Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Co odkryto w czasie przeszukań terenów działkowych w Sopocie

Ta sprawa od niemal 10 lat spędza sen z powiek śledczym. Od lipca 2010 roku nie udało im się ustalić, co stało się z Iwoną Wieczorek. Dziewczyna zniknęła po kłótni ze znajomymi, z którymi bawiła się w jednej z dyskotek w Sopocie. Nigdy nie znaleziono nawet śladu po niej. Teraz prokuratura postanowiła wznowić poszukiwania gdańszczanki. Kilkudziesięciu policjantów, ramię w ramię, już drugi dzień przeczesuje ogródki działkowe przy ul. Reja w Sopocie.

– Potwierdzam, że prowadzone jest przeszukiwanie terenu w Sopocie – przyznaje w rozmowie z Faktem Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej. – Ze względu na dobro śledztwa nic więcej nie mogę w tej sprawie zdradzić.

Na miejscu jest kilkudziesięciu policjantów. Przy użyciu specjalnego sprzętu, dronów, georadarów i długich prętów do pobierania próbek z ziemi przeczesują teren. W czwartek skupiali się na jednej z działek. To ogródek dziadków kolegi, z którym feralnej nocy na imprezie bawiła się Iwona. Na działce byli tuż przed pójściem na dyskotekę.

– To miejsce już policja przeszukiwała – mówi nam sopocianin, który obok ma działkę. – Pamiętam to, wtedy nic nie znaleziono.

Nieoficjalnie: znaleziono fragment bielizny

Czy tym razem będzie inaczej? Od niedawna sprawą zajmuje się nowy prokurator, czy dopatrzył się czegoś nowego w aktach sprawy? Czy wówczas popełniono jakiś błąd? Od marca zeszłego roku sprawą zajmuje się Departament do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych z Prokuratury Krajowej. Czy coś znaleziono? Tego śledczy oficjalnie na razie nie chcą zdradzić. Przyznają, że to mogłoby sprawić, że sprawca będzie utrudniał śledztwo.

W piętek 6 marca policjanci znów pojawili się w Sopocie z samego rana. Tym razem przeszukują więcej ogródków, zaglądają też do oczek wodnych i studzienek kanalizacyjnych. Cały teren został odgrodzony. Obok postawiono specjalny namiot, a niektórzy z policjantów pracują w specjalnych kombinezonach. RMF FM podaje nieoficjalnie, że w jednym ze stawków znaleziono fragment bielizny. Ma on zostać poddany badaniom DNA. Po południu na miejsce przyjechali strażacy. Wszystko wskazuje na to, że specjalną pompą będą wypompowywać wodę z przeczesywanych miejsc.

Mama Iwony Wieczorek: wierzę w rozwiązanie zagadki

– Wierzę, że Archiwum X rozwiąże zagadkę zaginięcia mojej córki, kto jak nie oni? Przecież wyjaśnili już tyle spraw – mówi Faktowi Iwona Kinda, mama zaginionej, która o policyjnej akcji dowiedziała się od nas. – Odnalezienie Iwonki to sens mojego życia. Co prawda to miejsce było już przeszukiwane, ale być może znaleźli w aktach sprawy jakiś nowy trop – dodaje.

Poszukiwaniom sceptycznie przygląda się natomiast znany dziennikarz śledczy Janusz Szostak, który prowadzi własne śledztwo w tej sprawie. – Nie sądzę, by tam coś znaleźli – twierdzi. Zdaniem Janusza Szostaka, autora książki „Co się stało z Iwoną Wieczorek” są małe szanse na odnalezienie Iwony Wieczorek w tym miejscu.

– To miejsce było już przeszukiwane. To tam działkę mieli dziadkowie kolegi, z którym na imprezę w dniu zaginięcia poszła Iwona. Ale nie miał on motywu, by ją zamordować. Krótko się znali, byli sobie obojętni – mówi Faktowi dziennikarz. – Chyba że pojawiły się jakieś nowe okoliczności albo zeznania kogoś, kto chciał obciążyć tego chłopaka – zaznacza.

Chodzi o Pawła P., z którym Iwona poszła na imprezę. Podobno spotkała się z nim tylko po to, by wzbudzić zazdrość w chłopaku, z którym chwilę wcześniej się rozstała. To od niego mama Iwony dowiedziała się o zaginięciu córki, potem chłopak uczestniczył w poszukiwaniach dziewczyny. Nie wszyscy jednak wierzyli wtedy w jego niewinność, chociaż jego udział w zaginięciu Iwony nigdy nie został potwierdzony.

KALENDARIUM ZAGINIĘCIA IWONY WIECZOREK:

Noc z 16 na 17 lipca 2010 roku

To wtedy zaginęła Iwona Wieczorek. Po kłótni ze znajomymi postanowiła opuścić dyskotekę w Sopocie i na piechotę wrócić do domu w Gdańsku Jelitkowie. Kamery monitoringu po raz ostatni zarejestrowały ją w Gdańsku Jelitkowie tuz przy wejściu na plażę. Była godzina 4.12. Szedł wtedy za nią mężczyzna z ręcznikiem, którego nigdy nie odnaleziono. W poszukiwaniach 19 latki brali udział policjanci, a nawet jasnowidz i prywatni detektywi. Do tej pory nie natrafiono na żaden ślad. Nie pomogły nawet wysokie nagrody proponowane za informacje o zaginionej.

Styczeń 2012 roku

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zdecydowała o umorzeniu sprawy zaginięcia gdańszczanki. Jednocześnie śledczy zapewniali, że jeśli tylko pojawią się nowe okoliczności w tej sprawie to wznowią postępowanie.

Marzec 2019 roku

Akta sprawy trafiły do Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych krajowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaginął 45-letni Arkadiusz Kańczucki

Wydział Kryminalny Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim (woj. łódzkie) od 7 lutego 2020 r. prowadzi poszukiwania Arkadiusza Kańczuckiego. Mężczyzna wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Jak podaje policja, zaginiony 45-latek, w dniu 6 lutego wyjechał z miejsca zamieszkania samochodem marki Seat Altea na tomaszowskich tablicach rejestracyjnych. Do chwili obecnej nie nawiązał kontaktu rodzinną i osobami z najbliższego otoczenia, a jego aktualne miejsce pobytu nie jest znane.

W tym dniu ubrany był w czerwony T-shirt z krótkim rękawem, czarne spodnie dresowe i czarną ocieplaną polarową bluzę. RYSOPIS ZAGINIONEGO: wzrost 177 cm, waga ok. 104 kg, sylwetka otyła, włosy ciemne – lekko szpakowate, oczy koloru piwnego.

Osoby mogące mieć jakąkolwiek wiedzę na temat miejsca pobytu mężczyzny lub o jego aktualnych losach, proszone są o kontakt w tej sprawie z policjantami Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim ul. Wandy Panfil 44, telefonicznie dzwoniąc pod numer: Sekretariat Wydziału Kryminalnego w godz. 08:00 -15:00 (kier. 44) 726 10 67, Powiatowe Stanowisko Kierowania – Zespół Dyżurnych (całodobowo) tel. (kier. 44) 726 10 00 lub pod numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: se.pl

Wciąż trwają poszukiwania radnego z Terespola

Gdzie jest Tomasz Sylwesiuk (45 l.) z okolic Terespola na Lubelszczyźnie? Mężczyzna od kilku dni nie daje znaku życia. Ślad po znanym radnym, leśniku i myśliwym urywa się w wodach rzeki Krzna. To właśnie z niej wyłowiono jego terenowy samochód. Szyba po stronie kierowcy była w nim uchylona. Jednak poszukiwania na wielką skalę na razie nie przyniosły rezultatu.

W przygranicznym Terespolu Sylwesiuk to człowiek-instytucja. Zastępca leśniczego w Leśnictwie Zalesie, prezesa koła łowieckiego, strażak-ochotnik w rodzinnych Neplach, a od 2018 roku także radny gminy w Terespolu. Od 10 stycznia szuka go cała gmina. – To porządny chłop. Taki i do tańca, i do różańca – opisują znajomi 45-latka.

Sylwesiuk 10 stycznia po pracy pojechał do Zalesia, gdzie odwiedził fryzjera. Potem odwiedził kolegę w Malowej Górze. Ok. godz. 14.20. wyruszył do domu. Wtedy widziano go ostatni raz.

Nazajutrz dach samochodu wystający z nurtu Krzny zauważyła mieszkanka Nepli. W aucie nie było nikogo. – Szyba od strony kierowcy była otworzona, pewnie uciekł z auta – nie tracą nadziei znajomi zaginionego. Kilkaset policjantów, strażaków, pograniczników, leśników, wreszcie znajomych i członków rodziny, przeczesuje okolicę, ale na razie bez skutku. – Posługujemy się m.in. dronami i kamerą termowizyjną. Wykorzystujemy także psa szkolonego do poszukiwań – opowiada podkom. Barbara Salczyńska-Pyrchla z policji w Białej Podlaskiej.
Źródło info i foto: se.pl

17 lat temu uciekł z chińskiego więzienia, ukrywał się w jaskini. Znaleziono go dopiero dzięki dronowi

17 lat zajęło chińskim śledczym znalezienie zbiega skazanego za handel ludźmi. Mężczyzna ukrywał się w niewielkiej jaskini, bez dostępu do cywilizacji. Do zatrzymania doszło dzięki nowoczesnemu sprzętowi wykorzystywanemu przez policję.

Obecnie 63-letni Song Moujiang z na początku lat 2000. został skazany za handel kobietami i dziećmi. W 2002 r. uciekł z obozu pracy w prowincji Syczuan. Przez lata policja nie mogła trafić na jego ślad.

Na początku września śledczy dostali sygnał, że mężczyzna może ukrywać się w górach niedaleko swojego rodzinnego miasta w prowincji Junnan. Dogłębne przeszukanie terenu nie było jednak możliwe ze względu na strome zbocza i gęstą roślinność. Dlatego też zdecydowano się na wykorzystanie dronów.

Po pięciu godzinach operowania dronem jeden z funkcjonariuszy zauważył na stromym klifie niebieski fragment stali. Gdy przyjrzano się bliżej temu miejscu, zauważono ślady ludzkiej bytności, w tym śmieci. Szybko stało się jasne, że ktoś się tam ukrywa. Był to właśnie poszukiwany 63-latek.

Mężczyzna przez lata ukrywał się w niewielkiej jaskini o powierzchni 2 metrów kwadratowych. Od dłuższego czasu nie mył się i nie prał swoich ubrań. Co więcej, od dawna nie miał kontaktu z ludźmi, więc rozmowa z nim nie była pozbawiona przeszkód.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szwecja: Polacy okradają Polaków metodą „na policjanta”

Szwedzcy policjanci apelują do Polaków, by nie wierzyli w dziwne telefony z ostrzeżeniami od funkcjonariuszy. To nie są bowiem prawdziwi mundurowi, a polscy złodzieje, którzy w ten sposób okradają swoich rodaków.

Szwedzka policja jest bezradna – do funkcjonariuszy zgłaszają się polscy imigranci, którzy zostali okradzeni metodą „na policjanta”. Do ludzi dzwonią bowiem oszuści, którzy ostrzegają przed lokalnym gangami i proszą, by pieniądze czy kosztowności zostawić w specjalnym worku przed drzwiami, a trafią one w ten sposób do „policyjnego depozytu”. Oczywiście precjoza znikają bez śladu, a przestępcy nie zostawiają żadnego tropu – informuje RMF.

Policja ostrzega więc przed podejrzanymi telefonami i prosi, by natychmiast zgłaszać próby oszustwa. . Funkcjonariusze zapewniają, że nigdy nie proszą o przekazanie gotówki czy kosztowności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań 84-latki

Policjanci z Jasła i Nowego Żmigrodu prowadzili od wczoraj poszukiwania za zaginioną 84-letnią mieszkanką gminy Krempna. Kobieta całą noc błądziła w lesie. Mundurowi odnaleźli ją dzisiaj rano, kilka kilometrów od domu. Kobieta została przekazana pod opiekę załogi karetki pogotowia, na szczęście jej życiu nic nie zagraża.

Poszukiwania rozpoczęły się wczoraj po godz. 23.00. Wówczas z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Rzeszowie do dyżurnego jasielskiej komendy Policji wpłynęła informacja, z której wynikało, że zaginioną jest mieszkająca samotnie, 84-lenia mieszkanka gminy Krempna. Zniknięcie starszej pani zauważyła jej 47-letnia sąsiadka, która na co dzień się nią opiekuje i jej pomaga. Kobieta oświadczyła policjantom, że ostatni raz widziała zagonioną w pobliżu domu około godz. 15.00. Zaniepokoiła się po godz. 20.00, kiedy poszła do starszej sąsiadki, aby przygotować jej lekarstwa do zażycia. Niestety drzwi do jej domu były zamknięte. Kobieta początkowo sama poszukiwała 84-latki, jednak nigdzie nie było po niej śladu.

W poszukiwania zaginionej, oprócz policjantów z Nowego Żmigrodu, zaangażowani zostali także funkcjonariusze referatu patrolowo-interwencyjnego jasielskiej jednostki Policji oraz sąsiedzi kobiety. Z zebranych informacji wynikało, że zaginiona jest w dobrej kondycji fizycznej i najprawdopodobniej wyszła z domu udając się na spacer z psem. Policjanci rozpoczęli poszukiwania w rejonie najbliższego sąsiedztwa, sprawdzali też główne ciągi komunikacyjne, rejon rzeki oraz drogi i ścieżki prowadzące do lasu.

Po całonocnych działaniach, około godz. 7.00 policjanci odnaleźli 84-latkę kilka kilometrów od miejsca zamieszkania w rejonie kompleksu leśnego przy drodze prowadzącej do przysiółka Żydowskie. Zziębnięta i mokra staruszka najprawdopodobniej błądziła całą noc w lasach Magurskiego Parku Narodowego. Kontakt był z nią utrudniony i nie była w stanie logicznie wytłumaczyć, co się z nią działo. Policjanci przekazali ją pod opiekę załogi karetki pogotowia. Na szczęście jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Słowa uznania należą się sąsiadom zaginionej, którzy pomagając starszej kobiecie, wykazują troskę o los drugiego człowieka i dzięki ich czujności, na czas podjęto działania poszukiwawcze.
Źródło info i foto: Policja.pl

Jest wyrok za zabójstwo Jacka Hrycia

– Za zabicie psa dostaje się większy wyrok. Mi zabito jedynego syna. Ten wyrok jest godny pożałowania. Na pewno będę apelował – mówi załamany Zenon Hryć (61 l.), ojciec Jacka, którego grupa pięciu mężczyzn zatłukła na śmierć. W Sądzie Okręgowym w Rybniku zapadł dziś wyrok w tej sprawie.

Oskarżonym w wieku od 20 do 35 lat, po kolei odczytywano wyrok. Każdy miał kamienną twarz. Dawid K. za zabójstwo dostał 25 lat więzienia. Jego koledzy: Paweł Sz., Artur L., Przemysław K. po 8 lat, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Łukasz K. skazany został na 8 lat i 2 miesiące, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym i próbę pobicia znajomego denata. Wyrok nie jest prawomocny.

– „Na twarzy ofiary zabójca zostawił podpis: odcisk buta na jednym policzku, a na drugim ślad kostki brukowej” – tak sprawę w mowie końcowej opisywał prokurator. Dziś z wyroku sądu był zadowolony. Dodatkowo oskarżeni mają wpłacić nawiązki na rzecz bliskich skatowanego w wysokości od 10 do 80 tys. zł.

Oprawcy Jacka Hrycia (†28 l.) zaatakowali go 4 czerwca 2017 roku. Dorwali mężczyznę przed jedną z dyskotek w Jastrzębiu-Zdroju. Razem z kolegą byli się pobawić, wypili kilka piw. To tutaj znaleźli się na celowniku zwyrodnialców, którzy szukali zaczepki. Chcieli bez powodu, spuścić komuś łomot. Później zeznał to jeden z oskarżonych – Łukasz K.

Hryć nie miał szans na obronę. Dawid K., kopał go po głowie, skakał po niej, a jego koledzy trzymali go by nie uciekł. Mężczyźni byli pijani, kat i jeden z kolegów byli też pod wpływem narkotyków. Ofiara zmarła w wyniku krwotoku wewnętrznego (krew znalazła się nawet w płucach) z licznymi obrażeniami na całym ciele.

Dziś przy odczytaniu wyroku, na sali rozpraw obecna była żona bestialsko zamordowanego mężczyzny. Nie mogła opanować łez, sprawy nie chciała komentować.

Nerwy puściły panu Zenonowi – ojcu, który stracił syna. – „Życzę by jeszcze dziś w nocy wasze rodziny też takie coś spotkało. Zobaczycie, jak to jest stracić dziecko” – krzyczał w kierunku rodzin oskarżonych, wymachując zdjęciami zakrwawionego Jacka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest nowy trop w sprawie zaginięcia Madeleine McCann

Śledczy z Portugalii badają nowy ślad w sprawie zaginięcia przed 12 laty małej Brytyjki Madeleine McCann. 3-letnia wówczas dziewczynka spędzała z rodzicami wakacje w maju 2007 roku w Algarve. Zniknęła bez śladu, a jej rodzice nie ustają w poszukiwaniach. Teraz, według brytyjskiej prasy, badany jest nowy trop. Chodzi o pedofila-cudzoziemcę.

To Scotland Yard miał przekazać portugalskiej policji nowy trop. Mowa jest o możliwym uprowadzeniu 3-latki przez pedofila, który w maju 2007 roku przebywał na terenie Portugalii. Mężczyzna ten 12 lat temu był podejrzany o wykorzystanie seksualne dziecka.

Po latach niepowodzenia portugalskiej policji w odnalezieniu dziewczynki, brytyjska wszczęła w 2013 roku własne dochodzenie. Na śledztwo w sprawie zaginionego dziecka wydano już miliony funtów.

Rodzice Madeleine: Kate i Gerry McCann, oboje z zawodu lekarze, są głęboko wierzącymi katolikami. Nigdy nie porzucili nadziei, że ich córka żyje. 3 maja, w 12. rocznicę jej zaginięcia, wydali oświadczenie: „Miesiące i lata mijają zbyt szybko. Madeleine skończy w tym miesiącu 16 lat”.

Serwis Netflix opublikował dokument o poszukiwaniach dziewczynki. Pokazano w nim m.in. jaką drogę przeszli rodzice dziewczynki: od osób, które mogły liczyć na dużą empatię ze strony społeczeństwa, przez bycie podejrzanymi w śledztwie, po oczyszczenie z zarzutów. Przedstawiono też postać głównego portugalskiego śledczego, który był oskarżany przez brytyjskie media o zaniedbania. Później wydał on książkę, dzięki której stał się bardzo popularny. Utrzymywał w niej, że Madeleine nie żyje.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginął 30-letni Pablo Alonso Suarez

Pablo Alonso Suarez zaginął w miejscowości Ogardy w województwie lubuskim. W poniedziałek wieczorem mężczyzna wyszedł na spacer z psem. Jednak do domu wróciło tylko zwierzę. Z 30-latkiem nie ma kontaktu, nie ma też śladu po nim. Poszukiwania prowadzi policja i straż pożarna. Służby nie wykluczają żadnego scenariusza – podaje Onet.

Policja w Strzelcach Krajeńskich dostała zgłoszenie o zaginięciu mężczyzny już w poniedziałkową noc. Palbo Alonso Suarez wyszedł na spacer z psem o godzinie 22.30. Po pewnym czasie do domu wrócił sznaucer miniaturka, a 30-latek przepadł bez wieści. Hiszpan nie mieszka na stałe w Polsce, przyjechał tu w odwiedziny ze swoją znajomą. Razem na stałe mieszkają w Hiszpanii.

Onet podaje, jak wiele sił zaangażowało się w poszukiwania 30-latka: – Z naszej jednostki w poszukiwania zaangażowani są wszyscy policjanci. W akcji biorą udział także mundurowi z oddziału prewencji komendy wojewódzkiej, są też strażacy i służby leśne. Na miejsce skierowane także helikopter – mówi portalowi mł. asp. Tomasz Bartos z Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Krajeńskich.

Pablo Alonso Suarez ma 180 cm wzrostu i jest szczupłej budowy ciała, ma aparat ortodontyczny. 30-latek jest ubrany w białą kurtkę z czarnym zamkiem z kieszeniami u góry, w białą koszulkę z krótkim rękawem (z nadrukowanymi bananami), krótkie, białe spodenki i czarno-niebieskie trampki. Ma czarny zegarek.

Osoby, które mogą mieć informację o zaginionym mężczyźnie, proszone są o kontakt z KPP w Strzelcach Kraj tel. 095 76 30 811,. pod numerem telefonu 997 lub 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe ustalenia w sprawie zaginięcia 19-letniego Michała Rosiaka

Pojawiły się kolejne doniesienia w sprawie zaginionego Michała Rosiaka, studenta Politechniki Poznańskiej. Jak ustalili dziennikarze „Gazety Wyborczej”, z telefonu 19-latka wysłano zdjęcie na Snapchacie. Chłopaka nagrały także kamery autobusu. Mija dokładnie tydzień, od kiedy 19-letni student zniknął bez śladu.

Zanim kamery miejskiego monitoringu i przejeżdżającego autobusu zarejestrowały po raz ostatni studenta Politechniki Poznańskiej Michała Rosiaka, chłopak bawił się w jednym z nocnych klubów na terenie Starego Miasta. Wyszedł z niego krótko przed pierwszą w nocy i ruszył w stronę dworca kolejowego Poznań Garbary.

Co widać na nagraniach z kamer?

Na nagraniach z monitoringu widać, że zaginiony student idzie samotnie, spokojnie, z nikim nie rozmawia. Nikt go nie gonił, nikt go nie zaczepiał, on się nie zataczał. Po prostu szedł – informował rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak.

Wtedy jeszcze nie był znany zapis nagrania z kamery nocnego autobusu linii 248, który mijał przystanek „Szelągowska”, na którym w piątek nad ranem przypadkowa osoba znalazła telefon studenta.

Na zapisie wideo z autobusu widać wyłącznie Michała Rosiaka siedzącego na przystanku. Kamera zarejestrowała go o godzinie 1:36. 19-latek nie wsiadł do środka, mimo że „248” to jedyny autobus kursujący przez Szelągowską o tej godzinie. Z autobusu nikt też nie wysiadał.

Kiedy pojazd po ponad godzinie przejeżdżał tamtędy po raz kolejny, Michała nie było już na przystanku.

Zdjęcie wysłane z telefonu Michała

Jak ustalili dziennikarze poznańskiej „Gazety Wyborczej”, o godzinie 2:41 z telefonu 19-letniego studenta wysłano zdjęcie w aplikacji Snapchat. Była to jednak wyłącznie ciemna plama.

Policja zakłada, że jego autorem był zaginiony chłopak, bo do tej godziny jego telefon nie zmienił położenia. Na tym jednak trop się urywa. Śledczy starają się więc odpowiedzieć na pytanie, co działo się ze studentem między 2:41 a 3:06, kiedy autobus „248 ponownie” zatrzymał się na „Szelągowskiej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl