Robert Biedroń: „Jako Lewica zwracamy się do papieża Franciszka o udostępnienie akt spraw księdza Dymera”

Europoseł i lider Wiosny Robert Biedroń poinformował na konferencji prasowej, że Lewica zwraca się do papieża Franciszka o udostępnienie akt spraw księdza Andrzeja Dymera, aby polska prokuratura otrzymała dokumenty bezpośrednio z Watykanu. – Postawimy w końcu winnych pedofilii tam, gdzie ich miejsce, przed sprawiedliwym, niezależnym sądem w Polsce – oświadczył polityk.

Na konferencji prasowej politycy Lewicy odnieśli się do sprawy przedstawionej w reportażu TVN24 „Najdłuższy proces Kościoła” o zmarłym w minionym tygodniu księdzu Andrzeju Dymerze – duchowny ze Szczecina wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie, a szczecińscy biskupi mieli o tym wiedzieć od 1995 roku. Śledztwo wszczęto jednak dopiero po publikacji dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w 2008 roku. Mimo to przez te lata duchownego nie spotkała kara – przestępstwa się przedawniły, a przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.

Europoseł Robert Biedroń podczas konferencji mówił, że „jako Lewica zwracamy się do papieża Franciszka o udostępnienie akt spraw księdza Dymera”. – Żeby polska prokuratura, która dzisiaj jest wstrzymywana ze względów prawdopodobnie na pewien układ klerykalno-polityczny, żeby otrzymała te dokumenty bezpośrednio z Watykanu – powiedział.

– Jeżeli nie chce tego wydać kuria, to prawo kanoniczne dzisiaj mówi, po decyzji papieża Franciszka, że Watykan może udostępnić takie dokumenty – zaznaczył Biedroń.

Polityk poinformował, że Lewica może pojechać po te dokumenty do Watykanu. – Postawimy w końcu winnych pedofilii tam, gdzie ich miejsce, przed sprawiedliwym, niezależnym sądem w Polsce – oświadczył.

Scheuring-Wielgus: każde organy ścigania na świecie mają możliwość wglądu do akt przestępstw księży czy biskupów

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus przypomniała, że w 2019 roku papież Franciszek zniósł tzw. „tajemnicę papieską” w postępowaniach dotyczących pedofilii. – Od tamtego czasu każda prokuratura, każde organy ścigania na świecie mają możliwość wglądu do akt przestępstw księży czy biskupów, którzy są oskarżani o pedofilię – zauważyła.

Scheuring-Wielgus poinformowała, że oprócz listu do papieża Franciszka Lewica przesłała także pismo do Kongregacji Nauki Wiary, w którym pyta, czy prokuratura wystąpiła o dokumenty akt m.in. księdza Krzysztofa G. z Chodzieży (podejrzanego m.in. o wieloletnie wykorzystywanie seksualne ministranta) i ks. Dymera.

Posłowie i posłanki Lewicy złożyli też interpelację do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ws. śmierci ks. Dymera i przesłanki, z powodu której prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie oraz czy prokuratura zabezpieczyła dokumenty. Posłanka Katarzyna Ueberhan zaapelowała o nadanie druku projektowi ustawy Lewicy, której celem jest powołanie specjalnej komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii w Kościele i która byłaby tylko temu przeznaczona.

Państwowa kmisja do spraw wyjaśniania przypadków pedofilii poinformowała, że przystąpiła do badania dokumentów w przedawnionej sprawie dotyczącej ks. Dymera, jednak ze względu na jego śmierć postępowanie wyjaśniające zostanie zakończone.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Aktor Gerard Depardieu oskarżony o gwałt i napaść seksualną

Aktor Gerard Depardieu został w grudniu ubiegłego roku oskarżony o gwałt i napaść seksualną – poinformowała prokuratura w Paryżu. Do przestępstw miało dojść w 2018 roku. Wstępne zarzuty przedstawiono aktorowi 16 grudnia; Depardieu nie został wówczas zatrzymany – poinformowała prokuratura.

Prokuratura w Paryżu odniosła się do zarzutów po tym, jak sprawa została ujawniona we francuskich mediach. Podały one, że zarzuty dotyczą zawiadomienia, które złożyła w sierpniu 2018 roku 22-letnia wówczas aktorka i tancerka. Zeznała, że „została dwukrotnie wykorzystana seksualnie przez aktora w trakcie nieformalnej próby do przygotowywanego przedstawienia teatralnego”. Miało do tego dojść w paryskiej rezydencji Depardieu w VI dzielnicy Paryża 7 i 13 sierpnia 2018 roku.

Prokuratura w Aix-en-Provence wszczęła śledztwo po otrzymaniu zawiadomienia, lecz przekazała ją prokuraturze w Paryżu.

W czerwcu 2019 roku wstępne dochodzenie zostało umorzone. Według prokuratury działania śledcze prowadzone w ramach tego postępowania nie pozwoliły na sformułowanie zarzutów wynikających z oskarżeń kierowanych pod adresem Depardieu. Śledztwo wznowiono w październiku ub.r.

Depardieu zaprzecza

Prawnik Depardieu, Herve Temime, mówił, że aktor „zdecydowanie zaprzecza”, jakoby doszło do gwałtu lub napaści seksualnej. Depardieu wystąpił w prawie 200 filmach i jest jednym z nielicznych francuskich aktorów, którzy zasłynęli w Hollywood. Zdobył Złoty Glob za rolę w „Zielonej karcie”, anglojęzycznej komedii romantycznej z 1990 roku, w której zagrał u boku Andie MacDowell. Za tytułową rolę w „Cyrano de Bergerac” otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego aktora.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwecja: Prokuratura zajmie się nielegalnymi adopcjami dzieci z zagranicy

Szwedzki rząd rozważa wszczęcie śledztwa w związku z nieprawidłowościami przy adopcjach dzieci z zagranicy. Według dziennika „Dagens Nyheter” wiele noworodków przekazywanych było do Szwecji bez zgody ich matek.

W cyklu artykułów gazeta „Dagens Nyheter” przedstawiła w ostatnich dniach historię niektórych z 60 tys. dzieci, adoptowanych z zagranicy do Szwecji w latach 1960-90. W wielu przypadkach ich dokumenty adopcyjne były fałszowane, a prawdziwi rodzice żyli. Niektóre dzieci zostały ukradzione biednym rodzinom lub za namową pośredników sprzedane przez opiekunów. W lutym 2018 roku władze Chile wszczęły dochodzenie o możliwości zaistnienia nielegalnych adopcji zagranicznych, m.in. setek dzieci do Szwecji.

W związku z tym śledztwem władze Szwecji zapewniły poszkodowanym osobom wsparcie w postaci pomocy psychologicznej oraz w poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Nigdy jednak nie zbadano roli, jaką odegrali szwedzki ośrodek adopcyjny i szwedzkie władze. „Teraz widzę, że również i my potrzebujemy przyjrzeć się, jak funkcjonowało w Szwecji pośrednictwo adopcyjne” – oświadczyła minister ds. socjalnych Lena Hallengren. Jak wyjaśniła Hallengren, początkowo rząd Szwecji oczekiwał wniosków śledztwa prowadzonego przez władze Chile, ale dochodzenie w tej sprawie przedłuża się.

Skąd adoptowano dzieci?

Według „Dagens Nyheter” nieprawidłowości w procesie adopcyjnym mogły dotyczyć większości przypadków z krajów Ameryki Południowej, Azji oraz Afryki. Gazeta napisała, że eksperci szwedzkiego Urzędu ds. praw rodziny oraz wsparcia rodzicielstwa wielokrotnie alarmowali w wewnętrznych dokumentach o podejrzeniu niezgodności danych adopcyjnych.

Przy adopcjach z Chin często brakowało informacji o pochodzeniu dziecka, niekompletne dane przesyłano również z Wietnamu. Z Indii nadchodziły informacje o „adopcjach spoza legalnego systemu”. W Kolumbii domy dziecka były uzależnione od opłat otrzymywanych za adopcje, a w Korei Południowej biuro pośrednictwa adopcji było w kontakcie z rodzicami, którzy rozważali oddanie swoich dzieci. Jak podkreśla, „Dagens Nyheter” nieprawidłowości te świadczą o łamaniu Konwencji o prawach dziecka oraz Konwencji haskiej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest śledztwo ws. śmierci ks. Andrzeja Dymera

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. śmierci ks. Andrzeja Dymera, byłego dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie – przekazała rzeczniczka szczecińskiej Prokuratury Okręgowej. Informację o wszczęciu śledztwa w sprawie śmierci ks. Andrzeja Dymera podał portal onet.pl.

Postępowanie prokuratury ws. śmierci

„Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci” – rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Alicja Macugowska-Kyszka. Dodała, że prokuratura nie udziela żadnych informacji w sprawie śledztwa. Według informacji Onetu, ciało duchownego zostało zabezpieczone do badań.

Ks. Andrzej Dymer zmarł we wtorek „po wielomiesięcznych trudnych i bolesnych zmaganiach z chorobą nowotworową” – podała na swojej stronie Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska. Duchowny miał 58 lat.

W ubiegły piątek kwartalnik „Więź” podał, że metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga odwołał ks. Andrzeja Dymera z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie. Według czasopisma, metropolita szczecińsko-kamieński decyzję podjął podczas spotkania z mężczyzną, który przed laty był wykorzystany seksualnie przez kapłana.

Zarzuty o wykorzystywanie nieletnich

W reportażu TVN 24 „Najdłuższy proces Kościoła” podano, że ks. Andrzej Dymer wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie, a szczecińscy biskupi wiedzieli o tym od 1995 r. Śledztwo wszczęto jednak dopiero po publikacji dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w 2008 r. Mimo to przez te lata duchownego nie spotkała kara – przestępstwa się przedawniły, przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.

Przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii Błażej Kmieciak powiedział, że komisja musiała zakończyć postępowanie wyjaśniające z uwagi na śmierć księdza, do czego zobowiązują ją przepisy ustawy. Przy czym zapewnił, że będzie kontynuowane wyjaśnianie działań podjętych przez instytucje w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura umorzyła sprawę nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka

Nie będzie kolejnych zarzutów za śmierć Igora Stachowiaka. Prokuratura Regionalna w Poznaniu podtrzymała decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny. Rozgoryczenia nie kryje ojciec chłopaka. – Bez wątpienia, gdyby nie spotkał policjantów, toby nadal żył – uważa Maciej Stachowiak.

O umorzeniu śledztwa w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny zdecydowała w czerwcu zeszłego roku Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Na tę decyzję zażalenie złożyła rodzina Igora Stachowiaka.

Prokuratura Regionalna w Poznaniu sprawdziła, czy działania podjęte przez Prokuraturę Okręgową były wystarczające. Po ośmiu miesiącach zdecydowała o podtrzymaniu decyzji w tej sprawie. – Prokurator wziął pod uwagę całokształt okoliczności tej sprawy, tego zdarzenia, które było rozciągnięte w czasie, ale było też dynamiczne. Te interwencje były poddane badaniu przez biegłych, później przesłuchania biegłych oceniał prokurator i doszedł do wniosku, że podstaw do formułowania zarzutów nie ma – tłumaczy Anna Marszałek, rzecznik prasowa Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.

„Poszły papiery do Strasburga”

Z tą opinią od początku nie zgadzał się ojciec Igora Stachowiaka. I zdania w tej kwestii nie zmienił. Uważa, że zespół biegłych, który zajmował się sprawą był niekompletny. – To opinia moja i mecenasów. W zespole nie było kardiologa ani psychiatry, a to są dziedziny kluczowe w tej kwestii – przekonuje Maciej Stachowiak.

Decyzja o umorzeniu śledztwa jest dla niego zaskoczeniem. – Jest to dla mnie niezrozumiałe, bo uważam, ze organom państwa powinno zależeć na skrupulatnym i dokładnym wyjaśnieniu tej sprawy, ponieważ rzuca to bardzo złe światło na wszystkie organy państwa. Już poszły papiery do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i czekamy na decyzję stamtąd – powiedział ojciec pokrzywdzonego.

Liczy, że decyzja trybunału będzie korzystna dla niego. – Bez wątpienia, gdyby nie spotkał policjantów toby żył (…) Wszedł zdrowy na komisariat i nie wyszedł z niego żywy – podkreśla.

Zmarł po policyjnej interwencji

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na wrocławskim Rynku. Kilka godzin później zmarł. Do nagrań pokazujących, jak wyglądała policyjna interwencja, dotarł Wojciech Bojanowski, reporter „Superwizjera” TVN. Na nagraniach z kamery umieszczonej w paralizatorze widać leżącego na podłodze policyjnej toalety 25-letniego Stachowiaka. Jest skuty kajdankami i kilkukrotnie rażony prądem.

Kolejne opinie wykazały, że 25-latek zmarł na skutek syndromu excited delirium, czyli zespołu groźnych dla życia powikłań, charakterystycznych dla narkomanów i osób z zaburzeniami psychicznymi.

Śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny prowadziła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Po jego zakończeniu oskarżono czterech – byłych już – policjantów. Zdaniem śledczych, mężczyźni przekroczyli uprawnienia i znęcali się nad pozbawionym wolności zatrzymanym. Za to byłym mundurowym groziło do 12 lat pozbawienia wolności.

Policjanci skazani za przekroczenie uprawień

W lutym 2020 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał wszystkich czterech oskarżonych za winnych przekroczenia uprawnień i znęcania się nad Igorem Stachowiakiem. Łukasz R., który raził go paralizatorem, został skazany – podobnie jak przez sąd pierwszej instancji – na dwa lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności. R. dostał także ośmioletni zakaz wykonywania zawodu policjanta.

Trzech pozostałych byłych funkcjonariuszy – Adam W., Paweł P. i Paweł G. – zostało skazanych na dwa lata więzienia. Sąd orzekł wobec oskarżonych także sześcioletni zakaz wykonywania zawodu policjanta. Wyrok jest prawomocny. Trzech z czterech policjantów wniosło skargi kasacyjne do Sądu Najwyższego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zmarł ksiądz Andrzej Dymer, przez ponad 25 lat nie został skazany w procesie o molestowanie seksualne

Nie żyje ks. Andrzej Dymer – potwierdziła Interia w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Przez ponad 25 lat nie udało się zakończyć jego procesu w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletnich. Jak wcześniej pisaliśmy, sprawa ks. Dymera i chłopców, których miał wykorzystać seksualnie, od 25 lat pozostaje bez rozstrzygnięcia. Pisał o niej kwartalnik „Więź”. Redaktor naczelny czasopisma Zbigniew Nosowski w cyklu reportaży „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie” zwracał uwagę, że przez ponad ćwierć wieku ofiary nie doczekały się sprawiedliwości, chociaż problem zgłaszały kolejnym biskupom.

W archidiecezji szczecińskiej o wykorzystywaniu nieletnich wiedziano już w 1995 roku. Kościelny trybunał uznał winę ks. Dymera jednak dopiero 13 lat później. Ten złożył apelację. Ostatecznego wyroku instytucji Kościoła do dziś nie ma. Rozstrzygnięcie nie zapadło także przed sądami świeckimi, a duchowny przez lata kontynuował karierę. Dopiero kilka dni temu odwołano go z funkcji dyrektora szczecińskiego Instytutu Medycznego.

Jeszcze wczoraj w oświadczeniu abp Wojciech Polak pisał, że „osobom pokrzywdzonym towarzyszyli doświadczeni prawnicy znający sprawę. Uznałem w związku z tym, że osoby skrzywdzone będą miały wystarczającą pomoc, aby dokonać zgłoszenia do Stolicy Apostolskiej, zgodnie z obowiązującym w Kościele prawem”.

Zdaniem abp. Polaka „niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania nie mają żadnego usprawiedliwienia”.

Odwołany w ubiegłym tygodniu

Ks. Dymer to do niedawna dyrektor Instytutu Medycznego w Szczecinie, a wcześniej m.in. założyciel Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w tym mieście. Kapłan miał wykorzystywać seksualnie m.in. nieletnich podopiecznych ogniska młodzieżowego w Szczecinie.

Przypomnijmy, zarzuty o nadużycia seksualne stawiane ks. Andrzejowi Dymerowi były znane jego przełożonym kościelnym już od 1995 roku, a w 2004 rozpoczął się jego proces kanoniczny, cztery lata później zakończony uznaniem winy przez kościelny trybunał. Treść wyroku została jednak upubliczniona dopiero w ubiegłym roku przez redaktora naczelnego Więzi.

Ks. Dymer złożył apelację i oczekiwał na wyrok. 31 grudnia 2017 r. ruszył w sądzie archidiecezji gdańskiej proces drugiej instancji. Pod koniec ubiegłego tygodnia ks. został odwołany z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego w Szczecinie. Przez tych wiele lat duchownego nie spotkała ani kara, ani ostracyzm w Kościele. Przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.
Źródło info i foto: interia.pl

Bydgoszcz: Policjanci przejęli 6 kg amfetaminy

Ponad 6 kg amfetaminy wartej ok. 160 tys. złotych przejęli policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy. Do aresztu trafiło dwóch bydgoszczan powiązanych ze środowiskiem pseudokibiców. Śledztwo w tej sprawie trwa.

Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości pseudokibiców pracowali nad sprawą kilka tygodni. Informacje, które uzyskali, potwierdziły, że dwóch bydgoszczan ze środowiska pseudokibiców, może mieć związek również z przestępczością narkotykową. Były to osoby wielokrotnie notowane, wcześniej poszukiwane. Z rozpoznania wynikało, że mogą posiadać niebezpieczne przedmioty, jak np. paralizator, a w momencie podjęcia działań przez policjantów, mogą być zdeterminowane, aby nie pozwolić się zatrzymać. Stąd podjęto decyzję, aby zatrzymania dokonać z udziałem Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji.

Pod koniec ubiegłego tygodnia policjanci obserwowali miejsca, gdzie mogą przebywać wytypowani wcześniej mężczyźni. W okolicach nieużytków nad Brdą, w pobliżu bydgoskich Jachcic, kryminalni zauważyli samochód, którym poruszali się bydgoszczanie. W pewnym momencie samochód zaparkował w pobliżu śluzy, w okolicach ronda Gen. Maczka i tam jeden z mężczyzn poszedł w pobliskie nieużytki, a po chwili wrócił z pakunkiem. Policjanci podjęli decyzję o zatrzymaniu.

W wyniku przeszukania przy bydgoszczanach policjanci zabezpieczyli trzy kule, wielkości pomarańczy, jak się okazało, była to amfetamina o wadze ok. 200 gramów oraz ok. 50 gramów kryształków amfetaminy. Jeden z zatrzymanych mężczyzn wskazał miejsca ukrycia w ziemi trzech pojemników o pojemności ok. 10 litrów, w których zabezpieczono ponad 6 kg amfetaminy.

W trakcie działań podczas przeszukań mieszkań zatrzymanych policjanci zabezpieczyli niewielką ilość marihuany oraz wagę. 34-latek i 25-latek trafili do prokuratury, gdzie usłyszeli zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków. Prokurator złożył także wniosek o areszt. W poniedziałek, 8.02.2021 r., sąd zdecydował o aresztowaniu bydgoszczan.

To dopiero początek sprawy. Teraz trwa gromadzenie materiału dowodowego i ustalanie skąd aresztowani mieli narkotyki warte na „czarnym rynku” ok. 160 tys. złotych, a także to czy udostępniali je innym osobom. Śledztwo w tej sprawie prowadzą policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe.
Źródło info i foto: Policja.pl

Tomasz Komenda dostanie odszkodowanie. Sąd przyznał blisko 13 mln zł zadośćuczynienia

– To nie są moje pieniądze, to nie moje odszkodowanie. Ten rozdział jest już zakończony – tak sprawę przyznania Tomaszowi Komendzie blisko 13 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania komentuje jego matka, Teresa Klemańska, która przez 18 lat walczyła o sprawiedliwość do syna i prowadziła własne śledztwo.

Za 18 lat niesłusznie spędzonych w więzieniu sąd w Opolu przyznał dziś Tomaszowi Komendzie prawie 13 mln zł: 12 mln zł zadośćuczynienia oraz 811 tys. 533 zł odszkodowania.

– Nie chcę już udzielać wywiadów. Tak jak Tomek powiedział, ten rozdział jest już zakończony. To nie są moje pieniądze, to nie moje odszkodowanie, choć może dużo jest naszej zasługi, że Tomasz sobie krzywdy nie zrobił. Tyle mam do powiedzenia. A cała reszta zależy od Tomka – mówi Onetowi Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy.

To właśnie Teresa Klemańska przez 18 lat walczyła o sprawiedliwość dla syna i prowadziła własne śledztwo. Po wyjściu Komendy na wolność i oczyszczeniu go ze wszystkich zarzutów, kobieta dwukrotnie udzieliła Onetowi wywiadu, zdradzając w rozmowie, z czym przez lata musiała się mierzyć.

Pani Teresa opowiedziała, jak Tomasz Komenda przetrwał młodość za kratami, jak przez ten czas wyglądały jej relacje z synem oraz co pozwoliło jej przetrwać najtrudniejszy okres w życiu.

W procesie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za 18 lat niesłusznie spędzonych w więzieniu sąd w Opolu przyznał Tomaszowi Komendzie blisko 13 mln zł. Orzeczenie nie jest prawomocne. Wrocławianin domagał się prawie 19 mln zł.

– Zacznę w końcu żyć, tak jak powinienem żyć od samego początku. Ktoś ukradł to, co ukradł i skończyło się, jak się skończyło – powiedział Tomasz Komenda po wyjściu z sali rozpraw. – Skieruję się do mojego syna, bo on czeka na swojego tatę, który jest szczęśliwy – odpowiedział na pytanie, co teraz zrobi.

– Nie potrafię powiedzieć, jakie mam plany, dziś są jeszcze emocje. Musi upłynąć trochę czasu i wtedy będę wiedział co dalej – powiedział Tomasz Komenda.

Proces o miliony

Na początku procesu przed sądem w Opolu Tomasz Komenda mówił m.in. o kulisach swojego zatrzymania, o pobycie w więzieniu, o sposobie traktowania go przez współwięźniów i strażników więziennych, a także o trudnościach z dostosowaniem się do życia poza więzieniem. Jego przesłuchanie odbyło się w obecności psychologa.

Oprócz Komendy przesłuchiwana była też cała jego rodzina, a także biegli psychiatrii, psycholog oraz z zakresu medycyny sądowej, którzy opiniowali w jego sprawie. Przed dzisiejszą rozprawą jedna z biegłych musiała jeszcze uzupełnić swoją opinię.

Do sprawy o zadośćuczynienie dla Komendy sąd dopuścił również dowody z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która wyjaśnia, jak to się stało, że niewinny człowiek trafił na długie lata do więzienia.

W 2003 r. za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach Tomasz Komenda został skazany na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył mu karę do 25 lat więzienia. Sprawa otarła się o Sąd Najwyższy, ale wyrok już się nie zmienił. Za kratami Komenda spędził całą młodość. Wyrok odsiadywał w zakładzie karnym w Strzelinie.

W marcu 2018 r., po 18 latach spędzonych za kratami, Komenda został warunkowo zwolniony z odbywania kary, a dwa miesiące później Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich stawianych mu zarzutów. Prokuratorzy z Wrocławia, którzy ponownie zajęli się zbrodnią miłoszycką, na 90 stronach opisali 18 nowych dowodów, które świadczyły o niewinności Komendy.
Źródło info i foto: onet.pl

Zatrzymano szefa mafii oszukującej seniorów metodą „na policjanta”

W związku ze śledztwem prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga, policjanci z warszawskiego zarządu CBŚP zatrzymali 41-letniego Marcina K. ps. Murzyn, podejrzanego o kierowanie grupą oszukującą metodą „na policjanta”. Przestępcy jednego dnia potrafili oszukać kilka osób.

Śledztwa przeciwko Marcinowi K. prowadzi kilka jednostek prokuratury w kraju, postępowania karne toczą się także przed sądem, m.in. Sądem Okręgowym w Warszawie. Obecnie „Murzyn” został aresztowany do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. Zatrzymania podjęli się funkcjonariusze warszawskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji.

Marcin K. został ujęty 22 stycznia o godz. 7.05 przed swoim domem w Zgierzu. Funkcjonariusze zatrzymali „Murzyna” w taksówce, do której chwilę wcześniej wsiadł. Policjantom powiedział, że wybierał się do Warszawy.

– Marcin K. jest podejrzany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oszukującą starsze osoby metodą „na policjanta” od października 2018 roku do lipca 2020 roku. Z procederu podejrzany uczynił sobie stałe źródło dochodu” – przekazała prokuratura. Okres, w którym Marcin K. miał kierować grupą, pokrywa się z przerwą pomiędzy jednym zatrzymaniem a drugim.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd zdecydował, że zatrzymanie rzeczy sędzi Beaty M. było legalne

Postanowienie prokuratorskie o zatrzymaniu rzeczy sędzi Beaty M., w tym laptopa i nośników danych, było legalne, zasadne i prawidłowe. Tak orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, rozpatrując zażalenie pełnomocników sędzi – przekazała w piątek Prokuratura Krajowa. Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej prowadzi postępowanie w sprawie przywłaszczenia środków publicznych, łapownictwa oraz przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. – Osobą podejrzewaną w śledztwie jest sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie Beata M. – podała PK.

Jak zaznaczyła PK, w toku postępowania prokurator sporządził postanowienie o żądaniu wydania przez Beatę M. rzeczy i ich zatrzymaniu. Prokurator zastrzegł, że w razie odmowy wydania rzeczy przeprowadzone zostanie przeszukanie pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych zajmowanych przez Beatę M. Sędzia dobrowolnie wydała przedmioty funkcjonariuszom Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a prokurator odstąpił od przeszukania.

– Postanowienie prokuratorskie o zatrzymaniu rzeczy sędzi Beaty M., w tym laptopa i nośników danych, było legalne, zasadne i prawidłowe. Tak orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, rozpatrując zażalenie pełnomocników sędzi – przekazała w piątek Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: interia.pl