Były agent CBA w areszcie. Trwa śledztwo

W śledztwie dotyczącym powoływania się na wpływy w CBA były funkcjonariusz Biura został aresztowany na dwa miesiące, a drugi ma m.in. dozór policji – poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Warszawie Agnieszka Zabłocka-Konopka.

Zabłocka-Konopka powiedziała, że w tym śledztwie zarzuty postawiono w sumie siedmiu osobom.

– Wśród nich znaleźli się dwaj byli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którym postawiono zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych – podała rzeczniczka.

– Jeden z agentów został aresztowany na dwa miesiące, a wobec drugiego został zastosowany m.in. dozór policji – wyjaśniła prokurator. – Czynności procesowe z ich udziałem przeprowadzono w ostatnim czasie – dodała.

Zaznaczyła, że postępowanie w tej sprawie, które toczy się od 2018 r. w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie jest wielowątkowe i trwa.

– Z uwagi na aktualny etap postępowania i obowiązującą tajemnicę śledztwa jakiekolwiek bliższe informacje dotyczące osób mających status podejrzanych oraz zakresu stawianych im zarzutów, nie mogą być ujawniane – podkreśliła prok. Zabłocka-Konopka.

Za powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, a przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków zagrożone jest karą do trzech lat.
Źródło info i foto: TVP.info

Belgia: Salah Abdeslam oskarżony o organizacje krwawych zamachów terrorystycznych

Salah Abdeslam, organizator ataków terrorystycznych we Francji z listopada 2015 r., został w poniedziałek formalnie postawiony w stan oskarżenia w Belgii w związku z atakami terrorystycznymi z marca 2016 r. w Brukseli. Belgijska prokuratura, jak podaje AFP, oskarżyła 29-letniego Abdeslama o „udział w działaniach grupy terrorystycznej” w związku z zamachami w stolicy Belgii.

Proces w sprawie ataków terrorystycznych w Brukseli rozpocznie się w przyszłym roku i ma potrwać od 6 do 8 miesięcy. Mohamed Abrini i Osama Krayem, aresztowani w kwietniu 2016 r., są głównymi podejrzanymi w tej sprawie. Jak dotąd w stan oskarżenia postawiono 12 osób. Proces zamachowców z Paryża, jak przekazuje AFP, rozpocznie się najwcześniej w 2021 r. W tym szeroko zakrojonym śledztwie postawiono zarzuty łącznie 14 osobom.

W marcu 2016 r. w serii trzech skoordynowanych zamachów bombowych w Brukseli – dwóch na lotnisku w Zaventem i jednym przy stacji metra Maelbeek – zginęły 32 osoby i trzech zamachowców samobójców, a ok. 340 osób zostało rannych. Do przeprowadzenia zamachów przyznało się tzw. Państwo Islamskie (IS). Był to najkrwawszy atak terrorystyczny w historii Belgii.

Kilka miesięcy wcześniej, w listopadzie 2015 r., w Paryżu doszło do serii skoordynowanych krwawych zamachów terrorystycznych, w tym do ataku na salę koncertową Bataclan, gdzie terroryści przetrzymywali zakładników. W atakach zginęło 130 osób, a ponad 350 zostało rannych. Również do tych zamachów przyznało się Państwo Islamskie. Było to najtragiczniejsze wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów II wojny światowej.

Po listopadowych zamachach w Paryżu Abdeslam ukrywał się w Brukseli, gdzie mieszkał wcześniej. W marcu 2016 r. domniemany koordynator krwawych ataków w Paryżu, został postrzelony podczas obławy w dzielnicy Molenbeek w Brukseli i schwytany.

W kwietniu br. został skazany przez belgijski sąd na 20 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa policjantów w Brukseli w 2016 roku. Wyrok dotyczy strzelaniny, do której doszło podczas policyjnej obławy po zamachach w Paryżu z 2015 roku.

Abdeslam jest jedynym żyjącym członkiem grupy dżihadystów, która dokonała zamachów terrorystycznych w stolicy Francji. 29-latek jest obywatelem francuskim, urodzonym i wychowanym w rodzinie marokańskich imigrantów w Brukseli.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ojciec z zarzutami zabójstwa dwóch niemowląt

Tłumaczył, że jego 5-miesięczny syn wypadł mu z rąk. Dziecko zmarło. Na podstawie obrażeń stwierdzono jednak, że to ojciec prawdopodobnie umyślnie zabił chłopca. Usłyszał zarzuty i trafił za kraty. Po latach śledztwa policjanci z tzw. Archiwum X ustalili, że wcześniej 27-latek mógł zamordować także 3-miesięczną córeczkę.

We wrześniu 2017 roku do szpitala na warszawskich Bielanach trafił 5-miesięczny chłopczyk. Dziecko zostało przywiezione na oddział przez rodziców. Z relacji ojca wynikało, że syn wypadł mu z rąk. Niestety, pomimo dramatycznej walki lekarzy o życie niemowlęcia, nie udało się go uratować.

Dwie tragedie rodzinne w ciągu roku

– Początkowo nic nie wskazywało na to, że dziecko mogło paść ofiarą przestępstwa. Jednak obrażenia u chłopca na tyle zaniepokoiły personel szpitala, że o wszystkim zostali powiadomieni policjanci. Przeprowadzona przez Zakład Medycyny Sądowej sekcja zwłok dziecka nie potwierdziła wersji ojca. Obrażenia chłopca były na tyle poważne, że nie mogły powstać w tych okolicznościach, które podawał mężczyzna – tłumaczy Magdalena Bieniak z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Sprawą zajęli się więc policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw, przy współpracy z Prokuraturą Okręgową w Warszawie. Zebrano na tyle mocne dowody, że w listopadzie 2017 roku ojciec chłopca został zatrzymany i usłyszał zarzut zabójstwa. Sąd zdecydował o jego tymczasowym areszcie.

Pracujących nad sprawą funkcjonariuszy zaniepokoiło jednak to, że ponad rok wcześniej w tej rodzinie doszło do jeszcze jednej tragedii. Okazało się, że chłopiec miał siostrę, która zmarła mając zaledwie trzy miesiące. Wtedy uznano, że nastąpiło to z przyczyn naturalnych. Okoliczności, w których doszło do zabójstwa 5-miesięcznego dziecka, były jednak na tyle brutalne, że policjanci postanowili również przyjrzeć się śmierci dziewczynki.

Dziewczynka ofiarą zbrodni

Sprawą zajęli się funkcjonariusze ze specjalnej grupy, tzw. Archiwum X, powołanej do rozwiązywania najtrudniejszych spraw i najokrutniejszych zbrodni. – Przez prawie dwa lata śledczy gromadzili materiał dowodowy w postaci dokumentacji lekarskiej, opinii i ekspertyz wybitnych specjalistów z całego kraju, który został zebrany w ponad 30 tomów akt. Przeprowadzono także ekshumację zwłok dzieci i wykonano szereg innych czynności operacyjnych, które potwierdziły podejrzenia policjantów. Okazało się, że 3-miesięczna dziewczynka również padła ofiarą brutalnej zbrodni, a związek z jej śmiercią może mieć także ojciec – informuje Magdalena Bieniak.

– Sposób działania sprawcy ustalony przez śledczych świadczył o tym, że miała to być „zbrodnia doskonała”. Zebrany materiał dał podstawy do przedstawienia zarzutów ojcu dzieci. 27-letni mężczyzna usłyszał m.in. dwa zarzuty za zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególnie potępienie, w tym jeden zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – wylicza policjantka.

Mundurowi nie chcą podawać więcej szczegółów tych dwóch zbrodni, zasłaniając się dobrem śledztwa. Ojcu dzieci grozi dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

19-letnia Brytyjka aresztowana pod zarzutem składania fałszywych zeznań. Chodzi o sprawę rzekomego gwałtu na Cyprze

19-letnia Brytyjka została aresztowana pod zarzutem składania fałszywych zeznań. 17 lipca przebywająca na Cyprze turystka doniosła policji, że została zgwałcona w hotelu w Ajia Napa na południowym wschodzie wyspy. W ramach śledztwa aresztowano wtedy dwunastu nastoletnich Izraelczyków, którzy teraz zostali zwolnieni.

Kobieta ma stanąć przed cypryjskim sądem w poniedziałek – powiedział rzecznik tamtejszej policji Christos Andreou. MSZ Wielkiej Brytanii przekazało, że wspiera aresztowaną nastolatkę i jej rodzinę.

Brytyjka twierdziła, że padła ofiarą gwałtu, a oprawcy mieszkali w tym samym hotelu co ona. Policja jeszcze tego samego dnia po zgłoszeniu aresztowała dwunastu nastolatków z Izraela w wieku od 15 do 18 lat – potwierdził wtedy izraelski konsul w Nikozji Jossi Wurmbrand.

Pięciu z nich zostało zwolnionych z aresztu w piątek, pozostali – w niedzielę. Podejrzewani od początku zaprzeczali oskarżeniom. 18 lipca na przesłuchanie przybyli zasłaniając twarze. Odbyło się ono za zamkniętymi drzwiami, gdyż część z Izraelczyków to osoby nieletnie.

Cypr odwiedza rocznie 1,32 mln turystów, a Brytyjczycy stanowią wśród nich największą grupę. Wakacje spędza tam też wielu Rosjan i Izraelczyków.
Źródło info i foto: TVP.info

Śląsko: Strzały podczas interwencji policji. Napastnik nie żyje

Strzały w trakcie policyjnej interwencji w miejscowości Śląsko w powiecie Lipskim na Mazowszu. Jak dowiedzieli się dziennikarze RMF FM, zatrzymywany 30-letni mężczyzna rzucił się z nożem na policjantów. Został postrzelony – zmarł w szpitalu. 22-letni policjant, który został ranny w szyję, także trafił do szpitala. Sprawca był dobrze znany policji. W sprawie zostało wszczęte śledztwo.

W piątek około godziny 22:00 policjanci zostali wezwani prawdopodobnie do domowej sprzeczki. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, na miejscu zastali dobrze im znanego z wcześniejszych kradzieży agresywnego mężczyznę. 30-latek próbował atakować policjantów. Funkcjonariusze użyli gazu. Napastnik złapał wtedy za nóż.

Jak dodaje sierżant sztabowa Katarzyna Kucharska z mazowieckiej policji, napastnik wybiegł z domu i próbował zaatakować kolejnego funkcjonariusza. Ten, widząc zagrożenie, wyciągnął pistolet i strzelił.

Na miejsce zostało wezwane pogotowie. Agresor zmarł w szpitalu. Raniony nożem w szyję młody policjant przeszedł operację i przebywa w szpitalu.

W sprawie zostało wszczęte postępowanie. Jak podkreśla Kucharska, działanie funkcjonariuszy było zgodne z prawem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Radca ambasady Białorusi w Turcji Alaksandr Pahanszau postrzelony. Sprawca popełnił samobójstwo

Radca ambasady Białorusi w Turcji Alaksandr Pahanszau został postrzelony przez sąsiada, który wkrótce potem popełnił samobójstwo. Ranny, w stanie ciężkim, został odwieziony do szpitala – poinformował gubernator Ankary Vasip Sahin. Pahanszaua postrzelił w środę wieczorem niezrównoważony psychicznie były turecki żołnierz. Na razie nic nie wskazuje na to, aby powodem ataku były motywy politycznie. Wszystko wskazuje na to, że doszło do niego po kłótni między sąsiadami.

Szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu powiedział dziennikarzom, że Pahanszau przeszedł operację. Cavusoglu dodał, że wszczęto śledztwo w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura potwierdziła, że odnalezione ciało to zwłoki Dawida Żukowskiego

„Dysponujemy już ustaleniami i możemy potwierdzić, że odnalezione ciało to zwłoki 5-letniego Dawida” – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński. Prokuratura formalnie wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa chłopca. W sobotę koło węzła Pruszków na autostradzie A2 odnaleziono ciało dziecka. Dziś odbędzie się sekcja zwłok dziecka.

Kluczowa będzie sekcja zwłok, która odbędzie się przed południem. To w tym momencie najważniejszy element śledztwa – ustalenie, jak dokładnie zginął chłopiec, w jaki sposób i kiedy ojciec pozbawił życia swojego 5-letniego syna. Z informacji reportera RMF FM Mariusza Piekarskiego wynika, że nic nie wskazuje, że Pawłowi Ż. ktokolwiek pomagał.

Poza sekcją zwłok zlecone zostaną też badania toksykologiczne.

Reszta czynności została zlecona już w czasie poszukiwań – powiedział Mariuszowi Piekarskiemu prokurator Łukasz Łapczyński. Tutaj w zasadzie większość wiemy w tym postępowaniu, a jeśli czegoś nie wiemy, to to zostało zlecone i czekamy na opinię biegłych – mówi prokurator.

Prokuratura czeka m.in. na wyniki badań DNA śladów znalezionych w samochodzie oraz odczyt nośników elektronicznych z domu Pawła Ż. Te ostanie mogą być kluczowe dla potwierdzenia motywu działania ojca chłopca.

Miejsce, gdzie znaleziono ciało było sprawdzane po raz pierwszy

W sobotę stołeczna policja poinformowała, że na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim, w okolicach węzła Pruszków, znaleziono ciało dziecka. Z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością jesteśmy przekonani, że jest to 5-letni Dawid – mówił asp. sztab. Mariusz Mrozek z Biura Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Ciało chłopca odkryto w zaroślach obok jednego ze stawów. Policjanci cały czas mieli nadzieję na znalezienie chłopca żywego, więc główny nacisk przez te wszystkie dni akcji poszukiwawczej funkcjonariusze kładli na sprawdzenie miejsc, w których jest szansa na znalezienia 5-latka całego i zdrowego. Gdy śledczy sprawdzili już wszystkie okoliczne lokalizacje dające szanse na pozytywne zakończenie sprawy, zaczęli brać pod uwagę też czarny scenariusz. Przenieśli poszukiwania na pozostałe miejsca. Właśnie na stawy – tak mówi RMF FM osoba zaangażowana w całą akcję.

Dlatego – mimo wcześniejszego zaangażowania kilkuset osób, śmigłowców i dronów – ciało chłopca znaleziono dopiero w sobotę.

Ujawniono szczegóły akcji

Do tej pory szczegóły akcji poszukiwawczej były tajne. Teraz zostały ujawnione. Od razu po otrzymaniu informacji o porwaniu dziecka policjanci podzielili się na dwie grupy. Pierwsza poszukiwała dziecka żywego. Policjanci sprawdzali trasę Grodzisk-Warszawa w poszukiwaniu dziecka uwięzionego albo błąkającego się: wymagającego pomocy, zagubionego, może rannego. To w te działania zaangażowane były helikoptery, strażacy i żołnierze.

Jak ustalili reporterzy RMF FM, równocześnie w Komendzie Stołecznej Policji powołana została tajna grupa złożona z najbardziej doświadczonych policjantów operacyjnych. Na jej czele stał I zastępca komendanta stołecznego – inspektor Krzysztof Smela. Ci ludzie szukali jedynie ciała dziecka.

Stołeczni policjanci i prokuratorzy nie kończą działań w terenie

Stołeczni policjanci i prokuratorzy nie kończą działań w terenie. Przed nimi dalsza praca nad wyjaśnieniem sprawy śmierci 5-letniego Dawida. Będą sprawdzać, czy miejsce znalezienia ciała chłopca jest miejscem, w którym został zabity. Muszą też upewnić się, czy ojciec dziecka jest jedynym sprawcą.

Śledczy chcą upewnić się także co do przyczyn tej tragedii. Dlatego raz jeszcze będą przesłuchiwać wszystkie osoby powiązane ze sprawą oraz analizować wszystkie dowody, zwłaszcza nagrania z kamer i dane z telefonów komórkowych.

Największe poszukiwania w dotychczasowej historii polskiej policji
Akcja poszukiwawcza chłopca była największą w dotychczasowej historii polskiej policji. Poszukiwania 5-letniego Dawida trwały od nocy z 10 na 11 lipca. 10 lipca około godziny 17:00 chłopca z domu w Grodzisku Mazowieckim zabrał ojciec i odjechał w nieznanym kierunku. Mężczyzna mógł poruszać się na trasie pomiędzy Grodziskiem Mazowieckim a lotniskiem Okęcie.

Po czterech godzinach, przed 21:00 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec 5-latka nie żyje – rzucił się pod pociąg. Ta tragiczna informacja została przez funkcjonariuszy potwierdzona.

Rodzice chłopca nie mieszkali razem. Według naszych informacji konflikt rodzinny może być znaczącym tłem tej historii.

Pełnomocnik matki Dawida kilka dni przed śmiercią ojca Dawida powiadomił śledczych o tym, że mężczyzna stosował przemoc wobec kobiety. Pismo w tej sprawie wpłynęło do policji dzień przed zaginięciem 5-latka.

Ojciec dziecka zanim rzucił się pod pociąg kontaktował się z matką 5-latka. Wysłał jej SMS-a, że nigdy już syna nie zobaczy.

Samobójstwo to było wymierzenie sobie sprawiedliwości. On po dokonaniu zabójstwa odwiedził kościół. To był formalny akt ekspiacji za to, co dokonał i za to, co dokona w najbliższej przyszłości – czyli popełnienie samobójstwa – mówił w rozmowie z nami kryminolog profesor Brunon Hołyst.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprawą uszkodzenia dowodów dotyczących wypadku premier Beaty Szydło zajmie się inna prokuratura

Śledczy z Oświęcimia chcieli, by sprawą uszkodzenia dowodów w sprawie wypadku Beaty Szydło zajęła się inna prokuratura. Wystąpili do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby wyznaczyła taką jednostkę. Ostatecznie sprawą zajmie się Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu – dowiedziała się TVN24. O problemie z dowodami rzeczowymi poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl.

W połowie czerwca portal tvn24.pl poinformował o problemie z dowodami rzeczowymi – jeden z ważnych dowodów w procesie dotyczącym wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu z lutego 2017 roku został uszkodzony. Chodzi o płytę, na której znajdował się zapis z kamer monitoringu, dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu.

Obrońca Sebastiana K, mecenas Władysław Pociej powiedział, że o uszkodzeniu płyt z dowodami tak sąd, jak i prokuratura go nie poinformowały. Adwokat przekazał 14 czerwca, że w związku z tym podjął razem ze swoim klientem „decyzję o złożeniu do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i wszczęcia stosowanego postępowania w celu ustalenia okoliczności uszkodzenia tego dysku oraz pociągnięcia do odpowiedzialności tego, kto ewentualnie się tego czynu dopuścił”.

Śledztwo wciąż nie ruszyło

Prokuratorskie śledztwo jednak wciąż nie ruszyło. Jak poinformowała reporterka TVN24 Marta Gordziewicz, Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu, do której zawiadomienie trafiło, nie chce prowadzić tego śledztwa. W związku z tym wystąpiła do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby ta wyznaczyła inną prokuraturę do zajęcia się tym zawiadomieniem. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Krakowie zwróciła się do Prokuratury Regionalnej w Krakowie, aby wyznaczyć jeszcze inną prokuraturę. Wreszcie w czwartek Prokuratura Regionalna w Krakowie wyznaczyła Prokuraturę Okręgową w Nowym Sączu, która zajmie się sprawą tego zawiadomienia – wyjaśniała reporterka TVN24.

Prokuratura zmienia zdanie w sprawie uszkodzenia dowodów

14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że „przesyłając do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko Sebastianowi K. prokuratura przesłała wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami. Wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia. Prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”.

Jak stwierdziła wówczas prokuratura, „na uszkodzonych nagraniach nie został zarejestrowany przejazd kolumny. Na jednym z nich było nagranie programu telewizyjnego, na drugim monitoring terenu przedszkolnego oddalonego o kilkaset metrów od miejsca przejazdu kolumny”. Zapewniła również, że „wszystkie dowody w tym postępowaniu zostały już przeprowadzone”. „Wskazane nagrania nie mają żadnej wartości dowodowej dla odtworzenia przebiegu zdarzenia z dnia 10 lutego 2017 roku” – czytamy w komunikacie z 14 czerwca.

„Uszkodzenie w postaci pęknięcia w centralnej części”

26 czerwca ta sama prokuratura w wydanym komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia w postaci pęknięcia w centralnej części jednej z płyt.

„W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Prokuratura utrzymała, że „oględziny zapisu z monitoringu z ulicy Prusa w Oświęcimiu wykonane w dniu 14 lutego 2017 roku wskazały jednoznacznie, iż materiał ten jest całkowicie nieprzydatny dla odtworzenia przejazdu kolumny rządowej w dniu 10 lutego 2017 roku przez ulicę Powstańców Śląskich i z tej też przyczyny nie podjęto dalszych działań nakierowanych bądź na ponowne zabezpieczenie nagrania bądź na próbę jego odtworzenia przez biegłych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd Najwyższy uchylił uniewinnienie byłego wiceprezydenta Wrocławia

Sąd Najwyższy uwzględnił w czwartek kasację prokuratury i uchylił wyrok uniewinniający byłego wiceprezydenta Wrocławia, Michała J. od zarzutów korupcji. Sprawa wróci do ponownego rozpoznania w II instancji przez sąd okręgowy.

Jak wskazał w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Włodzimierz Wróbel, sąd II instancji w tej sprawie zbyt pobieżnie uzasadnił swoje rozstrzygnięcie. „Sąd okręgowy w jednym zdaniu ocenił, że przekonujące są wyjaśnienia oskarżonego, ale zabrakło konfrontacji z materiałem dowodowym” – powiedział sędzia. Dodał, iż sąd ten nie zawarł ocen, czy wyliczenia przedstawiane w sprawie przez prokuraturę są wiarygodne i w jakim stopniu wpływają one na wiarygodność oskarżonego.

Oskarżony w sprawie Michał J. był przez krótki okres wiceprezydentem Wrocławia w latach 2011-2012 i pełnomocnikiem ds. organizacji piłkarskiego Euro 2012 w tym mieście.

W akcie oskarżenia zarzucono mu przyjęcie w 2011 r. korzyści w formie opłacenia wakacji na egzotycznych wyspach Zanzibar i Barbados. Inny zarzut to działanie na szkodę interesu publicznego oraz niedopełnienie i przekroczenie swoich obowiązków. Jak wskazywała prokuratura, część kosztów – m.in. przelotów – opłacał właściciel firmy, która realizowała zlecenia związane z Euro 2012 dla miasta. Chodziło o kwoty nie mniejsze niż 7 tys. i 14 tys. zł.

B. wiceprezydent wyjaśniał, że biletów nie kupował, ale był umówiony na rozliczenie tych opłat. Udowadniał, że oddał pieniądze i przedstawiał sądowi bankowe przelewy. J. został odwołany ze stanowiska na początku października 2012 r. m.in. na tle kwestii współpracy z firmą, której dotyczyła sprawa.

Uniewinnienie w 2017 roku

Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia we wrześniu 2017 r. uniewinnił J. od stawianych mu zarzutów i w uzasadnieniu zaznaczył, że materiał dowodowy „nie usunął wątpliwości co do winy oskarżonego”. Sąd przyznał wtedy, że oskarżony – jako urzędnik – zachował się nieetycznie, ale nie ma wystarczających dowodów na to, by skazać go za przestępstwo. „Może to być podstawą odpowiedzialności służbowej lub dyscyplinarnej, ale nie ma wystarczających podstaw do odpowiedzialności karnej” – uznał sąd rejonowy.

Prokuratura złożyła apelację, ale w maju 2018 r. wyrok uniewinniający utrzymał wrocławski sąd okręgowy. Kasację w sprawie złożyła prokuratura. „Sąd II instancji oparł orzeczenie na niepełnym i wybiórczo potraktowanym materiale dowodowym. (…) W innej sprawie doszło do odmiennego rozstrzygnięcia w zakresie częściowo tych samych czynów” – mówił w czwartek przed SN prok. Grzegorz Krysmann.

Równolegle bowiem toczył się proces Tomasza G. – prezesa spółki, który był oskarżony o korumpowanie b. wiceprezydenta. W kwietniu 2018 r. w tamtym procesie sąd prawomocnie uznał, iż doszło do korupcji polegającej na wręczeniu łapówek w formie opłacenia wakacji na egzotycznych wyspach. G. wymierzono karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę.

„Nie stało się tak, jak się powinno stać, że sprawa ta powinna być rozpoznawana przez jeden sąd. Można było te sprawy połączyć, stało się inaczej. Sądy działające równolegle nie mają wpływu na siebie” – powiedział w czwartek PAP obrońca b. wiceprezydenta mec. Przemysław Skoczek. Zastrzegł, iż nie będzie komentował czwartkowego rozstrzygnięcia SN przed zapoznaniem się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. „Ze spokojem czekam na dalszy rozwój wypadków” – dodał.
Źródło info i foto: interia.pl

CBŚP zatrzymało 7 osób. Sprawa dotyczy wyłudzeń środków unijnych

Siedem osób zatrzymali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji w związku z prowadzonym przez prokuraturę śledztwem dotyczącym m.in. wyłudzeń środków unijnych. Powstałe szkody szacuje się na przeszło 80 mln złotych, a prokuratura zapowiada kolejne zatrzymania.

W piątek prokuratura w Poznaniu poinformowała o zatrzymaniach, które miały miejsce w ostatnich dniach w związku z prowadzonym śledztwem w sprawie działalności zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się wyłudzeniami. Zatrzymanych zostało 7 prezesów firm, tzw. „słupów”, podejrzanych o przestępstwa przeciwko mieniu, dokumentom i obrotowi gospodarczemu oraz wyłudzanie środków unijnych.

Wyłudzenia z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego

Jak informuje Prokuratura Krajowa podstawą wszczęcia postępowania przygotowawczego było zawiadomienie o przestępstwie dotyczącym wyłudzenia dofinansowania w postaci pożyczek ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Środki miały pozyskiwać dwie główne firmy, po jednej z Warszawy i Poznania oraz 89 innych podmiotów, które grały role pożyczkobiorców.

„W toku śledztwa ustalono, że jeden z banków realizował szereg programów wsparcia przedsiębiorców z wykorzystaniem środków europejskich, w tym przeznaczonych na instrumenty zwrotne. W tym ostatnim przypadku bank korzystał z usług pośredników finansowych wybieranych w trybie przetargów nieograniczonych na podstawie Prawa zamówień publicznych” – informuje prokuratura.

Dwie spółki, które tworzyły warszawsko-poznańskie konsorcjum miały, według prokuratury, zawrzeć z instytucją zarządzającą środkami publicznymi 19 umów operacyjnych, które upoważniały je do udzielania pożyczek mikro, małym i średnim przedsiębiorcom z 12 województw. „W wyniku kontroli wdrożonej przez instytucję zarządzającą ujawniono szereg nieprawidłowości związanych z podpisywaniem umów, m.in. na fikcyjną, wirtualną działalność zaangażowanych firm” – informuje prokuratura.

Szkoda w wysokości 80 mln zł

Na skutek działalności grupy miało dojść do powstania szkody w wysokości ponad 80 mln złotych. Do tej pory udało się zabezpieczyć mienie o wartości 23 mln zł.

Zatrzymani usłyszeli zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw finansowych w stosunku do mienia o znacznej wartości. Podejrzanym grozi kara do 10 lat więzienia. Wobec wszystkich zastosowano dozór policyjny, poręczenia majątkowe oraz zatrzymane im zostały paszporty wraz z wydanym zakazem opuszczania kraju.

Do tej chwili prokuratura postawiła zarzuty 43 osobom, z czego 8 przebywa w areszcie, a prokuratura mówi, że sprawa jest rozwojowa i zapowiada kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl