Jak koronawirus utrudnia walkę z gangsterami

Bieżące interwencje oraz dozorowanie osób na kwarantannie to obecnie najważniejsze zadania policji w czasie epidemii koronawirusa. Wstrzymano większość realizacji, wiążących się z zatrzymaniem większej liczby podejrzanych i wymagających większych sił policyjnych. W podobnej sytuacji są prokuratorskie wydziały zajmujące się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej. Nie oznacza to jednak, że gangsterzy mogą spać spokojnie. Śledczy na bieżąco monitorują działanie najgroźniejszych grup przestępczych.

Epidemia koronawirusa poważnie utrudniła działanie policyjnych i prokuratorskich służb zajmujących się najpoważniejszymi sprawami, jak walka z przestępczością zorganizowaną. Z informacji portalu tvp.info wynika, że do odwołania wstrzymane są poważniejsze realizacje. Zwłaszcza te wiążące się z zatrzymaniem większej liczby podejrzanych. Przeprowadza się przede wszystkim akcje, gdy w grę wchodzi zagrożenie dla życia lub zdrowia, np. w związku z porwaniami. Niektóre sprawy mniejszego kalibru zostały na trochę odłożone.

– Za duże ryzyko kontaktu z osobą potencjalnie zakażoną. W połowie marca szykowaliśmy się do zatrzymania kilku figurantów. Okazało się, że jeden z nich jest poddany kwarantannie. Oczywiście można poczekać, aż się wyjaśni, czy jest zakażony. Ale my musimy jednocześnie zatrzymać kilka osób, tak aby, nie zdążyły się nam wymknąć. A to oznacza zaangażowanie sporej liczby funkcjonariuszy i ryzyko, że w razie podejrzenia zakażenia wypada ze służby kilkadziesiąt osób – mówi jeden z policjantów, zajmujący się walką z przestępczością zorganizowaną. – Zapewniam jednak, że gangsterzy nie mogą spać spokojnie. Nie zamknęliśmy interesu – dodaje.

Śledczy na bieżąco monitorują działanie najgroźniejszych grup przestępczych, których członkowie także mają utrudnione życie za sprawą obostrzeń w związku z epidemią.

Uciążliwa „bieżączka”

Policjanci koncentrują się obecnie na bieżących wydarzeniach i interwencjach oraz dozorowaniem osób na kwarantannie. Na początku ubiegłego tygodnia, ograniczono możliwości poruszania się liczba codziennych interwencji spadła z ok. 13,5-14,5 tys. do ok. 12 tys. Jednak już w piątek wróciła do ponad 14 tys. a w minioną sobotę przekroczyła 18,7 tys. Jednocześnie z każdym dniem rośnie liczba osób poddanych kwarantannie. Obecnie objęto nią ponad 100 tys. osób. Policjanci muszą codziennie sprawdzać przestrzeganie przez nie zasad kwarantanny, a ponadto pilnować zakazu zgromadzeń czy liczby pasażerów w środkach komunikacji publicznej.

Co ciekawe, w związku z zagrożeniem koronawirusem, także w jednostkach policyjnych obowiązuje swoisty „zakaz zgromadzeń”. Zgodnie z zaleceniami, funkcjonariusze mają unikać gromadzenia się w większych grupach, gdy tylko jest to możliwe.

Według Rafała Jankowskiego, przewodniczącego Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, obecnie 11 funkcjonariuszy jest zakażonych koronawirusem. Związkowiec podkreśla, że udało się poprawić zaopatrzenie policjantów w środki ochrony.

Przewodniczący zwrócił uwagę, że ważną sprawą była decyzja komendanta głównego o wyznaczeniu miejsc, w których kwarantannę mogą odbywać policjanci. – Stwarzamy ludziom możliwość odbycia kwarantanny w obiektach policyjnych, takich jak np. szkoła w Katowicach, czy oddział prewencji w Rzeszowie – mówi Jankowski.

Czas na zaległości

Podobne ograniczenia dotknęły prokuratury. Bieżącymi sprawami zajmują się „rejonówki” i „okręgówki”. We wszystkich jednostkach wprowadzono specjalne środki bezpieczeństwa m.in. ograniczenie liczby osób przebywających w budynkach, badanie temperatury wchodzących do budynków, pracę zdalną i rotacyjną.

Wyspecjalizowane jednostki, jak wydziały ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej czy wydziały ds. przestępczości gospodarczej prokuratur regionalnych, musiały ograniczyć zlecanie większych realizacji. Takich, które wymagałaby np. zaangażowania kilku prokuratorów do przesłuchań i stawiania zarzutów.

– Jeżeli sprawa nie jest pilna i nie zachodzi obawa zniszczenia dowodów, to nic się nie stanie, jak trochę poczekamy. Już teraz poważnym utrudnieniem jest „pobieranie” podejrzanych z aresztów i wykonywanie z nimi czynności – mówi tvp.info jeden ze śledczych. – Mamy za to więcej czasu na zajęcie się zaległościami bądź analizę zeznań czy wyjaśnień w nowych postępowaniach. Bo, poza posiedzeniami aresztowymi, spadły z wokand wszystkie sprawy – dodaje nasz rozmówca.
Źródło info i foto: TVP.info

Policja poszukuje oszusta. Opublikowano portret pamięciowy

To przez niego emerytka z Sokołowa Małopolskiego na Podkarpaciu straciła oszczędności życia! Policja przypuszcza, że oprych podający się za śledczego grasuje po całej Polsce. Poszukiwany drań w perfidny sposób okrada starszych ludzi.

79-latka spod Rzeszowa dała się nabrać złodziejskiej szajce, bo ci umiejętnie zagrali na jej emocjach. Najpierw do seniorki zadzwoniła kobieta podająca się za jej córkę. Żaliła się, że spowodowała śmiertelny wypadek i grozi jej więzienie. Wtedy do rozmowy włączył się męski głos. Przekonywał, że jest policjantem i aby wypuścić sprawczynię wypadku, potrzebuje pieniędzy na kaucję.

Dodał też, że za chwilę po nie przyjedzie. Przejęta starsza pani zupełnie straciła czujność. Kiedy zapukał do jej drzwi brodaty blondyn, wręczyła mu kilkadziesiąt tys. zł. Oprych natychmiast się ulotnił, odjeżdżając srebrnym volkswagenem passatem. Zauważyła go córka okradzionej emerytki. To na podstawie jej zeznań mundurowi przygotowali dokładny portret pamięciowy oszusta.
Źródło info i foto: Fakt.pl

CBŚP rozbiło gang handlujący wirtualną kawą i olejem

Co najmniej 38 milionów złotych mógł stracić Skarb Państwa na działalności grupy zajmującej się wyłudzaniem VAT na handlu m.in. kawą i artykułami chemicznymi. Zdaniem śledczych z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oszuści działali półtora roku. W ostatnich dniach funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 8 osób związanych z tym gangiem „vatsterów”.

Z ustaleń śledczych wynika, że szajka „vatsterów” zaczęła działać w kwietniu 2015 r. Oszuści znaleźli prosty sposób na wzbogacenie się kosztem państwa.

Poprzez sieć spółek w Polsce oraz Unii pozorowali tzw. wewnątrzwspólnotowy obrót olejem rzepakowym, kawą czy artykułami chemicznymi. W rzeczywistości przestępcy dokonali niewielkiej liczby transakcji, ale głównie dla zachowania pozorów legalnej działalności. A i tak, gdy nawet sprzedawano realny towar, to manipulowano kwotami na fakturach.

Według wstępnych szacunków działalność grupy mogła narazić Skarbu Państwa na uszczuplenia podatkowe w wysokości co najmniej 38 mln zł. Działalność tego gangu „vatsterów” udało się przerwać jesienią 2016 r., kiedy to policjanci przeszukali kilkadziesiąt mieszkań i firm na terenie województw: śląskiego, małopolskiego, wielkopolskiego oraz dolnośląskiego.

Do zatrzymań członków grupy doszło w ubiegłym tygodniu w południowej i południowo-wschodniej Polsce. W Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu ośmiu podejrzanych usłyszało zarzuty „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karnoskarbowych”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z podejrzanych trafił na trzy miesiące do aresztu.

Podczas akcji zabezpieczono gotówkę i samochody zatrzymanych o wartości 180 tys. zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Słowacja: Zatrzymano cztery osoby w związku z zabójstwem dziennikarza śledczego Jana Kuciaka

Funkcjonariusze słowackiego Krajowego Biura Kryminalnego (NAKA) zatrzymali w środę rano cztery kobiety, które według mediów były w kontakcie z Marianem Kocznerem, oskarżonym o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka.

Wśród zatrzymanych jest była wiceminister sprawiedliwości w rządzie partii Kierunek Socjaldemokracja (SMER-SD) Monika Jankovska oraz jej siostra, a także sędzia Miriam Repakova i sędzia Denisa Cvikova. Wszystkie kobiety utrzymywały bliskie kontakty z Kocznerem, o czym świadczą bilingi ich numerów komórkowych i wiadomości tekstowe z ich telefonów odtworzone przez biegłych w trakcie śledztwa.

Grupa dochodzeniowa „Mgła”, która dokonała zatrzymań, została powołana jesienią 2019 roku. Wchodzący w jej skład funkcjonariusze badają kontakty Kocznera ze światem polityki, wymiarem sprawiedliwości, a także z policją i mediami.

Media przypominają, że telefony komórkowe, które służyły przedstawicielom środowiska sędziowskiego do kontaktowania się z Kocznerem, skonfiskowano jeszcze latem 2019 r. W styczniu br. przeprowadzono zaś przeszukania u Jankovskiej, Cvikovej i innych sędziów oraz przedsiębiorców.

Oczyszczenie środowiska sędziowskiego i wymiaru sprawiedliwości z mafijnych powiązań było jednym z tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się na Słowacji 29 lutego. Zwyciężyły w nich partie, które obiecywały wyeliminowanie korupcji z życia publicznego. Nieformalne powiązania świata polityki, wymiaru sprawiedliwości i biznesu pozwoliły zleceniodawcy zabójstwa dziennikarza pozostawać w przeświadczeniu o swej całkowitej bezkarności – podkreślali kandydaci opozycji.

W ostatnich wyborach rządząca od 2006 roku partia SMER-SD otrzymała 18,3 proc. głosów, zajmując drugie miejsce za ugrupowaniem Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości (OLaNO).

Przeprowadzenie serii aresztowań w środowisku sędziowskim potwierdziła w środę na portalach społecznościowych słowacka policja, której NAKA jest częścią.

Jan Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zostali zamordowani 21 lutego 2018 roku. W grudniu 2019 roku urząd specjalnego prokuratora, w którego kompetencjach jest m.in. prowadzenie spraw dotyczących korupcji i przestępczości zorganizowanej oraz przestępstw, których dopuścili się wysocy rangą urzędnicy państwowi, przekazał sądowi akt oskarżenia. O zlecenie zabójstwa oskarżony został przedsiębiorca Marian Koczner.

W grudniu 2019 r. rozpoczął się proces pięciu osób podejrzewanych u udział w morderstwie. Na ławie oskarżonych zasiadł sam Koczner, bezpośredni zabójcy dziennikarza Tomasz Szabo i Miroslav Marczek, Alena Zsuzsova i Zoltan Andrusko, którzy byli pośrednikami. Do tej pory skazany został tylko Andrusko, który zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, co zagwarantowało mu status świadka koronnego. Zsuzsova została oczyszczona z zarzutów.

Kolejna rozprawa odbyła się 13 stycznia. Proces trwa. Kocznerowi grozi kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci CBŚP zlikwidowali 8 agencji towarzyskich. 11 osób zatrzymanych

CBŚP zlikwidowało osiem agencji towarzyskich, zatrzymując przy tym 11 osób. Grupa przestępcza mogła działać w latach 2018-20 i w tym czasie w ponad 30 „mieszkaniówkach” mogło „pracować” nawet 100 kobiet. Policjanci z Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, prowadzą śledztwo w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie podejrzani są o zorganizowanie sieci agencji towarzyskich i czerpanie korzyści z cudzego nierządu.

W ostatnim czasie funkcjonariusze CBŚP przeprowadzili akcję na terenie województwa wielkopolskiego oraz dolnośląskiego, w wyniku której zlikwidowali osiem agencji towarzyskich tak zwanych mieszkaniówek. Policjanci jednocześnie weszli do ustalonych wcześniej mieszkań i zatrzymali 11 osób.

W działaniach wzięli udział także funkcjonariusze z zarządów CBŚP w Gorzowie Wielkopolskim i we Wrocławiu, a dynamiczne zatrzymania niektórych podejrzanych przeprowadzili policjanci zespołów specjalnych CBŚP.

W trakcie przeszukania miejsc pobytu podejrzanych oraz mieszkań przeznaczonych na agencje towarzyskie policjanci zabezpieczyli między innymi sprzęt elektroniczny, dokumenty, a także pieniądze w kwocie ponad 100 tys. zł, biżuterię i samochody. Podczas czynności w jednym z mieszkań w Poznaniu znaleziono również około 2 kg marihuany.

Nawet sto prostytutek

Jak wynika z ustaleń policjantów CBŚP grupa działała w latach 2018-20 na terenie Wielkopolski i Dolnego Śląska. Wszystko wskazuje na to, że w tym czasie w ponad 30 agencjach towarzyskich funkcjonujących w wynajmowanych mieszkaniach mogło „pracować” nawet 100 kobiet. Werbunkiem prawdopodobnie zajmował się 34-letni mężczyzna o pseudonimie „Norbert”, który podejrzany jest o kierowanie tą grupą. Kobietom poszukującym w internecie zatrudnienia, członkowie grupy oferowali pracę jako masażystki, nie informując, czym dokładnie będą się zajmowały.

Gdy już dowiedziały się w jakim charakterze mają „pracować”, wtedy część z nich rezygnowała. Z ustaleń śledztwa wynika, że pozostałe osoby zatrzymane zajmowały się umawianiem zleceń i ochroną „biznesu”.

Większość kobiet „pracujących” w agencjach stanowiły Ukrainki, ale zatrudniano także Polki. Cudzoziemkom legalizowano pobyt w Polsce na podstawie fałszywych zaświadczeń o zatrudnieniu. W ramach grupy działało także „call center”, gdzie przyjmowano zlecenia na daną usługę, a następnie informowano klienta o adresie gdzie będzie ona świadczona.

Odbierali pieniądze za nieposłuszeństwo

Jeśli któraś z kobiet chciała odejść z „biznesu”, lider grupy stosował psychiczne formy nacisku, m.in. groźby ujawnienia jej wizerunku na stronie internetowej. Nieposłuszeństwo było karane finansowo, a w niektórych przypadkach kobiety traciły większość zarobionych pieniędzy.

Ze wstępnych szacunków śledczych wynika, że podejrzany o kierowanie tą grupą mógł osiągać nawet 60 tys. zł miesięcznego zysku „na czysto”, po odliczeniu kosztów funkcjonowania „biznesu”. Śledczy szacują, że grupa mogła zarobić na nielegalnym procederze około 1,44 mln zł.

Policjanci CBŚP doprowadzili zatrzymanych do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, gdzie prokurator przedstawił im zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym jednej kierowania tą grupą. Dziewięć osób podejrzanych jest o czerpanie korzyści z nierządu innych osób, dwie o pranie pieniędzy pochodzących z przestępstw, a jedna o posiadanie narkotyków. Cztery osoby zostały tymczasowo aresztowane.
Źródło info i foto: TVP.info

Katowice: Policjanci uderzyli w mafię śmieciową

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP Katowice ustalili i zatrzymali kolejne trzy osoby zamieszane w proceder nielegalnego składowania niebezpiecznych odpadów na terenie Śląska i innych województw. Śledczy, którzy od prawie dwóch lat rozpracowywali zorganizowaną grupę przestępczą, ustalili i zatrzymali kolejnych jej członków. Mężczyźni wpadli w ręce stróżów prawa w różnych miejscach na terenie południowej i centralnej Polski. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Utylizacja ponad 2 tys. ton odpadów stwarzających zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi oraz środowiska może kosztować nawet kilka mln złotych.

Śledczy z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą nad sprawą zorganizowanej grupy przestępczej, która na terenie Śląska oraz innych województw nielegalnie składowała niebezpieczne odpady, pracowali od maja 2018 roku. Dotychczas w sprawie zatrzymano już 25 osób wchodzących w skład grupy przestępczej, z czego wobec 19 podejrzanych doprowadzonych do Prokuratury Regionalnej zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Pozostali podejrzani zostali objęci policyjnymi dozorami oraz poręczeniami majatkowymi.

Kolejni zatrzymani w miniony wtorek to 63-letni mieszkaniec Mikołowa, 41-letni mieszkaniec Siemianowic Ślaskich i 38-letni rybniczanin. Mężczyźni w rece stróżów prawa wpadli na terenie województwa śląskiego oraz łódzkiego. Jak ustalili śledczy, kolejni podejrzani wchodzili w skład rozpracowanej, zorganizowanej grupy przestępczej, która w wynajmowanych halach magazynowych na terenie Zawiercia, Częstochowy oraz miejscowości Rudnik Wielki składowała wbrew przepisom płynne odpady niebezpieczne. Odpady w ilości przeszło 2000 ton przechowywane były w 1000-litrowych zbiornikach tzw. mauzerach oraz w 200-litrowych beczkach.

Podejrzani zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Katowicach, gdzie usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz składowania i porzucenia odpadów wbrew przepisom. Wobec 38-letniego mieszkańca Rybnika sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Pozostali mężczyźni zostali objęci policyjnymi dozorami i poręczeniami majątkowymi w kwotach od 5 000 do10 000 złotych.
Źródło info i foto: Policja.pl

Żędowice: 71-latek trafił do aresztu za podpalenie domu. Mógł zabić sześcioro dzieci

Na trzy miesiące trafił do aresztu 71-latek z Żędowic pod Strzelcami Opolskimi, który – zdaniem śledczych – podpalił dom. W środku znajdowało się sześcioro wnucząt mężczyzny. O tymczasowym aresztowaniu 71-letniego mężczyzny zdecydował Sąd Rejonowy w Strzelcach Opolskich – podaje nto.pl. Stanisław Bar, rzecznik prasowy opolskiej prokuratury poinformował w rozmowie z serwisem, że mężczyźnie grozi kara nawet 12 lat więzienia, stąd wniosek o areszt.

Mężczyzna usłyszał wcześniej zarzut spowodowania pożaru mogącego zagrażać życiu wielu osób oraz mieniu wielkiej wartości.

Strażacy wezwanie do pożaru domu w Żędowicach otrzymali w czwartek w nocy. W płonącym budynku znajdowało się sześcioro małych dzieci (w tym niemowlę) oraz ich matka. Strażakom udało się wydostać wszystkich przez okno na pierwszym piętrze, bo płomienie obejmowały już schody i korytarz wejściowy. Cała siódemka trafiła do szpitala z zatruciem tlenkiem węgla i gazami pożarowymi. Ich życiu nic nie zagraża. Śledczy uważają, że to 71-latek jest sprawcą podpalenia domu, w którym też mieszkał. Mężczyzna jest dziadkiem dzieci i teściem ich matki.

– Gdyby nie błyskawiczna i rozważna akcja strażaków z OSP, mogłoby dojść do tragedii – podkreślił w rozmowie z Radiem Opole Piotr Zdziechowski, rzecznik straży pożarnej w Strzelcach Opolskich.
Źródło info i foto: wp.pl

USA: Strzelanina przed centrum handlowym w miejscowości Rosedale. Nie żyje 13-latek

13-letni chłopiec zginął, a pięć innych osób, w tym czworo dzieci, zostało rannych w strzelaninie przed centrum handlowym w miejscowości Rosedale w amerykańskim stanie Maryland – poinformowała policja hrabstwa Baltimore. Życiu rannych – dwóch 12-latków, dwojga 14-latków i 19-latka – nie zagraża niebezpieczeństwo. Jedna osoba opuściła już szpital.

Śledczy poinformowali, że kilku podejrzanych podeszło do ofiar, gdy te wychodziły z budynku w niedzielę niedługo po północy czasu lokalnego (godz. 5 w Polsce). Doszło do sprzeczki, a następnie w kierunku grupy oddano wiele strzałów – powiedziała komendantka policji Melissa Hyatt.

Ten poziom przemocy jest nie do zaakceptowania – oświadczyła Hyatt. Nastolatek stracił życie z jakiegoś bezsensownego i nieznanego powodu – dodała.

Policja przesłuchuje świadków zdarzenia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Włochy: Ksiądz znalazł martwą kobietę. To Polka

Ksiądz przechodzący jedną z ulic na obrzeżach Florencji zauważył leżącą na jezdni kobietę. Zawiadomił policję i pogotowie ratunkowe. Służby, po przybyciu na miejsce, stwierdziły zgon. Włoscy śledczy ustalili, że zmarła była Polką w wieku ok. 50-60 lat. Zwłoki kobiety znaleziono we wtorek ok. godz. 17:30 w pobliżu położonego na obrzeżach Florencji kościoła. Natknął się na nie ksiądz, który przechodził w pobliżu.

Na pomoc było za późno, kobieta nie żyła. Służby medyczne nie stwierdziły na jej ciele żadnych obrażeń. Koroner wstępnie ocenił, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, z powodu choroby. Media nie informują, czy zostanie przeprowadzona sekcja zwłok. Śledczy ustalili, że zmarła była bezdomną Polką, miała ok. 50-60 lat. Lokalne media zauważają, że to drugi przypadek w ostatnim czasie odkrycia zwłok na ulicy w tej części miasta.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwanie 10-letniego Ibrahima. Sąd w Belgii zdecydował, że chłopiec pozostanie z ojcem

Belgijski sąd zdecydował, że 10-letni Ibrahim ma mieszkać w tym kraju z ojcem – informuje Polsat News. Matka dziecka będzie się z nim widywać raz w tygodniu w określonych godzinach.

Na trzygodzinnej rozprawie przesłuchiwano oboje rodziców 10-letniego Ibrahima. Postanowiono, że matka będzie mogła widywać się z synem w każdą sobotę w godzinach 12-18. Rodzice już od pewnego czasu walczyli o prawo do opieki przed sądem. W październiku 2018 r. przyznano je także ojcu, o czym matka – jak sama zapewniała – nie została poinformowana.

Matka chłopca, pani Karolina wcześniej mówiła więc, że jest tylko jedno orzeczenie sądu, korzystne dla niej. Belgijscy śledczy jednak to zakwestionowali, a wtedy matka Ibrahima zapewniała, że nic nie wiedziała o drugim orzeczeniu, z którego wynika, ze to ojciec ma prawo do opieki.

Sprawa walki o prawa do opieki nad dzieckiem przedostała się do mediów 17 lutego. Wtedy matka 10-letniego Ibrahima zgłosiła porwanie dziecka. Policja ogłosiła Child Alert. Do porwania miało dojść w Gdyni o godz. 21 przy ul. Ledóchowskiego. Policja opublikowała wizerunek mężczyzny, podejrzanego o porwanie Ibrahima – Azeddine Oudriss.

Jednak już następnego dnia odwołano poszukiwania, ponieważ belgijskie służby odnalazły chłopca u jego ojca.

„Będę tutaj tak długo, aż zobaczę mojego syna”

Pani Karolina mieszkała w Belgii 13 lat, ma tutaj znajomych. Nie wyklucza teraz, że być może znów będzie musiała tutaj zostać. – Będę tutaj tak długo, aż zobaczę mojego syna. Nie mam z nim żadnego kontaktu. Tak jak i z jego ojcem, który tuż po porwaniu wyrzucił telefon Ibrahima – mówiła w rozmowie z Onetem.

Rozmówczyni Onetu odnosi się też do swoich wcześniejszych słów, które kierowała pod adresem polskiej policji. Matka Ibrahima miała żal, że gdyńscy funkcjonariusze, jej zdaniem, późno wprowadzili procedurę Child Alert.

– Mam wielkie słowa uznania do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, do Komendy Głównej w Warszawie. Bardzo mi też pomogło polskie ministerstwo sprawiedliwości. Ale mam wielki żal do gdyńskiego Komisariatu na Oksywiu. Cały czas im tłumaczyłam, że powinni działać inaczej. Że mój partner nie chce zostać w Polsce.
Źródło info i foto: onet.pl