Posts Tagged “śledztwo”

Policja z Hajnówki prowadzi śledztwo dotyczące incydentu, w którym osobą poszkodowaną jest duszpasterz Lasów Państwowych ks. Tomasz Duszkiewicz. W związku z tym zdarzeniem 51-letniemu mężczyźnie postawiono zarzut kierowania gróźb karalnych pod adresem duchownego. W przekazanym PAP w czwartek komunikacie rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku (RDLP) Jarosław Krawczyk poinformował, że zdarzenie miało miejsce w minioną środę.

Jak podał, ks. Duszkiewicz – duszpasterz Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych i ministra środowiska – przebywał służbowo na terenie Puszczy Białowieskiej i znalazł się w pobliżu miejsca, gdzie – jak napisano w komunikacie – blokowany był samochód wywożący drewno “przez osoby sprzeciwiające się prowadzeniu ochrony czynnej przed skutkami gradacji kornika drukarza”.

Chcąc udokumentować blokadę, duchowny zaczął robić zdjęcia telefonem komórkowym. Według relacji w pewnym momencie do księdza podszedł mężczyzna z grupy osób blokujących i w agresywny sposób zażądał zaprzestania fotografowania. Gdy ksiądz nadal robił zdjęcia, został uderzony w ręce i wypuścił z nich telefon.

Mężczyzna podniósł telefon i włożył go do kieszeni koszuli księdza, nadszarpując ją i niszcząc materiał. Po tym zdarzeniu, pozostałe osoby z grupy blokujących odciągnęły napastnika od księdza – podał rzecznik RDLP w Białymstoku.

Z ust tego mężczyzny miały paść też groźby pod adresem duchownego. Ks. Duszkiewicz zawiadomił policję. Według komunikatu Lasów Państwowych, obdukcja wykazała obrażenia przedramion, na prawą rękę założono duchownemu gipsowy opatrunek i szynę usztywniającą.

Jak powiedział PAP Adam Romanowicz z zespołu prasowego podlaskiej policji, zgłoszenie na policji w Hajnówce dotyczyło naruszenia nietykalności cielesnej i kierowania gróźb karalnych. – Policjanci w krótkim czasie zatrzymali 51-latka z powiatu hajnowskiego. Mężczyzna został przesłuchany w komendzie powiatowej policji w Hajnówce. Przedstawiono mu zarzut kierowania gróźb karalnych, za co grozi do dwóch lat więzienia – dodał.

Po postawieniu zarzutów, podejrzany został zwolniony. Romanowicz zaznaczył, że policja nadal prowadzi czynności w tej sprawie i nie wykluczył, iż będą stawiane kolejne zarzuty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Jak poinformowało w niedzielne popołudnie Radio ZET ruszyło już śledztwo po tragicznej nawałnicy w Suszku, gdzie zginęły dwie nastolatki, przebywające tam na obozie harcerskim. Śledczy badać będą trzy wątki. Jak zdradził prokurator Jacek Korycki z Prokuratury Okręgowej w Słupsku:

- Badamy trzy wątki: nieumyślnego spowodowania śmierci, uszkodzenia ciała wielu osób i narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. W tym kierunku będą prowadzone czynności.

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Chojnicach. Trwają przesłuchania. Jak dodał Korycki kolejne kroki będą zależeć od tego, czy ktoś zawinił, czy nie, oraz czy tragedii można było uniknąć.
Źródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało Marka M. pseud. “Oczko” – potwierdził w piątek komendant CBŚP insp. Kamil Bracha, pytany przez PAP o szczegóły zatrzymania. “Oczko” to były szef gangu, który w latach 90. działał w północno-zachodniej Polsce.

- Działaliśmy na terenie Piaseczna, gdzie zatrzymaliśmy Marka M. pseudonim Oczko., który od wielu lat brał udział w przestępczości – powiedział Bracha. Po dalsze szczegóły odesłał do szczecińskiej prokuratury, która ma przesłuchać mężczyznę i zdecydować o zarzutach.

Śledztwo prokuratury w Szczecinie

- W czwartek o godz. 10:40 został zatrzymany Marek M. Zatrzymanie ma związek ze śledztwem, które prowadzone jest w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie – potwierdziła rzeczniczka szczecińskiej prokuratury Małgorzata Wojciechowicz.

- Obecnie nie mogę podać żadnych szczegółów dotyczących tego postępowania. Być może w późniejszym terminie prokuratura zdecyduje się, aby ujawnić więcej szczegółów w tej sprawie. Teraz z uwagi na dobro śledztwa nie informuje o biegu tej sprawy – dodała.

W lutym Sąd Apelacyjny w Szczecinie zdecydował o ponownym procesie Marka M. pseud. “Oczko” oraz Marka D. pseud. “Duduś” oskarżonych o pomoc w zabójstwie ochroniarzy w klubie w 1995 r.

Pomocnictwo w zabójstwie ochroniarzy

Marek M. oraz Marek D. odpowiadali za pomocnictwo w zabójstwie ochroniarzy z poznańskiej agencji towarzyskiej. W lipcu 1995 r. trzech Rosjan oraz Polak zastrzelili w klubie “El Chico” jednego mężczyznę, a drugiego ranili.

W sierpniu 2016 r. Sąd Okręgowy w Szczecinie skazał ich na 15 lat więzienia i jednocześnie zwolnił ich z aresztu, gdyż za działalność mafijną w latach 90. skazani odbyli już kary.

“Oczko” w 2003 r. został skazany na karę 13 lat pozbawienia wolności za kierowanie zbrojną grupą przestępczą. Marek M. ponownie stanie przed sądem za zlecenie w 1997 r. zabójstwa Wiktora Fiszmana, szefa białoruskiej mafii. Poprzedni wyrok 25 lat pozbawienia wolności został uchylony i ma być w tej sprawie kolejny proces.

“Duduś” w 2000 r. został skazany na 13 lat pozbawienia wolności za uczestnictwo w grupie przestępczej “Oczki”. Sąd wówczas orzekł, że był on najbliżej związany z szefem grupy.

Oczko rządził Pomorzem Zachodnim 20 lat temu

Gang, którym kierował “Oczko”, działał w Szczecinie i na Pomorzu Zachodnim od 1993 do 1997 r. Zorganizowana przez Marka M. grupa przestępcza handlowała narkotykami, dokonywała wymuszeń rozbójniczych, porwań dla okupu, czerpała też korzyści z przydrożnej prostytucji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledztwo FBI ujawniło globalną sieć powiązań ISIS. Terroryści mieli wykorzystywać znaną platformę zakupową eBay do przesyłania pieniędzy do Stanów Zjednoczonych. Środki te miały być przeznaczone na “działania operacyjne”.

Sprzedaż drukarek za pośrednictwem eBay miała służyć ukryciu przepływu gotówki między przedstawicielem ISIS a sympatykami i bojownikami Państwa Islamskiego w USA. Wykorzystując płatności PayPal, przesyłali pieniądze przez sieć od Wielkiej Brytanii po Bangladesz – podaje “Wall Street Journal”.

Domniemanym beneficjentem środków płynących z Syrii do USA miał być 30-latek, którego aresztowano niecały rok temu w Maryland. Młody mężczyzna był instruowany, by pieniądze wykorzystać do celów operacyjnych – wynika z raportu FBI. Nie przyznał się jednak do winy ani do przynależności do ISIS. Obecnie znajduje się w areszcie federalnym, a jego prawnik odmawia komentarza – podaje “WSJ”.

FBI alarmuje, że terroryści coraz częściej wykorzystują nowe technologie i internet do finansowania światowego terroryzmu. Po zamachach z 11 września USA i inne kraje skoncentrowały się na formalnych systemach bankowych, śledząc podejrzane międzynarodowe transakcje, za którymi mogłyby stać grupy terrorystyczne.

Jak zauważają eksperci think tanku The Washington Institute for Near East Policy, Państwo Islamskie wyjątkowo biegle posługuje się mediami społecznościowymi, by tam pozyskiwać donatorów. Jak pisaliśmy w money.pl, roczne przychody ISIS z tego źródła stanowią około 50 mln dolarów.
Źródło info i foto: Money.pl

Comments Brak komentarzy »

Do 10 listopada zostało przedłużone śledztwo w sprawie wypadku w Oświęcimiu z udziałem kolumny rządowej. Informację potwierdził prok. Rafał Babiński, szef Prokuratury Okręgowej w Krakowie. – Oczekujemy cały czas na kompleksową opinię biegłych w sprawie tego wypadku – mówi.

Do wypadku doszło 10 lutego o godz. 18.30 w Oświęcimiu. Kolumna trzech rządowych aut wyprzedzała fiata seicento. Kierowca fiata dojechał do miejsca, w którym podwójna linia ciągła zamienia się na kilka metrów w linię przerywaną, i chciał skręcić w lewo.

Przepuścił pierwszy samochód rządowy, ale – jak przekazała prokuratura – nie zauważył następnego pojazdu z kolumny i zaczął skręcać. Kierowca auta z premier Beatą Szydło chciał uniknąć zderzenia i odbił w lewo, jednak uderzył w drzewo.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Comments Brak komentarzy »

​Policjanci z Pabianic poszukują dwóch 16-latków, którzy w nocy z poniedziałku na wtorek uciekli z Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Konstantynowie Łódzkim. Trzeciego, 19-letniego uciekiniera złapano kilka godzin po oddaleniu z zakładu.

Śledztwo w sprawie ucieczki trzech wychowanków zakładu, do której doszło w poniedziałek niedługo przed północą, nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Pabianicach.

Podopieczni placówki resocjalizacyjnej przy pomocy różnych przedmiotów, m.in. metalowej popielniczki, drewnianych szafek i metalowego kosza na śmieci sforsowali drzwi, po czym z pierwszego piętra – gdzie znajdowały się ich sypialnie – zbiegli na parter. Następnie wybili szybę w portierni, wyszli z budynku i po przeskoczeniu ogrodzenia uciekli poza teren zakładu.

Jak poinformował rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania, “czterech pracowników zakładu poprawczego próbowało blokować drzwi pierwszego piętra”, ale nie udało im się zatrzymać uciekinierów.

Na miejsce natychmiast zostały skierowane policyjne patrole, m.in. z konstantynowskiego komisariatu oraz z Oddziału Prewencji w Łodzi, a także policyjne psy tropiące wraz z przewodnikami. W sumie okoliczne miejscowości i teren przylegający do zakładu przeczesywało kilkudziesięciu funkcjonariuszy.

Policjanci z miejscowego komisariatu otrzymali też informację od kierowcy ciężarówki, że na obrzeżach Konstantynowa Łódzkiego trzech młodych mężczyzn próbowało zatrzymać go na tzw. ,,stopa”.

Jeden z uciekinierów – 19-latek z Łodzi – został zatrzymany ok. godziny 2 w okolicy osiedla Złotno. Trafił z powrotem do zakładu poprawczego. Jest pełnoletni, zatem może odpowiadać jak dorosły – prawdopodobnie za przestępstwo samouwolnienia i uszkodzenia mienia.

Nadal poszukiwani są dwaj 16-latkowie – pochodzący z Łodzi i Wrocławia.

Wszyscy trzej uciekinierzy znaleźli się w placówce resocjalizacyjnej głównie za przestępstwa przeciwko mieniu. Prokuratura zapowiedziała też zbadanie, czy pracownicy zakładu poprawczego zachowali się prawidłowo. Policjanci proszą osoby, które zauważyły dwóch nastolatków, proszących np. o podwózkę na tzw. ,,stopa”, schronienie, jedzenie bądź inną pomoc o kontakt z Komisariatem Policji w Konstantynowie Łódzkim lub najbliższą jednostką Policji pod numerem 997.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Do 7 grudnia 2017 r. przedłużono śledztwo ws. inwigilacji 52 dziennikarzy – poinformował w piątek PAP rzecznik krakowskiej prokuratury regionalnej Włodzimierz Krzywicki. Miało do tego dochodzić za czasów koalicji PO-PSL.

Prokurator podkreślił, że śledztwo toczy się “w sprawie”, nikomu dotąd nie przedstawiono zarzutów. O przedłużeniu śledztwa jako pierwszy poinformował “Presserwis”. Krakowska prokuratura nie ujawnia szczegółów śledztwa ze względu na klauzulę niejawności. Prowadzi też drugie postępowanie – w sprawie wywierania za czasów PO-PSL nacisków na media.

W czerwcu 2016 r. koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński przekazał członkom sejmowej komisji ds. służb specjalnych listę 52 dziennikarzy, którzy – jak wówczas mówił – byli w zainteresowaniu operacyjnym ABW i CBA. Ujawnił przy tym, że chodziło m.in. o “rozpracowywanie na przełomie 2009-2010 r. redakcji dziennika “Rzeczpospolita”, w związku z aferą hazardową i ujawnieniem materiałów”.

- Uważam, że były to działania absolutnie nieuzasadnione, nie ograniczyły się tylko do dziennikarzy publikujących artykuły, a tak naprawdę do znacznej części redakcji dziennika – mówił wtedy.

Z kolei minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro, także w czerwcu 2016 r., poinformował, że sprawę nacisków na media i inwigilacji dziennikarzy za czasów PO-PSL badać będzie krakowska prokuratura regionalna. Mówił, że w tej sprawie prowadzone będą dwa śledztwa.

Jak podkreślał, wśród okoliczności, które mają zostać wyjaśnione, są m.in. kwestie, “czy redaktor naczelny opiniotwórczego dziennika “Rzeczpospolita” stracił stanowisko, ponieważ w rozmowie z wydawcą tej gazety zażądał bądź wpływał na to minister Paweł Graś (ówczesny rzecznik rządu premiera Donalda Tuska – PAP)”.

Część nazwisk dziennikarzy, którzy mieli być inwigilowani ujawnił tygodnik “Do Rzeczy”. Wymienił m.in. Piotra Gabryela, Anitę Gargas, Cezarego Gmyza, Piotra Gursztyna, Jerzego Jachowicza, Igora Janke, Michała Karnowskiego, Patrycję Kotecką, Pawła Lisickiego, Michała Majewskiego, Bartosza Węglarczyka, Piotra Zarembę i Grażynę Zawadkę.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci Polki w Egipcie zostało przedłużone – poinformowała Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. W sprawie przesłuchano już ponad stu świadków. Śledczy czekają wciąż na kompleksową opinię, dotyczącą przyczyn śmierci 27-letniej turystki.

- Prowadzone w sprawie czynności, w tym te, które zostały dotychczas wykonane, zmierzają do ustalenia wszelkich okoliczności mogących mieć znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn śmierci Polki. Zarówno, co do zdarzeń, jakie miały miejsce na terenie Egiptu, jak i co do okoliczności zaistniałych w Polsce – informuje Tomasz Czułowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Długa lista świadków

Śledczy przekazują, że w toku postępowania przeprowadzono “szereg czynności”. Chodzi nie tylko o sekcję zwłok, przeprowadzoną przy udziale polskiego prokuratora i biegłego lekarza w Egipcie, ale również o sekcję wykonaną po przewiezieniu ciała Magdaleny Żuk do Polski.

– W jej trakcie pobrano materiał biologiczny do badań histopatologicznych, genetycznych i toksykologicznych, który przekazano biegłym wraz z płynem użytym do balsamowania zwłok pokrzywdzonej – relacjonuje Czułowski. Wiadomo, że w sprawie przesłuchano ponad stu świadków. Wśród nich są osoby, które leciały z Żuk samolotem. Są też turyści, którzy mieszkali z nią w tym samym hotelu. Ale to nie koniec. Na liście przesłuchanych są też osoby, które widziały kobietę na lotnisku przed jej planowanym, wcześniej powrotem do Polski, przedstawiciele biura podróży i ci, którzy twierdzą, że coś na temat śmierci Polki wiedzą.

Przesłuchano bliskich kobiety i przedstawicieli dwóch agencji detektywistycznych. Prowadzący postępowanie zabezpieczyli dokumentację elektroniczną i medyczną, ale nie zdradzają, jaki ma charakter.

Czekają na kluczową opinię

- W sprawie skierowano również wniosek do organów ścigania Arabskiej Republiki Egiptu o wykonanie czynności w ramach międzynarodowej pomocy prawnej, który był następnie uzupełniany stosownie do dokonywanych ustaleń – przekazuje Czułowski. To oznacza, że prokuratorzy po otrzymaniu i przetłumaczeniu materiałów od Egipcjan zwrócili się o ich uzupełnienie.

Dlaczego? Jak wyjaśniają są one niezbędne biegłym z zakresu medycyny sądowej do wydania “kompleksowej opinii sądowo-lekarskiej dotyczącej mechanizmu i przyczyn zgonu” Magdaleny Żuk. Opinia ta ma być jednym z kluczowych dowodów w sprawie. I ma “istotne znaczenie dla dalszych kierunków śledztwa”. Na razie w związku ze śmiercią 27-letniej Polki nikt nie został zatrzymany ani też nie usłyszał zarzutów. Śledztwo w sprawie zabójstwa Magdaleny Żuk przedłużono do 31 października 2017 roku.

Tragiczna wycieczka marzeń

25 kwietnia Magdalena Żuk wyleciała z Katowic do Egiptu. Na wakacje miała jechać ze swoim partnerem. Jednak paszport mężczyzny miał za krótki okres ważności, by polecieć do Afryki. Kobieta na pokład samolotu wsiadła więc sama. Z relacji jej bliskich wynika, że początkowo nie działo się z nią nic niepokojącego. Dopiero 26 kwietnia wieczorem Magdalena zadzwoniła do swojego chłopaka z prośbą, by poprosił recepcję o sprawdzenie tego, co dzieje się wokół jej pokoju. Twierdziła, że słyszy hałasy. Tego samego dnia niepokoić zaczęli się rodzice 27-latki. Powiadomiono ich, że córka jest agresywna i roztrzęsiona. O sprawie poinformowano ambasadę Polski w Egipcie. Jak mówił ojciec Magdaleny Żuk dyplomaci zapewniali, że są w kontakcie z rezydentem. Wszystko miało być w porządku.

Bliskim sprawa wydawała się na tyle poważna, że zdecydowali, że kobieta powinna wcześniej wrócić do Polski. Jej partner kupił jej bilet powrotny. Stan 27-latki się jednak pogarszał. 28 kwietnia została przewieziona do szpitala. Nie została przyjęta. Jak przekazywało biuro podróży, lekarze mieli odmówić przyjęcia, uzasadniając decyzję tym, że placówka nie zajmuje się chorobami psychicznymi. Turystka została odwieziona do hotelu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Donald Tusk stawił się w warszawskiej prokuraturze na przesłuchaniu w sprawie Smoleńska. Chodzi o śledztwo dotyczące m.in. sekcji ofiar katastrofy smoleńskiej. Zanim Tusk wszedł do budynku prokuratury, doszło do spięcia z dziennikarzem TVP. Donald Tusk, szef Rady Europejskiej, pojawił się w prokuraturze krajowej na przesłuchaniu w sprawie śledztwa smoleńskiego. Zaczęło się ono około godziny 10.00. Towarzyszył mu Roman Giertych, pełnomocnik prawny.

- Donald Tusk przesłuchiwany jest w charakterze świadka – podała prokuratura na specjalnej konferencji prasowej. Zaznaczono, że w śledztwie chodzi o ustalenie, czy doszło do niedopełnienia obowiązków przez polskich funkcjonariuszy publicznych po katastrofie w Smoleńsku. Prokuratura poinformowała, że nie udziela szerszych informacji, te “zostaną przekazane po zakończeniu przesłuchania”.

Na temat tego, ile będzie trwało przesłuchanie Tuska prokuratorzy nie chcieli spekulować. Poprzednio, gdy zeznawał w śledztwie dotyczącym współpracy polskiego kontrwywiadu z rosyjską FSB, przesłuchanie trwało ponad 8 godzin.

Donald Tusk do dziennikarza: Nie ma w Polsce telewizji publicznej

Zanim Donald Tusk wszedł do budynku, na krótkiej konferencji powiedział dziennikarzom, że nie chciał protestów w czasie przesłuchania, bo sam musi się z tą sprawą “uporać”. – Ja to muszę wziąć na swoje barki – podkreślił. – Nie chciałbym, aby ci, którzy protestowali w sprawach sądów, demokracji, brali to na siebie – dodał.

Mimo prośby Tuska, przed prokuraturą pojawili się jego zwolennicy. “Donald Tusk!” – krzyczeli. Jak donosi nasz reporter, przyszli też przeciwnicy.

Tusk w rozmowie z mediami stwierdził też, że “Jarosław Kaczyński marzy o takim wymiarze sprawiedliwości, który będzie wobec niego dyspozycyjny”. Wcześniej na swoim Twitterze napisał: “Bronimy sądów, by niezależne były też od nas, naszych opinii i oczekiwań.”

- Dlaczego zabroniliście otwierać trumien po katastrofie w Smoleńsku? – wypalił nagle dziennikarz, który przedstawił się jako Łukasz Sitek z gdańskiej TVP.

Nie ma telewizji publicznej w Polsce, także pozwoli pan, że nie będę odpowiadał na pana pytanie
- odpowiedział mu Donald Tusk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledczy uznali, że nie przedłużą śledztwa w sprawie nieprawidłowości w stadninie w Janowie pod rządami Marka Treli. Śledczy – jak donosi RMF FM – oparli się na kosztującej 100 tys. złotych opinii biegłych, którzy nie znaleźli żadnych nieprawidłowości w zarządzaniu stadniną przez byłego dyrektora, Marka Trelę. Dlatego też prokuratura uznała, że nie przedłuży śledztwa, co oznacza umorzenie sprawy.

Biorąc pod uwagę sytuację procesową, jaka w tej sprawie występuje – a więc fakt, że w toku tego postępowania nikomu nie przedstawiono zarzutów popełnienia przestępstwa – opracowanie aktu oskarżenia, siłą rzeczy, jest oczywiście z powodów proceduralnych niedopuszczalne. Prokurator nie może sporządzić aktu oskarżenia w sprawie, w której żadnej z osób nie postawiono wcześniej zarzutu popełnienia przestępstwa – powiedział rozgłośni prok. Waldemar Moncarzewski z Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Odwołanie Marka Treli w lutym 2016 ze stanowiska prezesa janowskiej stadniny spotkało się z oburzeniem środowiska hodowców koni w kraju i za granicą; wiele krytycznych głosów padło ze strony polityków opozycji i mediów.

Zwolnienie Treli ANR uzasadniała “brakiem odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego nad końmi arabskimi czystej krwi”. Prezesom obu stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie zarzucono też dopuszczenie “do pobierania przez zagranicznych kontrahentów większej liczby zarodków niż dopuszczają to polskie regulacje” oraz “zawieraniem przez zarządy obu spółek umów dzierżawy klaczy z zagranicznymi ośrodkami hodowlanymi w sposób, który nie zabezpieczył w pełni interesów polskich podmiotów oraz ograniczał możliwości dochodzenia roszczeń”.

Na początku marca ANR złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa ws. nieprawidłowości w stadninach Janowie i Michałowie. Śledztwo dotyczące niegospodarności, jakiego miały się dopuścić odwołane w lutym władze stadnin, prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Po zwolnieniu Treli, prezes ANR powołał na stanowisko prezesa janowskiej stadniny Marka Skomorowskiego z wykształcenia ekonomistę, który wcześniej m.in. był zastępcą dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR. Ta nominacja też była krytykowana, wskazywano, że nowy prezes nie ma odpowiednich kwalifikacji.

W marcu w stadninie w Janowie padły dwie klacze – Preria i Amra – należące do stadniny koni Halsdon Arabians, której właścicielką jest Shirley Watts, stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland. Oba konie zostały niegdyś kupione przez Watts właśnie na aukcjach w Janowie. Według dotychczasowych ustaleń prokuratury konie padły z powodu skrętu jelit. W październiku 2015 r. w podobnych okolicznościach jak klacze Watts, z powodu skrętu jelit, padła inna utytułowana klacz janowskiej stadniny – Pianissima – co również było jednym z powodów odwołania Treli.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »