Sprawa zabójcy Pawła Adamowicza. Jest decyzja ws. strażników i policjantów

Toruńska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie możliwego niedopełnienia obowiązków przez strażników więziennych i funkcjonariuszy policji. Chodzi o ich działania wobec Stefana W. – zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, po otrzymaniu informacji, że może być on niebezpieczny. Śledztwo dotyczyło m.in. działań funkcjonariuszy służby więziennej i policji po przekazaniu przez matkę Stefana W. informacji o tym, że może być on niebezpieczny po wyjściu na wolność z więzienia bądź planować coś złego.

„Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. W opinii prokuratury nie doszło do wyczerpania znamion przestępstwa z artykułu 231. Kodeksu Karnego” – przekazał prokurator Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Decyzja o umorzeniu postępowania nie jest prawomocna. Pokrzywdzonym przysługuje w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia w tej sprawie możliwość wniesienia zażalenia. Taką możliwość ma składający zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa brat zabitego prezydenta Gdańska Piotr Adamowicz.

„Poinformowali o swoich zastrzeżeniach”

– Funkcjonariusze policji, którzy uzyskali informacje od matki Stefana W., poinformowali o swoich zastrzeżeniach Służbę Więzienną. Ta również podjęła wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie i o swoich działaniach oraz ustaleniach poinformowała policję. Służby działały w tej sprawie w sposób skoordynowany i prokuratura nie dopatruje się w podjętych przez nie krokach znamion niedopełnienia obowiązków. Funkcjonariusze policji i służby więziennej w naszej ocenie zadziałali prawidłowo – poinformował prokurator Kilkowski. Przyznał, że m.in. w więzieniu przeprowadzono ze Stefanem W. rozmowę.

13 stycznia 2019 r., w czasie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ówczesny prezydent Gdańska został zaatakowany nożem. Zmarł dzień później w szpitalu. Napastnik 27-letni Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest zapis z kamery z korytarza przed celą Dawida Kosteckiego

Służba Więzienna opublikowała w sieci zapis z monitoringu z korytarza przed celą pięściarza Dawida Kosteckiego w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce. Nagranie pochodzi z nocy z 1 na 2 sierpnia. To reakcja na słowa Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który twierdził, że „na korytarzu, który prowadzi do celi, było wyłączone światło”.

Służba Więzienna udostępniła na swojej stronie internetowej fragmenty zapisu monitoringu z 1 sierpnia z godz. 22.17 i z 2 sierpnia z godz. 4.28, pokazujące korytarz przed celą pięściarza Dawida Kosteckiego w Areszcie Śledczym Warszawa-Białołęka. Na fragmentach widać funkcjonariusza, który kontrolował to miejsce.

Publikacja nagrania to reakcja na wypowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który stwierdził w TVN24, że nie można sprawdzić zapisu z monitoringu, ponieważ na korytarzu prowadzącym do celi wyłączono światło.

Samo nagranie zostało zabezpieczone przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga już 2 sierpnia. Obejmuje ono zapis od 1 sierpnia godz. 19 do 2 sierpnia godz. 9.

W porze nocnej zostało wyłączone światło w części korytarza z celami mieszkalnymi. Korytarz ten był jednak oświetlony lampą znajdująca w pobliżu zainstalowanej kamery. Jednocześnie cela, w której był osadzony Dawid Kostecki znajdowała się stosunkowo blisko kamery oraz źródła światła. Tym samym w oparciu o powyższy zapis możliwym jest ustalenie, czy w porze nocnej ktokolwiek wchodził do celi Dawida Kosteckiego lub ją opuszczał – podkreśla Służba Więzienna.

Śmierć Dawida Kosteckiego

Ciało Dawida Kosteckiego znaleziono 2 sierpnia w celi Aresztu Śledczego na warszawskiej Białołęce. Mężczyzna miał popełnić samobójstwo. Sekcja zwłok wykluczyła udział osób trzecich. Z wynikami sekcji nie zgodziła się rodzina zmarłego. Według bliskich Dawida Kosteckiego i ich pełnomocników, śmierć byłego pięściarza nie była samobójstwem.

Dawid Kostecki odsiadywał karę w rzeszowskim więzieniu, miał jednak zeznawać w sprawie oskarżonego o rozbój Tomasza G. Dlatego został przewieziony na Białołękę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Co zabójca prezydenta Gdańska oglądał w zakładzie karnym? Głos zabiera Służba Więzienna

Służba Więzienna poinformowała, że Stefan W. – jak każdy osadzony w zakładzie karnym w Malborku – miał dostęp do wielu programów informacyjnych, a nie tylko do TVP Info jak sugerowali niektórzy. Wcześniej pojawiły się sugestie (mówił o tym m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich), że brak możliwości oglądania różnych przekazów medialnych to kwestia, którą być może należy w tej sprawie wyjaśnić.

Służba Więzienna zamieściła serię wpisów na Twitterze, w których wylicza, jakie programy mogą oglądać osadzeni w zakładzie karnym w Malborku. To właśnie tam sporą część swojej kary odsiadywał Stefan W., który śmiertelnie zranił nożem prezydenta Adamowicza. Stefan W., który został skazany za napady na banki, wyszedł na wolność 8 grudnia zeszłego roku. Nieco ponad miesiąc później, podczas finału WOŚP w Gdańsku dokonał swojego tragicznego w skutkach ataku.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w programie Onet Opinie mówił, że nadawane w ostatnich miesiącach przez publiczną telewizję programy o prezydencie Adamowiczu mogą być uznane za mowę nienawiści. – Nie podoba mi się tego typu przekaz. Obowiązkiem telewizji publicznej jest rzetelne informowanie o sprawach publicznych, a nie używanie jej do mechanizmów propagandy politycznej – stwierdził.

Bodnar nie wykluczał też, że Stefan W. będąc w więzieniu mógł mieć dostęp wyłącznie do telewizji naziemnej, w której jedynym kanałem informacyjnym jest TVP Info. – Jedną z kwestii, którą należałoby w tej sprawie wyjaśnić jest to, jakie mogą być konsekwencje braku dostępu do pluralizmu poglądów i czy mogło to mieć wpływ na zachowanie tego człowieka – dodał.

Temat podchwyciły inne redakcje i stąd wspomniane wyżej wpisy Służby Więziennej. Według zapewnień rzecznik SW, osadzeni w zakładzie karnym w Malborku mają dostęp m.in. do kanałów: TV Trwam, Superstacja, TVN24 i Polsat.

„Dla wyjaśnienia 2-ch poprzednich twettów. SW w żaden sposób nie ogranicza skazanym dostępu do informacji i nie wskazuje jakie programy mają oglądać w telewizji, jak sugerują niektórzy dziennikarze” – czytamy na profilu Służby Więziennej.

– Telewizory są w celach i na świetlicy. To więźniowie decydują, co chcą oglądać. To oni mają dostęp do pilota i sami wybierają kanały – mówi Onetowi rzecznik Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska.
Źródło info i foto: onet.pl

Powstaje akt oskarżenia ws. wykorzystania seksualnego Katarzyny P. żony b. szefa Amber Gold

Zakończyło się śledztwo przeciwko 42-letniemu byłemu funkcjonariuszowi Służby Więziennej, podejrzanemu o niedopełnienie obowiązków i seksualne wykorzystanie stosunku zależności. Grozi mu do trzech lat więzienia. Poinformował o tym w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Dodał, że opracowywany jest akt oskarżenia. Prawdopodobnie jeszcze we wrześniu trafi do sądu.

Przedstawione w sprawie zarzuty są skutkiem ustaleń śledztwa. Wskazuje ono, że były już wychowawca Zakładu Karnego Numer 1 w Łodzi od lutego do listopada 2014 r. dopuścił się na szkodę jednej z osadzonych czynności o charakterze seksualnym, wykorzystując przy tym istniejący stosunek zależności.

W konsekwencji działań podejrzanego kobieta zaszła w ciążę i w innej już placówce penitencjarnej urodziła syna.

– Tym samym funkcjonariusz nie dopełnił swoich obowiązków, działając nie tylko na szkodę osadzonej, ale także interesu publicznego, przez niezapewnienie właściwego wykonywania środka zapobiegawczego i podważenie autorytetu Służby Więziennej – poinformował Kopania.

Podejrzany nie przyznaje się

Dodał, że podczas przesłuchania 42-latek nie przyznał się do zarzutu i odmówił złożenia wyjaśnień.

– W śledztwie zebrano kompletny materiał dowodowy, co dało podstawę do wydania postanowienia o jego zamknięciu. Opracowywany jest akt oskarżenia – powiedział rzecznik.

Katarzyna P. przebywała w łódzkim areszcie od kwietnia 2013 r. W marcu 2015 r. poinformowała szefostwo, że jest w ciąży. W związku z tą sprawą wszczęto śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi. Kobieta została przesłuchana.

Zeznała wówczas, że „nie padła ofiarą żadnego przestępstwa, nie czuje się w sprawie pokrzywdzoną, odmówiła jakichkolwiek informacji, w jakich okolicznościach doszło do poczęcia dziecka”. Po zebraniu materiału dowodowego prokuratura zadecydowała o umorzeniu śledztwa.

Zaszła w ciążę w zakładzie karnym

W kwietniu 2015 r. Katarzyna P. trafiła do Zakładu Karnego w Grudziądzu, gdzie urodziła dziecko. Wtedy też zażalenie na postanowienie łódzkiej prokuratury złożyła pełnomocnik P. wskazując, że ojcem dziecka może być konkretny funkcjonariusz służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi. Mężczyznę miała wskazać Katarzyna P., która jednocześnie wytoczyła mu proces cywilny o ustalenie ojcostwa. Sąd w Gdańsku, który rozpatrywał zażalenie, zadecydował, że śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi ma toczyć się dalej.

Ponownie przesłuchano Katarzynę P. Zeznała wówczas, że została wykorzystana sytuacja, w której się znalazła, wykorzystany został jej stan psychiczny i wskazała konkretnego funkcjonariusza, który jest prawdopodobnie ojcem jej dziecka. Przeprowadzono badania DNA. Potwierdziły one słowa kobiety.

Mężczyzna usłyszał zarzuty. Został dyscyplinarnie zwolniony.

Amber Gold – firma powstała na początku 2009 r. – miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Według śledczych szef firmy Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Proces Marcina P. i jego żony trwa od marca 2016 roku przed gdańskim sądem okręgowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Handlowali narkotykami w więzieniu

Policjanci CBŚP wspólnie z BSW Służby Więziennej, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której terenem działania był Zakład Karny. Członkowie tej grupy podejrzani są o wprowadzanie do obrotu narkotyków na terenie zakładu. W sprawie występuje 17 podejrzanych, w tym 2 funkcjonariuszy i 14 osadzonych w ZK.

Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Poznania i funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Centralnego Zarządu Służby Więziennej od kilku miesięcy wyjaśniali okoliczności sprawy. Z ich ustaleń wynikało, że osoby osadzone w jednym z Zakładów Karnych mają dostęp do narkotyków. Te informacje zostały bardzo dokładnie sprawdzone, a zebrany materiał przeanalizowany. Wszystko to po to, aby ustalić osoby, a także ich udział w przestępczym procederze. Z uwagi na istotę miejsca działania grupy, czynności podejmowane przez funkcjonariuszy miały bardzo skomplikowany charakter. Zebrany materiał dowodowy wskazywał, że w tę nielegalną działalności mogą być zamieszani także funkcjonariusze Służby Więziennej.

Działania, w których brali udział policjanci z CBŚP z Poznania, Warszawy, Opola, Wrocławia, Gorzowa Wlkp., Szczecina oraz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu i Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu zostały przeprowadzone w dniach 20 – 22 grudnia ub., w kilku miejscach na terenie woj. wielkopolskiego i zachodnio-pomorskiego. Wówczas zatrzymano trzy osoby, w tym dwóch funkcjonariuszy Służby Więziennej oraz wykonano czynności z udziałem czternastu osób, które były osadzone w Zakładzie Karnym i Areszcie Śledczym. W sprawę jest zamieszanych łącznie 17 osób.

Podczas akcji na terenie Zakładu Karnego wykorzystano specjalistyczny sprzęt w postaci bezzałogowych statków powietrznych typu „dron”, przy pomocy, których zarejestrowano nie tylko czynność policjantów, ale także zachowanie osadzonych po wejściu funkcjonariuszy na teren zakładu.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego 15 osobom przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wprowadzania do obrotu na terenie zakładu substancji psychotropowych i środków odurzających. Nielegalny proceder mógł być prowadzony od 2010 roku. Z ustaleń śledczych wynika, że 1 gram amfetaminy lub marihuany w Zakładzie Karnym mógł kosztować nawet 50 złotych.

Dodatkowo funkcjonariusze Służby Więziennej usłyszeli zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, za co grozić może kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat. Jednemu z nich zarzuca się również przyjęcie korzyści majątkowej w związku z pełnieniem funkcji publicznej.

Decyzją Sądu Rejonowego Poznań Stare Miasto dziesięciu podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych. Policjanci wykonują dalsze czynności w śledztwie i nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

SW ujawnia nowe informacje dotyczące Kajetana P.

Więzień niebezpieczny i nieprzewidywalny – tak Służba Więzienna ocenia w rozmowie z Radiem ZET Kajetana P., podejrzanego o brutalne zabójstwo tłumaczki włoskiego sprzed dwóch lat. 28-latek od rok”Funkcjonuje bez problemów, ale mamy świadomość, że mamy do czynienia z osobą nieprzewidywalną, zachowujemy wszystkie konieczne reguły bezpieczeństwa” – mówi major Jan Kurowski, rzecznik Okręgowej Służby Więziennej w Poznaniu.u przebywa w areszcie śledczym w Poznaniu, leczy się tam na oddziale psychiatrycznym.

Meble w celi Kajetana P. są przytwierdzone do ścian i podłogi, żeby nie mógł zaatakować strażników, ma sztućce i naczynia wykonane z tworzywa sztucznego, żeby nie mógł ich użyć jako broni.

Akt oskarżenia w sądzie

Do procesu Kajetana P. jeszcze długa droga – choć Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała latem akt oskarżenia do sądu, to sąd zdecydował, że postępowanie ma rozpocząć się od początku. Przede wszystkim chodzi o konfrontację biegłych – jedna ekipa wydała opinię, że Kajetan P. jest niepoczytalny; druga – odwrotną.

Odciął nauczycielce głowę

Według dotychczasowych ustaleń, Kajetan P. w lutym zeszłego roku udał się na prywatną lekcję języka włoskiego. Gdy kobieta zaproponowała mu herbatę, ten dźgnął ją śmiertelnie nożem. Następnie odciął głowę, wezwał taksówkę i przewiózł zwłoki. Kierowcy miał tłumaczyć, że wiezie tuszę dzika. Zwłoki nauczycielki ostatecznie podpalił i pojechał pociągiem z Warszawy do Poznania, a następnie do Berlina. Z Niemiec przedostał się do Włoch. Finalnie został złapany na Malcie. Za morderstwo grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Próba gwałtu podczas warsztatów Służby Więziennej?

Wieczorna zabawa pracowników Służby Więziennej zakończyła się zniszczeniem pokoi i zgłoszeniem usiłowania gwałtu. Sprawę badają dwie niezależne kontrole z ministerstwa sprawiedliwości i Biura Spraw Wewnętrznych Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Jak ustaliła „Rzeczpospolita” trwające w ubiegły weekend szkolenie dla funkcjonariuszy Służby Więziennej z całej Polski dotyczyło radzenia sobie ze stresem. Zorganizowały je związki zawodowe funkcjonariuszy.

Według informacji gazety, grupa związkowców upiła się i zdemolowała trzy pokoje w ośrodku w Wiśle. Ich zabawę przerwała interwencja policji, która dostała zgłoszenie o próbie gwałtu na jednej z funkcjonariuszek.

Jednak po przesłuchaniu osób mogących mieć informacje w tej sprawie, jak i rzekomej pokrzywdzonej policja stwierdziła, że nie ma dowodów na próbę gwałtu. Kobietę przesłuchano na miejscu w grupie innych funkcjonariuszy. „Rzeczpospolita” dowiedziała się, że po czynnościach sprawdzających prokuratura umorzyła sprawę przed wszczęciem śledztwa.
Źródło info i foto: wp.pl

Agenci CBA w kierownictwie Służby Więziennej i dwóch zakładów karnych

Agenci CBA weszli do siedziby kierownictwa Służby Więziennej, dwóch zakładów karnych: w Czarnem i Krzywańcu oraz kilku prywatnych firm; sprawa dotyczy m.in. nieprawidłowości przy inwestycjach w programie „Praca dla Więźniów” – podało w czwartek radio RMF FM. Według RMF FM agenci CBA weszli w sumie do 55 miejsc w całym kraju.

Agenci przeszukiwali biura, a także zabezpieczali dokumentację związaną z tworzeniem hal produkcyjnych w zakładach karnych, w których osadzeni mieli składać meble. Są podejrzenia, że doszło przy tych inwestycjach do nadużyć finansowych, a chodzi o publiczne pieniądze z jednego z programów Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – podaje radio.

RMF FM, powołując się na swoje nieoficjalne ustalenia informuje, że „inwestorzy mieli zawyżać kosztorysy na zakup maszyn i prace budowlane – i na tej podstawie dostali dofinansowanie”. Według stacji, chodzi o prawie 50 milionów złotych – tyle wyniosło dofinansowanie dla dwóch znanych w kraju firm meblarskich.

Śledztwo w tej sprawie trwa od lipca zeszłego roku, a sprawa jest wielowątkowa. Główne jej wątki dotyczą nieprawidłowości przy realizacji umów o dofinansowanie – powiedział stacji Marcin Załęski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. Dopytywany, czy można mówić tu o wyłudzeniu unijnych środków, odparł: Na dzień dzisiejszy bierzemy pod uwagę taką kwalifikację.

Program „Praca dla Więźniów” ogłoszono w kwietniu 2016 r. Jednym z jego założeń jest plan budowy w latach 2016-2023 40 hal produkcyjnych przy zakładach karnych i aresztach śledczych, w których osadzeni będą mogli pracować.

W 2016 r. otwarto hale produkcyjne w zakładach karnych w Krzywańcu (znalazło tam pracę 150 osadzonych, w tym 50 kobiet); w Potulicach (gdzie pracuje 84 osadzonych) oraz w oddziale zewnętrznym Aresztu Śledczego w Poznaniu (praca dla 25 osób). W 2017 r. do użytku mają zostać oddane dwie kolejne hale: w Dobrowie, oddziale zewnętrznym Aresztu Śledczego w Koszalinie oraz w Zakładzie Karnym w Sierakowie Śląskim. Rozpoczęto także budowę kolejnych 12 hal; ich otwarcie jest przewidziane na rok 2018.

Drugi filar programu polega na rozszerzeniu możliwości nieodpłatnej pracy więźniów na rzecz samorządów. Trzecim filarem jest wprowadzenie większych ulg dla przedsiębiorców, którzy zatrudniają więźniów.

Według danych na koniec marca br., zatrudnionych jest ogółem 31,5 tys. osadzonych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Oscar Pistorius został przeniesiony do innego więzienia

Skazany na sześć lat za zamordowanie swej partnerki były lekkoatleta Oscar Pistorius z Republiki Południowej Afryki został przeniesiony do bardziej odpowiedniego więzienia dla niepełnosprawnych – poinformowała francuska agencja AFP.

Pistorius przebywa w więzieniu przeznaczonym dla osób o szczególnych potrzebach. Wcześniej nie mógł uczestniczyć w programach rehabilitacyjnych — powiedział rzecznik służby więziennej Singabakho Nxumalo, ale nie sprecyzował, kiedy Pistorius został przeniesiony.

W nowym więzieniu niepełnosprawni mają pewne udogodnienia, np. specjalnie przystosowane wanny. 6 lipca sąd w Pretorii skazał Pistoriusa na sześć lat pozbawienia wolności za zamordowanie w 2013 roku swej partnerki Reevy Steenkamp. Sportowiec trafił do centralnego więzienia w tym mieście, a obecnie przebywa w mniejszym zakładzie karnym w Atteridgeville na przedmieściach Pretorii. Przebywają tam osoby mające maksimum sześcioletnie wyroki.

Do tragedii doszło w nocy z 13 na 14 lutego 2013 roku. W niejasnych okolicznościach utytułowany lekkoatleta, m.in. pięciokrotny mistrz paraolimpijski, zastrzelił Steenkamp w swoim domu. Kobieta zginęła w toalecie, po tym jak Pistorius oddał cztery strzały przez zamknięte drzwi. Utrzymywał on, że to efekt nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, gdyż wziął ją za włamywacza.

Pod koniec 2014 roku w pierwszej instancji Pistorius został skazany na pięć lat pozbawienia wolności. Sąd uznał wtedy, że doszło jedynie do „nieumyślnego zabójstwa”. Więzienie opuścił już 20 października 2015 roku, gdyż zgodnie z prawem w RPA osoby skazane na kary pozbawienia wolności nie większe niż pięć lat po odbyciu co najmniej 1/6 wyroku resztę mogą mieć zamienioną na areszt domowy. Sportowiec w więzieniu przebywał przez 10 miesięcy.

Z takim rozstrzygnięciem nie zgodził się prokurator, który apelował o zmianę kwalifikacji czynu na morderstwo, za które groziłoby Pistoriusowi 15 lat więzienia. Za powrotem sportowca do więzienia wielokrotnie opowiadali się także krewni Steenkamp. 3 grudnia 2015 roku Najwyższy Sąd Apelacyjny RPA przychylił się do wniosku prokuratora i uznał Pistoriusa winnym morderstwa, jednocześnie kierując sprawę do ponownego rozpatrzenia. Wcześniej Pistorius przebywał w areszcie domowym w posiadłości swojego wuja. Był objęty nadzorem elektronicznym, odebrano mu paszport.
Żródło info i foto: wPolityce.pl

Lublin: Zbiegły Bartosz L. już w rękach policji

Więzień, który w czwartek rano zbiegł ze szpitala MSWiA w Lublinie został zatrzymany. Policjanci i funkcjonariusze służby więziennej aresztowali 24-latka w piątek wieczorem. Bartosz L. prawdopodobnie miał w planach dalszą ucieczkę. Po godzinie 18.00 przyjechał taksówką na dworzec PKS przy al. Tysiąclecia w Lublinie. Po chwili był już w rękach funkcjonariuszy, którzy od czasu jego ucieczki prowadzili jego poszukiwania.

Mężczyzna był całkowicie zaskoczony. Teraz musi się liczyć z dodatkową karą dwóch lat pozbawienia wolności za ucieczkę. Do tej pory odsiadywał wyrok za włamania i kradzieże. Zgodnie z wyrokiem sądu powinien opuścić więzienie w 2024 roku. – Teraz trwa procedura zakwalifikowania go do skazanych niebezpiecznych. Zostanie umieszczony w specjalnym oddziale – poinformował w rozmowie z TVP Info ppłk Andrzej Fereniec, z-ca dyrektora Aresztu Śledczego w Lublinie.

Ucieczka z aresztu śledczego

Mieszkaniec Lublina osadzony był w Areszcie Śledczym. Odsiadywał wyroki za kradzieże. Do szpitala trafił we wtorek na specjalistyczne leczenie, prawdopodobnie z powodu samookaleczenia. Pilnowali go funkcjonariusze Służby Więziennej. Więzień uciekł ze szpitala w czwartek rano – schodząc po rynnach i gzymsach.
Żródło info i foto: TVP.info