Weszły w życie sankcje za próbę otrucia Nawalnego

W czwartek w UE weszły w życie sankcje wobec sześciu osób i jednego podmiotu za zaangażowanie w próbę otrucia Aleksieja Nawalnego. Zostali nimi objęcie m.in. wiceministrowie obrony Rosji i dyrektor Federalnej Służba Bezpieczeństwa (FSB). Instytucją objętą sankcjami jest też Państwowy Instytut Naukowo-Badawczy Chemii Organicznej i Technologii (GosNIIOChT) w Moskwie.

Sankcje zostały w czwartek opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE.

6 października Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) potwierdziła, że wobec Nawalnego użyto substancji należącej do grupy Nowiczoków, tj. bojowych środków trujących zaprojektowanych przez naukowców w ZSRR do celów wojskowych.

Ostro krytykujący rządy prezydenta Rosji Władimira Putina 44-letni Nawalny został hospitalizowany 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Opozycjonista poczuł się źle na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy i stracił przytomność. Na żądanie rodziny kilka dni później przetransportowano go do kliniki Charite w Berlinie, gdzie został poddany badaniom i leczeniu.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe dowody w sprawie zabójstwa dziennikarza Dżamala Chaszodżdżi

Istnieją „wiarygodne dowody” świadczące o tym, że następca tronu Arabii Saudyjskiej Muhammad ibn Salman mógł być osobiście odpowiedzialny za zamordowanie krytycznego wobec reżimu saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego – uważa ekspertka ONZ Agnes Callamard. W opublikowanym w środę w Genewie raporcie dla Rady Praw Człowieka ONZ Agnes Callamard – sprawozdawczyni ONZ ds. egzekucji pozasądowych, doraźnych i arbitralnych – zastrzegła, że wyjaśnienie kwestii winy wymaga dalszego dochodzenia. Wezwała sekretarza generalnego ONZ Antonia Guterresa do zorganizowania międzynarodowego śledztwa.

Wyraziła opinię, że sankcje wobec Saudyjczyków powiązanych z zabójstwem Chaszodżdżiego „powinny obejmować następcę tronu i jego osobiste aktywa za granicą”.

„Chaszodżdżi padł ofiarą rozmyślnej egzekucji”

Ekspertka ONZ w raporcie sporządzonym na podstawie sześciomiesięcznego śledztwa zawarła wniosek, iż według niej Chaszodżdżi padł ofiarą rozmyślnej egzekucji, „pozasądowego zabójstwa, za które Arabia Saudyjska jest odpowiedzialna zgodnie z prawem międzynarodowym”. Callamard wezwała Arabię Saudyjską do zawieszenia procesu 11 podejrzanych w sprawie Chaszodżdżiego, wskazując na ryzyko poważnej pomyłki sądowej. Podkreśliła, że Arabia Saudyjska musi wziąć odpowiedzialność za zamordowanie dziennikarza i wypłacić odszkodowanie jego rodzinie.

Zabójstwo saudyjskiego dziennikarza

Krytyczny wobec władz w Rijadzie dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule, do którego poszedł 2 października, aby załatwić formalności związane ze swoim ślubem.

Władze saudyjskie przez długi czas twierdziły, że nie mają nic wspólnego z jego zaginięciem, jednak ostatecznie przyznały, że doszło do zabójstwa. Zwłok nigdy nie odnaleziono. Saudyjski prokurator potwierdził, że zostały rozczłonkowane i wyniesione z konsulatu.

Wówczas nie było jasne, czy saudyjski następca tronu, książę Muhammad ibn Salman, zlecił zabójstwo bądź wiedział o planach pozbawienia dziennikarza życia. Choć część zabójców wywodzi się z bezpośredniego otoczenia księcia, Rijad utrzymuje, że zostało ono przeprowadzone bez jego wiedzy. Proces w sprawie zabójstwa dziennikarza rozpoczął się w Rijadzie na początku tego roku. Na ławie oskarżonych zasiadło 11 mężczyzn, a po pierwszej rozprawie poinformowano, że „prokurator generalny Arabii Saudyjskiej żąda kary śmierci dla pięciu oskarżonych z powodu ich bezpośredniego zaangażowania w morderstwo”.

Już w lutym Callamard twierdziła, że Chaszodżdżi padł ofiarą „brutalnego i dokonanego z premedytacją zabójstwa, zaplanowanego i przeprowadzonego przez władze Arabii Saudyjskiej”. Mówiła wtedy, że ma „poważne obawy” co do uczciwości postępowania prowadzonego wobec 11 osób, które zostały w Rijadzie oskarżone w związku ze sprawą tego zabójstwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Stany Zjednoczone nakładają sankcje na Rosję po ataku na Skripala

Rosja „użyła chemicznej lub biologicznej broni” do ataku na Siergieja Skripala – podał Departament Stanu USA. W związku z tym USA nakładają na Rosję nowe sankcje. Szczególnie druga ich transza ma być bardzo dotkliwa.

– Rząd Rosji posłużył się bronią chemiczną czy biologiczną, co jest pogwałceniem prawa międzynarodowego – oświadczyła rzeczniczka amerykańskiego Departamentu Stanu Heather Nauert.
Sankcje USA wobec Rosji

Nowe sankcje USA wobec Rosji mają wejść w życie 22 sierpnia. Czego mają dotyczyć? Szczegóły będą ogłoszone wkrótce. Jak podała NBC News na podstawie swoich źródeł w Departamencie Stanu w pierwszej kolejności chodzi o zakaz wydawania zezwoleń na eksport towarów „ważnych dla bezpieczeństwa narodowego” do Rosji. To mogą być m.in. urządzenia elektroniczne – podała telewizja.

Jeszcze bardziej dotkliwa ma być druga porcja sankcji, która ma zostać wprowadzona, jeśli Rosja nie zapewni, że nie będzie już używać broni chemicznej i zgadza się na kontrole ONZ. Wtedy może nastąpić „obniżenie poziomu stosunków dyplomatycznych, zawieszenie lotów Aeroflot w USA i ograniczenie prawie całego eksportu i importu -dowiedziała się NBC.

Sankcje wymagają akceptacji Kongresu.

Atak na Siergieja Skripala

Siergiej Skripal to były podwójny szpieg. Agent służył zarówno Rosji, jak i Wielkiej Brytanii. Do ataku na niego i jego córkę doszło 4 marca 2018 r. w brytyjskim Salisbury. Według dotychczasowych ustaleń do ataku użyto substancji typu nowiczok.

Wielka Brytania prowadzi śledztwo ws. próby otrucia Skripalów. O atak oskarża Rosję. Kreml zaprzecza, że miał z nim coś wspólnego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Zamrożone” miliony Muammara Kadafiego wyciekają nie wiadomo dokąd

Ponad sześć lat po śmierci libijskiego dyktatora Muammara Kadafiego jego miliardy, „zamrożone” w Brukseli, generują milionowe zyski dla tajemniczych beneficjentów – i to pomimo międzynarodowych sankcji, pisze Giulia Paravicini z POLITICO. Odkryliśmy duże, regularne wypływy dywidend giełdowych, dochodów z obligacji i odsetek. Dokumenty, wyciągi bankowe, e-maile i dziesiątki rozmów wskazują na istnienie luki w systemie sankcji.

Bogactwo Kadafiego miało być przechowywane dla narodu libijskiego do czasu, kiedy ustabilizuje się sytuacja wstrząsanego wojną kraju – tymczasem dokumenty, do których dotarli dziennikarze POLITICO, wyraźnie wskazują, że odsetki od tych kwot wypływały w ostatnich latach z „zamrożonych” kont w Brukseli na konta bankowe w Luksemburgu i Bahrajnie. Belgijskie ministerstwo finansów twierdzi, że przelewy były zgodne z prawem.

Odsetki te wędrują na konta należące do Libijskiego Urzędu Inwestycyjnego (Libyan Investment Authority, LIA), agencji założonej w 2006 r., mającej inwestować dochody Kadafiego z ropy naftowej. LIA znajduje się obecnie w samym sercu wojny o wpływy prowadzonej przez różne polityczne frakcje i nie jest do końca jasne, kto zarządza tą instytucją i do kogo trafiają fundusze przelewane na jej konta.

Po interwencji NATO, która doprowadziła do upadku Kadafiego (i ostatecznie jego śmierci w październiku 2011 r.), w Libii rozpoczęła się wojna domowa, która zredukowała państwo do kilku walczących ze sobą „rządów” kierowanych przez samozwańczych przywódców; dodatkowo do destabilizacji całego kraju przyczyniają się bojownicy organizacji islamistycznych.

Podziały te widać także w rywalizacji o kontrolę nad LIA. Obecnie istnieją dwie grupy uważające się za oficjalny rząd Libii: jedna, wspierana przez ONZ, rezyduje w Trypolisie, druga – wspierana przez armię – na wschodzie kraju, w portowym Tobruku. Oba rządy wyznaczyły własnych szefów LIA.

Żeby jeszcze bardziej skomplikować sytuację, w Trypolisie jest obecnie dwóch rywalizujących ze sobą przewodniczących tej agencji, wciąż spierających się o to, który z nich jest legalny.

Dziennikarze POLITICO skontaktowali się z prawnikami LIA, konsultantami, byłym szefem tej instytucji i obecnymi pretendentami do tego tytułu. Nikt nie był w stanie nam wyjaśnić, kto – jeśli w ogóle ktoś – z rywalizujących ze sobą przewodniczących ma dostęp do milionów odsetek przelewanych z Brukseli.
Źródło info i foto: onet.pl

Bandyci wyłudzili miliony, a wyszli z sądu bez sankcji

Co najmniej 4,5 mln zł wyłudziła szajka ze Śląska, organizująca tzw. karuzele VAT, rozbita przez funkcjonariuszy katowickiego CBŚP. Zatrzymano czterech przedsiębiorców wystawiających fikcyjne faktury. Sąd uznał, że nie ma potrzeby stosowania żadnych sankcji wobec dwóch z nich. Ocenił, że skoro zabezpieczono dokumenty, a podejrzani złożyli wyjaśnienia, to nie zachodzi obawa matactwa. Śledczy mówią, że byli zszokowani taką decyzją sądu, który ostatecznie zdecydował o jednym areszcie i jednym dozorze.

Funkcjonariusze katowickiego CBŚP zatrzymali czterech przedsiębiorców, którzy wyłudzili co najmniej 4,5 mln zł na fikcyjnym handlu międzynarodowym różnymi towarami, głównie dobrami konsumpcyjnymi.

Na ślad przestępców policjanci wpadli po informacji od Wydziału Wywiadu Skarbowego Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach, gdzie odkryto podejrzane operacje handlowe prowadzone przez jednego z eksporterów. Grupa firm m.in. z Polski, Czech i Słowacji handlowała między sobą różnymi towarami.

Na karuzeli

Śledczy wkroczyli do firm oszustów, zabezpieczając tysiące dokumentów. – Fikcyjny obrót towarem odbywał się poprzez założone w tym celu firmy zarówno w Polsce, jak i poza granicami naszego kraju. Towar fikcyjnie przepływał przez kilkanaście spółek. Właściciele wystawiali fikcyjne faktury na obrót różnymi towarami. W ten sposób sfingowali wewnątrzwspólnotowy obrót, a dzięki nieprawdziwym fakturom otrzymywali zwrot podatku VAT – mówi portalowi tvp.info kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że po zatrzymaniu część przestępców, z obawy przed spędzeniem wiosny w areszcie, była gotowa pójść na współpracę i wskazać kolejne macki vatowskiej ośmiornicy. Zatrzymani już usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i przestępstw karno-skarbowych. Grozi im do 8 lat więzienia.

Zaskoczenie

Prokuratura wnosiła o aresztowanie podejrzanych, którzy nie chcą współpracować i ewentualne dozory dla „skruszonych”. – Podejrzani spędzili w sądzie siedem godzin i ku naszemu zaskoczeniu sąd zdecydował tylko o jednym areszcie i jednym dozorze. Dwaj przedsiębiorcy biorący udział w tym przekręcie zostali zwolnieni do domów bez żadnych sankcji. To może oznaczać, że wielotygodniowa praca dziesiątków ludzi pójdzie na marne, bo kooperanci oszustów mogą zniszczyć obciążające ich dowody – mówi portalowi tvp.info jeden ze śląskich śledczych.

Zagłębie oszustów

Od kilkunastu miesięcy policjanci katowickiego CBŚP oraz służby skarbowe prowadzą śledztwo w sprawie wyłudzeń podatku VAT przez śląskich przedsiębiorców. Przestępcy działając w różnych konfiguracjach wyłudzili co najmniej 17 mln zł. Do tej pory zatrzymano już 24 osoby, które usłyszały blisko 70 zarzutów, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw podatkowych i prania pieniędzy.

Jak się dowiedział portal tvp.info, na celowniku śląskich śledczych znajduje się jeszcze kilkadziesiąt osób, a liczba podejrzanych „z pewnością przekroczy 100 osób”. Ich zatrzymanie jest kwestią czasu.
Źródło info i foto: TVP.info

Mniej wypadków i pijanych kierowców dzięki nowym przepisom

W ciągu 2 tygodni od zaostrzenia sankcji wobec kierowców zmniejszyła się liczba wypadków i osób, które w nich zginęły oraz zostały ranne – wynika z danych KGP. Policjanci zatrzymali też o ponad 1500 mniej pijanych kierowców niż przez 2 tygodnie przed zmianą przepisów. Nowe sankcje obowiązują od 18 maja. Zgodnie z nimi kierowca, który przekroczy prędkość o ponad 50 km/godz. w terenie zabudowanym traci prawo jazdy; na początku – na trzy miesiące.

Z kolei tym, którzy jeżdżą „na podwójnym gazie”, grożą – niezależnie od orzeczonych kar – dotkliwe konsekwencje finansowe, sięgające nawet 10 tys. zł.

Kierowcy boją się konsekwencji

Jak mówi rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, skutki zaostrzenia przepisów już widać, choć minęły zaledwie dwa tygodnie. – Jeśli porównamy ostatnie dwa tygodnie do dwóch sprzed zmian, to liczba wypadków spadła o 207, liczba rannych o ok. 250, a liczba ofiar wypadków o 17 – dodaje. Największą zmianę widać jednak, jeśli chodzi o pijanych kierowców – w ciągu dwóch tygodni przed wejściem w życie nowych przepisów policjanci zatrzymali ich ponad 5100; od 18 maja do teraz – 3547.

– Kierowcy boją się konsekwencji, jeżdżą wolniej i ostrożniej; widać to na drogach. To pokazuje, że przepisy działają – mówi Sokołowski.

1200 zatrzymanych praw jazdy

Według danych KGP, w ciągu ostatnich dwóch tygodni policjanci zatrzymali, tylko za przekroczenie o ponad 50 km/godz. dozwolonej w terenie zabudowanym prędkości, ponad 1200 praw jazdy. Najwięcej w stolicy – w sumie ponad 200.

W praktyce, policjant w czasie kontroli drogowej, po stwierdzeniu np. przekroczenia prędkości, zatrzymuje kierowcy prawo jazdy i przesyła je do właściwego starosty, który – wydając decyzję administracyjną – formalnie zatrzyma dokument. Za pierwszym razem zatrzymanie prawa jazdy następuje na 3 miesiące. Jeśli mimo to kierowca dalej będzie prowadzić auto bez uprawnień i zostanie zatrzymany, ten okres przedłuży się do sześciu miesięcy; kolejna „wpadka” bez prawa jazdy zakończy się cofnięciem uprawnień i koniecznością ponownego zdawania egzaminu.

Starosta może wydać decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy nie tylko w sytuacji, kiedy dokument został fizycznie zatrzymany przez policjanta. Taką decyzję może też wydać, gdy powiadomią go o złamaniu przepisów „podmioty uprawnione do kontroli ruchu drogowego” – czyli m.in. na podstawie odczytu z fotoradaru.

Ostrzej także dla pijanych

Kolejne istotne zmiany dotyczą pijanych kierowców (powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi). Wydłużono m.in. okres, na jaki orzekany jest środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów – z 10 do 15 lat; przy czym minimalny okres, na jaki zakaz ten będzie orzekany, określono na poziomie 3 lat.

Ci, którzy zdecydują się na jazdę „na podwójnym gazie”, muszą się też liczyć z dolegliwymi konsekwencjami finansowymi. Niezależnie od orzeczonej kary, sąd ma obligatoryjnie orzekać świadczenie pieniężne w wysokości nie mniejszej niż 5 tys. zł w przypadku osoby po raz pierwszy dopuszczającej się tego czynu oraz nie mniejszej niż 10 tys. zł, gdy osoba po raz kolejny kierowała pojazdem w stanie nietrzeźwości. W sprawach dot. wypadków drogowych spowodowanych przez nietrzeźwych kierujących sąd ma obligatoryjnie orzekać nawiązkę na rzecz poszkodowanych lub ich bliskich, w wysokości nie mniejszej niż 10 tys. złotych.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Turcja: afera korupcyjna

Zakaz informowania o przebiegu prac komisji parlamentarnej badającej zarzuty o korupcję wobec czterech byłych ministrów wprowadził w środę turecki sąd. Stowarzyszenie dziennikarzy uznało zakaz za cenzurę. Z kolei władze tłumaczą, że zakaz został wprowadzony „dla uszanowania zasady domniemania niewinności”. Skandal korupcyjny wybuchł w grudniu zeszłego roku po zatrzymaniu przez policję ponad 50 osób w ramach dochodzenia dotyczącego nielegalnych pozwoleń budowlanych oraz siatki przemytniczej, pomagającej Iranowi wykorzystać lukę w zachodnich sankcjach.

Spisek?

Skandal podkopał zaufanie do rządu i otoczenia Recepa Tayyipa Erdogana, wówczas premiera, a obecnie prezydenta. Według niego afera była częścią spisku, mającego na celu odsunięcie go od władzy. W ostatnim czasie anulowano postępowania sądowe m.in. w sprawie synów trzech ministrów i biznesmena powiązanego z Erdoganem. W uzasadnieniu środowej decyzji, do którego dotarła agencja Reutera, napisano, że zakaz ma „zapobiec naruszaniu indywidualnych praw” byłych szefów resortów gospodarki, spraw wewnętrznych, ds. Unii Europejskiej i ochrony środowiska, którzy są zamieszani w aferę. Po jej wybuchu zostali zmuszeni do dymisji. Utrzymują, że są niewinni.

Erdogan kontra media

Tureckie stowarzyszenie dziennikarzy nazwało decyzję sądu cenzurą, a lider opozycji Kemal Kilicdaroglu oskarżył przewodniczącego parlamentu Cemila Ciceka, że to on stoi za zakazem. Niektóre media, w tym opozycyjny dziennik „Cumhuriyet”, podały, że zignorują decyzję sądu, za co grozi im grzywna. Tureckie władze regularnie zmuszają media do milczenia i nieopisywania delikatnych kwestii; było tak m.in. w przypadku tureckich zakładników porwanych w Iraku czy dżihadystów z Państwa Islamskiego – pisze agencja AFP.
Żródło info i foto: TVP.info

Boko Haram na liście organizacji terrorystycznych

Rada Bezpieczeństwa ONZ podjęła w czwartek decyzję o umieszczeniu islamistycznego ugrupowania Boko Haram z Nigerii na liście organizacji terrorystycznych powiązanych z Al-Kaidą. Oznacza to wprowadzenie sankcji wobec Boko Haram. Sankcje wobec tej organizacji obejmują m.in. zamrożenie kont bankowych i embargo na dostawy broni. 14 kwietnia bojownicy Boko Haram porwali ponad 200 uczennic gimnazjum z internatem w miejscowości Chibok w odludnym regionie Nigerii w pobliżu jej granic z Kamerunem, Nigrem i Czadem. Los uprowadzonych wciąż pozostaje nieznany. Ugrupowanie odpowiedzialne jest za wiele krwawych ataków i zamachów. Żródło info i foto: tvn24.pl

„Rodziny ofiar wciąż nie mogą się otrząsnąć”

– „Lokalna społeczność chce, by polskie władze zastosowały wobec księdza maksymalnie możliwe sankcje” – mówi o zatrzymaniu księdza Wojciecha G. dominikańska dziennikarka śledcza Alicia Ortega. W rozmowie z TVN24 podkreśla, że rodziny ofiar wciąż nie mogą się otrząsnąć po tragedii. W poniedziałek na polecenie warszawskiej prokuratury okręgowej zatrzymano ks. Wojciecha G. Przeszukano też jego mieszkanie. We wtorek ma usłyszeć zarzuty w związku ze śledztwem ws. seksualnego wykorzystywania dzieci. W wywiadzie dla TVN24 dominikańska dziennikarka śledcza Alicia Ortega potwierdza, że „lokalna społeczność chce, by polskie władze zastosowały wobec polskiego księdza maksymalne możliwie sankcje”. – „Chcą, żeby on odpowiedział za seksualne wykorzystywanie co najmniej dziewięciorga dzieci” – mówiła. Żródło info i foto: tvn24.pl

Osama Bin Laden usunięty z listy ONZ

Blisko dwa lata po śmierci komisja Rady Bezpieczeństwa ONZ wykreśliła byłego przywódcę Al-Kaidy, Osamę bin Ladena z listy osób objętych sankcjami. Wciąż jednak w mocy pozostają restrykcje dotyczące środków finansowych islamskiego ekstremisty. Bin Laden objęty był zakazem podróżowania, a także sankcjami finansowymi od 25 stycznia 2001 roku. Amerykańskie siły specjalne zastrzeliły go 2 maja 2011 roku w czasie akcji przeprowadzonej w Pakistanie. Żródło info i foto: tvn24.pl