10 tys. zł kary za happening artystów przed Sejmem. Sanepid odpuści ukaranym?

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje ws. dwóch uczestników happeningu przed Sejmem ws. wyborów 10 maja, którzy dostali po 10 tys. zł kary. Zdaniem RPO jest ona „rażąco surowa i niesprawiedliwa”. Jak dowiedział się polsatnews.pl, wniosków o ukaranie aktywistów było więcej. Inspektor sanitarna wstrzymała wydanie decyzji w ich sprawie i analizuje decyzje o już nałożonych karach. 6 maja, gdy Sejm zajmował się projektem ustawy ws. wyborów korespondencyjnych, ulicami Warszawy przeszła grupa artystów, która protestowała przeciwko głosowaniu 10 maja.

Ich działanie nawiązywało do akcji „List” Tadeusza Kantora z 1967 roku. Grupa dziesięciorga artystów sprzed gmachu Poczty Głównej przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie przeszła przed Sejm. Siedmioro z nich niosło 14-metrowy transparent wyglądający jak list. Był on opatrzony napisem „Żyć nie, umierać”.

– Starannie przygotowaliśmy się do tej akcji. Zachowywaliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa i dwumetrowe odstępy – powiedziała polsatnews.pl Marta Czyż, jedna z artystek.

„W notatce policyjnej było 2,36 m”

– Nam chciano dać mandaty po 100 zł za nielegalne zgromadzenie. Nie przyjęliśmy ich, bo byliśmy w pracy. Sprawa najpewniej wyląduje w sądzie – dodała.

Druga sprawa, to zachowanie odległości. Jak podkreśliła Czyż, w czasie happeningu policjanci zmierzyli odstępy pomiędzy uczestnikami zgromadzenia. Według jej relacji, w policyjnej notatce zapisano odległość 2,36 m.

Jednak w sobotę dwóch uczestników happeningu zostało ukaranych karą administracyjną w wysokości 10 tys. zł za „nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie”. Decyzję wydał sanepid na wniosek policji.

– W sobotę rano, przed godz. 10 usłyszałem dzwonienie i walenie policjantów do moich drzwi. Było dwóch funkcjonariuszy, przekazali mi pismo i poinformowali, że wszystko jest nagrywane – powiedział polsatnews.pl Paweł Żukowski. Jak dodał, z dokumentu dowiedział się, że został ukarany za nieprzestrzeganie dwumetrowego odstępu.

„Kara może zostać uznana za niezgodną z konstytucją”

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak zauważył, „z wszystkich relacji wynika, że uczestnicy akcji stosowali się do przepisów sanitarnych (obowiązek zachowania 2 metrów odstępu, obowiązek zasłaniania twarzy)”.

„Widać to też na opublikowanym przez dziennikarzy nagraniu. Tym bardziej sposób potraktowania tych obywateli przez przedstawicieli państwa musi budzić wątpliwości” – dodał.

RPO podkreślił, że „ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń oraz ograniczeń w przemieszczaniu się w związku z obowiązującym stanem epidemii”. Niemniej – zauważył – całkowity zakaz budzi wątpliwości, ponieważ może prowadzić w praktyce do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa do zgromadzeń.

„Kara nałożona przez Sanepid wydaje się w opisanej sytuacji rażąco surowa i niesprawiedliwa, a tym samym może zostać uznana za niezgodną z konstytucyjnym standardem określonym w art. 31 ust. 3 Konstytucji w związku z jej nieproporcjonalnością” – podkreślił Rzecznik.

Interwencje zapowiadają także politycy Lewicy. – Złożymy interpelację, pismo do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z prośbą o wyjaśnienie. Z filmów dostępnych w mediach społecznościowych widać, że uczestnicy zgromadzenia zachowywali odstęp – przekazała Magdalena Biejat z Partii Razem.

„Może je uchylić”

Jak dowiedział się polsatnews.pl, policjanci wystąpili o ukaranie nie dwóch, a kilku aktywistów protestujących z 6 maja. Powiatowa inspektor, Jadwiga Mędelewska, wstrzymała jednak decyzje ws. pozostałych wniosków – usłyszeliśmy od rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie Joanny Narożniak.

– Pani inspektor zajęła się osobiście wnioskami ws. ukaranych już osób. Może kary podtrzymać lub je uchylić – dodała Narożniak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Są wyniki sekcji zwłok Brunona Kwietnia

Są wyniki sekcji zwłok Brunona Kwietnia. Według prokuratury przyczyną śmierci mężczyzny był chorobowy krwotok wewnątrzczaszkowy podpajęczynówkowy, czyli rodzaj udaru mózgu spowodowany pęknięciem tętniaka. Ustalono także, że brak jest jakichkolwiek zmian urazowych w obrębie czaszki. Brunon Kwiecień był skazany za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na Sejm.

Jak podaje Onet, sekcja zwłok została przeprowadzono dziś rano w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

W kwietniu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał K. za winnego przygotowywania zamachu terrorystycznego na Sejm i skazał go na 9 lat więzienia. W pierwszej instancji K. został skazany na 13 lat więzienia.

Brunon K. odpowiadał przed sądem za przygotowywanie od lipca do listopada 2012 r. ataku terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, nakłanianie w 2011 r. dwóch studentów do przeprowadzenia zamachu oraz za nielegalne posiadanie broni i handel nią.

Według śledczych K., doktor chemii, ówczesny pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, zamierzał zdetonować w pobliżu Sejmu cztery tony materiałów wybuchowych na bazie saletry, umieszczonych w pojeździe wojskowym SKOT. Do eksplozji miało dojść podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i ministrów – w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu.

W procesie, który przed Sądem Okręgowym rozpoczął się w styczniu 2014 r., Brunon K. przyznał się do tego, że przygotowywał i opracowywał zamach na gmach Sejmu, natomiast nie poczuwał się do winy i twierdził, że był inspirowany przez osobę współpracującą z ABW.

Jako pierwsza o śmierci Brunona K. poinformowała „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nie żyje Brunon Kwiecień. Był skazany za przygotowywanie zamachu na Sejm

Brunon Kwiecień nie żyje – poinformowała we wtorek rzeczniczka prasowa Dyrektora Generalnego Służby Więziennej podpułkownik Elżbieta Krakowska. Mężczyzna został znaleziony we wtorek martwy na łóżku w swojej celi. „W ustaleniu przyczyn zgonu więźnia pomoże sekcja zwłok” – dodała rzeczniczka. Kwiecień kilka lat temu został skazany za przygotowywanie zamachu na Sejm. – Liczył, że w sierpniu wyjdzie na wolność na mocy warunkowego zwolnienia z odbywania kary. Nie skarżył się na żadne poważne problemy ze zdrowiem – powiedział w rozmowie z tvn24.pl jego obrońca, mecenas Maciej Burda.

Jak przekazała rzeczniczka w komunikacie, „6 sierpnia 2019 r. w Zakładzie Karnym Nr 1 we Wrocławiu ok. godziny 9.00 oddziałowy, podczas wypuszczania osadzonych do lekarza okulisty, zauważył, iż leżący na łóżku skazany Brunon K. nie daje oznak życia”. Zaznaczyła, że „funkcjonariusze bezzwłocznie przystąpili do akcji reanimacyjnej”, a „na miejsce natychmiast wezwano zespół pogotowania ratunkowego, który po kontynuacji akcji reanimacyjnej stwierdził zgon mężczyzny”.

„Służba Więzienna prowadzi własne czynności wyjaśniające”

Jak przekazała ppłk Krakowska, o śmierci powiadomiono policję i prokuraturę, „która prowadzi czynności w tej sprawie”. „Niezależnie od tego, jak zawsze w takich przypadkach, Służba Więzienna prowadzi własne czynności wyjaśniające. Dyrektor Okręgowy powołał komisję złożoną z funkcjonariuszy okręgowego inspektoratu SW we Wrocławiu, która pracuje na miejscu po to, aby wyjaśnić wszystkie szczegóły tego zdarzenia” – czytamy w komunikacie. Obecnie przyczyny śmierci Kwietnia nie są znane. „Z całą pewnością w ustaleniu przyczyn zgonu więźnia pomoże sekcja zwłok” – zaznaczyła rzeczniczka Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

„Liczył, że w sierpniu wyjdzie na wolność”

Według informacji tvn24.pl Brunon Kwiecień jeszcze kilka tygodni temu rozmawiał z Maciejem Burdą, swoim obrońcą w procesie o przygotowania do zamachu na Sejm oraz pełnomocnikiem w sprawie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez agentów ABW, którzy rozpracowywali Kwietnia. – Brunon Kwiecień liczył, że w sierpniu wyjdzie na wolność na mocy warunkowego zwolnienia z odbywania kary – powiedział mecenas Burda. – Wiele razy powtarzał, że nie zamierza popełnić samobójstwa – dodał adwokat. – Nie skarżył się na żadne poważne problemy ze zdrowiem. Cierpiał jedynie na dolegliwości związane z oczami – wyjaśnił. Jak przekazał, jego klient twierdził, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podżegali go do popełnienia kolejnych przestępstw: zamachu na ambasadę Izraela, zabójstwa ówczesnej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz, wysadzenia pomnika martyrologii żydowskiej oraz handlu bronią.

Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie. Sąd utrzymał tę decyzję w mocy.

19 kwietnia 2017 roku krakowski sąd apelacyjny zadecydował, że Brunon Kwiecień jest winny przygotowywania zamachu terrorystycznego na Sejm. Obniżył równocześnie wyrok 13 lat więzienia, który wymierzył w 2015 roku sąd I instancji i skazał Kwietnia na 9 lat więzienia. Na poczet kary zaliczył też okres, który mężczyzna spędził wcześniej w areszcie. Brunon Kwiecień odpowiadał przed sądem za przygotowywanie od lipca do listopada 2012 roku ataku terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, nakłanianie w 2011 roku dwóch studentów do przeprowadzenia zamachu oraz nielegalne posiadanie broni i handel nią.

Według śledczych Kwiecień, doktor chemii, ówczesny pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, zamierzał zdetonować w pobliżu Sejmu cztery tony materiałów wybuchowych na bazie saletry, umieszczone w pojeździe SKOT. Do eksplozji miało dojść podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i ministrów – w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu. W śledztwie Kwiecień przyznał się do tego, że przygotowywał i opracowywał zamach na gmach Sejmu, natomiast nie poczuwał się do winy i twierdził, że inspirowała go inna osoba. Nie przyznał się do podżegania studentów ani do posiadania broni i handlu nią.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Polacy chcą rozliczyć Kościół za nadużycia seksualne

Według sondażu Instytutu Badań Pollster przeprowadzonego na zlecenie „Super Expressu” większość polskiego społeczeństwa jest za powołaniem niezależnej od Kościoła komisji sejmowej, której zadaniem byłoby rozliczenie przypadków molestowania seksualnego przez księży oraz tuszowania ich.

Pytanie, które zadali respondentom autorzy ankiety, brzmiało: „Czy powinna powstać niezależna od Kościoła komisja, która wyjaśniałaby przypadki molestowania seksualnego przez księży i ukrywania takich sytuacji?”.

Większość Polaków za powstaniem niezależnej komisji

Wyniki sondażu nie pozostawiają żadnych wątpliwości – Polacy jak najbardziej popierają powołanie takiego organu. Za wyjaśnieniem wszelkich przypadków pedofilii w Kościele oraz ich tuszowania jest 84 procent ankietowanych. Za tym, że komisja taka nie powinna powstać, opowiedziało się zaledwie 9 procent respondentów. 7 procent zaś odpowiedziało, że „trudno powiedzieć”.

Ponadto sondaż wykazał, że 62 procent badanych twierdzi, iż ukrywanie tego rodzaju przestępstw przez wyższych hierarchów Kościoła Katolickiego było zjawiskiem powszechnym. Odmienne zdanie na ten temat ma jedynie 2 procent ankietowanych. Badanie zostało wykonane przez Instytut Badań Pollster w dniach 16 i 17 maja 2019 roku na próbie 1092 dorosłych Polaków.

Państwowa komisja

We wtorek na posiedzeniu rządu premier Morawiecki oświadczył, że powołana zostanie państwowa komisji do rozpoznawania tego rodzaju przypadków. Jednak szef rządu podkreślił, że będzie miała na celowniku wszystkie środowiska, m.in. kler, ale również artystów i nauczycieli.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Już wiadomo kto przekazał sekstaśmę oficerowi CBA

Były oficer CBA Wojciech J., twierdził dzisiaj w Sejmie, że na nagraniu z agencji towarzyskiej na Podkarpaciu rozpoznał marszałka Marka Kuchcińskiego. Jak ustaliła Wirtualna Polska, osobą która przekazała taśmę z filmem agentowi Biura jest był funkcjonariusz Straży Granicznej, krewny jednego z innych, czołowych polityków PiS.

Nie jestem zwolennikiem pojawiania się byłych agentów służb na publicznym forum i ujawniania kulis operacyjnej pracy. Rozumiem, że Wojciech J. pojawił się osobiście, by bronić swojego dobrego imienia. Według mnie, lepszym miejscem na tego typu wyznania jest prokuratura bądź sąd.

Podczas posiedzenia zespołu śledczego PO, były agent opowiadał dzisiaj politykom Platformy, o tym, że jak tylko przyszedł do służby, dostał od szefa CBA Ernesta Bejdy misję specjalną. I superuprawnienia. Facet, co prawda miał wcześniejsze doświadczenie w służbach, ale brzmiało to, jakby wygrał los na loterii.

Wcześniej się nie znali. Mieli spotkać się jedynie podczas naukowej rozmowy dotyczącej zagadnień problematyki straży granicznej. Ciekawe? Nieprawdaż? Praktycznie nikomu nieznany funkcjonariusz, bez polecenia, przychodzi do szefa CBA, a ten kieruje go na Podkarpacie i zleca szukanie haków na byłego szefa CBA Pawła Wojtunika.

Przełożeni funkcjonariusza nic nie wiedzą o jego misji. Wojciech J. ma od początku raportować jedynie do szefa CBA. – Bywałem w tygodniu u szefa CBA nawet kilka godzin dziennie. Nie musiałem mówić o tym swoim bezpośrednim przełożonym. Za swoją pracę byłem wysoko oceniany. Bardzo dobrze zarabiałem. Dostawałem nagrody po kilka tysięcy złotych – mówił dzisiaj Wojciech J. W dokumentach, przez długi czas, o jego misji nie ma śladu. Miał jedynie składać ustne meldunki do Bejdy, skądinąd zaufanego człowieka ministra koordynatora służb Mariusza Kamińskiego.

To właśnie Bejda, miał powiedzieć oficerowi CBA o taśmach. O 4 tysiącach nagrań z udziałem polityków i funkcjonariuszy. Miał mówić, by przy okazji rozpracowywania afery podkarpackiej, zbadał również ten wątek. – Dostałem zadanie, by znaleźć te taśmy na terenie Polski – mówił dzisiaj Wojciech J. Proceder kwitł od lat, a stali za nimi ukraińscy bracia, którzy w dziwnych okolicznościach dostali polskie obywatelstwo.

– Wcale się nie dziwię, że jak ktoś prowadzi dom publiczny, to nagrywa. To najłatwiejsze do utrzymania osób w szachu. Jeśli są to osoby ze świecznika, to można dowolnie je szantażować. Każdy, by tak robił. Nagrania sporządzano w hotelach, w których okamerowano dodatkowe pokoje. Na Podkarpaciu nie było tajemnicą, że w agencjach towarzyskich funkcjonowały studia nagrań. Funkcjonariusze nie chcieli tego ruszać bo z jednej strony to ich przerastało, a z drugiej sami korzystali z usług tych agencji – mówił dzisiaj Wojciech J.

Oficer dostaje od swojego Osobowego Źródła Informacji taśmę z nagraniem, na którym rozpoznaje obecnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który ma uprawiać seks z ukraińską prostytutką. Informacje przekazuje szefowi CBA. Ten, jak wynika z jego zeznań, nagranie ignoruje. Niedługo później, taśma znika z sejfu funkcjonariusza,

Wojciech J. nie chciał dzisiaj zdradzić kto mu przekazał taśmę. Chronił Osobowe Źródło Informacji (OZI). Powiedział tylko, że był to funkcjonariusz Straży Granicznej. A taśma, niejako wypłynęła przy okazji rozpracowywania innej sprawy. Takich spraw wówczas miało być ok. 25 na Podkarpaciu.

Jeśli wierzyć naszym informatorom – osoba, która pokazała nagranie na którym jest Marek Kuchciński, to krewny jednego z innych, czołowych polityków PiS. Ten polityk jest dzisiaj ważnym ministrem, od lat pełni czołową funkcję w ścisłym kierownictwie PiS. Taśmę nagrano w 2014/2015 roku, kiedy jeszcze Prawo i Sprawiedliwość nie było u władzy. A krewny wówczas właśnie pracował w Straży Granicznej na Podkarpaciu.
Źródło info i foto: wp.pl

Interwencja policji pod Sejmem uzasadniona. Zatrzymani usłyszeli zarzuty

Zachowanie policjantów pod Sejmem było profesjonalnie, zdecydowane i takie powinno być; mieliśmy do czynienia z sytuacją niezwykle dynamiczną, sytuacją, w której została naruszona nietykalność funkcjonariuszy publicznych – powiedział w sobotę PAP rzecznik KSP kom. Sylwester Marczak.

Zachowanie policjantów było profesjonalnie, zdecydowane i takie powinno być – powiedział w sobotę Marczak. Odniósł się tak do krytyki opozycji i niektórych mediów w sprawie piątkowej interwencji policji podczas protestów przed Sejmem przeciwników ustawy o SN.

Jeśli chodzi o działanie policjantów, przede wszystkim należy podkreślić, że mieliśmy do czynienia z sytuacją niezwykle dynamiczną. Sytuacją, w której została naruszona nietykalność funkcjonariuszy publicznych – podkreślił Marczak. Jak dodał, zatrzymano cztery osoby „nie za to, że protestowały, tylko za to, że zachowywały się agresywnie”.

Jeden z nich miał uderzyć policjanta, kolejne osoby miały szarpać policjanta i rzucać w nich przedmiotami. W takiej sytuacji wymaga się od policjantów zdecydowanego działania i takie zdecydowane działanie było. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że te osoby stawiały czynny i bierny opór, konieczne było użycie środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej i policjanci zrobili to w sposób zdecydowany i prawidłowy – oświadczył rzecznik KSP.

Jak zauważył, takiego zachowania wymaga się od policjantów w sytuacjach wyjątkowych, a taką sytuacja było zachowanie protestujących pod Sejmem. Gdyby te osoby zachowywały się zgodnie z prawem, nie byłoby konieczności interwencji policjantów – ocenił.

Marczak, odnosząc się do wypowiedzi świadków zdarzeń pod Sejmem dotyczących brutalnego potraktowania protestujących, mi.in. kopania ich przez policjantów, powiedział, że są to nieprawdziwe informacje. Ewidentnie widać to na nagraniach z interwencji policji dostępnych w mediach – zauważył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Zatrzymania podczas protestów przed Sejmem

Podczas piątkowego protestu przed Sejmem doszło do przepychanek manifestantów z policjantami. Mundurowi zatrzymali kilka osób, protestujących przeciwko nowelizacji ustawy o sądach. W piątek przed Sejmem zebrali się manifestanci protestujący przeciwko nowelizacji ustaw o sądach. Wieczorem, kilkoro z nich zaczęło kopać barierki oddzielające teren Sejmu od ulicy. Po kilku minutach takich osób było więcej. Protestujący, po pewnym czasie, próbowali sforsować bariery i przedostać się na teren Sejmu.

Wówczas kordon policji odsunął manifestujących na drugą stronę ulicy. Po chwili z tłumu mundurowi zabrali kilka osób.

Podczas zajść dwóch funkcjonariuszy odniosło obrażenia. – Jeden z nich ma uszkodzony bark, drugi z policjantów ma ranę ciętą na twarzy – poinformował TVP Info rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak. W obu wypadkach policjantom została udzielona pomoc medyczna.

Nowelizacje ustaw uchwalone

Sejm uchwalił w piątek po południu, przygotowaną przez PiS, nowelizację ustaw m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze. Wprowadza ona m.in. zmiany procedur wyboru I prezesa SN. Dotyczy też kwestii obsady stanowisk w tym sądzie.

Od środy przed Sejmem m.in. Obywatele RP, Ogólnopolski Strajk Kobiet i Komitet Obrony Demokracji organizowali demonstracje przeciw nowelizacji ustaw.
Źródło info i foto: TVP.info

Policja zbada sprawę nocnej napaści pod Sejmem

Policja prowadzi czynności w sprawie napaści na mężczyznę w namiocie organizacji Obywatele Solidarni w Akcji (OSA) ustawionym przed Sejmem. „Mężczyzna został uderzony w twarz, skradziono mu pieniądze” – powiedział w poniedziałek PAP nadkom. Robert Szumiata z komendy Warszawa-Śródmieście.

Do zdarzenia doszło około godziny 2.40 w nocy z niedzieli na poniedziałek.

– Napastnik bądź też napastnicy, bo tego na razie nie wiemy, uciekli. Prowadzimy w tej sprawie czynności. Mężczyzna złożył w tej sprawie zawiadomienie, będziemy analizować nagrania z monitoringu, starali się ustalić świadków. Wszystko po to, aby dowiedzieć się, kto dopuścił się tego przestępstwa – powiedział Szumiata.

Jak podał w poniedziałek Warszawski Strajk Kobiet, nieznani sprawcy weszli do namiotu Obywateli Solidarnych w Akcji i „zaatakowali Macieja Bajkowskiego, jednego z gospodarzy sejmowego miasteczka”. „Po uderzeniu go ciosem w twarz zabrano mu saszetkę z pieniędzmi i opróżniono skarbonkę, łącznie ponad 5000 złotych i powyżej 500 euro. Sam Maciej w wyniku napaści stracił dwa zęby” – poinformował Warszawski Strajk Kobiet.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Poseł Stanisław Gawłowski trafi do aresztu?

Sejm zdecyduje w czwartkowym głosowaniu, czy wyrazić zgodę na ewentualne zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie sekretarza generalnego i posła PO Stanisława Gawłowskiego – wynika z wstępnego harmonogramu prac Izby. Z wnioskiem o taką zgodę wystąpiła do Sejmu Prokuratura Krajowa. Pod koniec lutego rekomendację, by poprzeć wniosek śledczych, wydała w sprawie polityka Platformy, sejmowa komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych.

Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie, zamierza przedstawić Gawłowskiemu pięć zarzutów, w tym trzy o charakterze korupcyjnym. Chodzi o okres, gdy Gawłowski pełnił funkcję wiceministra ochrony środowiska w rządzie PO-PSL. Wówczas miał przyjąć, jako łapówkę co najmniej 175 tysięcy złotych w gotówce, a także dwa zegarki o wartości prawie 25 tysięcy złotych. Zarzuty, które prokuratura ma ogłosić posłowi, dotyczą też podżegania do wręczenia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych, a także ujawnienia informacji niejawnej oraz plagiatu pracy doktorskiej. Gawłowski w styczniu zrzekł się immunitetu. Aby możliwe było jego ewentualne zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie, potrzebna jest jednak zgoda Sejmu.

Podczas marcowej debaty w Sejmie poseł PO przekonywał, że wniosek prokuratury jest motywowany politycznie. „PiS od początku tej kadencji Sejmu robiło wszystko, co możliwe, aby doprowadzić do możliwości osadzenia w więzieniach swoich przeciwników politycznych. W pewien sposób ten wniosek jest ukoronowaniem całego procesu niszczenia polskiego systemu konstytucyjnego” – powiedział sekretarz generalny Platformy.

Wskazywał też, że zarzuty prokuratury zostały sformułowane na podstawie „pomówień” ludzi związanych z Prawem i Sprawiedliwością. „Główny świadek prokuratury to wasz działacz, członek PiS, który w roku 2014 został oskarżony o korupcję, a dopiero w roku 2016 przypomniał sobie, że w roku 2011, w trakcie kampanii wyborczej, jako członek PiS wręczył mi łapówkę. Po złożeniu tego kłamliwego pomówienia uzyskał status nadzwyczajnego świadka koronnego, czyli nadzwyczajne złagodzenie kary” – przekonywał Gawłowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Nielegalny handel alkoholem w polskim Sejmie?

W sejmowym barze sprzedawano alkohol bez koncesji – informuje „Wprost”. Do sytuacji miało dojść dwa tygodnie temu. Tygodnik dotarł do nagrania, na którym widać, jak mężczyzna zamawia whisky mimo braku koncesji w sejmowym barze „Za kratą”. Zamawiający płaci za niego kartą i nie dostaje paragonu. Po jego prośbie czeka dłuższą chwilę na wydruk, na którym widnieje napis „konsumpcja”, co stanowi kolejne złamanie prawa.

– W odpowiedzi na pytanie dotyczące sprzedaży napojów alkoholowych w lokalach sejmowych, uprzejmie wyjaśniam, że obecnie nikt nie posiada zezwoleń na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych w punktach pod tym adresem – mówi „Wprost” Marta Plasota, inspektor z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.
Źródło info i foto: onet.pl