Kradzież pod bankomatem na Bielanach

Jedna z mieszkanek Bielan wypłaciła gotówkę z bankomatu na Wrzecionie. Zanim się spostrzegła nie miała już karty płatniczej.

Kobieta była obserwowana przez złodzieja. Wybrała kilkaset złotych z bankomatu, a kartę schowała do kieszeni. Wtedy do akcji wkroczył obywatel Białorusi. Wpadł na nią i wyciągnął jej kartę z kieszeni. Gdy mieszkanka wróciła do domu i sięgnęła do kieszeni karty już nie było. Mężczyzna w tym czasie poszedł do galerii i zrobił sobie zakupy za 630 zł. Sprawa szybko została zgłoszona na policję.

Śledczy przeanalizowali nagrania z kamer. Okazało się, że robił zakupy w 3 sklepach. 27-letni obywatel Białorusi został zatrzymany i przewieziony na komendę. Usłyszał łącznie 9 zarzutów. Grozi mu do 10 lat więzienia – informuje Elwira Kozłowska z komendy na Bielanach.
Źródło info i foto: se.pl

Ciało 64-latki znalezione w jednym z ogródków działkowych w Bielawie

Fot. Damian Klamka/East News. n/z radiowoz policyjny, policja

Ciało 64-letniej kobiety znaleźli policjanci w jednym z ogródków działkowych w Bielawie na Dolnym Śląsku. Kobieta została uduszona, a w sprawie zatrzymano jej syna – dowiedziała się nieoficjalnie PAP. Zwłoki 64-latki z Dolnego Śląska. Policja rozpoczęła poszukiwania mieszkanki Bielawy po tym, jak zgłoszono jej zaginięcie. W czwartek policjanci znaleźli ciało kobiety w kompostowniku na należącym do niej ogródku działkowym.

– Ciało było w worku. Dziś odbyła się sekcja zwłok, która wykazała, że kobieta została uduszona – powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową prokurator Rejonowy w Dzierżoniowie Tomasz Fedorszczak.

W sprawie zatrzymano mężczyznę. – W sobotę z zatrzymanym będą prowadzone dalsze czynności – przekaazał prokurator, nie podając szczegółów dotyczących tożsamości podejrzewanego. Według nieoficjalnych informacji Polskiej Agencji Prasowej zatrzymany mężczyzna to syn zamordowanej kobiety. PAP ustaliła też, że to on oraz inna osoba z rodziny zgłosili zaginięcie 64-latki.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejna udana akcja CBŚP. Fabryka nielegalnych papierosów zlikwidowana

Centralne Biuro Śledcze Policji ogłasza sukces – formacja rozbiła gang działający w woj. łódzkim, która zajmowała się nielegalną produkcją papierosów. 7 osób zostało zatrzymanych, śledczy postawili im zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Sprawą nielegalnej fabryki papierosów od dłuższego czasu zajmowali się funkcjonariusze z CBŚP z Gdańska i Łodzi. Dzięki zebranym w toku pracy informacjom udało się dotrzeć do woj. łódzkiego, gdzie na terenie wynajmowanej prywatnej posesji znajdowała się nielegalna fabryka papierosów.

– Podczas akcji policjanci zatrzymali 7 osób, w tym 2 obywateli Polski i 5 obywateli Białorusi. W wyniku przeszukania pomieszczenia gospodarczego i innych obiektów na posesji funkcjonariusze znaleźli i przejęli maszyny do produkcji papierosów, ponad 1,8 miliona sztuk papierosów, krajankę tytoniową oraz niezbędne do produkcji komponenty. – przekazuje rzecznik prasowa CBŚP.

Z ustaleń formacji wynika, że miesięcznie w takiej nielegalnej fabryce można było wyprodukować co najmniej 10 mln papierosów. CBŚP szacuje, że zabezpieczone materiały w toku przeszukania naraziły Skarb Państwa na 2 mln straty.

– Zatrzymani mężczyźni, w wieku od 32 do 60 lat zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, gdzie przedstawiono im zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz popełnienia przestępstw karno-skarbowych – dodaje nadkom. Iwona Jurkiewicz.

Wszyscy podejrzani zostali aresztowani na 3 miesiące. CBŚP nie wyklucza kolejnych zatrzymań w trakcie toczącej się sprawy.
Źródło info i foto: wp.pl

Ciało 49-latka z licznymi ranami wyłowiono z Bzury. Zatrzymano 2 osoby

​Ciało 49-letniego mężczyzny z licznymi ranami wyłowiono w nocy z Bzury w Nakielnicy w powiecie zgierskim – dowiedzieli się dziennikarze RMF FM. Dwie osoby zostały zatrzymane. Mężczyzna mieszkał w pobliskim Aleksandrowie Łódzkim. Policja i prokuratura zabezpieczyła ślady w tym lokalu.

Jak podaje PAP, ciało 49-latka utknęło na kamieniach po tym jak – prawdopodobnie – zostało zrzucone z mostu do rzeki. Było zawinięte w dywan, a na szyi denata stwierdzono ciętą ranę, prawdopodobnie od noża.

Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury w rozmowie z PAP wyjaśnił, że cała sprawa zaczęła się od zawiadomienia policji o zaginięciu 49-latka. Złożyła je siostra mężczyzny. Funkcjonariusze udali się do jego mieszkania. Na miejscu zauważyli ślady krwi i brak dużego fragmentu dywanu. W wyniku specjalistycznych badań ustalono, że krew była zmywana z podłogi.

Z relacji sąsiadów wynika, że w miniony czwartek (12 listopada) w mieszkaniu odbyła się głośna impreza. Uczestniczył w niej 49-latek, 28-letnia kobieta, która z nim mieszkała i mówiła do niego „wujku” oraz 29-letni mężczyzna. Sąsiedzi zeznali, że w pewnym momencie było słychać odgłosy awantury.

Według wstępnych ustaleń śledczych, prawdopodobnie 49-latek został zamordowany podczas imprezy. Następnie sprawcy zawinęli ciało w dywan i samochodem dostawczym zawieźli na most nad Bzurą. Następnie zrzucili ciało do rzeki. Zwłoki jednak utknęły pomiędzy kamieniami.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zwęglone zwłoki w samochodzie. Policja ustala okoliczności

Zwęglone zwłoki wędkarza zostały znalezione w niedzielę w samochodzie osobowym Renault, zaparkowanym w Podolszu, u zbiegu dwóch rzek: Skawy i Wisły. Śledczy ustalają okoliczności śmierci mężczyzny – podała rzecznik oświęcimskiej policji Małgorzata Jurecka.

– Przez kilka godzin policjanci badali miejsce zdarzenia. Obecny był prokurator i biegły z zakresu pożarnictwa. Wstępnie ustalono, że to 46-letni wędkarz z Chrzanowa. W nocy próbował dogrzać butlą gazową wnętrze samochodu, w wyniku czego doszło do pożaru – powiedziała asp. szt. Małgorzata Jurecka.

Rzecznik dodała, że prokurator zlecił przeprowadzenie sekcji zwłok, aby ustalić przyczynę śmierci, a także – na podstawie DNA – potwierdzić tożsamość mężczyzny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo w zakładzie karym we Włodawie

W Zakładzie Karnym we Włodawie (woj. lubelskie) doszło do zabójstwa. Jeden z osadzonych zaatakował drugiego taboretem. Jak informuje „Dziennik Wschodni”, napastnikiem był 27-letni Kamil K. Mężczyzna we wtorek 3 listopada z nieznanych dotąd przyczyn zaatakował swojego kolegę z celi.

Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie w rozmowie z portalem przekazała, że 27-latek zadał pokrzywdzonemu szereg uderzeń taboretem. Tym samym spowodował liczne obrażenia głowy, wskutek których mężczyzna zmarł.

Kamil K. odpowie za zabójstwo. Śledczy postawili mu również zarzut dotyczący spowodowania uszczerbku na zdrowiu w lipcu tego roku. Oskarżony oblał innego więźnia wrzątkiem z czajnika, powodując oparzenia twarzy. Policjanci zawieszeni za wieszaki na płocie Jarosława Kaczyńskiego. Piotr Zgorzelski oferuje pomoc

Podczas przesłuchania 27-latek przyznał się do zarzutów. Składał wyjaśnienia, ale śledczy nie zdradzili ich treści. Za dokonane przestępstwa grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Pierwszy akt oskarżenia odnośnie afery w GetBack

Prokuratura skierowała do sądu pierwszy akt oskarżenia ws. afery GetBack, dotyczy 16 osób, w tym m.in. byłego prezesa zarządu GetBack; postawiono w nim ok. 30 zarzutów dotyczących oszustw i wyprowadzenia pieniędzy na kwotę ok. 3 mld zł – poinformował Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski.

– Chciałem państwa poinformować, że Prokurator Regionalny w Warszawie, który jest kierownikiem zespołu śledczego ws. GetBack, skierował do Sądu Okręgowy w Warszawie akt oskarżenia w sprawie tzw. afery GetBack. To jest pierwszy z aktów oskarżenia w tej sprawie, dotyczy on 16 oskarżonych, w tym Konrada K., byłego prezesa zarządu GetBack, Jarosława A. i Tobiasza B. – byłych prezesów Idei Banku oraz Dariusza N. oraz Małgorzaty Sz. – członków zarządu Idea bAnku – przekazał na poniedziałkowej konferencji prasowej prok. Bogdan Święczkowski.

Jak dodał, akt oskarżenia liczy 1200 stron oraz dotyczy 16 osób. – Jest ok. 30 zarzutów dotyczących oszustw i wyprowadzenia pieniędzy na łączną kwotę ok. 3 mld zł, gdzie pokrzywdzonych jest 9 tys. osób – podkreślił. Dodał, że w tej sprawie zostanie jeszcze skierowany do sądu „niejeden akt oskarżenia”. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBA zatrzymało 8 osób. Załatwiali pracę za łapówki

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało osiem osób w sprawie powoływania się w 2018 roku na wpływy w organach władzy publicznej. W zamian za łapówki obiecywali załatwienie pracy bądź kontraktów – twierdzą śledczy. Zatrzymani usłyszeli w prokuraturze zarzuty płatnej protekcji. Jednym z podejrzanych jest Piotr P., związany przed laty z Samoobroną – ustaliła Polska Agencja Prasowa.

Funkcjonariusze lubelskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzą wspólnie z mazowieckim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie śledztwo w sprawie powoływania się w 2018 roku na wpływy w organach władzy publicznej – poinformował w piątkowym (23 października) komunikacie Wydział Komunikacji Społecznej Biura.

Agenci CBA zatrzymali osiem osób, a prokurator przedstawił im zarzuty płatnej protekcji. Grupa ośmiu osób została zatrzymana na terenie Warszawy, Skarżyska-Kamiennej, Lublina, Gdańska, Sopotu, Krakowa, Tarnowa, a następnie przeprowadzono z nimi szereg przeszukań, w trakcie których zabezpieczono materiał dowodowy celem wykorzystania w toku dalszych czynności procesowych.

Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymani powoływali się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, zwłaszcza w: Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków we Wrocławiu, Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, Urzędzie Miasta Kraków, a także u Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu Delegatura w Jeleniej Górze. W zamian za łapówki obiecywali załatwienie pracy bądź kontraktów.

Zgromadzone w tej sprawie dowody wskazują, że kwota udzielonych łapówek przekroczyła 70 tys. zł. Natomiast wysokość żądanych korzyści majątkowych wynosiła 5 proc. od wielomilionowych kontraktów.

Wydział podał, że zatrzymani usłyszeli w prokuraturze zarzuty płatnej protekcji. Jest to pierwsza realizacja w tym postępowaniu. CBA zapowiedziało, że planowane są kolejne czynności.

Wśród zatrzymanych Piotr P.

Jak ustaliła PAP, wśród zatrzymanych osób są były doradca samoobrony Piotr P. i jego żona Anna P., jedna z kobiet, które oskarżyły Andrzeja Leppera o molestowanie w tzw. seksaferze w Samoobronie. Wśród podejrzanych mógł znaleźć się także naukowiec z Dolnego Śląska, ale mężczyzna zmarł przed zebraniem całości materiałów w śledztwie.

Z informacji przekazanych PAP przez osobę znającą kulisy tego postępowania wynika, że podejrzani o powoływanie się na wpływy mamili profesora załatwieniem pozwoleń na przekopywanie lasów państwowych. Liczyli, że mężczyzna wyznaczy miejsce, w którym, według jego wiedzy, miały znajdować się skarby skradzione w czasie II Wojny Światowej przez III Rzeszę. „Spodziewali się osiągnąć zysk w zakresie 100 milionów złotych” – ustalono.
Źródło info i foto: interia.pl

PK rozpoczęła śledztwo ws. wycieku 348 stron wyjaśnień ws. Paweł M. ps. „Misiek”

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo, które ma ustalić odpowiedzialnego za wrzucenie do internetu 348 stron wyjaśnień byłego szefa gangu kiboli Wisły Kraków. Wiedza Pawła M. ps. Misiek, który poszedł na współpracę i opowiedział śledczym o przestępstwach popełnianych przez swoich kolegów, od kilku tygodni jest dostępna do ściągnięcia z internetu. – Zaufanie, którym mój klient obdarzył wymiar sprawiedliwości, zostało nadwątlone – mówi tvn24.pl Andrzej Mucha, obrońca Pawła M.

Paweł M. ps. Misiek jest dla kiboli postacią legendarną. Legenda zaczęła się 20 października 1998 r. na stadionie Wisły Kraków. 19-letni wówczas kibol rzucił z trybuny w kierunku boiska nóż. Pech chciał, że trafił i ranił włoskiego piłkarza Parmy Dino Baggio. Dla Wisły skandal skończył się wyrzuceniem z europejskich pucharów, dla „Miśka” – ośmioma latami więzienia.

Pobyt w zakładach karnych Paweł M. wykorzystał na zbudowanie swojej pozycji w środowisku kiboli. Gdy wyszedł na wolność w 2006 r. został przywódcą grupy Wisła Sharks, która z czasem stała się najpotężniejszym gangiem działającym w Krakowie i jedną z najgroźniejszych bojówek w Polsce. Szczytem możliwości gangsterów zarządzanych przez M. było przejęcie w 2016 r. ekstraklasowej drużyny Wisły Kraków. Oprócz tego „Misiek” i spółka zajmowali się handlem narkotykami, rozbojami, kradzieżami, oszustwami.

„Misiek” ucieka do Włoch, ale wraca

Początkiem końca grupy była akcja policji z maja 2018 r. Wtedy za kratki trafiło kilkudziesięciu kiboli, ale sam Paweł M. tuż przed zatrzymaniem wyleciał do Włoch. Polski wymiar sprawiedliwości ściągnął go stamtąd w październiku 2018 r. „Misiek” niemal natychmiast podjął współpracę z policjantami Centralnego Biura Śledczego Policji. Każdego dnia, przez kilka miesięcy, był zabierany z aresztu przez funkcjonariuszy i w lokalu operacyjnym służb godzinami opowiadał o przestępstwach popełnianych przez siebie, członków gangu Sharksów oraz innych kiboli z całej Polski. Wszystko za obietnicę łagodnej kary. Taką możliwość daje artykuł 60 Kodeksu karnego, który przewiduje znaczne obniżenie wyroku dla przestępców, którzy pójdą na współpracę. Osoby, które korzystają z dobrodziejstw tego artykułu nazywa się potocznie „małymi świadkami koronnymi”.

Na podstawie składanych przez „Miśka” wyjaśnień zatrzymano już kilkadziesiąt osób – kiboli Wisły, Cracovii, Lechii Gdańsk, Ruchu Chorzów, Legii Warszawa i wielu innych. Ale do dziś prokuratura nie wywiązała się ze składanych obietnic. Paweł M. nadal siedzi w areszcie (kilka dni temu minęły dwa lata, od kiedy tam trafił), mimo że inne osoby, które też poszły na współpracę, a nawet duża część kiboli zatrzymanych dzięki jego wyjaśnieniom, wyszła już z aresztów. Tymczasem w przypadku „Miśka” nie powstał nawet akt oskarżenia, więc do procesu i ewentualnego złagodzenia wyroku pozostaje długa droga.

Akta do ściągnięcia dla każdego

Na razie prokuratura kieruje do sądu wątki poboczne ze sprawy gangu Sharksów. I właśnie do akt jednej z takich spraw dołączono obszerną część wyjaśnień składanych przez Pawła M. Dokładnie 348 stron opisu kibolskiej drogi „Miśka” na szczyt, wielu przestępstw popełnianych przez Sharksów oraz roli pełnionej w gangu przez poszczególnych kiboli. Zawiera też mnóstwo danych osobowych, adresów i innych danych wrażliwych. Kilka tygodni temu wśród kiboli zaczął krążyć link z gotowym do pobrania plikiem zawierającym wyjaśnienia „Miśka”. Link szybko trafił na portale społecznościowe, a pod koniec września ich treść zaczęli opisywać dziennikarze. Publikacje zawierające akta Pawła M. opublikowało kilkanaście redakcji.

Materiały ze sprawy VI K 207/19 zostały umieszczone w sieci bez zgody Sądu Okręgowego w Krakowie, w którego dyspozycji się teraz znajdują. W trwającym od 2019 r. procesie, w którym oskarżonych zostało pięciu kiboli (Piotr M., Łukasz S., Patryk P., Mateusz P. i Roman Z.), nie ujawniono jeszcze materiału z wyjaśnień Pawła M. i nie przesłuchano większości świadków. Według śledczych i adwokatów upublicznienie części akt może wpłynąć na ich zeznania.

Dlatego zarówno śledczy jak i adwokaci oraz sędziowie z krakowskiego sądu nie kryją oburzenia.

Jak przekazał właśnie tvn24.pl dział prasowy Prokuratury Krajowej wszczęto śledztwo w sprawie wycieku. „Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie wszczął śledztwo w sprawie ujawniania bez zezwolenia protokołów przesłuchania podejrzanego Pawła M. zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, co mogło doprowadzić do naruszenia prawnie chronionego interesu kwalifikowane z art. 241 § 1 kk w zb. z art. 266 § 2 kk” – informuje Prokuratura Krajowa.

– Jestem zadowolony, że takie śledztwo zostało wszczęte. Niezwłocznie po tym, jak dostaliśmy informację o wycieku, zażądałem wszczęcia śledztwa w tej sprawie, bo taka okoliczność zagraża bezpieczeństwu mojego klienta i jego rodziny, a także bezpieczeństwu całego postępowania. Zaufanie, którym mój klient obdarzył wymiar sprawiedliwości, zostało nadwątlone – mówi tvn24.pl Andrzej Mucha, obrońca Pawła M.

Dostęp do akt, które znajdują się w sieci, mieli prokuratorzy, sędziowie oraz pracownicy sądu, a także adwokaci oskarżonych. Postępowanie śledczych w sprawie wycieku znacząco ułatwiła osoba, która wrzuciła do sieci wyjaśnienia „Miśka”. Z metadanych pliku można odczytać, że stworzono go 15 stycznia 2020 o godz. 18:17. Użyto do tego konkretnej wersji jednej z aplikacji do obróbki plików PDF. Na części skanów widać też palce osoby, która kopiowała akta.

Za ujawnienie materiałów z postępowania bez zgody kodeks karny przewiduje karę do dwóch lat, a w przypadku funkcjonariuszy publicznych do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Warszawa: Zadłużony policjant okradł swoją komendę

Sierżant sztabowy z komendy rejonowej na warszawskiej Woli, został zatrzymany przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji za okradzenie swojej jednostki – dowiedział się portal tvp.info. Funkcjonariusz miał wynieść sprzęt teleinformatyczny o wartości ok. 300 tys. zł i zastawić go w lombardzie. To głównie komputery, i to nawet kilkadziesiąt sztuk, które musiał wynosić od kilku miesięcy.

Do zatrzymania wolskiego policjanta doszło przed dwoma dniami. Śledczy na razie nie ujawniają, czy przyznał się do okradzenia swojej jednostki. Nieoficjalnie wiadomo, że funkcjonariusz był odpowiedzialny za sprzęt teleinformatyczny. Miał wynieść z komendy, przede wszystkim komputery o łącznej wartości ok. 300 tys. zł.

Z ustaleń śledczych wynika, że sprzęt trafił do lombardu. Nie wiadomo, czy udało się odzyskać choćby jego część. Policjant miał kraść, ponieważ był uzależniony od hazardu. Możliwe, że funkcjonariusz z kilkunastoletnim stażem liczył, że się „odegra” i odzyska sprzęt, ale tylko pogrążał się dalej.

– 14 października w trakcie kontroli ewidencji sprzętu w jednym z wydziałów w KRP IV (komenda rejonowa policji na Woli – przyp. red.) wykryto nieprawidłowości związane ze stanem faktycznym komputerów. Komendant rejonowy niezwłocznie powołał komisję, która wykazała braki. O nieprawidłowościach poinformowano prokuraturę oraz BSWP. Oprócz postępowania karnego prowadzone są także czynności dyscyplinarne, jak również w kierunku zwolnienia ze służby – powiedział tvp.info nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji.
Źródło info i foto: TVP.info