Dziecko zamknięte w rozgrzanym aucie na parkingu w Kudowie Zdroju

Ile jeszcze tragedii musi się wydarzyć, zanim ludzie zrozumieją, że w aucie zaparkowanym na słońcu temperatura wzrasta w ekspresowym tempie? A to z kolei może oznaczać wyrok śmierci dla uwięzionego tam dziecka. Gdyby nie mężczyzna, który zbił szybę w aucie na parkingu w Kudowie Zdroju (woj. dolnośląskie), nie wiadomo co stałoby się z półtorarocznym chłopcem.

Rodzice i babcia malca ruszyli na zakupy, a śpiącego chłopca… zamknęli w rozgrzanym samochodzie. Poza tym, że szczytem nieodpowiedzialności jest pozostawienie półtorarocznego dziecka bez opieki, na zewnątrz panował 30-stopniowy upał. W czasie gdy nieodpowiedzialna rodzina spacerowała po markecie, w samochodzie stopniowo wzrastała temperatura.

Na szczęście chłopczyka dostrzegł akurat przechodzący przez parking mężczyzna. Zaczął pukać w szybę i wołać dziecko, niestety bezskutecznie. Najwyraźniej panujący w aucie skwar dał się malcowi już we znaki.

O krok od tragedii

Chłopiec był cały zlany potem, miał zamknięte oczy i nie reagował na żadne sygnały. Widząc to, próbujący nawiązać kontakt z dzieckiem mężczyzna, niewiele myśląc – wybił szybę w aucie. Zrobił to bardzo ostrożnie, aby nie zranić przy tym malca, a następnie wziął go na ręce i wyciągną z rozgrzanego pojazdu.

Chłopiec w końcu się ocknął, a opiekę nad nim przejęła żona bohatera. Gdy ona dawała dziecku pić, jej mąż zadzwonił na policję. Chwilę później zjawili się też rodzice chłopca, których tłumaczenia były niedorzeczne, a momentami nawet infantylne. Jak twierdzili, uchylili dziecku szyby w dwóch oknach… na całe 3 centymetry! Po stanie w jakim chłopca znalazł obcy mężczyzna, widać, że na niewiele się to jednak zdało. Teraz policja musi ustalić jak długo dziecko przebywało w aucie. To wpłynie na konsekwencje, jakie poniosą jego rodzice.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Poszukiwania zaginionego Dawida. W samochodzie znaleziono ślady krwi 5-latka. Na ubraniu ojca też

W aucie ojca Dawida Żukowskiego, a także na jego ubraniu, prokuratura miała natrafić na ślady krwi 5-letniego chłopca – informuje nieoficjalnie serwis Fakt24. Serwis Fakt24 donosi, choć na razie nieoficjalnie, że pojawiły się nowe informacje w sprawie zaginięcia 5-letniego Dawida Żukowskiego. Według dziennikarza portalu na ubraniu Pawła Ż. oraz w jego aucie znaleziono ślady należące do dziecka.

„W samochodzie Pawła Ż. odnaleziono bardzo dużo śladów krwi i moczu 5-letniego Dawidka. Podobne ślady znaleziono także na ubraniu mężczyzny” – czytamy w portalu, który podkreśla, że takie informacje pochodzą ze źródeł zbliżonych do prokuratury. Poza tym na ubraniu ojca chłopca miały być znalezione ślady trawy, liści oraz ziemi, a według prokuratury – to mogłoby pozwolić im na zlokalizowanie miejsca, gdzie jest 5-letni Dawid.

Poszukiwania Dawida Żukowskiego

Wtorek to szósty dzień poszukiwań 5-letniego Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego. 10 lipca około północy jego zaginięcie zgłosiła matka, gdy ojciec nie odwiózł dziecka w umówionym czasie. Z informacji policji wynika, że Paweł Ż. zabrał Dawida z domu w Grodzisku Mazowieckim, a następnie popełnił samobójstwo.

Od czwartku 11 lipca trwa największa w historii polskiej policji akcja poszukiwawcza. Na podstawie zeznań świadków i nagrań z monitoringu funkcjonariusze odtworzyli drogę, którą poruszał się ojciec Dawida i dokładnie sprawdzili prawie 4 tysiące hektarów przylegających do niej terenów.

Od poniedziałku zmieniła się za to formuła poszukiwań – policja nie wznowiła masowej akcji przeczesywania terenu, a skupiła się na analizie dotychczas zebranych informacji.

Dawid Żukowski ma 110 centymetrów wzrostu, jest szczupłej budowy ciała. Ma jasne włosy. W momencie zaginięcia był ubrany w szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie jeansy oraz niebieskie trampki. Informacje związane z zaginięciem chłopca można zgłaszać do najbliższej jednostki policji lub dzwoniąc na numery telefonów 112 i 997.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bieruń: Wciągnął 13-latkę do samochodu. 27-latek zgłosił się na policję

Mężczyzna, który był poszukiwany po tym, jak na początku maja w Bieruniu (Śląskie) wciągnął do samochodu 13-latkę, zgłosił się na policję, po czym został zatrzymany i aresztowany. Za usiłowanie uprowadzenia grozi mu 5 lat więzienia.

Jak poinformował w środę zespół prasowy śląskiej policji, 27-latek sam zgłosił się na komendę, bo – jak wyjaśniał – z mediów dowiedział się, że jest poszukiwany i „męczyło go sumienie”. Mężczyzna usłyszał już zarzuty, a na wniosek policjantów i prokuratora, został tymczasowo aresztowany.

Mężczyzna był poszukiwany po zdarzeniu z 4 maja. Tego dnia wieczorem zatrzymał się na przystanku autobusowym przy ul. Oświęcimskiej w Bieruniu, w kierunku Tychów i jak wyjaśniła policja „miał wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru i wbrew samej małoletniej, zaciągnąć ją siłą do samochodu. Dziewczynie udało się uciec, a policjanci w toku postępowania, na podstawie słownego opisu pokrzywdzonej, sporządzili portret pamięciowy sprawcy oraz ustalili jego rysopis”.

Pod koniec czerwca, na stronach internetowych policji oraz w mediach, opublikowany został portret pamięciowy sprawcy. W miniony weekend mężczyzna sam zgłosił się do Komendy Miejskiej Policji w Tychach. Przyznał, że z mediów dowiedział się, że jest poszukiwany i przekonywał, że męczyły go wyrzuty sumienia.

Śledczy, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Tychach, będą sprawdzać podaną przez zatrzymanego wersję wydarzeń. We wtorek sąd, na wniosek policjantów i prokuratora, aresztował tymczasowo 27-letniego mieszkańca Bierunia. Wcześniej usłyszał on zarzut zmuszania do określonego zachowania oraz usiłowania uprowadzenia 13-latki. Za te przestępstwa może mu grozić do 5 lat więzienia.

Śląska policja podziękowała w środę wszystkim, którzy w toku poszukiwań przekazali śledczym informacje oraz mediom za rozpowszechnienie portretu pamięciowego sprawcy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lubin: 31-letnia kobieta zostawiła niemowlę w nagrzanym aucie i poszła sprzedawać ubrania

Do pięciu lat więzienia może grozić 31-letniej kobiecie, która zostawiła na blisko godzinę swoje 8-miesięczne dziecko w zamkniętym samochodzie na parkingu. Temperatura na zewnątrz wynosiła ok. 25 stopni Celsjusza. Dziewczynka z objawami odwodnienia została przewieziona do szpitala. W sobotę na jednym z parkingów w Lubinie przechodnie zauważyli małe dziecko, które głośno płakało w zamkniętym samochodzie.

Matka zostawiła dziecko na blisko godzinę, podczas gdy na zewnątrz temperatura powietrza wynosiła około 25 stopni Celsjusza. Pojazd stał w nasłonecznionym miejscu.

Jak się okazało, matka 8-miesięcznej dziewczynki, 31-letnia kobieta, zostawiła dziecko w samochodzie, kiedy spało. W tym czasie poszła na giełdę handlować odzieżą. Kiedy dziecko się obudziło, zaczęło głośno płakać i to zaniepokoiło przebywających na giełdzie ludzi, którzy zadzwonili na policję – mówi Monika Kaleta z biura prasowego dolnośląskiej policji.

W tym samym czasie, gdy na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, do auta podeszła matka dziewczynki, która otworzyła drzwi samochodu. Była zaskoczona obecnością funkcjonariuszy. Pod jej opieką znajdowało się jeszcze dwoje dzieci – powiedziała policjantka.

Na miejsce zdarzenia wezwano zespół pogotowia ratunkowego. Dziewczynka z objawami odwodnienia została przewieziona do szpitala.

Pozostała dwójka małoletnich przekazana została ich ojcu, który pojawił się na miejscu interwencji. 31-letnia matka została zatrzymana i trafiła do policyjnej celi. Usłyszała już zarzuty – dodała Kaleta. Poinformowała, że za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia kobiecie grozi kara nawet do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: 14-latkowie ukradli elektryczne BMW i rozbili je na betonowej zaporze

Dwóch 14-latków wjechało elektrycznym bmw w betonową zaporę przy ul. Bonifraterskiej w Warszawie. Kierujący pojazdem chłopiec miał 0,25 promila w wydychanym powietrzu. – Ze wstępnych informacji, które otrzymaliśmy, wynika, że nastolatkowie ukradli samochód należący do firmy przewozowej – poinformowała kom. Ewa Szymańska-Sitkiewicz z Komendy Stołecznej Policji.

Do zdarzenia doszło w sobotę przed godz. 21. 14-latek i jego rówieśnik jechali elektrycznym bmw. Jak informuje policja, auto ukradli z jednej z firm przewozowych. W pewnym momencie nastolatek stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w betonową zaporę przy ul. Bonifraterskiej.

– W wyniku zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń. Jedna z osób podróżujących pojazdem oddaliła się z miejsca zdarzenia – powiedziała Szymańska-Sitkiewicz.

Nastolatek za kierownicą był nietrzeźwy

Kierującego pojazdem 14-latka funkcjonariusze zatrzymali niedaleko miejsca wypadku. Chłopiec miał 0,25 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

– Od jednego i od drugiego chłopca została pobrana krew. Trwają czynności procesowe z opiekunami prawnymi. Jeden z chłopców trafił do policyjnej izby dziecka, a drugi do ośrodka poprawczo-wychowawczego, do którego miał powrócić w sobotę – przekazała Szymańska-Sitkiewicz.

Policja ustala szczegóły kradzieży. Sprawdza też, czy nastolatkowie nie zażywali innych środków odurzających.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jakub A. wypożyczył auto do porwania 10-letniej Kristiny

Jakub A. użył do porwania 10-letniej Kristiny samochodu z wypożyczalni – podał w czwartek nieoficjalnie portal TVP Info. Mężczyzna, oddając samochód, miał być zdenerwowany, próbował także zacierać ślady obecności dziewczynki w aucie.

„Śledczy przyznali, że technicy kryminalistyczni bardzo dokładnie badają samochód użyty przez Jakuba A. do uprowadzenia 10-letniej Kristiny. Prokuratura nie chce jednak ujawnić, jakie ślady znaleziono w pojeździe” – podano w artykule.

Z ustaleń portalu TVP Info wynika, że Jakub A., przygotowując się do zabójstwa dziewczynki, skorzystał z auta z wypożyczalni. „Wybrał hyundaia i to nim pojechał do Mrowin, aby uprowadzić Kristinę” – podano w artykule.

„Kiedy oddawał auto, był zdenerwowany. Okazało się, że wysprzątał dokładnie wnętrze samochodu. Miał także wyprać tapicerkę na siedzeniach” – powiedział jeden z rozmówców portalu TVP Info.

10-letnia Kristina w ubiegły czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły w centrum wsi Mrowiny, gdzie mieszkała; od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od domu. Jej ciało znaleziono tego samego dnia w lesie – sześć kilometrów od Mrowin. Prokuratura w Świdnicy poinformowała w piątek, że przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki były rany kłute klatki piersiowej i szyi.

Podejrzany o jej zabójstwo 22-letni Jakub A. został zatrzymany w niedzielę w godzinach popołudniowych. Wieczorem został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy na przesłuchanie. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, ze znieważeniem zwłok – oraz zarzut podżegania we wcześniejszym okresie innej osoby do udziału w zabójstwie. Według prokuratury podejrzany przyznał się do obu stawianych mu zarzutów także podczas posiedzenia aresztowego w sądzie. We wtorek sąd aresztował go na trzy miesiące.
Źródło info i foto: interia.pl

Pijana 25-latka spowodowała wypadek. Nie żyje jej 2-letnie dziecko. Kobieta usłyszała zarzuty

W czwartek pijana 25-latka jechała samochodem ze swoimi synkami: 2- i 3-latkiem. Dachowali. Pierwszy z nich nie przeżył w wypadku, drugi został ciężko ranny. Teraz Prokuratura Okręgowa w Lipnie poinformowała o postawieniu kobiecie 4 zarzutów.

Według ustaleń policji 25-latka nigdy nie posiadała prawa jazdy. We krwi miała promil alkoholu. Oprócz tego w jej torebce funkcjonariusze znaleźli narkotyki.

– 25-latka została przesłuchana jeszcze w poniedziałek po południu szpitalu w Toruniu, gdzie przebywa od czasu wypadku. Przedstawiono jej zarzuty spowodowania wypadku śmiertelnego pod wpływem alkoholu, kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości, posiadania narkotyków i nie zatrzymania się na wezwanie funkcjonariuszy policji – mówiła RMF szefowa prokuratury w Lipnie Alicja Cichosz.

Kobieta przyznała się do wszystkich stawianych zarzutów. Najsurowsza kara czeka ją za spowodowanie wypadku śmiertelnego. Za takie przestępstwo kodeks karny przewiduje do 12 lat pozbawienia wolności.

Do wypadku doszło w czwartek późnym wieczorem. Jak relacjonowała policja, około godz. 22.00 w miejscowości Steklin niedaleko Torunia patrol z Komisariatu Policji w Dobrzejewicach zauważył volkswagena polo. Funkcjonariuszy zaniepokoiło zachowanie kierowcy, który włączał i wyłączał światła mijania, a następnie zaczął jechać od prawej do lewej strony jezdni. Auto miało zaparowaną tylną szybę.

Policjanci dali kierowcy sygnały do zatrzymania, zarówno dźwiękowe jak i świetlne. Kierowca zamiast się zatrzymać przyspieszył i zaczął oddalać się z bardzo dużą prędkością. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów auto wypadło z drogi i dachowało.

Policjanci od razu przystąpili do udzielania pomocy poszkodowanym. Jeszcze przed przyjazdem karetki wyciągali z samochodu dzieci. Na miejscu pracowali również strażacy, którzy wyciągnęli kobietę.

Zaraz po zdarzeniu karetki pogotowia zabrały wszystkich troje do toruńskich szpitali. Pomimo usilnych starań lekarzy 2-letniego chłopca nie udało się uratować. Dziecko zmarło.
Źródło info i foto: wp.pl

Kalifornia: 2-latek z workiem na głowie. Kontrowersyjna interwencja policjantów

Policjanci z Sacramento w Kalifornii opublikowali nagranie z zatrzymania 12-letniego, czarnoskórego chłopca, podejrzanego o kradzież w sklepie, a także o włamanie do samochodu stojącego na parkingu. W czasie interwencji założono mu torbę na głowę. Interwencja funkcjonariuszy wywołała oburzenie internautów. Rodzina chłopca rozważa złożenie pozwu przeciwko policjantom.

Na opublikowanym nagraniu widać, jak funkcjonariusze i sklepowy ochroniarz zatrzymują chłopaka. Podejrzany był o próbę kradzieży w sklepie. Policja zdecydowała się zamieścić film po tym, jak oskarżona została o brutalne potraktowanie chłopca.

Wcześniej w mediach społecznościowych opublikowano bowiem film nagrany przez świadka zdarzenia, na którym widać, jak mężczyzna protestuje przeciwko zatrzymaniu chłopca. Film był podstawą do oskarżenia policji o złe traktowanie czarnoskórych.

Według policjantów 12-latek był agresywny, wyzywał i kopał funkcjonariuszy. Kiedy ci prowadzili go do radiowozu, opluł jedną z policjantek. Dlatego założono mu na głowę specjalną torbę, żeby uniknąć kolejnego oplucia.

Nagranie nie rozwiało jednak wątpliwości internautów, a wręcz przeciwnie. Na filmie słychać jak chłopiec kilka razy pyta, za co został aresztowany. Prosił również o zdjęcie worka z głowy mówiąc, że nie może oddychać.

– To dobre dziecko. Nie zrobił nic złego – twierdzi adwokat Mark T. Harris, który reprezentuje rodzinę chłopca. Dodał, że dwunastolatek został fałszywie oskarżony przez ochroniarza o próbę kradzieży w sklepie.

Harris powiedział NBC News, że nigdy nie słyszał o tym, by policja używała worka. Uznał, że to „śmieszne” i zapowiedział złożenie pozwu przeciwko funkcjonariuszom.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Auto, którym Włodzimierz Cimoszewicz potrącił rowerzystkę nie miało aktualnych badań technicznych?

Samochód, którym były premier potrącił rowerzystkę na pasach, miał nie mieć aktualnych badań technicznych – twierdzi Piotr Nisztor. Włodzimierz Cimoszewicz tuż po wypadku tłumaczył się, że sprawa może mieć związek z jego chorobą nowotworową.

Jak poinformował Piotr Nisztor auto, którym Włodzimierz Cimoszewicz potrącił 70-latkę, nie miało aktualnych badań technicznych. Dziennikarz śledczy współpracuje z „Gazetą Polską Codziennie” i portalem niezależna.pl. Były premier w sobotę potrącił w Hajnówce (woj. podlaskie) na przejściu dla pieszych rowerzystkę.

Kobieta została ranna i trafiła do szpitala. Doznała obrażeń nogi. Zarówno poszkodowana jak i były premier w momencie zdarzenia byli trzeźwi. Policjanci ustalają dokładne przyczyny i okoliczności wypadku. Polityk tuż po potrąceniu wydał oświadczenie, w którym opowiedział o szczegółach kolizji.

Jak przekonuje jechał z niewielką prędkością i udzielił rowerzystce natychmiastowej pomocy. Przyznaje, że przyczyną zdarzania mogło być rozkojarzenie z powodu otrzymania informacji o wykryciu u niego choroby nowotworowej. Dodatkowo miał jechać pod słońce. Cimoszewicz wyraził również ubolewanie z powodu kolizji i przekazał rowerzystce wyrazy współczucia.
Źródło info i foto: wp.pl

Haryszew: Pijana kobieta wjechała samochodem w budynek mieszkalny

W miejscowości Henryszew (woj. mazowieckie) 45-letnia kobieta pod wpływem alkoholu przejechała samochodem przez skrzyżowanie i wjechała w budynek mieszkalny – poinformowała w niedzielę asp. sztab. Katarzyna Zych.

Jak poinformowała Katarzyna Zych, informacja o wypadku przy ul. Wspólnej w Henryszewie dotarła na komisariat w niedzielę po godz. 10. Kierująca volkswagenem przejechała przez skrzyżowanie i wjechała w budynek; 45-latka miała ponad 2 promile alkoholu. Pasażer również był pod wpływem alkoholu. Podczas uderzenia doznał urazu głowy.

– Kobieta została zatrzymana, a obrażenia mężczyzny są sprawdzane – poinformowała Katarzyna Zych. Za jazdę pod wpływem alkoholu kierowcy grozi do 2 lat pozbawienia wolności.

Mieszkańcom uszkodzonego budynku nic się nie stało. Auto naruszyło jedynie elewację.
Źródło info i foto: polsatnews.pl