Gwałt na nieletniej w Tucholi. Podejrzany krewny

Mężczyzna podejrzany o zgwałcenie nieletniej w Tucholi trafił do aresztu tymczasowego – podaje „Gazeta Pomorska”. O areszcie dla mężczyzny zadecydował Sąd Rejonowy w Tucholi. Podejrzanym jest bliski krewny dziewczynki, mieszkający w Bydgoszczy.

„W toku śledztwa okazało się, że nie był to jedyny czyn wobec poszkodowanej, ostatni miał miejsce w sierpniu 2019 roku, wcześniejsze – w poprzednich latach” – powiedział gazecie prokurator Marcin Przytarski.

Zawiadomienie w tej sprawie złożył ojciec dziewczynki. Podejrzanemu grozi 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd w Sale utrzymał wyrok dla trzech zabójców turystek ze Skandynawii

Specjalizujący się w sprawach terroryzmu sąd apelacyjny w Sale utrzymał karę śmierci dla trzech zabójców turystek ze Skandynawii w grudniu 2018 r. W wypadku czwartego skazanego, któremu sąd pierwszej instancji wymierzył karę dożywocia, zasądzono karę śmierci. Czterej skazani byli członkami 19-osobowej grupy terrorystycznej związanej z Państwem Islamskim.

W grudniu 2018 r. skazani dokonali zabójstwa 24-letniej Louisy Vesterager Jepersen z Danii i 28-letniej Maren Ueland z Norwegii. Turystki rozbiły namiot w odludnym miejscu w łańcuchu Atlasu Wysokiego. Zginęły od broni białej. Obu kobietom odcięto głowy.

Śledztwo wykazało, że kobiety zostały zamordowane przez czterech mężczyzn, którzy trzy dni wcześniej złożyli przysięgę wierności Państwu Islamskiemu (IS) i grozili atakami terrorystycznymi. W przygotowanie mordu było jednak zaangażowanych więcej osób. Prokuratura postawiła zarzuty działalności terrorystycznej łącznie 20 osobom.

Sąd drugiej instancji, który zebrał się w mieście Sala w pobliżu Rabatu, potwierdził w środę kary zastosowane wobec 19 sprawców, którzy otrzymali uprzednio wyroki od 5 do 30 lat więzienia. W wypadku jednej osoby sąd zwiększył karę więzienia z 15 do 20 lat.

Podobnie jak sąd pierwszej instancji sąd apelacyjny uznał za uzasadnione nałożenie kary pieniężnej na czterech głównych sprawców. Mają oni zapłacić 2 mln dirhamów (190 tys. euro) rekompensaty rodzicom Maren Ueland. Wniosek członków rodziny Louise Vesterager Jespersen, którzy domagali się 10 mln dirhamów (930 tys. euro) odszkodowania od państwa marokańskiego „za szkody moralne” został w środę odrzucony.

Agence France Presse wskazuje w komentarzu, że chociaż w Maroku przestępcy skazywani są na karę śmierci, to faktycznie od 1993 r. w kraju tym obowiązuje moratorium na wykonywanie tej kary. Oznacza to, że zabójcy skandynawskich turystek spędzą długie lata w więzieniu, ale nie zostaną zgładzeni.

Władzom Maroka zależało na surowym ukaraniu zabójców, ponieważ zbrodnia na Dunce i Norweżce uderzała w branżę turystyczną. Turystyka jest zaś kluczowym sektorem gospodarki marokańskiej, stanowi 10 proc. bogactwa kraju i zaraz po rolnictwie zatrudnia najwięcej osób. W 2017 roku, tuż przed brutalnym zamordowaniem Skandynawek, Maroko zanotowało rekordową liczbę 11,3 mln turystów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Maria Butina skazana za spisek przeciwko USA wyjdzie na wolność

W sobotę rano do Moskwy wróci z USA skazana przez sąd w Waszyngtonie na 18 miesięcy więzienia Maria Butina. Rosjanka przyznała się do udziału w spisku przeciwko USA.

„25 października Maria zostanie przeniesiona z więzienia federalnego w Tallahassee na Florydzie do centrum dla migrantów w Miami, skąd poleci do Moskwy tego samego dnia. Przylot będzie miał miejsce rano 26 października – przekazało rosyjskie MSZ na Telegramie.

30-letnią Rosjankę aresztowano w lipcu 2018 roku w Waszyngtonie pod zarzutem działalności agenturalnej na rzecz Rosji poprzez nawiązywanie kontaktów z obywatelami USA i infiltrowanie ugrupowań politycznych. Butina przyznała, że działała „pod kierownictwem” przedstawiciela rosyjskich władz. CNN i „New York Times” informowały, że chodzi o Aleksandra Torszyna, w przeszłości wiceszefa banku centralnego Rosji. Torszyn jest na liście Rosjan objętych amerykańskimi sankcjami w reakcji na ingerencję służb specjalnych Kremla w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku.

Pod koniec kwietnia sąd federalny w Waszyngtonie skazał Butinę na 18 miesięcy pozbawienia wolności, z tym że na poczet odbywania kary zaliczono jej dziewięć miesięcy, które już spędziła za kratkami. Sędzia zgodziła się na deportację Butiny do Rosji po opuszczeniu przez nią więzienia. W grudniu ubiegłego roku Rosja zarzuciła Stanom Zjednoczonym, że Butinę zmuszono, by przyznała się do „absolutnie niepoważnych” zarzutów. Po ogłoszeniu wyroku prezydent Rosji Władimir Putin określił go jako „arbitralny”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rafał W. skazany na 25 lat więzienia za podpalenie kamienicy

Na karę 25 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Opolu 33-letniego Rafała W., który w listopadzie 2018 roku wywołał pożar w kamienicy w Prudniku. W wyniku pożaru jedna osoba zmarła, a dwie zostały ciężko ranne. Wyrok nie jest prawomocny.

Do zdarzeń objętych aktem oskarżenia doszło na początku listopada 2018 roku w Prudniku. Nad ranem Rafał W. wraz ze swoim ojcem – 56-letnim Adamem W. postanowił odwiedzić swoją siostrę. Obydwaj byli pijani. Kiedy nikt im nie otworzył drzwi, Rafał W. oblał szafkę stojącą w korytarzu przed mieszkaniem siostry łatwopalnym płynem i podpalił, a następnie wybiegł z kamienicy, gdzie przed domem czekał na niego ojciec.

Pożar zauważono około godziny piątej nad ranem. W wyniku poparzeń zmarł jeden z lokatorów domu. Dwie osoby zostały poważnie ranne. Jedna z nich, uciekając przed ogniem, wyskoczyła przez okno z trzeciego piętra.

W trakcie śledztwa oskarżony przyznał się do podłożenia ognia przed drzwiami swojej siostry, ale zapewniał że nie chciał komukolwiek wyrządzić krzywdę.

Sąd uznał Rafała W. za winnego popełnienia zbrodni zabójstwa i wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo podsądny ma zapłacić 200 tysięcy złotych pokrzywdzonym pożarem tytułem zadośćuczynienia.

Jego ojciec za to, że wiedząc o pożarze nie zrobił nic, by ratować lokatorów, ma spędzić w więzieniu dwa lata. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: interia.pl

Konającego pracownika wywiozła do lasu. Grażyna F. odpowie za nieumyślne spowodowanie śmierci

Gdy Wasyl Czornej (†36 l.) zasłabł w pracy jego kierowniczka, Grażyna F. zamiast po pogotowie, zadzwoniła do znajomego. Pomógł jej zapakować konającego pracownika do auta, a ona go wywiozła do lasu. Ukrainiec zmarł. Do sądu trafił wczoraj akt oskarżenia w jej sprawie.

Wasyl Czornej (†36 l.) przyjechał do Polski, żeby zarobić na lepsze życie dla swojej rodziny. Na Ukrainie czekała na niego trójka dzieci. Obcokrajowiec zatrudnił się w stolarni Grażyny F. pod Nowym Tomyślem (woj. wielkopolskie). 12 czerwca zasłabł.

– Pracujący w zakładzie obywatele Ukrainy poprosili kierowniczkę o wezwanie pogotowia. Ta oświadczyła, że nigdzie nie zadzwoni, jak również zakazała im wzywania pomocy – mówi Michał Smętkowski z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Kolega reanimował Wasyla. Bezskutecznie. Gdy 36-latek nie dawał oznak życia, Grażyna F. wywiozła go do lasu. Kobieta odpowie za nieudzielenie pomocy i nieumyślne spowodowanie śmierci. Grozi jej za to 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

32-latek udusił pasażera w pociągu. Nie stanie przed sądem

„32-letni mężczyzna, który w listopadzie 2018 r. w wagonie Szybkiej Kolei Miejskiej zabił 59-letniego pasażera, nie odpowie za swój czyn przed sądem” – donosi RMF24. Biegli stwierdzili, że mężczyzna był niepoczytalny, dlatego zamiast do więzienia trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.

Jak podaje RMF24, tragedia miała miejsce 19 listopada 2018 r. W wagonie Szybkiej Kolei Miejskiej doszło do bójki pomiędzy dwoma mężczyznami. O wydarzeniu zawiadomieni zostali policjanci. Gdy dotarli na miejsce 32-letni mężczyzna dusił przypartego do podłogi 59-latka. Po interwencji policji okazało się, że starszy mężczyzna jest nieprzytomny. Został przewieziony do szpitala. Nazajutrz zmarł.

Ofiara przypominała mu kogoś innego

W toku śledztwa 32-letniemu mężczyźnie postawiono zarzut zabójstwa. Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił złożenia wyjaśnień. W wyniku obserwacji sądowo-psychiatrycznej biegli stwierdzili, że mężczyzna jest chory psychicznie.

32-latek, „dokonując zarzuconego mu czynu miał całkowicie zniesioną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem” – poinformowała rzecznik prasowej Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyny Wawryniuk. Twierdził również, że mężczyzna, którego udusił śmiał się z niego oraz przypominał mu osobę, która w przeszłości zrobiła mu krzywdę.

Biegli orzekli również, że z powodu „wysokiego ryzyka” ponownego popełnienia przez niego podobnego czynu, mężczyzna powinien zostać umieszczony na leczeniu w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

32-latek od chwili zatrzymania przebywa w areszcie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

61-latek wyprodukował 73 kg ecstasy

61-letniego Wojciecha J. prokuratura oskarżyła o udział w gangu narkotykowym i wytworzenie ponad 73 kg narkotyku Ecstasy w fabryce w miejscowości Role (Zachodniopomorskie). Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Jak poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski Wojciech J. jest oskarżony o to, że „działał w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu wytwarzanie środków odurzających w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i o to, że w okresie od sierpnia do listopada 2018 r. w miejscowości Role wytworzył ponad 73 kg narkotyku ecstasy (MDMA – 3,4-Metylenodioksymetamfetamina), czyniąc sobie z tego wytwarzania stałe źródło dochodu”.

61-latek, wobec którego stosowany jest tymczasowy areszt, w złożonych wyjaśnieniach przyznał się tylko do tego, że w tej wytwórni był i dozorował produkcję.

Wojciechowi J. za zarzucane czyny grożą kary odpowiednio do 5 lat pozbawienia wolności oraz od 3 lat do 15 lat więzienia.

Termin pierwszej rozprawy nie został jeszcze wyznaczony przez Sąd Okręgowy w Koszalinie, do którego został skierowany przez prokuraturę akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi J.

Gąsiorowski zaznaczył, że choć w toku śledztwa ustalono, że „grupa przestępcza liczyła więcej osób, byli tam też cudzoziemcy, to prokurator ich sprawę wyłączył do odrębnego postępowania”. Tam śledztwo trwa.

Świdwińska policja odkryła wytwórnię narkotyków w miejscowości Role w listopadzie 2018 r. Były w niej chemiczne odczynniki, półprodukty do wytwarzania środków odurzających i w wyniku licznych ekspertyz biegłych ustalono, jak powiedział Gąsiorowski, że Wojciech J. wytworzył w tej fabryce co najmniej 73 kg i 24 dkg narkotyku.

Policja szacowała czarnorynkową wartość narkotyku na ponad 21 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ojciec z kolegami brutalnie gwałcił 7-letniego syna. Jest wyrok

Dziecko przez długi czas było usypiane tabletkami i brutalnie gwałcone przez swojego ojca i jego kolegów. Zwyrodnialcy stanęli przed sądem, bo były policjant, pod którego skrzydła trafił chłopiec, nagrał jego wstrząsającą relację. Sąd nie miał litości dla bezwzględnych oprawców.

Pierwsze sygnały, że w życiu chłopca ze Zborowa dzieje się coś złego, pojawiły się w 2013 roku, gdy ten miał sześć lat. Wówczas, jak podaje „Gazeta Wyborcza”, pracownicy socjalni zaniepokoili się wybuchami agresji dziecka oraz niekontrolowaniem przez niego potrzeb fizjologicznych.

Mniej więcej w tym czasie ojciec chłopca wyprowadził się z domu, jednak co jakiś czas mężczyzna zabierał syna do siebie na weekendy. Gdy chłopiec miał 8 lat, w 2015 roku, przyłapano go w szkole na alarmującym zachowaniu – dziecko symulowało akt seksualny na uczniu. Szkoła powiadomiła wówczas policję. Śledczy sprawdzali, czy dziecko nie jest wykorzystywane seksualnie, jednak nie znaleźli dowodów.

Pod koniec 2016 roku sąd rodzinny postanowił odebrać chłopca matce, która nadużywała alkoholu i nie interesowała się dzieckiem. Kilkulatek trafił do pogotowia rodzinnego w Mosinie prowadzonego przez byłego policjanta Krzysztofa Matusiaka.

– To była najbardziej dramatyczna historia, z jaką się zetknęliśmy, a trafiały już do nas i wciąż trafiają dzieci wykorzystywane seksualnie. Żadne nie miało jednak takiej traumy – powiedział Matusiak w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Gdy chłopiec trafił do pogotowia rodzinnego, rozpoznano u niego syndrom stresu pourazowego. Dziecko moczyło się, wyszukiwało w internecie treści pornograficzne, bawiło się genitaliami. Jednak dopiero po pewnym czasie Matusiak poznał dokładne przyczyny tego zachowania. Gdy chłopiec zaufał nowym opiekunom, opowiedział im o traumie, jakiej doświadczył. Były policjant wszystko nagrał, zdobywając tym samym dla sądu materiał dowodowy.

Prokuratura oskarżyła ojca chłopca, 50-letniego Krzysztofa K., o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Zarzuty gwałtów na chłopcu postawiono także znajomym mężczyzny – 38-letniemu Marcinowi W. oraz 35-letniemu Karolowi K. Chłopcu pokazywano także treści pornograficzne.

Sąd nie miał litości

Proces mężczyzn był niejawny. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, wszyscy oskarżeni zostali uznani winnymi. Krzysztof K. za wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem otrzymał maksymalny wymiar kary przewidziany za to przestępstwo w polskim prawie, czyli 15 lat więzienia. Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, a Karol K. na sześć lat. Oprócz tego mężczyźni zostali pozbawieni praw publicznych odpowiednio na 10, 15 oraz 10 lat. Mężczyźni mają także wypłacić poszkodowanemu chłopcu nawiązkę w łącznej kwocie 250 tys. zł. Zwyrodnialcy nie mogą się także kontaktować z pokrzywdzonym.

„Wyborcza” podaje, że gwałcony chłopiec przebywał w pogotowiu rodzinnym przez rok. Stamtąd trafił do specjalistycznego ośrodka wychowawczego, gdzie przebywa już od dwóch lat. Jego były opiekun Krzysztof Matusiak twierdzi, że trauma, jakiej doznało dziecko, jest tak ogromna, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie ono w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Daniel M. z wyrokiem. Zamurował 20-latkę w piwnicy i udawał, że uciekła za granicę

W jednym z domów w pomorskim Debrznie odkryto zamurowane w podłodze piwnicy zwłoki kobiety. O zbrodnię od początku podejrzewany był jej mąż, choć on sam utrzymywał, że żona uciekła za granicę, na długie lata zostawiając go samego z córką. Po ponad dwóch latach od makabrycznego odkrycia w sprawie zapadł wyrok.

Wyrok w sprawie Daniela M. zapadł w środę przed południem – 21 lat po zabójstwie 20-letniej Angeliki Jakubowskiej (brat pokrzywdzonej, oskarżyciel posiłkowy wyraził zgodę na publikację danych osobowych). 44-latek oskarżony był też o wyłudzenie alimentów na córkę – łącznie ponad 14,8 tys. zł. Sprawę dokładniej opisywaliśmy w styczniu:

Sąd skazał Daniela M. za zabójstwo na 15 lat pozbawienia wolności, a za wyłudzenie alimentów na 2 lata. Sąd przyjął tu jednak, że z wyłudzenia oskarżony nie uczynił sobie źródła utrzymania i ostatecznie wymierzył mu łączną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Co więcej, Daniel M. ma wypłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz córki Angeliki, Magdaleny J. i 50 tys. zł na rzecz brata zamordowanej. Wyrok nie jest prawomocny.

Obie strony zapowiedziały wystąpienie o pisemne uzasadnienie orzeczenia i złożenie apelacji od wyroku. „Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie nie pozwala na przyjęcie, by oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu” – ocenił obrońca Daniela M. Marek Kobyłecki. Z kolei prokurator Renata Szamiel podkreśliła, że samo uznanie winy i zamiaru bezpośredniego oskarżonego w procesie poszlakowym „to sukces prokuratury”. Natomiast kwestia kary „nie jest kwestią zakończoną”. Prokuratura zamierza wnieść apelację w zakresie wymiaru kary. A domagała się dożywocia.

Daniel M. nie przyznał się do zabójstwa Angeliki

Brat ofiary – oskarżyciel posiłkowy – w imieniu swoim i drugiego z braci wnosił o dożywocie dla Daniela M., możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 30 latach odbywania kary, odebranie praw obywatelskich na 10 lat, zakaz zbliżania się do córki zamordowanej na odległość mniejszą niż 50 m, zwrot kosztów pogrzebu siostry oraz zadośćuczynienie, nawiązkę i odszkodowanie w kwocie 5 mln zł. Obrona chciała natomiast uniewinnienia dla swojego klienta. On sam stwierdził, że jest niewinny. Podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

„Sąd ostatecznie uznał, że wina i sprawstwo co do popełnienia dwóch czynów […] nie budzi wątpliwości” – powiedział w środę sędzia Turczyn. 

Wciąż jednak nie wiadomo, jak doszło do zabójstwa. „Nie ma bezpośredniego dowodu, że do zabójstwa doszło przy użyciu kabla elektrycznego” – powiedział sędzia, wskazując, że taka hipoteza pozostaje wersją przedstawioną przez prokuraturę.

Zbrodnia w Debrznie 

Angelika Jakubowska została zamordowana 2 października 1998 r. i – zdaniem sądu – była to zbrodnia zaplanowana. Daniel M. (przyjął nazwisko drugiej żony) po powrocie z pracy do domu miał udusić swoją żonę wcześniej przygotowanym kablem elektrycznym, zaprosić znajomych, ale tylko do kuchni, by nie budzić śpiącej córki, a zyskać dla siebie alibi.

Gdy poszli w przekonaniu, że Angelika wyjechała do rodziny do Piły, jej zwłoki umieścił w torbie podróżnej. Bez butów i bez biżuterii, z którą Angelika się nie rozstawała. Wieczorem torbę z ciałem zniósł do piwnicy, do nieużywanego pomieszczenia. Widziany przez sąsiadkę, późniejszą partnerkę, wyjaśnił, że idzie po węgiel. Zwłoki żony umieścił w pozostałościach średniowiecznej studni, wylał posadzkę, podłogę wyłożył cegłami. Zmienił kłódkę.

Daniel M. różnym osobom podawał różne wersje co do zniknięcia żony. Świadkowie zeznali, że jednym powiedział, że „wyszła jak stała”, innym, że wyjechała do rodziny do Piły, że pojechała do Niemiec i się „tam prostytuuje” lub że go okradła.

Zaginięcie żony zgłosił 18 października, a dzień później wystąpił do sądu z pozwem o rozwód, który ostatecznie został orzeczony, z jednoczesnym wnioskiem o zasądzenie alimentów od Angeliki J. na rzecz ich małoletniej córki. Potem wnioskował też skutecznie o ich podwyższenie. Łącznie Daniel M. niesłusznie pobrał z Funduszu Alimentacyjnego słupskiego oddziału ZUS kwotę ponad 14,8 tys. zł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Oskarżeni o propagowanie nazizmu. Sąd nie zgodził się na zawieszenie procesu

Proces sześciorga oskarżonych o publiczne propagowanie nazistowskiego ustroju państwa będzie się toczył dalej. W piątek Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim oddalił wniosek obrony o zawieszenie postępowania do rozstrzygnięć w innym śledztwie, toczącym się w katowickiej prokuraturze.

Jeszcze w piątek sąd ma przesłuchać dwoje dziennikarzy TVN – autorów wyemitowanego w styczniu ub. roku reportażu „Superwizjera” o polskich neonazistach. Pokazano w nim sfilmowane ukrytą kamerą obchody urodzin Adolfa Hitlera w maju 2017 r. Na ławie oskarżonych zasiadają uczestnicy tego wydarzenia; żaden z nich nie przyznał się do winy.

O zawieszenie toczącego się przed wodzisławskim sądem postępowania wnioskował mec. Rafał Suchecki, jeden z obrońców głównego oskarżonego Mateusza S., argumentując to toczącym się w katowickiej Prokuraturze Regionalnej postępowaniem, dotyczącym wątku, jaki – według doniesień mediów – miał się pojawić w złożonych w prokuraturze zeznaniach Mateusza S. Miał on mówić o tym, że organizację „obchodów” urodzin Hitlera miała zlecić mu za 20 tys. zł pewna osoba, a warunkiem było uczestnictwo w spotkaniu kobiety, która okazała się później dziennikarką TVN.

W ocenie mecenasa, ustalenia prokuratorskiego postępowania, dotyczącego m.in. możliwości podżegania do popełnienia czynu zabronionego oraz podejrzenia wręczenia korzyści majątkowej, mogą być istotne dla toczącego się w Wodzisławiu Śląskim procesu.

Obrońcy innych oskarżonych wnioskowali także o zwrócenie się do katowickiej prokuratury o akta tamtego postępowania. Przeciwko wnioskom – zarówno o akta, jak i o zawieszenie procesu – była prokuratura i pełnomocniczka dziennikarzy.

Granice tego postępowania wyznacza akt oskarżenia; oskarżeni zostali w nim wskazani i nie są nimi świadkowie (dziennikarze TVN – PAP). W tej sprawie nie ma żadnego znaczenia, jak zakończy się postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach – argumentowała prokurator Agnieszka Marcińczyk.

Po krótkiej przerwie sąd zdecydował, że proces może się toczyć dalej. Nie zgodził się też na odroczenie terminu rozprawy, o co wnioskował mec. Suchecki, który chce złożyć zażalenie na decyzję sądu o odmowie zawieszenia postępowania.

Po rozstrzygnięciu dotyczącym wniosków obrony sąd rozpoczął przesłuchanie dziennikarki TVN Anny Sobolewskiej. Później zamierza przesłuchać operatora Piotra Wacowskiego. Mimo sprzeciwu obrony sąd dopuścił możliwość udziału w przesłuchaniach pełnomocniczki obojga dziennikarzy.

Na ławie oskarżonych zasiada sześcioro uczestników „obchodów”, którzy – wśród nich główny organizator wydarzenia Mateusz S. – nie przyznali się do propagowania nazistowskiego ustroju państwa i kwestionowali publiczny charakter tamtego spotkania w lesie.

Śledztwo w sprawie, której dotyczy toczący się w Wodzisławiu Śląskim proces, wszczęto w styczniu 2018 r. po emisji reportażu w telewizji TVN pt. „Polscy neonaziści”. Dziennikarze pokazali w nim m.in. obchody 128. rocznicy urodzin Hitlera, które miały miejsce ponad pół roku wcześniej w lesie koło Wodzisławia Śląskiego. Na polecenie prokuratury ABW zatrzymało wówczas uczestników tego spotkania i przeszukano ich mieszkania. Znaleziono w ich domach flagi, odznaki, naszywki i publikacje o symbolice nazistowskiej.

Materiał „Superwizjera” TVN pokazywał m.in. rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i „ołtarzyk” ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku została podpalona. Widać było też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu i SS, wznoszenie toastów „za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę” i częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl