Szczecin: Trwa proces kanibali z Łaska

Przed Sądem Okręgowym w Szczecinie ruszył proces w sprawie makabrycznej zbrodni, do której miało dojść blisko 20 lat temu. Pięciu mężczyzn miało brutalnie zabić nieznajomego, a następnie zjeść fragmenty jego ciała. Do dzisiaj nie znaleziono szczątków mężczyzny, nie wiadomo także, kim był.

– Ten proces jest osobliwy – przyznał po zakończeniu pierwszej rozprawy obrońca jednego z oskarżonych mec. Jan Widacki. – Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo kogo zamordowano i częściowo spożyto. Ja takiego procesu jeszcze nie widziałem. Gdyby ktoś mi to kiedyś opowiedział, pomyślałbym, że żartuje. Proces karny, z wszystkimi rygorami, sprawdza jakieś urojenia, plotki – stwierdził. Dodał, że zdarzają się procesy poszlakowe, gdy nie znaleziono zwłok, „ale przynajmniej wiadomo, kto zginął”.

Przypomnijmy, że do rzekomej zbrodni miało dojść 19 lat temu. Piątka mężczyzn, znajomych z sąsiedniej wsi – Janusz Sz., Robert M., Rafał O., Sylwester B. oraz 36-letni wówczas Zbigniew B. – spotkali się w nieistniejącym już barze w Łasku, niewielkiej wsi w województwie zachodniopomorskim.

Tam mieli spotkać swoją ofiarę, którą uprowadzili, a następnie zamordowali nad pobliskim jeziorem Osiek. Któryś z mężczyzn miał rzucić pomysł, by zjeść ciało zabitego. Jak wynika z ustaleń śledczych, mężczyźni rozpalili ognisko, a następnie odcinali kawałki ciała ofiary, nadziewali je na patyki i piekli w ogniu.

Zwłoki mężczyzny oskarżeni mieli następnie wywieźć pontonem na środek jeziora i tam wrzucić je do wody.

Anonimowy donos. Policja traktuje go bardzo poważnie

Informacja o rzekomej zbrodni dotarła do policjantów w 2017 roku, krótko po śmierci jednego z mężczyzn, którzy mieli się jej dopuścić: Zbigniewa B. Otrzymali anonim, którego autor napisał, że przed śmiercią Zbigniew B. przyznał mu się do udziału w potwornej zbrodni. To właśnie Zbigniew B. miał nożem odciąć głowę ofierze.

– Miał problemy z alkoholem, ale nie atakował ludzi, z sąsiadami dobrze żył – opowiada Polsat News była żona Zbigniewa B.

Matka mężczyzny w poświęconym tej sprawie reportażu stwierdziła, że syn miał stwierdzoną schizofrenię i twierdził, że jest „zastępcą Chrystusa, drugi po Bogu”.

– Opowiadał, że UFO widział, a potem na tle religijnym też dużo rzeczy. Na przykład, że jest apostołem Piotrem, że się wybiera do nieba i mojego męża też zabierze. Pół wioski tu chodziło do niego pić. Mój brat zawsze zmyślał… Gdyby ta historia nie wyszła od mojego brata, to może bym uwierzyła – dodała siostra Zbigniewa B.

Policja nie znalazła szczątków, nie wie, kim była rzekoma ofiara

Policja anonim potraktowała bardzo poważnie. Przetrząśnięto jezioro, poszukując szczątków rzekomo zamordowanego mężczyzny. Bezskutecznie. Starano się także ustalić, kim był. To również się nie powiodło. Mimo to, kilka miesięcy później – w październiku 2017 roku zatrzymano czterech mężczyzn, którzy mieli brać udział w tej zbrodni.

Do zbrodni przyznał się tylko jeden z nich – Rafał O. Szczegółowo opisał przebieg tego, co miał się wówczas wydarzyć. Podczas procesu, który rozpoczął się w poniedziałek, odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy potwierdza wcześniejsze wyjaśnienia. Nie chciał też odpowiadać na pytania stron.

Tylko jeden z oskarżonych w tej sprawie – Robert M. przebywa w areszcie. To jemu Rafał O. w swoich zeznaniach przypisał kierowniczą rolę w tej zbrodni. Pozostali – Sylwester B., Rafał O. i Janusz S. – odpowiadają z wolnej stopy. Janusz S. nie pojawił się na sali rozpraw.

Termin kolejnej rozprawy w tej sprawie sąd wyznaczył na 1 marca.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest śledztwo ws. śmierci ks. Andrzeja Dymera

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. śmierci ks. Andrzeja Dymera, byłego dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie – przekazała rzeczniczka szczecińskiej Prokuratury Okręgowej. Informację o wszczęciu śledztwa w sprawie śmierci ks. Andrzeja Dymera podał portal onet.pl.

Postępowanie prokuratury ws. śmierci

„Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci” – rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Alicja Macugowska-Kyszka. Dodała, że prokuratura nie udziela żadnych informacji w sprawie śledztwa. Według informacji Onetu, ciało duchownego zostało zabezpieczone do badań.

Ks. Andrzej Dymer zmarł we wtorek „po wielomiesięcznych trudnych i bolesnych zmaganiach z chorobą nowotworową” – podała na swojej stronie Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska. Duchowny miał 58 lat.

W ubiegły piątek kwartalnik „Więź” podał, że metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga odwołał ks. Andrzeja Dymera z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie. Według czasopisma, metropolita szczecińsko-kamieński decyzję podjął podczas spotkania z mężczyzną, który przed laty był wykorzystany seksualnie przez kapłana.

Zarzuty o wykorzystywanie nieletnich

W reportażu TVN 24 „Najdłuższy proces Kościoła” podano, że ks. Andrzej Dymer wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie, a szczecińscy biskupi wiedzieli o tym od 1995 r. Śledztwo wszczęto jednak dopiero po publikacji dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w 2008 r. Mimo to przez te lata duchownego nie spotkała kara – przestępstwa się przedawniły, przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.

Przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii Błażej Kmieciak powiedział, że komisja musiała zakończyć postępowanie wyjaśniające z uwagi na śmierć księdza, do czego zobowiązują ją przepisy ustawy. Przy czym zapewnił, że będzie kontynuowane wyjaśnianie działań podjętych przez instytucje w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Molestowanie seksualne dzieci w przedszkolu pod Łodzią? Minister Wójcik zlecił analizę

Minister Michał Wójcik odniósł się do doniesień mediów dotyczących molestowania dzieci w jednym z prywatnych przedszkoli pod Łodzią. O sprawie jako pierwsza poinformowała „Uwaga” TVN, przytaczając m.in. zeznania rodziców dzieci, które były podopiecznymi placówki. – Ten reportaż jest wstrząsający. Zleciłem analizę dotyczącą statusu punktów przedszkolnych w Polsce – powiedział Wójcik.

Minister Michał Wójcik w rozmowie z Onetem zareagował na serię tekstów i reportaż „Uwagi” TVN, w którym dziennikarze ujawnili, że w jednym z mieszczących się pod Łodzią prywatnych punktów przedszkolnych mogło dochodzić do gwałtów i molestowania seksualnego dzieci. W sądzie dla nieletnich toczy się obecnie proces w tej sprawie przeciwko 16-letniemu synowi dyrektorki, który – jak wynika z zeznań pokrzywdzonych dzieci – miał być sprawcą molestowania, pokazywać im filmy pornograficzne i zwabiać do jednego z pokoi pod pretekstem m.in. pogrania na konsoli.

Jak ujawniono w materiale „Uwagi”, w budynku przedszkola było przejście między częścią „oficjalną”, w której przebywały dzieci, a częścią prywatną. – Wewnętrznym przejściem między punktem przedszkolnym a posesją prywatną dzieci miały być zabierane na górę do pokoju 16-latka, który jest synem pani dyrektor – mówił w rozmowie z TVN detektyw Dariusz Korganowski zaangażowany w badanie sprawy.

Molestowanie w przedszkolu? Minister Wójcik: Wstrząsający reportaż

Sprawa ma swój początek w czerwcu zeszłego roku – wówczas sześcioletni Igor, podopieczny przedszkola, w rozmowie z rodzicami przyznał, że był krzywdzony przez syna dyrektorki przedszkola (zdaniem biegłych jego zeznania są wiarygodne). Z czasem okazało się, że pokrzywdzonych dzieci najprawdopodobniej może być więcej. Onet opublikował 15 lutego rozmowę z mamą 4-letniego Kacpra, również podopiecznego przedszkola. – Na obecnym etapie wiemy, że syn dyrektorki mógł puszczać dzieciom filmy pornograficzne, masturbować się przy nich i molestować je. To mogło spotkać także mojego syna. Poza nim i Igorem o molestowaniu w trakcie przesłuchań przed sądem opowiedziała jeszcze dwójka innych dzieci – powiedziała w rozmowie z portalem.

Mama sześciolatka, który jako pierwszy opowiedział o sprawie, w rozmowie z „Uwagą” TVN powiedziała: – Wybierał dzieci i brał je do góry. Oglądali filmy pornograficzne, później odwzorowywali to u niego w łóżku, bądź w sypialni rodziców. Dodała także, że wraz z mężem skonfrontowała sprawę z 16-letnim synem dyrektorki – ten miał powiedzieć, że „już nie będzie, żeby nie mówić jego mamie” i stwierdzić „przepraszam, nie będę już tak robił”. Natomiast matka 16-latka i dyrektorka przedszkola zaprzecza, jakoby w placówce dochodziło do molestowania.

Postępowanie do niedawna toczyło się także w prokuraturze – dotyczyło niedopełnienia obowiązków przez dyrektora oraz opiekunów przedszkola – śledczy umorzyli je jednak, bo – jak wskazano w uzasadnieniu – dyrektorka i pracujący w prywatnym przedszkolu opiekunowie „nie są funkcjonariuszami publicznymi, którzy podlegają pod przepisy dotyczące przekroczenia uprawnień.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prymas Polski o sprawie ks. Andrzeja Dymera: „Trzeba rozliczać te przestępstwa i grzechy, których jesteśmy świadkami”

Prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak skomentował sprawę ks. Andrzeja Dymera, która dotyczyła dalszego sprawowania stanowiska i pracy z dziećmi mimo oskarżeń duchownego o molestowanie seksualne małoletnich.

Prymas Polski i delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży, arcybiskup Wojciech Polak ponownie odniósł się do sprawy ks. Dymera. Pierwszy raz zabrał głos zaraz po publikacji reportażu „Najdłuższy proces Kościoła”. Wtedy oświadczył, że „niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania, nie mają żadnego usprawiedliwienia”.

W środę na antenie Radia PLUS Gniezno arcybiskup Polak podkreślał, że zgodnie z tym, co napisał w oświadczeniu po obejrzeniu filmu, należy bardziej jasno i zdecydowanie postępować i rozliczać „te przestępstwa i grzechy, których jesteśmy świadkami”.

Prymas Polski dodał, że obecnie kwestia walki z pedofilią w kościele wygląda zupełnie inaczej. Teraz w prawie każdej diecezji można znaleźć „kuratorów Fundacji świętego Józefa, do których o konkretną pomoc można się zwracać, czy także kuratorów osób, które dopuszczają się przestępstw, aby także dla nich zakreślać konkretny plan resocjalizacji i także tej troski o to, żeby tych przestępstw nie powielali”.

– Są także struktury duszpasterzy w każdej diecezji, których rolą jest przede wszystkim troska o osoby skrzywdzone, o ich rodziny, o wspólnoty parafialne, jeżeli takie skrzywdzenia rezonują i w tych wspólnotach parafialnych powodują głębsze jeszcze zranienia, żeby poprzez obecność, poprzeć dialog, modlitwę, poprzez konkretnie świadczoną pomoc także stawać się źródłem i pomocą uzdrowienia dla Kościoła – mówił na antenie Radia Plus abp Polak.

Sprawa księdza Dymera

W 2008 r. kościelny trybunał skazał księdza Dymera za molestowanie seksualne wychowanków, ale ten złożył apelację. Treść wyroku kościelnego trybunału była poufna – nie znali jej nawet pokrzywdzeni (ujawnił ją dopiero w listopadzie 2020 kwartalnik „Więź”). Postępowanie kanoniczne wobec ks. Andrzeja Dymera zostało zamknięte dopiero pod koniec 2020 roku, a sesja wyrokowa miała miejsce 12 lutego 2021 r. Rzecznik archidiecezji poinformował, że dokumentacja dot. ks. Dymera i treść wyroku nie zostaną upublicznione.

Żaden wyrok ws. duchownego nie zapadł też przed sądami świeckimi, bo przestępstwa zdążyły się przedawnić.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Słowacja: Nie żyje kluczowy świadek śledztwa ws. ws. korupcji w policji

Kluczowy świadek śledztwa w sprawie afer korupcyjnych wśród słowackich policjantów, były pracownik tamtejszej Służby Informacyjnej (SIS) Frantiszek Bohm, zastrzelił się – poinformowały w sobotę słowackie media. Ranna została jego żona. Funkcjonariusz zeznawał m.in. w śledztwie dotyczącym podejrzeń o korupcje byłego szefa policji, który zabił się w areszcie w grudniu.

Bohm został zatrzymany we wrześniu 2020 r. podczas akcji Narodowej Agencji Kryminalnej (NAKA) o kryptonimie „Boże Młyny”. Zeznawał także w śledztwie „Judasz”, które doprowadziło do aresztowania byłych wysokich funkcjonariuszy policji, służby finansowej i celnej oraz służb specjalnych.

Po tym, jak zdecydował się na współpracę z policją, sąd w grudniu zeszłego roku zwolnił go z aresztu. Z wolnej stopy zeznawał m.in. w sprawie podejrzeń o korupcję byłego szefa policji Milana Luczanskiego, który 30 grudnia 2020 r. popełnił w areszcie samobójstwo.

Według ustaleń prokuratury Bohm opłacał policjantów, celników i służby podatkowe, by m.in. ukrywać przestępstwa związane z wyłudzaniem VAT przy handlu paliwami. Miał przyznać się do przekazywania łapówek w wysokości 3 milionów euro. Według oceny mediów, zeznania, które do tej pory złożył w prokuraturze, mogą być wykorzystywane w śledztwach związanych z innymi osobami.

Według informacji Bohm zastrzelił się w piątek wieczorem w domu w gminie Plavecki Sztvrtok, 30 km. na północ od Bratysławy. Strzelił sobie w głowę. Żona, która najprawdopodobniej chciała go powstrzymać, została ranna w klatkę piersiową. Jest w szpitalu w stanie stabilnym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest drugi Europejski Nakaz Aresztowania wydany wobec Zbigniewa S.

Sąd Okręgowy w Lublinie na wniosek prokuratury wydał Europejski Nakaz Aresztowania biznesmena Zbigniewa S., w sprawie, w której podejrzany jest on o przywłaszczenie 253 tys. zł na szkodę fundacji swojego imienia i pranie brudnych pieniędzy – poinformowała Prokuratura Regionalna w Lublinie.

To drugi Europejski Nakaz Aresztowany wydany wobec Zbigniewa S., który 8 stycznia został zatrzymany w Holandii.

Wydany we wtorek Europejski Nakaz Aresztowanie dotyczy sprawy, w której prokuratura postawiła Zbigniewowi S. zarzuty dotyczące działania na szkodę fundacji swojego imienia, przywłaszczenia 253 tys. zł pochodzących z wpłat darczyńców i uczynienia sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także prania brudnych pieniędzy.

Jak wynika z ustaleń śledztwa, podejrzany przeznaczył przywłaszczone środki w kwocie 217 tys. zł na zakup żetonów do gry w jednym z warszawskich kasyn. Pozostałe pieniądze rozdysponował poprzez udzielenie nieoprocentowanej pożyczki w kwocie 11 tys. zł oraz zapłatę honorarium adwokackiego i zwrotu kosztów procesowych w prywatnej sprawie w wysokości 25 tys. zł – poinformowała Prokuratura Regionalna w komunikacie.

Zarzuty w tej sprawie Zbigniew S. usłyszał w połowie października 2020 roku. Sąd nie zgodził się wtedy na jego aresztowanie.

Od tamtego czasu Zbigniew S. ukrywał się. Wobec tego, Prokuratura Regionalna w Lublinie wystąpiła do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód o jego aresztowanie, a następnie po zastosowaniu aresztu wydała list gończy. Wystąpiono także do Sądu Okręgowego w Lublinie z wnioskiem o ENA. Sąd wniosek prokuratury uwzględnił.

To już kolejny Europejski Nakaz Aresztowania wydany za Zbigniewem S. Wcześniej Sąd Okręgowy w Lublinie wydał ENA w śledztwie, w którym Zbigniew S. podejrzany jest o kilkanaście przestępstw, w tym przywłaszczenie powierzonych środków finansowych w kwocie ponad 900 tys. zł oraz pranie brudnych pieniędzy. Ponadto Zbigniew S. jako prezes fundacji nielegalnie organizował loterie, a także wbrew przepisom ustawy o rachunkowości nie sporządził i nie złożył sprawozdań finansowych fundacji za lata 2016-2019 – informuje prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W Moskwie ruszyła rozprawa Aleksieja Nawalnego

W moskiewskim sądzie rozpoczęła się rozprawa w sprawie odwieszenia wyroku Aleksiejowi Nawalnemu. Przed gmachem sądu policja zatrzymuje zwolenników rosyjskiego opozycjonisty. Nawalny osobiście uczestniczy w rozprawie; grozi mu 3,5 roku pobytu w kolonii karnej. Przed gmachem sądu dyżurują oddziały policji i OMON-u. Na sali są adwokaci Nawalnego: Olga Michaiłowa i Wadim Kobziew.

Sędzia poprosiła Nawalnego, by się przedstawił. Odparł, że na razie ona sama się nie przedstawiła. Sędzia podała swoje nazwisko. Okazało się, że krótko przed posiedzeniem doszło do zmiany sędzi i teraz sprawę rozpatruje Natalia Riepnikowa.

Protesty i aresztowania zwolenników Nawalnego

Funkcjonariusze zatrzymali około 30 działaczy opozycji, którzy przyszli, aby wyrazić solidarność z więzionym przez Kreml politykiem. Według świadków kontrole dokumentów i zatrzymania prowadzone są także w pobliżu okolicznych stacji metra. W 2014 r. Aleksiej Nawalny został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności w związku z oskarżeniem o finansowe nadużycia na szkodę koncernu Yves Rocher.

Aresztowany po powrocie do Rosji

Wykonanie wyroku zawieszono na pięć lat, a w 2017 r. okres tzw. próby przedłużono do 29 grudnia 2020 r. W połowie stycznia rosyjska służba więziennictwa wystąpiła do sądu o odwieszenie Aleksiejowi Nawalnemu starego wyroku. Funkcjonariusze uznali, że opozycjonista wielokrotnie naruszył warunki próby, gdy przebywał w Berlinie. Tam leczył się po próbie otrucia go nowiczokiem.

– Uważamy, że wszystko, co się dzieje z Aleksiejem, wynika z motywów politycznych. Został zatrzymany, jest w warunkach pozbawienia wolności po to, by wykluczyć go z życia politycznego – powiedziała dziennikarzom jego prawniczka Olga Michajłowa.
Źródło info i foto: TVP.info

Do Izraela wywieziono przedmioty z terenu dawnego getta warszawskiego

Do Izraela potajemnie wywieziono przedmioty znalezione na budowie na terenie dawnego getta warszawskiego. „To skandal, złamanie prawa” – komentują historycy. O sprawie pisze wtorkowa „Gazeta Wyborcza”.

Jak relacjonuje „GW” w swym stołecznym dodatku, pracownicy jednej z budów na terenie byłego getta warszawskiego na Muranowie odkryli podziemny bunkier. Jeden z robotników, który wszedł do środka, znalazł w nim filakterie, pudełeczka z ustępami Tory. To przedmioty modlitewne wykonane ze skóry koszernych zwierząt. O odkryciu napisała w poniedziałek izraelska gazeta „Israel Hayom” – informuje „Wyborcza”.

Według „GW”, w artykule napisano, że z robotnikami potajemnie skontaktowali się emisariusze Shem Olam Faith and the Holocaust Institute for Education, Documentation and Research (Instytutu Wiary Shem Olam dla Edukacji, Dokumentacji i Badań). Po długich negocjacjach filakterie zostały przekazane emisariuszom instytutu i w sekrecie przed polskimi władzami w ostatnim czasie przywieziono je do Izraela – czytamy w gazecie.

„Doszło do przestępstwa”

„Wyborcza” przypomina, że wywożenie z Polski przedmiotów wytworzonych przed 1945 rokiem bez zgody władz jest nielegalne. W sytuacji kiedy inwestor na budowie odkryje cenne przedmioty, powinien to zgłosić do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeżeli tego nie zrobił, to doszło do przestępstwa – podkreśla w rozmowie z dziennikiem Karolina Gałecka, rzeczniczka stołecznego ratusza.

Jak informuje „GW”, urzędnicy próbują ustalić, na której z budów mogły zostać odkryte filakterie, bo tego izraelscy dziennikarze nie podali. „Sprawdzą, czy wykopaliska zostały zgłoszone do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeżeli nie, ratusz zawiadomi prokuraturę” – dodaje „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe informacje wokół afery związanej z Jarosławem Jakimowiczem

Są nowe fakty o aferze wokół tego, co miało się wydarzyć na zgrupowaniu konkursu Miss Generation 2020. Jedna z uczestniczek anonimowo udzieliła wywiadu, w którym potwierdziła, że był tam obecny Jarosław Jakimowicz. Ujawniła też kilka innych faktów.

W poniedziałek 18 stycznia dziennikarz śledczy Piotr Krysiak opublikował na Facebooku post, w którym opisał sprawę gwałtu na uczestniczce konkursu piękności, którego miał dokonać „gwiazdor TVP”. Onet.pl ustalił, że ma chodzić o Jarosława Jakimowicza. Portal skontaktował się w tej sprawie z aktorem, a ten stanowczo zaprzeczył oskarżeniom.

Tymczasem jedna z uczestniczek konkursu Miss Generation 2020 w rozmowie z portalem WP Kobieta opowiedziała o tym, co miało wydarzyć się na zgrupowaniu w hotelu pod Łukowem.

– Była wśród nas jedna dziewczyna, która zaczęła dziwnie się zachowywać już pierwszego dnia pobytu w hotelu – powiedziała uczestniczka, która chciała zachować anonimowość.

Nawiązała też do jednej z kolacji w hotelu, na której był obecny także Jarosław Jakimowicz. – Byłyśmy zaskoczone jego obecnością. Nikt nam nie wyjaśnił, dlaczego siedzi z nami, ale wydaje mi się, że po prostu uznali, że to będzie dla nas takie wyróżnienie. Znany aktor zasiadł z nami do kolacji – opowiadała.

Rozmówczyni WP Kobieta ujawniła, jak aktor zachowywał się w obecności kobiet. – Był bardzo otwarty, wygadany i sympatyczny. Trochę flirtował z nami, jednej nawet pozwolił karmić się widelcem – wspominała.

Z relacji kobiety wynika, że Jakimowicz włączył się do załagodzenia sytuacji ze wspomnianą już uczestniczką, która miała się dziwnie zachowywać. – Gdy między nią a organizatorką wywiązała się nieprzyjemna rozmowa, to on wstał, powiedział: „Dajcie mi z nią porozmawiać. Ja do niej pójdę i z nią porozmawiam”, a następnie poszedł za nią – dodała.

– Jakimowicza widziałyśmy na śniadaniu przed wyjazdem i powiedziałyśmy mu „do widzenia”. Tamtą dziewczynę też rano widziałyśmy. Najpierw zobaczyły ją dwie inne uczestniczki. Stała przed hotelem. Była jakby w amoku. Roztrzęsiona, zapłakana – zauważyła.

Jak podkreśliła uczestniczka, nie wie, czy dziewczyna, której zachowanie opisała, to ta sama osoba, o której napisał Piotr Krysiak.
Źródło info i foto: natemat.pl

Jarosław Jakimowicz miał zgwałcić kobietę? Gwiazdor TVP dementuje oskarżeniom

Przysięgam na zdrowie moich dzieci, że nikogo nie zgwałciłem. Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Onetowi aktor i prezenter TVP Info Jarosław Jakimowicz. Wczoraj we wpisie na Facebooku dziennikarz Piotr Krysiak napisał, że „gwiazda publicystyki TVP INFO miała zgwałcić uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tak utrzymuje kobieta, która uciekła ze zgrupowania i zgłosiła sprawę policji”.

Z ustaleń Onetu wynika, że Krysiakowi chodziło właśnie o Jakimowicza, a domniemana ofiara mieszka w Wielkiej Brytanii. Według Krysiaka, od ośmiu miesięcy trwa śledztwo w tej sprawie.

– Potwierdzam, że śledztwo się toczy. Obecnie jest zawieszone, ponieważ zwróciliśmy się o pomoc prawną do Wielkiej Brytanii. Postępowanie toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko komuś – mówi w rozmowie z Onetem Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Wiadomo, że dziewczyna była już przesłuchana. Pytamy, czy poszkodowana wskazała sprawcę. – Nie mogę udzielać tak szczegółowych informacji na temat postępowania – dodaje Agnieszka Kępka.

Dziennikarz stawia zarzuty

„Gwiazda publicystyki TVP Info”, o której pisze Krysiak, miała w hotelu Parisel Palace w Klimkach pod Łukowem wepchnąć do pokoju uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tam następnie doszło do gwałtu. Dzień później ofiara uciekła z hotelu, udała się do szpitala ginekologiczno-położniczego w Warszawie. Policji pokazała swojego oprawcę w materiałach, jakie miała w galerii zdjęć i filmów w telefonie.

Krysiak wylicza szereg nieprawidłowości, do których miało dojść podczas śledztwa, takich jak np. zaniechania przebadania poszkodowanej kobiety. Ofiara twierdzi, że gwałciciel straszył ją konsekwencjami, jeśli opowie komuś o gwałcie.

Krysiak nie wskazał, kto miałby być sprawcą gwałtu, ale wiemy, że na zgrupowaniu wraz z kobietami był właśnie Jakimowicz – wskazują na to zdjęcia.

Jakimowicz: „Jak mam się bronić?!”

Aktor i prezenter w emocjonalnej rozmowie z Onetem bardzo stanowczo zaprzeczył oskarżeniom. — Dlaczego od wielu miesięcy trwa śledztwo, a ja – podobno podejrzewany o gwałt – nawet nie zostałem przesłuchany?! Nikogo nie zgwałciłem! Przysięgam na zdrowie moich dzieci! Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Jakimowicz. Aktor jest rozgoryczony, bo jego zdaniem wpis Krysiaka, choć anonimowy, to wskazywał na niego. — Jak mam się w tej sytuacji bronić? Jestem, jaki jestem. Pracuję w TVP, co nie każdemu się podoba. Przyzwyczaiłem się do ataków, ale zarzuty o gwałt to przekroczenie wszelkich zasad. Jestem w każdej chwili gotowy zeznawać w prokuraturze.

Na Twitterze pojawiły się już informacje, że publicysta ma zostać odsunięty z prowadzenia programów TVP Info. Z informacji Onetu wynika, że nie jest to prawda.

TVP go nie zawiesi

– Łączenie Telewizji Polskiej z opisaną w internecie historią rzekomego gwałtu jest całkowicie nieuprawnione. Nawet z ww. postu (wpisu Piotra Krysiaka – red.) jasno wynika, że przywoływane zdarzenie nie ma związku z produkcją realizowaną przez TVP – stwierdził dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski w rozmowie z portalem WirtualneMedia.

Powiedział, że do dyrekcji TAI „nie wpłynęły żadne informacje wskazujące na nieobyczajne zachowanie któregokolwiek z prowadzących czy gości programów publicystycznych TVP Info”.

– Opisane w internecie zdarzenie miało mieć miejsce w lutym 2020 roku. Od tamtej porty – tj. w przeciągu blisko roku – żadne instytucje państwowe, takie jak policja czy prokuratura, nie wystąpiły do Telewizji Polskiej z pytaniami lub wnioskami w ww. sprawie – dodał Olechowski.

Według informacji Onetu, Olechowski rozważał zawieszenie Jakimowicza, ale po jego kategorycznych zaprzeczeniach nie zdecydował się tego zrobić.

„Dyrekcja TAI przeprowadziła postępowanie wyjaśniające dotyczące internetowych informacji na temat jednego ze współpracowników TVP Info.Nie stwierdzono nieprawidłowości w funkcjonowaniu redakcji publicystyki TVP Info. W toku postępowania dyrekcja TAI otrzymała poniższe oświadczenie” – napisał Olechowski na Twitterze.
Źródło info i foto: onet.pl