Ciała policjantki i jej syna odnalezione w lesie. Nieoficjalnie: doszło do rozszerzonego samobójstwa

W lesie niedaleko Środy Wielkopolskiej odnaleziono ciało policjantki i jej 9-letniego syna. Z nieoficjalnych informacji wynika, że kobieta zastrzeliła dziecko, a następnie siebie. 30-letnia policjantka z komisariatu w Swarzędzu była poszukiwana od wtorkowego poranka po tym, jak nie stawiła się w pracy. Po kilku godzinach zwłoki kobiety razem z ciałem jej 9-letniego syna funkcjonariusze odnaleźli w lesie koło Środy Wielkopolskiej.

– Pracowała w policji od sześciu lat. Była wyróżniającą się funkcjonariuszką. Miała bardzo dobrą opinię wśród kolegów i przełożonych – powiedział o zmarłej kobiecie rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.

Środa Wielkopolska. Policjantka znaleziona martwa

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Borowiak podkreślił, że śmierć funkcjonariuszki „może mieć związek z jej problemami osobistymi”. Dziennik ustalił, że najprawdopodobniej doszło do rozszerzonego samobójstwa. Policjantka najpierw miała zastrzelić swojego syna, a potem siebie.

Pomimo bycia zatrudnionym w komisariacie w Swarzędzu pod Poznaniem, kobieta na co dzień pracowała w posterunku w Kleszczewie, wykonując służbę patrolową. Policja objęła pomocą psychologiczną matkę zmarłej kobiety, która mieszkała razem z nią. 30-latka wychowywała syna samotnie.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe informacje o sprawcy wybuchu w Białymstoku

Mężczyzna, który prawdopodobnie dokonał tzw. rozszerzonego samobójstwa w Białymstoku, miał w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi m.in. czasowy nakaz opuszczenia domu. W białostockim sądzie jest akt oskarżenia; proces miał rozpocząć się pod koniec listopada.

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku będzie prowadziła śledztwo dotyczące okoliczności śmierci czterech osób i eksplozji, do której doszło w poniedziałek w jednym z domów jednorodzinnych w mieście. Ofiary, to 10-letnia dziewczynka, jej rodzice w wieku 40 lat (matka) i 47 lat (ojciec) oraz 72-letnia babcia, matka mężczyzny. Pierwsze informacje wskazywały na to, że są to ofiary eksplozji, najprawdopodobniej gazu. Po wstępnych oględzinach zwłok okazało się jednak, że dziewczynka i dwie kobiety mają na ciele rany zadane ostrym narzędziem i ślady wskazujące na to, że się broniły przed atakiem; mężczyzna zaś miał na szyi pętlę.

Stąd wstępna ocena śledczych, że doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa, czyli sytuacji, gdy najpierw dochodzi do zabójstwa (lub zabójstw), a potem ich sprawca sam odbiera sobie życie.

Rodzina miała założoną w maju tzw. niebieską kartę (związaną z przypadkami przemocy domowej). Funkcjonariusze zostali wtedy raz wezwani do przypadku przemocy mężczyzny wobec rodziny, napastnik został zatrzymany; sprawa zakończyła się zarzutami i aktem oskarżenia.

Jak poinformowało biuro prasowe Sądu Rejonowego w Białymstoku, mężczyzna został oskarżony o dwa przestępstwa: znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną i znęcanie się psychiczne nad małoletnią córką oraz kierowanie gróźb karalnych wobec matki. Sprawa miała być rozpoznana przez sąd 24 listopada.

W ramach postępowania przygotowawczego Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe stosowała wobec niego środki zapobiegawcze: dozór policji połączony z obowiązkiem stawiennictwa na komisariacie raz w tygodniu (według policji, mężczyzna bez zarzutu wywiązywał się z tego nakazu), ale też zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania się do nich na odległość 3 metrów oraz nakaz opuszczenia lokalu mieszkalnego, zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonymi.

Jak powiedział zastępca szefa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Paweł Sawoń (prokuratura ta kontroluje akta tej sprawy), nakaz opuszczenia lokalu miał obowiązywać w okresie od 1 czerwca do 1 września 2020 roku.

25 sierpnia Sąd Rejonowy w Białymstoku stwierdził brak podstaw do przedłużenia środka zapobiegawczego w postaci nakazu opuszczenia lokalu. Spotkało się to z reakcją prokuratury w postaci zażalenia na to postanowienie. Naszym zdaniem, sąd zupełnie bezpodstawnie stwierdził, że nie zachodzą podstawy do przedłużenia tego środka zapobiegawczego – dodał prok. Sawoń. Zażalenie nie było jeszcze rozpoznane.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawa wybuchu gazu w Białymstoku. Prokuratura przejmuje śledztwo

W wyniku wybuchu gazu w poniedziałek doszło do śmierci czterech osób. Jedną z prawdopodobnych wersji wydarzeń jest tzw. samobójstwo rozszerzone. Śledztwo przejmie miejscowa prokuratura okręgowa. Do wybuchu gazu doszło w poniedziałek. Najpierw podano informację, że w wyniku eksplozji zmarły cztery osoby. To ojciec, matka, ich 10-letnia córka i babcia. Później okazało się, że przyczyna śmierci trzech osób mogła być inna. Wiele wskazuje na tzw. rozszerzone samobójstwo.

Według wstępnych ustaleń mężczyzna miał zabić trzy kobiety, a następnie popełnić samobójstwo, doprowadzając do wybuchu gazu. Rodzina miała założoną niebieską kartę. To procedura dotycząca rodzin, w których wykryto przypadki przemocy domowej.

Co więcej, mężczyzna po założeniu karty, w maju tego roku miał zniknąć na kilka miesięcy. Pojawił się dopiero chwilę przed wybuchem gazu. Według wstępnych oględzin straży pożarnej konstrukcja domu została naruszona. Jednak inspektor nadzoru budowlanego wydał zgodę na prowadzenie dalszych czynności. Te ma prowadzić prokuratura okręgowa w Białymstoku.

Dotychczasowe ustalenia są wstępne i mogą ulec zmianie.
Źródło info i foto: wp.pl

Wybuch gazu w jednym z domów w Białymstoku. „Nowe ustalenia są szokujące”

W poniedziałek w Białymstoku doszło do wybuchu gazu w jednym z domów przy ulicy Kasztanowej. W chwili eksplozji w budynku przebywała czteroosobowa rodzina. Niestety nikogo nie udało się uratować. Według wstępnych ustaleń policji doszło do rozszerzonego samobójstwa.

– Śledczy dalej pracują na miejscu wybuchu. Nowe ustalenia są szokujące. Wszystko wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z rozszerzonym samobójstwem. W tej chwili wykonujemy oględziny wewnątrz budynku – powiedział podczas konferencji prasowej podinsp. Tomasz Krupa, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Wybuch gazu w Białymstoku. Prawdopodobną przyczyną mogło być samobójstwo rozszerzone

Jak informuje „Kurier Poranny”, policja potwierdziła, że na ciałach ofiar odnaleziono rany kłute. Mężczyzna mieszkający w domu miał wcześniej „wielokrotnie grozić rodzinie” i był dobrze znany policji.

– Trzy ofiary miały na ciele rany cięte i kłute. Na ciele czwartej z ofiar stwierdzono pętlę wisielczą, co wskazuje na samobójstwo – dodał Krupa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kielce: 43-letni mężczyzna po powrocie do mieszkania zastał zwłoki dzieci i ranną żonę

Tragedia w Kielcach. 43-letni mężczyzna po powrocie do mieszkania zastał w nim zwłoki dwójki dzieci i ciężko ranną żonę – podaje RMF FM. 15-letnia córka, 5-letni syn i kobieta mieli liczne rany kłute. Mieszkanie było zamknięte od wewnątrz.

– Nie mamy informacji o udziale osób trzecich – mówi w rozmowie z RMF FM Mariusz Bednarski ze świętokrzyskiej policji.

Na razie jest za wcześnie na stwierdzenie, że mogło być to rozszerzone samobójstwo. Musimy jeszcze przeprowadzić wiele czynności na miejscu, w którym doszło do tragedii – zapewnia aspirant Mariusz Bednarski.
Żródło info i foto: wp.pl

Strzelanina w Kątach spowodowana problemami zdrowotnymi?

Strzelanina we wsi Kąty pod Otwockiem to było tzw. rozszerzone samobójstwo – uważa prokuratura. 54-letni Zbigniew D. miał oddać jeden strzał do swojego 84-letniego ojca Jana, po czym popełnił samobójstwo. Według nieoficjalnych informacji tvp.info, tłem tragedii mogły być problemy zdrowotne młodszego z mężczyzn.

– „Wstępne ustalenia śledztwa wskazują, że w tragedii w Kątach doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa. Prawdopodobnie sprawca zabił starszego mężczyznę, po czym popełnił samobójstwo. Nie znaleziono bowiem śladów wskazujących, że w zdarzeniu mogłoby brać udział osoby trzecie. Na miejscu zabezpieczono broń, której najprawdopodobniej użyto do popełnienia czynu. To wszystko teraz jest badane” – powiedziała tvp.info prok. Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.

Do tragedii we wsi Kąty pod Otwockiem doszło w środę po południu. Żona Zbigniewa W. znalazła w domu ciało męża i teścia. Według ustaleń prokuratury w domu rodziny W. oddano tylko dwa strzały. Z nieoficjalnych informacji wynika, że do tragedii mogło dojść, ponieważ Zbigniew W. miał poważne problemy zdrowotne. Prokuratura sprawdza, czy nie leczył się psychiatrycznie i nie cierpiał np. na depresję.
Żródło info i foto: TVP.info