Paweł W. aresztowany. Jest podejrzany o udział w zabójstwie niepełnosprawnego 19-latka

Trzy miesiące spędzi w areszcie Paweł W. podejrzewany o udział w zabójstwie niepełnosprawnego nastolatka w Świnoujściu. Zatrzymany w Holandii mężczyzna jest już po ekstradycji do Polski. Grozi mu nawet dożywocie. Paweł W. usłyszał zarzuty, z których najpoważniejszy to udział w zabójstwie. Szczegółów prokuratura nie zdradza, bo niewykluczone, że zmieni się jeszcze kwalifikacja czynów dla 4 osób zamieszanych w morderstwo 19-letniego studenta. Wszystko zależy od zeznań Pawła W.

Według nieoficjalnych informacji, sprawcy tuż przed sylwestrem w mieszkaniu w centrum Świnoujścia uwięzili nastolatka, pobili, torturowali, a następnie zadźgali. Motywem miała być chęć zemsty na bracie ofiary, z którym podejrzanych łączyły gangsterskie porachunki.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Bestialskie zabójstwo niepełnosprawnego studenta. Jest list gończy za 26-latkiem

Policja poszukuje listem gończym 26-letniego Pawła Włodarczyka w związku z zabójstwem 19-letniego niepełnosprawnego studenta. Do tej pory prokuratura przedstawiła zarzuty trzem podejrzanym. Chłopak został zwabiony do mieszkania w Świnoujściu, gdzie był katowany i w końcu zabity. Piotr został zwabiony do mieszkania w bloku na jednym z osiedli w centrum Świnoujściu pod koniec ubiegłego roku. Ciało 19-latka ze śladami ciężkiego pobicia i ranami kłutymi znaleziono 30 grudnia. Piotr zginął od ciosów nożem.

Brutalne morderstwo

W związku z zabójstwem prokuratura wydała list gończy za 26-letnim Pawłem Włodarczykiem, który w ostatnim czasie mieszkał w Świnoujściu przy ul. Krzywej. Policja prosi wszystkie osoby, które znają miejsce pobytu poszukiwanego o zawiadomienie najbliższej jednostki policji lub zgłaszanie się do Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Świnoujściu przy ulicy Krzywoustego 21, telefon 91-32-67-540, 91-32-67-551. Policja ostrzega się, że za ukrywanie osoby poszukiwanej lub pomaganie jej w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat 5.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Opinia biegłych o 22-letnim Pawle R., który latem podłożył ładunek wybuchowy w autobusie

22-letni student Paweł R. podejrzany o podłożenie w maju tego roku ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu, miał w chwili tego czynu ograniczoną poczytalność – wynika z opinii biegłych.

Pogłębiona obserwacja stanu psychicznego Pawła R. trwała kilka tygodni. O jej wynikach poinformował w środę PAP prokurator Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, opinia biegłych nie wyklucza udziału R. w procesie karnym.

„Biegli orzekli, że w chwili czynu Paweł R. miał ograniczoną poczytalność” – powiedział prokurator. Dodał, że oznacza to, iż sąd, wydając wyrok w tej sprawie, może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

„Biegli stwierdzili, że podejrzany miał ograniczoną poczytalność, nie zaś że był niepoczytalny. To oznacza, że R. może brać udział w procesie karnym” – powiedział prokurator.
Eksplozja na przystanku

Niewielki ładunek eksplodował 19 maja na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Wcześniej ładunek wyniósł z autobusu linii 145 jego kierowca. Lekko ranna została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności ok. 3 litrów. W pojemniku były także metalowe śruby.

Podejrzany o podłożenie ładunku w autobusie 22-letni student Paweł R. został zatrzymany 24 maja. Prokuratura postawiła mu zarzut dotyczący przestępstw o charakterze terrorystycznym. Chodzi o usiłowanie zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. Śledczy zarzucili R. również wymuszenie rozbójnicze. Obecnie mężczyzna przebywa w areszcie. Grozi mu dożywocie. W toku śledztwa prokuratura przeprowadziła eksperyment procesowy polegający na detonacji ładunku w autobusie. Skonstruowano go na wzór tego, który eksplodował w maju we Wrocławiu. Prokurator Tomankiewicz poinformował, że prokuratura czeka jeszcze na opinię biegłych z tego eksperymentu.
Żródło info i foto: interia.pl

Szczecin: Student z Włoch pobity w centrum miasta

Student z Włoch został pobity w centrum Szczecina, gdy wychodził ze studenckiego klubu. Jeden z napastników miał pytać, czy jest muzułmaninem. Poszkodowany o zdarzeniu poinformował władze uczelni. – Chłopak został uderzony z główki prosto w twarz. Ma złamany nos – mówi Joanna Latuszek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.
Żródło info i foto: onet

Znaleziono ciało 20-letniego studenta Politechniki Gdańskiej. Leżał na łóżku, na głowie miał worek i czarną taśmę.

Ciało 20-latka znalazł jego współlokator. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną śmierci mężczyzny – to wykażą dopiero specjalistyczne badania. Zwłoki studenta znaleziono 16 października. 20-latek leżał na łóżku w zamkniętym pokoju, a na głowie miał zawinięty worek foliowy z kawałkiem czarnej taśmy. Obok niego znaleziono laptop i resztę taśmy – podaje „Gazeta Wyborcza”.

Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny wszczęła gdańska prokuratura. Policjanci, lekarz medycyny sądowej oraz prokurator, którzy badali ciało jeszcze w akademiku, wstępnie wykluczyli udział osób trzecich. Przyczynę śmierci studenta mają wykazać jednak dopiero badania histopatologiczne oraz toksykologiczne.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Policyjne śledztwo po ataku na Polaka w Telford

Brytyjska policja rozpoczęła śledztwo ws. ataku na 21-letniego Polaka Bartosza S. i grupę jego znajomych po tym, jak mężczyzna został uderzony rozbitą butelką w szyję i trafił do szpitala. Konsul generalny RP w Manchesterze będzie monitorował prowadzone śledztwo – poinformowało MSZ.

Jak poinformował w sobotę dyrektor biura prasowego MSZ Rafał Sobczak, Polak został ranny w szyję. – Rana była rozległa. Z posiadanych przez nas informacji wynika jednak, że życiu naszego rodaka nie zagraża niebezpieczeństwo. Po założeniu szwów został wypisany do domu – powiedział.

Incydent o podłożu ksenofobicznym

– Policja w Telford potwierdziła, że incydent został uznany za czyn o podłożu ksenofobicznym. Na chwilę obecną nie zatrzymano żadnego podejrzanego, trwają poszukiwania świadków – poinformował Sobczak. Jak podkreślił w związku z incydentem polskie służby konsularne w Wielkiej Brytanii są w bezpośrednim kontakcie z miejscową policją. Konsul generalny RP w Manchesterze będzie monitorował prowadzone śledztwo – dodał. Według definicji zapisanej w brytyjskim prawie, policja traktuje atak jako potencjalnie motywowany nienawiścią na tle narodowościowym (hate crime), jeśli którakolwiek z ofiar lub świadków wydarzenia w ten sposób interpretuje motywy ataku. Ewentualna weryfikacja tej klasyfikacji odbywa się dopiero na etapie postępowania sądowego.

Atak w Telford

21-letni Polak miał w nocy z czwartku na piątek przebywać z trójką przyjaciół w parku przy St Matthews Road w mieście Telford na północny-zachód od Birmingham. Według lokalnej policji około godz. 1 w nocy czasu lokalnego zostali oni zaczepieni przez grupę mężczyzn. – Bartosz dopiero co wrócił z pobytu na uczelni w Stanach Zjednoczonych – powiedział gazecie „Shropshire Star” znajomy zaatakowanego Polaka. – Wyszedł spotkać się ze swoimi przyjaciółmi i rozmawiał z nimi w parku po polsku. Mężczyźni, którzy go zaatakowali, początkowo siedzieli spokojnie w pobliżu. Lecz gdy usłyszeli, że grupa obok rozmawia po polsku, podeszli i kazali jej rozmawiać po angielsku – relacjonował. – Później złapali szklaną butelkę, z której pił Bartosz, rozbili ją i fragmentem ugodzili go w szyję – dodał.

Wówczas napastnicy mieli uciec.

„Kazali im mówić po angielsku”

Zaatakowany Polak, jak podaje gazeta na swoim portalu, został przewieziony do szpitala, w którym założono mu kilkanaście szwów, a następnie zwolniono do domu. Według ustaleń policji napastnikami miało być trzech białych, dwudziestoparoletnich mężczyzn. Jeden z nich miał mieć ponad 180 cm wzrostu, być ogolonym na łyso i nosić szarą bluzę z kapturem.

Seria ataków na Polaków

Od czerwcowego referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej doszło do szeregu poważnych incydentów na tle nienawiści narodowościowej wymierzonych w polską społeczność w tym kraju. Do najpoważniejszego doszło 27 sierpnia w Harlow w hrabstwie Essex, gdzie jedna osoba zginęła, a druga została ciężko ranna.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Sąd w USA pobłaża gwałcicielowi?

Już 1,3 mln ludzi podpisało petycję z żądaniem odwołania sędziego, który wydał bardzo łagodny wyrok za gwałt w bardzo głośnej i kontrowersyjnej sprawie w Kalifornii.

Oboje byli pijani, zarówno gwałciciel, 20-letni Brock Turner, znakomicie zapowiadający się sportowiec i student na Uniwersytecie Stanforda, jak i jego 22-letnia ofiara, której tożsamość pozostaje tajemnicą (wiadomo tylko, że mieszka razem z rodzicami i siostrą w Palo Alto, najbogatszym mieście USA). Dziewczyna była tak pijana – mieszała na studenckiej imprezie piwo, whisky i wódkę – że nic nie pamięta.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Wrocławski bomber z nowym zarzutem

Nowy zarzut: wymuszenia rozbójniczego usłyszał Paweł R. 22-letni student podejrzany jest o podłożenie bomby w autobusie we Wrocławiu. Według prokuratury, to on dzwonił na numer alarmowy i groził detonacją czterech bomb. Za rozbrojenie każdej z nich żądał po 30 kilogramów złota.

W poniedziałek Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił zażalenie obrony i utrzymał w mocy postanowienie o trzymiesięcznym areszcie dla Pawła R. O uchylenie aresztu wnioskowała jego obrona, wskazując, że areszt nie może zastępować kary.

Prokuratura Krajowa już wcześniej postawiła mężczyźnie zarzut dotyczący przestępstw o charakterze terrorystycznym. Zarzut dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych – informował prokurator Robert Tomankiewicz, naczelnik Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. To właśnie ta jednostka prowadzi śledztwo w tej sprawie. Studentowi grozi dożywocie.

Paweł R. został zatrzymany 24 maja w Szprotawie (woj. lubuskie). Według śledczych, po postawieniu mu zarzutów związanych z podłożeniem ładunku wybuchowego w autobusie we Wrocławiu, mężczyzna przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Jest studentem chemii Politechniki Wrocławskiej. Wcześniej nie był notowany przez policję. Niewielki ładunek eksplodował 19 maja na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Wcześniej wyniósł go z autobusu linii 145 kierowca. Ranna została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności około trzech litrów. Były tam również metalowe śruby. Przez sześć dni do poszukiwania sprawcy zamachu zostało skierowanych ponad 400 dodatkowych policjantów.

Policja opublikowała m.in. portret pamięciowy podejrzanego oraz zapisy z monitoringu, na których widać, jak pozostawia ładunek wybuchowy w autobusie.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Bomber z Wrocławia zostaje w areszcie

Wrocławski Sąd Okręgowy odrzucił zażalenie na areszt dla Pawła R., 22-letniego studenta, który podejrzany jest o podłożenie bomby w autobusie we Wrocławiu. Mężczyzna, decyzją sądu, zostanie w areszcie. – Z uwagi na charakter zarzutów sąd utrzymał decyzję o tymczasowym areszcie – mówi nam Paweł Wójcik, pełnomocnik 22-letniego studenta, który podejrzany jest o to, że 19 maja podłożył własnoręcznie skonstruowany ładunek wybuchowy we wrocławskim autobusie. Po wyniesieniu podejrzanego pakunku z autobusu na przystanku doszło do eksplozji. W jej wyniku ranna została 82-letnia kobieta. Zażalenie na areszt złożyła obrona mężczyzny. Jego samego na posiedzeniu nie było.

Szukali go policjanci, siedział w domu

Pawła R. szukano przez pięć dni. Do stolicy Dolnego Śląska ściągnięto kilkuset dodatkowych policjantów, którzy mieli wytropić mężczyznę zarejestrowanego przez kamery monitoringu. Mężczyznę znaleziono w domu rodzinnym w Szprotawie (woj. lubuskie). Był zdziwiony wizytą policjantów. Po zatrzymaniu przewieziono go do Wrocławia. Usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób. 22-latek przyznał się do zarzutów. Jednak wyjaśnień składać nie chciał. Obrona bombera twierdzi jednak, że R. mógł nie zrozumieć pytania śledczych. I do zarzutów wcale się nie przyznał. Pełnomocnicy wnioskowali o uchylenie aresztu, bo jak dowodzili, nie zachodzi obawa matactwa i ucieczki podejrzanego.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Poznań: Zaatakowany tasakiem profesor opowiada o zdarzeniu

Uderzył wykładowcę „tasakiem wielkości męskiej dłoni”, został zatrzymany przez pracowników poznańskiego uniwersytetu. Student III czeka na przesłuchanie. Profesor czuje się już dobrze, ale wciąż nie może zrozumieć motywu napastnika.
– Ja mu nie dałem żadnych powodów – mówi.

Według policji mężczyzna zaatakował profesora Wydziału Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu około godziny 13:30 w sali w budynku uczelni przy ulicy Umultowskiej. Jak mówi prof. Lech Celewicz, student przyszedł do niego, by pobrać materiały do pracy licencjackiej. Kazał mu wrócić za pół godziny, ponieważ była u niego w tym czasie magistrantka. Student wrócił po 5 minutach, z „tasakiem wielkości męskiej dłoni”. Studentka obecna w gabinecie próbowała odciągnąć napastnika, nie miała siły, więc wybiegła wzywać pomoc, opowiada profesor. Zasłaniał głowę rękoma.

Zatrzymali go pracownicy wydziału Napastnikiem okazał się jeden ze studentów III roku chemii. – Dwójka pracowników wydziału podążała krokiem osoby, która dokonała tego czynu. Przytrzymała go i wezwała policję – mówi Dominika Narożna, rzecznik prasowy UAM. Policjanci zatrzymali 30-letniego napastnika. – Prowadzone są z nim czynności – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

„Dociera do mnie, że bez powodu mogłem stracić życie”

Poszkodowany profesor trafił do Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Lutyckiej w Poznaniu. Jak informują lekarze, wykładowca opuścił już placówkę. Ma dwie rany na głowie i poranione dłonie. Na głowie ma założone szwy i opatrunek. – Najbardziej mnie zdumiewa mnie fakt, że ja mu nie dałem żadnych powodów, nie sprowokowałem niczym – mówi prof. Celewicz. Jego stan nie jest poważny, nie było też zagrożenia życia. – Czuje się dobrze, ale dociera do mnie fakt, że mogłem bez powodu stracić życie – kończy.
Żródło info i foto: tvn24.pl