Obywatelskie zatrzymanie na Lubelszczyźnie. W aucie 4-letnie dziecko

Do obywatelskiego zatrzymania doszło na terenie gminy Trzeszczany (Lubelskie) – kierowca busa zajechał drogę 59-latkowi kierującemu osobową skodą. Mężczyzna jechał „wężykiem”, a drzwi samochodu były otwarte. Na tylnym siedzeniu przewoził 4-letnie dziecko. Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godz. 14. 35-letni kierowca busa zauważył jadącą przed nim skodę wykonującą niebezpieczne manewry. Kierowca samochodu osobowego jechał „wężykiem” od lewej krawędzi do prawej.

„Miał zajmować się dzieckiem”

„Istniało podejrzenie, że może być nietrzeźwy. Kierowca busa zauważył także, że tylne drzwi samochodu są otwarte. Widząc to postanowił zatrzymać mężczyznę, zajechał mu drogę swoim autem i wezwał na miejsce patrol policji” – czytamy w komunikacie lubelskiej policji.

Podczas badania stanu trzeźwości okazało się, że 59-latek ma 3 promile alkoholu w organizmie. W samochodzie znajdowało się też 4-letnie dziecko. Policjanci ustalili, że tego dnia mężczyzna miał zajmować się dzieckiem swojej kuzynki. Pytany o powód „przejażdżki” kierowca przekazał, że pojechał do sklepu po piwo, bo „się skończyło”. O dalszych losach 59-latka zadecyduje sąd.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Narkotyki przewożone w luksusowych samochodach. Boss grupy przestępczej stanie przed sądem

Ukrainiec Sergiy G. odpowie za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się przemytem narkotyków z UE na Ukrainę oraz za próbę przemytu z Polski na Ukrainę prawie ćwierci tony narkotyków o wartości około 12 mln zł. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Jak poinformował prokurator Rafał Teluk, szef Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, który prowadził śledztwo w tej sprawie, oskarżonym jest 48-leni obywatel Ukrainy Sergiy G. zatrzymany w styczniu w Hiszpanii, na podstawie ENA.

W myśl aktu oskarżenia Sergiy G. kierował na terenie Unii Europejskiej oraz Ukrainy i Rosji zorganizowaną grupą przestępczą, zajmującą się wywozem z terenu Unii Europejskiej na Ukrainę znacznych ilości narkotyków.

Mężczyzna odpowie też za usiłowanie wywozu z Polski na Ukrainę, przez przejście graniczne w Korczowej, prawie ćwierci tony żywicy konopi, której wartość wyceniono na około 12 mln zł. Prok. Teluk podał, że narkotyki były ukryte w skrytkach konstrukcyjnych dwóch luksusowych samochodów marki BMW. Według ustaleń, skrytki wykonano na Litwie. Ich koszt to 2 tys. euro każda. Przemyt udaremnili funkcjonariusze Straży Granicznej w Korczowej i Terespolu w lutym 2017 roku.

„Narkotyki przewożone były z Hiszpanii do Rosji przez kurierów, skazanych już prawomocnymi wyrokami. Narkotyki ukryte były w specjalnie skonstruowanych skrytkach w progach samochodów osobowych marki BMW X6 oraz BMW X5 na ukraińskich tablicach rejestracyjnych” – zaznaczył prok. Teluk.

Dodał, że kurierzy: Viktor K., Yevgen S. i Olha P. (konkubina Sergiya G.) zostali już skazani prawomocnymi wyrokami. Wszyscy są obywatelami Ukrainy.

Viktor K. został skazany na łączną karę 8 lat, a Yevgen S. – 7 lat pozbawienia wolności. Obaj zostali ukarani także grzywną po 100 tys. zł oraz nakazem zapłaty 25 tys. zł nawiązki na rzecz Ośrodka Osób Uzależnionych Samodzielnego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Nowym Dworku, na cele zapobiegania i zwalczania narkomanii.

Natomiast Olha P. została skazana na łączną karę 3,5 roku więzienia i 50 tys. zł grzywny.

Zatrzymany po 3 latach poszukiwań

Prok. Teluk przypomniał, że Sergiy G. był poszukiwany od 16 marca 2017 roku na podstawie listu gończego, europejskiego nakazu aresztowania. Wystawiona za nim została także czerwona nota Interpolu.

„22 stycznia 2020 r. Sergiy G. został zatrzymany na terytorium Hiszpanii, na lotnisku w Barcelonie, na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. 14 lutego został przekazany stronie polskiej, a następnie osadzony w Zakładzie Karnym w Rzeszowie” – przypomniał Teluk.

Dodał, że w czasie śledztwa oskarżony nie odniósł się do postawionych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Za zarzucane mu czyny grozi kara łączna 20 lat pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości ponad 1 miliona złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sławomir Nowak przed sądem. „Polityczna ustawka, jestem niewinny”

„To polityczna ustawka. Jestem niewinny, doskonale o tym wiecie” – tak Sławomir Nowak mówił przed wejściem do sądu dziennikarzom. O godz. 10 w Sądzie Rejonowy dla Warszawy Mokotowa powinno rozpocząć się posiedzenie, na którym sąd rozpatruje wnioski prokuratury dotyczące tymczasowego aresztowania b. ministra transportu Sławomira Nowaka, b. dowódcy jednostki „Grom” Dariusza Z. oraz biznesmena Jacka P.

„To polityczna ustawka. Jestem niewinny, doskonale o tym wiecie. Trzeba to przetrwać” – tak mówił dziennikarzom przed wejściem do sądu Sławomir Nowak.

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został w poniedziałek zatrzymany w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano w Warszawie b. dowódcę jednostki „Grom” Dariusza Z., a w Gdańsku biznesmena Jacka P.

We wtorek Sławomir Nowak został doprowadzony do warszawskiej prokuratury okręgowej w celu przesłuchania i usłyszał zarzuty. Były polityk składał wyjaśnienia. Czynności zakończyły się około godz. 12. Jak przekazywała prokurator Mirosława Chyr, wyjaśnienia składał też Dariusz Z. Natomiast Jacek P. odmówił składania wyjaśnień.

We wtorek Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Z kolei Dariuszowi Z. oraz Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tomasz J. przed sądem. Pobił żonę na śmierć

Rozpoczął się proces 53-letniego Tomasza J. Mężczyzna stanął przed sądem za zabójstwo swojej żony Anny. Kobieta przez lata była ofiarą przemocy domowej, o czym rzekomo wiedzieli bliscy i sąsiedzi małżeństwa. Ostatecznie została zakatowana na śmierć. W chwili śmierci miała 48 lat.

Jak podaje „Fakt”, Anna i Tomasz J. byli małżeństwem przez niespełna 30 lat. W związku pary zaczęło dochodzić do aktów przemocy po tym, jak ich syn zginął w wypadku. Tomasz J. nadużywał alkoholu, znęcał się nad partnerką oraz groził jej śmiercią. Kobieta regularnie uciekała z domu, szukając pomocy m.in. u krewnych i sąsiadów. Zdecydowała się również na zgłoszenie sprawy na policję, więc rodzinie założono niebieską kartę.

Tomasz J. zgłosił śmierć Anny 7 września 2019 roku. W godzinach rannych zadzwonił na numer pogotowia, twierdząc, że żona leży w kuchni i nie daje znaku życia.

Ratownicy pogotowia przystąpili do reanimacji Anny, jednak kobiety nie udało się uratować. Ponieważ zmarła miała na ciele ślady brutalnego pobicia, zawiadomili funkcjonariuszy policji. Prokurator Adam Naumczuk z Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim potwierdził, że żona Tomasza J. została skatowana na śmierć.

Wyniki sekcji zwłok nie pozostawiały wątpliwości. Anna J. została skatowana. Miała rozległe obrażenia głowy i twarzy, wybite zęby, ślady po uderzeniach na całym ciele. Biegli stwierdzili wylew krwi do mózgu, płuc i śledziony – wyjaśnił prok. Adam Namczuk („Fakt”).

W trakcie zatrzymania Tomasz J. był nietrzeźwy. Funkcjonariuszom policji zeznał, że po powrocie z prac w gospodarstwie znalazł żonę nieprzytomną w kuchni. Według ustaleń śledczych do pobicia Anny doszło za stodołą – odnaleziono tam buty ofiary, a także gumowy wąż, którego użyto do pobicia.

Anna obawiała się, że mąż może ją zabić. Córka kobiety przekazała funkcjonariuszom policji list, w którym matka wymieniała miejsca, gdzie w razie zniknięcia należy szukać jej ciała. Sam Tomasz J. konsekwentnie odmawia przyznania się do winy. Za dokonane przestępstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl

Były strażnik obozu koncentracyjnego w Sztutowie oskarżony o zbrodnie wojenne. Ma 95 lat

95-letni były strażnik niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Sztutowie został oskarżony o zbrodnie wojenne – poinformował rzecznik sądu rejonowego w Wuppertalu. Na mężczyźnie ciąży zarzut współudziału w zabójstwie kilkuset osób. Eksperci mają ocenić jego zdolność do stanięcia przed sądem.

Rzecznik sądu rejonowego w niemieckim Wuppertalu poinformował o postawieniu zarzutów 95-letniemu strażnikowi nazistowskiego obozu koncentracyjnego Stutthof w Sztutowie. Mężczyzna pełnił funkcję obozowego strażnika mając 19 lat – z tego powodu jego sprawę ma rozpatrywać sąd dla nieletnich.

95-latek został oskarżony o zbrodnie wojenne i o współudział w zabójstwie kilkuset osób. Jak przekazano, eksperci powołani do sprawy mają zdecydować, czy będzie w stanie stanąć przed sądem i odpowiadać za swoje czyny.

Położony obok Gdańska obóz Stutthof, w którym był strażnikiem, był najdłużej działającym nazistowskim obozem śmierci na terenie okupowanej Polski. Powstał we wrześniu 1939 roku jako obóz internowania. Pierwszym transportem dotarli tam przedstawiciele duchowieństwa, nauczyciele, członkowie Związku Zachodniego oraz Ligi Morskiej i Kolonialnej, przedstawiciele polskich stronnictw i partii politycznych, urzędnicy i społecznicy działający na rzecz polskości na terenie Wolnego Miasta Gdańska i Pomorza Gdańskiego – łącznie około 150 osób. Więźniowie pracowali w zbudowanych w okolicy fabrykach działających na rzecz niemieckiej machiny wojennej. W 1942 roku Stutthof został przekształcony w obóz zagłady. W lipcu 1944 roku obóz został włączony w plan Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej. Wówczas do obozu zaczęły napływać duże transporty więźniów żydowskich.

Strażnicy obozowi stawiani przed sądem. Niemiecka prokuratura prowadzi walkę z czasem

To już kolejna sprawa tego typu. Ze względu na wiek personelu byłych niemieckich obozów zagłady i koncentracyjnych niemieccy śledczy prowadzą walkę z czasem, by postawić przed sądem osoby odpowiedzialne za zbrodnie. W ubiegłym tygodniu niemieccy prokuratorzy zażądali trzech lat więzienia dla innego strażnika obozu Stutthof. 93-letni dziś Bruno Dey jest sądzony za współudział w masowych morderstwach w obozie w latach 1944-1945. Ciąży na nim zarzut udziału w zabójstwie 5230 więźniów. Prokuratura ocenia, że nie ma wątpliwości co do winy mężczyzny.

Według szacunków historyków przez obóz Stutthof przeszło około 110 tysięcy więźniów pochodzących z 28 państw.Zginęło w nim ponad 65 tysięcy osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd złagodził karę wobec kardiochirurga za korupcję

Warszawski sąd okręgowy złagodził karę wymierzoną kardiochirurgowi Mirosławowi G. za korupcję do ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu i 35 tys. zł grzywny.

Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnym wyrokiem w procesie apelacyjnym uniewinnił w środę lekarza od części przypisanych mu czynów korupcyjnych. W odniesieniu do tych czynów wskazał m.in., że zeznania świadków były niespójne, a ich stosunek do lekarza negatywny, gdyż np. jako bliscy zmarłego pacjenta obwiniali G. o tę śmierć. Według sądu w oparciu o te zeznania nie da się dokonać całkowicie pewnych ustaleń.

W czerwcu ub.r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa nieprawomocnie uznał lekarza winnym przyjęcia w latach 2005-2006 od pacjentów i ich rodzin co najmniej 22 tys. zł korzyści finansowych. Mirosław G. został wówczas nieprawomocnie skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a także na 50 tys. zł grzywny. Apelacje od tamtego wyroku złożyły zarówno obrona lekarza, jak i prokuratura.

Obrońca kardiochirurga w apelacji nie zgodził się z wyrokiem sądu pierwszej instancji i złożył wniosek o uniewinnienie. Obrona zakwestionowała też winę orzeczoną wobec oskarżonego i zarzuciła wyrokowi sądu pierwszej instancji obrazę przepisów postępowania. Z kolei prokurator w apelacji wniósł o uznanie czynu popełnionego przez oskarżonego za przyjęcie łapówki, które jest zagrożone karą do 10 lat więzienia. Zdaniem prokuratury, w wyroku sądu I instancji występuje rażąca niewspółmierność orzeczonej kary.

„Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”

Mirosław G. został zatrzymany przez CBA 12 lutego 2007 roku. Dwa dni później na specjalnej konferencji prasowej ówcześni minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro i Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński poinformowali, że prokurator postawił lekarzowi 20 zarzutów, w tym zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Zbigniew Ziobro stwierdził wówczas, że „już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Wypowiedź ta stała się przyczyną wytoczenia mu przez zatrzymanego procesu cywilnego, który lekarz wygrał w obu instancjach.
Źródło info i foto: interia.pl

Iran ściga Donalda Trumpa. Prokurator wydał nakaz aresztowania prezydenta USA

Irański prokurator wydał nakaz aresztowania prezydenta USA Donalda Trumpa, którego obwinia o śmierć generała Kasema Sulejmaniego. Władze Iranu wystąpiły do Interpolu o pomoc w zatrzymaniu amerykańskiego przywódcy.

Donald Trump stanie przed sądem?

Irański prokurator z Teheranu, Ali Alqasimehr prowadzi postępowanie w sprawie śmierci generała Kasema Sulejmaniego, który zginął po ataku amerykańskiego drona w styczniu tego roku. Śledczy wydał nakaz aresztowania Donalda Trumpa, który miał wydać rozkaz w tej akcji. Oprócz prezydenta USA we wniosku wymienionych jest jeszcze innych 30 osób, nie wymienionych jednak z nazwiska.

Prokurator poprosił też o pomoc w zatrzymaniu Interpol, który miałby umieścić przywódcę USA na liście najbardziej poszukiwanych przestępców. Instytucja ta nie skomentowała sprawy. O nakazie aresztowania napisał portal wprost.pl powołując się na agencję informacyjną ISNA – irańską agencję studencką, kontrolowaną przez irańskie władze. Prokurator chce, żeby Trump stanął przed sądem, nawet jeśli skończy się wcześniej jego kadencja.

USA i Iran wzajemnie oskarżają się o terroryzm

Generał Kasem Sulejmani zginął 3 stycznia br. w wyniku ataku amerykańskiego drona. w pobliżu Międzynarodowego Portu Lotniczego w Bagdadzie. Wojskowy był dowódcą elitarnej jednostki Al Kuds, działającej w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskie, uznawanego przez USA za organizację terrorystyczną, i jednym z dowódców irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhandis. Władze USA obwiniały gen. Sulejmaniego o śmierć wielu Amerykanów i swoich koalicjantów, a także za akcje przeciwko bazom koalicyjnnym w Iraku. Miał on też zatwierdzić ataki na ambasadę Stanów Zjednoczonych w Bagdadzie.

W odpowiedzi po śmierci generała, w styczniu br. irański parlament uznał Departament Obrony USA oraz wszystkie firmy i instytucje, które były powiązane z tym atakiem, za organizacje terrorystyczne. Parlament przekazał też 200 mln euro jednostce dowodzonej przez Sulejmaniego o nazwie Al Kuds.
Źródło info i foto: wp.pl

25-letni nożownik z Reading usłyszał zarzuty

Libijskiemu azylantowi, Khairiemu Saadallahowi, który przed tygodniem zabił w parku w Reading na zachód od Londynu trzy osoby i trzy kolejne ranił, postawiono w sobotę zarzut trzykrotnego zabójstwa i trzykrotnego usiłowania zabójstwa. W poniedziałek 25-letni Saadallah stanie przed sądem w Reading.

Już 21 czerwca policja poinformowała, że traktuje zdarzenie jako mające podłoże terrorystyczne. Jak podawały brytyjskie media, Saadallah przybył do Wielkiej Brytanii w 2012 roku jako uchodźca z Libii, a w 2018 roku otrzymał azyl, choć w ciągu tych sześciu lat miał liczne konflikty z prawem.

W zeszłym roku znajdował się przez pewien czas pod obserwacją MI5 w związku z zamiarem wyjazdu do Syrii, bądź Libii.

Libijczyk dokonał ataku 20 czerwca wieczorem. Według relacji świadków, Saadallah podbiegł nagle, krzycząc trudne do zrozumienia słowa, do siedzącej w parku grupy 8-10 osób i dźgnął nożem w szyję i w bok co najmniej trzy z nich, zanim pozostali zdążyli się zorientować, co się dzieje. Następnie w trakcie ucieczki zaatakował jeszcze inne osoby. Zatrzymany został przez nieuzbrojonego policjanta, który dogonił go i powalił na ziemię.

Jak wykazały sekcje zwłok, wszystkie ofiary – 36-letni James Furlong, nauczyciel z gimnazjum w pobliskiej miejscowości Wokingham, 39-letni Amerykanin Joe Ritchie-Bennett, który od 15 lat mieszkał w Wielkiej Brytanii i 49-letni David Wails, naukowiec pracujący dla dużej firmy chemicznej – zginęły od pojedynczych ciosów nożem. Wszystkie trzy osoby, które zostały ranne w ataku, wyszły już ze szpitala.
Źródło info i foto: niezalezna.pl

Gorzów Wielkopolski: 24-letni Maksymilian S. skazany na dożywocie za zabójstwo instruktorki na strzelnicy

Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim skazał na dożywocie 24-letniego Maksymiliana S. za zabójstwo instruktorki na strzelnicy w Nietoperku w województwie lubuskim i próbę zabójstwa jej męża.

– Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Utrzymywał, że do zgonu kobiety doszło przypadkowo. Zaprzeczył też, by chciał zabić męża ofiary – powiedziała IAR rzecznik Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim Lidia Wieliczuk.

Gorzów Wielkopolski. Jest wyrok ws. zabicia instruktorki na strzelnicy

Za zabójstwo kobiety sąd wymierzył oskarżonemu karę dożywotniego pozbawienia wolności, a za usiłowanie zabójstwa jej męża – 15 lat pozbawienia wolności. – Sąd wymierzył karę łączną dożywotniego pozbawienia wolności – podsumowała rzecznik Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim.

– Mówiąc kolokwialnie, nastąpiła egzekucja. Oskarżony skierował broń w kierunku głowy pokrzywdzonej, oddał strzał, doszło do przestrzelenia głowy, natychmiastowego zgonu pokrzywdzonej – powiedział na rozprawie relacjonowanej przez TVN24 sędzia Rafał Kraciuk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja: Paul Whelan skazany na 16 lat kolonii karnej

Obywatel USA Paul Whelan, oskarżony w Rosji o szpiegostwo, został skazany na 16 lat pobytu w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wyrok zapadł przed Moskiewskim Sądem Miejskim. Obrona zapowiada apelację.

Rosyjska prokuratura żądała 18 lat kolonii karnej dla Paula Whelana, oskarżonego o szpiegowanie przeciwko Rosji. Jak podało radio Echo Moskwy, w czasie poniedziałkowego posiedzenia moskiewskiego sądu Whelan twierdził, że „szpiegowaniem się nie zajmował”. Obrona zapowiedziała wniesienie apelacji.

48-letni Paul Whelan, były żołnierz piechoty morskiej, który ma także brytyjskie i kanadyjskie obywatelstwo, został zatrzymany przez rosyjskie służby bezpieczeństwa 28 grudnia 2018 roku.

Rosyjskie MSZ ogłosiło wówczas, że Amerykanina zatrzymano na gorącym uczynku. Adwokaci Amerykanina twierdzili, że ich klient otrzymał nośnik danych, na którym były informacje będące tajemnicą państwową, ale nie znał jego zawartości, a także nie powielał tych danych. Krewni Whelana zapewniali, że przyjechał do Moskwy na ślub przyjaciela i jest niewinny. Rosyjscy śledczy utrzymywali, że Whelan szpiegował na rzecz USA. Amerykanin przekonywał, że padł ofiarą prowokacji ze strony rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Potencjalna wymiana

„Proces Whelana był ściśle monitorowany w Stanach Zjednoczonych, amerykański ambasador w Rosji John Sullivan wielokrotnie przyjeżdżał na posiedzenia, jednak nigdy nie pozwolono mu wejść na salę sądową, proces toczył się za zamkniętymi drzwiami” – przypomniała w poniedziałkowej depeszy agencja RIA Nowosti. Podała, powołując się na adwokatów Whelana, że być może zostanie on wymieniony na Rosjan, przebywających w amerykańskich więzieniach, na przykład Wiktora Buta, skazanego za nielegalny handel bronią czy pilota Konstantina Jaroszenkę, oskarżonego o przemyt narkotyków.

RIA Nowosti przypomniała również, że Whelan skarżył się na zły stan zdrowia, jakość rosyjskiej opieki medycznej, zakaz dzwonienia do rodziców, a także groźby ze strony pracowników aresztu.

– Jestem głęboko rozczarowany. Obywatel amerykański został skazany na 16 lat za przestępstwo, którego absolutnie mu nie udowodniono – oświadczył po skazaniu Whelana ambasador John Sullivan, stwierdzając, że wyrok zaszkodzi relacjom USA i Rosji.
Źródło info i foto: tvn24.pl