W Indiach przeprowadzono egzekucję gwałcicieli i zabójców 23-letniej studentki

W więzieniu w Delhi stracono czterech mężczyzn skazanych na śmierć za zgwałcenie i zabójstwo ponad siedem lat temu 23-letniej studentki – poinformowały władze więzienne. Śmierć Jyoti Singh wywołała protesty w całych Indiach i zszokowała świat. W grudniu 2012 r. Jyoti Singh, studentka medycyny, i jej kolega po wyjściu z kina wsiedli do prywatnego autobusu, chcąc wrócić do domu.

Zostali jednak zaatakowani przez grupę pijanych mężczyzn. Podczas jazdy ulicami Delhi napastnicy brutalnie pobili swe ofiary, a dziewczynę także zgwałcili.

Zmasakrowaną Jyoti Singh i jej kolegę wyrzucono z autobusu w okolicy delhijskiego lotniska. Sprawców szybko ujęto. Studentka zmarła po niespełna dwóch tygodniach na skutek odniesionych ran.
Źródło info i foto: TVP.info

Ilu skazanych ułaskawił obecny prezydent?

Jeszcze żaden prezydent nie korzystał z prawa łaski tak ostrożnie, jak obecny. Zrobił to tylko 83 razy – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, Aleksander Kwaśniewski w ciągu obu kadencji – 4288, Lech Kaczyński 201 osób, a Bronisław Komorowski 360 – podaje gazeta.

„Jan Śpiewak, który przyczynił się do ujawnienia afery reprywatyzacyjnej w stolicy, został skazany za zniesławienie jednej z jej rzekomych bohaterek. Stara się o ułaskawienie u Andrzeja Dudy, w Kancelarii Prezydenta trwają procedury w tej sprawie. Jeśli dojdzie do ułaskawienia, będzie to jeden z najgłośniejszych przypadków podczas prezydentury Dudy, jednak statystyk to znacząco nie zmieni. Kadencja Dudy powoli się skończy i już wiadomo, że będzie najmniej łaskawym z dotychczasowych prezydentów. Po prawo łaski sięgnął tylko 83 razy” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Jak pisze dziennik, takie wnioski płyną z przeprowadzonej przez „Rzeczpospolitą” analizy komunikatów w sprawie ułaskawień, które zamieszcza w sieci Kancelaria Prezydenta. „Obliczyliśmy nie tylko liczbę przypadków prawa łaski, ale również jego odmów. Było ich 482. To, jak surowym prezydentem jest Duda, widać, zestawiając go z poprzednikami. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, a Aleksander Kwaśniewski w ciągu obu kadencji – 4288. O wiele wstrzemięźliwiej z prawa łaski korzystali kolejni prezydenci: Lech Kaczyński (201 przypadków) i Bronisław Komorowski (360)” – napisano.

„Rz” pisze, że z komunikatów na stronie prezydenta wynika, iż korzystając z prawa łaski, prezydent kieruje się najczęściej względami humanitarnymi, przykładowo pogorszeniem stanu zdrowia skazanego. „Nie zawsze ułaskawienie jest darowaniem kary w całości, lecz może przykładowo mieć postać jej warunkowego zawieszenia” – czytamy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Indie: Molestowanie w domu dziecka. Sąd skazał 19 osób. Lekarz jednym ze skazanych

Nastoletnie ofiary z domu dziecka Balika Grih w Indiach były torturowane, odurzane i gwałcone przez pięć lat istnienia placówki. Wśród oskarżonych znalazł się szef organizacji pozarządowej, która prowadziła dom dziecka oraz urzędnicy kontrolujący ten ośrodek. Wymiary kar zostaną ogłoszone pod koniec stycznia.

Skandal wybuchł pod koniec maja 2018 r., gdy badacze Instytutu Nauk Społecznych TATA z Bombaju, wysłali do władz stanu Bihar raport z audytu domów dziecka i ochronek. Raport ujawnił molestowanie 34 dziewczynek w ośrodku Balika Grih. Policyjni śledczy wykryli później, że w sumie 42 dziewczynki padły ofiarą przemocy.

Dziewczynki zeznały, że były bite, więzione, odurzane narkotykami, a następnie gwałcone przez osoby z ośrodka oraz z zewnątrz. W siatce pedofilskiej działało 12 mężczyzn i 8 kobiet. Jedna osoba wciąż się ukrywa. Wszystkim kierował właściciel domu dziecka Brajesh Thakur. W procederze brał udział lekarz, który odurzał dziewczynki i brał udział w gwałtach. Wśród winnych są również urzędnicy komórek stanowych mających czuwać nad dziećmi w regionie.

Panowała zmowa milczenia

Przez lata wokół ośrodka Balika Grih panowała zmowa milczenia.

– Mam rodzinę. Nie jestem supermenem. Wiadomo jak potężny jest system – powiedział dziennikowi „Hindustan Times” Divesh Sharma, asystent dyrektora departamentu spraw socjalnych w Muzaffarpur.

– Każdy był tam z inspekcją: komisja kobiet, UNICEF, sądowy komitet monitorowania nieletnich, stanowy i okręgowy komitet ochrony dzieci – bronił się Sharma. Przez 5 lat funkcjonowania ośrodka było tam ponad 60 inspekcji.

Brajesh Thakur posiada legitymację dziennikarską, jest działaczem jednej z lokalnych partii oraz prowadzi miejscowy hotel. Oprócz tego kierował przynajmniej 10 organizacjami pozarządowymi. Kilka z nich było fikcyjnych, lecz regularnie otrzymywało pomoc prywatną i rządową. W sumie od stanu Bihar wyłudził ponad 350 tys. dol. Dom dziecka Balika Grih na swoją działalność dostała od miejscowych władz ponad 56 tys. dol.

Sąsiedzi słyszeli krzyki

– Słyszeliśmy krzyki dziewczynek w nocy. Tak jakby były torturowane – powiedział „Hindustani Times” jeden z sąsiadów ośrodka, który tłumaczył, że nikt nie ośmielił się spytać co się tam działo.

– Ten człowiek jest wpływowy. Wszystkim wydawało się, że cokolwiek działo się w Balika Grih, było pod ochroną władzy – twierdził Anand Patel, miejscowy działacz społeczny zajmujący się edukacją. Przez kilka pierwszych dni po rajdzie policyjnym na ośrodek, miejscowe gazety nie informowały o aresztowaniu Thakura.

Świadkowie rozpoznali m.in. obecnego posła

Podczas śledztwa świadkowie zeznali, że widzieli osoby spoza personelu odwiedzające ośrodek. Kilku świadków rozpoznało m.in. obecnego posła izby wyższej indyjskiego parlamentu oraz byłego członka rządu stanu Bihar. Te zeznania zostały jednak pominięte przez śledczych Centralnego Biura Śledczego (CBI), które przejęło śledztwo od lokalnej policji.

Ofiary z Balika Ghir mówiły również o znikających dzieciach, sugerując 11 morderstw. Sąd Najwyższy na wniosek miejscowej dziennikarki Nivedity Jhy, nakazał zbadanie tych wątków oraz powiazań Thakura z miejscowymi politykami.

Zdaniem reporterów opiniotwórczego miesięcznika The Caravan, którzy dotarli do utajnionych akt śledztwa, śledczy CBI nie zastosowali się do poleceń Sadu Najwyższego. W efekcie akt oskarżenia dotyczył tylko Thakura, jego pracowników oraz urzędników niskiego szczebla.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd w Charkowie wypuścił zamachowców na wolność. Wcześniej skazał ich na dożywocie

Sąd w Charkowie skazał w sobotę trzech mężczyzn na dożywocie za zorganizowanie zamachu terrorystycznego przed miejscowym Pałacem Sportu w lutym 2015 roku. Jednocześnie skazanych uwolniono, ponieważ… mają zostać objęci wymianą jeńców. Skazani to Wołodymyr Dwornikow, Wiktor Tetiucki i Serhij Baszłykow. Zostali oni oskarżeni o przeprowadzenie ataku terrorystycznego, nielegalne użycie broni i współudział w przeprowadzeniu ataku terrorystycznego. Sąd zdecydował także o konfiskacie ich całego mienia.

Ukraiński prokurator Wołodymyr Lymar wyjaśnił, że sąd podjął decyzję o uwolnieniu oskarżonych, ponieważ zostali oni objęci wymianą jeńców między władzami Ukrainy a prorosyjskimi separatystami w Donbasie, do której ma dojść w niedzielę – podała agencja AFP.

Rzucili ładunek w uczestników marszu

Do zamachu doszło w lutym 2015 roku niedaleko Pałacu Sportu w Charkowie, podczas marszu pokojowego z okazji pierwszej rocznicy zwycięstwa prozachodniej rewolucji godności. Pomiędzy uczestników marszu rzucono ładunek wybuchowy, w wyniku czego zginęły cztery osoby. Jeszcze tego samego dnia zatrzymano cztery osoby, a Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) podała, że podejrzani o zamach przeszli szkolenie i otrzymali broń w Rosji.

W niedzielę wymiana jeńców między Rosją a Ukrainą

W niedzielę ma dojść do wymiany jeńców między władzami Ukrainy a prorosyjskimi separatystami w Donbasie. Według Darii Morozowej, mediator ze strony samozwańczej separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej, Ukraina przekaże 87 jeńców z samozwańczych separatystycznych: Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej, natomiast w przeciwną stronę przekazanych zostanie 55 osób.

Wymianę uzgodniono podczas szczytu czwórki normandzkiej (Ukraina, Rosja, Niemcy, Francja) w Paryżu 9 grudnia na temat uregulowania konfliktu w Donbasie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Londyn: Dwóch mężczyzn zgwałciło kobietę w klubie. Jest wyrok

Dwóch mężczyzn w wieku 25 i 26 lat zostało skazanych przez sąd w Londynie za zgwałcenie kobiety w klubie nocnym. Gwałt został nagrany telefonem komórkowym przez jednego z Włochów. 25-letniego Ferdinando Orlando i 26-letniego Lorenzo Costanzo zostali skazani na 7,5 roku więzienia – informuje BBC. 

Do gwałtu doszło w klubie nocnym Toy Room Club Soho w centrum Londynu. Przestępstwo zostało zarejestrowane przez kamery przemysłowe. Na nagraniach opublikowanych przez londyńską policję metropolitalną widać dwóch mężczyzn, którzy prowadzą swoją ofiarę do pokoju dla pracowników klubu. 

Sąd w Londynie zwrócił uwagę na wyjątkową brutalność 25 i 26-latka. Ofiara gwałtu zeznała, że pamięta uczucie „niesamowitego bólu”. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie przeszła operację. 

Sędzia Giles Curtis-Raleigh ujawnił, że kobieta doznała uszczerbku na zdrowiu psychicznym, a w szpitalu zdiagnozowano u niej zespół stresu pourazowego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sri Lanka wznowiła wykonywanie kary śmierci

Prezydent Sri Lanki Maithripala Sirisena podpisał nakaz wykonania kary śmierci dla czterech skazanych za przestępstwa narkotykowe. Będą to pierwsze egzekucje od 43 lat. W rozmowie z szefem ONZ wyjaśnił, że podjął decyzję, by chronić naród i przyszłe pokolenia.

„Przez rozprzestrzenianie się przemytu narkotyków na szali jest życie dzieci w wieku szkolnym, studentów i młodzieży. Jeśli mamy ich chronić, kara śmierci powinna być wykonywana na przemytnikach narkotyków” – powiedział szef państwa na spotkaniu z mediami, uzasadniając decyzję o podpisaniu nakazów wykonania kary śmierci na czterech handlarzach narkotyków.

Egzekucje, na których od 1976 r. na Sri Lance obowiązywało moratorium, mają zostać wykonane niezwłocznie. Sri Lanka nie ma jednak jeszcze przeszkolonego kata, który mógłby je wykonać.

Nazwiska skazanych nie zostały ujawnione z obawy przed zamieszkami w więzieniach. Obecnie na Sri Lance wyroki za przestępstwa narkotykowe odsiaduje ok. 14,4 tys. osób.

Prezydent Sirisena nie ukrywa, że na decyzję wpłynęły działania Rodriga Duterte, prezydenta Filipin, gdzie zginęły tysiące ludzi podejrzanych o handel narkotykami. Władze Sri Lanki szacują, że w kraju jest 200 tys. narkomanów.

„Uważam osoby sprzeciwiające się mojej decyzji za pomagających handlarzom narkotyków i podżegających do popełnienia przestępstwa” – podkreślił. Wcześniej prosił narodową komisję praw człowieka, by nie próbowała skłonić go do zmiany decyzji.

Biuro ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) ostrzegło, że wznowienie wykonywania kar śmierci może negatywnie wpłynąć na współpracę międzynarodową w walce z narkotykami. Przepisy niektórych państw nie zezwalają na wymianę informacji i ekstradycję do krajów, w których za takie przestępstwa grozi śmierć.

UNODC przypomniało, że 121 krajów podpisało rezolucję wzywającą do wprowadzenia moratorium na wykonywanie egzekucji, podkreślono też, że kara śmierci nie jest trwałym rozwiązaniem problemu.
Źródło info i foto: interia.pl

Rosja: Aleksandr Kokorin i Paweł Mamajew skazani na kolonię karną za pobicie urzędnika

Aleksandr Kokorin i Paweł Mamajew zostali skazani przez sąd w Moskwie za udział w bójce i wandalizm. Do chuligańskiego zajścia z udziałem byłych reprezentantów Rosji doszło w stolicy kraju 8 października 2018 roku. Kokorin otrzymał wyrok 18 miesięcy pobytu w kolonii karnej, a Mamajew – 17. Skazano także innych uczestników zajścia. Kirył Kokorin i Aleksander Protasowicz spędzą w kolonii karnej także – odpowiednio – 18 i 17 miesięcy. – Do uprawomocnienia się wyroku, wszyscy skazani pozostaną w areszcie – potwierdziła sędzia Jelena Abramowa, która przewodniczyła składowi orzekającemu i odczytała uzasadnienie.

Bójka i dochodzenie

W październiku 2018 roku Kokorin i Paweł Mamajew wszczęli bójkę w moskiewskiej kawiarni, poturbowali urzędników państwowych, a dochodzenie przeciwko nim wszczęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Piłkarze razem z bratem Kokorina byli pod wpływem alkoholu. Gdy jeden z klientów zwrócił im uwagę na głośne zachowanie, ci w odpowiedzi zaczęli go obrażać i bić. Incydent został zarejestrowany na nagraniu wideo, które pojawiło się w sieci. Poszkodowanym okazał się urzędnik Denis Pak, a jak wyjaśniło ministerstwo przemysłu – w bójce ucierpiał także drugi pracownik resortu. Obaj musieli zwrócić się po pomoc medyczną do szpitala. Pak miał wstrząśnienie mózgu, w wyniku uderzenia krzesłem w głowę, oraz połamane żebra. Poszkodowani zgłosili się na policję. Prawnik urzędnika przekazał, że jego klient został również znieważony na tle narodowościowym.

Przed bójką w kawiarni piłkarze mieli pobić także kierowcę prezenterki telewizyjnej Olgi Uszakowej. Zaś źródła w Rosyjskich Kolejach poinformowały, że sportowcy zachowywali się agresywnie w pociągu nocnym, którym jechali do Moskwy po niedzielnym meczu ich drużyn w Sankt Petersburgu.

Bogate kariery

28-letni Kokorin 48 razy zagrał w drużynie Sbornej. Zapewne wystąpiłby także na mundialu w Rosji, gdyby nie przeszkodziła mu kontuzja. 30-letni Mamajew w kadrze rozegrał 15 spotkań. Zapewne nigdy już nie wystąpią w reprezentacji. Mamajew grał ostatnio w FK Krasnodar, Kokorin – w Zenicie Sankt Petersburg. Oba kluby potępiły zachowanie swoich piłkarzy, przy czym Krasnodar zapowiedział rozwiązanie kontraktu z Mamajewem.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Wielka Brytania: Rekordowa liczba skazanych za terroryzm

Brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało w czwartek, że w ciągu ostatniego roku na mocy ustawy o zwalczaniu terroryzmu skazano rekordową liczbę 90 osób. Jak zaznaczono, największą grupą wśród aresztowanych są biali. Zanotowano wzrost zagrożenia atakami terrorystycznymi ze strony radykalnie prawicowych organizacji.

Rządowe statystyki wykazały, że w ciągu 12 miesięcy od czerwca 2017 roku przed sądem stanęło 100 osób – o 39 proc. więcej niż rok wcześniej. 90 z nich zostało skazanych. To najwyższy wynik od kiedy zaczęto prowadzić statystyki w 2009 roku.

10 osób z dożywociem

Jednocześnie aż dziesięciu terrorystów – w tym islamski zamachowiec, który próbował doprowadzić do eksplozji w metrze na stacji Parsons Green, i radykalnie prawicowy napastnik, który wjechał samochodem w grupę muzułmanów na Finsbury Park w północnym Londynie – otrzymało wyroki dożywotniego pozbawienia wolności.

Z kolei liczba osób aresztowanych na mocy ustawy antyterrorystycznej spadła w ciągu ostatniego roku o 22 proc., z 449 do 351 osób, ale – jak zastrzeżono – wynika to z wyjątkowo podwyższonej liczby aresztów w poprzednim roku po pięciu atakach terrorystycznych w Wielkiej Brytanii (w Londynie i Manchesterze) i „nie należy mylić tego z obniżeniem poziomu zagrożenia lub intensywności działań operacyjnych policji”.

Prawie trzykrotny wzrost skazanych prawicowców

Jak dodano, funkcjonariusze zajmujący się zwalczaniem terroryzmu prowadzą obecnie najwyższą w historii liczbę śledztw – ponad 650.

Wśród aresztowanych największą grupą etniczną są biali (38 proc.), przed osobami o azjatyckich korzeniach (37 proc.) i czarnoskórymi (9 proc.). Według raportu to pierwszy raz od czerwca 2005 roku, kiedy biali dominują w tej statystyce, co wynika po części ze wzrostu zagrożenia atakami terrorystycznymi ze strony radykalnie prawicowych organizacji. W ciągu ostatniego roku liczba skazanych z tego powodu wzrosła z 10 do 28.

W więzieniach wciąż jednak największą grupę skazanych za terroryzm stanowią islamiści (82 proc.), a radykałowie prawicowi znajdują się na drugim miejscu (13 proc.).

Od ataku terrorystycznego na brytyjski parlament w marcu 2017 roku służby bezpieczeństwa powstrzymały 13 zamachów przygotowywanych przez islamistów, a także cztery planowane przez radykalnie prawicowe organizacje. Stopień zagrożenia terrorystycznego w Wielkiej Brytanii utrzymuje się na czwartym poziomie w pięciostopniowej skali, co oznacza, że atak jest „bardzo prawdopodobny”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

75 islamistów skazanych na śmierć w Egipcie

Sąd w Egipcie skazał 75 osób, w tym członków Bractwa Muzułmańskiego, na karę śmierci za przestępstwa w czasie protestów na placu Rabaa w 2013 roku. Demonstranci sprzeciwiali się wówczas odsunięciu od władzy związanego z Bractwem Muzułmańskim prezydenta Mohammeda Mursiego. Wyrok zapadł w ramach zbiorowego procesu, w którym oskarżonych jest ponad 700 osób. Kara śmierci wobec większości skazanych ma zostać wykonana przez powieszenie.

Islamiści z wyrokiem śmierci

Wśród skazanych są niektórzy przywódcy Bractwa Islamskiego, m.in. Essam el-Arian, Mohammed el-Beltagi i Safwat Hegazi. Trybunał nie wydał dotąd wyroku na głównego lidera Bractwa Muzułmańskiego Mohameda Badię, również oskarżonego w tym procesie.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Zgodnie z egipskim prawodawstwem jego wykonanie może nastąpić dopiero po wyrażeniu opinii w tej sprawie przez muftiego, ten jednak zazwyczaj potwierdza wyroki trybunału.

– Na ogół wyrok nie zmienia się, ale można się od niego odwoływać – powiedział dziennikarzom jeden z adwokatów. W uzasadnieniach wyroków zarzuca się skazanym m.in. udział w zbrojnym wystąpieniu, okupowanie siedzib urzędów państwowych oraz budynków publicznych i prywatnych w celach terrorystycznych, umyślne zabójstwa osób cywilnych i policjantów bądź usiłowania zabójstwa – podaje egipska agencja prasowa MENA.

Adwokat Mohamed Asziri Mohamed, obrońca jednego z 664 oskarżonych, którzy jeszcze nie usłyszeli wyroków, poinformował dziennikarzy, że „prawdopodobnie 8 września nastąpi potwierdzenie wyroków na 75 skazanych na śmierć oraz ogłoszenie wymiaru kary wobec pozostałych oskarżonych, która nie będzie karą śmierci”.

„Parodia sprawiedliwości”

Wyrok egipskiego sądu ostro skrytykowała organizacja Amnesty International, zajmująca się obroną praw człowieka. Według jej przedstawicieli cały proces jest „rażąco niesprawiedliwy” i sprzeczny z egipską konstytucją.

– Można to jedynie opisać jako parodię sprawiedliwości – stwierdziła przedstawicielka AI, Najia Bounaim.

Wśród skazanych na karę śmierci jest fotoreporter Mahmoud Abu Zeid, znany jako Shawn. W maju otrzymał od UNESCO Nagrodę Wolności Prasy. Sąd skazał go za fotografowanie wojskowych represji w trakcie protestów w Kairze 14 sierpnia 2013 roku. W wyniku działań egipskich sił bezpieczeństwa zginęło wówczas 900 osób, jak podkreśla organizacja – w przeważającej większości nieuzbrojonych. Żaden funkcjonariusz ani wojskowy nie został pociągnięty do odpowiedzialności w tej sprawie – zaznacza Amnesty International.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Fałszywi konwojenci skazani

Na kary więzienia od 3 lat i 8 miesięcy do 5 i pół roku skazał poznański sąd czterech członków „gangu konwojentów”. Mężczyźni zatrudniali się w firmach ochroniarskich, by kraść konwojowaną gotówkę. Łącznie zrabowali ponad 1 mln zł.

Do zdarzenia, które ujawniło działalność „gangu konwojentów”, doszło na początku lutego 2016 r. Na parkingu jednego z centrów handlowych w Poznaniu nieznany sprawca zaatakował Bartosza N., konwojenta Poczty Polskiej. Napastnik miał uderzyć go w głowę, zaatakować gazem pieprzowym i zabrać torbę, w której było kilkaset tys. zł – utarg z kilku placówek handlowych.

Dopiero po półtora roku od tego zdarzenia, policja poinformowała, że na podstawie zebranych materiałów dowodowych, a przede wszystkim na podstawie analizy zeznań napadniętego, udało się ustalić, że napad i rabunek zostały sfingowane, a poturbowany – rzekomo w wyniku napadu – mężczyzna współpracował z napastnikiem.

Policyjne czynności doprowadziły do ustalenia kolejnych osób, które brały udział w kradzieży. Osoby zamieszane w przestępczy proceder dopiero po kilku miesiącach zaczęły wydawać zrabowane pieniądze – na dom, samochód sprowadzony z USA, czy na mieszkanie.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie Bartoszowi N., Marcinowi W., Krzysztofowi K. i Radosławowi Ł. – zarzutów kradzieży mienia znacznej wartości, za co grozi kara do 10 lat więzienia.

W toku śledztwa okazało się jednak, że fikcyjny napad na konwojenta w poznańskim centrum handlowym nie był pierwszą tego typu akcją przygotowaną przez oskarżonych; wcześniej dwukrotnie udawało im się uniknąć konsekwencji. Mężczyźni, zatrudniali się w firmach ochroniarskich, a fikcyjny napad miał być tak wyreżyserowany, by nawet wersja przedstawiana policji była jak najbardziej wiarygodna.

Do pierwszego napadu, przygotowanego przez „gang konwojentów”, doszło w 2012 roku; upozorowano wówczas kradzież ponad 120 tys. zł. Z kolei na początku 2014 roku, Marcin W., we współpracy z dwoma „konwojentami”, w środku nocy – z dorobionym kluczem i z kodem do alarmu – miał ukraść z bankomatu prawie pół miliona złotych. Łącznie, grupa ukradła ponad 1 mln zł. Skradzioną gotówkę oskarżeni mieli najpierw zakopywać na terenie starej stadniny koni; później mieli ją między sobą dzielić.

W czwartek poznański sąd okręgowy wymierzył oskarżonym mężczyznom kary: Radosławowi Ł. – 4,5 roku więzienia, Marcinowi W. – 5,5 roku więzienia, Krzysztofowi K. – 4 lata i 2 miesiące więzienia, oraz Bartoszowi N. – 3 lata i 8 miesięcy pozbawienia wolności. Mężczyźni muszą także zapłacić grzywnę i zwrócić skradzione pieniądze.

Sędzia Joanna Rucińska uzasadniając wyrok wskazała, że w przypadku kradzieży pieniędzy konwojowanych z centrum handlowego, „Radosław Ł., Marcin W. i Krzysztof K. bazując na swoich wcześniejszych doświadczeniach, szczegółowo je zaplanowali, wielokrotnie się w tej sprawie porozumiewali, w tym za pomocą specjalnie zakupionych i używanych do tego celu telefonów. Sposób organizacji tego przestępstwa, wiodąca rola oskarżonych Ł. i W., wydawanie przez nich poleceń pozostałym, świadczy o tym, że oskarżeni byli w tym czasie czymś więcej niż tylko zwykłą szajką przestępców”.

Prokurator powiedziała, że dopiero po otrzymaniu pisemnego odpisu wyroku, rozważana będzie ewentualna apelacja w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl