Awaria w oczyszczalni ścieków „Czajka”. Sprawa trafi do prokuratury

W stołecznej oczyszczalni ścieków „Czajka” doszło do kolejnej awarii. Jak dowiedział się reporter RMF FM, ścieki są zrzucane do Wisły. Szef Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej poinformował, że skieruje sprawę awarii do prokuratury. Informację o awarii potwierdziły władze miasta. Prezydent stolicy Rafał Trzaskowski przekazał, że „wszystko wskazuje na to, że mamy awarię kolektora nie na tym odcinku, który był remontowany”.

Jak ustalił reporter RMF FM Krzysztof Berenda, ścieki są zrzucane do Wisły. W komunikacie Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji potwierdziło informacje naszego reportera. „Doszło do poważnej awarii układu przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni ‚Czajka’. Aby zapewnić bezpieczny odbiór ścieków od mieszkańców miasta, spółka uruchomiła awaryjny zrzut ścieków nieoczyszczonych do Wisły” – napisali w oświadczeniu pracownicy MPWiK.

Wisła jest poddawana ozonowaniu, co mają nieco oczyścić z ścieków. Woda w warszawskich kranach nie jest zanieczyszczona. Ujęcia wody miejskiej z Wisły znajdują się na południu Warszawy, a „Czajka” jest na północy, więc ścieki nie mieszają się z wodą, która trafia do kranów. Problem mogą mieć jednak mieszkańcy miejscowości znajdujących się na północ od Warszawy np. Płocka. Jakość wody ma być na bieżąco badana. O uruchomieniu codziennych badań wody poinformował Rafał Trzaskowski. „Wyniki badań będą na bieżąco publikowane na stronie internetowej MPWiK oraz w mediach społecznościowych spółki” – stwierdził.

Powstanie tymczasowy rurociąg?

Urzędnicy stołecznego ratusza sugerują, że usuwanie skutków awarii potrwa wiele dni. W związku z awarią oczyszczalni ścieków „Czajka” prezes Wód Polskich otrzymał z Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji pismo w sprawie udostępnienia specjalistycznego sprzętu oraz dokumentacji dotyczącej przesyłu awaryjnym bypass-em – podały w sobotę Wody Polskie. My oczywiście jesteśmy gotowi pomóc i zapraszam MPWiK do rozmów, w jaki sposób to można by było przekazać. My jesteśmy do dyspozycji, ponieważ czujemy się odpowiedzialni, a szczególnie ja, bo odpowiadam za majątek Skarbu Państwa w postaci tej pięknej rzeki Wisły – podkreślił na konferencji prasowej szef Wód Polskich Przemysław Daca.Miasto rozważa budowę tymczasowego rurociągu. Tak jak rok temu, taki rurociąg może zostać zbudowany na prowizorycznym moście pontonowym przerzuconym przez rzekę. Wtedy kosztowało to 35 mln zł.

„Były robione przeglądy”

Podczas konferencji prasowej prezydent Warszawy powiedział, że „cały czas trwają ustalenia, co się stało”. Podkreślił też, że w niedzielę i w kolejnych dniach będzie udzielał kolejnych informacji, aby były one jak najbardziej precyzyjne. To co wiemy, to to, że mamy awarię kolektora. Wszystko wskazuje na to – będziemy to potwierdzać jak zostanie wypompowana woda i ścieki – że na tym starym odcinku, czyli nie na tym odcinku, który był remontowany – powiedział i dodał, że wyremontowane zostało 100 metrów tego przesyłu, a cały przesył liczy 10 razy więcej.

Gdybyśmy chcieli wymienić cały ten przesył to trwałoby to ponad rok. Były robione przeglądy i ostatni przegląd jednej z nitek zakończył się w maju, natomiast przegląd drugiej nitki zakończył się wczoraj i oba te przeglądy nie wykazały żadnych uszkodzeń, również ten wczorajszy – dodał.

Trzaskowski podkreślił też, że analizy po zeszłorocznej awarii wskazywały na błędy w projektowaniu i błędy wykonawcze w układzie przesyłowym. Miasto w związku z tym – jak mówił – podjęło prace nad wykonaniem alternatywnego przesyłu. To niestety trwa – dodał.

„Skierujemy sprawę do prokuratury”

Minister środowiska Michał Woś skomentował sytuację w Warszawie. „Kolejna awaria Czajki i znów ścieki płyną do Wisły. Ostatnia naprawa kolektorów przesyłowych za 40 mln zł to chyba taśmą klejącą była robiona przez pana Trzaskowskiego. Postępowanie w sprawie szkód w środowisku prowadzi warszawska Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska” – napisał na Twitterze Woś.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przemycili 160 tysięcy paczek papierosów pontonami

Co najmniej 160 tysięcy paczek papierosów przemyciła z Ukrainy do Polski grupa kierowana przez Grzegorza K. z Chełma. Kontrabandę przewożono pontonami przez Bug, ładowano do samochodów terenowych i wywożono w głąb kraju. Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej skierowały właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko bossowi i czterem jego współpracownikom.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko przemytnikom papierosów ze Wschodu jest pokłosiem innego dużego śledztwa w sprawie gangów zajmujących się tego typu działalnością. Tym razem postępowanie dotyczyło kilku miesięcy z roku 2014, gdy od czerwca do października grupa kierowana przez Grzegorza K. miała brać udział w przerzuceniu do Polski z Ukrainy co najmniej 160 tys. paczek papierosów. Ustalono, że w proceder są zamieszani mieszkańcy powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego.

Kontrabandę przemycano do naszego kraju przez Bug na pontonach. Na polskim brzegu na pakunki z kartonami papierosów czekali członkowie grupy. Pakowali je do samochodów terenowych i wywozili w głąb kraju. Najczęściej od razu do klientów czekających na dostawę. Auta miały mieć podrasowane silniki, a ich członkowie grupy często korzystali z noktowizorów, żeby uniknąć wpadki.

Według prokuratury, na działalności gangu Skarb Państwa stracił ponad trzy miliony złotych.

Skorumpowany pogranicznik

Śledczy z lubelskich „pezetów” i CBŚP ustalili, że grupa opłacała minimum jednego funkcjonariusza Straży Granicznej. Co najmniej czterokrotnie przyjął on łapówki w wysokości od 6 do 12 tysięcy złotych. Miał za te pieniądze przekazywać przemytnikom informacje o rozmieszczeniu patroli pograniczników.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. i czterem innym osobom. Podejrzanym zarzucono między innymi kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, udzielanie korzyści majątkowych oraz popełnienie przestępstw skarbowych. Przemytnikom grozi do 10 lat więzienia.

W czasie śledztwa udało się zabezpieczyć mienie oskarżonych o łącznej wartości blisko 2,5 miliona złotych. To głównie nieruchomości zakupione między innymi z zysków z przemytu papierosów.
Źródło info i foto: TVP.info

Ciało 66-latka wyłowione z rzeki

Policjanci ustalają okoliczności śmierci mężczyzny, którego zwłoki zostały odnalezione w rzece Łabuńka w okolicach ul. Lipskiej. Ciało znalazł przypadkowy przechodzień. Ustalono tożsamość mężczyzny, to 66-latek bez stałego miejsca zamieszkania.

Odkrycia dokonano w niedzielę. Tego dnia, ok. godz. 10 policjanci zostali poinformowani przez przypadkową osobę, o zwłokach leżących w rzece Łabuńka w rejonie ulicy Lipskiej w Zamościu. Na miejsce skierowane zostały służby. Strażacy z zamojskiej PSP wyciągnęli ciało z wody, lekarz z pogotowia ratunkowego stwierdził zgon. Policjanci zabezpieczyli miejsce odnalezienia zwłok mężczyzny oraz pod nadzorem prokuratora wykonali czynności procesowe.

„Policjanci ustalili tożsamość mężczyzny. Jest to 66-latek bez stałego miejsca zamieszkania” – powiedziała w rozmowie z „Kurierem Lubelskim” asp. Dorota Krukowska – Bubiło, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zamościu. Na chwilę obecną nieznane są przyczyny jego śmierci, jednak wstępnie wykluczono działanie osób trzecich. 

Ciało mężczyzny zostało przewiezione do szpitalnego zakładu patomorfologii. Prowadzone w tej sprawie postępowanie wyjaśni, co było bezpośrednią przyczyną śmierci oraz jakie były jej okoliczności. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Londyn: Protesty po śmierci George’a Floyda. Pomnik handlarza niewolnikami runął do rzeki

Dziesiątki tysięcy ludzi biorą udział w niedzielę w demonstracjach ruchu Black Lives Matter w kilku brytyjskich miastach. Główny protest, odbywający się przed ambasadą USA w Londynie, został przyćmiony przez obalenie pomnika handlarza niewolnikami w Bristolu. Podczas protestu w Bristolu, w którym brało udział około 10 tys. osób, demonstranci zrzucili z cokołu wykonany z brązu pomnik Edwarda Colstona, a następnie pomalowali go sprayem, przeciągnęli przez miasto i wrzucili do rzeki Avon.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lokalna policja, a minister spraw wewnętrznych Priti Patel – która sama wywodzi się z mniejszości etnicznej – nazwała to wydarzenie „całkowicie haniebnym”.

– Jestem pewna, że brytyjskie społeczeństwo zgodzi się ze mną, że to, co widzieliśmy, było całkowicie niewłaściwe, haniebne i, szczerze mówiąc, dlatego właśnie te protesty powinny się zakończyć, a nie trwać. Nie ma usprawiedliwienia dla tego rodzaju gwałtownych zachowań – powiedziała Patel. Obalenie pomnika pochwalił natomiast laburzystowski poseł Clive Lewis.

Colston to żyjący na przełomie XVII i XVIII w. kupiec, handlarz niewolnikami, poseł i filantrop. Był członkiem Królewskiej Kompanii Afrykańskiej, która wysłała ok. 80 tys. Afrykanów do Ameryki jako niewolników, ale zarazem był osobą bardzo zasłużoną dla Bristolu, gdzie fundował szkoły, szpitale i kościoły.

Tymczasem w Londynie demonstranci ponownie namalowali sprayem napisy na cokole stojącego na Parliament Square pomnika Winstona Churchilla, powszechnie uważanego za najwybitniejszego brytyjskiego premiera w XX w. Podobny taki incydent miał miejsce w sobotę.

Tłum w Londynie

Główna demonstracja w Londynie odbywa się jednak przed znajdującą się po przeciwnej stronie Tamizy ambasadą amerykańską. Jak na razie nie ma informacji, by doszło tam do jakichś incydentów, ale sobotnie demonstracje przez większość czasu również przebiegały spokojnie, natomiast na koniec doszło do zamieszek, gdy grupa 400-500 osób zaczęła rzucać w kierunku policji butelki i flary.

Jak informowała wcześniej w niedzielę londyńska policja metropolitalna, w czasie sobotnich demonstracji obrażenia odniosło 14 funkcjonariuszy i aresztowano dotąd 29 osób. Oprócz Londynu i Bristolu manifestacje popierające ruch Black Lives Matter odbywały się w niedzielę także m.in. w Manchesterze, Nottingham, Wolverhampton, Glasgow i Edynburgu. Wszystkie te protesty są niezgodne z prawem, bo przepisy wprowadzone w celu zatrzymania epidemii koronawirusa zabraniają zgromadzeń liczących więcej niż sześć osób. Brytyjski minister zdrowia Matt Hancock mówił w niedzielę rano, że nie ulega wątpliwości, że przyczynią się one do wzrostu liczby zakażonych.

Pierwotnym powodem odbywających się w wielu miastach świata demonstracji jest śmierć 46-letniego Afroamerykanina George’a Floyda, który pod koniec maja zmarł podczas brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis. Uczestnicy manifestacji protestują jednak także przeciwko brutalności policji i nierównościom na tle rasowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Krzysztof Rutkowski o poszukiwaniach zaginionego 3-latka. Szokujące kulisy

Ponad tydzień trwała akcja poszukiwawcza zaginionego 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca. Niestety, potwierdziły się przypuszczenia policji oraz wizja jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego (56 l.) i w rzece Kwisa znaleziono ciało poszukiwanego chłopczyka. W sprawę zaangażowany był Krzysztof Rutkowski (60 l.), który postanowił zdradzić kulisy akcji poszukiwawczej.

Sprawą zaginionego 3,5-letniego Kacperka żyła cała Polska. Mimo że szanse na odnalezienie zdrowego chłopczyka były małe, to jednak wielu wierzyło w szczęśliwy finał poszukiwań. Tak jednak się nie stało.

W miniony weekend w rzece Kwisa znaleziono ciało chłopczyka. W akcję poszukiwawczą włączył się również najsłynniejszy polski detektyw, Krzysztof Rutkowski. To właśnie rodzina zwróciła się do niego o pomoc, licząc na to, że uda mu się szybko i sprawnie rozwiązać tajemnicze zniknięcie chłopca.

Słynny detektyw po odnalezieniu ciała Kacperka zdecydował się ujawnić kilka szczegółów związanych ze sprawą, przy której pracował.

„Ciałko odnaleziono około godziny 9 (w sobotę 9 maja, przypis.red.), około 1200 metrów od miejsca, w którym zaginął Kacper. Przypuszczaliśmy, że ciało odnajdzie się po takim czasie. Nie braliśmy innej wersji pod uwagę oprócz tej, że dziecko jest w rzece. To był nieszczęśliwy wypadek” – wyznał w rozmowie z „Faktem” Rutkowski.

Polsat News poinformował również, że Rutkowski oraz matka Kacperka apelują, by nie szykanować ojca i oczerniać w sieci ojca chłopczyka.
Źródło info i foto: pOmponik.pl

Odnaleziono ciało zaginionego Kacpra. Poruszające wyznanie matki

Niestety, ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. 12 dni trwały poszukiwania 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca (woj. dolnośląskie). Chłopczyk zaginął w poniedziałek, dwa tygodnie temu, kiedy oddalił się od swojego ojca, z którym był na działce. W sobotę ciało dziecka zostało znalezione w rzece.

Kilkuset policjantów, strażaków, detektyw Krzysztof Rutkowski i zwykli mieszkańcy. Malucha szukała prawdziwa armia ludzi, która codziennie penetrowała okoliczne tereny i rzekę Kwisę. Używano najnowocześniejszego sprzętu, korzystano z pomocy psów tropiących ściągniętych z Niemiec. To były dramatyczne dni.

Dopiero w sobotę rano ciało Kacperka zostało znalezione przez płetwonurka Marcela Korkusia. Chłopczyk wpadł do podwodnej jamy, w linii prostej ok. 600 metrów od miejsca, w którym zaginął. Ciało malucha zostało zakleszczone przez konary w taki sposób, że mogło nigdy nie wypłynąć na powierzchnię. – Gołym okiem go nie widziałem – mówi „Super Expressowi” Korkuś. – Dopiero w domu, gdy przeglądałem zapis kamery, którą miałem pod wodą, dostrzegłem dziecko – dodaje płetwonurek.

Tym samym sprawdził się najczarniejszy scenariusz, który od samego początku był uznawany za najbardziej prawdopodobny. Kacperek wpadł do rzeki i utonął. Mama chłopczyka, pani Joanna, mówi że jej partner Rafał tylko na chwilę stracił go z oczu, gdy razem byli na ogródku. – To był moment – zapewniała kobieta. – Przez ten cały czas, gdy trwały poszukiwania, żyłam nadzieją, że Kacperkowi nic się nie stało. Nie mogłam spać. Teraz w pewnym sensie czuję ulgę. Muszę zająć się trójką rodzeństwa Kacperka – mówiła zrozpaczona matka zaraz po tym, jak zidentyfikowała ciało synka.

Kobieta zaapelowała też, aby nie oczerniać ojca dziecka. Podkreślała że to dla niego ogromna trauma. Mężczyzna w chwili, gdy zaginął chłopczyk był pijany. Usłyszał zarzut narażenia życia Kacperka, za co mu grozi 5 lat więzienia. Mężczyzna już trafił za kratki, bo okazało się, że był poszukiwany przez policję za kradzieże.
Źródło info i foto: se.pl

Słowenia: Wstrzymano poszukiwania 23-letniego Polaka

Słoweńscy policjanci i ratownicy zawiesili w niedzielę poszukiwania polskiego studenta, który wpadł w sobotę do rzeki Socza na zachodzie kraju. Akcja ma zostać wznowiona w poniedziałek.

Słowenia. Polak wpadł do rzeki

Około godziny 17:00 znaleźli się nad kanionem rzeki. Polak, który podszedł do krawędzi kanionu, stracił równowagę i wpadł do wody. Świadkowie widzieli, jak 23-latek przepłynął kilkadziesiąt metrów, po czym zniknął im z oczu. Na miejsce wezwano policję i ratowników. Poszukiwania prowadzono do godz. 22 w sobotę i wznowiono je w niedzielę rano. Niestety, nie dały one żadnego rezultatu. Zostaną wznowione w poniedziałek.

Portal delo.si opisuje, że w poszukiwaniach brali udział policjanci z Bovec, a także z Novej Goricy i strażacy oraz ratownicy górscy. Oprócz tego użyto drona, a w akcję zaangażowano ponad 30 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W rzece znaleziono ciało dziecka. To zaginiony Kacper?

W sobotę w rzece Kwisa w Nowogrodźcu znaleziono ciało chłopca. Jak informuje policja, najprawdopodobniej, to poszukiwany od dwóch tygodni 3,5-letni Kacperek. Poszukiwania zaginionego chłopca trwały od poniedziałku 27 kwietnia. Wtedy matka zgłosiła zaginięcie chłopca, który był pod opieką ojca. W sobotę w rzece odnaleziono ciało. Prawdopodobnie jest to ciało 3,5-letniego chłopca.

Funkcjonariusze prowadzili nieprzerwanie poszukiwania od dwóch tygodni – przeczesano łącznie 500 hektarów – tereny otwarte, leśne, przyrzeczne oraz kolejowe. Niemal każdego dnia sprawdzane są również tereny wodonośne – z łodzi i pontonów, jak i przez policyjnych nurków. W akcji brał udział m.in. policyjny śmigłowiec, drony, łodzie z sonarami, roboty podwodne oraz system trackerów gps umożliwiający bieżącą analizę sprawdzonego terenu.

Ciało chłopca zostało znalezione w Kwisie kilkaset metrów od miejsca, gdzie Kacper widziany był po raz ostatni – niedaleko działek między wiaduktem kolejowym i drogowym. Na miejscu pracuje prokurator, który musi potwierdzić tożsamość chłopca.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Piąta doba poszukiwań 3-letniego Kacpra

Rozpoczął się kolejny dzień poszukiwań 3,5-letniego chłopca, który w poniedziałek wieczorem zaginął w Nowogrodźcu. W piątek nadal będzie sprawdzane koryto rzeki Kwisa – odcinek od Parzyc do Osiecznicy.

Oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu asp. sztab. Anna Kublik-Rościszewska powiedziała, że poszukiwania w rzece Kwisa wznowiono około godz. 9. Zaznaczyła przy tym, że działania operacyjne były prowadzone przez policję również w nocy. Na noc przerywamy tylko poszukiwania w rzece – powiedziała policjantka.

Kublik-Rościszewska poinformowała, że w piątek płetwonurkowie rozpoczynają przeszukiwanie koryta Kwisy od miejscowości Parzyce do Osiecznicy. „To 15-kilometrowy odcinek rzeki, która w tym miejscu staje się szersza” – powiedziała rzeczniczka.

Chłopiec zaginął w poniedziałek

Poszukiwania 3,5-latka rozpoczęły się w poniedziałek wieczorem, po tym, gdy około godz. 19 wpłynęło zgłoszenie o jego zaginięciu. Przed zaginięciem chłopiec przebywał razem ze swoim ojcem na terenie ogrodów działkowych w Nowogrodźcu, które znajdują się niedaleko rzeki.

Ojciec w trakcie przesłuchania wyjaśniał, że stracił dziecko z oczu. Gdy nie mógł go odnaleźć, zawiadomił policję. Był pod wpływem alkoholu, badanie potwierdziło zawartość 0,7 promila. Mężczyzna został zatrzymany, ponieważ był poszukiwany do odbycia kary za przestępstwa przeciwko mieniu – mówiła we wtorek oficer prasowa bolesławieckiej policji.

Poszukiwania nadal trwają

Dotychczas służby przeszukały około 500 hektarów terenu, w tym m.in. ogródki działkowe i tereny kolejowe. W akcji poszukiwawczej uczestniczyli policjanci, strażacy, nurkowie, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Wykorzystywany był dron, policyjny helikopter, kamery termowizyjne oraz łodzie. Policjanci sprawdzali też teren z psami tropiącymi.

Jak dowiedział się reporter RMF FM Mateusz Czmiel, do akcji zaangażowano najlepszych policjantów wyspecjalizowanych w poszukiwaniach wodnych, którzy z wykorzystaniem między innymi specjalistycznych robotów sprawdzać będą metr po metrze dno rzeki Kwisy.

Jak mówią policjanci, to jedno z najtrudniejszych poszukiwań. Dno wypełnione jest licznymi gałęziami i konarami drzew, dlatego konieczne było obniżenie poziomu rzeki o kilka metrów – dodaje nasz reporter.

Zarzuty dla ojca Kacpra

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Bolesławcu. W środę ojciec chłopca usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

Najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń zakłada, że chłopiec, który przebywał razem z ojcem i jego znajomym na terenie ogródka działkowego w wyniku nieuwagi ojca oddalił się i doszło do wypadku, wskutek którego chłopiec wpadł do rzeki – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski.

Zaznaczył przy tym, że postępowanie jest we wstępnej fazie i prokuratura nie wyklucza też innych wersji wydarzeń. Prok. Czułowski dodał, że w sprawie przesłuchano m.in. matkę 3,5-latka i mężczyznę, z którym ojciec dziecka przebywał na terenie ogródków działkowych. Sukcesywnie przesłuchiwani są też inni świadkowie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje dotyczące poszukiwań zaginionego 3-latka

Kilkuset policjantów, żołnierzy i strażaków kolejny dzień szuka czteroletniego Kacpra z Nowogrodźca (województwo dolnośląskie). Chłopiec ostatni raz widziany był 27 kwietnia w pobliżu rzeki Kwisy. I to na niej w środę skupiają się działania służb. Na miejsce przyjechali między innymi najlepsi policyjni płetwonurkowie, którzy mają sprawdzić miejsca wcześniej niedostępne. Prokuratura informuje, że zarzuty ma usłyszeć ojciec chłopca.

Poniedziałkowe popołudnie niemal czteroletni Kacper Błażejowski spędzał ze swoim ojcem na terenie ogródków działkowych, tuż obok rzeki Kwisy, w Nowogrodźcu.

Kilka minut przed 19 służby poinformowano o zaginięciu dziecka. Do akcji ruszyli policjanci, strażacy i żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Wykorzystano psa tropiącego i śmigłowiec, który z powietrza próbował namierzyć chłopca. Wszystko dlatego, że od początku nie było pewności, co stało się z Kacprem.

– Ojciec w trakcie przesłuchania wyjaśniał, że stracił dziecko z oczu. Gdy nie mógł go odnaleźć, zawiadomił policję – relacjonowała Anna Kublik-Rościszewska z bolesławieckiej policji. Nie wiadomo więc, czy chłopiec wpadł do rzeki, czy może niepostrzeżenie się oddalił. – Wszystko wskazuje, że oddalił się z miejsca, gdzie był z ojcem. Nie mamy jednak stuprocentowej pewności, że dziecko wpadło do wody – przyznaje Norbert Kurenda, komendant bolesławieckiej policji.

Poniedziałek: szukali mundurowi i okoliczni mieszkańcy

Na rzece Kacpra szukali strażacy. Na lądzie, początkowo wzdłuż brzegu, policjanci i terytorialsi. Nie natrafiono jednak na żaden ślad, trop czy dowód, który łączyłby się z tą sprawą i pomógłby odnaleźć czterolatka. Akcja na brzegu trwała także w nocy z poniedziałku na wtorek.

Szukali nie tylko mundurowi, ale też okoliczni mieszkańcy i bliscy chłopca. – Chodziłam, szukałam wszędzie, gdzie się dało, do trzeciej rano. Mam nadzieję, że się odnajdzie cały i zdrowy. To kochane dziecko, żywy skarb. Nie wierzę, żeby sam poszedł do rzeki – mówiła pani Iwona, matka chrzestna Kacpra.

Wtorek: apel policji, kilkanaście godzin poszukiwań i postępowanie prokuratury

We wtorek strażacy wznowili poszukiwania na Kwisie. Policja poinformowała też o zatrzymaniu ojca chłopca. Okazało się, że mężczyzna był poszukiwany do odbycia kary w związku z przestępstwami przeciwko mieniu. Na jaw wyszło też, że w chwili zaginięcia syna mężczyzna był pod wpływem alkoholu. Badanie wykazało, że w organizmie miał wtedy 0,7 promila alkoholu.

Policjanci zaapelowali też: „Osoby znające miejsce pobytu dziecka lub posiadające informacje, które mogą pomóc w ustaleniu jego miejsca pobytu, proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Bolesławcu na numer telefonu 75 6496 200 lub 201”. Przypomnieli też, jak w momencie zaginięcia ubrany był Kacper. Chłopiec miał na sobie czarne spodnie bojówki, koszulkę w biało-czerwone paski z Myszką Miki i szare sportowe buty.

We wtorek służby powiększyły też teren poszukiwań. W sumie przeszukały niemal 500 hektarów w promieniu siedmiu kilometrów od miejsca, w którym Kacper był widziany po raz ostatni. Dziecka szukało w sumie kilkaset osób. Jednak ani apele, ani kilkanaście godzin poszukiwań nie przyniosły przełomu. Nadzieję, jak mówił Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji, daje to, że „chłopiec lubi się chować i siedzieć cicho, aby nikt nie mógł go znaleźć”.

Policjanci podkreślali też, że trwa weryfikacja każdej pojawiającej się w sprawie informacji. – Żaden ze scenariuszy nie został wykluczony. Jest kilka hipotez, ale za wcześnie, by mówić, która z nich jest najbardziej prawdopodobna – przekazał Wojciech Jabłoński z biura prasowego dolnośląskiej policji.

Swoje hipotezy ma też prokuratura, która wszczęła postępowanie w sprawie narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Nikomu na tym etapie nie przedstawiono zarzutów.

Środa: najlepsi policyjni płetwonurkowie sprawdzą rzekę, prokuratura zapowiada zarzuty

W środę około godziny ósmej rano poszukiwania zaginionego Kacpra wznowiono. Akcja ma być skoncentrowana na przeszukiwaniu wcześniej trudno dostępnych miejsc na rzece. W działania poszukiwacze włączyli się kontrterroryści policyjni z całej Polski, specjalizujący się w poszukiwaniach podwodnych.

– Najlepsi policyjni płetwonurkowie przyjechali na miejsce i będą przeczesywać koryto rzeki. Chcemy wnikliwie i bardzo szczegółowo przejrzeć każdy zakątek, który do tej pory był niedostępny. Chcemy je sprawdzić, by zweryfikować informacje, które do nas napływają – przekazała Anna Kublik-Rościszewska z bolesławieckiej policji. I podkreśliła, że jednocześnie wciąż będą prowadzone działania na brzegu. – We wtorek przeszukaliśmy ponad 700 hektarów – poinformowała.

W środę rano rozpoczęło się też przesłuchanie ojca Kacpra. Jak poinformował Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, mężczyzna ma usłyszeć zarzut narażenia zdrowia i życia dziecka. – W sprawie przesłuchano świadków, między innymi matkę chłopca. W tym momencie okoliczności wskazują na to, że ojciec nie upilnował syna, który znajdował się pod jego opieką – przekazuje prokurator.
Źródło info i foto: tvn24.pl