mają jakiekolwiek informacje na temat zaginionych prosimy o kontakt z policjantami pod całodobowymi nr tel. 47 77 121 11 lub 112 – apeluje policja.
Źródło info i foto: interia.pl

Berlin: Wypędzali diabła słoną wodą. Nie żyje 22-letnia kobieta

Przed sądem w Berlinie rozpoczął się proces czterech osób, które doprowadziły do śmierci 22-latki. Jej mąż, jego rodzice i islamski „uzdrowiciel” zmuszali kobietę do picia słonej wody, by wypędzić z niej diabła. Proces rozpoczął się w stolicy Niemiec w poniedziałek. Przed sądem stanęły cztery osoby – mąż zmarłej 22-latki, jego rodzice oraz „islamski uzdrowiciel”. Mieli oni torturować młodą kobietę, co w konsekwencji doprowadziło do jej śmieci. 

Podanie słonej wody w dużych ilościach 22-latce miał zalecić mężczyzna podający się za uzdrowiciela. Miał to być sposób na wypędzanie diabła. Według aktu oskarżenia mężczyzna powiedział rodzinie, że diabeł jest odpowiedzialny za bezdzietność pary.

Mąż zmarłej i jego rodzice podawali kobiecie codziennie półtora litra słonej wody. Kiedy kobieta nie była już w stanie samodzielnie pić, trzymali ją i wlewali jej ja do gardła. Po tygodniu kobieta zmarła. Mąż i jego rodzice są oskarżeni o uszkodzenie ciała skutkujące śmiercią. Czwarty oskarżony, rzekomy islamski uzdrowiciel, miał im towarzyszyć podczas tortur czytając Koran. Został oskarżony o współudział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pożar kamienicy w Inowrocławiu. Ustalono winowajcę tragedii

Niespełna rok temu w Inowrocławiu wydarzyła się wielka tragedia. W wyniku pożaru kamienicy zginęły 31-letnia matka z trzema małymi córeczkami. Teraz doszło do przełomu w sprawie. Pożar kamienicy w Inowrocławiu wstrząsnął całą Polską. 28 października 2019 roku płomienie pojawiły się na trzech kondygnacjach budynku. Z jednego z mieszkań wyniesiono nieprzytomną Monikę i jej małe córeczki – Lenkę, Oliwię i Zuzię. Podjęto walkę o ich życie, jednak cała czwórka poniosła śmierć.

„Nie zasłużyła na to, co się stało, ani ona, ani jej dzieci” – mówili znajomi rodziny w rozmowie z portalem Fakt.pl.

Ustalono winowajcę tragedii. Okazał się nim 61-letni sąsiad kobiety. Eugeniusz S. miał orzeczoną eksmisję z powodu niepłacenia rachunków. Podczas przyrządzania obiadu, pijany zasnął z włączoną kuchenką. Tak rozpoczął się pożar, który rozprzestrzenił się na resztę budynku. Czad dotarł do mieszkania pani Moniki i spowodował śmierć wszystkich jego lokatorów.

Po niespełna roku od tragedii w sprawie nastąpił przełom. Eugeniusz S. usłyszał wyrok w bydgoskim sądzie. To przez jego nieuwagę zginęły 4 osoby. Mężczyzna przeprosił rodzinę zmarłych i mieszkańców kamienicy. Sąd wymierzył mu wyrok 4 i pół roku więzienia. Dodatkowo winny będzie musiał zapłacić zadośćuczynienie bliskim ofiar. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: o2.pl

Zabójstwo dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego w konsulacie. Jego rodzina pozywa saudyjskiego księcia

Rodzina zabitego w 2018 roku saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego złożyła pozew do sądu federalnego w Waszyngtonie, oskarżając księcia koronnego Mohammeda bin Salmana o osobiste podjęcie decyzji o zamordowaniu publicysty, który był zagorzałym krytykiem rodziny królewskiej w Arabii Saudyjskiej.

W pozwie wymieniany jest książę Mohammed bin Salman i wielu urzędników saudyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Oskarżeni oni są o „brutalną i bezczelną zbrodnię, która była planowana tygodniami i dokonana została z premedytacją”.

Dżamal wierzył, że wszystko jest możliwe w Ameryce, dlatego pokładamy ufność w amerykańskim systemie wymiaru sprawiedliwości i wierzymy w sprawiedliwość – oświadczyła organizacja praw człowieka, która złożyła pozew w imieniu rodziny zabitego dziennikarza.

Opozycyjny wobec władz w Rijadzie Chaszukdżi został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule, do którego poszedł 2 października 2018 roku, by załatwić formalności związane ze ślubem. Władze saudyjskie przez długi czas twierdziły, że nie mają nic wspólnego z jego zaginięciem, ale ostatecznie przyznały, że doszło do zabójstwa, gdy zawiodły próby nakłonienia dziennikarza do dobrowolnego powrotu do kraju. Zwłok nigdy nie odnaleziono. Saudyjski prokurator przyznał, że zostały rozczłonkowane i wyniesione z konsulatu.

Na początku września sąd drugiej instancji w Rijadzie skazał na kary po 20 lat więzienia pięciu oskarżonych o zabicie saudyjskiego dziennikarza. Trzy inne osoby skazano na kary od siedmiu do 10 lat pozbawienia wolności.

Proces w Arabii Saudyjskiej był szeroko krytykowany przez organizacje praw człowieka, według których żaden wyższy rangą saudyjski urzędnik ani nikt podejrzany o zlecenie zabójstwa nie został uznany za winnego. Podważono także niezależność saudyjskiego sądu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje ws. rodzinnej tragedii w Siedliskach

Matka i jej 15-letni syn popełnili samobójstwo – takie są najnowsze ustalenia w sprawie tragedii, jaka we wtorek wieczorem rozegrała się w Siedliskach w woj. małopolskim. Ciała kobiety i dziecka znalazł po powrocie z pracy ojciec rodziny. W domu w tym czasie był także starszy, 19-letni syn. Przebywał na innym piętrze. O rodzinnej tragedii w małopolskich Siedliskach pisaliśmy już we wtorek. Mieszkaniec tej miejscowości po powrocie z pracy znalazł w domu zwłoki swojej żony i 15-letniego syna.

Chłopak miał rany cięte szyi i łokcia. Zwłoki kobiety leżały w jednym pokoju – informowali reporterzy RMF FM. W domu był jeszcze drugi syn, 19-latek. Był na parterze i jak twierdzi, nie słyszał żadnych odgłosów dochodzących z piętra domu. Z informacji zebranych przez policyjnych techników wynika, że samobójstwo popełnił najpierw 15-letni chłopakach, a potem gdy zobaczyła to jego matka, także ona odebrała sobie życie.

Ojciec i starszy syn zostali objęci pomocą psychologiczną. Przyczyny tragedii wyjaśnia policja i prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jeden z głównych opozycjonistów na Białorusi wywiózł rodzinę do Polski

Były szef komitetu strajkowego państwowego koncernu Biełaruśkalij Siarhiej Dyleuski wywiózł swą rodzinę do Polski ze względu na groźby ze strony KBG Białorusi. Na portalu Nasza Niwa Dyleuski ujawnił, że gdy któregoś dnia wychodził z pracy, przed zakładem czekali na niego funkcjonariusze KGB, którzy się przedstawili.

– Poszliśmy porozmawiać do pięknego granatowego autobusu. Wypowiedziano groźby pod adresem mojej rodziny. Nie chcę ich powtarzać. Po tym w celu bezpieczeństwa musiałem wywieźć rodzinę do Polski. Wszystko u nich w porządku, opiekuje się nimi nasza diaspora – powiedział.

Białoruski działacz dodał, że on sam na razie nie rozpatruje możliwości wyjazdu za żoną i synem.

W niedzielę Dyleuski poinformował, że zwolnił się z pracy.

– 12 lat w zakładzie. Niestety pora się rozstać. Do kierownictwa: chłopaki, zmuszanie do zwolnienia się przez szantażowanie rodzicami to coś najpodlejszego i najbardziej nieludzkiego, co można sobie wyobrazić – napisał na Instagramie. W koncernie Biełaruśkalij pracują też rodzice Dyleuskiego.

Pytany, czy szuka pracy, Dyleuski odparł, że znaleźli się wspaniali ludzie, którzy już go zasypali propozycjami pracy. – Wychodzi na to, że to nie ja szukam pracy, tylko praca mnie – powiedział.

Dyleuski jest jedynym członkiem opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, który nie wyjechał z kraju i przebywa na wolności. W sierpniu i wrześniu odbył karę 25 dni aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika we Francji. Nie żyje 4 dzieci

Napastnik zadźgał nożem pięć osób, w tym czwórkę dzieci. Kolejne pięć osób jest rannych. Wujek ze Sri Lanki miał zaatakować swoją rodzinę. Rodzinna tragedia rozegrała się w północnej dzielnicy Paryża Noisy-le-Sec. W serii ataków przy użyciu noża i młotka zginęło pięć osób, w tym czworo dzieci. W wyniku zdarzenia poważnie ucierpiało także pięć innych osób.

Wszystkie ofiary pochodziły z jednej rodziny. Ataku miał dokonać jej członek, pochodzący ze Sri Lanki wujek. Krewny wpadł w szał i zaczął mordować swoją rodzinę. Do tragedii doszło w pawilonie przy ulicy Emmanuela Arago. Późnym rankiem do pobliskiego baru przyszedł zakrwawiony młodzieniec, prosząc o pomoc. Powiedział kierownikowi zakładu, że jego wujek „oszalał” i zaatakował resztę swojej rodziny „nożem i młotkiem”.
Źródło info i foto: o2.pl

Göteborg : Gangi przejęły dzielnicę miasta. Lokalne służby są bezradne

W Goeteborgu walczące ze sobą gangi przejmują funkcję policji, kontrolując wjeżdżające do ich dzielnic samochody. Lokalne służby są bezradne, a sytuacja wywołała ogólnokrajową debatę na temat zaostrzenia w Szwecji kar za przestępstwa.

Zgłoszenia o kontrolach przeprowadzanych w północno-wschodnich dzielnicach Goeteborga, gdzie działa kurdyjski klan rodziny Ali Khan, szwedzka policja otrzymuje od kilku tygodni.

„Zdarzało się, że gangi zatrudniały młodych zwiadowców, którzy ostrzegali ich przed policją. Teraz jednak poszli o krok dalej” – powiedział agencji prasowej TT Erik Nord, szef goeteborskiej policji.

Według policji przyczyną blokad jest konflikt, jaki w sierpniu wybuchł między rodziną Ali Khan z Angered a gangiem z dzielnicy Hisings Backa; kontrole są próbą obrony własnego terytorium. Ostatnio doszło do kilku strzelanin, także w samym centrum miasta, gdzie zginął 25-letni mężczyzna.

Echem w lokalnych mediach odbiło się też w ostatnich dniach wezwanie policji do luksusowego hotelu przy dworcu centralnym w Goeteborgu, w którym negocjacje prowadziły zwaśnione ze sobą gangi. Zamaskowani mężczyźni po interwencji policji rozeszli się, ale nikt nie został zatrzymany. Innym wydarzeniem było porwanie oraz pobicie pracownika szkoły podstawowej w dzielnicy Angered, który zgłosił na policję obecność w placówce dwóch uzbrojonych osób.

W wyniku tych napięć władze Goeteborga zdecydowały o przydzieleniu ochrony pracownikom dzielnicy Angered m.in. lekarzom i nauczycielom. Będą oni eskortowani z oraz do pracy.

Sytuacja w Goeteborgu wywołała ogólnokrajową debatę. Szwedzki minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg (Partia Robotnicza – Socjaldemokraci)zapowiedział podwyższenie kar za posiadanie i przemyt broni, a także materiałów wybuchowych oraz zwiększenie liczby policjantów. Lider opozycyjnej liberalno-konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Ulf Kristersson oskarżył zaś w telewizji SVT rząd o zbyt powolne działanie.

O zmianach w kodeksie karnym mówi się w Szwecji od lat. Rozważana jest likwidacja systemu tzw. bonusów przy wymierzaniu kar dla osób poniżej 21. roku życia. System ten sprawia, że młodzi przestępcy otrzymują niskie wyroki. Za utrzymaniem systemu zmniejszającego kary upiera się współrządząca Szwecją Partia Ochrony Środowiska – Zieloni.

Szwedzka telewizja SVT w programie śledczym przedstawiła 19-letniego Hassana, który m.in. kradł luksusowe samochody, a po policyjnym pościgu śmiertelnie potrącił mężczyznę. Od 2015 r. popełnił łącznie 221 przestępstw, za które powinien być skazany na dwa lata i siedem miesięcy więzienia, ale z powodu wieku i otrzymanych z tego tytułu tzw. rabatów przełożyło się to na jedynie na łącznie dwa miesiące pobytu w zakładzie poprawczym.

W komentarzu w dzienniku „Goeteborgs-Posten” jego autor zwraca uwagę, że sytuacja w Goeteborgu „jest już nie tylko wyzwaniem, ale problemem”.

„Jeśli mieszkasz w (dzielnicy) Angered, wyraźnie to widzisz. Wiesz, kto należy do gangu, do czego są oni zdolni. A teraz zatrzymują samochody jak w jakiejś strefie wojennej, żeby »niewłaściwi ludzie« nie wjeżdżali do dzielnicy. A gdyby ktoś chciał donieść na policję, pokazują swój kapitał przemocy: zostaniesz porwany i pobity. Ich przesłanie jest jasne: tutaj my decydujemy i jeśli w jakiś sposób rzucisz nam wyzwanie, będzie to miało konsekwencje” – pisze publicysta.

„Goeteborgs-Posten” zastanawia się, dlaczego Szwecja nie jest w stanie poradzić sobie z problemem gangów, które tworzą równoległe społeczeństwo. „Być może dlatego, że rząd oraz wymiar sprawiedliwości w przeszłości rzadko były kwestionowane?” – pyta autor komentarza, odnosząc się do historii państwa, które od ponad 200 lat nie prowadzi wojen, obce są mu powstania oraz bunty.

„Rząd nie musiał walczyć o przywilej i prawo do podejmowania decyzji, a ludność nie musiała zwracać się do klanów ani sieci rodzinnych” – podkreśla dziennik. „A może mamy niekompetentnego ministra sprawiedliwości?” – stawia pytanie publicysta.
Źródło info i foto: TVP.info

Tajemnice morderstwa w Białymstoku. Mariusz K. zgotował rodzinie piekło

Z każdą godziną śledztwa w sprawie eksplozji w domu przy ul. Kasztanowej w Białymstoku (woj. podlaskie) na jaw wychodzą nowe fakty. Wiadomo już, że to nie wybuch był przyczyną śmierci czterech osób. To Mariusz K. (+47 l.) najpierw zasztyletował własną matkę, żonę i 10-letnią córeczkę, a potem odkręcił gaz i sam odebrał sobie życie. Ofiary nie poddały się jednak potworowi bez walki.

Kiedy po wybuchu na miejscu pojawili się strażacy, pierwsze, co zobaczyli, to leżącą na asfalcie przed domem zakrwawioną dziewczynkę. Jej życie próbował ocalić przypadkowy przechodzień, który odważnie wkroczył do budynku, wydostał ją na zewnątrz i prowadził masaż serca. 10-letniej Izabeli nie udało się już jednak uratować.

Strażacy po odcięciu dopływu gazu i ugaszeniu niewielkiego na szczęście pożaru mogli przeszukać willę. Najpierw znaleźli 72-letnią panią Marię, zaś w kolejnym pomieszczeniu jej 40-letnią synową Joannę – babcię i matkę 10-latki. Obie miały liczne rany od noża. To jednak nie koniec szokujących odkryć. W jeszcze innym pomieszczeniu ratownicy natknęli się na ciało 47-letniego Mariusza K., syna, męża i ojca ofiar. Na szyi miał zaciśniętą pętlę wisielczą.

Wiele wskazuje na to, że tragedia jest finałem wydarzeń z 30 maja tego roku, gdy w domu rodziny doszło do awantury i policja zatrzymała 47-latka. Otrzymał on wówczas od prokuratora zakaz kontaktów z bliskimi i musiał wyprowadzić się z domu. Wywiązywał się z tego obowiązku aż do tragicznego poniedziałku, gdy wrócił i krwawo rozprawił z bliskimi.

Matka, żona i córka nie poddały się jednak bez walki i stawiły opór szaleńcowi.

– „Ślady na ciele ofiar wskazują na to, że broniły się przed napastnikiem” – potwierdza podinsp. Tomasz Krupa (46 l.), rzecznik podlaskich policjantów.

Niestety, nie miały żadnych szans w starciu z uzbrojonym w nóż mężczyzną. Agresor po wszystkim odkręcił gaz i odebrał sobie życie. Dopiero później doszło do wybuchu.
Źródło info i foto: se.pl