Prokuratura umorzyła śledztwo ws. zbiórki na nowy samochód dla Sebastiana K.

Krakowska prokuratura ponownie umarza śledztwo w sprawie zbiórki pieniędzy na zakup seicento dla mężczyzny oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała była premier Beata Szydło – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Przypomnijmy – Rafał B., Polak mieszkający wtedy w Anglii, rozpoczął zbiórkę w internecie. Deklarował, że cała kwota zostanie przekazana poszkodowanemu. Udało się zebrać prawie 150 tysięcy, jednak pieniądze zniknęły. Okazało się, że organizator zbiórki przekazał je swojej byłej żonie. Ta przeznaczyła je m.in. na spłatę swoich długów.

Śledczy nie dopatrzyli się popełnienia przestępstwa, bo, ich zdaniem, każdy, kto brał udział w zbiórce i wpłacał pieniądze, dokonywał w ten sposób darowizny na rzecz jej organizatora, a nie na rzecz sprawcy wypadku w Oświęcimiu, Sebastiana K.

Z regulaminu serwisu, za pośrednictwem którego przeprowadzono zbiórkę, wynika, że pieniądze cały czas należą do organizatora akcji i on mógł z nimi zrobić, co chciał, mimo wcześniejszych deklaracji o przekazaniu pieniędzy na kupno nowego samochodu.

Prokuratorzy dodają, że kiedy Rafał B. ogłaszał zbiórkę, nie robił tego z zamiarem popełnienia przestępstwa. Oczywiście zachowanie jest naganne i wpłacający mogą dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

W zbiórce wzięło udział ponad osiem tysięcy osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Szwecja: Dwóch Polaków oskarżonych o zabójstwo 70-latka

Dwóch Polaków urodzonych w 1971 r. oskarżonych o zabójstwo 70-letniego mężczyzny w Szwecji. 31 lipca 2019 roku 70-letni Gert-Inge Bertinsson został zamordowana w Markaryd, Småland, w południowo-wschodniej Szwecji.

Ciało mężczyzny zostało znalezione w lesie 10 sierpnia. Policjanci rozpoczęli poszukiwania podejrzanych o zabójstwo. W sierpniu 2019 roku jeden mężczyzna został aresztowany w Polsce. Drugiego udało się zatrzymać w grudniu.

Obaj mężczyźni urodzili się w 1971 roku i zostali oskarżeni o brutalne zabójstwo, próbę zabójstwa oraz kradzież samochodu ofiary. Jeden z mężczyzn jest również oskarżony o próbę oszustwa, próbę wypłaty pieniędzy z konta bankowego zamordowanego.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Makabryczny wypadek w Szczytnie. Zmarło jedno z bliźniąt. Jest odwołanie prokuratury

W olsztyńskim szpitalu dziecięcym zmarł jeden z braci bliźniaków, w których wjechał rozpędzony samochód. Prokuratura w Szczytnie złożyła odwołanie od decyzji sądu, który odmówił aresztowania sprawcy wypadku. – Pomimo ogromnych starań, walki i ogromnego zabezpieczenia jeden z braci ze Szczytna zmarł. Jest to ogromna tragedia dla rodziny, bardzo im współczujemy. Jest to też tragedia dla personelu naszego szpitala. Wszyscy bardzo to przeżywamy, jesteśmy bardzo poruszeni, walczymy, by poprawił się stan drugiego z braci – powiedziała zastępca dyrektora ds. lecznictwa wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie Barbara Chwała. Dodała, że bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca były wielonarządowe urazy, jakich doznał w wyniku wypadku.

Przed 9 dniami w Szczytnie rozpędzony ford mustang, który chwilę wcześniej wyprzedzał inne auto, wjechał w wózek z bliźniętami. Wózek z 1,5-rocznymi dziećmi prowadziła babcia, opiekunka chciała przejść przez jednię, stała na chodniku. Auto następnie wjechało w metalowy płot, staranowało go i zatrzymało się na budynku. Bracia trafili do szpitala w bardzo poważnym stanie, ich rodzice prosili o oddawanie dla nich krwi.

Drugi z bliźniaków walczy o życie

Barbara Chwała powiedziała w poniedziałek , że stan drugiego z braci jest bardzo poważny, zagrażający życiu dziecka.

– Robimy naprawdę wszystko, co w naszej mocy, by stan chłopca się poprawił. Jest to bardzo dramatyczna sytuacja, takiego zdarzenia nie notowaliśmy od kilku lat, by jedną rodzinę spotkała taka tragedia. Cały personel szpitala bardzo to przeżywa, bardzo współczujemy rodzinie – powiedziała dr Chwała.

Sprawę potrącenia wózka z dziećmi bada prokuratura w Szczytnie, która bezskutecznie prosiła sąd o aresztowanie sprawcy wypadku Adama D. Sąd odmówił, argumentując, że sprawca przyznał się. W czasie wypadku Adam D. był trzeźwy, złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę. Sąd zastosował wobec niego policji i zakaz prowadzenia pojazdów oraz zakazano mu opuszczania kraju.

– Prokuratura złożyła już zażalenie na tę decyzję. W odwołaniu podniesiono szereg argumentów natury prawnej dotyczącej tego zdarzenia – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

W poniedziałek rano akta z zażaleniem prokuratury nie dotarły jeszcze do sądu, dlatego sąd nie mógł jeszcze wyznaczyć terminu rozpoznania tego zażalenia.
Źródło info i foto: onet.pl

Brytyjska służba celna zatrzymała polską ciężarówkę przewożącej maseczki medyczne. Odkryto w niej 14 kg kokainy

Brytyjska służba celna podczas kontroli polskiej furgonetki, która próbowała wjechać do Wielkiej Brytanii przez tunel pod kanałem La Manche, odkryła paczki z kokainą. 14 kilogramów narkotyku zostało wycenione na 1 milion funtów (ponad 5 milionów złotych). Jak podaje BBC, kokaina była ukryta w pudełkach z maskami ochronnymi używanymi między innymi przez pracowników medycznych. Narkotyki zostały skonfiskowane w Coquelles, po francuskiej stronie tunelu La Manche. Zarejestrowanym w naszym kraju samochodem kierował 34-letni Polak, który został zatrzymany przez policjantów.

14 kilogramów kokainy ukrytych w paczkach z maseczkami medycznymi

Kokaina znajdowała się w pudełkach z maseczkami, w 15 owiniętych paczkach. Wartość 14 kilogramów tego narkotyku została oszacowana na 1 milion funtów. – Sprawdzamy teraz, kto stał za tą próbą przemytu – dodał Darren Herbert z NCA (Narodowa Agencja Kryminalna) w Dover.

Dyrektor generalny brytyjskiej Służby Granicznej Ian Hanson powiedział, że myślenie przemytników, którzy próbują wykorzystać epidemię do handlu narkotykami, jest „godne pogardy”. – To zatrzymanie jest kolejnym dowodem, że grupy przestępcze próbują wykorzystać epidemię koronawirusa do własnych celów. To karygodne, że ładunek narkotyków został umieszczony razem z niezbędnym w walce z COVID-19 wyposażeniem ochronnym – dodał Darren Herbert z oddziału National Crime Agency w Dover.

– Dealerzy narkotykowi obawiają się wzmożonych kontroli, ponieważ zdają sobie sprawę, że przy mniejszej liczbie ludzi na ulicach są bardziej widoczni. Oczywiście będą korzystać z różnych możliwości, np. ubierając się jak pracownicy kluczowych sektorów, którzy nie podlegają zakazom przemieszczania się albo handlując na parkingach supermarketów, gdzie może być więcej osób – dodaje z kolei dyrektor generalna brytyjskiej NCA Lynne Owens.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjanci odzyskali Bentleya o wartości 1,5 mln złotych

Okazja czyni złodzieja. O nie lada szczęściu może mówić właściciel bentleya wartego półtora miliona złotych. Na moment poszedł do stoiska z pieczywem i zostawił kluczyki w stacyjce. Kiedy wrócił, samochodu już nie było. Policja znalazła go po… trzech godzinach.

Informację o kradzieży luksusowego auta dostali policjanci z warszawskiego Wawru. Zaalarmował ich sam właściciel, przerażony stratą samochodu wartego półtora miliona złotych.

Z relacji pokrzywdzonego wynikało, że pozostawił auto otwarte z kluczykami w stacyjce i wyszedł tylko do stoiska z pieczywem. Kiedy po chwili wrócił, jego samochodu nie było – poinformowała nadkom. Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji VII. Sprawą od razu zajęli się funkcjonariusze z wydziału do walki z przestępczością samochodową. Przed upływem 3 godzin bentley został zlokalizowany na jednym z parkingów w podwarszawskiej miejscowości.

Auto wróciło do właściciela, a policja szuka teraz złodzieja.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krapkowice: Policja sprawdzała, czy para przestrzega nowych zasad. Znaleziono u nich narkotyki

Policjanci z Krapkowic zatrzymali podczas kontroli zaleceń sanitarnych związanych z koronawirusem parę siedzącą w zaparkowanym samochodzie. Okazało się, że mieli z sobą narkotyki. Do zatrzymania doszło na terenie Krapkowic. Uwagę patrolu policji zwróciła para siedząca w zaparkowanym samochodzie. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić, czy znajdujący się w volkswagenie kobieta i mężczyzna przestrzegają zaleceń dotyczących izolacji społecznej.

40-letnia kobieta i o 5 lat młodszy mężczyzna poinformowali ich, że są znajomymi i spotkali się, by porozmawiać. W sposób lekceważący i ironiczny odnosili się do wprowadzonych zakazów i obostrzeń. W związku z popełnionymi wykroczeniem, funkcjonariusze ukarali ich mandatem – podała policja.

Funkcjonariusze zauważyli jednak, że mężczyzna i kobieta są wyraźnie zdenerwowani. Wkrótce okazało się, że powodem tego są woreczki z suszem roślinnym i białym proszkiem, które mieli przy sobie. Badanie narkotestem pokazało, że to marihuana i amfetamina. Podczas przeszukania mieszkania 35-latka policjanci zabezpieczyli kolejne porcje narkotyków – relacjonuje zdarzenie biuro prasowe policji w Opolu.

W sumie znaleziono kilka gramów środków odurzających. Obojgu zatrzymanym przedstawiono zarzut posiadania narkotyków, za co grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Starachowice: Obywatelskie zatrzymanie pijanego kierowcy

Ponad 2 promile alkoholu w organizmie miał kierowca, którego w Starachowicach zatrzymali jadący za nim kierujący i pasażerowie samochodu dostawczego. Zatrzymanemu 55-letniemu mieszkańcowi Wąchocka grozi do 2 lat więzienia i co najmniej 3-letni zakaz prowadzenia pojazdów – poinformowała w piątek podkomisarz Monika Żabicka, oficer prasowa starachowickiej policji.

„Uznali, że prowadzący może być nietrzeźwy”

– Do zatrzymania pijanego kierowcy doszło w czwartkowe przedpołudnie. Mężczyźni podróżujący dostawczym iveco zauważyli dziwnie poruszającą się skodę już w Wąchocku. Uznali, że prowadzący może być nietrzeźwy. W pobliżu jednej ze stacji paliw 55-latek wykonał gwałtowny manewr hamowania, a następnie, chwiejąc się na nogach, wyszedł z auta – relacjonowała Żabicka.

Jeden z pasażerów iveco chciał uniemożliwić dalszą jazdę pijanemu mężczyźnie. Jednak ten ponownie wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku Starachowic. – W Starachowicach 55-latek ponownie gwałtownie się zatrzymał i znowu opuścił auto. Pasażerowie iveco wykorzystali okazję. Zatrzymali 55-latka i wezwali policjantów – dodała oficer prasowa.

Jak się okazało, skodę prowadził 55-letni mieszkaniec Wąchocka. Badanie alkomatem wykazało, że miał on ponad dwa promile alkoholu w organizmie. – Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy, a po wykonanych czynnościach został zwolniony – dodała Monika Żabicka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policyjny pościg za dwoma 14-latkami. Chłopcy zabrali samochód babci

W weekend poznańscy policjanci odbyli niecodzienny pościg. W samochodzie, który wymusił pierwszeństwo na innym pojeździe, siedziało dwóch 14-latków. Widząc radiowóz, młodzi ludzie zaczęli uciekać – najpierw samochodem, a potem pieszo.

Do zdarzenia doszło w nocy z 21 na 22 marca. Poznańscy policjanci patrolowali ulice miasta, gdy na skrzyżowaniu ul. Królowej Jadwigi zobaczyli samochód, w którym siedziało dwóch nieletnich chłopców. Kierowca samochodu marki Opel Corsa jechał w stronę centrum miasta, wymuszając przy tym pierwszeństwo na innym uczestniku ruchu drogowego.

Poznań. Jeden z zatrzymanych 14-latków był poszukiwany przez sąd

Widząc dwóch nastolatków w samochodzie, funkcjonariusze drogówki włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, wzywając chłopców do tego, aby się zatrzymali. Ci jednak zaczęli uciekać. Dojechali do kasyna na placu Andersa i wysiedli z samochodu, aby kontynuować ucieczkę na piechotę. Policjanci byli jednak szybsi.

Funkcjonariusze poznańskiej policji ustalili, że 14-latkowie zabrali samochód babci jednego z nich. Co więcej, jeden z zatrzymanych nastolatków był poszukiwany przez sąd. Miał trafić do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tłuszcz: Zatrzymano złodziei samochodów. Kradli Toyoty w Niemczech i demontowali na części

Dzielnicowi z komisariatu w Tłuszczu wspólnie z funkcjonariuszami prewencji zatrzymali ojca i syna podejrzewanych o przestępstwa samochodowe. Na terenie posesji w Woli Rasztowskiej, w stodole, policjanci ujawnili toyotę auris skradzioną w pierwszych dniach marca w Niemczech. Mundurowi zabezpieczyli dodatkowo niekompletną karoserię z silnikiem oraz cztery pocięte karoserie i pięć silników, pochodzące również od toyot auris, skradzionych na terenie Niemiec. Mężczyźni już usłyszeli zarzuty ukrycia pojazdów pochodzących z przestępstw kradzieży. Wartość wszystkich skradzionych pojazdów oszacowano na kwotę blisko 100 tys. euro.

Kilka dni temu dzielnicowi z komisariatu w Tłuszczu uzyskali informację z której wynikało, że na terenie jednej z posesji w Woli Rasztowskiej mogą być przechowywane pojazdy i części samochodowe pochodzące z kradzieży. Funkcjonariusze udali się pod wskazany adres, gdzie zastali 48-letniego właściciela posesji, w obecności którego dokonali przeszukania pomieszczeń gospodarczych. W stodole ujawnili toyotę auris, która posiadała polskie tablice rejestracyjne, wewnątrz znajdowały się tablice rejestracyjne niemieckie. W wyniku sprawdzenia numerów identyfikacyjnych pojazdu i niemieckich tablic rejestracyjnych policjanci ustalili, że samochód został skradziony w Niemczech kilka dni wcześniej.

Podczas dalszej kontroli, dzielnicowi i funkcjonariusze prewencji ujawnili częściowo zdemontowaną karoserię z silnikiem, oraz cztery pocięte karoserie, pięć silników, dwa dowody rejestracyjne niemieckie, oraz dokumenty i kartę serwisową, wszystkie pochodzące z toyot auris skradzionych na przełomie lutego i marca w Niemczech. Wartość wszystkich skradzionych pojazdów oszacowano na kwotę blisko 100 tys. euro.

48-letni ojciec i jego 22-letni syn trafili do policyjnego aresztu. Mężczyźni usłyszeli łącznie po 6 zarzutów ukrycia pojazdów pochodzących z przestępstwa kradzieży. Funkcjonariusze ustalili dodatkowo, że w proceder ten był również zamieszany trzeci mężczyzna, i jak zapowiadają jego zatrzymanie to tylko kwestia czasu. Teraz może im grozić kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl