Wzrosła liczba ofiar po eksplozji w Bejrucie, urzędnicy portowi w areszcie

Władze Libanu wprowadziły w Bejrucie dwutygodniowy stan wyjątkowy. Poinformowano też, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 135, a rannych jest już ponad pięć tysięcy osób. Służby ratunkowe nadal nie są w stanie oszacować liczby mieszkańców, którzy zostali uznani za zaginionych. Urzędnicy pracujące w porcie w Bejrucie trafili do aresztu domowego – poinformowała agencja Bloomberg.

Liban w związku z ogromnymi zniszczeniami po eksplozji w porcie wprowadził na dwa tygodnie stan wyjątkowy w stolicy kraju, Bejrucie. Władze poinformowały, że wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do co najmniej 135, a liczba rannych – do pięciu tysięcy. Pomoc wciąż nie dotarła do wszystkich poszkodowanych – część osób znajduje się pod gruzami. – Ofiary i ranni są dosłownie wszędzie – powiedział cytowany przez BBC szef libańskiego Czerwonego Krzyża George Kettani.

Trudna do określenia liczba osób jest uznawana za zaginione, a służby ratunkowe alarmują, że liczba ofiar najprawdopodobniej znacznie wzrośnie. Wybuch zniszczył lub uszkodził połowę budynków w mieście i pozbawił dachu nad głową 300 tysięcy osób, czyli 1/10 populacji Bejrutu. – Duża część miasta nie nadaje się do zamieszkania. Tysiące osób są bezdomne. Niektórzy znaleźli schronienie u rodzin i przyjaciół, ale inni spali w nocy w mieszkaniu bez drzwi, okien i prądu – powiedział Polskiemu Radiu Gregg Carlstrom, korespondent tygodnika “The Economist” w Bejrucie.

Rząd Libanu podjął decyzję o umieszczeniu w areszcie domowym wszystkich urzędników w porcie w Bejrucie, którzy pracowali tam od 2014 roku i nadzorowali m.in. kwestię bezpieczeństwa. Będą tam czekać na przeprowadzenie dochodzenia w sprawie wybuchu – podała agencja Bloomberg, powołując się na lokalną telewizję LBCI TV.

W porcie w Bejrucie, w którym doszło do wybuchu, przez ostatnie sześć lat przechowywano niemal 3 tysiące ton azotanów bez należytych zabezpieczeń. Wśród ofiar są przede wszystkim Libańczycy, ale także obywatele Francji i Grecji. Według polskiego MSZ, nie ma informacji, by w eksplozji ucierpieli Polacy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tragiczny finał poszukiwań 87-latka

Po trwającej cztery dni akcji poszukiwawczej, strażaccy płetwonurkowie wyłowili z częstochowskiego zbiornika „Michalina” ciało zaginionego w miniony wtorek 87-latka z tego miasta. Wszystko wskazuje na to, że senior utopił się podczas kąpieli. Wcześniej na brzegu znaleziono jego rzeczy.

O zakończeniu wszczętej w minioną środę akcji poinformowała w niedzielę śląska policja. Zaginięcie 87-latka zgłosiła rodzina, zaniepokojona jego nieobecnością. Ustalono, że dzień wcześniej senior wypoczywał nad wodą; znaleziono tam torbę z jego rzeczami i telefon.

Rozpoczęły się trwające cztery dni poszukiwania, prowadzone zarówno w okolicy zbiornika, jak i w wodzie. W sobotę płetwonurkowie ze specjalistycznej jednostki strażackiej w Bytomiu odnaleźli i wyłowili ciało mężczyzny. Okoliczności jego śmierci wyjaśniają teraz policjanci, pod nadzorem częstochowskiej prokuratury.

Jak wynika z policyjnych statystyk, w lipcu tego roku w woj. śląskim utonęło 6 osób, podczas gdy w lipcu rok wcześniej – jedna. W sierpniu zeszłego roku w regionie utonęło 5 osób. Policja apeluje o rozsądek i przestrzeganie zasad bezpiecznego wypoczynku nad wodą.

– Nie bądźmy obojętni i zwracajmy uwagę na innych wypoczywających nad wodą – nasza reakcja na zagrożenie może uratować komuś życie – przypominają częstochowscy policjanci.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Włochy: Sąd skazał sprawców wywołania paniki w zatłoczonej dyskotece. Zginęło 6 osób

Na kary od 10 do 12 lat więzienia skazał w czwartek sąd w Ankonie sześciu młodych mężczyzn – Włochów i imigrantów, którzy przed dwoma laty rozpylili gaz pieprzowy w zatłoczonej dyskotece, gdzie w wyniku wybuchu paniki zginęło sześć stratowanych osób.

Ofiary to pięcioro nastolatków i młoda kobieta.

Do tragedii doszło w grudniu 2018 roku w dyskotece w miejscowości Corinaldo w regionie Marche, gdzie gang złodziei w wieku około 20 lat rozpylił wśród uczestników zabawy substancję drażniącą, by okraść ich z biżuterii i innych cennych przedmiotów. Wybuchła panika, w trakcie której podczas ucieczki ludzie tratowali się nawzajem.

Skazani to mieszkańcy okolic miasta Modena. Śledztwo wykazało, że podobnych ataków dokonali wcześniej w innych lokalach, ale nikt nie został poszkodowany. Trzech sprawców przeprosiło w sali sądowej rodziny ofiar. Mąż kobiety, która zginęła, powiedział, że wolałby, aby zapadł wyrok 18 lat więzienia, jakiego domagał się prokurator. Zaznaczył, że za to, co się stało, „nie ma odpowiedniej kary”.
Źródło info i foto: TVP.info

Rodzice aresztowani w związku ze śmiercią miesięcznego Wiktora z Rudy Śląskiej. Usłyszeli zarzuty

O aresztowaniu rodziców podejrzanych ws. śmierci miesięcznego chłopca z Rudy Śląskiej, który w środę zmarł w szpitalu w Katowicach, zdecydował w piątek wieczorem Sąd Rejonowy w Gliwicach. Wcześniej oboje rodzice usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach zarzuty znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, a także spowodowania urazu, którego skutkiem była jego śmierć.

Jak poinformowała prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury, sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu wobec obojga rodziców. Prokuratura przesłuchała w piątek zatrzymanych jeszcze w środę rodziców Wiktora – 29-letnią matkę i 30-letniego ojca. W piątek rano na podstawie wyników sekcji zwłok podała, że przyczyną śmierci dziecka był rozległy uraz czaszkowo-mózgowy.

Zarzuty dla rodziców

O zarzutach przedstawionych po kilkugodzinnym przesłuchaniu poinformowała w piątek po południu prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury.

– Matce małoletniego Wiktora przedstawiono dwa zarzuty: pierwszy zarzut dotyczy znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem (…). Drugi zarzut dotyczy natomiast udzielania pomocy do zabójstwa małoletniego dziecka – powiedziała prok. Spruś.

Przypomniała, że pierwszy z tych czynów jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 8, a drugi – podobnie jak samo dokonanie zabójstwa – karą od 8 lat do dożywocia.

– Ojcu przedstawiono dwa zarzuty. Pierwszy zarzut jest zarzutem łącznym: znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem i spowodowania u niego urazu czaszkowo-mózgowego, którego skutkiem była śmierć małoletniego dziecka – wskazała prok. Spruś.

– Natomiast drugi z zarzutów dotyczy sprawy z ub. roku, która była prowadzona w Rudzie Śląskiej, a która została przejęta do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach – i jest to zarzut spowodowania obrażeń ciała u małoletniej Wiktorii (starszej siostry Wiktora – red.): złamania trzech żeber, naruszających czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – dodała.

Pierwszy z zarzuconych ojcu czynów jest zagrożony karą dożywocia; drugi – karą od 3 miesięcy do lat 5 pozbawienia wolności.

Nie przyznali się do winy

– Oboje podejrzani nie przyznali się do stawianych im zarzutów. W swoich bardzo obszernych wyjaśnieniach przedstawili swoją wersję, natomiast z uwagi na to, że konieczna jest weryfikacja tych wyjaśnień, nie mogę przytoczyć ich szczegółów – zastrzegła prok. Spruś.

Zasygnalizowała, że prowadzący sprawę prokurator złoży jeszcze w piątek do Sądu Rejonowego w Gliwicach wniosek o tymczasowe aresztowanie obojga rodziców. Posiedzenie aresztowe – według ustaleń prokuratury – miałoby się odbyć w sobotę rano. Prokuratura badała już wcześniej i umorzyła postępowanie ws. obrażeń ciała u dziewczynki. Ubiegłoroczna opinia biegłego była niejednoznaczna. Nie wskazała, w jaki sposób mogło dojść do urazu. Teraz to postępowanie wznowiono i połączono ze sprawą śmierci miesięcznego Wiktora.

Pytana w piątek o tę kwestię prok. Spruś zaznaczyła, że nie zna całości materiału w tym postępowaniu i nie wie, czy uzyskano w nim kolejną opinię czy też zreinterpretowano dotychczasową. W tej sprawie sąd uchylił decyzję o umorzeniu wskutek zażalenia wywiedzionego przez kuratora dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmierć w czasie sąsiedzkiej kłótni

Sprzeczka z sąsiadem zakończyła się śmiercią 72-letniego mieszkańca Czeladzi. Powodem kłótni miało być odstraszanie gołębi przy użyciu pistoletu hukowego. Śląska policja informuje, że do zdarzenia doszło w środę wieczorem. 45-letni mieszkaniec kamienicy przy ul. 21 Listopada w Czeladzi zwrócił swojemu 72-letniemu sąsiadowi uwagę, że ten wcześniej odstraszał gołębie przy użyciu broni hukowej.

Doszło do kłótni, a następnie szamotaniny, w wyniku której obaj spadli „ze znacznej wysokości”. „Obrażenia doznane w wyniku upadku okazały się dla 72-latka śmiertelne” – opisuje policja. Próba reanimacji starszego mężczyzny nie przyniosła skutku.

Badanie wykazało, że 45-latek miał dwa promile alkoholu. Sprawą zajmuje się prokurator. Mężczyźnie za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polska: Wykryto nowy, bardzo niebezpieczny narkotyk

Pierwszy raz w Polsce wykryto bardzo niebezpieczny narkotyk pod nazwą etazen, należący do grupy opioidów. Jest 60 razy mocniejszy niż morfina. Zażycie może prowadzić do śmierci – ostrzega główny inspektor sanitarny. Sanepid podał, że w ostatnim czasie pierwszy raz wykryty został w Polsce etazen, nowy, bardzo niebezpieczny narkotyk z grupy opioidów. Był on oferowany w Łodzi jako dopalacz, jako szary proszek o wysokim stężeniu (czysta substancja).

Narkotyk ten jest szczególnie niebezpieczny ze względu na jego właściwości toksyczne i dużą siłę działania.

„Przyjmuje się, że jest 60 razy mocniejszy niż morfina” – zaznacza GIS.

Opisuje dalej reakcję po zażyciu tego dopalacza. Osoba pod wpływem opioidów jest zwykle „splątana” i podsypiająca, ma zaburzenia świadomości, wąskie szpilkowate źrenice, zwolnioną czynność serca (bradykardię), niskie ciśnienie tętnicze, groźne dla życia zaburzenia oddechowe. Może też dojść u niej do całkowitego zatrzymania oddechu i w rezultacie do śmierci.

GIS instruuje, że takiej osobie w ramach pomocy przedlekarskiej należy udrożnić drogi oddechowe, ułożyć w pozycji bezpiecznej i wezwać pogotowie (tel. 112). Ratownicy medyczni powinni zabezpieczyć funkcję oddechową i bezzwłocznego podać specyficzną odtrutkę (nalokson), a potem przewieźć do najbliższego szpitala.

GIS informuje także, że narkotyk sprzedawany jest jako tabletki, proszki, ziołowe lub plastyczne mieszanki, jak również liquidy do palenia czy areozole do nosa. Często zmienia skład i stężenie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tragiczny finał poszukiwań aktorki. Policja potwierdza: znalezione ciało należy do Nai Rivery

Szeryf hrabstwa Ventura poinformował, że ciało wyłowione w poniedziałek z jeziora Piru w Kalifornii należy do zaginionej przed niemal tygodniem aktorki Nai Rivery. Wcześniej taką informację nieoficjalnie podawał portal TMZ.

Informację szeryf przekazał na specjalnej konferencji prasowej, która transmitowana była online na żywo. Pojawiła się ona również na Twitterze.

„Konferencja prasowa zakończyła się. Szeryf Ayub potwierdził, że zwłoki znalezione dziś w jeziorze Piru należą do Nai Rivery. W tym trudnym czasie nasze serca kierują się do jej rodziny, przyjaciół i fanów. Przeprowadzona zostanie sekcja zwłok w celu ustalenia przyczyny jej śmierci” – napisano na oficjalnym koncie szeryfa na Twitterze. Policja wykluczyła samobójstwo i udział osób trzecich. Jak przekazano, śmierć aktorki to nieszczęśliwy wypadek.

Aktorka zaginęła w środę po tym, jak poszła popływać łódką z 4-letnim synkiem. Po kilku godzinach dryfującą łódź zauważył żeglarz. Następnie okazało się, że znajduje się na niej synek Rivery.

Chłopiec powiedział policjantom, że mama wskoczyła do wody i już nie wypłynęła. Poszukiwania trwały sześć dni. Były bardzo utrudnione przez fakt, że jezioro ma grząskie dno i znajduje się na nim wiele roślin i głęboki muł.

Naya Rivera miała 33 lata. Była piosenkarką, aktorką i modelką. Przełomowa w jej karierze była rola Santany Lopez w serialu „Glee”. Riverę w mediach społecznościowych żegnają zrozpaczeni przyjaciele i fani.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja: Strzelanina pod nocnym klubem. Nie żyje brat znanego piłkarza

epa08541935 Serge Aurier (L) of Tottenham in action against Kieran Tierney (C) of Arsenal during the English Premier League soccer match between Tottenham Hotspur and Arsenal FC in London, Britain, 12 July 2020. EPA/Tim Goode/NMC/Pool EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorized audio, video, data, fixture lists, club/league logos or ‚live’ services. Online in-match use limited to 120 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications.
Dostawca: PAP/EPA.

We francuskiej Tuluzie doszło do strzelaniny pod jednym z nocnych klubów. Zginął w niej Christopher Aurier, brat znanego piłkarza Wybrzeża Kości Słoniowej, Serge’a Auriera, grającego obecnie w Tottenhamie. Aurier został postrzelony w brzuch. Mimo że na miejscu niemal natychmiast pojawiły się służby ratunkowe, nie udało się go uratować. Miał zaledwie 26 lat.

Strzelanina miała miejsce w nocy z niedzieli na poniedziałek, około godz. 5.00 nad ranem. Kilka godzin wcześniej Serge Aurier, brat ofiary, rozegrał 90 minut w meczu jego Tottenhamu z Arsenalem. Koguty wygrały 2:1 po bramkach Heung-min Sona i Toby’ego Alderweirelda. Dla Kanonierów trafił Alexandre Lacazette.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wraca sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Nurkowie weszli do studni w poszukiwaniu ciała

Portugalskie służby przeszukały trzy studnie w pobliżu resortu Paria da Luz, w którym 13 lat temu zaginęła Madeleine McCann – ujawnił brytyjski „The Mirror”. Operacje trwały łącznie 8 godzin, a nurkowie używali specjalistycznego sprzętu. Śledczy nie ujawniają, czy natrafiono na ciało lub nowe dowody w sprawie zaginięcia dziecka.

Według „The Mirror” poszukiwania prowadzono w czwartek na terenie miejscowości Vila do Bispo, znajdującej się ok. 16 kilometrów od Praia da Luz. Najgłębsza ze studni miała głębokość ok. 4 metrów, a nurkowie korzystali ze specjalistycznego sprzętu.

Poszukiwania prowadzono na plaży, w pobliżu której mieszkał w 2007 r. Christian B. – główny podejrzewany w sprawie. Niemiecka prokuratura jest przekonana, że to właśnie ten mężczyzna, w przeszłości skazany m.in. za pedofilię i posiadanie narkotyków, stoi za zaginięciem dziewczynki.

Śledczy na razie nie ujawniają szczegółów akcji. Rodzice Madeleine do tej pory nie zostali poinformowani o żadnych nowych tropach.

Przełom w sprawie

Madeleine McCann zniknęła 3 maja 2007 roku z wakacyjnego apartamentu w portugalskiej miejscowości Praia da Luz, gdy jej rodzice udali się do restauracji na kolację. Śledczy zakładali, że dziewczynkę porwano. Przez pewien czas nie wykluczano nawet, że sprawcami byli jej rodzice.

Przełom w sprawie nastąpił na początku czerwca tego roku. Niemieckie służby uważają, że uprowadzenia dziewczynki dokonał 43-letni Christian B. Na trop mężczyzny śledczy wpadli po odnalezieniu dwóch należących do niego samochodów – osobowego oraz kampera. Oba auta były widziane w Praia da Luz w czasie, kiedy porwano Maddie. Mężczyzna mieszkał tam przez 12 lat. Okradał domy wczasowe i handlował narkotykami.

B. przebywa aktualnie w więzieniu w Kolonii. Odbywa wyrok 21 miesięcy pozbawienia wolności za handel narkotykami i 7 lat pozbawienia wolności za gwałt na 72-letniej Amerykance w tej samej miejscowości, w której zaginęła Madeleine.

Telefon, czat i dziecięca pornografia

Prowadzący sprawę prokurator Hans Wolters z Brunszwiku przekazał kilka tygodni temu, że w dniu zaginięcia Madeleine Christian B. wykonał połączenie w pobliżu pokoju hotelowego jej rodziców w Praia da Luz. Dodatkowo, w 2013 r., sześć lat po zaginięciu dziewczynki, B. miał udzielać się na czatach dla pedofilów. Pisał o tym, że chce odbyć stosunek seksualny z małą dziewczynką.

W 2016 r. roku niemieccy policjanci przeszukali teren opuszczonej fabryki skrzynek należącej do Christiana B. Śledczy odnaleźli zakopane kości psa, a pod nimi nośniki danych USB z dziecięcą pornografią. Przechwycono łącznie 8 tys. zdjęć i nagrań. Śledczy nie wykluczają, że autorem części z nich jest sam B.

Prokuratura twierdzi, że dziewczynka nie żyje. Wolters osobiście napisał list do rodziców Maddie jednak nie ujawnił jego treści. Państwo McCann przekazali w oświadczeniu, że czekają na namacalne dowody w sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w centrum handlowym w Alabamie. Nie żyje 8-letni chłopiec

Podczas strzelaniny w centrum handlowym w Alabamie w USA został postrzelony 8-latek. Chłopiec zmarł w czasie drogi do szpitala. Podczas strzelaniny w centrum handlowym Riverchase Galleria w Alabamie (USA) zginął 8-latek. Jak podaje repubblica.it, chłopiec zmarł w czasie transporu do szpitala. Poza tym 3 osoby zostały ranne. Centrum handlowe zostało ewakuowane.

USA. Nie wiadomo, ile osób strzelało

Nie wiadomo jeszcze, ilu uzbrojonych bandytów wzięło udział w strzelaninie w USA. Annalisa Pope, która pracuje w Hollister w centrum handlowym w Alabamie, cytowana przez repubblica.it, zeznała, że słyszała 6-7 strzałów. Odgłosy dobiegały z różnych stron. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że strzelających osób było więcej niż jedna.
Źródło info i foto: wp.pl