Posts Tagged “sprawie”

Reuters, powołując się na źródła rządowe, przekazał, że zatrzymano podejrzanego o zamordowanie dziennikarki Wiktorii Marinowej. Ciało 30-latki znaleziono w sobotę w bułgarskim mieście Ruse. We wtorek pojawiły się nieoficjalne informacje z agencji Reutera, powołującej się na “rządowe źródło” znające sprawę, że zatrzymano osobę podejrzaną w sprawie morderstwa dziennikarki Wiktorii Marinowej. Jednocześnie bułgarski dziennik “Dnevnik” wskazał tuż po ukazaniu się tych doniesień, że rzeczniczka MSW Bułgarii odmówiła potwierdzenia tych informacji. Stwierdziła natomiast, że możliwe jest, że jeszcze we wtorek zostanie wydane oświadczenie w tej sprawie.

Morderstwo Wiktorii Marinowej

Ciało 30-latki znaleziono w krzakach nad Dunajem w bułgarskim mieście Ruse w sobotę. Dopiero w nocy z soboty na niedzielę ustalono tożsamość kobiety – okazało się, że to dziennikarka lokalnej telewizji TWN Wiktoria Marinowa.

Jak poinformowała bułgarska prokuratura, dziennikarka przed śmiercią była bita, okaleczana i duszona, a także została zgwałcona. Prokuratura przekazała też, że śmierć kobiety nastąpiła w wyniku uderzeń w głowę i uduszenia. Przy zwłokach brakowało telefonu komórkowego, kluczyków samochodowych, okularów i części ubrań Marinowej.

Zaraz po ujawnieniu śmierci Marinowej, bułgarskie media przypomniały, że dziennikarka w ostatnim czasie zajmowała się aferą korupcyjną, związaną z malwersacją unijnych funduszy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

O tej sprawie w Jastrzębiu (woj. śląskie) mówili wszyscy. Prokuratorzy zebrali liczne dowody na to, że trener judo Robert R. przez 6 lat miał molestować seksualnie swoje kilkunastoletnie zawodniczki. Proces sądowy zakończył się wyrokiem. Ale okazało się, że to wcale nie koniec koszmaru skrzywdzonych dziewczynek.

Prokurator w akcie oskarżenia opisał szczegółowo obrzydliwe praktyki trenera: miał swoje zawodniczki dotykać po ciele i piersiach, całować i zapraszać do łóżka, tłumacząc że to „masaż sportowy”. Pięć dziewczynek opowiedziało, jak trener molestował je na obozie w Cetniewie, w Żywcu i w ośrodku MOSiR-u w Zakopanem.

W grudniu 2017 Sąd Okręgowy w Rybniku skazał Roberta R. na 6 lat więzienia i zakał mu zbliżać się do pokrzywdzonych. Trener odwołał się od wyroku, twierdząc że jest niewinny. Apelację wniósł też prokurator, który chciał kary 12 lat więzienia.

W piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach uchylił wyrok sądu I instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Uznał, że Robert R. nie miał prawa do należytej obrony, a to dlatego że rybnicki sąd nie zgodził się na ponowne przesłuchanie trzech z pięciu pokrzywdzonych dziewczynek.

– Z jednej strony sąd ma zapewnić pokrzywdzonym, że nie będą słuchane powtórnie, z drugiej strony oskarżony ma prawo do obrony i jeśli zażąda takiej czynności, to się przesłuchanie powtarza. – powiedział sędzia Gwidon Jaworski.

O tym, czy dziewczynki będą musiały jeszcze raz przeżywać dramat, zdecydują teraz biegli psychologowie, którzy mają orzec czy powtórne przesłuchanie jest w ogóle możliwe. – Mam nadzieję, że do powtórki przesłuchania nie dojdzie. Dziecko przesłuchuje się raz i nagrywa przesłuchanie. Dlatego kolejne jest niepotrzebne – przekonuje psycholog Krystyna Kmiecik-Baran.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

​Mężczyzna, który zastrzelił w Mrągowie 50-letnią kobietę, był jej stalkerem: nękał ją, nachodził, wygrażał. Ofiara dwukrotnie skarżyła się na te zachowania organom ścigania – ustaliła PAP. Prokuratura przyznaje, że zweryfikuje działania policji w tej sprawie.

Cezarego F. przed tygodniem policja zatrzymała w pościgu na drodze krajowej nr 16 między Mikołajkami a Mrągowem. Przez kilka dni mężczyzna był poszukiwany po tym, jak w prywatnym mieszkaniu w Mrągowie na Osiedlu Mazurskim znaleziono ciało kobiety, jego znajomej. Sekcja zwłok wykazała, że ofiara miała osiem ran postrzałowych w klatkę piersiową, w tym jeden strzał oddany został w serce.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny przyznał PAP, że ofiara latem, w lipcu i w sierpniu, składała zawiadomienia o tym, iż Cezary F. ją nachodzi i jej grozi. Pierwsze z zawiadomień dotyczące stalkingu kobieta wycofała, ale potem złożyła kolejne zawiadomienie – przyznał Stodolny.

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie zdecydowała, że w odrębnym postępowaniu zweryfikuje, czy policjanci z Mrągowa postępowali w sprawie zachowania Cezarego F. właściwie. Śledztwo w tej sprawie ma poprowadzić prokuratura w Nidzicy.

Sprawę zabójstwa prowadzą śledczy z Mrągowa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Miesiąc temu policja z Konstancina-Jeziorny skierowała do sądu wniosek przeciwko znanemu dziennikarzowi Piotrowi N. Sprawa dotyczyła aż trzech wykroczeń: jazdy samochodem bez ważnego przeglądu, ubezpieczenia oraz bez prawa jazdy. Przypomnijmy, że w 2009 roku dziennikarz stracił prawo jazdy za przekroczenie liczby dozwolonych punktów, a w październiku 2017 roku potrącił 77-letnią staruszkę. Zapadł właśnie wyrok.

Sąd Rejonowy w Piasecznie wymierzył właśnie Piotrowi N. wyrok. Chodzi wyłącznie o jazdę bez prawa jazdy, ubezpieczenia oraz przeglądu technicznego. Dziennikarz musi zapłacić karę grzywny w wysokości 3 tysięcy złotych. Nie jest to jednak koniec. Postępowanie w sprawie wypadku nadal jest w toku.

5 października 2017 roku Piotr N. w Konstancinie-Jeziornie spowodował wypadek, w którym ucierpiała 77-letnia kobieta. Z poważnymi obrażeniami odwieziono ją do szpitala. Okazało się wtedy, że Piotr N. nie ma stosownych dokumentów do prowadzenia pojazdu. Dziennikarz nie przyznał się wtedy do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Piotr N. został już skazany w tej sprawie wyrokiem nakazowym (bez rozprawy) w dniu 25 lipca, jednak prokuratura wniosła sprzeciw z powodu rażącej niewspółmierności kary. Sąd w Piasecznie wymierzył wtedy karę w wysokości 6 tysięcy złotych, 10 tysięcy złotych nawiązki dla nieżyjącej już pokrzywdzonej. Zobowiązał także dziennikarza do pokrycia blisko 6 tysięcy kosztów sądowych.

Rozprawa przeciwko N. za spowodowanie wypadku została wyznaczona na 9 listopada. Będzie rozpatrywana przez ten sam sąd. Wyznaczono także dwa dodatkowe terminy – 20 grudnia oraz 21 stycznia przyszłego roku.

Za spowodowanie wypadku dziennikarzowi grozi nawet do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Ciała dwóch kobiet i trojga dzieci znaleziono w niedzielę w jednym z domów na przedmieściach australijskiego miasta Perth. Do makabrycznego odkrycia doszło po tym, jak na policję zgłosił się mężczyzna, który przekazał informacje w tej sprawie.

- To jest tragiczne zdarzenie, które odbije się nie tylko na rodzinie i przyjaciołach [ofiar - przyp. red.], ale na całej społeczności – powiedział Paul Steele z lokalnej policji.

Pięć ciał

Ciała odnaleziono w jednym z domów w Bedford, na przedmieściach miasta Perth, położonego w stanie Australia Zachodnia. Wcześniej na regionalną komendę policji zgłosił się około 20-letni mężczyzna. Przekazane przez niego informacje doprowadziły funkcjonariuszy do zwłok. Mężczyzna przebywa w areszcie. Nie wiadomo, czy był spokrewniony lub spowinowacony z nieżyjącymi. Nie jest jasne, jak długo ciała znajdowały się w domu, zanim przybyła tam policja. Śledczy próbują ustalić teraz chronologię wydarzeń. Steele stwierdził, że śledztwo jest obecnie na “bardzo wczesnym etapie”.

(Nie) spokojna okolica

Sąsiedzi twierdzą, że często widywali dzieci bawiące się w ogródku przed domem, w którym znaleziono ciała. – To naprawdę bardzo smutne, że coś takiego może wydarzyć się w tak cichej okolicy. To okropne pod każdym względem. Biedne dzieci – powiedziała 9News mieszkająca w okolicy Maria Manfredini. W ostatnim czasie Australią Zachodnią wstrząsnęły dwie inne zbrodnie. W lipcu, także w Perth, zamordowano matkę i dwójkę jej dzieci. Z kolei w maju w Osmington mężczyzna zastrzelił sześcioro członków swojej rodziny. Później popełnił samobójstwo. Zdarzenie to okrzyknięto najtragiczniejszą masową strzelaniną w Australii od 1996 roku.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Norweska policja poinformowała w niedzielę o wszczęciu dochodzenia w sprawie zaginięcia współzałożyciela WikiLeaks. Arjen Kamphuis, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa po raz ostatni był widziany w kwietniu, w miejscowości Bodo na północy Norwegii.

– Wszczęto dochodzenie – powiedział rzecznik prasowy policji Tommy Bech i dodał, iż nie ma żadnych wskazówek sugerujących, gdzie Kamphuis może się znajdować. Poinformował także, iż policja „nie będzie spekulowała” na temat tego, „co mogło się zdarzyć”.

W sobotę WikiLeaks poinformowało na swym oficjalnym koncie na Twitterze o „dziwnym zniknięciu” Kamphuisa, który po raz ostatni widziany był 20 kwietnia, gdy wychodził z hotelu w miejscowości Bodo, na północy Norwegii.

WikiLeaks poinformowało także, iż Kamphuis posiadał bilet lotniczy na 22 kwietnia z Trondheim, które znajduje się w odległości ponad 700 km na południe od Bodo, a przejazd pociągiem pomiędzy tymi miejscowościami zajmuje ok. 10 godzin. Informacja ta przyczyniła się do powstania wielu teorii spiskowych na Twitterze. Od 2012 roku na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie ukrywa się 47-letni Julian Assange – założyciel WikiLeaks. Ekwador udzielił mu politycznego azylu. Australijczyk obawia się, że po stawieniu się w sądzie mógłby zostać wydany władzom USA w związku z ujawnianymi przez WikiLeaks tajnymi amerykańskimi dokumentami dotyczącymi wojska i dyplomacji. Był to największy wyciek informacji w historii USA.

Po konflikcie Assange’a z rządem Ekwadoru w sprawie jego aktywności w mediach społecznościowych podczas amerykańskich i hiszpańskich wyborów aktywistę pozbawiono dostępu do internetu.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Malezyjska policja poszukuje dwóch kobiet z Indonezji, by w charakterze świadków złożyły zeznania w procesie w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama. Przyrodni brat przywódcy Korei Północnej został zamordowany w Kuala Lumpur w lutym 2017 roku. Poszukiwane kobiety to 24-letnia Raisa Rinda Salma i 33-letnia Dessy Meyrisinta. Ponieważ służby nie mogą się z nimi skontaktować, zwróciły się do obywateli o pomoc w ustaleniu ich miejsca pobytu. Po raz ostatni widziane były w Flamingo Hotel w mieście Ampang na przedmieściach malezyjskiej stolicy Kuala Lumpu.

Wtarły w twarz gaz bojowy

Śledczy Fadzil Ahmat w rozmowie z CNN nie sprecyzował, czy 24-latka i 33-latka mają związek z dwiema kobietami oskarżonymi o zabójstwo Kim Dzong Nama – Siti Aisyah i Doan Thi Huong. Ich proces został wznowiony w Malezji w połowie sierpnia. Indonezyjce Siti Aisyah i Wietnamce Doan Thi Huong grozi kara śmierci, jeśli zostaną uznane za winne zabójstwa. Według nagrań z kamer przemysłowych z 13 lutego 2017 roku kobiety wtarły gaz bojowy VX w twarz Kim Dzong Nama na zatłoczonym lotnisku w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Mężczyzna zmarł 20 minut później.

Oskarżone nie przyznają się do winy i utrzymują, że brały udział w sfingowanym skeczu na potrzeby telewizyjnego reality show. Indonezyjka i Wietnamka są jedynymi osobami podejrzanymi o zabójstwo Kim Dzong Nama, które udało się zatrzymać. Według południowokoreańskiego wywiadu zabójstwo zlecił przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un. Malezyjska policja twierdzi, że czterech obywateli Korei Północnej, którzy zaplanowali morderstwo, uciekło z kraju w dniu śmierci przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy.

Opozycja wobec Kima?

Kim Dzong Nam od lat przebywał na wygnaniu poza Koreą Północną i mieszkał głównie w należącym do Chin Makau. Krytykował reżim północnokoreański i jego przywódcę. Według osób, które miały z nim styczność, Kim Dzong Nam nie ukrywał się i nie sprawiał wrażenia człowieka obawiającego się o swoje życie. Jego tajemnicze zabójstwo według obserwatorów stawia pytania o kwestie ewentualnej opozycji powstającej w Pjongjangu przeciwko rządzącemu Kim Dzong Unowi. Choć Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jako najstarszy syn poprzedniego przywódcy kraju Kim Dzong Ila mógł być uznawany za potencjalne zagrożenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił akt oskarżenia przeciwko 22 osobom zaangażowanym w przemyt migrantów z Czeczenii, przez Polskę na zachód Europy. Za przerzut przez granicę od każdego imigranta inkasowano co najmniej tysiąc euro.

Głównymi oskarżonymi w tej sprawie są dwaj Rosjanie pochodzenia czeczeńskiego, Kurban M. i Movlat Ch. Mieli oni w latach 2016-2017 kierować dwiema konkurencyjnymi grupami przestępczymi, zajmującymi się przerzutem uchodźców na zachód Europy. Obie działały podobnie i korzystały z usług tego samego taksówkarza z Terespola – dlatego sprawy połączono.

Skierowaliśmy do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko 22 osobom zaangażowanym w proceder organizowania cudzoziemcom, pochodzącym głównie z Czeczenii, nielegalnego przekroczenia granicy RP – wyjaśnił prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przestępcy działali na terenie czterech województw: mazowieckiego, lubelskiego, wielkopolskiego oraz zachodniopomorskiego.

Kurban M. i Movlat Ch. “zatrudniali” głównie Polaków, którzy przed stołecznym sądem odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych i organizowanie przewozu cudzoziemców z Polski na zachód Europy. Wśród oskarżonych są także kierowcy taksówek i osoby przewożące migrantów po kraju i za granicę.

Jak działali przestępcy?

Grupy wykorzystywały tzw. “procedurę uchodźczą”, stosowaną podczas udzielania cudzoziemcom, przede wszystkim z Czeczenii, ochrony na terytorium RP. Cudzoziemcy na granicy w Terespolu informowali, że uciekają przed wojną i składali wnioski o przyznanie statusu uchodźcy. Wydawano im wtedy Tymczasowe Zaświadczenie Tożsamości Cudzoziemca, uprawniające do pobytu w Polsce. Na czas rozpatrzenia prośby trafiali do otwartych ośrodków dla cudzoziemców w okolicach Terespola. To właśnie w tych ośrodkach przestępcy werbowali migrantów. Następnie, po pobraniu od nich opłaty – co najmniej 1000 euro – organizowali przewóz z Polski głównie do Francji i Niemiec.

Przewożenie cudzoziemców oskarżeni zlecali współpracującym z nimi kierowcom taksówek, a także innym osobom wykorzystującym do tego celu prywatne pojazdy – powiedział prok. Łapczyński.

Śledztwo zostało wszczęte w oparciu o ustalenia Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Dzięki temu udało się na gorącym uczynku zatrzymać taksówkarzy, którzy wozili imigrantów na zlecenie Kurbana M. Śledczy ustalili, że Rosjanin osobiście nadzorował przewóz i rozliczał się z uchodźcami oraz przewoźnikami. W ten sam sposób działał Movlat Ch. i jego konkurencyjna grupa.

Główni podejrzani nie przyznali się do winy

Główni podejrzani przebywają w aresztach śledczych. Nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Swój udział w procederze potwierdziła większość taksówkarzy oraz pozostałych kierowców. Wobec nich stosowane są wolnościowe środki zapobiegawcze – powiedział Łapczyński.

Za udział w zorganizowanej grupie przestępczej kodeks karny przewiduje do 10 lat pozbawienia wolności, przemyt ludzi przez granicę zagrożony jest karą do 8 lat więzienia. Ale fakt, że sprawcy z popełniania przestępstw uczynili sobie stałe źródło dochodu może spowodować zaostrzenie kary do nawet 20 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie ustaliła, że Kurban M. za przemyt uchodźców został w 2011 roku skazany przez niemiecki sąd na 4 lata i 8 miesięcy pozbawienia wolności. W więzieniu spędził dwa lata i jest poszukiwany do odbycia reszty kary.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Kaliscy policjanci interweniowali w sprawie awantury domowej i przejęli… cztery kilogramy środków odurzających. W sprawie zatrzymano 34-letniego mężczyznę. Odpowie nie tylko za wytwarzanie substancji psychotropowych, ale też za uszkodzenie w lipcu dziewięciu aut. Wszystko rozegrało się w ostatni piątek na terenie osiedla Korczak w Kaliszu. Wieczorem policjanci zostali skierowani na interwencję związaną z awanturą domową.

Z kartonami przed drzwiami

- Na miejscu zastali 34-latka, który wraz ze swoim “dobytkiem” przebywał na klatce schodowej. Policjantów zainteresował jeden z kartonów, w którym znajdował się susz roślinny. Wstępne badanie substancji testerem narkotykowym, wykazało obecność metaamfetaminy. Mężczyzna został zatrzymany – informuje Anna Jaworska-Wojnicz z kaliskiej policji.

W trakcie interwencji policjanci zabezpieczyli łącznie blisko cztery kilogramy suszu.

- Podczas przesłuchania 34-latek przyznał, że nasączył susz jednym ze związków chemicznych wymienionych w znowelizowanym rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie wykazu substancji psychotropowych, środków odurzających oraz nowych substancji psychoaktywnych – wyjaśnia policjantka.

Odpowie też za uszkodzenie aut

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Kaliszu. Zgromadzony przez policjantów materiał dowodowy, pozwolił prokuratorowi na przedstawienie podejrzanemu kilku zarzutów. Mężczyzna odpowie m.in. za wytworzenie znacznych ilości nowych substancji psychotropowych. Okazało się też, że to on ma odpowiadać za uszkodzenie dziewięciu pojazdów w lipcu tego roku.

- Sąd zastosował wobec podejrzanego 34-latka środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy – kończy Jaworska-Wojnicz.

Mężczyźnie grożą co najmniej trzy lata więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Rodzice dziewczynki urodzonej w białogardzkim szpitalu, nie godząc się na wykonanie części zabiegów profilaktycznych i opuszczając z dzieckiem szpital, nie narazili go na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie.

Dziecko urodziło się 14 września 2017 r. w szpitalu w Białogardzie. Dzień później rodzice, nie godząc się na część medycznych zabiegów profilaktycznych, w tym szczepienia, opuścili szpital z dzieckiem. Byli poszukiwani przez policję. Ukrywali się przez kilka dni.

Prokuratura Rejonowa w Białogardzie teraz umorzyła postępowanie prowadzone w kierunku narażenia na niebezpieczeństwo utraty zdrowia bądź życia noworodka przez rodziców. O możliwości popełnienia przestępstwa zawiadomił prokuraturę szpital.

Postanowienie jest już prawomocne. Prokurator umorzył je po uzyskaniu opinii zespołu biegłych z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu z zakresu pediatrii, neonatologii, medycyny sądowej. Biegli ustalili, że niewyrażenie zgody na poddanie dziecka okołoporodowym zabiegom i jego zabranie ze szpitala nie narażało go bezpośrednio niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu bądź utratę życia – mówi zastępca prokuratora okręgowego w Koszalinie Zuzanna Ostrowska.

Ci rodzice w sposób odpowiedzialny chcieli wykonania zabiegów profilaktycznych u ich dziecka, upewniając się u lekarzy, czy są jakieś przeciwwskazania. I nie mając takiej informacji, postanowili opuścić nieprzychylne środowisko i wyszli ze szpitala. (…) Lekarz zawiadomił policję, wszczął postępowanie, (…) całą spiralę, która trudno było zatrzymać. Rodzice dziecka przez cały rok żyli w niepewności, co się będzie z nimi działo, zamiast cieszyć się macierzyństwem z pierwszego dziecka narodzonego szczęśliwie. Przez rok musieli się martwić i żyć z pełną świadomością tego, że nie wiadomo, czy nie będą mieć postawionych zarzutów – mówi pełnomocnik rodziców dziecka mecenas Arkadiusz Tetela.

W toku nadal pozostaje postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Kołobrzegu na wniosek rodziców dziewczynki. Ci domagają się od szpitala 500 tys. zł. Prokuratura wyjaśnia, czy doszło do popełnienia przestępstwa przez lekarzy sprawujących opiekę nad noworodkiem, polegającego na narażeniu dziecka na niebezpieczeństwo poprzez podanie preparatu Vitacon (zawiera witaminę K). Powołani zostali biegli.

W styczniu tego roku Sąd Rodzinny w Białogardzie zakończył postępowanie dotyczące ograniczenia części praw rodzicielskich rodzicom. Sąd postanowił, że nie ma podstaw do ich dalszego ograniczenia. Sąd ustalił, że dziecko jest pod opieką lekarską, jest zarejestrowane w przychodni.

14 września 2017 r. w szpitalu w Białogardzie urodziła się dziewczynka w 36. tygodniu ciąży. Rodzice nie wyrażali zgody na podejmowanie przez personel części podstawowych czynności medycznych wobec noworodka. Nie zgodzili się m.in. na szczepienie noworodka i domięśniowe podanie witaminy K. Z tego powodu został zawiadomiony sąd rodzinny i na terenie szpitala została przeprowadzona rozprawa sądowa. Sąd orzekł o ograniczeniu rodzicom władzy rodzicielskiej w zakresie udzielanych świadczeń medycznych oraz zasądził rodzinie kuratora. Gdy pracownik sądu dostarczył do szpitala pismo z postanowieniem sądu, rodzice z dzieckiem, dzień po jego narodzinach, opuścili placówkę i ukrywali się przed poszukującą ich policją. 19 września białogardzki sąd uchylił kuratora, co sprawiło, że rodzina wróciła do domu. Cofnął też decyzję o ograniczeniu władzy rodzicielskiej w zakresie opieki okołoporodowej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »