Tarnów: Zwłoki dwóch bezdomnych mężczyzn w samochodzie. Policja wyjaśnia sprawę

Zwłoki dwóch mężczyzn, leżących obok siebie, znaleziono w samochodzie zaparkowanym na jednej z ulic Tarnowa. Śledczy będą wyjaśniać teraz przyczyny oraz dokładne okoliczności ich śmierci. Odkrycia dokonano w środę. Jak informuje lokalny portal tarnow.naszemiasto.pl, przed godz. 12 z tarnowską strażą miejską skontaktowała się anonimowa osoba z informacją, że w samochodzie zaparkowanym przy ul. Szkotnik znajdują się dwa ciała.

Rzeczywiście, gdy partol strażników dotarł pod wskazany adres, znalazł tam auto, a w środku zwłoki dwóch mężczyzn, którzy okazali się bezdomnymi. Mężczyźni leżeli obok siebie. 

– Ustalana jest tożsamość ofiar i przyczyna ich zgonu – powiedział w rozmowie z tarnow.naszemiast.pl asp. sztab. Paweł Klimek, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Podpalenie przed Radiem Maryja. Sprawca aresztowany

Przed Radiem Maryja doszło do podpalenia auta. Sprawca, Arkadiusz O. został zatrzymany. Matka mężczyzny wyjaśniła, że jej syn ma poważne problemy. – Chciałabym, żeby został aresztowany – powiedziała.

– Mam ogromny problem z synem. Od ponad 10 lat bierze dopalacze. Nie chce zgodzić się na leczenie. U nas powinno być tak, jak w Anglii. Tam jak narozrabiasz, to idziesz na trzymiesięczny odwyk. Syn widział diabły. Na razie nikogo jeszcze nie zabił – powiedziała w rozmowie z „Super Expressem” matka Arkadiusza O.

Mężczyzna w środę wieczorem wjechał na teren rozgłośni Radio Maryja. Zaparkował auto i wszedł do budynku. Po krótkiej rozmowie wrócił, oblał swój samochód benzyną i podpalił. Sytuację zauważył policjant na służbie. Arkadiusz O. został zatrzymany.

– Żona bała się, że on może zrobić krzywdę swoim dzieciom. On widział diabły. Mówił, że wszędzie są kamery i go śledzą. On jest osobą wierzącą. On do Torunia do Rydzyka przyjechał po pomoc – stwierdziła matka mężczyzny.W jej domu oraz w mieszkaniu żony Arkadiusza O. doszło do przeszukania. Policjanci mieli szukać bomby.

Mężczyzna usłyszał zarzuty jazdy po zażyciu narkotyków, naruszenia miru domowego, sprowadzenia pożaru oraz kradzieży dowodu osobistego. Grozi mu do 10 lat więzienia. Prokuratura chce, by Arkadiusz O. został aresztowany na 3 miesiące.
Źródło info i foto: wp.pl

25-latek z zarzutami ws. śmiertelnego potrącenia dziennikarki

25-letni mężczyzna usłyszał zarzuty w związku ze sprawą śmiertelnego potrącenia rowerzystki, do którego doszło w czwartek w Wielkopolsce. W zdarzeniu zginęła dziennikarka lokalnych mediów Anna Karbowniczak. Informację przekazał w sobotę (5 września) rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. W szybkim ustaleniu pojazdu, który uderzył w rowerzystkę i w namierzeniu jego właściciela pomógł monitoring, pomocne były też informacje od świadków.

Do wypadku doszło w czwartek na drodze w pobliżu miejscowości Brzekiniec (woj. wielkopolskie) między Wągrowcem a Budzyniem. Jadącą sportowym rowerem 35-letnią kobietę potrącił samochód. Zginęła na miejscu. Sprawca uciekł.

Policjanci ustalili, że w rowerzystkę uderzyło niebieskie auto, renault trafic lub opel vivaro. W piątek funkcjonariusze odnaleźli opla, którego kierowca śmiertelnie potrącił dziennikarkę. Auto było ukryte w gminie Gołańcz. W związku ze sprawą zatrzymano trzy osoby, w tym 25-letniego właściciela auta.

Prokurator w piątek przesłuchał 25-latka. Postawił mu zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia. Sprawę bada wielkopolska policja, śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Rzecznik wielkopolskiej policji podkreślił, że sprawę udało się szybko rozwiązać w dużej mierze dzięki ciężkiej pracy policjantów z Chodzieży.

Zatrzymano kolejne osoby
Borowiak poinformował, że policjanci zatrzymali w sobotę kolejne dwie osoby.

– Funkcjonariusze zatrzymali kobietę i mężczyznę, pasażerów opla vivaro. Kierowca po potrąceniu rowerzystki uciekł wraz z naocznymi świadkami. Wszyscy ukrywali się. Mogli też zacierać ślady – podał Borowiak.

Zabezpieczono nagranie

– Wykonali gigantyczna pracę. Natychmiast po wypadku ogłoszona została obława: blokada dróg, kontrole samochodów, poszukiwania auta z widocznymi uszkodzeniami. Badający miejsce zdarzenia funkcjonariusze ustalili prawdopodobne marki pojazdu, jakim poruszał się sprawca wypadku. Tego samego dnia wypatrzyli taki pojazd na nagraniu z kamery umieszczonej na jednym z budynków w Wągrowcu – powiedział Borowiak.

Na nagraniu widać, że auto na kaliskich numerach rejestracyjnych jechało w kierunku Budzynia. W ciągu następnych godzin funkcjonariuszom udało się dotrzeć do kolejnych właścicieli auta – z Kalisza i z Ostrowa Wielkopolskiego.

– Nabywca pojazdu z Ostrowa podał nam namiary na obecnego właściciela samochodu z Wągrowca. Przez wiele godzin poszukiwany był 25-letni właściciel opla. W międzyczasie dostaliśmy informację od świadka, który widział taki pojazd z uszkodzoną przednią szybą. Z jego relacji wynikało, że samochód wyjechał z lasu i jechał w dużą prędkością w kierunku Gołańczy – podał.

Funkcjonariusze dotarli do nagrania z monitoringu z Gołańczy. Widać na nim, że pojazd, który niedługo wcześniej przejeżdżał, bez uszkodzeń, przez Wągrowiec, tym razem miał widoczne uszkodzenia i rozbitą szybę. Ostatecznie opla znaleziono w jednej z okolicznych miejscowości.

Zatrzymani to 25-letni właściciel auta, jego 27-letni brat i 35-letni członek dalszej rodziny, właściciel posesji, na której ukryto pojazd. Borowiak podał, że w sobotę prokuratorzy przesłuchują brata właściciela auta i właściciela posesji.

Anna Karbowniczak była wieloletnią dziennikarką „Chodzieżanina”, portalu Chodzież NaszeMiasto.pl i „Głosu Wielkopolskiego”.

Dziennikarce grożono

W sobotę „Głos Wielkopolski” poinformował, że dziennikarce w ostatnim czasie grożono w związku z podjętym przez nią tematem. Do jej przełożonych trafiło też sfałszowane pismo ją oczerniające. Chodziło o bulwersującą sprawę z Chodzieży, historię tragicznej śmierci dwuletniego chłopca, który – jak się okazało – był ofiarą wielomiesięcznej przemocy domowej.

W ostatnich dniach o groźbach Anna Karbowniczak powiadomiła prokuraturę. Gazeta napisała, że w piątek wszczęto śledztwo w sprawie zniesławienia i gróźb pod jej adresem. Andrzej Borowiak potwierdził, że prokuratura i policja badają odrębnie również i ten wątek.

„Głos Wielkopolski” napisał, że w czwartek, w dzień swojej śmierci, dziennikarka miała wolne. Była wielką fanką jazdy sportowym rowerem, w tym roku przejechała 16 tys. km. Regularnie jeździła w okolicach Chodzieży. Również tego dnia.
Źródło info i foto: interia.pl

Pijany uciekał skradzionym pojazdem. Staranował radiowóz

Właściciel auta skradzionego w Międzychodzie rozpoznał swój samochód, kiedy przejeżdżał przez Piłę (woj. wielkopolskie). Policjanci rozpoczęli pościg. Kiedy zablokowali drogę, nietrzeźwy kierowca staranował radiowóz.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek. Patrol drogówki przy ulicy Przemysłowej w Pile zauważył korek, który spowodowany był zatrzymaniem się dwóch pojazdów przy przejeździe kolejowym.

– „Funkcjonariusze z daleka zauważyli dwóch mężczyzn, którzy się awanturowali. W związku z tym postanowili interweniować. Podczas dojazdu na miejsce kierowca omijający zator powiedział funkcjonariuszom, że jeden z mężczyzn właśnie wykrzykiwał, że „to auto jest kradzione” – mówi młodszy aspirant Jędrzej Panglisz, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pile.

Jak się okazało, właściciel pojazdu skradzionego w Międzychodzie rozpoznał swój samochód, kiedy przejeżdżał przez Piłę.

Na widok radiowozu odjechali

Na widok policji oba pojazdy odjechały ze znaczną prędkością. Ruszyły w stronę obwodnicy drogi krajowej nr 11. Policjanci od razu rozpoczęli pościg.

– „Używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych, ruszyli za oddalającymi się pojazdami. Następnie wyprzedzili wszystkie samochody poruszające się po obwodnicy i zablokowali drogę” – tłumaczy Panglisz.

Na widok policyjnej blokady kierowca skody scala zawrócił i ruszył w stronę Poznania. Funkcjonariusze podjęli pościg za pojazdem. Po kilkuset metrach policjanci zrównali się z uciekającym autem i po raz kolejny próbowali zatrzymać kierowcę, który nie reagował na polecenia.

– „Funkcjonariusze, wybierając miejsce do zatrzymania, wyprzedzili pojazd i ustawili radiowóz, blokując pas ruchu oraz pozostawiając kierowcy bezpieczną odległość do wyhamowania. Mężczyzna pomimo tego nie zatrzymał się i uderzył w policyjny radiowóz. Następnie policjanci, zachowując względy bezpieczeństwa, podbiegli do pojazdu i wyciągnęli mężczyznę zza kierownicy” – opisuje Panglisz.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Chciała sprzedać swoje dziecko, żeby kupić mieszkanie i auto

Mieszkanka Mariupola na wschodzie Ukrainy chciała sprzedać swoje nowo narodzone dziecko za 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – poinformowała prokuratura obwodu donieckiego. Kobietę, która za otrzymane pieniądze planowała kupić mieszkanie i samochód, zatrzymano. Śledczy ustalili, że 19-letnia bezrobotna kobieta nie znajdowała się pod opieką lekarską w związku z ciążą i nie planowała zatrzymywać dziecka po narodzinach.

Jak dodano, w ciągu dwóch miesięcy w celu wzbogacenia – a dokładniej kupna mieszkania i samochodu – kobieta poszukiwała potencjalnych klientów. Chciała „sprzedać” chłopca, którego po narodzinach 12 sierpnia „wyceniła” na 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – powiadomiła prokuratura. Kobieta została zatrzymana, kiedy przekazywano jej pieniądze – wyjaśniono. Prowadzone są działania w celu wyboru środka zapobiegawczego. 19-latce grozi od 8 do 15 lat pozbawienia wolności.

Niemowlę oddano pod opiekę do miejskiego szpitala dziecięcego.

Portal telewizji Hromadske przypomina, że pod koniec lipca wiceszefowa MSW Ukrainy Tetiana Kowalczuk poinformowała, iż od początku roku na Ukrainie wykryto prawie 150 faktów handlu ludźmi i ponad 50 handlarzy ludźmi. Ponad 100 spraw dotyczących tych przestępstw trafiło do sądu.
Źródło info i foto: interia.pl

Aktor Pablo Lyle trafi za kratki?

Pablo Lyle czekała wielka, świetlana przyszłość. Miał szansę na światową karierę. Wszystko legło w gruzach, gdy półtora roku temu wdał się w głupią bójkę. Teraz aktorowi latynoskich telenowel i gwieździe serialu Netflixa „Yankee” grozi długa odsiadka w więzieniu. Co dalej z jego procesem? Sprawdźcie!

Przypomnijmy, pod koniec marca 2019 roku Pablo Lyle jechał samochodem ulicami Miami ze swoimi dziećmi, Arantzą i Maurem. Kierował jego szwagier Lucas Delfino. Mężczyzna pomylił trasę i postanowił zjechać na pobocze, by sprawdzić coś na mapie. Zajechał drogę innemu pojazdowi, z którego wysiadł zdenerwowany kierowca.

63-letni Juan Ricardo Hernandez podbiegł do samochodu, w którym siedział Pablo, i uderzył w jego maskę. Aktor wysiadł, podszedł do Juana, z impetem uderzył go w głowę, po czym szybko wsiadł do auta i uciekł, nie udzielając pomocy nieprzytomnemu mężczyźnie.

Dopiero kilka minut później ktoś wezwał karetkę pogotowia. Juan trafił do szpitala, a lekarze zdiagnozowali u niego wylew krwi do mózgu spowodowany silnym uderzeniem. Po czterech dniach zdecydowano o odłączeniu go od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe…

Dzięki monitoringowi i zeznaniom świadków policja szybko namierzyła Lyle’a. Aktor został aresztowany na lotnisku, gdy próbował uciec do Meksyku, a informacja o tym, co zrobił, obiegła cały świat. Pablo tłumaczył, że działał w obronie własnej, ponieważ bał się, że Juan wyciągnie pistolet albo nóż i zaatakuje jego dzieci. W obronie gwiazdora natychmiast stanęła duża część jego kolegów po fachu.

Rodzina zamordowanego mężczyzny ma nadzieję, że mimo swoich pieniędzy i znajomości aktor nie uniknie odpowiedzialności i spędzi długie lata w więzieniu. Lyle otrzymał także maile z pogróżkami.
Źródło info i foto: interia.pl

Obywatelskie zatrzymanie na Lubelszczyźnie. W aucie 4-letnie dziecko

Do obywatelskiego zatrzymania doszło na terenie gminy Trzeszczany (Lubelskie) – kierowca busa zajechał drogę 59-latkowi kierującemu osobową skodą. Mężczyzna jechał „wężykiem”, a drzwi samochodu były otwarte. Na tylnym siedzeniu przewoził 4-letnie dziecko. Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godz. 14. 35-letni kierowca busa zauważył jadącą przed nim skodę wykonującą niebezpieczne manewry. Kierowca samochodu osobowego jechał „wężykiem” od lewej krawędzi do prawej.

„Miał zajmować się dzieckiem”

„Istniało podejrzenie, że może być nietrzeźwy. Kierowca busa zauważył także, że tylne drzwi samochodu są otwarte. Widząc to postanowił zatrzymać mężczyznę, zajechał mu drogę swoim autem i wezwał na miejsce patrol policji” – czytamy w komunikacie lubelskiej policji.

Podczas badania stanu trzeźwości okazało się, że 59-latek ma 3 promile alkoholu w organizmie. W samochodzie znajdowało się też 4-letnie dziecko. Policjanci ustalili, że tego dnia mężczyzna miał zajmować się dzieckiem swojej kuzynki. Pytany o powód „przejażdżki” kierowca przekazał, że pojechał do sklepu po piwo, bo „się skończyło”. O dalszych losach 59-latka zadecyduje sąd.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Berlin: Samochód wjechał w grupę ludzi. 7 osób rannych

Rano w Berlinie w okolicach dworca kolejowego ZOO samochód wjechał w grupę ludzi. Siedem osób zostało rannych, z czego pięć ciężko. Poszkodowany jest też kierowca samochodu, który został zatrzymany. Na razie policja nie podaje, czy było to celowo działanie.

Do zdarzenia doszło rano po godzinie siódmej na Hardenbergplatz w centrum Berlina. Samochód marki mercedes typu SUV z niewyjaśnionych dotąd przyczyn wjechał w grupę ludzi. Co najmniej siedem osób zostało rannych, z czego pięć ciężko. Ratownicy musieli użyć specjalistycznych narzędzi, by spod samochodu wyciągnąć jedną osobę. Jak podaje berlińska straż pożarna na Twitterze, na miejsce wysłano helikopter ratunkowy.

Policja szybko odgrodziła miejsce tragedii. Na miejscu pracują ratownicy, śledczy oraz funkcjonariusze z psami, które wykrywają ślady ładunków wybuchowych. Na razie policja nie podaje szczegółów zdarzenia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policyjny pościg za 22-latkiem. Staranował radiowóz i rozbił swoje auto

Dramatyczny finał miała próba zatrzymania do kontroli 22-letniego kierowcy mercedesa w okolicach Ścinawy. 22-latek, usiłując za wszelką cenę uciec policjantom, najpierw staranował ich radiowóz, a gdy rozbił swój samochód na betonowym wiadukcie, kontynuował ucieczkę pieszo. Ostatecznie trafił jednak do aresztu. Jak się okazało, był pijany i nie miał prawa jazdy.

Policjanci ze Ścinawy, patrolując okoliczne miejscowości, zauważyli dobrze im znanego 22-letniego mieszkańca powiatu lubińskiego, jadącego osobowym mercedesem. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać 22-latka do kontroli, ten jednak zignorował ich sygnały i zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za nim w pościg.

Próbując zgubić policjantów, mężczyzna w pewnej chwili wjechał na pobliskie pole. Gdy funkcjonariusze zablokowali mu wyjazd z polnej drogi, uderzył w przód radiowozu, ominął policjantów i dalej kontynuował ucieczkę. Nie udało mu się już jednak wrócić na główną drogę. W pewnej chwili stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w betonowy wiadukt kolejowy, rozbijając swój samochód. Próbował jeszcze uciekać pieszo, ale został szybko zatrzymany i obezwładniony.

Jak się okazało, 22-latek był pijany i nie miał prawa jazdy. Badanie wykazało w jego organizmie ponad promil alkoholu. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu, a po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty.

22-latek odpowie teraz przed sądem za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, niezatrzymanie się do kontroli drogowej oraz za staranowanie policyjnego radiowozu.
Źródło info i foto: se.pl

Radom: Zwłoki zaginionego 29-latka w BMW

Policjanci z Radomia odnaleźli zwłoki zaginionego mieszkańca Piaseczna. Ciało 29-letniego mężczyzny znajdowało się w samochodzie BMW. 29-letni Mateusz S. zaginął w nocy z niedzieli na poniedziałek. Jak podaje portal egarwolin.pl, mężczyzna po raz ostatni widziany był o godzinie 5 rano w Piasecznie. 

W sobotę 6 czerwca policja otrzymała zgłoszenie o porzuconym przy trasie S17 samochodzie BMW. Na miejsce wysłano patrol policji. Funkcjonariusze odkryli w pojeździe zwłoki zaginionego 29-latka. Policja pod nadzorem prokuratury wyjaśnia okoliczności śmierci mieszkańca Piaseczna. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl