Były senator PiS z nowymi zarzutami

Były senator PiS Stanisław K. oraz jego syn usłyszeli w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach nowe zarzuty w śledztwie dotyczącym wielomilionowych łapówek. Prokuratura skierowała do sądu wnioski o areszt obu mężczyzn – poinformowała w środę prok. Katarzyna Żołna.

Zatrzymanej we wtorek w tym samym czasie co oni dyrektor małopolskiego oddziału PFRON postawiono jeden zarzut – dotyczący udzielenia korzyści majątkowej w formie dotacji dla kierowanej przez b. senatora fundacji. Wobec niej prokuratura chce środków o charakterze wolnościowym

Prok. Żołna poinformowała w środę, że ze względu na skierowane do sądu wnioski o areszt nie może ujawnić, czy podejrzani przyznali się do zarzucanych im czynów. Mogę tylko powiedzieć, że wszyscy składali wyjaśnienia, które teraz będą weryfikowane – powiedziała PAP.

Wiadomo, że obecnie na byłym senatorze ciąży już w sumie 15 zarzutów, a na jego synu – 12.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prokuratura zarzuca Zbigniewowi S. 188 przestępstw

Zarzuty popełnienia 188 przestępstw przedstawiła kielecka prokuratura Zbigniewowi S., podejrzanemu o kierowanie gróźb pod adresem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i jego żony Patrycji Koteckiej. Do sądu trafił wniosek o trzymiesięczny areszt dla Zbigniewa S. Zbigniew S. został zatrzymany we wtorek na polecenie Prokuratury Okręgowej w Kielcach przez policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji. Prokuratura postanowiła o zmianie i uzupełnieniu zarzutów wobec niego.

– Śledztwo wszczęto w oparciu o zawiadomienie o przestępstwie na szkodę funkcjonariuszy publicznych, tj. konkretnie prokuratorów z jednej z krakowskich prokuratur. Materiały przekazano do prowadzenia Prokuraturze Okręgowej w Kielcach. Następnie do sprawy dołączano sukcesywnie materiały innych postępowań, które związane były podmiotowo i przedmiotowo z tym postępowaniem – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

Dodał, że „zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy dał podstawy do przedstawienia Zbigniewowi S. szeregu zarzutów”.

– Dotyczących przede wszystkim znieważania funkcjonariuszy publicznych, m.in. prokuratorów, sędziów, funkcjonariuszy służby więziennej i policji oraz wywierania groźbami bezprawnymi wpływu na ich prawne czynności służbowe, a nadto kierowania wobec nich gróźb bezprawnych oraz znieważania i zniesławiania tych funkcjonariuszy – podkreślił Prokopowicz.

Rzecznik kieleckiej Prokuratury Okręgowej przypomniał, że w maju zeszłego roku prokurator przedstawił Zbigniewowi S. 145 zarzutów. Przesłuchany w charakterze podejrzanego, nie przyznał się do zarzuconych mu przestępstw i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

– Mmimo tego Zbigniew S. nie zaprzestał swojej przestępczej działalności. Systematycznie gromadzony nowy materiał dowodowy uzasadniał wydanie postanowienia o uzupełnieniu mu zarzutów, ogłoszenia ich podejrzanemu, jego przesłuchania i podjęcia decyzji co do stosowania środków zapobiegawczych. Te okoliczności legły u podstaw decyzji o zatrzymaniu podejrzanego – zaznaczył Prokopowicz.

Wśród nowych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. znalazły się przestępstwa kierowania gróźb pozbawienia życia matki ministra sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. Groźby te padły w wideo opublikowanym na stronie internetowej S.

– Kolejne nowe zarzuty dotyczą czynów popełnionych przez Zbigniewa S. wspólnie i w porozumieniu z inną ustaloną osobą. Polegały na rozpowszechnianiu fałszywych zdjęć i informacji mających zdyskredytować ministra sprawiedliwości i zastępcę Prokuratora Generalnego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beatę Marczak. Ofiarą tych działań padła także żona Zbigniewa Ziobry – powiedział Prokopowicz.

Jak ustaliła prokuratura, „te działania Zbigniewa S., mają na celu wywarcie bezprawnego wpływu na pracę prokuratorów w sprawach dotyczących Zbigniewa S. i innych osób podejrzanych o popełnienie poważnych przestępstw”.

Wśród osób pokrzywdzonych bezprawnymi działaniami Zbigniewa S. są też politycy, a wśród nich prezydent RP Andrzej Duda, a także posłowie Jarosław Kaczyński i Jacek Sasin.

– Prokurator przedstawił Zbigniewowi S. zarzuty popełnienia 188 przestępstw. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Zbigniew S. nie przyznał się do popełnienia żadnego z zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień – poinformował Prokopowicz.

Dodał, że prokurator zdecydował o skierowaniu do Sądu Rejonowego w Kielcach wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego.

– Spełnione zostały wymagane przesłanki ogólne do stosowania środków zapobiegawczych, tj. uprawdopodobnienie popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów, konieczność zapobiegnięcia popełnieniu nowego ciężkiego przestępstwa, konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku śledztwa, a nadto zaistniały przesłanki szczególne w postaci uzasadnionej obawy bezprawnego utrudniania postępowania przez podejrzanego oraz uzasadnionej obawy, że podejrzany popełni przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu, zwłaszcza, że popełnieniem takich właśnie przestępstw groził – podkreślił prokurator.

Dodał, że „tylko środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania może prawidłowo zabezpieczyć dalszy tok śledztwa. Obecnie oczekujemy na decyzję sądu” – powiedział Prokopowicz.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci skazani za pobicie 17-latka

Trzej policjanci z Gliwic w lutym 2016 r. pobili 17-latka, któremu kazali wejść do radiowozu – uznał gliwicki sąd rejonowy i wymierzył oskarżonym kary od sześciu miesięcy do roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Mężczyźni nie przyznali się do winy. Informację o nieprawomocnym wyroku w tej sprawie, który zapadł przed gliwickim sądem rejonowym, przekazała w środę Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Akt oskarżenia został skierowany do sądu w czerwcu 2018 r., proces rozpoczął się rok temu.

Sąd Rejonowy w Gliwicach uznał oskarżonych za winnych przekroczenia swych uprawnień oraz pobicia nastolatka, czym narazili go na bezpośrednie niebezpieczeństwo naruszenia czynności narządów ciała i rozstroju zdrowia trwającego dłużej niż siedem dni. Mateusz C. został skazany na rok więzienia, Tomasz O. – na sześć miesięcy, a Piotr S. – na osiem miesięcy pozbawienia wolności. W przypadku wszystkich oskarżonych sąd zawiesił wykonanie kary na dwuletni okres próby.

Ustalenia prokuratury

Jak ustaliła gliwicka prokuratura, 7 lutego 2016 r. policjanci kazali nastolatkowi wsiąść do radiowozu. Pomimo wylegitymowania chłopaka i potwierdzenia jego tożsamości, policjanci wywieźli nastolatka na obrzeża miasta i pobili. Chłopak miał być uderzany rękami i kopany w trakcie jazdy radiowozem i później – gdy wyszedł już z samochodu. Doznał obrażeń głowy i twarzy.

Żaden z policjantów nie przyznał się do winy. Jak zaznaczyła prokuratura, zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jest oparty nie tylko na zeznaniach pokrzywdzonego, przeprowadzonego z jego udziałem eksperymentu procesowego i zeznaniach świadków, ale też na opiniach biegłych i zapisach monitoringu. Jednym z kluczowych dowodów są ślady krwi nastolatka znalezione w radiowozie.

Rzecznik Komendy Miejskiej w Gliwicach podinspektor Marek Słomski powiedział, że oskarżeni w tej sprawie nadal pracują w policji. Jak zaznaczył, zostali skazani nieprawomocnie. „Decyzja będzie należała do komendanta wojewódzkiego policji” – zastrzegł.

Wydarzenia z 2016 roku

Jak informowała przed rokiem prasa, sprawa ma związek z wydarzeniami, jakie w nocy z 6 na 7 lutego 2016 r. rozegrały się w pubie przy gliwickim rynku. Nad ranem, kiedy impreza się kończyła, na rynku doszło do bijatyki między pseudokibicami. 17-latek, który jest kibicem Piasta Gliwice, wraz z kolegami wyszli przed lokal, aby obserwować zajście. Kiedy wrócili do środka, jeden z nich niechcący zderzył się z jakimś mężczyzną i oblał go piwem. Potem okazało się, że ten mężczyzna to policjant po służbie. Miał wezwać patrol, który zatrzymał wracającego z pubu nastolatka, gdy ten już rozstał się z kolegami.

„W pewnym momencie zatrzymali się i kazali mi podejść do auta. Byłem przekonany, że to za to, że przebiegłem przez ulicę. Kazali mi jednak wsiąść do radiowozu, po czym od razu jeden z policjantów uderzył mnie w głowę” – mówił przed ponad rokiem nastolatek dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”.
Źródło info i foto: interia.pl

Nożownik spod Wilkowic aresztowany

Trzymiesięczny areszt dla mężczyzny z powiatu bielskiego, który nożem ugodził 18-latka. Taką decyzję, na wniosek prokuratury, podjął sąd. Wcześniej podejrzany usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Reporter RMF FM usłyszał w prokuraturze, że atak to wynik „osobistych spraw między mężczyznami”. Obaj dobrze się znają.

Atak miał nie być przypadkowy. 18- i 24-latek w minioną sobotę spotkali się w ustronnym miejscu niedaleko Wilkowic. W pewnym momencie starszy z mężczyzn zaatakował młodszego. Napastnik zadawał ciosy w plecy, szyję i ramiona. Na szczęście 18-latek zdołał się obronić, a w szpitalu okazało się, że jego obrażenia nie zagrażają życiu.

Prokurator postawił podejrzanemu zarzut usiłowania zabójstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

17-letni Adrian W. trafi do aresztu na 3 miesiące. Jest podejrzany o zabójstwo 16-latka

Sąd podjął decyzję o areszcie tymczasowym dla 17-latka podejrzanego o zamordowanie rok młodszego Sebastiana – ustaliła reporterka RMF FM. Grozi mu 25 lat więzienia. Kołobrzeski sąd aresztował na trzy miesiące Adriana W. – nastolatka podejrzanego o zamordowanie swojego 16-letniego przyjaciela Sebastiana. 17-latkowi grozi 25 lat więzienia.

Ze względu na wysokie zagrożenie karą, decyzja sądu była właściwie formalnością. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury, zabiegającej o zastosowanie aresztu tymczasowego wobec podejrzanego.

Zarzut zabójstwa 16-letniego Sebastiana J. z Kołobrzegu prokuratura postawiła w środę 17-letniemu Adrianowi W. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski, podejrzany przyznał się do zabójstwa. Złożył obszerne wyjaśnienia. Miał powiedzieć śledczym, że w poniedziałek rano czekał na klatce schodowej na Sebastiana J. i kilkukrotnie ugodził go nożem.

Adrian zeznał, że czuł do przyjaciela odrazę i uznał, że jedynym rozwiązaniem będzie zabicie Sebastiana.

Od pewnego czasu czuł urazę do Sebastiana, bo kiedyś byli bardzo bliskimi kolegami, dobrymi przyjaciółmi, a te kontakty zaczęły się psuć. Sebastian nie chciał się z nim często spotykać. Zdaniem podejrzanego, zaistniała taka sytuacja, że on nie mógł się porozumieć z pokrzywdzonym i postanowił pozbawić go życia – powiedział prokurator.

Nastolatek w areszcie przejdzie obserwację psychiatryczną. Mimo młodego wieku, za zabójstwo ma odpowiadać jak dorosły.

Morderstwo w Kołobrzegu

Zakrwawionego Sebastiana J. znaleziono w poniedziałek rano na klatce schodowej bloku przy ul. Rybackiej w Kołobrzegu, w którym mieszkał. Wezwano pogotowie, ale na ratunek było już za późno. Lekarz stwierdził zgon 16-latka. Sebastian J. miał sześć ran zadanych nożem, m.in. w szyję i klatkę piersiową.

Podejrzany o zabójstwo Adrian W. nie ukrywał się, policja zatrzymała go po ustaleniu miejsca pobytu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Adwokat Marcin Dubieniecki trafi do aresztu. Jest decyzja szczecińskiego sądu

Sąd Rejonowy w Szczecinie zdecydował w środę o dalszych losach Marcina Dubienieckiego. Były mąż Marty Kaczyńskiej spędzi najbliższe dwa miesiące w areszcie. Drugi zatrzymany w tej sprawie, były wiceminister skarbu Przemysław Morysiak nie został aresztowany.

Chodzi o tzw. aferę w SKOK Wołomin. Zarówno Marcin Dubieniecki jak i Przemysław Morysiak usłyszeli zarzut płatnej protekcji, powoływania się na wpływy w instytucji państwowej i przyjmowania korzyści majątkowej w zamian za pośrednictwo w załatwieniu sprawy. Mężczyznom może grozić nawet do ośmiu lat więzienia.

Trzecim zatrzymanym w tej sprawie jest warszawski biznesmen Krzysztof B., który usłyszał zarzut wręczania korzyści majątkowej. Wobec niego sąd zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym poręczenie majątkowe i dozór policji.

Marcin Dubieniecki i Przemysław Morysiak wyrazili zgody na publikowanie ich nazwisk i wizerunków.
Źródło info i foto: se.pl

Rozbito grupę handlującą narkotykami

13 osób zatrzymanych, 11 tymczasowo aresztowanych, a 2 objętych policyjnym dozorem to wynik dotychczasowych działań stołecznych policjantów wymierzonych w przestępczość narkotykową na terenie województwa mazowieckiego. Dzięki funkcjonariuszom na rynek nie trafi znaczna ilość środków odurzających i substancji psychotropowych, a mężczyźni podejrzewani o ich przemyt, wprowadzanie do obrotu oraz inne przestępstwa usłyszeli już zarzuty. Mogą im grozić kary wieloletniego więzienia.

Policjanci ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową prowadzą pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga sprawę, która swój początek miała w ubiegłym roku. Wspólne śledztwo przyniosło nowe ustalenia. Dzięki pracy operacyjnej i procesowej wytypowano osoby, które mogły zaopatrywać się w narkotyki produkowane w podwarszawskiej miejscowości, a następnie rozprowadzać je na terenie województwa mazowieckiego.

Z informacji śledczych i policjantów wynikało, że w narkotykowy proceder może być zamieszana grupa osób, mieszkańców powiatu ostrołęckiego i siedleckiego, wielokrotnie karanych, niebezpiecznych, mających na koncie kolejne poważne przestępstwa, w tym usiłowanie zabójstwa.

Policjanci po raz kolejny „uderzyli” w narkotykowe środowisko. Wspierani przez „antyterrorystów” jednocześnie weszli do ponad 20 mieszkań i domów głównie na terenie województwa mazowieckiego. Do działań zaangażowano również policjantów z radomskiego wydziału „antynarkotykowego”, komend rejonowych, powiatowych garnizonu stołecznego oraz wydziałów KSP. W powiecie ostrołęckim zostało zatrzymanych 8 mężczyzn, w Siedlcach – 2, a pozostali w Ostrowi Mazowieckiej, Elblągu i Warszawie. Podczas przeszukań ich miejsc zamieszkania, pomieszczeń gospodarczych oraz pojazdów zabezpieczono 65 tys. złotych na poczet przyszłych kar, znaczną ilość amfetaminy oraz marihuany. Przejęto także kokainę.

Z ustaleń śledczych wynika, że osoby te na przestrzeni ostatnich lat mogły wprowadzić do obrotu co najmniej 240 kilogramów narkotyków oraz brać udział w ich przemycie, m.in. z Holandii i Niemiec, a z procederu uczyniły sobie stałe źródło dochodu. W toku prowadzonego śledztwa okazało się również, że jeden z mężczyzn jest podejrzewany o próbę zabójstwa z broni palnej, a do zdarzenia doszło w Ostrołęce w 2016 roku.

Wszyscy zatrzymani zostali przewiezieni do Komendy Stołecznej Policji. Po wykonaniu czynności procesowych policjanci doprowadzili ich do Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, gdzie zostali przesłuchani. Prokurator przedstawił im łącznie kilkadziesiąt zarzutów z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii dotyczących głównie przemytu narkotyków, wprowadzania ich do obrotu oraz posiadania. Część z nich była wielokrotnie karana. 34-latek odpowie także za usiłowanie zabójstwa. Sąd po zapoznaniu się ze sprawą podjął decyzję o zastosowaniu aresztu wobec 11 mężczyzn, dwóch zostało objętych policyjnym dozorem.

Sprawa ma charakter rozwojowy, a policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kamil Durczok na wolności. Jest zażalenie prokuratury na decyzję sądu

Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję katowickiego sądu rejonowego, który w ubiegłym tygodniu nie uwzględnił jej wniosku o aresztowanie Kamila Durczoka, podejrzanego o oszustwo i podrobienie weksla.

Informacja o złożeniu zapowiadanego wcześniej zażalenia pojawiła się w czwartek na stronie internetowej Prokuratury Regionalnej w Katowicach. „Prokurator, nie podzielając stanowiska sądu o niezastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego Kamila D., złożył w dniu 11 grudnia 2019 roku zażalenie na to postanowienie” – napisano w komunikacie.

Sprawą zajmie się Sąd Okręgowy w Katowicach.

Znany dziennikarz został w ubiegłym tygodniu zatrzymany pod zarzutem oszustwa i podrobienia weksla. Po przesłuchaniu prokuratura domagała się jego aresztowania na trzy miesiące. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie uwzględnił jej wniosku. Jak później uzasadnił, choć powaga czynu zarzucanego Durczokowi (zgodził się na podawanie nazwiska) jest bezdyskusyjna, jednak prokuratura nie wykazała, że podejrzany mógłby utrudniać śledztwo i tylko aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania.

Według sądu, analiza zebranych dotychczas dowodów wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Kamila Durczoka zarzucanych mu przestępstw, dotyczących podrobienia dokumentów w celu użycia ich za autentyczne, uznał jednak, że dowody nie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, iż dopuścił się także oszustwa. Sąd nie podzielił stanowiska prokuratury o uzasadnionej obawie utrudniania śledztwa. W jego ocenie, znacząca część dowodów jest już zgromadzona i Durczok nie ma możliwości wpływania na przebieg postępowania.

Prokuratura Regionalna w Katowicach decyzję sądu uznała w ubiegłym tygodniu za „nieracjonalną i niezrozumiałą”. „Sąd łagodniej potraktował podejrzanego, przyznając mu swoisty +immunitet celebryty+, wpływając negatywnie na dalszy tok postępowania” – ocenili prokuratorzy, zapowiadając wówczas złożenie zażalenia.

PAP otrzymała z sądu treść uzasadnienia tamtego postanowienia, po zanonimizowaniu i z wykreślonymi fragmentami dokumentu, których ujawnienie mogłoby naruszyć tajemnicę śledztwa.

W uzasadnieniu sąd przypomniał treść art. 249 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że środki zapobiegawcze można stosować w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, a wyjątkowo także w celu zapobiegnięcia popełnieniu przez oskarżonego nowego, ciężkiego przestępstwa; można je stosować tylko wtedy, gdy dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany lub oskarżony popełnił przestępstwo. Przywołał też art. 258 kpk, zgodnie z którym areszt lub inne środki zapobiegawcze można stosować w razie uzasadnionej obawy ucieczki, ukrywania się podejrzanego czy obawy nakłaniania przez niego świadków do składania fałszywych zeznań czy innego utrudniania postępowania oraz zagrożenia surową karą.

Na obydwa te przepisy powołała się prokuratura, składając wniosek o aresztowanie dziennikarza.

Według sądu, analiza zebranych dotychczas dowodów wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Durczoka zarzucanych mu przestępstw, dotyczących podrobienia dokumentów w celu użycia ich za autentyczne, uznał jednak, że dowody nie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, iż dopuścił się także oszustwa. Sąd uznał tym samym, że przesłanka ogólna do stosowania środka zapobiegawczego (dotycząca prawdopodobieństwa popełniania zarzucanych czynów) została spełniona tylko w zakresie części zarzutów. Nie podzielił stanowiska prokuratury o uzasadnionej obawie utrudniania śledztwa i grożącej Durczokowi surowej karze. Prokurator przytoczył jedynie treść przepisów wskazujących na zaistnienie takich przesłanek, ale lakonicznie podał, że musi wykonać dalsze czynności procesowe z osobowych źródeł dowodowych – napisał sąd.

Co ważne, zdaniem prokuratora dla zastosowania wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania wystarczającym jest, że grozi mu surowa kara, i nie musi wykazywać innych przesłanek – dodał sąd, podkreślając, że obawa matactwa powinna wynikać z konkretnych okoliczności. Sąd takich okoliczności na obecnym etapie śledztwa nie dostrzegł. W jego ocenie, znacząca część dowodów jest już zgromadzona i Durczok nie ma możliwości wpływania na przebieg postępowania.

Powaga zarzucanego podejrzanemu czynu jest bezdyskusyjna, ale brak rzeczowego uzasadnienia dla wykazania obawy matactwa i to występującej w takim stopniu natężenia, konkretnej i realnej, że tylko tymczasowe aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć dalszy tok śledztwa – podkreślił sąd. Przypomniał, że informacje o sfałszowaniu weksla pojawiały się mediach już w sierpniu br. i nie stwierdzono, by Durczok próbował torpedować śledztwo i by miał ku temu jakiekolwiek możliwości.

Poprzednio dziennikarz został zatrzymany pod koniec lipca br., po tym, jak uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku drogi krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Jak się okazało, prowadząc samochód miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Za takie przestępstwa grozi nawet 12 lat więzienia. Durczok przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu, co jest zagrożone karą do 2 lat więzienia.

Prokuratura rejonowa skierowała wtedy do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego, ale sąd nie przychylił się do tego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Zażalenie od tej decyzji złożyła do sądu II instancji Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim, która przejęła śledztwo. Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję sądu I instancji. Zmienił natomiast wysokość poręczenia – kwotę 15 tys. zł podwyższył do 100 tys. zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko Mateuszowi H. za spowodowanie wybuchu w Bielsku-Białej

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko Mateuszowi H., który jest oskarżony o popełnienie łącznie dwudziestu przestępstw, w tym sprowadzenie zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach, w postaci eksplozji materiałów łatwopalnych – powiedziała w czwartek rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Jak przekazała rzecznik Prokuratury Krajowej, akt oskarżenia został skierowany do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej 3 grudnia.

– Mateusz H. został zatrzymany 25 lutego 2019 roku na polecenie prokuratora Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach – powiedziała Bialik, która dodała, że prokurator oskarżył Mateusza H. o dwadzieścia przestępstw, w tym sprowadzenie zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać eksplozji materiałów łatwopalnych oraz usiłowania spowodowania zawalenia kolejnych dwóch budynków mieszkalnych, powodując szkodę w mieniu inwestora w kwocie co najmniej 1,2 miliona.

Prokurator przypomniała, że do zdarzenia doszło 17 lipca 2018 r., gdy służby ratunkowe zostały powiadomione o nagłych wybuchach, wskutek których częściowo zawalił się budowany budynek wielorodzinny na osiedlu Sarni Stok w Bielsku-Białej. – Sprawca zdarzenia podłożył cztery butle gazowe z zawartością gazu propan-butan, które uprzednio przerobiono – tłumaczyła Bialik.

Wskazała też, że w tamtym czasie w mediach elektronicznych opublikowano manifest, z którego wynikało, iż sprawcą wybuchu jest osoba podpisana jako „Pocahontas”, która działa w imieniu organizacji „Brygada Wschód”. „W liście zawarte były żądania skierowane do dewelopera, aby zaprzestał on rozbudowy rozpoczętej inwestycji. List zawierał groźby, że nie zastosowanie się do żądań spowoduje kolejne działania „Brygady Wschód” skutkujące wyburzeniami innych budynków – podała prokurator.

Oskarżonemu grozi do 10 lat więzienia

Poinformowała również, że w kolejnych dniach do innych adresatów trafiło również siedem tradycyjnych listów, w których autor wskazał, iż zostały one sporządzone z zachowaniem środków ostrożności, bez odcisków palców, śladów osmologicznych, biologicznych, identyfikacyjnych drukarki, ani żadnych innych, które mogłyby zostać wykorzystane przez policję.

– W toku postępowania prokurator, w oparciu o uzyskane opinie biegłego, ustalił adres skrzynki e-mail oraz adres IP, który był przypisany do ogólnodostępnego WI-FI w placówce jednego z banków w Bielsku-Białej – opisuje Bialik.

Dodatkowo śledczy ustalili, że w 2017 r. na budowie doszło do spalenia koparki budowlanej podwykonawcy. Sprawca na miejscu pozostawił wydrukowaną kartkę z ostrzeżeniem.

– Kolejne czynności dowodowe przeprowadzone przez prokuratora w tym m.in. powołanie kolejnych biegłych, pozwoliły na ustalenie, że sprawcą tych zdarzeń jest Mateusz H. – student kilku uczelni śląskich – poinformowała.

Dodała, że jednocześnie ustalono, że H. dopuścił się on innych przestępstw w tym gróźb karalnych oraz w kilkunastu wyłudzeń świadczeń socjalnych zarówno na szkodę wyższych uczelni, jak i na szkodę ośrodków pomocy społecznej.

Za zarzucane mu czyny może grozić nawet do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wyrok ws. byłego prezydenta Olsztyna odroczony. Mężczyzna oskarżony jest o zgwałcenie ciężarnej urzędniczki ratusza

Do 13 grudnia Sąd Okręgowy w Olsztynie odroczył w poniedziałek ogłoszenie wyroku w apelacyjnej sprawie byłego prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego.

Jestem niewinny, absolutnie niewinny – powiedział Małkowski po wyjściu z sali rozpraw i nie rozmawiał więcej z dziennikarzami.

Iwona Kruszewska, prokurator oskarżająca Małkowskiego, powiedziała, że nie może ujawnić co się wydarzyło na sali rozpraw, ponieważ sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności.

Wyrok ma zostać ogłoszony w piątek w południe. Jego uzasadnienie także będzie niejawne. Prokurator w apelacji domaga się uchylenia wyroku uniewinniającego, tego samego chce pokrzywdzona. Małkowski nie wniósł apelacji co jest jednoznaczne z tym, że uznaje wyrok uniewinniający za słuszny.

Od 11 lat były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski jest oskarżany o zgwałcenie urzędniczki ratusza, która była w ciąży. W pierwszym rozpoznaniu sprawy przez sąd w Ostródzie Małkowski został skazany na 5 lat więzienia, w ponownym procesie – który w grudniu zakończył się w Olsztynie – został uniewinniony.

Małkowski konsekwentnie twierdzi, że jest niewinny. W lokalnej gazecie przed laty przyznał się jedynie do romansu z urzędniczką i porównał swoją sytuację w tym względzie do Billa Clintona.
Źródło info i foto: Dziennik.pl