Bezpieka zatrzymała lekarza i dziennikarkę ws. śmierci Bandarenki

W Mińsku zatrzymano Kaciarynę Barysiewicz – dziennikarkę największego białoruskiego portalu internetowego TUT.by, która opisywała historię śmierci Ramana Bandarenki. To 31-letni Białorusin, który zmarł przed tygodniem po tym, jak ze śladami pobicia został przewieziony do szpitala z komisariatu milicji. Kilka dni temu Komitet Śledczy Białorusi poinformował, że zmarły Raman Bandarenka był pijany. Jednak lekarze ze szpitala, do którego przywieziono mężczyznę, udostępnili mediom kartę przyjęcia pacjenta, z której wynikało, że w jego krwi nie było alkoholu. Historię opisał portal.

W czwartek dziennikarka Kaciaryna Barysiewicz, która napisała artykuł na ten temat, została zatrzymana przez ludzi w maskach, najpewniej milicyjny OMON.

Aresztowany został również lekarz, który prawdopodobnie udostępnił dane zmarłego. Prokuratura Generalna oświadczyła, że doktor umyślnie i bez służbowej konieczności przekazał wyniki badań. Tym samym ujawnił tajemnicę służbową, przy czym – zdaniem prokuratury – miał przekazać niedokładne dane.

Pogrzeb Ramana Bandarenki odbędzie się w piątek w Mińsku.
Źródło info i foto: TVP.info

Ciało 49-latka z licznymi ranami wyłowiono z Bzury. Zatrzymano 2 osoby

​Ciało 49-letniego mężczyzny z licznymi ranami wyłowiono w nocy z Bzury w Nakielnicy w powiecie zgierskim – dowiedzieli się dziennikarze RMF FM. Dwie osoby zostały zatrzymane. Mężczyzna mieszkał w pobliskim Aleksandrowie Łódzkim. Policja i prokuratura zabezpieczyła ślady w tym lokalu.

Jak podaje PAP, ciało 49-latka utknęło na kamieniach po tym jak – prawdopodobnie – zostało zrzucone z mostu do rzeki. Było zawinięte w dywan, a na szyi denata stwierdzono ciętą ranę, prawdopodobnie od noża.

Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury w rozmowie z PAP wyjaśnił, że cała sprawa zaczęła się od zawiadomienia policji o zaginięciu 49-latka. Złożyła je siostra mężczyzny. Funkcjonariusze udali się do jego mieszkania. Na miejscu zauważyli ślady krwi i brak dużego fragmentu dywanu. W wyniku specjalistycznych badań ustalono, że krew była zmywana z podłogi.

Z relacji sąsiadów wynika, że w miniony czwartek (12 listopada) w mieszkaniu odbyła się głośna impreza. Uczestniczył w niej 49-latek, 28-letnia kobieta, która z nim mieszkała i mówiła do niego „wujku” oraz 29-letni mężczyzna. Sąsiedzi zeznali, że w pewnym momencie było słychać odgłosy awantury.

Według wstępnych ustaleń śledczych, prawdopodobnie 49-latek został zamordowany podczas imprezy. Następnie sprawcy zawinęli ciało w dywan i samochodem dostawczym zawieźli na most nad Bzurą. Następnie zrzucili ciało do rzeki. Zwłoki jednak utknęły pomiędzy kamieniami.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nawalny żąda od Rosji zwrotu ubrań i wskazuje na „ważny dowód”

Aleksiej Nawalny zwrócił się do władz Rosji z żądaniem natychmiastowego zwrócenia ubrań, w których przywieziono go do szpitala w Omsku. Jak wskazuje, są one „ważnym dowodem” w sprawie, bo mogą się na nich znajdować ślady nowiczoku. Tymczasem rosyjska prokuratura generalna poinformowała, że chce przesłuchać Nawalnego.

W Rosji upłynął trzydziestodniowy termin na wszczęcie postępowania karnego w sprawie próby otrucia Aleksieja Nawalnego. Rosyjskie MSW poinformowało, że prowadzi czynności sprawdzające, a prokuratura generalna – że chce przesłuchać Nawalnego. Śledczy wskazali, że interesują ich zwłaszcza szczegóły przygotowań wyjazdu Nawalnego do Tomska i Nowosybirska. Chcą także ustalić personalia wszystkich osób, które towarzyszyły mu w podróży.

Jednocześnie strona rosyjska wciąż nie potwierdziła wersji o otruciu opozycjonisty gazem bojowym z grupy nowiczoków, choć wskazują na nie badania przeprowadzone w kilku niezależnych zagranicznych laboratoriach. Unia Europejska i Stany Zjednoczone domagają się od Rosji wszczęcia śledztwa, a Moskwa odmawia wszczęcia sprawy karnej, twierdząc, iż na razie nie ma do tego podstaw prawnych. Postępowanie przygotowawcze dotyczące możliwego otrucia Nawalnego prowadzi jedynie miejscowa policja.

Tymczasem Aleksiej Nawalny (jego stan zdrowia z każdym dniem się poprawia) napisał na swoim blogu, że organy ścigania wykorzystują czas, aby ukryć jego ubrania, które są „ważnym dowodem” w sprawie. Jak relacjonuje, ubrania ukryto po tym, jak rozebrano go do naga, gdy leżał nieprzytomny w szpitalu w Omsku. „Żądam wydania zabranej mi odzieży” – napisał, dodając, że na ubraniach mogą być ślady nowiczoku, którym próbowano go otruć.

Współpracownik opozycjonisty, dyrektor Fundacji Walki z Korupcją Iwan Żdanow, podkreślił, że „w związku z upłynięciem terminu 30 dni powinna zostać wydana decyzja o wszczęciu postępowania lub odmowie wszczęcia”. Żdanow dodał, że w związku z tym, iż taka decyzja nie została podjęta, współpracownicy Aleksieja Nawalnego nie będą stawiać się na przesłuchania. Żdanow i rzeczniczka Aleksieja Nawalnego Kira Jarmysz powiedzieli dziennikarzom, że zostali już wezwani na przesłuchanie, ale się na nim nie pojawili.

Rosyjski niezależny publicysta Michaił Fiszman w rozmowie z radiem Echo Moskwy wyraził opinię, że „sprawa Nawalnego nie ruszy z miejsca, dopóki nie zechce tego Władimir Putin”. Już wcześniej współpracująca z Aleksiejem Nawalnym opozycyjna polityk Lubow Sobol oświadczyła w Radiu Swoboda, że sygnał do zamachu na Nawalnego dał prezydent Rosji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Barwice: Znęcanie się nad dziećmi w przedszkolu. Dyrektorka z prokuratorskimi zarzutami

Dyrektorka przedszkola usłyszała zarzuty w sprawie znęcania się nad trzyletnim dzieckiem. Kolejny zarzut został przedstawiony jej mężowi. We wtorek oboje zostali przesłuchani przez prokuratora. Przypomnijmy, do znęcania się nad trzylatkiem miało dojść w niepublicznym przedszkolu w Barwicach (woj. zachodniopomorskie). O sytuacji poinformowała policję jedna z matek. Według niej, trzyletniemu dziecku naruszono nietykalność cielesną, sklejając mu ręce taśmą. Następnie ślady miały być zacierane. Okazało się bowiem, że nagrania z monitoringu, na których miały być zarejestrowane momenty znęcania się nad dzieckiem, zniknęły w nieustalonych okolicznościach.

W poniedziałek zatrzymano dyrektorkę placówki i jej męża. We wtorek zostali oni przesłuchani w szczecineckiej prokuraturze i usłyszeli zarzuty.

– Dyrektorka i właścicielka przedszkola usłyszała trzy zarzuty – mówi prok. Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. – Pierwszy to naruszenie nietykalności cielesnej przedszkolaka, poprzez wiązanie mu rąk taśmą klejącą. Zarzut drugi to nakłonienie dwóch osób pracujących w przedszkolu do składania fałszywych zeznań, kiedy sprawą zainteresowała się policja. I trzeci zarzut to, że pani dyrektor również złożyła w trakcie przesłuchań na policji fałszywe zeznania.

Katarzyna H. przyznała się do tego, że naruszyła nietykalność cielesną dziecka i do tego, że złożyła fałszywe zeznania. Kobieta nie przyznała się do podżegania innych osób do składania fałszywych zeznań. Grozi jej od roku do nawet ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe zatrzymania ws. śmiertelnego potrącenia dziennikarki

Zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia usłyszał 25-latek, który w czwartek śmiertelnie potrącił jadącą na rowerze dziennikarkę Annę Karbowniczak na drodze w okolicach Brzekińca w Wielkopolsce. Razem ze sprawcą wypadku zatrzymani zostali dwaj jego krewni. Najprawdopodobniej pomagali mu zacierać ślady i uszkodzenia w busie, który prowadził. W sobotę po południu policja poinformowała o zatrzymaniu kolejnych dwóch osób. Karbowniczak była korespondentką „Głosu Wielkopolskiego” w Chodzieży. Jak informują jej redakcyjni koledzy, krótko przed śmiercią zaczęła dostawać anonimy z pogróżkami. W dniu, gdy zginęła, do prokuratury wpłynęło zawiadomienie na ten temat. Na razie śledczy, którzy prowadzą obie te sprawy, nie łączą ich ze sobą.

Jak poinformował rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, policjantom udało się trafić na trop sprawców w wyniku błyskawicznej reakcji funkcjonariuszy z Chodzieży. W jednostce ogłoszono alarm, do poszukiwań sprawcy stawili się wszyscy tamtejsi policjanci.

Dzięki śladom zabezpieczonym na miejscu tragedii wiadomo było, że poszukiwany jest niebieski bus – Opel Vivaro lub Renault Traffic. Początkowo akcja skupiała się na blokadach dróg i przeczesywaniu okolicznych lasów. Po otrzymaniu nowych informacji, zawęził się krąg poszukiwań. Były to m.in. zgłoszenia od osób dzwoniących na numer alarmowy, które przekazały, że widziały samochód dostawczy z uszkodzonym przodem, wyjeżdżający z lasu. Taki sam pojazd i jego numery rejestracyjne, krótko przed wypadkiem, zarejestrowały też kamery monitoringu w pobliskim Wągrowcu.

Numery rejestracyjne wskazywały, że właścicielami samochodu są mieszkańcy Kalisza. Policjanci ustalili ich tożsamość, po czym okazało się, że te osoby przebywają od dłuższego czasu za granicą. W rozmowie telefonicznej przekazały jednak, że sprzedały busa handlarzom z Ostrowa Wielkopolskiego. Ci z kolei poinformowali, że samochód kupił niedawno mieszkaniec Wągrowca, 25-letni mężczyzna. To on jak się później okazało – siedział za kierownicą, kiedy na drodze lokalnej w okolicach Brzekińca między Chodzieżą a Wągrowcem doszło do tragedii.

Razem z nim zostali zatrzymani też dwaj jego krewni – 27-letni brat oraz dalszy członek rodziny, właściciel posesji, na której stało auto. Samochód był przygotowywany do naprawy, wiedzieliśmy też, że ktoś z tej okolicy poszukiwał chwilę wcześniej przedniej szyby do auta, które wytypowaliśmy, Kiedy policjanci przyjechali na miejsce, elementy karoserii były już rozkręcone, przy samochodzie znajdowały się też narzędzia – informuje Andrzej Borowiak.

Poznańska prokuratura na dziś zaplanowała przesłuchania pozostałej dwójki zatrzymanych. Podejrzany 25-latek, sprawca wypadku, usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia.

Po godz. 15 policja poinformowała, że w tej sprawie zatrzymano jeszcze dwie osoby. „Kolejne zatrzymania w sprawie śmierci Anny Karbowniczek – dziennikarki z Chodzieży. Policjanci przed chwilą zatrzymali kobietę i mężczyznę, pasażerów Opla Vivaro. Kierowca po potrąceniu rowerzystki uciekł wraz z naocznymi świadkami. Wszyscy ukrywali się. Mogli też zacierać ślady” – napisał na Twitterze rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lubelszczyzna: 15-latek dźgnął nożem kolegę. Poszło o wpisy w sieci

15-letni mieszkaniec gminy Cyców na Lubelszczyźnie ugodził nożem swojego kolegę w tym samym wieku. Powodem ataku były obraźliwie wpisy zamieszczane w mediach społecznościowych. Jak podaje w komunikacie lubelska policja, do zdarzenia doszło w czwartek wieczorem na terenie gminy Cyców. Podczas spotkania dwóch 15-latków doszło do kłótni spowodowanej zamieszczaniem obraźliwych wpisów w mediach społecznościowych. W pewnym momencie jeden z 15-latków wyjął nóż i pchnął nim kolegę.

Poszkodowany nastolatek miał zadzwonić do swojej siostry, a ta razem z matką zawiozła rannego do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. „15-letni sprawca został zatrzymany. Zebrane materiały trafią do Sądu Rodzinnego ds. Nieletnich, gdzie zostanie zastosowany środek karny adekwatny do popełnionego czynu” – podaje policja.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Znaleziono ciało 28-latka, który zaginął w trakcie protestów na Białorusi. Zwłoki odkryto w lesie

„Kolejny zaginiony białoruski protestujący, Mikita Kryucou, został znaleziony martwy w lesie w dzielnicy Partyzańskiej w Mińsku, ze śladami pobicia” – poinformował w sobotę wieczorem na Twitterze białoruski dziennikarz Franak Viacorka. 28-latek zaginął 12 sierpnia w trakcie protestów. Jak informowała „Nasza Niwa”, telefon mężczyzny logował się po zaginięciu w Centrum Neurologii i Neurochirurgii w Mińsku. Tam jednak 28-latka nie odnaleziono. Ostatecznie okazało się, że mężczyzna nie żyje.

„28-letniego Mikitę Kryucoua znaleziono martwym w lesie. Ciało ma ślady pobicia” – informuje również na Twitterze dziennikarz Andrzej Poczobut.

Przed kilkoma dniami znaleziono ciało 29-letniego Konstantina Szyszmakowa, dyrektora Wojskowego Muzeum Historycznego. Był członkiem lokalnej komisji wyborczej podczas białoruskich wyborów prezydenckich. Miał odmówić podpisania protokołu ze sfałszowanymi wynikami głosowania.

Protesty na Białorusi

Około pięciu tysięcy osób, jak szacują dziennikarze, uczestniczyło w wieczornym sobotnim wiecu białoruskiej opozycji na centralnym Placu Niepodległości w Mińsku. Wiec zakończył się odśpiewaniem piosenki „Mury” Jacka Kaczmarskiego.

Na manifestacji, tak jak i na poprzednich, powiewały historyczne biało-czerwono-białe flagi Białorusi i pojawiły się transparenty z hasłami żądającymi odejścia prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Wcześniej, w pobliżu centralnego bazaru Kamarouka, ustawiły się kobiety w „łańcuchu solidarności”, który miał około kilometra. Mniejsze akcje protestu odbyły się w innych białoruskich miastach: Grodnie, Brześciu i Bobrujsku. Na niedzielę białoruska opozycja zapowiada zorganizowanie w stolicy wielkiego „Marszu nowej Białorusi”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Czechy: Zemsta możliwą przyczyną podpalenia wieżowca

Strażacy poinformowali w niedzielę, że na miejscu sobotniego pożaru w budynku mieszkalnym w Boguminie na Zaolziu, w którym zginęło 11 osób, znaleziono ślady substancji łatwopalnych. Media piszą o zemście byłego partnera kobiety z mieszkania, które doszczętnie spłonęło.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjantka zatrzymała dwie osoby, które miały zaatakować mężczyznę nożem

Policjantka w czasie wolnym od służby udzieliła pomocy zakrwawionemu mężczyźnie leżącemu na chodniku. Następnie, wspólnie ze strażnikiem miejskim, zatrzymała dwie osoby podejrzane o ugodzenie go nożem. Do zdarzenia doszło w Lublinie na ul. Turystycznej. Policjantka Komendy Powiatowej Policji we Włodawie, która na co dzień pełni służbę jako zastępca dyżurnego, jechała w czasie wolnym od służby samochodem. Zauważyła leżącego na chodniku zakrwawionego mężczyznę. Z samochodu wyjęła sterylny materiał i razem z kobietą, która już udzielała pomocy, zatamowały krwawienie.

Policjantka zauważyła leżący na ziemi nóż oraz ślady krwi. Nieopodal stało dwóch mężczyzn, których ranny wskazał jako sprawców ugodzenia. Na miejscu był również w czasie wolnym funkcjonariusz Straży Miejskiej w Lublinie. Razem obezwładnili mężczyzn.
Źródło info i foto: wp.pl

Rodzice miesięcznego Wiktora z zarzutami

Miesięczny Wiktor zmarł wskutek rozległego urazu głowy – potwierdziła gliwicka prokuratura. Biegli wykluczyli jednocześnie, by uraz mógł powstać bez udziału osób trzecich. Rodzicom dziecka postawiono zarzuty – grozi im dożywocie. Sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu. Prokurator Joanna Smorczewska podczas konferencji prasowej poinformowała o wstępnych wynikach sekcji zwłok miesięcznego Wiktora. Wykazała ona, że dziecko zmarło wskutek rozległego urazu, który powstał przy udziale osób trzecich.

– Jak wskazywał biegły, przy tego typu rozległych krwiakach i złamaniu kości czaszki u tak małego dziecka nie ma mowy, by doszło do przypadkowego powstania tego urazu, na skutek jego własnego działania – powiedziała Smorczewska.

Prokurator zaznaczyła, że niemowlę nosiło również gojące się ślady wcześniejszych urazów w postaci złamań. – W zakresie tych śladów będą przeprowadzane dalsze badania, biegli wydadzą pełną opinię, w jakich okolicznościach i kiedy mogły one powstać – zapewniła.

Prokuratora postawiła ojcu Wiktora zarzut zabójstwa, a matce zarzut udzielenia pomocy w zabójstwie. Oboje usłyszeli też zarzuty znęcania się nad synem. Rodzicom grozi dożywocie. – Nie przyznają się do zarzucanych czynów. Przedstawili swoja wersje w obszernych wyjaśnieniach. Będziemy je weryfikować i na tym etapie nie możemy ich ujawniać – powiedziała rzecznik Gliwickiej prokuratury Karina Spruś.

Przesłuchana została również położna, która zeznała że podczas wizyty patronackiej nie stwierdziła żadnych zaniedbań i śladów maltretowania u dziecka. Chłopiec trafił do szpitala po tym, jak jego matka zaalarmowała pogotowie, że nie oddycha. Mimo starań lekarzy z katowickiego Centrum Zdrowia Dziecka, Wiktora nie udało się uratować.

Lekarze poinformowali, że dziecko miało wyraźne objawy maltretowania, a wykonane badania wykazały nakładające się na siebie urazy i złamania.

W piątek wieczorem Sąd Rejonowy w Gliwicach zgodził się z wnioskiem prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 29-letniej matki i 30-letniego ojca na trzy miesiące.
Źródło info i foto: wp.pl