Rozwiązano sprawę kradzieży z 2020 roku. Łupem padło 6.4 mln euro

Policjanci dolnośląskiego CBŚP i prokuratorzy PZ-ów Prokuratury Krajowej rozwiązali sprawę kradzieży z włamaniem do niemieckiego Urzędu Celnego. Do zdarzenia doszło w 2020 roku, a łupem sprawców padło ponad 6,4 mln euro. Z zebranego materiału wynika, że w sprawę są zamieszane 4 osoby, które zostały aresztowane. Czynności w śledztwie były prowadzone przy współpracy z niemieckimi funkcjonariuszami.

Policjanci Zarządu we Wrocławiu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, prowadzą postępowanie dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie włamali się do siedziby Głównego Urzędu Celnego w Duisburgu Ekspozytura Emmerich am Rhein. Do zdarzenia doszło pomiędzy 30 października a 1 listopada 2020 roku, wówczas to łupem sprawców padło ponad 6,4 mln euro.

Funkcjonariusze CBŚP wraz z polskimi prokuratorami ustalili, że w to przestępstwo mogą być zamieszane osoby pochodzące z Dolnego Śląska. Aby wyjaśnić wszelkie okoliczności sprawy rozpoczęto międzynarodową współpracę z niemiecką prokuraturą oraz funkcjonariuszami Polizeipraesidium Krefeld, wchodzącymi w skład powołanej na terenie Republiki Federalnej Niemiec Komisji Śledczej „Kern”.

W efekcie pracy polskich i niemieckich śledczych ustalono, że w kradzież z włamaniem może być zamieszany pracownik okradzionego urzędu. Wszystko wskazuje na to, że zanim członkowie gangu dokonali przestępstwa, najpierw dokładnie się przygotowali, zebrali szczegółowe informacje dotyczące obiektu, nagromadzili odpowiednie narzędzi, a nawet aby nie zwracać uwagi miejscowej społeczności użyli tamtejszych tablic rejestracyjnych na samochodzie, którym się poruszali.

Prowadzone przez wiele miesięcy czynności śledcze doprowadziły do ustalenia podejrzanych o udział w kradzieży z włamaniem na terenie Niemiec i zebrania materiału dowodowego pozwalającego na ich zatrzymanie.

W minionym tygodniu na terenie Dolnego Śląska w powiecie zgorzeleckim i kamiennogórskim, policjanci z Zarządu we Wrocławiu CBŚP zatrzymali Dawida L., Karolinę S., Piotra Ch. i Marcina M. Wówczas to zabezpieczono m.in. narkotyki, kajdanki, opaskę z napisem „POLICJA” czy sygnalizację świetlną koloru niebieskiego. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono także samochody, różnego rodzaju specjalistyczny sprzęt, biżuterię oraz pieniądze.

Zatrzymane osoby zostały doprowadzone do Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, gdzie prokurator nadzorujący śledztwo ogłosił im zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz kradzieży z włamaniem. Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Śródmieście zastosował wobec całej czwórki podejrzanych środki zapobiegawcze w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Za zarzucane przestępstwa zatrzymanym grozić może kara pozbawienia wolności w wymiarze nawet do 15 lat.

Równolegle do działań w Polsce, prowadzone były czynności dochodzeniowo-śledcze na terenie Republiki Federalnej Niemiec.
Źródło info i foto: Policja.pl

Były ordynator z zarzutami. 166 przestępstw, w tym korupcja

Krzysztof K., były ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej szczecińskiego szpitala w Zdunowie, usłyszał zarzuty m.in. przyjmowania łapówek, prania brudnych pieniędzy i oszustw. W sumie chodzi o 166 przestępstw. Materiały tej sprawy wyłączono ze śledztwa, w którym Prokuratura Regionalna chce przedstawić zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych od pacjentów lub ich bliskich marszałkowi Senatu Tomaszowi Grodzkiemu – podała prokuratura.

„Po doprowadzeniu do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie Krzysztofowi K. przedstawiono zarzuty popełnienia 166 przestępstw, w tym przyjmowania łapówek w związku z pełnioną funkcją ordynatora szpitala w zamian za przeprowadzenie operacji, a także uzależniania ich przeprowadzenia od otrzymania korzyści majątkowej, oszustw, tzw. prania brudnych pieniędzy oraz złożenia fałszywego oświadczenia w toku procedury przetargowej” – poinformowała w czwartek Prokuratura Regionalna w Szczecinie.

W okresie objętym zarzutami korupcji i oszustw lekarz był ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Zdunowie. Jak podała prokuratura, zarzuty dotyczą łącznej kwoty co najmniej 1,5 mln zł.

Na NFZ za dwa lata, prywatnie za kilka dni

Krzysztof K. miał kwalifikować pacjentów do zabiegu w prywatnym gabinecie informując, że jest możliwość wykonania zabiegu na koszt NFZ – czas oczekiwania na jego wykonanie wynosić będzie jednak do dwóch lat – albo też prywatnie, nawet za kilka dni. W tym przypadku – przekazała prokuratura – niezbędna była „partycypacja” pacjenta w kosztach rzędu 10 tys. złotych.

Kwota miała być wpłacana na konto Fundacji Pomocy Transplantologii. Według śledczych, wpłaty pochodzące od pacjentów w ramach wewnętrznych rozliczeń fundacji były przyporządkowane do oddziału szpitalnego prowadzonego przez podejrzanego, a następnie m.in. w kwocie prawie 450 tys. zł trafiły na jego prywatne konto.

Prokuratura nie udziela informacji na temat wypowiedzi procesowej i złożonych wyjaśnień, tłumacząc to dobrem śledztwa.

Jak przekazało CBA, w trakcie śledztwa ustalono, że lekarz dopuścił się przestępstwa składania fałszywych oświadczeń podczas udziału w komisji przetargowej szpitala – chodzi o oświadczenie o bezstronności. „Wszystko wskazuje na to, że zatrzymany otrzymywał środki pieniężne z tytułu wynagrodzenia od jednej ze spółek farmaceutycznych, która wygrała postępowanie na dostawę sprzętu medycznego dla szpitala” – podano.

Zarzuty przedstawiono chirurgowi „w oparciu o zgromadzone w toku śledztwa dowody, w tym zeznania 250 świadków, zabezpieczoną dokumentację i historię rachunków bankowych podejrzanego”.
Źródło info i foto: interia.pl

Beskid Mały: Nagie zwłoki 25-latka

W Beskidzie Małym odnaleziono nagie zwłoki mężczyzny. Natrafiła na nie turystka spacerująca w rejonie Jawornicy. Policja stara się ustalić, kim jest zmarły. Szczegóły dotyczące sprawy przekazała rzeczniczka powiatowej policji w Wadowicach asp. Agnieszka Petek. – Mężczyzna był szczupłej budowy ciała. Miał krótkie ciemne włosy i zarost na twarzy. Był w wieku około 25 lat – poinformowała w poniedziałek funkcjonariuszka.

Beskidy. Odnaleziono nagie zwłoki

Mundurowi potwierdzili, że zwłoki odnalazła w sobotę turystka spacerująca w rejonie Jawornicy w Beskidzie Małym. Przy ciele nie było żadnych dokumentów tożsamości zmarłego. Obecnie policjanci z Andrychowa ustalają, kim jest znaleziony mężczyzna oraz jak doszło do jego śmierci. Prokuratura zdecydowała już, że zostanie wykonana sekcja zwłok.
Źródło info i foto: wp.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego posła PiS

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego posła Prawa i Sprawiedliwości. Sprawa dotyczy korupcji oraz powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych. Grzegorz J. był posłem Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2019. Mężczyzna został zatrzymany na polecenie Lubelskiego II Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie.

Jak czytamy w komunikacie Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Grzegorz J. został zatrzymany w Rybniku przez katowicką delegaturę CBA. Po zakończeniu czynności procesowych były poseł PiS został przewieziony do prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzuty.

„Czynności mają związek z postępowaniem dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznej w latach 2016-2018. Prowadzone śledztwo dotyczy ponadto powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych i podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za łapówki” – czytamy w oświadczeniu.

Grzegorz J. jest podejrzewany o przyjęcie korzyści majątkowych w zamian za rekomendowanie i przyczynienie się do tego, że konkretne osoby były powoływane na stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Mężczyzna usłyszał także zarzuty związane z powoływaniem się na wpływy w Centralnym Zarządzie Służby Więziennej. Trzeci zarzut dotyczy natomiast przekroczenia uprawnień posła na Sejm RP – sprawa dotyczyła interwencji poselskiej w przedsiębiorstwie państwowym, która miała polegać na wywieraniu wpływu na podejmowane przez dyrektora przedsiębiorstwa decyzje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

10 lat od zabójstwa małej Madzi z Sosnowca

To była jedna z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatniej dekady. Zabójstwo małej Madzi z Sosnowca na zawsze zmieniło oblicze polskich mediów, a Krzysztof Rutkowski, na stałe wpisał się w krajobraz tamtej sprawy. Co dziś sądzi o tamtych wydarzeniach?

Magda, miałaby dzisiaj 10 lat, chodziła do czwartej klasy i jak jej rówieśnicy, czekała na nową część serii o Harry Potterze. To się jednak nigdy nie wydarzy, bo została w okrutny sposób pozbawiona życia przez swoją matkę. Dokładnie dziesięć lat temu półroczna Madzia została zabita przez matkę Katarzynę W. – wyrachowaną morderczynię.

To była jedna z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatniej dekady. Śledziło ją 75 dziennikarzy z 70 redakcji. W poniedziałek 24 stycznia, mija dokładnie dokładnie 10 lat od zabójstwa małej Madzi z Sosnowca.

Ta sprawa na zawsze zmieniła oblicze mediów, ale także dała popularność Krzysztofowi Rutkowskiemu, który dziś uważa, że to właśnie jego działanie doprowadziło do zatrzymania Katarzyny W.

– Myślę, że zrobiłby tak samo, jak wtedy zrobiłem. Mimo, że to doprowadziło do zatrzymania mojej klientki – mówi Krzysztof Rutkowski w rozmowie z Super Expressem.

We wtorek wieczorem, 24 stycznia 2012 roku do wszystkich redakcji na Śląsku i w Zagłębiu trafił policyjny komunikat o porwanej w Sosnowcu sześciomiesięcznej dziewczynce. Jej matka Katarzyna miała zostać napadnięta, a dziecko porwane z wózka przy ulicy Lwowskiej w Sosnowcu. Postawiono na nogi cały garnizon, o zaginięciu dziewczynki mówiły wszystkie stacje telewizyjne i radiowe. Zdjęcia dziewczynki były na pierwszych stronach gazet i portali internetowych. Wówczas liczył się czas. Była jednak jedna osoba, której nie zależało na kontakcie z mediami. Katarzyna W., nie chciała się pokazywać, nie chciała skorzystać z żadnej formy oferowanej jej pomocy, na którą przecież zdecydowałaby się każda zrozpaczona matka, której dziecko było w niebezpieczeństwie. O tym, jak wygląda mama Madzi, po raz pierwszy dowiedzieliśmy się podczas konferencji prasowej. Zorganizował ją Krzysztof Rutkowski w Mysłowicach w hotelu „Trojak”.

– Kiedy przyjmowałem pełnomocnictwa od Katarzyny, myślałem, że może być coś na rzeczy. I nie pomyliłem się – mówi Krzysztof Rutkowski i dodaje: – Podczas pierwszej rozmowy, miałem już pierwsze sygnały. Zaproponowałem jej ochronę, negocjatorów, którzy mieli by wziąć na siebie rozmowy z porywaczami i koordynowali sprawę. Odmówiła. Odmawiała prawie wszystkiego, co jej oferowaliśmy. Odmawiała każdej pomocy, której się oczekuje w takich przypadkach. Ludzie płacą za to nie małe pieniądze. Katarzyna W., miała to wszystko od nas za darmo.
Źródło info i foto: se.pl

Pastor został skazany za molestowanie seksualne sześciu dziewczynek

Sąd na indonezyjskiej Sumatrze uznał miejscowego pastora za winnego molestowania seksualnego sześciu dziewczynek. Duchowny protestancki ma trafić do więzienia na 10 lat, jego ofiary miały nie więcej niż 12 lat. Pastor Benyamin Sitepu był dyrektorem prywatnej szkoły podstawowej Galilea Hosana w leżącym na Sumatrze mieście Medan, w północnej części Indonezji. Wszystkie jego ofiary, uczennice podstawówki, miały nie więcej niż 12 lat.

Według indonezyjskich mediów historia ujrzała światło dzienne w marcu, gdy jedna z ofiar poskarżyła się rodzicom, że Sitepu molestował ją i jej koleżankę w swoim gabinecie, nakazując później milczenie. Gdy rodzina zażądała od duchownego wyjaśnień, ten przeprosił i starał się polubownie załatwić sprawę. O wszystkim dowiedzieli się jednak rodzice innych ofiar i złożyli zawiadomienie na policję.

W maju mężczyznę postawiono w stan oskarżenia. W czasie procesu wyszło na jaw, że ofiar było co najmniej sześć, choć tylko trzy zdecydowały się wystąpić z oskarżeniem. Jedna z molestowanych dziewczynek zeznała, że w latach 2018-2019 pastor kilkakrotnie zabierał ją do hotelu i zmuszał tam do seksu oralnego. Prokuratura, która domagała się dla duchownego 15 lat więzienia, rozważa apelację od wyroku.

Kolejna głośna afera pedofilska w Indonezji

Przypadek pastora z Sumatry to jedna z kilku głośnych w ostatnim czasie spraw związanych z molestowaniem seksualnym nieletnich w Indonezji przez duchownych różnych wyznań.

Tylko w grudniu pod podobnymi zarzutami przed sądem stanął nauczyciel islamskiej szkoły z internatem w Bandungu w zachodniej Jawie i katolicki zakonnik kierujący sierocińcem w Depok, na przedmieściach Dżakarty. Pierwszy, 36-latek znany tylko pod inicjałami H.W., miał zgwałcić co najmniej 12 nastoletnich uczennic i część z nich urodziła pochodzące z gwałtów dzieci. Ministerstwo ds. religijnych Indonezji uznało, że placówka, którą oskarżony administrował i w której prowadził zajęcia, nie miała pozwolenia na działanie i była nieformalną szkołą koraniczną.

Drugi z mężczyzn, Lukas Lucky Ngalngola, znany także jako brat Angelo, jest oskarżony o to, że co najmniej od 2019 roku notorycznie molestował chłopców mieszkających w sierocińcu, który prowadził. Ofiary nazywały swojego oprawcę „nocnym nietoperzem”, bo miał je zwykle zmuszać do zbliżeń zakradając się do dormitorium około pierwszej w nocy. W 2020 roku ośmiu nastolatków opowiedziało o nadużyciach pracownikom sierocińca, nauczycielom i księżom, a ostatecznie mediom i policji. Od brata Angelo odcięła się miejscowa hierarchia kościelna przekonując, że nie może być uznany za katolickiego zakonnika.

Władze diecezji z siedzibą w mieście Bogor argumentowały, że mieszcząca się na Filipinach kongregacja Misjonarze Miłosierdzia Najświętszego Sakramentu (BSMC), do której należał duchowny, nie była poprawnie zarejestrowana w Indonezji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krzysztof Brejza był inwigilowany systemem Pegasus

Senator PO Krzysztof Brezja był podsłuchiwany przez specjalistyczne oprogramowanie szpiegujące Pegasus – donosi Associated Press. Jego telefon miał zostać zhakowany 33 razy przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku. Brejza był wówczas szefem sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej. Telefon opozycyjnego senatora miał być atakowany 33 razy – od 26 kwietnia do 23 października 2019 roku – takie informacje przekazała agencja AP. Brejza ma być trzecią ofiarą systemu Pegasus w Polsce.

„33 potwierdzone włamania Pegasusem w kampanii wyborczej na dwa moje telefony. Przed chwilą takiego newsa na cały świat podało Associated Press. Trudno się dziwić, że stosując takie metody PiS wygrał wybory” – skomentował na Twitterze.

Ofiarami Pegasusa także Giertych i Wrzosek

Jak podają media, powołując się na Associated Press, działająca przy Uniwersytecie w Toronto grupa Citizen Lab potwierdziła, że mecenas Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek byli inwigilowani za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Pegasus to program do elektronicznej inwigilacji użytkowników smatfonów, komputerów czy tabletów, sprzedawany jedynie służbom określonych państw. Potrafi przechwycić niemal każdą zawartość szpiegowanego urządzenia.

Ziobro o Pegasusie

– Nie mam żadnej wiedzy, aby w Polsce były podejmowane bezprawne działania służące inwigilacji obywateli. Natomiast wiem, że polskie państwo nie jest bezradne wobec osób, co do których zgromadzono materiał wskazujący na możliwość popełnienia przestępstw – oznajmił w środę szef MS Zbigniew Ziobro.

– Mogę powiedzieć generalnie nt. stosowania narzędzi dopuszczalnych prawnie, służących inwigilacji obywateli w każdym państwie demokratycznym (…). Polskie państwo, tak samo, jak inne państwa mogą korzystać z takich narzędzi. Oczywiście tylko zgodnie z prawem, jeżeli są ku temu podstawy, na podstawie procedur prawnych – by również słuchać rozmowy tych, co do których istnieje podejrzenie popełnienia przestępstw kryminalnych i w ramach procedur związanych z decyzją sądu na końcu tych procedur  – mówił na konferencji prasowej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rozbito grupę międzynarodową o charakterze zbrojnym

Wymuszenie rozbójnicze, posiadanie broni palnej, produkcję i dystrybucję papierosów, kradzież i składanie fałszywych zeznań zarzucają śledczy podejrzanym o udział w rozbitej zorganizowanej grupie przestępczej. Według policjantów CBŚP i prokuratorów z Prokuratury Krajowej w skład gangu o charakterze zbrojnym wchodzili obywatele Gruzji, Armenii, Rosji i Polski. Do sprawy, która jest rozwojowa zatrzymano 10 osób.

Policjanci z Zarządu w Lublinie Centralnego Biura Śledczego Policji, przy ścisłej współpracy z Lubelskim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej rozbili zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym, której członkowie dokonywali wymuszeń rozbójniczych. Z ustaleń śledztwa wynika, że w skład gangu wchodzili obywatele Gruzji, Armenii, Rosji i Polski.

Według policjantów członkowie gangu wchodzili w kontakty biznesowe z polskimi przedsiębiorcami, a następnie zmuszali ich do spłat nieistniejących zobowiązań finansowych, grożąc przy tym pobiciem czy zniszczeniem mienia. Dodatkowo grupa zajmowała się także produkcją papierosów bez polskich znaków akcyzy, które były następnie rozprowadzane w Warszawie.

Podczas akcji przeprowadzonej na terenie województwa mazowieckiego i lubelskiego policjanci zatrzymali 10 osób, a także zlikwidowali wytwórnię papierosów, zabezpieczając przy tym ponad 170 tys. papierosów, krajankę tytoniową, komponenty do produkcji papierosów, tj.: tytoń, gilzy, opakowania oraz maszyny produkcyjne. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że działalność rozpracowanej grupy przestępczej naraziła Skarb Państwa na uszczuplenia w wysokości ponad 28 mln zł.

Zatrzymani mężczyźni zostali doprowadzeni do Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Lublinie, gdzie przedstawiono im zarzuty dot. m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, a jednej osobie kierowania tą grupą. Dodatkowo zatrzymani są również podejrzani o wymuszenie rozbójnicze, posiadanie broni palnej, produkcję i dystrybucję wyrobów tytoniowych bez polskich znaków skarbowych akcyzy, a także kradzież i składanie fałszywych zeznań.

Decyzją Sądu Rejonowego w Lublinie 6 osób zostało tymczasowo aresztowanych na okres 3 miesięcy.

Śledczy podkreślają, że sprawa może mieć charakter rozwojowy i nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kolejna próba przerzutu imigrantów udaremniona

Łomżyńscy policjanci zatrzymali dwie skody na mazowieckich tablicach rejestracyjnych. Okazało się, że dwaj obywatele Uzbekistanu przewozili nimi ośmiu obywateli Iraku, którzy nielegalnie przekroczyli granicę. Mężczyźni byli wycieńczeni, głodni i spragnieni. Mundurowi podzielili się z nimi wodą i ciepłym posiłkiem. Kierowcy zostali zatrzymani i odpowiedzą za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy. Obywatele Iraku zostali przekazani funkcjonariuszom Straży Granicznej.

W poniedziałek rano, 22.11.2021 r., łomżyńscy policjanci otrzymali zgłoszenie, że skodą mogą podróżować osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę. Mundurowi na stacji paliw w Piątnicy zatrzymali do kontroli drogowej dwie skody na mazowieckich tablicach rejestracyjnych. Za kierownicą aut siedzieli 35 letni i 21 letni obywatele Uzbekistanu. W trakcie kontroli okazało się, że ich pasażerami są obywatele Iraku, którzy nielegalnie przebywali na terytorium Polski. Jednego z ośmiu Irakijczyków policjanci znaleźli zamkniętego w bagażniku osobówki. Mężczyźni byli wycieńczeni, głodni i spragnieni. Mundurowi podali im wodę do picia, a po przewiezieniu do budynku komendy zapewnili również ciepły posiłek. Żaden z pasażerów nie potrzebował pomocy medycznej i ostatecznie zostali oni przekazani funkcjonariuszom Straży Granicznej. Kierowcy trafili do policyjnego aresztu, a ich samochody na parking dowodów rzeczowych. Teraz odpowiedzą za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Ponownie odroczono proces Zbigniewa S.

Sąd w Łodzi odroczył zaplanowany na poniedziałek proces Zbigniewa S. „Wyznaczony na poniedziałek początek procesu w Sądzie Okręgowym w Łodzi wielokrotnie skazywanego za liczne przestępstwa Zbigniewa S. został ponownie odroczony” – poinformowała Polska Agencja Prasowa na Twitterze.

W lipcu portal wPolityce.pl poinformował o kolejnym akcie oskarżenia ws. Zbigniewa S. Dotyczy on działania na szkodę fundacji charytatywnej, którą prowadził, a sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. W akcie oskarżenia figurują także jego bliscy: Iwona S., Przemysław S. oraz dwie inne osoby.

„Akt oskarżenia zakończył śledztwo, w którym połączono dwie sprawy prowadzone przeciwko Zbigniewowi S. Jedna z nich dotyczyła przywłaszczenia pieniędzy fundacji i prania brudnych pieniędzy, druga zaś przywłaszczenia środków podczas pobytu Zbigniewa S. w kasynie” – czytamy na w Polityce.pl.

Za zarzucone przestępstwa Zbigniewowi S. oraz Iwonie S. grożą kary łączne do 20 lat pozbawienia wolności.

Sprawa Stonogi

Przypomnijmy, że w październiku 2020 roku policja zatrzymała Zbigniewa Stonogę w związku ze śledztwem w sprawie przywłaszczenia w okresie od października do grudnia 2019 roku pieniędzy w kwocie 253 tys. zł – informowała Prokuratura Krajowa. Stonoga „usłyszał zarzuty działania na szkodę Fundacji swojego imienia, przywłaszczenia pieniędzy pochodzących z wpłat od darczyńców, uczynienia sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także prania pieniędzy”. Grozi mu za to kara nawet 15 lat więzienia. Łącznie ciąży na nim niemal 200 zarzutów. Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o areszt dla Zbigniewa Stonogi.

Śledczy ustalili, że Zbigniew S. przeznaczył przywłaszczone środki w kwocie 217 tysięcy złotych na zakup żetonów do gry w jednym z warszawskich kasyn. Pozostałe pieniądze rozdysponował poprzez udzielenie nieoprocentowanej pożyczki Edwardowi S. w kwocie 11 tysięcy złotych oraz zapłatę honorarium adwokackiego i zwrotu kosztów procesowych w prywatnej sprawie w wysokości 25 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: doRzeczy.pl