Sosnowiec: Policjanci zatrzymali mężczyznę, który znęcał się nad 17-miesięcznym dzieckiem swojej partnerki

Sosnowieccy policjanci zatrzymali mężczyznę, który znęcał się nad 17-miesięcznym dzieckiem swojej partnerki i nią samą. To, że dziecko jest pobite, mundurowi zauważyli w trakcie interwencji w jednym z mieszkań. Zatrzymany 26-latek był pijany, miał też przy sobie narkotyki. Jak podał w środę zespół prasowy śląskiej policji, sosnowieccy funkcjonariusze zostali wezwani na interwencję do jednego z bloków w dzielnicy Pogoń. O pomoc mundurowych poprosił 48-letni mężczyzna. Jego syn po awanturze nie chciał wpuścić go do środka.

Sińce, zaschnięta krew…

„Zgłaszający mężczyzna podejrzewał, że po jego wyjściu, mogło tam dojść do pewnych drastycznych wydarzeń. Mundurowi natychmiast poszli do wskazanego mieszkania. 26-latek na początku nikogo nie chciał wpuścić, jednak kiedy osoby obecne wraz z nim zrozumiały, że policjanci nie zrezygnują, brat agresora otworzył drzwi” – opisuje sosnowiecka komenda.

W środku mundurowi zastali pijanego sprawcę awantury, jego konkubinę i jego brata. Kobieta trzymała na rękach malutkie dziecko, które miało obrażenia na twarzy – widoczne sińce i zaschniętą krew. Policjanci wezwali na miejsce służby medyczne, które zaopiekowały się dzieckiem.

Matka musiała uciekać

Okazało się, że matka dziecka również została pobita przez 26-latka. Uciekła z mieszkania chwilę wcześniej. Sprawca został zatrzymany. W organizmie miał blisko promil alkoholu. Policjanci znaleźli w mieszkaniu również należące do zatrzymanego narkotyki. Prokurator, po analizie materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych, zdecydował o przedstawieniu 26-latkowi zarzutów znęcania się, w tym nad osobą nieporadną. Za to przestępstwo może on trafić do więzienia nawet na 8 lat. Podejrzany odpowie również za posiadanie narkotyków. Sąd aresztował go na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sosnowiec: Trzyosobowa rodzina opuściła kwarantannę i poszła na zakupy. Grozi im kara finansowa lub odpowiedzialność karna

Policjanci z Sosnowca chcieli skontrolować, czy rodzina objęta kwarantanną stosuje się do zaleceń i pozostaje w miejscu zamieszkania. Funkcjonariusze nie zastali jednak nikogo w domu. Okazało się, że domownicy postanowili udać się do sklepu na zakupy. Za złamanie zasad kwarantanny członkom rodziny grozi nie tylko kara finansowa, ale również ewentualna odpowiedzialność karna.

W sobotę 14 marca policjanci z Sosnowca przeprowadzali kontrole wśród osób objętych kwarantanną domową. Na miejscu nie zastali jednak nikogo z domowników. Funkcjonariusze szybko ustalili, że cała rodzina udała się do sklepu na zakupy.

„Teraz wszyscy odpowiedzą za swoje postępowanie. Aktualnie prowadzimy postępowanie w sprawie o wykroczenie z art. 116 KW dotyczącym nieprzestrzegania przez osoby podejrzane o chorobę, odpowiednich nakazów i zakazów związanych z izolacją. W takim przypadku członkowie rodziny mogą zostać ukarani grzywną w wysokości do 500 zł” – informuje Komenda Miejska Policji w Sosnowcu.

To jednak nie jedyne konsekwencje, jakie mogą spotkać członków rodziny. Informacje o nieprzestrzeganiu zasad kwarantanny policjanci przekazują też bowiem do Powiatowego Inspektora Sanitarnego, który może nałożyć na winnych grzywnę w wysokości nawet do 5000 zł. Co więcej, takie przypadki może zbadać też prokuratura, w celu ustalenia czy nie doszło do popełnienia przestępstwa z art. 161 kodeksu karnego, mówiącego o narażeniu innej osoby na zarażenie. Za to przestępstwo przewidziano karę pozbawienia wolności do roku.

„Niezależnie od przepisów prawnych, wszyscy objęci kwarantanną powinni pamiętać, jaka odpowiedzialność na nich ciąży – nie dochowując jej zasad mogą się w sposób pośredni przyczynić nawet do czyjejś śmierci” – przypominają funkcjonariusze.

Koronawirus. W kwarantannie przebywa blisko 22 tys. osób

W czwartek rano Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że z powodu zagrożenia koronawirusem objętych kwarantanną jest blisko 22 tys. osób. Kilka godzin później resort upublicznił najnowsze dane dotyczące liczby zakażonych. Jak dotąd w kraju stwierdzono 325 przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Pięciu pacjentów zmarło.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tajemnicza śmierć 11-latka w domu dziecka

Okoliczności śmierci 11-letniego chłopca w domu dziecka w Sosnowcu (Śląskie) wyjaśnia tamtejsza policja i prokuratura – poinformowała w sobotę rzeczniczka sosnowieckiej policji podkomisarz Sonia Kepper. Na razie wiadomo jedynie, że chłopiec w piątek po południu nagle zasłabł. Mimo podjętej reanimacji – najpierw przez pracowników ośrodka, a potem przez ratowników pogotowia – nie udało się go uratować.

Prokuratura zleciła już sekcję zwłok, by określić dokładnie przyczynę śmierci dziecka.
Źródło info i foto: interia.pl

Więźniarki planowały lincz na Katarzynie W., która została skazana za zabójstwo 6-miesięcznej Madzi

Katarzyna W., mama 6-miesięcznej Madzi, za której zabójstwo została skazana na 25 lat więzienia, została przeniesiona z więzienia w Krzywańcu do zakładu w Lublińcu. Powodem miał być planowany przez współosadzone lincz na kobiecie.

O konieczności przeniesienia osadzonej do więzienia w Lublińcu na Śląsku poinformował we wtorek „Super Express”. Według informatora dziennika, sprawa Katarzyny W. była znana większości przebywających w więzieniu osadzonych. „Nie musiały jej »rozmazywać«, czyli ustalać jak wygląda i za co siedzi, bo doskonale wiedziały to z mediów. Kwestią czasu było, kiedy ją dorwą i ukarzą po swojemu” – informuje gazeta.

Na samym dole więziennej hierarchii

Kobieta odbywała karę w Krzywańcu w jednoosobowej, odseparowanej celi, gdzie miała do dyspozycji prysznic, toaletę oraz telewizor. Przydzielono jej symbol P1, który oznacza więźnia przebywającego za kratami po raz pierwszy, ale szczególnie niebezpiecznego.

Władze więzienia ustaliły jednak, że osadzonej grozi niebezpieczeństwo ze strony innych więźniarek, które planowały dokonać linczu. Osoby mające na sumieniu wszelkie przestępstwa popełnione wobec najmłodszych (na czele z pedofilią i dzieciobójstwem), znajdują się na dole więziennej hierarchii.

Katarzyna W. odsiaduje 25-letni wyrok za zabójstwo swojej 6-miesięcznej córki w styczniu 2012 r. w Sosnowcu. Kobieta twierdziła początkowo, że została zaatakowana na ulicy, a nieznany sprawca porwał dziecko.

Upuściła niemowlę na podłogę i udusiła

W trakcie przesłuchań uwagę śledczych zwróciło to, że kobieta nie ma żadnych obrażeń oraz często zmienia zeznania. 2 lutego Katarzyna W. została nagrana przez byłego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego – na nagraniu przyznała się, że dziecko upadło jej na podłogę i zmarło.

Prokuratura ustaliła jednak, że Katarzyna W. próbowała najpierw zatruć córkę czadem, a kiedy to się nie udało, kobieta upuściła niemowlę na podłogę, a następnie udusiła.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska: Kokaina w bananach. Przejęto rekordową kontrabandę

Już w czwartym kolejnym województwie znaleziono kokainę ukrytą w kartonach z bananami. Tym razem na paczki z narkotykami natrafili pracownicy sklepu w Sosnowcu – poinformowało radio RMF FM. Kilka dni temu kokainę wykryto w pudełkach z bananami przeznaczonymi dla jednej sieci sklepów na Mazowszu, Dolnym Śląsku i w Łódzkiem. Łącznie zabezpieczono już 220 kg tego narkotyku.

– Możemy potwierdzić, że w popularnych sklepach sieciowych na terenie trzech województw: mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego pracownicy tych sklepów ujawnili w kartonach z bananami prawdopodobnie środki odurzające – potwierdził mł. asp. Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji. – Dla dobra śledztwa nie możemy ujawniać więcej informacji – zaznaczył.

Wszczęto śledztwo. Funkcjonariusze starają się ustalić, jaką dokładnie trasę pokonały owoce i kto odpowiadał za ich transport z Ameryki Południowej. Przesłuchiwani są też pracownicy sklepów, do których trafiła kokaina.
Źródło info i foto: TVP.info

Sosnowiec: Areszt dla podejrzanego o śmiertelne pobicie w piekarni

Policjanci z Sosnowca zatrzymali 42-latka, podejrzanego o ciężkie pobicie swojego kolegi, pracującego w jednej z piekarni w tym mieście. Pobity 53-letni mężczyzna nikomu nie powiedział o swoim stanie zdrowia, zmarł po powrocie do domu. Sprawcę pobicia udało się ustalić dzięki pracy operacyjnej i zatrzymać kilka tygodni po przestępstwie; okazało się, że to współpracownik ofiary – podała dzisiaj policja.

W połowie października jeden ze znajomych odnalazł zwłoki 53-latka w jego mieszkaniu w dzielnicy Klimontów. Biegły ocenił, że zgon nastąpił w wyniku odniesionych obrażeń. Nie było jednak wiadomo, kto, gdzie i kiedy pobił mężczyznę.

Policjanci przystąpili do bardzo intensywnych czynności, dzięki którym ustalili przebieg zdarzenia. Dzięki pracy operacyjnej udało się ustalić, kto pobił 53-latka, a zebrany materiał dowodowy umożliwił przedstawienie mu zarzutu

– powiedziała PAP rzeczniczka sosnowieckiej policji asp. szt. Sonia Kepper.

Pokrzywdzony był zatrudniony w jednej z sosnowieckich piekarni.

To właśnie tam 12 października doszło do tego tragicznego w skutkach zdarzenia. 53-latek poróżnił się ze współpracownikiem i został przez niego pobity. Po całym zajściu, nie informując nikogo o swoim stanie zdrowia, pokrzywdzony poszedł do domu

– dodała policjantka. 42-latek został zatrzymany w środę, następnego dnia sąd zadecydował o jego aresztowaniu na trzy miesiące.
Źródło info i foto: niezalezna.pl

Pijany proboszcz wjechał w osobówkę

7 października w okolicach ronda na ul. Norwida w Sosnowcu doszło do kolizji dwóch pojazdów. 59-letni proboszcz parafii Podwyższenia Św. Krzyża w Sosnowcu-Środuli Ryszard R. w momencie opuszczania skrzyżowania, wjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z prawidłowo jadącym volkswagenem. Jak ustaliła policja – sprawca kolizji był pijany! Miał ponad 2 promile alkoholu.

O szczegóły zdarzenie, do którego doszło wieczorem 7 października w Środuli, zapytaliśmy oficer prasową asp. szt. Sonia Kepper KMP w Sosnowcu. Według ustaleń policjantów, wypadek spowodował 59-letni kierowca skody. Jak się okazało był nim proboszcz parafii Podwyższenia Św. Krzyża w Sosnowcu. Badanie wykazało, że Ryszard R. prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Miał ponad 2 promile.

Oficer prasowa przekazała, że w kolizji nie została ranna żadna osoba. Pijanemu kierowcy zatrzymano natomiast prawo jazdy – On sam został wezwany celem wykonania dalszych czynności w późniejszym terminie – powiedziała asp. szt. Sonia Kepper. Za kierowanie samochodem pod wpływem, księdzu Ryszardowi R. grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.

Konsekwencje wobec duchownego wyciągnęli już jego przełożeni z zakonu Księży Sercanów. Ksiądz Sławomir Knopik SCJ poinformował, że „z żalem przyjęli informację o wypadku, którego sprawcą był proboszcz z Sosnowca-Środuli”. – „Zaistniała sytuacja zasługuje na najwyższe potępienie i absolutnie nie powinna się wydarzyć. Zapewniam o modlitwie w intencji osoby poszkodowanej w tym wypadku, jak jej bliskich” – przekazał ksiądz Knapik.

Obiecał, że duchowny poniesie „wszelkie konsekwencje przewidziane prawem karnym, a także kanonicznym”. W trybie natychmiastowym podjęto decyzję o jego odwołaniu z urzędu proboszcza. Ksiądz Ryszard R. został również „zobowiązany do podjęcia specjalistycznej terapii”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

30-latek z Sosnowca odpowie za atak na ratowników medycznych

Trzy lata więzienia grożą 30-latkowi z Sosnowca za napaść na ratowników medycznych i uniemożliwienie udzielenia pomocy choremu, do którego wezwano karetkę. Ze statystyk pogotowia wynika, że do tego typu incydentów, gdzie ofiarami są ratownicy, dochodzi coraz częściej.

O ataku na ratowników, do którego doszło wieczorem przed blokiem mieszkalnym w sosnowieckiej dzielnicy Pogoń, poinformował w sobotę zespół prasowy śląskiej policji. Pogotowie zostało wezwane do potrzebującego pomocy mężczyzny.

Na miejsce pojechał zespół ratownictwa medycznego, jednak zanim ratownicy dotarli do chorego, przed blokiem zostali zatrzymani przez nietrzeźwego i agresywnego mężczyznę, który stanął przed karetką i uniemożliwiał przejazd. Pobudzony 30-latek, poproszony o zejście z drogi, zaczął wyzywać obsługę karetki, szarpać ratownika i kopać samochód.

Napadnięci ratownicy wezwali drugą załogę, by udzieliła pomocy oczekującemu na ich przyjazd pacjentowi, a sami powiadomili policję. Na miejsce przyjechał patrol, który zatrzymał napastnika. Badanie trzeźwości wykazało w jego organizmie blisko 1,5 promila alkoholu. 30-latek spędził noc w areszcie, a rano usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego.

Choć ratownik medyczny w świetle prawa jest funkcjonariuszem publicznym i za naruszenie jego nietykalności można trafić do więzienia na 3 lata, statystyki wskazują, iż w woj. śląskim liczba ataków na interweniujących pracowników pogotowia stale rośnie. Według danych Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego, w 2015 r. doszło do co najmniej czterech takich przypadków, w roku 2016 było już 17 takich zdarzeń, a w ubiegłym roku odnotowano ich około 20.

Także w tym roku doszło do ataków na ratowników. Np. w lipcu 30-letni nietrzeźwy mężczyzna zaatakował ratowników medycznych niosących pomoc jego partnerce w Jastrzębiu-Zdroju. Napastnik wyzywał sanitariuszy, szarpał ich i groził im śmiercią. Nie reagował na polecenia interweniujących policjantów, twierdząc, że „nie podda się bez walki”.

Dyrektor największej struktury pogotowia ratunkowego w Polsce – Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach – Artur Borowicz wspominał wówczas przypadki obrzucania kamieniami karetek jadących na sygnale, niszczenia sprzętu niosącym pomoc ratownikom czy ich opluwania. Podkreślał, że takich zachowań nie można pozostawić bez kary. „Ratownik musi się czuć bezpiecznie, gdy udziela pomocy drugiemu człowiekowi” – mówił dyrektor.

Jesienią 2017 roku kilkudziesięciu ratowników z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach podczas specjalnego szkolenia uczyło się, jak postępować z agresywnymi pacjentami lub osobami z ich otoczenia – rad udzielał im policyjny ekspert. Podkreślano, że każdy atak na ratownika trzeba zgłaszać na policję.

Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach jest największą strukturą pogotowia w Polsce. Obsługuje obszar zamieszkany przez prawie 3 mln osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sosnowiec: Próba porwania dziewczynki z przedszkola. Nauczycielki powstrzymały napastników

Próba porwania dziecka w Sosnowcu w województwie śląskim. Informację dostaliśmy od zaniepokojonych rodziców na Czerwony Telefon Radia ZET. Do zdarzenia doszło w poniedziałek. Nieznani mężczyźni próbowali odebrać jedno z dzieci z przedszkola numer 14.

Jak relacjonowali reporterowi Radia ZET rodzice, kiedy dzieci były na spacerze, do grupy podeszło dwóch mężczyzn, którzy chcieli zabrać jedną z dziewczynek. W porę interweniowały jednak nauczycielki, które wyrwały im dziecko.

Sosnowiec – próba porwania dziecka

Według jednej z nich mężczyźni chcieli zabrać dziecko do stojącego niedaleko samochodu. Policja i dyrektor przedszkola potwierdzili, że coś takiego miało miejsce. Dzieci mają być teraz lepiej pilnowane, dostaną też pomoc psychologiczną. Dziewczynka, którą próbowano zabrać, nie była dziś na zajęciach. Sprawą zajęła się już prokuratura.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policja prosi o pomoc w zidentyfikowaniu mężczyzny ze zdjęcia

Policjanci z Sosnowca chcą ustalić, kim był mężczyzna, którego szkielet znaleziono blisko rok temu w okolicy ogródków działkowych przy ul. Popiełuszki. Dzięki metodzie superprojekcji, na podstawie budowy czaszki, biegli odtworzyli prawdopodobny wygląd mężczyzny. Szkielet znajdował się w zagajniku w pobliżu ogródków działkowych. 26 kwietnia ubiegłego roku szczątki znalazł przechodzień.

Biegły podczas badania zwłok określił, że mężczyzna mógł umrzeć od pół roku do dwóch lat wcześniej. Teraz, dzięki metodzie superprojekcji, na podstawie budowy czaszki, biegli odtworzyli prawdopodobny wygląd mężczyzny.

Policja opublikowała zarówno komputerową wizualizację, jak i efekty pracy rysowników. Jeśli ktoś może pomóc w ustaleniu tożsamości zmarłego, proszony jest o kontakt pod nr telefonu: 32 2961 307 lub 32 2961 315 z prowadzącymi sprawę, z dyżurnym KMP w Sosnowcu pod nr telefonu: 32 2961 200 lub 32 2961255 lub osobistą wizytę w najbliższej jednostce policji.
Źródło info i foto: interia.pl