Jelenia Góra: 45-letni Dariusz R. skazany na 15 lat więzienia. Strzelał w mieszkaniu z broni palnej, ranił dwie osoby

Na karę 15 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze mężczyznę oskarżonego o usiłowanie zabójstwa dwóch osób. Oskarżony strzelał do poszkodowanych z broni palnej.

O wyroku jeleniogórskiego sądu poinformował w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski. Do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w kwietniu 2017 r. w Bogatyni (Dolnośląskie). 45-letni Dariusz R. w mieszkaniu jednego z pokrzywdzonych strzelił z broni palnej do dwóch mężczyzn. Jeden z nich odniósł obrażenia zagrażające życiu, drugi zaś został lżej ranny. Mężczyźni przeżyli dzięki pomocy lekarskiej.

R. został zatrzymany nazajutrz po popełnieniu zbrodni. Usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch osób i na wniosek prokuratury został tymczasowo aresztowany. Prokurator Czułowski poinformował, że mężczyzna „konsekwentnie nie przyznawał się do winy”.

Jeleniogórski sąd uznał R. za winnego popełnienia zarzucanej mu zbrodni i wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności – poinformował prok. Czułowski.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były zomowiec oskarżony o strzelanie do górników z kopani „Wujek”

Były członek plutonu specjalnego ZOMO Roman S. odpowie przed katowickim sądem za strzelanie do górników protestujących w kopalni „Wujek” w grudniu 1981 r. We wtorek IPN skierował do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Byłemu zomowcowi, który nie przyznaje się do winy, grozi do 10 lat więzienia.

Akt oskarżenia w tej sprawie wniósł prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Jak poinformowała naczelnik pionu śledczego katowickiego IPN prok. Ewa Koj, Roman S. został oskarżony o popełnienie zbrodni komunistycznych, stanowiących jednocześnie zbrodnie przeciwko ludzkości.

S., który ma niemieckie obywatelstwo, był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. Został zatrzymany 17 maja w Chorwacji. Władze tego kraju zdecydowały o wydaniu go polskim organom wymiaru sprawiedliwości. 11 czerwca usłyszał zarzut w katowickim IPN, a dzień później został aresztowany. Na podstawie decyzji sądu w areszcie pozostanie do 6 sierpnia.

Roman S. jest jednym z dwóch żyjących b. zomowców, którzy uczestniczyli w pacyfikacji katowickiej kopalni na początku stanu wojennego, a nie zostali dotąd osądzeni. IPN ścigał także Jana P., który również wyjechał za granicę, unikając zarzutów, oskarżenia i procesu. Jego sprawa jest już jednak umorzona i nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Przed sądem stanie natomiast Roman S.; przesłuchany w czerwcu w katowickim IPN nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

IPN oskarżył b. zomowca o to, iż „16 grudnia 1981 r. w Katowicach, będąc funkcjonariuszem państwa komunistycznego, (…) członkiem plutonu specjalnego Pułku Manewrowego KW MO w Katowicach, działając wspólnie z innymi członkami tego plutonu, dopuścił się zbrodni komunistycznej stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na stosowaniu represji i naruszaniu praw człowieka”.

Chodzi o udział oskarżonego „w pobiciu strajkujących górników kopalni „Wujek””. Roman S. – jak czytamy w akcie oskarżenia – „użył niebezpiecznego narzędzia w postaci broni palnej, oddając strzały w kierunku wyżej wymienionej grupy osób, narażając je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia”.

W wyniku pacyfikacji strajkującej kopalni przez siły milicyjne śmierć poniosło 9 osób, a 21 osób doznało obrażeń ciała. W ocenie IPN, stanowiło to „poważne prześladowania z powodu przynależności osób prześladowanych do określonej grupy polityczno-społecznej, która sprzeciwiła się bezprawnemu wprowadzeniu stanu wojennego oraz pozbawieniu podstawowych praw i wolności obywatelskich”.

Większość członków plutonu specjalnego ZOMO, który strzelał do górników z „Wujka”, została prawomocnie osądzona. W czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył kary od 3,5 do 4 lat więzienia. To C. dał sygnał do otwarcia ognia – wynika z procesu.

Według sądu, w sposób niewątpliwy w toku procesu ustalić można było jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników. Wniesione kasacje oddalił w 2009 r. Sąd Najwyższy – wyrok stał się ostateczny blisko 28 lat po tragedii.

Roman Zdzisław S. to były funkcjonariusz plutonu specjalnego Pułku Manewrowego Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach. Na początku lat 90. ub. wieku wyjechał na stałe do Niemiec – jeszcze zanim sformułowano wobec niego zarzuty w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń. Zrzekł się obywatelstwa polskiego i przyjął niemieckie. Jak podaje IPN, strona niemiecka odmówiła wydania podejrzanego. Wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec byłego milicjanta w 2012 r. złożył do katowickiego sądu prokurator IPN w Katowicach. Sąd Okręgowy w Katowicach 7 stycznia 2013 r. wydał taki nakaz, co umożliwiło zatrzymanie poszukiwanego w tym roku w Chorwacji.

W latach 90. do Niemiec uciekł także – jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze – inny b. zomowiec, Jan P., który ma podwójne obywatelstwo. Gdy w 2013 r. wydawano Europejski Nakaz Aresztowania S., IPN wnioskował o podobny nakaz dla P., sąd nie uwzględnił jednak tego wniosku. Z uzasadnienia wynikało, że – jak ustalił sąd – postanowieniem prokuratury w Dortmundzie z 10 maja 1995 r. umorzono postępowanie przeciwko Janowi P. Zgodnie z art. 114 par. 3 pkt 3 Kodeksu karnego strona polska jest związana orzeczeniem sądu innego państwa strefy Schengen. Tym samym IPN był zobowiązany do uchylenia listu gończego i umorzenia postępowania wobec P. Miało to miejsce we wrześniu 2018 r.

Na początku stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., w czasie pacyfikacji strajku w kopalni „Wujek” w Katowicach milicja użyła broni palnej. Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu protestujących górników, a ponad 20 zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego.

W oddzielnym procesie odpowiadał gen. Czesław Kiszczak, oskarżony o przyczynienie się do śmierci górników w „Wujka”. Jego proces toczył się przed warszawskim sądem. Pierwszy proces ruszył w 1994 r. – w 1996 r. SO uniewinnił Kiszczaka. W 2004 r. skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu. W 2008 r. sprawę umorzono z powodu przedawnienia. W 2011 r. ponownie Kiszczaka uniewinniono. Wszystkie wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zwracał sprawy do SO. Kiszczak zmarł w listopadzie 2015 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Strzelanina na przyjęciu z okazji ukończenia szkoły

Do tragedii doszło w sobotę wieczorem, w Filadelfii (USA). Napastnik wtargnął na przyjęcie absolwenckie z okazji ukończenia szkoły i postrzelił co najmniej 8 osób. Jedna osoba została zastrzelona – informuje w poniedziałek Daily Mirror.

Jak z kolei podaje amerykańska policja, ranne są dzieci w wieku od 15 do 17 lat. Pozostałe cztery ofiary to dorośli – przekazuje CBS Philly.

Według relacji Richarda Rossa z policji w Filadelfii, rewolwerowiec zaczął strzelać w tłumie około 60 osób. Zagraniczne media informują, że w strzelaninie zginął 20-letni mężczyzna.

– Pojawił się przynajmniej jeden osobnik – nie wiemy, czy przyjechał samochodem, czy przyszedł pieszo – i oddał wiele strzałów – relacjonował Ross.

Wtargnął na przyjęcie i zaczął strzelać

Rany, które odniosły nastolatki, na szczęście nie zagrażają ich życiu. Przyjęcie z okazji ukończenia szkoły odbywało się w jednym z parków na terenie Filadelfii. Napastnik wtargnął na nie około godziny 22.00 czasu lokalnego i zaczął strzelać do świętujących ludzi. Według policji, oddał łącznie osiem lub dziewięć strzałów.

Na razie nikogo jeszcze nie aresztowano w związku ze sprawą . Funkcjonariusze poszukują świadków zdarzenia i zabezpieczają zapisy z kamer monitoringu miejskiego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe fakty ws. ataku w szkole w Brześciu Kujawskim. „Śmiał się i strzelał”

Atak w szkole w Brześciu Kujawskim. Uczniowie placówki opowiadają o strzelaninie, do której doszło w poniedziałek. – Otworzył drzwi, wyciągnął palnik, podpalał i rzucił to do klasy. Jak wybuchło, ogłuchliśmy wszyscy – tak o zdarzeniu mówi jeden z uczniów.

Przypomnijmy: do ataku doszło w poniedziałek przed godz. 10.00. Zamaskowany 18-letni mężczyzna dostał się na teren szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim. Marek N. postrzelił dwie osoby: 11-letnią uczennicę Oliwię oraz 59-letnią pracownicę szkoły.

W czasie strzelaniny trwała lekcja języka angielskiego w klasie 11-letniego Ariela. – Miał słabe oceny podobno w tej szkole. On szukał pani P. Wszedł do nas do klasy z pierwszym ładunkiem, ogłuszyło nas. A koleżanka wybiegała i dostała trzy kulki – opowiada uczeń.

– Otworzył drzwi, wyciągnął palnik, podpalał i rzucił to do klasy. Jak wybuchło, ogłuchliśmy wszyscy, uszy bolały – dodaje jego kolega, Aleks.

Świadkowie wskazują na to, że napastnik wszedł oknem w pobliżu sali gimnastycznej. – Tam koło mnie przeszedł, bo my się tam ukrywaliśmy. Gdy czwarta klasa uciekała, to się śmiał, a gdy inna klasa uciekała, to strzelał – powiedział w rozmowie z reporterami „Interwencji” Mateusz, jeden z uczniów szkoły.

„Najpierw musi zabić kogoś, żeby zabić siebie”

To nie pierwszy taki niebezpieczny incydent z udziałem Marka N. – On już dawno miał takie dziwne zagrania, że z nożem biegał. I na moją koleżankę też się rzucił ze słowami, że najpierw musi zabić kogoś, żeby zabić siebie – wspomina Marta, uczennica Szkoły Podstawowej nr 1.

Ojciec postrzelonej 11-latki mówi w rozmowie z dziennikarzami, że trauma po ataku na córkę dotknęła również innych dzieci, które w tym uczestniczyły. Dodaje, że one też potrzebują pomocy. – Jedna kula przeszła przez obojczyk na wylot. Druga kula trafiła ją w plecy, niecały centymetr od rdzenia kręgowego. Trzecia kula, którą dostała w brzuch, drasnęła również nerkę – wskazuje Arkadiusz Gorzycki, ojciec postrzelonej Oliwii.

Marek N. usłyszał trzy zarzuty: usiłowania zabójstwa wielu osób i sprowadzenie niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz usiłowania zabójstwa 11-letniej uczennicy oraz woźnej. Sąd zastosował także środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.

Mężczyzna przyznał się do pierwszego zarzutu. Grozi mu dożywocie. Jak ustaliła Wirtualna Polska, niewykluczone że o planowanym ataku na szkołę wiedzieli bliscy napastnika Marka N. Okazuje się bowiem, że w dniu ataku, jego brat nie pojawił się w szkole.
Źródło info i foto: wp.pl

18-letni napastnik ze szkoły w Brześciu Kujawskim trafi do aresztu

Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla sprawcy ataku na szkołę w Brześciu Kujawskim. Marek N. trzy miesiące spędzi na oddziale psychiatrii sądowej w areszcie śledczym w Szczecinie. Wcześniej mężczyzna usłyszał zarzuty. Przedwczoraj 18-letni były uczeń szkoły podstawowej wtargnął do budynku z bronią. Postrzelił uczennicę oraz pracownicę szkoły. Wczoraj do późnych godzin wieczornych trwało jego przesłuchanie.

W trakcie wtorkowego, trwającego kilka godzin przesłuchania, prokuratorzy przedstawili 18-latkowi trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób i sprowadzenie niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób. Chodzi o wniesienie do szkoły i odpalenie materiałów wybuchów domowej produkcji. Swoich zamiarów – jak podkreśla prokuratura – napastnik nie osiągnął, z uwagi na ucieczkę zagrożonych osób.

Dwa kolejne zarzuty dotyczą usiłowania zabójstwa 11-letniej uczennicy oraz pracownicy szkoły i spowodowania u nich obrażeń skutkujących dłuższym niż tydzień pobytem w szpitalu. Według Super Expressu u rannej 11-latki kilka lat temu zdiagnozowano raka kości. Dziewczynka cały czas jest w trakcie leczenia.

Dostała trzy kule. Jedna na szczęście ominęła obojczyk, ale dwie utkwiły w biodrze. Z miejsca trafiła na stół operacyjny. Przez dwie godziny lekarze wyciągali z niej te kule – mówi tata 11-latki rozmowie z Super Expressem. Okazało się, że jedna z kul drasnęła wątrobę a druga dosłownie o milimetry minęła rdzeń kręgowy – dodaje matka dziewczynki.

18-latek składa obszerne wyjaśnienia

Napastnik przyznał się do winy. W trakcie przesłuchania złożył też obszerne wyjaśnienia – powiedział RMF FM Wojciech Fabisiak z Prokuratury Okręgowej we Włocławku. Śledczy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Nie odpowiadają także na pytania dotyczące motywu jakimi kierował się 18-latek. Rutynowo przejdzie on badania psychiatryczne.

Trzeba sprawdzić, czy mężczyzna, o którym wiadomo, że wcześniej leczył się psychiatrycznie – był poczytalny. Od wyników badań będzie zależeć, czy przed sądem będzie mógł odpowiadać za to co zrobił. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim. Woźny złamał zakaz, by ratować dzieci

– Woźny pobiegł na piętro mimo strzałów i ryzyka. Złamał mój zakaz, ale chciał ratować dzieci – mówi dyrektorka podstawówki w Brześciu Kujawskim, w której były uczeń urządził strzelaninę. Dodaje, że napastnik był w przeszłości bardzo spokojnym chłopcem.

Wczoraj do szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim wtargnął 18-letni Marek N. – były uczeń tej placówki. Oddał kilka strzałów i użył przygotowanych wcześniej materiałów wybuchowych. Ranne zostały sprzątaczka i 11-letnia uczennica. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób.

– Mam fioła na punkcie bezpieczeństwa dzieci. W zeszłym roku wszyscy nauczyciele i osoby pracujące w szkole były szkolone przez dwóch emerytowanych wojskowych, którzy uczestniczyli w akcjach w Afganistanie. Szkolenia dotoczyły właśnie takich sytuacji. Wydawało mi się, że jesteśmy przygotowani… Szkoła ma dwa wejścia – główne i boczne. Panie woźne pełnią dyżury przy tych wejściach. Drzwi są zamknięte. Można wejść tylko wtedy, gdy panie te drzwi otworzą. Dodatkowo trzeba wpisać się do księgi wejść. Rodzice mieli czasami pretensje, że nie mogą swobodnie wejść do obiektu, ale bezpieczeństwo dzieci jest dla nas zadaniem priorytetowym. Nie uchroniliśmy jednak uczniów przed tą sytuacją… – mówi dyrektor szkoły podstawowej z oddziałami gimnazjalnymi Danuta Kuczyńska.

Dodaje, że analizowane są dwie hipotezy odnośnie do tego, w jaki sposób były uczeń mógł wejść niezauważony do placówki.

– Jedna z przyjętych hipotez dotyczy tego, że wszedł przez dach, a druga, że przez mniejszy daszek. Wejście przez dach tłumaczyłoby to, że znalazł się na drugim piętrze. Od dachu teoretycznie można wejść do budynku przez uchylone okno – podkreśla Kuczyńska.

Mówi, że nie ma żadnej wiedzy o tym, jakoby Marek N. miał ostrzegać kogokolwiek ze szkoły bądź jego bliskich o planowanym ataku. Podkreśla, jak ogromny szok przeszła matka chłopca, po informacji o tym, co się stało, i że natychmiast skontaktowała się ze szkołą i przeprosiła za czyn jej syna.

Woźny został bohaterem

– Jestem zachwycona zachowaniem nauczycieli, zachwycona zachowaniem dzieci. Ewakuacja przebiegła niezwykle sprawnie. Wszyscy zachowali zimną krew. Młodsze dzieci myślały, że to kolejny próbny alarm. One nawet nie słyszały strzałów, ale wszystkie zasady bezpieczeństwa zostały zrealizowane na celujący plus. Napastnik, gdy wszedł na drugie piętro, rzucił petardę własnej roboty do jednej z klas. Były tam uchylone drzwi, bo jeden z uczniów wyszedł na chwilę do toalety, a nauczyciel chciał, żeby do klasy wleciało trochę świeżego powietrza. Część dzieci udało się nauczycielowi ewakuować do łazienki, żeby tam się zabarykadować. Niektóre wybiegły jednak na klatkę schodową i napastnik zaczął strzelać do dziewczynki, która była ostatnia – relacjonuje tragiczne poniedziałkowe wydarzenia dyrektorka szkoły.

Później Marek N. strzelił jeszcze z pistoletu do woźnej i ją również ranił. Następnie wyrzucił jedną z petard przez okno, co zaalarmowało dyrektorkę i woźnego – pana Krzysztofa.

– On szedł pierwszy. Gdy usłyszałam strzały do naszej woźnej – nie pozwoliłam mu iść do góry. Nie posłuchał jednak i poszedł dalej, bo chciał ratować dzieci. W jego stronę poleciała jeszcze jedna – mniejsza petarda. Więcej napastnik nie miał w ręku. Nasz woźny zaczął do niego krzyczeć: „co ty robisz?”. Wtedy ten zdjął czapkę, okulary, buty i położył się na podłodze. Pan Krzysztof go obezwładnił – opowiada Kuczyńska.

Około 40-letni mężczyzna także był szkolony na wypadek takich ataków. I został bohaterem. Na pewno uratował zdrowie, a być może i życie wielu osób.

– Złapał Marka za ręce. Ten nic nie wykrzykiwał. Sprowadziliśmy go na dół i zajęliśmy się dziećmi, które były zabarykadowane w łazience. Później udzielaliśmy pomocy, tamowaliśmy krew i opiekowaliśmy się osobami rannymi do przyjazdu pogotowia – relacjonuje dyrektorka.

Kim jest napastnik? Marek N. atakował wcześniej dzieci na boisku

Potwierdza, że Marek N. leczy się psychiatrycznie. Dodaje, że w szkole podstawowej sprawca ataku był dobrym i bardzo spokojnym uczniem – nieco wycofanym.

– Uczył się dobrze. W gimnazjum – przynajmniej na początku – także nie stwarzał problemów wychowawczych. Problem pojawił się w trzeciej klasie i dotyczył sytuacji rodzinnej. Nie było jednak żadnych aktów agresji tego chłopaka w stosunku do innych uczniów. Dementuję też dzisiejsze rewelacje pojawiające się na niektórych portalach, że nie zdał z klasy do klasy i motywacją jego działania była chęć zemsty na którymś z nauczycieli. To informacje kompletnie nieprawdziwe. Wszyscy nauczyciele w trzeciej klasie gimnazjum po okresie, w którym musiał przejść leczenie psychiatryczne, wystawili mu oceny pozytywne. On skończył szkołę, jest jej absolwentem i nie powtarzał żadnej klasy – wyjaśnia dyrektorka.

Kuczyńska potwierdza za to wcześniejsze informacje o ataku Marka N. w lipcu ubiegłego roku koło szkoły.

– Siedział z kapturem na głowie na orliku. Potem wyjął nóż i gonił dziewczynki. Opiekun orlika zadzwonił na policję. Dziewczynki były bardzo wystraszone. Przyjechali funkcjonariusze, wezwano pogotowie i zabrano go wówczas do zakładu psychiatrycznego – wyjaśnia dyrektorka.

Śledczy badają także ten wątek. Wyjaśniają, dlaczego młody mężczyzna opuścił zakład psychiatryczny. Wszelkie działania w jego sprawie są konsultowane z lekarzami. 18-latkowi grozi nawet dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: onet.pl

Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim. Wśród rannych 11-letnia uczennica

Zamaskowany mężczyzna wszedł na teren szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim (województwo kujawsko-pomorskie). Najpierw rzucił petardy hukowe, których odłamki raniły jedną z uczennic. Następnie zaatakował jedną ze sprzątaczek. Zdrowiu i życiu poszkodowanych nie grozi niebezpieczeństwo – poinformowała policja. Pierwszą informację otrzymaliśmy na Kontakt 24. Około godziny 10 policja otrzymała zgłoszenie, że na teren Szkoły Podstawowej numer 1 imienia Władysława Łokietka w Brześciu Kujawskim wszedł zamaskowany mężczyzna.

Dwie ranne osoby

– Napastnik najpierw wrzucił do środka petardy hukowe, których odłamki raniły jedną z uczennic – relacjonowała podinspektor Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

11-letnia dziewczynka według doniesień została ranna w klatkę piersiową i udo. Przetransportowano ją śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala dziecięcego w Toruniu. Mężczyzna zaatakował również jedną ze sprzątaczek. Według informacji TVN24 kobieta raniona jednym strzałem – według nieoficjalnych informacji w klatkę piersiową – została przewieziona do szpitala we Włocławku.

„Prawdopodobnie jest to 18-letni były uczeń”

Na miejscu trwają działania policji. Przeszukiwane jest także mieszkanie 18-latka, śledczy nie mają jeszcze informacji o jego motywach. Sprawdzana jest broń, której użył. Podinspektor Chlebicz zapewniła, że obrażenia poszkodowanych nie zagrażają ich życiu i zdrowiu.

– Mężczyzna został obezwładniony i znajduje się w rękach policji – zapewniła rzeczniczka prasowa. – Prawdopodobnie jest to 18-letni były uczeń placówki – przekazała.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim

Strzały w szkole w Brześciu Kujawskim. Były uczeń wszedł do szkoły z bronią, zaczął strzelać i odpalił dwie petardy. Ranne są woźna i uczennica. Wszystko wskazuje na to, że były uczeń szkoły przyszedł dziś do budynku z bronią – strzelił a także odpalił dwie petardy. Ranił szkolną woźną.

Jak przekazała nam Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa bydgoskiej policji, obrażenia nie są jednak charakterystyczne dla broni palnej, nie wiadomo więc jakiej dokładnie broi użył 18-latek. Napastnik odpalił także dwie petardy, jedna z nich miała ranić uczennicę szkoły, ani w przypadku dziecka, ani woźnej nie ma na szczęście mowy o zagrożeniu życia.

Napastnik został obezwładniony i zatrzymany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Brazylia: Zamaskowani napastnicy otworzyli ogień w jednym z barów w Belem

W trakcie strzelaniny, do jakiej doszło w niedzielę po południu 9 (czasu miejscowego) w jednym z barów w dzielnicy Guama w mieście Belem na północy Brazylii, zginęło 11 osób, a jedna osoba jest ranna. Wszystkie ofiary zostały postrzelone w głowę – podał portal informacyjny G1.

Do ataku doszło około godziny 16:00 czasu lokalnego (godz. 21:00 w Polsce) – podały służby policyjne. Wśród zabitych jest sześć kobiet i pięciu mężczyzn – podał szef resortu bezpieczeństwa publicznego w Belem, Ualme Machado.

W ocenie specjalistów z brygady antyterrorystycznej sprawców było siedmiu. Przyjechali na miejsce zbrodni na motocyklu i w trzech samochodach. Wszyscy mieli na głowach kaptury i byli zamaskowani. W barze było tłoczno, ale części osób udało się uciec – poinformował Machado.

Na filmiku, jaki pojawił się na serwisach społecznościowych, widać martwą kobietę, wsparta o ladę – czytamy na stronie portalu G1.

Stacja telewizyjna TV Liberal podała, że do godz. 20:00 czasu lokalnego (godz. 01:00 w Polsce) udało się ustalić tożsamość siedmiu ofiar, ale ich imiona i wiek nie zostały dotąd ujawnione.

Wydział zabójstw policji stanu Para przeprowadził kilka rewizji w ramach naprędce otworzonego śledztwa, ale – jak dotąd – nikt nie został zatrzymany. Rzecznik stanowego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego zaznaczył w rozmowie z korespondentem AFP, że „śledczy próbują na obecnym etapie ustalić motywy napastników”.

Nic nie wiadomo o losach sprawców ataku i ewentualnym pościgu za nimi.

W niedzielę wieczorem w jednym z barów w mieście Belem, które jest stolicą położonego na północy Brazylii stanu Para, doszło do ataku z użyciem broni palnej, w wyniku którego zginęło 11 osób – podały władze. Policja poinformowała, że jedna osoba została ranna.

Strzelaninę w dwumilionowym Belem, potwierdziła bezpośrednio po zajściu rzeczniczka władz stanowych, Natalia Melo. Nie podała ona jednak żadnych szczegółów zajścia, powiedziała jedynie dziennikarzom, że „w stanie Para doszło do masakry”.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Strzelali do uczniów z nienawiści do prezydenta?

Kolejny krwawy incydent, który ożywi dyskusję na temat ograniczenia dostępu do broni. Dwóch młodych ludzi wtargnęło do STEM School Highlands Ranch na przedmieściach Denver i otworzyło ogień. Za nimi weszło dwóch mężczyzn i otworzyło ogień do uczących się tam dzieci i młodzieży.

Zabili jedną osobę. Siedem w stanie krytycznym przebywa w szpitalu. Do tego przerażającego zdarzenia doszło we wtorek po południu pod Denver w stanie Kolorado. Jak podaje policja, jednym ze strzelających był Devon Erickson (18 l.), tożsamości drugiego nie ujawniono. Obaj byli niegdyś uczniami tej szkoły. Otworzyli ogień. Zabili jednego ucznia, 18-latka, ciężko ranili siedmiu. Większość z nich jest w stanie krytycznym.

Policja zatrzymała sprawców. Okazało się, że Devon Erickson w mediach społecznościowych pisał o nienawiści do całego świata, zwłaszcza do chrześcijan i Donalda Trumpa. Był też zafascynowany szkolną masakrą w Columbine. Swoją wściekłość wyładował na bezbronnych kolegach. Zaraz po ataku w szkole przerażone dzieci zaczęły wysyłać niepokojące wiadomości do rodziców. „Mamusiu w szkole jest uzbrojony napastnik…” – brzmiała wiadomość jednego z uczniów. Śledczy badają obecnie motywy krwawego ataku.
Źródło info i foto: se.pl