Sprawa zabójcy Pawła Adamowicza. Jest decyzja ws. strażników i policjantów

Toruńska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie możliwego niedopełnienia obowiązków przez strażników więziennych i funkcjonariuszy policji. Chodzi o ich działania wobec Stefana W. – zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, po otrzymaniu informacji, że może być on niebezpieczny. Śledztwo dotyczyło m.in. działań funkcjonariuszy służby więziennej i policji po przekazaniu przez matkę Stefana W. informacji o tym, że może być on niebezpieczny po wyjściu na wolność z więzienia bądź planować coś złego.

„Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. W opinii prokuratury nie doszło do wyczerpania znamion przestępstwa z artykułu 231. Kodeksu Karnego” – przekazał prokurator Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Decyzja o umorzeniu postępowania nie jest prawomocna. Pokrzywdzonym przysługuje w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia w tej sprawie możliwość wniesienia zażalenia. Taką możliwość ma składający zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa brat zabitego prezydenta Gdańska Piotr Adamowicz.

„Poinformowali o swoich zastrzeżeniach”

– Funkcjonariusze policji, którzy uzyskali informacje od matki Stefana W., poinformowali o swoich zastrzeżeniach Służbę Więzienną. Ta również podjęła wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie i o swoich działaniach oraz ustaleniach poinformowała policję. Służby działały w tej sprawie w sposób skoordynowany i prokuratura nie dopatruje się w podjętych przez nie krokach znamion niedopełnienia obowiązków. Funkcjonariusze policji i służby więziennej w naszej ocenie zadziałali prawidłowo – poinformował prokurator Kilkowski. Przyznał, że m.in. w więzieniu przeprowadzono ze Stefanem W. rozmowę.

13 stycznia 2019 r., w czasie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ówczesny prezydent Gdańska został zaatakowany nożem. Zmarł dzień później w szpitalu. Napastnik 27-letni Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca.
Źródło info i foto: wp.pl

Tennesse: Stracono wielokrotnego mordercę

W stanie Tennessee na wschodzie USA stracono wielokrotnego mordercę, który dostał karę śmierci za zabójstwo współwięźnia w 1985 roku. Gubernator nie ułaskawił go i nie uznał za okoliczność łagodzącą zeznań byłych strażników, którzy twierdzili, że skazany uratował im życie.

Stan Tennessee przywrócił najwyższy wymiar kary w sierpniu 2018 roku. Od tego czasu łącznie ze straconym w czwartek 58-letnim Nicholasem Toddem Suttonem przeprowadzono egzekucje siedmiu osadzonych – wylicza portal dziennika „USA Today”.

Do więzienia Sutton trafił jako 19-latek z wyrokiem dożywocia za zabicie swojej babci. Przyznał się później również do zamordowania dwóch innych osób, w tym swojego przyjaciela z dzieciństwa, za co otrzymał karę podwójnego dożywocia.

Na karę śmierci został skazany w 1985 r. za zabicie współwięźnia.

Gubernator stanu Tennessee Bill Lee nie skorzystał z prawa łaski. We wniosku o ułaskawienie oceniono, że morderca „przeszedł przemianę osobowości” i podkreślano, że uratował życie trzem strażnikom więziennym.

Jeden z nich przyznał, że stało się tak podczas zamieszek w zakładzie karnym w 1985 roku. Grupa pięciu więźniów, uzbrojona z noże i inną broń, otoczyła mnie i próbowała wziąć za zakładnika. Nick i inny współwięzień postawili się im, wynieśli mnie w bezpieczne miejsce (…)” – oświadczył emerytowany strażnik więzienny, cytowany przez portal CNN. „Zawdzięczam moje życie Nickowi Suttonowi – zaznaczył.

W stolicy stanu Nashville, przed budynkiem, gdzie na krześle elektrycznym przeprowadzono egzekucję skazańca, od czwartkowego popołudnia zbierali się przeciwnicy kary śmierci. Wielu z nich modliło się za skazanego. Do rezygnacji z kary głównej apelowała też część rodzin osób zabitych przez Suttona.

Stracony mężczyzna na ostatni posiłek poprosił o kotlety schabowe, ziemniaki oraz ciasto brzoskwiniowe z lodami waniliowymi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dwaj byli strażnicy graniczni oskarżeni o pomoc w przemycie miliona paczek papierosów

Lubelski wydział Prokuratury Krajowej oskarżył dwóch byłych funkcjonariuszy Straży Granicznej o współpracę z przemytnikami wyrobów tytoniowych. Strażnicy mieli przyjmować łapówki i ułatwić przemyt przez Bug ponad miliona paczek papierosów.

– Dwaj byli funkcjonariusze Straży Granicznej są oskarżeni o przyjmowanie korzyści majątkowych od członków zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się przemytem papierosów przez rzekę graniczną Bug, na olbrzymią skalę – poinformował w poniedziałek prok. Karol Borchólski z Działu Prasowego Prokuratury Krajowej. Śledztwo w tej sprawie prowadził wydział PK w Lublinie wspólnie z funkcjonariuszami Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie i z Biurem Spraw Wewnętrznych SG w Warszawie.

– W toku śledztwa ustalono, że część przemytów zrealizowanych przez zorganizowaną grupę przestępczą została dokonana na tzw. układzie. Miejsce dokonania przemytu i godzina jego realizacji wskazywana była przez funkcjonariusza Straży Granicznej – podał prok. Borchólski. Chodziło o to, że w czasie przemytu straż nie wysyłała w ten rejon żadnego patrolu. Takie przemyty odbywały się w rejonie działania Placówki Straży Granicznej w Skryhiczynie i Placówki Straży Granicznej we Włodawie.

Jednemu z oskarżonych funkcjonariuszy prokuratura zarzuciła dwunastokrotne przekazanie takich informacji, za co miał przyjąć korzyść lub „obietnicę korzyści majątkowej” w kwotach po 10 tys. zł. Jego działanie ułatwiło przemyt 1,1 mln paczek papierosów produkcji ukraińskiej bez polskich znaków skarbowych akcyzy, wartych ponad 14 mln zł.

– To spowodowało uszczuplenie należności celnej w wysokości nie mniejszej niż 920 tys. zł, uszczuplenie podatku VAT w kwocie co najmniej 4,7 mln zł i należnego podatku akcyzowego w kwocie nie mniejszej niż 17,9 mln zł – podał prokurator. Byłego strażnika oskarżono także o niedopełnienie obowiązków służbowych i ukrywanie na swojej posesji „dokumentacji procesowej”.

Drugiemu funkcjonariuszowi przedstawiono zarzuty dziewięciokrotnego udzielenia pomocy przestępcom, za co miał dostać od 5 do 8 tys. zł łapówki lub zgodzić się na przyjęcie takiej kwoty. Według ustaleń prokuratury papierosy produkcji białoruskiej zostały przemycone trzy razy. – W sumie było to 28 tys. paczek o wartości ponad 371 tys. zł – powiedział prokurator Borchólski.

W wyniku tych działań doszło do uszczuplenia podatku VAT na 123 tys. zł i podatku akcyzowego na kolejne 466 tys. zł.

Aktem oskarżenia objęto także mężczyznę, który pośredniczył między przestępcami i strażnikami. Oprócz zarzutów wręczania lub obiecywania łapówek ma także zarzut posiadania środków odurzających, bo podczas zatrzymania miał przy sobie marihuanę.

– Każdemu z oskarżonych przedstawiono ponadto zarzuty pomocnictwa do przestępstw karnoskarbowych – doprecyzował prokurator.

Strażnik, który ułatwił przemyt ponad miliona papierosów i pośrednik przebywają w aresztach śledczych. Drugi ze strażników przed sądem będzie odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Jest wobec niego zastosowane poręczenie majątkowe.

Oskarżonym grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Palestyńczyk zaatakował nożem dwóch izraelskich strażników granicznych

Palestyńczyk zaatakował nożem rano dwóch izraelskich strażników granicznych niedaleko jednego z wejść do starej części Jerozolimy. Napastnik został zastrzelony przez policję – poinformowała rzeczniczka policji. Jeden ze strażników został ciężko ranny. Napastnik był mieszkańcem Jerozolimy Wschodniej, palestyńskiej części miasta okupowanej i zaanektowanej przez Izrael. Policja nie podała jego tożsamości. Według bilansu agencji AFP w atakach, dokonywanych od października 2015 roku przez Palestyńczyków na cywilów, żołnierzy i policjantów zginęło 40 Izraelczyków, dwóch Amerykanów, Jordańczyk, Erytrejczyk i Sudańczyk. Zostało też zabitych 255 Palestyńczyków; według władz izraelskich byli to w większości napastnicy. Przez pewien czas do takich ataków dochodziło niemal codziennie.

Winą za nie Izrael obciąża palestyńskich polityków i przywódców religijnych, zarzucając im prowadzenie kampanii podżegania. Strona palestyńska wskazuje na dziesięciolecia życia pod izraelskimi rządami wojskowymi i nikłe nadzieje na własne państwo.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Frank Freshwaters – historia jak ze „Skazanych na Shawshank”

W 1959 roku Frank Freshwaters uciekł z więzienia stanowego w Ohio. Udało mu się, bo „zdobył zaufanie strażników”. Amerykańskie media porównują jego historię do tej ze „Skazanych na Shawshank”. I trudno się dziwić, zwłaszcza że w więzieniu, z którego zbiegł, kręcono później sceny tego słynnego filmu. Szeryfowie z amerykańskiego wydziału pościgowego stanęli u jego drzwi w poniedziałek.

– Czy widział pan tego mężczyznę? – zapytali.

– Nie. Od bardzo dawna go nie widziałem – odpowiedział 79-letni Frank Freshwaters. Patrzył na swoją czarno-białą, więzienną fotografię z 1957 roku. Zrobioną tuż przed tym, jak uciekł z więzienia w Ohio.

Teraz, po 56 latach, do niego wróci.

Prawie jak Andy Dufresne

Ze starego zdjęcia spogląda młody, ciemnowłosy mężczyzna o butnym spojrzeniu. Z tego zrobionego w poniedziałek patrzy już zmęczony życiem, siwowłosy starszy pan z okularami na nosie.

Frank Freshwaters miał 21 lat, kiedy w czerwcu 1957 roku potrącił i zabił 24-letniego pieszego. Został uznany za winnego, ale tragedię potraktowano jako wypadek. Wyrok dostał więc w zawieszeniu. Dwa lata później złamał jego warunki, kupując samochód i wyrabiając nowe prawo jazdy. Miał spędzić w więzieniu kolejne 20 lat. Siedem miesięcy z dwóch dekad przesiedział za kratami stanowego zakładu w Ohio. Potem przewieziono go do obozu pracy, z którego uciekł już po kilku miesiącach. I słuch po nim zaginął.

Amerykańskie media widzą duże podobieństwo pomiędzy historią Freshwatersa a wielką ucieczką Andy’ego Dufresne’a, bohatera „Skazanych na Shawshank”, filmu uznawanego za jeden z najlepszych w historii kina. W wyreżyserowanym przez Franka Darabonta w 1994 roku obrazie główny bohater za pomocą młotka przebija się przez ścianę swojej celi i dociera do kanalizacji, przez którą ucieka po kilkudziesięciu latach na wolność. Wiadomo na pewno, że Freshwaters nie wykopał tunelu, zdobył jednak, jak twierdzą służby więzienne, „zaufanie strażników”, co znacznie ułatwiło mu ucieczkę. Dodatkowo, co podkreśla „The Telegraph” – więzienie, z którego uciekł Freshwaters, było wykorzystane jako plan filmowy przy kręceniu „Skazanych na Shawshank”. Sam film powstał na podstawie opowiadania Stephena Kinga, autora m.in. „Zielonej mili” (również sfilmowanej przez Darabonta) oraz „Carrie” i „Sklepiku z marzeniami”.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Burmistrz Szczecinka chce zawieszenia strażników miejskich

Burmistrz Szczecinka Jerzy Hardie-Douglas wie o sprawie brutalnej interwencji straży miejskiej wobec młodego mężczyzny. – Będę dążył do zawieszenia strażników, którzy prawdopodobnie przekroczyli swoje uprawnienia – powiedział. Burmistrz rozmawiał o sprawie z komendantem strażników. Ma się z nim spotkać w poniedziałek. – Sprawę prowadzi prokuratura, dlatego mamy związane ręce – mówi Jerzy Hardie-Douglas. – Będę dążył do tego, by zamieszani w tę sytuację funkcjonariusze zostali zawieszeni. Jeżeli zostaną im postawione zarzuty prokuratorskie, to zostaną oni zwolnieni z pracy – dodaje burmistrz Szczecinka.

Jerzy Hadrie-Douglas pytany o to, czy widział nagranie brutalnej interwencji strażników powiedział, że oglądał fragment. Burmistrz zaznaczył, że na podstawie tego nagrania nie można od razu ferować wyroków. Dodał też, że z informacji przekazanych przez komendanta straży wynika, że 20-latek był zatrzymany przez strażników nie pierwszy raz. Strażnicy mogli przekroczyć swoje uprawnienia, ale póki co są to tylko domniemania – tłumaczy.

Do zatrzymania 20-latka przez strażników doszło 3 października. Młody mężczyzna zdecydował się opublikować w mediach nagranie z interwencji, bo obawia się, że sprawa nie zostanie dokładnie zbadana. Na amatorskim filmiku zrobionym telefonem najpierw widać samo zatrzymanie. Potem – w ciemnościach – słychać rozmowę strażników z mężczyzną oraz odgłosy bicia i używania gazu.
Żródło info i foto: TVP.info

Meksyk: krwawe starcia w więzieniach

Ponad 20 osób zginęło w piątek w krwawych rozruchach w dwóch meksykańskich więzieniach w stanach Guerrero i San Luis Potosi. Do więzienia w miejscowości Iguala, w położonym na południowo zachodnim wybrzeżu Meksyku stanie Guerrero, wtargnęło 6 napastników w policyjnych mundurach. Zaskoczeni strażnicy wpuścili ich sądząc, że przywieźli kolejnych osadzonych. Napastnicy otworzyli ogień do grupy więźniów, zabijając 9 z nich. Następnie ostrzelali strażników na wieży strażniczej, ale strażnicy odpowiedzieli ogniem zabijając 6 z nich. Sytuację udało się opanować dopiero po wezwaniu na pomoc wojska. Według władz, zabici więźniowie odbywali kary za przemyt narkotyków i porwania. Żródło info i foto: tvn24.pl

Milan Poparić uciekł z więzienia

Członek gangu Różowych Panter, specjalizującego się w brawurowych kradzieżach kosztowności ze sklepów jubilerskich, zbiegł w czwartek ze szwajcarskiego więzienia razem ze współwięźniem – podała w piątek w komunikacie policja w kantonie Vaud. Wspólnicy staranowali bramę i obezwładnili strażników, strzelając z kałasznikowów. Jeden z samochodów, którymi przyjechali pod więzienie w Orbe w kantonie Vaud, podpalili, a drugim uciekli ze zbiegami. Według policji kantonalnej 34-letni Bośniak Milan Poparić, który zbiegł z 52-letnim Adrianem Albrechtem, to trzeci członek Różowych Panter, który uciekł z więzienia. W połowie maja dwaj członkowie Różowych Panter: 45-letni Serb, osadzony w areszcie za rabunek, i 47-letni Francuz, zatrzymany za rabunek oraz przestępstwa związane z bronią i narkotykami, uciekli z więzienia w Bois-Mermet. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Strażnicy więzienni skazani za katowanie internowanych

Więzienie w zawieszeniu za katowanie internowanych w stanie wojennym. W szczecińskim Sądzie Rejonowym zapadł wyrok ws. kilkunastu strażników z więzienia w Wierzchowie Pomorskim. 30 lat temu trafili tam między innymi Marian Jurczyk i Artur Balazs. Szczeciński sąd wymierzył 11 strażnikom z Wierzchowa Pomorskiego kary od 1,5 roku do dwóch lat więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Skazani muszą również zapłacić grzywny. Żaden z nich nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku. Wyrok jest nieprawomocny. Na razie ani prokurator IPN, ani obrońcy strażników nie podjęli decyzji ws. ewentualnego odwołania od wyroku. Żródło info i foto: RMF24.pl

Postawiono zarzuty Grzegorzowi Ś.

Cztery zarzuty zastosowania przemocy wobec strażników wawelskich postawiła krakowska policja Grzegorzowi Ś. – dowiedział się reporter RMF FM Maciej Grzyb. Mężczyzna wdarł się wczoraj autem na Wawel i groził turystom. Na razie policja poprzestanie tylko na tych czterech zarzutach, ponieważ ksiądz, który został zaatakowany, wybaczył – jak mówi – Grzegorzowi Ś. i nie wniósł oskarżenia. Żródło info i foto: RMF24.pl