Włochy: Aresztowano sprawców wybuchu paniki w dyskotece

Pod zarzutem zabójstwa aresztowano we Włoszech siedmiu członków grupy przestępczej, która wywołała panikę w dyskotece w regionie Marche, gdzie w grudniu 2018 roku zginęło pięcioro nastolatków i kobieta.

W wyniku śledztwa ustalono, że grupa z miasta Modena rozpyliła w zatłoczonym lokalu w miejscowości Corinaldo koło Ankony gaz pieprzowy, by okraść uczestników koncertu. Wybuchła tam panika, w wyniku której ludzie tratowali się uciekając na zewnątrz.

Gang z Modeny w czasie licznych napadów przeprowadzanych tą metodą zdobywał łupy w wysokości nawet 15 tysięcy euro – poinformowali śledczy, którzy analizują 60 podobnych ataków we Włoszech i poza granicami tego kraju.

Członkowie gangu mają od 19 do 22 lat. Postawiono im zarzuty wielokrotnego zabójstwa.

Inne tragiczne zdarzenie z użyciem gazu pieprzowego miało miejsce w 2017 roku w Turynie, gdzie został on rozpylony, także z zamiarem dokonania rabunku, w strefie kibica. Zginęły dwie osoby, a ponad 1500 zostało rannych. Sprawcami byli imigranci z Afryki Północnej.
Źródło info i foto: TVP.info

Prokuratura potwierdziła, że odnalezione ciało to zwłoki Dawida Żukowskiego

„Dysponujemy już ustaleniami i możemy potwierdzić, że odnalezione ciało to zwłoki 5-letniego Dawida” – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński. Prokuratura formalnie wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa chłopca. W sobotę koło węzła Pruszków na autostradzie A2 odnaleziono ciało dziecka. Dziś odbędzie się sekcja zwłok dziecka.

Kluczowa będzie sekcja zwłok, która odbędzie się przed południem. To w tym momencie najważniejszy element śledztwa – ustalenie, jak dokładnie zginął chłopiec, w jaki sposób i kiedy ojciec pozbawił życia swojego 5-letniego syna. Z informacji reportera RMF FM Mariusza Piekarskiego wynika, że nic nie wskazuje, że Pawłowi Ż. ktokolwiek pomagał.

Poza sekcją zwłok zlecone zostaną też badania toksykologiczne.

Reszta czynności została zlecona już w czasie poszukiwań – powiedział Mariuszowi Piekarskiemu prokurator Łukasz Łapczyński. Tutaj w zasadzie większość wiemy w tym postępowaniu, a jeśli czegoś nie wiemy, to to zostało zlecone i czekamy na opinię biegłych – mówi prokurator.

Prokuratura czeka m.in. na wyniki badań DNA śladów znalezionych w samochodzie oraz odczyt nośników elektronicznych z domu Pawła Ż. Te ostanie mogą być kluczowe dla potwierdzenia motywu działania ojca chłopca.

Miejsce, gdzie znaleziono ciało było sprawdzane po raz pierwszy

W sobotę stołeczna policja poinformowała, że na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim, w okolicach węzła Pruszków, znaleziono ciało dziecka. Z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością jesteśmy przekonani, że jest to 5-letni Dawid – mówił asp. sztab. Mariusz Mrozek z Biura Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Ciało chłopca odkryto w zaroślach obok jednego ze stawów. Policjanci cały czas mieli nadzieję na znalezienie chłopca żywego, więc główny nacisk przez te wszystkie dni akcji poszukiwawczej funkcjonariusze kładli na sprawdzenie miejsc, w których jest szansa na znalezienia 5-latka całego i zdrowego. Gdy śledczy sprawdzili już wszystkie okoliczne lokalizacje dające szanse na pozytywne zakończenie sprawy, zaczęli brać pod uwagę też czarny scenariusz. Przenieśli poszukiwania na pozostałe miejsca. Właśnie na stawy – tak mówi RMF FM osoba zaangażowana w całą akcję.

Dlatego – mimo wcześniejszego zaangażowania kilkuset osób, śmigłowców i dronów – ciało chłopca znaleziono dopiero w sobotę.

Ujawniono szczegóły akcji

Do tej pory szczegóły akcji poszukiwawczej były tajne. Teraz zostały ujawnione. Od razu po otrzymaniu informacji o porwaniu dziecka policjanci podzielili się na dwie grupy. Pierwsza poszukiwała dziecka żywego. Policjanci sprawdzali trasę Grodzisk-Warszawa w poszukiwaniu dziecka uwięzionego albo błąkającego się: wymagającego pomocy, zagubionego, może rannego. To w te działania zaangażowane były helikoptery, strażacy i żołnierze.

Jak ustalili reporterzy RMF FM, równocześnie w Komendzie Stołecznej Policji powołana została tajna grupa złożona z najbardziej doświadczonych policjantów operacyjnych. Na jej czele stał I zastępca komendanta stołecznego – inspektor Krzysztof Smela. Ci ludzie szukali jedynie ciała dziecka.

Stołeczni policjanci i prokuratorzy nie kończą działań w terenie

Stołeczni policjanci i prokuratorzy nie kończą działań w terenie. Przed nimi dalsza praca nad wyjaśnieniem sprawy śmierci 5-letniego Dawida. Będą sprawdzać, czy miejsce znalezienia ciała chłopca jest miejscem, w którym został zabity. Muszą też upewnić się, czy ojciec dziecka jest jedynym sprawcą.

Śledczy chcą upewnić się także co do przyczyn tej tragedii. Dlatego raz jeszcze będą przesłuchiwać wszystkie osoby powiązane ze sprawą oraz analizować wszystkie dowody, zwłaszcza nagrania z kamer i dane z telefonów komórkowych.

Największe poszukiwania w dotychczasowej historii polskiej policji
Akcja poszukiwawcza chłopca była największą w dotychczasowej historii polskiej policji. Poszukiwania 5-letniego Dawida trwały od nocy z 10 na 11 lipca. 10 lipca około godziny 17:00 chłopca z domu w Grodzisku Mazowieckim zabrał ojciec i odjechał w nieznanym kierunku. Mężczyzna mógł poruszać się na trasie pomiędzy Grodziskiem Mazowieckim a lotniskiem Okęcie.

Po czterech godzinach, przed 21:00 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec 5-latka nie żyje – rzucił się pod pociąg. Ta tragiczna informacja została przez funkcjonariuszy potwierdzona.

Rodzice chłopca nie mieszkali razem. Według naszych informacji konflikt rodzinny może być znaczącym tłem tej historii.

Pełnomocnik matki Dawida kilka dni przed śmiercią ojca Dawida powiadomił śledczych o tym, że mężczyzna stosował przemoc wobec kobiety. Pismo w tej sprawie wpłynęło do policji dzień przed zaginięciem 5-latka.

Ojciec dziecka zanim rzucił się pod pociąg kontaktował się z matką 5-latka. Wysłał jej SMS-a, że nigdy już syna nie zobaczy.

Samobójstwo to było wymierzenie sobie sprawiedliwości. On po dokonaniu zabójstwa odwiedził kościół. To był formalny akt ekspiacji za to, co dokonał i za to, co dokona w najbliższej przyszłości – czyli popełnienie samobójstwa – mówił w rozmowie z nami kryminolog profesor Brunon Hołyst.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zakończono sekcję zwłok matki i dwójki dzieci zakończona. Zginęli w wybuchu kamienicy w Bytomiu

Sekcja zwłok trzech ofiar, które zginęły w sobotnim wybuchu gazu w kamienicy, zakończyła się we wtorek po południu. Wcześniej prokuratura informowała, że jej wyniki będą bardzo ważne dla ustalenia przyczyny katastrofy, we wtorek przekazano, że szczegóły dotyczące sekcji nie zostaną ujawnione ze względu na dobro prowadzonego śledztwa.

W sobotę w kamienicy przy ul. Katowickiej w Bytomiu doszło wybuchu gazu. W jego wyniku ucierpiało siedem osób – trzy ofiary były śmiertelne. Chodzi o kobietę i dwójkę jej małych dzieci. Z doniesień medialnych wynikało, że powodem wybuchu mogło być rozszerzone samobójstwo matki. Oficjalnie mówi się o „rozszczelnieniu instalacji gazowej”.

Bytom. Sekcja zwłok się zakończyła

Ani prokuratura, ani biegli z zakresu pożarnictwa nie chcieli tego potwierdzać. Prokuratura Okręgowa w Katowicach, która prowadzi postępowanie wyjaśniające informowała, że sytuację będzie mogła rozjaśnić sekcja zwłok, która została zaplanowana na wtorek. Prok. Beata Książek-Nowicka mówiła, że badanie będzie miało „istotne znacznie w ustaleniu przyczyn katastrofy”.

Sekcja zwłok już się zakończyła. Nie udzielamy żadnych informacji na temat wstępnych ustaleń sekcji ze względu na dobro śledztwa – powiedziała we wtorek po południu prokurator Monika Łata z katowickiej prokuratury w rozmowie z Gazeta.pl.

Wcześniej dzienniki „Fakt” i „Super Express” cytowały znajomego ofiary, który twierdził, że kobieta mogła chcieć popełnić samobójstwo. Mówił, że miała życiowe problemy: odejście męża, choroba, brak pracy. Ponadto „Fakt” – na podstawie nieoficjalnych informacji – przekazał, że w mieszkaniu kobiety „śledczy znaleźli odkręcone kurki z gazem”. Prokuratura Okręgowa w Katowicach podkreśla, że śledztwo ws. przyczyn wybuchu kamienicy w Bytomiu jest na bardzo wczesnym etapie, więc żadne informacje nie mogą być na razie potwierdzone.

Ze względu na wybuch 20 mieszkańców budynku musiało go opuścić, gdyż groziło im niebezpieczeństwo. We wtorek pierwsze osoby mogły już wrócić do kamienicy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Molestowanie i gwałt nastolatek w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Są ustalenia kontroli

W Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku trzy nastolatki stały się ofiarami napaści seksualnych. Są wyniki pierwszego etapu kontroli.

Jak informuje Radio Gdańsk, zakończył się pierwszy etap kontroli Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym im. prof. Bilikiewicza w Gdańsku. Wszczęto ją po dramatycznych wydarzeniach, które miały tam miejsce w czerwcu tego roku.

Najpierw media obiegła wstrząsająca informacja o gwałcie na 15-letniej pacjentce. Potem okazało się, że ofiarami gwałtu były także dwie 13-latki. Z powodu braku miejsc nastolatki przebywały na oddziałach dla dorosłych.

Zdaniem prokuratury przestępstw dokonali dwaj inni pacjenci gdańskiego szpitala: 26-latek i 37-latek. Śledztwa w tych sprawach prowadzi Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz. Wobec 37-letniego mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt. Przetransportowano go do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Kontrola w szpitalu wykazała, że w ciągu ostatnich trzech lat znacząco wzrosła liczba pacjentów poniżej 18 roku życia, kierowanych do przyjęcia do szpitala. Jednocześnie podkreślono, że dyrekcja szpitala i lekarze działali w stanie wyższej konieczności, przyjmując „nadprogramowych” pacjentów.

Dramatyczną sytuację w szpitalu potwierdzają lekarze. Wielu z nich chce złożyć wypowiedzenie. – Ile było takich dyżurów, że byłem sam na niemal stu pacjentów? To musiało się skończyć dramatem – powiedział w rozmowie z reporterką Wirtualnej Polski Magdą Mieśnik lekarz z placówki w Gdańsku.

Mimo, że dyrektor wstrzymał umieszczanie nieletnich z dorosłymi, nie rozwiązuje to problemu w sytuacji, gdy dziecko wymaga pilnego leczenia, a nie ma dla niego miejsce na oddziale dziecięcym.

Jednym ze wstępnych ustaleń jest konieczność opracowania bardziej szczegółowej procedury postępowania wobec takiego problemu. W placówce ma się także odbyć audyt kliniczny oddziału dziecięcego przeprowadzony przez konsultanta z zakresu psychiatrii dzieci i młodzieży – infomruje Radio Gdańsk.
Źródło info i foto: wp.pl

Słupsk: Śmierć 31-latka. Policja nie wyklucza zabójstwa

Słupska policja zatrzymała cztery osoby mogące mieć związek ze śmiercią 31-latka. Mężczyzna zmarł w szpitalu w wyniku zdarzenia, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę na jednej z posesji w Głobinie (Pomorskie). Prokuratura prowadzi postępowanie w kierunku zabójstwa.

– Sprawne działania funkcjonariuszy doprowadziły do wytypowania i zatrzymania czterech osób mogących mieć związek ze zdarzeniem – poinformowała w niedzielę oficer prasowa policji w Słupsku Monika Sadurska.

Zmarł w szpitalu

Dodała, że postępowanie w kierunku zabójstwa prowadzi prokuratura. Policja ze względu na dobro śledztwa nie udziela obecnie informacji dotyczących okoliczności zdarzenia i ustaleń w sprawie. 31-latek zmarł po przewiezieniu do słupskiego szpitala w wyniku zdarzenia, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę na jednej z posesji w Głobinie (Pomorskie).

Na miejscu zdarzenia pracował prokurator, policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej i kryminalni.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Byli policjanci skazani

Przed wrocławskim sądem zapadł wyrok w sprawie czterech byłych już policjantów oskarżonych po śmierci Igora Stachowiaka. Łukasz R., który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień – donosi reporterka Radia ZET.

Igor Stachowiak został zatrzymany na wrocławskim Rynku i przewieziony do jednego z komisariatów, ale do domu już nie wrócił. Na ławie oskarżonych w procesie w sprawie śmierci 25-latka zasiadało czterech byłych policjantów. To oni, Łukasz R., Paweł G., Paweł P. oraz Adam W., w dniu śmierci mężczyzny pełnili służbę jako funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto. 

Zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności. Prokuratura stwierdziła jednak, że „wyczerpująco zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy nie daje podstaw do skierowania aktu oskarżenia w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora S.” Prokurator domagał się 2,5 roku więzienia dla Łukasza R, a dla pozostałych oskarżonych po 1,5 roku. Z kolei obrońcy chcieli ich uniewinnienia.

Byli policjanci skazani w procesie ws. śmierci Stachowiaka

W piątek w sprawie zapadł wyrok. Łukasz R. który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień i znęcania się nad zatrzymanym . Mężczyzna usłyszał wyrok 2,5 roku wiezienia. Pozostali oskarżeni dostali po 2 lata.

Śmierć Igora Stachowiaka

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na wrocławskim Rynku. Zmarł na komisariacie policji Wrocław Stare Miasto niedługo po tym, jak kilkukrotnie rażono go paralizatorem.

Według pierwszej opinii lekarzy, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa. Tę samą przyczynę biegli medycy sądowi potwierdzili przed sądem. Zeznali, że Stachowiak był pod wpływem narkotyków i został kilkakrotnie rażony paralizatorem, a te czynniki w połączeniu doprowadziły do niewydolności.

Śledztwo dotyczące przekroczenia uprawień przez funkcjonariuszy policji i nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka wszczęła Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Starego Miasta. Decyzją Prokuratury Krajowej postępowanie zostało jednak przekazane Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu.

Podczas śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, powołano biegłych lekarzy medycyny sądowej, biegłych z zakresu fonoskopii, biologii, toksykologii, genetyki, informatyki, daktyloskopii oraz z dziedziny taktyki i techniki interwencji. Zabezpieczono dokumenty oraz nagrania z monitoringu, paralizatora i telefonów komórkowych. Przeprowadzono też eksperyment procesowy.

Po śmierci Stachowiaka w maju 2016 r. pod komisariatem przez kilka dni trwały zamieszki. Mieszkańcy protestowali, sugerując, że policjanci doprowadzili do śmierci zatrzymanego. Za spowodowanie tych zamieszek i naruszenie nietykalności policjantów oskarżono i skazano kilkadziesiąt osób.

W maju 2017 roku telewizja TVN ujawniła nagrania z kamery paralizatora, którego funkcjonariusze użyli wobec Stachowiaka na komisariacie, ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak odwołał komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu. Stanowiska stracili też komendant miejski i zastępca komendanta komisariatu Stare Miasto.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Są nowe informacje

Chociaż od śmierci Magdaleny Żuk minęły już dwa lata, wciąż nieznane są okoliczności tego zdarzenia. Już teraz wiadomo, że dochodzenie w sprawie zostanie przedłużone.

Początkowo śledczy zamierzali prowadzić dochodzenie w sprawie śmierci Magdaleny Żuk do końca czerwca tego roku. Prawdopodobnie zostanie ono jednak przedłużone. – Będziemy wnosić do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu o przedłużenie śledztwa na dalszy czas – powiedział w rozmowie z Onetem prokurator Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Wciąż jednak nie wiadomo, czy strona egipska wysłała do Polski dokumenty, bez których niemożliwe jest uzyskanie uzupełniającej opinii biegłych specjalizujących się w psychiatrii i toksykologii. Jak podaje Onet, dalsze informacje w sprawie mają pojawić się w przyszłym tygodniu.

Matka postawiła warunek

Po śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie pojawiły się teorie, że kobieta zmagała się z problemami psychicznymi, co mogło pchnąć ją do targnięcia się na swoje życie. Z taką interpretacją zdarzeń nie zgadza się matka zmarłej 27-latki. – Próbowano już wmówić opinii publicznej, że Magda cierpiała na chorobę psychiczną i dlatego tak się zachowywała. To wszystko bzdura! Znam swoje dziecko! Była zdrowa! – powiedziała Elżbieta Żuk w styczniowej rozmowie z „Super Expressem”.

Wiadomo już, że kobieta zmarła na skutek obrażeń po tym, jak wyskoczyła przez okno w szpitalu, a przed śmiercią nie została zgwałcona. Nie wiadomo jednak, dlaczego szarpała się z personelem szpitalnym i zachowywała w dziwny sposób. – Daję prokuraturze czas do czerwca. Jeśli do tego czasu nie rozwiążą tej sprawy, to ujawnię wszystkie tajemnice śledztwa – powiedziała Elżbieta Żuk. Nie zdradziła jednak, o jakie „tajemnice” chodzi. – Wiele razy słyszałam, że jeśli pisnę choć słówko, to trafię do więzienia na trzy lata. Ale teraz uznałam, że ważniejsza dla mnie jest prawda – podsumowała.

Śmierć Magdaleny Żuk

Sprawą Magdaleny Żuk w 2017 roku żyła cała Polska. 27-letnia kobieta miała jechać do Egiptu ze swoim partnerem, ostatecznie jednak pojechała sama. Po dwóch dniach partnera kobiety zaniepokoiło jej zachowanie i w porozumieniu z touroperatorem zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety, trafiła ona do miejscowego szpitala. W tym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że jest w ciężkim stanie. Kilka godzin później Magdalena Żuk zmarła, rzekomo w wyniku obrażeń doznanych na skutek upadku z wysokości, z pierwszego lub drugiego piętra szpitala.

W ramach śledztwa prokurator zwrócił się do strony egipskiej o pomoc prawną. Chodziło m.in. o przesłuchanie świadków (pracowników hoteli, personelu placówek medycznych) oraz uzyskanie dokumentów istotnych z punktu widzenia śledztwa, w tym badań toksykologicznych i wyników z sekcji zwłok.

Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazali w opinii z 30 sierpnia 2017 roku, że zmiany urazowe świadczą, że przyczyną zgonu był upadek z wysokości. Nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Były prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari aresztowany pod zarzutem korupcji

Były prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari i członek Pakistańskiej Partii Ludowej (PPP) został w poniedziałek aresztowany w związku z zarzutami o korupcję – przekazały lokalne władze. Pakistańskie media informują, że byłego prezydenta zatrzymano w ramach śledztwa w sprawie fałszywych kont bankowych oraz prania brudnych pieniędzy. Pakistańska Partia Ludowa, której Asif Ali Zardari jest członkiem, utrzymuje że jego aresztowanie motywowane jest politycznie.

Zardari objął urząd prezydencki po wyborach w 2008 roku. Złożył go pięć lat później. Komentatorzy oceniają, że w zwycięstwie pomogło mu współczucie wyborców z powodu śmierci jego żony, premier Benazir Bhutto, która w 2007 rok zginęła w zamachu.

„Pan 10 procent”

Już w latach 80. i 90. był wielokrotnie oskarżany o korupcję, dzięki czemu uzyskał przydomek „Pan 10 procent” od wysokości „marży”, jaką rzekomo pobierał przy podejrzanych transakcjach. Oskarża się go m.in. o zakupienie nieruchomości w Wielkiej Brytanii za łapówki uzyskane na kontraktach rządowych, a także o ukrycie ok. 60 mln dolarów w szwajcarskim banku. Od 2018 roku w Pakistanie rządzi partia Pakistański Ruch na rzecz Sprawiedliwości (PTI) byłego krykiecisty Imrana Khana.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabrze: Trwa proces ginekologa. Jest oskarżony o gwałcenie i molestowanie 26 pacjentek

Bez udziału publiczności będzie toczył się proces ginekologa z Zabrza Monzera M., oskarżonego o gwałcenie i molestowanie seksualne pacjentek. Według ustaleń śledztwa, jego ofiarą w ciągu 14 lat padło 26 kobiet, które przychodziły na badania do jego gabinetu.

W piątek przed Sądem Rejonowym w Zabrzu rozpoczęła się pierwsza rozprawa w procesie. Doprowadzono na nią oskarżonego, w sądzie stawiły się także pokrzywdzone.

Jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia prokurator i pełnomocniczki oskarżycielek posiłkowych złożyli wniosek o wyłączenie jawności rozprawy – ze względu na możliwość naruszenia dóbr osobistych pokrzywdzonych. Sąd uwzględnił ten wniosek. Jak wskazała sędzia Magdalena Sikorska, sprawa dotyczy okoliczności drastycznych i sfery intymnej osób występujących w postępowaniu. Dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw.

Policja znalazła pacjentki

M. jest obywatelem polskim syryjskiego pochodzenia, od wielu lat mieszka w Polsce. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu jednej z kobiet. 50-letni lekarz został zatrzymany w sierpniu 2018 r. Po wszczęciu postępowania policjanci apelowali za pośrednictwem mediów, by zgłaszały się inne pokrzywdzone. Wszystkie kobiety, które zdecydowały się złożyć zeznania, były pacjentkami M. Do zarzucanych mu przestępstw miało dochodzić w trakcie badań ginekologicznych, gdy w gabinecie znajdowała się jedynie pacjentka i lekarz.

Oskarżony odpowiada za zgwałcenie lub doprowadzenie pacjentek do poddania się tzw. innej czynności seksualnej. Według śledztwa do przestępstw miało dochodzić od co najmniej 2004 do 2018 roku w Zabrzu, Gliwicach i Knurowie.

Grozi mu do 18 lat więzienia

Jak po skierowaniu aktu oskarżenia podawała prokuratura, materiał dowodowy oparty jest na zeznaniach świadków, opiniach biegłych oraz zgromadzonej dokumentacji. Podczas śledztwa ginekolog nie przyznał się do popełnienia żadnego z przedstawionych mu zarzutów, początkowo składał wyjaśnienia, później odmawiał wyjaśnień.

Ze względu na konieczność zabezpieczenia grożących podejrzanemu środków kompensacyjnych na rzecz pokrzywdzonych, a także kosztów sądowych i opłat na rzecz Skarbu Państwa, zabezpieczono mienie na kwotę 140 tys. zł. Mężczyźnie grozi do 18 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skandal w US Navy. „Lista gwałtu” na atomowym okręcie podwodnym

Męscy członkowie załogi okrętu podwodnego USS Florida stworzyli sobie „listę gwałtu”, która była „rankingiem” ich koleżanek i zawierała opisy tego, czego to by z nimi nie zrobili. Jej odkrycie wywołało dużą aferę, choć początkowo tuszowaną. Afera jest tym głośniejsza, że lista powstała na drugim okręcie podwodnym, na którym w pełni dopuszczono do służby kobiety.

Sprawa wyszła na jaw za sprawą portalu Military.com, który wydobył od US Navy dokumenty ze śledztwa na podstawie Ustawy o dostępie do informacji. Opisane w nich wydarzenia miały miejsce niemal dokładnie rok temu, podczas wielomiesięcznego patrolu USS Florida – atomowego okrętu podwodnego typu Ohio, przenoszącego 154 rakiety cruise Tomahawk.

Koleżanki jako obiekty fantazji

Wiosną i latem 2018 roku na pokładzie okrętu służyła załoga „Złota”. Jednostki typu Ohio mają po dwie załogi, „Złotą” i „Niebieską”, które na zmianę odbywają wielomiesięczne patrole i odpoczywają oraz trenują na lądzie. W ten sposób sam okręt jest nieustannie wykorzystywany, podczas gdy ludzie mają okazję odpocząć psychicznie i fizycznie po spędzeniu nawet trzech miesięcy bez widoku nieba.

Służba w długiej, ciasnej i zatłoczonej metalowej puszcze zanurzonej pod wodą odciska jednak swoje piętno. US Navy bardzo długo nie dopuszczała do niej kobiet z obaw o to, jak przełoży się to na stosunki w załodze. Dopiero w 2011 roku zezwolono na służbę w broni podwodnej kobietom na stanowiskach oficerskich a w 2016 roku na wszystkich pozostałych. USS Florida była drugim atomowym okrętem podwodnym, który wyszedł wiosną 2018 roku na misję z mieszaną załogą. Spośród 173 osób na pokładzie 32 były kobietami.

I od razu na tym pierwszym patrolu została stworzona wspomniana „lista gwałtu” (ang. rape list). Była umieszczona w pokładowej sieci komputerowej i część męskich członków załogi oceniała w niej koleżanki, przyznając im gwiazdki. Im więcej, tym bardziej miały być atrakcyjnym obiektem fantazji seksualnych. W oddzielnym pliku dyskutowano i fantazjowano, co kto by z którą nie zrobił.

Upadek morale

W czerwcu 2018 roku jeden z męskich członków załogi wydrukował obie listy i pokazał je koleżance. Informacja zaczęła wędrować w górę łańcucha dowodzenia i w końcu dotarła do dowódcy, komandora Gregory Kerchera. Ten kazał znaleźć oryginalne pliki w sieci i ustalić, kto jest odpowiedzialny za ich utworzenie. Nie wszczął jednak formalnego dochodzenia i nie poinformował dowództwa.

– Choć podjął pewne działania, to były one minimalistyczne i zdecydowanie niewystarczające w stosunku do oczekiwanych w przypadku tak poważnego zdarzenia – napisał prowadzący dochodzenie kontradmirał Jeff Jablon. Przez następne tygodnie po ujawnieniu istnienia listy trwało półamatorskie dochodzenie, które momentami próbował prowadzić sam dowódca. Nie udało się jednak znaleźć plików z listami. Później, kiedy sieć okrętową przeszukiwali już profesjonalni wojskowi śledczy, też nie udało im się ich znaleźć.

W międzyczasie atmosfera na okręcie bardzo się „zepsuła”. Kobiety czuły się zdradzone, zagrożone i zignorowane. Jedna usłyszała od przełożonego, żeby „wzięła się w garść i przestała urządzać sceny”. Panował ferment, wzajemne oskarżenia i podejrzliwość. Dopiero po ponad miesiącu od początku afery, jedna z kobiet w randzie podoficera otwarcie poruszyła temat w rozmowie z dowódcą, a ten przyznał, że w sumie powinno się zrobić coś więcej niż dotychczas.

Poważne konsekwencje

I właśnie za tę zwłokę oraz pozwolenie, aby morale w jego załodze osiągnęło dno, komandor stracił stanowisko. Przełożeni uznali, że nie zachował się tak, jak powinien zachować się dowódca okrętu US Navy. Dodatkowo dwóch członków załogi zostało dyscyplinarnie zwolnionych ze służby, a kilku innych otrzymało różnego rodzaju nagany i kary. Można bezpiecznie założyć, że po czymś takim kariera komandora Kerchera została złamana. Usunięcie z dowództwa to bardzo poważna sprawa.

Cała afera kładzie się cieniem na staraniach US Navy mających na celu pełne włączenie kobiet do służby we flocie. Panie służył na amerykańskich okrętach od XIX wieku, ale było to raczej rzadkie i głównie jako sanitariuszki. Dopiero w latach 70. szerzej otworzono dla nich drzwi, dopuszczając do normalnej służby na okrętach nawodnych czy w lotnictwie. Wreszcie w 2016 roku zniesiono ostatnie ograniczenia i zaczęto przyjmować kobiety do służby w broni podwodnej.

Umieszczanie młodych mężczyzn i kobiet na ograniczonej przestrzeni odciętej nawet miesiącami od świata prowadzi jednak do różnorakich problemów. US Navy nie ma jednak zamiaru zmieniać kursu.

– Nie mogę zagwarantować, że taki incydent już się nie powtórzy. Mogę jednak zagwarantować, że nadal będę wymagał wysokich standardów zachowania w całej służbie – stwierdził w reakcji na artykuły o „rape list” wiceadmirał Chas Richard, dowódca Sił Podwodnych US Navy. – Oczekuję, że każdy podwodniak będzie traktował innych z szacunkiem oraz godnością i będę wyciągał konsekwencje, jeśli ktoś nie zastosuje się do tego – dodał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl