Słowacja: Świadkowie zeznają na korzyść biznesmena oskarżonego o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego

Przed sądem w Pezinoku koło Bratysławy zeznawali przedsiębiorcy, którzy nie potwierdzili dotychczasowych zeznań obciążających Mariana Kocznera. Biznesmen jest oskarżony o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka.

Współwłaściciel słowackiej grupy finansowej Penta Jaroslav Haszczak zaprzeczył przed sądem, że oskarżony napisał do niego SMS o przygotowaniach do likwidacji nieokreślonej osoby. Jego zdaniem w wulgarnie sformułowanej wiadomości Kocznerowi chodziło o odwołanie z funkcji szefa grupy śledczej badającej aferę korupcyjną sprzed ponad 10 lat, w którą zamieszana miała być Penta.

Według Haszczaka Koczner jest klientem jednego z banków należących do grupy i w Pentę zainwestował 10 mln euro. Świadek zeznał, że z Kocznerem rozmawiał o artykułach, które publikowały należące do grupy media (w Czechach jest to sieć regionalnych dzienników; na Słowacji m.in. tygodnik „7 dni plus”), ale nie odniósł wrażenia, że Koczner groził dziennikarzom za publikowane na jego temat materiały.

Zgodnie z aktem oskarżenia Koczner zlecił zabójstwo Kuciaka w zemście za publikacje dziennikarza o wątpliwych interesach biznesmena. Jeden z czterech oskarżonych przyznał się przed sądem do zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej w lutym 2018 r.

Przed sądem zeznawał także przedsiębiorca i daleki krewny byłego szefa słowackiej policji Norbert Boedoer; zaprzeczył, by miał współfinansować razem z Kocznerem inwigilację dziennikarzy. Zeznania w tej sprawie składał już były dziennikarz i były szef agencji wywiadowczej SIS Peter Toth, który przyznał się przed sądem do zorganizowania śledzenia reporterów.

Boedoer zaprzeczył także, by to od niego pochodziły informacje o śledztwie związanym z zabójstwem Kuciaka i Kusznirovej.

Główna rozprawa w sprawie zabójstwa rozpoczęła się 13 stycznia. Zeznawał m.in. skazany prawomocnym wyrokiem sądu pośrednik w zleceniu zabójstwa Zoltan Andrusko. O winie oskarżonego Kocznera i jego bliskiej znajomej, oskarżonej o pośrednictwo w zbrodni Aleny Zsuzsovej, mówił przed sądem występujący w charakterze świadka Toth.

W piątym dniu procesu, we wtorek zeznawać mają reporterzy portalu Aktuality.sk, dla którego pisał zamordowany reporter. Jako świadek wezwany został m.in. redaktor naczelny portalu Peter Bardy. Jan Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zginęli w lutym 2018 r. w miejscowości Velka Macza, w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER-Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.
Źródło info i foto: TVP.info

57-latek zakopał zwłoki matki w ogrodzie. Wciąż pobierał jej emeryturę

Jakub Ch. (57 l.) z Ciechanowa (woj. dolnośląskie) zakopał w ogrodzie ciało swej matki. Mężczyzna tłumaczył, że kobieta zmarła z przyczyn naturalnych, a on tylko ukrył jej zwłoki. Dlaczego więc to zrobił? W ten sposób 57-latek mógł przez ponad trzy lata pobierać emeryturę za swoją matkę. Mężczyzna wyłudził niemałą sumę. Teraz za swoje czyny odpowie przed sądem.

Prokuratura Rejonowa w Lubinie przygotowała akt oskarżenia wobec Jakuba Ch. Mężczyzna odpowie przed sądem za to, że zakopał w ogrodzie na jednej z posesji w Ciechanowie ciało swojej matki i przez kolejne trzy lata – do września 2019 roku – pobierał jej emeryturę. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Historia ma swój początek w lipcu 2016 roku. Wówczas to mieszkający w wynajmowanym domu w Ciechanowie Jakub Ch. po śmierci matki zakopał jej zwłoki w przydomowym ogrodzie. Mężczyzna przez trzy lata, do września 2019 roku, pobierał emeryturę matki. Wyłudził w ten sposób około 41 tys. zł.

Jakub Ch. został oskarżony m.in. o nieudzielenie matce pomocy w okresie poprzedzającym jej śmierci – przekazała prok. Lidia Tkaczyszyn, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy. – Nie wezwał pomocy medyczne w momencie, gdy jej stan zdrowia zagrażał jej życiu – powiedziała prokurator. 57-latkowi zarzucono również, że znieważył zwłoki matki, zakopując je w ogrodzie. Mężczyzna został też oskarżony o wyłudzenie pieniędzy z ZUS. – Od lata 2016 roku do września 2019 roku, kiedy znaleziono zwłoki kobiety, oskarżony pobrał emeryturę za matkę w łącznej kwocie około 41 tys. zł – wyjaśniła prokurator Lidia Tkaczyszyn.

W ramach śledztwa przeprowadzono sekcję zwłok kobiety, jednak ze względu na ich stan autopsja nie wykazała przyczyny śmierci. – Wykazano zaś, że na ciele kobiety nie było uszkodzeń mechanicznych – wskazała prokurator.

57-latek przyznał się do zakopania zwłok matki i wyjaśnił, że zamarła ona z przyczyn naturalnych.

Sprawa wyszła na jaw dzięki wnuczce kobiety. To ona zawiadomiła policję, że jej babcia zaginęła. Wcześniej oskarżony poinformował córkę, że babcia zamarła, ale nie chciał powiedzie, gdzie została pochowana.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Słowacja: Ciąg dalszy sprawy zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka

W środę przed sądem w Pezinoku, koło Bratysławy, Peter Toth, były dziennikarz i były szef Słowackiej Służby Informacyjnej (SIS), zeznał, że na zlecenie oskarżonego biznesmena Mariana Kocznera kazał współpracownikom śledzić dziennikarza Jana Kuciaka.

Peter Toth zeznał, że Marian Koczner, oskarżony o zlecenie zabójstwa dziennikarza Jana Kuciaka, wynajął go do sprawdzenia przeszłości i aktualnych kontaktów 28 pracowników mediów – w tym Jana Kuciaka.

Po zabójstwie dziennikarza „reszta by się przestraszyła”

Jak wynika z aktu oskarżenia, fotografie Kuciaka, które były efektem jego inwigilacji, trafiały do Kocznera, a później przez pośredników do zabójców reportera. Toth w sądzie zidentyfikował zdjęcie, o którym mówił w swoich wtorkowych zeznaniach skazany już prawomocnym wyrokiem na 15 lat więzienia pośrednik Zoltan Andrusko.

Fotografia przedstawiała dziennikarza na przystanku autobusowym i została wykonana latem 2017 roku. Fotografię Toth przekazał Kocznerowi na nośniku pamięci USB, który policja znalazła w domu przedsiębiorcy.

Jak zeznał Toth, Koczner miał powiedzieć, że po zamordowaniu jednego z nieprzychylnych mu dziennikarzy „reszta by się przestraszyła”. Zdaniem Totha o Kuciaku Koczner wypowiadał się nerwowo w sposób obraźliwy i wulgarny.

Jak przypominali w kuluarach dziennikarze, Kuciak opublikował pierwszy duży tekst poświęcony niejasnym interesom Kocznera latem 2017 roku.

Toth przed sądem opisał trwające kilka lat bliskie, przyjacielskie związki z Kocznerem. Mówił, że oskarżony planował wejście do polityki i założenie partii.

Podejrzane grypsy biznesmena

Toth zeznał również, że aresztowany w czerwcu 2019 roku w związku z fałszowaniem weksli Koczner prosił go w grypsach o nawiązanie kontaktu z jego bliską znajomą, której nazwiska mu nie podał. Były szef wywiadu skojarzył, że była to Alena Zsuzsova.

Z zakodowanych informacji, które dostawał, wydedukował, że Zsuzsova i Koczner stoją za zamordowaniem Jana Kuciaka i jego narzeczonej. Wówczas zdecydował się na rozmowę z policjantami.

Jak zeznał Toth, jeden z grypsów, który oskarżony wysłał z aresztu, miał dotyczyć prośby o interwencję u byłego premiera Roberta Fico, gdy Koczner złożył skargę konstytucyjną na swoje aresztowanie.

O to samo zabiegał u sędziego sądu konstytucyjnego Mojmira Mamojki, którego nazywał przyjacielem, a także u prokuratora prokuratury specjalnej Duszana Kovaczika. Od wysoko postawionych funkcjonariuszy policji miał dostawać informacje o przebiegu śledztwa dotyczącego zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej.

Sędzia Mamojka po zeznaniach Totha zaprzeczył publicznie, by dostał od Kocznera taką prośbę.

Koczner w sądzie wielokrotnie nazywał wypowiedzi Totha kłamstwami, a także uznał je za element kampanii wyborczej (wybory do parlamentu odbędą się 29 lutego 2020 roku).

Peter Toth w latach 90. należał do czołówki słowackich dziennikarzy śledczych. Jego teksty o autorytarnych rządach premiera Vladimira Mecziara zapewniły mu dużą popularność. Zajmując się środowiskiem mafijnym, nawiązał współpracę ze służbami specjalnymi i po zmianie rządów w 1998 roku został szefem SIS.

Zabójstwo Jana Kuciaka i jego narzeczonej

Jan Kuciak i Martina Kusznirova zginęli w lutym 2018 roku w miejscowości Velka Macza, w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji.

Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku premiera zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER–Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.

Główna rozprawa w sprawie zabójstwa rozpoczęła się w poniedziałek. Na ławie oskarżonych zasiadają cztery osoby: oskarżony o zlecenie zabójstwa przedsiębiorca Marian Koczner, pośredniczka między nim a wykonawcami zabójstwa Alena Zsuzsova, były policjant Tomasz Szabo i były żołnierz, który przyznał się do popełnienia morderstwa Miroslav Marczek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowe fakty ws. zabójstwa Jana Kuciaka

Na zlecenie oskarżonego biznesmena Mariana Kocznera kazałem współpracownikom śledzić dziennikarza Jana Kuciaka – zeznał przed sądem Peter Toth, były dziennikarz i były szef Słowackiej Służby Informacyjnej (SIS).

Toth zeznał, że oskarżony o zlecenie zabójstwa Koczner wynajął go do sprawdzenia przeszłości i aktualnych kontaktów 28 pracowników mediów. Powiedział, że oskarżony dołączył do listy inwigilowanych dziennikarzy nazwisko Kuciaka.

Jak wynika z aktu oskarżenia, fotografie Kuciaka, które były efektem jego inwigilacji, trafiały do Kocznera, a później przez pośredników do zabójców reportera. Toth w sądzie zidentyfikował zdjęcie, o którym mówił w swoich wtorkowych zeznaniach skazany już prawomocnym wyrokiem na 15 lat więzienia pośrednik Zoltan Andrusko. Przedstawiało dziennikarza na przystanku autobusowym i zostało wykonane latem 2017 r. Fotografię Toth przekazał Kocznerowi na nośniku pamięci USB, który policja znalazła w domu przedsiębiorcy.

Jak zeznał Toth, Koczner miał powiedzieć, że po zamordowaniu jednego z nieprzychylnych mu dziennikarzy „reszta by się przestraszyła”. Zdaniem Totha o Kuciaku Koczner wypowiadał się w sposób obraźliwy i wulgarny, a coś związanego z reporterem musiało go zdenerwować.

Jak przypominali w kuluarach dziennikarze, Kuciak opublikował pierwszy duży tekst poświęcony niejasnym interesom Kocznera latem 2017 r.

Tropy z grypsów

Toth przed sądem opisał trwające kilka lat bliskie, przyjacielskie związki z Kocznerem. Mówił, że oskarżony planował wejście do polityki i założenie partii o nazwie Cel (Ciel).

Toth zeznał również, że aresztowany w czerwcu 2019 r. w związku z fałszowaniem weksli Koczner prosił go w grypsach o nawiązanie kontaktu z jego bliską znajomą, której nazwiska mu nie podał. Były szef wywiadu skojarzył, że była to Alena Zsuzsova. Z zakodowanych informacji, które im przekazywał, wydedukował, że Zsuzsova i Koczner stoją za zamordowaniem Jana Kuciaka i jego narzeczonej. Wówczas zdecydował się na rozmowę z policjantami.

Jak zeznał Toth, jeden z grypsów, który oskarżony wysłał z aresztu, miał dotyczyć prośby o interwencję u byłego premiera Roberta Fico, gdy Koczner złożył skargę konstytucyjną na swoje aresztowanie. O to samo zabiegał u sędziego sądu konstytucyjnego Mojmira Mamojki, którego nazywał przyjacielem, a także u prokuratora prokuratury specjalnej Duszana Kovaczika. Od wysoko postawionych funkcjonariuszy policji miał dostawać informacje o przebiegu śledztwa dotyczącego zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej.

Sędzia Mamojka po zeznaniach Totha zaprzeczył publicznie, by dostał od Kocznera taką prośbę.

Koczner w sądzie wielokrotnie nazywał wypowiedzi Totha kłamstwami, a także uznał je za element kampanii wyborczej (wybory do parlamentu odbędą się 29 lutego 2020 roku).

Peter Toth w latach 90. należał do czołówki słowackich dziennikarzy śledczych. Jego teksty o autorytarnych rządach premiera Vladimira Mecziara zapewniły mu dużą popularność. Zajmując się środowiskiem mafijnym, nawiązał współpracę ze służbami specjalnymi i po zmianie rządów w 1998 roku został szefem SIS.

Mord Kuciaka i jego narzeczonej

Jan Kuciak i Martina Kusznirova zginęli w lutym 2018 r. w miejscowości Velka Macza, w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku premiera zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER–Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.

Główna rozprawa w sprawie zabójstwa rozpoczęła się w poniedziałek. Na ławie oskarżonych zasiadają cztery osoby: oskarżony o zlecenie zabójstwa przedsiębiorca Marian Koczner, pośredniczka między nim a wykonawcami zabójstwa Alena Zsuzsova, były policjant Tomasz Szabo i były żołnierz, który przyznał się do popełnienia morderstwa Miroslav Marczek.
Źródło info i foto: onet.pl

Dwóch Polaków werbowało ludzi do pracy w Niemczech. Zostali zatrzymani za handel ludźmi

Dwóch mieszkańców Warmii i Mazur stanie przed sądem. Są oni podejrzani o handel ludźmi. To wynik śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej w Braniewie pod nadzorem Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Funkcjonariusze Straży Granicznej ustalili, że międzynarodowa grupa przestępcza działała w latach 2014 – 2016 w Polsce, Niemczech i na Łotwie.

Dwóch Polaków należących do grupy werbowało swoich rodaków, będących w trudnej sytuacji finansowej, do pracy w Niemczech. Następnie pod pretekstem legalizacji zatrudnienia, wykorzystywano dane osobowe ofiar. Pokrzywdzonym zakładano konta i firmy, na które wyłudzano dofinansowania. Z kolei otwarte rachunki bankowe były wykorzystywane do wprowadzania do obiegu fałszywych dokumentów i prania brudnych pieniędzy.

Pod pozorem wykonywania legalnej pracy te osoby były wywożone do Niemiec, gdzie na ich dane osobowe zakładane były konta bankowe, działalności gospodarcze. Oczywiście te osoby nie podejmowały żadnej pracy, dostawały symboliczne pieniądze, np. 50 euro na powrót do domu, a ich dane i konta były wykorzystywane przez innych członków grupy przestępczej działającej w Niemczech – mówi w rozmowie z reporterem RMF FM oficer operacyjny warmińsko-mazurskiej Straży Granicznej. Poszkodowanych może być nawet 20 osób.

Mężczyźni przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów. 24 i 25-latkowi za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się handlem ludźmi, grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.
eŹródło info i foto: RMF24.pl

Bogdan R. skazany na 4 lata więzienia za pobicie i gwałt na 17-latce

Mężczyzna, który brutalnie pobił i zgwałcił w parku 17-latkę, został skazany przez Sąd Rejonowy w Kędzierzynie-Koźlu na cztery lata więzienia. Sąd zastosował też wobec niego zakaz zbliżania się do ofiary. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Opolu, do zdarzenia doszło w nocy z 11 na 12 maja 2019 roku w lesie przy Alejach Jana Pawła II w Kędzierzynie-Koźlu, w czasie odbywającej się w tym miejscu imprezy plenerowej.

Podczas śledztwa ustalono, że w pewnym momencie jedna z uczestniczek imprezy odeszła od grupy uczestników zabawy. Za 17-latką poszedł Bogdan R. Mężczyzna znał swoją ofiarę. Gdy wiedział, że nikt ich nie widzi, uderzył dziewczynę w tył głowy pałką teleskopową, a następnie dusząc, zgwałcił ją. Pokrzywdzona bezpośrednio po zdarzeniu poinformowała policjantów, którzy zatrzymali sprawcę.

W trakcie śledztwa oskarżony nie przyznawał się do winy, jednak oprócz zeznań pokrzywdzonej, na jego niekorzyść przemawiały zabezpieczone ślady biologiczne.

Sąd uznał Bogdana R. za winnego zarzucanych mu czynów i wymierzył mu karę czterech lat więzienia. Skazany ma siedmioletni zakaz kontaktowania się w jakiejkolwiek formie z pokrzywdzoną i zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów. W tym czasie nie może także podejmować żadnej pracy związanej z wychowaniem, opieką czy edukacją małoletnich. Został także zobowiązany do zapłacenia 15 tysięcy złotych pokrzywdzonej tytułem zadośćuczynienia. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci skazani za pobicie 17-latka

Trzej policjanci z Gliwic w lutym 2016 r. pobili 17-latka, któremu kazali wejść do radiowozu – uznał gliwicki sąd rejonowy i wymierzył oskarżonym kary od sześciu miesięcy do roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Mężczyźni nie przyznali się do winy. Informację o nieprawomocnym wyroku w tej sprawie, który zapadł przed gliwickim sądem rejonowym, przekazała w środę Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Akt oskarżenia został skierowany do sądu w czerwcu 2018 r., proces rozpoczął się rok temu.

Sąd Rejonowy w Gliwicach uznał oskarżonych za winnych przekroczenia swych uprawnień oraz pobicia nastolatka, czym narazili go na bezpośrednie niebezpieczeństwo naruszenia czynności narządów ciała i rozstroju zdrowia trwającego dłużej niż siedem dni. Mateusz C. został skazany na rok więzienia, Tomasz O. – na sześć miesięcy, a Piotr S. – na osiem miesięcy pozbawienia wolności. W przypadku wszystkich oskarżonych sąd zawiesił wykonanie kary na dwuletni okres próby.

Ustalenia prokuratury

Jak ustaliła gliwicka prokuratura, 7 lutego 2016 r. policjanci kazali nastolatkowi wsiąść do radiowozu. Pomimo wylegitymowania chłopaka i potwierdzenia jego tożsamości, policjanci wywieźli nastolatka na obrzeża miasta i pobili. Chłopak miał być uderzany rękami i kopany w trakcie jazdy radiowozem i później – gdy wyszedł już z samochodu. Doznał obrażeń głowy i twarzy.

Żaden z policjantów nie przyznał się do winy. Jak zaznaczyła prokuratura, zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jest oparty nie tylko na zeznaniach pokrzywdzonego, przeprowadzonego z jego udziałem eksperymentu procesowego i zeznaniach świadków, ale też na opiniach biegłych i zapisach monitoringu. Jednym z kluczowych dowodów są ślady krwi nastolatka znalezione w radiowozie.

Rzecznik Komendy Miejskiej w Gliwicach podinspektor Marek Słomski powiedział, że oskarżeni w tej sprawie nadal pracują w policji. Jak zaznaczył, zostali skazani nieprawomocnie. „Decyzja będzie należała do komendanta wojewódzkiego policji” – zastrzegł.

Wydarzenia z 2016 roku

Jak informowała przed rokiem prasa, sprawa ma związek z wydarzeniami, jakie w nocy z 6 na 7 lutego 2016 r. rozegrały się w pubie przy gliwickim rynku. Nad ranem, kiedy impreza się kończyła, na rynku doszło do bijatyki między pseudokibicami. 17-latek, który jest kibicem Piasta Gliwice, wraz z kolegami wyszli przed lokal, aby obserwować zajście. Kiedy wrócili do środka, jeden z nich niechcący zderzył się z jakimś mężczyzną i oblał go piwem. Potem okazało się, że ten mężczyzna to policjant po służbie. Miał wezwać patrol, który zatrzymał wracającego z pubu nastolatka, gdy ten już rozstał się z kolegami.

„W pewnym momencie zatrzymali się i kazali mi podejść do auta. Byłem przekonany, że to za to, że przebiegłem przez ulicę. Kazali mi jednak wsiąść do radiowozu, po czym od razu jeden z policjantów uderzył mnie w głowę” – mówił przed ponad rokiem nastolatek dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”.
Źródło info i foto: interia.pl

Włochy: Gwałt na Polsce w Rimini. Jest ostateczny wyrok dla Kongijczyka

epa06180864 Congolese refugee Guerlin Butungu (2-L), 20, the fourth suspect in gang rapes at the Italian beach resort, is escorted by Italian police officers from the ‚Questura’ Police station to prison, after his arrest in Rimini, Italy, 03 September 2017. Butungu, who arrived as a refugee to Italy in 2015, was nabbed by police on 02 September and is suspected to have robbed and raped several tourists along with three others – two minor brothers from Morocco and another minor from Nigeria – earlier in Augsut 2017. EPA/MANUEL MIGLIORINI
Dostawca: PAP/EPA.

Gwałt na polskiej turystce we włoskim Rimini. Włoski Sąd Najwyższy utrzymał w czwartek karę 16 lat więzienia dla sprawcy napaści – Kongijczyka Guerlina Butungu. Sąd odrzucił jego odwołanie od wyroku.

Wyrok 16 lat więzienia wobec Guerlina Butungu wydał najpierw sąd pierwszej instancji w Rimini w listopadzie 2017 roku, a w zeszłym roku utrzymał go sąd apelacyjny w Bolonii.

Obrona Butungu złożyła jednak odwołanie, twierdząc, że nie ma dowodów na to, że imigrant uczestniczył w zbiorowym gwałcie na młodej Polce na plaży i w ciężkim pobiciu jej partnera oraz w innych napaściach, w tym w gwałcie i w jego próbie w Rimini przed dwoma laty. Ponadto obrońca wśród powodów zaskarżenia wyroku wskazał to, że sądy nie uznały okoliczności łagodzących, to znaczy faktu, iż Butungu nie był wcześniej karany i ma za sobą „trudną przeszłość” w swoim kraju.

Napaść na Polaków w Rimini 

Do brutalnej napaści na parę młodych turystów z Polski doszło w nocy na plaży w Rimini w sierpniu 2017 roku. Młoda Polka została wielokrotnie zgwałcona, a jej partner ciężko pobity przez 4-osobową bandę, na czele której stał kongijski imigrant Butungu, jedyny pełnoletni w tym gangu i dlatego sądzony osobno.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Toruń: Marcin K. skazany za zabójstwo żony. Zadał kobiecie 8 ciosów nożem

Sąd Okręgowy w Toruniu skazał w czwartek Marcina K., który w maju 2018 roku w Golubiu-Dobrzyniu zabił swoją żonę, na 16 lat więzienia. Mężczyzna będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie dopiero po 12 latach. Wyrok jest nieprawomocny.

Do zabójstwa doszło w kamienicy przy ul. Katarzyńskiej w Golubiu-Dobrzyniu (Kujawsko-pomorskie). Marcin K. zadał żonie osiem ciosów nożem – w twarz, szyję, ramiona i klatkę piersiową. Małżeństwem byli zaledwie 10 miesięcy. Mężczyzna przyznał się do winy.

Prokurator domagał się 25 lat

Sąd uzasadniając wyrok wskazał, że okoliczności tego zdarzenia nie budzą wątpliwości. Wymierzył oskarżonemu karę 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo, roku pozbawienia wolności za naruszenie nietykalności cielesnej żony i roku pozbawienia wolności za kierowanie gróźb karalnych wobec siostry pokrzywdzonej. Sąd zadecydował, że łączna kara więzienia będzie wynosiła 16 lat.

Sędzia Zbigniew Lewczyk podkreślił, że okolicznościami obciążającymi w przypadku tej zbrodni są m.in. popełnienie czynu w stanie upojenia alkoholowego, podstępne zwabienie żony do mieszkania, a także wcześniejsze naruszanie nietykalności cielesnej żony i wszczynanie awantur. Wśród okoliczności łagodzących wymienił wcześniejszą niekaralność mężczyzny oraz przyznanie się do winy

Prokurator Anna Raś-Gręzicka powiedziała dziennikarzom, że nie podjęła jeszcze decyzji o apelacji. Prokuratura domagała się kary 25 lat więzienia dla Marcina K.

„To było tragiczne zdarzenie”

– Strony mają siedem dni na decyzję czy wnieść o pisemne uzasadnienie. Proszę dać nam czas. Dobrze, że w zakresie okoliczności faktycznych sąd podzielił wszelkie tezy z aktu oskarżenia. W zakresie wymiaru kary i jej adekwatności – będziemy jeszcze podejmowali decyzję. Wnosiliśmy o karę 25 lat więzienia biorąc pod uwagę te okoliczności obciążające, które wymienił dziś sąd bez nacisku na te łagodzące – powiedziała Raś-Gręzicka.

Obrońca oskarżonego Mariusz Lewandowski wskazał, że raczej będzie w tej sprawie apelował.

– Moje wątpliwości budzi uznanie, że działania mojego klienta były zaplanowane. Stoimy na stanowisku, że było to tragiczne zdarzenie, ale nagłe, gwałtowne i spowodowane dużymi emocjami – podkreślił Lewandowski.

Obrońca wnosił przed sądem o karę 10 lat więzienia dla oskarżonego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Podkarpacie: 39-latek z Izdebek oskarżony o molestowanie córeczek. Niebawem ruszy proces

Nieporozumienia między prokuraturą a sądem rozstrzygnął sąd wyższej instancji. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, aby Krzysztof S. (39 l.) z Izdebek na Podkarpaciu odpowiedział za ohydne czyny, których miał się dopuścić wobec trzech swoich kilkuletnich córeczek.

Choć akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Brzozowie wiele tygodni temu, proces jeszcze się nie rozpoczął. Nieoczekiwanie sąd dopatrzył się braków w dokumentach. Chodziło o stenogram z przesłuchania dziecka. Prokuratorzy z Lublina, którzy zajmowali się sprawą, byli zdziwieni. Według nich akt oskarżenia jest kompletny, a z przesłuchania jest nawet nagranie. Decyzję zaskarżyli do Sądu Okręgowego w Krośnie, który przyznał im rację. Akt oskarżenia wróciły zatem do brzozowskiej rejonówki. Teraz ten sąd powinien niebawem wyznaczyć termin pierwszej rozprawy.

O wielodzietnej rodzinie z Izdebek rok temu mówiła cała Polska. To wtedy zaginął najstarszy syn Danielek (13 l). Dwie doby błąkał się po lesie na bosaka i omal nie zamarzł. Na szczęście w porę odnalazł się cały i zdrowy. Akcja poszukiwawcza skupiła większą uwagę śledczych i na jaw wyszedł dramat, który rozgrywał się w czterech ścianach biednego domu.

Prokuratura oskarżyła Krzysztofa S. (39 l.) o pedofilię. Według śledczych ojciec krzywdził trzy dziewczynki. Kilkukrotnie dopuszczał się wobec nich tzw. innych czynności seksualnych. Ten horror miał trwać miesiącami. Po ujawnieniu koszmaru, dziesięcioro dzieci małżeństwa S. trafiło do rodziny zastępczej.

Oskarżony ojciec na swój proces oczekuje w areszcie. Podczas śledztwa do niczego się nie przyznał. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl