Sprawa zabójcy Pawła Adamowicza. Jest decyzja ws. strażników i policjantów

Toruńska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie możliwego niedopełnienia obowiązków przez strażników więziennych i funkcjonariuszy policji. Chodzi o ich działania wobec Stefana W. – zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, po otrzymaniu informacji, że może być on niebezpieczny. Śledztwo dotyczyło m.in. działań funkcjonariuszy służby więziennej i policji po przekazaniu przez matkę Stefana W. informacji o tym, że może być on niebezpieczny po wyjściu na wolność z więzienia bądź planować coś złego.

„Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. W opinii prokuratury nie doszło do wyczerpania znamion przestępstwa z artykułu 231. Kodeksu Karnego” – przekazał prokurator Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Decyzja o umorzeniu postępowania nie jest prawomocna. Pokrzywdzonym przysługuje w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia w tej sprawie możliwość wniesienia zażalenia. Taką możliwość ma składający zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa brat zabitego prezydenta Gdańska Piotr Adamowicz.

„Poinformowali o swoich zastrzeżeniach”

– Funkcjonariusze policji, którzy uzyskali informacje od matki Stefana W., poinformowali o swoich zastrzeżeniach Służbę Więzienną. Ta również podjęła wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie i o swoich działaniach oraz ustaleniach poinformowała policję. Służby działały w tej sprawie w sposób skoordynowany i prokuratura nie dopatruje się w podjętych przez nie krokach znamion niedopełnienia obowiązków. Funkcjonariusze policji i służby więziennej w naszej ocenie zadziałali prawidłowo – poinformował prokurator Kilkowski. Przyznał, że m.in. w więzieniu przeprowadzono ze Stefanem W. rozmowę.

13 stycznia 2019 r., w czasie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ówczesny prezydent Gdańska został zaatakowany nożem. Zmarł dzień później w szpitalu. Napastnik 27-letni Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca.
Źródło info i foto: wp.pl

Włocławek: Matka i córka znalezione w hotelu. 10-miesięczne dziecko nie żyje

Policja w jednym z hoteli we Włocławku we czwartek odnalazła 41-letnią kobietę i jej około 10-miesięczną martwą córeczkę. Matka dziecka i jej partner zostali zatrzymani – poinformował st. sierż. Tomasz Tomaszewski z włocławskiej Komendy Miejskiej Policji.

„Otrzymaliśmy zgłoszenie z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że nie ma kontaktu z matką i dzieckiem. W wyniku podjętych działań, w jednym z hoteli we Włocławku odnaleźliśmy 41-latkę i jej około 10-miesięczną córeczkę, która nie dawała oznak życia. Do sprawy zostały zatrzymane dwie osoby – ta kobieta i jej partner” – powiedział st. sierż. Tomaszewski.

Policjant odmówił podania bliższych informacji w tej sprawie, m.in. kto powiadomił WCPR i gdzie został zatrzymany partner matki dziecka. Wszystkie okoliczności sprawy zostaną wyjaśnione w śledztwie pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe informacje ws. nastoletniej nożowniczki z Zielonej Góry

16-latka, która we wtorek zaatakowała nożami inne uczennice w V Liceum Ogólnokształcącym w Zielonej Górze, nie przebywa na wolności i pozostaje do dyspozycji Sądu Rodzinnego – poinformował wiceprezes Sądu Rejonowego w Zielonej Górze Tomasz Holeniewski. Jak dodał, to właśnie Sąd Rodzinny zdecyduje o dalszym toku postępowania w tej sprawie.

W wydanym oświadczeniu sędzia Holeniewski przekazał, że akta sprawy nastolatki w środę wpłynęły do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Zielonej Górze.

„O dalszym toku postępowania zadecyduje Sąd Rodzinny, po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających. Dopiero wówczas Sąd podejmie decyzję, czy nieletnia będzie odpowiadała jak sprawca dorosły” – wyjaśnił. Jak dodał, Sąd Rodzinny może też podjąć decyzję o tymczasowym umieszczeniu 16-latki w schronisku dla nieletnich.

Sędzia Holeniewski przekazał, że z uwagi na wyłączenie jawności w sprawach nieletnich oraz dobro postępowania sąd nie może udzielić więcej informacji w tej sprawie.

Przyszła do szkoły z kuchennymi nożami

Do incydentu doszło we wtorek około godziny 9 rano. 16-latka przyszła do szkoły z dwoma nożami kuchennymi. Zraniła nimi trzy przypadkowe dziewczyny – dwie w plecy, a jedną w okolice łuku brwiowego. Nastolatka zastała zatrzymana w szkole przez nauczycieli. Krótko potem przekazano ją wezwanym na miejsce policjantom.

Do liceum wezwano pogotowie ratunkowe. Medycy opatrzyli ranne nastolatki i zabrali je na badania do szpitala. Obrażenia nie okazały się poważne, więc dziewczyny mogły jeszcze we wtorek opuścić lecznicę. Lekcje zostały przerwane i odwołane.

Dobra uczennica, z którą nie było problemów

Uczniowie V Liceum Ogólnokształcącego w Zielonej Górze zostali objęci opieką psychologiczną. We wszystkich klasach odbyły się rozmowy na temat wtorkowego wydarzenia z udziałem psychologów. Sprawdzenie, czy w szkole były zachowane wszelkie procedury związane z tego typu nagłymi sytuacjami oraz z wcześniejszą opieką pedagogiczną i psychologiczną nad jej uczniami, zapowiedziała we wtorek Lubuski Kurator Oświaty Ewa Rawa.

Dodała, że jak dowiedziała się od dyrektorki V LO w Zielonej Górze, że 16-latka, która zaatakowała, jest dobrą uczennicą. Co więcej, nigdy wcześniej nie było z nią problemów wychowawczych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były policjant skazany za gwałt na 20-latce

Były policjant został skazany za gwałt na 20-letniej kobiecie. Piotr S. dostał też 10-letni zakaz jakiegokolwiek kontaktu z pokrzywdzoną, a także zakaz zbliżania się do niej. Sprawa dotyczyła wydarzeń z października 2018 r., gdy Piotr S. był policjantem w lubelskim oddziale prewencji. To właśnie wtedy miało dojść do gwałtu na 20-latce. Funkcjonariusz miał jej m.in. wykręcić ręce i uderzyć w twarz.

Po postawieniu zarzutów Piotr S. spędził rok w areszcie. Teraz usłyszał wyrok dwóch lat bezwzględnego więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśniania, jednak prokuratura ze względu na dobro sprawy ich nie ujawnia.

Orzeczenie jest nieprawomocne.

Piotr S. był znany wymiarowi sprawiedliwości już wcześniej. W 2009 r. usłyszał zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień i gróźb, gdy pełnił służbę w drogówce. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, policjant miał wydzwaniać do kobiet i przesyłać im setki wiadomości z propozycjami seksualnymi. Jedna z pokrzywdzonych zgłosiła to organom ścigania.

Ostatecznie w 2012 r. sąd uniewinnił policjanta od zarzutów nękania. Został skazany tylko za groźby karalne: Piotr S. miał pokazywać jednej z kobiet przedmiot przypominający pistolet. Zdaniem śledczych mężczyzna groził jej śmiercią. Jednak również od tego zarzutu policjant został uniewinniony. Dzięki temu Piotr S. mógł wrócić do służby w mundurze.
Źródło info i foto: wp.pl

Kanclerz Niemiec odwiedziła Nawalnego w szpitalu

Kanclerz Niemiec Angela Merkel odwiedziła lidera antykremlowskiej opozycji Aleksieja Nawalnego, gdy był leczony w berlińskiej klinice po próbie zamordowania go chemicznym środkiem bojowym z grupy nowiczok – podał „Der Spiegel”. Tygodnik podkreśla, że Merkel poważnie traktuje sprawę tego zamachu.

Nie powołując się na żadne źródła, „Spiegel” poinformował, że Merkel udała się do Nawalnego do szpitala Charite, gdzie był leczony przez 32 dni. W sierpniu opozycjonista został przetransportowany z Omska na Syberii do Berlina. Nawalny zasłabł na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy. Maszyna lądowała awaryjnie w Omsku, gdzie Nawalny trafił do szpitala.

Rzecznik Merkel odmówił komentarza w sprawie doniesień „Spiegla” – podaje Agencja Reutera.

Według rządu RFN istnieją dowody na próbę zamordowania opozycjonisty środkiem bojowym z grupy Nowiczok, opracowanym jeszcze w ZSRR. Niemiecki rząd twierdzi, że wykazały to testy przeprowadzone w RFN, Francji i Szwecji. Zachód zażądał od Rosji wyjaśnień w tej sprawie. Władze Rosji twierdzą, że nie ma dowodów na próbę zamordowania Nawalnego, Kreml zaprzeczył też jakiemukolwiek swemu zaangażowaniu w sprawę.
Źródło info i foto: TVP.info

Otrucie Aleksieja Nawalnego będzie miało wpływ na budowę Nord Stream 2?

Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas powiedział w wywiadzie dla dziennika „Bild am Sonntag”, opublikowanym w niedzielę (6 września), że jeśli w ciągu kilku dni Rosja nie wyjaśni sprawy próby otrucia Aleksieja Nawalnego Berlin podejmie rozmowy z partnerami na temat sankcji. „Stawianie ultimatum nikomu nie pomaga, ale jeśli w najbliższych dniach strona rosyjska nie przyczyni się do wyjaśnienia tego, co się stało (z Nawalnym), będziemy musieli przedyskutować odpowiedź z naszymi (unijnymi) partnerami” – oświadczył Maas.

Minister dodał, że jeśli zaistnieje konieczność nałożenia sankcji na Moskwę, to powinny być one starannie „wycelowane”, nie wykluczył też, że mogą one dotyczyć budowy gazociągu Nord Stream 2 – relacjonuje AFP. W sobotę wysoki rangą polityk z partii kanclerz Niemiec Angeli Merkel, Armin Laschet, odmówił jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rząd powinien wstrzymać budowę Nord Stream 2 w proteście przeciwko próbie otrucia rosyjskiego opozycjonisty.

Niemcy powinny szukać wspólnej odpowiedzi ze swoimi partnerami z Unii Europejskiej – powiedział Laschet, który jest premierem Nadrenii Północnej-Westfalii i jednym z głównych kandydatów na następcę Merkel. Z powodu Nawalnego kilku czołowych chadeków wezwało kanclerz do zawieszenia budowy gazociągu, m.in. przewodniczący komisji spraw zagranicznych Bundestagu Norbert Roettgen.

Nawalny przebywa w stanie śpiączki w szpitalu Charite w Berlinie, dokąd na żądanie rodziny został przewieziony z Rosji. Polityk został hospitalizowany 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Poczuł się źle na pokładzie samolotu, lecącego z Tomska do Moskwy, i stracił przytomność. Według rządu Niemiec istnieją „jednoznaczne dowody” na próbę otrucia opozycjonisty środkiem bojowym z grupy Nowiczok.
Źródło info i foto: interia.pl

Arcybiskup Grzegorz Ryś publikuje oświadczenie i zdradza dane ofiary molestowania

W oświadczeniu arcybiskupa Grzegorza Rysia na zarzuty, iż miał nie zareagować na ukrywanie księdza pedofila przez bp. Dziubę, pojawiło się imię i nazwisko osoby wykorzystywanej seksualnie przez duchownego. – To pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem z jego strony – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

W reportażu dziennikarzy OKO.press Daniela Flisa i Sebastiana Klauzińskiego opublikowanym 2 września dotyczącym historii pana Janusza pojawił się zarzut, że abp. Ryś już w maju 2019 roku otrzymał od prymasa Wojciecha Polaka zawiadomienie o skardze na “ukrywanie przez ks. biskupa Andrzeja Dziubę sprawy księdza pedofila, księdza Piotra S.” i nic z tą informacją nie zrobił.

„Dochodzenie w sprawie biskupa Dziuby abp Ryś wszczął dopiero w czerwcu 2020 roku, gdy Janusz zwrócił się do niego bezpośrednio” – piszą autorzy reportażu.

W środę rano na stronie archidiecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, który stwierdził, że Interpretację faktów dziennikarzy OKO.press uważa on „za stronniczą, świadomie krzywdzącą i godzącą w moje dobre imię”. Metropolita łódzki przedstawił też bieg wydarzeń dotyczący ks. Piotra S. prezentując pismo, jakie dotarło do niego od Prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka.

Problem w tym, że z pisma nie usunięto nazwiska osoby pokrzywdzonej, natomiast usunięto nazwisko księdza, który miał się dopuścić wykorzystywania seksualnego. Po kilku godzinach błąd został naprawiony.

„Z pisma tego wynika jednoznacznie, iż Ksiądz Prymas poinformował Pana Janusza S. o tym, że powinien się zwrócić do mnie z zawiadomieniem o możliwych zaniedbaniach ze strony bpa Andrzeja Dziuby. Wskazuje na to jednoznacznie także i fakt, że kancelaria Księdza Prymasa nie przekazała mi żadnego kontaktu do Pana S., żadnego adresu, nawet e-mail. Miałem więc słuszne prawo oczekiwać, iż pokrzywdzony wkrótce zwróci się do mnie z odpowiednim zawiadomieniem. Nie uczynił tego jednak przez cały rok” – tłumaczy swoje zachowanie abp Ryś.

„To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane”

– Mam nadzieję, że to niedopatrzenie, a nie świadome działanie. Jednak nazwisko pokrzywdzonego poszło w eter. To potęguje brak zaufania do Kościoła – uważa Artur Nowak, który zajmuje się m.in. obroną osób pokrzywdzonych przez duchownych.

Jego zdaniem, znamienne jest to, że w pierwotnej wersji komunikatu dane ofiary zostały upublicznione, natomiast w dane sprawcy wykorzystywania seksualnego nie.

– To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane. Uważam, że gdyby nie presja mediów, biskupi dalej byliby bezkarni. Arcybiskup Ryś zamiast opowiadać, że dziennikarze naruszają jego dobra osobiste, powinien wziąć się do roboty. Na razie sam naruszył dobra osobiste ofiary – dodaje w rozmowie z Onetem Nowak.

– Nie wierzę w takie przypadki. W takich sytuacjach oświadczenie zwykle jest pisane przez prawnika kurii, sprawdza je kanclerz, przechodzi przez rzecznika prasowego, a na koniec podpisuje je biskup. Nie sądzę, by nikt nie wyłapał takiego błędu – dodaje inny prawnik, który od lat zajmuje się tematem pedofilii w kościele katolickim.

Poprosiłem o komentarz również pana Janusza, bohatera reportażu OKO.press, ale ten nie chciał się wypowiedzieć w tej sprawie.

Faktem jest, że arcybiskup Grzegorz Ryś oraz kuria archidiecezji łódzkiej nie tylko naruszyła dobra osobiste pokrzywdzonego, ale również naruszyła zapisy instrukcji motu proprio Vos estis lux mundi, wydanej w 2019 r. przez papieża Franciszka w celu ochrony osób wykorzystywanych seksualnie przez osoby duchowne.

W art. 5 ust. 1 czytamy: „Władze kościelne są zobowiązane, aby ci, którzy twierdzą, że są poszkodowani, wraz ze swoimi rodzinami, byli traktowani z godnością i szacunkiem”.

Natomiast w ust. 2 przykazano: „Należy chronić wizerunek i sferę prywatną zaangażowanych osób, jak również poufność danych osobowych”.

– Oświadczenie arcybiskupa jest dla mnie pokrętną formą uzasadniania swojej bierności w sprawie pana Janusza. Opublikowanie jego nazwiska i tłumaczenie, że nie podjęło się żadnych działań w sprawie przez rok, pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem ze strony. Skoro ofiara się nie zgłaszała, to właśnie abp Ryś mógł sam nawiązać taki kontakt – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

Przypomnijmy, że w niedawnym liście skierowanym do wiernych diecezji kaliskiej abp Ryś pisał, że w obliczu skandali wykorzystywania seksualnego trzeba skupić się na dobru człowieka. „Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom” – przekazał wtedy metropolita łódzki.

Arcybiskup nie odpowiada na pytania, ale przeprasza

Zadzwoniłem do rzecznika prasowego kurii archidiecezji łódzkiej ks. Pawła Kłysa z pytaniem, dlaczego abp Ryś opublikował personalia ofiary księdza pedofila. Dowiedziałem się od niego jedynie, że w oświadczeniu nie padło słowo „ofiara”. Drogą mailową zapytałem, czy ordynariusz łódzki zdaje sobie sprawę z krzywdy, jaką wyrządził panu Januszowi. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymałem odpowiedzi.

Po godz. 17.30 na stronie diecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, w którym przeprosił pana Janusza.

„W pierwotnym tekście mojego oświadczenia zamieszczonego na stronie Archidiecezji Łódzkiej i innych mediach znalazło się nazwisko osoby poszkodowanej. Nie powinno się tak stać. Bardzo przepraszam. Nie chciałem naruszyć niczyich dóbr osobistych ani – tym bardziej – pomnażać już doznanych cierpień. Chciałem jedynie udzielić szczegółowych wyjaśnień w związku z postawionymi mi zarzutami. Jeszcze raz przepraszam” – napisano.

Papież wyznaczył arcybiskupa Grzegorza Rysia na administratora apostolskiego diecezji kaliskiej
Grzegorz Ryś w lipcu br. przejął obowiązki bp. Edwarda Janiaka, jednego z negatywnych bohaterów filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Był to efekt decyzji papieża Franciszka, który wyznaczył abp. Rysia na administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej.

– Rozwiązanie sytuacji w diecezji kaliskiej jest warunkiem dalszego i owocnego podjęcia tego, do czego powołany jest Kościół, to znaczy ewangelizacji – mówił krótko po tym metropolita łódzki.

– Prawo, tak kanoniczne, jak i państwowe, jest tu jasne: otrzymawszy zgłoszenie, biskup ma obowiązek uruchomić dochodzenie wstępne i jego wyniki przekazać do Stolicy Apostolskiej, i następnie postępować zgodnie z poleceniami Kongregacji Doktryny Wiary. Jeśli natomiast mówimy o państwowym wymiarze prawnym, to biskup ma obowiązek zgłoszenia do prokuratury możliwości popełnienia przestępstwa – przypomniał abp Ryś.

Onet ujawnił z kolei, że nie tylko biskup Janiak jest podejrzewany o tuszowanie przestępstw.
Źródło info i foto: onet.pl

Przemysław P. zabił 12 jeży. Trafi za kratki na 1,5 roku

Nie półtora roku, ale dwa lata spędzi w więzieniu Przemysław P. za uśmiercenie 12 jeży. Sąd w Zielonej Górze podwyższył wyrok w procesie apelacyjnym. O sprawie informuje „Gazeta Lubuska”. Wydany wyrok to efekt sprawy sprzed dwóch lat. Jak przypomina gazeta, pierwszy spalony zwierzak został znaleziony jeszcze żywy, przewieziono go do kliniki weterynaryjnej, ale tam nie udało się go uratować.

Kolejnych dziewięć jeży, już martwych, znaleźli niedługo później mieszkańcy osiedla na ul. Zamoyskiego, obok jednej z altanek. Wśród osobników było pięć dorosłych i cztery młode. Kilka dni później znaleziono kolejne dwa jeże, też spalone.

W wyniku śledztwa został zatrzymany Przemysław P. 24-latek został uznany za winnego, miał trafić do więzienia na 1,5 roku i zapłacić 5 tys. zł na rzecz Biura Ochrony Zwierząt.

W procesie apelacyjnym sąd orzekł jednak, że w I instancji popełniono błędy proceduralne i sprawa powinna zostać ponownie rozpatrzona. W kolejnym postępowaniu zapadł już wyższy wyrok, zgodny z wnioskiem prokuratury – dwa lata więzienia, a także 10-letni zakaz posiadania zwierząt.

– „Tym zwierzętom nic już dzisiaj życia nie zwróci, ale jesteśmy usatysfakcjonowani wyrokiem, szczególnie, że jest prawomocny” – mówi na łamach „GL” Agata Wojciechowska, pełnomocnik Fundacji na rzecz Ochrony Dzikich Zwierząt Primus, która pełniła funkcję oskarżyciela posiłkowego.
Źródło info i foto: interia.pl

Awaria w oczyszczalni ścieków „Czajka”. Sprawa trafi do prokuratury

W stołecznej oczyszczalni ścieków „Czajka” doszło do kolejnej awarii. Jak dowiedział się reporter RMF FM, ścieki są zrzucane do Wisły. Szef Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej poinformował, że skieruje sprawę awarii do prokuratury. Informację o awarii potwierdziły władze miasta. Prezydent stolicy Rafał Trzaskowski przekazał, że „wszystko wskazuje na to, że mamy awarię kolektora nie na tym odcinku, który był remontowany”.

Jak ustalił reporter RMF FM Krzysztof Berenda, ścieki są zrzucane do Wisły. W komunikacie Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji potwierdziło informacje naszego reportera. „Doszło do poważnej awarii układu przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni ‚Czajka’. Aby zapewnić bezpieczny odbiór ścieków od mieszkańców miasta, spółka uruchomiła awaryjny zrzut ścieków nieoczyszczonych do Wisły” – napisali w oświadczeniu pracownicy MPWiK.

Wisła jest poddawana ozonowaniu, co mają nieco oczyścić z ścieków. Woda w warszawskich kranach nie jest zanieczyszczona. Ujęcia wody miejskiej z Wisły znajdują się na południu Warszawy, a „Czajka” jest na północy, więc ścieki nie mieszają się z wodą, która trafia do kranów. Problem mogą mieć jednak mieszkańcy miejscowości znajdujących się na północ od Warszawy np. Płocka. Jakość wody ma być na bieżąco badana. O uruchomieniu codziennych badań wody poinformował Rafał Trzaskowski. „Wyniki badań będą na bieżąco publikowane na stronie internetowej MPWiK oraz w mediach społecznościowych spółki” – stwierdził.

Powstanie tymczasowy rurociąg?

Urzędnicy stołecznego ratusza sugerują, że usuwanie skutków awarii potrwa wiele dni. W związku z awarią oczyszczalni ścieków „Czajka” prezes Wód Polskich otrzymał z Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji pismo w sprawie udostępnienia specjalistycznego sprzętu oraz dokumentacji dotyczącej przesyłu awaryjnym bypass-em – podały w sobotę Wody Polskie. My oczywiście jesteśmy gotowi pomóc i zapraszam MPWiK do rozmów, w jaki sposób to można by było przekazać. My jesteśmy do dyspozycji, ponieważ czujemy się odpowiedzialni, a szczególnie ja, bo odpowiadam za majątek Skarbu Państwa w postaci tej pięknej rzeki Wisły – podkreślił na konferencji prasowej szef Wód Polskich Przemysław Daca.Miasto rozważa budowę tymczasowego rurociągu. Tak jak rok temu, taki rurociąg może zostać zbudowany na prowizorycznym moście pontonowym przerzuconym przez rzekę. Wtedy kosztowało to 35 mln zł.

„Były robione przeglądy”

Podczas konferencji prasowej prezydent Warszawy powiedział, że „cały czas trwają ustalenia, co się stało”. Podkreślił też, że w niedzielę i w kolejnych dniach będzie udzielał kolejnych informacji, aby były one jak najbardziej precyzyjne. To co wiemy, to to, że mamy awarię kolektora. Wszystko wskazuje na to – będziemy to potwierdzać jak zostanie wypompowana woda i ścieki – że na tym starym odcinku, czyli nie na tym odcinku, który był remontowany – powiedział i dodał, że wyremontowane zostało 100 metrów tego przesyłu, a cały przesył liczy 10 razy więcej.

Gdybyśmy chcieli wymienić cały ten przesył to trwałoby to ponad rok. Były robione przeglądy i ostatni przegląd jednej z nitek zakończył się w maju, natomiast przegląd drugiej nitki zakończył się wczoraj i oba te przeglądy nie wykazały żadnych uszkodzeń, również ten wczorajszy – dodał.

Trzaskowski podkreślił też, że analizy po zeszłorocznej awarii wskazywały na błędy w projektowaniu i błędy wykonawcze w układzie przesyłowym. Miasto w związku z tym – jak mówił – podjęło prace nad wykonaniem alternatywnego przesyłu. To niestety trwa – dodał.

„Skierujemy sprawę do prokuratury”

Minister środowiska Michał Woś skomentował sytuację w Warszawie. „Kolejna awaria Czajki i znów ścieki płyną do Wisły. Ostatnia naprawa kolektorów przesyłowych za 40 mln zł to chyba taśmą klejącą była robiona przez pana Trzaskowskiego. Postępowanie w sprawie szkód w środowisku prowadzi warszawska Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska” – napisał na Twitterze Woś.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Władze Austrii wydaliły rosyjskiego dyplomatę za szpiegostwo

Władze Austrii uznały za osobę niepożądaną rosyjskiego dyplomatę i ma on opuścić kraj do 1 września – podała w poniedziałek agencja TASS, powołując się na „Kronen Zeitung”. Według tej gazety dyplomata przez wiele lat zajmował się szpiegostwem przemysłowym, w czym pomagał mu obywatel Austrii. W sprawie tej odbyło się śledztwo i proces, ale Rosjanin odmówił składania zeznań powołując się na swój immunitet dyplomatyczny.

Agencja TASS przekazała, że uzyskała potwierdzenie w MSZ Austrii, iż rosyjski dyplomata zostanie wydalony z powodu zachowania sprzecznego z konwencją wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych. Rosja zwykle odpowiada na wydalanie przez inne państwa jej przedstawicieli w sposób symetryczny, czyli nakazuje wyjazd dyplomatom w takiej samej liczbie i randze.
Źródło info i foto: Dziennik.pl