USA: Syn sędzi, która prowadziła sprawę Epsteina śmietelnie postrzelony. Mąż kobiety ciężko ranny

Syn Esther Salas – sędzi federalnej w amerykańskim stanie New Jersey – został śmiertelnie postrzelony, a mąż ciężko ranny po tym, jak strzelec otworzył ogień w ich domu w North Brunswick. Sędzia nie ucierpiała. W sprawie trwa dochodzenie. Według źródeł organów ścigania, syn Esther Salas – Daniel Anderl – otworzył drzwi do domu i został wielokrotnie postrzelony. Jego tata stał tuż za nim i również ucierpiał. Podejrzany uciekł.

Jak przekazał CNN jeden z funkcjonariuszy, napastnik przebrany był za kierowcę firmy kurierskiej. W tej chwili śledczy nie znają motywu. – Sędzia Salas i jej rodzina są w naszych myślach – powiedział w oświadczeniu gubernator stanu New Jersey, Phil Murphy.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest akt oskarżenia ws. usiłowania zabójstwa sędziego i prokuratora

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach przeciwko Pawłowi K, podejrzanemu m.in. o usiłowanie zabójstwa dwóch osób: sędziego i prokuratora. Grozi mu dożywocie. Do zdarzenia doszło w nocy z 3 na 4 kwietnia 2019 w Ostrowcu Świętokrzyskim. Paweł K., jak ustalono podczas śledztwa, od wieczora obserwował dom, w którym mieszkało małżeństwo – sędzia i prokurator.

– Gdy oboje już położyli się spać, sprawca około godziny 1 w nocy dokonał podpalenia budynku domu jednorodzinnego. Szczęśliwie pokrzywdzeni obudzili się chwilę później i zdołali się ewakuować z płonącego domu. Na miejsce przybyła straż pożarna i podjęła akcję gaśniczą – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

Sędzia prowadziła wobec oskarżonego czynności procesowe

Zebrany materiał dowodowy, w postaci przede wszystkim wyników oględzin miejsca zdarzenia, zeznań świadków, nagrań z monitoringu, wstępnych opinii biegłych z zakresu pożarnictwa – pozwolił na ustalenie przebiegu zdarzenia i jego sprawcy, którym okazał się Paweł K. Został on zatrzymany przez policjantów wieczorem 4 kwietnia ubiegłego roku

– Pokrzywdzona w tej sprawie to sędzia Wydziału III Karnego Sądu Okręgowego w Kielcach, która w przeszłości prowadziła wobec Pawła K. czynności procesowe. Pokrzywdzony to prokurator ostrowieckiej Prokuratury Rejonowej. Podczas śledztwa ustalono że zdarzenie ma związek z czynnościami służbowymi pokrzywdzonej – dodał Prokopowicz.

6 kwietnia ubiegłego roku prokurator przedstawił Pawłowi K. „zarzut usiłowania zabójstwa pokrzywdzonych i sprowadzenia zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru domu pokrzywdzonych, które to zdarzenie zagrażało położonym w pobliżu innym zabudowaniom”.

Zarzucono mu popełnienie czterech przestępstw

Prokopowicz poinformował, że w piątek prokurator skierował w tej sprawie akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach. Oskarżonemu zarzucono popełnienie czterech przestępstw „usiłowanie zabójstwa dwóch osób i zniszczenie mienia znacznej wartości (ponad 200.000 zł) poprzez podpalenie domu, w którym spali pokrzywdzeni. Znieważenia pięciu funkcjonariuszy policji podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych. Kierowania gróźb zniszczenia mienia poprzez podpalenie oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu wobec dwóch policjantów” – powiedział Prokopowicz.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach zaznaczył, że wszystkie te czyny miały miejsce od 4 do 5 kwietnia ubiegłego roku. Po przeprowadzonej obserwacji sądowo-psychiatrycznej biegli zgodnie orzekli, że w czasie popełniania zarzucanych mu czynów Paweł K. miał zachowaną zdolność do rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem.

Nie przyznał się do postawionych zarzutów

Przesłuchany w charakterze podejrzanego Paweł K. nie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

– Oskarżony pozostaje tymczasowo aresztowany, za zarzucane mu czyny grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. W przeszłości był czterokrotnie karany, w tym za przestępstwa podobne do obecnie zarzucanych, tj. m.in. przeciwko mieniu, wolności, czy przeciwko działalności instytucji państwowych – podkreślił Prokopowicz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ronaldinho zostaje w więzieniu. Wniosek o areszt domowy odrzucony

Decyzją paragwajskiego sądu Ronaldinho nie zostanie zwolniony z więzienia. Jego prawnik starał się o zmienienie kary na areszt domowy. Wyrok był odmowny, choć poręczenie majątkowe miało wynosić 800 tysięcy dolarów. To nie koniec problemów prawnych Ronaldinho i jego brata. Obaj muszą pozostać w więzieniu w Paragwaju. Sędzia we wtorek odrzucił wniosek o przeniesienie ich do aresztu domowego. Przypomnijmy, że były piłkarz został zatrzymany po tym, jak wjechał do Paragwaju z fałszywym paszportem.

W zamian za zwolnienie z więzienia Ronaldinho miał poręczyć nieruchomością wartą 800 tysięcy dolarów. Sąd nie przystał na to i postanowił, że 39-latek kolejne dni spędzi w więzieniu. – Przebywanie Ronaldinho na wolności może prowadzić do utrudniania postępowania lub jego ucieczki – przekazał sędzia, którego cytuje „Reuters”.

– Dochodzenie dopiero się rozpoczyna. Analizujemy inne okoliczności. Jeśli Ronaldinho i jego brat zostaną zwolnieni z aresztu, nie będą mogli zostać postawieni przed sądem, ponieważ Brazylia nie doprowadzi do ekstradycji swoich obywateli – dodał prokurator Marcelo Pecchi.

Ronaldinho grozi sześć miesięcy więzienia. Do Paragwaju przybył w ubiegłym tygodniu, gdzie miał prowadzić działalność charytatywną i promować swoją książkę. Ciekawą linię obrony przyjął prawnik byłego piłkarza – Adolfo Marin. – Ronaldinho nie wiedział, że popełnia przestępstwo, ponieważ nie rozumiał, że dano mu fałszywe dokumenty. Jest głupi – powiedział adwokat.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Sędzia Sławomir B. stracił immunitet. Jest zgoda na zatrzymanie i areszt sędziego.

Warszawski sędzia Sławomir B. stracił immunitet. Izba Dyscyplinarna SN zgodziła się też na to, by pozbawić go wolności, jeśli stawiający mu zarzuty korupcyjne prokurator uzna za stosowne wystąpienie z takim wnioskiem. O sprawie informuje „Rzeczpospolita”.

Wniosek prokuratury miał związek ze śledztwem przeciw syndykowi podejrzanemu o udzielnie sędziemu korzyści majątkowych w zamian za podejmowanie korzystnych decyzji procesowych. Według śledczych dopuścił się ośmiu przestępstw o charakterze korupcyjnym.

Gazeta pisze też, że w śledztwie prokuratura zebrała dowody, że Sławomir B. jako sędzia w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie żądał korzyści majątkowych od ustalonego syndyka i przyjmował je, czym dopuścił się przestępstw korupcyjnych. Grozi za nie kara pozbawienia wolności od 8 do 10 lat.
Źródło info i foto: TVP.info

Szwecja: Tamtejsza prokuratura wnioskuje o wydanie Polsce Stefana Michnika

Szwedzka prokuratura zwróciła się do sądu rejonowego w Goeteborgu z wnioskiem o wydanie polskim władzom b. sędziego Stefana Michnika. Sąd ma wkrótce podjąć decyzję w tej sprawie. Michnikowi zarzuca się, że jako stalinowski sędzia wojskowy odpowiedzialny był m.in. za wydawanie bezprawnych wyroków śmierci wobec żołnierzy polskiego podziemia.

Postępowanie przeciwko Stefanowi Michnikowi prowadzi Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie.

Przykładowo prokuratorzy IPN ustalili, że Michnik przewodniczył składowi sędziowskiemu Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, który wyrokiem z 5 stycznia 1953 r. skazał na karę śmierci działacza organizacji niepodległościowej „Kraj”. Była to organizacja, która od 1948 r. prowadziła akcje dywersyjne przeciwko władzy komunistycznej w Polsce, sowietyzującej kraj. Przygotowywała także memoriały o sytuacji w Polsce, które przesyłano do ambasady Stanów Zjednoczonych.

Wyroki śmierci, kary dożywotniego więzienia

Stefan Michnik jako szef składu orzekającego WSR w Warszawie 3 marca 1953 r. skazał także na karę śmierci osobę wypełniającą zadania kuriera 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa.

– Oskarżona dopuściła się najcięższych zbrodni wobec Polski Ludowej, zaprzedała się całkowicie imperialistycznym ośrodkom wywiadowczym zdegenerowanych wyrzutków społeczeństwa polskiego przebywających w Londynie – stwierdził w orzeczeniu stalinowski sędzia.

– Kara śmierci została także orzeczona przez Stefana Michnika w dniu 24 kwietnia 1953 roku wobec oskarżonego za udział w Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej i Zrzeszeniu »Wolność i Niezawisłość« – podał zastępca prokuratora generalnego. Inny – ustalony przez pion śledczy IPN – wyrok śmierci wydany przez Michnika dotyczył majora rezerwy, któremu zarzucono usiłowanie obalenia przemocą ustroju.

Ponadto zarzuty wobec byłego sędziego dotyczą wydania wielu wyroków kar dożywotniego i długoletniego więzienia, a także decyzji o tymczasowym aresztowaniu. Sędzia Michnik represjonował w ten sposób przeciwników komunistycznego reżimu m.in. zawodowych oficerów Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej, żołnierzy Armii Krajowej, działaczy organizacji konspiracyjnych, a nawet harcerzy z organizacji „Rysie” i „Orlęta”, księży katolickich i siostrę zakonną.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nie poznamy dziś wyroków ws. afery Amber Gold

Sędzia Lidia Jedynak nadal będzie czytać wyrok w sprawie Amber Gold. Zdecydowała, że nie może skrócić jego odczytywania. Wysokości kar dla Marcina i Katarzyny P. poznamy więc prawdopodobnie pod koniec września. W związku z wątpliwościami interpretacyjnymi nowych przepisów sędzia Lidia Jedynak zdecydowała, że nie przerwie odczytywania wyroku w sprawie Amber Gold. Wróci więc do odczytywania kolejnych tomów do pustych ścian, trzy razy w tygodniu.

– Kierując się dbałością o dobro toczącego się postępowania, w szczególności nie chcą narażać tego ogromnego postępowania na ryzyko prowadzenia od początku, z uwagi na wątpliwości interpretacyjne, które się pojawiły, sąd podejmuje decyzję o kontynuowaniu ogłaszania wyroku w sposób dotychczasowy – przekazała na poniedziałkowej rozprawie Jedynak.

Winni, ale jeszcze bez kary

W maju, gdy sędzia zaczęła czytać, dowiedzieliśmy się, że Katarzyna i Marcin P. zostali uznani za winnych oszustwa oraz niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Według sądu twórcy Amber Gold wprowadzali klientów w błąd i „prowadzili działalność parabankową bez pozwolenia”. Na ogłoszenie wymiaru kar musieliśmy poczekać kilka miesięcy. Sędzia miała do przeczytania 59 tomów po 200 stron każdy. Po ponad trzech miesiącach czytania, wciąż zostało jej 11 tomów. Kary poznamy więc prawdopodobnie pod koniec miesiąca. Zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami, a dokładnie zgodnie z art. 418 Kodeksu postępowania karnego sąd musiał odczytać całą sentencję wyroku razem z listą osób poszkodowanych i zarzutami. Kiedy poszkodowanych jest ponad 18 tysięcy, a proces trwał ponad trzy lata, odczytanie wyroku musiało trwać miesiącami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów. Chodzi o ich wypowiedzi w mediach

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędzia Przemysław Radzik wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów „niestosujących się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”. Chodzi o sędziego SO w Krakowie Waldemara Ż. oraz Olimpię B.-M. z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp.

O wszczęciu postępowania poinformowano w środę w komunikacie. Jak podkreślił rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych sędzia Piotr Schab, sędziom przedstawiono zarzuty popełnienia przewinień dyscyplinarnych z art. 107 par. 1 ustawy Prawo o ustroju sadów powszechnych, w którym mowa o „oczywistej rażącej obrazie przepisów prawa i uchybienia godności urzędu”.

Wśród zarzutów wobec sędziego Waldemara Ż. wymieniono udzielony przez niego wywiad z 4 lipca 2019 r. dla portalu Prawo.pl. Zdaniem rzecznika dyscyplinarnego sędzia wygłosił w nim „manifest polityczny dotyczący jego poglądów i ocen związanych z działaniem konstytucyjnych organów państwa, w tym Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądownictwa”, a także kwestionował legalność powołania Kamila Zaradkiewicza na urząd sędziego Sądu Najwyższego.

(Sędzia) określił zadane przez ten Sąd w składzie z SSN Kamilem Zaradkiewiczem, pytania prawne do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie statusu sędziów powołanych na podstawie niezgodnych z Konstytucją uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w latach 2011-2015, mianem „ustawki”, zmierzającej do osiągnięcia politycznego celu – czytamy.

Zdaniem sędziego Schaba wypowiedź Ż. mogła poniżyć Zaradkiewicza w opinii publicznej i „narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego”.

W przypadku sędzi Olimpii B.-M. odniesiono się do jej wpisów na Twitterze z 9 oraz 25 sierpnia. O jednym z prokuratorów i jednocześnie kandydacie na wolne stanowisko sędziowskie w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sędzia miała napisać, że „nie ma stażu i łamał prawa człowieka”. Z kolei pisząc o ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobro, sędzia oceniła, że jest on ministrem, który „wyprodukował aferę”, a także, że jest „odpowiedzialny za stworzenie systemu korupcyjnego w sądach i prokuraturze uzależniającego wymiar sprawiedliwości od woli politycznej”.

Zgodnie z przywołanymi przepisami Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego, ma obowiązek kierowania się zasadami uczciwości, godności, honoru i przestrzegania dobrych obyczajów oraz unikania zachowań, które mogłyby przynieść ujmę godności sędziego oraz podważyć zaufanie do jego bezstronności i niezawisłości oraz obowiązek powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych – podkreślił sędzia Schab.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rosja: Aleksandr Kokorin i Paweł Mamajew skazani na kolonię karną za pobicie urzędnika

Aleksandr Kokorin i Paweł Mamajew zostali skazani przez sąd w Moskwie za udział w bójce i wandalizm. Do chuligańskiego zajścia z udziałem byłych reprezentantów Rosji doszło w stolicy kraju 8 października 2018 roku. Kokorin otrzymał wyrok 18 miesięcy pobytu w kolonii karnej, a Mamajew – 17. Skazano także innych uczestników zajścia. Kirył Kokorin i Aleksander Protasowicz spędzą w kolonii karnej także – odpowiednio – 18 i 17 miesięcy. – Do uprawomocnienia się wyroku, wszyscy skazani pozostaną w areszcie – potwierdziła sędzia Jelena Abramowa, która przewodniczyła składowi orzekającemu i odczytała uzasadnienie.

Bójka i dochodzenie

W październiku 2018 roku Kokorin i Paweł Mamajew wszczęli bójkę w moskiewskiej kawiarni, poturbowali urzędników państwowych, a dochodzenie przeciwko nim wszczęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Piłkarze razem z bratem Kokorina byli pod wpływem alkoholu. Gdy jeden z klientów zwrócił im uwagę na głośne zachowanie, ci w odpowiedzi zaczęli go obrażać i bić. Incydent został zarejestrowany na nagraniu wideo, które pojawiło się w sieci. Poszkodowanym okazał się urzędnik Denis Pak, a jak wyjaśniło ministerstwo przemysłu – w bójce ucierpiał także drugi pracownik resortu. Obaj musieli zwrócić się po pomoc medyczną do szpitala. Pak miał wstrząśnienie mózgu, w wyniku uderzenia krzesłem w głowę, oraz połamane żebra. Poszkodowani zgłosili się na policję. Prawnik urzędnika przekazał, że jego klient został również znieważony na tle narodowościowym.

Przed bójką w kawiarni piłkarze mieli pobić także kierowcę prezenterki telewizyjnej Olgi Uszakowej. Zaś źródła w Rosyjskich Kolejach poinformowały, że sportowcy zachowywali się agresywnie w pociągu nocnym, którym jechali do Moskwy po niedzielnym meczu ich drużyn w Sankt Petersburgu.

Bogate kariery

28-letni Kokorin 48 razy zagrał w drużynie Sbornej. Zapewne wystąpiłby także na mundialu w Rosji, gdyby nie przeszkodziła mu kontuzja. 30-letni Mamajew w kadrze rozegrał 15 spotkań. Zapewne nigdy już nie wystąpią w reprezentacji. Mamajew grał ostatnio w FK Krasnodar, Kokorin – w Zenicie Sankt Petersburg. Oba kluby potępiły zachowanie swoich piłkarzy, przy czym Krasnodar zapowiedział rozwiązanie kontraktu z Mamajewem.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Tomasz Komenda twarzą w twarz z sędzią, który go skazał

Tomasz Komenda (43 l.) będzie walczył w sądzie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne osadzenie w więzieniu na 18 lat. Czy na jego wysokość będzie miał wpływ ten sam sędzia, który posłał niewinnego za kraty? Niestety, tak może się stać, bo sprawą zajmie się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Dokładnie Wydział III Karny. Przewodniczy mu sędzia Mariusz Wiązek (54 l.). To on niesłusznie skazał Tomasza Komendę w 2003 r. na 15 lat więzienia! Jeśli nie wyłączy się z postępowania, będzie mógł orzekać także w tej sprawie.

– To paradoks, bo przecież ten sędzia był w składzie, który zmienił kwalifikację prawną czynu i skazał Tomasza Komendę na karę wyższą o 3 lata niż wnioskował prokurator! Teraz jego wydział zajmie się zadośćuczynieniem i odszkodowaniem. Musimy jednak tu złożyć wniosek. Taka jest procedura. Mógłbym się odwoływać do Sądu Najwyższego o zmianę miejsca, ale to wydłużyłoby postępowanie o pół roku, a ono i tak długo trwa – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski (69 l.), adwokat i były minister sprawiedliwości, reprezentujący poszkodowanego.

Niezależnie od decyzji sędziego Wiązka sprawa trafi do wydziału, w którym pracują jego podwładni i to też budzi duże wątpliwości. – Tomek jest uczulony na wrocławski sąd. Wcale mu się nie dziwię. Doznał tu wielkiej krzywdy – twierdzi Ćwiąkalski.

– Sędzia Wiązek, jeśli zostanie w losowaniu przydzielony do sprawy, będzie mógł złożyć wniosek o wyłączenie z postępowania. Tak zrobił ostatnio w sprawie Norberta B. i Ireneusza M. oskarżonych o zbrodnie w Miłoszycach, czyli w sprawie, za którą odpowiadał… Tomasz Komenda. Los przewrotnie mu ją przydzielił – uważa sędzia Marek Poteralski (52 l.), rzecznik Sądu Okręgowego.

To nie jedyna sądowa pułapka, która czeka na Tomasza Komendę. W razie zasądzenia zbyt małego zadośćuczynienia, będzie miał prawo się odwołać – trafi jednak z deszczu pod rynnę. Jego sprawą zajmie się bowiem Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który podwyższył wyrok skazujący go z 15 na 25 lat więzienia!

Idzie o ponad 18 milionów złotych

Mecenas Tomasza Komendy będzie żądał od państwa w sumie ponad 18 milionów złotych dla swojego klienta. – Po milionie zadośćuczynienia za każdy rok pobytu w więzieniu i kilkaset tysięcy złotych odszkodowania, które wylicza się na podstawie wynagrodzenia, jakie mógł utracić podczas niesłusznego osadzenia w zakładzie karnym – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski. Dziś Tomasz Komenda dostaje od premiera rentę specjalną w wysokości 4 tysięcy złotych brutto. Ostatnio po apelu Faktu premier przedłużył wydawanie świadczenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ostateczna jest kara dożywocia dla Dariusza P., który podpalił dom i zabił rodzinę

Ostateczna jest już kara dożywocia dla Dariusza P. skazanego za podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci. W środę Sąd Najwyższy oddalił kasację wniesioną w tej sprawie przez obrońcę skazanego. Sprawa nie należała do typowych, łatwych i oczywistych, była sprawą o charakterze poszlakowym. Niemniej jednak należy podzielić stanowiska sądów obu instancji, że te poszlaki ustalone w sposób respektujący przepisy, w pełni uprawniały do stwierdzenia, że skazany rzeczywiście dopuścił się sprawstwa tej zbrodni – mówiła w uzasadnieniu oddalenia kasacji sędzia SN Małgorzata Gierszon.

Na mocy prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach sprzed roku o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach, czyli wyjdzie na wolność najwcześniej w marcu 2049 r. Będzie miał wtedy 77 lat.

Obrona w kasacji wskazywała m.in. na konieczność przeprowadzenia w sprawie dodatkowej opinii biegłych z zakresu pożarnictwa i zbadanie – należycie nie rozważanej dotychczas zdaniem obrony – hipotezy pożaru w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej. Nie można podzielić poglądu, że sąd apelacyjny ocenił zarzuty w sprawie w sposób dowolny i pobieżny” – zaznaczyła jednak sędzia Gierszon.

Dodała, że już przy pierwszych oględzinach miejsca tragedii dokonanych jeszcze w dniu pożaru, przeprowadzający te oględziny specjaliści nie mieli wątpliwości, że pożar spowodowało podpalenie – z ich zeznań wynika bowiem, że „było dla nich oczywiste, że doszło do podpalenia”. Jak dodała sędzia, nie było np. śladów przejścia ognia z miejsc w salonie do szafy stojącej na pierwszym piętrze, gdzie było największe źródło ognia. Zastając taki, a nie inny, stan faktyczny i czyniąc takie, a nie inne spostrzeżenia, trudno jest racjonalnie przypisywać biegłemu to, że nie zajął się hipotetyczną kwestią powstania pożaru od instalacji elektrycznej – wskazała sędzia Gierszon.

Do pożaru doszło w nocy 10 maja 2013 r. Zginęła w nim żona i czworo dzieci P., ocalał jedynie najstarszy syn. Według sądu, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Został zatrzymany i aresztowany w marcu 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej.

Powierzchnia pożaru była niewielka – ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliły się część schodów i szafa. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka P., a czterolatka – w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju.

Wyrok I instancji zapadł w grudniu 2016 r. przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, obok przewodu ułożył truchło myszy. Tuż przed ceremonią pogrzebową najbliższych wysyłał do siebie sms-y, sugerując, że pochodzą od rzekomego podpalacza. Biegli rozpoznali u P. osobowość psychopatyczną, wskazali m.in. na płytkość uczuć i wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia.

Ustalenia sądu I instancji zasadniczo podtrzymał katowicki sąd apelacyjny.

Rodzina P. była stawiana za wzór, była bardzo wierząca i blisko związana z Kościołem; P. przez wiele lat był szafarzem w miejscowej parafii. Według oskarżenia, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia. Oskarżony, który miał poważne długi, zawarł liczne umowy ubezpieczeń majątkowych i osobistych. Sąd wskazał także na inny motyw – P. chciał się też uwolnić od rodziny, a pieniądze, które uzyskałby z odszkodowań, byłyby jedynie środkiem do realizacji i korzystania z tej wolności.

W trakcie śledztwa u P. znaleziono książkę pt. „Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne”, która prawdopodobnie pomagała mu symulować chorobę i uniknąć kary w dwóch wcześniejszych gospodarczych sprawach karnych – biegli uznali go wtedy za niepoczytalnego.

Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć przyznał, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory. Wskazywał, że ewentualne odszkodowanie tylko w niewielkiej części pokryłoby jego długi. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble. Dla większości świadków znających skazanego, nawet dla jego rodziny, to że skazany w nocy pracował, było wielkim zaskoczeniem – odniosła się do tych wyjaśnień sędzia Gierszon.

Obrońca P. mec. Eugeniusz Krajcer powiedział dziennikarzom po orzeczeniu SN, że nie udało się przekonać sądu, iż w sprawie trzeba przeprowadzić wszystkie dowody, aby mieć pewność, co było przyczyną pożaru. Być może przez jakąś opinię prywatną będzie można zasugerować, aby mogła być ona podstawą wznowienia postępowania. Będzie rozważana też skarga nadzwyczajna” – dodał.

Prokuratura wnosiła przed SN o uznanie kasacji za „oczywiście bezzasadną” i jej oddalenie, tego samego chciał pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych – i to ich zdanie podzielił SN.
Źródło info i foto: Dziennik.pl