Sąd skazał gang porywaczy

Mieszkał obok rodziny M., obserwował ich. Oni nigdy nie widzieli jego twarzy. Uznał, że są majętni. Przebrał się za policjanta, uprowadził żonę prezesa, a od niego zażądał ponad miliona euro. – To miało być najbardziej kulturalne porwanie w historii – mówił w sądzie. Było ostatnie, ale nie pierwsze. On i jego wspólnicy właśnie zostali skazani.

Marta M. została porwana przez grupę Grzegorza P. Za dnia, z ulicy przed własnym domem w małej miejscowości pod Bielskiem-Białą. To miasto i okolice były terenem działania gangu, a ona była jego czwartą ofiarą. Zatrzymała się swoim samochodem, bo wyglądali jak brygada antyterrorystyczna, w czarnych mundurach kupionych w sklepie z militariami, z naszywkami „policja” z internetu, atrapami karabinów. Za każdym razem się tak przebierali, by – jak wyjaśniał potem w sądzie P. – „porwanie wyglądało łagodnie”.

– To będzie najbardziej kulturalne porwanie w historii – zapowiedział swoim wspólnikom (powtórzył te słowa przed sądem).

Założyli Marcie czarny worek na głowę, rzucili na podłogę samochodu, wywieźli do wcześniej wynajętego domu w Bielsku i zamknęli w piwnicy z łóżkiem polowym, przenośną toaletą i zabitym blachą oknem. W podobnych warunkach przetrzymywali wszystkie ofiary.

– Nasłuchiwałam. Wymyślałam, czym się tu bronić, jak wkroczą. Miałam tylko plastikową butelkę po wodzie. Byli pod drzwiami, mieli włączone radio, raz po raz słyszałam otwieranie puszek. Co to za ludzie, co im może strzelić do głowy po tym piwie? Czy mi czegoś nie dosypią do wody, nie zgwałcą? – opowiadała reporterce tvn24.pl Marta M.

P. uspokajał ją, że nic jej się nie stanie, że chodzi tylko o kasę. Zażądał od jej męża Dariusza M. miliona euro, a potem jeszcze dwustu tysięcy euro za to, że powiadomił policję o zaginięciu żony. To był największy okup w historii polskiej policji. Dariusz M. był prezesem giełdowej spółki, ale nie miał takich pieniędzy w gotówce. Na szczęście miał przyjaciół. Pożyczył od nich część i przekazał porywaczom we współpracy z policją. Wcześniej, nocami, spisywał z funkcjonariuszami numery seryjne banknotów, a potem zapakował do plecaka i sam wyniósł je w miejsce wyznaczone w górach. Plecak był tak ciężki, a on tak się spieszył, że pozrywał sobie ścięgna. Nie wszystkie ofiary gangu P. zawiadomiły policję. Dariusz M. też bał się to zrobić. Jak mówił, P. groził mu, że wtedy nie zobaczy już swojej żony.

– Inne ofiary pewnie słyszały od P. to samo, co Marta: ja tu jestem tylko wykonawcą, zrobiłem co do mnie należało, ale moi szefowie wszystko obserwują, mają kontakty w policji. „Jeden dziki ruch i twój synek znika” – opowiadał reporterce tvn24.pl Dariusz M.

Jego żona została uwolniona po czterech dniach od porwania, a tydzień później zatrzymano P. i jego wspólników. 5 listopada 2019 roku, dwa lata od porwania Marty M., w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej zapadł wyrok.

Odzyskali trzy miliony złotych

Informację o wyroku kilka dni temu podała Prokuratura Krajowa, ponieważ to jej Śląski Wydział Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach prowadził śledztwo.

Akt oskarżenia dotyczył nie tylko porwań czterech ludzi w celu wymuszenia okupu, dokonanych w latach 2015 – 2017. Obejmował w sumie 48 przestępstw. Zarzuty postawiono czterem osobom. Wszyscy dostali kary bezwzględnego więzienia. Grzegorz P., uznany przez sąd za organizatora przestępczego procederu, został skazany na łączną karę 12 lat pozbawienia wolności. Jego wspólnicy: Janusz C. 5 lat i 6 miesięcy, Jacek S. na 4 lata, Sławomir G. na 2 lata i 11 miesięcy. Jak informuje Prokuratura Krajowa, oprócz kar pozbawienia wolności, „z uwagi na wyjątkowo bulwersujący charakter przestępstw oraz okoliczności ich popełnienia”, sprawcy dostali wysokie kary grzywny, mają także obowiązek naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia dla każdego pokrzywdzonego.

Sąd ustalił, że członkowie gangu za każdym działali podobnie: typowali osobę do porwania – głównym kryterium był stan majątkowy ofiary, obserwowali ją, rozpoznając jej codzienne zwyczaje i w dogodnym momencie, przebrani za policjantów, z atrapami broni palnej, porywali i więzili we wcześniej przygotowanej kryjówce. Następnie od członków rodzin żądali zapłaty okupu w kwotach od 50 tysięcy do 4 milionów złotych. Po otrzymaniu pieniędzy ofiary były wypuszczane. Policja odzyskała trzy miliony złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kara śmierci za przemyt fentanylu z Chin do Stanów

Sąd w Chinach skazał dziewięć osób za przemyt fentanylu do USA, w tym jedną na karę śmierci w zawieszeniu i dwie na dożywocie. Rozbicie szajki przedstawiono jako pierwszą taką sprawę, rozwiązaną dzięki współpracy organów ścigania z obu krajów.

Fentanyl jest syntetycznym opioidem, 50-krotnie silniejszym od heroiny. Ze względu na niską cenę często wykorzystywany jest do produkcji nielegalnych narkotyków. Odgrywa istotną rolę w tzw. kryzysie opioidowym w USA.

W 2017 r. odnotowano w tym kraju ponad 28 tys. zgonów z powodu przedawkowania syntetycznych opioidów. W większości fentanylu i substancji pokrewnych – wynika z danych amerykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC).

Amerykańskie służby antynarkotykowe wskazywały Chiny jako główne źródło fentanylu trafiającego do USA. Zaprzeczały temu władze chińskie, które twierdzą, że Stany Zjednoczone powinny robić więcej, by ograniczyć popyt na tę substancję. Prezydent USA Donald Trump zarzucił w sierpniu przywódcy Chin Xi Jinpingowi, że nie wypełnił obietnicy walki z fentanylem i zbliżonymi do niego substancjami.

Informacja o ukaraniu przemytników została ogłoszona w czasie, gdy oba kraje przygotowują się do podpisania wstępnej umowy, mającej zakończyć trwający od 16 miesięcy spór handlowy.

– Gang przemycający fentanyl i inne opioidy do USA za pośrednictwem kurierów został rozbity dzięki współpracy chińskich i amerykańskich organów ścigania – powiedział urzędnik Chińskiej Państwowej Komisji Kontroli Narkotyków Yu Haibin w mieście Xingtai na północy Chin, gdzie członkowie szajki byli sądzeni.

Jeden z nich usłyszał wyrok śmierci (w zawieszeniu na dwa lata). Wyroki takie z reguły zamieniane są na dożywocie. Dwaj inni członkowie gangu zostali skazani na dożywotnie pozbawienie wolności, a sześciu pozostałych otrzymało mniejsze kary.
Źródło info i foto: TVP.info

Rok więzienia za pomoc w porwaniu 3-latki i jej mamy

Sąd w Białymstoku skazał na rok więzienia mężczyznę, który pomógł ojcu 3-letniej Amelki w uprowadzeniu jej i jej mamy. Do porwania kobiety i jej córki doszło 7 marca na jednym z białostockich osiedli. Jak podawała policja, dwaj sprawcy wepchnęli 25-latkę i jej 3-letnią córkę do samochodu i odjechali. Kilkaset metrów dalej porzucili ciemnoniebieskiego citroena, którym uciekali i przesiedli się do kolejnego auta.

Jeszcze tego samego dnia po południu, w związku z zaginięciem dziecka, ogłoszony został tzw. Child Alert, opublikowany był również wizerunek matki dziecka, a dzień później zdjęcia męża porwanej kobiety – ojca dziecka. To on w Łomży wypożyczył samochód użyty do uprowadzenia.

Akcja poszukiwawcza trwała ponad dobę. Jak wynika z informacji ze śledztwa, następnego dnia między porywaczami doszło do kłótni w samochodzie. Z chwili nieuwagi skorzystała uprowadzona kobieta, która razem z córką uciekła porywaczom z auta. W okolicach Ostrołęki (Mazowieckie) zabrał je z drogi kierowca i zawiózł na policję.

W związku z tymi wydarzeniami zatrzymani zostali Cezary R., czyli ojciec dziecka – mąż 25-latki, oraz jego znajomy. To właśnie wobec tego drugiego mężczyzny zapadł we wtorek wyrok; przyznał się on do swojej roli w przestępstwie i opisał jego szczegóły. Zgodził się on na wyrok skazujący bez przeprowadzania rozprawy. Śledztwo w sprawie Cezarego R. wciąż trwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Paryż. Sąd skazał saudyjską księżniczkę. Kazała pobić robotnika

Paryski sąd uznał saudyjską księżniczkę, siostrę następcy tronu, za współwinną aktu przemocy z groźbą użycia broni oraz porwania robotnika remontującego jej apartament. Hassa bint Salman została skazana na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.

– Oskarżenia pana Ashrafa Eida są zmyślone – przekonuje prawnik księżniczki.

Francuska prokuratura oskarżyła księżniczkę Hassę bint Salman o to, że we wrześniu 2016 roku nakazała swojemu ochroniarzowi pobić mężczyznę zatrudnionego do remontu jej luksusowego apartamentu w Paryżu. Robotnik Ashraf Eid zeznał na policji, że ochroniarz księżniczki związał mu ręce, okładał go pięściami i kopał oraz zmusił go do pocałowania stóp Saudyjki, która oskarżyła go o filmowanie jej swoim telefonem. Zabrano mu też narzędzia. Według relacji Eida podczas gdy on był bity, Hassa – córka króla Arabii Saudyjskiej Salmana – mówiła mu, że „zobaczy, jak trzeba się zwracać do księżniczki, jak się odzywa do rodziny królewskiej”.

„Oskarżenia są zmyślone”

43-letnia Hassa, siostra następcy saudyjskiego tronu Muhammada ibn Salmana, utrzymuje, że jest niewinna. Przed rozpoczęciem rozprawy jej prawnik przekonywał, że całe dochodzenie w sprawie oparte było na fałszerstwach. Po ogłoszeniu wyroku zapowiedział apelację. – Nie doszło do żadnej kradzieży, a tym bardziej do aktów przemocy. Wszystkie ustalenia śledczych, zaświadczenia lekarskie wskazują, że oskarżenia składane przez pana Eida są zmyślone – przekonywał w czwartek adwokat. Sąd uwierzył jednak pobitemu. Oprócz 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, wyrok przewiduje także karę finansową – 10 tysięcy euro. Ochroniarz otrzymał wyrok ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 5 tysięcy euro grzywny. Księżniczka, za którą francuski sąd wydał międzynarodowy list gończy, nie była obecna na ogłoszeniu wyroku. Jej prawnik wielokrotnie powtarzał w trakcie procesu, że Hassa oferowała udział w rozprawie sądowej za pośrednictwem wideokonferencji.

Królewskie problemy z prawem

W Arabii Saudyjskie księżniczka Hassa jest kojarzona z działalnością charytatywną oraz aktywizmem na rzecz praw kobiet. Jak pisze BBC, księżniczka opuściła Francję niedługo po zdarzeniu, za które została skazana i powróciła do ojczyzny. W marcu 2018 roku Reuters informował, że w grudniu 2017 roku francuski sąd wydał za księżniczką międzynarodowy list gończy, zmuszając ją w ten sposób do pozostania w Arabii Saudyjskiej. Nie po raz pierwszy saudyjska rodzina królewska popadła we Francji w konflikt z prawem. W 2013 roku sąd nakazał konfiskatę francuskich aktywów księżniczki Mahy al-Sudairi, żony byłego ministra spraw wewnętrznych Muhammada ibn Najifa ibn Abd al-Aziza, na uregulowanie niezapłaconych rachunków za pobyt w luksusowym hotelu, opiewających na blisko 6 mln euro.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Australia: Sąd zdecydował ws. niedożywienia 19-miesięcznego dziecka. Dziewczynka była na „konserwatywnej diecie wegańskiej”

Australijską parę, która poddała swoje dziecko ścisłej, wegańskiej diecie skazał sąd w Sydney. Sędzia uznała dietę wybraną przez rodziców 3-letniej dziś dziewczynki za „całkowicie nieodpowiednią”. Para uniknęła kary więzienia. Będą się spotykać ze swoimi dziećmi pod ścisłym nadzorem. Dziewczynka trafiła do szpitala w marcu 2018 r., kiedy jej matka zadzwoniła po pogotowie po napadzie drgawek, który wystąpił u jej córki.

Okazało się wtedy, że jej córka jest poważnie niedożywiona. Do szpitala w Sydney trafiła z sinymi ustami, zimnymi dłońmi i stopami, niskim poziomem cukru we krwi i niewielkim napięciem mięśniowym.

Dziecko miało wyglądać na trzymiesięczne i nie miało w ogóle zębów. Jak podano w raporcie medycznym, dziewczynka była na „konserwatywnej diecie wegańskiej”, która obejmowała m.in. owies z oliwą z oliwek, warzywa, mleko ryżowe i ziemniaki. Lekarze ustalili, że pacjentka cierpiała na krzywicę czyli zapalenie kręgosłupa, chorobę powodującą zmiany w układzie kostnym i zaburzenia rozwojowe.

Dziewczynka mieszka u swojej ciotki

Trzyletnia dziewczynka została zabrana z rodziny zastępczej i mieszka z rodzeństwem u ciotki w australijskim stanie Queensland.

Sędzia z Sydney, która w czwartek, 22 sierpnia wydała wyrok w tej sprawie, skrytykowała rodziców, którzy w grudniu ubiegłego roku przyznali się do winy. Sędzia zwróciła uwagę, że „całkowicie nieodpowiednia” dieta spowodowała poważne zaburzenia w rozwoju dziecka.

– Obowiązkiem każdego rodzica jest zapewnienie zrównoważonej diety, która będzie zawierać wystarczającą ilość niezbędnych składników odżywczych dla optymalnego rozwoju – powiedziała sędzia Sarah Huggett.

Proces rodziców dziewczynki, 35-letniego mężczyzny i 33-letniej kobiety rozpoczął się w maju tego roku. Rodzice zostali skazani na 18 miesięcy intensywnego nadzoru i 300 godzin pracy społecznej, ale uniknęli więzienia. Groziło im pięć lat odosobnienia.

Para będzie mieć nadzorowany dostęp do swoich dzieci.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bagdad: Sąd skazał trzech Francuzów, którzy działali w szeregach ISIS

Sąd w Bagdadzie skazał w niedzielę na karę śmierci trzech obywateli Francji, którzy przyłączyli się do działającej w Iraku i Syrii ekstremistycznej organizacji zbrojnej Państwo Islamskie – poinformował rzecznik irackiego wymiaru sprawiedliwości.

Wyrok nie jest prawomocny. Według rzecznika, który rozmawiał z korespondentami agencji prasowych na zasadzie nieujawniania jego tożsamości, skazani znajdowali się w grupie 13 francuskich obywateli, przekazanych Irakowi w styczniu przez sprzymierzone z USA Syryjskie Siły Demokratyczne.

Podczas wizyty w Paryżu w lutym prezydent Iraku Barham Salih oświadczył, że wszystkich 13 Francuzów będzie sądzonych zgodnie z prawem irackim. Na razie nie jest jasne, jak na niedzielny wyrok zareaguje Francja, która zniosła u siebie karę śmierci blisko 40 lat temu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stanisław K. został skazany na 7 lat więzienia za wykorzystywanie seksualne córki

Stanisław K. (47 l.) z Ubieszyna (woj. podkarpackie) zgotował swojej córce piekło na ziemi! Gdy dziewczynka była jeszcze dzieckiem , zaczął ją gwałcić. Rzeszowski sąd skazał właśnie zwyrodniałego ojca na siedem lat więzienia.

Gdy policjanci wyciągnęli Stanisława K. z domu, sąsiedzi nie mieli pojęcia dlaczego został aresztowany. Dopiero jakiś czas później wieś obiegła informacja, że mężczyzna, który mieszkał z żoną i piątką dzieci miał dopuszczać się gwałtów na najstarszej córce.

– „To niemożliwe. Staszek do dobry chłop” – powątpiewali ludzie.

Dziewczyna przez siedem lat milczała. W końcu nie wytrzymała i zgłosiła się na policję. Śledczy natychmiast wszczęli dochodzenie, które potwierdziło jej słowa. Funkcjonariusze znaleźli niepodważalne dowody na to, że w domu rodziny K. dochodziło do dramatycznych scen, których dziecko nigdy nie powinno doświadczyć.

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia zarzucając Stanisławowi K., że od 2009 do października 2016 r. wielokrotni gwałcił na córkę. W 2018 r. mężczyzna został skazany zaledwie na pięć lat więzienia! Ten wyrok zaskarżył oskarżyciel, a teraz Sąd Apelacyjny w Rzeszowie zwiększył karę dla zwyrodnialca.Choć obrońca Stanisława K. również nie zgadzał się z karą i chciał mniejszego wyroku!

– Został skazany na siedem lat pozbawienia wolności, ma też zapłacić córce 30 tys. zł zadośćuczynienia i ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość nie mniejszą niż 50 m – informuje Piotr Moskwa, rzecznik Sądu Apelacyjnego.

– Alicja (imię zmienione) już tu nie mieszka. Wyprowadziła się. Mam nadzieję, że ułożyła sobie życie z dala od tego domu. To taka dobra dziewczyna była. Zawsze mówiła „Dzień dobry” i się kłaniała. Często ją widziałam, jak pracowała w ogródku. Dbała o to swoje rodzeństwo. Aż ciężko uwierzyć, co przeżywała, co tak długo ukrywała – mówi jedna z sąsiadek rodziny K.
Źródło info i foto: se.pl

USA: Wykonano dwie kary śmierci

Dwie kary śmierci zostały wykonane w czwartek w Stanach Zjednoczonych. W Alabamie stracony został 42-letni Michael Samra, natomiast w Tennessee uśmiercono 68-letniego Donnie Johnsona. Samra otrzymał śmiertelny zastrzyk 20 lat po wyroku sądu, który skazał go na śmierć za to, iż w 1997 roku wraz ze swoim przyjecielem zabił jego ojca, partnerkę życiową ojca i jej dwie córki – dziewczynki sześcio i siedmioletnią. Zabójstwo zostało dokonane w wyniku konfliktu o używanie samochodu pickup.

Prokurator dowiódł, że obaj zabójcy zastrzelili ojca jednego z nich i jego partnerkę, natomiast dziewczynki zostały zabite kuchennym nożem. Donnie Johnson także dostał zastrzyk z trucizną. Na śmierć został skazany w 1985 roku za to, iż rok wcześniej udusił swoją żonę plastikowym workiem na śmieci.

Przewiózł następnie ciało kobiety do pobliskiego centrum handlowego, gdzie je zostawił. Następnego dnia rano poprosił kierownika sklepu o pomoc w poszukiwaniu żony, która dzień wcześniej „zaginęła”. Zwłoki zostały znalezione na tyłach sklepowego magazynu.

Johnson do ostatnich chwil życia nie przyznał się do winy. Samra i Johnson to szósta i siódma osoba w tym roku w USA, na których został wykonany wyrok śmierci.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Łódź: Jest wyrok w sprawie brutalnego zabójstwa 20-latki

W piątek Sąd Okręgowy w Łodzi na karę dożywotniego więzienia skazał 31-letniego Artura W., oskarżonego o brutalne zabójstwo 20-letniej kobiety. Ukryte w wersalce ciało ofiary znaleziono dopiero po dziewięciu dniach.

O wyroku poinformował sędzia Paweł Sydor, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi. Na wniosek pełnomocnika siostry i brata zamordowanej kobiety, proces w tej sprawie toczył się z wyłączeniem jawności. Wyrok jest nieprawomocny. Skazanemu przysługuje prawo do apelacji.

Zwłoki skrępowane sznurem

Według ustaleń Prokuratury Okręgowej w Łodzi, zgłoszenie o zaginięciu kobiety wpłynęło do policji 17 sierpnia 2017 roku. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli; kobieta dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera – Artura W. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta została w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Policja znalazła ciało kobiety dopiero 26 sierpnia – w mieszkaniu wynajmowanym przez Artura W. na łódzkim osiedlu Teofilów. Skrępowane sznurem zwłoki, będące już w stanie zaawansowanego rozkładu, były ukryte w wersalce. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

Awantura i szarpanina

Sprawa zabójstwa 20-latki została objęta nadzorem przez komendanta głównego policji. Prokuratura wydała list gończy za Arturem W. Po kilku dniach został on zatrzymany w Koszalinie.

Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu zabójstwa. Wyjaśnił, że pomiędzy nim a 20-latką doszło do awantury i szarpaniny, w trakcie której zaczął dusić pokrzywdzoną. Kiedy kobieta przestała dawać oznaki życia, ukrył jej ciało w wersalce. Po pewnym czasie, aby mieć pewność, że ofiara nie żyje, zakleił jej usta taśmą, związał nogi, a na głowę założył worek foliowy i związał go sznurkiem. Włożył ciało do pojemnika na pościel, przykrył je kołdrą i zamknął w wersalce.

Na wersalce umieścił drugą kanapę. Następnie pojechał z synem kobiety do Zduńskiej Woli, gdzie mieszkała siostra ofiary i przekazał jej dziecko mówiąc, że 20-latka nie jest w stanie zająć się chłopcem z uwagi na dolegliwości, po czym wyjechał z miasta. Od tego momentu ukrywał się w różnych miastach na terenie Polski.

W toku śledztwa podejrzanego poddano obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu był on poczytalny. Mężczyzna był już wcześniej karany, m.in. za gwałt i uszkodzenie ciała. Wyroki skazujące zapadły w Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Źródło info i foto: interia.pl

Tomasz Komenda twarzą w twarz z sędzią, który go skazał

Tomasz Komenda (43 l.) będzie walczył w sądzie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne osadzenie w więzieniu na 18 lat. Czy na jego wysokość będzie miał wpływ ten sam sędzia, który posłał niewinnego za kraty? Niestety, tak może się stać, bo sprawą zajmie się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Dokładnie Wydział III Karny. Przewodniczy mu sędzia Mariusz Wiązek (54 l.). To on niesłusznie skazał Tomasza Komendę w 2003 r. na 15 lat więzienia! Jeśli nie wyłączy się z postępowania, będzie mógł orzekać także w tej sprawie.

– To paradoks, bo przecież ten sędzia był w składzie, który zmienił kwalifikację prawną czynu i skazał Tomasza Komendę na karę wyższą o 3 lata niż wnioskował prokurator! Teraz jego wydział zajmie się zadośćuczynieniem i odszkodowaniem. Musimy jednak tu złożyć wniosek. Taka jest procedura. Mógłbym się odwoływać do Sądu Najwyższego o zmianę miejsca, ale to wydłużyłoby postępowanie o pół roku, a ono i tak długo trwa – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski (69 l.), adwokat i były minister sprawiedliwości, reprezentujący poszkodowanego.

Niezależnie od decyzji sędziego Wiązka sprawa trafi do wydziału, w którym pracują jego podwładni i to też budzi duże wątpliwości. – Tomek jest uczulony na wrocławski sąd. Wcale mu się nie dziwię. Doznał tu wielkiej krzywdy – twierdzi Ćwiąkalski.

– Sędzia Wiązek, jeśli zostanie w losowaniu przydzielony do sprawy, będzie mógł złożyć wniosek o wyłączenie z postępowania. Tak zrobił ostatnio w sprawie Norberta B. i Ireneusza M. oskarżonych o zbrodnie w Miłoszycach, czyli w sprawie, za którą odpowiadał… Tomasz Komenda. Los przewrotnie mu ją przydzielił – uważa sędzia Marek Poteralski (52 l.), rzecznik Sądu Okręgowego.

To nie jedyna sądowa pułapka, która czeka na Tomasza Komendę. W razie zasądzenia zbyt małego zadośćuczynienia, będzie miał prawo się odwołać – trafi jednak z deszczu pod rynnę. Jego sprawą zajmie się bowiem Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który podwyższył wyrok skazujący go z 15 na 25 lat więzienia!

Idzie o ponad 18 milionów złotych

Mecenas Tomasza Komendy będzie żądał od państwa w sumie ponad 18 milionów złotych dla swojego klienta. – Po milionie zadośćuczynienia za każdy rok pobytu w więzieniu i kilkaset tysięcy złotych odszkodowania, które wylicza się na podstawie wynagrodzenia, jakie mógł utracić podczas niesłusznego osadzenia w zakładzie karnym – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski. Dziś Tomasz Komenda dostaje od premiera rentę specjalną w wysokości 4 tysięcy złotych brutto. Ostatnio po apelu Faktu premier przedłużył wydawanie świadczenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl