Komisja ds. pedofilii. Psycholog Justyna Kotowska powołana przez prezydenta

Prezydent Andrzej Duda powołał psycholog Justynę Kotowską z Instytutu Psychiatrii i Neurologii Kliniki Psychiatrii Sądowej do państwowej komisji do spraw wyjaśnienia przypadków pedofilii – poinformował rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Komisję powołano w poprzedniej kadencji parlamentu, za czym głosowali politycy koalicji rządzącej i opozycji.

Ustawa o państwowej komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 weszła w życie 26 września 2019 r. Pierwszy raport powinien być opracowany w ciągu roku od tej daty.

Jak powiedział rzecznik Prezydenta, Justyna Kotowska ma „bardzo duże doświadczenie w pracy z osobami, które dopuściły się czynów zabronionych” i będzie świetnie uzupełniała przedstawicieli innych organów, którzy – jak spodziewa się Spychalski – będą powołani w najbliższym czasie.

– Stąd też apel pana prezydenta o to, żeby przedstawiciele Senatu, Sejmu, także przedstawiciel premiera Mateusza Morawieckiego byli powołani jak najszybciej. Tak, żeby komisja do spraw zbadania przypadków pedofilii mogła jak najszybciej rozpocząć prace – powiedział Błażej Spychalski.

Wcześniej w czwartek rzecznik rządu Piotr Müller dopytywany o to, kiedy komisja ta będzie mogła zacząć działać, odpowiedział, że informacja na ten temat „zostanie opublikowana jeszcze w tym tygodniu”. – I tutaj jest determinacja z naszej strony, aby już po tym okresie, kiedy w Polsce były bardzo trudne inne sytuacje, mówię tutaj o epidemii, żeby wreszcie ten organ mógł rozpocząć działalność i zmierzyć się z tym ogromnym problemem – podkreślił Müller.

– Dużym wyzwaniem jest znalezienie osób, które by podjęły się tego trudnego zadania, ponieważ narusza to ogromne interesy i porusza bardzo trudne sprawy, w związku z tym dobór tych osób jest bardzo istotny – mówił. Przypomniał też, że w komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii w Polsce będą przedstawiciele m.in. premiera, prezydenta, parlamentu.

Zgodnie z przepisami komisja ma być organem niezależnym od innych organów władzy państwowej. Ma się składać z siedmiu członków: trzech powołanych przez Sejm większością trzech piątych w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów; jednego powołanego przez Senat większością trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów, a także po jednym członku powołanym przez prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka.

W ostatnich dniach Rzecznik Praw Dziecka na stanowisko członka państwowej komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii powołał dr. hab. Błażeja Kmieciaka.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawa zabójstwa Pauliny D. Biegli wydali decyzję ws. poczytalności Mamuki K.

Według psychiatrów Gruzin był poczytalny w momencie w momencie dokonywania zabójstwa na 28-letniej kobiecie w 2018 r. To oznacza, że mężczyzna będzie mógł odpowiadać za swoją zbrodnię. Grozi mu nawet dożywocie. Sprawa dotyczy zabójstwa Pauliny D. z Łodzi, do którego doszło w październiku 2018 r. 28-latka bawiła się przy ul. Piotrkowskiej. Rano wyszła z kolegą, a godzinę później kamery nagrały jak wchodzi z innym mężczyzną do mieszkania przy ul. Żeromskiego. Kilka dni później znaleziono zwłoki kobiety. Na ciele widoczne były ślady pobicia i rany kłute. Podejrzanym o gwałt i zabójstwo był Mamuka K.

Biegli psychiatrzy którzy zbadali mężczyznę uznali, że jest w pełni poczytalny – podaje se.pl. To oznacza, że 41-latek może stanąć przed sądem i odpowiadać za swoją zbrodnię. Prokuratura podkreśla, że ma już cały materiał dowodowy w sprawie. Śledztwo ma zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni. Na razie do sądu został skierowany wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec Gruzina.

Tuż po popełnieniu morderstwa Mamuka K. wyjechał z Łodzi, a następnie przekroczył granicę z Ukrainą i ukrywał się w Kijowie. Był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Ostatecznie mężczyzna trafił do polskiego aresztu, po tym jak nie było pewne, czy ukraińska strona wyda decyzję ws. ekstradycji. Gruzinowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe informacje w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek?

Krzysztof Rutkowski zapowiedział kolejne poszukiwania Iwony Wieczorek. A wszystko za sprawą tajemniczej wiadomości, którą miał otrzymać od jednego z więźniów z zakładu karnego na Mazowszu. Mężczyzna miał rzekomo wskazać miejsce ukrycia zwłok zaginionej w 2010 roku nastolatki. Akcję poszukiwawczą gdańszczanki zapowiedział też ostatnio Janusz Szostak, dziennikarz śledczy i szef fundacji „Na tropie”. Jak komentuje rewelacje Krzysztofa Rutkowskiego?

Krzysztof Rutkowski uważa, że informacja, którą miał niedawno otrzymać od więźnia z zakładu karnego na Mazowszu, może być kluczowa dla odnalezienia ciała Iwony Wieczorek. – Zgłosił się do nas mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności w jednym z zakładów karnych na Mazowszu. Mężczyzna ten przekazał, że ciało Iwony zostało zakopane w okolicach Trójmiasta, w rejonie Wejherowa – przekazał w rozmowie z Fakt24 Krzysztof Rutkowski.

Na podstawie tej informacji biuro detektywistyczne Rutkowskiego planuje wszczęcie akcji poszukiwawczej zaginionej 19-latki. – Akcję poszukiwawczą planujemy w tym tygodniu lub na początku przyszłego. Musimy powiadomić Komendę Wojewódzką Policji w Gdańsku, przygotować ciężki sprzęt, koparkę i ewentualnie georadar, zanim podejmiemy działania – dodaje Krzysztof Rutkowski.

„Więźniowie się nudzą i tworzą legendy”

Poszukiwania Iwony Wieczorek zapowiedział ostatnio również dziennikarz śledczy i szef fundacji „Na tropie” Janusz Szostak. – Są takie trzy, cztery miejsca, które chcielibyśmy sprawdzić. Jednym z nich jest pewna lokalizacja w Gdyni, gdzie Iwona mogła być przetrzymywana. W poszukiwaniach będą brali udział członkowie fundacji, wolontariusze, wśród których są też byli policjanci, którzy mają doświadczenie w tego typu działaniach. Poszukiwania prawdopodobnie rozpoczniemy na przełomie maja i czerwca – mówił nam Janusz Szostak.

Jak dziennikarz odnosi się do rewelacji ujawnionych przez Krzysztofa Rutkowskiego? – Możliwe, że Krzysztof Rutkowski dostał taką informację z więzienia. Ja sam dostaję kilka różnych informacji dziennie, ale to nic za sobą nie niesie, jeśli się nie zna akt sprawy, a Rutkowski ich nie zna. Również w aktach znajduje się kilkanaście zgłoszeń od osób z zakładów karnych, jedno nawet dotyczyło ukrycia zwłok. Ja również dostawałem takie informacje, jeździłem po więzieniach i sprawdzałem to – mówi nam Janusz Szostak.

Dziennikarz uważa, że wszczynanie poszukiwań na podstawie informacji od więźnia jest bezsensowne. – Przy różnych tego typu sprawach zgłaszają się więźniowie, którzy się nudzą, tworzą legendy, albo chcą wziąć udział w wizji lokalnej, mieć wycieczkę. Takie zgłoszenia nie mają żadnej wartości. A wszczynanie poszukiwań po informacjach od więźnia są bezsensowne, no chyba że ten więzień sam brał udział w ukrywaniu zwłok. Według mnie nie ma to żadnego znaczenia. Na podstawie samego zgłoszenia od więźnia nie wszczynałbym poszukiwań. Trzeba mieć jakąś wiedzę, porównać to z aktami. Ja też dostaję takie listy, ale na pierwszy oka są one niewiarygodne – podkreśla Janusz Szostak.

Zaginięcie Iwony Wieczorek

19-letnia blondynka, Iwona Wieczorek, zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku w Gdańsku. Po kłótni ze znajomymi opuściła sopocką dyskotekę i pieszo wracała do domu w Gdańsku Jelitkowie. Kamery miejskiego monitoringu zarejestrowały ją najpierw przy ul. Grunwaldzkiej w Sopocie o godzinie 3:07, następnie przy wejściu na plażę numer 63 w okolicy Chilly Willy, gdzie widać ją o 4:12. Od domu dziewczynę dzielił kawałek promenady i pas Parku Reagana. Nigdy tam jednak nie dotarła.

Śledztwo w sprawie zaginięcia 19-latki prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W styczniu 2012 r. prokuratura formalnie umorzyła śledztwo. W marcu 2019 r. akta sprawy trafiły do śledczych z krakowskiego Archiwum X, będącego częścią Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Łódź: Półtoraroczna dziewczynka wypadła z okna. Policja bada sprawę

Dramat rozegrał się około godziny 15. Dziewczynka wypadła z okna mieszkania na trzecim piętrze w kamienicy przy ul. 6 Sierpnia w Łodzi. Dziecko było pod opieką rodziców. W lokalu był jeszcze 5-letni braciszek dziewczynki. To prawdopodobnie on otworzył okno. 1,5 dziewczynka trafiła do szpitala w Łodzi po tym, jak wypadła z okna kamienicy na 3. piętrze. W mieszkaniu byli obecni rodzice 1,5-latki oraz jej 5-letni brat. Jak ustaliła policja, matka dzieci była pod wpływem alkoholu.

– Policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia, do którego doszło w niedzielę ok. godz. 15 przy ul. 6 Sierpnia w Łodzi. Ze wstępnych ustaleń wynika, że w mieszkaniu znajdowali się rodzice i dwójka dzieci w wieku pięciu lat i 18 miesięcy – poinformowała rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Joanna Kącka.

W pewnym momencie 36-letni ojciec przysnął, a matka wyszła do innego pomieszczenia. Wtedy doszło do tragedii. Z ustaleń policji wynika, że to 5-latek otworzył uchylone okno. Jego siostrzyczka runęła z trzeciego piętra.

Dziecko zostało odwiezione do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Stan 1,5-latki nie jest znany. Okoliczności tragedii bada policja. 26-latka miała 0,8 promila alkoholu w organizmie, jej partner był trzeźwy. Do policji nigdy wcześniej nie wpłynęły żadne niepokojące sygnały dotyczące tej rodziny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe zatrzymania i kolejne zarzuty ws. „karuzeli finansowej”

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Katowicach, wspólnie z funkcjonariuszami Urzędu Celno-Skarbowego w Olsztynie, zatrzymali kolejnych członków zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się wyłudzeniami podatku VAT na szkodę Skarbu Państwa. Trzej zatrzymani mężczyźni usłyszeli już prokuratorskie zarzuty, a dwaj z nich trafili do aresztu. Wszystkim grozi 15 lat więzienia. W wyniku przestępczej działalności mężczyzn doszło do uszczupleń podatkowych na kwotę 1,7 miliona złotych. Natomiast wartość uszczupleń podatkowych w całej wielowątkowej sprawie, prowadzonej od 2018 roku pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach, szacowana jest na 37 milionów złotych.

Policjanci z katowickiej komendy wojewódzkiej zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej, wspólnie z funkcjonariuszami Urzędu Celno-Skarbowego w Olsztynie, zatrzymali kolejne trzy osoby w sprawie dotyczącej zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się wyłudzeniami podatku VAT. Zatrzymani, to mieszkańcy województw śląskiego i małopolskiego.

Prokurator Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił zatrzymanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było uszczuplenie należności podatkowych, kwalifikowane z art. 258 § 1 kodeksu karnego. Ponadto zatrzymani są podejrzani o popełnienie przestępstw skarbowych polegających na podrabianiu i wprowadzaniu do ewidencji księgowo-skarbowej poświadczających nieprawdę faktur VAT, pozorujących wewnątrzwspólnotowy obrót częściami samochodowymi. Tak sfałszowaną dokumentację podejrzani przedkładali właściwym miejscowo urzędom skarbowym, dzięki czemu doprowadzili do uszczupleń podatkowych w zakresie podatku VAT, wykorzystując mechanizm tzw. karuzeli podatkowej. Czyny te zagrożone są karą pozbawienia wolności do 15 lat. W wyniku przestępczej działalności doszło do uszczupleń podatkowych na kwotę 1,7 miliona złotych.

Dwaj zatrzymani w sprawie mężczyźni zostali już tymczasowo aresztowani. Wobec ostatniego z podejrzanych mężczyzn prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 100 tysięcy złotych, dozoru Policji, zakazu opuszczania kraju.

Jest to kolejna realizacja w tej wielowątkowej sprawie prowadzonej od 2018 roku pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach. Wartość uszczupleń podatkowych w całym procederze szacowana jest na 37 milionów złotych. Sprawa ma charakter rozwojowy i nie wykluczono dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Policjanci poszukują potencjalnego miejsca ukrycia zwłok nastolatki

Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter RMF FM na dziś i na jutro zaplanowano przeszukania z udziałem kilkudziesięciu policjantów i poszukiwania potencjalnego miejsca ukrycia zwłok zaginionej w 2010 roku nastolatki. Według nieoficjalnych informacji reportera RMF FM Kuby Kaługi, poszukiwania będą prowadzone w Sopocie, na terenie ogródków działkowych. Akcja była szykowana w Trójmieście od co najmniej kilku dni.

Zaplanowane wstępnie na dziś i jutro działania właśnie się zaczynają. Planowane jest użycie dronów, georadaru należącego do prywatnej firmy, psów szukających zwłok. W akcji mają uczestniczyć dziesiątki policjantów.

Policja nie chce sprawy komentować, odsyła do Prokuratury Krajowej. Według informacji reportera RMF FM to na jej zlecenie przygotowano prace, a ma to być efekt nadzoru nowego prokuratura, który zajął się sprawą.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawa brutalnego morderstwa na Nowowiejskiej. Nowe fakty

W mieszkaniu na Nowowiejskiej w Warszawie znaleziono ciało Moniki i jej 3-letniego synka Oskara. Makabrycznej zbrodni dokonał Artur K. (42 l.), który wyszedł na przepustkę. Mężczyzna miał bogatą kartotekę, był już skazany za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki. Przed kilkoma miesiącami zapadł wyrok w tej bulwersującej sprawie. Mordercę skazano na dożywocie z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To jednak nie koniec sądowej batalii. Szykuje się apelacja.

Tragiczne zdarzenia rozegrały się 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. (42 l.), który odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki, wyszedł na kolejną przepustkę. Mężczyzna pokierował swe kroki do mieszkania na Nowowiejskiej w Warszawie. Tam mieszkała jego narzeczona Monika († 35 l.) i jej synek Oskar († 3 l.). Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko się zaręczyła. Artur K. utrzymywał, że jest zakochany w Monice, dbał o jej synka. Jak więc wytłumaczyć tę okrutną zbrodnię, której się dopuścił 42-latek?

Artur K. – jak ustalił sąd – gołymi rękami udusił swoją narzeczoną. Kiedy Monika straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim Oskarkiem. Po dokonaniu zbrodni 42-latek zgłosił się na policję.

W trakcie śledztwa okazało się, że zwyrodnialec, który udusił swoją poprzednią partnerkę i ma bogatą kartotekę kryminalną, podczas odbywania kary wychodził ponad 90 razy na przepustki. To wtedy zaczął się spotykać z Moniką.

Wyrok dla bestii

Na początku grudnia 2019 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. złotych. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze czy porwania dla okupu.

Będzie apelacja

Już w czasie mowy końcowej obrończyni Artura K. zwróciła uwagę na to, że oskarżony zaraz po dokonaniu zbrodni poszedł na komisariat, wyraził skruchę i przeprosił rodzinę zabitej kobiety. – Oskarżony podkreślał, że nie był sobą (…) takie zachowanie może świadczyć o rozwijającej się chorobie psychicznej – zaznaczyła aplikant adwokacki Justyna Łusiak.

Jak dowiedziała się Polska Agencja Prasowa, w sprawie wyroku dla mordercy jest apelacja. Pełnomocnik Artura K., adwokat Marek Małecki, przekazał, że przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze, tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

– W mojej ocenie opinie zarówno pisemna, jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej – poinformował PAP adwokat Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu. Ich zeznania stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem innego zespołu biegłych niż dotychczas.

– W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała, oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy wdrożyć natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym, a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego, do którego trafi – przekazał Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. – Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający – wyjaśnił pełnomocnik Artura K.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci wracają do sprawy zabójstwa sprzed 21 lat

43-latek został znaleziony martwy po tym, jak pił alkohol na tzw. betonach. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Wówczas nie udało się ustalić sprawcy. Funkcjonariusze liczą, że rozwój kryminalistyki pomoże im zawęzić krąg podejrzanych.

Sprawa dotyczy wydarzeń, do których doszło w 1999 r. w Żaganiu (woj. lubuskie). 43-latek miał spotkać się z kolegami, aby napić się z nimi alkoholu. Wychodząc z mieszkania natknął się na młodą kobietę, którą zaprosił „na wódkę” na tzw. betonach. Podczas spotkania mężczyzna stał się natarczywy i miało dojść do szamotaniny. Kobieta w końcu się uwolniła i pobiegła do domu.

Następnego dnia 43-latek został znaleziony martwy. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Śledczy dokonali wówczas licznych przesłuchań świadków. Zebrany wtedy materiał dowody nie pozwolił na wniesienia aktu oskarżenia przeciwko konkretnym osobom. Nie udał się ustalić sprawcy zabójstwa.

Po 21 latach policjanci z „Archiwum X” wracają do sprawy. Funkcjonariusze liczą, że uda im się zawęzić krąg podejrzanych, dzięki rozwojowi kryminalistyki oraz nowym metodom laboratoryjnym badania śladów biologicznych. Podkreślają, że ślady biologiczne są niezbywalne i niepowtarzalne. Kryminalni nie wykluczają również powrotu do ponownych badań wariograficznych. Ich celem jest wznowienie postępowania w sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl

Sąd Apelacyjny uchylił wyrok uniewinniający Adama Z.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu pierwszej instancji, który uniewinnił Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia. Decyzja sądu drugiej instancji jest prawomocna. – Sąd pierwszej instancji wydał niewłaściwy wyrok. Sąd Apelacyjny nie ma wątpliwości, że prokurator i oskarżyciele posiłkowi mają rację, stawiając zarzuty błędu w ustaleniach faktycznych – powiedział sędzia Marek Kordowiecki, uzasadniając decyzję o uchyleniu wyroku uniewinniającego Adama Z.

Sąd uchylił wyrok uniewinniający Adama Z. Pełnomocnicy: Mógł działać pod wpływem adrenaliny

Odwołanie od wyroku sądu pierwszej instancji złożyła poznańska prokuratura i pełnomocnicy rodziny Ewy Tylman. W swojej apelacji odnosili się do uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego. Ten stwierdził, że Adam Z. nie byłby w stanie w ciągu pięciu minut i ośmiu sekund dokonać zabójstwa Ewy Tylman, a następnie przeciągnąć jej zwłoki i wrzucić do Warty. To, że jest to niemożliwe, wykazał eksperyment procesowy. Pełnomocnicy rodziny Ewy Tylman stwierdzili jednak, że Adam Z. mógł to zrobić, jeśli działał pod wpływem adrenaliny.

– Adrenalina sprawia, że organizm człowieka przestawia się na specjalny tryb. Mięśnie lepiej pracują, człowiek zyskuje pod wpływem adrenaliny siłę. W chwilach zagrożenia potrafi podnieść ciężkie przedmioty i porusza się szybciej. Wyostrza się zdolność do podejmowania decyzji – powiedział mecenas Wojciech Wiza, którego słowa cytuje „Głos Wielkopolski”.

Mecenas Mariusz Paplaczyk, który wraz z Wojciechem Wizą reprezentuje rodzinę Ewy Tylman, stwierdził, że sąd powinien przemyśleć nie tylko uchylenie wyroku, ale zwrócenie sprawy do prokuratury po to, by mogła ona przeprowadzić dodatkowe postępowanie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Profesjonalne plantacje marihuany w stołecznych mieszkaniach. Narkotyki trafiały do pseudokibiców

Policjanci zlikwidowali sześć plantacji konopi zorganizowanych na terenie Warszawy i w okolicach Legionowa. Pozyskiwana z nich marihuana miała trafiać do pseudokibiców stołecznych klubów piłkarskich. Zatrzymano 45-latka i dwie kobiety. Wszyscy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupy przestępczej. Sprawa ma charakter rozwojowy, a policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.

Na trop nielegalnych upraw marihuany zlokalizowanych na terenie Warszawy oraz w powiecie legionowskim wpadli stołeczni policjanci z wydziału ds. zwalczania przestępczości pseudokibiców. Wszystko wskazywało na to, że jego organizatorem jest 45-latek. Wytwarzane w kilku miejscach narkotyki miały trafiać do pseudokibiców stołecznych klubów piłkarskich.

Konopie w mieszkaniach na warszawskiej Pradze Południe

Mężczyźnie pomagały dwie kobiety. Ich rolą było przede wszystkim wyszukiwanie lokali przeznaczonych do prowadzenia nielegalnego interesu, pilnowanie upraw oraz przygotowanie narkotyków do ich dalszej dystrybucji. Po kilkutygodniowym rozpracowaniu działalności grupy funkcjonariusze zlikwidowali 6 planacji, z których cztery znajdowały się w mieszkaniach na warszawskiej Pradze Południe, a dwie w miejscowości w powiecie legionowskim.

Uprawę roślin wspomagał system sterowania elektronicznego zarządzający nawodnieniem, oświetleniem oraz temperaturą. Sprzęt został w całości zdemontowany i zabezpieczony przez śledczych. Policjanci zabezpieczyli 225 doniczek z krzewami konopi innych niż włókniste oraz przejęli ponad 9 kilogramów gotowej marihuany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl