Zatrzymano poszukiwanego czerwoną notą Interpolu

Policjanci z częstochowskiego wydziału ruchu drogowego zatrzymali do kontroli drogowej toyotę, za kierownicą której siedział 25-letni obywatel Gruzji. Mężczyzna ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości w związku z popełnionym przestępstwem na terenie jednego z krajów członkowskich Interpolu. Decyzją sądu trafił już do aresztu.

W ubiegły czwartek przy alei Monte Cassino w Częstochowie patrol drogówki zauważył pojazd marki Toyota, którego kierujący popełnił wykroczenie drogowe. Mundurowi zatrzymali go do kontroli. Podczas legitymowania okazało się, że kierujący – 25-letni mieszkaniec Warszawy – jest poszukiwany czerwoną notą Interpolu. Oznaczało to, że mężczyzna ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości w związku z popełnionym przestępstwem na terenie jednego z blisko 200 krajów członkowskich Interpolu.

Jak się okazało, 25-latek poszukiwany był od lutego 2020 roku za kradzież kilkudziesięciu tysięcy dolarów na terenie Iraku.

Z uwagi na to, że od momentu popełnienia przestępstwa ukrywał się, Biuro Interpolu wprowadziło jego dane do wszystkich baz danych, z których korzystają państwa członkowskie Interpolu. Dlatego też, podczas legitymowania na terenie naszego kraju, policjanci otrzymali informację o tym, że jest poszukiwany.

Mężczyzna na 7 dni trafił do aresztu. Teraz o jego dalszym losie zdecyduje sąd.
Źródło info i foto: Policja.pl

Holandia: Matka pozwalała partnerowi wykorzystywać swoje dzieci. Jest wyrok

Sąd w Middelburgu na południu Holandii w poniedziałek skazał na 10 lat więzienia kobietę, która pozwalała partnerowi wykorzystywać seksualnie swoje dzieci. Tanja D. przez wiele lat pozostawała w związku z Pascalem P., który molestował jej nieletnie córki. Kobieta nie tylko o tym wiedziała, ale jak ustalił sąd, udostępniała mężczyźnie swoje dzieci.

– Dzieci były wykorzystywane seksualnie od 8. roku życia, a oskarżona świadomie pozwalała na to swojemu partnerowi – uzasadnił wyrok sąd w Middelburgu i skazał kobietę na 10 lat pozbawienia wolności.

Pascal P. jest oskarżony o seksualne wykorzystywanie nieletnich, a także posiadanie pornografii dziecięcej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ważny wątek ws. Sławomira Nowaka. Dariusz Z., były szef jednostki „GROM” przyznał się do winy

Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała we wtorek do sądu pierwszy akt oskarżenia w śledztwie przeciwko Sławomirowi Nowakowi. Dariusz Z., były szef jednostki „GROM” przyznał się do winy.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie oskarżyła Dariusza Z. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej kierowanej przez Sławomira Nowaka, przyjmowanie korzyści majątkowych i pośredniczenie w ich przyjmowaniu oraz czynienie przygotowań do prania brudnych pieniędzy. Sprawę rozpoznawać będzie Sąd Okręgowy w Warszawie.

W toku śledztwa ustalono, że Dariusz Z. miał działać w grupie przestępczej byłego ministra transportu od października 2016 r. do września 2019 r. Działalność tej grupy obejmowała w Polsce obszar Warszawy i Gdańska, oraz teren Ukrainy, gdzie przestępstwa korupcyjne popełniane były w związku z pełnieniem przez Sławomira Nowaka funkcji Szefa Państwowej Służby Dróg Samochodowych na Ukrainie „Ukravtodor”.

„Oskarżony Dariusz Z. wspólnie i w porozumieniu z innymi członkami zorganizowanej grupy przestępczej zażądał korzyści majątkowej o wartości 4,6 mln zł w postaci zawarcia umowy o świadczenie fikcyjnych usług doradczych z cypryjską spółką, założoną na polecenie Sławomira N. Oskarżony żądał także korzyści majątkowej w kwocie 1,6 mln euro oraz przyjął jej obietnicę w zamian za wspieranie polskiej spółki w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego prowadzonego na Ukrainie, a dotyczącego remontu dróg. Obiecana korzyść miała być przekazana w formie zapłaty za fikcyjne usługi doradcze dla wspomnianej spółki cypryjskiej” — podała prok. Skrzyniarz.

Dariusz Z. oskarżony jest również o „czynienie przygotowań do podejmowania działań mających udaremnić lub znacznie utrudnić ustalenie pochodzenia uzyskanych w wyniku przestępstw środków pieniężnych”. Z ustaleń prokuratury wynika, że to były szef „GROM” założył spółkę na Cyprze.

Przyznanie do winy

„Oskarżony przyznał się do zarzucanych mu czynów. Złożył obszerne wyjaśnienia pozwalające na ustalenie przestępczego mechanizmu działania grupy przestępczej. Zostały one pozytywnie zweryfikowane szeregiem dowodów zgromadzonych w śledztwie” — przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Dariusz Z., były szef jednostki „GROM”, był jednym z pierwszych zatrzymanych w śledztwie przeciwko Sławomirowi Nowakowi – b. ministrowi w rządzie Donalda Tuska. Centralne Biuro Antykorupcyjne ujęło go 20 lipca ub.r. podczas tej samej akcji, w ramach której został zatrzymany były minister transportu oraz jego przyjaciel Jacek P.

Początkowo prokuratura informowała, że żaden z wówczas zatrzymanych podejrzanych nie przyznał się do winy, a zarówno Z., jak i P. mieli odmówić składania wyjaśnień. Jednak – jak ustaliła PAP – obaj zdecydowali się na współpracę z prokuraturą. Dariusz Z. z aresztu wyszedł niemal natychmiast, wpłacając poręczenie majątkowe w wysokości 1 mln zł. Obecnie jest on objęty dozorem policyjnym, stosowana jest wobec niego kaucja w wysokości 500 tys. zł, została mu ona obniżona w listopadzie ub.r. Dariusz Z. ma także zakaz kontaktowania się ze współpodejrzanymi.
Źródło info i foto: wpolityce.pl

Mariusz P. w sądzie. Grozi mu 5 lat więzienia

W krakowskim sądzie rusza sprawa Mariusza P., byłego strongmana oskarżonego o przywłaszczenie mienia. Mężczyzna miał wtargnąć do hotelu w Andrychowie i bezprawnie zająć część pokoi. Grozi za to kara do pięciu lat pozbawienia wolności. W sprawie Mariusza P. prokuratura dwukrotnie umarzała postępowanie, dlatego Andrzej Kowalczyk, właściciel hotelu w Andrychowie, skierował przeciwko byłemu strongmanowi subsydiarny akt oskarżenia. Onet, powołując się na Polską Agencję Prasową, informuje, że proces Mariusza P. rusza właśnie w Sądzie Okręgowym w Krakowie.

Sprawa Mariusza P., byłego strongmana i zawodnika MMA, sięga 2018 r. Mężczyzna miał wtargnąć do hotelu w Andrychowie, gdzie wraz ze swoimi współpracownikami zajął część pokoi, wyniósł meble, pozaklejał kamery monitoringu oraz wymienił zamki. Mariusz P. tłumaczył swoje zachowanie tym, że nabył od byłej żony właściciela placówki połowę udziałów w hotelu. Twierdził, że miał prawo do korzystania z jego części oraz wynajmowania pokoi.

„Kupiłem 50 proc. udziałów, a co za tym idzie mam prawo czerpać korzyści finansowe z tego hotelu” – powiedział Mariusz P. w nagraniu umieszczonym w mediach społecznościowych.

Andrzej Kowalczyk wskazuje jednak, że jego była żona sprzedała połowę udziałów w hotelu w momencie, w którym wciąż trwało postępowanie o podział majątku. Zdaniem właściciela hotelu oznacza to, że przejęcie udziałów przez Mariusza P. było nieważne.

Kowalczyk wskazuje również, że jeszcze przed wtargnięciem do hotelu, były strongman chciał zakupić od niego resztę udziałów. Mariusz P. miał jednak zaoferować zbyt małą kwotę. Według Kowalczyka „najazd” na hotel w Andrychowie miał być próbą wymuszenia sprzedaży pozostałych udziałów. Właściciel placówki złożył zawiadomienie do prokuratury, która jednak dwukrotnie umorzyła postępowanie. Kowalczyk złożył więc subsydiarny akt oskarżenia. Mariusz P. został oskarżony o przywłaszczenie mienia. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Strzelce Krajeńskie: Patostreamer rzucał szczeniakiem i groził internautom. Jest akt oskarżenia

Prokuratura Rejonowa w Strzelcach Krajeńskich zakończyła śledztwo przeciwko Tomaszowi K. Mężczyzna znęcał się nad swoim dwutygodniowym psem podczas internetowej wideorelacji na żywo. Do sądu został skierowany akt oskarżenia, w którym prokuratura zarzuca mu popełnienie przestępstwa z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt. W marcu na łamach polsatnews.pl informowaliśmy o tym, że mężczyzna z okolic Gorzowa Wielkopolskiego znęcał się nad szczeniakiem podczas videorelacji na żywo. Wymachiwał i rzucał o ziemię przestraszonym zwierzęciem.

Podczas transmisji mężczyzna pił alkohol, podnosił dwutygodniowego szczeniaka za kark, szarpał nim i rzucał o podłogę. Pies piszczał i próbował wyrwać się z rąk dręczyciela.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Adresy ważnych polityków zniknęły z sieci

Warszawski Sąd Okręgowy usunął informacje o miejscu zamieszkania prezesa PiS i innych polityków. Wcześniej twierdził, że to niemożliwe – podaje w piątek „Rzeczpospolita”. Gazeta wskazuje, że do niedawna każdy mógł sprawdzić, pod jakim adresem mieszkają najważniejsi politycy w Polsce – wystarczyło zajrzeć na stronę Sądu Okręgowego w Warszawie.

– Chodzi o rejestr partii politycznych, dostępny na stronie sądu – podkreśla „Rz” i wskazuje, że znajdowały się tam imiona, nazwiska i adresy osób wchodzących w skład organów uprawnionych w statutach do reprezentowania poszczególnych partii na zewnątrz oraz do zaciągania zobowiązań majątkowych.

Adresy najważniejszych osób w państwie

– Dotyczyło to wszystkich około 90 ugrupowań zarejestrowanych w Polsce. Jednak w przypadku PiS nazwisk było wyjątkowo dużo, bo aż 36 – zauważa gazeta. Jak wyliczono, oprócz danych prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego można było znaleźć tam prywatne adresy m.in. premiera Mateusza Morawieckiego, marszałek Sejmu Elżbiety Witek, szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego czy ministra obrony Mariusza Błaszczaka. W przypadku PO w rejestrze były np. adresy tylko dwóch osób, a w przypadku Nowej Lewicy (dawniej SLD) – trzech.

Dziennik przypomina, że Sąd Okręgowy uzasadniał to tym, że musi trzymać się sztywnych przepisów ustawy o partiach politycznych. Klub PiS wniósł więc nowelizację tej ustawy, która przewiduje, że ewidencja wraz z tekstami statutów partii politycznych będzie jawna z wyłączeniem informacji o adresach.

– 24 czerwca Sejm uchwalił ustawę, jednak czekają ją jeszcze prace w Senacie. Mimo to adresy zdążyły już zniknąć ze strony warszawskiego sądu. A wraz z nimi skasowano nawet nazwiska partyjnych liderów. Jak to możliwe, skoro dotąd przepisy były rzekomo sztywne? Sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie informuje, że stało się tak wskutek decyzji prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych – podaje „Rzeczpospolita”, wskazując, że od 2019 roku stanowisko to piastuje Jan Nowak, były wieloletni radny PiS.

Sąd ma wątpliwości co do działań UODO

Gazeta informuje, że decyzję wydano w konsekwencji skargi jednej z osób, których adresy umieszczono w ewidencji.

„Rz” – cytując sekcję prasową sądu – podaje, że w decyzji prezes UODO nakazał prezesowi Sądu Okręgowego w Warszawie usunąć adres zamieszkania skarżącego oraz udzielił upomnienia. Z uwagi na powyższe prezes Sądu Okręgowego w Warszawie zarządzeniem z dnia 14 czerwca zlecił anonimizację rejestru.

– Wobec technicznych uwarunkowań systemu informatycznego, z uwagi na potrzebę niezwłocznego wykonania decyzji, usunięto dane osobowe z rejestru – dodaje.

Dziennik zauważa, że sprawa może jednak mieć ciąg dalszy, bo sąd ma wątpliwości co do działań UODO.

– Sąd Okręgowy w Warszawie analizuje decyzję prezesa UODO i rozważa skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, na co ma 30 dni od doręczenia decyzji – informuje sekcja prasowa, cytowana przez „Rz”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

ABW: Osiem osób oskarżonych o propagowanie totalitaryzmu

Ośmiu podejrzanych o propagowanie nazistowskiego ustroju państwa stanie przed sądem. Funkcjonariusze ABW zabezpieczyli w ich domach ponad 20 tys. przedmiotów, które przedstawiały symbole związane z III Rzeszą Niemiecką i gloryfikujące Adolfa Hitlera. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach poinformował, że akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do Sądu Rejonowego w Kielcach. Dochodzenie prowadzone przez ABW nadzorowała Prokuratura Rejonowa Kielce-Wschód.

Ustalono, że na początku 2020 roku jeden z podejrzanych próbował przesłać z Polski za granicę znaczną liczbę przedmiotów zawierających treści propagujące ustrój nazistowski.

Funkcjonariusze ABW, którzy wpadli na jego trop, przeszukali miejsce jego zamieszkania i zameldowania oraz magazyn. Ustalono, że jest w kontakcie z innymi osobami, które zajmują się produkcją oraz dystrybucją przedmiotów o tematyce nazistowskiej.

Funkcjonariusze ABW dokonali kolejnych przeszukań u każdej z tych osób i łącznie zabezpieczyli ponad 20 tys. przedmiotów, które przedstawiały symbole związane z III Rzeszą Niemiecką w postaci przede wszystkim emblematów, medali, tablic, naszywek, odlewów, statuetek, hełmów, flag – przekazał Prokopowicz.

Wśród przedmiotów były głównie swastyki i treści przedstawiające oraz gloryfikujące Adolfa Hitlera. Ponadto zabezpieczono urządzenia służące do wykonywania odlewów i statuetek oraz matryce przeznaczone do produkcji emblematów.

Zarzuty polegające na posiadaniu oraz produkowaniu w celu rozpowszechniania w latach 2018-2020 przedmiotów zawierających treści propagujące nazistowski ustrój państwa przedstawiono w sumie ośmiu osobom z województw łódzkiego, śląskiego, dolnośląskiego oraz lubuskiego.

Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia. Grozi im do dwóch lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Briteny Spears w sądzie. Walczy o zakończenie kurateli

W środę amerykańska gwiazda Britney Spears zwróciła się do sądu wyższej instancji w Los Angeles o zakończenie trwającej od prawie 13 lat kurateli, która została na nią nałożona. Od tamtej pory praktycznie wszystkie aspekty życia wokalistki są kontrolowane przez jej ojca.

Jak podało amerykańskie radio NPR, od momentu nałożenia na gwiazdę kurateli ojca przez sąd, Britney praktycznie przestała być niezależna. Swoje zeznanie, które trwało 20 minut, wokalistka złożyła telefonicznie. – Czuję, że wszyscy się przeciw mnie sprzymierzyli, czuję się zastraszana, ignorowana i… sama. (…) Męczy mnie samotność – miała przeczytać z kartki piosenkarka.

W przemówieniu podkreśliła również, że „wykorzystywano ją, że czuje się pozbawiona prywatności, ma problemy ze snem, jest przygnębiona i niemal każdego dnia płacze”. Britney dodała też, że bardzo by chciała mieć kolejne dziecko, ale niestety zmuszona jest wbrew własnej woli do terapii, stosowania środków antykoncepcyjnych oraz zażywania innych lekarstw.

Britney Spears apeluje do sądu. Ma pretensje do rodziny

W zeznaniu złożonym przez gwiazdę nie zabrakło także krytyki i zarzutów wobec tego, w jaki sposób jej rodzina, a zwłaszcza ojciec, sprawuje nad nią kuratelę. Piosenkarka stwierdziła, że jej rodzina nie zrobiła „żadnej cholernej rzeczy”, by jej rzeczywiście w jakiś sposób pomóc.

– (Ojciec – przyp. red.) uwielbia kontrolę, jaką mu dano, żeby krzywdzić własną córkę. Pracowałam siedem dni w tygodniu, to było jak kupczenie seksem. Nie miałam karty kredytowej, gotówki ani paszportu. (…) Wszystko, czego dziś chcę, to dostać moje pieniądze i aby się to raz na zawsze skończyło – podkreśliła Britney.

Jej ojciec Jamie Spears w 2008 roku wraz z adwokatem Andrew Walletem uzyskał kontrolę nad kontrolę nad wszystkimi aspektami życia Britney, łącznie z jej majątkiem, który szacowany jest na 60 mln dolarów. Doszło do tego w czasie, gdy gwiazda walczyła z chorobą psychiczną i innymi problemami osobistymi.

W momencie, gdy prawnik zrezygnował z pełnienia kurateli nad piosenkarką, pieczę nad jej finansami objął całkowicie ojciec. Pod koniec 2020 roku sąd wyznaczył jednak dodatkowo firmę Bessemer Trust do nadzoru majątku Britney Spears.

Gwiazda chce zacząć normalne życie

„Przez te ostatnie (…) 13 lat, jestem taka dobra, miła i dyspozycyjna. Nie mogę pozwolić, by mój ignorancki ojciec mi to robił. (…) Nie piję nawet alkoholu, a powinnam pić alkohol, zważywszy na to, do jakiego stanu doprowadzili moje serce” – tłumaczyła.

„Kiedy ostatni raz z panią rozmawiałam – powiedziała w emocjonalnym apelu skierowanym do sędzi Brendy Penny – czułam się, jakbym była martwa, jakbym nie miała znaczenia, jakby Pani myślała, że kłamię. Nie kłamię, więc może Pani zrozumie, (…) że zasługuję na zmiany” – przekonywała Britney. Dodała również, że wraz ze swoim partnerem Samem Asgharim bardzo by chciała założyć rodzinę.
Źródło info i foto: wp.pl

Bartłomiej M. ma nowe kłopoty. Odpowie za sprzedawanie wódki bez zezwolenia

02.06.2021 Warszawa Gala charytatywna Collins Charity Fight Night fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
N/z: Bartlomiej Misiewicz

Bartłomiej M. odpowie przed sądem za reklamowanie i sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia – dowiedziała się PAP. Do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy trafił akt oskarżenia. Były współpracownik Antoniego Macierewicza i b. rzecznik MON odpowie przed sądem za reklamowanie i sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia – dowiedziała się PAP.

Dochodzenie w tej sprawie prowadziła policja, a akt oskarżenia za pośrednictwem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota został skierowany do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy w Warszawie w dniu 21 maja br.

Bartłomiej M. oskarżony o sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez zezwolenia

„Sprawa została zarejestrowana, obecnie akta sprawy znajdują się u sędziego referenta celem wyznaczenia terminu rozprawy lub posiedzenia” – podała PAP Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Bartłomiejowi M. postawiono zarzuty z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Według oskarżyciela, M. „w okresie od 31 stycznia 2020 roku do 17 września 2020 roku na ogólnodostępnym profilu na portalu Twitter i stronie internetowej publicznie reklamował wódkę +Misiewiczówka+ poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego”. Policja ustaliła, że M. sprzedawał „Misiewiczówkę” bez wymaganego zezwolenia na napoje alkoholowe.

Na stronach reklamujących wódkę informowano, że jest to „pozycja klasy premium białego alkoholu” i „najdelikatniejsza wódka w Polsce”, a „receptura Misiewiczówki oparta jest na starannie pielęgnowanych kłosach pszenicy, bez żadnego opryskiwania i bez dodatków detergentów. Kwintesencją oferowanego produktu jest woda źródlana”.

W 2019 roku M. został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z prowadzonym przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A. Spędził w areszcie pięć miesięcy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąd zdecydował ws. patostreamerów, którzy znęcali się nad niepełnosprawnym chłopakiem

Youtuber, któremu zarzuca się znęcanie się nad niepełnosprawnym chłopakiem, pozostanie w areszcie jeszcze dłużej. Sąd Rejonowy w Szczecinie przedłużył areszt dla Łukasza W., znanego jako „Kamerzysta” o kolejny miesiąc. Sąd przyznał rację prokuratorowi, który twierdził, że przebywając na wolności youtuber może mataczyć.

Nagranie na którym pokazano jak grupa młodych ludzi w upokarzający sposób traktuje niepełnosprawnego chłopaka trafiło do sieci w kwietniu 2021 roku i wstrząsnęło całą Polską. Patostreamerzy kazali mu m.in. taplać się prawie nago w błotnej kałuży, rozbijać cegły głową czy jeść kocie odchody. Łukasz W., czyli youtuber o pseudonimie „Kamerzysta” został zatrzymany i trafił do aresztu na miesiąc. Sąd Okręgowy w Szczecinie zmienił postanowienie Sądu Rejonowego i przedłużył mężczyźnie areszt o kolejny miesiąc. Łukasz W. miał pozostać za kratkami do 15 czerwca.

Prokurator złożył jednak wniosek o przedłużenie aresztu dla patostreamera, w obawie, że ten może mataczyć. Sąd przychylił się do wniosku, uznając, że mężczyzna musi pozostać w izolacji, by nie utrudniać śledztwa. Łukasz W. pozostanie więc w areszcie przez kolejny miesiąc. Orzeczenie nie jest prawomocne, co oznacza, że podejrzany może złożyć od niego zażalenie do Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Patostreaming to niepokojące zjawisko, które pojawiło się zaledwie kilka lat temu i niestety wciąż narasta na sile. Dla sławy i pieniędzy youtuberzy często posuwają się często do obrzydliwych rzeczy, publicznie poniżając i upokarzając osoby słabsze. Główną widownią filmów publikowanych przez patostreamerów są niestety bardzo młodzi ludzie, którzy często biorą przykład ze swoich „idoli” i próbują ich naśladować w prawdziwym życiu, co może mieć fatalne skutki.
Źródło info i foto: se.pl