CBŚP zatrzymało 11 osób. Chodzi o wyłudzenia funduszy unijnych

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało 11 osób podejrzanych o udział w grupie przestępczej, która miała zajmować się wyłudzaniem dotacji z funduszy unijnych. Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie grupy za pośrednictwem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa występowali o dotacje z UE dla jednej ze spółek działających w branży zwierząt hodowlanych.

„Metoda działania grupy polegała na przedkładaniu nierzetelnych pisemnych oświadczeń dotyczących okoliczności, od których była uzależniona wypłata środków finansowych o określonej kwocie. Dzięki tak sporządzonej dokumentacji wprowadzano w błąd ARiMR, wykazując fikcyjny podział gruntów, stwarzając sztuczne warunki do uzyskania wyżej wymienionych środków. Umożliwiało to uniknięcie m.in. degresywnych stawek dopłat i uzyskanie nienależnych, wyższych kwot wsparcia finansowego m.in z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich” – wyjaśnili śledczy.

Jak poinformowało CBŚP, zatrzymani usłyszeli 92 zarzuty dotyczące m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, o co podejrzanych jest 10 osób. Dwóm z nich zarzucono kierowanie tą grupą. Pozostałe zarzuty dotyczą oszustwa i przedkładania dokumentów poświadczających nieprawdę w celu uzyskania dotacji. W tej sprawie zastosowano poręczenia majątkowe na ponad 380 tys. zł.

Akcja w kilku regionach

Zatrzymań dokonano w wyniku akcji przeprowadzonej w województwach: warmińsko-mazurskiego, pomorskiego, dolnośląskiego, małopolskiego i mazowieckiego. „Kilkudziesięciu policjantów olsztyńskiego CBŚP przy wsparciu funkcjonariuszy z zarządów w Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu, a także żołnierzy Oddziału Żandarmerii Wojskowej z Elbląga, zatrzymało 11 osób – 10 Polaków i jednego obywatela Niemiec, w wieku od 26 do 62 lat. Przeszukano także kilkanaście nieruchomości, w tym siedzibę spółki oraz mieszkania użytkowane przez osoby podejrzane, zabezpieczając dokumentację oraz sprzęt elektroniczny, a także pieniądze w różnych walutach” – informuje biuro.

Śledztwo dotyczące tej grupy prowadzone jest od 2020 r. przez policjantów z zarządu w Olsztynie Centralnego Biura Śledczego Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Jak poinformowały służby, wszystko na to wskazuje, że grupa mogła działać w latach 2010-2019.

Z informacji CBŚP wynika, że śledczy analizują materiał dowodowy i nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
Źródło info i foto: interia.pl

14-latek wykorzystał seksualnie 5-latkę?Dziecko wróciło nagie i zapłakane do domu

18.09.2020 Lipusz Las Radiowoz Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Nieoficjalne doniesienia mówią, że 14-latek jest podejrzany o zgwałcenie 5-letniej dziewczynki. Śledczy nie potwierdzili tych informacji, tłumacząc to dobrem dziecka. – Zatrzymano nieletniego sprawcę – podała jedynie Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. 

Według nieoficjalnych doniesień dziewczynka wróciła naga i zapłakana do domu. Powiadomiono policję, która rozpoczęła poszukiwania sprawcy. W akcję zaangażowano wielu funkcjonariuszy. Pomagali także mieszkańcy, którzy przekazywali sobie zdjęcie z kamery monitoringu, na którym widać 14-latka.

Jak ustalił Fakt, nastolatka zatrzymał w nocy w Sowinach jeden z mieszkańców, po czym przekazał podejrzanego w ręce policjantów z Żagania. Śledczy nie potwierdzili dotąd, w jakiej sprawie aresztowano 14-latka. – Ze względu na dobro dziecka nie udzielamy w tej sprawie żadnych informacji – powiedział Faktowi sierż. Arkadiusz Szlachetko z biura prasowego żagańskiej policji. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze przekazała jedynie, że zatrzymano nieletniego sprawcę. Sprawą zajmie się sąd dla nieletnich.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Poszukiwany Jacek Jaworek ukrywa się w Warszawie?

To niemal pewne, poszukiwany zbieg Jacek Jaworek, który miał zamordować z zimną krwią swojego brata, jego żonę oraz syna, nie ukrywa się na terenie gminy Oksa pod Jędrzejowem. Zapytaliśmy specjalistę o to, gdzie obecnie może przebywać groźny przestępca. Nasz ekspert, Maciej Karczyński, przez wiele lat był funkcjonariuszem policji, potem pełnił funkcję rzecznika ABW. W ostatnich latach zmienił jednak zupełnie profesję. Obecnie częściej widać go na sportowych arenach w roli prezesa Futsal Ekstraklasy. Mimo tego czasem wraca w roli eksperta do spraw kryminalnych.

Jacek Jaworek jest poszukiwany przez policjantów na Śląsku. Mężczyzna jest podejrzany o dokonanie potrójnego morderstwa w Borowcach. Póki co nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa. Policja używa wszelkich możliwych technik, by złapać 52-latka. To jednak jak widać nie należy do łatwych zadań. Mężczyzna może być absolutnie wszędzie, obecnie może nawet chodzić ulicami Warszawy.

– Na pewno czas jaki upływa jest na korzyść uciekającego. Świadczy to, że mógł się przygotować do zabójstwa i ucieczki. Na pewno policjanci sprawdzają wszelkie okoliczności i ustalenia. Kluczowe są kontakty poszukiwanego oraz środki techniki operacyjnej. Jest też hipoteza, że mógł popełnić gdzieś w lesie samobójstwo. Długi okres ukrywania się zawsze powoduje, że prędzej czy później musimy „wyjść do ludzi”. Łatwiej to uczynić w dużej aglomeracji albo uciec za granicę. Taka Warszawa wydaje się idealnym miejscem, gdzie każdy żyje swoim życiem. Tutaj o anonimowość jest bardzo łatwo. Zmieniając swój wygląd i ubrania łatwiej jest wtopić się w tłum. Jeśli przygotowywał się do ucieczki to ma swój plan – mówi podejrzliwie Maciej Karczyński, były rzecznik ABW.
Źródło info i foto: se.pl

2,5-latek utonął w Antoninie. Rodzice z zarzutami

Rodzice 2,5-letniego chłopca, który w czwartek utonął w zbiorniku wodnym na terenie ośrodka wypoczynkowego w Antoninie (woj. wielkopolskie), usłyszeli zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenia na utratę życia lub zdrowia – poinformowała Polska Agencja Prasowa. Podejrzanym grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Prokurator Marcin Kubiak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim przekazał w rozmowie z PAP, że „podejrzani przyznali się do zarzucanego czynu, składając dość oszczędne wyjaśnienia”. Śledczy nie zdecydowali jeszcze o czy i jakie środki zapobiegawcze zostaną zastosowane wobec rodziców chłopca.

W czwartek 15 lipca strażacy otrzymali informację o tym, że na jeziorze Szperek w Antoninie w województwie wielkopolskim, unosi się ciało małego dziecka.

Zgłoszenie wpłynęło od osoby spacerującej obok akwenu, który znajduje się w okolicy jednego z ośrodków wypoczynkowych. Na miejsce wysłana została policja, straż pożarna i Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Po trwającej półtorej godziny reanimacji, lekarz stwierdził zgon 2,5-latka.

Według ustaleń prokuratury, rodzice pozostawili niezamknięte drzwi wejściowe do domku letniskowego, w którym przebywała rodzina. W efekcie, dziecko bez opieki dorosłych opuściło budynek i poszło nad pobliskie jezioro, gdzie spadło z pomostu i utonęło. Prokuratura ustaliła też, że w noc poprzedzającą tragiczne zdarzenie, rodzice chłopca spożywali alkohol. U 29-latki badanie wykazało jeden promil alkoholu w organizmie. Natomiast 32-letni ojciec miał około 0,08 promila, a więc zgodnie z przepisami kodeksu karnego w chwili badania był trzeźwy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Borowce: Są wyniki sekcji zwłok ofiar

Jacek Jaworek, poszukiwany za potrójne morderstwo w Borowcach (woj. śląskie), nadal jest na wolności. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zaprezentowała wstępne wyniki sekcji zwłok małżeństwa i ich 17-letniego syna, którzy zginęli od ran postrzałowych.

Jacek Jaworek od prawie tygodnia jest poszukiwany przez policję i prokuraturę. Śledczy podejrzewają go o zabójstwo trzech członków swojej rodziny. W piątek Prokuratura Okręgowa w Częstochowie pokazała wstępne wyniki sekcji zwłok ofiar, przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że wszystkie 3 osoby zginęły w wyniku ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała. Było to łącznie 10 strzałów z broni kalibru 7,65 – powiedział w piątek PAP prokurator Krzysztof Budzik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Jacek Jaworek poszukiwany. Apel policji

Broni, z której zginęła rodzina, dotychczas nie odnaleziono. 52-letni podejrzany o zabójstwo brata, jego żony i syna Jacek Jaworek wciąż jest poszukiwany. W czwartek policja zwróciła się z prośbą do mieszkańców gminy Dąbrowa Zielona w powiecie częstochowskim oraz innych osób, aby w godzinach 18-6 rano przez kilka kolejnych dni powstrzymali się od przebywania na terenach leśnych w tej miejscowości. Ma to związek z działaniami służb w zakresie poszukiwań Jacka Jaworka oraz użyciem w tym miejscu specjalistycznego sprzętu.

– Specyfika tych czynności wymaga, aby były prowadzone w nocy, nie mogę jednak ujawnić szczegółów – powiedział w piątek młodszy aspirant Kamil Sowiński z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Zabójstwo w Borowcach

W nocy z piątku na sobotę (9-10 lipca) w Borowcach k. Dąbrowy Zielonej w powiecie częstochowskim wezwani do awantury domowej policjanci w domu jednorodzinnym znaleźli zwłoki małżeństwa 44-latków i ich 17-letniego syna z ranami postrzałowymi. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który schronił się u rodziny. Sprawca zbrodni uciekł.

Od wtorku Jaworek poszukiwany jest listem gończym. Prokurator zdecydował o zaocznym przedstawieniu mu zarzutów potrójnego zabójstwa, co stało się podstawą wniosku o aresztowanie, zaakceptowanego we wtorek przez sąd.

Wiadomo, że Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał u brata po tym, jak opuścił zakład karny, gdzie odbywał dwumiesięczną karę zastępczą w związku z niepłaceniem alimentów. Mężczyzna nie miał zezwolenia na posiadanie broni.

Policja zaznacza, że w przypadku napotkania tego mężczyzny należy zachować daleko idącą ostrożność – nie podejmować samodzielnie żadnych działań oraz powiadomić policję. Informacje o poszukiwanym mają policjanci z całego kraju oraz Straż Graniczna. Policyjne czynności nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, która przejęła sprawę od śledczych z Myszkowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Holandia: Nie żyje postrzelony dziennikarz Peter R. de Vries

Nie żyje holenderski dziennikarz śledczy Peter R. de Vries – poinformowała agencja AFP. 6 lipca 64-latek został postrzelony w Amsterdamie, tuż po wyjściu ze studia telewizyjnego.

„Peter walczył do końca, ale przegrał tę bitwę. Zmarł otoczony ludźmi, którzy go kochali” – powiedziała rodzina dziennikarza w oświadczeniu dla telewizji RTL.

We wtorek 6 lipca Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio, oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości – relacjonowało BBC. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan określano jako ciężki. Burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że de Vries „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”. – Peter R. de Vries jest dla nas wszystkich bohaterem narodowym, niezwykle odważnym dziennikarzem, niestrudzenie poszukującym sprawiedliwości – podkreśliła.

Okazało się później, że wśród aresztowanych po ataku na dziennikarza jest 35-letni Kamil E. Portal dutchnews.nl informował, że Polak miał być kierowcą. Oddać strzały do dziennikarza miał natomiast pochodzący z Antyli Holenderskich 21-letni Delano G.

Portal tvn24.pl informował, że Kamil E. był poszukiwany przez polskie służby listem gończym za kradzieże i rozboje. Miał odsiedzieć w Polsce wyrok. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani na autostradzie w Leidschendam jeszcze tego samego dnia.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła de Vriesa, ponieważ ten otrzymywał groźby. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Hiszpania: Udostępniał pedofilom zdjęcia nagiej pasierbicy

Zdjęcia m.in. kąpiącej małoletniej dziewczynki, na które natrafili eksperci amerykańskiego Krajowego Centrum ds. Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych Seksualnie (National Center for Missing and Exploited Children), doprowadziły do ujęcia w Hiszpanii pedofila. Nagrywał on swoją pasierbicę i jako młoda kobieta polował w internecie na inne dziewczynki. Skutecznie namawiał je do przesyłania zdjęć i filmów o wyraźnym seksualnym podłożu.

To była żmudna akcja hiszpańskiej Guardia Civill, której finał był zaskoczeniem dla wszystkich, zwłaszcza dla ludzi, których związał z zatrzymanym pedofilem. NCMEC odkrył w sieci wśród plików, którymi wymieniali się różni pedofile, zdjęcia małoletniej dziewczynki w łazience, od rozbierania się po kąpiel i suszenie.

Sposób filmowania i kadrowania wskazywał, że dziecko nie miało pojęcia, że jest cały czas inwigilowane. Prawdopodobnie w łazience była zamontowana co najmniej jedna ukryta kamera.

Analiza ekspertów z NCMEC wykazała, że pedofil oferował także w sieci filmy, na których uwieczniono tradycyjny seks kobiety z mężczyzną. Na to, że sam bohater tej domowej pornografii może stać za pedofilskimi zdjęciami, wskazywało, że robił on fotomontaże mające upodobnić dorosłą kobietę do innej małoletniej dziewczynki.

Informatycy śledczy skupili się na odnalezieniu jak największej ilości szczegółów mogących doprowadzić do regionu, w którym powstały te wszystkie zdjęcia i filmy. Udało się ustalić personalia dorosłej kobiety i dziewczynki z łazienki, która, jak się okazała, była jej córką. Nie miały pojęcia, z kim mieszkają.

Osaczona

Ostrożnie, ze względu na dobro dziewczynki, gwardziści najpierw przepytali okolicznych mieszkańców, kim są mężczyzna jego partnerka i pasierbica. Agenci Departamentu Przestępstw Teleinformatycznych połączyli zabezpieczone zdjęcia z mężczyzną zamieszkałym w mieście Milladoiro (A Coruña). Mając odpowiednie zgody sądu, funkcjonariusze wkroczyli do mieszkania podejrzewanego z nakazałem przeszukania i zabezpieczenia sprzętu komputerowego oraz dostępu do używanych przez niego kont w mediach społecznościowych.

Dla partnerki zatrzymanego to był ogromny szok. Tym bardziej gdy okazało się, że nie ograniczył się do inwigilowania pasierbicy w łazience i nagrywania wszystkiego, co się tam dzieje. Funkcjonariusze odkryli, że pedofil zainstalował także w komputerze dziewczynki specjalne oprogramowanie szpiegowskie.

Dzięki niemu miał dostęp do wszystkich jej plików, ale także mógł bez jej wiedzy uruchamiać kamerę internetową i obserwować, co robi. Z zabezpieczonych dowodów wynika, że najczęściej nagrywał, jak dziewczynka się przebiera.
Źródło info i foto: TVP.info

Pielęgniarz zgwałcił i zabił 92-letnią kobietę

Mająca 92 lata seniorka z Berlina została w zeszły poniedziałek brutalnie zamordowana przez swojego pielęgniarza. Niemieckie media podały, że kobieta padła ofiarą przestępstwa na tle seksualnym. Śledczy zatrzymali podejrzanego, postawili mu już zarzuty. Podejrzanym o morderstwo na tle seksualnym i gwałt ze skutkiem śmiertelnym jest 42-letni pielęgniarz, który opiekował się seniorką.

Na miejscu przestępstwa w poniedziałek zatrzymano 41-letniego opiekuna 92-latki, podejrzanego o dokonanie zbrodni. Zatrzymał go syn zmarłej kobiety. „Syn zmarłej kobiety złapał 41-letniego podejrzanego i zadzwonił pod numer ratunkowy. Przytrzymał mężczyznę do czasu przybycia służb ratunkowych” – pisze w środę dziennik „Berliner Zeitung”.

We wtorek sąd wydał nakaz aresztowania go, po wcześniejszym postawieniu zarzutu morderstwa oraz gwałtu. „Podejrzany od wczoraj przebywa w areszcie na wniosek berlińskiej prokuratury pod zarzutem morderstwa na tle seksualnym i gwałtu ze skutkiem śmiertelnym. W chwili obecnej nie możemy udzielić żadnych dalszych informacji” – przekazała na Twitterze berlińska prokuratura.

Przybyli na miejsce zbrodni ratownicy próbowali reanimować seniorkę. 92-latce nie udało si e przywrócić funkcji życiowych. „Zmarła w domu z powodu poważnych obrażeń” – podała gazeta. Dokładną przyczynę śmierci poznamy po sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rewizja w redakcji Nasza Niwa na Białorusi. Zatrzymano dziennikarzy

Wśród zatrzymanych jest redaktor naczelny gazety Nasza Niwa, Jahor Marcinowicz. Jak podał Komitet Śledczy w czasie przesłuchania wezwano do niego pogotowie. W czwartek na Białorusi doszło do zatrzymań redaktorów niezależnej gazety Nasza Niwa oraz regionalnych dziennikarzy różnych mediów. Komitet Bezpieczeństwa Państwowego poinformował o „szerokiej operacji przeciwko ludziom nastawionym radykalnie”.

Wezwano pogotowie

Po rewizjach w redakcji białoruskojęzycznej gazety Nasza Niwa oraz w mieszkaniach jej pracowników zatrzymano na 72 godziny naczelnego Jahora Marcinowicza, a także redaktorów Andreja Dyńkę i Andreja Skurkę oraz księgową gazety Wolhę Rakowicz. Wszyscy są podejrzani w ramach sprawy karnej o „działania poważnie naruszające porządek publiczny”.

„Śledczy badają informacje o popełnieniu przez cztery osoby, w tym Jahora Marcinowicza, działań poważnie naruszających porządek publiczny” – poinformował Komitet Śledczy.

W komunikacie tej instytucji potwierdzono, że w czasie przesłuchania Marcinowicza wezwano pogotowie. „W trakcie przesłuchania poinformował on, że źle się czuje. Śledczy wezwali pogotowie. Po udzieleniu pomocy nie skarżył się on (na stan zdrowia) i czynności śledcze były kontynuowane” – podano.

Rewizje były związane także z postępowaniem z artykułu dotyczącego masowych zamieszek – podają media.

Zablokowany przez ministerstwo

Media niezależne informują również o zatrzymaniu w ramach postępowań karnych dziennikarzy spoza Mińska, w tym redaktora Ihara Kazmierczaka z Orszy, Zmiciera Łupacza z Głębokiego (śledczy przyjechali po niego do sanatorium) oraz Witala Skryla z Witebska. W ciągu dnia informowano również o rewizjach, przesłuchaniach i zatrzymaniach w różnych białoruskich miejscowościach.

Portal Naszej Niwy został w czwartek zablokowany przez ministerstwo informacji. Jak podał resort, wnioskowała o to prokuratura generalna. Komentując tę decyzję, telewizja państwowa ONT podała, że było to związane z zamieszczaniem materiałów o „charakterze prowokacyjnym, niesprawdzonych i nieprawdziwych informacji, które sprzyjały wzrostowi napięcia społecznego i stymulowały nastroje protestu”.

Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) poinformował natomiast wieczorem w telewizji Biełaruś 1 o „zakrojonej na szeroką skalę operacji przeciwko osobom reprezentującym postawy radykalne”.
Źródło info i foto: interia.pl

Holandia: 35-letni Polak zatrzymany ws. postrzelenia dziennikarza śledczego Petera de Vriesa

Jak podaje portal „NL Times”, holenderska policja zatrzymała 35-letniego Polaka w sprawie postrzelenia holenderskiego dziennikarza śledczego Petera de Vriesa. Napastnik miał oddać pięć strzałów z bliskiej odległości. Stan dziennikarza jest ciężki. We wtorek Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio i wyszedł na ulicę oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan jest ciężki.

Policja zatrzymała dwóch podejrzanych na holenderskiej autostradzie A4 w pobliżu Leidschendam. Poza 35-letnim Polakiem mieszkającym w Maurik, zatrzymany został również 21-letni mężczyzna z Rotterdamu.

Policja poinformowała, że w piątek dwóch mężczyzn zostanie postawionych w stan oskarżenia za brutalne przestępstwo. Na ten moment obaj przebywają w areszcie, nie pozwolono im kontaktować się z nikim poza ich przedstawicielami prawnymi.

Sprawę skomentował premier Mark Rutte. Polityk cytowany przez Associated Press, nazwał atak „szokującym i niezrozumiałym”. Do zdarzenia odniosła się także burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła Petera R. de Vriesa, ponieważ dziennikarz otrzymywał groźby za swoją pracę. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl