Indianapolis: Strzelanina w placówce firmy FedEx

W amerykańskim Indianapolis doszło do masowej strzelaniny. Służby informują o wielu ofiarach znalezionych w placówce firmy FedEx. Doniesienia o strzelaninie pojawiły się w czwartek późnym wieczorem czasu lokalnego (piątek rano w Polsce). Służby informują o „licznych ofiarach” – podaje NBC.

Policja poinformowała dziennikarzy, że funkcjonariusze odpowiedzieli na zgłoszenie o strzałach z broni palnej. Jak podano, sprawca zastrzelił się. Służby mówią o „licznych ofiarach”, ale nie podano oficjalnie, ile osób zostało postrzelonych i w jakim są stanie.

Cytowany przez lokalne media świadek powiedział, ze widział mężczyznę z bronią automatyczną, który strzelał na otwartej przestrzeni.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Biłgoraj: Strzały przed sklepem monopolowym

Strzały przed sklepem monopolowym w Biłgoraju na Lubelszczyźnie. W Wielkanoc 30-letni mieszkaniec miasta sięgnął po pistolet i zaczął strzelać. Powód jego zachowania szokuje! Nie chciał okraść sklepu, nie. On zwyczajnie… domagał się otwarcia! Był środek nocy, a do tego Wielkanoc, więc sięgnął po poważne „argumenty”. Teraz grozi mu kilkanaście lat więzienia.

Napad na sklep monopolowy w Biłgoraju! Takie zgłoszenie w środku nocy, Wielkiej Nocy (z 3 na 4 kwietnia) otrzymali tamtejsi policjanci. Od razu ruszyli na miejsce. Sprawa była poważna, świadkowie słyszeli strzały na parkingu przed monopolowym. Co tam się stało?

– „Około północy do sklepu przyszedł mężczyzna. Widząc właściciela, który po zamknięciu sklepu znajdował się w samochodzie na parkingu, podszedł do niego i zażądał otworzenia sklepu, ponieważ chciał kupić alkohol” – relacjonuje mł. asp. Joanna Klimek z Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju.

Właściciel sklepu odmówił, a wtedy mężczyzna wyciągnął przedmiot przypominający broń palną i strzelił w powietrze! Następnie skierował lufę w stronę właściciela sklepu… Mężczyzna gwałtownie ruszył z miejsca, wciskając pedał gazu i uciekł przed szalonym „klientem”. Napastnik też uciekł, ale nie na długo.

– „Po kilku godzinach na terenie miasta zatrzymany został 30-letni mieszkaniec powiatu biłgorajskiego. W miejscu zamieszkania 30-latka policjanci ujawnili i zabezpieczyli pistolet hukowy z magazynkiem, którym posłużył się podczas usiłowania rozboju oraz kilkadziesiąt sztuk amunicji” – relacjonuje Klimek.
Źródło info i foto: se.pl

Etiopia: Terroryści urządzili masakrę w wiosce. Nie żyje 30 osób

Uzbrojeni w broń palną napastnicy rozstrzelali według świadków co najmniej 30 mieszkańców jednej z wiosek we wschodniej części etiopskiego regionu Oromia. To kolejny przejaw narastającej przemocy na tle etnicznym w tym kraju.

Według relacji świadka, jego sąsiedzi zabici podczas nocnego ataku byli Amharami, przedstawicielami jednej z etnicznych grup zamieszkujących Etiopię. „Pochowaliśmy 30 osób” – powiedział Reutersowi świadek masakry. Dodał, że on i jego rodzina usłyszeli strzały i uciekli do najbliższej instytucji rządowej szukać schronienia.

Z kolei inny mieszkaniec zaatakowanej miejscowości przekazał AFP, że uzbrojeni napastnicy pojawili się ok. godz. 21 czasu lokalnego i zmusili ludność miejscową do zgromadzenia się w jednym miejscu i ich rozstrzelali. „To miejsce nie było chronione przez siły rządowe. Znalazłem 29 ciał leżących w jednym miejscu, ale były też inne rozrzucone w okolicy – powiedział anonimowy świadek.

Oświadczenie lokalnych władz

Lokalne władze regionu Oromia przekazały w oświadczeniu, że Front Wyzwolenia Oromo (OLA), dążąca do niepodległości i uznana przez rząd za terrorystyczną organizacja ludu Oromo, w dalszym ciągu atakuje cywili. „Pomimo że zostali osłabieni przez środki prawne podjęte przez rząd oraz lokalne społeczności, podejmują wciąż desperackie ataki na cywili” – poinformowały władze.

Oromo to największa grupa etniczna w Etiopii, Amharowie są drudzy pod względem liczebności. Regiony Amhara oraz Oromia sąsiadują ze sobą. Cywile, którzy należą do grup etnicznych innych niż większość w danym regionie regularnie padali ofiarami ataków w ostatnich miesiącach. Tewodros Tirfe, prezes Stowarzyszenia Amharów Amerykańskich z siedzibą w Waszyngtonie, powiedział, że w marcu „ponad 300 Amharów, w tym kobiety i dzieci, zostało zmasakrowanych przez Front Wyzwolenia Oromo”. Oskarżył też rząd, na czele którego od 2018 r. stoi premier Abiy Ahmed Ali, który sam jest Oromem, o „milczenie” w sprawie tych zabójstw. Ataki na tle etnicznym nasiliły się przed nadchodzącymi w czerwcu wyborami parlamentarnymi.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kalifornia: Strzelanina w biurowcu. Nie żyją 4 osoby

Strzelanina w Orange. „Cztery osoby, w tym dziecko, zginęły w strzelaninie w biurowcu w mieście Orange w południowej Kalifornii; piąta osoba została ranna” – poinformowała policja, która postrzeliła podejrzanego. Strzały było słychać w środę wczesnym wieczorem czasu lokalnego, gdy policja przyjechała pod dwupiętrowy biurowiec na Lincoln Avenue w Orange, na południowy wschód od Los Angeles – poinformowała porucznik Jennifer Amat.

Doszło do „strzelaniny z udziałem funkcjonariusza”; podejrzany został zabrany do szpitala – powiedziała Amat, nie ujawniając, w jakim jest stanie. Nie wiadomo, co było przyczyną ataku ani dlaczego dziecko było w biurowcu, gdzie mieści się kilka firm.

Po półtorej godziny sytuacja została opanowana i nie było żadnego zagrożenia dla społeczeństwa – poinformowała policja. Miasto Orange leży ok. 50 km na południowy wschód od Los Angeles i liczy ok. 140 tys. mieszkańców.

W zeszłym tygodniu dziesięć osób zginęło w supermarkecie w Boulder w Kolorado, a tydzień wcześniej osiem osób zostało śmiertelnie postrzelonych, w tym sześć Azjatek, w trzech kompleksach SPA w Atlancie, w Georgii.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Siedlce: Policyjny pościg za bmw, padły strzały

Półtoraroczne dziecko było z trzema nietrzeźwymi osobami w samochodzie, który uciekał przed policją w Siedlcach – dowiedział się reporter RMF FM. Podczas pościgu funkcjonariusze użyli broni. Do zdarzenia doszło w środę w godzinach wieczornych w Siedlcach. Na ulicy Sokołowskiej funkcjonariusze próbowali zatrzymać do rutynowej kontroli drogowej samochód marki BMW. Kierowca auta jednak przyśpieszył zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za pojazdem.

W trakcie pościgu potrącony został jeden z funkcjonariuszy, wtedy jego kolega wystrzelił w opony uciekającego auta. Mimo to samochód jechał dalej. Po kilku kilometrach uderzył w dwa radiowozy i się zatrzymał.

Policjanci wyciągnęli kierowcę z pojazdu. Jak się okazało po badaniu, miał prawie 2,5 promila alkoholu w organizmie. W samochodzie oprócz niego było jeszcze dwoje nietrzeźwych pasażerów i półtoraroczne dziecko. Nikt, poza potrąconym policjantem, który ma uszkodzony łokieć, nie ucierpiał w tym zdarzeniu.

Jak informuje dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, pijany kierowca na razie trzeźwieje, jeszcze dziś ma zostać dorowadzony do prokuratury, gdzie usłyszy zarzuty.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Napad na stację paliw w Rybniku. Padły strzały

Wracamy do wczorajszego napadu na stację benzynową w pobliżu ronda Wodzisławskiego. Policja w Rybniku informuje, że napastnik chciał od personelu pieniędzy. Zamachnął się nożem na policjanta i został postrzelony. Co ciekawe, w 2016 roku również dostał „kulkę”. Wczoraj, około godziny 19.40 do jednej ze stacji paliw w rejonie skrzyżowania ulicy Wodzisławskiej z Reymonta wtargnął mężczyzna, który nożem sterroryzował obsługę.

Wiadomo dzisiaj, że mężczyzna zażądał pieniędzy.

– Niedaleko przejeżdżali właśnie dzielnicowi, których przypadkowy świadek poinformował o mężczyźnie, który szedł w kierunku stacji, mówiąc, że chce na nią napaść. Policjanci natychmiast tam pojechali. Kiedy stróże prawa weszli do środka, zastali stojącego za ladą mężczyznę, który trzymał w ręku nóż. Pomimo wezwania do odrzucenia niebezpiecznego narzędzia, agresywny 41-latek będąc blisko policjanta, zamachnął się w jego kierunku. Policjant w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia użył broni służbowej i postrzelił go w nogę – mówi asp. Bogusława Kobeszko, rzecznik rybnickiej policji.

Mieszkaniec Rybnika został zatrzymany i obezwładniony. Mundurowi udzieli rannemu pierwszej pomocy i wezwali pogotowie. Postrzelony mężczyzna został natychmiast przetransportowany do szpitala.

– Na miejscu wykonano oględziny pod nadzorem prokuratora. Od mieszkańca Rybnika pobrano krew do badań, które wykażą, czy znajdował się on pod wpływem alkoholu lub jakichkolwiek innych substancji psychoaktywnych. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara do 12 lat więzienia – dodaje policjantka.

Co ciekawe, jak udało nam się dowiedzieć – to nie pierwsza taka sytuacja z udziałem tego napastnika. W listopadzie 2016 również dostał „kulkę”. W bloku na Smolnej rzucił się z nożem na policjanta. Mundurowy musiał użyć broni.

Dlaczego mężczyzna został wypuszczony na wolność, skoro popełnił wcześniej podobne przestępstwo? Wrócimy do tematu.
Źródło info i foto: rybnik.com.pl

Londyn: 37-letni Polak ofiarą strzelaniny

Do tragedii doszło w sobotni wieczór, w południowym Londynie. 37-letni Polak padł ofiarą krwawej strzelaniny. Jak informują lokalne media Polak przebywa szpitalu, jego stan jest krytyczny. W sobotę, 13 marca ok. godziny 20:50 przy Church Street w Croydon doszło do krwawej strzelaniny. Ofiarą okazał się 37-latek z Polski. Z relacji świadków, którzy w momencie oddania strzałów znajdowali się w pobliskim sklepie wynika, że mężczyzna leżał na ziemi w kałuży krwi, z otwartymi ranami brzucha, z których widać było jego wnętrzności. Obok niego leżał przewrócony motocykl.

Wezwani na miejsce medycy z pogotowia na miejscu zdarzenia udzielili Polakowi pierwszej pomocy zanim został on przewieziony do szpitala. Lokalna policja poinformowała, że mężczyzna jest w krytycznym stanie.

Aresztowano dwóch mężczyzn

Policja aresztowała dwóch mężczyzn, w wieku 24 i 30 lat, podejrzanych o usiłowanie zabójstwa. Zatrzymani przebywają obecnie w areszcie na posterunku policji w południowym Londynie. Lokalni śledczy badają szczegóły zbrodni. Świadkiem makabrycznego zdarzenia była 26-letnia matka dwójki dzieci, która chciała zachować anonimowość.
Źródło info i foto: o2.pl

Wjechała w stację paliw w Rymaniu. Padły strzały. 37-latka zgłosiła się na policję

W nocy z soboty na niedzielę kobieta prowadząca bmw wjechała do budynku stacji paliw w Rymaniu w woj. zachodniopomorskim. Mimo interwencji policji i oddanych strzałów odjechała z miejsca zdarzenia. Jednak nie daleko.

Jak informuje PAP, policjanci zostali wezwani na miejsce przez pracowników stacji ze względu na irracjonalne i agresywne zachowanie kobiety. Gdy mundurowi przybyli na miejsce, doszło do zaognienia sytuacji. Kobieta wjechała w budynek stacji paliw, niszcząc drzwi. Na tym jednak się nie skończyło.

Kierująca bmw wycofała, na szczęście omijając dystrybutory paliwa. Następnie, ignorując polecenia policjantów, ponownie, tym razem z większą prędkością uderzyła w budynek, zupełnie go demolując. Sytuacja była bardzo groźna – w szczególności dla osób przebywających w budynku. Dość powiedzieć, że samochód zupełnie wjechał do jego wnętrza. Po wyjechaniu z budynku kierująca zaczęła uciekać. Wtedy policjanci zdecydowali się na użycie broni. Oddano kilka strzałów, ale nie zatrzymało to kierującej bmw.

Jak informuje policja, niedługo potem kobieta została zatrzymana przez mundurowych. Na razie nie wiadomo, co wywołało zachowanie 37-latki. Badanie alkomatem nie wykazało obecności alkoholu w wydychanym powietrzu. Kobiecie pobrano krew, by sprawdzić, czy nie znajdowała się ona pod wpływem innych substancji. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.
Źródło info i foto: autokult.pl

Policyjny pościg za pijanym 40-latkiem, który potrącił dwóch chłopców. Padły strzały

40-latek ze Sławna najpierw zabrał auto właścicielowi, a potem, pijany, potrącił dwóch chłopców. Mężczyznę udało się zatrzymać dopiero po pościgu, podczas którego policjanci musieli oddać w jego stronę strzały. Komenda Powiatowa Policji w Sławnie (woj. zachodniopomorskie) opisała historię, która swój początek miała na ul. Armii Krajowej w tym mieście. Policjanci z drogówki byli świadkami, jak kierujący pojazdem Renault Laguna na oznakowanym przejściu dla pieszych potrącił dwóch chłopców.

Jeden z funkcjonariuszy ruszył na pomoc chłopcom, a drugi udał się w pościg za kierowcą. Ulicami Sławna zaczął się pościg, podczas którego policjant oddał nawet strzały w kierunku uciekającego.

Pościg ulicami Sławna i strzały

Na jednej z ulic miasta kierujący porzucił auta i rzucił się pieszo do ucieczki. Wtedy policjant znowu użył broni, a jedna z kul trafiła mężczyznę w nogę. Po chwili został zatrzymany.Podczas zatrzymania okazało się, że 40-latek ze Sławna jest pijany, miał prawie 1,5 promila alkoholu w organizmie. Po opatrzeniu rany trafił w do policyjnej izby zatrzymań. Jak ustalono, Renault Laguna nie należało do 40-latka, zabrał je bez zgody właściciela. Mężczyzna nie miał też prawa jazdy.

Po wytrzeźwieniu zostały przedstawione mu zarzuty. Mężczyzna przyznał się do winy. Sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt na dwa miesiące. Za najcięższe z tych przewinień grozi do 5 lat więzienia. Konsekwencje mogą być jednak większe, ponieważ sąd może sumować kary.

Na szczęście 13-latkowi i jego 12-letniemu bratu w wyniku zdarzenia nic poważnego się nie stało. Trafili pod opiekę rodziców.
Źródło info i foto: Wprost.pl

USA: Niezadowolony pacjent otworzył ogień w kierunku do personelu

67-letni mężczyzna niezadowolony z opieki, jaką otrzymał w klinice w niewielkiej miejscowości Buffalo, w stanie Minnesota, otworzył we wtorek ogień raniąc pięć osób. Jedna z nich zmarła później w szpitalu. Mężczyznę aresztowała policja. Jak poinformował szeryf hrabstwa Wright Sean Deringer, pirotechnicy sprawdzają podejrzane pakunki znalezione na terenie kliniki oraz w motelu, w którym napastnik się zatrzymał. Personel i pacjentów kliniki ewakuowano. Napastnik został zidentyfikowany jako Gregory Paul Ulrich.

Policja nie potwierdziła tego, ale z nieoficjalnych informacji, na które powołuje się Associated Press wynika, że jedną z jego ofiar miał być lekarz pracujący w klinice. Ulrich dostał wcześniej sądowy zakaz zbliżania się do tego lekarza.

Nie jest jasne czy jeden z pakunków eksplodował, ale na materiałach filmowych miejscowej stacji telewizyjnej widać zniszczenia jednego z pomieszczeń kliniki. Do incydentu doszło w klinice Allina w Buffalo, osadzie liczącej 15 tys. mieszkańców położonej w odległości ok. 64 km na północy zachód od Minneapolis.
Źródło info i foto: TVP.info