Sprawcą okropnej zbrodni w Orzeszu był prawdopodobnie ojciec rodziny

Dotychczasowe ustalenia śledztwa wskazują, że sprawcą tragedii w Orzeszu był ojciec rodziny. Mężczyzna miał udusić swoją dziewięcioletnią córkę, ranić żonę, a następnie popełnić samobójstwo, zadając sobie rany w okolice serca – podała w poniedziałek prokuratura. W sobotę śledczym udało się przesłuchać żonę mężczyzny, która została przewieziona do szpitala.

Tragedia rozegrała się we wtorek rano w domu jednorodzinnym w Orzeszu (powiat mikołowski), w którym mieszkała trzyosobowa rodzina: 42-letni mężczyzna, 41-letnia kobieta oraz ich dziewięcioletnia córka. Służby przyjechały na miejsce po informacji o pożarze, który wybuchł w kuchni na poddaszu.

Po przeprowadzonych w czwartek sekcjach zwłok prokuratura przekazała, że nie pozwalają one na jednoznaczne określenie przyczyn zgonu. W śledztwie kluczowe było przesłuchanie rannej kobiety, która w poważnym stanie, z licznymi ranami kłutymi trafiła do szpitala. Jak powiedział PAP Prokurator Rejonowy w Mikołowie Tomasz Rygiel, w sobotę udało się to zrobić.

Nie mogę mówić dokładnie o treści tych zeznań, natomiast z bardzo wysokim prawdopodobieństwem jest to ofiara tego przestępstwa – powiedział prokurator. Jak dodał, znaleziona w domu dziewczynka została prawdopodobnie uduszona przy życiu miękkiego przedmiotu, np. poduszki.

Niejasne motywy

Kiedy tuż po tragedii okazało się, że ojciec rodziny miał liczne rany w okolicy serca, śledczy podejrzewali, że sprawcą zbrodni może być ktoś inny. Jednak na obecnym etapie śledztwa, zdecydowanie najbardziej prawdopodobną wersją jest ta, że mężczyzna ranił swoją żonę, udusił córkę, a później popełnił samobójstwo zadając sobie liczne rany w okolicy serca.

Nie mamy jeszcze szczegółowej opinii z sekcji zwłok mężczyzny, ale według uzyskanych informacji mężczyzna mógł sobie zadać rany sam. Nie są to jednak stanowcze opinie i pewne ustalenia – zaznaczył Rygiel. Prokuratura czeka na pisemną opinię z sekcji zwłok oraz zlecone dodatkowe badania, toksykologiczne i histopatologiczne. Mają one dostarczyć pełnych informacji na temat przyczyn śmierci obojga zmarłych.

Prokuratura nie ma informacji, by 42-latek leczył się psychiatrycznie. Według doniesień mediów, miał długi. Prokurator wskazał jednak, że jest zbyt wcześnie, by mówić o motywie czy tle tragedii. Jest to sprawdzane, przesłuchujemy świadków i zapoznajemy się z dokumentami – powiedział prok. Rygiel.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura domaga się wyższej kary dla podpalacza z Tczewa

Choć tej bestii groziło nawet dożywocie, to sąd w Gdańsku był łaskawy i skazał Mirosława Sz. (55 l.) tylko na 25 lat więzienia. To przez tego podpalacza zginęła zaledwie 2-letnia Blanka i jej 79-letni sąsiad! Czy ich życie to mało?! Zwyrodnialec już nigdy nie powinien być wolny! Prokuratura zapowiada złożenie apelacji w tej sprawie.

23 marca 2018 r. Ta noc na długo wstrząsnęła spokojnym na co dzień Tczewem. Kamienica przy rynku zmieniła się w śmiertelną, płonącą pułapkę. Gdyby nie strażacy, którzy szybko ewakuowali ludzi po drabinach, zapewne wszyscy lokatorzy spłonęliby żywcem. Niestety, nie każdego dało się uratować.

– Byliśmy uwięzieni w mieszkaniu. Nie było drogi ucieczki. Obudziłam się 6 dni później w szpitalu. O śmierci córki dowiedziałam się w dniu pogrzebu… – relacjonowała w czasie pierwszej rozprawy w sądzie mama 2-letniej Blanki.

Mirosław Sz. nie przyznał się do winy. W toku śledztwa zeznał, że miał romans z mieszkającą w kamienicy Wiolettą, ale budynku nie podpalił. Gdy po pożarze rozmawialiśmy z tą kobietą, powiedziała, że żadnego romansu nie było, ale Mirosław Sz. na zmianę wysyłał jej SMS-y z wyznaniem miłości i groźbami.

– Obecnie czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku. Gdy się z nim zapoznamy, podjęta zostanie decyzja o złożeniu apelacji – mówi prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Działania Prokuratury Krajowej ws. oszustw związanych z koronawirusem

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie oszustw dotyczących fałszywych smsów, związanych z przekazaniem środków pieniężnych, pod pozorem ich chronienia przed utratą w warunkach zagrożenia epidemicznego, na rzecz rezerwy NBP – podała w poniedziałek Prokuratura Krajowa. Dodała, że prowadzone są także inne postępowania związane z oszustwami w zw. z koronawirusem.

Jak przekazała w poniedziałek PK, wszczęte 18 marca 2020 r. w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie śledztwo toczy się w sprawie mających miejsce w marcu 2020 roku oszustw i usiłowania oszustw przy wykorzystaniu wiadomości SMS i fałszywych stron logowania do bankowości elektronicznej, podjętych pod pozorem chronienia – w warunkach zagrożenia epidemicznego – środków pieniężnych przed ich utratą, na rzecz rezerwy Narodowego Banku Polskiego.

PK poinformowała też, że prowadzone są dwa postępowania pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, dotyczące oszustw przy oferowaniu sprzedaży maseczek ochronnych za pośrednictwem internetu.

Dzięki współpracy Prokuratury Krajowej z Rzecznikiem Praw Pacjenta ujawniono również przypadki reklamowania i oferowania za pośrednictwem internetu usług oraz towarów „mających wytworzyć odporność na koronawirusa”, „skutecznie przeciwdziałać koronawirusowi” czy „likwidować zakażenia koronawirusem”.

„Działania te podejmują podmioty gospodarcze nieuprawnione do wykonywania działalności leczniczej i udzielania świadczeń zdrowotnych” – podała PK w komunikacie.

Kolejne postępowania

Jak przekazała PK, zespół prokuratorów do koordynacji walki z przestępczością gospodarczą, w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego, we współpracy z Biurem do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji podjął także czynności w kolejnych postępowaniach, dotyczących: organizowanej na portalu internetowym fałszywej zbiórki pieniężnej pod hasłem „Wsparcie dla Szpitala Zakaźnego w Warszawie w walce z koronawirusem SARS-CoV-2 i chorobą COVID-19”, oszustw na szkodę wielu pokrzywdzonych przy sprzedaży za pośrednictwem platformy aukcyjnej środków dezynfekujących i środków ochrony osobistej, oszustw przy zakupie masek ochronnych na szkodę zamawiającego, który przekazał na rachunki w czterech bankach wskazanych przez sprawców wyłudzone środki w kwocie ponad 1 miliona 500 tys. zł, czy też oferty zgłoszonej za pośrednictwem portalu aukcyjnego określonej jako „terapia na koronawirusa”.

Zespół prokuratorów do koordynacji walki z przestępczością gospodarczą

PK poinformowała wcześniej, że zespół prokuratorów do koordynacji walki z przestępczością gospodarczą, w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego, został powołany zarządzeniem Prokuratora Krajowego w dniu 16 marca 2020 roku.

Do jego zadań należy zbieranie i analizowanie informacji dotyczących przestępczości gospodarczej związanej z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS Co V-2, ocena zasadności podejmowanych czynności procesowych i przyjmowanych kwalifikacji prawnych czynów, celem ujednolicenia praktyki postępowań i podwyższenia ich skuteczności, a także sprawdzanie, czy w różnych jednostkach Prokuratury nie toczą się postępowania w tym samym przedmiocie.

Ponadto wystąpiono do podległych jednostek organizacyjnych prokuratury o bieżące analizowanie doniesień medialnych, pism anonimowych i wszelkich innych dostępnych źródeł informacji w celu wszczynania postępowań karnych oraz o niezwłoczne informowanie o takich faktach.
Źródło info i foto: interia.pl

Ksiądz zamieszany w narkotykowe śledztwo

Policjanci trafili do kapłana w parafii Jedlno (Łódzkie) prowadząc śledztwo przeciwko dilerowi handlującemu marihuaną i metaamfetaminą. Reakcja kurii była natychmiastowa. Proboszcz parafii w Jedlnie, ksiądz Tomasz S. został odwołany.

Ksiądz z parafii w Jedlnie (Łódzkie) nie pojawiał się w atynarkotykowym śledztwie prokuratory w Radomsku. Na celowniku śledczych był Arkadiusz P. i to on został zatrzymany jako pierwszy.

Jacek Bocianowski, prokurator rejonowy w Radomsku dla Faktu: – 6 marca 2020 wszczęliśmy śledztwo w sprawie udzielania marihuany i metaamfetaminy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Zarzuty postawiliśmy czterem osobom. Wobec Arkadiusza P. sąd na wniosek prokuratury zastosował areszt tymczasowy na trzy miesiące. Podejrzanemu grozi do 10 lat więzienia. Łącznie czterem osobom postawiliśmy dziewięć 9 zarzutów. Poza Arkadiuszem P. śledztwem objęto Dominika L., Andrzeja L., Konrada M. Wszyscy po przedstawieniu zarzutów pozostali na wolności z dozorami policji.

Śledztwo obejmuje wysyłanie paczek z zawartością środków odurzających. Podczas śledzenia kontaktów podejrzanych śledczy trafili na ślad kapłana w parafii w Jedlnie. Do niego też kierowane były przesyłki.

Proboszcz z Jedlna Tomasz S. (41 l.) został zatrzymany. Przedstawiono mu dwa zarzuty – posiadania narkotyków za co grozi do trzech lat więzienia oraz niedozwolonego obrotu wewnątrzwspólnotowego. Za ten czyn grozi do 5 lat więzienia.

– Ksiądz podczas przesłuchania przyznał się do winy. Ma dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju – informuje prokurator i dodaje, że na poczet przyszłych kar zabezpieczono majątek księdza w wysokości 5 tys. zł.

Jak zapowiada prokurator sprawa przeciwko dilerowi spod Radomska jest rozwojowa i prokuratura nie wyklucza kolejnych zatrzymań,

Po zatrzymaniu proboszcza z Jedlna Kuria Metropolitalna w Częstochowie podjęła natychmiast decyzje wobec kapłana. Rzecznik kurii ksiądz Mariusz Bakalarz opublikował specjalne oświadczenie w tej sprawie.

– Duchowny został natychmiast zawieszony w pełnieniu obowiązków duszpasterskich i zwolniony z urzędu proboszcza, pozostając do dyspozycji policji i prokuratury, a administrację parafią i troskę o nią przejął dziekan miejscowego dekanatu – pisze rzecznik kurii. – Współpracujemy z organami śledczymi w celu przeprowadzenia niezbędnych czynności, oczekując na wyniki ich działań, które będą podstawą do ewentualnego podjęcia dalszych konsekwencji kanonicznych.

Parafianie z Jedlna utworzyli na Facebooku specjalną grupę wspierającą swojego proboszcza, który ma w parafii bardzo dobra opinię. Jest miejscowym pasterzem od dwóch lat. Wcześniej pełnił duszpasterską posługę w parafii w Praszce (Polskie). Był też katechetą w miejscowym gimnazjum.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest akt oskarżenia ws. usiłowania zabójstwa sędziego i prokuratora

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach przeciwko Pawłowi K, podejrzanemu m.in. o usiłowanie zabójstwa dwóch osób: sędziego i prokuratora. Grozi mu dożywocie. Do zdarzenia doszło w nocy z 3 na 4 kwietnia 2019 w Ostrowcu Świętokrzyskim. Paweł K., jak ustalono podczas śledztwa, od wieczora obserwował dom, w którym mieszkało małżeństwo – sędzia i prokurator.

– Gdy oboje już położyli się spać, sprawca około godziny 1 w nocy dokonał podpalenia budynku domu jednorodzinnego. Szczęśliwie pokrzywdzeni obudzili się chwilę później i zdołali się ewakuować z płonącego domu. Na miejsce przybyła straż pożarna i podjęła akcję gaśniczą – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

Sędzia prowadziła wobec oskarżonego czynności procesowe

Zebrany materiał dowodowy, w postaci przede wszystkim wyników oględzin miejsca zdarzenia, zeznań świadków, nagrań z monitoringu, wstępnych opinii biegłych z zakresu pożarnictwa – pozwolił na ustalenie przebiegu zdarzenia i jego sprawcy, którym okazał się Paweł K. Został on zatrzymany przez policjantów wieczorem 4 kwietnia ubiegłego roku

– Pokrzywdzona w tej sprawie to sędzia Wydziału III Karnego Sądu Okręgowego w Kielcach, która w przeszłości prowadziła wobec Pawła K. czynności procesowe. Pokrzywdzony to prokurator ostrowieckiej Prokuratury Rejonowej. Podczas śledztwa ustalono że zdarzenie ma związek z czynnościami służbowymi pokrzywdzonej – dodał Prokopowicz.

6 kwietnia ubiegłego roku prokurator przedstawił Pawłowi K. „zarzut usiłowania zabójstwa pokrzywdzonych i sprowadzenia zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru domu pokrzywdzonych, które to zdarzenie zagrażało położonym w pobliżu innym zabudowaniom”.

Zarzucono mu popełnienie czterech przestępstw

Prokopowicz poinformował, że w piątek prokurator skierował w tej sprawie akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Kielcach. Oskarżonemu zarzucono popełnienie czterech przestępstw „usiłowanie zabójstwa dwóch osób i zniszczenie mienia znacznej wartości (ponad 200.000 zł) poprzez podpalenie domu, w którym spali pokrzywdzeni. Znieważenia pięciu funkcjonariuszy policji podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych. Kierowania gróźb zniszczenia mienia poprzez podpalenie oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu wobec dwóch policjantów” – powiedział Prokopowicz.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach zaznaczył, że wszystkie te czyny miały miejsce od 4 do 5 kwietnia ubiegłego roku. Po przeprowadzonej obserwacji sądowo-psychiatrycznej biegli zgodnie orzekli, że w czasie popełniania zarzucanych mu czynów Paweł K. miał zachowaną zdolność do rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem.

Nie przyznał się do postawionych zarzutów

Przesłuchany w charakterze podejrzanego Paweł K. nie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

– Oskarżony pozostaje tymczasowo aresztowany, za zarzucane mu czyny grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. W przeszłości był czterokrotnie karany, w tym za przestępstwa podobne do obecnie zarzucanych, tj. m.in. przeciwko mieniu, wolności, czy przeciwko działalności instytucji państwowych – podkreślił Prokopowicz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBŚP zatrzymało 9 osób oszukujących na platformach inwestycyjnych

Na polecenie prokuratora 12 marca 2020 r. funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali kolejnych 9 osób w toku śledztwa, prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dotyczącego oszustw za pośrednictwem platform inwestycyjnych.

Jak poinformowała prokuratura, zatrzymani działali w ramach wielu podmiotów, w tym zarejestrowanych na Cyprze, Grecji oraz Wielkiej Brytanii – posiadających oddziały z siedzibą w Warszawie i powiązanych z nią spółek.

Zatrzymane osoby wykonywały funkcje pracowników tzw. działów retencji, którzy kontaktowali się z pokrzywdzonymi. To bezpośrednio ich działania doprowadzały klientów do powstania strat z tytułu inwestycji.

Sposób przestępczego działania grupy polegał na tym, że przedstawiciele firmy kontaktowali się z potencjalnymi inwestorami, oferując produkty finansowe, które miały przynieść nawet kilkudziesięcioprocentowy zysk (20-30 %). Początkowo osiągane sukcesy zachęcały klientów do kolejnych inwestycji finansowych. Następnie członkowie grupy proponowali klientom nietrafione inwestycje, które powodowały wyzerowanie kont pokrzywdzonych.

Po pewnym czasie inwestorzy tracili kontakt z przedstawicielami firmy, tracąc także wcześniej zainwestowane pieniądze. Ustalono, że poszczególni inwestorzy na nietrafionych inwestycjach ponosili straty od 3 tys. zł do nawet ponad 2 mln zł.

Prokurator ogłosił podejrzanym zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu prowadzenie działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego. Zarzucono też im działanie na szkodę osób dokonujących inwestycji środków pieniężnych na platformach inwestycyjnych oraz doprowadzenia kilkudziesięciu osób – inwestorów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ponad 25 mln zł, poprzez wprowadzenie ich w błąd co do funkcjonowania platform inwestycyjnych, tożsamości osób prowadzących doradztwo inwestycyjne, zasad dotyczących inwestowania środków oraz ryzyka inwestycyjnego.

Prokurator zastosował wobec podejrzanych środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, dozorów Policji oraz zakazów opuszczania kraju.

Poprzednie działania przeprowadzono w listopadzie 2018 r., marcu 2019 r. oraz czerwcu 2019 r. Łącznie w sprawie zarzuty przedstawiono 96 podejrzanym.

Na poczet przyszłych kar na mieniu podejrzanych dokonano zabezpieczeń majątkowych rzędu kilkunastu milionów złotych. Trwają czynności mające na celu ustalenie kolejnych składników majątku sprawców w celu zabezpieczenia na poczet przyszłych obowiązków naprawienia szkody na rzecz pokrzywdzonych.
Źródło info i foto: pb.pl

Biegli orzekli: Marek Falenta poczytalny

Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów Marek Falenta był w pełni poczytalny – powiedział „Rzeczpospolitej” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. We wtorkowym wydaniu „Rz” przypomina, że biznesmen cztery lata temu został skazany na 2,5 roku więzienia za zorganizowanie afery taśmowej – czyli zlecenie podsłuchów VIP-ów w warszawskich restauracjach.

„Już po zamknięciu głównego śledztwa na światło dzienne za sprawą prawicowych mediów i TVP wyszły nowe nagrania z potajemnie utrwalanych rozmów, które według prokuratury miał zlecać właśnie Falenta. Sprawę nazwano tzw. małą aferą taśmową, a dotyczące jej śledztwo jest bliskie końca” – wskazano w artykule.

Dziennik informuje, że niedawno do prokuratury wpłynęła przesądzająca opinia.

– Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów (rzekomego zlecenia nagrywania polityków i VIP-ów – red.) Marek Falenta był w pełni poczytalny. Nie rozpoznano u niego choroby psychicznej ani innego stanu, który znosiłby albo ograniczał zdolność rozpoznania znaczenia czynów oraz pokierowania swoim postępowaniem – powiedział „Rz” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, gdzie toczy się śledztwo w sprawie tzw. małej afery taśmowej.

– Podejrzany może brać udział w postępowaniu sądowym oraz prowadzić obronę w sposób samodzielny i rozsądny – zaznacza prokurator Saduś.
Źródło info i foto: onet.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne weszło do fundacji Tomasza Grodzkiego

Centralne Biuro Antykorupcyjne zabezpieczyło dokumenty Fundacji Pomocy Transplantologii działające przy szpitalu Szczecin-Zdunowo, na którą pieniądze miał pobierać marszałek Tomasz Grodzki. Coraz bardziej zwiększa się także liczba świadków w śledztwie prowadzonym przez CBA i Prokuraturę Regionalną w Szczecinie.

Sprawa fundacji działającej przy szpitalu ma ścisły związek z aferą korupcyjną, jaka wybuchła wokół marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego. Jednym z jej założycieli był dzisiejszy marszałek Senatu. Jako pierwsza o przyjmowaniu pieniędzy przez prof. Grodzkiego w szpitalu Szczecin-Zdunowo napisała na Facebooku w listopadzie ubiegłego roku prof. Agnieszka Popiela ze Szczecina.

„Jak moja mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę” – napisała.

Według relacji prof. Popieli Tomasz Grodzki twierdził, że pieniądze wpłacił na fundację. Według innych świadków na fundację działającą przy szpitalu prof. Grodzki miał brać pieniądze także od innych osób w zamian za operacje czy lepszą obsługę medyczną w placówce, w której był ordynatorem i dyrektorem.

Jak nam się udało nieoficjalnie ustalić, funkcjonariusze szczecińskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zabezpieczyli dokumentację Fundacji Pomocy Transplantologii działającej przy szpitalu Szczecin-Zdunowo, by m.in. zbadać przepływy finansowe na koncie fundacji. Pomoże to w ustaleniu, czy pieniądze, jakie prof. Tomasz Grodzki pobierał od pacjentów i ich rodzin, wpłacił na konto.

– „Nawet jeśli marszałek Grodzki wpłacił pieniądze na fundację, nie zmienia to faktu, że jest to przyjęcie korzyści majątkowej” – mówi osoba zorientowana w śledztwie. – Dla śledczych to także może być podstawa do postawienia zarzutów.
Źródło info i foto: niezalezna.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Co odkryto w czasie przeszukań terenów działkowych w Sopocie

Ta sprawa od niemal 10 lat spędza sen z powiek śledczym. Od lipca 2010 roku nie udało im się ustalić, co stało się z Iwoną Wieczorek. Dziewczyna zniknęła po kłótni ze znajomymi, z którymi bawiła się w jednej z dyskotek w Sopocie. Nigdy nie znaleziono nawet śladu po niej. Teraz prokuratura postanowiła wznowić poszukiwania gdańszczanki. Kilkudziesięciu policjantów, ramię w ramię, już drugi dzień przeczesuje ogródki działkowe przy ul. Reja w Sopocie.

– Potwierdzam, że prowadzone jest przeszukiwanie terenu w Sopocie – przyznaje w rozmowie z Faktem Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej. – Ze względu na dobro śledztwa nic więcej nie mogę w tej sprawie zdradzić.

Na miejscu jest kilkudziesięciu policjantów. Przy użyciu specjalnego sprzętu, dronów, georadarów i długich prętów do pobierania próbek z ziemi przeczesują teren. W czwartek skupiali się na jednej z działek. To ogródek dziadków kolegi, z którym feralnej nocy na imprezie bawiła się Iwona. Na działce byli tuż przed pójściem na dyskotekę.

– To miejsce już policja przeszukiwała – mówi nam sopocianin, który obok ma działkę. – Pamiętam to, wtedy nic nie znaleziono.

Nieoficjalnie: znaleziono fragment bielizny

Czy tym razem będzie inaczej? Od niedawna sprawą zajmuje się nowy prokurator, czy dopatrzył się czegoś nowego w aktach sprawy? Czy wówczas popełniono jakiś błąd? Od marca zeszłego roku sprawą zajmuje się Departament do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych z Prokuratury Krajowej. Czy coś znaleziono? Tego śledczy oficjalnie na razie nie chcą zdradzić. Przyznają, że to mogłoby sprawić, że sprawca będzie utrudniał śledztwo.

W piętek 6 marca policjanci znów pojawili się w Sopocie z samego rana. Tym razem przeszukują więcej ogródków, zaglądają też do oczek wodnych i studzienek kanalizacyjnych. Cały teren został odgrodzony. Obok postawiono specjalny namiot, a niektórzy z policjantów pracują w specjalnych kombinezonach. RMF FM podaje nieoficjalnie, że w jednym ze stawków znaleziono fragment bielizny. Ma on zostać poddany badaniom DNA. Po południu na miejsce przyjechali strażacy. Wszystko wskazuje na to, że specjalną pompą będą wypompowywać wodę z przeczesywanych miejsc.

Mama Iwony Wieczorek: wierzę w rozwiązanie zagadki

– Wierzę, że Archiwum X rozwiąże zagadkę zaginięcia mojej córki, kto jak nie oni? Przecież wyjaśnili już tyle spraw – mówi Faktowi Iwona Kinda, mama zaginionej, która o policyjnej akcji dowiedziała się od nas. – Odnalezienie Iwonki to sens mojego życia. Co prawda to miejsce było już przeszukiwane, ale być może znaleźli w aktach sprawy jakiś nowy trop – dodaje.

Poszukiwaniom sceptycznie przygląda się natomiast znany dziennikarz śledczy Janusz Szostak, który prowadzi własne śledztwo w tej sprawie. – Nie sądzę, by tam coś znaleźli – twierdzi. Zdaniem Janusza Szostaka, autora książki „Co się stało z Iwoną Wieczorek” są małe szanse na odnalezienie Iwony Wieczorek w tym miejscu.

– To miejsce było już przeszukiwane. To tam działkę mieli dziadkowie kolegi, z którym na imprezę w dniu zaginięcia poszła Iwona. Ale nie miał on motywu, by ją zamordować. Krótko się znali, byli sobie obojętni – mówi Faktowi dziennikarz. – Chyba że pojawiły się jakieś nowe okoliczności albo zeznania kogoś, kto chciał obciążyć tego chłopaka – zaznacza.

Chodzi o Pawła P., z którym Iwona poszła na imprezę. Podobno spotkała się z nim tylko po to, by wzbudzić zazdrość w chłopaku, z którym chwilę wcześniej się rozstała. To od niego mama Iwony dowiedziała się o zaginięciu córki, potem chłopak uczestniczył w poszukiwaniach dziewczyny. Nie wszyscy jednak wierzyli wtedy w jego niewinność, chociaż jego udział w zaginięciu Iwony nigdy nie został potwierdzony.

KALENDARIUM ZAGINIĘCIA IWONY WIECZOREK:

Noc z 16 na 17 lipca 2010 roku

To wtedy zaginęła Iwona Wieczorek. Po kłótni ze znajomymi postanowiła opuścić dyskotekę w Sopocie i na piechotę wrócić do domu w Gdańsku Jelitkowie. Kamery monitoringu po raz ostatni zarejestrowały ją w Gdańsku Jelitkowie tuz przy wejściu na plażę. Była godzina 4.12. Szedł wtedy za nią mężczyzna z ręcznikiem, którego nigdy nie odnaleziono. W poszukiwaniach 19 latki brali udział policjanci, a nawet jasnowidz i prywatni detektywi. Do tej pory nie natrafiono na żaden ślad. Nie pomogły nawet wysokie nagrody proponowane za informacje o zaginionej.

Styczeń 2012 roku

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zdecydowała o umorzeniu sprawy zaginięcia gdańszczanki. Jednocześnie śledczy zapewniali, że jeśli tylko pojawią się nowe okoliczności w tej sprawie to wznowią postępowanie.

Marzec 2019 roku

Akta sprawy trafiły do Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych krajowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zapadł pierwszy wyrok w związku z aferą GetBack

Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał pierwszy wyrok w sprawie afery GetBack. Dotychczas zarzuty w śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę usłyszało 60 osób. Pierwotnie poznański sąd miał ogłosić wyrok w poniedziałek, ale ze względu na „skomplikowany charakter sprawy” przełożył to na 6 marca 2020 r.

Sąd uznał, że zawarta przez jedną z poszkodowanych osób umowa jest nieważna. Orzekł też, że za straty klientki odpowiada zarówno biuro maklerskie sprzedające obligacje GetBacku, jak i bank, którego pracownik je zaoferował.

– Jestem bardzo zadowolona z takiego rozstrzygnięcia. Moja klientka odzyskała wszystkie wpłacone pieniądze (red. około 100 tys. złotych) – mówi radca prawny Beata Strzyżowska, pełnomocniczka klientki GetBacku, cytowana przez „Głos Wielkopolski” po rozprawie.

Po wybuchu afery GetBack do sądów w całej Polsce trafiły pozwy cywilne poszkodowanych przeciw pośrednikom sprzedającym obligacje. Poszkodowanych w całym kraju jest kilkanaście tysięcy osób. Już na początku 2018 r. zaapelowali oni o utworzenie specjalnego funduszu, który miałby zabezpieczyć pieniądze na wypłaty przyszłych rekompensat.

Były już prezes spółki GetBack Konrad K. przebywa w areszcie.

O co chodzi w aferze GetBack?

GetBack to jedna z największych afer finansowych ostatnich lat. W połowie kwietnia 2018 roku spółka windykacyjna GetBack, kierowana wówczas przez Konrada K., poinformowała w komunikacie giełdowym o rzekomych rozmowach z Polskim Funduszem Rozwoju oraz PKO BP. Negocjacje miały dotyczyć wsparcia finansowego dla GetBacku o wartości do 250 mln zł. Obie instytucje natychmiast zdementowały te informacje, a Giełda Papierów Wartościowych zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Do gry wkroczyła też Komisja Nadzoru Finansowego.

Niedługo potem aresztowano Konrada K., zarzucając mu popełnienie ośmiu przestępstw, m.in. usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln zł, wyrządzenie spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – co najmniej ponad 185 mln zł i podejmowanie działań zmierzających do utrudnienia postępowania karnego i uniknięcia odpowiedzialności karnej.

W kolejnych miesiącach na jaw wychodziły oszustwa, do jakich dochodziło w spółce windykacyjnej oraz firmach z nią współpracujących: fałszowanie sprawozdań finansowych, wyprowadzanie pieniędzy ze spółki, nieprawidłowości przy serwisowaniu funduszy wierzytelności, rolowanie portfeli długów, czy wreszcie misselling, który jest głównym argumentem poszkodowanych inwestorów w walce o odszkodowanie.

GetBack finansował bowiem swoją działalność poprzez emisję obligacji w ofertach prywatnych. Po wybuchu afery okazało się, że spółka ma ogromne problemy z płynnością i nie jest w stanie spłacić inwestorów.

Pokrzywdzonych obligatariuszy jest prawie 10 tys. w tym większość to osoby prywatne (instytucji jest 178). Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack szacuje, że w skali kraju straty poniesione w aferze GetBack przez osoby fizyczne sięgają nawet 2,5 mld zł.

Obligatariusze GetBack starają się odzyskać całość środków zainwestowanych w obligacje, ale nie od GetBack, tylko od banków, które te instrumenty w nierzadko nieuczciwy sposób oferowały (m.in. od Idea Banku). Tym bardziej, że 25 stycznia 2019 roku Zgromadzenie wierzycieli GetBacku przyjęło układ dla spółki. W myśl układu, Obligatariusze, którzy stracili na obligacjach upadającej firmy, mają szanse odzyskać zaledwie jedną czwartą zainwestowanych pieniędzy.

Tymczasem w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie powstał specjalny zespół cywilny ds. GetBack, który ma walczyć o odszkodowania dla pokrzywdzonych. Śledczy przeanalizują kilkaset przypadków pod kątem m.in. możliwości unieważnienia umów lub wytoczenia pozwów o odszkodowanie od instytucji finansowych, które oferowały obligacje, zapewniając, że są pozbawione ryzyka.

W listopadzie 2018 roku Idea Bank został wpisany na listę ostrzeżeń publicznych KNF w związku z prowadzeniem działalności maklerskiej bez zezwolenia w zakresie oferowania instrumentów finansowych.

Z kolei Domowi Maklerskiemu Mercurius KNF cofnęła zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej w zakresie oferowania instrumentów finansowych i nałożyła na niego karę pieniężną w wysokości 430 tys. zł. To pokłosie współpracy z GetBackiem. Wcześniej podobną karę dostał Polski Dom Maklerski.

Dotychczas w aferze GetBack zarzuty usłyszało już kilkanaście osób, m.in. prezes Polskiego Domu Maklerskiego, któremu zarzuca się, że wspólnie z Konradem K. wyprowadzał pieniądze z GetBacku (poprzez łańuszek spółek).

Piotr B., wiceprezes Anna P., Marek P., Bożena S., jej brat Dariusz S. oraz Kinga M.-J. oskarżeni są z kolei m.in. o wyrządzenie GetBackowi szkody majątkowej wielkich rozmiarów, przywłaszczenia ponad 2 mln zł, próbę realizacji pozornej umowy na ponad 4 mln zł oraz posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami.

W związku z aferą GetBacku sąd aresztował także dwóch byłych członków zarządu Altus TFI: Piotra Osieckiego i Jakuba Rybę. Chodzi o EGB Investments, które GetBack kupił od Altusa za 207,6 mln zł w maju 2017 r. (oficjalne zamknięcie transakcji nastąpiło w sierpniu). Transakcja ta jest kwestionowana zarówno przez nowy zarząd windykatora, jak i KNF oraz prokuraturę. Śledczy twierdzą, że doszło do zmowy szefów firm, której efektem było zawyżenie ceny. Zdaniem prokuratury rzeczywista wartość EGB wynosiła 47 mln zł, z czego przedstawiciele Altusa i szef GetBacku mieli sobie doskonale zdawać sprawę.

W związku z tą transakcją Piotr Osiecki i Jakub Ryba mają postawione zarzuty wyrządzenia szkody GetBackowi wielkich rozmiarów. Dodatkowo, Altus TFI utracił licencję.
Źródło info i foto: businessinsider.com