Starcia na granicy indyjsko-chińskiej. Nie żyje co najmniej 20 żołnierzy

Rośnie napięcie na granicy chińsko-indyjskiej. We wtorek w starciach zginęło tam co najmniej 20 indyjskich żołnierzy, nie wiadomo na razie nic o ofiarach w chińskiej armii. Na granicy Chin i Indii w Dolinie Galwan doszło do starć żołnierzy obydwu państw. Indyjska armia początkowo informowała o śmierci trzech swoich żołnierzy, teraz bilans zwiększył się do 20 – donosi AP.

Co ważne, według strony hinduskiej nie było tam ani jednego wystrzału. Żołnierze Chin i Indii mieli walczyć na gołe pięści i kamienie – są to jednak szczątkowe, niepotwierdzone informacje.

Chiny na razie nie informowały o ofiarach, Pekin ograniczył się jedynie do oskarżenia hinduskich żołnierzy o przekroczenie granicy. Z kolei Hu Xijin, redaktor naczelny dziennika „Global Times”, który uznawany jest za propagandową tubę władz, napisał w jednym z mediów społecznościowych, że w starciach w Dolinie Galwan ucierpieli także Chińczycy.

Napięta sytuacja w tym regionie utrzymuje się już od kilku tygodni. Zarówno Chiny, jak i Indie skierowały na sporny obszar dodatkowe oddziały żołnierzy. Indie twierdzą, że Chińczycy zajęli część ich terytorium (około 38 tys. kilometrów). Chodzi o tereny Aksai Chin, terytorium, do którego prawa roszczą sobie Indie (jako część Kaszmiru), a które zaanektowała ChRL w 1962 roku. Od 1975 roku, mimo stałego napięcia, w regionie Ladakh nie było ofiar śmiertelnych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zamieszki w Paryżu i Londynie. Doszło do starć z policją

Przedstawiciele prawicowych ugrupowań starli się z policją w centrum Londynu – informuje Associated Press. W sobotę w stolicy Wielkiej Brytanii miały odbyć się też protesty przeciwko rasizmowi w ramach ruchu Black Lives Matter, jednak zostały one przełożone z powodu obaw o bezpieczeństwo. Do starć protestujących z policją doszło także w Paryżu.

W sobotę do Londynu przyjechały nie tylko osoby planujące protest w ramach ruchu Black Lives Matter, lecz także przedstawiciele prawicowych ugrupowań oraz członkowie grup kibolskich. Oficjalnie ci drudzy zebrali się po to, by strzec zabytków historycznych, które w zeszłym tygodniu stały się celem protestujących przeciwko rasizmowi.

Najwięcej osób zebrało się w pobliżu pomnika Winstona Churchilla oraz przy grobie nieznanego żołnierza przy Whitehall, które już w piątek zostały zabezpieczone specjalnymi panelami ochronnymi przed ewentualnymi zniszczeniami. Urzędnicy obawiali się, że rzeźby ucierpią, jeśli przedstawiciele skrajnej prawicy pod pretekstem rzekomej ochrony monumentów będą dążyli do konfrontacji z osobami protestującymi przeciwko rasizmowi.

Niektórzy protestujący rzucali butelkami i puszkami w funkcjonariuszy, podczas gdy inni próbowali przedrzeć się przez policyjne bariery. Inni śpiewali angielski hymn.

– Jestem zmęczony sposobem, w jaki władze przez dwa kolejne weekendy zezwoliły na akty wandalizmu przeciwko naszym narodowym zabytkom – mówił podczas protestów Paul Golding, lider skrajnie prawicowej grupy Britain First.

Przedstawiciele ruchu Black Lives Matter odwołali zaplanowaną na sobotę demonstrację mówiąc, że obecność przedstawicieli skrajnej prawicy zagraża bezpieczeństwu manifestujących. Mimo to w sobotę w Hyde Parku odbyła się mniejsza manifestacja przeciwko rasizmowi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jerozolima: Samochód ciężarowy wjechał w grupę żołnierzy. To „Akt terroru”

Prowadzony przez Palestyńczyka samochód ciężarowy w czwartek nad ranem wjechał w grupę izraelskich żołnierzy w Jerozolimie, 14 z nich zostało rannych – podała policja. Z kolei na Zachodnim Brzegu Jordanu doszło do starć z udziałem wojska; zginął 19-letni Palestyńczyk.

Policja traktuje staranowanie żołnierzy przez ciężarówkę jako „akt terroru” – podkreślił rzecznik jerozolimskiej policji Miki Rozenfeld. Przekazał, że jeden z żołnierzy jest ciężko ranny, pozostali odnieśli niegroźne obrażenia.

Do incydentu doszło w chętnie odwiedzanej przez turystów części Jerozolimy, Tachana Riszona, w centrum, gdzie znajduje się wiele restauracji i lokali rozrywkowych. Służby prowadzą pościg za sprawcą ataku, który zbiegł z miejsca wypadku – powiedział Rosenfeld.

Minionej nocy niespokojnie było również w 34-tysięcznym Dżaninie na Zachodnim Brzegu. Zginął tam 19-letni Palestyńczyk, który otworzył ogień w stronę oddziału izraelskich żołnierzy – podaje Reuters. Jest to kolejny przypadek śmierci w ostatnich godzinach; w środę policja zastrzeliła 17-latka uczestniczącego w antyizraelskiej demonstracji.

Palestyńczyk zaczął strzelać, gdy izraelscy żołnierze przystąpili do rozbiórki domu, który był – według informacji wywiadu – składem broni używanym przez grupę zamachowców, odpowiedzialnych za wcześniejsze ataki. Podczas incydentu żołnierze zostali też obrzuceni koktajlami Mołotowa.

Wojsko izraelskie użyło gazu łzawiącego oraz granatów ogłuszających, by rozproszyć tłum, który zgromadził się wokół budynku. Jak zaznaczono w komunikacie izraelskich sił obrony, trwa śledztwo mające wyjaśnić okoliczności śmierci 19-latka.

Środa przyniosła atak lotnictwa izraelskiego na cele Hamasu w Strefie Gazy – przypomina agencja Reutera, dodając, że był to odwet za wystrzelenie stamtąd kilku pocisków, które spadły na pobliskie osiedla żydowskie.

Wzrost napięcia eksperci wiążą z ogłoszeniem przez prezydenta USA Donalda Trumpa planu pokojowego, który nie uwzględnia postulatów Palestyńczyków. Prezydent Autonomii Palestyńskiej odrzucił go w ubiegłym tygodniu. Na spotkaniu szefów MSZ państw arabskich w Kairze Mahmud Abbas oświadczył, że Autonomia zerwała wszystkie związki z USA i Izraelem. Plan został również poddany ostrej krytyce przez Ligę Państw Arabskich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Hiszpania: Starcia separatystów z policją w Barcelonie. Wiele osób rannych

Około 50 osób zostało rannych w starciach w Barcelonie między katalońskimi separatystami a policją. Funkcjonariusze zatrzymali dziewięciu demonstrantów w pobliżu stadionu Camp Nou, na którym rozgrywany był mecz FC Barcelona-Real Madryt.

Pierwsze blokady ulic manifestanci zorganizowali już późnym popołudniem w centrum stolicy Katalonii. Później zablokowali niektóre drogi dojazdowe do stadionu Camp Nou. Niektórzy separatyści zaczepiali udających się na mecz kibiców, a także dziennikarzy relacjonujących wydarzenia spod stadionu.

Do pierwszych starć katalońskich separatystów z policją doszło po godz. 20, kiedy na barcelońskim stadionie rozpoczął się mecz piłkarski. Grupa radykalnych aktywistów wyrywała słupki, znaki drogowe i rzucała w funkcjonariuszy kamieniami.

W odpowiedzi oddziały szturmowe policji użyły broni gładkolufowej oraz pałek rozbijając grupy separatystycznych bojówkarzy. W starciach rannych zostało łącznie około 50 osób.

Do północy funkcjonariusze policji zatrzymali dziewięciu manifestantów. Część z nich ujęto podczas bijatyki separatystów z członkami jednej z młodzieżowych organizacji popierających jedność terytorialną Hiszpanii. Uczestnicy manifestacji zorganizowanej w związku z meczem FC Barcelona-Real Madryt domagają się zwolnienia z więzienia dziewięciu skazanych 14 października na 9-13 lat pozbawienia wolności katalońskich separatystów. Byli oni odpowiedzialni za organizację w 2017 r. w regionie referendum niepodległościowego.

Październikowy werdykt hiszpańskiego Sądu Najwyższego doprowadził do trwających ponad dwa tygodnie zamieszek, w których łącznie rannych zostało ponad 650 osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Starcia z policją na ulicach Barcelony. Wielu rannych

W Barcelonie w wieczornych starciach katalońskich separatystów z policją ponad 80 osób zostało rannych. Protesty mają związek z ogłoszonym w poniedziałek rano przez hiszpański Sąd Najwyższy orzeczeniem, skazującym 9 katalońskich polityków na kary więzienia od 9 do 13 lat.

Po północy służby medyczne Katalonii poinformowały, że ponad 80 osób potrzebowało pomocy lekarskiej lub ambulatoryjnej wskutek zamieszek trwających od późnego popołudnia w różnych częściach Barcelony. Pierwsze manifestacje niezadowolonych z wyroku skazującego katalońskich separatystów rozpoczęły się spontanicznie po południu na ulicach największych miast regionu: Barcelony, Tarragony oraz Girony. Po próbie zablokowania barcelońskiego lotniska El Prat przez protestujących policja użyła pałek i gazu łzawiącego, aby rozpędzić manifestantów. Wprawdzie do północy udało się wyprzeć większość protestujących z głównego portu lotniczego regionu, ale wciąż nie przywrócono porządku na terenie obiektu.

Według władz lotniska El Prat z powodu blokady oraz starć policji z manifestantami, w których ucierpiało 38 osób, w poniedziałek wieczorem odwołano ponad 100 lotów. Kilkanaście tysięcy manifestantów blokowało od wieczora główne ulice Barcelony. Większość z nich przyniosła ze sobą flagi Katalonii. W niektórych miejscach manifestanci starli się z policją lub obrzucili funkcjonariuszy kamieniami. Przed północą zwolennicy separatyzmu zablokowali też kilka tras szybkiego ruchu w Katalonii, w tym jedną z autostrad w okolicach Tarragony.

Katalońscy separatyści skazani

W poniedziałek rano Sąd Najwyższy skazał 9 katalońskich separatystów na kary od 9 do 13 lat więzienia za podburzanie w związku z nielegalnym referendum niepodległościowym w tym regionie Hiszpanii z 1 października 2017 r. Trzej pozostali oskarżeni w trwającym od lutego 2019 r. procesie zostali uznani za winnych tylko nieposłuszeństwa i uniknęli kary więzienia. Po południu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wyraził przekonanie, że orzeczenie SN „zostanie w pełni wykonane”. Zaznaczył, że liczy, iż partie opozycyjne, reprezentowane w Kongresie Deputowanych, staną po stronie rządu po werdykcie skazującym katalońskich separatystów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kolejne starcia na ulicach Hongkongu

Demonstranci w Hongkongu obrzucili policjantów butelkami z płynem zapalającym i cegłami. Funkcjonariusze wystrzelili pojemniki z gazem łzawiącym, użyli także pałek. Co najmniej kilkunastu demonstrantów zostało zatrzymanych, nie ma informacji o rannych.

W regionie Kwun Tong w dzielnicy Kowloon, gdzie zebrali się demonstranci, zamknięto cztery stacje metra. Firma zarządzająca metrem krytykowana była przez chińskie media rządowe, że wspomaga protestujących nie reagując na wykorzystywanie przez nich stacji kolejki jako schronienia przed policją.

Uczestnicy protestów grozili ponowną blokadą hongkońskiego lotniska. Do terminala wpuszczane są jednak tylko osoby posiadające potwierdzone rezerwacje na lot oraz dokumenty tożsamości. Lotnisko działa normalnie.

W piątek wieczorem około 130 tys. osób wzięło udział w żywym łańcuchu, inspirowanym „bałtyckim łańcuchem” sprzed 30 lat. Trzymając się za ręce mieszkańcy Hongkongu w pokojowy sposób protestowali przeciwko polityce hongkońskich władz.

W Hongkongu, do 1997 roku brytyjskiej kolonii, od wielu tygodni trwają starcia demonstrantów z policją. Pierwotną przyczyną kryzysu był zgłoszony przez władze Hongkongu projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych.

Początkowo krytycy projektu wyrażali swój sprzeciw w masowych, pokojowych marszach. W jednym z nich przeszły, według organizatorów, prawie dwa miliony osób. Nie przekonało to jednak władz do wycofania projektu, choć w czerwcu, po pierwszych brutalnych starciach demonstrantów z policją, prace nad nim zostały bezterminowo zawieszone.
Źródło info i foto: TVP.info

Bratysława: Wielka bijatyka z udziałem polskich pseudokibiców. Zdemolowano wiele restauracji

W środę wieczorem, w centrum Bratysławy, doszło do gwałtownego starcia piłkarskich pseudokibiców. Według informacji policji i słowackich mediów, wśród walczących byli chuligani Cracovii, Lewskiego Sofia i Ajaksu Amsterdam. W ruch poszły pięści, noże, rzucano ciężkimi przedmiotami, zdemolowano pobliskie restauracje. Jak dowiedział się tvn24.pl, 107 osób zostało zatrzymanych i oskarżonych o chuligaństwo. Wśród nich jest 41 Polaków, 15 Holendrów i 51 Bułgarów. 17 osób zostało rannych.

Jak podaje portal słowackiego dziennika „SME”, pobili się kibice Cracovii (w czwartek Pasy w Dunajskiej Stredzie rozegrają pierwszy mecz eliminacyjny w Lidze Europy) i Lewskiego Sofia (bułgarski zespół będzie rywalizować w Rużomberku). Chuliganów z Polski mieli w pewnym momencie wesprzeć fanatycy Ajaksu Amsterdam. Bijatyka trwała ponad 15 minut.

Stu funkcjonariuszy

„Mimo że policja była przygotowana na możliwość zakłócenia porządku publicznego przez fanów z Bratysławy i z Polski, doszło do przypadkowego starcia między polskimi i bułgarskimi kibicami na ulicy Venturskiej” – podała miejscowa policja na swoim profilu w mediach społecznościowych. Poinformowano także, że w akcji wzięło udział 100 funkcjonariuszy. Bezpośrednio po awanturze na miejscu starć pseudokibiców policja zatrzymała kilkadziesiąt osób, a następne kilkanaście zostało schwytanych nieopodal miejsca zajścia. Z uwagi na bezpieczeństwo przechodniów, zamknięto część ulic.

Jak podano, kilkunastu rannych zabrały karetki. Według źródeł tvn24.pl w słowackiej policji, w sumie zatrzymano 107 osób. O chuligaństwo oskarżono 41 Polaków, 51 Bułgarów i 15 Holendrów.

Środki ostrożności

Słowacka policja była cały dzień w gotowości, ponieważ tego dnia ochraniała mecz miejscowego Slovana z czarnogórskim FK Sutjeska Niksić w 1. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Jak twierdzą źródła policyjne, pseudokibice Ajaksu planowali zakłócić jago przebieg, poprzez starcie z fanami z Bratysławy, ale zostali powstrzymani. Policja wiedziała też, że do miasta przyjadą fanatycy Cracovii, i – jak poinformowano – podjęła szczególne środki ostrożności. Niestety, nie udało się zapewnić całkowitego bezpieczeństwa w centrum miasta, w którym około godziny 21. doszło do bardzo groźnych starć. W ich efekcie zdemolowanych zostało wiele restauracji.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Tbilisi: 70 rannych w nocnych starciach

Blisko 70 osób, w tym policjanci i dziennikarze, trafiło do szpitali w wyniku starć w stolicy Gruzji, Tbilisi. W demonstracjach wzięło udział 10 tysięcy osób. Wywołało je wystąpienie rosyjskiego deputowanego w gruzińskim parlamencie.

O blisko 70 rannych, w tym 39 policjantach, mówił Dawid Sergienko, doradca premiera Gruzji, Mamuki Bachtadze. Lokalne media podają jednak, że dokładna liczba poszkodowanych nie jest znana. Według portalu informacyjnego „Gruzja Online” chodzi o kilkadziesiąt osób, w tym dziennikarzy. Z kolei telewizja Rustavi-2 podała, że do szpitali trafiło 100 rannych demonstrantów.

Gruzja. Protesty i starcia z policją

Policja odzyskała kontrolę nad centrum Tbilisi nad ranem w piątek. Protesty zaczęły się po południu w czwartek, wieczorem przerodziły się w starcia. Na ulice gruzińskiej stolicy wyszło około 10 tysięcy osób. Tłum zebrał się przed siedzibą parlamentu próbował go szturmować. Według niektórych z relacji, części demonstrujących udało się wedrzeć do środka. Policja miała użyć pałek, gazu łzawiącego i gumowych kul. Protestujący rzucali butelkami i kamieniami. Według gruzińskich portali, uczestnicy demonstracji wdarli się też do siedziby rządzącej partii Gruzińskie Marzenie i zdemolowali biura.

Rosjanie w gruzińskim parlamencie

Gruzinów zdenerwowało pojawienie się w ich parlamencie rosyjskiej delegacji. Przebywała w kraju w ramach spotkania parlamentarzystów z krajów prawosławnych. Po tym, jak rosyjski deputowany Siergiej Gawriłow wygłosił przemówienie z miejsca przewodniczącego parlamentu, tysiące ludzi wyszły na ulice. Po to, by przypomnieć, iż Rosja okupuje część terytorium Gruzji. Jak podaje agencja AP Siegiej Gawriłow w przeszłości wspierał separatystyczne dążenia Abchazji oraz Osetii Południowej, nad którą Gruzja straciła kontrolę po wojnie z Rosją w 2008 roku. Po tym kraje zerwały stosunki dyplomatyczne.

Gruzini, w tym część posłów, żądali dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów. Organizatorzy protestu wezwali swoich zwolenników, aby dziś wieczorem ponownie wyszli na ulice.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Krwawe walki w Izraelu. Zabito 4 Palestyńczyków, w tym kobietę w ciąży

W sobotnich nalotach izraelskiego lotnictwa życie straciły 4 osoby, w tym kobieta w ciąży i 14-miesięczna dziewczynka. W regionie dochodzi do kolejnych starć. Palestyńskie służby informują o zabitych i rannych. To efekt sobotniej wymiany ognia, w której Izrael zaatakował palestyńskie cele, a bojownicy odpowiedzieli 250 pociskami rakietowymi.

Efekt? Po stronie palestyńskiej nie żyją 4 osoby. Poza kobietą i dzieckiem ofiary to dwóch mężczyzn. Jak informują media, jeden z nich to bojownik Hamasu.

Z kolei Izraelowi udało się zneutralizować większość lecących w ich kierunku pocisków. Te, które spadły na ziemię, uderzały głównie w niezamieszkane tereny. Lekko ranne zostały 2 osoby (mężczyzna w Aszkelonie i starsza kobieta w Kirjat Gat). Do ostrzału rakietowego Izraela przyznał się Islamski Dżihad, dodając, że to odpowiedź na przemoc, do jakiej doszło w piątek. Wówczas również życie straciło 4 Palestyńczyków.

Palestyński „Wielki Marsz Powrotu”

Przypomnijmy, że protesty w Strefie Gazy trwają od marca 2018 roku. Są one określane przez uczestników jako „Wielki Marsz Powrotu”. Zginęło w nich już co najmniej 273 Palestyńczyków, zastrzelonych przez izraelskie siły bezpieczeństwa i wojsko. W wyniku jednego z takich protestów w ostatnich dniach doszło do starć. Życie straciło 4 Palestyńczyków którzy odpowiedzieli ogniem.

Izraelskie służby podawały w sobotę, że przechwyciły w sumie około 50 rakiet wystrzelonych w ich kierunku.
Źródło info i foto: wp.pl

Paryż: Starcia policji z przeciwnikami Macrona

Podczas demonstracji przeciwko polityce prezydenta Francji Emmanuela Macrona doszło do starć z policją. Uczestnicy protestu zaatakowali funkcjonariuszy kamieniami, butelkami i metalowymi prętami. Ci, odpowiedzieli odpowiedzieli gazem łzawiącym, armatkami wodnymi i pałkami. Większość uczestników protestu w Paryżu to „żółte kamizelki” – osoby, które protestują przeciwko niedawnym podwyżkom cen benzyny i coraz gorszym warunkom życia. W tłumie, znajdują się również ubrani na czarno anarchiści.

Demonstranci, mimo wydanego zakazu, wtargnęli na Pola Elizejskie, gdzie… wznoszą barykady.

Próbują się zbliżyć do Pałacu Elizejskiego by protestować pod oknami siedziby Macrona.
Źródło info i foto: telewizjarepublika.pl