Kartuzy: Jest akt oskarżenia przeciwko księdzu Wojciechowi Cz. Miał dopuścić się molestowania 20-letniej parafianki

Czarne chmury kłębią się nad głową księdza Wojciecha Cz. z Kartuz (woj. pomorskie). O duchownym zrobiło się głośno po tym, jak wyszło na jaw, że najpierw zaprosił kumpla pedofila do odprawiania rekolekcji z dziećmi, a później miał okazywać uczucia 20-letniej parafiance w sposób, który dziewczyna i prokurator uznali za molestowanie. Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia w tej sprawie.

Prokuratura w Kartuzach skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko księdzu Wojciechowi Cz. Duchowny będzie odpowiadał za doprowadzenie pokrzywdzonej do poddania się innej czynności seksualnej.

– Oskarżony nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia – poinformował w rozmowie z Fakt24.pl szef kartuskiej prokuratury Marek Kopczyński. – Wobec oskarżonego zastosowane zostały wolnościowe środki zapobiegawcze. Został on objęty policyjnym dozorem i ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej. Musiał też wpłacić dwa tysiące złotych kaucji. Wobec oskarżonego zastosowano także zabezpieczenie majątkowe poprzez zajęcie jego samochodu – dodaje prokurator.

Ksiądz oskarżony o molestowanie

Przypomnijmy – ksiądz Wojciech Cz. do parafii w Kartuzach trafił niespełna dwa lata temu. Zaraz po tym, jak w grudniu 2017 r. stracił probostwo parafii w Brzeźnie Lęborskim. Biskupi pozbawili go stanowiska za to, że zaprosił do odprawiania rekolekcji księdza Wincentego P. skazanego prawomocnym wyrokiem za molestowanie pięciu ministrantów we wsi pod Łowiczem. Sąd Rejonowy w Wejherowie uniewinnił go jednak w tej sprawie.

Zdegradowany do roli wikariusza Wojciech Cz. w nowej parafii szybko dał się poznać z najgorszej strony. Zaprosił do swojego mieszkania na plebanii 20-letnią parafiankę. Pomimo wyraźnego sprzeciwu miał zacząć ją molestować! Ofiara powiadomiła prokuraturę, a duchowny usłyszał zarzut doprowadzenia kobiety do innej czynności seksualnej.

Księdzu Wojciechowi Cz. grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śląsko: Strzały podczas interwencji policji. Napastnik nie żyje

Strzały w trakcie policyjnej interwencji w miejscowości Śląsko w powiecie Lipskim na Mazowszu. Jak dowiedzieli się dziennikarze RMF FM, zatrzymywany 30-letni mężczyzna rzucił się z nożem na policjantów. Został postrzelony – zmarł w szpitalu. 22-letni policjant, który został ranny w szyję, także trafił do szpitala. Sprawca był dobrze znany policji. W sprawie zostało wszczęte śledztwo.

W piątek około godziny 22:00 policjanci zostali wezwani prawdopodobnie do domowej sprzeczki. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, na miejscu zastali dobrze im znanego z wcześniejszych kradzieży agresywnego mężczyznę. 30-latek próbował atakować policjantów. Funkcjonariusze użyli gazu. Napastnik złapał wtedy za nóż.

Jak dodaje sierżant sztabowa Katarzyna Kucharska z mazowieckiej policji, napastnik wybiegł z domu i próbował zaatakować kolejnego funkcjonariusza. Ten, widząc zagrożenie, wyciągnął pistolet i strzelił.

Na miejsce zostało wezwane pogotowie. Agresor zmarł w szpitalu. Raniony nożem w szyję młody policjant przeszedł operację i przebywa w szpitalu.

W sprawie zostało wszczęte postępowanie. Jak podkreśla Kucharska, działanie funkcjonariuszy było zgodne z prawem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Radca ambasady Białorusi w Turcji Alaksandr Pahanszau postrzelony. Sprawca popełnił samobójstwo

Radca ambasady Białorusi w Turcji Alaksandr Pahanszau został postrzelony przez sąsiada, który wkrótce potem popełnił samobójstwo. Ranny, w stanie ciężkim, został odwieziony do szpitala – poinformował gubernator Ankary Vasip Sahin. Pahanszaua postrzelił w środę wieczorem niezrównoważony psychicznie były turecki żołnierz. Na razie nic nie wskazuje na to, aby powodem ataku były motywy politycznie. Wszystko wskazuje na to, że doszło do niego po kłótni między sąsiadami.

Szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu powiedział dziennikarzom, że Pahanszau przeszedł operację. Cavusoglu dodał, że wszczęto śledztwo w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje dotyczące rodziców zamordowanego Dawida

Finał poszukiwań Dawida Żukowskiego okazał się tragiczny. Ciało chłopczyka znaleziono w zaroślach przy zbiorniku wodnym nieopodal zjazdu z autostrady A2 do Pruszkowa. W sprawie śmierci 5-latka z Grodziska Mazowieckiego pojawia się wiele pytań. Tłem tragicznych zdarzeń jest konflikt rodzinny. Czy opieka nad dzieckiem była kwestią sporną pomiędzy rodzicami malucha?

Poszukiwaniami Dawida Żukowskiego żyła cała Polska. Ich finał okazał się tragiczny. W sobotę ciało 5-letniego chłopczyka znaleziono w zaroślach przy zbiorniku wodnym nieopodal zjazdu z autostrady A2 do Pruszkowa. Z doniesień TVP Info wynika, że dziecko najprawdopodobniej miało rany kłute w okolicach serca. Prokuratura będzie prowadzić postępowanie przygotowawcze w kierunku zabójstwa.

Konflikt między rodzicami Dawidka

Tłem tragicznych zdarzeń jest konflikt rodzinny. Pod koniec czerwca (28 czerwca) do Prokuratury Rejonowej w Grodzisku Mazowieckim trafiło zawiadomienie od pełnomocnika 31-letniej matki Dawida. Z pisma wynika, że kobieta zarzucała mężowi psychiczne znęcanie się nad nią – podał TVN24. W dokumencie nie ma mowy o stosowaniu przemocy fizycznej wobec 31-latki ani stosowaniu jakiejkolwiek przemocy wobec samego chłopczyka. Sprawę zarejestrowano w prokuraturze 2 lipca, a potem przekazano lokalnej policji.

Czy Paweł Ż. wiedział o postępowaniu? 32-latek mógł tego nie wiedzieć, o ile nie dowiedział się tego od żony. Para bowiem nie została przesłuchana w sprawie zawiadomienia przed zaginięciem Dawidka. Matkę 5-latka przesłuchano już po zaginięciu dziecka.

Kobieta wraz z synkiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy. Małżeństwo miało często się kłócić. Znajomi rodziny – jak donosi TVN24 – źródła konfliktu upatrywali w uzależnieniu Pawła Ż. od hazardu. 32-latek miał z tego powodu popaść w długi – poinformowała stacja. Matka Dawida rozważała złożenie pozwu rozwodowego, ale nie zdążyła tego zrobić.

Opieka nad 5-latkiem z Grodziska Mazowieckiego

Wiadomo, że oboje rodzice mieli prawa rodzicielskie. Matka miała też nie ograniczać ojcu możliwości kontaktu z dzieckiem. Mężczyzna często się opiekował Dawidkiem. Dziennikarzom „Gazety Wyborczej” udało się dowiedzieć w przedszkolu 5-latka, że wyglądało na to, że rodzice zgodnie opiekowali się synkiem. Oboje mieli go odbierać.

Co wiadomo o matce Dawidka Żukowskiego?

Matka 5-letniego Dawida jest Rosjanką. 31-latka poznała męża, który był przedstawicielem handlowym, podczas jego wyjazdu służbowego. Do Polski – jak wynika z informacji TVN24 – przyjechała z Pawłem Ż. około 6-7 lat temu. Para mieszkała z synkiem w Grodzisku Mazowieckim. Rodzina 32-latka to repatrianci z Kazachstanu. Kobieta pracowała w centrum kulturalnym w Warszawie, gdzie uczyła języka rosyjskiego.

Co zeznała matka Dawida Żukowskiego?

Portal TVP Info poinformował, że dotarł do zeznań matki Dawida Żukowskiego. Z ustaleń serwisu wynika, że kobieta po otrzymaniu dramatycznej wiadomości, że już więcej nie zobaczy syna, była przekonana, że może to być złośliwe działanie jej męża, a nie realne zagrożenie dla dziecka.

– Z relacji kobiety wynika, że SMS od męża potraktowała jako robienie jej na złość – zaznaczył w rozmowie z Fakt24 prok. Łapczyński. Kobieta dzwoniła do męża, lecz ten miał wyłączony telefon. Matka 5-latka zaczęła obdzwaniać rodzinę, by sprawdzić, czy nie przebywa tam mąż z synem. Kiedy się okazało, że ani partnera, ani dziecka tam nie ma, kobieta pojechała do mieszkania męża do Grodziska. Tam jednak nikogo nie zastała. Wówczas matka Dawidka zadzwoniła na numer alarmowy 112. Około godziny 23:20 złożyła zawiadomienie na komendzie w Grodzisku.

Historia Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego

Przypomnijmy, że Dawid Żukowski zaginął w środę, 10 lipca. Około godziny 17 ojciec chłopca, Paweł Ż. († 32 l.) zabrał go z domu w Grodzisku Mazowieckim. Miał zawieźć syna do matki w Warszawie. Małżonkowie nie mieszkali ze sobą od około miesiąca. Mężczyzna odjechał wraz z dzieckiem szarą skodą fabią. Mieli się udać w stronę Okęcia, by popatrzeć na lądujące i startujące samoloty.

Około godziny 20:52 funkcjonariusze dostali informację, że Paweł Ż. nie żyje. 32-latek zginął pod kołami pociągu relacji Skierniewice-Warszawa. Jego ciało odnaleziono na torach w Grodzisku Mazowieckim. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna odebrał sobie życie. Kilka godzin później, około północy, matka 5-latka zgłosiła zaginięcie dziecka. Samochód, którym podróżował ojciec Dawidka znaleziono na osiedlu Łąki w Grodzisku Mazowieckim, około trzech kilometrów od miejsca jego śmierci.

W sobotę smutną informację o odnalezieniu zwłok 5-latka z Grodziska Mazowieckiego przekazał asp. szt. Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji. Poszukiwania Dawida Żukowskiego były największymi w historii polskiej policji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Poznań: Policja szuka złodzieja. Ukradł auto warte 350 tys. złotych

Policjanci z Komisariatu Policji Poznań Nowe Miasto poszukują sprawcy kradzieży luksusowego samochodu. Warte 350 tys. maserati zniknęło z parkingu jednego z centrów handlowych w Poznaniu. Policjanci z Komisariatu Policji Poznań Nowe Miasto prowadzą postępowanie w sprawie kradzieży pojazdu marki Maserati Quattroporte w wartości 350 tys. zł. Do zdarzenia doszło 9 maja 2019 r. na terenie niestrzeżonego parkingu w centrum handlowym w Poznaniu.

Kamery monitoringu zarejestrowały wizerunek mężczyzny, który może mieć związek z tym zdarzeniem. Osoby, które rozpoznają osobę ze zdjęć lub były świadkami tego zdarzenia, proszone są o kontakt z policjantami z Nowego Miasta pod numerami telefonów 61 84 123 11, 61 84 123 12 lub 112 czynnymi całą dobę. Zapewniamy anonimowość!
Źródło info i foto: se.pl

Śledczy badają nowy wątek w sprawie byłego rzecznika MON. Oferowanie pracy za seks?

Bartlomiej Misiewicz, assistant to Poland’s Defense Minister Antoni Macierewicz, speaks to the press prior to testifying before a party commission in Warsaw, Poland, Thursday, April 13, 2017. Misiewicz is at the center of a dispute between Jaroslaw Kaczynski, head of the ruling Law and Justice party, and Macierewicz, who has sparked the anger of the party chief by bestowing unusual privileges on his 27-year-old protege. (AP Photo/Alik Keplicz)

Wychodzą na jaw nowe wątki w sprawie Bartłomieja Misiewicza, nad którymi pochyla się prokuratura. Według środowej publikacji Gazety Wyborczej, śledczy badają wątek oferowania pracy za seks oraz niegospodarności przy zakupie Stoczni Marynarki Wojennej. Bartłomiej Misiewicz opuścił areszt tymczasowy w czwartek, po wpłaceniu 100 tysięcy złotych poręczenia majątkowego.

„Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i modlitwy. Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem! Ps. Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M.” – napisał na Twitterze.

Były rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej i najbliższy współpracownik Antoniego Macierewicza miał działać na szkodę polskiej Grupy Zbrojeniowej. Usłyszał zarzuty, grozi mu do 8 lat więzienia.

„Zabawiali się, przyjmując do pracy kandydatki”

Jak nieoficjalnie podała Gazeta Wyborcza, działania Bartłomieja Misiewicza są prześwietlane przez śledczych również pod innym kątem.  Prokuratura bada okoliczności jego spotkania ze Sławomirem Z. – działaczem PiS i prezesem PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna . Miało do niego dojść w Bełchatowie, w 2016 lub 2017 roku. Anonimowe źródło dziennikarzy GW twierdzi, że obaj przeprowadzali wówczas rekrutację. Jak czytamy w dzienniku, to właśnie wtedy Misiewicz i Sławomir Z. mieli proponować jednej z rekrutowanych kobiet pracę za seks.

– Panowie byli po alkoholu i zabawiali się, przyjmując do pracy kandydatki. Jednej z nich zaproponowali, że dostanie pracę w zamian za to, co w kodeksie karnym nazywane jest „innymi czynnościami seksualnymi”. Dziewczyna odmówiła a na dodatek złożyła skargę do prezesa PiS – relacjonuje osoba, które według Wyborczej zna kulisy sprawy.

Zarzuty

Bartłomiej Misiewicz według prokuratury miał wraz z byłym posłem PiS Mariuszem Antonim K. „powoływać się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i pośredniczyć w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tysięcy złotych”. Ponadto były rzecznik MON oskarżony jest także o przekroczenie uprawnień jako funkcjonariusz publiczny. W sprawie działania na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej, usłyszał zarzut dotyczący wyrządzenia spółce szkody w wysokości 491 964 złotych.

Misiewicz został osadzony w areszcie tymczasowym 30 stycznia bieżącego roku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Miał bronić Jakuba A., będzie reprezentował matkę zamordowanej 10-latki

Pełnomocnikiem matki zamordowanej Kristiny został mec. Sebastian Kujacz, ten sam, który miał reprezentować Jakuba A. jako wylosowany przez system obrońca z urzędu. – Mama Kristiny poprosiła mnie, bym reprezentował ją w tej sprawie – mówi Onetowi mecenas. – Będę zalecał mojej klientce, żeby występowała jako oskarżycielka posiłkowa, jeżeli sprawa trafi do sądu – dodaje.

Do bronienia Jakuba A. wyznaczono Sebastiana Kujacza. Prawnik złożył wniosek o zwolnienie go z tego obowiązku, co motywował tym, że zna rodzinę zamordowanej 10-letniej Kristiny. Do śledczych zgłosiła się Katarzyna Bórawska, którą rodzina Jakuba A. wyznaczyła do obrony. Zgoda Jakuba A. na zmianę reprezentacji automatycznie odsunęła Kujacza, który postanowił reprezentować matkę zamordowanego dziecka.

– Śledztwo toczy się prawidłowo. Moim zadaniem jest teraz pomaganie prokuratorowi, składanie wniosków dowodowych, proponowanie przeprowadzenia różnych czynności. Muszę się jednak zapoznać z aktami, liczę na to, że prokurator wyrazi na to zgodę – mówił pełnomocnik rodziny Kristiny.

Zabójstwo Kristiny

Do zabójstwa 10-letniej Kristiny doszło 13 czerwca. Dziewczynka wracała ze szkoły po lekcjach, które skończyła o 12.30. Do domu w Mrowinach oddalonego o niecały kilometr dalej jednak nie dotarła. Po raz ostatni dziewczynka żywa była widziana 200 metrów od domu. Gdy zaniepokojona matka zgłosiła jej zaginięcie, rozpoczęły się poszukiwania. Kilka godzin później – w lesie koło Żarowa sześć kilometrów od domu – ciało dziewczynki znalazła spacerująca z psem kobieta. Przyczyną śmierci dziecka były rany kłute klatki piersiowej i szyi. W sobotę Kristina została pochowana na cmentarzu komunalnym w Żarowie.

Z ustaleń śledczych wynika, że 22-latek już w maju proponował zabicie dziewczynki komuś innemu. Nieoficjalnie mówi się, że zlecenie na Kristinę opiewało na kwotę 10 tys. zł. Gdy jego propozycja została odrzucona, postanowił sam pozbyć się dziecka.

Z nieoficjalnych wciąż informacji wynika, że Jakub A. kochał się w matce Kristiny, z którą ma być spokrewniony. 10-latka miała natomiast stać na drodze do jego szczęścia z kobietą, bo go nie lubiła.

Oświadczenie Rzecznika Praw Obywatelskich

– Sposób zatrzymania podejrzanego „narusza godność zatrzymanego i stanowi pogwałcenie praw człowieka” – oceniał Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w związku z zatrzymaniem Jakuba A., podejrzanym o morderstwo 10-letniej Kristiny. Do wypowiedzi krytycznie odniósł się rzecznik policji insp. Mariusz Ciarka. Słowa Bodnara wywołały także poruszenie w mediach społecznościowych.

Użyte przez policję środki wobec 22-latka podejrzanego o zabójstwo w Mrowinach wydają się nieproporcjonalne i mają charakter pokazowy – ocenił dziś Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur. KMPT wskazuje także na wątpliwości co do właściwej realizacji prawa mężczyzny do obrony. Zadania Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (KMPT) wykonuje w Polsce Rzecznik Praw Obywatelskich.W ocenie KMPT zatrzymany mógł zostać doprowadzony na czynności procesowe bez kajdanek, a w przypadku uzasadnionej konieczności wystarczającym środkiem wydaje się stosowanie kajdanek zakładanych na ręce. Ponadto – zdaniem KMPT – wyprowadzenie zatrzymanego z budynku boso i niekompletnie ubranego, a następnie pozostawienie go w takim stanie w czasie wykonywania czynności procesowych, „narusza godność zatrzymanego i stanowi pogwałcenie praw człowieka”.

Do stanowiska KMPT odniósł się rzecznik Komendanta Głównego Policji, który podkreślił: „Nie wierzę, to zapewne fake”. Jak zaznaczył, RPO powinien mieć w pierwszej kolejności na uwadze prawa rodziny okrutnie zamordowanej dziewczynki i ludzi, których zbrodnia w Mrowinach naruszyła poczucie bezpieczeństwa. – Powinien złożyć kondolencje rodzinie, a policjantom i prokuraturze podziękować za skuteczne i szybkie działania przeprowadzone zgodnie z prawem – oświadczył Ciarka.

Rzecznik policji wskazał, że ze względu na strach ludzi ważne były zarówno szybkie działania, jak i informacja, że mogą oni czuć się już bezpiecznie.
Źródło info i foto: onet.pl

Olecko: 9-miesięczna dziewczynka miała być wykorzystywana seksualnie

Rodzice mieli m.in. uderzać dziecko w głowę, połamać dziewczynce żebra i uszkodzić jej serce. Według śledczych, mieli także wykorzystać dziecko seksualnie. 35-latka i jej 45-letni partner usłyszeli w poniedziałek zarzuty zabójstwa i znęcania się nad 9-miesięcznym dzieckiem. Trafią teraz do aresztu.

O śmierci dziewczynki w jednym z mieszkań w Olecku poinformowała w sobotę olecka policja. Prokurator zdecydował o przeprowadzeniu sekcji zwłok dziecka. Podjął także decyzję o zatrzymaniu rodziców.

– Przyczyną śmierci dziecka był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu – powiedział w poniedziałek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach Ryszard Tomkiewicz.

Jak dodał w rozmowie z Polsat News, do zabójstwa dziewczynki doszło w piątek. – (Rodzice) uderzyli ją narzędziem tępokrawędzistym po głowie i innych częściach ciała, powodując jej zgon, przy czym dziewczynka została wykorzystana seksualnie – powiedział.

Sekcja zwłok wykazała, że niemowlę miało serce przebite złamanym żebrem. Prokuratura nie precyzuje, czym było uderzane dziecko. Jak powiedział prokurator, mógł to być młotek lub wałek. Niemowlę mogło być także uderzone o rant biurka albo stołu.

Anna W. i Grzegorz W. usłyszeli zarzuty w tej sprawie. Nie przyznali się do winy.

Dziecko było w rodzinie zastępczej

Według śledczych, znęcali się oni nad dziewczynką od kwietnia. Jak dowiedziała się reporterka Polsat News, dziecko było wcześniej w rodzinie zastępczej. Dwa miesiące temu, decyzją sądu, zostało oddane rodzicom. W poniedziałek sąd w Suwałkach zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Jak podał prokurator, kobieta i mężczyzna nie byli wcześniej karani. 35-latka miała jeszcze trójkę dzieci, każde z innego związku. Dzieci mieszkają u swych ojców. 45-latek miał z kolei trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest śledztwo prokuratury ws. zabójstwa 9-miesięcznego dziecka

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 9-miesięcznego dziecka w Olecku (woj. warmińsko-mazurskie) – podała TVN24. Sekcja zwłok wskazuje na udział osób trzecich. Jak podały lokalne media, zgłoszenie o śmierci dziecka w Olecku napłynęło do służb w piątek wieczorem. Lekarz potwierdził zgon 9-miesięcznego dziecka – pisała „Gazeta Olsztyńska”.

W niedzielę ujawniono, że wyniki sekcji zwłok dziewczynki wskazują na śmierć w wyniku działania osób trzecich – przekazała telewizja TVN24 na podstawie informacji z prokuratury. Wszczęto śledztwo w sprawie zabójstwa. Zatrzymano rodziców 9-miesięcznej dziewczynki. Dla dobra śledztwa prokuratorzy nie udzielają na razie więcej informacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Byli policjanci skazani

Przed wrocławskim sądem zapadł wyrok w sprawie czterech byłych już policjantów oskarżonych po śmierci Igora Stachowiaka. Łukasz R., który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień – donosi reporterka Radia ZET.

Igor Stachowiak został zatrzymany na wrocławskim Rynku i przewieziony do jednego z komisariatów, ale do domu już nie wrócił. Na ławie oskarżonych w procesie w sprawie śmierci 25-latka zasiadało czterech byłych policjantów. To oni, Łukasz R., Paweł G., Paweł P. oraz Adam W., w dniu śmierci mężczyzny pełnili służbę jako funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto. 

Zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności. Prokuratura stwierdziła jednak, że „wyczerpująco zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy nie daje podstaw do skierowania aktu oskarżenia w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora S.” Prokurator domagał się 2,5 roku więzienia dla Łukasza R, a dla pozostałych oskarżonych po 1,5 roku. Z kolei obrońcy chcieli ich uniewinnienia.

Byli policjanci skazani w procesie ws. śmierci Stachowiaka

W piątek w sprawie zapadł wyrok. Łukasz R. który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień i znęcania się nad zatrzymanym . Mężczyzna usłyszał wyrok 2,5 roku wiezienia. Pozostali oskarżeni dostali po 2 lata.

Śmierć Igora Stachowiaka

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na wrocławskim Rynku. Zmarł na komisariacie policji Wrocław Stare Miasto niedługo po tym, jak kilkukrotnie rażono go paralizatorem.

Według pierwszej opinii lekarzy, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa. Tę samą przyczynę biegli medycy sądowi potwierdzili przed sądem. Zeznali, że Stachowiak był pod wpływem narkotyków i został kilkakrotnie rażony paralizatorem, a te czynniki w połączeniu doprowadziły do niewydolności.

Śledztwo dotyczące przekroczenia uprawień przez funkcjonariuszy policji i nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka wszczęła Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Starego Miasta. Decyzją Prokuratury Krajowej postępowanie zostało jednak przekazane Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu.

Podczas śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, powołano biegłych lekarzy medycyny sądowej, biegłych z zakresu fonoskopii, biologii, toksykologii, genetyki, informatyki, daktyloskopii oraz z dziedziny taktyki i techniki interwencji. Zabezpieczono dokumenty oraz nagrania z monitoringu, paralizatora i telefonów komórkowych. Przeprowadzono też eksperyment procesowy.

Po śmierci Stachowiaka w maju 2016 r. pod komisariatem przez kilka dni trwały zamieszki. Mieszkańcy protestowali, sugerując, że policjanci doprowadzili do śmierci zatrzymanego. Za spowodowanie tych zamieszek i naruszenie nietykalności policjantów oskarżono i skazano kilkadziesiąt osób.

W maju 2017 roku telewizja TVN ujawniła nagrania z kamery paralizatora, którego funkcjonariusze użyli wobec Stachowiaka na komisariacie, ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak odwołał komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu. Stanowiska stracili też komendant miejski i zastępca komendanta komisariatu Stare Miasto.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl