Rodzinna awantura zakończona tragedią. 72-latek zabił syna, później popełnił samobójstwo

​Rodzinna tragedia w miejscowości Żębocin koło Proszowic w Małopolsce. W jednym z domów znaleziono ciała dwóch mężczyzn. Policja nie ujawnia na razie szczegółów zdarzenia. Wiadomo jedynie, że w jednym z żębocińskich domów znaleziono ciała 72-latka i jego 33-letniego syna. Z nieoficjalnych ustaleń dziennikarza RMF FM Marka Wiosło wynika, że w trakcie rodzinnej sprzeczki ojciec miał zabić swojego syna, a następnie popełnić samobójstwo.

Na miejscu pracują policja i prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprawca strzelaniny w Ostrawie popełnił samobójstwo

​Strzelanina w Szpitalu Uniwersyteckim w czeskiej Ostrawie. Napastnik otworzył ogień na oddziale chirurgii urazowej. Co najmniej sześć osób nie żyje. Policja znalazła samochód, którym poruszał się sprawca – w środku znaleziono jego ciało. Policja otrzymała informacje o ataku o godz. 7:19. Pięć minut później na miejscu pojawił się pierwszy patrol. Mężczyzna w czerwonej kurtce otworzył ogień z broni krótkiej na trzecim piętrze placówki, na oddziale traumatologii.

Wszedł do poczekalni i zaczął strzelać do znajdujących się tam ludzi. Kiedy skończyły mu się naboje, przeładował broń i zaczął znowu strzelać. Podobno chciał się zastrzelić, ale kiedy próbował to zrobić, to miał już pusty magazynek – mówi świadek w rozmowie z czeską TV Nova.

Nikt nie mógł wyjść na korytarz, wszyscy zamknęliśmy drzwi, by napastnik nie mógł się nigdzie ukryć – relacjonował kolejny ze świadków ataku. W strzelaninie zginęło sześć osób – cztery na miejscu. Dwoje rannych zmarło w trakcie akcji ratunkowej, już podczas udzielanej im pomocy.

Ofiary to czterech mężczyzn i dwie kobiety. Trzy inne osoby są ranne, z czego jedna jest w poważnym stanie.

Sprawca w czerwonej kurtce

Policja poszukiwała „mężczyzny w czerwonej kurtce”, który poruszał się srebrnoszarym Renault Laguna. Po około godzinie funkcjonariusze znaleźli samochód. W środku było ciało mężczyzny, który strzelił sobie w głowę. Policja ustaliła, że to poszukiwany napastnik.

Według portalu iRozhlas.cz, napastnik to pracownik budowlany, 42-letni Citrad V. – rozpoznał go dyrektor firmy, w której był zatrudniony mężczyzna. Mówił, że jest poważnie chory i nikt nie chce go leczyć. W zeszłym miesiącu nie przychodził do pracy, dwa tygodnie temu przyszedł i powiedział, że jest na zwolnieniu lekarskim – powiedział pracodawca. Nieznany jest jednak motyw ataku.

W związku ze sprawą do Ostrawy lecą najwyżsi przedstawiciele władz państwowych. Premier Andrej Babisz z powodu strzelaniny odwołał dwudniowy wyjazd do Estonii.

Prezydent Milosz Zeman złożył kondolencje rodzinom ofiar strzelaniny w ostrawskim szpitalu. Podziękował także funkcjonariuszom i lekarzom, którzy pomogli poszkodowanym na miejscu.

Wpadka policji

Początkowo czeska policja opublikowała zdjęcie innego mężczyzny, podając, że jest on sprawcą ataku. Szybko jednak funkcjonariusze usunęli fotografię i napisali, że to „ważny świadek”. Jak informują media, „ważny świadek” okazał się doktorantem geoinformatyki ostrawskiego uniwersytetu. Policja ustaliła jednak, że nie był on powiązany z atakiem.

Strzelaniny w Czechach

To już druga strzelanina w szpitalu w Czechach w tym roku. W marcu 74-letni pacjent kliniki w Pradze otworzył ogień, bo przeszkadzały mu osoby znajdujące się w tym samym pokoju. Dwie osoby zostały ranne. Mężczyzna został unieszkodliwiony przez pielęgniarki.

Do jednej z najbardziej krwawych strzelanin w Czechach doszło w 2015 roku w Uherskim Brodzie. 62-latek zabił w restauracji osiem osób, a po wszystkim popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wrocław: „Zamordował partnerkę, później powiesił się na żyrandolu”

Zwłoki młodej kobiety znaleziono w mieszkaniu przy ul. Wojaczka na wrocławskich Sołtysowicach. W drugim pokoju było ciało jej partnera. Mężczyzna popełnił samobójstwo. Policja otrzymała zgłoszenie w czwartek około godz. 18:00. Funkcjonariusze pojechali na miejsce i weszli siłą do mieszkania. Najpierw znaleźli 36-latka, który powiesił się w jednym z pokoi.

„Nawet się nie obudziła”

W innym pomieszczeniu znaleziono 31-letnią kobietę, która została zamordowana, najprawdopodobniej w czasie snu – ustaliła nieoficjalnie „Gazeta Wrocławska”. Według osoby znającej szczegóły sprawy, do której dotarł dziennik, kobieta: – Nawet się nie obudziła. Nie wiedziała, że umiera.

– Prawdopodobnym sprawcą zabójstwa kobiety jest mężczyzna, który pozostawał z nią w związku. Przyczyną zgonu kobiety była głęboka rana cięta szyi, spowodowana ostrym narzędziem, prawdopodobnie nożem. Po dokonaniu zabójstwa, mężczyzna popełnił samobójstwo wieszając się na żyrandolu w pokoju – powiedziała reporterowi Polsat News Beata Łęcka, prokurator rejonowy dla Wrocławia Psie Pole.

Mężczyzna zostawił list pożegnalny

Przy mężczyźnie znaleziono list pożegnalny. Policjanci zabezpieczyli ślady. Zaplanowano również sekcję zwłok.

– Policjanci z prokuratorem, a także z technikiem kryminalistyki i wszystkimi specjalistami pracowali na miejscu blisko 6 godzin, aby zabezpieczyć materiał dowodowy. Zdarzenie jest objęte śledztwem prokuratorskim – powiedział reporterowi Polsat News asp. sztab. Łukasz Dutkowiak z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Mieszkali wspólnie od dwóch lat

Para mieszkała wspólnie od dwóch lat. Rozwiedziony mężczyzna czasami opiekował się swoim dzieckiem z pierwszego małżeństwa. W czwartek nie odebrał dziecka z przedszkola, nie pojawił się również w pracy. Policję zawiadomiła siostra 36-latka, która nie mogła się z nim skontaktować.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

40-latek zasztyletował córkę konkubiny. Mężczyzna przebywa w szpitalu psychiatrycznym

Dramatyczna historia z Jastrzębia Zdroju. Ważą się losy 40-latka z Jastrzębia Zdroju, który w minioną niedzielę zasztyletował 24-latkę w pobliżu ogrodów działkowych. Młoda kobieta szła z psem na spacer. Sprawca znał ją. Była córką jego byłej partnerki. Para rozstała się parę miesięcy temu. Ale 40-latek nie potrafił pogodzić się z tym i postanowił zemścić się na córce konkubiny.

Zabójca zaczaił się w krzakach w pobliżu ogrodów działkowych, gdzie 24-latka wychodziła na spacer z psem. Rzucił się na bezbronną kobietę, gdy mijała go. Zadał jej ciosy nożem prosto w serce. Gdy zorientował się, że córka jego byłej konkubiny nie żyje, pośpiesznie zaczął przeszukiwać internet w telefonie komórkowym szukając adresy do adwokatów.

Przypadkowo trafił na adwokata z Wodzisława Śląskiego. – Zadzwonił do niego i oznajmił, że chce popełnić samobójstwo, bo zabił młodą kobietę – relacjonuje Arkadiusz Kwapiński, zastępca prokuratora rejonowego w Jastrzębiu Zdroju.

Adwokat natychmiast skontaktował się z policją i powiadomił ją o niecodziennym telefonie niemalże w środku nocy. Na miejscu policjanci odnaleźli 40-latka. Wskazał funkcjonariuszom miejsce, gdzie leżała martwa 24-latka.

Obecnie 40-latek przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Tam odbędzie się posiedzenie sądu, który zdecyduje, czy 40-latek odpowie za zabójstwo i trafi do aresztu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Magdalenie Żuk przed śmiercią podano narkotyk? Nowe doniesienia w sprawie

Wokół tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie wciąż jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Bliscy kobiety nie ustają w wysiłkach, by dowiedzieć się, jak naprawdę zginęła. W tym celu udali się specjalnie do Egiptu, aby tam poszukać odpowiedzi na to pytanie. Na miejscu udało im się dotrzeć do szokującego raportu egipskich toksykologów, z którego wynika, że w tkankach Magdy były ślady narkotyku o nazwie khat. Polscy śledczy tych ustaleń jednak nie potwierdzają. Jak to możliwe?

Magdalena Żuk poleciała na wakacje do Marsa Alam 25 kwietnia 2017 roku. Sama, bo tuż przed wylotem okazało się, że jej partner nie ma ważnego paszportu. Podczas rozmów z rodziną Magda dziwnie się zachowywała. Kilka dni później wyskoczyła ze szpitalnego okna. Zmarła 30 kwietnia.

Rodzina nie wierzy, że piękna, pełna energii dziewczyna popełniła samobójstwo. Dlatego dwa lata później siostra i ojciec Magdy pojechali do Egiptu, żeby na miejscu poszukać odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ich ustalenia są szokujące.

Bliscy Magdy dotarli do raportu egipskich toksykologów, z którego wynika, że w tkankach Magdy były ślady narkotyku o nazwie khat. Czym jest ta substancja i jakie objawy wywołuje jej zażycie?

„Substancje narkotyczne i syntetyczne substancje pobudzające typu „khat”, znalezione w próbkach ciała zmarłej, to środki psychoaktywne znane też pod nazwą „ecstasy”, co jest powszechnie używaną nazwą dla tego typu substancji pobudzających, zwanych także jako „tabletki ekstazy”, które mogą wywołać stan maniakalny towarzyszący stanowi euforii i wiadome jest, że doprowadzają do nadaktywności ruchowej, zwiększonej częstotliwości uderzeń serca, wzrostu ciśnienia krwi, bezsenności, depresji i halucynacji, braku apetytu i zachowań agresywnych” – czytamy w raporcie, do którego dotarła rodzina kobiety.

Siostra Magdaleny Żuk twierdzi, że dokładnie takie zachowania przejawiała Magdalena przed śmiercią. – Miała takie stany, że była spokojna, a po chwili pełna energii. Biegała, później była osłabiona. Z opisu wynika też, że po tych substancjach pojawia się również chęć skoków – mówi Anna Cieślińska.

Przeczytaj też: Gorzkie słowa siostry Magdaleny Żuk: w złym kraju się urodziłyśmy, tu nikt nam nie pomoże

Kto i gdzie mógł podać kobiecie narkotyki? Pełnomocnik rodziny zakłada dwie hipotezy. Jedna z nich mówi o tym, że narkotyki mogły zostać podane Magdzie na statku, niedługo po przylocie do Egiptu (rodzina dotarła do informacji, z których wynika, że telefon Magdy logował się do sieci z morza, 20 km od brzegu, co oznacza, że kobieta mogła brać udział w rejsie po morzu – red.). Druga wersja natomiast dopuszcza możliwość, że „w kluczowej sytuacji wypchnięcia kobiety z okna szpitala upewniono się w ten sposób, że nie zdoła ona odzyskać już zdrowia ani życia” – twierdzi pełnomocnik rodziny.

Co na to polska prokuratura? Śledczy nie potwierdzają ustaleń rodziny. – W badaniach przeprowadzonych przez polskich toksykologów nie stwierdzono obecności w organizmie Magdaleny Ż. substancji o nazwie khat. Biegli z zakresu toksykologii będą wydawali kompleksową opinię po uzyskaniu raportu medycznego z badania materiału pobranego od pokrzywdzonej przeprowadzonego przez służby egipskie – wyjaśnia prokurator Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Polscy śledczy odrzucają również wersję mówiącą o tym, że Magdalena Żuk mogła przed śmiercią brać udział w rejsie po morzu. – Ujawnione dane lokalizacji stacji przekaźnikowych BTS, z którymi łączył się telefon pokrzywdzonej, potwierdzają ustalenia śledztwa co do jej miejsca pobytu na terenie Egiptu. Zgromadzone dowody, w tym zeznania przesłuchanych świadków wskazują, że Magdalena Ż. nie opuszczała wówczas terenu hotelu. Zasięg stacji BTS obejmował również akwen morza – wyjaśnia prokurator Tomasz Czułowski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Holandia: Strzelanina w miejscowości Dordrecht. Nie żyją 3 osoby

Holenderska policja poinformowała, że w miejscowości Dordrecht w strzelaninie zginęły trzy osoby, a jedna została poważnie ranna. Media podają, że sprawcą był policjant. Policja z Rotterdamu poinformowała na Twitterze, że w Dordrechcie doszło do strzelaniny, w wyniku której zginęły trzy osoby, a jedna została poważnie ranna.

Policjanci twierdzą, że zdarzenie nie miało podłoża terrorystycznego i należy je zakwalifikować jako „konflikt rodzinny”. Gazeta „De Telegraaf” podała, że sprawcą strzelaniny był policjant, który zabił dwóch członków swojej rodziny, a następnie popełnił samobójstwo.

Do strzelaniny doszło w domu w dzielnicy willowej. Na miejscu pojawiły się wozy policyjne i karetki pogotowia. Burmistrz Dordrechtu napisał na Twitterze, że jest wzburzony „tym brutalnym incydentem” i przekazał wyrazy współczucia bliskim ofiar.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Znane są wyniki sekcji zwłok Jeffreya Epsteina

Autopsja potwierdziła, że amerykański finansista i miliarder Jeffrey Epstein, którego znaleziono martwego w celi więziennej w zeszłą sobotę, popełnił samobójstwo – poinformowały w piątek amerykańskie media, powołując się na raport lekarza sądowego. Z raportu wynika, że Epstein powiesił się, najpewniej wykorzystując do tego, jak poinformował dziennik „New York Times”, prześcieradła.

Epstein, oskarżony o nakłanianie do prostytucji i wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt, zmarł w sobotę 10 sierpnia nad ranem. Nie reagował, gdy strażnicy znaleźli go w celi federalnego aresztu śledczego na Manhattanie w Nowym Jorku, więc przewieziono go do lokalnego szpitala, gdzie uznano za zmarłego.

W sprawie śmierci miliardera toczą się dwa śledztwa – Inspektora Generalnego Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Federalnego Biura Śledczego (FBI). Wyjaśnień w tej sprawie zażądali członkowie komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA.

Śmierć Epsteina wywołała natychmiast lawinę spekulacji. Chociaż władze ogłosiły w sobotę, że najpewniej popełnił on samobójstwo, wielu sugerowało, że został zamordowany.

Według amerykańskich mediów Epstein został zostawiony sam w celi, podczas gdy zawsze miały w niej być przynajmniej dwie osoby, oraz że nie przestrzegano zarządzonych co 30 minut kontroli.

Rozmówca agencji AP twierdzi, że Epstein został zdjęty z obserwacji, zanim odebrał sobie życie. Nie jest jednak jasne, kiedy to nastąpiło. Już wcześniej, 24 lipca Epstein został znaleziony w swojej celi na wpół nieprzytomny i ze śladami na szyi. Nie wiadomo, czy próbował wówczas popełnić samobójstwo czy został zaatakowany.

Trump, Epstein i 28 młodych kobiet

66-letniemu Epsteinowi, który utrzymywał, że jest niewinny, groziło do 45 lat pozbawienia wolności; jego proces miał rozpocząć się w czerwcu 2020 r. Sędzia nie zgodził się na wypuszczenie go za kaucją – choć adwokat Epsteina proponował 100 mln dol. – z obawy o to, że miliarder z łatwością zorganizuje sobie ucieczkę. Ale również dlatego, że według ustaleń śledczych, w ostatnich miesiącach Epstein usiłował przekupić świadków, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie.

Prócz dowodów na próby uciszenia świadków śledczy odkryli ostatnio w rezydencjach Epsteina obsceniczne fotografie nieletniej dziewczyny, określanej jako „seksualna niewolnica” miliardera. Amerykańskie kanały telewizyjne obiegło odnalezione niedawno nagranie początku przyjęcia w 1992 roku, w którym udział wzięło 28 młodych kobiet i tylko dwóch mężczyzn: obecny prezydent USA Donald Trump i Epstein. Trump nazwał sprowadzone na przyjęcie kobiety „dziewczętami z kalendarza”.

Zgodnie z aktem oskarżenia Epstein miał w latach 2002-05 ściągać nieletnie dziewczyny do swych rezydencji, m.in. na Manhattanie oraz w Palm Beach na Florydzie. Płacił niektórym dziewczynom i swoim współpracownikom za werbowanie kolejnych ofiar.

12 lat temu Epstein został oskarżony na Florydzie o namawianie nieletnich do prostytucji, ale udało mu się zawrzeć ugodę pozasądową, dzięki której zamiast na dożywocie skazano go tylko na 13 miesięcy więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Powstaną specjalne komisje ws. śmierci Dawida Kosteckiego i Brunona Kwietnia

„Prokuratura i Służba Więzienna profesjonalnie wyjaśniają wszelkie okoliczności” – obwieściło Ministerstwo Sprawiedliwości w kontekście samobójstwa Dawida Kosteckiego i śmierci Brunona Kwietnia, do których doszło w zakładach karnych. Resort przekazał, że obydwiema sprawami zajmują się „specjalne komisje”.

Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało w poniedziałek oświadczenie dotyczące dwóch spraw, które wydarzyły się w więzieniach. Chodzi o śmierć Brunona Kwietnia oraz samobójstwo boksera Dawida Kosteckiego. Choć resort dementuje wiele informacji i potwierdza dotychczasowe ustalenia, to zaznacza:

Niezależnie od tych ustaleń sprawę tych dwóch zgonów badają specjalne komisje Służby Więziennej oraz prokuratura.
Padają też zapewnienia, że „Prokuratura i Służba Więzienna profesjonalnie wyjaśniają wszelkie okoliczności”.

Ministerstwo o sprawie Kosteckiego: Już wcześniej chciał popełnić samobójstwo

W przypadku Kosteckiego resort sprawiedliwości stanowczo zaprzecza – za Prokuraturą Krajową – że ten nigdy nie zeznawał, że „znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich”. Ministerstwo zaznacza, że to nieprawdziwe informacje.

Zlecona przez prokuraturę sekcja zwłok mężczyzny wykluczyła udział osób trzecich, potwierdzając, że Dawid Kostecki popełnił samobójstwo. Warto podkreślić, że wcześniej już próbował popełnić samobójstwo na wolności. Wynika to z informacji podanych przez niego w czasie przyjęcia do zakładu karnego w 2015 roku. Był także członkiem podkultury przestępczej w więzieniu – czytamy. Resort sprawiedliwości w oświadczeniu postanowił zaznaczyć, że rodzina Dawida Kosteckiego spotkała się 6 sierpnia z dyrektorem Aresztu Śledczego w Warszawie Białołęce i uzyskała „pełną informację o okolicznościach zdarzenia i nie zgłosiła żadnych uwag”.

Inaczej twierdzi Roman Giertych, pełnomocnik rodziny. Jak przekazał mediom, rodzina domaga się zmiany prokuratora prowadzącego sprawę i ponownego przeprowadzanie sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ojciec zaginionego Dawida Żukowskiego dwa tygodnie przed śmiercią zniknął z pracy. Co robił w tym czasie?

Mija kolejny dzień poszukiwań 5-letniego Dawida Żukowskiego. Chłopiec został odebrany od dziadków przez ojca, Pawła Ż. i miał zostać zawieziony do matki. Nie dotarł tam. Kilka godzin później ojciec popełnił samobójstwo. Jak podaje TVP Info, około dwóch tygodni przed dramatem ojciec Dawida przestał pojawiać się w pracy. Czy to oznacza, że w tym czasie planował uprowadzenie chłopca? Mamy opinię ekspertów na ten temat.

Tłem tragicznych zdarzeń jest konflikt rodzinny. Pod koniec czerwca 31-letnia matka Dawidka miała zawiadomić prokuraturę o tym, że mąż znęca się nad nią psychicznie. Kobieta wraz z synkiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy. W rodzinie miało dochodzić do częstych kłótni, których powodem miało być – jak donosi TVN24 – uzależnienie Pawła Ż. od hazardu. 32-latek miał z tego powodu popaść w długi. Z kolei portal TVP Info ustalił, że około dwóch tygodni przed samobójczą śmiercią ojciec 5-letniego Dawida przestał pojawiać się w pracy. Czy to oznacza, że w tym czasie mógł planować uprowadzenie synka?

– To co się wydarzyło było wynikiem rodzinnego konfliktu. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że ojciec Dawida działał w sposób zaplanowany – mówi w rozmowie z Fakt24.pl wybitny kryminolog, prof. Brunon Hołyst. – Hipoteza, że mężczyzna mógł zaplanować uprowadzenie synka, w trakcie tych dwóch tygodni, gdy nie było go w pracy jest bardzo prawdopodobna. Po urlopie mógł przystąpić do realizacji tego planu. W mojej opinii oddala się, niestety, perspektywa odnalezienia chłopca żywego – dodaje.

Paweł Ż. pracował jako menadżer ds. eksportu w firmie zajmującej się sprzedażą specjalistycznego sprzętu. Biegła znajomość języka rosyjskiego z pewnością pomagała mu w pracy. Z relacji kolegów mężczyzny wynika, że był bardzo spokojnym człowiekiem, a także sumiennym i bardzo skrupulatnym pracownikiem. Czy byłby zdolny zrobić krzywdę swojemu synkowi?

– Ta sprawa jest bardzo zagadkowa. Jeżeli miałoby tu miejsce klasyczne samobójstwo rozszerzone, to ojciec miałby dziecko przy sobie. W przypadku tego typu zbrodni sprawca prawie zawsze jest w pobliżu ofiary, bo jest to akt desperacji i kontynuacja chorej miłości. Tutaj tego nie ma. Nie wiadomo, gdzie znajduje się chłopiec. Dlatego ta sprawa budzi szereg moich wątpliwości, ale wydaje mi się, że odnalezienie dziecka żywego jest coraz mniej prawdopodobne – mówi Dariusz Loranty, były nadkomisarz i szef ekspertów bezpieczeństwa Środkowoeuropejskiego Instytutu Badań i Analiz Strategicznych CIRSA.

Zaginięcie Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął po południu w środę 10 lipca. Tego dnia o 17.00 ojciec Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał odwieźć do mamy do Warszawy. O godz. 21.00 32-latek targnął się na swoje życie, rzucając się pod pociąg na dworcu w Grodzisku. Około północy mama Dawida zgłosiła zaginięcie syna. Gdy kilka godzin później znaleziono samochód Pawła Ż. zaparkowany kilka kilometrów od dworca, Dawidka w nim nie było. Sprawa od razu była traktowana priorytetowo, bo przed popełnieniem samobójstwa Paweł Ż. wysłał do byłej partnerki SMS o treści „nigdy nie zobaczysz już syna”.

W poszukiwaniach Dawida przez ponad cztery doby udział brało kilkuset policjantów, żołnierzy i strażaków. Odtworzono minuta po minucie trasę, jaką po odebrania Dawidka od dziadków przejechał Paweł Ż. Dzięki temu wiadomo, że mężczyzna dwukrotnie przejeżdżał przez miejscowość Chrzanów Duży – raz udając się w kierunku Warszawy, drugi raz wracając do Grodziska Mazowieckiego – oraz dwukrotnie zatrzymywał się w okolicy węzła Konotopa. Przeczesano łącznie ponad 4,5 tys. hektarów terenu między Grodziskiem a autostradą A2, sprawdzając dokładnie centymetr po centymetrze. Chłopca jednak do tej pory nie znaleziono.

W poniedziałek 15 lipca policja zawiesiła działania w terenie. Teraz śledczy skupiają się analizie zebranych danych i dowodów w sprawie. Nie wiadomo, kiedy poszukiwania zostaną wznowione.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jutro zostanie zbadane ubranie ojca zaginionego 5-latka

Policyjny eksperci wciąż nie mogą przebadać ubrania ojca 5-letniego Dawida Żukowskiego. Stanie się to najwcześniej jutro. Tydzień temu mężczyzna zabrał dziecko z domu w Grodzisku Mazowieckim, a po kilku godzinach popełnił samobójstwo. Co stało się z Dawidem – do dziś nie wiadomo.

Jak usłyszał reporter RMF FM Krzysztof Berenda od osób zajmujących się sprawą, żeby przebadać ubranie ojca, musi ono całkowicie wyschnąć. I to samo z siebie. Nie można tego procesu przyspieszać. Dopiero wtedy będzie można szukać na nim śladów genetycznych dziecka, ustalić czy jest tam krew Dawida.

– Do tej pory przeprowadzenie tych badań nie było możliwe z uwagi na okoliczności zdarzenia, jak i na stan tego ubrania – mówi prokurator Łukasz Łapczyński. Podkreśla, że ponieważ ojciec dziecka rzucił się pod pociąg, to jego ubranie jest w bardzo złym stanie.

Z ustaleń prokuratorów wynika, że ojciec Dawida działał sam i w sposób zaplanowany. Świadczy o tym przede wszystkim jego zachowanie. Prokuratorzy już wiedzą, jak wyglądało samobójstwo ojca dziecka. – Mężczyzna za słupem oczekiwał na nadjeżdżający pociąg. Po czym, gdy ten pociąg się zbliżył do niego – rzucił się pod pociąg – mówił prokurator Łukasz Łapczyński. Po drugie o wyrachowanym działaniu ojca dziecka świadczy fakt, że do dzisiaj nie znaleziono chłopca.

– Osoba, która działa chaotycznie popełnia jakieś błędy. Na tym etapie, mimo kilku dni poszukiwań, nie udało się odnaleźć chłopca, a więc to wszystko pozwala zakładać, że to działanie było w jakiś sposób zaplanowane i przemyślane – dodaje Łapczyński.

Prokuratura potwierdziła znalezienie śladów biologicznych Dawida w samochodzie ojca. Ślady dziecka, jak krew, w rodzinnym samochodzie nie muszą być czymś dziwnym, bo przecież dziecko mogło się wcześniej czymś zranić.

– Trzeba po prostu ustalić charakter tych śladów. Jakiego rodzaju są też ślady i ewentualnie co one mogą zakładać – podkreślił.

Dawid poszukiwany jest od ubiegłej środy
Poszukiwania chłopca rozpoczęły się o północy w ubiegłą środę, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. 5-letni Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę. Według ustaleń policji, tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

Policjanci i wspierające je służby przeszukiwali miejsca wytypowane przez funkcjonariuszy. Sprawdzany był m.in. obszar od punktu w dzielnicy Łąki w Grodzisku, gdzie ojciec 5-latka zostawił samochód, do wysokości A2.

W akcjach poszukiwawczych do tej pory uczestniczyły tysiące osób – zarówno grodziscy policjanci, stołeczne oddziały prewencji, funkcjonariusze pionu kryminalnego, żołnierze WOT, strażacy, druhowie, jak i chętni mieszkańcy. W poszukiwaniach wykorzystywane były policyjne drony i śmigłowce, a także przeszkolone psy tropiące.

Policja apeluje o pomoc

Służby nadal apelują o kontakt do tych, którzy Dawida, jego ojca lub szarą skodę fabię o numerze rejestracyjnym WGM 01K9, którą jeździł mężczyzna, widzieli w środę między godz. 17 a godz. 21 na trasie między Grodziskiem Mazowieckim a warszawskim Okęciem. Choć samochód znaleziono, istotna jest informacja, którędy jechał i gdzie się zatrzymywał.

Policja podkreśla, że informacje, które do nich docierają, potwierdzają wcześniejsze ustalenia funkcjonariuszy, i cały czas zachęca, aby przekazywać nowe. Pomóc może także przejrzenie nagrań z kamer samochodowych i monitoringu ze środy, właśnie pod kątem przejazdu ojca 5-letniego chłopca.

Wizerunek ojca i dziecka opublikowany jest na stronie warszawskiej policji. Jest także informacja, w co byli ubrani w środę. Mężczyzna miał czarną kurtkę, granatowe materiałowe spodnie, beżowe wsuwane buty i koszulę polo z jasnym kołnierzykiem. Chłopiec nosił szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie dżinsy i niebieskie trampki z logo Zygzaka McQueena – czerwonej wyścigówki z bajki „Auta”. Logo z tym samym bohaterem jest też na zasłonie przeciwsłonecznej na jednej z szyb samochodu.
Źródło info i foto: interia.pl