Zabójstwo na przystanku w Poznaniu. Zaatakował nożownik

Przy przystanku na Alejach Solidarności w Poznaniu mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w trakcie przewożenia karetką pogotowia do szpitala – podało dziś RMF FM. Policja nie udziela informacji o zdarzeniu. Według RMF FM, do ataku nożownika miało dojść po godz. 18 na przystanku przy Alejach Solidarności w Poznaniu. Zaatakowany mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w trakcie przewożenia karetką pogotowia do szpitala.

– Jak ustalono, do ataku na mężczyznę doszło na przystanku MPK. Sprawca zaatakował najprawdopodobniej przy użyciu jakiegoś ostrego narzędzia. W wyniku poniesionych obrażeń mężczyzna zmarł – powiedziała Iwona Liszczyńska z poznańskiej policji.

Jak dodała, „wiemy kim jest napastnik, ten mężczyzna jest teraz przez nas poszukiwany”. Liszczyńska podkreśliła, że „zawsze przy tego typu zdarzeniach korzystamy ze wszystkich dostępnych możliwości i sposobów, aby ustalić sprawcę i przebieg zdarzenia. Czynności nadal trwają”.

RMF FM, które jako pierwsze poinformowało o zdarzeniu podało, że policja zabezpieczyła m.in. monitoring, a na miejsce ataku skierowano przewodnika z psem tropiącym.
Źródło info i foto: poznan.onet.pl

Zarzuty dla 44-latek, który pijany wjechał w dwoje dzieci

Zarzuty spowodowania w stanie nietrzeźwości wypadku ze skutkiem śmiertelnym, połączonego z ucieczką z miejsca zdarzenia usłyszał w prokuraturze w Brzezinach (Łódzkie) 44-letni mężczyzna, który w niedzielę potrącił autem dwie dziewczynki w wieku 9 i 10 lat. Starsza z nich zmarła na miejscu. Grozi mu za to nawet 12 lat więzienia. Jak się okazało, 44-letni sprawca wypadku nie ma prawa jazdy. Prawdopodobnie nigdy nie zdobył uprawnień kierowcy – informuje dziennikarka RMF FM Agnieszka Wyderka.

Do dramatycznych wydarzeń doszło wczoraj po południu. Około godziny 17:00 przy ulicy Strażackiej w Będzelinie koło Koluszek kierujący nagle zjechał na pobocze i uderzył w siedzące tam dziewczynki.

Jedną z poszkodowanych była 9-letnia córka sprawcy. Dziewczynka została przetransportowana do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi – uskarżała się na ból w klatce piersiowej. Jej życie nie jest zagrożone.

10-latki, mimo długiej reanimacji, nie udało się uratować.

Pijany mężczyzna uciekł z miejsca wypadku, ale szybko został złapany. Jak opisuje rzecznik prokuratury okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, kierujący samochodem zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej i poszedł domu.

Z relacji świadków wynika, że był on tak pijany, że po opuszczeniu samochodu dwukrotnie się przewrócił, a idąc do domu się zataczał – dodaje Kopania.

Wszystko wskazuje na to, że 44-latek pił alkohol w pracy. Mężczyzna prowadził roboty remontowe.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Brytyjka „spryskała się” nowiczokiem jak perfumami. Śmiertelny prezent, otrzymała od partnera

Do szokujących ustaleń dotarł brytyjski dziennik „The Sun”. Kobieta, która zmarła na skutek zatrucia nowiczokiem, buteleczkę ze śmiertelnie niebezpiecznym płynem dostała od swojego partnera, który znalazł je na ziemi i myślał, że to… perfumy.

„The Sun” ustaliła, że 45-letni Charlie, znalazł buteleczkę z trucizną w parku w Salisburry, nieopodal miejsca gdzie w marcu doszło do ataku na byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala i jego córkę. Prawdopodobnie, porzucilo go tam sprawcy ataku na Rosjan. Mężczyzna przyznał w wywiadzie, że niewielką buteleczkę, przyniósł do domu i myśląc, że to perfumy, dał w prezencie swojej partnerce.

Nieświadoma niebezpieczeństwa kobieta, miała zużyć naraz całą zawartość opakowania na raz. „Perfumy” trafiły na jej oba nadgarstki po czym płyn, wtarła w skórę. Według lekarzy, działanie nowiczoka było 10 razy większe niż w przypadku Skripalów. Rosjanie prawdopodobnie zatruli się dotykając klamki drzwi – to tam znaleziono najwięcej śladów nowiczoka.

– Jest mi bardzo przykro, że Dawn nie żyje. To szokująca historia. Kiedy się o tym dowiedziałem, byłem jeszcze na środkach znieczulających. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mógł się pogodzić z jej śmiercią- powiedział w wywiadzie dla dziennika the Sun Charlie Rowley.

Mężczyzna wciąż nie odzyskał w pełni pamięci, wciąż jest bardzi osłabiony i z trudem się porusza.
Źródło info i foto: telewizjarepublika.pl

Atak nożownika w Łodzi. Nie żyje mężczyzna

36-latek zmarł po tym, jak został raniony w centrum Łodzi w szyję przez 46-latka – podało Radio Zet. Napastnikowi, który został zatrzymany, grozi dożywocie. W rozmowie z rozgłośnią Joanna Kącka z łódzkiej policji powiedziała, że w chwili ataku mężczyzna rozmawiał ze swoją znajomą. W pewnym momencie podszedł do nich były partner kobiety i zadał śmiertelny cios w okolice szyi.

Napastnik został zatrzymany. Grozi mu dożywocie.
Żródło info i foto: niezalezna.pl

Dziś w sądzie zeznają świadkowie w sprawie zabójstwa 10-latki przez Samuela N.

„Zachowywał się normalnie. Wiedział, co zrobił. Pytałem go, czy wie, że zabił dziecko. Odpowiedział, że wie, ale opowie o tym policji” – tak zeznawał w sądzie w Jeleniej Górze jeden ze świadków w procesie Samuela N. Mężczyzna jest oskarżony o zadanie siekierą śmiertelnego ciosu 10-letniej dziewczynce w centrum Kamiennej Góry.

W sądzie zeznają dziś świadkowie, między innymi mężczyzna, który złapał napastnika tuż po ataku, policjanci oraz rodzice Kamili. Na sali sądowej pojawili się także rodzice Samuela N. Jego matka, która ostatnio zaatakowała dziennikarzy, dziś ubrana jest w żałobny strój. Sam oskarżony od ostatniej rozprawy zmienił swój wygląd. Ściął włosy i zgolił brodę.

Druga rozprawa rozpoczęła się od przesłuchania świadków – między innymi mężczyzny, który pomógł w zatrzymaniu Samuela N. Taksówkarze krzyczeli: „łapcie zabójcę”. Zobaczyłem faceta z siekierą. Otoczyliśmy go we trzech. Dalej trzymał siekierę. Baliśmy się podejść. Mężczyzna rzucił siekierę i znów uciekał. Sam go goniłem. Po drodze pomógł mi znajomy, listonosz. Po stu metrach ten chłopak wbiegł między samochody. Tam ktoś go zablokował i go złapaliśmy. Za moment podjechała policja – zeznawał.

On się zachowywał normalnie. Wiedział, co zrobił. Pytałem go, czy że zabił dziecko. Odpowiedział, że wie, ale opowie o tym policji – zeznał świadek.

Rzuciłem torbę i pobiegłem za mężczyzną, którego gonił mój kolega. Po zatrzymaniu na początku był agresywny. Próbował się bronić. Szamotał się. Dopiero, gdy złapaliśmy go za ręce, powiedział, że nie będzie z nami rozmawiał. Chciał, byśmy wezwali policję – zeznał listonosz, który pomógł w złapaniu napastnika.
Biegli: Wiedział, co robił

W czasie rozprawy prokurator przypomniała także zeznania policjanta, który pracował przy sprawie. Wynika z nich, że mężczyzna chciał zabić wcześniej pracownika urzędu pracy. Był zdesperowany i sfrustrowany tym, że nie dostał pomocy. Nie mógł znaleźć pracy. Samuel N. odmówił składania zeznań w czasie pierwszej rozprawy. Nie odpowiadał także na pytania prokuratury.

W czasie śledztwa biegli orzekli, że mężczyzna wiedział, co robił. Sam Samuel N. potwierdził w sądzie, że nigdy nie leczył się psychiatrycznie. W czasie śledztwa zeznawał jednak, że widzi rzeczy, o których wiedział, że nie istnieją. Obrona Samuela N. będzie kwestionować opinię biegłych, którzy orzekli, że mężczyzna był w czasie ataku poczytalny.

Chciał się zemścić na urzędnikach

Samuel N. 18 sierpnia ubiegłego roku dowiedział się, że stracił prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Dzień później do torby schował siekierę i poszedł do Powiatowego Urzędu Pracy przy ulicy Sienkiewicza w Kamiennej Górze. Tam po kłótni z urzędnikami został wyproszony. Z urzędu pracy 27-latek poszedł do rynku. Mijając księgarnię, wyjął siekierę z torby i uderzył nią w tył głowy 10-latkę. Zostawił siekierę i uciekł. Kilka minut później napastnika zatrzymali świadkowie.

Dziewczynka w ciężkim stanie helikopterem została przewieziona do szpitala w Wałbrzychu. Tam zmarła. Przyczyną śmierci Kamili Cz. były obrażenia po uderzeniu siekierą. Samuel N. przyznał się do winy. Tłumaczył, że to efekt narastającej w nim frustracji związanej z problemami ze znalezieniem pracy. Gdy odebrano mu zasiłek, chciał się zemścić na urzędnikach, którzy jego zdaniem nie chcieli mu pomóc. W budynku urzędu pracy było zbyt wiele osób, dlatego mężczyzna zrezygnował z ataku na urzędników.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano zabójcę 11-latniej Janiny

Niemiecka policja zatrzymała mężczyznę podejrzanego o zabicie 11-letniej Janiny. Dziewczynka wraz z rodziną i przyjaciółmi witała Nowy Rok w miejscowości Oberaurach w Bawarii. Dziecko zostało postrzelone w głowę. Zmarło po przewiezieniu do szpitala. Jak podaje stacja radiowa w Bawarii, zatrzymany mężczyzna ma 23 lata i jest pracownikiem wymiaru sprawiedliwości. To on ma być właścicielem broni, z której wystrzelony został śmiertelny pocisk.

Zatrzymanie miało miejsce wczoraj wieczorem, dziś policja i prokuratura podadzą więcej szczegółów. W nocy z Sylwestra na Nowy rok, tuż po godzinie 1:00, 11-latka została trafiona „metalowym przedmiotem” i upadła. Hałas fajerwerków zagłuszył strzał i początkowo sądzono, że dziewczynka została trafiona odpalaną petardą. Natychmiast wezwano pogotowie. Dziewczynka zmarła jednak w szpitalu. Sekcja zwłok wykazała, że 11-letnia Janina została trafiona w głowę z pistoletu małego kalibru.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Zarzuty dla kierowcy cysterny

Do zdarzenia doszło w sobotę na drodze krajowej nr 61 między Łomżą a Grajewem. Ciężarówka wioząca 20 ton asfaltu czołowo zderzyła się fiatem. Kierowca samochodu osobowego zginął na miejscu. Na nagraniu, które pojawiło się w internecie, widać, że kierowca ciężarówki rozpoczyna manewr wyprzedzania w miejscu ,w którym zabrania mu tego znak „zakaz wyprzedzania przez samochody ciężarowe”.

Areszt i nawet 8 lat więzienia

Jak informuje TVN24, kierowca cysterny został przesłuchany w charakterze podejrzanego i usłyszał zarzuty. – Prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Kierowca złożył wyjaśnienia i przyznał się do winy. Nie potrafił wytłumaczyć tego, co zrobił. Zasłaniał się nieuwagą – powiedział Józef Iwański z Prokuratury Rejonowej w Grajewie.

Podejrzanemu grozi do 8 lat więzienia.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwany ENA w rękach policji

Poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania przez włoski wymiar sprawiedliwości 53-latka wytropili i zatrzymali podlascy policjanci. Mężczyzna trafił do aresztu a sąd teraz zadecyduje o jego dalszym losie.

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku zatrzymali ściganego Europejskim Nakazem Aresztowania 53-latniego białostoczanina. Mężczyzna poszukiwany był przez włoski wymiar sprawiedliwości za spowodowanie pod wpływem alkoholu śmiertelnego wypadku drogowego, do którego doszło w 2008 r. na terenie Włoch. Tamtejszy sąd skazał go na karę 3 lat i 3 miesięcy więzienia.

Do wykonania kary jednak nie doszło a skazany 53-latek zbiegł – jak wynikało z ustaleń Włochów – do Polski. Taki też sygnał za pośrednictwem Biura Międzynarodowej Współpracy Policji trafił do funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Sprawą zajęli się policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych. Ich wnikliwe ustalenia doprowadziły do zlokalizowania poszukiwanego. Ten został przez funkcjonariuszy zatrzymany w jednym z wytypowanych mieszkań na białostockim osiedlu TBS. Zaskoczony nie stawiał oporu.

W miniony piątek mundurowi doprowadzili go do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, a następnie do Sądu Okręgowego w Białymstoku, który tymczasowo aresztował białostoczanina na miesiąc. Teraz sąd zadecyduje również o dalszym losie 53-latka i o możliwości przekazania go włoskiemu wymiarowi sprawiedliwości.
Żródło info i foto: Policja.pl

Sąd złagodził karę Leszkowi F.

Gdański Sąd Okręgowy złagodził wyrok dla kierowcy, który w ubiegłym roku spowodował po pijanemu wypadek. Zginęli w nim ciężarna i jej mąż. W pierwszej instancji sąd skazał Leszka F. na 14 lat więzienia. Gdański sąd skazał dziś kierowcę na 11 lat więzienia. Sprawca był wcześniej kilkakrotnie karany za kierowanie pojazdami po alkoholu.

Gdański sąd skrócił wyrok dla Leszka F., gdyż uznał, że sąd rejonowy popełnił błąd. Mężczyzna został wtedy skazany na 11 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku i 3 lata za prowadzenie po pijanemu. Kara łączna wynosiła 14 lat. Dziś zniesiono drugą z tych kar. Sąd uznał, że skoro Leszek F. spowodował wypadek będąc kompletnie pijanym, to siłą rzeczy musiał też w tym stanie prowadzić auto. Było to więc jedno przestępstwo, a nie dwa.

Bardzo żałuję, że znalazłem się w tym miejscu na drodze i że piłem wtedy alkohol. Przepraszam i mam nadzieję, że te przeprosiny będą przyjęte – powiedział w ostatnim słowie oskarżony. Nie chciał już być doprowadzony na salę rozpraw na ogłoszenie wyroku. Przeprosiny nie zostały przyjęte.

Kwestie prawne to tylko jeden z aspektów sprawy. Obrońca Leszka F., który wniósł apelację, uważał także wydany wcześniej wyrok za zbyt surowy. Moje zdanie było takie, że ponieważ pomiędzy tymi dwoma czynami była bardzo ścisła zbieżność, to powinien być jeden czyn a nie dwa. I sąd okręgowy przyjął taką kwalifikację. W związku z tym sąd nie miał też wyjęcia i musiał pozostawić karę, która została orzeczona za ten pierwszy czyn. Oczywiście sąd mógł – uwzględniając drugi zarzut apelacji – tę karę obniżyć. Nie zrobił tego. Ocenił, że kara nie jest rażąco niewspółmierna. Natomiast mnie cieszy, że ten spór czysto prawny, dotyczący kwalifikacji, został rozstrzygnięty w sposób, który przewidują dostępne od lat komentarza i orzeczenia Sądu Najwyższego – mówił po rozprawie adwokat Tomasz Tarnowski, obrońca Leszka F.

Wyrok w tej sprawie już prawomocny.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Francja: zastrzelił trzy osoby na romskim obozowisku

Pijany mężczyzna zastrzelił troje członków jednej rodziny na romskim obozowisku w północno-wschodniej Francji, zabijając następnie interweniującego żandarma – poinformowała policja. Tragedia wydarzyła się w pobliżu miasta Roye, na południowy wschód od Amiens. Wśród ofiar śmiertelnych jest półroczne niemowlę, a trzyletnie dziecko zostało ciężko ranne. Zabójca postrzelił także dwóch żandarmów, z których jeden później zmarł. Ciężko rannego w wymianie ognia z policją sprawcę aresztowano. Motywy jego czynu nie są na razie znane. Zabójca należał do tej samej wędrownej wspólnoty co jego ofiary – powiedział francuskiej telewizji informacyjnej BFM TV zastępca lokalnego mera Freddy Cantrel.
Żródło info i foto: Gazeta.pl