CBŚP zatrzymało byłego wiceprezesa Wisły Kraków

Kilkanaście osób – wśród nich były wiceprezes Wisły Kraków – zatrzymanych nad ranem przez Centralne Biuro Śledcze Policji. Śledztwo dotyczy handlu narkotykami – informuje RMF FM. Jak ustalili reporterzy RMF FM, śledztwo dotyczy handlu narkotykami na olbrzymią skalę, przede wszystkim na południu Polski. Narkotyki rozprowadzane były także podczas meczów.

Wśród zatrzymanych przez CBŚP są powiązani z krakowską Wisłą pseudokibice, a także były wiceprezes klubu Damian D., który ma usłyszeć zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Według ustaleń dziennikarzy RMF FM, w ręce policji wpadli również, co ciekawe, kibole Cracovii i Lechii Gdańsk.

Sprawę prowadzi Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: interia.pl

Ruszyło śledztwo w sprawie pożaru katedry Notre Dame

Prokuratura w Paryżu wszczęła śledztwo w związku z pożarem katedry Notre Dame. Śledczy przesłuchali pracowników, którzy zajmowali się remontem dachu katedry. Prawdopodobnie to tam rozpoczął się pożar.

Pożar katedry Notre Dame udało się ugasić ok. godz. 4. Jak informuje straż pożarna w Paryżu obecnie sytuacja jest opanowana. Katedra po pożarze od wewnątrz znajduje się w zaskakująco dobrym stanie. Jak podają francuskie media, m.in. dziennik „Le Figaro”, prokuratura w Paryżu już wszczęła śledztwo w związku z pożarem katedry.

Pożar katedry Notre Dame. Prokuratura w Paryżu wszczęła śledztwo

Według agencji AP News, początkowa wersja śledczych zakłada nieszczęśliwy wypadek, mogący mieć związek z wartym 6 milionów euro projektem renowacji zbudowanej z 500 ton drewna więźby dachowej. Prokuratura oficjalnie potwierdziła, że przesłuchani zostali robotnicy, którzy pracowali przy renowacji dachu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Trwa śledztwo w sprawie zabójstwa w warszawskim kościele. „Ofiara miała rany tłuczone głowy”

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola wszczęła w piątek śledztwo po tragedii na plebanii kościoła św. Augustyna. Postępowanie dotyczy zabójstwa 64-letniego Marka T. i spowodowania obrażeń ciała u jednego z księży. Napastnik, 40-letni zawodnik sztuk walki, nieprzytomny przebywa w szpitalu.

Jak podał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński, śledztwo zostało wszczęte w piątek przed południem przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Wola.

– Dzisiaj po wpływie akt do prokuratury i zapoznaniu się z całością zgromadzonego na tym etapie materiału dowodowego prokurator wszczął śledztwo w kierunku zabójstwa pokrzywdzonego poprzez zadanie mu uderzeń skutkujących licznymi obrażeniami głowy oraz w sprawie spowodowania obrażeń ciała na okres powyżej siedmiu dni u księdza, który próbował obezwładnić napastnika – przekazał prok. Łapczyński.

Prokuratura zleciła sekcję zwłok zmarłego 64-latka, która rozpoczęła się w piątek około południa.

Napastnik, Jan B., nie usłyszał jeszcze zarzutów. W czwartek po obezwładnieniu przez policjantów zemdlał i dotychczas nie odzyskał przytomności, przebywa w jednym z warszawskich szpitali. Prokurator Łapczyński powiedział, że od 40-latka pobrano materiał do badań na zawartość alkoholu lub innych środków odurzających w organizmie.

Jak podaje prokuratura, Jan B. trenował sztuki walki, jest dobrze zbudowany i silny. Do zdarzenia, którego miał być sprawcą, doszło w czwartek popołudniu na plebanii kościoła św. Augustyna przy ul. Nowolipki w Warszawie. Jan B. zaatakował 64-letniego mężczyznę. Kiedy na pomoc poszkodowanemu ruszył ksiądz, też został zaatakowany. Po reanimacji pokrzywdzony został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Ofiara miała rany tłuczone głowy.

Rzecznik Archidiecezji Warszawskiej ks. Przemysław Śliwiński przekazał, że ofiarą napadu był ojciec jednego z księży archidiecezji, który przyszedł do kościoła do spowiedzi.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Legnica: Pracownik prosektorium zatrzymany przez policję. Bezcześcił ciała zmarłych

Pracownik prosektorium legnickiego szpitala traktował ciała zmarłych pacjentów jak przedmioty! Rozkładał nogi martwych kobiet, dotykał intymnych części ciała i obmacywał ich piersi. Zdjęciami chwalił się w gronie znajomych! Ryszard G. (56 l.) został zatrzymany przez policję, a prokuratura wszczęła śledztwo.

Ryszard G. jest technikiem sekcyjnym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. Ma 35-letnie doświadczenie. O tym, czego się dopuścił, poinformował portal gazetawroclawska.pl. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, od pewnego czasu było wiadomo, że Ryszard G. (56 l.) dopuszcza się ohydnych praktyk i je fotografuje, by chwalić się zdjęciami przed znajomymi. Policjanci przeszukali jego szafki, znaleźli jego zdjęcia z ciałami zmarłych i przekazali je prokuraturze. Z opowieści świadków wynika, że technik rozkładał nogi martwych kobiet, dotykał intymnych części ciała, obmacywał ich piersi itp.

– Na razie nie mamy dowodów, aby zatrzymany dopuszczał się czynów seksualnych, ale prokurator zajmujący się sprawą wyjaśnia wszystkie wątki – mówi Lidia Tkaczyszyn, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Według dziennikarzy „Gazety Wrocławskiej” Ryszard G. komentował wygląd piersi kobiecych zwłok i wyrażał się o nich wulgarnie. O tym, jak się zachowuje, jego współpracownicy mieli wiedzieć od dawna. Ale przedstawiciele szpitala zaprzeczają.

– Zaskoczyła nas ta bulwersująca informacja, do wtorku nie mieliśmy żadnych sygnałów na temat pracy tego pracownika – mówi Tomasz Kozieł (42 l.), rzecznik prasowy szpitala. – Jest zawieszony w obowiązkach, a jeśli prokuratura potwierdzi zarzuty, zostanie dyscyplinarnie zwolniony.

W tej sprawie przewija się także inny wątek: Ryszard G. (56 l.) miał za pieniądze podmieniać próbki moczu i krwi ofiar wypadków, które są dowodami w jednym z procesów. O tym miał G. napisać w swoich notatkach. – Sprawdzimy także i ten wątek – dodaje prokurator Tkaczyszyn. Za znieważenie zwłok grożą mu dwa lata więzienia.

Według „Gazety Wrocławskiej” Ryszard G. wiele lat pracował w prosektorium w Lubinie, ale został zwolniony. Obecnie pracuje także w jednym z lubińskich zakładów pogrzebowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zabójstwo 34-letniego Polaka w Londynie. Policja prowadzi śledztwo

Morderstwo 34-letniego Polaka w londyńskiej dzielnicy Acton. Sąsiedzi mężczyzny mieli słyszeć „rozdzierający krzyk” dochodzący z mieszkania w czteropiętrowym budynku przy Alfred Road. 34-letni Polak został zamordowany w niedzielę w Acton – informuje portal ”Polish Express”. Ciało mężczyzny znaleziono w jednym z mieszkań w czteropiętrowym budynku przy Alfred Road.

Sąsiedzi 34-latka we wczesnych godzinach porannych słyszeli ”rozdzierający krzyk” młodej kobiety. – Obudził mnie i mojego małego syna. Ustał po około 10 sekundach – powiedział w rozmowie z brytyjskimi mediami Olah Hakim. 

Policja rozpoczęła śledztwo. W sprawie morderstwa Polaka zatrzymano 33-letniego mężczyznę. Podejrzany został przesłuchany na posterunku policji w północnym Londynie. Śledczy nie ujawnili szczegółów dotyczących śmierci naszego rodaka. 

– Ten człowiek został brutalnie zaatakowany we własnym domu. Nasze wysiłki koncentrują się na doprowadzeniu winnego przed wymiar sprawiedliwości. Na obecnym etapie śledztwa nic nie wskazuje na to, że ktoś włamał się do mieszkania – powiedział inspektor Mark Richards, który prowadzi śledztwo.

Policja zaapelowała do lokalnej społeczności o pomoc w rozwiązaniu sprawy zabójstwa 34-letniego Polaka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa Józefa Piniora. Zatrzymano kobietę za korupcję

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali we wtorek kobietę, której zarzucają korupcję. Sprawa ma związek ze śledztwem dotyczącym byłego senatora Józefa Piniora

Jak informuje PAP kobietę zatrzymano w nowym wątku śledztwa przeciw byłemu senatorowi i jego asystentowi Jarosławowi W. oraz innym osobom. Kobieta ma usłyszeć zarzuty korupcyjne.

Temistokles Brodowski z biura prasowego CBA powiedział PAP, że kobieta została zatrzymana przez funkcjonariuszy wrocławskiej delegatury CBA. Trafi ona do nadzorującego śledztwo wielkopolskiego wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu.

– Dała łapówkę w zamian za odstąpienie od decyzji o rozbiórce samowoli budowlanej – wyjawił portalowi tvp.info Brodowski.

Józef Pinior jest oskarżony o przyjęcie wiosną 2015 roku 40 tys. zł za załatwienie w instytucjach państwowych i samorządowych korzystnego rozstrzygnięcia spraw biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Śledczy zarzucają mu także przyjęcie 6 tys. zł za podjęcie się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin oraz powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych.

Oprócz tego do sądu wpłynął także akt oskarżenia, w którym zarzucono Piniorowi podawanie nieprawdy w oświadczeniach majatkowych a także wyłudzenie 5 tys. zł za nieprzeprowadzone wykłady na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.
Źródło info i foto: wp.pl

Ciała małżonków znalezione w domu w Gogolinie

W jednym z domów w Gogolinie pod Opolem znaleziono w niedzielę zwłoki małżonków. Jak poinformował rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Krapkowicach, prawdopodobnie jest to tzw. samobójstwo rozszerzone. Jak dowiedziało się Radio Opole, dwa ciała znalezione przez policjantów to 53-letnia lekarka i 57-letni optyk.

Na zwłoki patrol natrafił około 14:50 podczas jednej z interwencji. Śledztwo mające na celu wyjaśnienie okoliczności śmierci pary prowadzi policja pod nadzorem prokuratury.

– Są też policjanci z Opola, którzy przyjechali do pomocy. Na miejscu pracują też policyjni technicy, którzy zabezpieczają ślady w związku z ujawnionymi zwłokami. Jeżeli chodzi o okoliczności związane ze śmiercią mieszkańców Gogolina, na tę chwilę mogę powiedzieć tylko tyle, że prawdopodobnie doszło do sytuacji, która jest określana jako samobójstwo rozszerzone – powiedział aspirant sztabowy Jarosław Waligóra, oficer prasowy krapkowickiej policji.

Na tym etapie śledztwa mundurowi nie udzielają informacji w sprawie charakteru obrażeń. Nieoficjalnie wiadomo, że na ciele kobiety widoczne były ślady duszenia. Nieżyjący byli dobrze znani w lokalnym środowisku. Mężczyzna był optykiem, a kobieta prowadziła prywatną praktykę lekarską. Policja nie podaje bliższych szczegółów zdarzenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śledczy szykują się do przesłuchania nożownika z Gdańska

Nieznana jest pora zaplanowanego na poniedziałek przesłuchania 27-letniego Stefana W. – sprawcy niedzielnego ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Prokuratorzy kontynuują czynności poprzedzające planowane przesłuchanie.

Jeszcze nie zapadła decyzja co do czasu, w którym zostanie przesłuchany mężczyzna – powiedziała PAP w poniedziałek rano Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowa prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która to jednostka prowadzi śledztwo pod kątem usiłowania zabójstwa. Rzecznik wyjaśniła, że prokuratorzy prowadzą nadal czynności poprzedzające przesłuchanie. Odmówiła podania szczegółów dotyczących pracy prokuratorów. Wyjaśniła, że śledztwo będzie obejmowało wiele wątków, w tym motywy działania sprawcy, sam przebieg zdarzenia, a także sposób zabezpieczenia imprezy, w trakcie której doszło do napaści.

Podczas gdańskiego finału WOŚP o godz. 20, gdy odliczano czas do „Światełka do nieba” na scenę, na której był Adamowicz, wtargnął mężczyzna. Na nagraniu zdarzenia widać, jak przebiega przez scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa, ponownie podchodzi do Adamowicza i zabiera mikrofon.

Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz – krzyczał ze sceny, zanim obezwładnili go ochroniarze – wynika z filmów, na których zarejestrowano zdarzenie. Na scenie reanimowano Adamowicza, potem przewieziono go do szpitala. Tam lekarze podjęli operację prezydenta Gdańska, która trwała pięć godzin. Proszę państwa, pacjent żyje, chociaż jego stan jest bardzo, bardzo ciężki – informował w nocy z niedzieli na poniedziałek lekarz, który operował Adamowicza, doktor Tomasz Stefaniak.

Przetoczyliśmy 41 jednostek krwi. Urazy były bardzo ciężkie – poważna rana serca, rana przepony, rany narządów wewnątrz jamy brzusznej. O wszystkim zadecydują najbliższe godziny – mówił chirurg.

Policja i prokuratura zaraz po zdarzeniu podjęły czynności w sprawie ataku na prezydenta miasta. Prokuratorzy uczestniczyli we wszystkich czynnościach związanych ze zdarzeniem – na miejscu, w komendzie, gdzie składali zeznania świadkowie i w szpitalu, gdzie był operowany Adamowicz. Według śledczych, napastnikiem jest 27-letni mieszkaniec Gdańska, karany za napady na banki. Policja zawiozła go na badanie krwi, noc spędził w izbie zatrzymań. Prokuratorzy zabezpieczyli nóż, którym został ugodzony Adamowicz, zbierają dowody ze wszystkich źródeł – podał minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śledztwo w sprawie niegospodarności w Wiśle Kraków. Do akcji wkroczyła policja i prokuratura

Gigantyczna akcja krakowskiej policji i prokuratury w śledztwie w sprawie niegospodarności w Wiśle Kraków. Jak dowiedział się reporter RMF FM, od rana trwają przeszukania w 15 miejscach w Krakowie. W akcji uczestniczy kilkudziesięciu prokuratorów i policjantów m.in. z wydziałów kryminalnego oraz do spraw przestępstw gospodarczych. Prezes Białej Gwiazdy Rafał Wisłocki o porannej akcji śledczych dowiedział się od pracowników.

Rano funkcjonariusze weszli m.in. do miejsc związanych z działaczami Wisły Kraków. To zarówno mieszkania prywatne jak i firmy, gdzie prowadzona jest działalność gospodarcza. W sumie to 15 lokali. Radiowozy pojawiły się m.in. przed budynkiem Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Do środka weszli funkcjonariusze wraz z psem tropiącym.

Poszukiwane były dokumenty związane z działalnością poprzedniego zarządu, oraz byłej prezes Wisły Marzeny Sarapaty.

Przeszukania związane są ze śledztwem, które prokuratura wszczęła kilka dni temu. Śledczy chcą wyjaśnić, czy poprzedni zarząd na czele z Marzeną Sarapatą działał na szkodę Wisły. Przede wszystkim, jak to się stało, że doprowadzono do zadłużenia klubu, i jak wyglądała ostatnia umowa przejęcia Wisły przez zagranicznych inwestorów.

Prezesa Wisły nie ma w Krakowie

Prezes Wisły Kraków Rafał Wisłocki o porannej akcji śledczych dowiedział się od pracowników, którzy do niego zadzwonili. Jak przyznał w rozmowie z Wojciechem Marczykiem, dziennikarzem sportowym RMF FM, dziś nie ma go w Krakowie – prowadzi rozmowy z potencjalnymi inwestorami. Jak twierdzi, jest zaskoczony działaniami prokuratury, ale podkreśla, że nie dotyczą one nowego zarządu, a byłych władz Białej Gwiazdy.

Śledztwem pokieruje Jan Kościsz

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości, których miały dopuścić się zarządy Towarzystwa Sportowego Wisła i Wisła Kraków SA wszczęła Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Prowadzi je prokurator Jan Kościsz, naczelnik wydziału do spraw przestępczości gospodarczej. To on zajmował się sprawą Pawła M. pseudonim „Misiek”.

„Misiek” ma na swoim koncie wyrok za rzucenie nożem w piłkarza Dino Baggio podczas meczu Pucharu UEFA Wisły z Parmą. Było to ponad 20 lat temu. Został skazany na 6,5 roku więzienia. Przed tą sprawą Paweł M. był dwukrotnie karany przez krakowskie sądy. W maju 1997 roku na półtora roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata za pobicie mieszkańca Krakowa (karę później odwieszono), a w marcu 2000 roku na rok więzienia za pobicie policjanta.

Po wyjściu z więzienia Paweł M. miał ponownie przejąć władzę w środowisku wiślackich pseudokibiców. Teraz znowu przebywa w areszcie. Powodem jest udział w gangu narkotykowym. „Misiek” wpadł we wrześniu ubiegłego roku w miejscowości Cassino na południe od Rzymu.

Wszczęte teraz przez krakowską prokuraturę śledztwo ma m.in. wyjaśnić nieprawidłowości związane z nieudaną próbą sprzedaży piłkarskiej spółki funduszom Alelega i Noble Capital Partner.

Jak powiedział RMF FM Janusz Hnatko rzecznik prokuratury okręgowej w Krakowie sprawa trafiła do prokuratury 31 grudnia. Jak na razie śledztwo toczy się w sprawie a nie przeciwko konkretnej osobie.

Ważnym wątkiem sprawy jest też odpowiedź na pytanie, dlaczego były już zarząd krakowskiego klubu spłacał tylko niektórych, wybranych wierzycieli, oraz dlaczego nie zdecydowano się na zgłoszenie wniosku o upadłość Wisły.

Długi Wisły Kraków. W sumie ponad 40 mln złotych

Długi „Białej Gwiazdy” to w sumie ponad 40 mln złotych – ujawniono w ubiegły piątek podczas konferencji prasowej zarządu TS Wisła.

Łukasz Kwaśniewski wyliczał wówczas: Dług klubu na styczeń, czyli zobowiązania zewnętrzne to 24 mln złotych. W tym 12 mln przeterminowanych zobowiązań, które dobrze byłoby mieć na już. Cesje w tym momencie to około 16,5 mln złotych. Wchodzą w nie m.in. pieniądze, które będą iść na zadłużenie stadionu do miasta Krakowa (ok 3,5 mln), sprawa z UFA i cesja do Telefoniki. Telefonice należy się 6 mln – to płatność za bazę w Myślenicach oraz 3,5 mln za akcję. W tej kwocie są też powzięte przez klub pożyczki.

Jak tłumaczyli członkowie zarządu TS Wisła, nowego i starego właściciela „Białej Gwiazdy”, na wynagrodzenie wszystkich pracowników wydawanych jest miesięcznie 1,2 mln. A poprzedni zarząd za 2018 rok pobrał 910 tys. złotych.

Były to pieniądze głównie dla Marzeny Sarapaty (byłej prezes) i Damiana Dukata (byłego wiceprezesa), tego drugiego w drugiej połowie roku na stanowisku zastąpił Daniel Gołda.

Akcje Wisły Kraków w zamian za obietnicę 12 mln złotych

Sytuacja Wisły jest – delikatnie mówiąc – mocno skomplikowana. 22 grudnia Towarzystwo Sportowe Wisła, dotychczasowy właściciel piłkarskiej spółki, przekazał 100 procent akcji nowym inwestorom.

Większościowy pakiet – 60 procent akcji – przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski biznesmen pochodzenia kambodżańskiego. Pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partner, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga.

Warunkiem, który miał dopełnić transakcję, było przekazanie TS Wisła poświadczenia przelewu na kwotę 12,2 mln złotych. Środki miały zostać przeznaczone na spłatę najpilniejszych długów.

Termin przekazania tego poświadczenia minął o północy 28 grudnia i nie został dopełniony, co było podstawą unieważnienia umowy.

Klub traci piłkarzy

Dawid Kort nie jest już piłkarzem Wisły Kraków. Kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Informację w poniedziałek podał oficjalny serwis krakowskiego klubu, który decyzją Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN ma zawieszoną licencję na grę w ekstraklasie.

Kort trafił do Wisły w czerwcu przechodząc z Pogoni Szczecin. 23-letni pomocnik zagrał w 21 oficjalnych meczach „Białej Gwiazdy”, dla której zdobył trzy bramki.

Kort już w zeszłym roku złożył wezwanie do zapłaty zaległych pensji. W listopadzie otrzymał tylko jedną.

W najbliższym czasie Wisłę z powodu zaległości w wypłatach opuści jeszcze kilku piłkarzy. Zoran Aresnic już złożył pismo wypowiadające umowę. Podobne kroki podjęli lub podejmą: Tibor Halilovic, Marko Kolar, Vullnet Basha i Jakub Bartkowski.

W najbliższym czasie minie 14-dniowy termin wezwań do wyrównania zaległości kolejnych zawodników. W tej grupie są: Martin Kostal, Jakub Bartosz, Rafał Pietrzak, Maciej Sadlok, Mateusz Lis, Rafał Boguski, Marcin Grabowski i Michał Buchalik, a także bramkarz w wiślackiej Akademii i reprezentant Polski U-17 Michał Kot.

Nowy prezes Wisły Rafał Wisłocki prowadzi rozmowy w sprawie sprzedaży zadłużonej spółki.

W środę piłkarze pod kierunkiem Macieja Stolarczyka mają wznowić treningi, ale nie wiadomo w jakim składzie.

Odebrana licencja

W najbliższy piątek przedstawiciele Wisły mają spotkać się z członkami Komisji ds. Licencji Klubowych, która zawiesiła pozwolenie na grę w ekstraklasie. Powodem była niejasna sytuacja prawna klubu oraz naruszenia postanowień „Podręcznika Licencyjnego”. Zarząd będzie musiał przedstawić wiarygodne dokumenty na dowód, że Towarzystwo Sportowe Wisła jest właścicielem piłkarskiej spółki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Po 19 latach śledczy odkryli, że Daniel M. zamordował żonę. Zamurował jej ciało w piwnicy

43-letni Daniel M. jest oskarżony o zabójstwo swojej byłej żony Angeliki. Jej ciało, zamurowane w piwnicy domu w Debrznie (Pomorskie), znaleziono po 19 latach od zaginięcia. We wtorek ruszył proces w sprawie zabójstwa. Rodzina Angeliki Jakubowskiej z Debrzna (powiat człuchowski) jest pewna, że były mąż kobiety zabił ją, a ciało ukrył pod ceglaną podłogą w piwnicy domu. Prokuratorzy są podobnego zdania. Postawili 43-latkowi zarzuty zabójstwo byłej żony. Ich zdaniem do zbrodni miało dojść 2 października 1998 roku.

– Daniel M., mąż, najprawdopodobniej udusił ją kablem elektrycznym. Następnie zwłoki swojej żony umieścił w torbie podróżnej, którą zakopał w piwnicy, a na miejscu ukrycia zwłok wylał posadzkę – mówi nam Paweł Wnuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

Mężczyźnie grozi dożywocie. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Mówił: zostawiła mnie i uciekła za granicę

Angelika miała wówczas 20 lat. Wraz z Danielem mieli córeczkę – Magdalenę. Dziewczyna przez 19 lat wierzyła ojcu, że jej matka uciekła z domu i pozostawiła ją, gdy była rocznym dzieckiem. – Dużo płakałam przez mamę. Wieczorami nie mogłam zasnąć. Dwa razy mi się śniła, że odjeżdżała autem, nie mogłam jej dogonić – powiedziała Magdalena Jakubowska dziennikarzom Uwagi TVN.

Gdy Magdalena Jakubowska dorastała, dowiedziała się, że mama wyszła z domu i pojechała do teściowej do Piły. I wtedy ślad po niej zaginął – taką wersję przedstawiał jej ojciec.

– Z tego, co mi powiedział, to po prostu go zostawiła – mówi o relacji ojca z tamtych wydarzeń Magdalena Jakubowska. Przyznała, że uwierzyła w tę wersję. Sąsiadom i znajomym mówił, że wyjechała za granicę, uciekła od niego. Aby uprawdopodobnić tę wersję miał zgłosić zaginięcie żony i wystąpić do sądu z pozwem o rozwód z jednoczesnym wnioskiem o zasądzenie alimentów od Angeliki na rzecz ich małoletniej córki.

Daniel M. wychowywał córkę przez sześć lat. Później oddał ją pod opiekę swoim rodzicom i rozpoczął życie w nowych związkach.

Znaleźli ją po 19 latach

W kwietniu 2017 roku gdańscy policjanci z tak zwanej komórki Archiwum X dokonali makabrycznego odkrycia. Pod ceglaną podłogą, w piwnicy domu w Debrznie, w którym teraz mieszkała zupełnie inna rodzina, znaleziono zwłoki kobiety.

– W sprawie poszukiwawczej było sprawdzanych bardzo wiele wątków, natomiast nie posiadaliśmy materiału dowodowego, który uprawdopodobniłby, że doszło tutaj do przestępstwa – relacjonuje policjant, z którym rozmawiał reporter „Uwagi!”. Jak dodaje, piwnica, w której funkcjonariusze natrafili na zwłoki, nie była wytypowana przypadkowo. – Dokładne miejsce zostało ustalone dzięki pomocy biegłych i użyciu georadaru – mówi.

Szczątki są w takim rozkładzie, że śledczy – aby potwierdzić, że znaleziono Angelikę – musieli wykonać badania DNA. Próbki do identyfikacji pobrali właśnie od 20-letniej Magdy. Potwierdziły, że odnalezione ciało należy do jej matki.

– Zawsze wierzyłam, że ona się znajdzie. Że nawet gdyby nie chciała ze mną rozmawiać, to i tak chciałabym ją zobaczyć – powiedziała Uwadze! Magdalena Jakubowska.
Źródło info i foto: tvn24.pl