Posts Tagged “sprzedaż”

Kilkaset kilogramów narkotyków od zeszłego roku wprowadził na rynek gang rozbity przez krakowskie Centralne Biuro Śledcze Policji. W ręce funkcjonariuszy wpadło 10 osób. Zatrzymani to hurtowi dilerzy, którzy – jak twierdzą śledczy – w ciągu doby byli w stanie sprzedać nawet 20 kilogramów różnych środków odurzających. Towar przemycali z kilku państw europejskich i rozprowadzali głównie na terenie Małopolski.

Podczas zatrzymania podejrzanych funkcjonariusze CBŚP wraz z policjantami z Wieliczki zabezpieczyli 20 kilogramów marihuany, 2 kilogramy amfetaminy, a także m.in. pistolet Magnum 44. Czarnorynkowa wartość narkotyków to blisko 350 tys. złotych. Na rzecz przyszłych przyszłych kar udało się zająć majątek dilerów przekraczający 750 tysięcy złotych.

Wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, a także handlem narkotykami. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności. Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Krakowie, Sąd Rejonowy tymczasowo aresztował 8 osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło dwie grupy przestępcze, które specjalizowały się w sprzedaży marihuany, amfetaminy i innych narkotyków na Podlasiu oraz Warmii i Mazurach. Zatrzymano 14 osób – dowiedziała się w piątek PAP w CBŚP. Policjanci białostockiego CBŚP od kilku miesięcy rozpracowywali dwie grupy przestępcze wprowadzające do obrotu różnego rodzaju narkotyki w dwóch województwach: podlaskim i warmińsko-mazurskim.
 
- Obie grupy łączył mężczyzna, który zaopatrywał je w substancje zabronione. Miał on również swoją sieć dilerów. Narkotyki trafiały do dyskotek, a w proceder zaangażowane były całe rodziny – powiedziała rzeczniczka CBŚP kom. Agnieszka Hamelusz.
 
Użyto granatów hukowych

Do zatrzymań doszło w tym samym czasie w kilkunastu miejscach. Jeden z mężczyzn został zatrzymany w Warszawie, podczas jazdy samochodem. – Zatrzymanie miało dynamiczny charakter, a policjanci użyli granatów hukowych, by wykorzystać element zaskoczenia – powiedziała Hamelusz.
 
Jak poinformowała, podczas przeszukania posesji należącej do mężczyzny pies wyszkolony do wykrywania narkotyków wskazał kontener na śmieci. Były w nim ukryte dwa kilogramy marihuany.

12 osób aresztowanych
 
W sumie policjanci zatrzymali w tej sprawie 14 osób, w tym liderów obu grup. W Prokuraturze Okręgowej w Łomży zatrzymani usłyszeli zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej i obrotu narkotykami. 12 osób decyzją sądu zostało aresztowanych.
 
- Obie grupy tylko w ciągu ostatnich miesięcy mogły wprowadzić do obrotu około 20 kilogramów różnego rodzaju narkotyków. Śledztwo ma charakter rozwojowy i policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań – powiedziała rzeczniczka CBŚP.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Za zdolnych do pracy chcą wyższą cenę, innych torturują, by wymusić okup od rodzin. Kobiety są sprzedane jako niewolnice seksualne. To nie zamierzchła historia – takie targi niewolników funkcjonują dziś w Libii. Ich ofiarą padają ludzie, którzy próbują dotrzeć do Europy.

Grupy zbrojne lub siatki przemytnicze chwytają migrantów z Afryki Zachodniej, głównie z Nigerii, Senegalu czy Gambii, gdy ci próbują dotrzeć do libijskiego wybrzeża. Stamtąd uciekinierzy mają nadzieję na łodziach dostać się do Włoch. Jednak przestępcy sprzedają ich na targach niewolników.

Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji (IOM) próbuje nagłośnić ten proceder. Głównym ośrodkiem przemytu migrantów jest miasto Sabha położone na południowym zachodzie kraju. Ludzie w rozmowach z IOM opisywali, że zostali przewiezieni na place lub parkingi, gdzie następnie ich sprzedawano.

Cena za migranta waha się od 200 do 500 dolarów. Osoby mające takie umiejętności jak malowanie czy kładzenie dachówek są wyceniane wyżej od pozostałych, a następnie wykorzystywane np. podczas prac budowlanych.

- Migranci są sprzedawani na targu jak towar – mówi szef IOM na Libię Othman Belbeisi. – Sprzedawanie ludzi staje się nowym trendem wśród przemytników, podczas gdy siatki przemytnicze w Libii rosną w siłę – dodaje.

Ludzie torturowani, by wymusić okup od rodzin

Mężczyzna z Senegalu, z którym rozmawiała IOM, opowiedział, że został sprzedany na jednym z takich targów w mieście Sabha, a następnie zabrany do prowizorycznego więzienia, gdzie przetrzymywano ponad stu migrantów. Jak relacjonował, więźniom kazano dzwonić do rodzin, od których następnie żądano pieniędzy za ich uwolnienie. Niektóre osoby były podczas rozmowy bite, aby bliscy słyszeli, że są torturowane. Gdy nie wpłacano kilkuset dolarów okupu, cena wzrastała.

Według Senegalczyka w więzieniu panowały przerażające warunki. Brakowało jedzenia, a ludzie, którzy nie mogli zapłacić, byli zabijani lub głodzeni na śmierć, a następnie anonimowo chowani. Inny, któremu po dziewięciu miesiącach udało się zebrać pieniądze i opuścić więzienie, trafił do szpitala z powodu skrajnego niedożywienia. Ważył 35 kg.

Według świadków, na których powołuje się IOM, handluje się także kobietami. Kupują je Libijczycy, którzy następnie zabierają je do swych domów i wykorzystują jako niewolnice seksualne.

Migranci zmuszani do ochraniania targów niewolników

Przedstawiciel IOM z Nigru oznajmił, że organizacja potwierdziła informacje o aukcjach w Libii u kilku innych migrantów, którym udało się odzyskać wolność. Osoby te potwierdziły, że istnieje ryzyko bycia sprzedanym jako niewolnik w mieście Sabha.

Sprzedającymi są kierowcy lub lokalni mieszkańcy, którzy wykorzystują migrantów do prac, głównie budowlanych. – Później zamiast im płacić sprzedają swoje ofiary nowym klientom – dodał.

Niektórzy migranci są zmuszani do pracy jako ochroniarze w więzieniach lub na targach – wyjaśnił przedstawiciel IOM.

Tysiące ludzi giną na morzu i pustyni w drodze do Europy

Po zamknięciu szlaku przez Turcję, Grecję i Bałkany trasa z Libii do Włoch przez Morze Śródziemne stała się główną drogą, jaką do Europy próbują się dostać uchodźcy i migranci ekonomiczni z Afryki. W tym roku do Włoch dotarło ponad 26 tys. migrantów, czyli o ponad 7 tys. więcej niż rok temu w tym samym czasie. Ponad 600 zginęło podczas przeprawy morskiej. Liczba tych, którzy ponieśli śmierć podczas podróży na północ przez pustynię, nie jest znana.

W zeszłym roku na niebezpieczną przeprawę zdecydowało się 355 tys. osób. Utonęło co najmniej pięć tysięcy. W lutym Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF opublikował raport, w którym informował, że kobiety i dzieci uciekające z Afryki do Europy przed biedą i wojnami są bite, gwałcone i głodzone w prowizorycznych ośrodkach dla migrantów w Libii.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

W ręce prokuratora trafi 25-latek, który w sklepie – na wystawionym na sprzedaż smartfonie – przeglądał pedofilską pornografię. Mężczyzna nie wylogował się ze swojej poczty, a pracownik gdańskiego sklepu natychmiast zadzwonił po policję, gdy sprawnym okiem podejrzał klienta i zorientował się, czym ten się zajmuje.

Policjantom długo nie zajęło dotarcie do właściciela niewylogowanego konta pocztowego i jeszcze tego samego dnia 25-latek trafił na komendę. – Zatrzymany przebywa obecnie w areszcie, w środę zaplanowane są czynności z jego udziałem – mówi Lucyna Rekowska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

Teraz trafi on w ręce prokuratora, który po rozpoznaniu sprawy zdecyduje, czy i jakie będą mu postawione zarzuty. Sprawa jest dosyć poważna bo – jak donosi portal Trójmiasto.pl – młody mężczyzna może usłyszeć zarzuty dotyczące zarówno posiadania pornografii z udziałem nieletnich, jak i jej rozpowszechniania. Wkrótce poznamy więcej szczegółów tej niecodziennej sprawy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Gdy policjanci pojechali do domu Zbigniewa Stonogi, zastali tam tylko jego żonę. Ta zadzwoniła do męża, który powiedział funkcjonariuszom, że do więzienia się nie wybiera, a teraz przebywa w Monte Carlo. Po tym sąd wydał za skazanym list gończy.

Wyrok roku więzienia dla Stonogi uprawomocnił się w połowie 2015 roku. Skazano go za oszustwo przy sprzedaży wartego 50 tys. zł lexusa. Od tego czasu mężczyzna starał się uniknąć wyroku. Jego prawnik składał kolejne wnioski o odroczenie kary lub zamienienie jej na dozór elektroniczny ze względów zdrowotnych. Ostatecznie w połowie stycznia tego roku sąd nie zgodził się na to. Stonoga miał stawić się w więzieniu 15 lutego. Sąd nie przyjął kolejnych wniosków o odroczenie kary, jednak pomimo tego skazany nie pojawił się w zakładzie karnym.

W zeszłym tygodniu policjanci udali się do domu Stonogi, aby doprowadzić go do więzienia. Skazanego tam nie było, a żona Stonogi oświadczyła, że wyjechał on zagranicę. “Funkcjonariusze dokonali przeszukania domu skazanego pod kątem ujawnienia osoby skazanego, z wynikiem negatywnym” – czytamy w piśmie sądowym, które sam Stonoga pokazał na swoim Facebooku.

Żona zadzwoniła do Stonogi, którym powiedział policjantom, że “przebywa w Monte Carlo” i nie wróci do kraju, zanim jego prawnicy nie rozwiążą sprawy doprowadzenia go do więzienia. W związku z tym sąd uznał, że mężczyzna ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości i dlatego wydano list gończy.

Tego samego dnia Stonoga zamieścił na Facebooku film, na którym rzeczywiście widać, że nie przebywa w Polsce. W nagraniu apelował o zorganizowanie w Warszawie protestu w jego sprawie.
“Wydano list gończy za mną jak za zbrodniarzem”

Informacje o liście oraz komentarz do sytuacji Stonoga zamieścił na swojej stronie na Facebooku. “Wydano list gończy za mną jak za zbrodniarzem” – napisał wczoraj. Zarzuca sądowi, że ten chce go “narazić na utratę życia”. Mężczyzna tłumaczy, że nocą musi być podłączony do aparatury wspomagającej oddychanie.

“Więzienie po moim trupie” – oznajmił w kolejnym wpisie. “Nikomu nic nie zrobiłem, a mimo to całe moje dorosłe życie to jedna wielka bieganina po sądach i trwające wiele lat procesy w których zostałem każdorazowo uniewinniony” – pisze Stonoga.
Kim jest Zbigniew Stonoga?

Głośno zrobiło się o nim w 2012 r., gdy stwierdził, że przez nieudolność skarbówki stracił 1,9 mln zł. Na prowadzonym przez siebie salonie samochodowym wywiesił wulgarny baner o treści: “Wypier…ł nas Urząd Skarbowy W-Wa Targówek na kwotę 1 900 000 złotych. Dziękujemy ci, zasrany fiskusie”.

Stonoga twierdzi też, że pomaga osobom pokrzywdzonym przez polskie prawo, że sam “niesłusznie” przebywał przez trzy i pół roku w więzieniu, że jego matka “została zamordowana”. Toczy też prywatną wojnę z policją, na Facebooku publikuje m.in. filmy z policyjnych interwencji, w tym ten, na którym słychać, jak wyzywa policjanta, który miał wjechać na prywatny teren jego salonu samochodowego, żeby skontrolować kierowcę. Tego typu akcje zyskują mu przychylność internautów nastawionych krytycznie do władzy i organów państwa.

W przeszłości Stonoga był asystentem polityków Samoobrony. Według “Gazety Wyborczej” od 2006 r. jego nazwisko – głównie w roli pozwanego o zapłatę jako dłużnik lub oskarżony – widnieje w aktach 61 spraw. Był skazany m.in. za doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wyniku wprowadzenia w błąd oraz za groźby wobec funkcjonariusza publicznego i znieważenie go.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Uderzenie kryminalnych z Centralnego Biura Śledczego Policji w handlarzy bronią w sieci. Policja rozbiła międzynarodowy gang, który działał na terenie całej środkowej Europy. Funkcjonariusze CBŚP jednego dnia weszli do 100 miejsc w różnych regionach Polski. Zatrzymali kilkanaście osób i znaleźli 340 sztuk broni. To pistolety, karabiny i strzelby na ostrą amunicję. Śledczy twierdzą, że grupa zorganizowała sprzedaż broni przez internet na gigantyczną skalę. Gangsterzy działali w kilku krajach – przede wszystkim w Polsce, Czechach i na Słowacji. RMF FM informuje, że w skład grupy wchodzili też profesjonalni rusznikarze, którzy zajmowali się produkcją i przerabianiem broni.

Z ustaleń Radia Zet wynika, że część osób mogła kupić broń w sieci nie mając świadomości, że pochodzi od przestępców i jest nielegalna. Za posiadanie broni bez zezwolenia grozi kara do ośmiu lat więzienia.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledczy zwalczający cyberprzestępczość wraz z policjantami z Zabrza zatrzymali troje oszustów, którzy za pośrednictwem internetu oferowali do sprzedaży luksusowe auta. W rzeczywistości samochody istniały tylko na zdjęciach, a łatwowierni klienci stracili co najmniej 60 tys. euro i mieli więcej nie zobaczyć wydanych na nie pieniędzy. Zatrzymani to obywatele Rumunii, grozi im 8 lat więzienia.

Policjanci zwalczający cyberprzestępczość wpadli na trop grupy, która trudniła się oszustwami internetowymi na dużą skalę. Jak ustalili, sprawcy za pośrednictwem strony internetowej oferowali do sprzedaży używane luksusowe samochody, w cenach od 30 do 50 tys. euro. Warunkiem zawarcia transakcji było przesłanie do nich odpowiednich dokumentów i wpłacenie na konto bankowe części lub całości zapłaty za pojazd. Nabywcy nigdy nie mieli zobaczyć “swoich” nowych samochodów, bo sprawcy w rzeczywistości nie dysponowali żadnymi z oferowanych pojazdów. Wpłacone przez klientów pieniądze podejmowali w gotówce, ze specjalnie ku temu założonych za pomocą fałszywych dokumentów kont bankowych. Ich działalność ukierunkowana była na klientów z krajów Europy Zachodniej.

Po ustaleniu jakim pojazdem poruszają się członkowie grupy i gdzie aktualnie zamieszkują, policjanci z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością komendy wojewódzkiej w Katowicach, wspólnie ze śledczymi z wydziału przestępczości gospodarczej Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu, przystąpili do akcji. Podejrzani – dwaj mężczyźni w wieku 32 i 39 lat oraz 22-letnia kobieta, zostali zatrzymani w jednym z hoteli w Zabrzu. Znaleziono przy nich kilkanaście rumuńskich dowodów osobistych na różne dane osobowe, liczne karty SIM i 8000 euro.
Żródło info i foto: pOmponik.pl

Podejrzani usłyszeli zarzuty oszustwa za co w więzieniu spędzić mogą nawet 8 lat. Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie pozwolił na zastosowanie wobec podejrzanych tymczasowego aresztu. Straty spowodowane przez działalność grupy są nie mniejsze niż 60 tys. euro, ale policjanci prowadzący sprawę wskazują, że dotychczasowe zarzuty obejmują tylko pewną część czynów popełnionych przez sprawców.
Żródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Co najmniej 500 osób padło ofiarą oszustów, którzy sprowadzali używane samochody z zachodu Europy i przy pomocy zaprzyjaźnionych diagnostyków „odmładzali” roczniki produkcji aut. Funkcjonariusze kieleckiego CBŚP zatrzymali sześciu członków szajki, w tym właścicieli autokomisu i stacji diagnostycznych. Na „rewitalizacji” aut przestępcy zarobili ok. 2,5 mln zł.

„Niemiec płakał, jak sprzedawał” – to jedno z najbardziej cwaniackich zapewnień handlarzy samochodów, którzy chcą przekonać naiwnych klientów, że oferowane im auto jest w bardzo dobrym stanie. Znaczna część samochodów w Polsce to pojazdy używane, sprowadzone z Europy Zachodniej.

O ile przez lata zmniejszyła się szansa, że kupimy pojazd kradziony, to jednak wciąż klienci narażeni są na pomysłowość oszustów. Jednym z najpopularniejszym przekrętów jest „cofanie liczników”. Oszuści z woj. świętokrzyskiego chcieli być bardziej finezyjni.

Autospa

– Funkcjonariusze kieleckiego CBŚP wpadli na ślad grupy, która zajmowała się fałszowaniu roku produkcji zagranicznych samochodów. Na podstawie przerobionych dokumentów sprawcy rejestrowali je w Polsce jako auta młodsze niż w rzeczywistości. Tak przygotowane samochody były następnie oferowane do sprzedaży za cenę wg wartości rocznika danej marki. Pojazdy sprzedawano za pośrednictwem autokomisów i portali internetowych – mówi kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

Za przekrętem stał właściciel jednego z autokomisów i jego pracownik oraz czterech diagnostów, w tym dwóch właścicieli stacji diagnostycznych, wykonujących przeglądy pojazdów. Wszyscy są mieszkańcami województwa świętokrzyskiego. Na każdym „odmłodzonym” samochodzie oszuści zarabiali od 3 do 18 tys. zł. Wiadomo, że ofiarami przekrętów padło co najmniej 500 osób, a przestępcy zarobili blisko 2,5 mln zł.

Podczas zatrzymania u członków szajki zabezpieczono ponad 140 tys. złotych w gotówce oraz sześć samochodów wartych ok. 140 tys. zł. Zatrzymanym grozi do 8 lat więzienia.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Kolejny diler narkotykowy wpadł w ręce policjantów z I Komisariatu Policji w Krakowie. Mężczyzna wpadł, bo zaoferował tabletki esctasy policyjnym tajniakom. Okazało się, że miał do sprzedaży kilkaset takich tabletek. Decyzją sądu zatrzymany został tymczasowo aresztowany.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu. Do nieumundurowanych policjantów patrolujących teren plant krakowskich podszedł młody mężczyzna. Zainteresowany był tym czy w rejonie często pojawia się Policja. Mężczyzna twierdził, że ma do sprzedania ecstasy i nie chciałby wpaść na policjantów. Rozmówcy natychmiast podjęli czynności służbowe i skontrolowali dilera, w wyniku czego w kieszeni jego kurtki ujawnili woreczek z tabletkami ecstasy. Mężczyzna został przewieziony na komisariat.

Podczas sprawdzenia okazało się, że ukrył w odzieży jeszcze 150 tabletek. Po przebadaniu testerem zabezpieczonych środków potwierdziło się przypuszczenie, że są to narkotyki. W toku dalszych czynności ustalono, że podejrzany 26-latek od około 5 lat przebywa w Anglii i do Polski przyjeżdża sporadycznie w odwiedziny do rodziny.

Jeszcze tego samego dnia mężczyźnie przedstawiono zarzuty z art. 62 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (posiadanie znacznej ilości środków odurzających). Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia zastosował wobec zatrzymanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Ponadto zabezpieczono gotówkę w kwocie 1000 zł i 160 funtów brytyjskich.
Żródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Znany olsztyński grafik oskarża władze Uniwersytetu Warmińsko — Mazurskiego o plagiat logo uczelni. Składa zawiadomienie do prokuratury. Wcześniej na temat uczelni do Jarosława Gowina, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pisał Ernest Bejda, szef CBA. Biuro wykryło skandal związanym ze sprzedażą uczelniach gruntów. Uczelnią od lat kieruje Ryszard Górecki, do 2015 roku senator PO.

Uniwersytet Warmińsko — Mazurski to jedna z najmłodszych uczelni w Polsce. Powstała 1 września 1999 roku z połączenia Akademii Rolniczo- Technicznej, Wyższej Szkoły Pedagogicznej i Warmińskiego Instytutu Teologicznego. Od samego początku, z czteroletnią przerwą, Uniwersytetem kieruje Ryszard Górecki, w latach 2007 —2015 senator PO. Kiedy powstawał UMW trzeba było stworzyć nową strukturę, ale też insygnia władzy rektorskiej, czy znak uczelni. Tym zajął się prof. Piotr Obarek, znany olsztyński grafik, były dziekan Wydziału Sztuki UWM, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Z Obarkiem umowę na wykonanie logo UWM podpisał Ryszard Górecki.

Kiedy prof. Obarek zaprojektował już znak graficzny uczelni, Górecki podpisał z nim kolejną umową. Tym razem o przeniesienie praw autorskich. Zgodnie z nią UMW nie mógł dowolnie przerabiać znaku, czy też nie mógł używać go inaczej, niż opisał to prof. Obarek. Gdyby władze uczelni chciały coś zmienić w logo, musiały za każdym razem pytać o zgodę profesora.

Przez kolejne lata logo zaprojektowane przez prof. Obarka stało się rozpoznawalnym symbolem UMW. Zostało zastrzeżone, jako znak towarowy. Ale w grudniu 2015 roku UWM zlecił pracowni z Poznania przerobienie logo. Wbrew umowie uczelnia nie zapytała o zgodę prof. Obarka. Za przeprojektowanie logo UWM zapłacił ponad 4 tys. zł. We wrześniu 2016 roku, tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego, Ryszard Górecki wydał zarządzenie o wprowadzeniu nowego symbolu UWM. Wybuchł skandal.

Profesor Obarek powiadomił Uniwersytet, że ten złamał warunki umowy. — Kieruję zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przez Ryszarda Góreckiego, rektora UWM, przestępstwa z art.115 prawa autorskiego. Nie mogę dopuścić do tego, aby sprawca tego przestępstwa bezkarnie, wbrew prawu, ingerował w formę mojego dzieła i prostym zabiegiem, polegającym na deformacji i zniekształceniu logo, przywłaszczał sobie jego autorstwo — mówi prof. Piotr Obarek.

Złamano prawo

Jak wynika z dokumentów wewnętrznych UWM, odświeżenie logo zaproponowało Biuro Mediów i Promocji uczelni. Prace zlecono jednemu ze studiów graficznych w Poznaniu. Z dokumentów, które posiadamy, wynika, że uczelnia poinformowała agencję, że ma pełne prawa do logo i może je dowolnie zmieniać. Była to nieprawda. Umowa z 1999 roku wyraźnie mówiła, że UMW nabył tylko i wyłącznie prawa majątkowe, a z logo może korzystać w sposób określony przez prof. Obarka.

Projekt zmienionego symbolu UWM dostał latem 2016 roku. We wrześniu 2016 roku Ryszard Górecki, rektor UWM, wydał zarządzanie, w którym zobowiązał wszystkie wydziały do wprowadzenia zmienionego logo uczelni. Od tego momentu miało być używane na pismach uczelni, stronach internetowych, pieczątkach, czy gadżetach. Wtedy o sprawie dowiedział się prof. Obarek.

— Wprowadzenie modyfikacji może prowadzić do powstania tzw. utworu zależnego. Korzystanie z takiego utworu, powstałego w wyniku modyfikacji, wymaga wyraźnego zezwolenia twórcy utworu pierwotnego — mówi mecenas Włodzimierz Głowacki, specjalista od prawa autorskiego i dodaje: — Wprowadzenie modyfikacji do utworu pierwotnego bez zezwolenia twórcy z zasady prowadzi do naruszenia autorskich praw osobistych twórcy logo, tj. prawo do nienaruszalności treści i formy utworu, z czym wiążą się konkretne roszczenia ze strony twórcy.

Prof. Obarek zażądał od uczelni wyjaśnień. Ta najpierw upierała się, że mogła zmienić logo, później jednak przyznała profesorowi rację. Nowe logo, którego projekt został opłacony z pieniędzy podatników, zostało wycofane. Uczelnia, mimo że otrzymała od portalu tvp.info pytania prawie dwa miesiące temu, do dziś nie odpowiedziała.

CBA pisze do Gowina

Ale to nie jedyne kłopoty UWM. Jeszcze w kwietniu 2016 na temat uczelni i Ryszarda Góreckiego pismo do Jarosława Gowina, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wysłał Ernest Bejda, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Redakcja portalu tvp.info ma kopię tego dokumentu. Szef CBA opisuje w nim skandal, jaki Biuro wykryło podczas kontroli na uczelni w 2015 roku. — „Funkcjonariusze CBA stwierdzili nieprawidłowości polegające na nieprzestrzeganiu przez Ryszarda Góreckiego, rektora UWM, regulaminu sprzedaży nieruchomości oraz prawa wieczystego gruntów, których właścicielem jest UWM” — pisze w liście do wicepremiera Gowina szef CBA.

Biuro, jak wynika z dokumentu, wykryło, że kierowany przez Góreckiego UWM sprzedał „41 nieruchomości należących do UWM w trybie bezprzetargowym, osobom do tego nieuprawnionym”. Raport pokontrolny, jak wynika z pisma szefa CBA, trafił do olsztyńskiej Prokuratury Okręgowej, która wszczęła śledztwo. Zostało ono jednak umorzone, bo stawiane przez CBA zarzuty uległy przedawnieniu.

Bejda pisze jednak wprost, że na UWM doszło do popełnienia przestępstwa, które „wypełniało znamiona czynów zabronionych, o których mowa w art. 231 ust 1 kodeksu karnego”. Działki, jak wynika z ustaleń pokontrolnych CBA, niezgodnie z prawem kupowali olsztyńscy prawnicy, politycy PO, a nawet redaktor naczelny dodatku „Gazety Wyborczej”.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »