31-latek nakaszlał na kobietę i straszył, że ma koronawirusa. Stanie przed sądem

To było skrajnie nieodpowiedzialne, a wręcz głupie zachowanie. I będzie miało swój finał w sądzie. 31-letniego mieszkańca Świnoujścia czekają poważne kłopoty. Mężczyzna najpierw nakaszlał na kobietę, a następnie dodał, że ma koronawirusa. Swoje zachowanie tłumaczył, że był to żart primaaprilisowy.

Świnoujscy policjanci, po otrzymaniu niepokojącego zgłoszenia o zachowaniu mężczyzny, błyskawicznie ustalili sprawcę ponurego żartu. 31-letni mieszkaniec Świnoujścia nie miał objawów świadczących o zakażeniu koronawirusem, ponadto przyznał, że jest zdrowy, a jego zachowanie miało być jedynie formą żartu z okazji prima aprilis.

Ze względu na skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie mężczyzny, funkcjonariusze policji postanowili skierować wobec 31-latka wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Świnoujściu.
Źródło info i foto: se.pl

63-latek zaatakował kolegę siekierą. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Jak poinformował rzecznik wołomińskiej policji, do zdarzenia doszło kilka dni temu w podwarszawskich Markach. – Policjanci zostali powiadomieni przez centrum powiadamiania ratunkowego o mężczyźnie, który miał doznać obrażeń głowy zadanych siekierą – powiedział asp. szt. Sitek.

– Do zdarzenia miało dojść podczas awantury w pomieszczeniu zajmowanym przez jednego z jej uczestników. Poszkodowany z poważnymi obrażeniami ciała został przetransportowany do jednego z warszawskich szpitali – przekazał policjant.

Wskazał, że ustalenia miejscowych funkcjonariuszy wskazały, że między dwoma mężczyznami doszło do kłótni, w trakcie której 63-latek uderzył siekierą swojego kolegę w głowę. – Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niego ponad 1,2 promila alkoholu – podał.

Zatrzymany 63-latek po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrażającego życiu innej osobie. Decyzją Sądu Rejonowego w Wołominie 63-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiąca.

Za zarzucane mu czyny może grozić kara 25 lat więzienia albo dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Kolejne zatrzymania pseudokibiców

Gorzowscy policjanci, tak jak zapowiadali, docierają do kolejnych osób powiązanych ze środowiskami pseudokibiców. W ręce stróżów prawa, po skrupulatnych czynnościach operacyjnych i procesowych, wpadło kolejnych trzech napastników, którzy w ubiegłą sobotę brali udział w ustawce. Decyzją Sądu dwóch z nich już zostało tymczasowo aresztowanych, a kolejny czeka na przeprowadzenie z jego udziałem czynności procesowych przez Policję i Prokuraturę.

W ubiegły weekend /21 marca/ opinię publiczną obiegło nagranie, na którym widać grupę około 30 osób, które na jednej z gorzowskich ulic okładają się pięściami i kopią nawzajem. Na gorąco, zanim nie zdążył jeszcze opaść pobitewny kurz, gorzowscy policjanci zatrzymali dziewięciu napastników. Zabezpieczone przedmioty potwierdziły przypuszczenia śledczych, że mieliśmy do czynienia z ustawką pseudokibiców. Oględzinom i badaniom laboratoryjnym poddano kominiarki z emblematami klubów sportowych oraz ochraniacze na szczękę. Zbierany skrupulatnie materiał dowodowy przez policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie Wlkp. i prokuratorów pozwolił początkowo na wytypowanie kilku uczestników ustawki, a później już na ich zatrzymanie. Śledczy wnioskowali o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Sąd przychylił się do wniosku śledczych dlatego od tygodnia 9 pseudokibiców już znajduje się za bramą aresztu śledczego.

Ale zapowiadaliśmy, że na tym policjanci nie poprzestaną, i że realizowane będą pozostałe zatrzymania. Obietnice śledczych zostały zrealizowane kolejno we wtorek, środę i piątek. Wówczas to, w wyniku dalszych ustaleń i analiz policyjnych, w ręce funkcjonariuszy kryminalnych wpadło trzech kolejnych pseudokibiców w wieku 23, 37 i 22 lat. Dwaj pierwsi już trafili do aresztu śledczego. O tym czy ich los podzieli ten ostatni musimy poczekać do zakończenia czynności procesowych, które są prowadzone przez Policję i Prokuraturę.

Zatrzymani podejrzani są o to samo, co ich koledzy. Wszyscy usłyszeli lub usłyszą zarzuty związane z udziałem w bójce lub pobiciu, podczas której narazili współuczestników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Wszystko to procesowo powiązane będzie z czynem o charakterze chuligańskim, bowiem doszło do rażącego zlekceważenia porządku prawnego.

Dalsze działania będą prowadzone równolegle pod kątem procesowym, uzupełniając już dotychczas zebrany materiał dowodowy oraz operacyjny. Gorzowscy policjanci będą dążyć do kolejnych ustaleń pozwalających na zatrzymania pozostałych pseudokibiców biorących udział w tej bójce. Pomóc w tym ma zabezpieczony monitoring, nagrania oraz informacje od świadków, które mogą być kluczowe i o które zabiegają śledczy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Otwarty bar w Lubinie. Właścicielce grozi 8 lat więzienia

71-letnia właścicielka baru w Lubinie (Dolnośląskie), mimo wprowadzonego stanu epidemii, otworzyła swój lokal i serwowała klientom alkohol. Zarówno kobieta, jak i jej klienci mogą mieć teraz problemy. W wtorek sprawę policjantom zgłosił mieszkaniec, który przez witrynę osiedlowego baru dostrzegł siedzących w nim klientów spożywających alkohol.

– Skierowani na miejsce policjanci zastali 71-letnią właścicielkę barku oraz sześciu klientów, którzy w środku zachowywali się, jakby nie było żadnej epidemii. Lokal został zamknięty, a o zdarzeniu powiadomiono prokuraturę. Trwają czynności zmierzające do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej sprawy – mówi Krzysztof Pawlik z lubińskiej policji.

Kłopoty właścicielki

Zabezpieczony został monitoring, a także wydruki z kasy, które mogą posłużyć jako dowody w dalszym postępowaniu. Nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów, ale jak zaznacza policja, temu kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób, m.in. powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej, może grozić kara nawet do 8 lat więzienia. W tym przypadku tyczy się to właścicielki lokalu.

– Natomiast sześciu mężczyzn może odpowiedzieć za popełnione wykroczenie nie stosowania się do rozporządzenia Ministra Zdrowia, za co grozi im kara grzywny do 5000 złotych. Sprawa zostanie skierowana do sądu – informuje Pawlik.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policjanci nie zastali w domu bossa „wnuczkowej mafii”. Będzie list gończy

Funkcjonariusze policji w środę (25 marca) rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” listem gończym. „Hoss” specjalizował się w przestępstwach metodą „na wnuczka”. Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek, po otrzymaniu dokumentacji z sądu, podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

„Nakaz zatrzymania nie mógł zostać zrealizowany. Arkadiusz Ł. nie przebywał pod adresem wskazanym sądowi. Dlatego w środę rano funkcjonariusze pojechali do sądu, by dostarczyć dokumentację wskazującą na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym” – powiedział Borowiak.

Jak wyjaśniał we wtorek sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu, w przypadku braku możliwości zatrzymania „Hossa” w miejscu, w którym miał przebywać, zostanie za nim wydany list gończy.

Areszt międzyinstancyjny

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

„We wrześniu w sprawie ‚Hossa’ została orzeczona nieprawomocnie kara siedmiu lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu” – wyjaśniła w poniedziałek prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

„Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary siedmiu lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości” – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

„Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy” – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Zażalenie na decyzję z 18 marca

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

„Król wnuczkowej mafii”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na siedem lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na sześć lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

Ponowne zatrzymanie

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Ukrywał się w wynajętym mieszkaniu

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: interia.pl

48-latek z Rudy Śląskiej zmasakrował młotkiem sąsiada

48-latek z Rudy Śląskiej (woj. śląskie) wyszedł niedawno z więzienia. Szybko do niego wróci, gdyż z nieznanych dotąd przyczyn skatował młotkiem mężczyznę, który przebywał w sąsiednim mieszkaniu. Zatrzymując agresora policjanci musieli zachować specjalne środki ostrożności, gdyż u jego partnerki podejrzewano zakażenie koronawirusem.

Do brutalnego pobicia doszło w piątek, ale informują o nim dopiero teraz, m.in. ze względu na specjalne środki ostrożności, które musieli podjąć w trakcie zatrzymania. Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, iż w jednym z rudzkich mieszkań doszło do awantury. Szybko okazało się, że 48-letni recydywista zaatakował młotkiem młodszego mężczyznę. – Policjanci natychmiast przystąpili do działania i zatrzymali sprawcę. Zatrzymany przyznał się policjantom do pobicia – relacjonują mundurowi. 45-letnia ofiara bandyty w ciężkim stanie trafiła do rudzkiego szpitala.

Interwencja nie przebiegała standardowo, gdyż u partnerki zatrzymanego występowało podejrzenie zakażenia koronawirusem. Z tego względu policjanci policjanci m.in. nosili maseczki, a 48-latek trafił do specjalnie odizolowanej policyjnej celi.

– Mężczyzna ma na swoim koncie kilka przestępstw, za które odbywał już kary pozbawienia wolności. Niecałe dwa tygodnie temu wyszedł on z wiezienia – informują śledczy. 48-latek został już doprowadzony do rudzkiego sądu, który zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Sędzia przychylił się do tego wniosku. Agresorowi grożą 3 lata więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ministerstwo Sprawiedliwości chce podwoić liczbę więźniów, którzy będą odbywać karę w systemie dozoru elektronicznego

Ministerstwo Sprawiedliwości chce niemal podwoić liczbę więźniów, którzy będą odbywać karę w systemie dozoru elektronicznego: z pięciu tysięcy teraz do dziewięciu tysięcy. Resort także zmienia przepisy tak, by sądy i więzienia mogły znacznie swobodniej działać za pomocą telekonferencji i poczty elektronicznej.

Rozwiązania mają być częścią pakietu zmian w ustawach związanych z epidemią choroby COVID-19, spowodowaną koronawirusem.

„Więźniowie, mający łączną sumę kar nieprzekraczających 18 miesięcy, będą mogli się ubiegać o odbywanie kar w systemie dozoru elektronicznego” – brzmi komunikat resortu.

Decyzja sądu

To spora zmiana, gdyż teraz taką możliwość mają skazani na maksymalnie rok więzienia. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że korzysta z niej pięć tysięcy osób, a dziewięć tysięcy spełnia wymagania.

– Każdy przypadek skazanego ocenia sąd penitencjarny, stąd nie wszyscy mają „obrączki”. To się nie zmieni, zostawiamy również decyzję sądowi penitencjarnemu – usłyszeliśmy od jednego z urzędników ministerstwa.

„Obrączki” dla 6 tysięcy

Jeszcze według niedawno przekazywanych oficjalnych informacji wydolność systemu dozoru wynosiła 6 tysięcy osób.

– Chodzi o tych osadzonych, którzy jednocześnie mają aktywną bransoletkę. Bo oczywiście w ciągu roku, gdy kolejni kończyli kary, nawet 12 tysięcy mogło przewinąć się przez system – mówi nam doświadczony funkcjonariusz Służby Więziennej.

Przerwa w karze

Projekt zakłada również specjalną „przerwę” w wykonywaniu kary więzienia, która będzie dotyczyć skazanych do maksymalnie trzy lata więzienia.

„Przepis taki miałby zastosowanie wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, gdy jest to niezbędne do ograniczenia ryzyka epidemii w zakładzie karnym. Wniosek taki nie mógłby dotyczyć skazanego za przestępstwo umyśle zagrożone surowszą karą niż 3 lata więzienia ani skazanego za przestępstwa popełnione w ramach recydywy czy zorganizowanej przestępczości” – brzmi komunikat ministerstwa.

„Awaryjne” funkcjonowanie sądów

Opracowany w resorcie projekt zmian przyznaje również specjalne uprawnienia prezesom sądów apelacyjnych w związku ze stanem epidemii. Będą oni mogli organizować pracę sądów „w przypadku całkowitego zaprzestania czynności przez sąd powszechny lub wojskowy z powodu COVID-19”.

Prezes sądu apelacyjnego w takiej sytuacji będzie miał obowiązek zorganizować „awaryjne” funkcjonowanie sądów – np. posługując się sędziami z działających jeszcze okręgów, aby zapewnić działanie każdego sądu w najbardziej niezbędnych sytuacjach, takich jak np. rozpatrywanie wniosków o areszty tymczasowe.

Podobnie będzie w przypadku, gdy wszystkie sądy powszechne na terenie całej apelacji będą wyłączone. Wtedy Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego będzie miał taki obowiązek – wyznaczyć sądy z innych rejonów, by zastąpiły działanie wyłączonych.

Łącza zamiast rozpraw

Kierownictwo resortu sprawiedliwości chce również, aby jak najwięcej czynności mogło się odtąd odbywać za pomocą łącz, a nie osobiście. Pojawiły się więc przepisy, by np. posiedzenia sądu, na których zapadają decyzje o przedłużeniu aresztu, odbywały się właśnie w taki sposób – osadzony byłby obecny tylko za pomocą telekonferencji ze swojego zakładu karnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd aresztował podejrzanych o brutalne zabójstwo w Lubaniu

Na trzy miesiące aresztował sąd trzech mężczyzn w wieku od 21 do 38 lat, podejrzanych o brutalne zabójstwo, do którego doszło w nocy z 15 na 16 marca w Lubaniu (woj. dolnośląskie) – poinformowała w poniedziałek Prokuratura Krajowa. Jak podała w komunikacie Prokuratura Krajowa, podejrzani o zbrodnię to Piotr M., Patryk M. i Paweł M. – mieszkańcy Lubania.

Mieli oni, zdaniem śledczych, brutalnie pobić mężczyznę – uderzać go m.in. metalowym prętem, a nożem zadać rany twarzy. „Następnie sprawcy pozostawili konającego pokrzywdzonego w mieszkaniu, gdzie na skutek odniesionych obrażeń zmarł” – podała prokuratura.

Podejrzani o tę zbrodnię usłyszeli zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Na wniosek prokuratury zostali aresztowani na trzy miesiące. Grozi im dożywocie.
Źródło info i foto: interia.pl

Dzieciobójczyni z Sokolnik Małych ponownie przed sądem

Czy istnieje sprawiedliwa kara za takie okrucieństwo? Rozstrzygnie to sąd, który ponownie rozpatrzy sprawę dzieciobójczyni z Sokolnik Małych (woj. dolnośląskie). Marta S. (34 l.) zaszła w ciążę na jednej z licznych schadzek, na które się umawiała przez internet. Nie wiedziała, kto jest ojcem. W czerwcu 2016 r. urodziła dziecko w piwnicy. Chwilę później udusiła synka. Zarzuciła na niego stertę ubrań i dociskała, aż wydał ostatnie tchnienie. Następnego dnia spaliła zwłoki na podwórku. Zwęglone szczątki znalazła sąsiadka.

Rok po dokonaniu zbrodni kobieta została skazana przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu na 15 lat więzienia, ale jej obrona obniżyła wyrok w apelacji do 10 lat!

– To rażąco łagodna kara, niewspółmierna do winy – stwierdził prokurator generalny Zbigniew Ziobro (49 l.) i wniósł skuteczną kasację do Sądu Najwyższego.

Teraz sprawę ponownie rozpatrzy Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Wyrodna matka na nowy wyrok poczeka za kratami.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Mateusz K. ma trafić za kratki na 25 lat za udział w podwójnym zabójstwie. Nie wiadomo gdzie przebywa

Mateusz K. pomagał w podpaleniu kasyna, w pożarze zginęły dwie osoby. Najpierw sąd skazał go na dwa lata więzienia za groźby, jednak prokuratura dążyła do skazania mężczyzny za udział w podwójnym zabójstwie. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu do wniosku oskarżyciela publicznego się przychylił i skazał K. na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest prawomocny, ale skazany na razie i tak nie trafi do więzienia. Jego miejsce pobytu nie jest znane.

W kwietniu 2015 roku w jednym z kasyn na terenie Zgorzelca doszło do pożaru. – Piotr G. i Mateusz K. po oblaniu dwóch znajdujących się w nim mężczyzn benzyną, podpalili ją i doprowadzili do ich śmierci – informuje Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. I dodaje, że ustalenia prokuratury wskazywały, że sprawcy najpierw wspólnie przyjechali do kasyna, później K. wręczył kanister z benzyną G., a ten po wylaniu jego zawartości na dwóch mężczyzn podpalił ją.

Płonący mężczyźni wybiegli na ulicę. Świadkowie relacjonowali: „Jeden biegał, drugi leżał, obaj płonęli”. Ranni trafili do szpitala. Tam zmarli po kilku dniach.

Najpierw sąd skazał go za groźbę w celu wymuszenia pieniędzy

W tej sprawie już wcześniej na dożywocie skazano Piotra G. Na początku 2019 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy Piotra G. A decyzja ta oznaczała, że wcześniej wymierzone – przez sądy dwóch instancji – dożywocie jest karą ostateczną.

– O współudział w zabójstwie oskarżono również Mateusza K., a w jego sprawie toczyło się odrębne postępowanie – przekazuje Czułowski. Jednak Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze uznał, że K. nie dopuścił się zabójstwa, a jedynie groźby, by wymusić należne mu pieniądze. Miało chodzić – jak wcześniej informowali śledczy – o 150 złotych z zaległej wygranej należącej do jego kolegi.

I za to skazał go na dwa lata więzienia. Taki wyrok nie spodobał się oskarżycielowi publicznemu i rodzinom zmarłych mężczyzn. Od rozstrzygnięcia się odwołano. W apelacji domagano się, by K. uznać za winnego udziału w zabójstwie. Wnioskowano też o wymierzenie mu kary dożywocia.

Wyrok jest, nie ma skazanego

Sprawa trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. A ten skazał Mateusza K. na 25 lat pozbawienia wolności. Tym samym uwzględnił wnioski prokuratury i oskarżyciela posiłkowego. Wyrok jest prawomocny, choć na razie nie można go wykonać. Jak przekazuje prokuratura aktualne miejsce pobytu mężczyzny nie jest znane. Prawdopodobnie przebywa on za granicą.
Źródło info i foto: tvn24.pl