Jest postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów. Chodzi o ich wypowiedzi w mediach

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędzia Przemysław Radzik wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów „niestosujących się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”. Chodzi o sędziego SO w Krakowie Waldemara Ż. oraz Olimpię B.-M. z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp.

O wszczęciu postępowania poinformowano w środę w komunikacie. Jak podkreślił rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych sędzia Piotr Schab, sędziom przedstawiono zarzuty popełnienia przewinień dyscyplinarnych z art. 107 par. 1 ustawy Prawo o ustroju sadów powszechnych, w którym mowa o „oczywistej rażącej obrazie przepisów prawa i uchybienia godności urzędu”.

Wśród zarzutów wobec sędziego Waldemara Ż. wymieniono udzielony przez niego wywiad z 4 lipca 2019 r. dla portalu Prawo.pl. Zdaniem rzecznika dyscyplinarnego sędzia wygłosił w nim „manifest polityczny dotyczący jego poglądów i ocen związanych z działaniem konstytucyjnych organów państwa, w tym Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądownictwa”, a także kwestionował legalność powołania Kamila Zaradkiewicza na urząd sędziego Sądu Najwyższego.

(Sędzia) określił zadane przez ten Sąd w składzie z SSN Kamilem Zaradkiewiczem, pytania prawne do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie statusu sędziów powołanych na podstawie niezgodnych z Konstytucją uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w latach 2011-2015, mianem „ustawki”, zmierzającej do osiągnięcia politycznego celu – czytamy.

Zdaniem sędziego Schaba wypowiedź Ż. mogła poniżyć Zaradkiewicza w opinii publicznej i „narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego”.

W przypadku sędzi Olimpii B.-M. odniesiono się do jej wpisów na Twitterze z 9 oraz 25 sierpnia. O jednym z prokuratorów i jednocześnie kandydacie na wolne stanowisko sędziowskie w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sędzia miała napisać, że „nie ma stażu i łamał prawa człowieka”. Z kolei pisząc o ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobro, sędzia oceniła, że jest on ministrem, który „wyprodukował aferę”, a także, że jest „odpowiedzialny za stworzenie systemu korupcyjnego w sądach i prokuraturze uzależniającego wymiar sprawiedliwości od woli politycznej”.

Zgodnie z przywołanymi przepisami Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego, ma obowiązek kierowania się zasadami uczciwości, godności, honoru i przestrzegania dobrych obyczajów oraz unikania zachowań, które mogłyby przynieść ujmę godności sędziego oraz podważyć zaufanie do jego bezstronności i niezawisłości oraz obowiązek powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych – podkreślił sędzia Schab.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy Jork: Setki pozwów o molestowanie wpłynęły do sądów

Setki pozwów cywilnych wpłynęły w środę do nowojorskich sądów w sprawach o molestowanie seksualne. Był to pierwszy dzień, kiedy umożliwiono ofiarom zgłaszanie także przypadków uznanych wcześniej za przedawnione. W stanie Nowy Jork obowiązywały dotychczas przepisy pozwalające ofiarom występować z pozwem tylko do 23. roku życia. Później ulegało to przedawnieniu.

Legislatura stanowa przyjęła w styczniu ustawę o dzieciach-ofiarach tzw. Child Victims Act (CVA), uchylającą stare prawo, uznawane przez krytyków za zbyt restrykcyjne. Poczynając od godz. 00.01 w środę (6.00 w Polsce), umożliwia przez cały rok wniesienie pozwu niezależnie od wieku.

Jednocześnie CVA przedłużyła okres przedawnienia, dotyczący przyszłych aktów molestowania dzieci na tle seksualnym. Ofiary będą miały czas na wniesienie pozwu do ukończenia 55. roku życia. Zmieniono także ustawę o postępowaniu karnym, wydłużając okres pozwalający na wniesienie oskarżenia.

Argumentem przemawiającym za nowymi przepisami były m.in. opinie specjalistów. Zauważyli, że molestowane na tle seksualnym dzieci często nie zdradzały tego nawet najbliższym w obawie, że nikt im nie uwierzy. Czuły się za to odpowiedzialne lub nie zdawały sobie w pełni sprawy co się stało, aż było zbyt późno, by szukać sprawiedliwości.

„Wznowione ustawą o dzieciach-ofiarach sprawy mają kluczowe znaczenie, wnosząc liczne trudne kwestie prawne, które należy rozstrzygać w sposób możliwie konsekwentny i sprawny” – podkreślił w oświadczeniu główny sędzia administracyjny systemu sądownictwa stanu Nowy Jork Lawrence Marks.

Według amerykańskich mediów, w środę już do piątej rano prawnicy, korzystając z możliwości elektronicznego składania przez całą dobę pozwów o seksualne nadużycia wobec dzieci, złożyli ich 200. W ślad za tym poszły setki kolejnych.

Kancelaria prawna Weitz & Luxenberg zapowiedziała już złożenie 400 pozwów w samym mieście Nowy Jork. Rozpiętość wieku powodów sięga od nastolatków do osób 90-letnich.

Setki klientów reprezentować zamierza Jeff Anderson & Associates, a Seeger Weiss co najmniej 170 powodów w całym stanie Nowy Jork.
Źródło info i foto: interia.pl

Fałszywi konwojenci skazani

Na kary więzienia od 3 lat i 8 miesięcy do 5 i pół roku skazał poznański sąd czterech członków „gangu konwojentów”. Mężczyźni zatrudniali się w firmach ochroniarskich, by kraść konwojowaną gotówkę. Łącznie zrabowali ponad 1 mln zł.

Do zdarzenia, które ujawniło działalność „gangu konwojentów”, doszło na początku lutego 2016 r. Na parkingu jednego z centrów handlowych w Poznaniu nieznany sprawca zaatakował Bartosza N., konwojenta Poczty Polskiej. Napastnik miał uderzyć go w głowę, zaatakować gazem pieprzowym i zabrać torbę, w której było kilkaset tys. zł – utarg z kilku placówek handlowych.

Dopiero po półtora roku od tego zdarzenia, policja poinformowała, że na podstawie zebranych materiałów dowodowych, a przede wszystkim na podstawie analizy zeznań napadniętego, udało się ustalić, że napad i rabunek zostały sfingowane, a poturbowany – rzekomo w wyniku napadu – mężczyzna współpracował z napastnikiem.

Policyjne czynności doprowadziły do ustalenia kolejnych osób, które brały udział w kradzieży. Osoby zamieszane w przestępczy proceder dopiero po kilku miesiącach zaczęły wydawać zrabowane pieniądze – na dom, samochód sprowadzony z USA, czy na mieszkanie.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie Bartoszowi N., Marcinowi W., Krzysztofowi K. i Radosławowi Ł. – zarzutów kradzieży mienia znacznej wartości, za co grozi kara do 10 lat więzienia.

W toku śledztwa okazało się jednak, że fikcyjny napad na konwojenta w poznańskim centrum handlowym nie był pierwszą tego typu akcją przygotowaną przez oskarżonych; wcześniej dwukrotnie udawało im się uniknąć konsekwencji. Mężczyźni, zatrudniali się w firmach ochroniarskich, a fikcyjny napad miał być tak wyreżyserowany, by nawet wersja przedstawiana policji była jak najbardziej wiarygodna.

Do pierwszego napadu, przygotowanego przez „gang konwojentów”, doszło w 2012 roku; upozorowano wówczas kradzież ponad 120 tys. zł. Z kolei na początku 2014 roku, Marcin W., we współpracy z dwoma „konwojentami”, w środku nocy – z dorobionym kluczem i z kodem do alarmu – miał ukraść z bankomatu prawie pół miliona złotych. Łącznie, grupa ukradła ponad 1 mln zł. Skradzioną gotówkę oskarżeni mieli najpierw zakopywać na terenie starej stadniny koni; później mieli ją między sobą dzielić.

W czwartek poznański sąd okręgowy wymierzył oskarżonym mężczyznom kary: Radosławowi Ł. – 4,5 roku więzienia, Marcinowi W. – 5,5 roku więzienia, Krzysztofowi K. – 4 lata i 2 miesiące więzienia, oraz Bartoszowi N. – 3 lata i 8 miesięcy pozbawienia wolności. Mężczyźni muszą także zapłacić grzywnę i zwrócić skradzione pieniądze.

Sędzia Joanna Rucińska uzasadniając wyrok wskazała, że w przypadku kradzieży pieniędzy konwojowanych z centrum handlowego, „Radosław Ł., Marcin W. i Krzysztof K. bazując na swoich wcześniejszych doświadczeniach, szczegółowo je zaplanowali, wielokrotnie się w tej sprawie porozumiewali, w tym za pomocą specjalnie zakupionych i używanych do tego celu telefonów. Sposób organizacji tego przestępstwa, wiodąca rola oskarżonych Ł. i W., wydawanie przez nich poleceń pozostałym, świadczy o tym, że oskarżeni byli w tym czasie czymś więcej niż tylko zwykłą szajką przestępców”.

Prokurator powiedziała, że dopiero po otrzymaniu pisemnego odpisu wyroku, rozważana będzie ewentualna apelacja w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjant ranny podczas zamieszek pod sądem w Kijowie

Przed jednym z kijowskich sądów w czasie zamieszek postrzelono policjanta. Rannych zostało też kilka innych osób. Do zamieszek doszło w czasie rozprawy z udziałem podejrzewanego o korupcję mera Odessy.

Przed budynkiem sądu zebrało się kilkudziesięciu członków ukraińskich nacjonalistycznych ugrupowań. Domagali się aresztowania mera Odessy Hennadija Truchanowa. Podczas zamieszek przedstawiciel paramilitarnego nacjonalistycznego ugrupowania postrzelił policjanta w nogę. Nacjonalista został zatrzymany. Obrażenia odniosły też trzy inne osoby.

Kijowski sąd zwolnił z aresztu mera Odessy za poręczeniem jednego z deputowanych do parlamentu z ramienia Bloku Petra Poroszenki. Truchanow został w środę zatrzymany na lotnisku w Kijowie. Narodowe Biuro Antykorupcyjne oskarża go, że wzbogacił się nielegalnie wykorzystując zajmowane stanowisko oraz o działanie na szkodę odeskiego ratusza.
Źródło info i foto: radioszczecin.pl

Kolejne zatrzymania za korupcję w krakowskim Sądzie Apelacyjnym

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dziesięć kolejnych osób w śledztwie dotyczącym podejrzenia korupcji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie – wynika z informacji od źródeł bliskich sprawy. Zatrzymani, to byli i obecni dyrektorzy sądów z apelacji krakowskiej i wrocławskiej.

Informację o zatrzymaniach potwierdził Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA. – Czynności – m.in. przeszukania w mieszkaniach zamieszkania osób – trwają. Wszyscy zatrzymani trafią do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, gdzie usłyszą zarzuty – powiedział Kaczorek.

Przypomniał, że wcześniej w tym śledztwie 16 podejrzanym przedstawiono zarzuty przywłaszczenia blisko 21 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. – Z tych 16 podejrzanych ośmiu jest tymczasowo aresztowanych, a w śledztwie zabezpieczenie majątkowe ma łączną szacunkową wartość ok. 9 mln zł – stwierdził Kaczorek.

Wśród zatrzymanych wcześniej przez CBA są: były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie, dyrektor tego sądu i dyrektor centrum zakupów, główni księgowi i specjaliści, były z-ca dyrektora z ministerstwa sprawiedliwości oraz biznesmeni. Straty spowodowane przez tę zorganizowaną grupę przestępczą działającą w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie poprzez wyłudzenia za fikcyjne usługi mogą sięgać ponad 35 mln zł – szacuje CBA.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

20 lat więzienia dla gwałciciela z Rimini? Dziś zapadnie wyrok?

O godz. 9.30 przed sądem w Rimini rozpocznie się rozprawa Kongijczyka Guerlina Butungu. To przywódca gangu, który w sierpniu napadł na parę polskich turystów w tym włoskim kurorcie. Oskarżony jest o 12 przestępstw, w tym gwałt i rozbój. Oskarżony nie będzie przesłuchiwany, nie zostaną także powołani świadkowie. Sąd będzie bazował na złożonych już zeznaniach. 21-letni Kongijczyk będzie mógł jedynie złożyć oświadczenie.

Oświadczenia wygłoszą przedstawiciele regionu Bolonii i organizacji kobiecej, które także są stronami procesu. Potem przewidziane są wystąpienia dwóch obrońców Kongijczyka.

Oświadczenia poszkodowanych Polaków odczyta reprezentujący ich mecenas Maurizio Ghinelli. Adwokat pytany o wysokość kary, jaka może czekać oskarżonego, odpowiedział: „Jeśli zostanie uznany za winnego kradzieży z rozbojem, może dostać wysoki wyrok 15 lat więzienia”. Media wskazują, że w przypadku uznania winnym gwałtu Butungu może zostać skazany nawet na 20 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Zbigniew Ziobro: „Włoskie przepisy są surowsze dla sprawców gwałtu niż polskie”

Włochy są właściwym krajem do sądzenia sprawców gwałtu w Rimini, bo włoskie przepisy oraz praktyka sądów są surowsze dla sprawców tego czynu niż polskie – powiedział w środę minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Pod koniec sierpnia imigranci z Afryki zgwałcili w Rimini Polkę i ciężko pobili jej partnera. W ostatni weekend włoska policja zatrzymała dwóch braci-obywateli Maroka w wieku 15 i 17 lat oraz 16-letniego obywatela Nigerii, a także 20-letniego obywatela Konga. Dwaj Marokańczycy sami zgłosili się na policję.

Ziobro wyjaśnił w środę, że z prawnego punktu widzenia nie wchodzi w grę wniosek o ekstradycję. Teoretycznie wchodziłby w grę Europejski Nakaz Aresztowania, jednak – po przeanalizowaniu stanu prawnego we Włoszech – minister uważa, że w sytuacji, kiedy Włosi ujęli sprawców i prowadzą postępowanie, szans na wydanie ich Polsce praktycznie teraz nie ma. Ewentualnie może się taka możliwość pojawić w przyszłości.

Sądzą surowiej, niż w Polsce

– Natomiast najważniejsze jest to, że jak wynika z analizy porównawczej stanu prawnego we Włoszech i w Polsce, zarówno kodeksowe zagrożenia, jak również praktyka sądów włoskich są znacznie surowsze dla sprawców tego przestępstwa, niż w Polsce. Sądzenie ich w naszym kraju byłoby więc dobrym rozwiązaniem dla bandytów, a nie dla ich ofiar – powiedział minister. – Już z tego punktu widzenia właściwym krajem do ich sądzenia są Włochy – dodał.

Ziobro poinformował, że dolna granica kary we Włoszech za gwałt zbiorowy z użyciem przemocy wynosi 6 lat, a w Polsce 3 lata. Przy kwalifikacji rozboju, którą przyjęła w tej sprawie włoska prokuratura, górna granica wynosi tam 20 lat, a w Polsce – 15 lat. – Byłoby paradoksem, gdybyśmy – dążąc do ściągnięcia tych przestępców – chcieli skazać ich na miłosierne i łagodne wobec gwałcicieli polskie sądy. Byłby to dla nich prezent, zważywszy że nasze sądy należą do najłagodniejszych dla sprawców gwałtów na całym kontynencie europejskim – dodał.

Zaostrzenie kar

Zapowiedział, że w czwartek przedstawi na konferencji prasowej projekt zaostrzenia kar za m.in. przestępstwa gwałtu, który trafi na ścieżkę legislacyjną – by „wymusić” zaostrzenie odpowiedzialności za to okrutne przestępstwo w polskim systemie prawnym.

Pytany o wypowiedzi posłów Kukiz’15 co do konieczności ekstradycji sprawców gwałtu w Rimini, Ziobro odparł, że rozumie takie wypowiedzi, biorąc pod uwagę straszny dramat obywateli polskich.

– Najważniejsze było jednak szybkie wykrycie sprawców, dlatego zdecydowałem się natychmiast wysłać do Włoch prokuratorów i policjantów – ekspertów kryminalistycznych – przypomniał. Dodał, że dzięki profesjonalizmowi włoskich organów ścigania sprawców ujęto. – Z czego jestem bardzo rad. Traktuję to, jako wielki sukces włoskiej policji i prokuratury, ale też i my mamy powód do satysfakcji, że w tych czynnościach wykrywczych braliśmy tam na miejscu udział – oświadczył minister.

Wzorcowa współpraca

Ziobro ocenił, że współpraca polsko-włoska w sferze prokuratury jest wzorcowa. – Jesteśmy w kontakcie z prokuratorami w Rimini i w Bolonii; mamy dostęp do wszystkich materiałów; sami też udzielamy wsparcia kolegom z Włoch – dodał.

Pytany o słowa wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego o konieczności negocjacji ws. ekstradycji sprawców, Ziobro podkreślił, że ceni Jakiego jako „bardzo pracowitego wiceministra sprawiedliwości, odnoszącego sukcesy w tym, co robi, oraz rozumie jego wrażliwość na to straszne przestępstwo”, ale – jak zauważył – „te tematy nie leżą w gestii MS, tylko prokuratury, która podlega wyłącznie ministrowi sprawiedliwości a nie wiceministrom”.

– Swoim wiceministrom pozostawiam dużą swobodę wypowiedzi, jednak w tej sprawie poprosiłem pana ministra Jakiego, by wszelkie kolejne swoje wypowiedzi ze mną konsultował – powiedział Ziobro.
Źródło info i foto: TVP.info

Przeszukania w siedmiu sądach związane ze sprawą SA w Krakowie

W siedmiu sądach w kraju CBA, na polecenie Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, przeprowadziło w środę przeszukania pomieszczeń. Mają one związek ze śledztwem dotyczącym przywłaszczenia na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie ponad 10 mln zł. Jak poinformowała w środę Prokuratura Krajowa, przeszukane zostały pomieszczenia w sądach: apelacyjnym we Wrocławiu, okręgowym w Kielcach, Nowym Sączu i Tarnowie, oraz w sądach rejonowych w Zakopanem, Oświęcimiu i w Chrzanowie.

Przeszukania zostały poprzedzone żądaniem dobrowolnego wydania rzeczy.

Prokuratura Krajowa poinformowała, że czynności te są efektem działań procesowych związanych z przesłuchaniem świadków i pięciu podejrzanych w sprawie wyłudzeń na szkodę krakowskiego sądu, a także ujawnieniem szeregu dokumentów wskutek wcześniejszych przeszukań, m.in w domu byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Według ustaleń prokuratury Sąd Apelacyjny w Krakowie zawierał z zewnętrznymi firmami liczne umowy o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez Sąd Apelacyjny usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi. Miało się to dziać w latach 2013-2016.

„Poważne wątpliwości budzą opiewające na kilkaset tysięcy złotych umowy o dzieło zawierane przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie z zewnętrznymi kontrahentami tegoż sądu” – czytamy w komunikacie PK.

PK poinformowała, że z pozyskanych przez CBA i prokuraturę dowodów wynika, że również w tych sądach, w których w środę przeprowadzono przeszukania, mogły mieć miejsce nieprawidłowości w zakresie zlecania usług podmiotom zewnętrznym, którzy występują jako kontrahenci Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Dotychczas w sprawie Prokuratura Regionalna w Rzeszowie postawiła zarzuty pięciu podejrzanym: dyrektorowi SA w Krakowie Andrzejowi P., głównej księgowej SA w Krakowie Marcie K., dyrektorowi Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcinowi B. oraz dwóm osobom reprezentującym podmioty gospodarcze, które miały wykonywać fikcyjne usługi na rzecz sądu – Katarzynie N. i Jarosławowi T.

Wszystkim postawiono zarzuty przywłaszczenia na szkodę SA w Krakowie kwot sięgających nawet przeszło 10 mln zł i zarzuty o charakterze korupcyjnym. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Według ustaleń PR w Rzeszowie wiodącą rolę w przestępczym procederze odgrywali dyrektor SA w Krakowie Andrzej P., główna księgowa tego sądu Marta K. i dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B.

Jak podawała wówczas PK, dyrektor i główna księgowa są podejrzani o przekroczenie uprawnień i przywłaszczenie 10,4 mln zł. Dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa miał przywłaszczyć 758,6 tys. zł Takie przestępstwo zagrożone jest karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Dyrektor sądu jest też podejrzany o przyjęcie od jednego z przedsiębiorców korzyści majątkowej – 30 tys. zł, a księgowa – 20 tys. zł w postaci komputera, telefonu, zegarka oraz opłacenia kosztów pięciu pobytów u kosmetyczki – podała PK. Takie przestępstwa zagrożone są taką samą karą – od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Katarzyna N. jest podejrzana o przywłaszczenie prawie 4,2 mln zł, a Jarosław T. – prawie 5,5 mln zł. Prokuratura podejrzewa mężczyznę o wręczenie korzyści majątkowej dyrektorowi sądu. Czworo podejrzanych: dyrektorzy i przedstawiciele firm – decyzją rzeszowskiego sądu rejonowego – zostali aresztowani na dwa miesiące (do 11 lutego 2017 r.). Wobec głównej księgowej sąd zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję sądu.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Marcin P. skarży Polskę do Strasburga

Marcin P., były prezes Amber Gold, skarży Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jak podaje RMF, chodzi o przewlekłe, jego zdaniem, tymczasowe aresztowanie. Marcin P. powołuje się na ustęp 3. art. 5. Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, gdzie wspomina się, że każdy aresztowany powinien być sądzony w rozsądnym terminie albo zwolniony na czas procesu. Jak twierdzi adwokat Marcina P. Michał Komorowski, sądy, przedłużając areszt jego klienta, nie biorą pod uwagę tego, że proces już trwa i przesłuchiwani są kolejni świadkowie.

– Dopatrujemy się w działaniu sądów – przedłużających stosowanie tymczasowego aresztowania ponad podstawowe terminy – braku weryfikacji zmieniającej się sytuacji procesowej. W realiach tego postępowania nie sposób przewidzieć tego, jak długo ono potrwa. Tym samym nie sposób określić racjonalnego okresu stosowania tymczasowego aresztowania. A to z założenia powinno być stosowane jako najsurowszy środek zapobiegawczy, o charakterze ostatecznym – powiedział RMF Komorowski.

– Brak jest dowodów uzasadniających bezprawne wpływanie na sprawny przebieg procesu przez oskarżonego. Naszym zdaniem tymczasowe aresztowanie wyczerpało już swoją uzasadnioną i racjonalną funkcję. Nie zabezpiecza już czynności, a jest wykonywaniem przewidywanej kary. Tym samym stanowi bezprawne pozbawienie wolności w rozumieniu Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – dodał adwokat. Skarga została wysłana do Strasburga we wtorek. Trudno określić, kiedy rozpatrzy ją Europejski Trybunał Praw Człowieka. Jak podaje RMF, na początku musi uznać, czy w ogóle nadaje się ona do rozpatrywania. Potrwa to co najmniej kilka miesięcy.

Podobną skargę złożyła wcześniej Katarzyna P. Jej obrona powoływała się z kolei na przepisy o nieludzkim lub poniżającym traktowaniu oskarżonej.
Żródło info i foto: wp.pl

Nowa procedura karna w Polsce

Od dziś w polskich sądach zaczyna obowiązywać nowa procedura karna. Zmieniają się procesowe role sędziego, obrońcy i oskarżyciela, a co za tym idzie cała filozofia procesu. Czy polskie sądy są przygotowane na te zmiany? Pojawia się wiele wątpliwości i obaw o paraliż systemu.

Zwiększenie aktywności stron przy ograniczeniu inicjatywy sądu, więcej grzywien i kar ograniczenia wolności zamiast kar w zawieszeniu, większa rola policji w zbieraniu dowodów – to niektóre z wielu zmian reformujących prawo karne, które w środę weszły w życie. „Chodzi o to, aby proces karny był szybszy i sprawniejszy, a kara dotkliwa i nieuchronna” – wskazuje Ministerstwo Sprawiedliwości.

Ramy reformy określiła przyjęta jeszcze we wrześniu 2013 r. obszerna – zmieniająca ponad 300 przepisów – nowelizacja Kodeksu postępowania karnego. Przygotowywana przez Komisję Kodyfikacyjną przy MS pod kierunkiem profesorów Andrzeja Zolla i Piotra Hofmańskiego, a także prof. Michała Królikowskiego, który odpowiadał za jej wdrożenie jako wiceminister sprawiedliwości, wielka reforma procedury ma zmienić filozofię prowadzenia procesu karnego.

Sędzia ma się stać bezstronnym arbitrem rozsądzającym spór między oskarżycielem a obroną – co nosi nazwę kontradyktoryjności, w miejsce dotychczasowego modelu tzw. inkwizycyjności, gdy na sądzie ciąży inicjatywa dowodowa w postaci przesłuchiwania świadków i zbierania dowodów. Inicjatywa sądu zostanie ograniczona, a rozszerzona – stron. Prokurator, który był autorem aktu oskarżenia, ma osobiście występować w danej sprawie w sądzie (dziś często przychodzą do niego w zastępstwie prokuratorzy nieznający dobrze danej sprawy).

Sądom pozostawiono jednak furtkę, dzięki której będą mogły niekiedy przejąć od stron inicjatywę i w szczególnych wypadkach zarządzić z urzędu przeprowadzenie jakiegoś dowodu. Uzasadnia się to pozostawieniem sądom w Kodeksie obowiązku dochodzenia do prawdy materialnej – muszą więc mieć narzędzie, by do niej dążyć w celu sprawiedliwego wyroku.

Nowelizacja procedury wprowadza też poszerzenie możliwości stosowania tzw. trybów konsensualnych w karaniu, czyli porozumień oskarżonego z prokuratorem, przedkładanych do akceptacji sądu. Gdy sąd taką ugodę lub poddanie się karze zatwierdzi, proces nie będzie konieczny. Wniosek o wydanie wyroku skazującego będzie mógł być złożony w przypadku wszystkich przestępstw zagrożonych karą od miesiąca do 15 lat. Obecnie dotyczy to tylko występków zagrożonych karą pozbawienia wolności do 10 lat. W przypadku możliwości zastosowania dobrowolnego poddania się karze zmniejszony został zakres postępowania przygotowawczego.
Uproszczeniem procedury ma być też ograniczenie materiałów przekazywanych przez prokuraturę do sądu wraz z aktem oskarżenia. Sąd ma dostawać tylko te akta, które są ściśle związane z przedmiotem procesu. Z drugiej jednak strony, prokurator do aktu oskarżenia składanego po 1 lipca ma dołączać informację o stanie majątkowym oskarżonego, pobraną z systemu informatycznego, który przygotowuje resort finansów.

Nadzieje na przyśpieszenie procesów wiąże się ze zmianą, która zwalnia sąd z obowiązku żmudnego odczytywania na rozprawie protokołów np. z przesłuchań świadków, przez co dziś procesy określane są mianem „czytanych”. Nowelizacja ogranicza ten obowiązek tylko do przypadków, w których strona nie miała możliwości zapoznania się z tym materiałem, a nie – jak dziś – na każdy wniosek strony.

Kolejnym filarem reformy jest wchodząca równocześnie w życie ponad 100-stronicowa nowelizacja Kodeksu karnego uchwalona w lutym tego roku. Jak zapowiadano, jej celem jest zmiana „filozofii karania”. Częstsze ma stać się orzekanie grzywien i kar ograniczenia wolności, zaś rzadsze więzienia w zawieszeniu. Nowela reguluje również m.in. nowe zasady orzekania kary łącznej i określa nowe zasady wymierzania środków zabezpieczających. Jak wskazywano, kara zawieszona – dotychczas orzekana w Polsce w około 60 proc. przypadków – nie spełnia bowiem funkcji odstraszającej i wychowawczej.

Kara pozbawienia wolności ma być „zarezerwowana dla bardzo poważnych przestępstw albo dla sprawców, którzy nie rokują poprawy”. Z kolei karę ograniczenia wolności będzie można łączyć np. z systemem dozoru elektronicznego (czyli np. „obrączka” i prace społeczne), wprowadzono również możliwość orzekania kary mieszanej, tj. krótkoterminowej kary pozbawienia wolności połączonej następnie z karą ograniczenia wolności. Zwiększona ma też zostać skuteczność grzywien – ma temu służyć m.in. obowiązkowe wpisanie osoby zalegającej z wpłatą do rejestru dłużników.

W nowelizacji chodzi także o to, aby wobec przestępczości „ciężkiej” można było stosować represje surowsze niż dotychczas. Dlatego w kodeksie pojawiła się nowa kara łączna 20 lat więzienia (gdy za kilka przestępstw 15 lat to za mało, a 25 – za dużo), obok dotychczasowych kar do 15 lat, 25 lat więzienia lub dożywocia. Istotne jest wprowadzenie możliwości skorzystania przez oskarżonego z zamówionej u biegłego opinii prywatnej. To zdaniem prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta sprawia, że na sali może dochodzić do pewnej nierówności.

Minister sprawiedliwości Borys Budka uważa, że dzięki nowym rozwiązaniom zyskają głównie obywatele, bo – jak przypomina – jednym z najważniejszych celów reformy jest skrócenie postępowań sądowych i śledztw.
Pomimo tych zapewnień pojawia się wiele wątpliwości, odnośnie do nowych rozwiązań. Adwokaci nie są przychylni zmianom, a prokuratorzy mówią, że jest ich za mało, aby sprostać nowym oczekiwaniom.
Żródło info i foto: interia.pl