Tragedia na Śląsku. Znaleziono zatopiony samochód. Nie żyje 60-latek

Tragedia nad zalewem Pogoria w Będzinie w Śląskiem. Rowerzysta zauważył tam rano zatopiony samochód. Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli z wody mężczyznę. 60-latka nie udało się uratować. Rano nad zalewem Pogoria w Będzinie rowerzysta zauważył zatopiony samochód. Na miejsce zostali wezwani strażacy, oni rozpoczęli akcje ratunkową. Niestety – nie udało się uratować 60-letniego mężczyzny.

Nie wiemy, jak doszło do tego zdarzenia. W tej chwili trudno ocenić, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy np. celowe działanie samobójcze – powiedział PAP oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie kom. Paweł Łotocki.

Samochód znajdował się ok. 20 metrów od brzegu zbiornika, w pobliżu ścieżki przeznaczonej dla pieszych i rowerzystów, zamkniętej dla ruchu kołowego. Auto ma częściowo zgnieciony dach. Płetwonurkowie sprawdzali, czy ktoś jeszcze mógł znajdować się w zatopionym aucie. Na miejscu pracowało ok. 20 strażaków z siedmiu zastępów, a także policjanci i załoga pogotowia ratunkowego. Postępowanie w tej sprawie będzie prowadzone pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny dzień poszukiwań zaginionego 3-latka. Ojciec został przesłuchany

Żołnierze, policjanci i strażacy od poniedziałku szukają małego Kacpra z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. 3,5-letni chłopczyk bawił się w towarzystwie ojca, gdy nagle zniknął. Mężczyzna usłyszał już zarzut za niewłaściwy nadzór nad synem. Prokuratura przypuszcza, że dziecko mogło wpaść do rzeki.

34-letni Rafał B. – ojciec Kacpra – dopiero w środę mógł zostać przesłuchany. W chwili zatrzymania był pijany. Usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jego małoletniego syna.

Malec oddalił się od ojca

Przedstawiona przez mężczyznę wersja zdarzeń zgadza się z ustaleniami prokuratury.

– Chłopiec był pod jego opieką na ternie ogródka działkowego, a następnie w pewnym momencie mężczyzna przestał zwracać na niego uwagę – wyjaśnia Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Dziecko oddaliło się w nieznanym kierunku, prawdopodobne jest, że mogło wpaść do znajdującej się w pobliżu rzeki. To hipoteza, którą policja i prokuratura stawiają na razie na pierwszym miejscu. Z relacji świadków wynika, że mężczyzna na działce był z synem od kilku dni.

– Ten chłopak jeździł rowerkiem. 100 metrów pani słyszała plumknięcie. Myślała, że to bóbr, czy coś tam – mówi Paweł, znajomy rodziny.

– Biegał sobie, ruchliwy chłopczyk, jasne włosy. Ojciec go bardzo lubił, bo najmłodszy, to był oczko – dodaje Wacław Szepielak, który pomaga szukać chłopca.

Ojciec, kiedy zorientował się, że nie ma dziecka, od razu zaczął go szukać. Pomagali mu sąsiedzi.

Poszukiwania skupiają się na rzece

Akcja służb w środę skoncentrowała się na rzece. – W dzisiejszych działaniach wezmą udział policjanci kontrterroryści, wyspecjalizowana grupa w poszukiwaniach podwodnych, najlepsi policyjni płetwonurkowie – wyjaśniała rano asp. sztab. Anna Kublik- Rościszewska z policji w Bolesławcu.

Rzekę już wcześniej kilka razy przeszukali strażacy. Jak mówią: to wyjątkowo trudna akcja. – Rzeka ma zmienny charakter. Są miejsca płytkie, gdzie łódź trzeba przepychać, a w innych miejscach rzeka ma dwa metry – mówi bryg. Andrzej Śliwowski, komendant PSP w Bolesławcu.

Nie ustają też poszukiwania w terenie. Wczoraj przeszukano ponad 700 ha.

Pod uwagę brane są wszystkie hipotezy – policjanci zabezpieczyli samochód, który znajdował się na działce. Rafałowi B. grozi 5 lat więzienia. Ale trafi tam prawdopodobnie już w środę, bo był poszukiwany, miał odbywać karę więzienia i musi odbyć zasądzoną wcześniej karę za kradzież.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

17-miesięczny chłopiec utonął w szambie

17-miesięczny chłopiec utonął w szambie przy rodzinnym domu na Podlasiu. Do tragedii doszło w sobotę wieczorem we wsi Jabłoń Dąbrowa. Policja ustala okoliczności wypadku.

Jak podał zespół prasowy podlaskiej policji, zaginięcie niespełna półtorarocznego dziecka zgłoszono w sobotę około godz. 18.30 dyżurnemu komendy powiatowej w Wysokiem Mazowieckiem. Poszukiwany był 17-miesięczny chłopiec, który godzinę wcześniej miał niezauważony wyjść z domu. Był ubrany w czerwone body i czapeczkę w kratkę.

Poszukiwania prowadzili policjanci i strażacy, wspomagani m.in. przez Grupę Ratowniczą Nadzieja z Łomży. Przed godz. 21.00 jedna z osób biorących udział w poszukiwaniach odnalazła chłopca w szambie na posesji. Dziecka nie udało się uratować. Okoliczności tragedii bada policja. Ustala m.in., jak była sprawowana opieka nad chłopcem i czy zbiornik na nieczystości był na posesji zabezpieczony.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: Kobieta zagroziła detonacją bomby w szpitalu

W szpitalu w Dunkierce, na północy Francji, kobieta zagroziła w środę, że zdetonuje bombę. Na miejscu trwa operacja policji – informuje na swojej stronie internetowej lokalna gazeta ” La Voix du Nord”.

Wejścia do budynku zostały zagrodzone. Według „La Voix du Nord” na miejscu są policjanci, strażacy i żołnierze. Ewakuowano jedno piętro szpitala.
Źródło info i foto: interia.pl

Łódź: Ciała trzech osób znaleziono w mieszkaniu

Ciała trzech osób znaleźli strażacy w mieszkaniu w Łodzi. Służby zawiadomili sąsiedzi, którzy od miesiąca nie widzieli mieszkańców jednego z lokali. Według wstępnych ustaleń powodem śmierci było zatrucie czadem. Zwłoki dwóch mężczyzn i kobiety zostały odnalezione w piątek wieczorem w mieszkaniu przy ul. 6-go Sierpnia w Łodzi. Prawdopodobnie są to ofiary zatrucia tlenkiem węgla.

Jak podał dyżurny Komendy Miejskiej Straży Pożarnej, o godz. 21.13 strażacy zostali wezwani przez policję do pomocy przy otwarciu mieszkania przy ul. 6-go Sierpnia. Wewnątrz natrafiono na zwłoki kobiety w wieku 67 lat oraz dwóch mężczyzn: 35- i 37-latka.

W mieszkaniu prowadzone są czynności policyjne. Służby podejrzewają, że przyczyną zgonu wszystkich trzech osób było zatrucie tlenkiem węgla.
Źródło info i foto: TVP.info

Specjalna grupa policjantów włączy się w poszukiwania Piotra Kijanki

Specjalną grupę złożoną z najlepszych ekspertów z komendy miejskiej i wojewódzkiej powołała policja w Krakowie. Zespół zajmie się poszukiwaniami Piotra Kijanki – 34-latka, który zaginął 6 stycznia, gdy wracał do domu z krakowskiego Kazimierza. Kilkunastoosobowy zespół przeanalizuje to, co dokładnie stało się 6 stycznia.

W akcji policjantom pomoże także straż pożarna. Strażacy będą wypompowywać wodę ze studzienek kanalizacyjnych oraz zagłębień w miejscach, którymi mógł przechodzić Piotr Kijanka. Funkcjonariusze sprawdzą także trudno dostępne obszary i zarośla na bulwarach wiślanych.

34-latek w sobotni wieczór widziany był po raz ostatni na krakowskim Kazimierzu. Około godz. 23:30 wyszedł z jednej z restauracji na Placu Nowym w Krakowie i wracał z imprezy do domu na osiedlu Dąbie.

Mężczyznę zarejestrowały kamery monitoringu, między innymi na ulicy Miodowej. Do domu mógł wracać wzdłuż Wisły, dlatego policja nie wyklucza przeszukiwania koryta rzeki sonarem.

Piotr Kijanka ma ok. 170 cm wzrostu, jest szczupły. W dniu zaginięcia mężczyzna ubrany był w różową koszulkę, brązowe spodnie, ciemnozieloną kurtkę i jasnobrązowe buty sportowe marki „Timberland”.

Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionym proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Krakowie: tel. 12 61 51 205, tel. 12 61 52 908 – całodobowy lub 997.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: 17-latka zgwałcona przez strażaków. Nagranie opublikowali w sieci

17-letnia mieszkanka amerykańskiego stanu Virginia została zgwałcona przez sześciu strażaków. Mężczyźni staną przed sądem. Grozi im… zaledwie rok więzienia i grzywna.

Amerykańskie media zdecydowały się ujawnić tożsamość mężczyzn, którzy dopuścili się bestialskiego czynu. Zarzuty usłyszeli 36-letni Dale King, 32-letni Christoph Pangle, 26-letni Nathan Hirschberg, 24-letni Andrew Key, 21-letni Bradley Martin oraz 25-letni Fabian Sosa. Podejrzani przebywają na przymusowym zwolnieniu do czasu zakończenia postępowania.

Według policji do co najmniej trzykrotnego gwałtu doszło w trzech różnych miejscach w hotelu, w mieszkaniu jednego ze strażaków oraz w remizie. Sprawcy nagrali swoje zachowanie, a film udostępnili na Snapchacie. Nagrania trafiły w ręce rodziców nastolatki, którzy natychmiast przekazali je mundurowym. Sprawą zajmą się lokalne władze, którym podlega straż pożarna.

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że 17-latka była wielokrotnie zastraszana przez sprawców, a w chwili gwałtu pod wpływem silnych środków odurzających. Amerykanów oburza zapowiadany wymiar kary dla strażaków – grozi im maksymalnie rok pozbawienia wolności oraz 2,5 tys. dolarów grzywny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Podejrzany pakunek w warszawskim laboratorium

Policyjni eksperci i strażacy badali podejrzany pakunek, który znalazł się w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji – poinformowała Ewa Sitkiewicz z sekcji prasowej Komendy Stołecznej Policji. Około godz. 19.30 akcja została zakończona.

– Pakunek, który został dziś przyniesiony do laboratorium, został sprawdzony przez policyjnych pirotechników. Nie było w nim żadnych niebezpiecznych materiałów. Podczas akcji nikt nie ucierpiał – mówi Onetowi Ewa Sitkiewicz z KSP.

Policja nie chce jednak zdradzić, co to była za paczka i co właściwie się w niej znajdowało. Nie wiadomo też, jak tam się znalazła i kto ją przyniósł. Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji mieści się w budynku w Alejach Ujazdowskich w Warszawie, w pobliżu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Źródło info i foto: onet.pl

Kraków: Ciała dwóch osób w mieszkaniu

W mieszkaniu przy ulicy Estery w Krakowie strażacy po wyważeniu drzwi znaleźli w pokoju martwą kobietę. 26-latka leżała na łóżku. Miała ranę ciętą szyi, rany obu rąk oraz rozcięty brzuch. Obok na podłodze leżał martwy mężczyzna ze śladami krwi na rękach.

Wezwani na miejsce strażacy o godzinie 7:15 wyważyli drzwi do mieszkania przy ulicy Estery na krakowskim Kazimierzu. To co zobaczyli było przerażające. Na łóżku w pokoju leżała martwa 26-letnia kobieta. Miała ranę ciętą szyi, poranione ręce oraz rozcięty brzuch.

Obok łóżka na podłodze leżał martwy mężczyzna ze śladami krwi na rękach. Jak dowiedziało się RMF FM, na stole porozrzucane były tabletki oraz rozsypany biały proszek. Na miejscu wciąż pracuje policja i prokurator.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Katowice: 33-latek podpalił sklep z dopalaczami

33-letni mężczyzna obrzucił łatwopalną substancją, a następnie podpalił sklep w centrum Katowic, w którym są sprzedawane dopalacze. Został zatrzymany przez policję. W pożarze nikt nie ucierpiał. Likwidacji lokalu od wielu miesięcy domagają się okoliczni mieszkańcy. Dziś rano 33-latek obrzucił sklep butelkami z łatwopalną substancją i podpalił. Na miejsce pojechali policjanci i strażacy, którzy szybko ugasili niewielki pożar. Sprawcę podpalenia zatrzymali policjanci z prewencji – powiedziała PAP rzeczniczka katowickiej policji komisarz Aneta Orman. Policja na razie nie podaje, kim jest zatrzymany mężczyzna i jakim motywem się kierował.

Rzecznik katowickiej komendy Państwowej Straży Pożarnej kpt. Mateusz Pyrznowski powiedział PAP, że paliły się framugi okna i drzwi lokalu, ogień nie przedostał się do środka. W środku było tylko niewielkie zadymienie, wyprowadziliśmy stamtąd panią sprzątaczkę. Nic się jej nie stało – powiedział.

Likwidacji sklepu przy ul. Plebiscytowej od wielu miesięcy domagają się okoliczni mieszkańcy, obawiający się gromadzących się w tym miejscu agresywnych młodych ludzi. Napisali w tej sprawie petycję do władz. W sklepie wielokrotnie ktoś rozbijał szybę, mimo to punkt sprzedaży nadal działał.

Podpalony w środę lokal był kilkakrotnie w ostatnich tygodniach kontrolowany przez policję i sanepid. Służby jednak nie znalazły w nim żadnych zakazanych substancji. Mieszkańcy mówili mediom, że handlujący mają wewnątrz piecyk, w którym mogą natychmiast spalić dopalacze. Lokalne władze podawały, że analizują możliwość wystąpienia na drogę prawną przeciwko właścicielom sklep.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl