Sprawa zabójstwa Grażyny Kuliszewskiej. Kim jest tajemniczy świadek?

Nowe fakty w sprawie Grażyny Kuliszewskiej – tragicznie zmarłej 34-letniej mieszkanki Borzęcina, której ciało po prawie dwóch miesiącach poszukiwań wyłowiono z rzeki Uszwica. Detektyw Bartosz Weremczuk twierdzi, że w tej sprawie miał zgłosić się tajemniczy świadek, który miałby dowody na niewinność męża kobiety – Czesława K.. Według detektywa tym świadkiem jest kobieta, która miała mieć romans z 38-latkiem.

Mąż Grażyny Kuliszewskiej – 38-letni Czesław K. podejrzany o zamordowanie swojej żony pozostaje w areszcie oczekując na decyzję brytyjskiego sądu. Kolejne posiedzenie sądu w Londynie zaplanowano na 17 września.

Czesław K. zwrócił się do sądu o zmianę prawnika. Chce, żeby w jego imieniu występował tzw. barrister, czyli wyższy rangą adwokat reprezentujący klienta przed sądem w trudniejszych sprawach karnych. Ostateczne posiedzenie w sprawie ekstradycji wyznaczono na 1 października. Wtedy prawdopodobnie zapadnie decyzja, czy 38-letni Polak zostanie wydalony z Wielkiej Brytanii.

Detektyw Bartosz Weremczuk, który przez kilka miesięcy pracował na zlecenie Czesława K., twierdzi, że obrońcy męża Grażyny Kuliszewskiej obecni w sądzie wskazywali, że istnieją dowody na jego niewinność. Jednak jedyny świadek jak do tej pory nie złożył zeznań. „Dowód ten ma rzekomo posiadać polska prokuratura, która nie przedłożyła go brytyjskiemu sądowi, co dla podejrzanego i jako obrońców jest wyraźnym sygnałem na brak rzetelności i bezstronności polskiego wymiaru sprawiedliwości” – pisze detektyw Weremczuk.

„Kobieta, która nawiązała bliższą relację z Czesławem”

Kim jest świadek, który miał zeznawać na korzyść Czesława K.? – W naszej ocenie tajemniczym świadkiem może być kobieta, która po śmierci Grażyny Kuliszewskiej nawiązała bliższa relację z Czesławem i miała pomagać mu zdobywać dowody na jego niewinność. Zebrane przez nas materiały mogą świadczyć o tym, że niedługo po pogrzebie żony Czesław miał romans z młodą Polką – przekonuje detektyw Bartosz Weremczuk w rozmowie z Fakt24. Nie wiadomo, dlaczego tajemnicza kobieta nie złożyła jeszcze zeznań na korzyść Czesława K. Czy to możliwe, że sama ma wątpliwości, co do jego niewinności?

Prokuratura nie chce odnosić się do relacji detektywa. – Nie komentujemy doniesień medialnych – zaznacza prokurator Marcin Michałowski z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie w rozmowie z Fakt24 i dodaje, że osobom zainteresowanym sprawą poleca zapoznanie się z procedurą Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Raper Bonus RPK skazany prawomocnym wyrokiem

Warszawski sąd podtrzymał wyrok dla Oliwiera Roszczyka szerzej znanego jako Bonus RPK. Raper odpowiadał za handel narkotykami. – Na ten moment przegrałem, ale będę odwoływał się do Sądu Najwyższego – tak muzyk komentuje wyrok.

Warszawski raper Bonus RPK został skazany w lipcu przez Sąd Rejonowy Warszawa-Wola na 5,5 roku więzienia. Chodzi o handel 25 kg marihuany. Sąd zdecydował również, że Oliwier Roszczyk musi oddać prawie pół miliona złotych z tej sprzedaży. Proces był jednym z wątków działalności rozpracowanej przez policję grupy przestępczej Marka Cz. ps. „Rympałek”.

Według artysty, wyrok zapadł wyłącznie na podstawie zeznań tzw. małego świadka koronnego. Raper dodaje, że padł ofiarą pomówienia, a śledczy nie zgromadzili dowodów, które potwierdzałyby zarzuty.

W rozmowie z Wirtualną Polską Bonus RPK zapowiadał apelację. – Surowy wyrok miał nagłośnić sukces wymiaru sprawiedliwości. W sprawie nie ma żadnych twardych dowodów. Nie ma nagranych rozmów, obciążających bilingów, nagrań z monitoringu, gotówki pochodzącej z handlu czy nielegalnych substancji psychoaktywnych. Policjanci przeszukiwali moje mieszkanie, w którym nic nie znaleźli. Zarabiam na działalności artystycznej oraz firmie odzieżowej, którą prowadzę – mówił wówczas Oliwier Roszczyk.

Teraz stołeczny sąd podtrzymał wyrok ws. rapera. – Na ten moment przegrałem, ale będę odwoływał się do Sądu Najwyższego – tak Oliwier Roszczyk skomentował decyzję w jego sprawie.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

W 2012 roku prezydent Meksyku przyjął 100 mln dolarów łapówki od „El Chapo”?

W 2012 roku ówczesny prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto przyjął łapówkę w wysokości 100 mln dolarów od meksykańskiego barona narkotykowego Joaquina „El Chapo” Guzmana – zeznał we wtorek jeden ze świadków podczas procesu „El Chapo” w Nowym Jorku.

Alex Cifuentes, kolumbijski boss narkotykowy, który został aresztowany w 2013 roku i obecnie współpracuje z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, powiedział w sądzie, że był „prawą ręką” Guzmana, kiedy ten – jak twierdzi Kolumbijczyk – przekupił Nieto.

Cifuentes twierdzi także, że to sam Nieto szukał kontaktu z Guzmanem i na początku żądał od niego nawet 250 mln dolarów. Według świadka Nieto wysłał do Guzmana wiadomość, że nie musi on już dłużej się ukrywać. Do korupcji – jak powiedział Kolumbijczyk – doszło w październiku 2012 roku, gdy Nieto został już wybrany na prezydenta Meksyku, urząd ten jednak objął w grudniu 2012 roku. Enrique Pena Nieto był prezydentem do listopada 2018 roku.

Byli prezydenci zaprzeczają

Zarzuty korupcyjne wobec Nieto i jego poprzednika na urzędzie prezydenta Meksyku, Felipe Calderona pojawiły się już na początku procesu Guzmana. Rzecznik Nieto oświadczył natychmiast, że są „całkowicie fałszywe i obraźliwe”. Także Calderon odrzucił oskarżenia o korupcję.

Joaquin „El Chapo” Guzman – jeden z najpotężniejszych meksykańskich baronów narkotykowych – został ujęty na początku stycznia 2016 roku w mieście Los Mochis w swym rodzinnym stanie Sinaloa. W styczniu 2017 roku „El Chapo” został przekazany Stanom Zjednoczonym.

Proces Guzmana rozpoczął się w listopadzie ub. roku w Nowym Jorku. „El Chapo” jest oskarżany m.in. o liczne zabójstwa, kierowanie gangiem, pranie pieniędzy i organizowanie stałych przerzutów dużej ilości narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Relacje świadków ataku na prezydenta Gdańska

„Ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie” – powiedziała pani Joanna, która była świadkiem ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jej zdaniem, ochroniarze zareagowali po dłuższej chwili. „Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył” – mówiła.

Do ataku na Pawła Adamowicza doszło w Gdańsku w niedzielę wieczorem (13 stycznia) podczas finału WOŚP. Atak przeprowadził mężczyzna, który podczas odliczania do „Światełka do nieba” o godz. 20.00 wtargnął na scenę i ranił nożem prezydenta Gdańska. Paweł Adamowicz trafił do szpitala. Jego operacja trwała pięć godzin. Prezydent Gdańska przeżył, ale lekarze wciąż określają jego stan jako bardzo ciężki.

„Nikt nie był w stanie go obezwładnić”

Pani Joanna w rozmowie z TVN24 wyjaśniła, że wraz z córką uczestniczyła w „Światełku do nieba” WOŚP. Relacjonowała, że po tym, jak prezydent miasta skończył przemówienie, zaczynało się odliczanie.

„Córka do mnie mówi po chwili: ‚Mamo zobacz, ten pan ma nóż, ten ktoś trzyma nóż’. Ja zwróciłam uwagę, że się ktoś tam po prostu przewrócił, ale nikt z nas nie był świadomy tego, że to był właśnie Paweł Adamowicz. Byłyśmy na tyle przerażone, że tak naprawdę zaraz się stamtąd zwinęłyśmy, odeszłyśmy od sceny” – powiedziała kobieta.

W jej ocenie, „jedyne, co było tak naprawdę bardzo widoczne, to to, że ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie”. „Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył z tego” – podkreśliła.

Zapytana w rozmowie, czy powodem tego była nieobecność służb, czy szok, odparła, że ta sprawa na pewno zszokowała wszystkich, którzy tam stali. „Aczkolwiek policji nie było widać tam żadnej. Tam była firma, która była firmą ochroniarską zewnętrzną, obezwładnili go tak naprawdę młodzi chłopcy z tej firmy” – powiedziała pani Joanna.

„On po prostu chlubił się tym, co zrobił”
Kobieta zaznaczyła przy tym, że reakcja ochrony nastąpiła „po dłuższej chwili”. „On chodził po scenie i trzymał nóż w prawym bodajże ręku, jak dobrze pamiętam, i tylko wykrzyczał, że siedział pięć lat w więzieniu przez PO” – dodała.

Pytana, czy napastnik zachowywał się agresywnie, odpowiedziała, że on się cieszył. „On się cieszył, że to zrobił. To było widać. To nie był taki agresywny człowiek, który wbiega, coś robi i zaraz ucieka. On po prostu chlubił się tym, co zrobił” – podkreśliła pani Joanna.

„Byliśmy przekonani, że reanimacja dotyczy napastnika”
Napaść na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza opisało także małżeństwo stojące przed sceną WOŚP w Gdańsku. Według nich, nikt na scenie ani bezpośrednio przed nią nie zdawał sobie sprawy w momencie ataku, co zaszło.

„Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon, który wydarł prowadzącemu” – mówiła dziennikarzom Bożena Koniecka, która z mężem stała w pierwszym rzędzie przed sceną, na której trwała gdańska impreza WOŚP.

„Myśmy myśleli, że to jakiś przerywnik przed występem następnego zespołu. Mnie się wydawało, że ten człowiek śpiewa. Dopiero po jakimś czasie zobaczyliśmy nóż” – powiedziała kobieta.

Jak podkreśliła, było to tak nagłe zdarzenie, że mało kto – nawet na scenie – zorientował się, co się dzieje i co się stało.

„Myśmy byli przekonani, że reanimacja dotyczy tego zbrodniarza, że może się prądem poraził, bo tyle tam było przewodów” – powiedziała.

Kobieta stwierdziła, że napastnik po przemówieniu prezydenta „kręcił się po scenie”. „Widziałam go dwa razy” – stwierdziła kobieta. Jej mąż, Jerzy Koniecki, dodał, że zauważył, iż po ataku prezydent Gdańska przysiadł.

Zdaniem kobiety, „reakcja ochroniarska była trochę późna”. Dodała, że nóż został odrzucony w kierunku barierek i widowni. „To był czarny sztylet, długi na 30 cm” – dodała.

Oboje mieszkańcy Gdańska byli na tym koncercie od godziny 16.00 i – jak twierdzili – nie było tam policji. Zaznaczyli jednak, że przed wejściem do najbliższego sektora przy scenie ochrona sprawdzała wszystkie osoby.
Źródło info i foto: interia.pl

Leszek Czarnecki po przesłuchaniu w prokuraturze

Leszek Czarnecki przez ponad 11 godzin udzielał odpowiedzi i wyjaśnień w sprawie afery z KNF. Na nośnikach, według świadka, są najważniejsze informacje, które mogą przyczynić się do rozwikłania tej sprawy – poinformował w poniedziałek wieczorem prok. Tomasz Tadla, naczelnik śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej, po przesłuchaniu Leszka Czarneckiego.

W poniedziałek ponad 11 godzin w katowickiej prokuraturze zeznawał biznesmen Leszek Czarnecki, właściciel m.in. Getin Noble Banku. Przesłuchanie zakończyło się ok. 22.30.

– (Leszek Czarnecki) złożył bardzo obszerne zeznania i dołączył nośniki informatyczne oraz urządzenia, które mogą posłużyć do weryfikacji wszystkich tych informacji, które były zawarte w zawiadomieniu pełnomocnika – powiedział Tadla po zakończeniu przesłuchania. – Na nośnikach – według świadka – są najważniejsze informacje, które mogą przyczynić się do rozwikłania tej sprawy, ale przede wszystkim są tam nagrane rozmowy tych osób, które są wymienione w zawiadomieniu – dodał.

„Gazeta Wyborcza” napisała we wtorek, że w marcu 2018 r. ówczesny przewodniczący KNF Marek Chrzanowski miał zaoferować Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Leszek Czarnecki nagrał tę ofertę i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Po artykule w „GW” Chrzanowski złożył dymisję, a premier ją przyjął. O wszczęciu śledztwa poinformował we wtorek prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią. Śledztwo prowadzi śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej.

Według „GW” z nagrania, którego stenogram Czarnecki przekazał prokuraturze wraz z zawiadomieniem o przestępstwie, wynika, że Chrzanowski miał proponować mu następujące przysługi: usunięcie z KNF Zdzisława Sokala – przedstawiciela prezydenta w Komisji i szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego – bo jest on zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego (Getin Noble Banku i Idea Banku) przez państwo; złagodzenie skutków finansowych zwiększenia tzw. stopy podwyższonego ryzyka (kosztowało to bank ok. 1 mld zł) oraz życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Czarneckiego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Będzie zwrot w sprawie zabójstwa Małgorzaty K. sprzed 22 lat? Świadek z Miami wskaże zabójcę?

Prawie 22 lata po zamordowaniu Małgosi K. (†15 l.) prokuratorzy są o krok od rozwiązania zbrodni, za którą niewinnie przesiedział 18 najlepszych lat swojego życia Tomasz Komenda (42 l.). Fakt ustalił, że śledczy odnaleźli człowieka, który feralnej nocy pracował na dyskotece w Miłoszycach i ma kluczową wiedzę dla tego śledztwa!

Przypomnijmy, że w areszcie przebywa już dwóch podejrzanych o zabójstwo mylnie przypisywane Komendzie. To Ireneusz M. (43 l.) i Norbert B. (40 l.). Są oni wskazywani przez prokuraturę jako sprawcy brutalnego gwałtu i zabójstwa, do którego doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 r. Oprócz ich śladów śledczy znaleźli ślady trzeciej – niezidentyfikowanej jeszcze osoby.

Aresztowani to Ireneusz M. to uczestnik dyskoteki, który został aresztowany w czerwcu 2017 roku. B., który podczas zabawy był ochroniarzem, wpadł w ręce policji kilka tygodni temu. To właśnie do kolegi ochroniarza dotarli śledczy badający tę sprawę.

– Z pewnością się znali, bo osoba, którą udało się odnaleźć pracowała w klubie Alcatraz podczas tego tragicznego sylwestra. Nie można jednoznacznie wskazać, czym dokładnie się zajmowała – mówi Faktowi osoba znająca kulisy tej sprawy.

Ustaliliśmy, że śledczy od kilku miesięcy szukali kontaktu do tego mężczyzny. – Wiele lat temu wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Jednak dzięki portalom społecznościowym udało się ustalić, że mieszka w Miami – dodaje nasze źródło.

Wiadomo, że mężczyzna jest już po rozmowie telefonicznej z prokuratorami – przekazał im, że ma wiedzę na temat tej zbrodni i chętnie się nią podzieli. Obecnie ustalany jest termin przesłuchania sensacyjnego świadka. Czy pozwoli to na odnalezienie trzeciego mordercy Małgosi? A może zeznania świadka zza Oceanu pozwolą ujawnić nieznane dotąd motywy zbrodni? Okaże się za kilka miesięcy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nie żyje kolejny świadek ws. Tomasza Komendy. Został zamordowany

Nie żyje kolejny świadek związany ze sprawą Tomasza Komendy. To dobry znajomy Ireneusza M., który jest oskarżony o zabójstwo 15-latki w Miłoszycach. Mężczyzna został zamordowany. Pierwotnie za zbrodnię w Miłoszycach skazano Tomasza Komendę. Spędził on w więzieniu 18 lat. W maju tego roku Sąd Najwyższy – po wznowieniu postępowania – uniewinnił go.

Jego obrońca mec. Zbigniew Ćwiąkalski przekazał, że Komenda będzie się domagał 18 mln zł odszkodowania od Skarbu Państwa – po milionie za każdy rok spędzony niesłusznie w więzieniu.

Śmierć świadków ws. Tomasza Komendy

W czerwcu w jednym z wrocławskich szpitali zmarła Dorota P. – kluczowy świadek w sprawie Tomasza Komendy. Kobieta była jedną z sześciu osób, które według Tomasza Komendy przyczyniły się do jego skazania – miała wskazać, że to on zgwałcił i zamordował 15-latkę. Kobieta, która mieszkała obok babci Tomasza Komendy, zeznała w listopadzie 1999 roku, że mężczyzna z portretu pamięciowego to właśnie wnuk jej sąsiadki.

Dorota P. wygrażała się mamie Tomasza Komendy. Teresa Klemańska pilnowała wcześniej jej małego syna. Kiedy chciała zrezygnować z bycia opiekunką, strasznie się pokłóciły. Było to kilka lat przed zbrodnią w Miłoszycach. 

Jak informuje ”Gazeta Powiatowa”, 49-letni Piotr S. – kolejny świadek ws. Tomasza Komendy, został zamordowany rok temu. Jego ciało znaleziono na ogródkach działkowych. Mężczyzna był znajomym Ireneusza M., oskarżonego o brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. Czy jego śmierć ma coś wspólnego ze zbrodnią miłoszycką? Na to nie ma dowodów. 

W noc sylwestrową 31 grudnia 1996 r. piętnastoletnia Małgorzata K. bawiła się z koleżankami w dyskotece w Miłoszycach pod Wrocławiem. W pewnej chwili wyszła przed budynek. Kilkanaście godzin później znaleziono ją martwą na prywatnej posesji naprzeciwko dyskoteki. Zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe śledztwo w sprawie zabójstwa dzieci sprzed 29 lat

Prokuratura Okręgowa w Łomży (Podlaskie) podjęła na nowo śledztwo w sprawie zabójstwa dwójki dzieci we wsi Jeńki (powiat wysokomazowiecki), do którego doszło 29 lat temu. W ramach sprawdzania nowych okoliczności przesłuchano w charakterze świadka jedną osobę – podała w czwartek prokuratura.

Sprawa dotyczy zabójstwa dwójki rodzeństwa, chłopca i dziewczynki w wieku 9 i 11 lat. Zbrodnia miała miejsce 23 października 1989 roku. Zwłoki dzieci znaleziono w lesie; sprawcy lub sprawców nie udało się do dziś ustalić. Za rok, czyli po 30 latach od jego popełnienia, dojdzie do przedawnienia karalności za to przestępstwo.

W przesłanym PAP w czwartek komunikacie łomżyńska prokuratura okręgowa poinformowała, że na początku października na nowo podjęła postępowanie w sprawie zabójstwa w Jeńkach. Chodzi o sprawdzenie ustaleń tzw. zespołu ds. przestępstw niewykrytych Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, które były podstawą decyzji o podjęciu umorzonego śledztwa.

„W ramach czynności m.in. zatrzymano jedną osobę, która po przesłuchaniu w charakterze świadka oraz pobraniu materiału porównawczego do dalszych badań została w dniu 24 października 2018 roku zwolniona. W toku postępowania nie przedstawiono nikomu zarzutów” – podała prokuratura.

Śledztwo zostało przedłużone do 23 lutego 2019 roku.
Źródło info i foto: interia.pl

Żona posła Stanisława Gawłowskiego też usłyszy zarzuty

Jak dowiedział się Onet, Renata Listowska-Gawłowska została wezwana do prokuratury w charakterze podejrzanego. A to oznacza, że śledczy zamierzają postawić żonie aresztowanego posła PO Stanisława Gawłowskiego zarzuty. Polityk jest podejrzany o korupcję.

Informację potwierdza nam sama Listowska-Gawłowska: – To prawda. Zostałam wezwana jako podejrzana na najbliższy poniedziałek – mówi Onetowi. Wezwanie zostało podpisane przez prokuratora Witolda Grdenia ze szczecińskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej. To właśnie prokurator Grdeń jest głównym śledczym prowadzącym postępowanie ws. Stanisława Gawłowskiego. W wezwaniu dla żony polityka prokurator wymienił artykuł 299 kodeksu karnego. Chodzi o pranie brudnych pieniędzy.

Listowska-Gawłowska uważa, że prokuratura chce, by o sprawie cały czas było głośno medialnie: – Chcą pokazać, że mają rzekome nowe dowody w sprawie przeciw mężowi, że sprawa się rozwija, bo i ja w to jestem zamieszana. Chcą przedłużyć areszt męża, o co na pewno wystąpią, a nie mają argumentów, by to uzasadnić. Liczą, że dzięki mojej sprawie, którą prawicowe media z pewnością nagłośnią, liczą iż sąd wyda decyzję po ich myśli – przekonuje. Kobieta twierdzi, że postawienie jej zarzutów będzie miało jeszcze jeden efekt: – Przez to, że w sprawę Staszka zostanę wciągnięta także ja, prokuratora zapewne zabroni nam widywania się w jakikolwiek sposób. Mogą też zabronić nam pisać do siebie. Wszystko to ma jeden cel: znęcanie się nad moim mężem, na którego nic nie mają. Czytaj więcej: „Spotykałam się z mężczyznami na sponsoring, Gawłowscy nic nie wiedzieli”

O komentarz poprosiliśmy również mecenasa Romana Giertycha, który jest jednym z obrońców Stanisława Gawłowskiego. Adwokat mówi, że według niego decyzja prokuratury o zarzutach dla żony posła Platformy jest całkowicie niezrozumiała: – Jest to tak samo absurdalne, jak postawienie zarzutów innym członkom rodziny pana Gawłowskiego. Ilość nie przekłada się jednak na jakość – podkreśla. Prokuratura podejrzewa o pranie brudnych pieniędzy także teściów pasierba Stanisława Gawłowskiego. Chodzi o kwotę 403 tysięcy złotych. Ma to związek z zakupem apartamentu na wyspie Brać w Chorwacji. Śledczy twierdzą, że teściowie Michała Listowskiego jedynie firmowali kupno, a w rzeczywistości mieszkanie należało do Gawłowskiego. Świadczyć o tym ma znaleziony w koszalińskim domu polityka akt własności. Aresztowany polityk ma w tej sprawie usłyszeć zarzut. Prokuratura niedługo ma w tej sprawie wysłać do Sejmu kolejny wniosek o uchylenie immunitetu. – Mam wrażenie, że prokuratura działaniami wobec kolejnych członków rodziny posła Gawłowskiego, próbuje przykryć fakt, iż nie ma dowodów przeciwko mojemu klientowi. To czysta szykana – mówi Onetowi Giertych.

Sam Gawłowski od połowy kwietnia przebywa w tymczasowym areszcie. Do 30 czerwca prokuratura musi przesłać do sądu wniosek o przedłużenie aresztu, jeżeli chce, by polityk nie wyszedł na wolność. Wiadomo, że śledczy wykonali w areszcie szereg czynności z udziałem podejrzanego m.in. o przyjmowanie łapówek posła. Gawłowski został skonfrontowany m.in. z tzw. małym świadkiem koronnym Krzysztofem B., który twierdzi, że wręczył posłowi 200 tysięcy złotych w gotówce.

We wtorek z kolei ujawniliśmy, że jedna z prokurator pracujących przy tej sprawie zrezygnowała. Katarzyna Pokorska, która była delegowana do szczecińskiej Prokuratury Krajowej, poprosiła o cofnięcie delegacji i zgodę na powrót do macierzystej jednostki, czyli Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Oficjalnie chodzi o względy osobiste.
Źródło info i foto: onet.pl

Nie żyje kluczowy świadek w sprawie Tomasza Komendy

Fakt ustalił, że w sobotę w jednym z wrocławskich szpitali zmarła w tajemniczych okolicznościach Dorota P., czyli kluczowy świadek w sprawie Tomasza Komendy. To także jedna z sześciu osób, którą uniewinniony mężczyzna oskarżył o udział w jego niesłusznym oskarżeniu – podaje dziś „Fakt”.

„Kto i dlaczego doprowadził do oskarżenia, a następnie skazania Tomasza Komendy? Odpowiedzi na to pytanie od kilku tygodni szukają prokuratorzy z Łodzi. I prawdopodobnie już nigdy prawda o tej sprawie już nigdy może nie wyjść na jaw” – pisze gazeta.

Jak informuje „Fakt”, „śledczy interesowali się nią (Dorotą P. – PAP) od ponad roku”.

W maju Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, skazanego prawomocnie w 2004 r. na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki, do którego doszło 31 grudnia 1996 r. Mężczyzna spędził w więzieniu 18 lat.

Prokuratura – która zgromadziła nowe dowody w tej sprawie – uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. W sprawie zbrodni zatrzymano w zeszłym roku innego mężczyznę. W związku z tymi ustaleniami prokuratura złożyła do SN wniosek o wznowienie postępowania ws. Komendy i wystąpiła o jego uniewinnienie.
Źródło info i foto: onet.pl