Szwecja: Prokuratura zajmie się nielegalnymi adopcjami dzieci z zagranicy

Szwedzki rząd rozważa wszczęcie śledztwa w związku z nieprawidłowościami przy adopcjach dzieci z zagranicy. Według dziennika „Dagens Nyheter” wiele noworodków przekazywanych było do Szwecji bez zgody ich matek.

W cyklu artykułów gazeta „Dagens Nyheter” przedstawiła w ostatnich dniach historię niektórych z 60 tys. dzieci, adoptowanych z zagranicy do Szwecji w latach 1960-90. W wielu przypadkach ich dokumenty adopcyjne były fałszowane, a prawdziwi rodzice żyli. Niektóre dzieci zostały ukradzione biednym rodzinom lub za namową pośredników sprzedane przez opiekunów. W lutym 2018 roku władze Chile wszczęły dochodzenie o możliwości zaistnienia nielegalnych adopcji zagranicznych, m.in. setek dzieci do Szwecji.

W związku z tym śledztwem władze Szwecji zapewniły poszkodowanym osobom wsparcie w postaci pomocy psychologicznej oraz w poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Nigdy jednak nie zbadano roli, jaką odegrali szwedzki ośrodek adopcyjny i szwedzkie władze. „Teraz widzę, że również i my potrzebujemy przyjrzeć się, jak funkcjonowało w Szwecji pośrednictwo adopcyjne” – oświadczyła minister ds. socjalnych Lena Hallengren. Jak wyjaśniła Hallengren, początkowo rząd Szwecji oczekiwał wniosków śledztwa prowadzonego przez władze Chile, ale dochodzenie w tej sprawie przedłuża się.

Skąd adoptowano dzieci?

Według „Dagens Nyheter” nieprawidłowości w procesie adopcyjnym mogły dotyczyć większości przypadków z krajów Ameryki Południowej, Azji oraz Afryki. Gazeta napisała, że eksperci szwedzkiego Urzędu ds. praw rodziny oraz wsparcia rodzicielstwa wielokrotnie alarmowali w wewnętrznych dokumentach o podejrzeniu niezgodności danych adopcyjnych.

Przy adopcjach z Chin często brakowało informacji o pochodzeniu dziecka, niekompletne dane przesyłano również z Wietnamu. Z Indii nadchodziły informacje o „adopcjach spoza legalnego systemu”. W Kolumbii domy dziecka były uzależnione od opłat otrzymywanych za adopcje, a w Korei Południowej biuro pośrednictwa adopcji było w kontakcie z rodzicami, którzy rozważali oddanie swoich dzieci. Jak podkreśla, „Dagens Nyheter” nieprawidłowości te świadczą o łamaniu Konwencji o prawach dziecka oraz Konwencji haskiej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest śledztwo ws. śmierci ks. Andrzeja Dymera

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. śmierci ks. Andrzeja Dymera, byłego dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie – przekazała rzeczniczka szczecińskiej Prokuratury Okręgowej. Informację o wszczęciu śledztwa w sprawie śmierci ks. Andrzeja Dymera podał portal onet.pl.

Postępowanie prokuratury ws. śmierci

„Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci” – rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Alicja Macugowska-Kyszka. Dodała, że prokuratura nie udziela żadnych informacji w sprawie śledztwa. Według informacji Onetu, ciało duchownego zostało zabezpieczone do badań.

Ks. Andrzej Dymer zmarł we wtorek „po wielomiesięcznych trudnych i bolesnych zmaganiach z chorobą nowotworową” – podała na swojej stronie Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska. Duchowny miał 58 lat.

W ubiegły piątek kwartalnik „Więź” podał, że metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga odwołał ks. Andrzeja Dymera z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie. Według czasopisma, metropolita szczecińsko-kamieński decyzję podjął podczas spotkania z mężczyzną, który przed laty był wykorzystany seksualnie przez kapłana.

Zarzuty o wykorzystywanie nieletnich

W reportażu TVN 24 „Najdłuższy proces Kościoła” podano, że ks. Andrzej Dymer wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie, a szczecińscy biskupi wiedzieli o tym od 1995 r. Śledztwo wszczęto jednak dopiero po publikacji dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w 2008 r. Mimo to przez te lata duchownego nie spotkała kara – przestępstwa się przedawniły, przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.

Przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii Błażej Kmieciak powiedział, że komisja musiała zakończyć postępowanie wyjaśniające z uwagi na śmierć księdza, do czego zobowiązują ją przepisy ustawy. Przy czym zapewnił, że będzie kontynuowane wyjaśnianie działań podjętych przez instytucje w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura umorzyła sprawę nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka

Nie będzie kolejnych zarzutów za śmierć Igora Stachowiaka. Prokuratura Regionalna w Poznaniu podtrzymała decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny. Rozgoryczenia nie kryje ojciec chłopaka. – Bez wątpienia, gdyby nie spotkał policjantów, toby nadal żył – uważa Maciej Stachowiak.

O umorzeniu śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny zdecydowała w czerwcu zeszłego roku Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Na tę decyzję zażalenie złożyła rodzina Igora Stachowiaka.

Prokuratura Regionalna w Poznaniu sprawdziła, czy działania podjęte przez Prokuraturę Okręgową były wystarczające. Po ośmiu miesiącach zdecydowała o podtrzymaniu decyzji w tej sprawie. – Prokurator wziął pod uwagę całokształt okoliczności tej sprawy, tego zdarzenia, które było rozciągnięte w czasie, ale było też dynamiczne. Te interwencje były poddane badaniu przez biegłych, później przesłuchania biegłych oceniał prokurator i doszedł do wniosku, że podstaw do formułowania zarzutów nie ma – tłumaczy Anna Marszałek, rzecznik prasowa Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.

„Poszły papiery do Strasburga”

Z tą opinią od początku nie zgadzał się ojciec Igora Stachowiaka. I zdania w tej kwestii nie zmienił. Uważa, że zespół biegłych, który zajmował się sprawą był niekompletny. – To opinia moja i mecenasów. W zespole nie było kardiologa ani psychiatry, a to są dziedziny kluczowe w tej kwestii – przekonuje Maciej Stachowiak.

Decyzja o umorzeniu śledztwa jest dla niego zaskoczeniem. – Jest to dla mnie niezrozumiałe, bo uważam, ze organom państwa powinno zależeć na skrupulatnym i dokładnym wyjaśnieniu tej sprawy, ponieważ rzuca to bardzo złe światło na wszystkie organy państwa. Już poszły papiery do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i czekamy na decyzję stamtąd – powiedział ojciec pokrzywdzonego.

Liczy, że decyzja trybunału będzie korzystna dla niego. – Bez wątpienia, gdyby nie spotkał policjantów toby żył (…) Wszedł zdrowy na komisariat i nie wyszedł z niego żywy – podkreśla.

Zmarł po policyjnej interwencji

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na wrocławskim Rynku. Kilka godzin później zmarł. Do nagrań pokazujących, jak wyglądała policyjna interwencja, dotarł Wojciech Bojanowski, reporter „Superwizjera” TVN. Na nagraniach z kamery umieszczonej w paralizatorze widać leżącego na podłodze policyjnej toalety 25-letniego Stachowiaka. Jest skuty kajdankami i kilkukrotnie rażony prądem.

Kolejne opinie wykazały, że 25-latek zmarł na skutek syndromu excited delirium, czyli zespołu groźnych dla życia powikłań, charakterystycznych dla narkomanów i osób z zaburzeniami psychicznymi.

Śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny prowadziła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Po jego zakończeniu oskarżono czterech – byłych już – policjantów. Zdaniem śledczych, mężczyźni przekroczyli uprawnienia i znęcali się nad pozbawionym wolności zatrzymanym. Za to byłym mundurowym groziło do 12 lat pozbawienia wolności.

Policjanci skazani za przekroczenie uprawień

W lutym 2020 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał wszystkich czterech oskarżonych za winnych przekroczenia uprawnień i znęcania się nad Igorem Stachowiakiem. Łukasz R., który raził go paralizatorem, został skazany – podobnie jak przez sąd pierwszej instancji – na dwa lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności. R. dostał także ośmioletni zakaz wykonywania zawodu policjanta.

Trzech pozostałych byłych funkcjonariuszy – Adam W., Paweł P. i Paweł G. – zostało skazanych na dwa lata więzienia. Sąd orzekł wobec oskarżonych także sześcioletni zakaz wykonywania zawodu policjanta. Wyrok jest prawomocny. Trzech z czterech policjantów wniosło skargi kasacyjne do Sądu Najwyższego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Polacy prowadzili agencje towarzyskie w Londynie. Zatrzymano 6 osób

W ramach międzynarodowego śledztwa CBŚP i policjanci z Wielkiej Brytanii zatrzymali 6 osób, rozbijając grupę sutenerów prowadzącą agencje towarzyskie m.in. w Londynie. Zyski z seksbiznesu przestępcy inwestowali w nieruchomości.

Jak przekazał we wtorek mł. asp. Paweł Żukiewicz z Centralnego Biura Śledczego Policji, w minionym tygodniu funkcjonariusze zatrzymali w Białymstoku 32-letniego mężczyznę podejrzewanego o kierowanie gangiem sutenerów. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii – w Londynie, Kent, Northamptonshire i West Yorkshire ujęto kolejnych pięć osób. Działania były skoordynowane dzięki podpisanej wiele miesięcy wcześniej międzynarodowej umowie, tworzącej Joint Investigation Team (JIT), czyli grupę śledczych z obu krajów.

„W celu koordynacji czynności wykonywanych w międzynarodowym śledztwie, w ramach Eurojust powołano zespół, którego celem było zgromadzenie dowodów przestępczej działalności, a także wymiana ustaleń pomiędzy zaangażowanymi w akcję polskimi i brytyjskimi służbami. Bardzo istotna była również rola oficera łącznikowego polskiej policji w Wielkiej Brytanii, dzięki któremu możliwa była błyskawiczna wymiana informacji” – poinformowało CBŚP.

Z ustaleń śledztwa wynika, że kierowana przez zatrzymanego mężczyznę grupa działała od 2019 roku. Przestępcy zakładali i prowadzili agencje towarzyskie w Wielkiej Brytanii, głównie w Londynie. „W agencjach było zatrudnionych nawet kilkadziesiąt kobiet różnych narodowości, a zyski były transferowane do Polski, gdzie inwestowano je np. w nieruchomości” – przekazał Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Scenarzysta pracujący dla Patryka Vegi zatrzymany przez CBŚP

​Scenarzysta pracujący dla Patryka Vegi (współscenarzysta „Pętli”), który wystąpił też w jego filmie o kibolach zatytułowanym „Bad Boy” został zatrzymany. Jak dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM, Grzegorz B. jest wśród trzech osób, które wpadły ręce funkcjonariuszy CBŚP w śledztwie dotyczącym powiązanej ze śląskimi pseudokibicami grupy Psychofans.

Grzegorz B. usłyszał zarzut m.in. udziału w handlu narkotykami. Miał zaoferować swe usługi grupie pseudokibiców w rozprowadzaniu środków odurzających i dokonać transakcji na próbę. Kolejny zarzut dotyczy powoływania się na wpływy w Służbie Więziennej na Podkarpaciu. Prokuratura chce też, by Grzegorz B. odpowiedział za wręczenie łapówki za prawo jazdy.

Oprócz Grzegorza B. zatrzymano także dwie inne osoby. Akcje policji miały miejsce na terenie Podkarpacia. Kolejne trzy osoby zostały doprowadzone z zakładów karnych – wszyscy usłyszeli podobne zarzuty i zostali tymczasowo aresztowani. Grupa Psychofans jest powiązana z pseudokibicami śląskiego klubu piłkarskiego. Gang działał co najmniej od października 2014 roku do grudnia 2017 roku na terenie Śląska i Małopolski, głównie w Chorzowie, Katowicach i Krakowie.

Gangsterzy zajmowali się pobiciami, rozbojami, oszustwami, uprowadzeniami dla okupu oraz przestępstwami narkotykowymi. Brali także udział w bójkach z pseudokibicami innych klubów piłkarskich. W sumie w wielkim śledztwie przeciwko grupie Psychofans prowadzonym przez śląski wydział Prokuratury Krajowej oskarżonych zostało już 108 jej członków. Aktualnie w postępowaniu jest kolejnych 57 podejrzanych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Co dziesiąty papieros wypalany w Polsce pochodzi z przemytu

Co dziesiąty papieros wypalany w Polsce pochodzi z nielegalnych źródeł. W innych krajach Unii Europejskiej jest podobnie. Przemytem na wielką skalę ma kierować reżim Alaksandra Łukaszenki – podaje poniedziałkowa „Rzeczpospolita”

„200 kilometrów na wschód od Warszawy kwitnie wspierany przez władze w Mińsku przemyt papierosów, który naraża na gigantyczne straty nie tylko polski Skarb Państwa, ale też wiele innych krajów UE. Zdaniem niezależnych białoruskich i rosyjskich dziennikarzy śledczych (Biełsat TV, naviny. by, proekt.media) istotną częścią imperium finansowego prezydenta Alaksandra Łukaszenki jest przemysł tytoniowy” – podaje „Rzeczpospolita”.

Z dziennikarskiego śledztwa, którego wyniki dziennikarze umieścili w internecie, wynika, że białoruskie papierosy na gigantyczną skalę są przemycane do Rosji i na zachód Europy. Do Rosji samolotami, do UE głównie ciężarówkami, ale także w zaplombowanych wagonach towarowych należących do przedsiębiorstw państwowych. Cały proceder ma kontrolować białoruska administracja.

Z danych polskiej Straży Granicznej wynika, że w ubiegłym roku – mimo pandemii – wartość przechwyconych papierosów z Białorusi wyniosła ponad 27 mln zł, o 469 proc. więcej niż w roku 2019 (niemal pięciokrotnie więcej niż w przypadku granicy z Ukrainą). Z raportu Instytutu Doradztwa i Badań Rynku (Almares) wynika, że co dziesiąty papieros wypalany w Polsce pochodzi z nielegalnych źródeł. Przemyt napędza drastyczna różnica cen – paczkę najtańszych papierosów na Białorusi można kupić za niecałe 2 zł” – podaje dziennik.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano szefa mafii oszukującej seniorów metodą „na policjanta”

W związku ze śledztwem prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga, policjanci z warszawskiego zarządu CBŚP zatrzymali 41-letniego Marcina K. ps. Murzyn, podejrzanego o kierowanie grupą oszukującą metodą „na policjanta”. Przestępcy jednego dnia potrafili oszukać kilka osób.

Śledztwa przeciwko Marcinowi K. prowadzi kilka jednostek prokuratury w kraju, postępowania karne toczą się także przed sądem, m.in. Sądem Okręgowym w Warszawie. Obecnie „Murzyn” został aresztowany do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. Zatrzymania podjęli się funkcjonariusze warszawskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji.

Marcin K. został ujęty 22 stycznia o godz. 7.05 przed swoim domem w Zgierzu. Funkcjonariusze zatrzymali „Murzyna” w taksówce, do której chwilę wcześniej wsiadł. Policjantom powiedział, że wybierał się do Warszawy.

– Marcin K. jest podejrzany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oszukującą starsze osoby metodą „na policjanta” od października 2018 roku do lipca 2020 roku. Z procederu podejrzany uczynił sobie stałe źródło dochodu” – przekazała prokuratura. Okres, w którym Marcin K. miał kierować grupą, pokrywa się z przerwą pomiędzy jednym zatrzymaniem a drugim.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo na weselu w Lublinie. Pan młody nie jest winny

Po kilku dniach śledztwa w sprawie śmierci 50-letniego mężczyzny do której doszło na weselu w Lublinie, wyszło na jaw, że to nie pan młody jest winny tragedii, a jeden z gości weselnych. Zatrzymany 44-letni Paweł L. to wielokrotny recydywista, mężczyzna usłyszał już zarzuty.

Do tragicznego finału wesela doszło w sobotę przed lokalem przy ul. Niezapominajki w Lublinie. Policjanci zostali wezwani do zakrwawionego mężczyzny, który leżał przed restauracją.

Jak się okazało na przyjęciu doszło do szarpaniny między weselnikami. 50-letni mężczyzna został uderzony, po czym przewrócił się i uderzył głową w kostkę brukową. Poszkodowany trafił do szpitala, jednak na skutek silnych obrażeń po kilku godzinach zmarł.
Źródło info i foto: o2.pl

Będzie zażalenie ws. umorzenia śledztwa dot. kard. Stanisława Dziwisza

Europoseł Łukasz Kohut złożył zawiadomienie w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie dot. kard. Stanisława Dziwisza, po po publikacji filmu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza” w TVN24. Jak informuje RMF FM, śledztwa jednak nie będzie. Dlaczego?

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza – dowiedziało się RMF FM.

Informację tę potwierdził PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko. Prokurator przesłuchał zawiadamiającego oraz uzyskał z jednej ze stacji (telewizyjnych) materiał, na który powoływał się zawiadamiający. Dokonał analizy tych materiałów i uznał, że brak jest podstaw do wszczęcia śledztwa w tej sprawie – poinformował.

Według prokuratury brak jest podstaw do wszczęcia śledztwa w związku z ewentualnym niezawiadomieniem – jak wyjaśnił prok. Hnatko – w określonym czasie organów ścigania, czyli policji i prokuratury o „ewentualnym przestępstwie popełnionym przez księży, z uwagi na brak obowiązku prawnego zgłaszania o tego typu przestępstwach”. Prokuratura uznała także, że – jak wskazał rzecznik – „przeniesienie księdza do innej parafii nie jest utrudnianiem postępowania w sprawie, czy też ukrywaniem osoby”.

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł Łukasz Kohut. „W Polsce sojusz tronu z ołtarzem trwa w najlepsze – niektórzy są – na razie – bezkarni. Ale warto było – kropla drąży skałę, mam poczucie, że robię w tej sprawie wszystko, co w mojej mocy” – napisał europoseł w czwartkowym poście.

Europoseł Kohut zapowiada zażalenie na decyzję prokuratury

Niezwłocznie po otrzymaniu z prokuratury oficjalnego postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa złożę na to postanowienie stosowne zażalenie – poinformował w oświadczeniu przekazanym w czwartek mediom europoseł Łukasz Kohut. Krakowska prokuratura okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza.

Europoseł Kohut zarzucił duchownemu, że ten uczestniczył w procederze ukrywania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

„Jako osoba, która złożyła zawiadomienie w tejże sprawie informuję, iż niezwłocznie po otrzymaniu z prokuratury oficjalnego postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa złożę na to postanowienie stosowne zażalenie” – napisał Kohut. „Ciężar gatunkowy przestępstw, których mógł dopuścić się kard. Stanisław Dziwisz jest tak ogromny, że zaniechanie zbadania tej sprawy w sposób oczywisty działa na szkodę interesu publicznego i interesu prywatnego osób poszkodowanych” – podkreślił.

„Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”

Zawiadomienie złożone przez europosła Kohuta o możliwości popełnienia przestępstw przez kard. Dziwisza wpłynęło do krakowskiej prokuratury 13 listopada. Polityk odwołuje się do filmu dokumentalnego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, wyemitowanego 9 listopada w TVN24, w którym przedstawiono relacje i rozmowy, wskazujące, że kard. Dziwisz uczestniczył w procederze tuszowania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

Kard. Dziwisz w reakcji na reportaż TVN24 wydał oświadczenie, w którym zaproponował, żeby oceną działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja. „Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował. „Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów” – zaznaczył kardynał.

W oświadczeniu dla włoskiej agencji Ansa kardynał stwierdził, że stawiane mu zarzuty są „zniesławiające” i mają na celu podważenie jego „pokornej” służby na rzecz Świętego Jana Pawła II.
Źródło info i foto: kielce.wyborcza.pl

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza, któremu jeden z europosłów zarzucił, że mimo uzasadnionego podejrzenia popełnienia przez księży przestępstwa pedofilii, nie zrobił on nic, by sprawcy tych przestępstw ponieśli odpowiedzialność karną. Zawiadomienie złożono po publikacji filmu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza” w TVN24. Prokuratura okręgowa w Krakowie odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie – ustalili reporterzy RMF FM.

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza. Prokuratorzy, którzy przesłuchali europosła i zapoznali się z materiałami stwierdzili, że Dziwisz nie popełnił przestępstwa, ponieważ w latach 2006-2012, kiedy miał dowiedzieć się o ewentualnych czynach zarzucanych księżom, nie było obowiązku zawiadamiania policji lub prokuratury o tego typu przestępstwach.

Śledczy uznali również, że nie można zarzucić utrudniania postępowania przygotowawczego przez kardynała Dziwisza przez przeniesienie księdza do innej parafii, a takie decyzje podejmował wtedy duchowny. Co ważne, prokuratorzy uznali, że w ten sposób Dziwisz nikogo nie ukrywał. Decyzje śledczych o odmowie nie jest prawomocna.

Początkiem był reportaż

W reportażu TVN24 Marcina Gutowskiego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, który swoją emisję miał w listopadzie, przedstawiono dokumenty, relacje i rozmowy, wskazujące, że kardynał Stanisław Dziwisz, uczestniczył m.in. w procederze tuszowania nadużyć seksualnych przez księży na całym świecie. Chodzi m.in. o sprawę molestowania w Legionie Chrystusa oraz sprawę oskarżonego o pedofilię amerykańskiego kardynała, Theodore’a McCarricka.

Watykan także w listopadzie opublikował specjalny raport, w którym ujawnił, co Jan Paweł II i jego sekretarz bp Stanisław Dziwisz wiedzieli o sprawie kard. McCarricka. Dokument liczył 461 stron.

Dziwisz komentuje

Kardynał Dziwisz kilkukrotnie skomentował całą sprawę. W przesłanym PAP oświadczeniu przekazał propozycję, by sprawami oceny działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja.

„Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował. „Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów” – zaznaczył wówczas kardynał.

Dodał również, że „dobro pokrzywdzonych jest wartością nadrzędną. Dzieci i młodzież nie mogą już nigdy doznać w Kościele krzywd, które miały miejsce w przeszłości”.

Kardynał Dziwisz napisał także oświadczenie dla włoskiej agencji Ansa, w którym stwierdził, że stawiane mu zarzuty są „zniesławiające” i mają na celu podważenie jego „pokornej” służby na rzecz Świętego Jana Pawła II. Zapewnił też, że nigdy nie przyjmował pieniędzy.

Nigdy, powtarzam – nigdy, nie przyjąłem pieniędzy w zamian za udział w mszach świętych; nigdy – podkreślam, nigdy nie dostałem pieniędzy, by ukrywać czyny czy fakty przeznaczone dla uwagi Ojca Świętego; nigdy i jeszcze raz nigdy nie wspierałem osób niegodnych w zamian za datki wpisane w jakąś perwersyjną logikę wymiany – oświadczył emerytowany metropolita krakowski.

Odnosząc się do reportażu na swój temat wyemitowanego przez TVN24 kard. Dziwisz stwierdził: Już odrzuciłem w sposób najbardziej stanowczy insynuacje, które stały się szybko zniesławiającymi kalumniami.

Ale ponieważ iskry spowodowane przez ten materiał przedostały się poza granice mojej umiłowanej ojczyzny, docierając także do Włoch i do Rzymu, pragnę odrzucić z równą stanowczością i z jeszcze większym oburzeniem złośliwe sugestie i zniesławiające oskarżenia – dodał hierarcha.

Długoletni sekretarz Jana Pawła II ocenił, że w materiale telewizyjnym „łączą się z podstępną zręcznością migawki z życia kościelnego, fragmenty spraw niepołączonych ze sobą i nie do połączenia, epizody, które obiektywnie mają, o ile wiem, zupełnie inną dynamikę; wszystko przyprawione złośliwymi zarzutami kupczenia; tyleż skandaliczne, co bezpodstawne”.

Oświadczenie Episkopatu

W sprawie informacji ujawnionych w materiale „Don Stanislao” głos zabrał także Przewodniczący Episkopatu arcybiskup Stanisław Gądecki. „Mam nadzieję, że wszelkie wątpliwości, zaprezentowane w reportażu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, zostaną wyjaśnione przez odpowiednią komisję Stolicy Apostolskiej” – oświadczył Gądecki.
Źródło info i foto: RMF24.pl