CBŚP rozbiło międzynarodowy gang handlujący suszem tytoniowym

Policjanci z CBŚ wraz z funkcjonariuszami Krajowej Administracji Skarbowej, straży granicznej i we współpracy z prokuraturą rozbili międzynarodową grupę handlującą suszem tytoniowym. Do sprawy zatrzymano sześć osób, w tym dwie podejrzane o kierowanie grupą. Z ustaleń śledczych wynika, iż straty Skarbu Państwa z tytułu niezapłaconych podatków szacuje się na ponad 292 mln zł.

Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji Zarządu w Olsztynie wspólnie z funkcjonariuszami Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Olsztynie i Biura Spraw Wewnętrznych Straży Granicznej zatrzymali w związku z tą sprawą sześć osób w woj. mazowieckim, lubuskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim.

Jak działała grupa?

Śledztwo trwa od 2016 r., a dotyczy nielegalnego handlu suszem tytoniowym. Czynności procesowe były prowadzone w porozumieniu z niemiecką służbą celną we Frankfurcie nad Odrą, ponieważ w Niemczech znajdował się magazyn, w którym przechowywano susz.

Według śledczych, działalność grupy trwała od 2015 do października 2018 r. Proceder opierał się na działalności gospodarczej kilku firm, które wykazywały fikcyjne wewnątrzwspólnotowe dostawy suszu tytoniowego. Na polski rynek miało trafić ponad 500 ton nielegalnego suszu. Śledczy oszacowali straty Skarbu Państwa z tytułu niezapłaconych podatków na ponad 292 mln zł.

Zarzuty dla zatrzymanych

Dwóm osobom przedstawiono zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, mającą na celu m.in. oszustwa podatkowe i przestępstwa skarbowe, pranie pieniędzy. Pozostałe cztery osoby, w tym obywatel Ukrainy, usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przestępstw skarbowych. Wśród zarzucanych tej grupie przestępstw jest też korupcja wobec funkcjonariusza Straży Granicznej.

Funkcjonariusze zabezpieczyli w związku z tą sprawą mienie w postaci nieruchomości, samochodów i gotówki o łącznej wartości ponad 2 mln zł.

Według CBŚP, śledztwo ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: interia.pl

22-letni Jakub A. myślał, że będzie to zbrodnia doskonała. „Był zakochany w matce 10-latki, dziewczynka mu przeszkadzała”

„22-letni oprawca Kristiny z Mrowin, to wrocławianin Jakub A. Mieszał na Partynicach” – poinformowała w poniedziałek Gazeta Wrocławska. Mężczyzna przyznał się w czasie wizji lokalnej do zabójstwa 10-latki ze szczególnym okrucieństwem. Według nieoficjalnych informacji, Jakub A. miał być zakochany w matce dziewczynki i uważał, że dziecko przeszkadza mu w relacjach z kobietą.

Ciało 10-letniej Kristiny znaleźli spacerowicze w czwartek około godz. 17 w lesie, sześć kilometrów od Mrowin, gdzie mieszkała. Przyczyną jej śmierci były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Śledczy początkowo sądzili, że zbrodnia ma podłoże seksualne. Zwłoki były bowiem częściowo rozebrane. Okazało się jednak, że dziewczynka nie została zgwałcona.

„Myślał, że to zbrodnia doskonała”

Dla zmylenia pościgu sprawca po zabójstwie ułożył jej ciało w taki sposób, aby zbrodnia przypominała atak pedofila.

– Podejrzany o morderstwo 10-latki myślał, że będzie to zbrodnia doskonała i od samego początku tak zaplanował jej wykonanie jak i wyrobienie sobie różnego rodzaju alibi, aby wprowadzić śledczych na fałszywe tropy – powiedział Polsat News rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

– Mężczyzna znał zarówno dziewczynkę jak i jej matkę, jednak konkubent czy partner to zbyt daleko idące słowa – poinformował Mariusz Ciarka.

Według nieoficjalnych informacji zatrzymany to student Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. We Wrocławiu mieszkał z rodzicami. Mężczyzna miał być zakochany w matce 10-latki.

– Dopiero zaczynali się spotykać. Córka mu przeszkadzała – miała powiedzieć „Gazecie Wrocławskiej” osoba związana ze śledztwem.

Sprawca miał przygotowane alibi

Mężczyzna początkowo nie przyznał się do zabójstwa, miał też przygotowane alibi. Przełom nastąpił dopiero po przeprowadzeniu wizji lokalnej.

– Podczas tych czynności z Prokuratorem Okręgowym sprawca zdał sobie sprawę, że dalsze brnięcie w wersje niewiarygodne nie ma sensu i przyznał się – poinformował w poniedziałek minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Minister sprawiedliwości zapewnił, że prokuratura będzie domagać się dla podejrzanego kary dożywocia z możliwością odroczenia przedterminowego zwolnienia. Na wtorek zaplanowano przygotowanie wniosku o jego tymczasowe aresztowanie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe ustalenia w sprawie zabójstwa 10-latki. „Gwałtu na dziewczynce nie było”

Zamordowana w Mrowinach 10-letnia dziewczynka nie została zgwałcona. Miejsce zbrodni i samo zabójstwo zostało tak upozorowane, by wyglądało, jakby przestępstwa dokonał pedofil – ustalił portal tvp.info w źródłach zbliżonych do sprawy. Mężczyzna był zakochany w matce dziewczynki. Zabiegał o jej względy – dodaje nasz rozmówca.

W poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Świdnicy poinformowała, że zatrzymanemu i podejrzanemu o zabójstwo 10-letniej Kristiny mężczyźnie postawiono zarzut dokonania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna przyznał się do zarzucanego mu czynu – poinformowała Komenda Główna Policji.

22-latkowi grozi dożywocie; jeszcze dziś prokuratura powinna skierować do sądu wniosek o areszt. Śledczy zadecydują też, kiedy odbędzie się wizja lokalna z udziałem oskarżonego.

W mediach zaczęły pojawiać się nieoficjalne doniesienia o kulisach zbrodni w Mrowinach. Portal tvp.info dotarł do źródła wśród śledczych, które je potwierdza. Jak poinformował nasz rozmówca, dziewczynka nie została zgwałcona. Wcześniej prokuratura informowała, że zabójstwo ma podłoże seksualne.

– Mężczyzna upozorował miejsce zbrodni i dokonanie samego zabójstwa, by wyglądało, jakby miał go dokonać pedofil. Faktycznie dziewczynka nie została zgwałcona – mówi nasz informator.

Odnosi się także do informacji, jakoby zabójca kochał się w matce dziewczynki. – To był jej znajomy. Był w niej zakochany, zabiegał o jej względy i uważał, że matka poświęca mu mniej czasu niż swojemu dziecku – stwierdza. – Czynu pedofilnego na 10-latce nie dokonano – zaznacza ponownie.

22-letni mężczyzna został zatrzymany w niedzielę w godzinach popołudniowych. Wieczorem został doprowadzony do świdnickiej prokuratury na przesłuchanie. Po jego zakończeniu w nocy z niedzieli na poniedziałek mężczyznę w kordonie policji wyprowadzono bocznym wyjściem. Przed budynkiem przez kilka godzin stał w niedzielę wieczorem tłum ludzi. Od czasu do czasu wykrzykiwano groźby pod adresem przesłuchiwanego.

Według informacji podanych przez policję podejrzany o zabójstwo dziecka mężczyzna nie jest mieszkańcem powiatu świdnickiego.

Ciało dziewczynki znaleziono w czwartek około godziny 17 w lesie sześć kilometrów od wsi Mrowiny, gdzie mieszkała. Zwłoki znalazła spacerująca kobieta. Dziewczynka w czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły położonej w centrum Mrowin; od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od miejsca, w którym mieszkała.

Prokuratura w Świdnicy poinformowała w piątek, że przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki, były rany kłute klatki piersiowej i szyi.
Źródło info i foto: TVP.info

Policja prosi o pomoc w sprawie brutalnego zabójstwa 10-latki

10-letnia Kristina z Mrowin na Dolnym Śląsku została zamordowana – dowiedziała się Wirtualna Polska. Prokurator rejonowy w Świdnicy Marek Rusin przyznaje, że na ciele dziewczynki znaleziono obrażenia wskazujące na udział osób trzecich.

Jak udało nam się dowiedzieć, dziewczynka została najprawdopodobniej uprowadzona. – Jej ciało znaleziono kilka kilometrów od miejsca zamieszkania – przyznaje prokurator. – Na ciele dziecka są obrażenia mogące świadczyć o zabójstwie – dodaje. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zwłoki były częściowo rozebrane, ale prokurator nie chce tego komentować. Jak ustaliło radio RMF FM, dziecko zginęło od ciosu ostrym narzędziem, najpewniej nożem.

Dzisiaj zostanie przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki oraz okazanie ciała rodzinie. – Wszystko wskazuje na to, że to poszukiwana – mówi prokurator. Na miejscu, w lesie w okolicy Imbramowic, cały czas pracują policyjni śledczy i prokurator. Zabezpieczanie dowodów trwało całą noc. Przesłuchiwani są kolejni świadkowie. W czwartek w okolicy policja zablokowała drogi dojazdowe.

Śledczy cały czas szukają sprawcy zabójstwa. – Trwają czynności operacyjne. Ich celem jest ustalenie sprawcy przestępstwa – mówi prokurator Rusin. Kristinę ostatni raz widziała nauczycielka około 200 metrów od domu. Dziewczynka wyszła ze szkoły o godz. 13:00 i skierowała się do domu. Już tam jednak nie dotarła.

Dolnośląska policja zwraca się z prośbą o pomoc do wszystkich osób mogących posiadać jakiekolwiek informacje w tej sprawie. Apel skierowany jest szczególnie do kierowców posiadających kamerki samochodowe, którzy w czwartek, w godzinach 8-18 poruszali się na odcinkach: Imbramowice- Pożarzysko Pożarzysko – Siedlimowice Imbramowice – Domanice Mrowiny – Pożarzysko. Dzwonić można pod numery telefonów 71 340-36-50, 71 782 41 08, 693-933-640, 605-535-833, 886-690-991 lub pod numer 112. Policja zapewnia anonimowość.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe zatrzymania i zarzuty dla podejrzanych o oszustwa za pośrednictwem platform inwestycyjnych

Poszkodowanych w wyniku działania grupy może być nawet kilkaset osób. W sprawie łącznie już występuje 60 podejrzanych, tylko podczas ostatniej akcji zatrzymano 12 osób. Członkowie grupy podejrzani są o prowadzenie bez wymaganego zezwolenia działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi, a także o oszustwa inwestycyjne na rynku forex. Śledztwo jest nadzorowane przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Dotychczas śledczy ustalili, iż w wyniku przestępczego procederu straty finansowe sięgają 18 mln zł. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie o wartości ok. 9 mln zł.

Policjanci z Zarządu w Warszawie CBŚP, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie od wielu miesięcy prowadzą śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie podejrzani są o oszustwa dokonywane za pośrednictwem różnego rodzaju platform inwestycyjnych.

We wtorek policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Zarządu w Warszawie przeprowadzili na terenie woj. mazowieckiego kolejną już realizację, tym razem zatrzymując 12 osób podejrzanych. Podczas przeszukania zabezpieczono m.in. dokumentację, która będzie dokładnie analizowana.

Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymani działali w ramach wielu podmiotów, w tym zarejestrowanych na Cyprze, Grecji oraz w Wielkiej Brytanii – posiadających oddziały z siedzibą w Warszawie i powiązanych z nimi spółek. Według śledczych zatrzymane osoby wykonywały funkcje pracowników tzw. „działów retencji”. Sposób przestępczego działania grupy polegał na tym, że przedstawiciele firmy kontaktowali się z potencjalnymi inwestorami, oferując produkty finansowe, które miały przynieść nawet kilkudziesięcioprocentowy zysk. Początkowo osiągane sukcesy zachęcały klientów do kolejnych inwestycji finansowych. Następnie członkowie grupy proponowali klientom „nietrafione” inwestycje, które powodowały wyzerowanie kont pokrzywdzonych. Po pewnym czasie inwestorzy tracili kontakt z przedstawicielami Ustalono, że inwestorzy na nietrafionych inwestycjach ponosili straty od 3 tys. zł do ponad 2 mln zł.

Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu prowadzenie działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego oraz popełnianie oszustw na szkodę osób dokonujących inwestycji środków pieniężnych na platformach inwestycyjnych. Wprowadzili ich w błąd co do funkcjonowania platform inwestycyjnych, tożsamości osób prowadzących doradztwo inwestycyjne, zasad dotyczących inwestowania środków oraz ryzyka inwestycyjnego.

Łącznie w sprawie występuje już 60 podejrzanych. Ustalono, że szkody finansowe, powstałe w wyniku działania grupy, wynoszą minimum 18 mln zł. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono mienie podejrzanych łącznie w kwocie ok. 9 mln zł.
Źródło info i foto: Policja.pl

Poseł PiS Przemysław Czarnecki ranił nożem mężczyznę. Nowe doniesienia z prokuratury

Dochodzenie w sprawie domowej awantury z udziałem posła PiS Przemysława Czarneckiego, syna europosła Ryszarda Czarneckiego trwa już ponad pięć miesięcy. Śledczy powołali nawet biegłego, by sprawdził „zakres obrażeń” poszkodowanego. Końca sprawy jak na razie nie widać.

Chodzi o głośną sprawę z początku tego roku. Przemysław Czarnecki, jego żona i ich znajomy spędzali wspólnie Sylwestra w domu polityka. Po imprezie cała trójka poszła spać. Kiedy poseł nad ranem zszedł na dół, miał zastać swoją żonę i Krzysztofa K. w dwuznacznej sytuacji. Między mężczyznami doszło do szarpaniny, którą zakończyć chciała żona polityka, dzwoniąc po policję. Kobieta miała powiedzieć funkcjonariuszom, że „mąż grozi pozbawieniem życia”.

Po przyjeździe policji, okazało się, że mężczyzna został przez posła dźgnięty nożem w lewą dłoń. Później twierdził, że było to przypadkowe skaleczenie, ale sprawa trafiła do mediów i zajęła się nią prokuratura okręgowa w Warszawie. – Wszczęte na początku stycznia dochodzenie w sprawie spowodowania naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia pokrzywdzonego pozostaje w toku. Postępowanie jest na etapie gromadzenia materiału dowodowego – informuje WP rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński.

Sprawa wydawałaby się prosta – jest sprawca, pokrzywdzony oraz świadek – ale toczy się już ponad pięć miesięcy. Śledczy nadal gromadzą materiał dowodowy. Powołali nawet biegłego do oceny obrażeń. – Do tej pory w toku postępowania uzyskano opinię biegłego medycyny sądowej w zakresie obrażeń odniesionych przez pokrzywdzonego i mechanizmu ich powstania; uzyskano ekspertyzę porównawczą z zakresu badań DNA; przesłuchano w charakterze świadków uczestników spotkania; policjantów, którzy podjęli interwencję oraz pracowników pogotowia ratunkowego udzielających pomocy medycznej – mówi nam rzecznik prokuratury okręgowej.

Poseł przedstawił inną wersję

Polityk od początku przedstawiał inną wersję zdarzeń. – Potwierdzam, że w moim domu interweniowała policja, którą sam wezwałem. W sylwestrowy wieczór byliśmy we trójkę. Ja, moja żona i nasz znajomy, chrzestny córki. Mężczyzna według mojej wiedzy rozciął sobie dłoń. Podobno mnie za to obwinia, ale to nieprawda, gdyż nawet nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Był pijany, gdy przyjechała policja, miał bodajże 2,3 promila. A ja byłem całkowicie trzeźwy. Nie chcę opowiadać, jak wyglądała ta sytuacja, gdyż jestem świadkiem w tej sprawie. Zresztą to dotyczy moich osobistych rodzinnych spraw, więc nie chcę się na ten temat wypowiadać publicznie – mówił w rozmowie z Onetem Czarnecki.

Dlaczego prokuratura tak długo proceduje jego sprawę? Według naszych źródeł, sprawy mogłoby w ogóle nie być, bowiem Krzysztof K. po awanturze twierdził, że sam się skaleczył. Ale sprawą zainteresował się osobiście prezes Jarosław Kaczyński. Zażądał od młodego Czarneckiego wyjaśnień na piśmie. I je dostał. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki w TVN 24 mówił wtedy, że „były to wyjaśnienia jednej strony”. W takiej sytuacji, prokuratura nie miała więc wyjścia i musiała wszcząć dochodzenie.

Zdaniem naszych informatorów, jest jeszcze drugi powód. – Wyciąganie spraw rodzinnych na światło dzienne mogłoby zaszkodzić Czarneckiemu seniorowi w kampanii wyborczej do europarlamentu. Co prawda polityk od razu stanął w obronie swojego syna, ale informacje na temat konfliktu w rodzinie mogłyby być źle odebrane przez wyborców. O sprawie było cicho, a Ryszard Czarnecki znów objął europoselski mandat – mówi nam nasz informator.

Dochodzenie trwa więc nadal. Jak długo jeszcze – nie wiadomo.
Źródło info i foto: wp.pl

Ciało bez głowy znalezione w miejscowości pod Dębicą

Na mieszkańców Brzeźnicy na Podkarpaciu padł blady strach. Po miejscowości krążą plotki o grasującym w okolicy krwawym rzeźniku. A wszystko za sprawą makabrycznego odkrycia. W krzakach przy drodze znaleziono okaleczone ciało, pozbawione głowy. Okazało się, że ofiarą jest zaginiony kilka tygodni temu Adam Z. (62 l.). Choć sprawa nadal jest bardzo tajemnicza, śledczy są coraz bliżej jej rozwikłania.

– Adaś był moim najlepszym kolegą. Człowiek-dusza. Nie miał żadnych wrogów. Nikt nie miał powodów, aby go skrzywdzić. A dlaczego zginął? To pytanie wszystkim nie daje spokoju – opowiada poruszony tragedią znajomy ofiary.

62-latek pochodził z Osiedla Pustków pod Dębicą. Mieszkał w bloku z 80-letnią matką, którą się opiekował. Zaginął 11 maja. Wyszedł do sklepu i przepadł. Minęło ponad dwa tygodnie, kiedy zorganizowano większe poszukiwania. To wtedy w lasku przy drodze prowadzącej do pobliskiej Brzeźnicy strażacy OSP natrafili na zmasakrowane zwłoki. Były pozbawione głowy. Nie udało się jej odnaleźć, choć przez kilka następnych dni przeczesano dokładnie całą okolicę, a z Lublina ściągnięto jednego z najlepszych w Polsce psów tropiących.

Mimo drastycznych okoliczności, zwłoki zostały rozpoznane przez rodzinę po znakach szczególnych. Przy ofierze odnaleziono także legitymację. Ciało przekazano bliskim, którzy w sobotę pożegnali Adama i pochowali go w rodzinnym grobie.

Prokuratura od początku bierze pod uwagę wszystkie możliwe hipotezy, łącznie z okrutnym zabójstwem i wypadkiem drogowym. Ale teraz śledczy skłaniają się ku wersji, że mężczyzna zmarł z powodów zdrowotnych. 62-latek cierpiał na padaczkę. Mógł dostać ataku. Natomiast jego ciało potem rozszarpały dzikie zwierzęta, których znaleziono ślady. – Czekamy jeszcze na ostateczne wyniki badań – mówi Mirosław Michno, zastępca prokuratora rejonowego w Dębicy.

Matka Adama Z. jest załamana. – To nie mógł być nieszczęśliwy przypadek. Nie wiem co robił syn w tym miejscu. Ktoś musiał go tam porzucić… – mówi zapłakana.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Zmarł 12-letni chłopiec. Był bity, głodzony i więziony przez rodziców

Eduardo Posso z Bloomington w stanie Indiana w ubiegły czwartek nagle przestał oddychać. Ojciec zawiózł chłopca do szpitala, jednak nie udało się go uratować. Dochodzenie prowadzone przez miejscową policję odsłoniło okoliczności jego śmierci.

– Ta historia jest bardziej przerażająca niż wszystkie inne, z którymi dotychczas się spotkałem – powiedział szeryf Brad Swain, podczas konferencji prasowej relacjonując dochodzenie policji w sprawie śmierci chłopca. – Przez 30 lat pracy nie widziałem takiego przypadku – dodał.

– Powiedziano mi też, że dla lekarza pogotowia ratunkowego, który przeprowadzał badanie chłopca było to również bardzo trudne doświadczenie. Na własne oczy zobaczył, do jakich okrucieństw są zdolni dorośli wobec swoich dzieci – dodał szeryf.

Był bity, głodzony, więziony

Podczas przeszukania pokoju motelowego, w którym mieszkała rodzina Posso, policjanci znaleźli wideo pokazujące chłopca skutego kajdankami i przywiązanego do wanny. W pomieszczeniu znaleziono również fotografie, na których Eduardo ma na szyi elektroniczną obrożę dla psów. W pokoju było także pudło z łańcuchami, które prawdopodobnie wykorzystywano do krępowania chłopca. Zdaniem śledczych, 12-latek przez ostatni rok był bity, głodzony i więziony. Koroner Joani Shields prowadząca śledztwo w tej sprawie poinformowała, że przed śmiercią waga chłopca wahała się między 22 a 24 kilogramami. – Był bardzo wycieńczony – stwierdziła. Na ciele chłopca znaleziono liczne siniaki, kości nie były złamane.

Możliwy zarzut morderstwa

Ojciec i macocha chłopca zostali aresztowani. Postawiono im zarzut zaniedbania dziecka, jednak może on zostać poszerzony o zarzut morderstwa. Przyczyna śmierci Eduardo Posso wciąż nie jest znana. Pozostałe dzieci pary, w wieku 2, 5 i 9 lat, trafiły pod opiekę rządowej agencji opiekującej się zaniedbywanymi i wykorzystywanymi dziećmi.
Źródło info i foto: tvn24.pl

24-latek aresztowany za zgwałcenie i przetrzymywanie 9-latki

Sąd zadecydował w środę o aresztowaniu na trzy miesiące 24-latka podejrzanego o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem i przetrzymywanie 9-letniej dziewczynki. Dziecko znaleziono w minioną niedzielę w jego mieszkaniu w Gorzowie Wlkp. Było skrępowane, zakneblowane i schowane w wersalce.

O zastosowaniu aresztu wobec podejrzanego poinformował prokurator Bolesław Lendzion z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Dodał, że sąd w pełni podzielił argumentację prokuratora zawartą we wniosku o zastosowanie właśnie takiego środka zapobiegawczego wobec podejrzanego.

Jak przekazał we wtorek naczelnik Wydziału I Śledczego Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Mariusz Dąbkowski, podejrzany przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw.

Dwa zarzuty

Ciążą na nim dwa zarzuty. Zarzut zgwałcenia osoby małoletniej i zarzut jej przetrzymywania. W obu przypadkach prokurator przyjął, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem. 24-latkowi grozi od 5 do 15 lat więzienia.

Podejrzany miał już postępowanie za przestępstwo przeciwko obyczajności seksualnej wobec małoletnich. Zostało one jednak umorzone przez Sąd Rejonowy w Gliwicach z uwagi na niepoczytalność sprawcy. Mężczyzna został umieszczony szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywał od października 2013 r. do czerwca 2018 r., kiedy to sąd na podstawie opinii biegłych wydał decyzję, że może opuścić szpital.

Dąbkowski przekazał, że w przypadku rodziny pokrzywdzonej dziewczynki prokuratura miała także podejrzenia co do zaniedbań w sferze rodzicielskiej o czym został powiadomiony Sąd Rodzinny. Ten tymczasowo wyjął rodzeństwo (dziewczynkę i jej brata – red.) z władzy rodzicielskiej matki i umieścił w innym miejscu.

We wtorek do gorzowskiej sprawy nawiązał minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Zmiana kwalifikacji prawnej czynu

– W tej sprawie jako prokurator generalny wydałem polecenie swojemu zastępcy panu prokuratorowi Sierakowi, by objął nadzorem to postępowanie oraz by rozważył zasadność zmiany kwalifikacji prawnej czynu w kierunku zabójstwa z zamiarem ewentualnym – powiedział na konferencji prasowej Ziobro.

Prokurator Dąbkowski pytany o taką możliwość powiedział, że zakładane są różne wersje śledcze i prokuratura nie wyklucza niczego. Dodał, że będzie również sprawdzać, czy podejrzany nie skrzywdził innych dzieci. 9-latkę policjanci znaleźli w niedzielę wieczorem w mieszkaniu w jednym z bloków na gorzowskim Zawarciu. Była skrępowana, zakneblowana i schowana w wersalce. Zatrzymany do sprawy 24-latek jest znajomym matki dziecka.

Śledczy ustalili, że w sobotę matka przekazała mu córkę pod opiekę, a kiedy w niedzielę chciała odebrać od niego dziecko, mężczyzna powiedział kobiecie, że dziewczynka oddaliła się podczas spaceru i nie może jej znaleźć.

Chłopcy usłyszeli niepokojące odgłosy

W te tłumaczenia nie uwierzył 14-letni brat dziewczynki i w niedzielę około godz. 22 wraz ze starszym kolegą poszli do mieszkania wynajmowanego przez mężczyznę w jednym z bloków przy ul. Małopolskiej na gorzowskim Zawarciu. Nikt nie otworzył im drzwi, ale chłopcy usłyszeli dochodzące z wnętrza niepokojące odgłosy, toteż natychmiast wezwali policję.

Po wyważeniu drzwi przez strażaków policjanci znaleźli w mieszkaniu zamkniętą w wersalce 9-latkę. Dziecko było skrępowane i zakneblowane. Dziewczynka miała płytki oddech, pogotowie zabrało ją do szpitala.

Policja natychmiast rozpoczęła poszukiwania mężczyzny, pod którego opieka przebyło dziecko. Około godziny pierwszej w nocy policjanci na pobliskiej ulicy Śląskiej znaleźli 24-latka. Mężczyzna próbował uciekać, ale został szybko zatrzymany.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wniosek o areszt dla 33-letniego nożownika, który zaatakował policjanta

W niedzielę po południu 33-latek, który dzień wcześniej zaatakował nożem policjanta w Busku-Zdroju, usłyszał między innymi zarzut usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji i czynnej napaści na niego – przekazała prokuratura. W poniedziałek rano śledczy podjęli decyzję o złożeniu wniosku o areszt tymczasowy.

– 33-latek usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy jest to zarzut związany z usiłowaniem zabójstwa funkcjonariusza policji, dokonania czynnej napaści na tego funkcjonariusza, wywierania wpływu na czynności służbowe oraz spowodowania u niego obrażeń ciała. Drugi zarzut związany jest ze znieważeniem innego funkcjonariusza podczas i w związku z pełnieniem czynności służbowych – powiedział rzecznik kieleckiej prokuratury Daniel Prokopowicz. – Podejrzany nie przyznał się i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań – dodał.

Jak podał prok. Prokopowicz, w związku z sobotnim atakiem na policjantów zarzuty postawione zostały również drugiemu z zatrzymanych mężczyzn. 37-latek jest podejrzany o kierowanie gróźb karalnych wobec „osoby innej niż pokrzywdzeni w przypadku pierwszego z podejrzanych”. Jak wynika z późniejszego komunikatu prokuratury w tej sprawie, chodzi o klientkę sklepu. Mężczyzna także nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

Wniosek o tymczasowy areszt

Prokuratura przeanalizuje materiał dowodowy i podejmie decyzję w sprawie środków zapobiegawczych wobec podejrzanych.

– Mając na uwadze charakter zarzutów postawionych 33-latkowi, należy się spodziewać, że prokurator złoży wniosek o tymczasowy areszt. Jest to w chwili obecnej przedmiotem analiz – przekazał w niedzielę Prokopowicz.

Poinformował także, że „jak dotąd przesłuchano w tej sprawie świadków, w tym pokrzywdzonych, dokonano oględzin materiału internetowego, który obrazował przebieg zajścia”. Pytany, jakie działania planuje prokuratura, stwierdził, że „mówimy tutaj o przesłuchaniach i pozyskaniu dokumentacji medycznej, celem określenia charakteru obrażeń i możliwych obrażeń doznanych przez jednego z funkcjonariuszy. Dodał, że „prokuratura musi także zweryfikować kwestie powstania obrażeń u drugiego z policjantów”. W poniedziałek zapadła decyzja o złożeniu wniosku o areszt. – Prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt wobec 33-latka z Buska-Zdroju, podejrzanego m. in. o usiłowanie zabójstwa policjanta, oraz 37-latka, podejrzanego o kierowanie gróźb – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz. Młodszy z podejrzanych zaatakował nożem funkcjonariusza przed jednym ze sklepów.

Atak na policjantów.

Dwaj policjanci z Buska-Zdroju (Świętokrzyskie) zostali zaatakowani podczas sobotniej interwencji przed jednym z miejscowych marketów. W trakcie szamotaniny jeden z policjantów dwukrotnie został dźgnięty nożem w plecy, a drugi doznał rozcięcia dłoni.

Sobotnia interwencja policji była związana ze zgłoszeniem o tym, że w sklepie ktoś grozi nożem klientom. Jak wyjaśniał oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju Tomasz Piwowarski, na miejsce pojechał policyjny patrol. Przed sklepem dwaj funkcjonariusze zastali 37-latka.

– Podczas legitymowania tego mężczyzny ze sklepu wyszedł drugi – 33-latek. Najpierw zaatakował słownie policjantów, później zaczął ich przepychać. W trakcie akcji obezwładniania tego mężczyzny, wyciągnął nóż i dwukrotnie dźgnął jednego z policjantów w plecy. Rany na szczęście były płytkie – uszkodziły jedynie skórę – relacjonował Piwowarski. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani.

33-latek to mieszkaniec Buska, a 37-latek jest z Kielc. Z informacji podanej przez policję wynika, że młodszy z mężczyzn był trzeźwy, a starszy miał 1,6 promila alkoholu we krwi. 33-latek to miejski radny. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności, a 37-latkowi – kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl