Seria pobić sędziów w najniższych ligach piłkarskich

– Pobicie to bandytyzm, który powinien być karany przez państwo. Apeluję, by sędziowie zgłaszali nawet drobne akty przemocy. Pomóc mogłoby uznanie sędziego funkcjonariuszem publicznym. Surowe kary odstraszyłyby tchórzy – opowiada Szymon Marciniak.

Skandaliczną sprawę pobicia młodego sędziego piłkarskiego opisaliśmy w poniedziałek na łamach WP SportoweFakty. Do zdarzenia doszło w Jarosławsku (powiat Choszczno) podczas meczu klasy B: Pomorzanka Jarosławsko – Zorza II Dobrzany. Podczas amatorskiego grania na najniższym poziomie ligowym w naszym kraju 17-letni, dopiero stawiający pierwsze kroki w sędziowskim fachu arbiter Szymon Pawłowski został uderzony głową w twarz przez jednego z gospodarzy. Inny gracz zespołu z Jarosławska chwilę później opluł arbitra.

Wszystko działo się w końcówce meczu. Sędzia na sekundy przed ostatnim gwizdkiem ukarał miejscowego zawodnika żółtą kartką za wulgarne zachowanie. A ten, w odwecie, rozpędził się i z pełnym impetem uderzył głową arbitra w twarz. Sędzia padł zamroczony na murawę. Sprawa trafiła do prokuratury. Z naszych informacji wynika, że 17-latek ma złamany nos.

W ostatnich miesiącach o podobnych zdarzeniach informowaliśmy już wielokrotnie. Nie ma weekendu z piłkarskimi rozgrywkami, w którym nie dochodzi do bardziej bądź mniej poważnych incydentów. W ostatnich dniach nagromadzenie tak skandalicznych zdarzeń było jednak wyjątkowe, w najniższych klasach rozgrywkowych pobitych zostało co najmniej kilku sędziów. Solidarność z kolegami z niższych klas rozgrywkowych wyraził Szymon Marciniak, aktualnie najlepszy polski arbiter, regularnie prowadzący mecze na poziomie Ligi Mistrzów.

– Przemoc jest absolutnie niedopuszczalna i nie mam tu na myśli tylko przemocy fizycznej. Pobicie to bandytyzm, który powinien być karany przez państwo. W tym aspekcie mogłoby pomóc uznanie sędziego piłkarskiego za funkcjonariusza publicznego. To rozwiązania stosowane już na świecie, chociażby we Francji. Surowe kary na pewno odstraszyłyby tchórzy. Nie waham się tak nazwać tych ludzi. Uderzenie młodego człowieka, dopiero uczącego się sędziowania, nie potrafiącego i nie mogącego się bronić to tchórzostwo! – mówi nam Marciniak. I za naszym pośrednictwem przekazuje swoim kolegom ważne słowa.

– Apeluję do sędziów, by zgłaszali wszystkie, nawet drobne przypadki przemocy. Oraz by wydziały dyscypliny lokalnych związków surowo traktowały agresorów – dodaje najlepszy polski sędzia. Słowa Marciniaka nie biorą się znikąd. Dotychczas bardzo często zdarzało się, że przerażeni, młodzi sędziowie, którzy doświadczyli na boisku przemocy, zastraszeni nie zgłaszali sprawy ani przełożonym, ani policji. Znane są niestety także przypadki, w których agresorzy karani byli żenująco niskimi karami.

Według Marciniaka osobnym aspektem jest przemoc psychiczna. – Wyzwiska, szyderstwa, zastraszanie, a jest to na stadionach normą – czy o to chodzi w sporcie? Niech każdy zastanowi się, dlaczego gra w piłkę i jakie emocje powinien budzić sport. Jakie postawy i zachowania budować. Jaki przykład chcemy dawać młodzieży? Przyzwolenie na traktowanie młodych sędziów jako obiektu drwin i osób, na których można się wyżyć za wszystkie prawdziwe i urojone krzywdy, musi się skończyć! Rugby, sport który jest dużo bardziej kontaktowy, nie ma tego typu problemu. Może czas na analizę, z czego to wynika? – zauważa Marciniak.

Problem agresji wobec sędziów znany jest w środowisku od zawsze. W ostatnich latach przybrał jednak na sile. Do tego stopnia, że arbitrzy z najniższych lig utworzyli przy facebookowej stronie „Zawód-Sędzia” specjalną grupę wsparcia.

– Nasz kolega Paweł Aptowicz z Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej jest sędzią piłkarskim, ale prywatnie także prawnikiem. Zdeklarował pomoc wszystkim sędziom, którzy doznali agresji i przemocy na boisku. Jest w stanie pomóc poprzez przygotowanie odpowiednich dokumentów i skierowanie do odpowiednich organów. Z kolei my jako prowadzący stronę zapewniamy wsparcie mentalne i chcemy nagłaśniać pozytywną ideę – mówi nam Tomasz Szpunar, sędzia prowadzący mecze na piątym poziomie rozgrywkowym w Polsce.

Idea to pozytywna i szczytna, ale czas, by sprawą poważnie zainteresował się także Polski Związek Piłki Nożnej.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Nie poznamy dziś wyroków ws. afery Amber Gold

Sędzia Lidia Jedynak nadal będzie czytać wyrok w sprawie Amber Gold. Zdecydowała, że nie może skrócić jego odczytywania. Wysokości kar dla Marcina i Katarzyny P. poznamy więc prawdopodobnie pod koniec września. W związku z wątpliwościami interpretacyjnymi nowych przepisów sędzia Lidia Jedynak zdecydowała, że nie przerwie odczytywania wyroku w sprawie Amber Gold. Wróci więc do odczytywania kolejnych tomów do pustych ścian, trzy razy w tygodniu.

– Kierując się dbałością o dobro toczącego się postępowania, w szczególności nie chcą narażać tego ogromnego postępowania na ryzyko prowadzenia od początku, z uwagi na wątpliwości interpretacyjne, które się pojawiły, sąd podejmuje decyzję o kontynuowaniu ogłaszania wyroku w sposób dotychczasowy – przekazała na poniedziałkowej rozprawie Jedynak.

Winni, ale jeszcze bez kary

W maju, gdy sędzia zaczęła czytać, dowiedzieliśmy się, że Katarzyna i Marcin P. zostali uznani za winnych oszustwa oraz niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Według sądu twórcy Amber Gold wprowadzali klientów w błąd i „prowadzili działalność parabankową bez pozwolenia”. Na ogłoszenie wymiaru kar musieliśmy poczekać kilka miesięcy. Sędzia miała do przeczytania 59 tomów po 200 stron każdy. Po ponad trzech miesiącach czytania, wciąż zostało jej 11 tomów. Kary poznamy więc prawdopodobnie pod koniec miesiąca. Zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami, a dokładnie zgodnie z art. 418 Kodeksu postępowania karnego sąd musiał odczytać całą sentencję wyroku razem z listą osób poszkodowanych i zarzutami. Kiedy poszkodowanych jest ponad 18 tysięcy, a proces trwał ponad trzy lata, odczytanie wyroku musiało trwać miesiącami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów. Chodzi o ich wypowiedzi w mediach

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędzia Przemysław Radzik wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów „niestosujących się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”. Chodzi o sędziego SO w Krakowie Waldemara Ż. oraz Olimpię B.-M. z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp.

O wszczęciu postępowania poinformowano w środę w komunikacie. Jak podkreślił rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych sędzia Piotr Schab, sędziom przedstawiono zarzuty popełnienia przewinień dyscyplinarnych z art. 107 par. 1 ustawy Prawo o ustroju sadów powszechnych, w którym mowa o „oczywistej rażącej obrazie przepisów prawa i uchybienia godności urzędu”.

Wśród zarzutów wobec sędziego Waldemara Ż. wymieniono udzielony przez niego wywiad z 4 lipca 2019 r. dla portalu Prawo.pl. Zdaniem rzecznika dyscyplinarnego sędzia wygłosił w nim „manifest polityczny dotyczący jego poglądów i ocen związanych z działaniem konstytucyjnych organów państwa, w tym Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądownictwa”, a także kwestionował legalność powołania Kamila Zaradkiewicza na urząd sędziego Sądu Najwyższego.

(Sędzia) określił zadane przez ten Sąd w składzie z SSN Kamilem Zaradkiewiczem, pytania prawne do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie statusu sędziów powołanych na podstawie niezgodnych z Konstytucją uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w latach 2011-2015, mianem „ustawki”, zmierzającej do osiągnięcia politycznego celu – czytamy.

Zdaniem sędziego Schaba wypowiedź Ż. mogła poniżyć Zaradkiewicza w opinii publicznej i „narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego”.

W przypadku sędzi Olimpii B.-M. odniesiono się do jej wpisów na Twitterze z 9 oraz 25 sierpnia. O jednym z prokuratorów i jednocześnie kandydacie na wolne stanowisko sędziowskie w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sędzia miała napisać, że „nie ma stażu i łamał prawa człowieka”. Z kolei pisząc o ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobro, sędzia oceniła, że jest on ministrem, który „wyprodukował aferę”, a także, że jest „odpowiedzialny za stworzenie systemu korupcyjnego w sądach i prokuraturze uzależniającego wymiar sprawiedliwości od woli politycznej”.

Zgodnie z przywołanymi przepisami Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego, ma obowiązek kierowania się zasadami uczciwości, godności, honoru i przestrzegania dobrych obyczajów oraz unikania zachowań, które mogłyby przynieść ujmę godności sędziego oraz podważyć zaufanie do jego bezstronności i niezawisłości oraz obowiązek powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych – podkreślił sędzia Schab.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kulisy afery hejterskiej

Kiedy cała Polska dowiedziała się o tym jak sędziowie zatrudnieni w resorcie sprawiedliwości szczuli na swoich kolegów, wybuchł skandal. Za przekazywanie poufnych dokumentów i hejt w sieci, głową zapłacił wiceminister Łukasz Piebiak (43 l.). Tymczasem w szczerej rozmowie z „Super Expressem” Emilia Sz., współpracownica sędziego, zdradza jak wyglądał cały proceder. – Ukrywali, że dają mi kasę. W sumie dostałam 3 – 4 tysiące złotych. Nie miałam kontaktów ze Zbigniewem Ziobrą – wyznaje nam kobieta.

Na celowniku resortowych hejterów znaleźli się m.in. prof. Krystian Markiewicz (43 l.), szef Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia czy prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf (67 l.). To Emilia Sz. kontaktowała się z wybranymi dziennikarzami i nakręcała w mediach społecznościowych znajomych przeciwko krytycznym wobec reform PiS sędziom. Jak nam opowiada, zaczęła działać z ludźmi Zbigniewa Ziobry (49 l.) pod koniec 2016 r..

Pieniądze miał jej przekazywać sędzia Arkadiusz Cichocki (42 l.), który zapewniał, że może finansować akcję, bo „bardzo dobrze zarabia”. To on należał do WhatsApp’owej grupy „Kasta” i przekazał zapisy rozmów z kolegami Emilii. – Z czatu wynikało, że sędziowie zrobią zrzutkę. Najpierw miała być po 100 zł od każdego sędziego, który był na tym wspólnym czacie, potem pisali o 150 zł po podwyżce – mówi nam Emilia Sz., która jest przekonana, że nie dostała pieniędzy od wszystkich, a kasę przelewał jej sam Cichocki.

– W sumie mogło to być 3-4 tysiące złotych. Wysyłał przelewy na moje konto pod dziwnymi tytułami. Że to zwrot kosztów pomocy medycznej albo jakieś składki – zdrada nam kobieta. – Wpłaty były w wysokościach 300 zł, 400 zł, czy 1200 zł – opowiada słynna „Emi” i dodaje, że pieniądze były przeznaczone na kosmetyki czy ubrania.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że sędziowie spotykali się z Emilią. Czy przekazywali jej wówczas dokumenty lub prezenty? – Dostałam figurkę z dedykacją. I kwiaty od sędziego Cichockiego. Ale te kwiaty niekoniecznie były związane z tym, co robiłam – ujawnia hejterka. Cichocki przesyłał bowiem Emilii swoje nagie zdjęcia, przekazał też treść korespondencji z kolegami.

Czy szef resortu sprawiedliwości wiedział o sprawie? – Nie miałam kontaktów ze Zbigniewem Ziobrą, nie wiem, o czym wiedział – usłyszeliśmy na koniec od Emilii Sz.
Źródło info i foto: se.pl

Brazylia: Luiz Inacio Lula da Silva pozostanie w więzieniu

Przewodniczący sądu apelacyjnego zarządził w niedzielę, że były prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva pozostanie w więzieniu. Werdykt ten wydał po wcześniejszych dwóch sprzecznych decyzjach innych sędziów. Sędzia Carlos Eduardo Thomson Flores, przewodniczący Czwartego Federalnego Trybunału Regionalnego w Porto Alegre (sądu apelacyjnego) podtrzymał decyzję sędziego Joao Pedro Gebran Neto, zgodnie z którą były prezydent, skazany na 12 lat więzienia za korupcję, powinien pozostać za kratkami.

Wcześniej w niedzielę inny sędzia tego Trybunału Rogerio Favreto niespodziewanie zarządził niezwłoczne zwolnienie Luli da Silvy z więzienia. Sędzia Favrieto przychylił się w ten sposób do żądania deputowanych do parlamentu z ramienia Partii Pracujących (PT), ugrupowania, które założył Lula w 1980 r. Utrzymują oni, że zarzuty korupcyjne stawiane byłemu prezydentowi są motywowane politycznie, a on sam jest niewinny. W styczniu ten sam Trybunał zatwierdził wyrok skazujący byłego prezydenta. Lula nie przyznał się do winy i nie wyczerpał jeszcze drogi odwoławczej.

Korupcja, pranie brudnych pieniędzy

72-letni Lula da Silva został uznany za winnego korupcji i prania brudnych pieniędzy. Był oskarżony m.in. o przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości 3,7 mln reali (1,06 mln euro), w tym trzypoziomowego apartamentu w nadmorskim kurorcie, od ciągnącego zyski z zamówień publicznych koncernu budowlanego OAS. O rozpoczęciu odbywania przez Lulę kary zadecydował brazylijski Sąd Najwyższy.

Partia Pracujących nadal popiera Lulę – prezydenta Brazylii w latach 2003-2010 – jako swojego kandydata w wyborach prezydenckich, które mają się odbyć 7 października. Zgodnie z brazylijskim kodeksem wyborczym nie mogą w nich startować kandydaci, którzy są skazani. Jednak adwokaci Luli argumentują, że ta reguła może być stosowana dopiero gdy oskarżony wykorzysta wszystkie możliwości apelacji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Malediwy: Aresztowano sędziów Sądu Najwyższego

Policja na Malediwach poinformowała we wtorek nad ranem o aresztowaniu przewodniczącego Sądu Najwyższego Abdullę Saeeda i innego sędziego tego sądu Ali Hameeda. Kryzys polityczny w tym wyspiarskim kraju na Oceanie Indyjskim zaostrza się.Jak głosi opublikowany na Twitterze komunikat policji, dwaj sędziowie zostali zatrzymani „w związku z toczącym się śledztwem”. Nie podano bliższych szczegółów, ani zarzutów przeciwko zatrzymanym.

Pozostali sędziowie Sądu Najwyższego mają być przetrzymywani w gmachu sądu. Policja wkroczyła do gmachu w poniedziałek wieczorem.

Wcześniej rząd zawiesił parlament (Madżlis) i wprowadził 15-dniowy stan wyjątkowy. Kilka godzin po jego ogłoszeniu policja aresztowała byłego prezydenta Maumuna Abdula Gajuma. Stojący na czele rządu w latach 1968-2008 Gajum to przyrodni brat obecnego przywódcy Abdulla Yameena.

Przedstawiciele opozycji uwolnieni z aresztu

Niepokoje rozpoczęły się po tym jak w piątek Sąd Najwyższy nakazał zwolnienie z aresztu przedstawicieli opozycji oraz uznał proces byłego prezydenta Mohameda Nasheeda za niekonstytucyjny. Wyrokowi nie podporządkował się rząd. Przez weekend na archipelagu trwały protesty opozycji, która wzywała społeczność międzynarodową do wsparcia wykonania orzeczenia Sądu Najwyższego.

Rząd nakazał armii stawić opór wszelkim posunięciom Sądu Najwyższego, mającym na celu obalenie władzy Yameena. Do wydarzeń na Malediwach odniósł się w poniedziałek Waszyngton. W oświadczeniu Białego Domu wezwano rząd w Male do „poszanowania rządów prawa, wolności wypowiedzi oraz demokratycznych instytucji”. Podobne oświadczenie opublikował Departament Stanu USA.

Napięcia polityczne już wpłynęły na turystykę, główne źródło dochodów Malediwów. Archipelag jest popularnym celem turystów; słynie z rajskich plaż, zabiegów spa oraz nurkowania.

SN zawiesił postępowanie kasacyjne ws. Mariusza Kamińskiego i innych b. szefów CBA

Troje sędziów Sądu Najwyższego zawiesiło rozpatrywanie sprawy kasacyjnej byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i trzech jego ówczesnych podwładnych, skazanych na więzienie za nielegalne działania w tzw. aferze gruntowej. Kasacja na niekorzyść Kamińskiego i pozostałych została zawieszona do momentu, aż Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie spór kompetencyjny między prezydentem a Sądem Najwyższym ws. prawa łaski: chodziło o odpowiedź na pytanie, czy sędziowie SN mogli podjąć uchwałę, w której stwierdzili, że prezydenckie prawo łaski stosuje się wyłącznie wobec prawomocnie skazanych. Jak uzasadnił swą dzisiejszą decyzję SN: formalne wszczęcie przez TK sprawy sporu kompetencyjnego powoduje zawieszenie postępowania kasacyjnego. Rozstrzygnięcie to – a domagali się go prokurator generalny Zbigniew Ziobro i obrońca Kamińskiego – oznacza, że wbrew pierwotnym planom Sąd Najwyższy nie zajmie się 9 sierpnia kasacją w całej sprawie.

Uzasadniając dzisiejszą decyzję, Sąd Najwyższy powołał się na art. 86 par. 1 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, który stanowi:

Wszczęcie postępowania przed Trybunałem powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny.
Ustawa o organizacji i trybie postępowania przed TK, art. 86 par. 1
Jak podkreślał w uzasadnieniu postanowienia sędzia SN Piotr Mirek: to nie stwierdzenie rzeczywistego sporu kompetencyjnego między organami decyduje o zawieszeniu postępowania, a tylko i wyłącznie samo formalne wszczęcie postępowania przez TK w sprawie sporu.

Sędzia zaznaczył, że TK ma wyłączne prawo do stwierdzenia, czy spór faktycznie istnieje, czy też ma „tylko charakter pozorny” – i do rozstrzygnięcia sporu.

Stąd merytoryczne wypowiadanie się przez SN w tym miejscu na temat tego, czy ten spór kompetencyjny istnieje, czy też nie, nie jest ani celowe, ani uprawnione – oświadczył sędzia Mirek.

To był precedens: Skazani na więzienie i ułaskawieni przez prezydenta przed ostatecznym rozstrzygnięciem

Przypomnijmy, w marcu 2015 roku Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – zastępcę Kamińskiego w CBA, a obecnie zastępcę ministra koordynatora – w pierwszej instancji na trzy lata więzienia m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA. Na kary po 2,5 roku więzienia skazano dwóch innych byłych członków kierownictwa CBA.

W listopadzie 2015 – zanim Sąd Okręgowy w Warszawie zbadał apelację – prezydent Andrzej Duda ułaskawił wszystkich czterech skazanych.

Był to precedens, bowiem nigdy wcześniej prezydent nie ułaskawił nikogo przed prawomocnym wyrokiem sądu.

Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu.
Konstytucja RP, art. 139

W marcu 2016 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił wyrok sądu rejonowego i wobec prezydenckiego aktu łaski prawomocnie umorzył sprawę.

Kasacje od tego złożyli do Sądu Najwyższego oskarżyciele posiłkowi – m.in. Piotr Ryba, który miał pośredniczyć we wręczeniu łapówki liderowi Samoobrony Andrzejowi Lepperowi, oraz rodzina Leppera. Część kasacji wnosiła o zwrot sprawy do sądu okręgowego – argumentowano, że „istotą prawa łaski jest całkowite lub częściowe uwolnienie skazanego od skutków karnych prawomocnego wyroku sądu”.

Prokuratura wniosła o oddalenie kasacji jako „oczywiście bezzasadnych”, a adwokaci ułaskawionych o pozostawienie ich bez rozpatrzenia.

Sędziowie SN: Prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych

W lutym tego roku trzech sędziów Sądu Najwyższego zadało pytanie prawne w tej sprawie, a rozpatrywanie kasacji odroczono do momentu udzielenia odpowiedzi.

31 maja w odpowiedzi na to pytanie siedmioro sędziów Sądu Najwyższego uznało, że prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych. Tym samym – uznali sędziowie – ułaskawienie byłego szefa i innych członków kierownictwa CBA „nie wywołuje skutków procesowych”.

Kasację ws. Kamińskiego i jego współpracowników wyznaczono na 9 sierpnia.

W czerwcu jednak marszałek Sejmu Marek Kuchciński wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego, by ten stwierdził m.in., „czy SN może dokonywać wiążącej interpretacji przepisów Konstytucji w związku z wykonywaniem przez Prezydenta RP prerogatywy” o akcie łaski i czy może decydować, czy akt ten został wykonany skutecznie.

W czwartek rzecznik SN Michał Laskowski poinformował, że w związku z tym do Sądu Najwyższego wpłynęło pismo prezes TK Julii Przyłębskiej, w którym informowała, że zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym badanie przez TK sporu kompetencyjnego powinno spowodować zawieszenie postępowania w SN, i prosiła o przesłanie „odpisu postanowienia o zawieszeniu postępowania przed SN”.

O zawieszenie postępowania przed Sądem Najwyższym z powodu sporu kompetencyjnego zwrócił się formalnie prokurator generalny Zbigniew Ziobro.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tymczasowy areszt dla b. prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie?

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie wystąpiła w piątek do Sądu Dyscyplinarnego dla sędziów o podjęcie uchwały o zezwoleniu na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Wniosek prokuratury ma związek z prowadzonym śledztwem dotyczącym przywłaszczenia co najmniej 17 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. W toku postępowania prokuratura zebrała niezbite dowody świadczące o tym, że ówczesny prezes brał udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przyjął korzyść majątkową o wartości co najmniej 376 300 złotych, uczestniczył w praniu brudnych pieniędzy oraz przekroczył swoje uprawnienia. Za te przestępstwa grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.

W toku śledztwa wyszły na jaw okoliczności wskazujące na niszczenie istotnych dla sprawy dowodów, tworzenie dowodów fałszywych, podżeganie do składania fałszywych zeznań i zastraszanie świadków.

Mechanizm przestępstwa

Według ustaleń prokuratury, ówczesny prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie brał w latach 2013-2016 udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która przywłaszczyła na szkodę Skarbu Państwa co najmniej 17 354 276 złotych. To suma zleconych przez Sąd Apelacyjny w Krakowie, a niewykonanych prac, za które ten sąd zapłacił.

Sąd Apelacyjny w Krakowie zawierał umowy z zewnętrznymi firmami na świadczenie usług, głównie w postaci analiz i opracowań. Każdorazowo był to koszt średnio kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zewnętrzne firmy zlecały jr następnie pracownikom Sądu Apelacyjnego w Krakowie, w tym jego prezesowi, wypłacając im każdorazowo kwoty od 1500 do 8000 złotych. Powstawał pewnego rodzaju „łańcuszek”.

Zlecenia miały charakter fikcyjny. Część firm powstała wyłącznie w celu podpisania umowy z sądem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: Ewakuacja sądu. Przesyłka z białym proszkiem i groźbami

Kilkaset osób ewakuowano z Sądu Okręgowego przy al. Solidarności w Warszawie. W przesyłce, która dotarła do sądu znajdował się niezidentyfikowany biały proszek oraz groźby pod adresem sędziów. Służby sprawdzają budynek. Informację o ewakuacji dostaliśmy na platformę Twoje Info.

Przesyłkę otworzono w budynku sądu przed godziną 12. W środku znajdował się biały proszek, groźby pod adresem konkretnych sędziów, a także informacja o możliwości podłożenia ładunków wybuchowych na terenie gmachu. O korespondencji zawiadomiono odpowiednie służby, które podjęły decyzję o ewakuacji budynku.

– Wszyscy pracownicy zostali ewakuowani i dziś już nie wrócą do pracy. Na miejscu pracuje straż pożarna, policja i sanepid. Ich działania potrwają co najmniej do godziny 16. – poinformowała Ewa Leszczyńska-Furtak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie.

W sumie budynek sądu musiało opuścić kilkaset osób.
Żródło info i foto: TVP.info

Były kurator Amber Gold przed komisją śledczą

Komisja śledcza ds. Amber Gold rozpoczęła przesłuchanie Marka Lipskiego, b. kuratora szefa Amber Gold Marcina P. We wtorek w dalszej kolejności komisja chce jeszcze przesłuchać dwoje sędziów: Janusza Korzeniowskiego i Annę Czaję.

To będą świadkowie, którzy będą zeznawać na okoliczność różnych postępowań karnych i wykonawczych toczonych w stosunku do Marcina P. W tych postępowaniach były nieprawidłowości. Będziemy chcieli więc ich pytać, jak wypełniali swoje obowiązki, jak ustalali pewne fakty oraz jakie wnioski z nich wyciągali – mówiła przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS).

W październiku 2008 r. Sąd Rejonowy w Malborku skazał Marcina P. w sprawie tzw. Multikasy, której był on współwłaścicielem. W latach 2002-2004 firma ta przyjmowała od klientów opłaty m.in. za prąd, gaz czy telefon. Po dwóch latach działalności pieniądze przestały jednak trafiać na konta elektrowni, gazowni itd.

Za przywłaszczenie 174 tys. zł sąd skazał wówczas Marcina P. na rok i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Karę warunkowo zawieszono na dwa lata pod warunkiem, że Marcin P. (solidarnie wraz z innymi współoskarżonymi) odda pieniądze około 500 klientom Multikasy. Kuratorem Marcina P., który miał pilnować wykonania przez niego wyroku sądu, został właśnie Lipski.

Śledztwo dotyczące działania kuratora wszczęła w sierpniu 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, na wniosek ministra sprawiedliwości. Stało się to po ujawnieniu afery Amber Gold, gdy w pomorskich sądach zaczęto badać sprawy z udziałem Marcina P.

Prokuratura ustaliła w śledztwie, że kurator w sporządzonej przez siebie dokumentacji potwierdził, że P. w całości wykonał orzeczenie sądu i naprawił wyrządzoną szkodę. Jednak według ustaleń śledczych, Marcin P. przedstawił kuratorowi dowody wpłat, z których wynikało, że wywiązał się z obowiązku jedynie wobec pięciu pokrzywdzonych.

Pod koniec kwietnia 2013 r. Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe umorzył tę sprawę. Sędzia Andrzej Wojtaszko tłumaczył, że „sąd nie oceniał wiarygodności materiałów dowodowych, ale dokonał oceny prawnej zarzutu”. W ocenie sądu materiał zgromadzony przez prokuraturę pozwalał na postawienie zarzutu z art. 231 kk tj. przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza, a prokuratura, zgodnie z art. 271 kk, przedstawiła zarzut poświadczenia nieprawdy w dokumencie – uzasadniał.

Po apelacji prokuratury stanowisko to podtrzymał gdański sąd okręgowy. Następnie kasację w tej sprawie wniósł prokurator generalny. Na początku 2014 r. Sąd Najwyższy nakazał jednak gdańskiemu sądowi ponownie rozpatrzyć sprawę kuratora. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, po tym jak sąd zwrócił jej sprawę, skierowała ponowny, uzupełniony akt oskarżenia przeciwko kuratorowi w grudniu 2015 r.

Kolejnym świadkiem, którego przesłucha we wtorek komisja śledcza ma być sędzia Janusz Korzeniowski. Jak podawały media, w 2006 r. jako sędzia Sądu Rejonowego w Kościerzynie (Pomorskie) sądził on Marcina P. w związku ze sprawą firmy Sampi (P. założył ją jeszcze w 2004 r.) udzielającej pożyczek na wysoki procent. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, na pożyczki liczyć mogły nawet osoby bezrobotne pod warunkiem, że wcześniej wniosły opłatę manipulacyjną w wysokości 80 zł. Obiecane pieniądze nie trafiały jednak na ich konta, podczas gdy opłata manipulacyjna przepadała.

Jak podawały media, Marcinowi P. zarzucono wówczas oszustwo wobec 10 osób na łącznie tysiąc złotych. Sędzia prowadzący tę sprawę skazał Marcina P. na grzywnę w wysokości tysiąca złotych, gdyż przyjął, że ma do czynienia z tzw. wypadkiem mniejszej wagi. Nie orzekł też obowiązku naprawienia szkody, czyli zwrotu pokrzywdzonym osobom pieniędzy. Według mediów nie uwzględnił ponadto faktu, że Marcin P. był już wtedy karany za jeszcze inne oszustwo, co powinno wpłynąć na zaostrzenie kary.

We wtorek komisja śledcza przesłucha też sędzię Sądu Okręgowego w Gdańsku Annę Czaję, która brała udział w postępowaniu dotyczącym Marcina P. ws. Amber Gold. Według mediów była ona przewodniczącą składu sędziowskiego podczas rozprawy we wrześniu 2012 r. ws. zażalenia złożonego przez pełnomocnika Marcina P. na decyzję sądu rejonowego o trzymiesięcznym areszcie dla prezesa Amber Gold.
Amber Gold kusiło wysokim oprocentowaniem inwestycji

Marcin P. założył firmę Amber Gold na początku 2009 r. i miała ona inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Według ustaleń w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukano w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Pierwszy zarzut oszustwa znacznej wartości wraz z wnioskiem o areszt wobec szefa Amber Gold Marcina P. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła pod koniec sierpnia 2012 r. Jesienią 2012 r. śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która w czerwcu 2015 r. sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold.
Żródło info i foto: RMF24.pl