Pedofil Mariusz T. skazany na sześć lat więzienia za posiadanie pornografii z udziałem dzieci

Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, Mariusz T. został we wtorek skazany na sześć lat pozbawienia wolności za posiadanie pornografii dziecięcej. Mężczyzna popełnił przestępstwo w trakcie pobytu w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. W 2014 r. Mariusz T., po odbyciu kary 25 lat więzienia za zabójstwo czterech chłopców z Piotrkowa Trybunalskiego, trafił do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.

Dwa lata później, w trakcie jednego z przeszukań, znaleziono u niego nośniki cyfrowe z dziecięcą pornografią. Akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi T. oraz Mirosławowi S. – ówczesnemu współlokatorowi T. – prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Gostyninie w 2018 r., a proces rozpoczął się w kwietniu 2019 r.

We wtorek Sąd Rejonowy w Gostyninie skazał Mariusza T. na sześć lat pozbawienia wolności. Wobec Mirosława S. wymierzono karę roku więzienia. Sędzia Iwona Wiśniewska-Bartoszewska, rzeczniczka płockiego Sądu Okręgowego, któremu podlega gostyniński Sąd Rejonowy, poinformowała w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że wyrok nie jest prawomocny.

– Za posiadanie treści pornograficznych z udziałem dzieci oraz posiadanie wytworzonego wizerunku osoby małoletniej sąd wymierzył Mariuszowi T. karę łączną sześciu lat pozbawienia wolności, natomiast wobec drugiego oskarżonego, który stanął pod zarzutem posiadania wytworzonego wizerunku osoby małoletniej, sąd orzekł rok pozbawienia wolności – przekazała sędzia Wiśniewska-Bartoszewska.

Od września 2019 r. T. przebywa w jednym z zakładów karnych, gdzie odbywa karę pięciu lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności za posiadanie pornografii dziecięcej w latach 2006-14 (w tym czasie przebywał w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich).
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz gwałcił 12-letnią Mariannę i ją okaleczał. Wciąż nie został skazany

Ksiądz gwałcił 12-letnią Mariannę i ją okaleczał. Działo się to regularnie przez półtora roku. Kapłan pozostaje na wolności i dziewczyna boi się, że może krzywdzić kolejne dziecko.

Wszystko zaczęło się w 2013 roku – podają „Fakty TVN”. – Ja miałam wtedy 12 lat, jak poszłam na kółko biblijne – tak swoją historię rozpoczyna Marianna, ofiara księdza pedofila. Po pewnym czasie prowadzący zajęcia w małopolskiej parafii ksiądz prosił, by dziewczynka zostawała, przepisywała mu kazania, a potem – żeby się rozbierała.

Musiałam się rozebrać, tak jak już wcześniej bywało, i po prostu wziął mnie i posadził jakby na sobie – opowiada Marianna. I tak co piątek, przez półtora roku, ksiądz gwałcił dziewczynkę. Mówił, że tylko do tego ona się nadaje, i groził, że ją zabije. Bała się i wstydziła powiedzieć komukolwiek, także o tym, że ciął ją po plecach i w okolicach miejsc intymnych.

Brał taki nożyk, po prostu kazał mi się położyć. I tak jeździł po ciele, dopóki nie przeciął. (…) Już wolałam ten nóż, bo to przynajmniej nie sprawiało, że czułam się taka okropnie brudna po prostu, tak strasznie się wstydziłam – wyznaje Marianna.

Sprawa umorzona

Choć dziewczyna wskazała księdza jako sprawcę jednego gwałtu, prokuratura w Miechowie umorzyła sprawę. Pełnomocnik składał skargi na prokurator Wiolettę Jędrychowską-Jaros, która prowadzi śledztwo. Kilka lat temu podpisała się pod umorzeniem. – Ja się pierwszy raz spotykam z taką przewlekłością. (…) Dla mnie to jest odwrócenie po prostu pewnych ról, dlatego że prokurator powinien stać przy pokrzywdzonym – mówi pełnomocnik.

W oświadczeniu Prokuratury Okręgowej w Krakowie napisano, że konieczne było przedłużenie śledztwa do 23 maja 2021 roku. Co do agresywnego sposobu przesłuchania dziewczyny – że prokurator ma prawo zadawać pytania „niezależnie od tego, czy udzielenie na nie odpowiedzi jest dla świadka wygodne czy też nie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Proboszcz z Tarnobrzega skazany za molestowanie seksualne

Prokuratura w Tarnobrzegu oskarżyła, obecnie 58-letniego księdza, b. proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego w Tarnobrzegu, o dopuszczenie się wobec małoletniego poniżej 15. roku życia tzw. innych czynności seksualnych. Kodeks karny przewiduje za to karę od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Ponadto ks. Józef G. odpowiadał za nakłanianie pokrzywdzonego groźbą do złożenia korzystnych dla księdza zeznań.

Sąd wymierzył mu karę trzech lat pozbawienia wolności. Skazał go też na ośmioletni zakaz pracy z dziećmi. Ponadto księdzu przez osiem lat nie wolno w żaden sposób kontaktować z pokrzywdzonym i zbliżać się do niego na odległość mniejszą niż 100 metrów. Ma mu również zapłacić 20 tys. zł nawiązki oraz pokryć koszty zastępstwa procesowego 10 tys. zł dla pełnomocnika pokrzywdzonego.

Przeniesiony do innej parafii

Do molestowania 12-letniego chłopca (później kleryka jednego z seminariów duchownych) miało dojść w latach 2005-2006. Pokrzywdzony – jak podają lokalne media – zawiadomił wówczas o tym kurię w Sandomierzu (woj. świętokrzyskie), ale zawiadomienie wraz z nagraniem, które miało być dowodem przestępstwa, „zaginęło” w kurii. Niedługo później ówczesny biskup sandomierski Andrzej Dzięga przeniósł ks. Józefa G. do innej parafii w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie duchowny pełnił posługę przez wiele lat; nadal pracował z dziećmi, został wykładowcą akademickim.

Arcybiskup Dzięga, obecnie metropolita diecezji szczecińsko–kamieńskiej, był świadkiem w sprawie.

Ksiądz zmuszał do fałszywych zeznań

W 2019 roku pokrzywdzony poinformował ks. Tadeusza Isakowicza–Zaleskiego, że był molestowany. Ksiądz Isakowicz-Zaleski zawiadomił o tym prymasa Polski, a także sandomierską kurię.

W reakcji na zawiadomienie pełnomocnik biskupa sandomierskiego do spraw molestowania seksualnego nieletnich powiadomił prokuraturę. Jednak śledztwo kilka miesięcy później zakończyło się umorzeniem, ponieważ ofiara nie potwierdziła swoich oskarżeń.

Tymczasem w równolegle prowadzonym śledztwie kościelnym wyszło na jaw, że pokrzywdzony był w 2019 r. zastraszany przez ks. Józefa G. i zmuszany do składania fałszywych, korzystnych dla duchownego zeznań. Kuria przekazała te informacje do prokuratury. W efekcie śledztwo zostało we wrześniu 2020 roku ponownie wszczęte. Wówczas też ksiądz został zatrzymany i trafił do aresztu.

Prokuratura postawiła mu zarzut zmuszania ministranta do tzw. innych czynności seksualnych oraz zarzut bezprawnego wpływania na pokrzywdzonego, aby ten złożył korzystne dla duchownego zeznania.

Ksiądz w toku śledztwa nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Ale – jak informował wówczas rzecznik tarnobrzeskiej prokuratury prok. Andrzej Dubiel – zeznania podejrzanego były sprzeczne z zebranym w śledztwie materiałem dowodowym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tomasz Komenda dostanie odszkodowanie. Sąd przyznał blisko 13 mln zł zadośćuczynienia

– To nie są moje pieniądze, to nie moje odszkodowanie. Ten rozdział jest już zakończony – tak sprawę przyznania Tomaszowi Komendzie blisko 13 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania komentuje jego matka, Teresa Klemańska, która przez 18 lat walczyła o sprawiedliwość do syna i prowadziła własne śledztwo.

Za 18 lat niesłusznie spędzonych w więzieniu sąd w Opolu przyznał dziś Tomaszowi Komendzie prawie 13 mln zł: 12 mln zł zadośćuczynienia oraz 811 tys. 533 zł odszkodowania.

– Nie chcę już udzielać wywiadów. Tak jak Tomek powiedział, ten rozdział jest już zakończony. To nie są moje pieniądze, to nie moje odszkodowanie, choć może dużo jest naszej zasługi, że Tomasz sobie krzywdy nie zrobił. Tyle mam do powiedzenia. A cała reszta zależy od Tomka – mówi Onetowi Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy.

To właśnie Teresa Klemańska przez 18 lat walczyła o sprawiedliwość dla syna i prowadziła własne śledztwo. Po wyjściu Komendy na wolność i oczyszczeniu go ze wszystkich zarzutów, kobieta dwukrotnie udzieliła Onetowi wywiadu, zdradzając w rozmowie, z czym przez lata musiała się mierzyć.

Pani Teresa opowiedziała, jak Tomasz Komenda przetrwał młodość za kratami, jak przez ten czas wyglądały jej relacje z synem oraz co pozwoliło jej przetrwać najtrudniejszy okres w życiu.

W procesie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za 18 lat niesłusznie spędzonych w więzieniu sąd w Opolu przyznał Tomaszowi Komendzie blisko 13 mln zł. Orzeczenie nie jest prawomocne. Wrocławianin domagał się prawie 19 mln zł.

– Zacznę w końcu żyć, tak jak powinienem żyć od samego początku. Ktoś ukradł to, co ukradł i skończyło się, jak się skończyło – powiedział Tomasz Komenda po wyjściu z sali rozpraw. – Skieruję się do mojego syna, bo on czeka na swojego tatę, który jest szczęśliwy – odpowiedział na pytanie, co teraz zrobi.

– Nie potrafię powiedzieć, jakie mam plany, dziś są jeszcze emocje. Musi upłynąć trochę czasu i wtedy będę wiedział co dalej – powiedział Tomasz Komenda.

Proces o miliony

Na początku procesu przed sądem w Opolu Tomasz Komenda mówił m.in. o kulisach swojego zatrzymania, o pobycie w więzieniu, o sposobie traktowania go przez współwięźniów i strażników więziennych, a także o trudnościach z dostosowaniem się do życia poza więzieniem. Jego przesłuchanie odbyło się w obecności psychologa.

Oprócz Komendy przesłuchiwana była też cała jego rodzina, a także biegli psychiatrii, psycholog oraz z zakresu medycyny sądowej, którzy opiniowali w jego sprawie. Przed dzisiejszą rozprawą jedna z biegłych musiała jeszcze uzupełnić swoją opinię.

Do sprawy o zadośćuczynienie dla Komendy sąd dopuścił również dowody z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która wyjaśnia, jak to się stało, że niewinny człowiek trafił na długie lata do więzienia.

W 2003 r. za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach Tomasz Komenda został skazany na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył mu karę do 25 lat więzienia. Sprawa otarła się o Sąd Najwyższy, ale wyrok już się nie zmienił. Za kratami Komenda spędził całą młodość. Wyrok odsiadywał w zakładzie karnym w Strzelinie.

W marcu 2018 r., po 18 latach spędzonych za kratami, Komenda został warunkowo zwolniony z odbywania kary, a dwa miesiące później Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich stawianych mu zarzutów. Prokuratorzy z Wrocławia, którzy ponownie zajęli się zbrodnią miłoszycką, na 90 stronach opisali 18 nowych dowodów, które świadczyły o niewinności Komendy.
Źródło info i foto: onet.pl

Dziś wyrok ws. odszkodowania dla niesłusznie skazanego Tomasza Komendy

W poniedziałek 8 lutego przed Sądem Okręgowym w Opolu prawdopodobnie rozstrzygnie się, czy niesłusznie skazany za gwałt i morderstwo Tomasz Komenda dostanie odszkodowanie. Chodzi o niemal 19 mln zł za 18 lat niezasłużenie spędzonych w więzieniu. Jeśli sąd zgodzi się na taką kwotę, będzie to najwyższe zadośćuczynienie w historii Polski. Przypomnijmy, że Tomasz Komenda został skazany za tzw. zbrodnię miłoszycką. Zbrodnia ta rozegrała się w sylwestra 1996/1997. 15-letnia Małgosia bawiła się ze znajomymi na dyskotece w Miłoszycach. Kiedy jednak następnego dnia nie wróciła do domu, przerażeni rodzice zaczęli szukać córki.

Ciało Małgosi znaleziono na posesji niedaleko dyskoteki. Z ustaleń śledczych wynika, że nastolatce podano środek o działaniu przypominającym tzw. tabletkę gwałtu. Przyczyną śmierci Małgosi było wyziębienie organizmu i rany odniesione podczas brutalnego gwałtu. Policja wskazywała także, ze prawdopodobnie w morderstwie uczestniczyło więcej niż jedna osoba.

Oskarżonym i skazanym w tej sprawie został Tomasz Komenda, na jakiego miał wskazywać szereg dowodów. Powoływano się m.in. na odcisk szczęki na ciele ofiary, czy portret pamięciowy mający przypominać Komendę. Po 18 latach spędzonych w więzieniu, Tomasz Komenda został jednak oczyszczony ze wszystkich zarzutów.

Tomasz Komenda domaga się odszkodowania

Tomasz Komenda w ramach zadośćuczynienia domaga się niemal 19 mln zł – po milionie za każdy rok niesłusznie spędzony w więzieniu oraz 811 tys. 500 zł odszkodowania. Jeśli sąd przychyli się do wniosku, będzie to najwyższe odszkodowanie w historii Polski.

Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Opolu. Na poniedziałek 8 lutego zaplanowano mowy końcowe. Po nich spodziewany jest ostateczny wyrok.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Imigrant z Libii zabił trzy osoby w Wielkiej Brytanii. Został skazany na dożywocie

Na karę dożywotniego więzienia został skazany w poniedziałek libijski azylant Khairi Saadallah, który w czerwcu zeszłego roku zabił nożem w parku miejskim w Reading na zachód od Londynu trzy przypadkowe osoby i usiłował zabić trzy kolejne.

Sąd w Londynie uznał, że 26-letni obecnie sprawca działał z pobudek islamistycznych i terrorystycznych, a wszystkie czyny popełnił z pełną premedytacją. Saadallah w listopadzie przyznał się do dokonania zabójstw i usiłowania kolejnych, ale nie przyznał się do podjęcia istotnych przygotowań do ataku, do planowania działań ani też do tego, że atak był motywowany powodami ideologicznymi.

Sędzia wskazał jednak, że dzień przez zabójstwem Saadallah kupił w supermarkecie nóż, który został starannie wybrany, aby zapewnić maksymalne prawdopodobieństwo szybkiego śmiertelnego ciosu za każdym razem, gdy zostanie użyty. Stwierdził też, że Saadallah zamierzał zabić jak najwięcej osób i planował zranić się plastikową brzytwą licząc, że może udawać jedną z ofiar.

Sędzia opisał atak jako szybki, bezwzględny i brutalny i powiedział, że ofiary nie miały szans na reakcję, a tym bardziej na obronę. Powiedział, że jest pewien, że wiązało się to z dużym stopniem premedytacji lub planowania i zostało przeprowadzone „w celu realizacji sprawy politycznej, religijnej lub ideologicznej.

W wyroku wskazano także, że Saadallah, gdy ubiegał się o azyl w Wielkiej Brytanii, skłamał na temat swojej roli w jednej z grup terrorystycznych w Libii. Przybył on do Wielkiej Brytanii w 2012 roku jako uchodźca z tego kraju, a w 2018 roku otrzymał azyl, choć w ciągu tych sześciu lat miał liczne konflikty z prawem. W 2019 r. znajdował się przez pewien czas pod obserwacją MI5 w związku z zamiarem wyjazdu do Syrii bądź Libii, ale ostatecznie oceniono, że nie stanowi on bezpośredniego zagrożenia.

Szczegóły ataku

W czerwcu ubiegłego roku Saadallah podbiegł nagle do siedzącej w parku w Reading grupy 8-10 osób i dźgnął nożem w szyję i w bok trzy z nich, zanim pozostali zdążyli się zorientować, co się dzieje. Następnie w trakcie ucieczki zaatakował jeszcze inne osoby. Zatrzymany został przez nieuzbrojonego policjanta, który dogonił go i powalił na ziemię. Według świadków w trakcie ataku sprawca krzyczał „Allahu akbar”.

Wszystkie ofiary – 36-letni James Furlong, nauczyciel z gimnazjum w pobliskiej miejscowości Wokingham, 39-letni Amerykanin Joe Ritchie-Bennett, który od 15 lat mieszkał w Wielkiej Brytanii, i 49-letni David Wails, naukowiec pracujący dla dużej firmy chemicznej – zginęły od pojedynczych ciosów nożem. Wszyscy trzej byli związani z miejscowym środowiskiem LGBT, choć – jak ustalono – nie było to motywem działania sprawcy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tokio: „Morderca z Twittera” skazany na śmierć

Pochodzący z Japonii „morderca z Twittera” został skazany na karę śmierci – informuje agencja AFP. 30-latek przyznał się do zamordowania dziewięciu osób. Zabijał młodych ludzi, którzy w mediach społecznościowych dzielili się myślami samobójczymi. 30-letni Takashiro Shiraishi został aresztowany w listopadzie 2017 roku, gdy w jego mieszkaniu w prefekturze Kanagawa niedaleko Tokio znaleziono fragmenty dziewięciu ciał.

We wrześniu mężczyzna przyznał się do zamordowania i składowania poćwiartowanych zwłok. Wyznał, że znajdował swoje ofiary na Twitterze. Według aktu oskarżenia Japończyk, nazywany „mordercą z Twittera”, udusił i poćwiartował osiem kobiet i jednego mężczyznę w wieku 15-26 lat. Zbrodnie miały miejsce między sierpniem a październikiem 2017 roku, a ofiary pochodziły z Tokio i czterech innych prefektur.

Tokijski sąd zdecydował we wtorek o karze śmierci wobec Shiraishiego za zabójstwo dziewięciu osób – informuje agencja AFP. Odsetek samobójstw w Japonii jest jednym z najwyższych wśród najbogatszych krajów świata. Sprawa zabójstw dokonanych przez Shiraishiego wstrząsnęła całym krajem.
Źródło info i foto: interia.pl

Podejrzany w sprawie zaginięcia Maddie McCann włamywał się do ośrodków wypoczynkowych w Algarve

Przyjaciel głównego podejrzanego w sprawie zaginięcia Madeleine McCann zabrał głos. Mężczyzna, który mieszkał 15 minut od kompleksu, w którym Madeleine zniknęła w 2007 roku w Praia da Luz, po raz pierwszy opowiedział o tym, że Christian B. włamywał się do hotelowych pokoi w Portugalii. Na jaw wyszedł także fakt, że Niemiec przechowywał na jednym z aparatów pornografię dziecięcą.

Główny podejrzany o uprowadzenie Madeleine McCann, Christian B., włamywał się do pokoi hotelowych i mieszkań wakacyjnych w Algarve – potwierdził jego najlepszy przyjaciel. Jest to pierwszy raz, kiedy kolega skazanego – obecnie określany jako Manfred S. – opowiedział o swojej znajomości z odsiadującym karę pedofilem. Jak mówił o Niemcu: „Powiedział mi, że włamuje się do hoteli i naprawdę wchodzi do pokoi”.

43-letni Christian B. mieszkał 15 minut od kompleksu, w którym 3-letnia Madeleine zaginęła w 2007 roku w Praia da Luz. On i Manfred przeprowadzili w tym czasie szereg drobnych rabunków w Portugalii. Po tym jak Niemiec został uwięziony za kradzież oleju napędowego, Manfred ukradł hotelową kamerę, na której zobaczył materiał filmowy przedstawiający gwałconą w ośrodku emerytkę. Zaalarmował wtedy policję, a Christian B. został skazany za gwałt.

Właśnie wyszło na jaw, że na drugim urządzeniu, cyfrowym aparacie Casio Exilim, Christian B. przechował 391 zdjęć i 68 filmów, z których jasno wynika, że krzywdził dzieci. To był aparat, którego używał do robienia zdjęć, ukazujących molestowanie pięcioletniej córki. Policja znalazła również pistolet gazowy Reck P6E z amunicją w mieszkaniu Christiana B.
Źródło info i foto: parenting.pl

Sprawa brutalnego gwałtu na chłopcu pod Grudziądzem. Przemysław G. skazany na 7,5 roku więzienia

Wracamy do sprawy brutalnego gwałtu, który miał miejsce w 2019 roku w Łasinie pod Grudziądzem (województwo kujawsko-pomorskie). 18 lutego br. Przemysław G. (35-l) został skazany za swój paskudny czyn na 7,5 roku więzienia. Na szczęście prokurator złożył apelację i sąd zdecydował się na zaostrzenie kary dla bestii.

Brutalny gwałt pod Grudziądzem. Koszmar w 2019 roku

Dla Mariusza K. to koszmar, o którym z pewnością nigdy nie zapomni. W 2019 roku przyjechał on do jednej z miejscowości pod Grudziądzem (kujawsko-pomorskie). Miał przyjemnie spędzić ferie u swojej babci. Kobieta poprosiła, aby odebrał obiad w miejscowej restauracji. Chłopiec czekając na niego wszedł do toalety. Za nim wszedł Przemysław G. (35-l), a potem wydarzył się dramat.

Zgwałcił chłopca pod Grudziądzem. Sąd wydał wyrok, ale prokuratura się nie poddała

We wtorek (18 lutego) Sąd Rejonowy w Grudziądzu uznał Przemysława G. za winnego i postanowił, że najbliższe siedem i pół roku mężczyzna spędzi za kratkami. To jednak nie była jedyna kara. Gwałciciel miał zapłacić chłopcu 40 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną mu krzywdę. Skazany dostał również zakaz zbliżania się do placówek szkolno-wychowawczych.

Już wtedy przedstawiciele prokuratury zapowiadali, że złożą apelację.

– Skuteczna apelacja prokuratora doprowadziła do zaostrzenia kary wobec sprawcy zgwałcenia nieletniego. Sąd pierwszej instancji za wyjątkowo brutalny gwałt orzekł wobec oskarżonego karę 7 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Z wyrokiem nie zgodził się Prokurator Rejonowy w Grudziądzu i złożył apelację. Podniósł zarzuty, iż orzeczona kara jest rażąco niewspółmierna w stosunku do popełnionego przestępstwa – informuje biuro prasowy Prokuratury Krajowej.

– Sąd Okręgowy w Toruniu podzielił argumentację prokuratora i skazał sprawcę na karę 10 lat pozbawienia wolności. Ponadto podwyższył okres odbywania kary po jakim skazany będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego – z pierwotnie orzeczonych 5 lat i 6 miesięcy do lat 8. Wyrok jest prawomocny – czytamy w komunikacie prokuratury.
Źródło info i foto: se.pl

Jerzy F. rok temu zamordował sąsiada. Skazano go na 25 lat więzienia. Mężczyzna złożył apelację

Dla Andrzeja M. (†65 l.) to była ostatnia Wielkanoc w życiu. Rok temu zginął straszną śmiercią z rąk swojego sąsiada Jerzego F. (67 l.). Sam otworzył drzwi mordercy, który z zimną krwią zmasakrował go siekierą. Za co? Bo ponoć ukradł mu dokumenty!

W Niedzielę Wielkanocną ubiegłego roku Jerzy F. z Gronowa (woj. warmińsko-mazurskie) ubrał się odświętnie, za pazuchę schował siekierę i wyszedł z domu. Zapukał do drzwi Andrzeja M., który otworzył mu nieświadomy zagrożenia. Morderca najpierw uderzył go obuchem w tył głowy. Gdy Andrzej M. upadł, zabójca silnymi ciosami siekiery połamał mu żebra i mostek, roztrzaskał oczodół i niemal odrąbał pół twarzy.

Jerzy F. pracował we wsi jako robotnik sezonowy. – Spotykał się z Andrzejem towarzysko, a potem oskarżył go o kradzież dokumentów. Odgrażał się we wsi, że mu odpłaci. Ale żeby w tak straszny sposób?! Szkoda chłopa. Był zapalonym gołębiarzem. Cieszył się, bo miał właśnie dostać pierwszą emeryturę. Niestety, nie doczekał – opowiada jeden z mieszkańców.

Po dokonaniu zbrodni Jerzy F. umył się, przebrał i jak gdyby nigdy nic zabrał się do pracy przy krowach. Gospodarstwo miało jednak monitoring i kamera zarejestrowała, jak po zabójstwie myje ręce z krwi w stawie. Nagrało się też, jak idzie przez łąki i chowa narzędzie zbrodni w stogu siana.

Bandyta do końca nie przyznawał się do winy. Siedział na ławie oskarżonych jakby nieobecny, a nawet poprosił, żeby nie przywozili go z aresztu na ogłoszenie wyroku. Sąd skazał go na 25 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Jerzy F. już złożył apelację.
Źródło info i foto: Fakt.pl