Paryż. Sąd skazał saudyjską księżniczkę. Kazała pobić robotnika

Paryski sąd uznał saudyjską księżniczkę, siostrę następcy tronu, za współwinną aktu przemocy z groźbą użycia broni oraz porwania robotnika remontującego jej apartament. Hassa bint Salman została skazana na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.

– Oskarżenia pana Ashrafa Eida są zmyślone – przekonuje prawnik księżniczki.

Francuska prokuratura oskarżyła księżniczkę Hassę bint Salman o to, że we wrześniu 2016 roku nakazała swojemu ochroniarzowi pobić mężczyznę zatrudnionego do remontu jej luksusowego apartamentu w Paryżu. Robotnik Ashraf Eid zeznał na policji, że ochroniarz księżniczki związał mu ręce, okładał go pięściami i kopał oraz zmusił go do pocałowania stóp Saudyjki, która oskarżyła go o filmowanie jej swoim telefonem. Zabrano mu też narzędzia. Według relacji Eida podczas gdy on był bity, Hassa – córka króla Arabii Saudyjskiej Salmana – mówiła mu, że „zobaczy, jak trzeba się zwracać do księżniczki, jak się odzywa do rodziny królewskiej”.

„Oskarżenia są zmyślone”

43-letnia Hassa, siostra następcy saudyjskiego tronu Muhammada ibn Salmana, utrzymuje, że jest niewinna. Przed rozpoczęciem rozprawy jej prawnik przekonywał, że całe dochodzenie w sprawie oparte było na fałszerstwach. Po ogłoszeniu wyroku zapowiedział apelację. – Nie doszło do żadnej kradzieży, a tym bardziej do aktów przemocy. Wszystkie ustalenia śledczych, zaświadczenia lekarskie wskazują, że oskarżenia składane przez pana Eida są zmyślone – przekonywał w czwartek adwokat. Sąd uwierzył jednak pobitemu. Oprócz 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, wyrok przewiduje także karę finansową – 10 tysięcy euro. Ochroniarz otrzymał wyrok ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 5 tysięcy euro grzywny. Księżniczka, za którą francuski sąd wydał międzynarodowy list gończy, nie była obecna na ogłoszeniu wyroku. Jej prawnik wielokrotnie powtarzał w trakcie procesu, że Hassa oferowała udział w rozprawie sądowej za pośrednictwem wideokonferencji.

Królewskie problemy z prawem

W Arabii Saudyjskie księżniczka Hassa jest kojarzona z działalnością charytatywną oraz aktywizmem na rzecz praw kobiet. Jak pisze BBC, księżniczka opuściła Francję niedługo po zdarzeniu, za które została skazana i powróciła do ojczyzny. W marcu 2018 roku Reuters informował, że w grudniu 2017 roku francuski sąd wydał za księżniczką międzynarodowy list gończy, zmuszając ją w ten sposób do pozostania w Arabii Saudyjskiej. Nie po raz pierwszy saudyjska rodzina królewska popadła we Francji w konflikt z prawem. W 2013 roku sąd nakazał konfiskatę francuskich aktywów księżniczki Mahy al-Sudairi, żony byłego ministra spraw wewnętrznych Muhammada ibn Najifa ibn Abd al-Aziza, na uregulowanie niezapłaconych rachunków za pobyt w luksusowym hotelu, opiewających na blisko 6 mln euro.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Australia: Sąd zdecydował ws. niedożywienia 19-miesięcznego dziecka. Dziewczynka była na „konserwatywnej diecie wegańskiej”

Australijską parę, która poddała swoje dziecko ścisłej, wegańskiej diecie skazał sąd w Sydney. Sędzia uznała dietę wybraną przez rodziców 3-letniej dziś dziewczynki za „całkowicie nieodpowiednią”. Para uniknęła kary więzienia. Będą się spotykać ze swoimi dziećmi pod ścisłym nadzorem. Dziewczynka trafiła do szpitala w marcu 2018 r., kiedy jej matka zadzwoniła po pogotowie po napadzie drgawek, który wystąpił u jej córki.

Okazało się wtedy, że jej córka jest poważnie niedożywiona. Do szpitala w Sydney trafiła z sinymi ustami, zimnymi dłońmi i stopami, niskim poziomem cukru we krwi i niewielkim napięciem mięśniowym.

Dziecko miało wyglądać na trzymiesięczne i nie miało w ogóle zębów. Jak podano w raporcie medycznym, dziewczynka była na „konserwatywnej diecie wegańskiej”, która obejmowała m.in. owies z oliwą z oliwek, warzywa, mleko ryżowe i ziemniaki. Lekarze ustalili, że pacjentka cierpiała na krzywicę czyli zapalenie kręgosłupa, chorobę powodującą zmiany w układzie kostnym i zaburzenia rozwojowe.

Dziewczynka mieszka u swojej ciotki

Trzyletnia dziewczynka została zabrana z rodziny zastępczej i mieszka z rodzeństwem u ciotki w australijskim stanie Queensland.

Sędzia z Sydney, która w czwartek, 22 sierpnia wydała wyrok w tej sprawie, skrytykowała rodziców, którzy w grudniu ubiegłego roku przyznali się do winy. Sędzia zwróciła uwagę, że „całkowicie nieodpowiednia” dieta spowodowała poważne zaburzenia w rozwoju dziecka.

– Obowiązkiem każdego rodzica jest zapewnienie zrównoważonej diety, która będzie zawierać wystarczającą ilość niezbędnych składników odżywczych dla optymalnego rozwoju – powiedziała sędzia Sarah Huggett.

Proces rodziców dziewczynki, 35-letniego mężczyzny i 33-letniej kobiety rozpoczął się w maju tego roku. Rodzice zostali skazani na 18 miesięcy intensywnego nadzoru i 300 godzin pracy społecznej, ale uniknęli więzienia. Groziło im pięć lat odosobnienia.

Para będzie mieć nadzorowany dostęp do swoich dzieci.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bagdad: Sąd skazał trzech Francuzów, którzy działali w szeregach ISIS

Sąd w Bagdadzie skazał w niedzielę na karę śmierci trzech obywateli Francji, którzy przyłączyli się do działającej w Iraku i Syrii ekstremistycznej organizacji zbrojnej Państwo Islamskie – poinformował rzecznik irackiego wymiaru sprawiedliwości.

Wyrok nie jest prawomocny. Według rzecznika, który rozmawiał z korespondentami agencji prasowych na zasadzie nieujawniania jego tożsamości, skazani znajdowali się w grupie 13 francuskich obywateli, przekazanych Irakowi w styczniu przez sprzymierzone z USA Syryjskie Siły Demokratyczne.

Podczas wizyty w Paryżu w lutym prezydent Iraku Barham Salih oświadczył, że wszystkich 13 Francuzów będzie sądzonych zgodnie z prawem irackim. Na razie nie jest jasne, jak na niedzielny wyrok zareaguje Francja, która zniosła u siebie karę śmierci blisko 40 lat temu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stanisław K. został skazany na 7 lat więzienia za wykorzystywanie seksualne córki

Stanisław K. (47 l.) z Ubieszyna (woj. podkarpackie) zgotował swojej córce piekło na ziemi! Gdy dziewczynka była jeszcze dzieckiem , zaczął ją gwałcić. Rzeszowski sąd skazał właśnie zwyrodniałego ojca na siedem lat więzienia.

Gdy policjanci wyciągnęli Stanisława K. z domu, sąsiedzi nie mieli pojęcia dlaczego został aresztowany. Dopiero jakiś czas później wieś obiegła informacja, że mężczyzna, który mieszkał z żoną i piątką dzieci miał dopuszczać się gwałtów na najstarszej córce.

– „To niemożliwe. Staszek do dobry chłop” – powątpiewali ludzie.

Dziewczyna przez siedem lat milczała. W końcu nie wytrzymała i zgłosiła się na policję. Śledczy natychmiast wszczęli dochodzenie, które potwierdziło jej słowa. Funkcjonariusze znaleźli niepodważalne dowody na to, że w domu rodziny K. dochodziło do dramatycznych scen, których dziecko nigdy nie powinno doświadczyć.

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia zarzucając Stanisławowi K., że od 2009 do października 2016 r. wielokrotni gwałcił na córkę. W 2018 r. mężczyzna został skazany zaledwie na pięć lat więzienia! Ten wyrok zaskarżył oskarżyciel, a teraz Sąd Apelacyjny w Rzeszowie zwiększył karę dla zwyrodnialca.Choć obrońca Stanisława K. również nie zgadzał się z karą i chciał mniejszego wyroku!

– Został skazany na siedem lat pozbawienia wolności, ma też zapłacić córce 30 tys. zł zadośćuczynienia i ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość nie mniejszą niż 50 m – informuje Piotr Moskwa, rzecznik Sądu Apelacyjnego.

– Alicja (imię zmienione) już tu nie mieszka. Wyprowadziła się. Mam nadzieję, że ułożyła sobie życie z dala od tego domu. To taka dobra dziewczyna była. Zawsze mówiła „Dzień dobry” i się kłaniała. Często ją widziałam, jak pracowała w ogródku. Dbała o to swoje rodzeństwo. Aż ciężko uwierzyć, co przeżywała, co tak długo ukrywała – mówi jedna z sąsiadek rodziny K.
Źródło info i foto: se.pl

USA: Wykonano dwie kary śmierci

Dwie kary śmierci zostały wykonane w czwartek w Stanach Zjednoczonych. W Alabamie stracony został 42-letni Michael Samra, natomiast w Tennessee uśmiercono 68-letniego Donnie Johnsona. Samra otrzymał śmiertelny zastrzyk 20 lat po wyroku sądu, który skazał go na śmierć za to, iż w 1997 roku wraz ze swoim przyjecielem zabił jego ojca, partnerkę życiową ojca i jej dwie córki – dziewczynki sześcio i siedmioletnią. Zabójstwo zostało dokonane w wyniku konfliktu o używanie samochodu pickup.

Prokurator dowiódł, że obaj zabójcy zastrzelili ojca jednego z nich i jego partnerkę, natomiast dziewczynki zostały zabite kuchennym nożem. Donnie Johnson także dostał zastrzyk z trucizną. Na śmierć został skazany w 1985 roku za to, iż rok wcześniej udusił swoją żonę plastikowym workiem na śmieci.

Przewiózł następnie ciało kobiety do pobliskiego centrum handlowego, gdzie je zostawił. Następnego dnia rano poprosił kierownika sklepu o pomoc w poszukiwaniu żony, która dzień wcześniej „zaginęła”. Zwłoki zostały znalezione na tyłach sklepowego magazynu.

Johnson do ostatnich chwil życia nie przyznał się do winy. Samra i Johnson to szósta i siódma osoba w tym roku w USA, na których został wykonany wyrok śmierci.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Łódź: Jest wyrok w sprawie brutalnego zabójstwa 20-latki

W piątek Sąd Okręgowy w Łodzi na karę dożywotniego więzienia skazał 31-letniego Artura W., oskarżonego o brutalne zabójstwo 20-letniej kobiety. Ukryte w wersalce ciało ofiary znaleziono dopiero po dziewięciu dniach.

O wyroku poinformował sędzia Paweł Sydor, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi. Na wniosek pełnomocnika siostry i brata zamordowanej kobiety, proces w tej sprawie toczył się z wyłączeniem jawności. Wyrok jest nieprawomocny. Skazanemu przysługuje prawo do apelacji.

Zwłoki skrępowane sznurem

Według ustaleń Prokuratury Okręgowej w Łodzi, zgłoszenie o zaginięciu kobiety wpłynęło do policji 17 sierpnia 2017 roku. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli; kobieta dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera – Artura W. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta została w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Policja znalazła ciało kobiety dopiero 26 sierpnia – w mieszkaniu wynajmowanym przez Artura W. na łódzkim osiedlu Teofilów. Skrępowane sznurem zwłoki, będące już w stanie zaawansowanego rozkładu, były ukryte w wersalce. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

Awantura i szarpanina

Sprawa zabójstwa 20-latki została objęta nadzorem przez komendanta głównego policji. Prokuratura wydała list gończy za Arturem W. Po kilku dniach został on zatrzymany w Koszalinie.

Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu zabójstwa. Wyjaśnił, że pomiędzy nim a 20-latką doszło do awantury i szarpaniny, w trakcie której zaczął dusić pokrzywdzoną. Kiedy kobieta przestała dawać oznaki życia, ukrył jej ciało w wersalce. Po pewnym czasie, aby mieć pewność, że ofiara nie żyje, zakleił jej usta taśmą, związał nogi, a na głowę założył worek foliowy i związał go sznurkiem. Włożył ciało do pojemnika na pościel, przykrył je kołdrą i zamknął w wersalce.

Na wersalce umieścił drugą kanapę. Następnie pojechał z synem kobiety do Zduńskiej Woli, gdzie mieszkała siostra ofiary i przekazał jej dziecko mówiąc, że 20-latka nie jest w stanie zająć się chłopcem z uwagi na dolegliwości, po czym wyjechał z miasta. Od tego momentu ukrywał się w różnych miastach na terenie Polski.

W toku śledztwa podejrzanego poddano obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu był on poczytalny. Mężczyzna był już wcześniej karany, m.in. za gwałt i uszkodzenie ciała. Wyroki skazujące zapadły w Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Źródło info i foto: interia.pl

Tomasz Komenda twarzą w twarz z sędzią, który go skazał

Tomasz Komenda (43 l.) będzie walczył w sądzie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne osadzenie w więzieniu na 18 lat. Czy na jego wysokość będzie miał wpływ ten sam sędzia, który posłał niewinnego za kraty? Niestety, tak może się stać, bo sprawą zajmie się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Dokładnie Wydział III Karny. Przewodniczy mu sędzia Mariusz Wiązek (54 l.). To on niesłusznie skazał Tomasza Komendę w 2003 r. na 15 lat więzienia! Jeśli nie wyłączy się z postępowania, będzie mógł orzekać także w tej sprawie.

– To paradoks, bo przecież ten sędzia był w składzie, który zmienił kwalifikację prawną czynu i skazał Tomasza Komendę na karę wyższą o 3 lata niż wnioskował prokurator! Teraz jego wydział zajmie się zadośćuczynieniem i odszkodowaniem. Musimy jednak tu złożyć wniosek. Taka jest procedura. Mógłbym się odwoływać do Sądu Najwyższego o zmianę miejsca, ale to wydłużyłoby postępowanie o pół roku, a ono i tak długo trwa – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski (69 l.), adwokat i były minister sprawiedliwości, reprezentujący poszkodowanego.

Niezależnie od decyzji sędziego Wiązka sprawa trafi do wydziału, w którym pracują jego podwładni i to też budzi duże wątpliwości. – Tomek jest uczulony na wrocławski sąd. Wcale mu się nie dziwię. Doznał tu wielkiej krzywdy – twierdzi Ćwiąkalski.

– Sędzia Wiązek, jeśli zostanie w losowaniu przydzielony do sprawy, będzie mógł złożyć wniosek o wyłączenie z postępowania. Tak zrobił ostatnio w sprawie Norberta B. i Ireneusza M. oskarżonych o zbrodnie w Miłoszycach, czyli w sprawie, za którą odpowiadał… Tomasz Komenda. Los przewrotnie mu ją przydzielił – uważa sędzia Marek Poteralski (52 l.), rzecznik Sądu Okręgowego.

To nie jedyna sądowa pułapka, która czeka na Tomasza Komendę. W razie zasądzenia zbyt małego zadośćuczynienia, będzie miał prawo się odwołać – trafi jednak z deszczu pod rynnę. Jego sprawą zajmie się bowiem Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który podwyższył wyrok skazujący go z 15 na 25 lat więzienia!

Idzie o ponad 18 milionów złotych

Mecenas Tomasza Komendy będzie żądał od państwa w sumie ponad 18 milionów złotych dla swojego klienta. – Po milionie zadośćuczynienia za każdy rok pobytu w więzieniu i kilkaset tysięcy złotych odszkodowania, które wylicza się na podstawie wynagrodzenia, jakie mógł utracić podczas niesłusznego osadzenia w zakładzie karnym – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski. Dziś Tomasz Komenda dostaje od premiera rentę specjalną w wysokości 4 tysięcy złotych brutto. Ostatnio po apelu Faktu premier przedłużył wydawanie świadczenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Leicester: Sąd skazał 3 mężczyzn za podpalenie polskiego sklepu. Zginęło pięć osób

Sąd w Leicester uznał w piątek trzech mężczyzn za winnych umyślnego spowodowania śmierci pięciu osób w pożarze budynku, w którym znajdował się polski sklep, w Leicester w lutym br. Wśród skazanych jest właściciel sklepu, który chciał wyłudzić odszkodowanie. 33-letni właściciel sklepu Aram Kurd oraz dwóch jego znajomych 32-letni Hawkar Hassan i 37-letni Arkan Ali nie przyznali się do winy – informuje BBC.

Według ustaleń śledczych w piwnicy polskiego sklepu „Żabka” mężczyźni podpalili 26 litrów benzyny. W pożarze zginęły osoby, które przebywały w mieszkaniu znajdującym się nad sklepem, oraz 22-letnia pracownica sklepu. Sąd wskazał, że kobieta „wiedziała zbyt dużo o spisku”, dlatego budynek podpalono, gdy była w środku. Nikt z poszkodowanych nie był obywatelem Polski.

Po pożarze 25 lutego właściciel Aram K. udzielał wywiadów, w których powtarzał, że „cieszy się, że udało mu się uciec” i „nie mógł oddychać” – przypomina „Daily Mail”.

W piątek w czasie odczytywania wyroku, jak relacjonują brytyjskie media, mężczyźni „nie ujawniali żadnych emocji”.

Sąd ogłosi wymiar kary 18 stycznia. Mężczyznom grozi dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Troje dzieci zginęło w pożarze. Matka skazana na 4 lata więzienia

Na karę czterech lat więzienia bez zawieszenia skazał Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze Magdalenę K., matkę trójki dzieci, które zginęły w ubiegłym roku w pożarze kamienicy w Piechowicach na Dolnym Śląsku. Prokuratura rozważa apelację.

Proces Magdaleny K. rozpoczął się w grudniu 2017 r. Kobieta został oskarżona o popełnienie dwóch przestępstw. Pierwsze polegało – zdaniem prokuratury – na nieumyślnym spowodowaniu pożaru, który zagrażał życiu 26 mieszkańców kamienicy przy ul. Przemysłowej w Piechowicach. W wyniku tego pożaru zginęła trójka dzieci Magdaleny K.

Drugi zarzut dotyczył wielokrotnego narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Zdaniem śledczych, matka często pozostawiała je same w mieszkaniu. Były, zdaniem prokuratury, zamykane w pokoju lub pozostawiane w „obecności uzależnionego i pozostającego pod wpływem alkoholu dziadka, cierpiącego na znaczną utratę słuchu”. Ten zarzut dotyczy okresu od czerwca 2015 r. do 2 grudnia 2017 r.

Kobieta od grudnia ubiegłego roku przebywała w areszcie. Nie przyznawała się do winy. Prokuratura wnioskowa o karę 6 lat więzienia, obrona domagała się uniewinnienia kobiety. W piątek Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze skazał Magdalenę K. na cztery lata pozbawienia wolności bez zawieszenia.

– Kobieta została skazana za oba przestępstwa, które jej zarzucono. Oprócz sprowadzenia pożaru, w wyniku którego zginęła trójka dzieci, zarzucono jej również narażenie na niebezpieczeństwo poprzez niewłaściwą opiekę nad nimi w dłuższym okresie czasu wcześniej – przekazał w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski.

Rzecznik poinformował też, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku prokuratura rozważy apelację.

Do pożaru doszło w nocy z 2 na 3 grudnia 2017 r. w mieszkaniu wielorodzinnego budynku przy ul. Przemysłowej w Piechowicach. Straż otrzymała zgłoszenie przed godziną 3. Cztery zastępy straży pożarnej szybko ugasiły ogień; w mieszkaniu strażacy znaleźli ciała trojga dzieci.

Ofiary to dwóch chłopców i dziewczynka w wieku 4, 6 i 8 lat. W mieszkaniu był 62-letni dziadek dzieci, któremu udało się opuścić lokal. Matka wróciła do domu podczas akcji gaśniczej.

Tuż po tragicznym pożarze policja podała, że przyczyną mogło być zaprószenie ognia z pieca lub świeczki. Zdaniem prokuratury w nocy z 2 na 3 grudnia ubiegłego roku K. zostawiła dzieci w pokoju przy zamkniętych oknach w pobliżu źródła ognia. – W wyniku tego wybuchł pożar skutkujący ich zgonem. Uzyskano między innymi opinie biegłych z zakresu pożarnictwa oraz budownictwa – instalacji technicznych. Na podstawie tych opinii ustalono ponad wszelką wątpliwość, że przyczyną pożaru było zachowanie oskarżonej – podała prokuratura.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd w Gwatemali skazał byłego żołnierza na 5160 lat więzienia

Sąd w Gwatemali skazał w środę byłego żołnierza na 5160 lat więzienia za udział w masakrze 171 osób, co jest uznawane za jedną z największych zbrodni popełnionych w czasie 36-letniej wojny domowej (1960-96) w tym kraju.

Prokuratorzy poinformowali, że Santos Lopez uczestniczył w 1982 roku w masowych mordach prawie wszystkich mieszkańców, mężczyzn, kobiet i dzieci, w wiosce Dos Erres w departamencie Peten na północy Gwatemali.

Masakra w Dos Erres jest jedną z ponad 660 udokumentowanych przez gwatemalską komisję prawdy.

Lopez został oskarżony o to, że był członkiem elitarnej formacji armii Kaibiles, wysłanej do Dos Erres w celu odnalezienia członków grupy partyzanckiej, która dokonała zasadzki na konwój wojskowy. Kiedy patrol nie znalazł partyzantów ani broni, wyciągnął wieśniaków z domów; żołnierze zgwałcili wiele młodych dziewcząt. Aby ukryć gwałty, wojskowi zabili prawie wszystkich mieszkańców wsi.

Nie jest w pełni władz umysłowych

Do masakry doszło za prezydentury Efraina Riosa Montta (od marca 1982 do sierpnia 1983), jednego z najbardziej krwawych dyktatorów w Ameryce Środkowej. Montt, który był oskarżany o zbrodnie ludobójstwa wobec Indian, zmarł w kwietniu br. w wieku 91 lat. W maju 2013 r. został skazany na 80 lat więzienia za zbrodnie wojenne i zbrodnie ludobójstwa. Uznano go wówczas za sprawcę śmierci 1771 Majów z plemienia Ixil.

Proces został jednak po 10 dniach unieważniony przez Trybunał Konstytucyjny z powodu „błędów proceduralnych”. Ponowny proces miał rozpocząć się w 2015 r., jednak eksperci z państwowego instytutu medycyny sądowej orzekli, że były dyktator nie jest w pełni władz umysłowych i jego stan uniemożliwiał postawienie go przed sądem.

Według szacunków ONZ ofiarą wojny domowej padło 200 tysięcy Gwatemalczyków, głównie Majów. Siły rządowe i sprzymierzone z nimi jednostki paramilitarne stosowały taktykę spalonej ziemi: wkraczały do zamieszkanych przez Majów wsi, dokonywały tortur i gwałtów, mordowały bezbronną ludność, którą podejrzewały o pomaganie lewicowej partyzantce. Tylko w latach 1980-1983 wojsko zrównało z ziemią 626 wsi indiańskich zamieszkanych przez „buntowników” i zabiło 138 tysięcy chłopów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl