39-letnia kobieta planowała sprzedawać „domowe testy na koronawirusa”

39-letnia mieszkanka Trzebini (Małopolskie) planowała handel „domowymi testami na koronawirusa”. Sprawę wykrył policjant podczas przeglądania stron internetowych. Za usiłowanie oszustwa kobiecie może grozić do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Sprawa jest przekazana do prokuratury – powiedziała w czwartek Iwona Szelichiewicz, rzeczniczka prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Chrzanowie.

Zgodnie z przekazanymi przez nią informacjami, na ofertę sprzedaży testu na COVID-19 natknął się policjant, który przeglądał strony internetowe. Zgodnie z ogłoszeniem, jakie 39-letnia mieszkanka Trzebini zamieściła na Facebooku, test można było przeprowadzić samodzielnie w domu, miał być dostępny od poniedziałku w cenie od 35 do 50 zł. Kobieta oferowała wysyłkę pocztową, w związku z czym prosiła o kontakt za pośrednictwem podanego przez nią numeru telefonu.

Policja ustaliła, że 39-latka nie miała możliwości dysponowania takimi testami. Jeśli usłyszy zarzut usiłowania oszustwa, to grozić jej będzie do ośmiu lat pozbawienia wolności.

W czasie walki z koronawirusem policja apeluje o rozwagę i zdrowy rozsądek przy zakupie asortymentu mającego chronić przed chorobą. „Mogą pojawić się osoby, które żerując na ludzkiej obawie przed chorobą, próbują czerpać z korzyści z obecnej sytuacji” – czytamy w komunikacie policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uwaga na oszustów. Apel policji. Wykorzystują strach przed koronawirusem

Policjanci przestrzegają przed osobami, które wykorzystując epidemię koronawirusa, oferują do sprzedaży środki mające rzekomo cudowne właściwości i zwalczające SARS-CoV-2. Oszuści oferują je w Internecie lub podszywają się pod instytucje i organizacje mające na celu zwalczanie i zapobieganie szerzeniu się wirusa czy też zajmujące się jego leczeniem. Służby apelują do informowania policji o takich przypadkach.

W Polsce odnotowano pierwsze zachorowania na koronawirusa, a policjanci w ostatnim czasie otrzymali sygnały o przypadkach oszustw z tym związanych. W sieci pojawiły się oferty sprzedaży różnych środków, m.in. amuletów czy cudownych herbatek, które mają rzekomo uchronić przed zachorowaniem na koronawirusa, czy też w przypadku zarażenia spowodować cudowne ozdrowienie. Problem dotyczy nie tylko nieuczciwych sprzedawców ale i podszywania się pod Służby Sanitarne i Ministerstwo Zdrowia oraz inne instytucje i organizacje, które walczą z rozprzestrzenianiem się i szerzeniem koronawirusa. Odnotowano przypadki nieuczciwych ofert i rozpowszechniania nie tylko w Internecie nieprawdziwych informacji dotyczących właśnie ewentualnych metod leczenia tego wirusa.

Policjanci przestrzegają przed tego typu oszustami. Apelują, by nie dać się zwieść, nie kupować cudownych środków mających nas rzekomo uchronić przed zachorowaniem na koronawirusa czy nagle uzdrowić. Prosi też, by nie wpuszczać takich osób do swoich domów i o każdym tego typu przypadku informować policję.

Mundurowi przypominają, aby aktualnych informacji na temat koronawirusa szukać tylko na sprawdzonych, oficjalnych stronach:

Ministerstwa Zdrowia
Głównego Inspektora Sanitarnego
Państwowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH
Światowej Organizacji Zdrowia
Narodowego Funduszu Zdrowia

Jednocześnie resort zdrowia wdraża ścisły nadzór nad osobami objętymi kwarantanną domową. Policjanci będą przynajmniej raz na dobę sprawdzać, czy osoby te znajdują się w miejscu kwarantanny oraz czy nie potrzebują pomocy. Zebrane informacje będą przekazywane do służb sanitarnych i wojewodów. Sprawdzenie ma się odbywać głównie telefonicznie. Kontakt z policjantami ma zapewnić bezpieczeństwo zarówno funkcjonariuszom jak i osobom objętym kwarantanną. Czynności wykonywać będą tylko i wyłącznie funkcjonariusze umundurowani.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. jednej z działek Mariana Banasia

Warszawa, 27.11.2019. Prezes Najwy¿szej Izby Kontroli Marian Banaœ podczas posiedzenia Sejmowej Komisji ds. Kontroli Pañstwowej, 27 bm. w Warszawie. Komisja zajmuje siê zaopiniowaniem wniosków Prezesa NIK o powo³anie na stanowiska wiceprezesów NIK Tadeusza Dziuby i Marka Opio³y. (mm/doro) PAP/Mateusz Marek

CBA odkryło, że gminna spółka przepłaciła za działkę, którą kupiła od Mariana Banasia, niemal ćwierć miliona złotych. I zawiadomiło prokuraturę – pisze środowa „Rzeczpospolita”.

„Śledztwo dotyczące nieprawidłowości w majątku obecnego prezesa NIK rozszerzono o sprawę sprzedaży przez niego działki w Myślenicach, której pozbył się, wchodząc jako wiceminister finansów do rządu Beaty Szydło” – ustaliła nieoficjalnie „Rzeczpospolita”.

Jak pisze „Rz”, chodzi o grunt, który w grudniu 2016 r. kupiła od Mariana Banasia samorządowa spółka – Myślenicka Agencja Rozwoju Gospodarczego (MARG).

„Według CBA przepłaciła ok. 220 tys. zł. O działce w Myślenicach, którą Marian Banaś zakupił w 2006 r., reportaż jesienią ub. roku zrobił TVN. Stacja pokazała jedynie, jakie wątpliwości wzbudziła zmieniająca się powierzchnia działki w kolejnych oświadczeniach majątkowych. Początkowo Marian Banaś podawał, że ma ona 36 arów powierzchni, ale w oświadczeniu za rok 2015 napisał, że jest dziesięć razy mniejsza” – czytamy. Jak dodano, w reportażu wspomniano także o sprzedaży tej działki MARG.

Dziennik podaje, że CBA w postępowaniu kontrolnym nie mogło badać szczegółowo tego wątku, ale w śledztwie już tak. „Ustalono, że samorządowa agencja przepłaciła za działkę – operat szacunkowy, jaki zlecono w ubiegłym roku po zmianie władzy w Myślenicach dotyczący działki Banasia, określał jej wartość na zaledwie 437 tys. zł i to po rekordowym skoku cen nieruchomości w ciągu ostatnich trzech lat” – czytamy.

„Rz” wskazuje, że ówczesny wiceminister finansów i szef KAS sprzedał grunt samorządowej Agencji trzy lata wcześniej za 650 tys. zł. „Daniel Piskorski, wtedy prezes MARG, tłumaczył, że to wyjątkowa promocja i niebywała okazja” – pisze „Rz”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rozbito grupę handlującą narkotykami

13 osób zatrzymanych, 11 tymczasowo aresztowanych, a 2 objętych policyjnym dozorem to wynik dotychczasowych działań stołecznych policjantów wymierzonych w przestępczość narkotykową na terenie województwa mazowieckiego. Dzięki funkcjonariuszom na rynek nie trafi znaczna ilość środków odurzających i substancji psychotropowych, a mężczyźni podejrzewani o ich przemyt, wprowadzanie do obrotu oraz inne przestępstwa usłyszeli już zarzuty. Mogą im grozić kary wieloletniego więzienia.

Policjanci ze stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową prowadzą pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga sprawę, która swój początek miała w ubiegłym roku. Wspólne śledztwo przyniosło nowe ustalenia. Dzięki pracy operacyjnej i procesowej wytypowano osoby, które mogły zaopatrywać się w narkotyki produkowane w podwarszawskiej miejscowości, a następnie rozprowadzać je na terenie województwa mazowieckiego.

Z informacji śledczych i policjantów wynikało, że w narkotykowy proceder może być zamieszana grupa osób, mieszkańców powiatu ostrołęckiego i siedleckiego, wielokrotnie karanych, niebezpiecznych, mających na koncie kolejne poważne przestępstwa, w tym usiłowanie zabójstwa.

Policjanci po raz kolejny „uderzyli” w narkotykowe środowisko. Wspierani przez „antyterrorystów” jednocześnie weszli do ponad 20 mieszkań i domów głównie na terenie województwa mazowieckiego. Do działań zaangażowano również policjantów z radomskiego wydziału „antynarkotykowego”, komend rejonowych, powiatowych garnizonu stołecznego oraz wydziałów KSP. W powiecie ostrołęckim zostało zatrzymanych 8 mężczyzn, w Siedlcach – 2, a pozostali w Ostrowi Mazowieckiej, Elblągu i Warszawie. Podczas przeszukań ich miejsc zamieszkania, pomieszczeń gospodarczych oraz pojazdów zabezpieczono 65 tys. złotych na poczet przyszłych kar, znaczną ilość amfetaminy oraz marihuany. Przejęto także kokainę.

Z ustaleń śledczych wynika, że osoby te na przestrzeni ostatnich lat mogły wprowadzić do obrotu co najmniej 240 kilogramów narkotyków oraz brać udział w ich przemycie, m.in. z Holandii i Niemiec, a z procederu uczyniły sobie stałe źródło dochodu. W toku prowadzonego śledztwa okazało się również, że jeden z mężczyzn jest podejrzewany o próbę zabójstwa z broni palnej, a do zdarzenia doszło w Ostrołęce w 2016 roku.

Wszyscy zatrzymani zostali przewiezieni do Komendy Stołecznej Policji. Po wykonaniu czynności procesowych policjanci doprowadzili ich do Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, gdzie zostali przesłuchani. Prokurator przedstawił im łącznie kilkadziesiąt zarzutów z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii dotyczących głównie przemytu narkotyków, wprowadzania ich do obrotu oraz posiadania. Część z nich była wielokrotnie karana. 34-latek odpowie także za usiłowanie zabójstwa. Sąd po zapoznaniu się ze sprawą podjął decyzję o zastosowaniu aresztu wobec 11 mężczyzn, dwóch zostało objętych policyjnym dozorem.

Sprawa ma charakter rozwojowy, a policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Finlandia: Za narkotyki i broń płacili bitcoinami

Śledczy ustalili tożsamość tysięcy sprzedawców oraz kupujących uczestniczących w nielegalnym handlu środkami odurzającymi, dopingującymi, lekarstwami i bronią w internetowej sieci Tor – poinformowały fińska służba celna oraz policja.

Prowadzone przez Służbę Celną (Tulli), Biuro Policji Kryminalnej (KRP) oraz prokuraturę obszerne dochodzenie związane jest z zajętym wiosną tego roku serwerem platformy internetowego handlu Silkkitie (Silk Road), działającej w anonimowej sieci Tor.

Śledztwa prowadzone przez jednostki policji na terenie całej Finlandii dotyczą tysięcy podejrzanych. W trakcie działania ukrytego internetowego sklepu w latach 2014-2019 na platformie zarejestrowanych było około 400 tys. nicków klientów. Dokonano około pół miliona transakcji, a sprzedano blisko 80 tys. różnego rodzaju produktów. Według Tulli całkowita wartość obrotu była wyniosła około 50 mln euro.

Międzynarodowy charakter

Sprzedaż za pośrednictwem platformy, która miała charakter międzynarodowy, skierowana była głównie na rynek fiński. Najmłodszy z użytkowników serwisu miał 15 lat, a najstarszy 83 lata – dodano.

– Administratorzy serwisu w ukrytej sieci jak również sprzedawcy wierzyli i zwodzili kupujących, że handel internetowy narkotykami i innymi nielegalnymi środkami jest bezpieczny dzięki anonimowości i jest poza zasięgiem władz oraz poza odpowiedzialnością karną. Ten mit w końcu został obalony – przyznał szef nadzoru w Tulli Hannu Sinkkonen.

Za nielegalne produkty zakupione w sieci płacono bitcoinami, a produkty dostarczano klientom pocztą. Operatorzy serwisu pobierali od transakcji prowizje, średnio rzędu 5 proc. Część podejrzanych transakcji miała jednostkowy charakter, inne były tak duże, że według policji mogły trafić do dalszej dystrybucji. Wartość niektórych przekraczała 100 tys. euro.

W związku z prowadzonym dochodzeniem, także we współpracy ze służbami z innych krajów – m.in. Francją, Niemcami oraz Kanadą i USA, jak również Europolem, Tulli przejęło bitcoiny o wartości około 20 mln euro.

Według źródeł dziennika „Helsingin Sanomat” wśród podejrzanych mogą być też osoby publiczne. Gazeta odnotowuje, że we wtorek sąd w Helsinkach wydał nakaz aresztowania starszego rangą funkcjonariusza policji, podejrzewanego o popełnienie poważnego przestępstwa związanego ze sprowadzaniem i sprzedażą środków dopingujących. Dane policjanta miały zostać znalezione na zajętym serwerze.
Źródło info i foto: TVP.info

629 kobiet i dziewcząt z Pakistanu sprzedano jako narzeczone do Chin

Agencja AP otrzymała listę pokrzywdzonych kobiet od pakistańskich śledczych, którzy postanowili rozbić siatki handlarzy ludźmi wykorzystujące ubogich i bezbronnych, w tym chrześcijan. Osoby związane ze śledztwem utrzymują, że urzędnicy są śledztwom przeciwni, gdyż obawiają się zerwania lukratywnych relacji handlowych Pakistanu z ChRL.

Lista podaje najbardziej konkretne dane liczbowe dotyczące liczby kobiet objętych handlem ludźmi od 2018 roku. Ale od czasu, gdy została zebrana w czerwcu, śledczy ograniczyli swoje działania wobec tej siatki – podkreśla Associated Press. Osoby związane ze śledztwem utrzymują, że jest to spowodowane presją ze strony urzędników, którzy obawiają się zerwania lukratywnych relacji handlowych Pakistanu z ChRL.

Agencja AP zauważa, że największa sprawa karna przeciwko handlarzom ludźmi załamała się, kiedy w październiku sąd w Fajsalabadzie we wschodnim Pakistanie uniewinnił 31 obywateli chińskich oskarżonych w związku z handlem ludźmi.

Według urzędnika sądowego i śledczego zaznajomionego ze sprawą kilku kobiet, które początkowo były przesłuchiwane przez policję, odmówiły one składania zeznań, ponieważ grożono im albo oferowano łapówki w zamian za milczenie. Obaj funkcjonariusze publiczni rozmawiali z AP, zastrzegając anonimowość ze względu na obawę przed karą za wypowiedź.

Jednocześnie rząd Pakistanu próbował ograniczać dochodzenia, wywierając „ogromną presję” na urzędników Federalnej Agencji Śledczej ścigających siatki handlu ludźmi – powiedział Saleem Iqbal, chrześcijański działacz, który pomógł rodzicom uratować kilka młodych dziewcząt będących już w Chinach i zapobiegł wysłaniu tam innych.

Pakistańskie resorty spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych odmówiły komentarza.

– Nikt nic nie robi, aby pomóc tym dziewczynom – powiedział jeden z urzędników, dodając, że proceder trwa, a nawet się rozrasta. – Dlaczego? Ponieważ (władze) wiedzą, że może im to ujść na sucho. (…) Każdy jest naciskany, aby nie prowadzić dochodzenia. Handel ludźmi jest teraz coraz częstszy – wskazał Iqbal.

Chińskie MSZ przekazało, że nic nie wie o liście sprzedawanych kobiet. „Rządy Chin i Pakistanu wspierają tworzenie szczęśliwych rodzin między swoimi obywatelami na zasadzie dobrowolności, zgodnie z przepisami, a jednocześnie (prowadzą politykę) zerowej tolerancji i zdecydowanej walki przeciwko każdej osobie dopuszczającej się nielegalnej działalności transgranicznej dotyczącej zawierania związków małżeńskich” – poinformował resort w oświadczeniu przesłanym w poniedziałek agencji AP.

Przeprowadzone przez Associated Press w tym roku śledztwo dziennikarskie ujawniło, w jaki sposób chrześcijańska mniejszość pakistańska stała się nowym celem pośredników, którzy płacą ubogim rodzicom za ślub ich córek, w tym nastolatek, z Chińczykami, którzy wywożą je do swojego kraju.

Wiele takich kobiet jest następnie izolowanych i wykorzystywanych lub zmuszanych do prostytucji w Chinach; często kontaktują się z domem i błagają o sprowadzenie ich z powrotem – pisze AP. Dziennikarze agencji rozmawiali z policją i urzędnikami sądowymi oraz z kilkunastoma kobietami, którym udało się wrócić do Pakistanu, a także z rodzicami, sąsiadami, krewnymi i pracownikami organizacji praw człowieka.

Jak zaznacza AP, chrześcijanie są celem, ponieważ to jedna z najbiedniejszych społeczności w Pakistanie zamieszkanym w 96 proc. przez muzułmanów.

Siatki handlarzy składają się z chińskich i pakistańskich pośredników i obejmują chrześcijańskich duchownych, głównie z małych kościołów protestanckich, którzy otrzymują łapówki, aby nakłonić swoich wiernych do sprzedaży córek. Śledczy natrafili także na przynajmniej jednego duchownego muzułmańskiego prowadzącego w swej madrasie biuro matrymonialne.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: Handlował lekami na potencję. W aucie miał ponad 600 tabletek

Policja w Warszawie zatrzymała 33-latka, który nielegalnie handlował w internecie lekami na potencję – podaje PAP. Służby zabezpieczyły ponad 600 tabletek. Policja z warszawskiego śródmieścia przekazała, że 33-latek prowadził sprzedaż wysyłkową, ale także dowoził towar pod wskazany adres.

„Właśnie w jednym z takich miejsc policjanci zatrzymali mężczyznę. Na tylnej kanapie jego forda fokusa w plecaku i reklamówce policjanci znaleźli oferowane do sprzedaży leki i gotówkę” – NADKOM. ROBERT SZUMIATA, KOMENDA REJONOWA POLICJI WARSZAWA ŚRÓDMIEŚCIE

Wszystko zaczęło się natomiast od namierzenia nielegalnego handlarza w mediach społecznościowych. Policjanci podjechali po jedno z miejsc, w których umówił się na dostawę. Został przyłapany na gorącym uczynku.

Za obrót lekami bez wymaganego zezwolenia grozi do 2 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gdańsk: Areszty dla trzech członków gangów wyprowadzających leki z Polski

Gdański sąd podjął w czwartek decyzję o tymczasowym aresztowaniu trzech osób podejrzanych o wyprowadzanie z Polski leków i sprzedaż ich – po dużo wyższych cenach, za granicą. W piątek sąd rozważy siedem kolejnych wniosków aresztowych.

Prokuratura Regionalna w Gdańsku, policja i funkcjonariusze ABW zatrzymali 16 osób, które należały do dwóch grup przestępczych zajmujących się wyprowadzaniem z Polski leków i ich sprzedażą po dużo wyższych cenach za granicą.

O sukcesie organów ścigania działających przeciw „mafii lekowej” poinformowali w czwartek na konferencji prasowej w Gdańsku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro i szefowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Teresa Rutkowska-Szmydyńska.

Sześciu podejrzanych przyznało się do winy

W czwartek wieczorem Remigiusz Signerski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku powiedział, że tego dnia zakończono rozpoczęte dzień wcześniej stawianie zatrzymanym zarzutów. Były one związane z „kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą lub udziałem w niej, nielegalnym obrotem lekami, praniem pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu, stwarzaniem zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób a także posługiwaniem się podrobionymi lub poświadczającymi nieprawdą dokumentami”.

Signerski poinformował, że sześciu podejrzanych przyznało się do udziału w przestępstwie i opisało, jak wyglądał proceder stosowany przez grupy. Wobec tych osób zastosowano środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju oraz dozorów policji.

Dodał, że 10 kolejnych osób nie przyznało się do popełnienia przestępstw. Część z nich odmówiła złożenia wyjaśnień, a ci, którzy to zrobili zaprzeczali udziałowi w bezprawnym procederze. Signerski wyjaśnił, że w przypadku tych osób prokuratura postanowiła o skierowaniu do sądu wniosków o ich tymczasowe aresztowanie.

Trzy takie wnioski zostały rozpatrzone przez sąd do czwartkowego wieczora: sąd przychylił się do wniosków prokuratury. Pozostałych siedem wniosków dotyczących tymczasowego aresztowania zostanie rozpatrzonych przez gdański sąd w piątek.

Wśród zatrzymanych byli lekarz i prawnicy

Ziobro poinformował, że zatrzymano 16 osób, w tym „osoby, które odgrywały kierownicze role w zorganizowanych grupach przestępczych zajmujących się dystrybucją leków w sposób przestępny poprzez stwarzanie realnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia polskich pacjentów”. Ziobro wyjaśnił, że przestępcy mieli – wykorzystując tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji leków, wywozić za granicę leki, często rzadkie, trudno dostępne dla polskich pacjentów.

Rutkowska-Szmydyńska wyjaśniła, że zatrzymania odbyły się w środę, a dokonali ich funkcjonariusze z gdańskiej Komendy Wojewódzkiej Policji, Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, miejscowej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Krajowej Administracji Skarbowej. Dodała, że zatrzymani, to członkowie dwóch zorganizowanych grup przestępczych zajmujący się nielegalną dystrybucją leków. Wyjaśniła, że wśród zatrzymanych są m.in. lekarz, dwóch adwokatów, którzy mieli doradzać przestępcom, oraz farmaceuci.

Prokurator powiedziała, że jednocześnie z zatrzymaniami w kilkudziesięciu miejscach w woj. pomorskim, kujawsko-pomorskim i mazowieckim, odbyły się przeszukania, w których brali udział m.in. inspektorzy farmaceutyczni i pomorski wojewódzki konsultant apteczny. Zaznaczyła, że w prowadzonej w różnych miejscach akcji brało udział ponad 300 funkcjonariuszy.

Zakładali fikcyjne ośrodki zdrowia

Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że jedna z rozbitych grup zakładała fikcyjne niepubliczne ośrodki zdrowia, które nie prowadziły działalności, ale zamawiały leki – rzekomo na własne potrzeby. Potem medykamenty były przekazywane drugiej grupie, która je sprzedawała poza Polską, m.in. w Holandii i Wielkiej Brytanii, za ceny wielokrotnie wyższe niż obowiązujące w naszym kraju.

Dodała, że z ustaleń śledczych wynika, iż przez półtora roku – od stycznia 2018 r. do lipca 2019 r. – grupy wyprowadziły za granicę leki warte co najmniej 15 mln zł. Były to leki stosowane m.in. w terapii onkologicznej, leczeniu kardiologicznym lub poprzeszczepowym. – Skutkiem tego było to, że na polskim rynku tych leków brakowało i z całą pewnością utrudniało to prowadzenie terapii osób z poważnymi schorzeniami zdrowotnymi – powiedziała prokurator.

Może grozić im do 20 lat więzienia

Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że w środę w prokuraturze rozpoczęły się przesłuchania i stawianie zarzutów zatrzymanym i były kontynuowane w czwartek. Podejrzani usłyszeli zarzuty związane z kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą lub udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, nielegalnym obrotem lekami, praniem pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu, stwarzaniem zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób, a także posługiwaniem się podrobionymi lub poświadczającymi nieprawdą dokumentami.

Prokurator wyjaśniła, że osobom, które kierowały grupami, może grozić nawet 20 lat więzienia – takie łączne kary przewiduje kodeks karny za popełnienie zarzuconych im przestępstw.

Dodała, że w przypadku części podejrzanych prokuratura skierowała do sądu wnioski o tymczasowe areszty. Niektóre z tych wniosków mają być rozpatrzone przez w czwartek, a pozostałe w piątek.

Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w lipcu ubiegłego roku. Przeszukano wtedy kilkadziesiąt nieruchomości w Trójmieście i okolicy oraz w Toruniu. Zabezpieczono m.in. dokumentację finansowo-księgową i dużą ilość leków. W czwartek Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że było to około 60 tys. opakowań medykamentów które miały trafić za granicę i tam zostać sprzedane po wyższych niż w Polsce cenach. Dodałą, że leki te były przechowywane w niewłaściwy sposób, m.in. nie trzymano w lodówkach specyfików, które powinny być w nich przechowywane.

„Kary w takich sprawach będą bardzo surowe”

Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że w lipcu ub.r. postawiono zarzuty czterem osobom, w sumie więc w śledztwie podejrzanych jest 20 osób.

– Wnioski co do kar w takich sprawach będą bardzo surowe. Będziemy chcieli, aby one oscylował w granicach górnych zagrożeń – podkreślił minister Ziobro. Dodał, że „społeczna szkodliwość tych przestępstw, które były popełniane, zagrożenie dla tysięcy ludzi i ta nonszalancja przestępców, uzasadnia bardzo wysokie kary”. One muszą też pełnić tą funkcję odstraszającą innych od popełnienia tego rodzaju czynów – podkreślił.

– Musimy dać jasny sygnał przestępcom, że po prostu to się nie opłaca. To musi być taki sam przekaz jak w przypadku przestępstw VAT-owskich – powiedział minister. Jego zdaniem, „wcześniej tego rodzaju sprawy traktowano w sposób niezwykle łagodny, z pewną wyrozumiałością”, „stosowano możliwie najłagodniejsze kwalifikacje prawne”. – My zmieniliśmy to w sposób zasadniczy – dodał.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lagos: Policja uwolniła 19 kobiet. Kobiety są porywane i siłą zapładniane. Ich dzieci miały trafić na sprzedaż

Policja w Lagos – największym mieście Nigerii – uwolniła 19 kobiet i dziewcząt, które w większości zostały porwane i zapładniane wbrew własnej woli. Ich dzieci miały trafić na sprzedaż. Kobiety w wieku od 15 do 28 lat pochodziły ze wschodnich i południowych stanów Nigerii. Były kuszone obietnicą pracy – poinformowała policja. Funkcjonariusze znaleźli także czworo niemowląt.

„Fabryki dzieci”

Najwięcej tak zwanych „fabryk dzieci” jest na wschodzie kraju. – Młode kobiety były w większości przypadków porwane przez podejrzanych po to, by zaszły w ciążę i oddały swoje dzieci potencjalnym kupcom. Mydlono im oczy, obiecując zatrudnienie jako pomoc domowa w Lagos – wyjaśnił rzecznik miejscowej policji. Jak dodał, za chłopca można dostać 500 tysięcy naira (ok 5,5 tysiąca złotych), za dziewczynkę prawie połowę mniej. Kobiety uwolniono 19 września, ale policja utrzymywała ten fakt w tajemnicy, by nie utrudniać ścigania sprawców. W związku ze sprawą aresztowano dwie kobiety – 40-latkę i 54-latkę. Poszukiwania trzeciej trwają.

„Poród trwał całe trzy dni, a ja nie mogłam urodzić”

Jedna z uwolnionych kobiet powiedziała policji, że została zapłodniona przez swojego chłopaka, a o pracy w Lagos zapewniała ją ciocia.

– Jakaś kobieta mnie zbadała i włożyła lek w moje miejsce intymne. Nagle zaczęłam rodzić, byłam w siódmym miesiącu ciąży. Poród trwał całe trzy dni, a ja nie mogłam urodzić. W końcu policja przyszła nas aresztować, bo rodzimy i sprzedajemy dzieci – relacjonowała. Dodała, że jej dziecko przyszło na świat bardzo słabe i niedługo później zmarło.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Walmart ogranicza sprzedaż amunicji. Efekt serii strzelanin w USA

Największy amerykański koncern handlu detalicznego Walmart ogłosił, że wstrzyma sprzedaż niektórych rodzajów amunicji strzeleckiej we wszystkich swych sklepach na terenie USA. To reakcja na niedawne zbiorowe zabójstwa z użyciem broni palnej.

Po wyprzedaniu obecnych zapasów z obrotu wycofana zostanie amunicja do karabinków krótkolufowych kalibru między innymi 5,56 mm. Jest ona używana powszechnie w broni myśliwskiej, ale także w broni stylizowanej na wojskową. Wstrzymanie sprzedaży dotyczy także oferowanej dotąd jedynie w stanie Alaska ręcznej broni strzeleckiej.

Jak oświadczył Walmart, decyzję te podjęto w związku z zabiciem w USA w sierpniu 38 osób w trzech strzelaninach – w El Paso i w Odessie w stanie Teksas oraz w Dayton w stanie Ohio. Zbrodnia w El Paso, której skutkiem było uśmiercenie 22 ludzi, dokonana została w centrum handlowym Walmart.

Koncern przewiduje, że jego udział w rynku amunicji w Stanach Zjednoczonych spadnie z dotychczasowych 20 proc. do poziomu między 6 i 9 proc.
Źródło info i foto: TVP.info