Sprawa Jarosława Zientary. „Ryba” miał udawać policjanta i porwać dziennikarza

Mirosław R. ps. Ryba, który wraz z Dariuszem L. ps. Lala jest oskarżony m.in. o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary, złożył w piątek obszerne wyjaśnienia w sprawie. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i podważał zeznania kluczowych świadków.

Proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu od stycznia 2019 roku. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

W trakcie piątkowej rozprawy oskarżony Mirosław R. złożył dodatkowe, obszerne wyjaśnienia w sprawie. Podkreślił w nich, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jestem niewinny, nigdy nie widziałem pana Jarosława Ziętary, nie znalem go. Jestem byłem policjantem i nigdy nie popełniłem żadnego przestępstwa, a nawet wykroczenia – zaznaczył. Dodał, że w dniu i w czasie, w którym Ziętara został porwany sprzed domu – był na drugim końcu Poznania odprowadzając syna na uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego.

Oskarżony w bardzo szczegółowy sposób odniósł się w swoich wyjaśnieniach do zeznań dwóch kluczowych świadków w tej sprawie – Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Ziętary, oraz zeznań Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, odsiadującego obecnie wyrok dożywocia, według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Pragnę podkreślić, że oni obaj kłamią przed sądem i wprowadzą wysoki sąd w błąd – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. przez kilka godzin odnosił się do zeznań tych świadków wskazując na liczne – jak podkreślał – nieścisłości i kłamstwa. Oskarżony wskazał, że „Jerzy U. w swoich zeznaniach twierdzi, że był związany z firmą Elektromis i ma pełną wiedzę na ten temat. Jest to nieprawda, pokazują to jego zeznania, w których opowiadał o wydarzeniach, jakie nie miały miejsca i na które nie ma żadnych dowodów”.

Oskarżony wskazywał też m.in., że wersja momentu porwania dziennikarza, jaką podawał Jerzy U. również „zmieniała się”. Jerzy U. mówił, że raz Ziętara wsiadł do samochodu dobrowolnie, bo został zaproszony. W kolejnych, że został wciągnięty. Potem, że został wrzucony do samochodu. W ostatnich zeznaniach ponownie mówił, że wsiadł dobrowolnie – wskazał.

Dodał również, że Jerzy U. sam zeznawał, że porywaczy „widział przez chwilę, z pewnej odległości – a miał rozpoznać ich potem, po kilku latach, w tym nawet tego nieżyjącego (…) U. powiedział, że rozpoznał nas po łysych głowach. Ja w tamtym czasie nie miałem łysej głowy, nosiłem czuprynę i wąsy. U. nie znał nas i nie wiedział jak wyglądaliśmy w tamtym czasie, gdyż poznał mnie dużo później” – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. powiedział także, że Jerzy U. nie mógł widzieć momentu porwania dziennikarza, bo – jak wskazał – w tamtym czasie nie prowadził już „obserwacji Ziętary”.

U. to kolejny świadek, który składa fałszywe zeznania za przysługę, którą prokuratura obiecuje mu spełnić – mówił. W opinii oskarżonego, świadek Jerzy U. to „mściwy, zdeprawowany oszust bez skrupułów”. Dodał, że jest przekonany, że Jerzy U. mści się na nim za to, że pod koniec lat 90. dowiedział się o oszustwach, jakich miał się dopuszczać U.

Każdy, kto wczyta się w akta tej sprawy zauważy, że sprawa jest mocno naciągana; bez żadnych dowodów oskarża się niewinne osoby. Główni świadkowie oskarżenia Jerzy U. i Maciej B. to kryminaliści, którzy dla własnych korzyści zaczęli zeznawać przed prokuratorem wymyślając swoje wersje – powiedział.

Wersje te nie pokrywały się, wiec wycofywano się z zeznań, później je zmieniano, albo modyfikowano tak, by były spójne – ale spójności między tymi zeznaniami nie ma w dalszym ciągu, ponieważ nowe wersje różnią się od siebie znacznie – dodał.

Oskarżony odnosząc się do zeznań Macieja B., wskazał, że „zaczął współpracę z prokuraturą, bo chciał poprawić swoje warunki w zakładzie karnym”, liczył na pomoc prokuratury. Dodał, że „Maciej B. sam twierdzi, że za akt łaski będzie zeznawał to, co chcą”.

Mirosław R. wskazał, że Maciej B. wycofywał się z zeznań, później znów zmienił zdanie. Jak mówił, B. zmieniał też podawane przez siebie wersje zdarzeń, w tym szczegóły dotyczące spotkania, podczas którego miało dojść – jak wynika z ustaleń prokuratury – do podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Mowy końcowe we wrześniu
Oskarżony będzie kontynuował składanie wyjaśnień na kolejnej rozprawie, którą zaplanowano we wrześniu. Wtedy też strony mają wygłosić mowy końcowe.

24 lutego przed poznańskim sądem okręgowym zakończył się drugi z procesów dotyczących sprawy Ziętary. Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku.

W akcie oskarżenia Gawronikowi zarzucono, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”. Były senator nie przyznawał się do winy.

24 lutego Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa Ziętary. Sędzia Joanna Rucińska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „prokurator nie wykazał, aby oskarżony był sprawcą zarzucanego mu czynu, czego skutkiem musiało być wydanie wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika”. Wyrok nie jest prawomocny.

Jarosław Ziętara – życie

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Dziś rusza proces ws. uprowadzenia i pomocy w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

We wtorek w poznańskim sądzie okręgowym rozpocznie się proces przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala. Według prokuratury, oskarżeni mieli uprowadzić poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę, a następnie przekazać go osobom, które zabiły reportera.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 roku. Był absolwentem poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz Ziętarę widziano 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Akt oskarżenia przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary skierował do poznańskiego Sądu Okręgowego Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie

Ciało rozpuszczone w kwasie

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano. W 2011 r. członkowie Społecznego Komitetu „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary” i redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i ponowne śledztwo w tej sprawie.

Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo.

Jak podała PK, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego ustalono, że oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, motywem zbrodni była praca Jarosława Ziętary jako dziennikarza i jego zawodowe zainteresowania dotyczące afer gospodarczych, w których dochodziło do przenikania się świata przestępczego ze światem biznesu oraz polityki, a co za tym idzie – obawa o ujawnienie przez dziennikarza opinii publicznej szczegółów sprzecznej z prawem albo odbywającej się na granicy prawa działalności.

Ochroniarze podejrzani

Oskarżeni, obecnie 60-letni Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalność pozostawała w zainteresowaniu zawodowym Jarosława Ziętary – ustaliła PK.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanego im czynu i złożyli wyjaśnienia sprzeczne z ustaleniami śledztwa. Grozi im kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.

Dwaj byli ochroniarze Mirosław R. i Dariusz L. byli już podejrzani o pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie dziennikarza. W grudniu 2015 roku prokuratura nieprawomocnie umorzyła śledztwo w tym wątku. O tej decyzji zdecydowała zmiana zeznań przez głównych świadków, na podstawie których sformułowano zarzuty. Zażalenie na decyzję prokuratury o umorzeniu złożył brat dziennikarza Jacek Ziętara.

Jak poinformowała w komunikacie Prokuratura Krajowa: „Analiza materiałów postępowania oraz argumentacji podniesionej w pisemnym zażaleniu legła u podstaw podjęcia przez Zastępcę Prokuratora Generalnego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji decyzji z 14 kwietnia 2018 roku o dalszym prowadzeniu postępowania przeciwko wskazanym wyżej osobom oraz w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie”.

Widział moment uprowadzenia

Jednym z kluczowych świadków w rozpoczynającym się we wtorek procesie ma być osoba, która widziała moment porwania dziennikarza. W połowie listopada dziennik „Głos Wielkopolski” opublikował rozmowę z tym świadkiem. Materiał był wynikiem wspólnej pracy z redakcją „Superwizjera” TVN. Mężczyzna, który miał widzieć moment porwania dziennikarza to były funkcjonariusz SB i UOP. Zajmował się m.in. śledzeniem i podsłuchiwaniem osób. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że ma pełna wiedzę o zbrodni na Jarosławie Ziętarze.

„Mam kolejne dowody. Jak położę je na stół, to pozamykają wszystkich z kierownictwa dawnego Elektromisu. Oni wiedzą, co ja wiem, i może dlatego na razie nic mi się nie stało” – podkreślał świadek na łamach gazety. Dodał, że o fakcie, że śledził Ziętarę, wiedział twórca Elektromisu Mariusz Ś., Krystian Cz. i Krzysztof S. – ścisłe kierownictwo firmy. Zlecenie na inwigilację dziennikarza miał otrzymać, ponieważ Ziętara „wiedział o wielkim przemycie Elektromisu”.

Świadek miał mówić śledczym, że jeździł za Ziętarą, robił zdjęcia, dokumentował jego codzienne zwyczaje, założył podsłuch w mieszkaniu dziennikarza. 1 września 1992 roku, siedząc w samochodzie pod mieszkaniem Ziętary, miał widzieć, jak pod kamienicę podjeżdża policyjny radiowóz, następnie Ziętara wsiada do samochodu z dwoma funkcjonariuszami, trzeci kierował autem. Kiedy świadek miał zatelefonować z tą informacją do Krystiana Cz. – ten nie miał być zdziwiony wiadomością. Niedługo później – świadek rozpoznał „funkcjonariuszy” w pracownikach Elektromisu. Według informacji świadka, Ziętara miał zostać zabity, a jego ciało rozpuszczone w kwasie.

Świadek zaczął wycofywać się z zeznań

Świadek w rozmowie z dziennikarzami podkreślił ponadto, że „jego zdaniem to Mariusz Ś. i Krystian Cz. polecili usunąć Ziętarę”. O tym, co wie w sprawie Ziętary, miał zeznać śledczym w 2013 roku i wówczas miał obciążyć kierownictwo Elektromisu. Początkowo miał status świadka incognito. Liczył też, że prokuratura „pomoże” mu w jego własnych konfliktach z prawem. Pod koniec 2014 roku zatrzymano „Lalę” i „Rybę”. Trzecim z „funkcjonariuszy”, który miał brać udział w porwaniu dziennikarza, miał być „Kapela”. W 1993 roku zginał; postrzelił się, choć pojawiały się teorie, że samobójstwo zostało upozorowane, bo „Kapela” miał mieć wyrzuty sumienia i obawiano się, że „pęknie” z powodu tego, co się stało z Ziętarą.

Na późniejszym etapie świadek zaczął się jednak wycofywać z zeznań. Stracił status incognito, prokuratura umorzyła wątek porwania dziennikarza. Od tej decyzji się odwołano, sprawę przekazano innemu prokuratorowi, który ostatecznie – głównie na podstawie zeznań tego świadka – skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko „Rybie” i „Lali”.

W rozmowie z dziennikarzami świadek zapewnił, że w sądzie podtrzyma wcześniejsze zeznania i powie o okolicznościach porwania dziennikarza. „Istnieje dokument, który czarno na białym pokazuje, że ludzie Elektromisu tym wszystkim kierowali. Prokuratura nie dostała wcześniej tego materiału, bo czekałem, co zrobi w moich sprawach” – podkreślił świadek na łamach gazety.

Kilka godzin po publikacji artykułu, Krystian Czarnota i twórca Elektromisu Mariusz Świtalski (zgodzili się na publikację pełnych nazwisk) odnieśli się do treści artykułu w przesłanym Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu.

Poinformowali, że 22 października 2018 roku w Prokuraturze Krajowej Wielkopolski Wydział Zamiejscowy w Poznaniu złożone zostało zawiadomienie o przestępstwie szantażu, którego miał dokonać bohater publikacji. Na dowód zostało załączone nagranie audio, na którym opowiada on „jak za kwotę 3 mln złotych jest gotowy zmieniać swoje zeznania opisujące rolę kierownictwa Elektromisu w sprawie Ziętary”. Sprawą zajmuje się obecnie Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

W czerwcu 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Proces w tej sprawie rozpoczął się w styczniu 2016 r. i nadal się toczy. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Mirosław R. i Dariusz L. byli świadkami w procesie byłego senatora. Składając zeznania w styczniu 2016 roku, twierdzili, że nie mają „nic wspólnego ze sprawą dziennikarza”.

W wydziale zamiejscowym PK w Krakowie prowadzone jest nadal odrębne postępowanie dotyczące bezpośrednich sprawców zabójstwa Jarosława Ziętary, w tym ustalenia miejsca ukrycia szczątków jego zwłok i ich identyfikacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Byli ochroniarze z Elektromisu oskarżeni o porwanie i pomoc w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

Dwaj byli ochroniarze Elektromisu właśnie zostali oskarżeni o porwanie i pomocnictwo do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Chodzi o Mirosława R., ps. Ryba i Dariusza L., ps. Lala. Obaj kiedyś byli policyjnymi antyterrorystami w Poznaniu, potem zaczęli pracować w ochronie Elektomisu Mariusza Świtalskiego. 1 września 1992 roku mieli porwać Jarosława Ziętarę, bo ten miałby opisać aferalną działalność firmy Elektromis.

Mirosław R., ps. Ryba o Dariusz L., ps. Lala 1 września 1992 roku mieli porwać Jarosława Ziętarę spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej. Zdaniem prokuratury, podeszli do młodego dziennikarza idącego do redakcji „Gazety Poznańskiej”, przedstawili się jako policjanci. Byli ubrani po cywilnemu. „Zaprosili” Ziętarę do samochodu przypominającego radiowóz.

Rzekomo wcześniej inne osoby pobiły Ziętarę, straszyły go, proponowały pieniądze, byle odpuścił pewne aferalne tematy.

– Następnie oskarżeni przekazali go osobom, które dokonały zabójstwa Jarosława Ziętary, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą – informuje biuro prasowe Prokuratury Krajowej.

Zakończone właśnie śledztwo przeciwko „Rybie” i „Lali” prowadził prokurator Tomasz Dorosz z krakowskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Kim była trzecia, nieżyjąca już osoba, która miała współdziałać z „Rybą” i „Lalą” przy porwaniu Ziętary metodą „na policjanta”?

Z naszych ustaleń wynika, że chodzi o Romana K., ps. Kapela. To kolejnego były judoka z niegdyś milicyjnego klubu Olimpia Poznań. Potem „Kapela” trafił do policji, a następnie do ochrony Elektromisu. Firma przyciągała zresztą innych funkcjonariuszy publicznych: byłych esbeków, prokuratorów, eksmilicjantów. „Kapela” miał również porwać Ziętarę wraz z dwoma innymi byłymi policjantami. Dziennikarz miał tego samego dnia zostać przewieziony do siedziby Elektromisu przy ul. Wołczyńskiej w Poznaniu. Tam poddano go podobno torturom. Kto zabił? Co stało się z ciałem? Krażą różne wersje. Te wątki nadal są wyjaśniane przez prokuraturą w trzecim krakowskim śledztwie związanym ze zniknięciem Ziętary.

Podobno po zniknięciu i zabójstwie Ziętary, Roman K., ps. „Kapela” miał wyrzuty sumienia, sięgał po alkohol. Według krążacych wersji został zamordowany przez znajomych mających związek ze zbrodnią na Ziętarze. Oficjalnie uznano jednak, że „Kapela” popełnił samobójstwo. Zmarł jesienią 1993 roku. Przez dwa dni po postrzale walczył o życie w poznańskim szpitalu.
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa Jarosława Ziętary

Ze względu na odwołanie zeznań przez kluczowych świadków krakowska prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko byłym ochroniarzom firmy Elektromis, którym w 2014 roku postawiono zarzuty udziału w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary. Zarzuty pomocnictwa w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary prokuratura postawiła Mirosławowi L. ps. „Lala” i Dariuszowi R. ps. „Ryba”. Obciążały ich zeznania dwóch świadków incognito. Obaj wycofali się po publikacjach prasowych ujawniających kulisy śledztwa.

– Umorzenie nie oznacza, że do zbrodni nie doszło. Zebrany materiał dowodowych nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, że Jarosław Ziętara został porwany, był przetrzymywany a potem go zamordowano – tłumaczy prowadzący śledztwo prokurator Piotr Kosmaty. Prokuratura zapewnia, że umorzenie nie będzie mieć wpływu na proces Aleksandra G, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza.
Żródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Roman K. brutalnie zabił sąsiadkę

Roman K. (49 l.) ze wsi Rybie (woj. lubelskie) w ostatniej chwili wezwał pogotowie do nieprzytomnej sąsiadki. Izabela (35 l.) trafiła do szpitala i dzięki temu ocalała. Kiedy wróciła do domu, jej wybawca odwiedził ją z dwoma kolegami. Chciał, by spłaciła dług wdzięczności. Zażądał seksu. Opierającą się kobietę trzej oprawcy wielokrotnie zgwałcili i zakatowali na śmierć. Izabela K. nie miała łatwego życia. Mieszkała w maleńkiej wsi niedaleko Chełma z narzeczonym. Ten nie stronił od kieliszka. A jak popił, to brał się do rękoczynów. W końcu trafił za kraty. Kobieta została sama, zaczęła chorować. Nie tak dawno jej stan bardzo się pogorszył. Miesiąc temu pękł jej wrzód żołądka. Nieprzytomną znalazł sąsiad Roman K. Wezwał pogotowie. Kobieta trafiła do szpitala. Lekarze nie ukrywali, że w ostatniej chwili. Sąsiedzka pomoc uratowała jej życie. – „Leżała trzy tygodnie. W końcu wyszła. Umówiliśmy się, że przyjedziemy z synem żeby jej pomóc, poprawić jej dach w przeciekającym ganku, ale nie zdążyliśmy” – płacze matka zabitej Bożena (53 l.). Żródło info i foto: wp.pl