Mieszkańcy Neapolu stanęli w obronie zatrzymanego mafioso

W Neapolu na południu Włoch mieszkańcy próbowali wyrwać z rąk karabinierów bossa miejscowej mafii, którego funkcjonariusze aresztowali w jego kryjówce – podały media. Boss kamorry Luigi Cuccaro, za którym prokuratura do walki z mafią wydała trzy nakazy aresztowania za zabójstwo i handel narkotykami, ukrywał się od dwóch lat w kolebce swego klanu, neapolitańskiej dzielnicy Barra. Jego kryjówka znajdowała się między ścianami domu. Kiedy opuścił ją w nocy, by udać się na rodzinną uroczystość w domu szwagra, został aresztowany przez karabinierów.

Gdy tylko wieść o tym, co się stało, rozeszła się w dzielnicy, dziesiątki osób wyszły masowo na ulice, by zaprotestować przeciwko zatrzymaniu mafiosa, cieszącego się tam dużym poparciem. Podczas ogromnej szamotaniny wokół radiowozu karabinierów neapolitańczycy bezskutecznie usiłowali wręcz odbić Cuccaro.
Żródło info i foto: onet.pl

Członkowie reżimu Pol Pota przed trybunałem

Przed trybunałem stanęło czterech czołowych członków reżimu Pol Pota, który wymordował 2 mln ludzi. – „W obecnej chwili jest to najważniejszy proces na świecie” – powiedział Stephen Rapp, pełnomocnik rządu USA ds. zbrodni wojennych. – „To największa taka sprawa od czasu procesu norymberskiego” – wtórował mu międzynarodowy oskarżyciel Andrew Cayley. Na ławie oskarżonych zasiedli: główny ideolog reżimu Czerwonych Khmerów 84-letni Nuon Chea, były szef państwa 79-letni Khieu Samphan, minister spraw zagranicznych reżimu 85-letni Ieng Sary oraz jego żona 79-letnia Ieng Thirith, która kierowała resortem ds. społecznych. W latach 1975 –1979 reżim pod ich przywództwem wymordował jedną czwartą populacji Kambodży. Żródło info i foto: rp.pl

Trzej nastolatkowie urządzili bombowy spektakl

Trzej nastolatkowie odpowiedzą za fałszywy alarm o podłożonej bombie w hotelu – pisze se.pl
– „W budynku jest bomba!” – wrzasnęli do słuchawki młodociani żartownisie, dzwoniąc na recepcję jednego z wrocławskich (woj. dolnośląskie) hoteli.
Potem trzej chłopcy w wieku od 15 do 17 lat stanęli w pobliżu budynku, żeby popatrzeć sobie na podjeżdżające radiowozy, karetki pogotowia, pirotechników z psami i ewakuację hotelu. Bezmyślne młokosy nie przewidziały tylko tego, że szybko zostaną namierzeni i zamiast zapierającego dech w piersiach finału akcji ratunkowej, przyjdzie im podziwiać komisariat policji. Za żart nastolatkowie odpowiedzą przed sądem i sądem rodzinnym. Ich rodzice będą musieli pokryć koszty akcji.
Żródło info: se.pl