Uwaga na oszustów metodą „na węgiel”

Mieszkanka Kamiennej Góry została oszukana podczas zakupów przez internet. Kobieta padła ofiarą przestępstwa, gdy chciała kupić węgiel. Zapłaciła za towar, ale nigdy go nie otrzymała. Sprawę wyjaśnia właśnie policja. W poniedziałek 26 września, kobieta powiadomiła śledczych z Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze, że została oszukana podczas internetowych zakupów. Zorientowała się, gdy zaczęła dokładnie przeglądać daną stronę internetową.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dominikanin Paweł M. skazany na cztery lata więzienia za gwałt

Zapadł wyrok w sprawie dominikanina Pawła M. Były duszpasterz akademicki we Wrocławiu został skazany na 4 lata więzienia za zgwałcenie kobiety i zmuszanie do „innej czynności seksualnej”. Wyrok nie jest prawomocny. Jako pierwszy informację o wyroku podał portal więź.pl. Doniesienia potwierdził przełożony Polskiej Prowincji Dominikanów o. Łukasz Wiśniewski.

„Br. Paweł został skazany na cztery lata pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny, a br. Paweł nadal przebywa w areszcie śledczym” – przekazał o. Wiśniewski. Dodał, że „równolegle i niezależnie od sprawy w sądzie cywilnym toczy się postępowanie kanoniczne”, które czeka na rozstrzygnięcie.

Proces był utajniony, a wyrok jest nieprawomocny.

Jak podaje tvn24.pl, czwartkowy wyrok Sądu Rejonowego w Częstochowie dotyczy siedmiu przestępstw, który dominikanin dopuścił się wobec jednej z kobiet w latach 2011-2018. M. był oskarżony o gwałt i doprowadzenie pokrzywdzonej do innej czynności seksualnej za pomocą manipulacji. Istnieje możliwość, że od wyroku odwoła się prokurator. Prokuratura Regionalna w Katowicach poinformowała, że decyzja w tej sprawie zapadnie po zapoznaniu się z uzasadnieniem wyroku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ruszył proces Sławomira Neumanna

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie stanął w piątek były wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL Sławomir Neumann. Polityk i trzy inne osoby są oskarżeni w głośnej sprawie dot. oszustw przy realizacji i kontraktowaniu usług medycznych w klinice okulistycznej. Grozi im do 10 lat więzienia.

Polityk KO jeszcze przed wejściem na salę rozpraw zapewniał w rozmowie z dziennikarzami o swojej niewinności. „Jestem niewinny, nie popełniłem przestępstwa, nie złamałem prawa. Na to są dokumenty, są dowody, są zeznania świadków” – mówił Neumann. Jego zdaniem zarzuty wobec niego są „absurdalne” i „naciągane”, a prokuratura „sprytnie” połączyła kilka wątków spraw.

Oprócz Neumanna na ławie oskarżonych zasiadają: Adam T., były dyrektor mazowieckiego NFZ, Krzysztof R. i Agnieszka O. – prezes i wiceprezes zarządu warszawskiej kliniki okulistycznej, w której miało dochodzić do oszustw. Ten pierwszy nie stawił się w piątek w stołecznym sądzie. Inni oskarżeni przybyli na rozprawę w towarzystwie licznych obrońców. Wśród nich są m.in. znani warszawscy adwokaci Jacek Dubois i Mikołaj Pietrzak.

W piątek po godz. 12. śledczy jeleniogórskiej prokuratury odczytali akt oskarżenia w tej sprawie. Żaden z oskarżonych nie przyznał się do popełnienia zarzucanych im czynów.

W rozpoczętym procesie prokuratura wiceminister i Adam T. oskarżeni są o przekroczenie uprawnień służbowych w celu osiągnięcia przez klinikę korzyści majątkowych w kwocie 13,5 mln zł. Według prokuratorów lecznica pobierała dodatkowe opłaty za zabiegi usunięcia zaćmy, mimo że były one w całości finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W ten sposób miała wyłudzić od ponad 2 tys. pacjentów niemal 2,5 mln zł. Do nieprawidłowości miało dochodzić w latach 2012-2014.

Według śledczych, Neumann zabiegał o interesy kliniki i działał w celu jej dalszego finansowania z NFZ pomimo, że Fundusz rozwiązał umowę z tą lecznicą z uwagi na wykryte nienależne pobieranie opłat od pacjentów. Polityk miał interweniować u kierownictwa NFZ i zlecać urzędnikom interpretacje przepisów korzystną dla kliniki. Zdaniem prokuratury naciskom Neumanna uległ Adam T. Jako dyrektor mazowieckiego NFZ, wbrew przepisom miał w końcu grudnia 2013 r. zawrzeć z kliniką aneks do umowy o świadczenie opieki okulistycznej, która już w tym momencie nie obowiązywała. Aneks został zawarty z datą wsteczną, gdy dobiegała końca wypowiedziana wcześniej umowa.
Źródło info i foto: zachod.pl

Wpływowy prokurator mordercą nastolatki. Sprawa rozwiązana po 50 latach

Były zastępca prokuratora generalnego amerykańskiego stanu Nevada, 77-letni Tudor Chirila Junior, został aresztowany w mieście Reno w związku z morderstwem Nancy Anderson w styczniu 1972 roku na Hawajach. 19-latka została dźgnięta nożem ponad 60 razy. Policja dotarła do mężczyzny dzięki badaniom DNA. Policja z Honolulu nigdy nie zrezygnowała z prób odnalezienia sprawcy brutalnego zabójstwa. Śledztwo na przestrzeni lat było wielokrotnie wznawiane. Przesłuchiwano m.in. sprzedawców noży, byłych partnerów kobiety i zarządców budynku, jednak żadna z tych osób nie była powiązana ze sprawą. 

Dochodzenie ponownie nabrało tempa w grudniu ubiegłego roku. Wówczas funkcjonariusze otrzymali anonimowe zawiadomienie o tym, że mordercą może być 77-letni Tudor Chirila Junior, były zastępca prokuratora generalnego stanu Nevada. Policja przystąpiła do działania i pobrała próbkę DNA od syna mężczyzny, Johna. Badanie wykazało, że jest on biologicznym dzieckiem osoby, której DNA zabezpieczono 50 lat temu na miejscu zbrodni. 

Sprawca próbował odebrać sobie życie

6 września policja z miasta Reno w stanie Nevada weszła do mieszkania byłego prokuratora. Pobrała od niego próbkę DNA i przeszukała posiadłość. 77-latek podjął nieudaną próbę samobójczą. Parę dni później, gdy badanie potwierdziło, że to jego ślady biologiczne były na zakrwawionych ręcznikach w mieszkaniu 19-latki, został aresztowany. Tudor Chirila Junior oczekuje na ekstradycję na Hawaje, gdzie odbędzie się jego proces. Zamordowana Nancy Anderson przeprowadziła się do Honolulu w październiku 1971 roku. Wcześniej ukończyła szkołę średnią w stanie Michigan. Pracowała w restauracji McDonald’s. 

Tudor Chirila Junior w 1994 roku bez powodzenia kandydował na sędziego Sądu Najwyższego Nevady. W latach 90. XX wieku miał też problemy z prawem – był oskarżony m.in. o przestępstwa gospodarcze, w tym pranie pieniędzy z agencji towarzyskich. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Grudziądz: Zwłoki noworodka. Zatrzymano 17-latkę i 18-latka

Do tego makabrycznego odkrycia doszło w Grudziądzu. W dziupli w drzewie znaleziono zwłoki noworodka. W sprawie zatrzymani zostali 17-latka i jej 18-letni partner – prawdopodobnie biologiczni rodzice nieżyjącego dziecka. Decyzją prokuratora 18-latek został zwolniony z aresztu. Podczas długiego sierpniowego weekendu w Grudziądzu doszło do makabrycznego odkrycia – w lesie znaleziono ukryte zwłoki noworodka. Ustalenia śledczych wskazują, że zbrodni dopuściła się 17-letnia Julia, prawdopodobnie matka dziecka. Ciało miało być w tak złym stanie, że nie można było ustalić płci.

Polsat News ustalił, że nastolatka urodziła dziecko pół roku temu, w trakcie porodu była sama. Według śledczych dziewczyna ukrywała ciążę i planowała zabicie dziecka. Nie wiadomo jednak, czy noworodek urodził się martwy czy został pozbawiony życia. Ustalono natomiast, że nastolatka niedługo po porodzie zadzwoniła do swojego 18-letniego chłopaka, biologicznego ojca dziecka. Ten nie zawiadomił policji, pomógł w ukryciu zwłok i zatarciu śladów. Grozi mu za to do pięciu lat pozbawienia wolności.

Wobec nastolatki sąd zastosował na wniosek prokuratury areszt na trzy miesiące. Julii B. grozi 25 lat pozbawienia wolności, o ile zarzut zabójstwa zostanie utrzymany. Była to wstępna kwalifikacja czynu. Śledczy wciąż czekają m.in. na wyniki badań zleconych biegłym z różnych dziedzin. Mamy poznać przyczynę śmierci dziecka, a także badania mają dać potwierdzenie, że zatrzymani byli biologicznymi rodzicami nieżyjącego noworodka.

18-latek został aresztowany na miesiąc. Prokurator po ponownym przeprowadzeniu czynności procesowych uznał, że nastolatek nie musi już być tymczasowo aresztowany. Będzie odpowiadał za swoje czyny z wolnej stopy. Wobec 18-latka zostały zastosowane: dozór policyjny raz w tygodniu, zakaz kontaktowania się z uczestnikami postępowania oraz zakaz opuszczania kraju.
Źródło info i foto: interia.pl

Robert J. skazany na dożywocie za zabójstwo studentki

– Zadzwonił lekarz, który robił sekcję zwłok i powiedział: „Panowie, jest problem, mamy do czynienia z czymś makabrycznym”. Powiedział, że rzeczywiście jest to fragment ludzkiej skóry, ale skóry, która została precyzyjnie oddzielona od ciała – relacjonował w RMF FM Dariusz Nowak. Były rzecznik małopolskiej policji opowiedział o jednej z najgłośniejszych zbrodni w Polsce, w sprawie której właśnie zapadł wyrok.

W środę Robert J., nazywany „Kuśnierzem z Krakowa”, został skazany na karę dożywotniego więzienia. Chodzi o głośną sprawę o kryptonimie „Skóra”, czyli brutalnego zabójstwa studentki Katarzyny Z. Wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie nie jest prawomocny.

W rozmowie z RMF FM o szczegółach pracy policjantów przy tej sprawie opowiedział Dariusz Nowak, były funkcjonariusz i rzecznik małopolskiej policji.

– To był styczeń 1999 roku, 23 lata temu. Najpierw był telefon do oficera dyżurnego. Zadzwonił kapitan barki, która pcha urobek czy piasek po Wiśle i powiedział, że coś się wciągnęło w śrubę tej barki. Powiedział dokładnie: „coś”. Pojechaliśmy tam w pięciu i na pokładzie tej barki leżało coś, co faktycznie przypominało ludzką skórę, ale nie do końca. To mógł być także kawałek jakiegoś materiału lub guma – powiadał Nowak. Dalej relacjonował, że policja przekazała fragment znalezionej skóry do Zakładu Medycyny Sądowej.

– (…) Kilka dni później zadzwonił lekarz, który robił sekcję zwłok i powiedział: „Panowie, jest problem, mamy do czynienia z czymś makabrycznym”. Powiedział, że rzeczywiście jest to fragment ludzkiej skóry, ale skóry, która została precyzyjnie oddzielona od ciała. Że zrobił to ktoś, kto miał fachową wiedzę, czyli mógłby to być np. lekarz lub rzeźnik. Ktoś, kto świetnie posługiwał się skalpelem, bo wyglądało na to, że mógł być to albo bardzo ostry nóż, albo żyletka, albo właśnie skalpel – opowiedział były policjant. – Wtedy rzeczywiście postawiło to nas wszystkich na nogi – nie tylko w Krakowie, nie tylko w Małopolsce, ale w całej Polsce, bo mieliśmy do czynienia z czymś, czego w powojennej historii Polski po prostu nie było. Zabójca nie tyle, że zabił, ale wyglądało na to, że ściągnął tę skórę – przynajmniej tak mówił lekarz – z człowieka w momencie, kiedy on jeszcze żył. Czyli oskórował człowieka tak, jak skóruje się zwierzę, chociaż zwierzę się wcześniej zabija. To była makabra – dodał.

„Idealnie pasował do sporządzonego portretu psychologicznego”

Jak przyznał, Robert J. „przez wiele lat był on w kręgu podejrzanych” i jego nazwisko znajdowało się w pierwszym tomie akt. W spisie ludzi, którzy potencjalnie mogli być odpowiedzialni za brutalne morderstwo, znajdowało się 60 nazwisk. – Prawdopodobnie dzielnicowy z tego rejonu, który znał go i jego przeszłość, wiedział, jak się zachowywał, przyniósł te informacje i powiedział, żeby go wpisać, bo według niego ten człowiek mógł to zrobić. I on znalazł się na tej liście. Był wielokrotnie sprawdzany, ale nigdy nie było jakiegoś punktu zaczepienia, dowodów na to, że on to zrobił. Idealnie pasował do sporządzonego portretu psychologicznego sprawcy. Natomiast nie było dowodów, że faktycznie to on zabił – powiedział Nowak.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie reprywatyzacji

Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrywał sprawę czterech skarg kasacyjnych na wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uchylił decyzje komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. NSA uchyliła wszystkie cztery wyroki. Córka zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej powiedziała, że cieszy ją wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji, i że jej nieżyjąca matka też byłaby zadowolona. Według wiceministra sprawiedliwości i członka komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich Sebastiana Kalety NSA tym wyrokiem zakwestionował de facto wszystkie decyzje zwrotowe i odszkodowawcze wydane na rzecz nabywców roszczeń. Wiceminister wyjaśnił, że NSA wydał łącznie 4 wyroki o analogicznej treści. – To nie tylko ogród przy Szarej zreprywatyzowany na rzecz Macieja M., ale także kamienice na Krakowskim Przedmieściu, zrujnowane po wojnie, do których roszczenia nabyto za bezcen.

Ocenił, że „długotrwała walka Komisji Weryfikacyjnej okazała się być skuteczna!”.

Córka Jolanty Brzeskiej: Moja mama byłaby zadowolona

– Mama, gdy jeszcze żyła, bardzo to przeżywała, że ludzie tracą dach nad głową, mieszkania, w których się wychowali, na rzecz spekulantów, osób tak naprawdę nieuprawnionych, którzy tylko kupili te roszczenia – powiedziała Magda Brzeska, córka zamordowanej przed 11 laty Jolanty Brzeskiej, liderki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

Kobieta mieszkała w kamienicy przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie, która stała się jednym z symboli tzw. afery reprywatyzacyjnej. Spalone ciało Brzeskiej znaleziono w marcu 2011 r. w lesie w położonym na południowym krańcu Warszawy Powsinie. Śledztwo w sprawie śmierci prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Nie ma jednak podejrzanych w tej sprawie.

Magda Brzeska, komentując poniedziałkowy wyrok i jego spodziewane konsekwencje, powiedziała: – Moja mama byłaby zadowolona.

„Od początku chodziło nam dokładnie o to”

Decyzje sądu skomentowała też Ewa Andruszkiewicz, działaczka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej. Wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji nazwała przełomowym i rewolucyjnym. Wyraziła nadzieję, że będzie on „fundamentem do rozliczenia nieuczciwych beneficjentów tego procederu”.

– Od początku chodziło nam dokładnie o to, że osoby skupujące roszczenia nie mogą być beneficjentami reprywatyzacji. Nie może być tak, że ktoś za 1500 zł kupuje kamienicę, a potem sprzedaje pojedyncze mieszkania za miliony – powiedziała działaczka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało zakrwawionej kobiety. Zatrzymano 14-latka

Na klatce schodowej jednego z bloków na warszawskim Wilanowie znaleziono ciało zakrwawionej kobiety. Policja zatrzymała już 14-latka, który może mieć związek ze sprawą. Do dramatycznego odkrycia doszło w poniedziałek w bloku mieszkalnym przy ulicy Gubinowskiej.

– Policjanci z Wilanowa interweniowali tam w związku ze zgłoszeniem, że na klatce schodowej leży zakrwawiona kobieta – przekazał Robert Koniuszy, oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji Warszawa II, cytowany przez portal tvnwarszawa.pl.

Skierowani na miejsce ratownicy medyczni podjęli próbę reanimacji, ale rannej 76-latki niestety nie udało się uratować.

– Policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa Ursynów przeprowadzili szereg czynności celem zabezpieczenia śladów i ustalenia osoby, która mogła przyczynić się do śmierci 76-latki. Zatrzymany został 14-latek, który może mieć związek ze sprawą – oświadczył Koniuszy.

Jak dodał, ze względu na wiek zatrzymanego wszystkie materiały zostały przekazane do sądu rodzinnego i nieletnich, który podejmie kolejne decyzje.
Źródło info i foto: wp.pl

W Grudziądzu odkryto szczątki noworodka. W sprawie aresztowano 17-latkę i 18-latka

W weekend w Grudziądzu doszło do odkrycia szczątek noworodka, które mogło umrzeć nawet kilka miesięcy wcześniej. W sprawie aresztowano dwie osoby. – Podejrzana nie przyznała się. Przedstawiła własną wersję wydarzeń – przekazała prokurator Magdalena Chodyna. Jak podaje „Gazeta Pomorska”, do odkrycia doszło w długi weekend 13-15 sierpnia. Zwłoki noworodka były ukryte w odludnym miejscu, w północnej części Grudziądza w województwie kujawsko-pomorskim.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że do śmierci małego dziecka mogło dojść nawet kilka miesięcy wcześniej. W sprawie zatrzymano dwie osoby: 17-letnią dziewczynę i 18-letniego chłopaka. Oboje są mieszkańcami Grudziądza.

W sprawie 17-latki prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie pozbawienia życia dziecka. – Jest to na razie wstępna kwalifikacja. Podejrzana nie przyznała się. Przedstawiła własną wersję wydarzeń. Sąd na nasz wniosek zastosował wobec podejrzanej trzy miesiące aresztu – powiedziała gazecie prokuratorka Magdalena Chodyna.

18-letniemu mężczyźnie prokuratura przedstawiła zarzut zacierania śladów przestępstwa oraz pomocy w ukryciu zwłok noworodka. Grozi mu za to do pięciu lat pozbawiania wolności. – Częściowo przyznał się do zarzucanego czynu i przedstawił własną wersję wydarzeń. Sąd zastosował wobec 18-latka tymczasowy areszt na miesiąc – przekazała Chodyna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy wszczynają śledztwo w sprawie zanieczyszczenia Odry

W Niemczech mnożą się zarzuty przeciwko Polsce w sprawie zatrucia Odry toksynami. Śledztwo prowadzi Krajowy Urząd Kryminalny w Brandenburgii – informują niemieckie media. O wszczęciu śledztwa w sprawie zatrucia Odry wysoko toksyczną substancją poinformował Krajowy Urząd Kryminalny (LKA) w Brandenburgii. Jak podaje na swoich stronach internetowych w piątek (12.08.2022) tygodnik „Die Zeit”, powołując się na słowa rzeczniczki LKA „jasne jest, że problem ma swój początek w Polsce”. Obecnie w laboratorium badana jest próbka wody.

Znane już są wyniki innych próbek wody, pobranych przez Urząd Krajowy Ochrony Środowiska Brandenburgii. Wykryto w niej wysokie stężenie rtęci. Publiczna stacja radiowo-telewizyjna rbb informuje, że wartości okazały się tak wysokie, że nie można było przedstawić miarodajnego wyniku badań i trzeba było je powtórzyć.

Brandenburskie Ministerstwo Środowiska poinformowało w czwartek późnym popołudniem, że przez Odrę przepływa nieznana jeszcze, silnie toksyczna substancja. „Wstępne wyniki analiz wykazały, że przed kilkoma dniami silna fala substancji organicznych przeszła przez Frankfurt nad Odrą i od tego czasu kontynuowała swój bieg w dół rzeki, obecnie w rejonie Schwedt. Wpływ na ekosystem wskazuje na syntetyczne substancje chemiczne, najprawdopodobniej również o działaniu toksycznym dla kręgowców” – czytamy na stronach rbb24.

W Niemczech mnożą się zarzuty przeciwko polskiej stronie, która – najwyraźniej wiedząc o problemie dużo wcześniej – nie poinformowała niemieckich instytucji. Brandenburski minister środowiska Axel Vogel (Zieloni) w rozmowie ze stacją rbb skrytykował odpowiedzialne za to władze w Polsce. „Jesteśmy wprawdzie w kontakcie z polską stroną, ale nie zostaliśmy oficjalnie poinformowani o wydarzeniach w Opolu, które najwyraźniej miały miejsce 27 lub 28 lipca” – powiedział Axel Vogel.

„Wiemy tylko od osób trzecich i z mediów, że zostały uwolnione rozpuszczalniki na dużą skalę, co może być częściowo odpowiedzialne za zabijanie ryb. Trzeba powiedzieć, że uzgodnione kanały przekazywania informacji nie zostały wykorzystane. Dlatego nie mamy wielu informacji, które powinniśmy mieć” – podkreślił w rbb minister środowiska Brandenburgii.

Ostre słowa krytyki pod adresem polskich władz płyną też ze strony organizacji ekologicznych. Gazeta „Maerkische Oderzeitung” cytuje m.in. szefa bałtyckiego biura organizacji WWF. „Najwyraźniej minęło dziesięć dni cennego czasu, w którym ludzie mieszkający nad Odrą mogli się do tego przygotować” – mówi Finn Viehberg.

Antje von Broock, dyrektor wykonawcza stowarzyszenia ekologicznego BUND, dodaje zaś, że „ta katastrofa ekologiczna nie miałaby takiej skali, gdyby władze niemieckie i polskie intensywniej współpracowały.”
Źródło info i foto: Gazeta.pl