Posts Tagged “sądem”

Sąd zdecydował o trzech miesiącach aresztu dla 28-letniego obywatela Niemiec. Bez żadnego powodu uderzył w twarz jednego z klientów stojących przed nim w sklepie, a po przewiezieniu na szpitalny oddział sterroryzował sanitariusza i ratowniczkę. Twierdzi, że przyjechał do Polski w celach turystycznych.

Do zatrzymania agresywnego mężczyzny doszło kilka dni wcześniej przez bielańskich policjantów. Zostali wezwani na miejsce pobicia do jednego z lokalnych sklepów. Poszkodowany klient relacjonował, że bez wyraźnego powodu ktoś “klepnął go w ramię”, a gdy odwrócił głowę został uderzony pięścią w twarz.

Zaniepokojeni gwałtownym zachowaniem Niemca, funkcjonariusze postanowili przewieźć go na badania do szpitala. Podejrzewano, że może być pod wpływem środków odurzających. Wiadomo jedynie, że mężczyzna był trzeźwy.

28-letni pacjent przebywał do tej pory na oddziale, ale postanowił uciec. W trakcie realizacji swojego planu natrafił na próbujących mu w tym przeszkodzić sanitariusza i ratowniczki medycznej. Doszło do szamotaniny, podczas której mężczyzna uderzył również przypadkową osobę, która znajdowała się na szpitalnym korytarzu.

- U dwójki pracowników szpitala stwierdzono naruszenie nietykalności cielesnej powyżej dni siedmiu. To są dość poważne obrażenia, szczególnie w przypadku sanitariusza. Zatrzymany mężczyzna podduszał tę osobę, uderzał głową. Generalnie pobicie okazało się dość dotkliwe – przekazała w rozmowie z WawaLove oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji Bielany-Żoliborz, nadkom. Elwira Kozłowska.

Teraz agresywnym mężczyzną zajmie się sąd. Na razie zastosowano wobec niego tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. Postawiono mu również zarzuty. Za popełnione przestępstwa grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wawalove.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed wrocławskim sądem rozpoczął się proces policjantów, którzy katowali Igora Stachowiaka. Byli już funkcjonariusze zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień. Na rozprawie pojawił się tylko jeden z nich – Łukasz Rz. Mężczyzna zaznaczył jednak, że nie będzie odpowiadał na pytania rodziców Igora, którzy są oskarżycielami posiłkowymi w tej sprawie.

Rodzice Igora uważają, że byli policjanci powinni odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci ich dziecka, a nie za tylko przekroczenie uprawnień. Bo teraz czwórce oprawców w mundurach grozi jedynie 3 lata więzienia.

Do sądu przyszedł jedynie Łukasz Rz. To on raził Igora paralizatorem. Podczas przesłuchania nie przyznał się do winy. Mówił, że Igor Stachowiak był agresywny, nie wykonywał poleceń… Wyraził jedynie żal, że interwencja zakończyła się śmiercią. Były policjant na wstępie zaznaczył, że będzie zeznawał i odpowiadał na pytania sądu, ale rodziców Stachowiaka – już nie. Najwyraźniej bał się spojrzeć w oczy rodzinie chłopaka, który zmarł po jego interwencji.

Przypomnijmy, że do tragicznych w skutkach działaniach policji doszło w maju 2016 roku. Nad ranem, na wrocławskim Rynku, funkcjonariusze zatrzymali Igora. Najpierw mylnie myśleli, że to mężczyzna, który ma zatarg z prawem i się ukrywa.

To, co działo się na rynku zarejestrowały kamery monitoringu. Igor Stachowiak był brutalnie szarpany, duszony, przyciskany do ziemi. Niestety. To był dopiero początek koszmaru. Bo Igor został przewieziony do komisariatu. Tam był po prostu torturowany. Media ujawniły nagrania, na których widać, jak kilku policjantów znęca się nad chłopakiem. Jeden z nich, właśnie Łukasz Rz., raził mężczyznę paralizatorem. Mimo, że ten był skuty kajdankami. Funkcjonariusze nie przestawali zamęczać Stachowiaka, mimo że ten ich prosił, żeby przestali zadawać mu ból. – Nie spocznę, aż oprawy mojego syna nie zostali sprawiedliwie ukarani – mówił Maciej Stachowiak, ojciec Igora.

Wyrok w tej bulwersującej sprawie powinniśmy poznać jeszcze w tym roku. Cała czwórka oprawców Igora, została wyrzucona z policji.
Źródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Wyższy sąd krajowy w Szlezwiku-Holsztynie, na północnym wschodzie Niemiec, orzekł w czwartek, że dopuszczalna jest ekstradycja byłego premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta do Hiszpanii w związku z zarzucanym mu sprzeniewierzeniem państwowych funduszy. W komunikacie opublikowanym na stronie internetowej sąd poinformował, że ekstradycja w związku z oskarżeniem o malwersację środków publicznych jest możliwa, bo hiszpańskie władze wskazały Puigdemonta jako osobę współodpowiedzialną za “zaciągnięcie finansowych zobowiązań kosztem funduszy publicznych”. To, czy zarzuty te się ostatecznie potwierdzą, należy wyjaśnić w ramach postępowania karnego w Hiszpanii – dodano.

Nie grozi mu prześladowanie

Za niedopuszczalną uznał niemiecki sąd ekstradycję Puigdemonta w związku z cięższym zarzutem rebelii. “Zarzucane (mu) działania nie wyczerpują znamion zdrady stanu (…) ani naruszenia porządku” – ocenił sąd, wskazując, że w drugim przypadku Puigdemontowi “chodziło tylko o przeprowadzenie referendum” w sprawie niepodległości Katalonii i nie był on “duchowym przywódcą” towarzyszących głosowaniu zajść.

Prokuratura krajowa w Szlezwiku-Holsztynie przekazała z kolei, że wkrótce wyda decyzję w sprawie wydalenia byłego szefa katalońskich władz autonomicznych. Wniosek w sprawie ekstradycji regionalna prokuratura złożyła na początku czerwca. Argumentowała wówczas, że możliwa jest ekstradycja Puigdemonta zarówno w związku z defraudacją państwowych funduszy, wykorzystanych przez jego rząd na zorganizowanie niepodległościowego referendum, jak i w sprawie rebelii. Wskazywała przy tym na nowe informacje uzyskane od władz w Madrycie, w tym nagrania wideo przedstawiające akty przemocy wobec policji w dniu plebiscytu.

Prokuratura wskazała, że Puigdemontowi nie grozi w Hiszpanii prześladowanie polityczne, a stawiane mu zarzuty i proces, jaki władze w Madrycie chcą mu wytoczyć, to “prawo demokratycznego, praworządnego kraju do odpowiadania na wymierzone w niego ataki metodami przewidzianymi przez prawo karne”.

Oczekiwanie na wyrok

Puigdemont został zatrzymany przez niemiecką policję 25 marca po przekroczeniu granicy z Danią. 6 kwietnia został wypuszczony z aresztu, gdy niemiecki sąd wstępnie uznał, że nie można przeprowadzić ekstradycji polityka z powodu rebelii, cięższego z postawionych mu zarzutów. Władze Hiszpanii wydały Europejski Nakaz Aresztowania, domagając się ekstradycji Puigdemonta, zarzucając mu rebelię i malwersację funduszy, której jego gabinet miał się dopuścić, wydając środki na nieuznawane przez Madryt referendum niepodległościowe z jesieni 2017 roku. Puigdemont pozostaje na wolności w Niemczech pod pewnymi warunkami, m.in. musi raz w tygodniu zgłaszać się na policję. Obecnie mieszka w Berlinie, gdzie czekał na ostateczny wyrok niemieckiego sądu dotyczący hiszpańskiego wniosku o ekstradycję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie prezydenta Tarnobrzega, który od 5 miesięcy przebywa w areszcie. Grzegorz K. został oskarżony o przyjęcie 20 tys. zł łapówki. Kolejny etap to proces urzędnika, który powinien rozpocząć się tuż po wakacjach.

Śledczy sporządzili akt oskarżenia i przekazali go do Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu (woj. podkarpackie). Prokuratura zarzucają urzędnikowi przyjęcie pieniędzy w zamian za pozytywną decyzję w sprawie planu zagospodarowania przestrzennego na osiedlu, gdzie ma powstać galeria handlowa. Tuż po wręczeniu gotówki, do gabinetu prezydenta wkroczyło CBA.

Grzegorz K. do niczego się nie przyznaje. Jego współpracownicy są przekonani, że cała akcja była prowokacją związaną z nadchodzącymi wyborami albo ostrą walką inwestorów, którzy ścigają się, kto pierwszy wybuduje w mieście galerię

Mimo odwołań sąd przedłużył okres aresztowania prezydenta. Okres ten kończy się 21 lipca tego roku. Nie wiadomo, czy śledczy wystąpią z nowym wnioskiem o to, aby oskarżony był dalej izolowany.

W Prokuraturze Krajowej toczy się jeszcze jedno śledztwo w sprawie nieprawidłowości w tarnobrzeskim magistracie. W tym wątku na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Grzegorzowi K. grozi kara do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Do 10 lat więzienia grozi 43-letniemu ratownikowi medycznemu, podejrzanemu o seksualne wykorzystanie uczennicy szkoły średniej i fotografowanie tego, a także bezprawne pozbawienie wolności siedmiu młodych kobiet. Poinformował o tym w czwartek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Dodał, że prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o aresztowanie mężczyzny na trzy miesiące.

Jak wyjaśnił, przedstawione w tej sprawie zarzuty to efekt ustaleń poczynionych w śledztwie, które zostało wszczęte po zawiadomieniu złożonym przez dyrekcję jednej z łódzkich szkół średnich. Podejrzewała ona, że mężczyzna prowadzący w ramach umowy zajęcia z ratownictwa medycznego może seksualnie wykorzystywać uczennice.

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego Prokuratura Rejonowa w Pabianicach podjęła decyzję o zatrzymaniu 43-latka. Przeprowadzono przeszukanie jego mieszkania, zabezpieczono telefony komórkowe i komputery, które poddano oględzinom. Ujawniono m.in. fotografie wskazujące na dwukrotne seksualne wykorzystanie jednej z dziewcząt, której wcześniej podano środek odurzający.

Ponadto ustalono, że od drugiego półrocza 2017 roku do czerwca 2018 podejrzany prawdopodobnie podawał przez dożylne iniekcje środki odurzające siedmiu innym młodym kobietom, które następnie bezprawnie pozbawiał wolności, przetrzymując je w miejscu prowadzenia działalności lub zamieszkania.

“Trwa postępowanie dowodowe. Niewykluczone, że zarzuty ulegną poszerzeniu. Kluczowe znaczenie będą miały specjalistyczne ekspertyzy zabezpieczonych nośników pamięci. Podczas przeszukania w miejscu zamieszkania ujawniono amunicję, na posiadanie której mężczyzna nie miał zezwolenia” – powiedział Kopania.

Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące doprowadzenia małoletniej, po uprzednim podaniu jej środków odurzających, do poddania się innej czynności seksualnej i utrwalania poprzez fotografowanie tych czynności. Ponadto zarzucono mu bezprawne pozbawienie wolności siedmiu młodych kobiet oraz posiadanie bez zwolnienia trzech sztuk amunicji. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Wniosek w sprawie aresztowania podejrzanego ma być rozpatrywany jeszcze w czwartek.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Claus-Peter Reisch, kapitan statku Lifeline, który zawinął na Maltę z imigrantami uratowanymi u wybrzeży Libii, stanął w poniedziałek przed maltańskim sądem. Zarzucono mu między innymi nielegalne wpłynięcie na wody maltańskie. Reich nie przyznał się do winy. Statek Lifeline prywatnej niemieckiej organizacji Mission Lifeline w środę zawinął do maltańskiego portu, aby po sześciu dniach oczekiwania na pozwolenie mogło wreszcie zejść na ląd 234 imigrantów uratowanych u wybrzeży Libii.

Kapitan nie czuje się winny

Kapitan Reisch, obywatel Niemiec, został w poniedziałek zwolniony za kaucją w wysokości 10 tys. euro. Nie wolno mu opuszczać Malty, musiał oddać paszport, zabroniono mu zakwaterowania się na Lifeline. Proces ma zostać wznowiony w czwartek. Reisch podkreśla fakt uratowania 234 osób i nie poczuwa się do winy – informuje w oświadczeniu organizacja Mission Lifeline. Unia Europejska zarzuca kapitanowi – jak podkreśla agencja dpa – kierowanie się motywami politycznymi, skutkujące narażeniem życia uchodźców na Morzu Śródziemnym.

Po uratowaniu migrantów u wybrzeży Libii statek Lifeline przez prawie tydzień nie mógł uzyskać zgody na zawinięcie do jakiegokolwiek portu. Ostatecznie zgodę wydała Valletta, ale władze maltańskie zarzuciły organizacji Mission Lifeline, że jej statek nie był odpowiednio zarejestrowany oraz że kapitan Reisch zignorował polecenie włoskich władz, by ratowanie uchodźców pozostawić libijskiej straży przybrzeżnej. Dpa odnotowuje również, że według rządu Holandii statek Lifeline nie powinien pływać pod banderą holenderską, nie jest bowiem wpisany do holenderskiego rejestru statków, lecz jedynie do rejestru jednego ze związków sportów wodnych. Przed maltańskim sądem okazało się ponadto – jak pisze dpa – że patent, który ma Reisch, zezwala mu jedynie na żeglugę przybrzeżną (na obszarze w odległości do 30 mil morskich od wybrzeża).

Polityczny kontekst?

Agencja Associated Press odnotowuje, że maltańska prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o konfiskatę Lifeline. AP pisze, że Malta, podobnie jak Włochy, zdecydowanie sprzeciwia się operacjom prywatnych statków ratujących uchodźców na Morzu Śródziemnym. Obrońca kapitana, Cedric Mifsud powiedział dziennikarzom, że jego klient i organizacja Mission Lifeline wydają się być kozłem ofiarnym sporów między krajami Unii Europejskiej o to, jak zapanować nad docieraniem migrantów do południowych wybrzeży Europy.

Mifsud podejrzewa, że Malta wykorzystuje sprawę statku Lifeline do politycznego przesłania mówiącego, że zewnętrzne granice UE trzeba zamknąć i że Unia nie będzie tolerowała ratowania uchodźców na morzu przez organizacje pozarządowe. AP zwraca uwagę, że nowy włoski minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini, który jest też wicepremierem i stoi na czele antyimigranckiej, prawicowej Ligi, zapowiedział już, że nie pozwoli na zawijanie do włoskich portów statkom organizacji pozarządowych zajmujących się ratowaniem uchodźców.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się w czwartek proces młodego mężczyzny oskarżonego o udział w oszustwach dokonywanym tzw. metodą na policjanta. Starsze osoby z całej Polski, od których odbierał pieniądze, straciły w sumie ok. 550 tys. zł.

Białostocka prokuratura oskarżyła 24-latka o to, że pod koniec 2017 r. w różnych miastach Polski brał udział w oszustwach dokonywanych wspólnie z innymi, nieustalonymi dotąd osobami. Sprawcy dzwonili najpierw na numery stacjonarne, podawali się najpierw za syna lub córkę, który spowodował lub uległ wypadkowi komunikacyjnemu, a następnie za rzekomego funkcjonariusza policji i żądali przekazania pieniędzy na polubowne załatwienie sprawy wypadku.

W akcie oskarżenia wymienionych jest dziewięć takich sytuacji; najwyższa kwota, którą w ten sposób oszustom udało się wyłudzić, to 240 tys. zł. W listopadzie 2017 roku takie pieniądze straciła starsza kobieta w Białymstoku. Sprawcy zadzwonili do niej najpierw na numer stacjonarny, a potem na komórkowy. Jedna z osób podała się za jej córkę, która miała spowodować wypadek, potem do rozmowy włączył się rzekomy policjant.

Według aktu oskarżenia 24-latek odebrał pieniądze od pokrzywdzonej sprzed jej domu. W niektórych przypadkach pieniądze były odbierane od jednej osoby kilka razy, czyli niejako w ratach; były przekazywane nie tylko złotówki, ale i dolary.

Oskarżony do świadomego udziału w przestępstwie się nie przyznaje. Twierdzi, że nie wiedział, iż było to oszustwo i nigdy nie podawał się za policjanta. Przekonywał, że jako kurier (pracę w tym charakterze miał znaleźć poprzez ogłoszenie internetowe) dostawał jedynie zlecenia odbioru i dostarczenia przesyłek. Zapewnia, że poza jednym przypadkiem nie wiedział, co jest w środku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Były kataloński premier Carles Puigdemont powinien stanąć przed sądem pod zarzutem rebelii – orzekł Sąd Najwyższy Hiszpanii, odrzucając sprzeciw w tej sprawie Puigdemonta i 14 innych polityków opowiadających się za niepodległością Katalonii.

Zgodnie ze środowym orzeczeniem Sądu Najwyższego zarzuty stawiane Puigdemontowi uzasadnione są “bezprawną rebelią separatystów”.

Puigdemont został zatrzymany przez niemiecką policję 25 marca po przekroczeniu granicy z Danią. 6 kwietnia został wypuszczony z aresztu, gdy niemiecki sąd wstępnie uznał, że nie można przeprowadzić ekstradycji polityka z powodu rebelii, cięższego z postawionych mu zarzutów.

Władze Hiszpanii wydały Europejski Nakaz Aresztowania, domagając się ekstradycji Puigdemonta, zarzucając mu rebelię i malwersację funduszy, której jego gabinet miał się dopuścić, wydając środki na nieuznawane przez Madryt referendum niepodległościowe z jesieni 2017 roku.

Ucieczka za granicę

Puigdemont pozostaje na wolności w Niemczech pod pewnymi warunkami, m.in. musi raz w tygodniu zgłaszać się na policję. Obecnie mieszka w Berlinie, gdzie czeka na ostateczny wyrok niemieckiego sądu dotyczący hiszpańskiego wniosku o ekstradycję.

1 października 2017 roku Katalonia najpierw przeprowadziła referendum w sprawie odłączenia się od Hiszpanii, a następnie jednostronnie ogłosiła niepodległość. Rząd w Madrycie zablokował jednak sądownie wszelkie działania w tym kierunku, powołując się na zapis hiszpańskiej konstytucji mówiący o niepodzielności kraju. Władze centralne zdymisjonowały kataloński rząd z Puigdemontem na czele, on zaś uciekł za granicę, by uniknąć aresztowania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Australijski ginekolog Emil Gayed z Nowej Południowej Walii stanie przed sądem za okaleczenie pacjentek i wykonywanie niepotrzebnych operacji – informuje “The Guardian”. Cały czas zgłaszają się kolejne poszkodowane. Na razie jest ich kilkadziesiąt.

Ginekolog Emil Gayed z Australii okaleczał pacjentki, a także przeprowadzał im niepotrzebne operacje. Proceder trwał ponad dwadzieścia lat – informuje “Guardian”. Australijskie służby wszczęły śledztwo w sprawie ginekologa.

Australia: Dr Emil Gayed przez lata okaleczał pacjentki

Australijskie służby uruchomiły specjalne linie telefoniczne w każdym szpitalu, w którym w przeszłości pracował Gayed. Dzięki temu zgłosiło się kilkadziesiąt poszkodowanych pacjentek, które po leczeniu u Gayeda cierpiały na poważne infekcje lub u których przeprowadził niepotrzebne operacje.

Gayed pracował m.in. w szpitalu w położonym 300 km na północ od Sydney mieście Taree. Śledczy przyjrzą się teraz także czterem innym placówkom, w których kiedyś pracował, by ustalić skalę jego zbrodniczej działalności.

Śledztwo jest rozległe – dotyczy lat 1994-2016. Gayedowi grozi dożywotni zakaz wykonywania zawodu lekarza oraz liczne procesy.

Obecnie Emil Gayed dostał trzyletni zakaz wykonywania zawodu.

Przestępstwa dr Emila Gayeda

Emil Gayed wyciął jednej z pacjentek macicę, mimo że wystarczyłaby terapia lekami przeciwbólowymi i leżenie w łóżku. Śledztwo wykazało, że kobieta nigdy nie wyraziła zgody na taki zabieg. Śledczy ustalili, że Gayed innej pacjentce niepotrzebnie usunął prawy jajowód, który był kompletnie zdrowy.

U kolejnej wykonał zabieg ablacji endometrium, która polega na chirurgicznym zniszczeniu wyściółki macicy. Nie zauważył, że była w ciąży. Zabieg był nie tylko niepotrzebny, ale mógł także poważnie uszkodzić płód. Gayed, zamiast zgodnie z procedurami powiadomić o błędzie dyrekcję szpitala, zapłacił kobiecie, by pojechała do kliniki w Sydney na przeprowadzenie zabiegu aborcji. Pacjentka była wtedy w 20 tygodniu ciąży.

W ręce Emila Gayeda 10 lat temu wpadła też Vicki Cheadle. Osiem miesięcy po zabiegu okazało się, że jej macica jest wypełniona zainfekowaną krwią, bo Gayed zamknął jej szyjkę macicy. Kobieta wymagała natychmiastowej operacji, w wyniku której straciła jeden z jajowodów. Lekarz, który uratował jej życie, powiedział, że Gayed leczył ją nieprawidłowo i uświadomił, że mogła umrzeć, gdyby trafiła do szpitala chwilę później.

20-letnia Christy Smith zgłosiła się do Gayeda w lipcu 2002 roku. Zszył jej krocze po nacięciu, które powstało podczas porodu. Kiedy kilka miesięcy później poszła na kontrolę do innego ginekologa, poskarżyła się, że od czasu porodu nie jest w stanie uprawiać seksu. Po przeprowadzeniu badania okazało się, że Gayed zaszył jej prawie całą pochwę. Ginekolożka nie była nawet w stanie pobrać rozmazu do cytologii. Smith musiała poddać się operacji, która naprawiła błąd Gayeda.

Jedna z pacjentek dr Emila Gayeda, która była chora na raka, miała mniej szczęścia. Zmarła krótko po niepotrzebnej operacji. Gayed nie zastosował u niej leczenia, które mogło ocalić jej życie.

Dr Emil Gayed był ostatnio widziany kilka tygodni temu

Gayed otrzymał dyplom lekarza na egipskim uniwersytecie Ain Shams. Następnie uczył się w jednej z australijskich szkół, Australian College of Obstetricians and Gynaecologists.

Jak informuje “Guardian”, Gayed był ostatnio widziany w Sydney, gdy zamykał swoje biura w prywatnych klinikach. Dziennikarze australijskiego wydania gazety rozmawiali z jego żoną, która powiedziała, że mąż nie będzie komentował tej sprawy. Sąsiedzi Gayeda powiedzieli, że nie widzieli go od kilku tygodni.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Zatrzymany w 2015 roku w Warszawie dżihadysta Abdeldżalil Ait Al-Kaid stanął w poniedziałek przed sądem w Barcelonie. Mężczyzna planował przeprowadzenie zamachu w bazylice Sagrada Familia w stolicy Katalonii. Proces poprzedziło prawie trzyletnie śledztwo dotyczące działalności i powiązań 34-letniego obecnie Marokańczyka. W 2014 roku wyruszył on z Alicante we wschodniej Hiszpanii do Syrii, aby zostać bojownikiem organizacji Państwo Islamskie (IS).

Po około rocznym pobycie w Syrii dżihadysta wracał przez Polskę z planem dokonania zamachu terrorystycznego w Barcelonie. Celem ataku miała być bazylika Sagrada Familia, jedna z największych atrakcji turystycznych stolicy Katalonii.

Wiadomość od hiszpańskiej żandarmerii

“Po podróży przez kilka państw europejskich Al-Kaid dotarł do Polski. W czerwcu 2015 roku został aresztowany przez miejscowe służby dzięki wcześniejszej informacji przekazanej im przez hiszpańską żandarmerię” – ujawnił dziennik “El Mundo”.

Terrorysta podróżował do Polski m.in. przez Serbię – informuje hiszpańska gazeta. W drogę do Europy wyruszył z Ar-Rakki, ówczesnego bastionu IS w Syrii. Do Belgradu towarzyszył Al-Kaidowi francuski dżihadysta Reda Hame, który potem samodzielnie dotarł do Francji. On również za kraj tranzytu obrał Polskę.

Hiszpańscy śledczy ustalili, że obaj terroryści planowali zamach w Sagradzie Familii. Pomysłodawcą ataku miał być obywatel Belgii Abdelhamid Abaaoud, uznawany za przywódcę dżihadystów, którzy 13 listopada 2015 roku dokonali zamachów w aglomeracji paryskiej, w których zginęło 130 osób.

Uznany za groźnego przestępcę

Al-Kaid został oskarżony w Hiszpanii o przynależność do organizacji terrorystycznej i planowanie zamachu. W uzasadnieniu wniosku o 10 lat więzienia dla oskarżonego prokurator ocenił, że Al-Kaid “jest groźnym przestępcą, który przeszedł szkolenie z posługiwania się bronią palną i ładunkami wybuchowymi, a także z werbunku nowych członków dla IS”.

Katalonia stała się celem ataków terrorystycznych 17 i 18 sierpnia 2017 roku; zginęło w nich 16 osób, a ponad 120 zostało rannych. Terroryści, z których większość pochodziła z Maroka, zaatakowali w Barcelonie i pobliskiej miejscowości Cambrils z użyciem samochodów oraz noży. Pierwotnie chcieli dokonać serii wybuchów w kilku miejscach katalońskiej stolicy, m.in. w Sagradzie Familii.

Do zmiany planów przyczynił się wybuch w bazie terrorystów, w którym śmierć poniósł 45-letni przywódca dżihadystów, imam Abdelbaki As-Satty, oraz inny członek grupy. Na początku stycznia br. przed wejściem do Sagrady Familii zaostrzono procedury bezpieczeństwa, m.in. zwiększono liczbę ochroniarzy oraz wyposażono bazylikę w wykrywacze metalu i skanery.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »