„Hoss”, król mafii wnuczkowej skazany

Na 7 lat więzienia skazał we wtorek poznański sąd Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”. Wobec jego brata Adama P. orzeczono karę 6 lat pozbawienia wolności. Obaj oskarżeni byli o kradzieże i wyłudzenia kilku milionów złotych w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu.

Proces Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”, toczył się przed poznańskim sądem okręgowym ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu w latach 2012-2014 w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne.

Mężczyzna miał wprowadzać obywateli innych państw w błąd co do tożsamości, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji. Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem Adamem P., który odpowiadał z wolnej stopy.

We wtorek poznański sąd uznał Arkadiusza Ł. za winnego zarzucanych mu przestępstw i wymierzył mu karę łączną 7 lat więzienia. Wobec jego brata orzeczono karę 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody, oraz pokrycie kosztów sądowych.

Sędzia Karolina Siwierska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „przestępczy proceder prowadzony przez oskarżonych, z którego uczynili sobie stałe źródło dochodu, był wyjątkowo odrażający moralnie”.

– Oskarżeni oszukiwali ludzi w podeszłym wieku, wykorzystując ich nieporadność, naiwność, dobre serce i w ten sposób pozbawiali ich oszczędności całego życia, czy pamiątkowej, rodzinnej biżuterii – dodała.

Wydany we wtorek wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Michael Gargiulo uznany za winnego. „Hollywoodzki Rozpruwacz” zabił dwie kobiety

Michael Gargiulo z zimną krwią zabił dwie kobiety i próbował zabić trzecią – uznał w czwartek sąd w Los Angeles po czterodniowej naradzie przysięgłych. Wysokość wyroku dla „Hollywoodzkiego Rozpruwacza” zostanie ogłoszona w późniejszym terminie. Niewykluczone, że będzie to kara śmierci, choć w Kalifornii od marca obowiązuje moratorium na wykonywanie egzekucji.

Pierwszą z tych zbrodni 43-letni dziś Michael Gargiulo popełnił zimą 2001 roku. W tej sprawie zeznawał w maju bieżącego roku przed sądem w Los Angeles aktor Ashton Kutcher, którego partnerką była ofiara.

Czerwone plamy jak rozlane wino

Kutcher – w 2001 roku wschodząca gwiazda kina – umówił się na randkę z 22-letnią Ashley Ellerin. Przyszedł spóźniony. Gdy nikt nie reagował na jego pukanie i nie otworzył drzwi, uznał, że dziewczyna nie chciała czekać i wyszła. Jak opowiadał, zerknął przez okno i dostrzegł czerwone plamy, które wówczas uznał za rozlane czerwone wino. Ciało Ashley, ze śladami kilkukrotnego dźgnięcia ostrym narzędziem, odnalazła jej współlokatorka następnego dnia rano.

Zabił sąsiadkę

W 2005 roku drugą ofiarą mężczyzny została 32-letnia Maria Bruno. Mieszkała w tym samym budynku, co jej zabójca. Zabił ją nożem, gdy spała. Także we śnie próbował zaskoczyć w 2008 roku kolejną kobietę, wówczas 26-letnią Michelle Murphy. Jak zeznawała w sądzie, obudziła się, gdy Gargiulo siedział na niej i dźgał ją nożem. Podjęła walkę o życie. Udało jej się zrzucić mężczyznę z łóżka. Zanim uciekł – relacjonowała – powiedział „przepraszam”.

Hollywoodzki Rozpruwacz

Brutalna natura ataków z użyciem noża, a także to, że zostały staranie zaplanowane, sprawiły, że 43-latek zyskał w mediach przydomek „Hollywoodzkiego Rozpruwacza” – w nawiązaniu do słynnego londyńskiego Kuby Rozpruwacza. Przed sądem jego obrońcy utrzymywali, że w sprawie obu morderstw brakuje dowodów winy Gargiulo, natomiast w przypadku nieudanego ataku na Murphy działał on w stanie zwanym fugą dysocjacyjną. To zaburzenie pojawiające się u osób, które doznały silnego urazu psychicznego. Objawia się nagłą zmianą tożsamości, czemu towarzyszy utrata pamięci. Mordercy grozi kara śmierci, jednak w marcu tego roku gubernator Kalifornii Gavin Newsom podpisał zarządzenie wprowadzające moratorium na wykonywanie w tym stanie egzekucji. Zanim Michael Gargiulo usłyszy sentencję wyroku, sąd oceni, czy w chwili ataków był on poczytalny.

To nie koniec zarzutów

43-latka czeka jeszcze prawdopodobna ekstradycja do stanu Illinois, gdzie jest oskarżony o zamordowanie w 1993 roku 18-letniej Tricii Pacaccio, starszej siostry swojego kolegi. W 2011 pojawiły się w tej sprawie nowe dowody.
Źródło info i foto: tvn24.pl

21-latek upozorował swoje porwanie. Czeka go sprawa przed sądem

Młody mężczyzna z Dolnego Śląska zadzwonił na numer alarmowy 112 informując, że został porwany i jest przetrzymywany gdzieś w Radomsku. W związku z informacją policja podjęła odpowiednie działania. Okazało się, że 21-latek wymyślił całą historię. Teraz odpowie przed sądem.

O zdarzeniu poinformował dzisiaj Wojciech Auguścik z radomszczańskiej policji. Jak wyjaśnił, w nocy z soboty na niedzielę, młody mężczyzna powiadomił telefonicznie, że został porwany i jest przetrzymywany gdzieś w Radomsku przy ul. Brzeźnickiej. W trakcie rozmowy z operatorem nr 112 rozłączył się twierdząc, że nie może dalej rozmawiać. Po zakończonej rozmowie wyłączył telefon.

– W związku z taką informacją policjanci podjęli wiele czynności. W ciągu kilku godzin ustalili, że osobą dzwoniącą był 21-letni mieszkaniec woj. dolnośląskiego, który przebywa w Radomsku w delegacji – mówi Auguścik.

Mężczyźnie grozi kara grzywny

Nawiązano kontakt z pracodawcą oraz rodziną mężczyzny, od których uzyskano informacje, że w nocy 21-latek przesyłał im tzw. „zrzuty ekranu” ze swojego telefonu komórkowego z danymi GPS bez żadnej treści. Wczoraj rano ponownie skontaktował się telefonicznie na numer alarmowy 112 informując, że został porwany i obecnie jest przewożony autobusem komunikacji miejskiej w Częstochowie. Podał nr linii autobusowej.

Policjanci z Częstochowy zlokalizowali autobus. Po zatrzymaniu pojazdu okazało się, że jednym z pasażerów jest poszukiwany przez radomszczańską policję mężczyzna. Zachowywał się bardzo nerwowo. Poinformował policjantów, że zażywał duże ilości narkotyków, lecz nic nie pamięta.

Trafił do szpitala, gdzie obecnie przebywa.

Według policji wszystko wskazuje na to, że porwanie nie miało miejsca. Teraz mężczyzna odpowie przed sądem. Grozi mu kara grzywny. Policja będzie wnioskować o pokrycie przez sprawcę kosztów prowadzonych działań.
Źródło info i foto: onet.pl

Dziś rusza proces o odszkodowanie dla Tomasza Komendy

Fot. Jan Bielecki/East News, Warszawa 11.09.2018 Konferencja prasowa Tomasza Komendy podczas ktorej po raz pierwszy publicznie powiedzial, dlaczego bedzie zadac wielomilionowego odszkodowania.

Tomasz Komenda stanie w poniedziałek przed sądem, ale po drugiej stronie. Pozwał bowiem skarb państwa o prawie 19 milionów złotych zadośćuczynienia i odszkodowania, za to, że spędził 18 lat niewinnie w więzieniu skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. Został uniewinniony w zeszłym roku. 

W poniedziałek pozew Komendy rozpocznie rozpatrywać Sąd Okręgowy. Dlaczego sprawa trafiła tam, a nie do Wrocławia, skoro w przeszłości to tamtejszy sąd skazał mężczyznę?

Jak informuje wrocławska reporterka Radia ZET, Tomasz Komenda nie chciał, żeby proces toczył się we Wrocławiu, ponieważ samo wejście do tych budynków przypominałoby mu o jego traumatycznych przeżyciach. Wniosek ten uznał Sąd Najwyższy i wyznaczył sąd w Opolu jako instancję oraz miejsce rozpraw. 

Poza tym sam Komenda chce, żeby proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, gdyż dotyczy bardzo osobistych spraw, m.in. tego, jak był traktowany w więzieniu. O tym, czy będzie niejawny, sąd zdecyduje jeszcze w poniedziałek. W planie jest również przesłuchanie mężczyzny. 

W sądzie we Wrocławiu trwa natomiast proces dwóch innych mężczyzn, oskarżonych o zbrodnię, za którą przed kilkunastoma laty niewinnie skazany został Tomasz Komenda.

Tomasz Komenda spędził w więzieniu 18 lat

Tomasz Komenda spędził w więzieniu 18 lat. Został niesłusznie skazany za gwałt i morderstwo, do którego doszło w noc sylwestrową w 1996 roku w Miłoszycach. Śledczy fałszywie oskarżyli mężczyznę, a sądy dały wiarę tym ustaleniom. Komenda wyszedł z więzienia na mocy wznowionego śledztwa, które wykazało jego niewinność. Opuścił areszt w 2018 roku. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

19-letnia Brytyjka aresztowana pod zarzutem składania fałszywych zeznań. Chodzi o sprawę rzekomego gwałtu na Cyprze

19-letnia Brytyjka została aresztowana pod zarzutem składania fałszywych zeznań. 17 lipca przebywająca na Cyprze turystka doniosła policji, że została zgwałcona w hotelu w Ajia Napa na południowym wschodzie wyspy. W ramach śledztwa aresztowano wtedy dwunastu nastoletnich Izraelczyków, którzy teraz zostali zwolnieni.

Kobieta ma stanąć przed cypryjskim sądem w poniedziałek – powiedział rzecznik tamtejszej policji Christos Andreou. MSZ Wielkiej Brytanii przekazało, że wspiera aresztowaną nastolatkę i jej rodzinę.

Brytyjka twierdziła, że padła ofiarą gwałtu, a oprawcy mieszkali w tym samym hotelu co ona. Policja jeszcze tego samego dnia po zgłoszeniu aresztowała dwunastu nastolatków z Izraela w wieku od 15 do 18 lat – potwierdził wtedy izraelski konsul w Nikozji Jossi Wurmbrand.

Pięciu z nich zostało zwolnionych z aresztu w piątek, pozostali – w niedzielę. Podejrzewani od początku zaprzeczali oskarżeniom. 18 lipca na przesłuchanie przybyli zasłaniając twarze. Odbyło się ono za zamkniętymi drzwiami, gdyż część z Izraelczyków to osoby nieletnie.

Cypr odwiedza rocznie 1,32 mln turystów, a Brytyjczycy stanowią wśród nich największą grupę. Wakacje spędza tam też wielu Rosjan i Izraelczyków.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Nauczycielka skazana na 20 lat więzienia za seks z 13-letnim uczniem

Brittany Zamora uprawiała seks z 13-latkiem, a jego młodszego kolegę zmuszała do patrzenia na to. Kobieta przekonywała w sądzie, że jest dobrym człowiekiem, który popełnił błąd. Została jednak skazana na 20 lat więzienia.

Była nauczycielka została w piątek skazana na najniższy wymiar kary – 20 lat więzienia za wielokrotny seks z 13-letnim chłopcem, jednym ze swoich uczniów. Kobieta przyznała się do zarzucanych jej czynów – aktów seksualnych z nieletnim, usiłowania molestowania i nieobyczajnych czynów w miejscu publicznym. Drugi z zarzutów dotyczy sytuacja, kiedy Zamora namówiła młodszego, 11-letniego kolegę swojej ofiary, by został w sali i obserwował stosunek seksualny.

– Jestem dobrym człowiekiem, popełniłam błąd i żałuję go – mówiła przed sądem. – Staram się żyć zgodnie z prawe, przestrzegać przepisów. Nie jestem zagrożeniem dla społeczeństwa – przekonywała. Zamora przepraszała też swoje ofiary i ich bliskich za wyrządzone im krzywdy. Stwierdziła również, że to, co zrobiła, nie było do niej podobne i chciałaby udać się na terapię. Kobieta chce też uzyskać nowe wykształcenie w więzieniu, by po wyjściu na wolność podjąć nowy zawód.

„Chcę cię codziennie”

Do aresztowania doszło w marcu 2018 roku, kiedy rodzice 13-letniego wówczas chłopca odkryli, że Zamora uprawia seks z ich synem. Stało się tak dzięki aplikacji monitorującej jego telefon komórkowy. Aplikacja wykryła, że w wiadomościach chłopca coraz częściej pojawia się słowo „seks” i zaalarmowała o tym rodziców.

Rodzice chłopca znaleźli w jego telefonie wiadomości od 27-letniej kobiety, a także jej nagie zdjęcia. „Chcę cię codziennie, bez limitu” – pisała do 13-latka. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że „flirt” zaczął się na czacie klasowym, a później do spotkań Zamory z chłopcem dochodziło od 1 lutego do 8 marca. Seks z chłopcem miała uprawiać co najmniej trzy razy.

Matka Zamory: Ona nie jest potworem

– Zamora wabiła chłopców, zdobywała ich zaufanie i wykorzystywała wyłącznie do tego, by spełnić swoje pragnienia seksualne. Używała swojej władzy, by ich molestować – powiedziała matka młodszego z chłopców.

Starszy z chłopców i jego rodzina nie byli obecni na ogłoszeniu wyroku. Oświadczenie w ich imieniu odczytała prawniczka. Matka chłopca napisała, że nienawidzi byłej nauczycielki, za to, co zrobiła jej dziecku, a ojciec zapewniał, że rodzina „pokona” Zamorę, a ich syn „dorośnie i będzie miał dobre życie”.

Na sali sądowej była matka kobiety, która przekonywała, że jej córka nie jest potworem i była porzucona przez ojca.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Muzyk R. Kelly trafił do aresztu. Chodzi o przestępstwa seksualne i dziecięcą pornografię

Amerykański muzyk R. Kelly został aresztowany w Chicago pod zarzutem przestępstw seksualnych, przestępstw związanych z dziecięcą pornografią i utrudniania pracy wymiarowi sprawiedliwości. Ma być przewieziony do Nowego Jorku, gdzie stanie przed sądem.

R. Kelly został aresztowany w Chicago w czwartek wieczorem. Jak podaje Onet, nowy akt oskarżenia, wydany przez sąd okręgowy w Illinois, zawiera 13 zarzutów, dotyczących m.in. przestępstw seksualnych, dziecięcej pornografii oraz utrudniania działań wymiarowi sprawiedliwości. Muzyk ma być przetransportowany do Nowego Jorku.

52-letni muzyk już wcześniej został oskarżony o 11 przypadków napastowania i wykorzystywania seksualnego, które zostały zgłoszone w Chicago w maju. Wśród ofiar były nieletnie. W lutym został oskarżony, również w Chicago, o 10 przypadków wykorzystywania kobiet, z których kilka także było nieletnich.

Muzyk do niczego się nie przyznaje.

Oskarżenia pod adresem artysty pojawiają się od 1996 roku, kiedy to wpłynął pozew o seksualne napastowanie nieletnich dziewczyn. W 2017 roku kilka kobiet opowiedziało o tym, jak Kelly zorganizował wokół siebie „seksualny kult”. W 2002 roku muzyk stanął przed sądem za 21 przypadków (zmniejszonych potem do 14) dziecięcej pornografii. Powodem była taśma z nagraniem, na której Kelly rzekomo uprawiał seks z nieletnimi. Został jednak oczyszczony z zarzutów w 2008 roku.

W lutym Jim DeRogatis, dziennikarz, który śledzi oskarżenia wobec Kelly’ego przez ponad dwie dekady, ujawnił, że Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych otworzył śledztwo dotyczące handlu ludźmi, w które zamieszany ma być R. Kelly. Nad sprawą ma pracować ponad 20 agentów. Obecne oskarżenie ma charakter federalny, bowiem nieletnie dziewczyny miały być zmuszane do przekraczania granic stanów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polska nie wyda Szwecji Rosjanina, który porwał dzieci z rodziny zastępczej

Warszawski Sąd Okręgowy odmówił wydania Rosjanina, który uciekł z dziećmi do Polski ze Szwecji. Szwecja wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania pod zarzutem uprowadzenia trzech córek z rodziny zastępczej. Polska prokuratura nie wystąpiła jednak o tymczasowy areszt.

W środę 10 lipca Warszawski Sąd Okręgowy nie zgodził się na wydanie Szwecji 39-letniego Rosjanina Denisa Lisova, który w kwietniu tego roku wraz z trzema córkami został zatrzymany przez Straż Graniczną na lotnisku w Warszawie. Mężczyzna chciał docelowo dostać się do Rosji. Jego obrońca argumentował, że szwedzka opieka socjalna odebrała mu dzieci i umieściła je w rodzinie zastępczej po tym, jak jego żona zachorowała. Była hospitalizowana, lekarze podejrzewali u niej schizofrenię. W ocenie szwedzkich władz ojciec sam nie był zdolny do prawidłowego wychowania swoich córek.

Denis Lisow podkreśla, że służby socjalne nigdy nie zarzuciły mu zaniedbań wychowawczych. Dodatkowo, jego zdaniem, dzieci miały zostać przekazanie rodzinie zastępczej odmiennej kulturowo, pochodzenia arabskiego. Według Rosjanina szwedzkie władze postawiły mu warunek, którego nie był w stanie spełnić – by odzyskać dzieci miał zalegalizować swój pobyt w Szwecji.

Porwał córki i chciał uciec do Rosji

Lisov od siedmiu lat mieszkał w Szwecji. Przyjechał tam ze swoją żoną i najstarszą córką Sofią (obecnie 12-letnią). Po wyjeździe na emigrację małżeństwu urodziły się jeszcze dwie córki – 6-letnia dziś Serafina i 4-letnia Alisa.

Kilka lat temu u żony Lisova zdiagnozowano chorobę i wtedy rodziną zainteresowała się szwedzka opieka społeczna. Zdecydowano, że ojciec nie radzi sobie z opieką nad trzema córkami, więc dziewczynki zostały umieszczone w rodzinie zastępczej. Denisowi Lisovowi przyznano cotygodniowe, 6-godzinne widzenia z dziećmi. Mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić, więc postanowił porwać córki. Chciał wywieźć je do rodzinnego kraju. Do Polski przypłynął promem, następnie z warszawskiego lotniska chciał dostać się do swojego kraju.

Mężczyzna jednak, z pomocą rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, złożył w Polsce wniosek o przyznanie mu statusu uchodźcy. W sprawę włączyła się też fundacja Ordo Iuris oraz Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sąd uznał działania władz szwedzkich za „skrajne”

– Sąd stwierdza, że wydany w sprawie niniejszej przez władze szwedzkie europejski nakaz aresztowania narusza wolności i prawa człowieka obywatela Denisa Lisova – uzasadniał sędzia Dariusz Łubowski. Sąd stwierdził też, że Denis Lisov „nie mógł zachować bezczynności, gdy widział, że dzieciom działa się krzywda”. Działanie władz szwedzkich sąd uznał za „skrajne”. Odebranie dzieci miało być „wbrew dobru dziecka”, stąd miała zaistnieć „obligatoryjna przesłanka odmowy przekazania Lisova władzom szwedzkim”.

„Polska po raz kolejny staje po stronie rozdzielanych w innych krajach rodzin” – napisał na Twitterze obrońca ojca dzieci, Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Prezes fundacji Jerzy Kwaśniewski dodał: „Polski Sąd Okręgowy potwierdza, że Szwecja naruszyła międzynarodowe gwarancje praw człowieka – ochronę życia rodzinnego z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wydanie Denisa Lisova Szwecji groziłoby dalszym łamaniem praw człowieka”.

Sprawę skomentował też wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. „Dobra decyzja Sądu w sprawie p. Denisa Lisova, wszyscy pozostają w Polsce. Tożsamość dzieci jest fundamentalna. Dziękuję Sądowi. Dziękuję Prokuraturze! Dobro dzieci wygrało. Fajnie być Polakiem” – napisał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

8 osób odpowie za przywiezienie do Borkowic groźnych chemikaliów

Osiem osób stanie przed sądem za przywiezienie do Borkowic (woj. mazowieckie) ponad tysiąca ton toksycznych odpadów. Niebezpieczne substancje odkryto pod koniec listopada w magazynach nieopodal szkoły. Wstępne analizy odpadów wykazały, że mogą należeć m.in. do niebezpiecznej rodziny trichloroetenu. Mieszkańcy domagali się ich szybkiego usunięcia, ponieważ obawiali się swoje zdrowie i życie.

Zatrzymani pochodzą z Mazowsza i Wielkopolski. Wśród nich jest jedna kobieta. Trzon grupy stanowiły cztery osoby, które nielegalnie składowały odpady niebezpieczne w innych miejscach Polski, m.in. w Toruniu czy w Osiecku (pow. otwocki).

Policjanci zabezpieczyli też nieruchomości warte ok. 7 mln złotych na poczet przyszłych kar.

Zagrożenie dla ludzi i środowiska

Pojemniki z odpadami nie miały żadnych oznaczeń, które pozwoliłyby na identyfikację ich składu chemicznego ani miejsca pochodzenia. Radomska prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Wstępne analizy substancji wykazały, że mogą należeć m.in. do rodziny trichloroetenów czyli substancji, które mogą zagrażać zdrowiu i życiu osób przebywających w ich pobliżu. Mogą także powodować zanieczyszczenie środowiska, w tym powietrza i gleby.

„Zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było składowanie odpadów niebezpiecznych. Grozi im do pięciu lat pozbawienia wolności” – poinformowała policja.

Mieszkańcy obawiają się trucizny

Mieszkańcy Borkowic obawiali się, że groźne składowisko zagrozi ich życiu i zdrowiu. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w grudniu wniósł do wójta o natychmiastowe zobowiązanie posiadacza odpadów do ich usunięcia. Niebezpieczne substancje pozostały jednak w miejscu składowania.

– Koszt usunięcia tych odpadów to około 3-3,5 mln zł. Ale nie możemy za to zapłacić, bo magazyn znajduje się na terenie prywatnym. Z kolei właściciel mówi, że wynajął go komuś innemu – powiedział polsatnews.pl wójt gminy Robert Fidos.

W kwietniu z powodu zagrożenia dla zdrowia, uczniowie ze szkoły w Borkowicach zostali przeniesieni do innych placówek. Magazyn z chemikaliami znajdował się bowiem tuż obok szkolnego boiska. Dzieci do dziś nie wróciły do swojej szkoły.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Finał sprawy pierwszego seryjnego mordercy na Cyprze. Ofiary ukrywał w toksycznym jeziorze

Siedmiokrotne dożywocie – taką karę orzekł cypryjski sąd wobec 35-letniego Nicosa Metaxasa, który zamordował pięć kobiet i dwoje dzieci. Jako ofiary obierał sobie osoby spoza kraju – pochodziły z Nepalu, Filipin i Rumunii.

Swój finał przed sądem miała sprawa kapitana z cypryjskiej Gwardii Narodowej Nicosa Metaxasa. 35-latka tamtejsze media okrzyknęły „pierwszym seryjnym mordercą w historii Cypru”. Sąd skazał mężczyznę siedem razy na dożywocie, podnosząc, że ten rozpoczął „kampanię morderstw”.

Metaxas został najpierw zatrzymany pod zarzutem zabójstwa trzech kobiet, ale przyznał się do popełnienia większej liczby zbrodni. Opowiedział, że zamordował pięć kobiet i dwoje dzieci w ciągu dwóch i pół roku. Swoje dorosłe ofiary znajdował w sieci pod pseudonimem „Orestes35” (postać Orestesa występuje w greckiej mitologii), później uprawiał z nimi seks. W trakcie rozprawy mówił, że nie ma „jasnej odpowiedzi” na to, dlaczego je zabijał.

„Pierwszy seryjny morderca Cypru”

– Nie mogę zawrócić czasu i cofnąć tego, co zrobiłem – mówił Metaxas w sądzie. Zwrócił się nawet o to, by eksperci „zagłębili się w jego psychikę” i odnaleźli powody jego postępowania. Napomknął – jak odnotowuje agencja AP – o „nieokreślonych wydarzeniach” ze swojej przeszłości, z ostatnich dziesięcioleci, które „próbował zapomnieć”.

Ofiarami Nicosa Metaxasa były kobiety i dzieci wyłącznie spoza Cypru, imigrantki pochodziły z Rumunii, Nepalu i Filipin.

Uznano go winnym zamordowania 36-letniej Livii Fiorentiny Bunei i jej 8-letniej córki Eleny Natalyi, 29-letniej Maricary Valdez Arquiloi, 38-letniej Mary Rose Tiburco i jej 6-letniej córki Sierry Granze, 30-letniej Asmity Kahty Misty oraz 28-letniej Arian Palanas – wylicza „Cyprus Times”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl