Śmiertelne pobicie 25-latka w Zakopanem. Jest śledztwo

Jeszcze dziś zostanie wszczęte śledztwo w sprawie śmiertelnego w skutkach pobicia 25-letniego mężczyzny w Zakopanem. Sprawców tej brutalnej napaści do tej pory nie zatrzymano. Mieszkaniec powiatu bocheńskiego zostawił żonę w ciąży i 3-letnią córeczkę. Do stolicy Tatr przyjechał, żeby bawić się na wieczorze kawalerskim. Do tragicznych wydarzeń doszło na zakopiańskich Krupówkach w nocy z soboty na niedzielę.

Mężczyzna z powiatu bocheńskiego przyjechał pod Tatry z grupą przyjaciół na wieczór kawalerski. Według relacji policji, ok. godz. 2:00 na skrzyżowaniu Krupówek i ul. Kościuszki grupę zaatakowali nieznani mężczyźni. Wywiązała się bijatyka, w wyniku której 25-latek, najprawdopodobniej po uderzeniu w głowę, stracił przytomność. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Sprawcy tej brutalnej napaści są wciąż poszukiwani.

„Nie jest znana ich tożsamość. Kluczowe będą analizy monitoringu i przesłuchania świadków” – powiedział zastępca prokuratora rejonowego w Zakopanem Rafał Porębski.

Dziś ma zostać wszczęte śledztwo w związku ze śmiercią 25-latka. Mężczyzna pochodzący z powiatu bocheńskiego osierocił 3-letnią córeczkę, zostawił też żonę, która spodziewa się kolejnego dziecka. Na jutro zaplanowano natomiast sekcję zwłok – poinformował RMF FM prokurator Porębski.

Śledczy przesłuchali już w charakterze świadków osoby, które były w grupie pobitego 25-latka. Poszukiwani są także inni świadkowie, którzy mogą mieć wiedzę o tym, co się wydarzyło, ale nie brały udziału w samej bójce. Za pobicie, którego następstwem jest śmierć człowieka, grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Afganistan: Talibowie oskarżani o zabójstwo ciężarnej policjantki

Talibowie są oskarżani o morderstwo funkcjonariuszki policji. Kobieta była w ciąży. Popełnienie zbrodni zarzuca im syn kobiety. Organizacja bojowników przekonuje, że oskarżenia są nieprawdziwe. Rzecznik Talibanu informuje, że w sprawie toczy się śledztwo. Sprawę opisuje CNN. Do zabójstwa Negar Masoomi doszło w sobotę, w prowincji Ghor. Fakt, że doszło do zbrodni potwierdził jeden z lokalnych dziennikarzy.

Jednocześnie CNN dotarło do nagrania, w którym syn zamordowanej opowiada o tragicznym zdarzeniu. Kobieta pracowała w miejscowym więzieniu, była w ósmym miesiącu ciąży. Syn kobiety oskarża o o zabójstwo talibów. Z jego relacji wynika, że talibowie weszli do ich rodzinnego domu. Następnie wyprowadzili na zewnątrz jej synów i związali. – Zabili naszą matkę na naszych oczach. Zabili ją nożem – powiedział mężczyzna. W związku z tym, że kobieta była w ciąży, mężczyzna zarzucił talibom dwa zabójstwa.

Rzecznik Talibanu, cytowany przez CNN, odrzucił te oskarżenia. – Ona nie została zabita przez mudżahedinów Islamskiego Emiratu, ale prawdopodobnie z powodu osobistej wrogości – powiedział. Dodał, że śledztwo w tej sprawie trwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA odtajniają akta śledztwa ws. zamachów na WTC

Rodziny ofiar zamachu na World Trade Center wydały oświadczenie, w którym ostrzegły, że nie zgodzą się na udział prezydenta Stanów Zjednoczonych w wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli ten nie odtajni akt sprawy. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział w piątek Joe Biden, który zobowiązał się do spełnienia próśb i udostępnienia dokumentów w ciągu najbliższych miesięcy.

„W miarę zbliżania się 20. rocznicy 11 września Amerykanie zasługują na pełniejszy obraz tego, co ich rząd wie o atakach” – głosi podpisane przez Joe Bidena rozporządzenie wydane w piątek 3 września, nakazujące przegląd, odtajnienie i ujawnienie dokumentów związanych z atakami z 11 września 2001 roku. „The Guardian” ustalił, że mają zostać ujawnione w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

– Nigdy nie wolno nam zapomnieć o trwałym bólu rodzin i bliskich 2977 niewinnych ludzi, którzy zginęli podczas najgorszego ataku terrorystycznego na Amerykę w naszej historii – powiedział Joe Biden w piątek, jak cytuje serwis Politico. Decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych jest pokłosiem oświadczenia, jakie 1800 Amerykanów wydało w ubiegłym tygodniu. Odtajnienie dokumentów byłoby przełomowym momentem dla wielu rodzin, które 11 września 2001 roku straciły bliskich. Biden podkreślił, że jest z nimi myślami. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział.

Kiedy ubiegałem się o urząd prezydenta, zobowiązałem się do zapewnienia przejrzystości w kwestii odtajnienia dokumentów dotyczących ataków terrorystycznych na Amerykę 11 września 2001 roku – zaznaczył Biden, dodając: „wypełniam moje zobowiązanie”.

Rodziny zmarłych w zamachu sprzeciwiły się udziałowi Bidena w jakichkolwiek wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli nie dotrzyma obietnicy odtajnienia dokumentów. Zdaniem wielu mogą one wskazywać na związek między atakiem a Arabią Saudyjską. Jak pisze portal Politico, w 2017 roku tysiące krewnych pozwało kraj za współudział w katastrofie.

„Nie możemy w dobrej wierze i z czcią dla zagubionych, chorych i rannych powitać prezydenta na naszych świętych terenach, dopóki nie wypełni swojego zobowiązania” – napisali bliscy ofiar w oświadczeniu, jak cytuje BBC. „Jeśli prezydent Biden wyrzeknie się swojego zobowiązania i stanie po stronie saudyjskiego rządu, będziemy zmuszeni publicznie sprzeciwić się jakiemukolwiek udziałowi jego administracji w jakiejkolwiek ceremonii upamiętniającej 11 września” – dodali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmiertelny strzał podczas policyjnej interwencji. Koniec śledztwa

Prokuratura umorzyła sprawę śmiertelnego postrzelenia 35-latka podczas policyjnej interwencji w Warninie (Zachodniopomorskie). Jak od początku informowali funkcjonariusze, mężczyzna miał być agresywny i atakować policjantów, dlatego ci oddali strzały z broni palnej.

Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie przekazała w poniedziałek, że sprawa śmiertelnego postrzelenia 35-latka przez policjanta została umorzona „ze względu na brak znamion czynu zabronionego”. Do tragicznej interwencji doszło w listopadzie 2020 roku w Warninie pod Koszalinem. Na policję zadzwoniła wtedy kobieta z prośbą o pomoc z powodu agresywnego zachowania jej 35-letniego syna. Rodzice zabarykadowali się przed nim w pokoju.

Policjanci, którzy przyjechali na miejsce zastali mężczyznę z nożami w rękach.

– Pomimo wezwania do odrzucenia niebezpiecznych przedmiotów mężczyzna zaatakował nimi funkcjonariuszy. W związku z tym policjanci oddali strzały ostrzegawcze, a następnie użyli broni w stosunku do napastnika. Jeden z oddanych strzałów ranił 35-latka – mówiła w listopadzie 2020 roku komisarz Monika Kosiec, oficer prasowy koszalińskiej policji.

Mężczyzny nie udało się uratować

Kula miała trafić 35-latka w okolice szyi. Na miejscu była wezwana już wcześniej karetka pogotowia. – Natychmiast załoga karetki i policjanci przystąpili do udzielenia pomocy medycznej mężczyźnie, jednak nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych. 35-latek zmarł – dodała wtedy komisarz Kosiec.

Jak w każdym tego typu przypadku śledczy badali zasadność użycia broni i okoliczności interwencji. Decyzja o umorzeniu sprawy nie jest prawomocna. Jak przekazała Macugowska-Kyszka, zostało już wniesione zażalenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zwłoki w komorze podwozia Boeinga C-17. Siły Powietrzne USA wszczęły śledztwo

Amerykańskie Siły Powietrzne prowadzą śledztwo ws. lotu wojskowego samolotu Boeing C-17 Globemaster III, który w poniedziałek odleciał z Kabulu do Kataru. W komorze podwozia maszyny znaleziono zwłoki. Wcześniej na nagraniach w mediach społecznościowych można było zobaczyć zdesperowanych Afgańczyków, którzy próbowali dostać się na pokład maszyny. Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych potwierdziły, że w komorze podwozia C-17 znaleziono ludzkie zwłoki – podaje ABC News. Maszyna w poniedziałek odleciała do Kataru z lotniska w Kabulu. Na jej pokład próbowali dostać się Afgańczycy uciekający przed talibami.

Sprawę bada Biuro Dochodzeń Specjalnych Sił Powietrznych. Jak przekazała w oświadczeniu rzeczniczka sił powietrznych Ann Stefanek, śledztwo „będzie dogłębne, by poznać fakty dotyczące tego tragicznego incydentu”. Zaznaczyła także, że Siły Powietrzne są myślami z rodziną zmarłej osoby. Samolot zostanie poddany oględzinom.

Jak relacjonował „The New York Times”, samolot wylądował w Afganistanie w poniedziałek wczesnym rankiem, przewożąc zaopatrzenie dla żołnierzy pomagających w ewakuacji lotniska. Kilka minut po tym, jak maszyna pojawiła się w Kabulu, w jej stronę pobiegły setki Afgańczyków. „NYT” podaje, że obawiający się o swoje bezpieczeństwo członkowie załogi wrócili do środka, a maszyna została dopuszczona do startu. Załoga twierdziła, że nie wiedziała o tym, by ktokolwiek miał wejść do komory podwozia. Początkowo kołowano powoli, ze względu na osoby, które stanęły na maszynie.

Gdy samolot był już w powietrzu, załoga zorientowała się, że podwozie nie chowa się całkowicie. Okazało się, że w komorze znajdowały się ludzkie szczątki. W mediach społecznościowych publikowano nagrania, z których miało wynikać, że kilka osób miało też spaść z maszyny, gdy ta się wznosiła.

W mediach społecznościowych publikowano nagrania, z których miało wynikać, że kilka osób miało też spaść z maszyny, gdy ta się wznosiła.

Afganistan przejęty przez talibów

Na lotnisku w Kabulu wciąż trwa ewakuacja zachodnich dyplomatów i obywateli. Do tej pory z Afganistanu miało wylecieć około 2 tysięcy osób. Połowa z nich to Amerykanie.

Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz poinformował, że pierwszy polski samolot wysłany do Kabulu ewakuował na teren Uzbekistanu około 50 osób. Na pokładzie maszyny są Afgańczycy, którzy współpracowali z państwem polskim w czasie interwencji oraz jedna obywatelka Polski. Na pokład zabrano także dzieci i niemowlęta.

Stamtąd samolot cywilny będzie zmierzał do Polski. W Kabulu jest drugi polski samolot wojskowy, który zabierze uchodźców, współpracujących z Polską i sojusznikami. W drodze do Afganistanu jest również trzecia maszyna. W Kabulu pozostaje jedna polska dziennikarka. We wtorek ze stolicy Afganistanu do Czech dotarły dwie obywatelki Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gwałt na 11-latce w Orzyszu. Policja i prokuratura bada sprawę

W Orzyszu w województwie warmińsko-mazurskim miało zostać zgwałcone 11-letnie dziecko. Okoliczności dramatu bada prokuratura i policja. O dramacie informuje „Super Express”. W Orzyszu w pow. piskim miała zostać zgwałcona 11-letnia dziewczynka. W związku ze sprawą zatrzymano 32-letniego mężczyznę. Gwałciciel usłyszał już zarzuty. Sprawę bada policja oraz prokuratura.

„Zatrzymano 32-letniego mężczyznę, któremu zarzuca się, że w czwartek (12 sierpnia) w Orzyszu dokonał innej czynności seksualnej wobec osoby małoletniej poniżej lat 15” – informuje Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie w rozmowie z „Super Expressem”.

Rzecznik prokuratury dodał, że wobec 32-latka postanowieniem Sądu Rejonowego w Piszu w piątek (13 sierpnia) zastosowano areszt tymczasowy na okres 3 miesięcy. Z uwagi na dobro śledztwa prokuratura nie ujawnia więcej szczegółów zbrodni.

„Z uwagi na dobro śledztwa, nie jest możliwe podanie innych informacji” – tłumaczy Krzysztof Stodolny, cyt. przez „Super Express”.

Jak nieoficjalnie ustalił „Super Express”, do gwałtu miało dojść w jednym z lokali gastronomicznych. Dwaj mężczyźni mieli się spotkać tam z dwoma dziewczynkami. Jedna z nich miała 11-lat. Jak podaje tabloid, mężczyźni to pracownicy jednego z lokali gastronomicznych.
Źródło info i foto: o2.pl

Policjanci przejęli mienie o wartości 31,3 mln złotych

Rozbicie zorganizowanej grupy przestępczej, zatrzymanie podejrzanych czy przejęcie urządzeń służących do popełniania przestępstw nie kończy prowadzonych śledztw. Funkcjonariusze dążą także do ustalenia i przejęcia majątków należących do podejrzanych. Tylko w ostatnim czasie w ramach dwóch postępowań prowadzonych przez CBŚP i PK, przy współpracy KAS, na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie o łącznej wartości ok. 31,3 mln zł, są to głównie nieruchomości i udziały w spółkach.

Zabezpieczenie majątkowe, które wynika z prawa karnego procesowego daje możliwość skutecznego odebrania podejrzanym dochodów, które zostały uzyskane w wyniku popełnionych przestępstw. Jest to bardzo skuteczne narzędzie stosowane w zwalczaniu przestępczości. Dlatego też policjanci dążą do ustalenia faktycznego majątku należącego do podejrzanych, aby pozbawiać ich owoców pracy.

W ostatnim czasie, w ramach prowadzonych dwóch postępowań, policjanci z Zarządu w Białymstoku Centralnego Biura Śledczego Policji ustalili, a prokuratorzy z Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku zabezpieczyli majątek należący do podejrzanych na łączną kwotę ok. 31,3 mln zł. Jedno ze śledztw jest prowadzone wspólnie z Podlaską Krajową Administracją Skarbową.

Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że członkowie rozbitej przez CBŚP, KAS i PK zorganizowanej grupy przestępczej wyłudzali ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego dofinansowania na realizację projektów wdrażających innowacyjne linie technologiczne z branży higienicznej. Według śledczych podejrzanym udało się wyłudzić 45 mln zł i usiłowali wyłudzić kolejne prawie 46 mln zł. O przeprowadzonej realizacji można przeczytać w artykule pt.: Rozbita grupa wyłudzająca dofinansowanie na realizację innowacyjnych projektów. Funkcjonariusze szczegółowo analizowali majątek należący do podejrzanych. W wyniku podjętych działań zabezpieczono udziały w spółkach oraz nieruchomości w postaci domów, mieszkań i apartamentów, na łączną kwotę blisko 26 mln zł.

Kolejną sprawę policjanci CBŚP i prokuratorzy z Prokuratury Krajowej prowadzą od kilku miesięcy. Członkowie zorganizowanej grupy przestępczej byli aktywni nie tylko w Polsce, ale też prowadzili agencje towarzyskie w Wielkiej Brytanii. Czynności wykonywano w ramach tzw. „zespołu JIT”, przy udziale Eurojustu. O sprawie pisaliśmy w komunikacie pt.: Rozbita grupa, zlikwidowane agencje towarzyskie w Wielkiej Brytanii, zatrzymani podejrzani. Według śledczych w agencjach od 2019 roku mogło „pracować” kilkadziesiąt kobiet różnych narodowości. Zyski z tego procederu były transferowane do Polski, gdzie inwestowano je w nieruchomości. I to właśnie te nieruchomości stały się celem funkcjonariuszy. W efekcie zabezpieczono domy, mieszkania i działki budowlane znajdujące się na terenie woj. podlaskiego, na łączną kwotę ponad 5,3 mln. zł.

Tylko w tym roku, w wyniku podjętych działań przez CBŚP i Prokuratury, na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie należące do podejrzanych w wysokości ponad 490 mln zł. W większości są to nieruchomości w postaci domów, mieszkań czy działek budowlanych, ale przejmowane są także luksusowe samochody, różnego rodzaju wartościowy sprzęt czy biżuteria. Warto zaznaczyć, że korzystając z możliwości jakie daje art. 232b KPK, prokuratorzy przekazują instytucjom pożytku publicznego, w tym przede wszystkim szpitalom zabezpieczony podczas działań towar. Przepis ten daje możliwość w stanie zagrożenia epidemicznego lub w stanie epidemii nieodpłatnego przekazania zajętych przedmiotów instytucjom walczącym z epidemią (Kolejne uderzenie w grupę i następny sprzęt przekazany na walkę z pandemią).
Źródło info i foto: Policja.pl

Śmierć 34-latka w Lubinie. Jest wniosek o przeniesienie śledztwa

Rodzina tragicznie zmarłego podczas interwencji policji domagała się przeniesienia śledztwa prokuratury poza Lubin. Taki wniosek złożył też prokurator okręgowy w Legnicy, „celem ewentualnego uniknięcia zarzutów, co do bezstronności prokuratorów w tej sprawie”. Śledztwo dotyczy niedopełnienia obowiązków służbowych przez policjantów oraz ewentualnego przekroczenia przez nich uprawnień. Sprawdzone zostanie także działanie podjęte przez służby medyczne.

Przypomnijmy, do śmierci 34-letniego Bartka doszło w piątek nad ranem po interwencji policji przy ul. Traugutta w Lubinie. Funkcjonariusze zostali wezwani do mężczyzny przez jego matkę. Kobieta informowała, że jej syn nadużywa narkotyków. Wcześniej Bartek rzucał kamyczkami w okna budynku, gdzie mieszkał z babcią. Chciał zbudzić bliskich, by dostać się do środka.

Nagranie z interwencji trafiło do sieci. Widać na nim, jak trzech policjantów obezwładnia i przyciska mężczyznę do ziemi. Ten wyrywa się i krzyczy. Wzywa pomocy. Później Bartek traci przytomność, bo jeden z policjantów próbuje go ocucić, klepiąc go po twarzy.

– Bartka trzy razy dusili kolanem. On charczał. Cucili go i znowu dusili kolanem – mówi w rozmowie z Onetem Bogdan Sokołowski, ojciec zmarłego 34-latka.

Całe zajście mama Bartka zarejestrowała telefonem. Z jej relacji wynika, że po interwencji policjanci przyszli do jej mieszkania, by zabrać telefon. – Przyszło w sumie pięciu funkcjonariuszy. Chcieli robić przeszukanie, doszło do przepychanek, żeby odebrać ten telefon – mówi mec. Kolerska. Wcześniej rodzina zdążyła przegrać film z telefonu.

Ratownik przeczy wersji policji
Z pisma Prokuratury Rejonowej w Lubinie, opublikowanego na Twitterze przez posła KO Piotra Borysa, wynika, że według ratownika medycznego zgon 34-latka stwierdzono w miejscu zatrzymania go przez policję, czyli przy ul. Traugutta.

Według policji mężczyzna zmarł po około dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala. Na wczorajszym briefingu prasowym Wojciech Jabłoński z dolnośląskiej policji zapewniał, że w chwili gdy funkcjonariusze przekazywali 34-latka załodze karetki, u mężczyzny wyczuwalny był oddech i tętno.

– Prosiłem dziś rzecznika, żeby sprostował to, co wczoraj powiedział i przeprosił. Jestem już zmęczony tymi kłamstwami. Wychodzi policjant na konferencję i publicznie opowiada bzdury. Mówi, że syn miał tętno, a to już były zwłoki – mówił ojciec zmarłego 34-latka.

Śledztwo prokuratury

Wczoraj też prokurator rejonowa w Lubinie Magdalena Serafin poinformowała, że prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień przez policjantów i nieumyślnego spowodowania śmierci 34-latka. Jak dodała Serafin, prokuratorzy przesłuchali funkcjonariuszy, którzy brali udział w interwencji, zabezpieczyli monitoringi oraz nagrania m.in. z komendy, SOR-u, oraz te wykonane przez świadków zdarzenia.

Policjanci, którzy interweniowali wobec Bartka, nie zostali zawieszeni. Nadal pełnią swoje obowiązki. – Nie ma podstaw do ich zawieszenia. Nikomu nie postawiono zarzutów – mówił Onetowi Wojciech Jabłoński z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
Źródło info i foto: onet.pl

Morderstwo na wyspie Phuket. Jest reakcja władz Tajlandii

Zaostrzenie środków bezpieczeństwa i przyspieszenie śledztwa zapowiedział premier Tajlandii, generał Prayuth Chan-ocha. Stało się tak po znalezieniu zwłok turystki ze Szwajcarii. Przyczyną jej śmierci było najprawdopodobniej morderstwo.

– Premier (generał Prayuth Chan-ocha) nakazał odpowiednim służbom, by przyspieszyły śledztwo, a sprawców aresztowano – poinformował rzecznik rządu Tajlandii Anucha Burapachaisri.

Chan-ocha wydał także zalecenie dotyczące „zaostrzenia środków bezpieczeństwa, a także tych dotyczących zdrowia” turystów na wyspie Phuket.
To reakcja na śmierć turystki ze Szwajcarii. Tamtejsze media twierdzą, że kobieta pracowała w służbie dyplomatycznej tego kraju.

Morderstwo na Phuket

W czwartek, w pobliżu wodospadu na wyspie Phuket znaleziono zwłoki 57-letniej kobiety. Jak relacjonowała policja, leżały tam „od co najmniej trzech dni”.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaniedbania kard. Stanisława Dziwisza ws. pedofilii wśród księży? Nie będzie śledztwa

Krakowski sąd oddalił zażalenie europosła Łukasza Kohuta na odmowę wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza. Polityk zarzucił duchownemu, że ten uczestniczył w procederze ukrywania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich. Decyzja sądu jest prawomocna.

„Sąd uznał, że jako obywatel czy europoseł nie mam interesu prawnego do zaskarżania decyzji prokuratury, bo nie jest osobą bezpośrednio poszkodowaną ani rodziną ofiar – powiedział PAP Łukasz Kohut. Sąd uznał, że dobro, jakim jest prawidłowy przebieg postępowania karnego czy funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości nie jest wystarczające do uznania, że osobie, które złożyła takie zawiadomienie przysługuje prawo do zaskarżenia decyzji odmawiającej wszczęcia śledztwa” – tłumaczył.

Liczyłem, że kard. Dziwisza uda się zaprosić na jakąś świecką spowiedź. Okazuje się, że do tej pory Watykan, wysyłając do Polski kardynała Angelo Bagnasco, zrobił w tej sprawie więcej niż polskie państwo. Polskie organy nie chciały się tym w ogóle zainteresować – ocenił Kohut. Zwrócił też uwagę na błyskawiczne podejmowanie decyzji w tej sprawie i przez prokuraturę i przez sąd.

W styczniu krakowska prokuratura okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza. Według śledczych brak było podstaw do wszczęcia postępowania w związku z ewentualnym niezawiadomieniem – jak wyjaśnił rzecznik krakowskiej PO – w określonym czasie organów ścigania o „ewentualnym przestępstwie popełnionym przez księży, z uwagi na brak obowiązku prawnego zgłaszania o tego typu przestępstwach”. Prokuratura uznała także, że – jak wskazał rzecznik – „przeniesienie księdza do innej parafii nie jest utrudnianiem postępowania w sprawie, czy też ukrywaniem osoby”.

Zawiadomienie złożone przez Kohuta o możliwości popełnienia przestępstw przez kard. Dziwisza wpłynęło do prokuratury 13 listopada 2020 r. Polityk odwoływał się do filmu dokumentalnego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, wyemitowanego 9 listopada w TVN 24. Przedstawiono w nim relacje i rozmowy wskazujące, że kard. Dziwisz uczestniczył w procederze tuszowania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

Europoseł zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przez kardynała przestępstw polegających na utrudnianiu ujawnienia seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych oraz na niezawiadomieniu stosownych organów ścigania. Kohut zarzucił kardynałowi, że ten wiedział o przestępstwach popełnionych przez duchownych i podejmował działania, aby wyciszyć sprawę, np. odpowiadał za przeniesienie sprawcy przestępstwa do innej parafii.

Kard. Dziwisz: Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań

Kard. Stanisław Dziwisz w reakcji na reportaż TVN 24 wydał oświadczenie, w którym zaproponował, żeby oceną działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja. „Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował.

Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów – zaznaczył hierarcha.

Według kardynała Stanisława Dziwisza w filmie postawiono „zniesławiające zarzuty, które mają zniszczyć służbę, pełnioną przeze mnie z pełną pokorą świętemu papieżowi, Janowi Pawłowi II”.

Nigdy, powtarzam – nigdy, nie przyjąłem pieniędzy w zamian za udział w mszach świętych; nigdy – podkreślam, nigdy nie dostałem pieniędzy, by ukrywać czyny czy fakty przeznaczone dla uwagi Ojca Świętego; nigdy i jeszcze raz nigdy nie wspierałem osób niegodnych w zamian za datki wpisane w jakąś perwersyjną logikę wymiany – stwierdził w oświadczeniu dla włoskiej agencji ANSA emerytowany metropolita krakowski. Ponieważ iskry spowodowane przez ten materiał przedostały się poza granice mojej umiłowanej ojczyzny, docierając także do Włoch i do Rzymu, pragnę odrzucić z równą stanowczością i z jeszcze większym oburzeniem złośliwe sugestie i zniesławiające oskarżenia – dodał hierarcha.
Źródło info i foto: RMF24.pl