Powstaną specjalne komisje ws. śmierci Dawida Kosteckiego i Brunona Kwietnia

„Prokuratura i Służba Więzienna profesjonalnie wyjaśniają wszelkie okoliczności” – obwieściło Ministerstwo Sprawiedliwości w kontekście samobójstwa Dawida Kosteckiego i śmierci Brunona Kwietnia, do których doszło w zakładach karnych. Resort przekazał, że obydwiema sprawami zajmują się „specjalne komisje”.

Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało w poniedziałek oświadczenie dotyczące dwóch spraw, które wydarzyły się w więzieniach. Chodzi o śmierć Brunona Kwietnia oraz samobójstwo boksera Dawida Kosteckiego. Choć resort dementuje wiele informacji i potwierdza dotychczasowe ustalenia, to zaznacza:

Niezależnie od tych ustaleń sprawę tych dwóch zgonów badają specjalne komisje Służby Więziennej oraz prokuratura.
Padają też zapewnienia, że „Prokuratura i Służba Więzienna profesjonalnie wyjaśniają wszelkie okoliczności”.

Ministerstwo o sprawie Kosteckiego: Już wcześniej chciał popełnić samobójstwo

W przypadku Kosteckiego resort sprawiedliwości stanowczo zaprzecza – za Prokuraturą Krajową – że ten nigdy nie zeznawał, że „znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich”. Ministerstwo zaznacza, że to nieprawdziwe informacje.

Zlecona przez prokuraturę sekcja zwłok mężczyzny wykluczyła udział osób trzecich, potwierdzając, że Dawid Kostecki popełnił samobójstwo. Warto podkreślić, że wcześniej już próbował popełnić samobójstwo na wolności. Wynika to z informacji podanych przez niego w czasie przyjęcia do zakładu karnego w 2015 roku. Był także członkiem podkultury przestępczej w więzieniu – czytamy. Resort sprawiedliwości w oświadczeniu postanowił zaznaczyć, że rodzina Dawida Kosteckiego spotkała się 6 sierpnia z dyrektorem Aresztu Śledczego w Warszawie Białołęce i uzyskała „pełną informację o okolicznościach zdarzenia i nie zgłosiła żadnych uwag”.

Inaczej twierdzi Roman Giertych, pełnomocnik rodziny. Jak przekazał mediom, rodzina domaga się zmiany prokuratora prowadzącego sprawę i ponownego przeprowadzanie sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Trzy ciała znalezione w domu niedaleko Świdnicy

W jednym z mieszkań w Lutomi Górnej (województwo dolnośląskie) odnaleziono ciała trzech osób. Wiele wskazuje na to, iż w tej małej podświdnickiej miejscowości mogło dojść do samobójstwa rozszerzonego, czyli podwójnego zabójstwa, a następnie samobójstwa sprawcy. Policja nie chce potwierdzać tych rewelacji.

– Na terenie jednej z miejscowości w powiecie świdnickim policjanci znaleźli ciała trzech osób. Na miejscu były wykonywane czynności, będziemy ustalać szczegółowy przebieg zdarzenia – powiedział w rozmowie z Fakt24 aspirant sztabowy Wojciech Jabłoński.

Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, w Lutomi Górnej mogło dojść do rozszerzonego samobójstwa. Z nieoficjalnych informacji gazety wynika, że 22-letni mężczyzna miał zamordować swoją matkę i dziewczynę, a następnie popełnić samobójstwo. Zwłoki miał odnaleźć nastolatek, który wrócił ze szkoły. Policja nie chce potwierdzić medialnych rewelacji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Arizona: 11-latek zastrzelił swoją babcię. Następnie popełnił samobójstwo

Jedenastoletni chłopak w USA zabił swoją babcię, a następnie siebie samego. Przed tragedią dziadkowie kilkakrotnie nakazywali chłopcu, by zrobił porządek w swoim pokoju – jak donoszą amerykańskie media, powołując się na biuro szeryfa w miasteczku Litchfield Park w Arizonie.

Do tragedii doszło w sobotę po południu. Chłopak mieszkał u swoich dziadków. Do oglądających telewizję dziadków przyszedł wnuczek, który od tyłu strzelił 65-letniej babci w głowę. Strzał padł z broni dziadka. Ten poderwał się, by złapać chłopca, ale po chwili zajął się żoną i wezwał policję. W tym czasie chłopiec popełnił samobójstwo.

Wstępne dochodzenie wykazało, że przed tym incydentem nic nie wskazywało na to, żeby chłopiec chciał sobie czy komuś innemu wyrządzić krzywdę. Policja prowadzi śledztwo.

W ubiegły weekend głośną sprawą w USA było zabójstwo z rąk 15-letniego sprawcy w miasteczku DeBary na Florydzie. Jak poinformowała policja, chłopak udusił swoją śpiąca matkę. Następnie zakopał jej zwłoki w pobliżu kościoła, by zatuszować zbrodnię. Prawdopodobnym motywem zabójstwa była kłótnia z matką o jego złe wyniki w szkole.
Źródło info i foto: onet.pl

We krwi Slobodana Praljaka wykryto cyjanek potasu

We krwi Slobodana Praljaka, jednego z dowódców wojska bośniackich Chorwatów, który w środę popełnił samobójstwo na sali sądowej, wykryto cyjanek potasu – poinformowała w piątek holenderska prokuratura, powołując się na raport z sekcji zwłok. Badanie toksykologiczne wykazało stężenie cyjanku potasu we krwi Praljaka – oświadczyli śledczy. Za prawdopodobną przyczynę zgonu uznano niewydolność serca.

Na prośbę ONZ-owskiego trybunału ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii przy sekcji zwłok byli obecni dwaj chorwaccy eksperci. Wcześniej podczas śledztwa ustalono, że w fiolce, której zawartość wypił Praljak, był „produkt chemiczny, który może wywoływać śmierć”.

Skazany za zbrodnie wojenne

Praljak w środę zażył truciznę w sali sądowej, gdy trybunał ogłosił, że podtrzymuje wobec niego karę 20 lat więzienia za zbrodnie wojenne podczas konfliktu chorwacko-bośniackiego z lat 1993-94, który wybuchł podczas wojny w BiH w latach 1992-95.

Praljak, były wiceminister obrony Chorwacji i szef sztabu wojska bośniackich Chorwatów (HVO), w cywilu reżyser filmowy i teatralny, w 2013 roku został uznany wraz z pięcioma współoskarżonymi za winnego zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, popełnionych na Bośniakach w Mostarze podczas wojny z lat 1992-95. W procesie apelacyjnym trybunał potwierdził w środę kary ogłoszone w 2013 roku
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało 41-letniej kobiety znalezione na posesji w Pcimiu. Mąż popełnił samobójstwo

41-letnią kobietę z trzema ranami postrzałowymi głowy i klatki piersiowej znaleziono w piątek wieczorem na terenie jednej z posesji, natomiast w domu zabarykadował się 40-letni mąż ofiary. Mężczyzna miał postrzelić żonę.

– Popełnił samobójstwo podczas akcji policji – podał rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. 40-letni mężczyzna zastrzelił się z tzw. broni czarnoprochowej, kiedy policjanci weszli do pomieszczenia, w którym przebywał.

Na miejscu trwają czynności policyjne i prokuratorskie. Przesłuchiwany jest m.in. ojciec samobójcy. Radio RMF FM donosi, że kobietę z ranami głowy i klatki piersiowej znaleziono na terenie jednej z posesji, natomiast w domu zabarykadował się 40-letni mąż ofiary.

Według reportera Polsat News policja zaczęła zajmować się sprawą w piątek po południu. To wtedy szkoła poinformowała, że nikt z dorosłych nie odebrał trojga dzieci. Gdy kryminalni zaczęli sprawdzać to zgłoszenie, natrafili na zwłoki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Znaleziono ciało mężczyzny poszukiwanego w związku z zabójstwem byłej żony

Znaleziono zwłoki prawdopodobnie mężczyzny poszukiwanego w związku z zabójstwem byłej żony w Legionowie – poinformował w niedzielę PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Łukasz Łapczyński. Śledczy nie wykluczają samobójstwa.

Śledztwo w sprawie zabójstwa 49-letniej Beaty B. wszczęto w piątek – po tym, jak nad ranem w jednym z domów na terenie Legionowa znaleziono zwłoki kobiety. Według ustaleń prokuratury w domu tym mieszkał były mąż 49-latki, Dariusz B. Kobiety szukała córka, zaniepokojona faktem, że nie ma kontaktu z matką.

Łapczyński informował wówczas, że Dariusz B. jest poszukiwany, ponieważ „konieczne jest ustalenie, czy i jaki miał udział w sprawie”. Jak dodał, ze wstępnych ustaleń śledczych wynikało, iż między Beatą B. a jej byłym mężem mogło dochodzić do nieporozumień. Prokurator wskazał, że mężczyzna został w kwietniu skazany za uporczywe nękanie Beaty B. na karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Orzeczono wobec niego ponadto zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną i zbliżania się do niej z wyjątkiem sytuacji związanych z koniecznością wzajemnych rozliczeń majątkowych, w których to przypadkach kontakty miały się odbywać „jedynie za zgodą kobiety”. 49-latka mieszkała od czerwca 2016 r. we Wrocławiu. Z zeznań – jak relacjonował prokurator Łapczyński – wynika, że wielokrotnie spotykała się z byłym mężem. Przyjechała do Legionowa 24 maja wieczorem. Według Łapczyńskiego mężczyzna otworzył jej bramę, a świadkowie nie zauważyli, by doszło między nimi do konfliktu”.

W niedzielę po południu rzecznik prokuratury Warszawa-Praga przekazał PAP informację, że „w zbiorniku wodnym u zbiegu rzek Bug i Narew” zostały znalezione zwłoki mężczyzny. Teren ten podlega Prokuraturze Rejonowej w Wołominie.

Jak poinformował Łapczyński, zwłoki znaleźli policjanci z komisariatu policji w Radzyminie, którzy zauważyli na brzegu ubrania oraz samochód, którego używał poszukiwany Dariusz B. – Z wysokim prawdopodobieństwem jest to poszukiwany. Wskazuje na to wiele okoliczności – m.in. samochód, którym się poruszał, jak też (…) dokumenty, rzeczy osobiste, o których policjanci, którzy go poszukiwali, mieli informacje, i które znajdowały się przy tej osobie – powiedział.

W tej chwili na miejscu zdarzenia trwają oględziny z udziałem prokuratora Prokuratury Rejonowej w Wołominie – powiedział. Jak zaznaczył Łapczyński, nie jest jeszcze znana wstępna przyczyna zgonu, ale „mężczyzna mógł popełnić samobójstwo”. „To są hipotezy, to wszystko będzie w toku tego postępowania jeszcze dalej potwierdzane” – dodał.

Prokurator podkreślił, że znalezienie ciała „nie kończy jeszcze sprawy”. – Teraz tak naprawdę trzeba będzie przeprowadzić sekcję zwłok tego mężczyzny, pobrać od niego materiał dowodowy do dalszych badań w postaci śladów linii papilarnych oraz materiału do badań DNA i wyniki tych badań skonfrontować z materiałem zebranym w toku oględzin miejsca zabójstwa, tak, żeby potwierdzić, że ta osoba miała związek ze zdarzeniem – mówił.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tychy: Dwa ciała znalezione w mieszkaniu

Makabryczne odkrycie w Tychach. W jednym z mieszkań znaleziono tam ciało kobiety z raną na szyi. Nieco wcześniej przy torach kolejowych odkryto zwłoki mężczyzny, z którym ta kobieta mieszkała. Niewykluczone, że najpierw mogło dojść do zbrodni, a potem do samobójstwa. Dziś rano przy torach w Tychach znaleziono ciało mężczyzny. Początkowo przypuszczano, że to kolejne potrącenie osoby, która przechodziła przez torowisko. Policja ustaliła, że ofiarą jest 32-letni mieszkaniec Tychów.

W tym samym czasie ojciec mężczyzny, który nie wiedział jeszcze nic o znalezionym ciele przy torach,poszedł do mieszkania swojego syna. Był zaniepokojony, bo w piątek 32-latek przyprowadził do niego dwoje swoich kilkuletnich dzieci, zostawił je i więcej się nie odezwał. Chciał więc sprawdzić, czy coś się stało.

Ojciec 32-latka poszedł do jego mieszkania razem z ojcem przyjaciółki swojego syna. Kiedy mężczyźni weszli do środka, pod łóżkiem znaleźli ciało 32-letniej kobiety. Ofiara miała ranę na szyi. Na miejsce natychmiast wezwano policjantów oraz prokuratora.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Twórca gry „niebieski wieloryb” zatrzymany w Rosji

Filip Budeikin, człowiek, który od 2013 roku prowadził w sieci grę „niebieski wieloryb”, która popychała nastolatków do popełnienia samobójstwa, został zatrzymany w Rosji. Mężczyzna przyznał się do winy. Twierdzi jednak, że „czynił przysługę” społeczeństwu, a jego ofiary „chciały umrzeć”.

Filip Budeikin – jak informuje brytyjski „Daily Mail” – usłyszał zarzuty doprowadzenia do śmierci przynajmniej 16 nastolatków. Miał to zrobić przy użyciu swojej internetowej „gry” „niebieski wieloryb”. – Jasno wiedział, co zrobić, by doprowadzić dzieci do śmierci. Zaczął swą działalność w 2013 i cały czas udoskonalał metody. On i jego pomocnicy najpierw namawiali dzieci na założenie konta na społecznościowym portalu VKontakte – wyjaśnia Anton Breido z rosyjskiego Komitetu Śledczego. – Potem sprawdzali, które z ich ofiar były najbardziej podatne na manipulacje psychologiczne. Na początku kazano im wykonywać zadania, które dla większości dzieci były zbyt dziwne albo zbyt nudne – dodaje prokurator.

Gdy zostawała niewielka grupa dzieci, wtedy Budeikin i jego kompani polecali im – jak wyjaśnia Breido – ciąć sobie ręce, balansować na krawędzi dachu czy zabić zwierzę i to sfilmować. Zdaniem prokuratora, nastolatkowie byli gotowi zrobić wszystko, nie ważne, jak dziwne lub straszne były to zadania, byle tylko nie zostać wyrzuceni z grupy. Śledczy dodaje, że tuż przed ostatnim poleceniem – nakazem popełnienia samobójstwa – dzieci kasowały, na polecenie administratora grupy, całą prywatną korespondencję, co znacznie utrudniało śledztwo.

Na szczęście jedna z dziewczynek w ostatniej chwili została uratowana przed śmiercią. To dzięki jej zeznaniom i zawartości jej komputera, prokuratorom udało się dopaść Budeikina. Okazało się, że jego niedoszła ofiara codziennie o 4:20 rano musiała oglądać filmiki z nagraniami samobójstw czy zdjęcia zakrwawionych ciał. W tle słyszała nieprzyjemną muzykę oraz krzyki torturowanych dzieci i zwierząt. Budeikin powtarzał jej też, że jej życie nikogo nie obchodzi, a rodzice jej nie kochają. Po kilku dniach, jak tłumaczy śledczy Breido, dziewczyna straciła zdolność podejmowania logicznych decyzji, dała się więc przekonać do popełnienia samobójstwa.

Sam Budeikin twierdzi, że jego ofiary umierały szczęśliwe. – Dałem im to, czego nie mieli w prawdziwym życiu – znajomych, ciepło i zrozumienie – dodał. Jednocześnie jednak zeznał, że dzieci, które się zabiły, to biologiczne śmieci, które nie przynoszą pożytku społeczeństwu. – Czyściłem nasze społeczeństwo z takich ludzi. Zaczęło się to w 2013, gdy stworzyłem pierwszą taką internetową grupę. Było to konieczne, by odróżnić normalnych ludzi od śmieci – dodał. Przyznał też, że niespodziewanie dla niego pojawili się jego naśladowcy, a doprowadzanie ludzi do samobójstwa stało się internetowym trendem.

– To mnie irytuje – powiedział śledczym.

Prokuratura uważa, że takie podejście do ludzi to efekt jego samotnego dzieciństwa. – Walczył z rówieśnikami, nie miał przyjaciół, matka nie miała dla niego czasu, spędzał więc dużo czasu w sieci – wyjaśnia Breido. – Jego matka wychodziła o 5 rano, wracała wieczorem i tyko go karmiła. Nie wychodził nawet na spacery. Gdy dorósł okazało się, że człowiek, który nigdy nie nawiązał z nikim ludzkiego kontaktu, stał się panem życia i śmierci innych – podsumował rosyjski śledczy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sekty działające w sieci skłoniły już 130 dzieci do samobójstwa

Moskwa ogłasza, że stworzyła „cyberwojska”. Rosyjskie specsłużby wyłapują w internecie każdą „buntowniczą myśl”, ale patologie w rosyjskiej sieci specjalnie ich nie obchodzą. W niedzielę w syberyjskim Ust-Ilimsku dwie uczennice dziewiątej klasy skoczyły razem z dachu wieżowca. Jak podała agencja RIA Nowosti, powołując się na rzecznika praw dziecka w obwodzie irkuckim, dziewczynki najpewniej zrobiły to pod wpływem jednej z tzw. grup śmierci – tajemniczych sekt, które poprzez internet i media społecznościowe cierpliwie, systematycznie nakłaniają dzieci do popełnienia samobójstw.

Ich ofiarami padło już ponad 130 młodych Rosjan.

Wieloryby i motyle

23 listopada 2015 r. Rina, 16-latka z Syberii, starannie złożywszy swoją kurtkę przy torach kolejowych, skoczyła pod nadjeżdżający pociąg. Nie była tam sama. Ktoś sfotografował zmasakrowane ciało dziewczyny natychmiast po śmierci, a potem błyskawicznie rozprowadził fotografie w sieci.

Od tej tragedii rozpoczęła się w Rosji fala wyraźnie przez kogoś sterowanych samobójstw dzieci. Niecały miesiąc po śmierci Riny w internecie pojawiła się mapa Rosji, na niej cztery miasta zaznaczone czerwonymi kropkami. 25 grudnia w każdym z tych miast jeden nastolatek skoczył z dachu. Każdy obok miejsca, skąd rzucił się w dół, zostawił starannie złożoną kurtkę. A na ścianie klatki schodowej, którą wchodził na górę, zostawił wizerunki wielorybów.

Zdjęcia zmasakrowanego ciała Riny, a potem mapa zapowiadająca tragedie znalazły się w sieci poprzez witryny zamkniętych grup młodzieżowych, które mają w swej nazwie słowo „kit” (wieloryb) lub „motyl”. Jak ocenia „Nowa Gazieta”, takich grup jest w Rosji ponad 1,5 tys.

Przyciągają one m.in. dziewczęta „zbyt grube” i chłopców „przegranych”, a więc zakompleksionych, nieakceptowanych przez rówieśników nastolatków. Są wabieni np. hasłami o tym, że najpiękniejsze na tym świecie jest to, co zaczyna się na literę „s” – jak seks czy samobójstwo. Tego rodzaju manifesty są ilustrowane fotografiami nadjeżdżających pociągów czy widokami z wysokich dachów. Oprawą muzyczną są piosenki o odejściu do gwiazd.

Symbolami „grup śmierci” są: wieloryb, bo te zwierzęta czasem popełniają rodzaj samobójstwa, wpływając na brzeg, oraz motyl, też zawsze bliski śmierci – żyje tylko kilka dni.

Przerażeni rodzice na własną rękę próbują rozszyfrować taktykę i motywy, którymi się kierują ludzie wciągający dzieci w świat „wielorybów” i „motyli”. Ale to nie jest proste.

Matce Eli, jednej z czwórki tych, którzy skoczyli 25 grudnia 2015 r., udało się zarejestrować u „wielorybów”. Podała się za „otyłą nastolatkę” i przeszła przez kilka etapów, w czasie której wbijano jej do głowy, że śmierć samobójcza jest spełnieniem. Ale kiedy próbowała trafić do najbardziej wtajemniczonego kręgu, gdzie uczestnikom wyznacza się już datę i sposób odejścia, okazało się, że jest ona szczelnie zamknięta dla tych, którzy wcześniej wzbudzili choćby najmniejsze podejrzenia.

27 miesięcy łagru za karykaturę

Informacje o sterowanych samobójstwach w maju opisała „Nowa Gazieta”. Opisała kilka spośród 130 samobójstw nastolatków należących do „grup śmierci”. Domagała się od MSW wszczęcia dochodzeń w sprawie tych, jak oceniła, „sekt”.

Policji w listopadzie ubiegłego roku udało się zatrzymać niejakiego Filippa Budejkina, który kilka miesięcy wcześniej otwarcie przyznawał się, że jego celem jest oczyszczenie przeludnionego świata z „biośmieci”. Zdaniem policjantów zatrzymany, który dziś siedzi w areszcie domowym, odpowiada za nakłonienie do 15 samobójstw dzieci. To na razie jedyny areszt w tej sprawie.

W innych cybersłużby są znacznie aktywniejsze. Od czasu śmierci Riny przed sądami w Rosji stanęło kilkuset ludzi (dokładnej statystyki za ubiegły rok jeszcze nie ma), bo organy ścigania uznały zawartość ich kont w internecie za antypaństwowe.

Przykłady? Na koncie Andrieja Bubiejewa z Tweru w portalu społecznościowym Wkontaktie znalazły ściągniętą z ukraińskiego internetu karykaturę na temat przynależności Krymu do Rosji. Sąd skazał za to internautę na 27 miesięcy łagru.

Uwadze służb nie uchodzą także lajki. Wytropiły, że opozycyjny polityk z Kazania, Witold Filippow, zalajkował kadr z filmu, na którym obnażony do pasa aktor miał wytatuowaną na piersi swastykę. Sąd uznał to za „propagandę ideologii faszystowskiej” i wymierzył grzywnę w wysokości 1 tys. rubli.

Po informatyce do „kompanii naukowej”

W środę minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił oficjalnie, że Rosja dysponuje „wojskami technologii informacyjnych”. Świat przyjął to jako rewelację, choć o tworzeniu „cyberwojsk” już w 2012 r. mówił wicepremier Dmitrij Rogozin. A szef sztabu generalnego Walerij Gierasimow jesienią ubiegłego roku informował, że „wojska technologii informacyjnych” brały udział w manewrach „Kaukaz 2017”.

Służy w nich ok. tysiąca ludzi. To przede wszystkim wyróżniający się studenci informatyki wcielani do służby zasadniczej i kierowani do tzw. kompanii naukowych. Znajomi informatycy opowiadali mi też o swoich zdolnych kolegach, którzy najpierw ni stąd ni zowąd popadali w konflikt z prawem, a wkrótce potem nagle okazywało się, że służą w armii na kontraktach.

„Cyberwojska”, jak twierdzą dowódcy armii, stoją na straży „bezpieczeństwa informacyjnego” kraju, odpierają ataki hakerów. Ich działania nie ograniczają się jednak do operacji defensywnych. Zapewne biorą udział w informacyjnych atakach na te instytucje i siły polityczne na Zachodzie, które Kreml uważa za wrogie.

Moskwa koncentruje siły na wewnętrznym i zewnętrznym froncie wojny informacyjnej. Według ekspertów brytyjskich pod względem wysokości wydatków na „cyberwojska” Rosja znajduje się na piątym miejscu na świecie (po USA, Chinach, Wlk. Brytanii i Korei Północnej).

Na skuteczną walkę z „grupami śmierci”, jak przypomina niedzielna tragedia w Ust-Ilimsku, sił jej już jednak nie wystarcza.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

31-latek zamordował matkę, później zabił się wjeżdżając pod rozpędzonego tira

Rodzinna tragedia w Nowym Targu. 31-latek prawdopodobnie zamordował swoją matkę, a potem na zakopiance popełnił samobójstwo, wjeżdżając samochodem wprost pod tira. Do wypadku na zakopiance doszło wczoraj około godziny 13 w rejonie Rdzawki. Młody kierowca jechał bardzo szybko – wyprzedził kilka samochodów, a następnie wjechał pod nadjeżdżającego z przeciwka tira. Zginął na miejscu. Świadkowie twierdzą, że kierowca tira próbował uniknąć zderzenia, zjeżdżając na bok, ale samochód osobowy nie zmienił kierunku jazdy.

Kilka godzin później ojciec 31-latka wrócił z podróży. Nie mógł dostać się do swojego domu w Nowym Targu. Wezwał więc policję. Jak się okazało, w środku były zwłoki żony. Kobieta miała ranę głowy. Znaleziono także zakrwawiony młotek. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że kobietę zabił 31-letni syn. Mężczyzna miał problemy psychiczne. Po popełnieniu zbrodniu popełnił samobójstwo.
Żródło info i foto: RMF24.pl