Kradzież pieniędzy operacyjnych w CBA. Bejda podał się do dymisji

Z centrali antykorupcyjnej służby zniknęło 10 mln zł, połowa w gotówce. Lecą głowy.

W ostatnich dniach 2019 r., kiedy cała Polska była na świętach, pod centralę Centralnego Biura Antykorupcyjnego zajechała pancerna furgonetka, żeby odebrać z gotówkę jaka została w funduszu operacyjnym, niewykorzystana przez funkcjonariuszy. Praktyka jest taka, że na początku roku CBA odbierają z NBP pieniądze na operacje zaplanowane na najbliższe miesiące. Część trafia na różne konta, część wypłacana jest w gotówce na wydatki, które nie powinny po sobie zostawić śladu. Agenci z terenowych delegatur przyjeżdżają pobrać pieniądze na konkretne akcje, a na koniec roku zdają to co zostało. Z rocznego rozliczenia wynikało, że w kasie biura na koniec 2019 r. powinno zostać kilka milionów nadwyżki. Rozliczeniami pieniężnymi zajmowała się agentka CBA, pracownica z kilkuletnim stażem.

Po wejściu do budynku agenci z konwoju zauważyli, że punkt kasowy jest otwarty, a w kasie nie ma gotówki. Natychmiast zadzwonili do kasjerki z pytaniem co stało się z pieniędzmi, ta jednak odpowiedziała, że są święta i zajmuje się dziećmi. To samo agenci usłyszeli podczas wizyty w domu pracownicy CBA.

Afera na koniec kadencji

Wrócili do centrali z niczym. W biurze została uruchomiona procedura sprawdzająca, która wykazała brak co najmniej 5,5 mln zł w gotówce.

– Zaczęły się gorączkowe telefony i rozmowy, bo stało się jasne, że nie mamy do czynienia ze zwykłą malwersacją, jednorazową akcją, ale z zaplanowanym procederem, realizowanym przez dłuższy czas. 5 mln zł w gotówce to masa pieniędzy o wadze kilkudziesięciu kilogramów, które można spakować do furgonetki. Wszystko wskazuje na to, że pieniądze były porcjami wynoszone z CBA w torbie – mówi osoba zbliżona do resortu spraw wewnętrznych, zastrzegając sobie anonimowość.

Fakt, że nikt nie zauważył jak pracownica metodą na mrówkę wynosi pieniądze to jedno. Drugie pytanie dotyczy zasad i skrupulatności rozliczeń w CBA i kontroli nad przepływami finansów, bo manko na kilka milionów to nie pomyłka w sklepowej kasie na kilkadziesiąt złotych.

Konfuzja w centrali CBA była tym większa, że to nie pierwsze manko w funduszu operacyjnym. W połowie 2019 r. też zniknęły z niego pieniądze – milion złotych, który miał zostać przeznaczony na okup. Pieniądze w trakcie operacji wyparowały.

I najważniejsza kwestia: do malwersacji doszło na miesiąc przed upływem kadencji Ernesta Bejdy, szefa CBA. W kierownictwie biura jest od 2015 r., przez pierwszy rok w randze p.o. szefa, a od 2016 r. jako pełnoprawny szef. CBA to jego dziecko. Zakładał biuro wspólnie z Mariuszem Kamińskim i w latach 2006-09 był jego zastępcą w nowo utworzonej jednostce.

Jeszcze kilka miesięcy temu nie było jasne, czy będzie się on ubiegał o kolejną kadencję. Ernest Bejda jest prawnikiem, typem naukowca, nie funkcjonariusza służb i w związku z brakiem poważniejszych sukcesów na koncie wydawało się, że po skończeniu służby poszuka zatrudnienia gdzie indziej. Nasi rozmówcy wskazują jednak, że niedawna akcja CBA, które wezwało w mediach społecznościowych do informowania o przypadkach korupcyjnych z udziałem Tomasza Grodzkiego, marszałka senatu wskazuje, że Ernest Bejda postanowił zdobyć punkty w obozie władzy przed zbliżającymi się wyborami na kolejną kadencję. Szefa CBA powołuje i odwołuje premier po zasięgnięciu opinii prezydenta, kolegium ds. służb specjalnych i sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

Według naszych źródeł, afera z kasą z funduszu operacyjnego z każdym dniem stawała się coraz poważniejsza. Nasi rozmówcy twierdzą, że podejrzani o wyprowadzenie gotówki z centrali odmówili współpracy i wskazania miejsca, gdzie pieniądze zostały zdeponowane. W mediach pojawiła się informacja, że pracownica CBA, odpowiedzialna za kasę wydała pieniądze na gry hazardowe a Prokuratura Krajowa zabezpieczyła część funduszy na rachunku jednego z internetowych bukmacherów. Nasze źródła kwitują te doniesienia krótko: „fake news”.

Główny problem centrali CBA polega na tym, że nie wiadomo na co pieniądze poszły, czy główni podejrzani zorganizowali cały proceder, czy są jedynie uczestnikami większej akcji.

10 mln zł a nie 5 mln

Jak na razie poleciały pierwsze głowy. W czwartek szef CBA zwolnił szefa pionu finansowego oraz szefa pionu bezpieczeństwa wewnętrznego. Dymisje świadczą o wadze sprawy i powadze sytuacji. Obydwaj dyrektorzy to ważne postacie CBA i bliscy współpracownicy Ernesta Bejdy.

Z naszych informacji wynika, że sprawy zaszły tak daleko, iż poświęcono ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych za brak nadzoru oraz przeoczenie przestępczego procederu, licząc że to przetnie trudny temat. Nie wystarczyło. W piątek kolejne media (najpierw Onet, potem Polska The Times) zaczęły pisać o manku w CBA i o sprawie zrobiło się głośno.

Nasze źródła twierdzą, że najnowsze ustalenia kontrolne wskazują na znacznie większą lukę w finansach niż pierwotnie się wydawało. Możliwe, że skala malwersacji jest prawie dwukrotnie większa i wynosi około 10 mln zł. Takie mają być wnioski z audytu finansowego przeprowadzonego w biurze po ujawnieniu manka w kasie. Przy czym połowa tej kwoty to gotówką, która zniknęła z funduszu operacyjnego. Druga połowa to nieprawidłowości do jakich mało dojść we wcześniejszym okresie.

W świetle tych ustaleń Ernest Bejda, jak twierdzą nasze źródła, miał złożyć dymisję na ręce Mariusza Kamińskiego, ministra spraw wewnętrznych. Rezygnacja nie została przyjęta.

Nie udało nam się uzyskać żadnej odpowiedzi na szereg pytań zadach w tej sprawie od biura prasowego CBA.
Źródło info i foto: pb.pl

Prokuratura zarzuca Zbigniewowi S. 188 przestępstw

Zarzuty popełnienia 188 przestępstw przedstawiła kielecka prokuratura Zbigniewowi S., podejrzanemu o kierowanie gróźb pod adresem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i jego żony Patrycji Koteckiej. Do sądu trafił wniosek o trzymiesięczny areszt dla Zbigniewa S. Zbigniew S. został zatrzymany we wtorek na polecenie Prokuratury Okręgowej w Kielcach przez policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji. Prokuratura postanowiła o zmianie i uzupełnieniu zarzutów wobec niego.

– Śledztwo wszczęto w oparciu o zawiadomienie o przestępstwie na szkodę funkcjonariuszy publicznych, tj. konkretnie prokuratorów z jednej z krakowskich prokuratur. Materiały przekazano do prowadzenia Prokuraturze Okręgowej w Kielcach. Następnie do sprawy dołączano sukcesywnie materiały innych postępowań, które związane były podmiotowo i przedmiotowo z tym postępowaniem – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

Dodał, że „zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy dał podstawy do przedstawienia Zbigniewowi S. szeregu zarzutów”.

– Dotyczących przede wszystkim znieważania funkcjonariuszy publicznych, m.in. prokuratorów, sędziów, funkcjonariuszy służby więziennej i policji oraz wywierania groźbami bezprawnymi wpływu na ich prawne czynności służbowe, a nadto kierowania wobec nich gróźb bezprawnych oraz znieważania i zniesławiania tych funkcjonariuszy – podkreślił Prokopowicz.

Rzecznik kieleckiej Prokuratury Okręgowej przypomniał, że w maju zeszłego roku prokurator przedstawił Zbigniewowi S. 145 zarzutów. Przesłuchany w charakterze podejrzanego, nie przyznał się do zarzuconych mu przestępstw i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

– Mmimo tego Zbigniew S. nie zaprzestał swojej przestępczej działalności. Systematycznie gromadzony nowy materiał dowodowy uzasadniał wydanie postanowienia o uzupełnieniu mu zarzutów, ogłoszenia ich podejrzanemu, jego przesłuchania i podjęcia decyzji co do stosowania środków zapobiegawczych. Te okoliczności legły u podstaw decyzji o zatrzymaniu podejrzanego – zaznaczył Prokopowicz.

Wśród nowych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. znalazły się przestępstwa kierowania gróźb pozbawienia życia matki ministra sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. Groźby te padły w wideo opublikowanym na stronie internetowej S.

– Kolejne nowe zarzuty dotyczą czynów popełnionych przez Zbigniewa S. wspólnie i w porozumieniu z inną ustaloną osobą. Polegały na rozpowszechnianiu fałszywych zdjęć i informacji mających zdyskredytować ministra sprawiedliwości i zastępcę Prokuratora Generalnego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beatę Marczak. Ofiarą tych działań padła także żona Zbigniewa Ziobry – powiedział Prokopowicz.

Jak ustaliła prokuratura, „te działania Zbigniewa S., mają na celu wywarcie bezprawnego wpływu na pracę prokuratorów w sprawach dotyczących Zbigniewa S. i innych osób podejrzanych o popełnienie poważnych przestępstw”.

Wśród osób pokrzywdzonych bezprawnymi działaniami Zbigniewa S. są też politycy, a wśród nich prezydent RP Andrzej Duda, a także posłowie Jarosław Kaczyński i Jacek Sasin.

– Prokurator przedstawił Zbigniewowi S. zarzuty popełnienia 188 przestępstw. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Zbigniew S. nie przyznał się do popełnienia żadnego z zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień – poinformował Prokopowicz.

Dodał, że prokurator zdecydował o skierowaniu do Sądu Rejonowego w Kielcach wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego.

– Spełnione zostały wymagane przesłanki ogólne do stosowania środków zapobiegawczych, tj. uprawdopodobnienie popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów, konieczność zapobiegnięcia popełnieniu nowego ciężkiego przestępstwa, konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku śledztwa, a nadto zaistniały przesłanki szczególne w postaci uzasadnionej obawy bezprawnego utrudniania postępowania przez podejrzanego oraz uzasadnionej obawy, że podejrzany popełni przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu, zwłaszcza, że popełnieniem takich właśnie przestępstw groził – podkreślił prokurator.

Dodał, że „tylko środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania może prawidłowo zabezpieczyć dalszy tok śledztwa. Obecnie oczekujemy na decyzję sądu” – powiedział Prokopowicz.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo 16-latka w Kołobrzegu. Służby mogły zapobiec tragedii?

Wszystko wskazuje na to, że służby mogły zapobiec zabójstwu 16-letniego Sebastiana J. Podejrzewany o tę zbrodnię 17-letni Adrian W. był bowiem od 11 grudnia poszukiwany przez policję. Sąd rodzinny i nieletnich zdecydował, że 17-letni Adrian W. trafi do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Wszystko dlatego, że nie chodził do szkoły. Niestety, nastolatek nie pojawił się w placówce i od 11 grudnia był poszukiwany przez policję. Gdyby funkcjonariuszom udało się go wtedy znaleźć, być może nie doszłoby do tragedii – pisze „Super Express”.

Policja potwierdza, że chłopak był poszukiwany

– O decyzji sądu kołobrzeska policja została powiadomiona 11 grudnia. Funkcjonariusze wdrożyli odpowiednią procedurę. 17-latek nie był wcześniej notowany – powiedział dziennikowi Tomasz Kwaśnik, rzecznik prasowy policji w Kołobrzegu.

Kołobrzeg. Zabójstwo z premedytacją

Przypomnijmy: do zbrodni doszło 16 grudnia w Kołobrzegu. Tragedia wydarzyła się w poniedziałek około godz. 6.00 rano, kiedy 16-latek wychodził z domu przy ul. Rybackiej na praktyki zawodowe. Adrian W. czekał na niego przed mieszkaniem i tam zaatakował nożem. Sebastian miał sześć ran kłutych szyi i klatki piersiowej. Zginął na miejscu.

Ciało nastolatka znaleziono na klatce schodowej. Podejrzanego udało się zatrzymać w poniedziałek po południu. Po zabójstwie miał jakby nigdy nic pójść do szkoły.

Adrian W. usłyszał zarzut zabójstwa w Prokuraturze Rejonowej w Kołobrzegu. Przyznał się do winy i szczegółowo opisał dzień, w którym doszło do zbrodni. Śledczy ustalili, że młody mężczyzna zabił z premedytacją swojego przyjaciela Sebastiana J.

– On już poszedł jako zdeklarowany co do tego, że zrobi krzywdę koledze. Zaopatrzył się w nóż, poszedł z tym nożem – powiedział w TVP3 Ryszard Gąsiorowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Kołobrzeg. „Błahe motywy zbrodni”

Adrian W. tłumaczy, że zabił, bo czuł żal do Sebastiana J. Traktował go jak przyjaciela, a ten nie chciał się z nim spotykać. Nastolatkowie przyjaźnili się od kilku lat, ale 16-letni Sebastian niedawno zmienił środowisku, w którym się obracał. To spowodowało między nimi konflikt.

Jak pisała Wirtualna Polska, Sebastian J. mógł zostać zamordowany z zazdrości. Miała to być zazdrość o pełną, kochającą się rodzinę, nowych kolegów, z którymi Sebastian J. spędzał dużo czasu oraz dziewczynę, która była wcześniej partnerką Adriana W. – mówiła nam znajoma obu mężczyzn.

Zdaniem prokuratury, motywy, które podaje 17-latek, wydają się błahe, dlatego śledczy będą je weryfikować. Adriana W. będą badali biegli – psycholog i psychiatra. Prokuratorzy przeanalizują też zapisy rozmów, jakie młodzi mężczyźni prowadzili za pomocą komunikatorów internetowych i SMS-ów.
Źródło info i foto: wp.pl

Pływające zwłoki w zbiorniku wodnym. Służby zidentyfikowały ofiarę

PHOTO: PRZEMYSLAW ZIEMACKI/EAST NEWS
04.03.2012 W NYSIE KLODZKIEJ, W KLODZKU MEZCZYZNA SPACERUJACY Z PSEM ZNALAZL TOPIELCA, ZWLOKI NALEZA DO MEZCZYZNY W SREDNIM WIEKU N/Z POLICJA I PROKURATURA PODCZAS CZYNNOSCI

Makabryczne odkrycie w miejscowości Lipowa niedaleko Żywca (woj. śląskie). W korycie przepływającej przez miejscowość rzeki natrafiono na pływające zwłoki. Przybyłe na miejsce służby ustaliły, że jest to ciało 37-letniego mężczyzny.

Jak ustalił „Dziennik Zachodni”, odkrycia zwłok dokonał przechodzień przy ulicy Grzybowej. Na miejsce przybyli policjanci z prokuratorem i technikiem, którzy badali okoliczności zdarzenia. Jak przekazała serwisowi Fakt.pl Mirosława Piątek z policji w Żywcu, śledczym szybko udało się ustalić tożsamość mężczyzny.

Tragicznie zmarłym okazał się 37-latek z gminy Lipowa z Żywiecczyzny. Śledczy ustalą, czy doszło do utonięcia, czy do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tragiczny finał poszukiwań 29-latka z Gdańska

Tragiczny finał poszukiwań 29-letniego Pawła R. z Gdańska, który zaginął przed tygodniem. Nad ranem służby wyłowiły z Motławy jego ciało. Kilkadziesiąt metrów dalej nurkowie znaleźli też zwłoki starszego mężczyzny, którego tożsamość będzie dopiero ustalana przez służby.

W czwartek przed godziną 11 z Motławy wyłowiono ciało młodego mężczyzny – podały Radio Gdańsk i trójmiejska „Gazeta Wyborcza”. Policja potwierdziła, że to 29-letni Paweł R., który przed tygodniem zaginął po tym, jak wyszedł z pubu przy ulicy Chlebnickiej. Miał wrócić do domu na gdańską Olszynkę, ale nigdy tam nie dotarł. Ślad urwał się właśnie nad Motławą, gdzie po raz ostatni zarejestrowały go kamery monitoringu.

Gdańsk. Przy poszukiwaniach 29-latka znaleziono inne zwłoki

– Ciało wyłowili płetwonurkowe z Grupy Ratownictwa Specjalnego PCK Trójmiasto. Prowadzili oni poszukiwania w miejscu wytypowanym wcześniej przez policję – powiedziała w rozmowie z trójmiasto.pl Karina Kamińska z gdańskiej policji. Jak dodała, na miejsce przyjechał prokurator, który będzie wyjaśniał przyczyny śmierci mężczyzny.

Tego samego dnia nurkowie natrafili też na drugie ciało, które znajdowało się w Motławie kilkadziesiąt metrów dalej – na wysokości ulicy Stągiewnej. Jak poinformowała „Wyborcza”, to starszy mężczyzna, którego tożsamość będzie dopiero ustalana przez służby.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Czechy: Strzelanina w szpitalu w Ostrawie. Trwają poszukiwania sprawcy

W szpitalu w Ostrawie w Czechach doszło dziś do strzelaniny. Czeska policja podaje, że jest 6 ofiar śmiertelnych i publikuje wizerunek sprawcy. W sprawę zaangażowała się także polska policja. Policja zamieściła wizerunek mężczyzny, który jest sprawcą zdarzenia – jest poszukiwany. Służby podają, że sprawca przemieszcza się w srebrnoszarym Renault Laguna o rejestracji 9T57401. Polska policja również prowadzi akcję.

W czeskim szpitalu prowadzona jest akcja jednostki specjalnej policji. Filip Hanzer w TVN24

Czechy: Strzelanina w Ostrawie. Są ofiary śmiertelne

Sześć osób zginęło w strzelaninie w Szpitalu Uniwersyteckim w Ostrawie – poinformował minister zdrowia Adam Vojtech, na którego powołuje się agencja Reutera. Wcześniej policja informowała o czterech ofiarach śmiertelnych i czterech rannych, w tym dwóch ciężko. Trwa intensywne poszukiwanie sprawcy. Służby proszą o współpracę osoby, które mają wiedzę na temat sprawy.
Źródło info i foto: onet.pl

Ząbkowice Śląskie: 18-latek podejrzany o zabójstwo rodziców i brata

Rodzinna tragedia w Ząbkowicach Śląskich (woj. dolnośląskie)! 18-letni Marceli zadzwonił na policję twierdząc, że obcy mężczyzna włamał się do jego domu, a potem zamordował jego rodziców i 7-letniego brata. Jednak gdy policjanci dotarli na miejsce i zaczęli z nim rozmawiać, przyznał się, że sam zabił swoich bliskich. Na razie nie wiadomo, dlaczego zrobił coś tak potwornego.

Do tej makabrycznej zbrodni doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek w Ząbkowicach Śląskich. Jak podaje radio RMF FM, mordercą jest najprawdopodobniej 18-letni Marceli C. Chłopak powiadomił służby, że ktoś włamał się do jego domu i zamordował trzy osoby: kobietę i mężczyznę w wieku 48 lat i 7-letnie dziecko.

Dopiero gdy policjanci przyjechali na miejsce, 18-latek miał przyznać się, że to on odpowiada za masakrę. Podobno wskazał nawet, gdzie zakopał ubranie i narzędzie zbrodni. Służby na razie jednak nie zdradzają szczegółów. – Potwierdzam, że doszło do zdarzenia. Nie żyją trzy osoby, dwoje dorosłych i 7-letnie dziecko. Zatrzymano młodego mężczyznę, który jest podejrzewany o dokonanie zbrodni – mówi kom. Ilona Golec z ząbkowickiej policji.

Młody mężczyzna dziś zostanie przesłuchany. Będziemy wracać do szczegóły tej przerażającej historii.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Polska: Kwitnie handel metamfetaminą. Nad Wisłą powstał największy kanał przerzutowy w Europie

Zalewająca czeski rynek substancja wytwarzana jest dzięki nieudolności polskich funkcjonariuszy. Nad Wisłą powstał największy kanał przerzutowy w Europie.

Potwierdzają to najnowsze ustalenia Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (ECMNiN) oraz Europolu. Sytuacja na przestrzeni lat zamiast polepszać, pogarsza się. O wstydliwej nieudolności polskich służb DGP informował już w czerwcu 2017 r. (DGP z 23 czerwca 2017 r., „Czeski łącznik”). Wskazaliśmy wówczas, że sprzedawana w Polsce pseudoefedryna, dostępna choćby w popularnych lekach na kaszel, jest w hurtowych ilościach przewożona do Czech. Tam produkowana z niej jest metamfetamina.

„Metamfetamina jest przeważnie produkowana na terenie Czech w niewielkich laboratoriach. W 2015 r. wykryto 253 takie laboratoria i przejęto z nich 106,9 kg metamfetaminy o czystości wynoszącej średnio 70,4 proc. Substancja do ich produkcji pochodzi przeważnie z dostępnych bez recepty leków z Polski. Ten kraj pozostaje wciąż głównym prekursorem produkcji metamfetaminy” – pisały w 2017 r. czeskie władze do Europolu. Polskie służby obiecywały wówczas zajęcie się tą sprawą.

Pod koniec listopada br. Straż Graniczna poinformowała, że współpracując ze służbami czeskimi, rozbiła międzynarodową grupę przestępczą zajmującą się nielegalnym wywozem lekarstw z Polski do Czech i wytwarzaniem z nich metamfetaminy. Zatrzymano trzech Polaków. Ustalono, że proceder trwał od kilku miesięcy i podejrzani wywieźli z Polski tabletki, z których można było wytworzyć blisko 60 kg metamfetaminy o wartości rynkowej ponad 7 mln zł.

I choć rokrocznie łapanych jest kilkadziesiąt osób oraz zamyka się po kilka fabryk przetwarzających i składujących pseudoefedrynę (lub już gotową metamfetaminę), to sytuacja z roku na rok staje się gorsza. Jak bowiem stwierdzono w raporcie ECMNiN, nad Wisłą zorganizowane grupy przestępcze coraz częściej nie tylko skupują i przewożą półprodukt, lecz także zajmują się produkcją gotowego do zażycia narkotyku.

Co więcej, rodzime fabryki mety stają się coraz bardziej zaawansowane i nie mają już wiele wspólnego z występującą jeszcze niedawno chałupniczą robotą. Europejski raport wskazuje, że może to wynikać nie tylko ze zwiększonych nakładów finansowych czeskich i polskich grup przestępczych, lecz również większej aktywności grup przestępczych złożonych z obywateli Wietnamu. Ci ostatni coraz częściej zamieszani są w produkcję metamfetaminy na Słowacji i w Polsce oraz późniejszą jej dystrybucję na terenie Austrii i Niemiec.

– Nowy raport pokazuje dobitnie, że dotychczas podejmowane działania są nieskuteczne. Bo to, że w Polsce produkuje się amfetaminę, metamfetaminę i wywozi leki z pseudoefedryną – to od dawna nie jest tajemnica – twierdzi prof. Zbigniew Fijałek z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w latach 2005–2015 dyrektor Narodowego Instytutu Leków. Przypomina on, że formalnie podjęto w Polsce próbę ograniczenia sprzedaży leków z pseudoefedryną (ograniczenie w jednorazowej sprzedaży w aptece), ale jest ono iluzoryczne.

– Nie ma bowiem odpowiedniego systemu monitorowania sprzedaży leków z pseudoefedryną. Przez to jedna osoba może iść do dziesięciu aptek i kupić dziesięć opakowań leku. Nikt nie zapyta, po co jej aż tyle – zaznacza prof. Fijałek.

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, potwierdza, że pomimo pewnych ograniczeń w kupowaniu leków z pseudoefedryną w aptekach, zakup tych produktów na kilkanaście różnych paragonów, przejście się po kilkunastu aptekach albo po prostu nabycie kilku tysięcy opakowań prosto z hurtowni leków nie stanowi żadnego kłopotu.

Przestępcy stworzyli nawet specjalne oprogramowanie komputerowe, które wystawia kolejne paragony. W ten sposób można kupić 3,6 tys. opakowań w ciągu godziny. Wystarczy znaleźć chętną do współpracy aptekę. A tych nie brakuje. Lubuski inspektorat farmaceutyczny w ramach wykonywania rutynowych działań znalazł nawet punkt apteczny, w którym w ciągu niespełna dwóch miesięcy sprzedano 45 682 opakowania leku na przeziębienie Cirrus oraz 15 922 opakowania Sudafedu, które zawierają pseudoefedrynę. Sprzedana liczba opakowań leku Cirrus – w ciągu dwóch miesięcy – przez tenże punkt apteczny statystycznie powinna by wystarczyć 174 aptekom mieszczącym się w województwie lubuskim na 76,3 lata.

– Dzięki dobrej jakości pseudoefedryny w lekach bez recepty bez problemu – nawet w domowych warunkach – można uzyskać niezłej jakości narkotyk – zaznacza Marek Tomków.

Coraz większy kłopot wiąże się jednak z tym, że grupy przestępcze idą w hurt, nie detal. Wiedzą, że kupowanie leków w wielu aptekach jest bardziej ryzykowne niż zakup w jednej hurtowni farmaceutycznej. Profesor Zbigniew Fijałek uważa, że właśnie brak realnego nadzoru organów państwa nad obrotem hurtowym leków bez recepty jest główną przyczyną tego, że Polska stanowi metamfetaminowe zagłębie.

– Skupiamy się dziś przede wszystkim na monitorowaniu leków na receptę, głównie tych zagrożonych nielegalnym wywozem za granicę oraz leków refundowanych. To oczywiście dobrze. Rzecz w tym, że leki z pseudoefedryną nie wpisują się w te kategorie, dzięki czemu hurtownie nie mają większych problemów, aby sprzedać komuś w jednej transakcji nawet kilka tysięcy opakowań – zaznacza ekspert.

Problemy dotyczą też konstrukcji przepisów karnych. Wywóz leków z pseudoefedryną poza polskie granice może podlegać karze. Sam zakup i posiadanie ogromnych ilości jednak już nie. Główny Inspektorat Farmaceutyczny od lat zwraca na to uwagę. Gdy bowiem udaje się złapać kogoś z bagażnikiem wypchanym lekami, to trudno mu udowodnić zamiar produkcji narkotyków lub ich wywóz do Czech w celu umożliwienia produkcji. Przed sądami sprawdza się wówczas kuriozalny argument o zakupie na własny użytek.

Inspektorzy farmaceutyczni mają trudności również z karaniem współpracujących z przestępcami aptekarzy. Nie jest bowiem zakazana sprzedaż ogromnej liczby opakowań leków z pseudoefedryną, byle tylko nie sprzedawać jej w ramach jednej transakcji. Zdarzało się więc tak, że właściciel apteki tłumaczył, iż podjechało pod jego placówkę kilka autokarów wycieczkowych i każdy pasażer potrzebował akurat syropu na kaszel. Koniecznie tego z pseudoefedryną.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprzedawali gaz grzewczy jako napędowy. CBŚP i KAS rozbiły mafię paliwową

Funkcjonariusze CBŚP i KAS rozpracowali zorganizowaną grupę przestępczą. Jej członkowie wprowadzali do obrotu gaz grzewczy jako napędowy LPG, bez uiszczania należnych opłat i podatków. W akcji, podczas której zatrzymano 11 osób i przeszukano 140 obiektów, wzięło udział aż 260 przedstawicieli różnych służb.

Na trop procederu wpadli funkcjonariusze CBŚP w Łodzi, działający pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Sieradzu. Mundurowi rozpracowali zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie wprowadzali do obrotu, po konkurencyjnych cenach, gaz grzewczy jako gaz do zasilania silników spalinowych, czyli stanowiący paliwo samochodowe.

Ponad trzy mln strat tylko przez pół roku

– Nielegalne zmiany przeznaczenia gazu odbywały się bez odprowadzania należnego podatku VAT, akcyzowego i dochodowego oraz opłaty paliwowej. Sprzedaż gazu pomiędzy współpracującymi podmiotami, w tym stacjami LPG, najczęściej odbywała się bez faktur VAT lub ilość zakupionego gazu jako paliwa LPG w dokumentacji była znacznie zaniżona – informuje komisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie grupy mogli działać od kilku lat na terenie kilku województw. Funkcjonariusze wstępnie oszacowali, że tylko w okresie sześciu miesięcy Skarb Państwa mógł być narażony na uszczuplenia wynoszące co najmniej 3,3 mln zł. Trwają wyliczenia strat, jakie mógł ponieść Skarb Państwa w całym okresie działania grupy.

Po zebraniu informacji mundurowi z CBŚP zorganizowali wspólne działania z funkcjonariuszami Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi i jednostek jej podległych oraz łódzką i śląską Krajową Administracją Skarbową. W akcji, przeprowadzonej na terenie woj. łódzkiego, mazowieckiego, wielkopolskiego i śląskiego, udział wzięło 260 funkcjonariuszy.

Przeszukano 140 mieszkań i firm

– Zatrzymano 11 podejrzanych i przeszukano ponad 140 miejsc zamieszkania, użytkowania i siedzib podmiotów gospodarczych. Zabezpieczono została dokumentacja, komputery, nośniki danych i telefony, które są teraz poddawane dokładnej analizie – relacjonuje Iwona Jurkiewicz.

W Prokuraturze Okręgowej w Sieradzu zatrzymani usłyszeli zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie i przestępstw z kodeksu karnego skarbowego. Jedna z osób odpowie za kierowanie gangiem. Sąd podjął decyzję o tymczasowym areszcie dla siedmiu osób. Wszystkim podejrzanym grozi wieloletnie więzienie.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Nieautoryzowany samolot w przestrzeni powietrznej Waszyngtonu. Tymczasowo zamknięto Biały Dom

Biały Dom został tymczasowo zamknięty po tym, jak w strefę powietrzną Waszyngtonu wleciał niezidentyfikowany i nieautoryzowany samolot. Jak podaje CNN, na zwiad wysłano myśliwce. Niezidentyfikowany samolot wleciał w zamkniętą przestrzeń powietrzną Waszyngtonu. Amerykańskie służby od razu uruchomiły procedury alarmowe – początkowo nie udało się ustalić, czy samolot leciał z „wrogą misją” – czytamy na CNN. W stan gotowości postawiono lokalną policją, a także służby powietrzne.

W związku z wtargnięciem samolotu, Biały Dom został zamknięty, jednak po 20 minutach alarm odwołano.

Samolot wykryto około godziny 9 rano lokalnego czasu. Secret Service wydało oficjalne oświadczenie, w którym poinformowało, że blokadę uruchomiono z powodu „potencjalnego naruszenia zamkniętej strefy powietrznej regionu stołecznego” – podaje NBC.

Około godziny 9.28 Narodowe Siły Powietrzne poinformowały na swoim koncie na Twitterze, że na tym etapie uznano, że samolot „nie stanowił zagrożenia”. Póki co nieznane są dalsze szczegóły incydentu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl