Zwłoki noworodka znalezione w kontenerze na śmieci przy polskiej granicy

Zwłoki noworodka znaleziono w kontenerze na śmieci w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim – podaje ”Onet”. Czeska policja apeluje do Polaków o pomoc w wyjaśnieniu okoliczności śmierci dziecka.

Do makabrycznego odkrycia przy polsko-czeskiej granicy w Karwinie doszło na początku lipca. Zwłoki noworodka umieszczone w kontenerze na śmieci odnalazł bezdomny mężczyzna. Ciało było zawinięte w ubrania i pościel. Policja w Czechach nie jest w stanie ustalić tożsamości matki dziecka – podaje ”Onet”.

„Zwracamy się do opinii publicznej z prośbą o pomoc. Interesują nas informacje związane z kobietą, która była w ciąży i nie ma z nią dziecka. Zwracamy się również do lekarzy o pomoc” – GABRIELA POKORNÁ, RZECZNIK POLICJI W KARWINIE

Czeska policja opublikowała zdjęcie pościeli znalezionej przy dziecku. W wyjaśnienie okoliczności śmierci dziecka może zaangażować się polska policja. Każda osoba posiadająca informacje na temat śmierci noworodka, proszona jest o kontakt z najbliższym posterunkiem policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

24-letnia kobieta z zarzutem zabójstwa. Sprawa dotyczy śmierci 31-latka z okolic Słupska

​Zarzut zabójstwa usłyszała kobieta zatrzymana w sprawie śmierci 31-latka z okolic Słupska. Zdecydowano także o jej aresztowaniu. W nocy z piątku na sobotę, po spotkaniu ze znajomymi w miejscowości Głobino, mężczyzna trafił do szpitala. Nie udało się go uratować. Śmiertelny okazał się cios zadany ostrym narzędziem w klatkę piersiową. Według ustaleń śledczych cios miała zadać 24-letnia kobieta. To ona usłyszała zarzut. Przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia.

Prokuratorzy nie chcą jednak mówić na tym etapie sprawy o szczegółach, m.in. ze względu na pojawiające się w sprawie dopalacze – usłyszał nasz dziennikarz od prokuratora rejonowego w Słupsku Piotra Nierebińskiego.

W sprawie zatrzymano też trzy inne osoby. Wszyscy zostali zwolnieni.

24-latka została tymczasowo aresztowana
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest śledztwo prokuratury ws. zabójstwa 9-miesięcznego dziecka

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 9-miesięcznego dziecka w Olecku (woj. warmińsko-mazurskie) – podała TVN24. Sekcja zwłok wskazuje na udział osób trzecich. Jak podały lokalne media, zgłoszenie o śmierci dziecka w Olecku napłynęło do służb w piątek wieczorem. Lekarz potwierdził zgon 9-miesięcznego dziecka – pisała „Gazeta Olsztyńska”.

W niedzielę ujawniono, że wyniki sekcji zwłok dziewczynki wskazują na śmierć w wyniku działania osób trzecich – przekazała telewizja TVN24 na podstawie informacji z prokuratury. Wszczęto śledztwo w sprawie zabójstwa. Zatrzymano rodziców 9-miesięcznej dziewczynki. Dla dobra śledztwa prokuratorzy nie udzielają na razie więcej informacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Byli policjanci skazani

Przed wrocławskim sądem zapadł wyrok w sprawie czterech byłych już policjantów oskarżonych po śmierci Igora Stachowiaka. Łukasz R., który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień – donosi reporterka Radia ZET.

Igor Stachowiak został zatrzymany na wrocławskim Rynku i przewieziony do jednego z komisariatów, ale do domu już nie wrócił. Na ławie oskarżonych w procesie w sprawie śmierci 25-latka zasiadało czterech byłych policjantów. To oni, Łukasz R., Paweł G., Paweł P. oraz Adam W., w dniu śmierci mężczyzny pełnili służbę jako funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto. 

Zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności. Prokuratura stwierdziła jednak, że „wyczerpująco zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy nie daje podstaw do skierowania aktu oskarżenia w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora S.” Prokurator domagał się 2,5 roku więzienia dla Łukasza R, a dla pozostałych oskarżonych po 1,5 roku. Z kolei obrońcy chcieli ich uniewinnienia.

Byli policjanci skazani w procesie ws. śmierci Stachowiaka

W piątek w sprawie zapadł wyrok. Łukasz R. który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień i znęcania się nad zatrzymanym . Mężczyzna usłyszał wyrok 2,5 roku wiezienia. Pozostali oskarżeni dostali po 2 lata.

Śmierć Igora Stachowiaka

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na wrocławskim Rynku. Zmarł na komisariacie policji Wrocław Stare Miasto niedługo po tym, jak kilkukrotnie rażono go paralizatorem.

Według pierwszej opinii lekarzy, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa. Tę samą przyczynę biegli medycy sądowi potwierdzili przed sądem. Zeznali, że Stachowiak był pod wpływem narkotyków i został kilkakrotnie rażony paralizatorem, a te czynniki w połączeniu doprowadziły do niewydolności.

Śledztwo dotyczące przekroczenia uprawień przez funkcjonariuszy policji i nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka wszczęła Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Starego Miasta. Decyzją Prokuratury Krajowej postępowanie zostało jednak przekazane Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu.

Podczas śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, powołano biegłych lekarzy medycyny sądowej, biegłych z zakresu fonoskopii, biologii, toksykologii, genetyki, informatyki, daktyloskopii oraz z dziedziny taktyki i techniki interwencji. Zabezpieczono dokumenty oraz nagrania z monitoringu, paralizatora i telefonów komórkowych. Przeprowadzono też eksperyment procesowy.

Po śmierci Stachowiaka w maju 2016 r. pod komisariatem przez kilka dni trwały zamieszki. Mieszkańcy protestowali, sugerując, że policjanci doprowadzili do śmierci zatrzymanego. Za spowodowanie tych zamieszek i naruszenie nietykalności policjantów oskarżono i skazano kilkadziesiąt osób.

W maju 2017 roku telewizja TVN ujawniła nagrania z kamery paralizatora, którego funkcjonariusze użyli wobec Stachowiaka na komisariacie, ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak odwołał komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu. Stanowiska stracili też komendant miejski i zastępca komendanta komisariatu Stare Miasto.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Są nowe informacje

Chociaż od śmierci Magdaleny Żuk minęły już dwa lata, wciąż nieznane są okoliczności tego zdarzenia. Już teraz wiadomo, że dochodzenie w sprawie zostanie przedłużone.

Początkowo śledczy zamierzali prowadzić dochodzenie w sprawie śmierci Magdaleny Żuk do końca czerwca tego roku. Prawdopodobnie zostanie ono jednak przedłużone. – Będziemy wnosić do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu o przedłużenie śledztwa na dalszy czas – powiedział w rozmowie z Onetem prokurator Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Wciąż jednak nie wiadomo, czy strona egipska wysłała do Polski dokumenty, bez których niemożliwe jest uzyskanie uzupełniającej opinii biegłych specjalizujących się w psychiatrii i toksykologii. Jak podaje Onet, dalsze informacje w sprawie mają pojawić się w przyszłym tygodniu.

Matka postawiła warunek

Po śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie pojawiły się teorie, że kobieta zmagała się z problemami psychicznymi, co mogło pchnąć ją do targnięcia się na swoje życie. Z taką interpretacją zdarzeń nie zgadza się matka zmarłej 27-latki. – Próbowano już wmówić opinii publicznej, że Magda cierpiała na chorobę psychiczną i dlatego tak się zachowywała. To wszystko bzdura! Znam swoje dziecko! Była zdrowa! – powiedziała Elżbieta Żuk w styczniowej rozmowie z „Super Expressem”.

Wiadomo już, że kobieta zmarła na skutek obrażeń po tym, jak wyskoczyła przez okno w szpitalu, a przed śmiercią nie została zgwałcona. Nie wiadomo jednak, dlaczego szarpała się z personelem szpitalnym i zachowywała w dziwny sposób. – Daję prokuraturze czas do czerwca. Jeśli do tego czasu nie rozwiążą tej sprawy, to ujawnię wszystkie tajemnice śledztwa – powiedziała Elżbieta Żuk. Nie zdradziła jednak, o jakie „tajemnice” chodzi. – Wiele razy słyszałam, że jeśli pisnę choć słówko, to trafię do więzienia na trzy lata. Ale teraz uznałam, że ważniejsza dla mnie jest prawda – podsumowała.

Śmierć Magdaleny Żuk

Sprawą Magdaleny Żuk w 2017 roku żyła cała Polska. 27-letnia kobieta miała jechać do Egiptu ze swoim partnerem, ostatecznie jednak pojechała sama. Po dwóch dniach partnera kobiety zaniepokoiło jej zachowanie i w porozumieniu z touroperatorem zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety, trafiła ona do miejscowego szpitala. W tym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że jest w ciężkim stanie. Kilka godzin później Magdalena Żuk zmarła, rzekomo w wyniku obrażeń doznanych na skutek upadku z wysokości, z pierwszego lub drugiego piętra szpitala.

W ramach śledztwa prokurator zwrócił się do strony egipskiej o pomoc prawną. Chodziło m.in. o przesłuchanie świadków (pracowników hoteli, personelu placówek medycznych) oraz uzyskanie dokumentów istotnych z punktu widzenia śledztwa, w tym badań toksykologicznych i wyników z sekcji zwłok.

Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazali w opinii z 30 sierpnia 2017 roku, że zmiany urazowe świadczą, że przyczyną zgonu był upadek z wysokości. Nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Dominikana: Seria zgonów w luksusowych hotelach. Jest śledztwo FBI

Sześcioro amerykańskich turystów zmarło w ciągu ostatniego roku w tajemniczych okolicznościach na Dominikanie – podaje „New York Post”. Śledztwo w tej sprawie wszczęło FBI – czytamy. Jak podaje portal, FBI rozpoczęło śledztwo po doniesieniach o śmierci szóstego turysty. Ostatnią ujawnioną ofiarą jest 67-letni Robert Wallace z Kalifornii. Mężczyzna przebywał w kwietniu bieżącego roku w Hard Rock Hotel & Casino w kurorcie Punta Cana na Dominikanie.

Jak twierdzi rodzina zmarłego, mężczyzna źle się poczuł po wypiciu whisky z minibaru. Trzy dni później zmarł.

Portal przypomina, że 67-latek to szósty tajemniczy zgon w luksusowych kurortach Dominikany. Wcześniej, w lipcu 2018 roku, w tym samym hotelu zmarł 45-letni Amerykanin. Rodzina ofiary nadal nie wie, co było przyczyną zgonu.

Kolejne zgony miały miejsce w hotelu Bahia Principe. 41-letnia Miranda Schaup-Werner przebywała we wspomnianym hotelu w maju. Podobnie jak Robert Wallace, wypiła drinka z minibaru i wróciła do pokoju. Niedługo później znaleziono ją nieprzytomną.

Niespełna tydzień później znaleziono kolejne ciała – Edwarda Holmesa i Cynthii Day. Śmierć pary narzeczonych także jest tajemnicza.

Jak relacjonuje portal, dziwne okoliczności śmierci dotyczą również 51-letniej Yvette Monique Sport. W czerwcu ubiegłego roku przebywała ona w hotelu Bahia Principe. W tej historii również pojawia się drink z minibaru. Kobieta ostatni raz widziana była, gdy pije trunek. Później znaleziono ją nieprzytomną w pokoju.
Źródło info i foto: interia.pl

Dwoje Amerykanów znaleziona martwa w hotelu. Pięć dni wcześniej zmarła tam inna kobieta

Para Amerykanów została znaleziona martwa w pokoju hotelowym na Dominikanie. Zaledwie pięć dni wcześniej, w tym samym hotelu zmarła inna Amerykanka. Przyczyna śmierci całej trójki jest taka sama. Departament Stanu informuje jednak, że nie mają informacji o tym, że między sprawami jest powiązanie.

W jednym z hoteli na Dominikanie personel znalazł ciała pary ze Stanów Zjednoczonych. Goście przyjechali tam 25 maja i mieli wyjechać dwa dni później. Gdy nie wymeldowali się z hotelu, pracownicy postanowili sprawdzić, co się z nimi dzieje.

Dominikana. Para znaleziona martwa w hotelu. Kilka dni wcześniej tak samo zmarła tam inna kobieta
63-letni Edward Nathaniel Holmes i 49-letnia Cynthia Ann Day zostali znalezieni w swoim pokoju hotelowym. Policja stwierdziła, że na ich ciałach nie było śladów przemocy, ale ich śmierć uznano za podejrzaną, ponieważ Holmes tego samego dnia wcześniej skarżył się na bóle w klatce piersiowej. Nie chciał jednak pomocy lekarskiej. Kilka godzin później już nie żył. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci pary była niewydolność oddechowa.

Jak podaje ABC News, pięć dni wcześniej w tym samym hotelu na Dominikanie zmarła inna Amerykanka – 41-letnia Miranda Schaupp-Werner. Przyczyną śmierci kobiety również była niewydolność oddechowa i obrzęk płuc. O sprawie poinformował pełnomocnik rodziny Schaupp-Werner, który uważa, że sprawa śmierci pary i jego klientki są powiązane. Powiedział ABC News, że śmierć 41-latki była niespodziewana i nagła, podkreślił, że kobieta nie miała wcześniej żadnych problemów zdrowotnych. Miranda Schaupp-Werner zmarła niedługo po zameldowaniu się w hotelu. Jej mąż, którzy był z nią w pokoju, powiedział, że po wypiciu drinka z pokojowego minibarku, jego żona nagle źle się poczuła, a chwilę później straciła przytomność.

Gdy rodzina Schaupp-Werner dowiedziała się, że pięć dni później w tym samym hotelu zmarły kolejne dwie osoby, nabrała podejrzeń. Podejrzewają, że cała trójka Amerykanów mogła zostać otruta i poprosili o interwencję amerykańskie służby. – Nie przeprowadzono badań toksykologicznych i nie zbadano drinka, którego wypiła pani Shaup-Werner ani szklanki, z której go wypiła – mówi Jay McDonald, pełnomocnik rodziny.

Departament Stanu USA poinformował, że cały czas monitoruje sprawy związane ze śmiercią trójki obywateli Stanów Zjednoczonych, ale dodaje, że według wiedzy jaką posiada, nie istnieje żaden związek między tymi tragicznymi przypadkami. Lokalne władze na Dominikanie prowadzą śledztwo kryminalne tylko w sprawie Holmesa i Day. W sprawie Mirandy Schaupp-Werner stwierdzono, że jej śmierć nie była podejrzana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tragiczny finał poszukiwań zaginionego 32-latka

Andrzej Bober nie żyje. Zwłoki poszukiwanego 32-latka odnaleziono w lesie w okolicach Górska w województwie kujawsko-pomorskim. 32-latek wyszedł z domu w Górsku przy ul. Osiedlowej we wtorek 28 maja około godziny 17:30. W czwartek Komenda Miejska Policji w Toruniu poinformowała o rozpoczęciu poszukiwań.

Jak podaje serwis pozatorun.pl, kilka godzin po rozpoczęciu poszukiwań, na ciało 32-latka w lesie natknął się członek rodziny. Mężczyzna zaalarmował służby. Policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają okoliczności śmierci 32-latka. Na początkowym etapie śledztwa wykluczono udział osób trzecich w tym zdarzeniu. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Atak nożownika w Kawasaki. Nie żyje dziecko, kilkanaście osób rannych

W ataku nożownika w mieście Kawasaki na południe od Tokio zginęło kilkuletnie dziecko, a kilkanaście osób odniosło obrażenia. Japońskie media podają różne liczby rannych – od 14 do 19. Zdecydowana większość z rannych to uczennice prywatnej, katolickiej szkoły podstawowej w wieku 6-7 lat, które czekały na autobus. Napastnik po ataku ranił się nożem w szyję i zmarł. Motywy jego działania nie są znane. Wiadomo, że miał około 40-50 lat.

Do ataku doszło przed 8.00 rano lokalnego czasu, niedaleko dworca kolejowego w Kawasaki. Mężczyzna niespodziewanie zaatakował osoby stojące na przystanku autobusowym. Po zajściu, w pobliskim parku znaleziono dwa noże.
Źródło info i foto: polskieradio24.pl

Jest śledztwo w sprawie śmierci wokalisty zespołu The Prodigy

Badania toksykologiczne wykazały, że w chwili śmierci Keith Flint miał we krwi kokainę, kodeinę i alkohol – donoszą angielskie media. Zajmująca się sprawą koroner oświadczyła, że nie dysponuje wystarczającym materiałem dowodowym, by stwierdzić, że wokalista grupy The Prodigy popełnił samobójstwo, czy też przyczyną śmierci był wypadek.

„Rozważałam samobójstwo za przyczynę jego śmierci, jednak musiałabym znaleźć dowody, potwierdzające celowe działanie pana Flinta, które doprowadziły do zgonu. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności czy samobójstwo. W związku z tym zamierzam ogłosić orzeczenie otwarte” – poinformowała koroner Caroline Beasley-Murray, cytowana przez BBC.

Badania toksykologiczne i sekcja zwłok wykazała, że Keith Flint w chwili śmierci miał we krwi kokainę, kodeinę i alkohol. „Nigdy nie dowiemy się jaki był stan jego psychiki tamtego dnia” – dodała Beasley-Murray. „Był niezwykle popularny i kochany przez rzesze fanów”.

4 marca Flint został znaleziony martwy w swoim domu w Dumnow w hrabstwie Essex. „Policja została wezwana po alarmach na temat stanu zdrowia mężczyzny, zamieszkałego przy Brook Hill” – poinformował media rzecznik prasowy policji w Essex. „Niestety, 49-letni mężczyzna został uznany za zmarłego. Zawiadomiliśmy jego bliskich. Jego śmierć nie jest traktowana jako podejrzana, trwa przygotowanie raportu dla koronera” – dodał. Muzyk miał 49 lat. Liam Howlett z The Prodigy potwierdził w mediach społecznościowych, że Flint odebrał sobie życie

The Prodigy, na którego czele stał Flint, uznawana jest dziś za jedną z najważniejszych grup lat 90., „ojców chrzestnych” muzyki rave. Flint do zespołu dołączył jako tancerz, nie wokalista. Od debiutu w 1992 r. zespół cieszył się sukcesem komercyjnym na Wyspach. Światowe media muzyczne zwróciły uwagę na brytyjską grupę dzięki albumowi „Music For the Jilted Generation”. Do największych przebojów The Prodigy należą utwory „Firestarter”, „Smack my Bitch Up” i „Breathe”. Album „The Fat of the Land” sprzedał się w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy na całym świecie.
Źródło info i foto: onet.pl