Wiceprezes firmy Huawei miała oszukać bank HSBC

Kanadyjska prokuratura ma dowody, że czekająca na decyzję w sprawie ekstradycji z Kanady do USA wiceprezes Huawei Meng Wanzhou okłamała bank HSBC; są też na to świadkowie – wynika z odtajnionych dokumentów. Opisywane w mediach dokumenty dotyczą zarzutów w sprawie związków chińskiego Huawei ze Skycom Tech Co. Ltd w Teheranie i naruszenia amerykańskich sankcji wobec Iranu.

Według świadków, którzy są zarówno pracownikami FBI, banku HSBC, jak samego Huawei, Meng miała zapewniać w rozmowach z HSBC, że Huawei nie kontroluje Skycom. Meng miała powiedzieć podczas rozmów z HSBC w sierpniu 2013 r. w Hongkongu, że Skycom jest tylko lokalnym partnerem Huawei, chińska firma wycofała się z inwestycji w Iranie w 2009 r., zaś sama zrezygnowała z zasiadania we władzach Skycom. HSBC nie obsługuje irańskich klientów w związku z amerykańskimi sankcjami.

Tymczasem – według informacji publikowanych wcześniej w mediach – Huawei w istocie kontrolowało Skycom w latach 2007-14, a o zależności irańskiej firmy świadczyć ma to, że jej pracownicy używali adresów mailowych Huawei, a jej konta bankowe były kontrolowane przez chińską firmę. Wywodzący się z Hongkongu HSBC obsługiwał Huawei i miał rozliczyć ponad 100 mln dolarów transakcji związanych ze Skycom.

Według informacji wydawanego w Hongkongu „South China Morning Post” z ubiegłego piątku, Huawei ma rozważać kroki przeciwko HSBC za przedstawianie „wprowadzających w błąd dowodów”.

W połowie ubiegłego roku prawnicy Meng zwrócili się do sądu o wstrzymanie procesu ekstradycyjnego, zarzucając, że prezydent USA Donald Trump, używa sprawy Huawei do celów politycznych. Twierdzą też, że relacje między Huawei a Skycom są „nieistotne” w sprawie złamania sankcji przez HSBC.

Proces ekstradycyjny

W drugiej połowie stycznia w Vancouver rozpoczął się proces ekstradycyjny Meng, która została zatrzymana w grudniu 2018 r. na wniosek USA. Wniosek przekazano Kanadzie pod koniec stycznia 2019 r., a Kanada nadała mu bieg.

Meng, po krótkim pobycie w areszcie, została zwolniona za kaucją i od tego czasu mieszka w jednym ze swoich domów w Vancouver, jest pod dozorem elektronicznym. Odtajnione w weekend dokumenty stanowią część dowodów, które prokuratura wykorzysta podczas dalszej części procesu w kwietniu przyszłego roku.

Pod koniec maja sąd w Vancouver orzekł, że proces ekstradycyjny Meng może być prowadzony, ponieważ 13 zarzutów stawianych przez USA jest konsekwencją czynów uznawanych za przestępstwo także w Kanadzie. Decyzja sądu nie jest orzeczeniem o winie. Teraz nastąpi dalsza część postępowania w sprawie ekstradycji, a po postępowaniu przed sądem ostateczną decyzję w sprawie przekazania Meng do USA podejmie federalny minister sprawiedliwości.

Po aresztowaniu Meng chińskie władze zagroziły Kanadzie „poważnymi konsekwencjami”, wkrótce potem aresztowano Michaela Kovriga i Michaela Spavora, Kanadyjczyków oskarżonych w czerwcu o szpiegostwo. Ich uwolnienie jest jednym z najtrudniejszych bieżących wyzwań dla kanadyjskiej dyplomacji. Chiny próbowały wywierać także ekonomiczną presję na Kanadę, blokując import kanadyjskiej żywności.

Premier Kanady Justin Trudeau powtarzał wielokrotnie, że zatrzymanie kanadyjskich obywateli jest „arbitralne”, a kanadyjski system prawny gwarantuje niezależność sądów od polityki. Pod koniec czerwca powiedział podczas konferencji prasowej, że Kanada nie rozważa wymiany Meng na Spavora i Kovriga.
Źródło info i foto: TVP.info

Zwłoki 61-latka znaleziono w niedzielne w opuszczonym budynku w Stąporkowie

14.07.2020 – Mierzyno, Wypadek autokaru N/z tasma policyjna, policja | Fot. Marcin Bruniecki/REPORTER

Zwłoki 61-letniego mężczyzny znaleziono w niedzielne w opuszczonym budynku w Stąporkowie. Niewykluczone, że do śmierci mężczyzny mogły się przyczynić osoby trzecie. Policja zatrzymała w tej sprawie dwóch mężczyzn. Zwłoki mężczyzny znaleziono w jednym z  opuszczonych budynków.

„W niedzielę rano w jednym z opuszczonych budynków w Stąporkowie znaleziono zwłoki mężczyzny. Zmarłym okazał się 61-letni mieszkaniec gminy Radoszyce. Przybyły na miejsce zdarzenia lekarz nie wykluczył, że do jego śmierci mogły przyczynić się osoby trzecie” – powiedziała w niedzielę oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Końskich Marta Przygodzka.

Zaznaczyła, że policjanci z komisariatu w Stąporkowie wytypowali dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek ze śmiercią 61-latka.

„Funkcjonariusze zatrzymali 59-latka i 33-latka. Obaj mężczyźni w momencie zatrzymania byli w stanie upojenia alkoholowego. Po wytrzeźwieniu zostaną przesłuchani w tej sprawie” – zaznaczyła.

Ciało 61-latka zabezpieczono do sekcji zwłok, która wyjaśni, co było bezpośrednią przyczyną śmierci mieszkańca gminy Radoszyce.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tychy: Dziecko ranione nożem w szyje. Matka aresztowana na 3 miesiące

40-latka z Tychów, podejrzana o usiłowanie zabójstwa swojego półtorarocznego syna, została aresztowana na trzy miesiące. Zdecydował o tym Sąd Rejonowy Katowice-Wschód, przychylając się do wniosku prokuratury w tej sprawie. Stan dziecka, które trafiło do szpitala z podciętym gardłem, jest stabilny.

Decydując o zastosowaniu wobec podejrzanej tymczasowego aresztu sąd podzielił argumenty prokuratury, wskazującej m.in. na obawę matactwa oraz grożącą kobiecie surową karę – za usiłowanie zabójstwa grozi od 18 do 25 lat więzienia lub dożywocie. Wcześniej prokuratura zapowiedziała powołanie biegłych psychiatrów, którzy mają ocenić poczytalność podejrzanej i sprawdzić, czy nie cierpi ona na choroby lub zaburzenia psychiczne.

W sobotę kobieta została przesłuchana w katowickiej prokuraturze okręgowej i usłyszała zarzut. Podczas trwającego kilka godzin przesłuchania nie kwestionowała ustalonego przez śledczych przebiegu wydarzeń, ale nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego raniła synka nożem.

– „Kobieta składała wyjaśnienia. W zasadzie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu usiłowania zabójstwa, natomiast w swoich wyjaśnieniach nie podała racjonalnych powodów wskazujących na motyw, na pobudki swojego zachowania” – relacjonowała rzeczniczka katowickiej prokuratury prok. Marta Zawada-Dybek.

Wcześniej śledczy przesłuchali świadków, w tym matkę i brata podejrzanej, z którymi kobieta i jej dziecko dotąd mieszkali. Zabezpieczyli też nóż, którym matka raniła dziecko. Ze względu na przedstawione matce zarzuty prokurator skierował również do sądu rejonowego wniosek o ustanowienie kuratora, który będzie reprezentował prawa dziecka w postępowaniu karnym.

Stan dziecka jest stabilny

Ranny chłopczyk jest leczony w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka im. Jana Pawła II w Katowicach. Trafił tam w piątek z poważnymi, zagrażającymi życiu ranami szyi. Najgłębsza z nich naruszała mięśnie i naczynia krwionośne.

Obecnie, po ratującej życie operacji, stan dziecka jest stabilny, a rokowania lekarzy co do pomyślności leczenia – dobre. Dziecko jest w śpiączce farmakologicznej na oddziale intensywnej terapii dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info

Koniec śledztwa w sprawie śmierci 28-letniej łodzianki. Jest akt oskarżenia przeciwko 41-letniemu Gruzinowi

Łódzcy prokuratorzy wysłali do sądu akt oskarżenia przeciwko 41-letniemu Mamuce K. Gruzin jest oskarżony o zabicie 28-letniej Pauliny z Łodzi. Kobieta w październiku 2018 roku była szukana przez całe miasto. Jej zwłoki, schowane w torbie podróżnej, odnalezione zostały w miejskim parku po kilku dniach.

O zakończeniu śledztwa i przesłaniu aktu oskarżenia do łódzkiego sądu okręgowego łódzka prokuratura poinformowała w środę. Mamuce K. grozi dożywocie.

– Prokuratura oskarża go o kwalifikowaną postać zbrodni zabójstwa, dlatego najniższy możliwy wymiar kary w tej sprawie nie może być niższy niż 12 lat pozbawienia wolności – mówi Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury okręgowej.

Oskarżony na pierwszym przesłuchaniu twierdził, że nie chciał zabić 28-letniej łodzianki. Złożył obszerne wyjaśnienia. Wersja przedstawiona przez Gruzina była niekompletna i momentami niespójna. Dlatego też we wrześniu 2019 roku odbyła się wizja lokalna.

W jej trakcie Mamuka K. przyznał, że nie może przypomnieć sobie momentu, kiedy zadawał ciosy młodej kobiecie nożem. Twierdził, że ma „dziurę w pamięci”. Szczegółowo za to opisał, jak ścierał krew i co robił, żeby ukryć ciało.

– Podczas kolejnego przesłuchania oskarżony już odmawiał składania wyjaśnień – mówi Kopania.

Zabójstwo

Śledztwo wykazało, że Mamuka K. poznał swoją późniejszą ofiarę na ulicy Piotrkowskiej. Paulina D. bawiła się w piątek 19 października w towarzystwie znajomych. Gruzina spotkała w sobotę rano. Wiadomo, że Mamuka K. poprowadził kobietę do hostelu przy ul. Żeromskiego. Tam mieszkała grupa obcokrajowców, pracujących na pobliskiej budowie. Wtedy, tuż po ósmej rano, większość lokatorów była już w pracy.

– Nasze ustalenia wskazują, że kobieta została pobita i pozbawiona życia. Sprawca działał z motywów seksualnych. Przyczyną zgonu były ciosy ostrym narzędziem w szyję. Najpewniej nożem, który udało się zabezpieczyć – informował prokurator Kopania.

Ciało kobiety zostało przewiezione w pobliże Stawów Jana i tam porzucone. Mamuka K. niedługo potem wyjechał z Polski: pojechał na Dworzec Kaliski, skąd autokarem dostał się na warszawski Dworzec Zachodni, gdzie spotkał się ze znajomymi.

– Stamtąd wszyscy busem, obsługującym połączenia pasażerskie, udali się na Ukrainę. Granice Polski przekroczył w dniu 21 października 2018 roku, przed godziną 10 – informuje Krzysztof Kopania.

Problemy z ekstradycją i próba samookaleczenia

Gruzin został zatrzymany 1 listopada 2018 roku w Kijowie. Robił, co mógł, żeby jak najbardziej odwlec w czasie spotkanie z polskimi śledczymi. Kiedy przebywał w celi, wystąpił o przyznanie mu statusu uchodźcy. Ten ruch skutecznie sparaliżował ekstradycję mężczyzny do Polski na blisko trzy miesiące.

Po wielu zawirowaniach i wątpliwościach, które opisywaliśmy na portalu tvn24.pl, ukraiński sąd w czerwcu 2019 roku zgodził się na ekstradycję. Operację przekazania Mamuki K. do Polski trzeba było jednak przełożyć, bo Gruzin zadał sobie cios nożem. Rana, którą sobie zrobił, nie zagrażała jego życiu.

„Obszerny materiał dowodowy”

Trwające ponad półtora roku śledztwo pozwoliło na – jak mówią przedstawiciele prokuratury – zebranie obszernego materiału dowodowego.

– To zeznania świadków, zapisy monitoringu, analizy kryminalistyczne, ekspertyzy w tym z zakresu badań daktyloskopijnych, genetycznych oraz rekonstrukcji zdarzeń w oparciu o ślady biologiczne – wylicza Kopania.

Mamuka K. był poddany badaniom sądowo–psychiatrycznym i psychologicznym.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Niemiecka policja przeszukała działkę w Hanowerze

Niemiecka policja przeszukała działkę w Hanowerze – podaje Sky News. Miejsce to znajduje się około 65 km od Brunszwiku, w którym ostatnio mieszkał Christian B., główny podejrzany w sprawie zaginięcia Madeleine McCann.

„Prokuratura i policja federalna potwierdziły lokalnym mediom i naszemu reporterowi w Niemczech, że ma to [przeszukiwanie działki – przyp. red.] związek ze śledztwem w sprawie zaginięcia Madeleine McCann” – powiedział korespondent Sky News Martin Brunt. Jak dodał, na razie nie jest jasne czego dokładnie szukali policjanci. Julia Meyer, rzeczniczka prokuratury w Brunszwiku, stwierdziła, że nie może podać żadnych szczegółów dotyczących przeszukania działki. Dodała jedynie, że policja „będzie potrzebowała jeszcze trochę czasu na zakończenie”.

Akcja na działce rozpoczęła się ok. 6:30, a na miejscu pracowało do 100 policjantów – podaje Sky News.

Zaginięcie Madeleine McCann

Trzyletnia Madeleine zaginęła w maju 2007 roku podczas wakacji w Portugalii. Jej rodzice poszli na kolację, a ona została sama w pokoju hotelowym. Około 22:00 matka dziewczynki weszła do niej, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Dziecka nie było w pokoju. Po krótkich poszukiwaniach zawiadomiono policję, która natychmiast wszczęła śledztwo. Najpierw przesłuchano rodziców dziewczynki, a następnie kilku ich przyjaciół. Ostatecznie jednak nie udało się zdobyć żadnych dowodów w tej sprawie.

Na początku czerwca 2020 roku brytyjska policja przekazała, że pojawił się nowy wątek w sprawie zaginięcia Madeleine McCann. Wytypowano bowiem nowego podejrzanego – 43-letniego Niemca, który był w portugalskim Algarve, gdy doszło do zaginięcia trzylatki. Niemieccy prokuratorzy twierdzą, że mają konkretne dowody na to, że to właśnie Christian B. był zamieszany w zniknięcie Madeleine McCann. Uważają również, że zaginiona nie żyje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Narkotyki przewożone w luksusowych samochodach. Boss grupy przestępczej stanie przed sądem

Ukrainiec Sergiy G. odpowie za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się przemytem narkotyków z UE na Ukrainę oraz za próbę przemytu z Polski na Ukrainę prawie ćwierci tony narkotyków o wartości około 12 mln zł. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Jak poinformował prokurator Rafał Teluk, szef Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, który prowadził śledztwo w tej sprawie, oskarżonym jest 48-leni obywatel Ukrainy Sergiy G. zatrzymany w styczniu w Hiszpanii, na podstawie ENA.

W myśl aktu oskarżenia Sergiy G. kierował na terenie Unii Europejskiej oraz Ukrainy i Rosji zorganizowaną grupą przestępczą, zajmującą się wywozem z terenu Unii Europejskiej na Ukrainę znacznych ilości narkotyków.

Mężczyzna odpowie też za usiłowanie wywozu z Polski na Ukrainę, przez przejście graniczne w Korczowej, prawie ćwierci tony żywicy konopi, której wartość wyceniono na około 12 mln zł. Prok. Teluk podał, że narkotyki były ukryte w skrytkach konstrukcyjnych dwóch luksusowych samochodów marki BMW. Według ustaleń, skrytki wykonano na Litwie. Ich koszt to 2 tys. euro każda. Przemyt udaremnili funkcjonariusze Straży Granicznej w Korczowej i Terespolu w lutym 2017 roku.

„Narkotyki przewożone były z Hiszpanii do Rosji przez kurierów, skazanych już prawomocnymi wyrokami. Narkotyki ukryte były w specjalnie skonstruowanych skrytkach w progach samochodów osobowych marki BMW X6 oraz BMW X5 na ukraińskich tablicach rejestracyjnych” – zaznaczył prok. Teluk.

Dodał, że kurierzy: Viktor K., Yevgen S. i Olha P. (konkubina Sergiya G.) zostali już skazani prawomocnymi wyrokami. Wszyscy są obywatelami Ukrainy.

Viktor K. został skazany na łączną karę 8 lat, a Yevgen S. – 7 lat pozbawienia wolności. Obaj zostali ukarani także grzywną po 100 tys. zł oraz nakazem zapłaty 25 tys. zł nawiązki na rzecz Ośrodka Osób Uzależnionych Samodzielnego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Nowym Dworku, na cele zapobiegania i zwalczania narkomanii.

Natomiast Olha P. została skazana na łączną karę 3,5 roku więzienia i 50 tys. zł grzywny.

Zatrzymany po 3 latach poszukiwań

Prok. Teluk przypomniał, że Sergiy G. był poszukiwany od 16 marca 2017 roku na podstawie listu gończego, europejskiego nakazu aresztowania. Wystawiona za nim została także czerwona nota Interpolu.

„22 stycznia 2020 r. Sergiy G. został zatrzymany na terytorium Hiszpanii, na lotnisku w Barcelonie, na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. 14 lutego został przekazany stronie polskiej, a następnie osadzony w Zakładzie Karnym w Rzeszowie” – przypomniał Teluk.

Dodał, że w czasie śledztwa oskarżony nie odniósł się do postawionych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Za zarzucane mu czyny grozi kara łączna 20 lat pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości ponad 1 miliona złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ukraina: Terrorysta z Łucka poddał się. Zakładnicy wolni

Uzbrojony terrorysta, który przez ponad 12 godzin przetrzymywał zakładników w autobusie w Łucku, poddał się i został zatrzymany przez ukraińskie służby specjalne. Uwolniono wszystkich pasażerów. Zakładnicy zostali uwolnieni po szturmie sił bezpieczeństwa na autobus, który był transmitowany w telewizji. W chwili szturmu słychać było wybuch, po czym zakładnicy zaczęli wychodzić z autobusu. Rano we wtorek na telefon alarmowy wpłynęło zgłoszenie w sprawie tego, że mężczyzna, który ma przy sobie broń i ładunek wybuchowy, zabarykadował się w autobusie w centrum Łucka.

Służby zabezpieczyły teren zdarzenia. Na miejscu słychać było strzały, a w szybach pojazdu widać ślady po kulach – relacjonowały media. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zaapelowała do mieszkańców o pozostanie w domach lub miejscach pracy. Mieszkańcy budynków, stojących przy Placu Teatralnym, gdzie znajduje się autobus z zakładnikami, zostali poproszeni o opuszczenie lokali. Wyjaśniono, że napastnik ma broń i może strzelać w kierunku okien.

Wiceszef MSW Anton Heraszczenko przekazał agencji, że napastnik kilka razy strzelał w kierunku drona, wykorzystywanego na miejscu zdarzenia przez SBU. Wyrzucił także z pojazdu niezidentyfikowany przedmiot, który wybuchł – dodał wiceminister. Zaznaczył, że w wybuchu nikt nie został ranny.

Policja poinformowała, że jeden z funkcjonariuszy ok. godz. 19 (18 w Polsce) zaniósł do pojazdu wodę.

Heraszczenko przekazał, że mężczyzna nazywa się Maksym Krywosz. Wcześniej poinformował, że przedstawił się on funkcjonariuszom jako Maksym Płochoj.

Ukraińska redakcja BBC podaje, że w mediach społecznościowych na profilu osoby z takim imieniem i nazwiskiem można przeczytać następujący wpis: „Państwo zawsze było i jest głównym terrorystą. Jest ze mną dużo ludzi, (mam) broń automatyczną, dwie bomby, trzecia jest w ruchliwym miejscu w mieście”. Napastnik napisał, że żąda, by najwyżsi przedstawiciele władz i Kościołów oraz oligarchowie nagrali wideo, na których nazwą się terrorystami i opublikowali je w mediach społecznościowych.

Mężczyzna był w przeszłości karany. Władze zdementowały podaną wcześniej przez media informację w sprawie tego, że był przymusowo leczony psychiatrycznie. Interfax-Ukraina pisze, powołując się na MSW, że był on dwukrotnie skazany. Według doradcy szefa MSW Zoriana Szkiriaka mężczyzna urodził się w Rosji w 1975 roku i był sądzony m.in. za rozbój.

Portal Wołynski Nowyny pisze, że Maksym Płochoj to pseudonim, pod którym mężczyzna wydał książkę „Filozofia przestępcy”. Publikację, zawierającą wątki autobiograficzne, napisał, kiedy odbywał kary pozbawienia wolności – pisze Interfax-Ukraina, powołując się na lokalne media.

SBU poinformowała agencję Interfax-Ukraina o wszczęciu postępowania z artykułu dotyczącego zamachu terrorystycznego w związku z wydarzeniami w Łucku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Trzy osoby zatrzymane przez CBA w związku z korupcją w Starostwie Powiatowym w Wołominie

Funkcjonariusze delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Warszawie zatrzymali trzy osoby w sprawie korupcji w Starostwie Powiatowym w Wołominie – poinformowało w środę CBA. Jak wyjaśnia CBA w środowym komunikacie, wśród zatrzymanych znaleźli się byli urzędnicy Starostwa Powiatowego w Wołominie i Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Wołominie, a także przedsiębiorca działający w branży deweloperskiej z okolic Warszawy.

„Działalność przestępcza polegała na przyjmowaniu korzyści majątkowych przez urzędników Starostwa Powiatowego w Wołominie oraz Powiatowego Inspektoratu Budowlanego w Wołominie, wykonujących czynności służbowe w postępowaniach administracyjnych dotyczących inwestycji budowlanych” – informuje biuro.

Zaznaczono, że korzyści majątkowe były udzielane przez inwestorów zarówno na etapie wydawania decyzji budowalnych, jak i odbioru budynku do użytkowania.

Wcześniej zatrzymano cztery osoby

„Ustalenia śledczych wskazują, że w proceder korupcyjny oprócz urzędników starostwa były zaangażowane osoby prywatne oraz firmy prowadzące działalność deweloperską mające inwestycje budowlane zlokalizowane na terenie powiatu wołomińskiego” – poinformowało CBA.

Zatrzymani usłyszeli zarzuty korupcyjne w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Jak zaznacza CBA, zgromadzone dowody wskazują, że łączna kwota przyjętych korzyści przez zatrzymanych byłych urzędników to ok. 60 tys. zł. Trzeci z podejrzanych wręczył jednemu z urzędników Wydziału Budownictwa Starostwa Powiatowego w Wołominie korzyść majątkową w kwocie 13 tys. zł.

Pierwsze zatrzymania w ramach tego postępowania miały miejsce w lutym tego roku. Wówczas zostały zatrzymane cztery osoby.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ukraina: Porwał autobus i przetrzymuje zakładników. Napastnik jest uzbrojony

W Łucku na zachodzie Ukrainy mężczyzna przetrzymuje zakładników. To pasażerowie autobusu. Napastnik jest uzbrojony. Twierdzi, że ma przy sobie materiały wybuchowe i grozi wysadzeniem pojazdu w powietrze. Motyw jego działania nie jest znany. Na miejscu jest policyjny oddział specjalny. Trwają negocjacje z porywaczem.

Wciąż zbieramy informacje w tej sprawie. Artykuł jest w trakcie aktualizacji. Już wkrótce więcej na ten temat. Dramatyczne doniesienia z Łucka na Ukrainie. Mężczyzna uprowadził autobus z 20 pasażerami. Nie wiadomo, czego żąda porywacz. Policja, która jest na miejscu, prowadzi z nim negocjacje. Ściągnięto także oddział specjalny.

Według doniesień mieszkańców Łucka, w pozbliżu Placu Teatralnego słychać było wstrzały z broni palnej. Jak podaje ukraiński portal Kanal24, powołując się na szefa policji okręgu wolnickiego Jurija Kroszko, porywacz sam zawiadomił służby o uprowadzeniu rejsowego autobusu i wzięciu zakładników. Zagroził też, że wysadzi pojazd w powietrze. Przekazał, że ma ze sobą granaty i broń automatyczną.

„Sytuacja jest pod kontrolą, centrum miasta zostało zamknięte, próbujemy nikogo nie dopuszczać w pobliże tego miejsca, by nikt ewentualnie nie ucierpiał, apelujemy też do mieszkańców, by nikt nie zbliżał się do tego miejsca” – tłumaczy Jurij Koroszko.

Autobus ma powibijane szyby, słychać płacz – wśród uprowadzonych są prawdopodobnie kobiety i dzieci.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uwaga na oszustów, którzy działają metodą na „bon turystyczny”

Uwaga na oszustów, którzy chcą nas naciągnąć metodą na bon turystyczny! Dopiero wczoraj parlament ostatecznie uchwalił ustawę w tej sprawie, a naciągacze już dzwonią i próbują oszukać ludzi w całej Polsce. Sygnał w tej sprawie dostaliśmy od was na Gorącą Linię RMF FM, pod numer 600 700 800.

Na czym polega to oszustwo? Potencjalne ofiary naciągaczy dostają telefony z następującą ofertą: „Drogi panie, ponieważ rząd wprowadził bon turystyczny, to proponujemy panu 7 dni wypoczynku w luksusowym hotelu. Otrzymane od rządu 500 złotych pokryją panu 3 dni z tych siedmiu”.

Tylko że muszę od razu wpłacić na podany numer konta resztę kwoty za pozostałe 4 dni pobytu – informuje słuchacz. Problem w tym, że taki hotel może nie istnieć. O tym, że jest to oszustwo świadczy fakt, iż ta superoferta kierowana jest przez naciągaczy do osób dojrzałych. Osoba dzwoniąca powiedziała mi, że ta oferta skierowana jest do osób od 40. do 80. roku życia – ostrzega słuchacz.

To więc może być próba naciągnięcia najbardziej podatnych na to seniorów. Przypomnijmy, że wczoraj Sejm ostatecznie odrzucił poprawkę przyznającą bon turystyczny emerytom i rencistom. On ma obowiązywać tylko na dzieci. O tych sygnałach poinformowaliśmy Ministerstwo Rozwoju, koordynujące wprowadzanie bonu turystycznego. Szykowane jest ostrzeżenie.

Dla kogo bon turystyczny?

Bon turystyczny to jednorazowe świadczenie w wysokości 500 złotych na każde dziecko do wykorzystania na wakacje w kraju. Ma formę kodu. Żeby go dostać, rodzic będzie musiał wejść na stronę internetową Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i się zarejestrować. Po weryfikacji rodzic dostanie kod, który może wykorzystać w recepcji hotelowej albo w trakcie rezerwowania obozu, czy kolonii dla dziecka.

Faktycznie ten bon zacznie działać pod koniec lipca.
Źródło info i foto: RMF24.pl