Czeczeni skazany za terroryzm. Sąd Najwyższy uchylił wyrok

Sąd Najwyższy uchylił w środę wyrok skazujący trójkę Czeczenów za m.in. wspierania terroryzmu i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku. Chodzi o głośną sprawę, w której prokuratura zarzuciła Czeczenom działalność w zorganizowanej grupie przestępczej. W jej ramach mieli m.im. gromadzić pieniądze na potrzeby Państwa Islamskiego.

Zarzuty, które usłyszeli Czeczeni, dotyczyły też organizowania i kupowania sprzętu paramilitarnego oraz rekrutowania bojowników na tzw. dżihad w rejonach konfliktu zbrojnego. W akcie oskarżenia pojawił się również wątek leczenia w Polsce Czeczena rannego w walkach w Syrii. Okres, gdy miało się to dziać, to 2014 r.

Czeczeni twierdzili, że pieniądze szły do Iczkerii

Oskarżeni, przez całe postępowanie przygotowawcze, a potem przed sądami pierwszej i drugiej instancji, nie przyznali się. Argumentowali, że co prawda pieniądze były zbierane i zostały przekazane, ale nie na potrzeby IS, lecz na działalność niepodległościową bojowników czeczeńskich walczących o Czeczeńską Republikę Iczkerii.

W sierpniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał nieprawomocnie trójkę Czeczenów na kary po dwa lata i miesiąc więzienia; czwartego z oskarżonych uniewinnił. Skazanych uznał za winnych wspierania jednak działań nie IS, lecz tzw. Emiratu Kaukaskiego – prowadzącego działalność o charakterze terrorystycznym na terytorium Rosji – jak zaznaczył sąd w wyroku – „ukierunkowaną na utworzenie na Kaukazie Północnym fundamentalistycznego państwa islamistycznego, opartego na prawie szariatu”.

Apelacje od tego wyroku złożyły obie strony. Prokuratura chciała surowszych kar i skazania zgodnie z aktem oskarżenia, obrona – uniewinnienia całej czwórki Czeczenów. W czerwcu 2018 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku odwołania wszystkich stron uznał za bezzasadne i utrzymał zarówno wyroki skazujące, jak i uniewinniający.

Sąd Najwyższy przyznał rację obronie

Jesienią 2018 roku kasacje wobec wyroków skazujących złożyła obrona; do SN wpłynęły one na początku lutego 2019 roku. W ocenie adwokatów, sąd odwoławczy w ogóle nie odniósł się do zarzutów apelacyjnych; podnosili też zarzut wyjścia przez sąd poza granice oskarżenia, czyli skazanie trzech Czeczenów za czyny, które nie były objęte zarzutami prokuratury.

W środę SN uwzględnił kasacje w tym zakresie. Uchylił swoim wyrokiem zaskarżone orzeczenie i sprawę przekazał Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Jak poinformował Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego Sądu Najwyższego, w ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że powodem uchylenia był pierwszy z zarzutów kasacyjnych, w którym podniesiono, iż sąd odwoławczy (apelacyjny w Białymstoku) nie dochował obowiązków, które na nim spoczywają, czyli odniesienia się do wszystkich zarzutów, które były podniesione w apelacji.

„To nie jest w 100 proc. satysfakcjonujące rozstrzygnięcie”

SN zwrócił też uwagę, że sprawa badana w postępowaniu odwoławczym była bardzo poważna i skomplikowana, zarówno ze względu na wagę zarzutów, ale też skomplikowaną sytuację na Kaukazie, wymagającą szczególnej wiedzy. Ocenił więc, że w tej sytuacji, wymagała szczególnej staranności nie tylko od sądu pierwszej instancji, ale także, a może nawet przede wszystkim, od sądu odwoławczego.

A ten – jak uzasadniał Sąd Najwyższy – nie odniósł się do bardzo konkretnych tez stawianych w apelacjach przez obrońców, opartych na konkretnych dowodach. Dlatego uchylając wyrok drugiej instancji SN zaznaczył, że w postępowaniu odwoławczym należy rozpoznać wszystkie zarzuty, które w tej sprawie pojawiły się i dopiero wtedy sformułować ostateczną ocenę.

– To nie jest w stu procentach satysfakcjonujące rozstrzygnięcie, bo chcieliśmy pełnego uniewinnienia, ale argumenty SN są przekonujące i uchylenie wyroku jest jak najbardziej słusznym rozwiązaniem – mec. Piotr Iwaniuk, powiedział obrońca w procesie Czeczenów, który był na rozprawie w Sądzie Najwyższym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Gorąco” w Brazylii. Prokuratura nie zgadza się na sprawdzenie komórki prezydenta

Brazylijska Prokuratura Generalna sprzeciwiła się sprawdzeniu przez biegłych Sądu Najwyższego, w toku dochodzenia prowadzonego przez Trybunał Federalny przeciwko prezydentowi Jairowi Bolsonaro, jego telefonu komórkowego. Trybunał prowadził od kilku tygodni dochodzenie w sprawie „działania machiny propagandowej polegającej na rozpowszechnianiu przez zwolenników prezydenta nieprawdziwych wiadomości (fake newsów) i pogróżek pod adresem Trybunału Federalnego”.

Śledczy podejrzewają, że w prezydenckim telefonie są m.in. informacje potwierdzające zaangażowanie głowy państwa w kampanię fake newsów.

W środę biura i prywatne rezydencje wielu znanych zwolenników prezydenta Bolsonaro zostały przeszukane w związku z prowadzonymi przez Policję Federalną dochodzeniami dotyczącymi korupcji, wymierzonymi m.in. w jednego z jego trzech synów. Głowa państwa oskarża w związku z tym śledztwem Trybunał Federalny i opozycję parlamentarną o „próbę szkodzenia jego rodzinie”.

Jak podały brazylijskie media, Policja Federalna przeprowadziła operacje w sześciu stanach Brazylii, m.in. w dystrykcie federalnym Rio oraz w Sao Paulo, aby wykonać 29 nakazów aresztowania w związku z „kampanią fake newsów”prowadzoną przez ludzi prezydenta przeciwko organom wymiaru sprawiedliwości”.

Policja, jak pisze z Brazylii hiszpańska agencja EFE, wezwała w poprzednich dniach do złożenia zeznań kilku wpływowych przedsiębiorców i polityków z kręgu najbardziej aktywnych zwolenników prezydenta. Były to głównie osoby, które w ostatnich tygodniach wzywały do demonstracji przeciwko instytucjom federalnym, a także do rozwiązania parlamentu i Sądu Najwyższego.
Źródło info i foto: TVP.info

Koniec chłosty jako formy kary w Arabii Saudyjskiej

Arabia Saudyjska zdelegalizowała chłostę, jak formę kary – wynika z dokumentu, do którego dotarł Reuters. Ma to na celu „przestrzeganie międzynarodowych standardów praw człowieka (przeciwko) karom cielesnym”. O tej zmianie zadecydował tamtejszy Sąd Najwyższy. Dotychczas chłostą karano między innymi publiczne picie alkoholu i seks pozamałżeński.

Ultrakonserwatywne muzułmańskie Królestwo Arabii Saudyjskiej spotyka się z ostrą krytyką organizacji pozarządowych za łamanie praw człowieka, w szczególności za karę chłosty, stosowanej w przypadku zabójstwa, naruszenia „porządku publicznego”, jak na przykład picie alkoholu „pod chmurką”, czy relacji pozamałżeńskich – zwraca uwagę AFP.

Chłosta była dotąd stosowana jako kara w przypadku szerokiego wachlarza przestępstw – przypomina Reuters. Wobec braku jasno skodyfikowanego systemu prawa, towarzyszącego obowiązującemu w kraju szariatowi, poszczególni sędziowie mają swobodę interpretacji tekstów religijnych i wydawania na ich podstawie wyroków. Organizacje broniące praw człowieka odnotowywały nałożenie kary chłosty między innymi za nękanie, publiczne pijaństwo, zakłócanie spokoju, pozamałżeński seks, a nawet za posiadanie alkoholu.

Eliminacja kary chłosty
„Sąd Najwyższy postanowił w kwietniu znieść chłostę spośród kar, które mogą nakładać sędziowie” – czytamy w dokumencie, wydanym przez ten najwyższy organ sądowy w Arabii Saudyjskiej. Konkretnej daty tej decyzji nie podano.

Według SN sędziowie będą od teraz musieli decydować się na karę pozbawienia wolności i/lub grzywny, a także kary alternatywne, takie jak prace na cele społeczne, aby – jak to ujęto „przestrzegać międzynarodowych standardów praw człowieka (które zabraniają) kar cielesnych”.

Organizacja Amnesty International (AI) zwraca uwagę, że ogłoszenie decyzji w sprawie zniesienia chłosty nastąpiło w następstwie ostrej krytyki Rijadu ze strony organizacji pozarządowych po śmierci w więzieniu w wyniku udaru mózgu działacza praw człowieka Abdallaha al-Hamida. Odsiadywał on karę 11 lat pozbawienia wolności za „złamanie wierności” królowi saudyjskiemu, „podżeganie do zamieszek” i dążenie do destabilizacji bezpieczeństwa państwa. AI to międzynarodowa organizacja pozarządowa, której celem jest zapobieganie naruszeniom praw człowieka.

Batożenie za blogowanie

W ostatnich latach sztandarowym przypadkiem naruszeń międzynarodowych standardów był saudyjski obrońca praw człowieka i wolności słowa, bloger Raif Badawi – wskazuje AFP. W 2014 r. został skazany na 10 lat więzienia i 1000 batów za apostazję i obrazę islamu oraz stworzenie strony internetowej „Wolni saudyjscy liberałowie”. Strona stanowiła forum debaty społecznej, politycznej i religijnej; jej założenie uznano za obrazę islamu. Pierwsze 50 batów wymierzono mu w miejscu publicznym w styczniu 2015 roku. W tym samym roku Badawi został laureatem przyznawanej przez Parlament Europejski Nagrody im. Sacharowa za wolność myśli. PE wezwał wówczas do jego „natychmiastowego uwolnienia”.

Inne formy kar cielesnych, takie jak amputacja za kradzież lub ścięcie za morderstwa i terroryzm, nie zostały jeszcze zakazane – przypomina Reuters.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd Najwyższy odwołał rozprawę ws. brutalnych gwałtów na 10-letniej dziewczynce

W związku z epidemią koronwirusa Sąd Najwyższy odwołał rozprawę ws. skargi kasacyjnej dotyczącej wielokrotnych gwałtów na 10-letniej dziewczynce we wsi pod Trzebnicą. Na mocy zarządzenia I prezes SN do 4 maja odwołane zostały wszystkie, z wyjątkiem pilnych spraw, posiedzenia w Sądzie Najwyższym. W tej sprawie w 2018 r. wrocławski sąd apelacyjny obniżył karę z 13 do 7 lat więzienia wobec Artura B., który przez ponad rok brutalnie gwałcił 10-letnią córkę siostry swojej partnerki. Prokuratura nie zgodziła się z tą decyzją i wniosła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.

Jak poinformował Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego SN, sąd ten miał rozpoznać skargę kasacyjną w tej sprawię na rozprawie w czwartek. W związku z epidemią, rozprawa ta została zdjęta z wokandy na mocy zarządzenia I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, zgodnie z którym do 4 maja odwołane zostają wszystkie posiedzenia w tym sądzie, za wyjątkiem posiedzeń w sprawach wymagających niezwłocznego rozpoznania, określonych przez prezesów poszczególnych izb SN.

Oznacza to, że termin rozprawy w sprawie Artura B. zostanie wyznaczony na nowo po wycofaniu ograniczeń w funkcjonowaniu SN.

Ustalenia prokuratury

Z ustaleń prokuratury w tej sprawie wynika, że dramat dziewczynki trwał od lutego 2010 r. do lutego 2011 roku. Jak wskazali śledczy, 40-letni wówczas Artur B. był partnerem ciotki dziecka i mieszkał w domu rodzinnym ofiary. Według prokuratury, dziewczynka traktowała go jako członka rodziny i zwracała się do niego „wujku”.

Artur B. przemocą zmuszał dziewczynkę do obcowania płciowego i do poddania się czynnościom seksualnym wykorzystując chwile, kiedy nie było domowników. Po wyjściu sprawy na jaw, mężczyzna próbował zastraszyć dziecko oraz rodzinę. W konsekwencji oskarżony zaatakował dziadka dziewczynki zadając mu cios nożem w szyję.

W lutym 2018 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu, który orzekał w tej sprawie w pierwszej instancji, uznał Artura B. za winnego i skazał go za to na karę 13 lat pozbawienia wolności. Sąd zasadził też 10-letni zakaz kontaktowania się mężczyzny z ofiarą i zbliżania do niej odległość bliższą niż sto metrów. Od tego wyroku zostały wniesione apelacje.

Decyzja sądu apelacyjnego

W konsekwencji Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał to orzeczenie za zbyt surowe i obniżył karę wobec Artura B. do 7 lat więzienia. W uzasadnieniu wyroku sąd apelacyjny wskazał, że kara orzeczona przez sąd I instancji jest rażąco surowa z uwagi na jego niekaralność Ponadto według sądu II instancji, zachowaniom Artura B. w stosunku do dziecka nie towarzyszyła szczególna przemoc fizyczna.

Po tym wyroku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział wystąpienie z wnioskiem kasacyjnym do Sądu Najwyższego tej sprawie. Według Ziobry, decyzja sądu apelacyjnego to „bulwersujący wyrok”.

„Bo dla sprawcy, zboczeńca, który przez tak długi czas gwałcił dziecko, dziewczynkę i dopuścił się do czynu na granicy usiłowania zabójstwa, wbijając nóż w szyję dziadka tej dziewczynki (…) takie obniżenie kary, taka wspaniałomyślność i łaskawość i jest rzeczą bulwersującą” – ocenił Ziobro.

Skarga kasacyjna

W lutym ub. r. zastępca Prokuratora Generalnego wniósł do SN skargę kasacyjną w tej sprawie. Zdaniem prokuratury, kara 7 lat więzienia jest w tym przypadku karą zbyt łagodną. W kasacji podkreślono, że z opinii biegłych wynika, iż Artur B. był poczytalny, a jego poziom intelektualny i cechy osobowości pozwalały mu na kontrolę popędu seksualnego.

Według prokuratury, oskarżony działał z niskich pobudek. W kasacji wskazano też, że sposób popełnienia przestępstwa charakteryzował się wyjątkową niegodziwością i brakiem skrupułów. Prokuratura podkreśliła też, że nie był to jednorazowy akt, ale wielokrotne zachowania, podejmowane nawet kilka razy dziennie, rozciągnięte w znacznych ramach czasowych, które nie były akceptowane przez pokrzywdzoną.
Źródło info i foto: interia.pl

Kardynał George Pell uniewinniony od zarzutu molestowania seksualnego nieletnich. Jest decyzja Sądu Najwyższego Australii

Sąd Najwyższy Australii zdecydował o uniewinnieniu kardynała Gerorge’a Pella, byłego arcybiskupa Melbourne i Sydney oraz byłego watykańskiego skarbnika. W marcu 2019 roku hierarcha został skazany za molestowanie seksualne dwóch 13-letnich chłopców, do którego miało dojść w 1996 roku. Decyzja Sądu Najwyższego Australii oznacza, że wcześniejsze decyzje ławy przysięgłych oraz niższego sądu apelacyjnego zostały uchylone, a 78-letni obecnie hierarcha może opuścić więzienie o zaostrzonym rygorze w Barwon pod Melbourne. Sąd Najwyższy wydał wyrok na posiedzeniu online.

Zgodnie z poprzednim, skazującym wyrokiem kardynał mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie z więzienia po trzech latach i ośmiu miesiącach odbycia kary. W listopadzie ubiegłego roku Sąd Najwyższy Australii zgodził się rozpatrzyć odwołanie duchownego. Od samego początku hierarcha deklarował swoją niewinność.

Kardynał George Pell uniewinniony. W marcu 2019 duchownego skazano na sześć lat więzienia za molestowanie nieletnich

Do czynów, za które w marcu 2019 r. kardynał został skazany na sześć lat więzienia o zaostrzonym rygorze, miało dojść w 1996 roku. Pella oskarżono o molestowanie seksualne dwóch 13-letnich chórzystów, gdy duchowny był arcybiskupem Melbourne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd Najwyższy oddalił skargi Towarzystwa Chrystusowego. Utrzymano precedensowy wyrok ws. ofiary księdza pedofila

Sąd Najwyższy nie uwzględnił skarg kasacyjnych złożonych przez Towarzystwo Chrystusowe i utrzymał w mocy wyrok, na mocy którego ofiara byłego księdza Romana B. otrzymała milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę. B., który należał do Towarzystwa Chrystusowego, został wcześniej skazany na cztery lata pozbawienia wolności.

Katarzyna, ofiara księdza Romana B., który więził i gwałcił ją już jako 13-letnią dziewczynkę, uzyskała najwyższe w historii Polski odszkodowanie w sprawie dot. molestowania przez duchownego: 1 milion złotych oraz 800 złotych renty wypłacanej co miesiąc. Taki wyrok wydał w ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Poznaniu, a w mocy utrzymał go poznański sąd apelacyjny.

Co istotne, zadośćuczynienie miało zostać wypłacone nie przez sprawcę, a przez Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, do którego należał B. Wymiar sprawiedliwości uznał bowiem, że organizacja kościelna ponosi odpowiedzialność cywilną za czyny księdza – jej „pracownika”. Przedstawiciele Towarzystwa Chrystusowego do ostatniej chwili twierdzili natomiast, że jako instytucja nie poczuwają się do odpowiedzialności za czyny ks. Romana B. W medialnych wypowiedziach przedstawiciele Towarzystwa podkreślali też, że kwotę potrzebną na wypłatę odszkodowanie pokrzywdzonej kobiecie musieli pożyczyć i liczyli na jej zwrot w całości.

Sąd Najwyższy oddalił skargi kasacyjne złożone przez Towarzystwo Chrystusowe

We wrześniu 2019 roku Chrystusowcy zwrócili się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o kasację precedensowego wyroku. Sędziowie mieli pochylić się nad sprawą w grudniu, jednak decyzja zapadła ostatecznie we wtorek 31 marca na posiedzeniu niejawnym.

„Sąd Najwyższy rozpoznał na posiedzeniu niejawnym w Izbie Cywilnej skargi kasacyjne pozwanych od wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 2 października 2018 r. zasądzającego odszkodowanie od Towarzystwa Chrystusowego. Dzisiejszym wyrokiem Sąd Najwyższy oddalił (częściowo odrzucił) obie skargi kasacyjne, co oznacza, że nie zostały one uwzględnione, a w mocy pozostają konsekwencje wynikające z wyroków Sądu Okręgowego w Poznaniu i Sądu Apelacyjnego w Poznaniu” – czytamy na stronie Sądu Najwyższego.

Katarzyna odniosła w mediach społecznościowych do wtorkowej decyzji Sądu Najwyższego. Na prowadzonym przez siebie profilu na Facebooku „Skrzywdzona przez Kościół Katolicki” napisała: „Koniec!! Wygrałam! Kasacja w części oddalona, a w części odrzucona”.

Z kolei dzień przed posiedzeniem SN Katarzyna zamieściła następujący post: „Mam nadzieję, że jutro nastanie historyczny dzień, który nie tylko otworzy furtkę do walki o sprawiedliwość innym ofiarom ale również skończy się bezkarność tych, którzy pod płaszczykiem Boga i dobra niszczą dziecięce życia”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W USA ruszył proces Harveya Weinsteina. Chodzi o molestowanie seksualne i gwałty

Przed Sądem Najwyższym stanu Nowy Jork stanął w poniedziałek hollywoodzki producent Harvey Weinstein m.in. pod zarzutem gwałtu oraz wymuszenia aktu seksualnego. Tymczasem prokuratura w Los Angeles powiadomiła, że także tam czeka go podobna sprawa.

Chociaż ponad 80 kobiet, w tym Polka, publicznie obciążyło byłego potentata z Hollywood winą o różne nadużycia na tle seksualnym, rozprawa na Manhattanie ma objąć zeznania sześciu kobiet. Jedną z nich jest znana z serialu „Rodzina Soprano” aktorka Annabella Sciorra. Sprawa będzie się głównie koncentrować na oskarżeniach dwóch kobiet. Pierwsze dotyczy gwałtu w hotelu na Manhattanie w 2013 roku, ale domniemana ofiara pragnie zachować anonimowość. Drugim zarzutem jest wymuszenie w 2006 roku aktu seksualnego na asystentce producenta Mimi Haleyi w jego apartamencie.

Weinsteinowi grozi też kara za popełnienie „drapieżnej napaści seksualnej” (predatory sexual assault) wobec więcej niż jednej osoby. W przypadku udowodnienie winy może on dostać maksymalny wyrok dożywotniego więzienia.

Rozgłos wokół sprawy Weinstein doprowadził w 2017 roku do intensyfikacji ruchu #MeToo. Skierowany jest przeciw nadużyciom seksualnym w miejscu pracy ze strony wpływowych mężczyzn. Doprowadziło to do złamania wielu z nim kariery.

„Weinstein jest seryjnym drapieżcą i przez dekady wykorzystywał seksualnie kobiety, wykorzystując swoją władzę i powiązania, aby móc systematycznie uciszać te, które mogłyby ujawnić jego zbrodnie” – twierdzi grupa 25 kobiet tzw. Silence Breakers, w tym aktorki Rose McGowan i Rosanna Arquette. Wyraziły nadzieję, że Weinstein spotka się z „publiczną i profesjonalną odpowiedzią za swoje czyny”.

Z cywilnym pozwem do sądu na Manhattanie o molestowanie seksualne w roku 2002 wystąpiła w grudniu ubiegłego roku była modelka – Kaja Sokoła, pochodząca z Wrocławia. Twierdzi, że zdarzenie spowodowało jej rezygnację z kariery aktorskiej.

67-letni Weinstein utrzymuje, że nigdy nie uprawiał z nikim seksu bez zgody. Jego obrońcy podkreślali, że chcą, aby proces skupiał się na zarzutach, a nie na publicznych oświadczeniach ok. 80 kobiet. Sąd odrzucił wniosek obrońców o przeniesienia procesu z Manhattanu, ze względu na nadawany mu przez media rozgłos, przez co potencjalni przysięgli mogli sobie już wyrobić zdanie w sprawie producenta.

Prawniczka Donna Rotunno zapowiedziała agresywnie przesłuchać oskarżycieli. Mówiła o próbach uciszenia obrońców i nazywaniu producenta „drapieżcą”.

Pan Weinstein ma prawo do uczciwego procesu. Jak sądzę, uważa on, że już jest skazany. (…) Przypominamy wszystkim, że w tym wielkim kraju jesteś niewinny, dopóki nie zostanie ci dowiedziona wina. Dotychczas sędziom przysięgłym nie przedstawiono żadnych dowodów – argumentowała w poniedziałek Rotunno, zwracając się przed sądem do dziennikarzy.

Producent, który w zeszłym miesiącu poddał się operacji pleców, w drodze do sądu poruszał się korzystając ze specjalnego wózka. Indagowany przed rozprawą przez CNN wysłał e-mail, że przez ostatnie dwa lata nauczył się autorefleksji.

„Zdaję sobie teraz sprawę, że pochłonęła mnie moja praca, moja firma i dążenie do sukcesu. To spowodowało, że zaniedbałem rodzinę, relacje i walczyłem z ludźmi wokół mnie. Odbyłem rehabilitację od października 2017 roku i brałem udział w 12-etapowym programie oraz medytacji” – pisał.

W kilka godzin po tym, kiedy Weinstein znalazł się w nowojorskim sądzie, prokuratorzy w Los Angeles oskarżyli go o zgwałcenie w tym mieście w lutym 2013 jednej kobiety w hotelu oraz napaść seksualną na drugą także w hotelu w Beverly Hills. Miało to miejsce w ciągu kilku dni.

Naszym zdaniem dowody pokażą, że oskarżony wykorzystał swoją siłę i wpływy, aby uzyskać dostęp do swoich ofiar, a następnie popełnić wobec nich brutalne przestępstwa – wskazał prokurator okręgowy LA Jackie Lacey.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Indonezyjski Sąd Najwyższy podwyższył karę więzienia dla Polaka skazanego w 2018 roku

Indonezyjski Sąd Najwyższy podwyższył do siedmiu lat wyrok więzienia dla Polaka skazanego w 2018 r. na karę pięciu lat więzienia za kontakty z separatystami w Papui Zachodniej. Podejmowane próby interwencji na jego korzyść nie przyniosły rezultatów. Prokurator Ricarda Arsenius powiedział indonezyjskiej państwowej agencji Antara, że Jakub Skrzypski zostanie przeniesiony z aresztu policyjnego, gdzie przebywał od listopada 2018 roku, do miejscowego więzienia.

Pochodzący z Olsztyna podróżnik Jakub Skrzypski został wcześniej skazany na 5 lat więzienia za rzekome kontakty z papuaskimi separatystami i udział w antyrządowym spisku na podstawie przepisów o zdradzie stanu.

Po rozpatrzeniu odwołania złożonego w sierpniu zarówno przez obronę, jak i prokuraturę, sędziowie Sądu Najwyższego uznali, że Skrzypski jest winny.

To jedyny cudzoziemiec skazany za próbę obalenia rządu

Adwokatka Skrzypskiego Latifah Anum Siregar nazwała sprawę „bardzo polityczną”, a dowody – które obejmowały zdjęcia Polaka na sportowej strzelnicy w Szwajcarii i rozmowy na Facebooku – niezwykle słabymi. Wyrok Sądu Najwyższego jest jednak ostateczny, choć indonezyjskie prawo przewiduje możliwość kontroli sądowej procedury wydania wyroku.

Jakub Skrzypski to jedyny cudzoziemiec skazany w Indonezji za próbę obalenia rządu. W sierpniu 2018 roku został aresztowany w Papui Zachodniej,najdalej wysuniętym na wschód regionie kraju, w którym od kilkudziesięciu lat trwają walki rządowych służb z miejscowymi separatystami. Zatrzymano go po spotkaniu z trzema miejscowymi działaczami, którzy – według policji – mieli ze sobą amunicję.

Został oskarżony o przystąpienie do separatystycznej Narodowej Armii Wyzwolenia Papui Zachodniej – grupy uznawanej przez Indonezję za terrorystyczną – należącej do szerszego Ruchu Wyzwolenia Papui. Skrzypski miał w sieci wyrażać poparcie dla zbrojnego ruchu niepodległościowego Papui. Funkcjonariusze twierdzili też, że jest handlarzem broni, lecz ten zarzut nie znalazł się ostatecznie w akcie oskarżenia.

Polak zaprzeczył wszystkim zarzutom przyznając jedynie, że poznał ludzi, którzy okazali się później członkami Narodowego Komitetu Papui Zachodniej, organizacji wzywającej do przeprowadzenia pokojowego referendum niepodległościowego. Dodał, że zarzuty przeciwko niemu zostały sfabrykowane, a świadkowie przekupieni lub zastraszeni.

Interwencje nie pomagają

Początkowo polski podróżnik był przetrzymywany w mieście Jayapura, stolicy prowincji Papua, ale w listopadzie 2018 roku został przeniesiony do odizolowanego miasteczka Wamena, gdzie toczył się proces. Od tamtego czasu przebywał w policyjnym areszcie.

W październiku br. Parlament Europejski nazwał Polaka więźniem politycznym i w przyjętej rezolucji wyraził obawę o jego życie z powodu protestów i krwawych zamieszek, które latem wybuchły w Papui Zachodniej. Europarlamentarzyści wezwali do uwolnienia Skrzypskiego i odesłania do Polski. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwróciło uwagę na szereg uchybień proceduralnych podczas postępowania sądowego, a dyplomaci wezwali do przeniesienia Jakuba Skrzypskiego do miasta Bandung, położonego bliżej polskich placówek dyplomatycznych.

W tym samym czasie pojawiły się obawy o pogarszający się stan zdrowia skazanego. Adwokatka Skrzypskiego powiedziała PAP, że nie miał możliwości wychodzenia z celi na spacery, był niedożywiony, a gdy przechodził ciężkie zapalenie oka, nie było na miejscu lekarza, który mógłby go zbadać. W listopadzie z wizytą w Wamenie był polski wicekonsul, który poprosił o traktowanie polskiego obywatela według międzynarodowych standardów.

Rzecznik indonezyjskiego MSZ Teuku Faizasyah zapewnił, że Polak jest traktowany zgodnie z indonezyjskim prawem, jego prawa zostały zagwarantowane, zaś zarzuty ze strony Parlamentu Europejskiego i polskiej dyplomacji określił jako nieuzasadnione.
Źródło info i foto: TVP.info

Włochy: Gwałt na Polsce w Rimini. Jest ostateczny wyrok dla Kongijczyka

epa06180864 Congolese refugee Guerlin Butungu (2-L), 20, the fourth suspect in gang rapes at the Italian beach resort, is escorted by Italian police officers from the ‚Questura’ Police station to prison, after his arrest in Rimini, Italy, 03 September 2017. Butungu, who arrived as a refugee to Italy in 2015, was nabbed by police on 02 September and is suspected to have robbed and raped several tourists along with three others – two minor brothers from Morocco and another minor from Nigeria – earlier in Augsut 2017. EPA/MANUEL MIGLIORINI
Dostawca: PAP/EPA.

Gwałt na polskiej turystce we włoskim Rimini. Włoski Sąd Najwyższy utrzymał w czwartek karę 16 lat więzienia dla sprawcy napaści – Kongijczyka Guerlina Butungu. Sąd odrzucił jego odwołanie od wyroku.

Wyrok 16 lat więzienia wobec Guerlina Butungu wydał najpierw sąd pierwszej instancji w Rimini w listopadzie 2017 roku, a w zeszłym roku utrzymał go sąd apelacyjny w Bolonii.

Obrona Butungu złożyła jednak odwołanie, twierdząc, że nie ma dowodów na to, że imigrant uczestniczył w zbiorowym gwałcie na młodej Polce na plaży i w ciężkim pobiciu jej partnera oraz w innych napaściach, w tym w gwałcie i w jego próbie w Rimini przed dwoma laty. Ponadto obrońca wśród powodów zaskarżenia wyroku wskazał to, że sądy nie uznały okoliczności łagodzących, to znaczy faktu, iż Butungu nie był wcześniej karany i ma za sobą „trudną przeszłość” w swoim kraju.

Napaść na Polaków w Rimini 

Do brutalnej napaści na parę młodych turystów z Polski doszło w nocy na plaży w Rimini w sierpniu 2017 roku. Młoda Polka została wielokrotnie zgwałcona, a jej partner ciężko pobity przez 4-osobową bandę, na czele której stał kongijski imigrant Butungu, jedyny pełnoletni w tym gangu i dlatego sądzony osobno.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

SN oddalił kasację w sprawie Marka F.

Sąd Najwyższy oddalił we wtorek jako „oczywiście bezzasadną” kasację złożoną przez obronę w sprawie Marka F., skazanego w związku z tak zwaną aferą podsłuchową. Oznacza to, że kara 2,5 roku więzienia wymierzona biznesmenowi prawomocnie przez sąd drugiej instancji stała się ostateczna.

Sprawa dotyczyła nagrywania w dwóch restauracjach osób z kręgów polityki i biznesu. Ujawnione w mediach nagrania wywołały w 2014 roku kryzys w rządzie Donalda Tuska. Marek F. został skazany prawomocnie na 2,5 roku więzienia. Jego pełnomocnicy wnieśli od tego wyroku kasację.

Kasacja „oczywiście bezzasadna”

Przed tygodniem Sąd Najwyższy rozpoznał kasację, w której obrona podniosła między innymi zarzuty „rażącego naruszenia przepisów postępowania” przez sąd drugiej instancji. Adwokaci biznesmena wnosili o uniewinnienie oskarżonego z uwagi na „oczywistą niesłuszność skazania”, ewentualnie o przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. We wtorek Sąd Najwyższy oddalił kasację jako „oczywiście bezzasadną”. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Zbigniew Puszkarski podkreślił, że SN nie podzielił argumentów obrony.

Został zatrzymany w Hiszpanii, trafił do więzienia

Prawomocny wyrok w sprawie Marka F. zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie w grudniu 2017 r. SA utrzymał wyrok wymierzony biznesmenowi w 2016 r. przez warszawski sąd okręgowy i uznał ustalenia sądu I instancji za prawidłowe. Później SA oddalił zażalenia obrońców F., którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary między innymi ze względu na stan zdrowia skazanego. F. miał się stawić w zakładzie karnym 1 lutego, ale się ukrywał. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. 5 kwietnia został zatrzymany w Hiszpanii, po czym przewieziono go do kraju, gdzie trafił do więzienia.

Nagrania w restauracji (http://www.tvn24.pl)

W latach 2013-2014 nagrano m.in. ówczesnych szefów: Ministerstwa Spraw Wewnętrznych – Bartłomieja Sienkiewicza, Ministerstwa Spraw Zagranicznych – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury – Elżbietę Bieńkowską, Narodowego Banku Polskiego – Marka Belkę, Centralnego Biura Antykorupcyjnego – Pawła Wojtunika. W sumie, podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań, utrwalono rozmowy ponad stu osób. Prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97 z nich. Według sądu I instancji naczelną motywacją oskarżonych była chęć wzbogacenia się, a Marek F. był jedynym pomysłodawcą przestępczego procederu oraz „wyłącznym dysponentem nagrań”.

„Jakakolwiek inna niż finansowa motywacja sprawców, w ocenie sądu, nie znajduje oparcia w poczynionych ustaleniach faktycznych” – uznał Sąd Okręgowy. Natomiast Sąd Apelacyjny za słuszne uznał ustalenia i wnioski sądu I instancji.

Kolejne śledztwo w sprawie nagrań

Przeciwko F. trwa kolejne śledztwo w sprawie nagrań, które zostały opublikowane bądź o których dowiedział się prokurator już po zakończeniu sprawy, w której zapadł prawomocny wyrok. W postępowaniu tym Falenta usłyszał kilka zarzutów. Nie przyznaje się do winy.

„Rzeczpospolita” informowała w czerwcu, że F. napisał w kwietniu do prezydenta Andrzeja Dudy, iż jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał. W tym samym miesiącu „Gazeta Wyborcza” ujawniła treść listu, jaki F. napisał do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Pisał w nim: Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Zresztą taka była obietnica Panów z CBA”.

W czerwcu minister w kancelarii prezydenta Andrzej Dera mówił, że Marek F. „został prawomocnie skazany przez niezawisły sąd, który uznał, że sposób w jaki działał, pobudki jakie nim kierowały, zasługują na karę pozbawienia wolności i tę karę odbywa i tego już nic nie zmieni”.
Źródło info i foto: tvn24.pl