300 funkcjonariuszy CBA, miliardy strat i 18 zatrzymanych

Prawie 300 agentów CBA, przy wsparciu Straży Granicznej oraz Żandarmerii Wojskowej, zatrzymało 18 osób. Sprawa dotyczy przetransferowania co najmniej 8,6 mld zł za granicę za pośrednictwem krajowej instytucji płatniczej. Jak poinformował portal tvp.info rzecznik CBA, chodzi o postępowanie prowadzone przez warszawską delegaturę Biura pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie, które dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej

Biuro – w wyniku kilkumiesięcznej pracy – zatrzymało w tej sprawie nad ranem 18 osób, w ponad 60 miejscach trwają przeszukania.

– Z ustaleń śledczych wynika, że grupa za pośrednictwem krajowej instytucji płatniczej wytransferowała poza granice kraju co najmniej 8,6 mld zł. Środki te miały pochodzić z nieuiszczania należności podatkowych bądź też ich płatności w niepełnym wymiarze. Grupa działała w ramach 26 firm zarządzanych przez obywateli Polski, Wietnamu, Chin i Ukrainy, którzy swoją działalność gospodarczą prowadzili głównie na terenie Wólki Kosowskiej. Podejrzani mogli działać na terenie kraju od 2016 do 2019 roku – wyjaśnia.

Według CBA firmy nie składały sprawozdań finansowych do KRS lub też składały je, wykazując dochody i obroty nieporównywalne do wysokości zlecanych transferów pieniężnych.

Poniesiona przez Skarb Państwa szkoda w postaci nieuiszczanych podatków VAT i CIT jest aktualnie wyliczana.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano poszukiwanego obywatela Uzbekistanu. Przywłaszczył sobie auta o ogromnej wartości.

Obywatel Uzbekistanu był poszukiwany przez litewski wymiar sprawiedliwości. 36-latek od kilku lat mieszkał w Niemczech. Zatrzymany został przez funkcjonariuszy Straży Granicznej na przejściu w Grzechotkach (woj. warmińsko-mazurskie). Mężczyzna przywłaszczył sobie auta o ogromnej wartości.

Funkcjonariusze Straży Granicznej na przejściu w Grzechotkach zatrzymali obywatela Uzbekistanu poszukiwanego europejskim nakazem aresztowania. Cudzoziemiec przywłaszczył sobie auta o szacunkowej wartości 67 tys. euro. Z Placówki Straży Granicznej w Grzechotkach cudzoziemiec został przekazany policjantom. Mówi Mirosława Aleksandrowicz, rzecznik prasowy Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej.

– „Mężczyzna stawił się do odprawy granicznej na kierunku wjazdowym do Polski 31 stycznia. W trakcie kontroli funkcjonariusze straży granicznej ustalili, że obcokrajowca mieszkającego w Berlinie od 5 lat poszukuje litewski wymiar sprawiedliwości. Okazało się, że 36-latek na terenie Niemiec obiecał sprzedać Audi Q7 i zarejestrować Audi A6, należące do obywatela Litwy. W rezultacie jednak obywatel Uzbekistanu wraz z powierzonymi mu pojazdami zniknął”.
Źródło info i foto: se.pl

Straż Graniczna: Wietnamczycy przemycali rodaków na zachód Europy

Trzech wietnamskich biznesmenów zostało oskarżonych przez lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej o organizowanie przemytu swoich rodaków przez Rosję, kraje nadbałtyckie i Polskę na zachód Europy. „Bilet do raju” kosztował 15 tys. dolarów. Gang oferował przerzut do Niemiec, Belgii, Francji czy Wielkiej Brytanii. Z jego usług skorzystały co najmniej dziesiątki Azjatów.

Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko liderom gangu, a także pięciu ich podwładnym i dwóm „podwykonawcom”.

Trzej Wietnamczycy odpowiedzą za „kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz nielegalne organizowanie innym osobom przekraczania wbrew przepisom granicy Rzeczpospolitej Polskiej”. Azjatom grozi do 10 lat więzienia. Pozostałe osoby zostały oskarżone między innymi o udział we wspomnianym gangu oraz przemyt ludzi. Grozi im do 5 lat pozbawienia wolności.

Nadbałtycki szlak

Na trop przemytników ludzi wpadli funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie wespół z lubelskim „pezetami”. Gang był bardzo dobrze zorganizowany. Wietnamczycy wyszukiwali w ojczyźnie chętnych do wyjazdu do Europy Zachodniej. „Bilet do raju” kosztował 15 tys. dolarów. Rodziny migrantów płaciły dopiero, gdy ich bliscy znajdowali się już na terenie Polski.

Azjaci przylatywali legalnie do Rosji. Tam czekali już na nich przemytnicy, najczęściej byli to Czeczeni z rosyjskimi paszportami. Przerzucali grupy Wietnamczyków przez Białoruś, Ukrainę na Łotwę i Litwę. Tam na migrantów czekali już kierowcy, którymi byli najczęściej Polacy lub Litwini.

Kurierzy przewozili Azjatów do „poczekalni”. Były to najczęściej domy i mieszkania czy siedziby firm w rejonie między innymi Wólki Kosowskiej, Mrokowa czy Warszawy. Tam migranci mogli liczyć na wyżywienie i kontakt z bliskimi. Lokale udostępniali Wietnamczycy mieszkający w Polsce legalnie. Gdy przemytnicy otrzymywali potwierdzenie wpłaty 15 tys. dolarów, Azjatów przerzucano do krajów Europy Zachodniej. Głównie do Niemiec i Francji.

Pod przykrywką biznesu

Grupa funkcjonowała co najmniej od 2012 do 2017 roku. Śledczy ustalili, że choć gang działał w Polsce i w naszym kraju działali organizatorzy nielegalnych operacji, to jednak bossowie byli w stałym kontakcie z osobami znajdującymi się na terytorium między innymi Słowacji i Czech, gdzie również jest bardzo silna i hermetyczna diaspora wietnamska. Przestępcy zbudowali rozległą sieć kontaktów, mieli współpracowników w Wietnamie, Rosji, Białoruś, Ukrainie, Polsce, Niemczech, Francji oraz Belgii.

Na czele gangu stali Wietnamczycy od lat mieszkający legalnie w rejonie Warszawy i Wólki Kosowskiej (najliczniejszym skupisku Azjatów w Polsce). Oficjalnie bossowie byli biznesmenami, do których należało wiele punktów w centrach handlowych stolicy, Wólki i Konina. To oni mieli zlecać Polakom lub Litwinom znalezienie kierowców, chętnych do przemytu migrantów.

W ostatnich latach prokuratura i pogranicznicy zatrzymali ponad 20 osób związanych z rozbitym gangiem.
Źródło info i foto: TVP.info

Dwóch Polaków werbowało ludzi do pracy w Niemczech. Zostali zatrzymani za handel ludźmi

Dwóch mieszkańców Warmii i Mazur stanie przed sądem. Są oni podejrzani o handel ludźmi. To wynik śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej w Braniewie pod nadzorem Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Funkcjonariusze Straży Granicznej ustalili, że międzynarodowa grupa przestępcza działała w latach 2014 – 2016 w Polsce, Niemczech i na Łotwie.

Dwóch Polaków należących do grupy werbowało swoich rodaków, będących w trudnej sytuacji finansowej, do pracy w Niemczech. Następnie pod pretekstem legalizacji zatrudnienia, wykorzystywano dane osobowe ofiar. Pokrzywdzonym zakładano konta i firmy, na które wyłudzano dofinansowania. Z kolei otwarte rachunki bankowe były wykorzystywane do wprowadzania do obiegu fałszywych dokumentów i prania brudnych pieniędzy.

Pod pozorem wykonywania legalnej pracy te osoby były wywożone do Niemiec, gdzie na ich dane osobowe zakładane były konta bankowe, działalności gospodarcze. Oczywiście te osoby nie podejmowały żadnej pracy, dostawały symboliczne pieniądze, np. 50 euro na powrót do domu, a ich dane i konta były wykorzystywane przez innych członków grupy przestępczej działającej w Niemczech – mówi w rozmowie z reporterem RMF FM oficer operacyjny warmińsko-mazurskiej Straży Granicznej. Poszkodowanych może być nawet 20 osób.

Mężczyźni przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów. 24 i 25-latkowi za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się handlem ludźmi, grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.
eŹródło info i foto: RMF24.pl

SG rozbiła grupę przemytników ludzi

Szajka specjalizująca się w organizowaniu i ułatwianiu nielegalnej migracji cudzoziemcom z państw Bliskiego Wschodu i Zakaukazia została rozbita przez funkcjonariuszy Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Wśród zatrzymanych jest adwokat, który był pełnomocnikiem w postępowaniach cudzoziemców w postępowaniach administracyjnych.

Według śledczych, grupa działała od lutego 2015 roku do września 2019 roku na terenie Warszawy i innych miejscowości na terenie kraju. Z dotychczas zebranego materiału dowodowego, wiadomo, że grupa przestępcza zalegalizowała pobyt w naszym kraju kilkudziesięciu cudzoziemcom, w głównej mierze obywatelom Pakistanu i Indii, czerpiąc z tego korzyść materialną – przekazała rzecznik Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej.

Płacili od 4 do 10 tys. euro

Z ustaleń śledczych wynika, że grupa, aby zalegalizować pobyt cudzoziemców, m.in. zakładała podmioty gospodarcze, zawierała fikcyjne umowy najmu i o pracę, a następnie przedkładała je w postępowaniach administracyjnych. Za ich pomoc cudzoziemcy musieli zapłacić od 4 do 10 tys. euro.

Do zatrzymania członków grupy doszło pod koniec listopada w Warszawie i Otwocku. Łącznie zatrzymano trzy osoby: 47-letniego czynnego zawodowo adwokata Andrzeja M., który występował w roli pełnomocnika cudzoziemców w postępowaniach administracyjnych, oraz matkę z synem, którzy prowadzili kancelarię doradztwa prawnego oraz ekonomicznego.

W trakcie przeszukań firm i mieszkań członków grupy, funkcjonariusze zabezpieczyli dyski, telefony, karty SIM, różnego rodzaju notatki zawierające informacje dotyczące danych cudzoziemców, jak również dokumentację związaną z reprezentowaniem cudzoziemców przed urzędami wojewódzkimi w postępowaniach administracyjnych dotyczących legalizacji pobytu – dodała Bielec-Janas.

Wskazała również, że podczas przeszukania zabezpieczono ponad 100 tysięcy złotych w różnych walutach.

Grupa usłyszała zarzuty

Rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik podała, że prokurator Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił zatrzymanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przedkładania nierzetelnych i podrobionych dokumentów, oraz umożliwienia lub ułatwienia pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wbrew przepisom w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.

Jak dodała, wobec dwóch podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe – wobec adwokata 50 tys. złotych, natomiast wobec drugiego podejrzanego 40 tys. zł. Wobec podejrzanej kobiety zastosowane są środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji i zakazu opuszczania kraju – podkreśliła Bialik.

Z kolei ppor. Dagmara Bielec-Janas poinformowała, że sprawa ma charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Straż Graniczna zatrzymała 8 Wietnamczyków. „Wjazd” mieli odpracować

Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymali 8 Wietnamczyków przebywających nielegalnie w Polsce. Pięciu z nich przyznało, że za podróż z Azji do Europy zapłaciło od 1 tys. do 15 tys. dolarów. W handlowym zagłębiu na terenie podwarszawskiej Wólki Kosowskiej znaleźli się najprawdopodobniej po to, by odpracować koszty podróży do Polski.

Do zatrzymań Azjatów w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej doszło w piątek. Wszyscy mężczyźni w wieku od 26 do 44 lat są obywatelami Wietnamu. W Wólce Kosowskiej zajmowali się różnego rodzaju pracami dorywczymi, m. in. handlem, gastronomią czy przewożeniem towarów w obrębie azjatyckiego centrum.

Bez wiz i dokumentów, jeden z cudzym paszportem

Podczas kontroli funkcjonariusze z Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej ustalili, że zatrzymani Wietnamczycy nie mieli ważnych wiz lub innych dokumentów, które uprawniałyby ich do wjazdu i pobytu w Polsce. Co więcej – czworo z nich nie posiadało żadnego dokumentu potwierdzającego tożsamości, a jeden legitymował się cudzym paszportem.

Cudzoziemcy dostali się do Polski nielegalnie i prawdopodobnie dlatego nie podjęli żadnych prób uzyskania zezwolenia na pobyt w naszym kraju. Pięciu z nich przyznało, że za podróż z Azji do Europy zapłaciło od 1 tys. do 15 tys. dolarów amerykańskich. Prawdopodobnie w handlowym zagłębiu na terenie Wólki Kosowskiej znaleźli się po to, aby odpracować koszty podróży do Polski.

Sześciu trafiło do ośrodka

Obywatele Wietnamu otrzymali decyzje zobowiązujące do powrotu oraz zakaz ponownego wjazdu do Polski i innych państw obszaru Schengen przez 3 lata. Ponadto zatrzymani usłyszeli zarzuty nielegalnego przekroczenia granicy państwowej, a jeden z nich także zarzut posłużenia się dokumentem stwierdzającym tożsamość innej osoby.
Komendant Placówki Straży Granicznej w Warszawie skierował wnioski do sądu o umieszczenie sześciu z zatrzymanych mężczyzn w jednym ze strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rozbity gang przemycił do Polski ponad 13 tys. cudzoziemców

Straż Graniczna pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Lublinie rozbiła gang przemytników ludzi. Z pomocą szajki do Polski nielegalnie wjechało ponad 13 tysięcy cudzoziemców. Zatrzymano 17 osób, w tym szefa grupy. O sprawie informuje RMF. Gang działał od 2012 roku. Ściągał do Polski Rosjan, Ukraińców, a także obywateli Turcji, Iranu i Libanu. Część z nich wyjeżdżała potem dalej na Zachód.

Proceder polegał na wystawianiu fałszywych dokumentów, na podstawie których cudzoziemcy mogli starać się o wizę i pracę w Polsce. Przestępcy brali za tę „pomoc” pieniądze. Z wyliczeń śledczych wynika, że grupa zarobiła prawie dwa i pół miliona euro.

W sprawie zatrzymano 17 osób. 62-letni Krzysztof Ł., 51-letnia Natalia B. i 43-letnia Marine G. usłyszeli zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. W stosunku do 13 podejrzanych prokurator zastosował zakaz opuszczania kraju i dozór policji. Wobec czterech osób zastosowano tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: wp.pl

Zatrzymany w Dorohusku Ihor Mazur zwolniony z aresztu. Niejasna postawa polskich służb

Zatrzymany w sobotę przez polską Straż Graniczną na wniosek Rosji współpracownik Rzecznika Praw Obywatelskich Ukrainy Ihor Mazur został zwolniony z aresztu, jak poinformowała nas prokuratura w Lublinie. Mimo pozytywnych deklaracji polskiej wicemarszałek sejmu i polskiego MSZ w sprawie Mazura, niejasna jest postawa polskich służb specjalnych.

W niedzielę o godzinie 16 w Sądzie Okręgowym w Lublinie miało odbyć się posiedzenie w sprawie zatrzymania Ihora Mazura na siedem dni. Niespodziewanie posiedzenie odwołano. – Posiedzenie zostało odwołane, ponieważ prokuratura cofnęła wniosek o zastosowanie wobec Ihora M. aresztu na siedem dni. To do niej trzeba kierować pytania – powiedziała nam rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie Barbara Markowska.

Ambasada potwierdza zwolnienie z aresztu

– Wniosek nie został formalnie złożony, ponieważ ukraiński konsul zapewnił nas, że ścigany będzie przebywał na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej – poinformowała nas rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, dodając, że Ihor Mazur został zwolniony z aresztu. Informacje o zwolnieniu Mazura potwierdziła nam ambasada Ukrainy w Polsce.

– Prokuratura uwzględniła wniosek, moją prośbę, żeby na moje poręczenie osobiste zwolnić pana Ihora – powiedział konsul generalny Ukrainy w Lublinie Wasyl Pawluk. Mazur ma przebywać w konsulacie Ukrainy w Lublinie, jak tłumaczył Pawluk, „do czasu, kiedy skończą się w sądzie te procedury, które powinny być w sadzie rozpatrzone, zgadnie z przepisami”.

Wcześniej o zwolnieniu Mazura poinformowała rzecznik praw człowieka Ukrainy Ludmyła Denisowa. „Podkreślam, że wszyscy, którzy zajmują się kwestią uwolnienia i powrotu do domu naszego obywatela dokładają wszelkich wysiłków, by nie stał się on zakładnikiem zemsty politycznej Federacji Rosyjskiej” – napisała Denisowa na Facebooku.

Przypomnijmy. Ihor Mazur to weteran walk z prorosyjskimi separatystami w Donbasie, członek skrajnie prawicowej organizacji UNA-UNSO i współpracownik sekretariatu rzecznika praw człowieka Ukrainy. Mazur został zatrzymany przez polską Straż Graniczną na przejściu granicznym między Polską i Ukrainą w Dorohusku. Do zatrzymania doszło na podstawie listu gończego Interpolu, jaki wystawiła strona rosyjska.

Tego rodzaju powiadomienia Interpolu są powszechną strategią stosowaną przez autorytarne reżimy wobec niewygodnych dla nich osób. Zwykle reżimy umieszczają te osoby w bazach Interpolu na podstawie sfabrykowanych zarzutów. W takich przypadkach inne kraje są zobowiązane do zatrzymywania tych osób, zwykle podczas kontroli granicznych. Po nieudanym zamachu w Turcji reżim Erdogana skierował do Interpolu wnioski o umieszczenie w ich bazach 60 tys. osób. Także Rosja bije rekordy pod względem liczby zgłaszanych do Interpolu osób.

Rzecznik Praw Obywatelskich deklaruje pomoc

W sprawę zaangażowały się aktywnie instytucje i politycy po obu stronach granicy. Wicemarszałek sejmu Małgorzata Gosiewska powiedziała Onetowi, że tego rodzaju wpis do baz Interpolu zmusił polską stronę do zatrzymania na granicy Ihora Mazula, lecz nie wyobraża sobie, żeby został on wydany Rosji.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zadeklarował udział jego biura w sprawie Mazura i dodał, że „mamy wieczny problem z Interpolem, korzystanie z jego mechanizmów jest pozbawione wystarczającej kontroli demokratycznej, w związku z czym może dochodzić do nadużyć w zakresie wpisywania ludzi do jego baz danych”.

W niedzielę krytycznie o wykorzystywaniu Interpolu wypowiedział się szef MSZ Jacek Czaputowicz: – Zdarza się, że czasami strony porozumienia Interpolu nadużywają możliwości wpisania na listę. Myślę, że te kwestie będą analizowane, badane, odpowiednie decyzje przez odpowiednie organy polskie będą podjęte zgodnie z prawem międzynarodowym – powiedział minister Czaputowicz podczas spotkania z dziennikarzami w Berlinie.

Niejasna w tej sprawie jest postawa polskich służb. W sobotę o godz. 18:14 Onet skontaktował się z rzecznikiem ministra koordynatora służb specjalnych Stanisławem Żarynem z prośbą o komentarz w kwestii zatrzymania Ihora Mazura. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Pół godziny później na stronie internetowej TVP Info pojawiła się informacja o zatrzymaniu ze zdaniem: „Jak powiedział portalowi TVP Info oficer jednej ze służb, mężczyzna był w przeszłości członkiem radykalnej banderowskiej organizacji”. Po jakimś czasie pracownicy TVP Info wykasowali tę informację z artykułu oraz towarzyszącego mu wpisu na Twitterze.

Ukraińskie MSW: Rosja niewłaściwie wykorzystuje instrumenty Interpolu

Oburzenie postępowaniem Rosji wyraził na swoim profilu na Facebooku ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca, pisząc, że „to nie pierwszy przypadek, kiedy RF wykorzystuje międzynarodowe egzekwowanie prawa do prześladowań politycznych”.

Ambasador Deszczyca poinformował, że pozostaje w stałym kontakcie z ukraińskim MSZ, MSW, Rzecznikiem Praw Obywatelskich, Parlamentem, Prokuratorem Generalnym i parlamentarzystami, a także z polskimi MSZ, Sejmem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich oraz aktywistami. Dodał, że działania na rzecz Mazura podejmują polskie media, portale społecznościowe oraz partie polityczne.

Sprawa zatrzymania Mazura od soboty jest szeroko komentowana w ukraińskich mediach. Do całej sprawy ustosunkowało się także tamtejsze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Według strony ukraińskiej Rosja naruszyła art. 2 i 3 statutu Interpolu, które zabraniają nieuzasadnionego prześladowania i ingerencji w kwestie wojskowe, polityczne, religijne i rasowe.

„Federacja Rosyjska oskarża naszego obywatela o rzekomy udział w latach 1994–2000 w formacji zbrojnej w starciach bojowych z siłami federalnymi w Czeczenii. W rezultacie kilku rosyjskich żołnierzy zostało zabitych i poważnie rannych. W związku z tym Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Ukrainy natychmiast zwróciło uwagę Sekretariatu Generalnego Interpolu na kolejną próbę Federacji Rosyjskiej niewłaściwego wykorzystania kanałów i instrumentów Interpolu do politycznie motywowanych prześladowań obywateli Ukrainy – napisał w oświadczeniu Arsen Awakow, minister spraw wewnętrznych Ukrainy.

Mazur po swoim uwolnieniu: polskie służby zrobiły to, co powinny

Mazur, który przyjechał do konsulatu w Lublinie, pytany przez dziennikarzy o to, jak ocenia pracę polskich służb granicznych i prokuratury powiedział, że zrobiły one to, co powinny, co nakazują im przepisy prawa. Do Polski został zaproszony na konferencję w Warszawie poświęconą sprawom bezpieczeństwa i współdziałaniu Polski i Ukrainy wobec agresji Rosji. – Myślę, że moja sprawa była głównym tematem tej konferencji – dodał.

Pytany o zarzuty, które stawiają mu rosyjskie organy ścigania, Mazur powiedział, że w 2000 r. Rosja dołączyła go do listy osób podejrzanych o różne przestępstwa popełnione w Czeczenii, których on nie popełnił i w których nie brał udziału. Jak dodał, pod takimi samymi zarzutami skazani zostali na 20 i 25 lat więzienia Mikołaj Karpiuk i Stanisław Kłych. Jego zdaniem, gdyby został wydany Rosji, byłby skazany na taki sam wysoki wyrok. Mikołaj Karpiuk i Stanisław Kłych to Ukraińcy, którym w Rosji postawiono zarzut walki w Czeczenii po stronie separatystów.
Źródło info i foto: onet.pl

Gang przerzucał cudzoziemców przez Polskę do krajów zachodnich

CBŚP i Straż Graniczna rozbiły grupę przestępczą, której członkowie organizowali przerzut cudzoziemców z Rumuni, przez Polskę do krajów Europy Zachodniej. Obywatele Wietnamu za taką „podróż” płacili od 6,5 do 20 tys. dolarów. Zatrzymano 10 osób i udaremniono przemyt 21 cudzoziemców.

Pierwsze informacje dotyczące przemytu ludzi ustalili funkcjonariusze Straży Granicznej. Szybko okazało się, że jest to zorganizowana grupa przestępcza, którą również ma na celowniku CBŚP z Zarządu we Wrocławiu.

Kilkadziesiąt godzin

Wszystko wskazuje na to, że grupa przestępcza działała na terenie całej Europy. Jej członkowie organizowali kanały przerzutowe cudzoziemcom rozpoczynające się w Rumunii, poprzez Polskę do Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji. Za taką „podróż” obywatele Wietnamu mieli płacić od 6,5 do 20 tys. dolarów.

Służby ustaliły, że osoby były przewożone z Rumunii w schowkach ukrytych w przestrzeniach ładunkowych pojazdów ciężarowych. Były one umieszczone za przewożonym towarem, a ukryte w nich osoby nie mogły samodzielnie się stamtąd wydostać. Podróż w skrajnie ciężkich warunkach trwała kilkadziesiąt godzin. Cudzoziemców przewożono tez w wypożyczonych kamperach.

Przesiadka w Polsce

Mundurowi ustalili, że przerzut cudzoziemców odbywał się etapami. W Polce przemycane osoby czekały na transport do miejsca docelowego.

Wyjaśniając okoliczności sprawy funkcjonariusze już wcześniej nie dopuścili do przemytu 21 cudzoziemców, którzy wpadli podczas nielegalnego przekraczania granicy. Dzięki ustaleniom polskich służb zatrzymano również 13 osób na terytorium Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Zatrzymania

CBŚP przeprowadziło akcję an terenie czterech województw: dolnośląskiego, lubuskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego. Zatrzymano 10 osób – 9 Polaków i obywatela Wietnamu. Podczas przeszukania ich miejsc zamieszkania odkryto także miejsce przebywania osób narodowości wietnamskiej.

Zatrzymane osoby usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która organizowała cudzoziemcom przekraczanie granicy RP wbrew obowiązującym przepisom. Dodatkowo jedna osoba usłyszała zarzut kierowania tą grupą. Sprawa ma charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania, także na terenie Unii Europejskiej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Morski Oddział Straży Granicznej interweniował na statku Greenpeace

Funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej podjęli w poniedziałek przed północą w porcie w Gdańsku siłową interwencję na żaglowcu Rainbow Warrior, należącym do Greenpeace, który wcześniej blokował statek z transportem węgla z Mozambiku. Na przesłuchanie do placówki Morskiego Oddziału Straży Granicznej doprowadzonych zostało 18 aktywistów Greenpeace – poinformował we wtorek po północy pełniący obowiązki rzecznika prasowego komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku, Tadeusz Gruchalla.

Według komunikatu prasowego Greenpeace „zamaskowani funkcjonariusze straży granicznej z bronią maszynową wtargnęli na pokład żaglowca Rainbow Warrior”, „grozili bronią, rozbili okno i dostali się na mostek”.

Gruchalla wyjaśnił, że kilka godzin wcześniej członkowie Greenpeace, używając trzech pontonów, podpłynęli pod samą burtę statku z węglem z Mozambiku zmierzającego do portu w Gdańsku. „Dwa pontony próbowały skutecznie nie wpuścić statku do portu. Członkowie Greenpeace nie reagowali na wielokrotne wezwania funkcjonariuszy straży granicznej do poddania się kontroli” – dodał.

Zaznaczył, że podczas przesłuchań aktywistów Greenpeace ustalana będzie ich rola w naruszeniu przepisów bezpieczeństwa żeglugi i ustawy o straży granicznej.

Przedstawiciele Greenpeace poinformowali media, że podczas akcji protestacyjnej na burcie statku płynącego z Afryki namalowali napis „Węgiel stop”.

Według Greenpeace protest miał charakter „pokojowy” i miał zwrócić uwagę polskiego rządu na „pilną potrzebę działań na rzecz ochrony klimatu i konieczność odejścia od węgla do 2030 r.”.

„Zostało nam 11 lat, by zapobiec katastrofie klimatycznej. Jeśli nic nie zrobimy, to w ciągu zaledwie kilku dekad świat, który dziś znamy, przestanie istnieć. Polska musi do 2030 r. odejść od spalania węgla. Tymczasem nasz rząd, zamiast dbać o bezpieczeństwo Polek i Polaków i polską rację stanu, broni interesów lobby węglowego i importerów zagranicznych paliw” – powiedział, cytowany w komunikacie prasowym, dyrektor programowy Greenpeace Polska Paweł Szypulski.
Źródło info i foto: interia.pl