Marek Falenta musi zostać wydany w ciągu 100 dni od zatrzymania

Zgodnie z procedurami unijnymi ścigany musi zostać wydany lub zwolniony z aresztu w ciągu 100 dni od zatrzymania. Taką informację przekazał Sąd Okręgowy w Warszawie odnośnie sytuacji zatrzymanego w piątek w Walencji w Hiszpanii Marka Falenty.

Sąd Okręgowy w Warszawie, który 28 marca wydał za Markiem Falentą Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) poinformował, że obecnie tłumaczony jest oryginał tego dokumentu na język hiszpański. Dodano, że sąd ma na to czas do 10 kwietnia. Posiedzenie w sprawie przekazania Falenty stronie polskiej wyznaczy sąd hiszpański.

„Zgodnie z procedurami unijnymi ścigany musi być wydany lub zwolniony z aresztu w państwie wykonującym ENA w maksymalnym terminie 100 dni od dnia zatrzymania” – informuje Sąd Okręgowy w Warszawie.

Sąd zaznacza przy tym, że po wydaniu przez sąd hiszpański postanowienia o przekazaniu Falenty do Polski możliwe są dwa scenariusze. W pierwszym przypadku – jeżeli ścigany wyrazi zgodę na wydanie go do Polski, jego przekazanie musi nastąpić w terminie trzy dni. Natomiast w przypadku gdy Falenta nie wyrazi zgody na przekazanie, wówczas musi ono nastąpić w terminie 10 dni od daty uprawomocnienia się postanowienia sądu hiszpańskiego. W takim wypadku termin na złożenie zażalenia wynosi trzy dni od ogłoszenia postanowienia.

W poniedziałek agencja Associated Press informowała, że Marek Falenta sprzeciwia się przekazaniu go do Polski. AP cytowała anonimowego przedstawiciela Sądu Najwyższego Hiszpanii, który potwierdził, że do czasu ekstradycji ujętego w piątek przez policję Falenty polski przedsiębiorca pozostanie w więzieniu w tym kraju.

Przedstawiciel SN ujawnił, że obrońcy Marka Falenty sprzeciwili się ekstradycji, a procedura przekazania go polskiemu wymiarowi sprawiedliwości może trwać nawet kilka miesięcy.

Z kolei „Rzeczpospolita” poinformowała we wtorek, że obrońcy biznesmena będą wstrzymywać jego ekstradycję do kraju do czasu rozpoznania kasacji od skazującego wyroku. Według informacji „Rz” hiszpański sąd już w przyszłym tygodniu może się zająć wnioskiem strony polskiej o jego wydanie.

„Zapowiada się na zaciętą batalię, bo – jak twierdzi nasze źródło – ‘Falenta jest w fatalnej kondycji psychicznej’, a jego obrońcy już opracowują strategię, jak zablokować przekazanie biznesmena do kraju” – czytamy w artykule.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia, w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego, czekają także na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, do którego w styczniu ubiegłego roku trafił wniosek o ułaskawienie Falenty.

Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Chodziło o nagrywane od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osoby z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał stawić się w zakładzie karnym w celu odbycia kary 1 lutego, ale nie zrobił tego. Od tamtego momentu ukrywał się i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 roku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura ściga listem gończym 42-letniego Grzegorza Kaczmarskiego ps. „Małpa”

Prokuratura Warszawa Praga poszukuje listem gończym 42-letniego Grzegorza Kaczmarskiego ps. „Małpa”, uważanego za jednego z liderów gangu wołomińskiego. Półtora roku temu gangster znalazł się już w rękach śledczych, ale sąd uznał, że jest zbyt chory, aby przebywać w areszcie. Teraz jednak sąd zatwierdzając list gończy uznał, że nie ma przeciwwskazań do wsadzenia „Małpy” za kraty.

42-letni Grzegorz Kaczmarski jest ścigany za przestępstwa narkotykowe, czyli przestępstwa, za które już był wielokrotnie zatrzymywany i karany. Obecnie jest ścigany za „udział w obrocie znacznymi ilościami narkotyków”. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że prokuratura zarzuca mu kupno lub sprzedaż 10 kg heroiny, co najmniej 8,5 kg mefedronu oraz trzech litrów płynnej amfetaminy.

Śledczy uznali, że „Małpa” uczynił z handlu narkotykami stałe źródło dochodów. A, że przeszłości odsiedział już wyroki za przestępstwa narkotykowe, to teraz grozi mu co najmniej 15 lat więzienia. Śledztwo, w którym pojawiło się nazwisko gangstera, dotyczy działalności grup przestępczych, które w okresie co najmniej od 2011 r. wprowadziły do obrotu na terenie Warszawy i województwa mazowieckiego nie mniej niż 400 kg środków odurzających i substancji psychotropowych. Nieoficjalnie śledczy przyznają, że gangsterzy mogli sprzedać nawet tonę narkotyków.

Chory

Nie byłoby całego zamieszania z polowaniem na „Małpę”, gdyby nie wydarzenia z czerwca 2017 r. Wtedy to ponad 400 policjantów wkroczyło do 60 miejsc w Warszawie i okolicach, zatrzymując 39 osób w wieku od 24 do 60 lat. Podczas przeszukań znaleziono m.in. broń palną wraz z amunicją, półprodukty służące do produkcji środków odurzających oraz heroinę, kokainę i mefedron.

Grzegorz Kaczmarski znalazł się wśród zatrzymanych w czasie tej największej w historii stołecznej policji operacji przeciwko gangsterom. Usłyszał zarzuty, a śledczy z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga skierowali do sądu wniosek o aresztowanie „Małpy”.

Ten jednak przedstawił zaświadczenia lekarskie, z których wynikało, że jest poważnie chory. Co dokładnie dolegało wówczas Grzegorzowi Kaczmarskiemu, tego śledczy nie chcą zdradzić. Pewne jest, że prokuratura nie dała wiary, że jej klient nie może przebywać za kratami.

Sąd decydując o zastosowaniu aresztu dał wiarę „Małpie” i jego zaświadczeniom. I gangster z „Wołomina” odzyskał wolność. Co dalej robił, nie wiadomo. Nie pokazał się już śledczym na oczy. W końcu w grudniu 2018 r. prokuratura wydała za nim list gończy.

Informatorzy portalu tvp.info twierdzą, że choć „Małpa” zaczął się ukrywać, to wciąż jest bardzo aktywny i utrzymuje kontakty z półświatkiem. – Ma wysoką pozycję i jest jednym z ostatnich liderów grupy wołomińskiej, który przebywa na wolności – mówią.

Buntownik

Grzegorz Kaczmarski uważany jest przez śledczych za gangstera niebezpiecznego i z rozległymi kontaktami. Kiedyś był mocno związany z gangiem Jacka K. ps. „Klepak”, jednak po śmierci bossa w grupie doszło do ostrej wojny o schedę po „Klepaku”. „Małpa” rywalizował z trzema hersztami: „Rudym”, „Citkiem” oraz „Jogim”. Stanął na czele „wołomińskich rebeliantów”. Został nawet oskarżony o podżeganie do zabójstwa Wiesława Ch., związanego z odłamem grupy wspomnianego triumwiratu.

W sierpniu 2004 r. Wiesław Ch. miał zabić Adama Ch., który według śledczych chciał się usamodzielnić od „Wołomina”. Mężczyzna został zastrzelony w swojej kryjówce, a po zbrodni jego ciało wywieziono w okolice Zambrowa i tam spalono.

Z zeznań wykonawców tej zbrodni wynikało, że to „Małpa” wskazał Wiesława Ch. jako winnego śmierci Adama. Gangster został jednak uniewinniony.

Wpadka co kilka lat

W 2004 r. „Małpa” został zatrzymany na polecenie Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Kaczmarski usłyszał wtedy zarzuty m.in. kierowania związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, zajmującym się m.in. handlem narkotykami, wymuszeniami rozbójniczymi, kradzieżami i legalizacją kradzionych samochodów.

Na przełomie marca i kwietnia 2011 r. policja uderzyła w gang „Małpy”. Poza hersztem zatrzymano wówczas pięć osób, ze ścisłego kierownictwa grupy oraz ich zaufanych „żołnierzy”. W czasie zatrzymań zabezpieczono ponad 30 telefonów komórkowych z bogatymi bazami danych członków gangu, ponad 140 tys. zł w gotówce oraz trzy pistolety. Na jednej z posesji natrafiono także na namiot, w którym gangsterzy hodowali marihuanę. Na miejscu znaleziono 8 kg gotowego suszu konopi indyjskich.

Z informacji uzyskanym dzięki zeznaniom skruszonych przestępców wynika, że od 2008 r. grupa handlowała znacznymi ilościami narkotyków. Gang miał bardzo dobrze zorganizowaną siatkę dilerską. Niektórzy członkowie gangu zajmowali się także porwaniami dla okupu. Ich ofiarami padali przede wszystkim dilerzy, którzy nie chcieli się podporządkować bandzie.

Ścigany

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Wołominie poszukują Grzegorza Kaczmarskiego ps. „Małpa”. Rysopis: sylwetka otyła, wzrost: 165-178 cm, oczy jasne – niebieskie, szeroko rozstawione, włosy bardzo krótkie, ciemny blond, uczesanie „na jeża”, nos garbaty, duży, uszy małe, przylegające, podbródek z wyraźną bruzdą, znak szczególny: tatuaż na prawym ramieniu.

Dla funkcjonariuszy ważny jest każdy sygnał dotyczący obecnego miejsca pobytu i miejsca ukrywania się ściganego mężczyzny. Funkcjonariusze dyżurują całodobowo pod numerami telefonów: 22 776 20 21 – dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Wołominie. Można też dzwonić na numery alarmowe Policji – 112 i 997 lub bezpośrednio do Wydziału Kryminalnego KPP Wołomin 22 60 47 283, można także pisać na adres: komendant.wolomin@ksp.policja.gov.pl

Policjanci ostrzegają, że za ukrywanie poszukiwanego lub pomaganie mu w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu (art. 239§1 Kodeksu karnego).
Źródło info i foto: TVP.info

Najbardziej poszukiwany dżihadysta schwytany po 7 latach ścigania

Jeden z najbardziej poszukiwanych na świecie dżihadystów, Peter Cherif, trafił w czwartek do więzienia we Francji. Mężczyzna zbiegł po skazaniu go w 2011 roku na pięć lat pozbawienia wolności za udział w walkach w Iraku. Teraz postawiono mu zarzuty także w ramach nowego śledztwa. 36-letni terrorysta został zatrzymany 16 grudnia w Dżibuti, a w sobotę deportowano go do Francji. Peter Cherif, osoba z otoczenia braci Kouachi – sprawców zamachu na redakcję tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo” z 2015 roku – został przekazany paryskiej prokuraturze w nocy ze środy na czwartek.

Zdaniem władz Dżibuti mężczyzna dotarł do tego kraju drogą morską z Jemenu przez leżące na wybrzeżu miasto Obock. Miał przy sobie fałszywe dokumenty.

Sukces antyterrorystów

Agencja AFP doprowadzenie Cherifa do więzienia ocenia jako sukces służb antyterrorystycznych, które poszukiwały mężczyzny od czasu jego zniknięcia ostatniego dnia procesu w Paryżu w 2011 roku, w którym skazano go na pięć lat więzienia za walkę w szeregach Al-Kaidy. W czwartek dżihadysta usłyszał także nowe zarzuty dotyczące przynależności do organizacji terrorystycznej, nie podano jednak na ich temat szczegółów. Według źródeł bliskich sprawy dotyczą one pobytu Cherifa w Jemenie i jego działalności w Al-Kaidzie Półwyspu Arabskiego (AQAP).

Cherif uznawany jest przez zachodnie służby wywiadowcze oraz francuski wymiar sprawiedliwości za potencjalnie cenne źródło informacji. Niektóre media wskazywały go jako „możliwego zleceniodawcę” zamachów na redakcję „Charlie Hebdo” oraz na paryski sklep z żywnością koszerną, do których doszło w styczniu 2015 roku. W ich wyniku zginęło 17 osób. – (Zatrzymanie Petera Cherifa – red.) to bardzo dobra wiadomość, ponieważ ten terrorysta odgrywał ważną rolę w planowaniu ataku na „Charlie Hebdo” – powiedziała na antenie radia RTL francuska minister obrony, Florence Parly.

Dwa ataki ze stycznia 2015 roku rozpoczęły bezprecedensową falę dżihadystycznych zamachów we Francji. Cherif jednak w związku z nimi dotychczas nie usłyszał żadnych zarzutów.

Ścigany od lat

Po raz pierwszy Cherif został zatrzymany w Iraku pod koniec 2004 roku. Za walkę w szeregach Al-Kaidy został skazany w Bagdadzie na 15 lat więzienia. W marcu 2007 roku uciekł z irackiego więzienia, skąd udał się do Syrii. Po roku został schwytany tam przez Francuzów. W drodze ekstradycji trafił do Francji. Jako że nie zasądzono wobec niego odpowiednich środków zapobiegawczych, zniknął w marcu 2011 roku – nie stawił się na rozprawę w Paryżu, po czym uciekł do Jemenu. Od tego czasu, już jako skazany we Francji, był poszukiwany przez służby.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kulisy zatrzymania Gruzina podejrzanego o zabójstwo Pauliny D.

Mężczyzna, którego prokuratura podejrzewa o zabójstwo 28-letniej Pauliny D. z Łodzi, został zatrzymany na Ukrainie – ustalił reporter śledczy tvn24.pl, Robert Zieliński. Informację potwierdził Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji. Zatrzymany to 39-letni Gruzin Mamuka K. Wcześniej wystawiono za nim tak zwaną czerwoną notę Interpolu, czyli informację dla policjantów z innych krajów, że jest bardzo niebezpiecznym przestępcą.

Gruzin zatrzymany na Ukrainie

– Policjanci z Łodzi i Biura Kryminalnego KGP zatrzymali podejrzanego na jednej z ulic Kijowa po szóstej rano przy wsparciu policjantów ukraińskich i oficera łącznikowego Gruzji (który na co dzień stacjonuje w Polsce – red.) – mówi portalowi tvn24.pl Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji.

Podkreśla, że „zatrzymanie możliwe było dzięki wzorowej współpracy z policją ukraińską, wsparciu oficera łącznikowego Gruzji i Polski na Ukrainie oraz Biura Międzynarodowej Współpracy Policji Komendy Głównej Policji”. Ciarka powiedział też, że Mamuka K. „w momencie zatrzymania był zupełnie zaskoczony, nie stawiał oporu”.

– Teraz zgodnie z procedurą, polska prokuratura wystąpi o wydanie podejrzanego polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, wówczas zostanie on przewieziony do kraju, gdzie usłyszy zarzuty – zapowiedział rzecznik.

– Zatrzymanie odbywało się bardzo dynamicznie, mężczyzna nie stawiał większego oporu. Wiemy, że ukrywał się w różnych miejscach na terenie Kijowa. Przemieszczał się, mieszkał w różnych hostelach, utrzymywał się z prac dorywczych, niewykluczone, że dzisiaj również udawał się do pracy – mówiła Joanna Kącka z łódzkiej policji.

– Mężczyzna nie zmienił w sposób znaczący swojego wyglądu. Myślę, że zachowywał się w taki sposób, że wiedział, że policja depcze mu po palcach, że wcześniej czy później dojdzie do tego zatrzymania – dodała.

Zabójstwo 28-latki

W sobotę 20 października Mamuka K. zaczepił na ulicy Piotrkowskiej Paulinę, która przez całą noc bawiła się ze znajomymi w jednym z łódzkich lokali. Prokuratura chce sprawdzić, czy kobiecie zostały podane środki, które mogły wpłynąć na jej ocenę sytuacji.

Wiadomo, że Mamuka K. poprowadził kobietę do hostelu przy ul. Żeromskiego. Tam mieszkała grupa obcokrajowców pracujących na okolicznej budowie. Wtedy, tuż po ósmej rano, większość lokatorów była już w pracy. – Nasze ustalenia wskazują, że kobieta została pobita i pozbawiona życia. Sprawca działał z motywów seksualnych. Przyczyną zgonu były ciosy ostrym narzędziem w szyję. Najpewniej nożem, który udało się zabezpieczyć – mówił Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury. Wszystko to działo się niedługo po tym, jak Paulina weszła do gmachu przy Żeromskiego. Jej ciało zostało przewiezione w pobliże Stawów Jana i tam porzucone. Mamuka K. niedługo potem wyjechał z Łodzi.

Trzy osoby zatrzymano już wcześniej

W sprawie aresztowano już trzy osoby: 44-letnią Białorusinkę i dwóch Gruzinów. Prokuratura wnioski o areszt dla dwójki podejrzanych dla Gruzina i Białorusinki skierowała do sądu w sobotę wieczorem. W niedzielę sędzia zadecydował o zastosowaniu tego środka zapobiegawczego. Zarzuty usłyszał też trzeci zatrzymany, 38-letni Gruzin. Mężczyzna odpowie nie tylko za zatajenie zbrodni, ale też za poplecznictwo – zdaniem śledczych podejrzany zacierał ślady przestępstwa. Wniosek o areszt dla 38-latka również został skierowany do sądu. W poniedziałek Gruzin trafił do aresztu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ścigany przez Interpol Mamuk Khetsuriani zatrzymany ws. zabójstwa Pauliny D.

Mamuk Khetsuriani, 39-letni obywatel Gruzji został zatrzymany w Kijowie, na Ukrainie – podaje RMF FM. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 28-letniej Pauliny D. z Łodzi.

Gruzin został zatrzymany na jednej z ulic miasta ok. godziny 6 przez ukraińskich policjantów. W ustaleniu jego miejsca pobytu brali udział policjanci z Biura Kryminalnego Komendy Głównej oraz funkcjonariusze z Łodzi przy pomocy polskiego oficera łącznikowego na Ukrainie.

Zaginięcie 28-letniej Pauliny D. zgłoszono w sobotę 20 października. Kobieta wyszła z domu dzień wcześniej, by wieczorem spotkać się ze znajomymi. Ostatni raz była widziana w towarzystwie nieznanego mężczyzny – co zapisały kamery monitoringu – na jednej z łódzkich ulic.

Dotychczasowe ustalenia prokuratury wskazują na to, że 28-latka została zamordowana w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Żeromskiego w Łodzi. Ustalono, że do zabójstwa doszło w godzinach przedpołudniowych w sobotę, a przed godz. 18 zwłoki – po zapakowaniu w torbę i owinięciu w folię – zostały przewiezione do lasku w okolicach Stawów Jana, gdzie zostały odnalezione po pięciu dniach.

Z nieoficjalnych doniesień, przekazywanych przez media, wynika, że Paulina D. przed śmiercią była widziana w towarzystwie sześciu mężczyzn pochodzenia gruzińskiego i że jej domniemany morderca może być poza granicami kraju.

Prokuratura nie komentuje tych doniesień, zasłaniając się dobrem prowadzonego śledztwa. Od kilku dni informuje, że trwają „zakrojone na szeroką skalę czynności, mające na celu ujęcie prawdopodobnego sprawcy zbrodni”.
Źródło info i foto: onet.pl

To on zamordował Paulinę D.? Jest list gończy za 39-letnim Gruzinem

Zabójstwo Pauliny D. w Łodzi. W poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Łodzi przedstawiła wstępne wyniki sekcji zwłok kobiety. Śledczy wciąż poszukują jej zabójcy. Prokuratura wystawiła międzynarodowy list gończy za 39-letnim Gruzinem – podaje Interpol. 

Zaginięcie 28-letniej Pauliny D. zgłoszono w sobotę 20 października. Kobieta wyszła z domu dzień wcześniej, by wieczorem spotkać się ze znajomymi. Ostatni raz była widziana w towarzystwie nieznanego mężczyzny – co zapisały kamery monitoringu – na jednej z łódzkich ulic.

Dotychczasowe ustalenia prokuratury wskazują na to, że 28-latka została zamordowana w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Żeromskiego w Łodzi. Ustalono, że do zabójstwa doszło w godzinach przedpołudniowych w sobotę, a przed godz. 18 zwłoki – po zapakowaniu w torbę i owinięciu w folię – zostały przewiezione do lasku w okolicach Stawów Jana, gdzie zostały odnalezione po pięciu dniach.

Łódzki sąd zadecydował w niedzielę o aresztowaniu na 3 miesiące 41-letniego obywatela Gruzji i 44-letniej obywatelki Białorusi, podejrzanych m.in. o zatajenie zbrodni zabójstwa 28-letniej kobiety. O poplecznictwo, niezawiadomienie o zabójstwie i składanie fałszywych zeznań podejrzany jest 38-letni Gruzin, którego aresztowano w poniedziałek na trzy miesiące. 

We wtorek prokuratura wystawiła międzynarodowy list gończy za 39-letnim Gruzinem. To Mamuk Khetsuriani urodzony w Kutaisi. Jak czytamy na stronie Interpolu, ma 178 cm wzrostu i zielone oczy. Z nieoficjalnych doniesień, przekazywanych przez media, wynika, że Paulina D. przed śmiercią była widziana w towarzystwie sześciu mężczyzn pochodzenia gruzińskiego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy: Jeden ze sprawców zabójstwa w Chemnitz był ścigany listem gończym

Po śmiertelnym ataku nożem w Chemnitz prawicowi ekstremiści opublikowali w sieci nakaz aresztowania jednego z domniemanych sprawców. Zawiera on szczegóły dotyczące zbrodni. „Niezrozumiałe jest dla nas jeszcze, skąd pochodzą te zdjęcia” – napisało na Twitterze saksońskie MSW.

Na różnych skrajnie prawicowych platformach w sieci krąży nakaz aresztowania jednego z domniemanych zabójców 35-letniego Niemca w Chemnitz. Mężczyzna został w niedzielę śmiertelnie raniony nożem, niedaleko miejsca, w którym odbywał się miejski festyn. Policja aresztowała dwóch podejrzanych. Są nimi dwudziestoletni migranci z Iraku i Syrii.

Władze Saksonii sprawdzają autentyczność zamieszczonego w mediach społecznościowych dokumentu. Zawiera on imię i nazwisko podejrzanego, dane ofiary i sędziego oraz szczegóły dokonanej zbrodni. „Niezrozumiałe jest dla nas jeszcze, skąd pochodzą te zdjęcia” – napisało na Twitterze saksońskie MSW.

Zdjęcia nakazu aresztowania udostępniła m.in. prawicowa populistyczna grupa „Pro Chemnitz”. Potem na swojej stronie na Facebooku napisała, że to „internetowa policja” usunęła wpis.
Publikacja to przestępstwo

Premier Saksonii Michael Kretschmer polecił wszczęcie dochodzenia, które ma wyjaśnić, jakim sposobem nakaz aresztowania trafił do Internetu. „Jego publikacja jest przestępstwem” – zaznaczył w rozmowie z rozgłośnią MDR. Wicepremier Saksonii Martin Dulig przyznał z kolei, że jeśli nakaz przeciekł z kręgów policji, to władzom landu „przyjdzie się zmierzyć z wielkim problemem”.

Ostro zareagował także minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer. „To nie do przyjęcia” – powiedział szef MSW. Nie może się zdarzyć, że „wysoce osobiste dane i wewnętrzne procesy wymiaru sprawiedliwości” są upubliczniane. Zapowiedział, że w wyjaśnieniu sprawy zostaną sprawdzone „wszystkie możliwości, jakie ma państwo prawa”.
Angela Merkel o zamieszkach

W niedzielę i poniedziałek doszło w Chemnitz do zamieszek i brutalnych incydentów. Sytuacja eskalowała po śmierci ugodzonego nożem Niemca. Do miasta zjechały tysiące ekstremistów, protestujących przeciwko imigrantom. Media donosiły o swoistych „polowaniach na imigrantów”.

Kanclerz Angela Merkel potępiła próby samosądów w Chemnitz. „To, co zobaczyliśmy, nie może mieć miejsca w państwie prawa. Na żadnym placu, na żadnej ulicy nie mają prawa zdarzyć się takie zamieszki” – powiedziała kanclerz.
Źródło info i foto: interia.pl

Ekstradycja poszukiwanego ENA Wojciecha K. Kierował grupą narkotykową

Ścigany ENA i Listem Gończym 76-letni Wojciech K. został zatrzymany w Czarnogórze i już pod specjalną policyjną eskortą trafił do Polski. Mężczyzna jest podejrzany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, której członkowie mogli przemycić tony haszyszu i kokainy, wartych ponad 320 mln zł.

Policjanci z CBŚP z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim od kilku lat prowadzą sprawę dotyczącą zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się przemytem haszyszu z Maroka oraz kokainy z Ameryki Południowej. Narkotyki trafiały najpierw do Hiszpanii, a następnie do Polski, Belgii, Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich. Z ustaleń śledczych wynikało, że za kierowanie zorganizowaną grupą mógł być odpowiedzialny Wojciech K.

Mężczyzna był poszukiwany od sierpnia 2017 roku na podstawie Międzynarodowego Listu Gończego, Europejskiego Nakazu Aresztowania oraz Listu Gończego. Przez kilka miesięcy udawało mu się skutecznie unikać kontaktu z organami ścigania, aż do marca br., kiedy to został zatrzymany w Czarnogórze w miejscowości Budva. Z informacji policjantów wynika, że przebywał tam od lipca 2017 roku. W Polsce grozi mu odpowiedzialność za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz za wprowadzanie do obrotu znacznych ilości środków odurzających.

Poszukiwaniami Wojciecha K. zajmowali się funkcjonariusze z CBŚP z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim. To właśnie dzięki ich ciężkiej pracy ustalono i potwierdzono, że 76-latek ukrywa się na terenie Czarnogóry. Kolejne działania doprowadziły do ustalenia aktualnego miejsca pobytu poszukiwanego i jego zatrzymania, co było możliwe dzięki bieżącej, ścisłej współpracy z policjantami z Czarnogóry, z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji i Europolu.

Z ustaleń śledczych wynika, że grupa o kierowanie której podejrzany jest Wojciech K., działała od 2004 aż do 2016 roku. Jej członkowie mogli w tym czasie przemycić ponad 20 ton haszyszu oraz ok. 1,5 tony kokainy. Jednorazowo grupa przemycała od kilkuset kilogramów do ponad tony. Policjanci CBŚP wspólnie z organami ścigania innych państw nadal prowadzą czynności w tej sprawie. Do chwili obecnej zatrzymano 14 podejrzanych, którym przedstawiono zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków oraz prania pieniędzy.

Na podstawie materiału dowodowego zebranego przy współpracy z Europolem, Wydziałem Odzyskiwania Mienia Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji oraz policją hiszpańską zabezpieczono mienie należące do podejrzanych znajdujące się na terenie Hiszpanii i Polski, m.in. pieniądze, luksusowe apartamenty, łodzie oraz samochody.

Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim od początku wyjaśniają okoliczności sprawy wspólnie z prokuratorami z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. To dzięki współpracy i ogromnemu zaangażowaniu śledczych możliwe było ustalenie wielu wątków i zabezpieczenie majątku należącego do podejrzanych, a znajdującego się na terenie Polski. Śledczy nadal wyjaśniają okoliczności sprawy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Ludwik Jerzy Kamiński oczyszczony z zarzutów po 60 latach

Ludwik Jerzy Kamiński, ps.”Wyrwa”, przez ponad 60 lat był uważany za zbrodniarza, który pomagał Niemcom mordować członków AL. Były dowódca AK przypłaciłby to życiem, ale uciekł za granicę. Do niedawna był wciąż ścigany listem gończym. Dopiero teraz prokuratura oczyściła go z zarzutów i umorzyła sprawę.

Poszukiwania „Wyrwy” prowadził Wydział Kryminalny Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu. „W listopadzie ubiegłego roku naczelnik tego wydziału zwrócił się do naszej prokuratury o zajęcie stanowiska w przedmiocie zasadności dalszych poszukiwań Ludwika K., w związku z listem gończym wydanym w 1956 r. przez Prokuraturę Wojewódzką w Warszawie”- mówi Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Śledczy, który dostał tę sprawę, odtworzył akta „Wyrwy”.

Przyjaciele straceni w 1951 r.

Ludwik Kamiński urodził się 14 sierpnia 1917 roku Uniewie jako syn Zenona i Matyldy. W czasie wojny był szefem kontrwywiadu Armii Krajowej na okręg płocko-sierpecki, a później dowódcą warszawskiego okręgu nr 23 Narodowego Związku Wojskowego.

Po wojnie wielu członków Narodowego Związku Wojskowego zostało osądzonych za walkę z przedstawicielami nowej władzy w „przestępczych konspiracyjnych resztkach AK” i NZW, współpracę z gestapo, gnębienie ruchu lewicowych partyzantów z Gwardii Ludowej, Armii Ludowej i członków Polskiej Partii Robotniczej. W takim procesie zostali skazani żołnierze najbliżsi „Wyrwie”. Jan Przybyłowski, ps.”Onufry”, i Stefan Bronarski, ps.”Roman”, zostali straceni w styczniu 1951 roku w areszcie przy Rakowieckiej. Ich ciała pochowano w zbiorowym grobie w Kwaterze na Łączce na Powązkach. Sąd uznał, że działali „jako przestępcy zawodowi działający z nienawiści do ustroju oraz z chęci zysku i łatwych zarobków, nie rokują nadziei poprawy i dlatego uznał za stosowne zupełne wyeliminowanie ich ze zdrowego społeczeństwa”.

„Wyrwa” się ukrywał. W lutym 1956 roku oficer śledczy Urzędu Bezpieczeństwa Stanisław Lamparski wydał nakaz aresztowania i rewizji u Kamińskiego. Jego ostatni znany adres wskazywał Gdańsk, gdzie podobno studiował medycynę. Były oficer miał odpowiedzieć za przestępstwa z art. 1 pkt 1 i 2 Dekretu z dnia 31.08.1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego.

„Nie wiedzieli do kogo strzelają”

Według UB „Wyrwa”, służąc w AK, miał współpracować z Gestapo i podawać mu nazwiska osób z lewicowych ugrupowań. W 1944 roku w powiecie płockim miał też, „działając na rękę państwa hitlerowskiego”, brać udział „wespół z innymi w zabójstwie 3 członków Armii Ludowej o nieustalonych nazwiskach” – napisał Lamparski, opierając się na zeznaniach kilku osób.

Zabójstwo miało miejsce pod koniec lata 1944 roku. „Wyrwa” i inni członkowie podziemia wybudowali bunkier we wsi Maliszewko i tam urzędował ich sztab. Któregoś wieczoru do budynku wpadł „Witek” i zawołał, że ktoś morduje sołtysa Chomentowskiego, członka AK. „Ci, którzy nie mieli krótkiej broni, chwycili za karabiny” – opisywał jeden z uczestników akcji. Jak wynika z protokołu, w domu zastali trzech pijanych mężczyzn, którzy bili żonę sołtysa, próbując wydusić z niej informacje o mężu. „Nikt nie wspominał nawet, że to są Alowcy. Niczym nie można się było tego domyśleć” – zapewniał przesłuchiwany. Wybuchła strzelanina, w której trójka napastników zginęła. Zostali pochowani na polu.

W 1950 roku zeznająca przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie Zofia Chomentowska, żona sołtysa, nie pamiętała szczegółów. „Wpadło jakichś trzech, dwóch z gumowymi batami, jeden z bronią i pytali o męża” – zeznała. Strzelali w sufit, grozili, że ją zabiją, jeśli nie wyda męża. Polała się krew, kobieta zemdlała.

Nie zrezygnowano z poszukiwań

Udział „Wyrwy” w tym zdarzeniu był niejasny. Śledztwo zawieszono miesiąc po wszczęciu, ale nie zrezygnowano z poszukiwań. Kamiński widniał najpierw w milicyjnych, a później w policyjnych kartotekach jako zbrodniarz wojenny, który powinien zostać osądzony.

Sytuacja zmieniła się dopiero teraz. – Po ponownej analizie zebranego w sprawie materiału dowodowego, prokurator uznał, że Ludwik K. nie popełnił zarzucanych mu czynów i nie był na miejscu zdarzenia. Ustalenia śledztwa wskazują także na inne okoliczności samego zdarzenia, w wyniku którego śmierć ponieśli członkowie Armii Ludowej. Członkowie AK mieli się jedynie bronić przez napastnikami – mówi prok. Łapczyński. Prokuratura wykluczyła także, by „Wyrwa” kolaborował z Niemcami, żeby gnębić członków ugrupowań lewicowych, mniejszości narodowościowe, wyznaniowe czy rasowe. Ewentualna współpraca z Gestapo miała na celu uwolnienie z katowni członków i działaczy Armii Krajowej.

Prokuratura Okręgowa odwołała po latach poszukiwania „Wyrwy”, a w kwietniu umorzyła śledztwo. Nie wiadomo, czy Ludwik Kamiński jeszcze żyje. Z ustaleń policji wynika, że skończył medycynę i najprawdopodobniej wyjechał do Chicago, pracował w szpitalu. Tej informacji nie udało się jednak potwierdzić.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano poszukiwanego czerwoną notą Interpolu Michała K.

Kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu namierzyli jednego z najgroźniejszych polskich przestępców. Mężczyzna przed poszukiwaczami zaszył się w Bułgarii. Michał K. pseudonim ,,Pasek” przez wiele lat był liderem zorganizowanej grupy przestępczej. Zmieniał swoją tożsamość, wygląd, posługiwał się fałszywymi dokumentami. Był ścigany kilkoma listami gończymi. Zlokalizowanie mężczyzny wymagało zastosowania wachlarza metod operacyjnych. W sprawę włączyli się także policjanci z Komendy Głównej Policji oraz funkcjonariusze z Bułgarii.

23 maja br. dzięki współpracy polskiej i bułgarskiej Policji został zatrzymany jeden z najgroźniejszych polskich przestępców – Michała K. ps. Pasek. Zdaniem śledczych Michał K. przez wiele lat był liderem zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. On i jego ludzie zajmowali się między innymi produkcją i handlem narkotykami, rozbojami, kradzieżami, oszustwami i szeregiem innych przestępstw. Policjanci rozbili jego grupę, natomiast Michał K. chcąc uniknąć odpowiedzialności karnej opuścił granice Polski i zaczął ukrywać się przed organami ścigania. W tym czasie wydano za nim kilka listów gończych, Europejski Nakaz Aresztowania oraz czerwoną notę INTERPOL-u. Ta ostatnia oznacza, że osoba zatrzymana będzie podlegać ekstradycji.

Sprawą „Paska” zajął się Zespół Poszukiwań Celowych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. Funkcjonariusze ustalili, że Michał K. często zmienia miejsca swojego pobytu i swój wizerunek. Posługuje się także fałszywymi danymi personalnymi. Z uwagi na to, że mężczyzna przemieszczał się po kilku krajach europejskich, w sprawę włączono dodatkowo funkcjonariuszy z Komendy Głównej Policji. Policjanci z Punktu Kontaktowego Europejskiej Sieci Współpracy Zespołów Poszukiwań Celowych ENFAST w Wydziale Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP zajęli się koordynacją czynności poszukiwawczych na terenie kilku krajów. Natomiast opolscy kryminalni ustalili, że Michał K. przebywa aktualnie na południu Europy.

Grupa poszukiwawcza policjantów Zespołu Poszukiwań Celowych z Opola i ENFAST z Komendy Głównej Policji pojechała na teren Bułgarii. Tam, na bieżąco przekazywała wszelkie informacje w tej sprawie bułgarskim policjantom. W wyniku międzynarodowej współpracy, 23 maja br., w godzinach popołudniowych, bułgarska grupa realizacyjna wyspecjalizowana w zatrzymywaniu najgroźniejszych przestępców, zatrzymała Michała K. Ukrywał się w jednej z miejscowości oddalonej o 200 km od Sofii. Mężczyzna wylegitymował się podrobionym dokumentem tożsamości i nie chciał podać prawdziwych danych personalnych. Był zaskoczony, gdy na miejscu zobaczył opolskich kryminalnych. Aktualnie oczekuje w areszcie na ekstradycję do Polski.
Źródło info i foto: Policja.pl