USA: Seryjny morderca grasuje w Chicago? 51 zabitych kobiet w przeciągu 18 lat

W Chicago prawdopodobnie grasuje seryjny morderca. Policja uważa, że 51 morderstw na kobietach dokonanych w ostatnich 18 latach w mieście i okolicach może mieć ze sobą związek. Sprawę opisał portal rmf24.pl.

Od 2001 r. w Chicago i okolicach dokonano 51 nierozwiązanych do tej pory morderstw na kobietach. Wszystkie zostały uduszone – znajdywano je w opuszczonych domach lub zaułkach. Ofiary mordów nie był zamożne, większość z nich to prostytutki.

Wśród elementów je łączących policja wymienia ten sam kod genetyczny zidentyfikowany w 21 przypadkach. Śledczy wykluczają motyw rabunkowy. Jak uważa Eddie Johnson, nadkomisarz departamentu policji, nie ma większych wątpliwości, że w mieście grasuje seryjny morderca.

– Uwierzcie mi: gdyby było inaczej, nie mówiłbym o tym – stwierdził Johnson na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej.

Fakt, że Chicago jest jednym z bardziej niebezpiecznych amerykańskich miast, być może stał się przyczyną wcześniejszego niewiązania tych przypadków ze sobą. Jak informuje FBI, „agenci nie spoczną dopóki, nie uda się zatrzymać seryjnego mordercy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Słabe zarzuty wobec założyciela WikiLeaks

Brytyjska policja aresztowała Juliana Assange w czwartek w londyńskiej ambasadzie Ekwadoru, gdzie udzielono mu azylu jeszcze w 2012 r. Aresztowanie było możliwe dzięki nakazowi ekstradycji wystawionemu przez Stany Zjednoczone, które oskarżają go o spisek w celu włamania do komputera – wygląda na to, że sprawę ma już wygraną, pisze Jack Shafer z POLITICO.

Brytyjska policja aresztowała Juliana Assange w czwartek w londyńskiej ambasadzie Ekwadoru, gdzie udzielono mu azylu jeszcze w 2012 r. Aresztowanie było możliwe dzięki nakazowi ekstradycji wystawionemu przez Stany Zjednoczone, które oskarżają go o spisek w celu włamania do komputera – wygląda na to, że sprawę ma już wygraną, pisze Jack Shafer z POLITICO.

Jeżeli jednak bliżej przyjrzymy się aktowi oskarżenia, który skupia się na bardzo wąskiej kwestii włamania do komputera, to widać wyraźnie, że amerykański rząd jest w pełni świadomy, czym by ryzykował oskarżając wydawcę o to, że coś opublikował. Assange może się w ten sposób znaleźć w wymarzonej dla siebie roli, a wyznaczył mu ją ten sam rząd, którym się brzydzi.

Jeżeli sprawa przebiegnie zgodnie z oczekiwaniami, Assange najpierw będzie miał okazję, by jeszcze w Wielkiej Brytanii pokazać światowej opinii publicznej, że to wszystko jest polityczną ustawką. A jeżeli nawet przegra tę rundę i sprawa przeniesie do Stanów Zjednoczonych, być może zdoła zmusić amerykański rząd, by zgodnie z prawem dostarczył jako dowód tonę dokumentów, czyli to, co Assange uwielbia najbardziej.

Biorąc pod uwagę szeroką paletę zarzutów, które prokuratorzy rozważali przeciwko Assange’owi, w tym zarzut szpiegostwa, ich akt oskarżenia wygląda cienko. Jeżeli prokuratorzy nie podniosą silniejszych zarzutów przeciwko Assange’owi – a Reuters informuje, że Departament Sprawiedliwości rozważa taką opcję – były zbieg może wykorzystać brytyjską procedurę ekstradycyjną, by uniknąć amerykańskiego sądu.

Co zarzucają Assangeowi

Adwokat Ken White jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na wąski zakres aktu oskarżenia. Unika on jak ognia problemów związanych z Pierwszą Poprawką – gwarantującą wolność słowa – i nie obciąża Assange’a zarzutami związanymi z ujawnianiem tajemnic państwowych. Oskarża go natomiast o przestępstwa komputerowe – pomoc byłej szeregowej Chelsea Manning przy włamaniu do zastrzeżonego rządowego systemu komputerowego zawierającego informacje niejawne. (To właśnie Manning ściągnęła zastrzeżone pliki i udostępniła je WikiLeaks, który je potem opublikował).

Czy Assange rzeczywiście w tym pomagał? Oskarżenie w tej kwestii jest dość mętne. „Złamanie hasła miało pozwolić Manning zalogować się” do komputerów, do których nie powinna mieć dostępu, głosi akt oskarżenia. „Takie działanie mogło utrudnić śledczym identyfikację Manning jako źródła”, czytamy dalej.

Twierdzenie rządu, że Assange zaoferował Manning pomoc przy łamaniu haseł, nie jest żadną nowością – sprawa wypłynęła podczas procesu Manning w 2011 r. Sprawę opisało wtedy POLITICO piórem Josha Gersteina, który ujawnił, że prokuratorzy przedstawili zapis czatów z komputera osobistego Manning, w których poprosiła użytkownika o nicku „Nathaniel Frank” o radę w sprawie łamania haseł. Prokuratorzy powiązali tę tożsamość z adresem e-mail używanym przez Assange’a. „Frank” odpowiedział, że ma tablice matematyczne, zwane „tęczowymi”, które mogą jej pomóc.

Prokuratorzy prawdopodobnie z dwóch powodów zdecydowali się oskarżyć Assange’a o zwykłe przestępstwo komputerowe, a nie o szpiegostwo. Przestępstwa komputerowe są prawnie karalne zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii, a przypadki ekstradycji, które ich dotyczą, są stosunkowo proste.

Wniesienie oskarżenia o szpiegostwo skomplikowałoby ekstradycję, pozwalając obwinionemu powołać się na „wyjątek przestępstwa politycznego” i podnieść argument, że traktat pomiędzy USA i Wielką Brytanią stanowi, że nikt nie może zostać poddany ekstradycji za przestępstwo o charakterze politycznym. Fethullah Gulen, turecki dysydent mieszkający obecnie w Stanach Zjednoczonych, chce właśnie na mocy tej klauzuli zabezpieczyć się przed próbą ekstradycji do Turcji.

Czego obawiają się amerykańscy prokuratorzy

Jeśli amerykańscy prokuratorzy nie wniosą żadnych dodatkowych zarzutów przeciwko Assange’owi, z pewnością będzie on argumentował w postępowaniu ekstradycyjnym, że Stany Zjednoczone próbują oszukać władze brytyjskie w kwestii ich prawdziwych motywów: podnoszą kwestię przestępstwa A (hakerstwo), podczas gdy ich prawdziwym zamiarem jest ukaranie go za niezapisane w akcie oskarżenia przestępstwo B (pomoc w kradzieży dokumentów niejawnych). (Obecny akt oskarżenia sugeruje, że Assange podejmował takie próby, ale nie stawia wprost takiego zarzutu).

Oskarżony mógłby także z powodzeniem argumentować, że zarzuty komputerowe są listkiem figowym i że Stany Zjednoczone używają ich jako pretekstu w celu przeprowadzenia ekstradycji, by następnie oskarżyć go o szpiegostwo, gdy przyjedzie do Ameryki. Każdy z tych argumentów mógłby przekonać Brytyjczyków.

Nawet jeżeli prokuratorzy doprowadzą do ekstradycji Assange’a, nadal będzie on mógł mocno uprzykrzać im życie. Mógłby na przykład domagać się wydania mnóstwa dokumentów rządowych, by bez względu na wagę zarzutów, zwiększyć swoje szanse na obronę. Czy prokuratorzy są gotowi przekazać Julianowi Assange’owi dodatkowe informacje – za pośrednictwem jego prawników – tylko po to, by go pogrążyć? Za przestępstwo, o które jest obecnie oskarżany grozi stosunkowo niewielka kara pięciu lat więzienia.

Powodem, dla którego prokuratorzy nie chcą powiązać Assange’a ze szpiegostwem, jest to, co „Washington Post” w artykule z 2013 r. nazwał „problemem »New York Timesa«”. Dotyczył on decyzji z czasów Obamy, by nie oskarżać Assange’a. „Gdyby Departament Sprawiedliwości postawił w stan oskarżenia Assange’a, musiałby również oskarżyć »New York Timesa« i inne media i dziennikarzy, którzy opublikowali materiały niejawne, w tym Washington Post i brytyjski dziennik »Guardian«”, powiedział gazecie anonimowy amerykański urzędnik.

Może być prawdą, co podnoszą zaniepokojeni obrońcy wolności prasy, że działania podjęte przeciwko Assange’owi sygnalizują gotowość części administracji Trumpa, by uchylić część zabezpieczeń gwarantowanych przez Pierwszą Poprawkę i ścigać media za ujawnianie informacji niejawnych. Nie powinno to jednak odstraszyć dziennikarzy od wykonywania ich zawodu w taki sposób jak dotychczas. Jeżeli administracja Trumpa nie zdecyduje się na radykalne kroki, Pierwsza Poprawka wydaje się bezpieczna.
Źródło info i foto: onet.pl

Ksiądz z Wałbrzycha oskarżony o nękanie żony organisty, z którą wcześniej wdał się w romans

Prokuratura domaga się, by 45-letni ksiądz z diecezji świdnickiej został skazany za grożenie i poniżanie żony organisty z jego parafii, z którą najpierw miał romans. Sprawa ma swój początek w 2011 r. Wtedy to ks. Piotr M. został skierowany przez władze kościelne jako wikariusz do wałbrzyskiej parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP. Tam ksiądz poznał małżeństwo, które pracowało na rzecz parafii: organistę i jego żonę.

Dzwonił i straszył

Z biegiem posługi w parafii ks. Piotra M. z żoną organisty połączyły mniej formalne relacje. Romans miał tak daleko idące konsekwencje, że kobieta w 2013 r. uzyskała sądowne orzeczenie o separacji. Sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej, gdy po pewnym czasie postanowiła jednak wrócić do męża.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Warszawa: Ojciec otruł siebie i syna. Nie było podejrzenia, że ojciec może być niebezpieczny

W trakcie sprawy rozwodowej powoływani byli specjaliści, którzy nie stwierdzili, by Tomasz M. stanowił zagrożenie dla dzieci. Matka nie wnosiła o zakaz kontaktu – twierdzą pracownicy wrocławskiego sądu, którzy zajmowali się sprawą. W ostatnią niedzielę 35-letni mężczyzna prawdopodobnie otruł siebie i swojego 4,5-letniego syna. Miał to zrobić w toalecie przy sali zabaw na warszawskim Bemowie. Spotkanie z dzieckiem odbywało się w obecności kuratora.

Rodzina pochodziła z okolic Wrocławia, dlatego też ich sprawą zajmował się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Przed tamtejszym sądem toczyła się rozprawa rozwodowa, rozstrzygany był m.in. wątek opieki nad dziećmi. To wrocławski sąd postanowił, że Tomasz M. ma widywać się ze swoimi dziećmi przy udziale kuratora. Jak twierdzi rzecznik sądu Sylwia Jastrzemska, sprawa rozwodowa małżeństwa M. zakończyła się nieprawomocnym wyrokiem 8 października tego roku. Reprezentująca Tomasza M. mecenas złożyła wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, które otrzymała 21 listopada. Od tego dnia przysługiwało 14 dni na wniesienie apelacji, która do dziś nie wpłynęła. Sąd okręgowy we Wrocławiu przyznał opiekę nad dziećmi byłej żonie Tomasza M.

W toku postępowania rozwodowego sąd nie ogranicza się tylko do wydania wyroku. W toku tego postępowania sąd wielokrotnie wydawał postanowienia zabezpieczające dobro tych dzieci – powiedziała sędzia Jastrzemska i dodała, że kluczowym jest postanowienie z 13 czerwca tego roku, „na mocy którego sąd ustalił, że kontakty z dziećmi poza miejscem zamieszkania będą odbywały się w każdą nieparzystą sobotę oraz niedzielę, w godzinach 10-18, w obecności kuratora sądowego”.

Sędzia Sylwia Jastrzemska zaznaczyła, że takie postanowienie nie jest ostateczne i sąd opiekuńczy ma obowiązek zmieniać je za każdym razem, gdy zmieni się sytuacja. Tutaj były wielokrotnie składane przez ojca wnioski o zmianę. Ojciec chciał, żeby sąd jemu powierzył opiekę nad dziećmi, chciał je wychowywać – tłumaczy rzeczniczka sądu. Sąd oddalał te wnioski.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Widlino: Próba porwania 15-latki. Policja szuka sprawcy i świadków

Kartuscy policjanci pracują nad zgłoszeniem dotyczącym próby porwania 15-latki. Miało do niej dojść w piątek rano w miejscowości Widlino (Pomorskie). Kilka godzin później dziewczynka razem z matką zgłosiły sprawę na policję.

16 listopada przed godziną 7 rano 15-latka czekała na przystanku na autobus, kiedy zatrzymał się przy niej samochód. Kierowca miał próbować wciągnąć ją do auta, na szczęście bezskutecznie. Kilka godzin później dziewczynka razem z matką zgłosiły się do komisariatu w Żukowie i złożyły zawiadomienie w tej sprawie.

– Policjanci, którzy otrzymali zgłoszenie, natychmiast udali się na miejsce w celu zabezpieczenia ewentualnych śladów, monitoringu, rozpytania pobliskich mieszkańców oraz ustalenia świadków tego zdarzenia – mówi st. sierż. Daria Olchowik, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach. Z uwagi na dobro śledztwa policjantka nie ujawnia szczegółów sprawy. Olchowik apeluje także o pomoc do ewentualnych świadków.

– Prosimy, aby każdy, kto w tym dniu w tych godzinach znajdował się w okolicy miejsca zdarzenia i dostrzegł coś niepokojącego, poinformował o tym najbliższą jednostkę policji – mówi rzeczniczka komendy w Kartuzach. Z funkcjonariuszami można kontaktować się, dzwoniąc pod numer 112 lub nr (58) 685 22 22.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włoch znęcał się nad Polką na wózku inwalidzkim. Zmuszał ją do oddawania renty

47-latek z Mondragone (na północ od Neapolu) od dawna znęcał się nad swoją niepełnosprawną partnerką. Sprawa wyszła na jaw, gdy mężczyzna zamknął jeżdżącą na wózku Polkę na balkonie. Okazało się, że nie tylko ją torturował – złamał jej m.in. kość udową – ale zmuszał również do oddawania mu renty inwalidzkiej. Właśnie trafił do aresztu.

47-letni Włoch trafił do aresztu w Mondragone oskarżony o maltretowanie rodziny i zadanie ciężkich obrażeń swojej partnerce.

Wśród wielu aktów przemocy, prokuratorzy wymienili m.in. pobicie partnerki statywem fotograficznym, co spowodowało złamanie kości udowej (później mężczyzna rozbił gips założony kobiecie przez lekarza). Konkubent oskarżony jest również o odbieranie Polce renty inwalidzkiej w wysokości 280 euro miesięcznie.

Sprawa maltretowania niepełnosprawnej wyszła na jaw we wrześniu ubiegłego roku, gdy Włoch ofiarę przykutą do wózka inwalidzkiego wypchnął i zamknął na balkonie. Kobietę zobaczyli przechodnie i to oni zawiadomili policję, która ją uwolniła.

Maltretowana Polka trafiła do domu swojej matki, zgodziła się złożyć doniesienie na konkubenta. Śledztwo ujawniło wiele aktów przemocy, które prokuratura w Santa Maria Capua Vetere nazwała wprost torturami. Prokuratorzy ujawnili, że 47-letni Włoch od dawna był niezwykle brutalny wobec rodziny i często znajdował się pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Prokuratura wznowiła śledztwo ws. zaginięcia Emanueli Orlandi. Szczątki w gmachu Watykanu

W piwnicy nuncjatury apostolskiej w Rzymie, eksterytorialnego gmachu Watykanu, odkryto we wtorek kolejne szczątki kostne – podały włoskie media, powołując się na śledczych. We współpracy z Watykanem włoski wymiar sprawiedliwości prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Według dziennikarzy mogą to być szczątki zaginionej w czerwcu 1983 r. córki pracownika Stolicy Apostolskiej Emanueli Orlandi.

Pierwsze szczątki, należące prawdopodobnie do dwóch osób, znalezione zostały w Villa Giorgina pod koniec października.

Według wstępnych ustaleń śledczych są to m.in. kości młodej kobiety o drobnej budowie. Zarówno te odkryte wcześniej, jak i znalezione obecnie fragmenty czaszki zostały skierowane do badań DNA, by ustalić płeć i wiek, a także prawdopodobny czas zgonu.

Wznawiają sprawę zaginionej przed 35 laty Emanueli Orlandi

Dokonane w czasie prac budowlanych odkrycie w podziemiach siedziby nuncjatury we Włoszech, czyli ambasady Watykanu, otworzyło na nowo sprawę niewyjaśnionego dotąd zaginięcia w czerwcu 1983 r. córki pracownika Stolicy Apostolskiej Emanueli Orlandi.

Nastolatka zniknęła w biały dzień w Rzymie, a wieloletnie śledztwo nigdy nie potwierdziło żadnej z licznych wysuwanych hipotez, dotyczących tego co miało się z nią stać. W tym okresie w Wiecznym Mieście zaginęła bez śladu również inna nastolatka – Mirella Gregori.

Od krewnych obu zaginionych pobrano materiał DNA, który rzymskie laboratorium kryminalistyczne zamierza porównać z uzyskanym z próbek pobranych ze znalezionych szczątków.

Wśród hipotez: siatka księży pedofilów, porachunki mafii

Do zaginięcia 15-letniej Emanueli Orlandi doszło 22 czerwca 1983 roku. Córka świeckiego urzędnika kurii rzymskiej wyszła z domu do szkoły muzycznej. Sprawa jest dotąd niewyjaśniona, mimo, że od porwania upłynęło 35 lat.

Wśród hipotez pojawiły się m.in domysły, że za porwaniem i – prawdopodobnie – zabójstwem Emanueli Orlandi może stać siatka księży pedofilów, włoski gangster Enrico De Pedis, a nawet były rektor bazyliki świętego Apolinarego w Rzymie.

Inna koncepcja zakładała, że za jej porwaniem stać miała groźna Banda della Magliana z Rzymu. Gangsterzy mieli próbować zastraszyć najwyższych hierarchów, a nawet samego Jana Pawła II z powodu rzekomych finansowych porachunków z Watykanem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok w sprawie dziennikarki, która kopała imigrantów

Sąd Najwyższy wydał wyrok ws. operatorki kamery Petry Laszlo. Stwierdził, że została „niewłaściwie oskarżona” w związku z czym umorzył sprawę. Kobieta została nagrana jak przewracała migrantów w 2015 r.

O węgierskiej kamerzystce zrobiło się głośno po wydarzeniach z 8 września 2015 r. Petra Laszlo pracowała wtedy dla prawicowej telewizji N1TV i nagrywała materiał w miejscowości Roeszke, niedaleko granicy z Serbią. W obozie było wtedy ok. 2 tys. uchodźców. W pewnym momencie ok. 400 z nich podjęło próbę przerwania policyjnego kordonu i starało się uciec w stronę granicy z Austrią.

Operatorka kamery filmowała zdarzenie, kiedy została nagrana przez innego dziennikarza jak kopała przebiegających obok uchodźców m.in. mężczyźnie z dzieckiem na ręku. Została za to skrytykowana i natychmiastowo zwolniona z pracy. Ponad rok po wydarzeniu zdecydowano się jej postawić zarzut chuligaństwa. We wtorek została uniewinniona przez węgierski Sąd Najwyższy – podaje agencja AFP.

Sędziowie argumentowali, że sprawa została umorzona z powodu braku naruszenia. Dodatkowo dziennikarka miała zostać „niewłaściwie oskarżona” przez sądy niższej instancji. Czyn był wykroczeniem, a nie przestępstwem, a w momencie wydania wyroku upłynął termin przedawnienia. Wzięto również kontekst sytuacji i „napaść kilkuset uchodźców uciekających przed interwencją policji”. Akt Laszlo był „moralnie niepoprawnym i nielegalnym zakłóceniem, ale nie wandalizmem”.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginięcie Pauliny Dynkowskiej. Prokuratura prowadzi śledztwo ws. bezprawnego uwięzienia 28-latki

Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie prowadzi śledztwo ws. bezprawnego pozbawienia wolności 28-letniej Pauliny Dynkowskiej, która zaginęła w minioną sobotę. Z kolei łódzcy policjanci, którzy zajmują się sprawą, odwołali poszukiwania mężczyzny ze zdjęcia. Udało się ustalić jego tożsamość. Był on widziany jako ostatni z dziewczyną.

Sprawa zaginionej Pauliny Dynkowskiej nadal pozostaje nie rozwiązana. 28-latka ostatni raz widziana była wspólnie z mężczyzną  20 października 2018 roku około godziny 8.00 przy skrzyżowaniu ulic Zielonej oraz Kościuszki w Łodzi. Osoby te kierowały się w stronę ulicy Gdańskiej. Od tamtego czasu kobieta nie nawiązała kontaktu z rodziną.

Jak powiedziała nam mł.insp. Joanna Kącka z łódzkiej policji, odwołano poszukiwania wspomnianego mężczyzny, bo udało się ustalić jego tożsamość. Rzeczniczka dodała, że to jedyne informacje, jakie może w tej chwili przekazać. 

Rysopis w chwili zaginięcia:

Wiek 28 lat, wzrost 174 cm., średniej budowy ciała, włosy ciemno brązowe długie, proste, oczy zielono – szare, nos mały prosty, brak znaków szczególnych. Ostatnie informacje na temat ubioru: czarny płaszcz odcinany w pasie do kolan, czarne botki z wysokim szerokim obcasem, czarna torba na długim pasku. 

Prokuratura: Śledztwo ws. bezprawnego uwięzienia 

Sprawą zajmuje się łódzka prokuratura. „Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie prowadzi śledztwo w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności 28-letniej kobiety, która zaginęła w minioną sobotę. Szereg czynności w tej sprawie podejmują liczni funkcjonariusze policji. Osoby posiadające jakiekolwiek informacje w tej sprawie proszone są o kontakt z Prokuraturą Rejonową Łódź-Polesie pod numerem telefonu (42) 254 – 07 00 lub z Komendą Miejską Policji w Łodzi, telefon (42) 665 14 50, 608 576 370, 604 281 327”- czytamy w przekazanym nam komunikacie.

Śledczy podkreślają, że w sprawie zaginionej Pauliny Dynkowskiej brane są pod uwagę różne hipotezy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Chłopiec potrącony przez radiowóz z kolumny prezydenta. Prokuratura zdecydowała o umorzeniu sprawy

Do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu wpłynęły dokumenty z komendy powiatowej policji dotyczące chłopca potrąconego w czwartek na pasach przez wchodzący w skład kolumny prezydenta radiowóz – poinformował w rozmowie z TVN24 prokurator Mariusz Słomka. Z opinii biegłego wynika, że dziecko nie doznało obrażeń ciała. – Czyn ten nie wyczerpuje znamion przestępstwa. W związku z tym zostanie wydane postanowienie o umorzeniu śledztwa przed jego wszczęciem – wyjaśnił Słomka.

Śledczy powołali biegłego, który przygotował opinię i określił w niej obrażenia chłopca potrąconego w czwartek na pasach w Oświęcimiu przez wchodzący w skład kolumny prezydenta radiowóz.

Od opinii biegłego zależy kwalifikacja zdarzenia. Jeśli chłopiec doznał obrażeń utrzymujących się poniżej 7 dni wówczas zdarzenie badane będzie jako wykroczenie, a jeśli powyżej – byłoby traktowane jako przestępstwo.

„Czyn nie wyczerpuje znamion przestępstwa”

– Do prokuratury rejonowej wpłynęły dokumenty z komendy powiatowej policji w Oświęcimiu. To jest całość dokumentacji, całość zebranego materiału dowodowego, protokołu przesłuchań świadków, protokołu oględzin miejsca zdarzenia, w tym również najbardziej istotnej dokumentacji związanej z opinią biegłego z zakresu medycyny co do ewentualnych obrażeń ciała małoletniego pokrzywdzonego – poinformował w rozmowie z TVN24 prokurator Mariusz Słomka.

Jak powiedział, z tej opinii wynika, iż małoletni nie doznał obrażeń ciała. – Naruszona została jego nietykalność – to jest powierzchowny uraz podudzia lewego – mówił.

– Czyn ten nie wyczerpuje znamion przestępstwa. W związku z tym zostanie wydane postanowienie o umorzeniu śledztwa przed jego wszczęciem – dodał.

Prokuratura poinformowała, że stanie się to jeszcze w poniedziałek.

Słomka dodał, że na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa opiekunom dziecka przysługuje zażalenie. Mają na to siedem dni od momentu doręczenia decyzji.

– Dopiero po upływie tego terminu i uprawomocnieniu postanowienia będziemy mogli mówić o zakończeniu sprawy – dodał.

Wypadek w Oświęcimiu

W czwartek samochód policyjny, jadący w kolumnie prezydenta w Oświęcimiu, potrącił na pasach dziewięcioletniego chłopca.

– Kolumna zatrzymała się na pasach i wtedy przez pasy przebiegło jedno dziecko. Drugie zostało przed przejściem dla pieszych. W momencie, kiedy wóz policyjny z kolumny delikatnie ruszył, to drugie dziecko wbiegło na ten samochód – informował w czwartek rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Dodał, że „chłopiec ma stłuczone kolano, więc nic poważnego się nie stało”.
Źródło info i foto: tvn24.pl