„Lawendowa mafia” w Kościele. Burza po premierze filmu „Zabawa w chowanego”

Po premierze filmu Marka i Tomasza Sekielskich „Zabawa w chowanego” znów zrobiło się głośno o istnieniu wśród katolickich duchownych tzw. lawendowej mafii, którą tworzyć mają księża homoseksualiści. – W Kościele istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur – mówi Onetowi prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista.

W opublikowanym ostatnio filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, na temat zjawiska pedofilii w Kościele, znalazł się również fragment poświęcony innemu zagadnieniu – istnieniu rzekomej „lawendowej mafii”, czyli nieformalnej, wspierającej się grupy księży homoseksualistów, odpowiedzialnej za tuszowanie różnego rodzaju niewygodnych tematów i skandali, jakie mają miejsce w kościelnych strukturach. W filmie Sekielskich o istnieniu „lawendowej mafii” mówili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

– Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy. W naszym, księżowskim środowisku nieraz te skłonności nazywa się „chorobą rzymską”. Dlatego że bardzo często dopiero tam ludzie stykają się z tą sprawą. Byłem krótko w Rzymie, parę miesięcy w Kolegium Ormiańskim. Pierwsza informacja, jaką przekazał mi jeden ze starszych księży, to żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to siedlisko „mafii lawendowej” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski w „Zabawie w chowanego”.

Terlikowski dodawał natomiast, że „nie można nie zauważyć tego wymiaru, o którym pisze choćby Martel w »Sodomie«, tego problemu związanego z pewnym układem, który funkcjonuje i ma tendencje do tuszowania pewnych rzeczy, tak żeby nie wyszły czyny, niekoniecznie przestępcze”. – Nie chodzi zawsze o przestępstwo, czasami chodzi po prostu o grzech, o coś co nie powinno wyjść, bo przeszkodzi w karierze – wyjaśnił publicysta.

Homoseksualiści w Watykanie

To nie pierwszy raz, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia o istnieniu i szerokich wpływach tego typu grupy w Kościele katolickim (często określanej też jako kościelne „homolobby”). Wspomniany przez Terlikowskiego Frédéric Martel to autor książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, poświęconej głównie zjawisku homoseksualizmu wśród księży. Martel pisze, że podczas dziennikarskiego śledztwa trwającego ponad cztery lata przeprowadził wywiady z ponad 1,5 tys. osób w Watykanie i w 30 krajach. Wśród nich było kilkudziesięciu kardynałów, biskupów i nuncjuszy apostolskich, a także ponad 200 księży i seminarzystów.

Zdaniem wielu rozmówców Martela, bardzo wielu duchownych w Watykanie to homoseksualiści. Według byłego księdza Francesca Lepore może być to nawet 80 proc. Jeden z ambasadorów w Stolicy Apostolskiej ocenił, że „w Watykanie jest dużo gejów: 50, 60, 70 proc. Ilu dokładnie, tego nikt nie wie”. Ma to dotyczyć także innych państw. Na przykład meksykański dziennikarz Emiliano Ruiz Parra powiedział nawet, że w jego kraju „minimum 50 proc. księży to geje, chociaż oceniając bardziej realistycznie, to 75 proc.”. Stwierdził też, że „seminaria są homoseksualne, a meksykańska hierarchia katolicka jest spektakularnie gejowska”.

W książce Martela znalazło się twierdzenie, że „homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie”. W wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Martel tłumaczył, że ucieczka w kościelne struktury była wygodnym rozwiązaniem dla homoseksualistów. – Gej w burżuazyjnej włoskiej rodzinie w latach 50. XX wieku był czarną owcą. (…) Tysiące duchownych na całym świecie zdecydowały się na dołączenie do kleru nie tylko ze względu na swoją wiarę i powołanie, ale właśnie dlatego, że byli homoseksualistami – ocenił Martel.

„Państwo w państwie”

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o „lawendowej mafii” mówił już przed laty w wywiadzie rzece pt. „Chodzi mi tylko o prawdę”, który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski. Duchowny oceniał, że „środowisko homoseksualne zawsze miało w Watykanie ogromne wpływy”, a o homoseksualnych księżach mówił, że w Kościele „tworzą państwo w państwie”.

Jego zdaniem, „lobby homoseksualne bardzo dobrze się maskuje, ukrywa i trzyma razem”. Isakowicz-Zaleski oceniał, że jest ono „niebezpieczne, dlatego że deformuje drogę awansu w Kościele. Nie może być tak, że ktoś otrzymuje ważne i odpowiedzialne stanowisko tylko z powodu swojego homoseksualizmu. A tak niestety bywa, co szczególnie widoczne jest w systemie feudalnym, jaki panuje w Kościele”.

Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego powiązania duchownych wytworzyły też swego rodzaju „solidarność zawodową”, która sprawia, że „wiernymi nikt się nie przejmuje”. – Tak jak lekarz nie wystąpi przeciw lekarzowi, tak ksiądz nie wystąpi przeciwko księdzu. Jak w każdej kaście, liczy się dobro duchownego, a nie dobro wiernych czy wspólnoty – mówił Terlikowskiemu.

Jak tłumaczył Isakowicz-Zaleski, „ksiądz nie jest osobą świecką i nie powinien być traktowany jak zwyczajny pracownik firmy. Nie wystarczy, że wypełnia on swoje obowiązki zawodowe, nie można powiedzieć, że nie ma dla nas znaczenia, czy on jest także moralny i pobożny w przestrzeni prywatnej. W ten sposób sprowadza się Kościół do roli zwyczajnej instytucji, a księdza do jej urzędnika. Takie podejście jest sprzeczne z teologią kapłaństwa”.

Arkadiusz Stempin: nieformalne grupy łączy nie tylko preferencja homoseksualna

Czy tzw. lawendowa mafia rzeczywiście istnieje w Kościele? Wyjaśnia to prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. prof. Józefa Tischnera. – Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje lawendowa mafia, tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka – mówi w rozmowie z Onetem. I dodaje: „Takie tłumaczenie zjawiska pedofilii w Kościele katolickim przedkłada jego konserwatywny nurt”.

– W Kościele, w Watykanie istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone tylko i wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur. Nie da się ich wytłumaczyć wyłącznie solidarnością homoseksualną. Nieformalne grupy są połączone siecią zróżnicowanych interesów, wynikających np. ze wspólnoty geograficznej, zakonnej, aksjologicznej. W kościelnej centrali, w Watykanie, tak tworzą się pewne układy. Na szczycie piramidy takiego układu stoi prominentny kurialny kardynał, jego szeroką podstawę tworzą ok. 30-letni księża doktoranci ze wszystkich kontynentów, którzy przybyli do Rzymu na studia i przystąpili do „wyścigu szczurów” – wyjaśnia prof. Stempin.

Również Frederic Martel mówił „Kulturze Liberalnej”, że homoseksualiści w Kościele nie są grupą jednolitą. Autor „Sodomy” wskazywał jednak na inny podział: jego zdaniem część księży z tej grupy zachowuje celibat, inni mają sporadyczne kontakty seksualne, jeszcze inni mają stałych partnerów.

Prof. Stempin przyznaje, że w Kościele liczba homoseksualistów jest dosyć spora, choć na ten temat nie ma oczywiście szczegółowych badań. – Badania na ten temat są głównie szacunkowe, nie wiemy, na ile są wiarygodne. Jeżeli w społeczeństwie liczba homoseksualistów nie przekracza kilku proc., to w Kościele miałoby to być powyżej 20, a nawet powyżej 30 proc. To są oceny szacunkowe, które pochodzą od „insiderów” (od osób z wewnątrz Kościoła – red.).

„Mafia lawendowa” a ukrywanie pedofilii

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” autor „Sodomy” wskazywał: – Księża pedofile mogą szantażować przełożonych, którzy żyją w stałych, hetero- lub homoseksualnych związkach, ujawnieniem ich sekretów – ocenił. Na to, że „lawendowa mafia” jest jednym z elementów zmowy milczenia w Kościele, wskazywali też w filmie „Zabawa w chowanego” ks. Isakowicz-Zaleski i Tomasz Terlikowski. Tak tłumaczyli to również Marek i Tomasz Sekielscy.

Mówiąc o przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, prof. Stempin twierdzi, że „wyjaśnienie pedofilii w Kościele poprzez istnienie »lawendowej mafii« i nieformalnych powiązań homoseksualnych zakładałoby, że spora część biskupów ma skłonności homoseksualne i to ona kryje księży pedofilów. To jest statystycznie niemożliwe (według raportu John Jay College of Criminal Justice z 2012 r. 30 proc. wśród księży katolickich to homoseksualiści – red.), a pedofilię wśród podwładnych kryją biskupi niezależnie od tego, czy mają orientację homoseksualną, czy heteroseksualną”. – Biskupi kierują się dobrem korporacyjnym instytucji, w tym przypadku reprezentującej porządek prawdy objawionej, transcendentalny, i obawiają się jej desakralizacji – powiedział w rozmowie z Onetem.

– Widzimy teraz, na tle ujawnień kolejnych przypadków księży z deliktem pedofilskim, że biskupi, których absolutnie nie przypisalibyśmy do „lawendowej mafii” – i to nie tylko w Polsce – a którzy kierowali się dobrem korporacji, dopiero teraz, pod presją opinii publicznej mają odwagę walczyć z pedofilią we własnych szeregach, bo rozumieją, że mimo wszystko obrona za wszelką cenę bardziej szkodzi Kościołowi, niż przyznanie się do deliktu – dodał.

Prof. Stempin zastrzega też, że tuszowanie pedofilii nie może być wyjaśnione skłonnością homoseksualną duchownych, „tylko możliwościami, jakich nie posiada żadne inne środowisko”. – Kościół dysponuje dwoma fundamentalnymi kanałami umożliwiającymi krycie pedofilii duchownych – to własna jurysdykcja, niezależna od cywilnego wymiaru sprawiedliwości, a także sieć „bunkrów”, czyli parafii, rozsianych po całym świecie. Przerzut księdza pedofila jest możliwy nie tylko z parafii do parafii w obrębie jednego kraju, ale i z kontynentu na kontynent. Porównywanie pedofilii duchownych z jakimikolwiek innymi środowiskami jest więc ułomne – ocenia.

Prof. Stempin dodaje też, że „nie ma badań, na które rzekomo powołują się konserwatyści, a które dokumentowałyby związek przyczynowo-skutkowy między homoseksualizmem a pedofilią. Tak jak nie ma takiego związku między heteroseksualną orientacją a gwałtem seksualnym”. – Większy związek przyczynowy zachodzi między seksualnie niedojrzałym księdzem, który swoją seksualność, także homoseksualność, postrzega represyjnie – mówi.

Czy w Kościele istnieje „homolobby”?

Obok pojęcia „lawendowej mafii” często powtarzającym się określeniem w dyskusji o Kościele jest „homolobby”, które rzekomo ma istnieć wśród katolickich hierarchów. Frédéric Martel w swojej książce oceniał: „Na podstawie setek wywiadów zrealizowanych na potrzeby tej książki doszedłem do wniosku, że lobby w ścisłym znaczeniu tego słowa nie istnieje. Gdyby taka swoista masoneria rzeczywiście działała, musiałaby lobbować w jakimś konkretnym celu, w tym wypadku na rzecz promocji homoseksualistów. W Watykanie nic takiego się nie dzieje, a gdyby takie lobby istniało, to nie byłoby godne tego miana, ponieważ większość homoseksualnych kardynałów i duchownych w Stolicy Apostolskiej zasadniczo działa przeciwko interesom gejów”.

Podobnie wypowiadał się w książce Martela Francisco Lepore. – Sądzę, że mówienie o lobby gejowskim w Watykanie jest błędem. (…) Zakładałoby to istnienie jakiejś struktury władzy, która w tajemnicy działałaby w jakimś celu. To niemożliwe i absurdalne. Rzeczywistość jest taka, że w Watykanie większość osób to homoseksualiści i większość ma jakąś władzę. Ze wstydu, strachu, ale też z uwagi na własną karierę ci kardynałowie, arcybiskupi, księża chcą chronić swoją władzę i sekretne życie. Osoby te nie mają najmniejszego zamiaru robić czegokolwiek dla homoseksualistów. Okłamują innych, a czasem też siebie. Ale nie ma żadnego lobby – mówił.

Martel oceniał, że w Kościele „homoseksualizm z jego licznymi podziemnymi zażyłościami ma strukturę kłącza”. „Posiadający własną dynamikę homoseksualizm czerpiący energię z jednej strony z pożądania, a z drugiej z tajemnicy łączy między sobą setki księży i kardynałów w sposób wymykający się wszelkim hierarchiom i klasyfikacjom. Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazję do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów (…) a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań”.

Benedykt XVI: taka zbiorowość została rozwiązana. Franciszek: nie znalazłem nikogo z identyfikatorem „gej”

Co o rzekomym homolobby w Kościele i jego wpływach mówili papieże? Benedykt XVI stwierdził, że istniała jedynie niewielka tego typu grupa hierarchów, która została rozbita w czasie jego pontyfikatu. – Doniesiono mi o takiej zbiorowości, która wkrótce została rozwiązana. Wspomniano o tym w raporcie komisji trójstronnej, która ustaliła istnienie jednej grupy liczącej cztery czy pięć osób. Czy coś znowu się tworzy, tego nie wiem. W każdym razie nie jest tak, że te sprawy się mnożą – powiedział papież emeryt w rozmowie z Peterem Seewaldem, która opublikowana została w książce „Ostatnie rozmowy”.

Franciszek do tej kwestii odniósł się natomiast w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami, jakie odbywa, podróżując samolotem. – Jak dotąd nie znalazłem w Watykanie nikogo, kto by przedstawiał się z identyfikatorem „gej”. Mówią, że tacy są. Sądzę, że jeśli ktoś znajduje się w obliczu osoby o takiej orientacji, musi odróżnić fakt homoseksualizmu od uprawiania lobbingu, bo wszelkie lobbowanie nie jest dobre. Lobbowanie na rzecz homoseksualizmu jest złem. Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? (…) Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie – musimy być braćmi. To jedna kwestia, inną jest natomiast lobbing, zarówno lobbing biznesowy, polityczny czy lobbing masoński – ocenił.
Źródło info i foto: onet.pl

ETA rozwiązała wszystkie swoje struktury

Baskijska grupa separatystyczna ETA ogłosiła, że rozwiązała wszystkie swoje struktury i zakończyła polityczną działalność. Organizacja poinformowała o tym w piśmie zamieszczonym w hiszpańskiej gazecie „El Diario”. Baskijscy separatyści z ETA rozpoczęli operację składania broni na początku kwietnia. We francuskiej Bajonnie przekazali lokalizacje 8 schronów, w których mieli ją przechowywać.

W walce o niepodległość Kraju Basków założona w 1959 roku ETA dopuszczała się zamachów, napadów i porwań. Z rąk jej bojowników śmierć poniosło ponad 800 osób: policjantów, żołnierzy i cywilów. W 2011 roku ETA ogłosiła trwałe zawieszenie broni i poddanie się kontroli międzynarodowych ekspertów.

20 kwietnia członkowie ETA po raz pierwszy poprosili swoje ofiary o przebaczenie za ból spowodowany przez trwającą od dziesięcioleci kampanią przemocy.
Źródło info i foto: onet.pl

Portugalia: Terroryści okradają turystów?

Niewykluczone, że członkowie gangów okradających turystów w Portugalii mają powiązania z organizacjami terrorystycznymi. – Zebrane pieniądze mogą służyć finansowaniu ich struktur – przypuszczają służby bezpieczeństwa tego kraju. W śledztwie ustalono dotąd, że wśród złodziei okradających turystów mogą być członkowie organizacji terrorystycznych, a pozyskane nielegalnie środki mogą służyć zakupowi broni, paszportów i innych fałszywych dokumentów. Proceder objął zwłaszcza południe kraju – turystyczny region Algarve.

Jak ujawnił lizboński tygodnik „Expresso”, podejrzewane o związki z terroryzmem osoby miały okradać zagranicznych turystów w sposób dyskretny, zazwyczaj przez klonowanie ich kart kredytowych.

„Wielokrotnie takie osoby prowadzą nielegalny proceder w trakcie wykonywanej przez siebie pracy. Zatrudniają się w hotelach lub sklepach działających wewnątrz centrów handlowych i klonują karty kredytowe turystów” – ujawniła lizbońska gazeta.

Według „Expresso” w skład gangów powiązanych z dżihadyzmem wchodzą głównie Marokańczycy i Tunezyjczycy. Proceder nasilił się po 2015 r., ale już to rok wcześniej kilkudziesięciu posiadaczy kart kredytowych podejmujących pieniądze z portugalskich bankomatów padło ofiarą oszustów. W urządzeniach zamontowane były czytniki skanujące poufne dane z kart. Dzięki nim pobierano pieniądze w bankomatach zlokalizowanych w odległych krajach świata, m.in. w Indonezji.

IS jak Al-Kaida

„Tego typu praktyki, które nie mają bezpośredniego związku z działalnością terrorystyczną, prowadzone były kiedyś przez członków Al-Kaidy, a obecnie są stosowane przez bojowników Państwa Islamskiego” – napisał tygodnik.

W ocenie stołecznego ekonomisty Miguela Monteiro wykrycie powiązań między przestępcami klonującymi karty płatnicze a organizacjami terrorystycznymi rzuca nowe światło na liczne przypadki okradania turystów w Portugalii.

– Prawdopodobnie w strukturę pozyskiwania środków do wspierania dżihadyzmu włączone są też pospolite przestępstwa, często popełniane w dużych miastach, takich jak Lizbona czy Porto. Poważnym źródłem finansowania tego typu działalności, skuteczniejszym od kopiowania kart płatniczych, mogą być powszechne w miejscach turystycznych kradzieże portfeli. Wielokrotnie na tym procederze przyłapywano już zagraniczne gangi – powiedział Monteiro.

W 2016 r. portugalskie służby zatrzymały dwóch obywateli Maroka, którzy próbowali werbować mieszkającą w Portugalii marokańską młodzież do IS na terenie Lizbony i Aveiro. Ich celem było utworzenie portugalskiej komórki tej organizacji terrorystycznej. Jeden z nich w przeszłości fałszował karty kredytowe. Kilka miesięcy temu służby natknęły się na działalność na terenie Portugalii, Niemiec, Grecji oraz Czech międzynarodowej grupy fałszerzy dokumentów, w której skład wchodzili Marokańczycy i Algierczycy. Pomagali oni przerzucać do Europy obywateli Syrii i Afganistanu.
Źródło info i foto: TVP.info

Turcja: Zatrzmano ponad 500 osób po akcjach przeciwko PKK

Turecka policja zatrzymała ponad 500 osób podczas operacji wymierzonej w struktury zdelegalizowanej w Turcji Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) – podała we wtorek państwowa agencja prasowa Anatolia. Zatrzymań dokonano w poniedziałek w 25 prowincjach, w tym w głównych miastach na zachodzie kraju – Stambule i Izmirze. Jak sprecyzowano, wśród 544 zatrzymanych są ważni członkowie PKK, uznawanej przez Turcję, USA i UE za organizację terrorystyczną.

45 osób zatrzymano w prowincji Gaziantep na południowym wschodzie Turcji. Wśród nich są przedstawiciele lewicowej prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP). Turecki rząd oskarża HDP, drugie największe ugrupowanie opozycyjne w parlamencie, o to, że jest politycznym przedłużeniem PKK i wielu jego członków i deputowanych pozostaje w areszcie pod zarzutem takich powiązań. HDP zaprzecza, jakoby miała związki z tą kurdyjską partyzantką.

Przywódcy HDP i kilka tysięcy członków tej partii zostało aresztowanych w ramach czystek przeprowadzanych w Turcji po udaremnionej przez władze próbie puczu z lipca 2016 roku.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Aresztowano 40 osób powiązanych z włoską mafią

40 osób z kalabryjskiej mafii ‚Ndranghety zatrzymano na północy Włoch – podały tamtejsze media, powołując się na prokuraturę. Po raz pierwszy w historii walki z przestępczością zorganizowaną udało się przy okazji tego śledztwa nagrać obrzęd przyjęcia do mafii.

Aresztowań mafiosów dokonano głównie w Mediolanie, Como, Brianzy, Monzy, Weronie i Bergamo. To właśnie na północ kraju najpotężniejsza włoska mafia przeniosła swą działalność, przenikając do struktur tamtejszego biznesu. Wcześniej prokuratura informowała, że dysponuje dowodami na to, iż organizacja ta przeniknęła także do robót w ramach przygotowań do przyszłorocznej wystawy Expo w Mediolanie.

Zakończone obecnie falą aresztowań dochodzenie w sprawie obecności klanów z Kalabrii w Lombardii trwało dwa lata, a w jego trakcie wykorzystano nagrania telefoniczne i filmowe. Za sukces uznano to, że karabinierom udało się zarejestrować obrzęd przyjęcia w mafijne szeregi i nadania funkcji w ich strukturach. Ceremoniał ten znany był dotąd tylko z opisów i relacji nawróconych gangsterów.

W trakcie obrzędu zaprzysiężenia, nawiązującego do zwyczajów masonerii, wymieniono m.in. nazwiska Giuseppe Mazziniego i Giuseppe Garibaldiego, przywódców walk o zjednoczenie Włoch w XIX wieku – ujawniły media.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Organizacja Państwo Islamskie buduje struktury na Bliskim Wschodzie

Dżihadyści są mądrzejsi niż Al-Kaida. Nie wzywają do zamachów na Zachodzie, bo nie chcą drażnić Amerykanów. Jeszcze w styczniu prezydent USA Barack Obama pytany na łamach „New Yorkera” o odłamy Al-Kaidy w Iraku i innych krajach porównał je do drużyny koszykarzy składającej się ze świeżo upieczonych studentów, którzy udają zawodników Los Angeles Lakers. Teraz rzecznik Białego Domu tłumaczy, że prezydent nie miał na myśli Państwa Islamskiego (PI). Organizacji, która od czasu artykułu w popularnym tygodniku zdążyła podbić jedną trzecią Iraku i kompletnie zmienić geopolityczną mapę Bliskiego Wschodu.

Prezydent USA nie mógł się przecież aż tak pomylić w kwestii organizacji, którą nawet sekretarz obrony USA nazywa „zagrożeniem dla wszystkich amerykańskich interesów” i czymś „gorszym niż cokolwiek, z czym miały do czynienia Stany Zjednoczone”. W ciągu ostatnich kilku dni pasmo sukcesów organizacji zostało jednak przerwane. Ofensywa połączonych sił Kurdów i irackiego rządu, wsparta nalotami amerykańskiego lotnictwa, pozbawiła PI kontroli nad strategicznie ważną tamą w Mosulu. Jednocześnie lotnictwo syryjskie zaczęło naloty na pozycje dżihadystów w Rakce, stolicy proklamowanego przez nich kalifatu.

Czym jest Państwo Islamskie?

Wbrew nazwie Państwo Islamskie nie jest państwem. W nomenklaturze amerykańskiej występuje jako non-state actor, czyli podmiot pozapaństwowy. Powód? Mimo że 29 czerwca ugrupowanie ogłosiło powstanie kalifatu, posługuje się symbolami państwowym jak flaga czy godło i kontroluje spore obszary Iraku i Syrii, na których ustanawia swoje porządki, nie posiada – na razie – kluczowych atrybutów państwowości.

Z powodu toczących się walk tereny zajmowane przez PI nie stanowią bowiem określonego terytorium ze stałą ludnością, a władze nie mają zdolności do wchodzenia w relacje międzynarodowe. Nie można wykluczyć, że w przypadku sukcesów militarnych PI nabędzie atrybuty państwowości, ale na razie jest jedynie ugrupowaniem zbrojnym, uznawanym przez USA, Australię, Kanadę, Arabię Saudyjską, Wielką Brytanię i Indonezję za organizację terrorystyczną.

Poprzednik PI w światowym ruchu dżihadystycznym, czyli Al-Kaida, nie tworzyła żadnych zrębów państwowości, ale powiązany z nią ruch talibów – już tak. W latach 1996-2001 Taliban sprawował faktyczną kontrolę nad niemal całym terytorium Afganistanu i był uznawany jako legalny rząd Islamskiego Emiratu Afganistanu przez trzy państwa.

Jakie są cele Państwa Islamskiego?

Ogłoszenie kalifatu i zmiana nazwy ugrupowania z Islamskiego Państwa Iraku i Syrii na Państwo Islamskie wskazuje, że grupa aspiruje do przewodzenia wszystkim muzułmanom na terenach od Maroka po Indonezję, zjednoczonych w ramach jednego organizmu państwowego na wzór średniowiecznego kalifatu, w którym obowiązywałoby prawo szariatu.

Podobne zamiary miał lider Al-Kaidy Osama bin Laden, jednak jego organizacja nigdy nie sprawowała realnej władzy na żadnym terytorium. Bin Laden, w przeciwieństwie do przywódcy Państwa Islamskiego Abu Bakra al-Baghdadiego, nie ogłosił się kalifem, prawdziwym przywódcą wszystkich muzułmanów. W ten sposób zantagonizowałby przychylnych sobie rządzących w regionie, przede wszystkim Saudyjczyków, kustoszy najważniejszych dla muzułmanów symboli.

W przypadku PI można mówić jedynie o zaczątkach faktycznej władzy, zaś bardziej realistycznym celem ugrupowania jest opanowanie całego terytorium Iraku, Syrii, ewentualnie Jordanii i Libanu. Z drugiej strony postępy militarne PI i medialność tego ugrupowania powodują, że mogą się do niego przyłączyć podobne twory w innych częściach świata. W zeszłym tygodniu powołanie islamskiego państwa w północno-wschodniej Nigerii ogłosiła dżihadystyczna organizacja Boko Haram, co jest ewidentnym nawiązaniem do PI, choć zakres współpracy między obydwoma ugrupowaniami jest niejasny.
Jakimi środkami dysponuje Państwo Islamskie?

Wystarczająco dużymi, żeby organizację nazwano najbogatszą grupą terrorystyczną w historii. Tytuł ten bierze się z sumy, jaką dżihadyści zrabowali z oddziału banku centralnego w Mosulu, po zdobyciu miasta na początku czerwca: 425 mln dol. Przyćmiewa ona budżety innych organizacji. Council on Foreign Relations szacowała wpływy Hamasu na 70 mln dol. rocznie, zaś CIA oceniała dochody Al-Kaidy na 30 mln dol. Hezbollah podobno otrzymywał od Iranu i z działalności przestępczej ponad 200 mln dol.

Z kolei Michael Knights z Washington Institute for Near East Policy szacuje dzienne wpływy PI z podatków i handlu ropą między 2 a 4 mln dol. Dodatkowo organizacja opływa w sprzęt wojskowy, w tym wozy opancerzone i artylerię (a mówi się nawet o czołgach) przejęte od uciekających przed nią oddziałów syryjskich i irackich.

Wymienione powyżej aktywa nie odgrywałyby takiej roli, gdyby nie podstawowy środek, jakim cieszy się PI, czyli poparcie ludności. Dżihadyści zajmowali dotychczas tereny zamieszkane przez sunnitów, którzy dostarczali im wsparcia logistycznego i wywiadowczego. To dlatego ofensywy PI zatrzymały się na rogatkach szyickiego w większości Bagdadu i górach Kurdystanu. Jedyne sukcesy, jakie dżihadyści odnieśli w walce z Kurdami, miały miejsce tam, gdzie wspomagały ich klany sunnickie.
W jaki sposób Państwo Islamskie zdobywa poparcie?

Podstawowym atutem propagandowym PI jest nieprzerwane pasmo sukcesów, jakie organizacja odnosiła od końca 2013 r. Wprowadzając na zajętych przez siebie terenach prawo szariatu, organizacja udowadnia, że misja państwotwórcza jest dla nich absolutnie priorytetowa. Przykładem przywiązania do wizji państwa religijnego jest wysiłek wkładany w organizację oddziałów al-Hisba, czyli policji obyczajowej (działającej obok zwykłej policji). Tylko w stołecznej prowincji kalifatu, syryjskiej Rakce, działają 43 posterunki pilnujące np. zakazu handlu w porze modłów. Powołanie takiej służby to konkretny wysiłek organizacyjny.

To podoba się konserwatywnym sunnitom, którzy takiego przywiązania do religijnych reguł nie widzieli u Saddama Husajna czy Baszara al-Asada. Do tego oczywiście dochodzą usługi dla ludności cywilnej, konserwacja sieci elektrycznej i wodociągowej, pomoc społeczna.

– Czuję, że mam do czynienia z funkcjonariuszami państwowymi, a nie bandą zbirów – powiedział w lipcu dziennikarzowi „New York Times” złotnik z Rakki. Organizacja jest także niezwykle biegła w posługiwaniu się mediami społecznościowymi i internetem, za których pomocą umiejętnie buduje wizerunek siły dążącej do realnej zmiany na Bliskim Wschodzie i realizacji ummy – jedności wszystkich muzułmanów – w ramach jednego organizmu państwowego.

Jakie zagrożenie dla Zachodu stanowi Państwo Islamskie?

Eksperci, przede wszystkim amerykańscy, nie są zgodni co do tego, czy PI przygotowuje atak terrorystyczny na Zachód. Wrażenie takie spotęgowała publikacja filmu „Wiadomość dla Ameryki”, na którym bojownik odcina głowę dziennikarzowi Jamesowi Foleyowi. Była to odpowiedź organizacji na rozkaz Obamy o użyciu lotnictwa przeciw dżihadystom.

– Atak na Amerykę nie stanowi dla nich priorytetu – uważa Andrew Liepman, były wiceszef Krajowego Centrum Przeciwdziałania Terroryzmowi w USA. Przemawiają za tym przynajmniej dwa powody. Dotychczas organizacja była bardziej zainteresowana umacnianiem władzy i budową struktur na zajętych terenach. Teraz dżihadyści toczą dodatkowo walkę na dwóch frontach – przeciw siłom syryjskim i irackim. To wymaga ogromnego zaangażowania sił. Co ciekawe jednak, wydawany przez PI periodyk „Dabiq” nie nawołuje do ataków na terenie państw Zachodu, inaczej niż publikowany przez Al-Kaidę „Inspire”.

Niewykluczone jednak, że atak na cele na Zachodzie jednak „leży w ich obszarze zainteresowania”, jak stwierdził rzecznik Pentagonu kadm. John Kirby. Jeśli faktycznie tak jest, to dżihadyści pewnie staraliby się dokonać ataku od wewnątrz, wykorzystując to, że nie mają problemu ze znalezieniem rekrutów chociażby w krajach europejskich. Prywatna agencja wywiadowcza Soufan Group szacuje, że w szeregach PI walczy dziś 3 tys. obywateli państw Zachodu.

Pomimo zagrożenia, jakie stanowi PI, operacja wojskowa inna niż naloty lub pomoc humanitarna wydaje się mało prawdopodobna. Administracja Obamy nie chce się wikłać w długotrwałą wojnę domową w Iraku i sugeruje, że ciężar walki muszą ponieść sami Irakijczycy. Szczególnie że ewentualne pokonanie PI nie rozwiązuje konfliktów wewnętrznych w tym kraju, a Amerykanie nie mają obecnie żadnego pomysłu, w jaki sposób stworzyć rząd Iraku, by był stabilny i miał poparcie wszystkich grup etnicznych i religijnych. Chyba że bojownicy PI przeprowadziliby atak terrorystyczny na terenie Zachodu. Wtedy nie będzie innego wyjścia, jak tylko pełnowymiarowa interwencja, czego zresztą dżihadyści są najprawdopodobniej świadomi.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci CBŚ uderzyli w odradzającą się grupę „ożarowską”

Policjanci Centralnego Biura Śledczego wspierani przez funkcjonariuszy BOA KGP, KSP i komendy powiatowej w Sochaczewie zatrzymali 28 osób, członków grupy „ożarowskiej”, w tym jednego z liderów 48-letniego Roberta B. „Bedzio”. Policjanci zabezpieczyli 10 kg trotylu, 3 kg plastycznego materiału wybuchowego, 6 granatów i 6 sztuk broni palnej wraz z amunicją. Grupa „ożarowska” powstała pod koniec lat 90. XX wieku jako jeden z głównych odłamów grupy „pruszkowskiej”. Członkowie „Ożarowa” specjalizowali się w produkcji, obrocie i przemycie narkotyków, uprowadzeniach dla okupu, handlu bronią i materiałami wybuchowymi. Śmierć jednego z liderów szajki doprowadziła do rozhermetyzowania struktury, co wykorzystali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, którzy bardzo dokładnie rozpracowali to środowisko. Pierwsze uderzenie w „ożarowską” nastąpiło w kwietniu 2008 roku – wtedy w ręce funkcjonariuszy wpadło kilkudziesięciu członków grupy, w tym także jej ścisły zarząd. Dzięki temu doszło do kompletnego rozłamu szajki. Jednak pozostający na wolności byli jej członkowie podejmowali próby reaktywowania „Ożarowa”.Żródło info i foto: Policja.pl

Człowiek nr 2 Al-Kaidy zabity

W północno-zachodnim Pakistanie został zabity człowiek nr 2 w strukturach Al-Kaidy, Libijczyk Atija Abd al-Rahman. Terrorysta zginął 22 sierpnia w Waziristanie – poinformował wysoki urzędnik administracji amerykańskiej. Al-Rahman odpowiadał za działania operacyjne Al-Kaidy zanim – jak pisze agencja Associated Press – wyrósł do wiceszefa organizacji po śmierci Osamy bin Ladena w maju tego roku. Śmierć al-Rahmana jest wielkim ciosem dla tej sieci terrorystycznej – pisze AP. Przedstawiciel władz w Waszyngtonie, który pragnął pozostać anonimowym z racji sekretności operacji wywiadowczych, powiedział, że al-Rahman zginął 22 sierpnia na pakistańskich terytoriach plemiennych. Tego właśnie dnia amerykański samolot bezzałogowy dokonał ataku w Waziristanie. Żródło info i foto: TVP.info

CBŚ uderzyło w grupę mokotowską

20 osób zatrzymanych, zabezpieczone mienie ruchome o wartości 170 tys. złotych – to efekt operacji policjantów z Centralnego Biura Śledczego, wspomaganych przez antyterrorystów z BOA, wymierzonej w odradzające się struktury grupy mokotowskiej. W realizacji wzięło udział około 250 funkcjonariuszy oraz snajper, który na pokładzie śmigłowca zabezpieczał działania grup szturmowych. Wszystkie zatrzymane osoby usłyszą zarzuty i staną przed sądem – podaje Policja.pl
Dokładnie o godzinie 6.00 funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego i Biura Operacji Antyterrorystycznych weszli jednocześnie do kilkudziesięciu mieszkań i domów w Warszawie i jej okolicach. W sumie w uderzeniu w grupę mokotowską brało udział 250 policjantów, wykorzystano także śmigłowiec, na pokładzie którego znajdował się snajper i personel medyczny zabezpieczający działania grup szturmowych.
Żródło info: Policja.pl