Adwokat Sebastiana K.:”Nie ma zgody na umorzenie śledztwa”

Adwokat Sebastiana K., który jest podejrzany o nieumyślne spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała ówczesna premier Beata Szydło, poinformował, że jego klient nie zgadza się na warunkowe umorzenie śledztwa. Mecenas zamierza złożyć w tej sprawie odpowiedni wniosek w sądzie.

Przypomnijmy: 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu rządowe Audi wiozące szefową rządu zderzyło się z fiatem podczas wykonywania manewru wyprzedzania, a następnie wjechało w drzewo. Po wypadku Beata Szydło trafiła do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, gdzie przeszła rehabilitację. W szpitalu premier przebywała przez tydzień. W sprawie przesłuchano już kilkudziesięciu świadków, w tym premier Beatę Szydło.

Prokuratura postawiła zarzut Sebastianowi K., który dotyczył nieumyślnego spowodowania wypadku. Mężczyzna nie przyznał się jednak do winy, a 15 marca śledczy poinformowali, że sprawa zostanie skierowana do umorzenia. Z tą decyzją nie zgadza się jednak obrońca Sebastiana K., który zapowiedział, że złoży stosowny wniosek w tej sprawie do sądu.

– Takie rozwiązanie nie jest dla mojego klienta korzystne. Po pierwsze, wskazuje jednoznacznie jego winę – z czym my chcemy polemizować; po drugie, naraża go na ewentualne koszty z tytułu odszkodowania. Dlatego nie godzimy się na warunkowe umorzenie postępowania. Nasze stanowisko przekażemy sądowi, który będzie je musiał wziąć pod uwagę – podkreślił adwokat – powiedział mec. Pociej.
Źródło info i foto: se.pl

Jest decyzja sądu w sprawie kierowcy Seicento

Prokurator Okręgowy w Krakowie wysłał w czwartek do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego w Oświęcimiu – poinformowała w czwartek krakowska prokuratura. Jak podano w komunikacie prokuratury, „Prokurator Okręgowy w Krakowie uznał, iż w jego ocenie zachodzą przesłanki uzasadniające skierowanie takiego wniosku”.

Prokuratura nie podaje proponowanych warunków umorzenia, wskazując, że jako pierwsze powinny zapoznać się z nimi strony postępowania. Z uwagi na dotychczasową niekaralność Sebastiana K. oraz jego postawę w toku śledztwa będą to warunki dotyczące krótkiego okresu próby i niedużego świadczenia pieniężnego – usłyszała PAP w prokuraturze.

Wypadek rządowej kolumny

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło (jej pojazd znajdował się w środku kolumny) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które następnie wpadło na drzewo.

14 lutego 2017 r. prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. 21-latek nie przyznał się do winy, prokuratura nie podawała treści jego wyjaśnień.

28 lutego prokuratura poinformowała o zakończeniu śledztwa. Informowała również, że po analizie podjęta zostanie decyzja, czy postępowanie zakończy się skierowaniem aktu oskarżenia, czy wnioskiem o warunkowe umorzenie sprawy.

Trzech prokuratorów wyłączonych

Prokuratura informowała również, że trójka prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie wypadku złożyła wnioski do Prokuratora Regionalnego o wyłączenie ich od prowadzenia tego postępowania.

Jak wyjaśniał rzecznik PO prok. Janusz Hnatko, „prokuratorzy błędnie uznali za konieczne sporządzenie na tym etapie postępowania wyłączeń w kwestii użycia sygnałów dźwiękowych przez pojazdy wchodzące w skład kolumny rządowej oraz przyczynienia się do wypadku przez funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu”.

Tymczasem – wyjaśniał rzecznik – „zdaniem ich bezpośredniego przełożonego wyłączenie na tym etapie byłoby równoznaczne z wyeliminowaniem jednej z wersji przebiegu wypadku”. „Czynność ta na tym etapie postępowania byłaby przedwczesna i sprzeczna z metodyką prowadzenia śledztwa. Dopiero prawomocne zakończenie postępowania karnego przeciwko podejrzanemu Sebastianowi K. pozwoli na pełną i prawidłową ocenę innych aspektów zdarzenia, w tym przyczynienia się do wypadku funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu” – informował prok. Janusz Hnatko.

W środę prokurator regionalny uchylił swoje zarządzenie z 16 lutego ub.r. w sprawie powołania zespołu śledczego prokuratorów do badania wypadku z udziałem byłej premier Beaty Szydło. W ten sposób zespół trzech prokuratorów badających sprawę przestał istnieć, a prokurator okręgowy zyskał prawo przejęcia sprawy do osobistego prowadzenia i zakończenia jej w taki sposób, jaki w jego ocenie jest właściwy.

Dwie wersje zdarzeń

Jak podawała prokuratura, w toku postępowania przyjęto dwie wersje przebiegu wypadku. Jedna zakłada używanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych przez pojazdy poruszające się w kolumnie uprzywilejowanej, a druga – używanie wyłącznie sygnałów świetlnych. „Żadnej z nich nie wyklucza prokuratura, a uprawnionym do oceny tej kwestii jest sąd” – podkreślała prokuratura i powoływała się na ustalenia biegłych, którzy stwierdzili, że – niezależnie od używania bądź nie sygnałów dźwiękowych przez pojazdy z kolumny uprzywilejowanej – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca Fiata Seicento Sebastian K. Według biegłych nie rozeznał on prawidłowo sytuacji na jezdni.

Prokuratura podawała także, że „zebrany materiał dowodowy umożliwił odtworzenie przebiegu wypadku, ale nie pozwolił na zweryfikowanie twierdzenia o używaniu przez pojazdy uprzywilejowane sygnałów dźwiękowych”. „To zagadnienie może być rozstrzygnięte na podstawie osobnego materiału dowodowego, w zależności od decyzji i interpretacji sądu” – wskazywała.

Po zamknięciu śledztwa prokuratura wyłączyła sprawę ewentualnych wykroczeń funkcjonariuszy BOR podczas wypadku z udziałem ówczesnej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu i przekazała policji do prowadzenia. Chodziło o podejrzenie przekroczenia dozwolonej prędkości i przekraczania linii ciągłej na jezdni przez funkcjonariuszy BOR, którzy prowadzili pojazdy wchodzące w skład kolumny uprzywilejowanej. 11 lutego br. sprawa ewentualnych wykroczeń uległa przedawnieniu.

Zapowiedź Ziobry

Ważne decyzje procesowe w sprawie zapowiadał w środę w Krakowie minister sprawiedliwości – prokurator generalny Zbigniew Ziobro. „Niebawem państwo dowiedzą się – nie chcę tu niczego uprzedzać – o dalszych, kolejnych czynnościach procesowych, które nastąpią w sprawie o wypadek drogowy” – powiedział do dziennikarzy. „Wszelkie czynności w tej sprawie będą transparentne, w pełni jasne, szczególnie, gdy sprawa trafi już do sądu – dlatego, że będziecie się mogli państwo zapoznać z całym materiałem dowodowym” – podkreślił. „Nic tu nie będzie ukryte” – dodał Ziobro.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR – szef ochrony premier. Beata Szydło do 17 lutego ub.r. przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. U drugiego funkcjonariusza BOR – kierowcy pojazdu – stwierdzono lżejsze obrażenia.
Źródło info i foto: interia.pl

Zakończono śledztwo w sprawie wypadku Beaty Szydło

Prokuratura chce warunkowo umorzyć postępowanie w sprawie wypadku samochodowego Beaty Szydło – dowiedzieli się nieoficjalnie reporterzy śledczy RMF FM. Z naszych ustaleń wynika, że śledztwo zostało już zakończone i planowany jest wniosek do sądu dotyczący umorzenia sprawy wobec 21-letniego Sebastiana K., który – zdaniem śledczych – spowodował ten groźny wypadek. Te informacje przynoszą Krzysztof Zasada i Marek Balawajder.

Powodem tej decyzji jest to, że młody mieszkaniec Oświęcimia nie był dotąd karany, miał dobrą opinię, a także – jak usłyszeliśmy – współpracował z w zakończonym postępowaniu ze śledczymi. Z naszych ustaleń wynika, że prokuratorzy zwrócą się do sądu o umorzenie śledztwa, proponując maksymalnie 2-letnią próbę dla Sebastiana K. Nie zapadła jeszcze decyzja, o wysokości nawiązki, którą miałby wpłacić na konto fundacji wspierającej ofiary wypadków, ale ta kwota ma być niewielka.

Według prokuratury za wypadek odpowiada Sebastian K., który doprowadził do zderzenia, nie zachowując należytej ostrożności na drodze. Kolumna – jak twierdzą śledczy – jechała z prędkością 58 km/h. Miała włączone sygnały świetlne, natomiast nie ma jednoznacznych ustaleń, czy działały sygnały dźwiękowe. Prokuratura nie zdobyła innych dowodów w tej sprawie niż zeznania świadków, a te są rozbieżne. Uznano jednak, że nie ma to znaczenia dla odpowiedzialności młodego kierowcy za wypadek.

Biegli zrekonstruowali przebieg wypadku w Oświęcimiu
Do wypadku pani premier doszło 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu. Po zderzeniu samochodu, którym podróżowała Beata Szydło, z fiatem, a potem z drzewem, ranna została szefowa rządu oraz dwaj funkcjonariusze BOR.

Biegli zrekonstruowali przebieg wypadku z udziałem limuzyny Beaty Szydło

Przypomnijmy, w połowie stycznia reporterzy śledczy RMF FM ujawnili opinię biegłych, którzy zrekonstruowali zeszłoroczny wypadek ówczesnej premier Beaty Szydło. Według nich niezachowanie należytej ostrożności przez młodego kierowcę Fiata Seicento było przyczyną wypadku z udziałem samochodu BOR-u.

Z ustaleń biegłych wynika, że kierowca fiata na widok uprzywilejowanego samochodu zjechał do prawego krawężnika i zatrzymał się. Gdy ten samochód go minął, włączył się do ruchu i wtedy uderzyła w niego limuzyna Beaty Szydło.

Przy tym manewrze wymagane jest upewnienie się, czy droga jest wolna i nie ma znaczenia, czy nadjeżdżający pojazd jest uprzywilejowany. To zdaniem biegłych wynika wprost z przepisów o ruchu drogowym.

Limuzyna jechała mniej więcej 55 kilometrów na godzinę. Jej kierowca zaczął hamowanie, trafił na studzienkę w jezdni – co utrudniło manewr.

Biegli wyliczyli, że funkcjonariusz na reakcję miał sekundę.

Po uderzeniu w fiata, wjechał w drzewo z prędkością 30 kilometrów na godzinę.

Główne ustalenia udało się wykonać na podstawie zapisu monitoringu. W rządowej limuzynie – ze względów bezpieczeństwa – lokalizator GPS by wyłączony.

Opinia biegłych, którzy zrekonstruowali lutowy wypadek premier Beaty Szydło budzi szereg wątpliwości – mówił Władysław Pociej, adwokat Sebastiana K. Mecenas Pociej kończy zapoznawać się ze szczegółami rekonstrukcji. Nie chce komentować konkretów, jedynie powiedział, że w najbliższych dniach podejmie decyzję, co dalej. Jak dodał Władysław Pociej, szczegółowa analiza wciąż nasuwa wiele pytań.

Będą oczywiście wymagały wyjaśnienia. Pytanie, czy nastąpi to na etapie postępowania przygotowawczego, czy będę to rozbił dopiero w postępowaniu przed sądem – oświadczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ruszył proces mężczyzny, który atakował przypadkowe kobiety rozbitą butelką

27-latek podszedł do przypadkowych kobiet na przystanku w Katowicach i rozbitą butelką pociął im twarze. Dzięki pomocy internautów, policji udało się go namierzyć i aresztować. Rozpoczyna się jego proces. Grozi mu nawet dożywocie.

W kwietniu 2017 r. nieznany młodym kobietom mężczyzna oszpecił je na całe życie. Ranne postanowiły pomóc policji w poszukiwaniach, aktywnie szukając napastnika w internecie. Dzięki temu udało się wsadzić Sebastiana K. do aresztu i zatrzymać dwóch jego kolegów, którzy również odpowiedzą przed sądem.

Awantura na przystanku

27-latkowi grozi nawet dożywocie, bowiem prokurator zarzuca mu usiłowanie zabójstwa jednej z dziewczyn. Mężczyzna zarzeka się, że nie chciał tego zrobić. Oskarżony był wcześniej karany m.in. za jazdę po pijanemu i kradzież.

Rozbitą butelką po twarzachJak podaje TVN24, z ustaleń śledztwa wynika, że w nocy z 31 marca na 1 kwietnia 2017 trzech mężczyzn (w tym Sebastian K.) podeszło do dwóch par na przystanku, w pewnym momencie wywiązała się szarpanina, efektem czego było ciężkie zranienie niewinnych kobiet. Sebastian K. rozbił butelkę po piwie i rzucił się na nie. – Nie chciałem tą butelką nikogo skrzywdzić, tym bardziej dwóch dziewczyn, których nie znałem – mówił K.

Napastnikowi grozi dożywocieGłówny oskarżony wyraził skruchę i liczy na niewysoki wyrok sądu. – Chciałbym bardzo, ale to bardzo przeprosić obecną tu pokrzywdzoną. Bardzo tego żałuję, nie wiem, dlaczego tak się stało. Zrozumiem to, jeśli ona nie przyjmie moich przeprosin – mówił podczas rozprawy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest nowy wniosek o przedłużenie śledztwa ws. wypadku Beaty Szydło

Prokuratura Okręgowa w Krakowie wystąpiła o przedłużenie do 10 kwietnia śledztwa w sprawie wypadku z udziałem byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu – ustaliła we wtorek PAP w prokuraturze. Dotychczasowy termin zakończenia śledztwa upływał 10 lutego. Wniosek o przedłużenie skierowany został do Prokuratora Regionalnego w Krakowie.

„Powodem skierowania wniosku o przedłużenie okresu śledztwa jest konieczność przeprowadzenia uprzednio zaplanowanych czynności procesowych. Z uwagi na dobro śledztwa bardziej szczegółowe informacje w tym zakresie nie będą przekazywane” – poinformowała PAP prokuratura.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów (pojazd ówczesnej premier Beaty Szydło jechał w środku) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

14 lutego ub. r. prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy, prokuratura nie podawała treści jego wyjaśnień.
Źródło info i foto: interia.pl

26-latek pociął młodym kobietom twarze. Przed sądem odpowie za usiłowanie zabójstwa

26-latek w centrum Katowic rzucił się z rozbitą butelką na dwie młode kobiety, trwale oszpecając im twarz. Zgodnie z aktem oskarżenia, Sebastianowi K. grozi teraz nawet dożywocie, bowiem prokurator potraktował sprawę jak usiłowanie zabójstwa.

Do zdarzenia doszło nocą z 31 marca na 1 kwietnia. Napastnika udało się zatrzymać dopiero pod koniec maja. – Po imprezie czekaliśmy na przystanku na autobus. Podszedł do nas jeden z trzech facetów, spytał o ogień. To była zaczepka, bo przecież palił papierosa. W końcu bezczelnie objął moją koleżankę. Powiedział do niej „ty idziesz ze mną”. Wtedy w jej obronie stanął kolega. I się zaczęło… Bandyta w szarej kurtce wściekł się, rzucił w kolegę kebabem. Rozpoczęła się bójka – relacjonowała 18-letnia Ewelina w rozmowie z „Fakt24.pl”.

Finałem awantury było to, jak Sebastian K. stłukł szklaną butelkę i rzucił się na młode kobiety. Te doznały głębokich ran, głównie twarzy. Napastnikowi został postawiony zarzut usiłowania zabójstwa i równocześnie spowodowanie trwałego zeszpecenia u jednej z pokrzywdzonych oraz spowodowanie obrażeń ciała u drugiej. Grozi mu nawet dożywocie. – Sebastian K. odpowie także za pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia – w postaci rozbitej butelki – dwóch mężczyzn, którzy byli znajomymi pokrzywdzonych kobiet – mówiła Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratory Okręgowej w Katowicach.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Atak na biuro poselskie Beaty Kempy. Jest zarzut o charakterze terrorystycznym

Sebastian K. przyznał się do podpalenia biura poselskiego min. Beaty Kempy i usłyszał zarzut o charakterze terrorystycznym. Grozi mu do 15 lat więzienia. Do zdarzenia doszło we wtorek. Podejrzany swe postępowanie motywował chęcią wpływu na prace rządu i Sejmu. Szef Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu prok. Robert Tomankiewicz powiedział PAP, że Sebastian K. usłyszał zarzut wprowadzenia zagrożenia życia i zdrowia dla wielu osób, czyli o czyn o charakterze terrorystycznym.

„Ustaliliśmy 15 osób pokrzywdzonych, w tym 6 dzieci. Wszyscy mieszkali w tej kamienicy w Sycowie, gdzie Sebastian K. wybił metalowym przedmiotem szybę w drzwiach biura poselskiego. Następnie rozlał łatwopalną substancję i podpalił wnętrze. Tylko dzięki akcji gaśniczej podjętej przez policjantów i strażaków pożar został ugaszony” – powiedział prokurator.
Dodał, że z wyjaśnień Sebastiana K. wynika też motywacja jego czynu, bo zeznał on, iż działał z powodu przynależności politycznej poseł Beaty Kempy do partii, która współtworzy koalicję rządową.

„Chciał w ten sposób wpłynąć na samą poseł oraz na innych członków rządu Rzeczpospolitej Polskiej, by zaprzestali określonych działań. Szczególnie chodziło o prace legislacyjne związane z reformą wymiaru sprawiedliwości oraz z ordynacją wyborczą” – powiedział prok. Tomankiewicz.

Sebastian K. usłyszał też zarzut posiadania i produkcji marihuany, którą ujawniono w jego miejscu zamieszkania.

Minister Beata Kempa jest posłanką Solidarnej Polski wybraną z listy Prawa i Sprawiedliwości; jest członkiem rządu – w poniedziałek w gabinecie premiera Mateusza Morawieckiego ponownie uzyskała nominację. Syców to jej rodzinne miasto. Do podpalenia doszło w nocy z poniedziałku na wtorek.
Źródło info i foto: interia.pl

Są zarzuty dla trzeciego uczestnika zajścia w Katowicach, podczas którego okaleczono kobiety

Na policję zgłosił się ostatni z uczestników zajścia, podczas którego w centrum Katowic rozbitą butelką zraniono dwie młode kobiety. 26-latek usłyszał zarzut pobicia mężczyzn, którzy stanęli w ich obronie – podali przedstawiciele policji i prokuratury. Wcześniej zatrzymano dwóch mężczyzn. Sebastianowi K., który według ustaleń śledztwa zranił kobiety, zarzucono usiłowanie zabójstwa i pobicie. 

– Trzeci i ostatni z uczestników zajścia, do którego doszło na ulicy Piotra Skargi, trafił w ręce katowickich policjantów. Dzięki nagłośnieniu sprawy przez media (…) mężczyzna wiedział, że jego zatrzymanie jest tylko kwestią najbliższego czasu. Dlatego dzisiaj sam zgłosił się do katowickiej komendy policji – powiedziała rzeczniczka katowickiej policji komisarz Aneta Orman.
 
„Był na miejscu, ale nie użył przemocy”

Jak poinformowała Marta Zawada-Dybek z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, 26-latek usłyszał zarzut pobicia dwóch mężczyzn, którzy stanęli w obronie atakowanych kobiet – podobnie jak inny zatrzymany wcześniej w tej sprawie mężczyzna.
 
– 26-latek nie przyznał się do winy. W złożonych wyjaśnieniach powiedział, że co prawda był na miejscu, ale nie używał przemocy – powiedziała Zawada-Dybek. Prokuratura zwolniła podejrzanego za poręczeniem majątkowym w wysokości 5 tys. zł.
 
Dwie wracające z imprezy kobiety zostały zaatakowane 1 kwietnia nad ranem w centrum Katowic. Napastnik stłuczoną butelką uderzył je obie, pozostawiając rozległe i głębokie rany – u jednej na policzku, a u drugiej na brodzie, po których prawdopodobnie pozostaną blizny na całe życie.
 
Opublikowały nagranie

Pokrzywdzone przez internet zaapelowały o pomoc w ustaleniu sprawcy. Opublikowały też nagranie z monitoringu baru, w którym sprawca ich okaleczenia na chwilę przed atakiem kupował jedzenie. Temat podjęło wiele mediów. Pojawiły się dodatkowe materiały filmowe i zgłosiły się osoby, które podały personalia przypuszczalnego sprawcy. Pokrzywdzone rozpoznały go podczas okazania w katowickiej komendzie.
 
Po uzyskaniu opinii z Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, prokuratura zakwalifikowała działanie K. jako usiłowanie zabójstwa jednej z kobiet oraz spowodowanie trwałego istotnego zeszpecenia jej ciała. Jest też podejrzany o spowodowanie obrażeń ciała u drugiej kobiety oraz pobicie przy użyciu niebezpiecznego narzędzia dwóch mężczyzn, znajomych zranionych kobiet.

Nie przyznał się do winy. Na wniosek prokuratury został aresztowany na trzy miesiące. K. już wcześniej był aresztowany, w związku z inną sprawą.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Co dalej ze śledztwem w sprawie wypadku premier Szydło?

Od trzech miesięcy krakowscy prokuratorzy badający wypadek premier Szydło bez skutku szukają kluczowych świadków – kierowcy i pasażera auta, które stało za seicento Sebastiana K., domniemanego sprawcy wypadku. – Sytuacja, z jaką się spotkaliśmy (…), zwróciła uwagę na istnienie luki prawnej w zakresie obowiązku zeznawania świadków – mówi „Rz” Krzysztof Dratwa z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Dziś taki anonimowy świadek jest bezkarny bo kodeks postępowania karnego nie przewiduje żadnych dolegliwości za niezgłoszenie się do organów ścigania.

– Taka postawa sprawia, że wiedza prokuratury na temat przebiegu zdarzenia i jego okoliczności nie jest kompletna i nie pozwala na zrealizowanie zasady prawdy materialnej – dodaje prokurator Dratwa.
 
Jak zauważa „Rzeczpospolita”, z tego powodu nie rozwiązano np. sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek z Sopotu.

Propozycja zaostrzenia kar w szczególnych przypadkach
 
Według kodeksu postępowania karnego (art. 177) osoba wezwana jako świadek musi stawić się i złożyć zeznanie – gdy tego nie zrobi, grozi jej do 10 tys. zł kary i przymusowe doprowadzenie, a w razie uporczywego uchylania się od zeznań nawet areszt do 30 dni.
 
Czy sugerowane przez śledczych rozwiązania powinny dotyczyć wszystkich spraw? – pyta gazeta. Według prok. Dratwy – nie, a skorzystanie z takiej procedury powinno mieć wyjątkowy charakter.

Prokurator proponuje objąć nią śledztwa przeciwko interesowi RP, pozostające w szczególnym zainteresowaniu opinii publicznej i dotyczące zbrodni ze szczególnym okrucieństwem. Jego zdaniem jeśli taki świadek celowo nie chciałby się stawić i zeznawać, to prokurator mógłby nałożyć na niego 20 tys. zł kary, a w skrajnych przypadkach – do 30 dni aresztu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Biegli sprawdzą prędkość, z jaką limuzyna premier uderzyła w drzewo

Biegli badający wypadek premier Beaty Szydło koło Oświęcimia będą w stanie ustalić prędkość, z jaką poruszała się jej limuzyna w momencie zderzenia z drzewem – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM. Według naszych ustaleń, biegli będą w stanie to zrobić, mimo że w samochodzie szefowej rządu niektóre urządzenia, w których zapisują się te dane, były odłączone od komputera.

Według naszych nieoficjalnych informacji, do głównego rejestratora nie były podpięte między innymi systemy pozwalające lokalizować samochód, a także prędkościomierz. Powodem są względy bezpieczeństwa w poruszaniu się kolumn rządowych. Takie wymogi postawiło Biuro Ochrony Rządu oferentom pojazdów jeszcze na etapie ich zamawiania.

Powołano więc ekspertów, którzy do ustalenia prędkości wykorzystają pozostałe dane, które się zapisały. Te inne parametry, które zostaną przeanalizowane, to na przykład dane dotyczące czasu gwałtownego hamowania. Między innymi na podstawie tych informacji – jak twierdzą fachowcy – uda się stwierdzić, z jaką prędkością poruszała się limuzyna w momencie zderzenia.

Ta ekspertyza ma być gotowa niebawem, a cała opinia na przełomie maja i czerwca.

Do wypadku z udziałem premier Szydło doszło 10 lutego w Oświęcimiu. Rządowa kolumna trzech samochodów wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo. Wtedy uderzył w auto premier, a rządowa limuzyna wjechała następnie w drzewo. 14 lutego kierowca seicento Sebastian K. usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku. On sam nie przyznał się do winy.
Źródło info i foto: RMF24.pl