Posts Tagged “świat”

Zawód polityka w Meksyku należy do najniebezpieczniejszych na świecie. Po ostatnich wyborach w tym kraju burmistrz jednego z miast został porwany i od 10 dni nie daje znaku życia, zaś inny jest w śpiączce, po tym jak został postrzelony w głowę.

2 września Daniel Esteban González, świeżo wybrany burmistrz miasta Cochoapa El Grande w stanie Guerrero, zniknął razem ze swoim kierowcą po spotkaniu z radnym w miejscowości Tlapa. Żona samorządowca poinformowała, że wcześniej otrzymywał on anonimowe telefony z pogróżkami.

Od niemal tygodnia w stanie śpiączki utrzymywany jest natomiast Blas Godínez Ortega, wybrany na burmistrza Gómez Farías w stanie Chihuahua, który został postrzelony w głowę przez nieznanego napastnika.

Polityk przeszedł operację, podczas której lekarzom udało się uratować jego lewe oko i nerw optyczny, ale nie dało się tego zrobić z lewym uchem. Ortedze usunięto również kawałki mózgu uszkodzone przez pocisk. Lekarze przyznają, że nie wiedzą, w jakim stanie będzie pacjent po wybudzeniu ze śpiączki.

Nie ten kaliber

Wstępne śledztwo Prokuratury Generalnej wykluczyło udział zorganizowanych grup przestępczych działających w tym regionie w próbie zabójstwa. Pocisk wyciągnięty z czaszki Ortegi jest małego kalibru, którego lokalne gangi nie używają.

Ortega wygrał wybory idąc z hasłem walki z przestępczością. Był osobiście zmotywowany, gdyż w ubiegłym roku zniknął jego ojciec. Uważa się, że został porwany przez kartel, żeby leczyć gangsterów rannych w strzelaninach. Od tego czasu Ortega senior nie dał znaku życia.

Kampania wyborcza przed lipcowymi wyborami była najbardziej krwawa w historii. Pomiędzy 1 września ubiegłego roku a 31 sierpnia tego roku zginęło 175 kandydatów. Po wyborach odnotowano 63 ataki na polityków, spośród których 21 poniosło śmierć. Większość ofiar to członkowie partii Morena, która odniosła największy sukces w wyborach. Najwięcej polityków zginęło w stanach Jalisco, Colima, Michoacán, Oaxaca, Puebla i Guanajuato.

W ciągu ostatnich 12 lat w Meksyku zamordowano 132 burmistrzów, burmistrzów elektów i byłych burmistrzów. 49, gdy prezydentem był Felipe Calderón, oraz 83, gdy głową państwa został w 2012 roku Enrique Peña Nieto. Lipcowe wybory prezydenckie wygrał przywódca lewicowej Partii Odrodzenia Narodowego Manuel Lopez Obrador.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Światowa produkcja opium, głównie w Afganistanie, i kokainy, głównie w Kolumbii, w latach 2016-17 osiągnęła najwyższy poziom w historii – podało Biuro Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC). Według raportu organizacji, rynek kokainy jest w “pełnym rozkwicie”. Wzrasta jej produkcja, rośnie handel i liczba użytkowników. UNODC wskazuje, że po 13 latach trendu spadkowego uprawa koki zaczęła ponownie wzrastać od 2013 roku, przede wszystkim w Kolumbii, w której powierzchnia jej upraw potroiła się. Natomiast produkcja opium wzrosła na świecie od 2016 do 2017 roku o 65 procent, do 10,5 tysiąca ton. To najwyższa wartość od czasu pierwszych szacunków UNODC z początku wieku.

Kokaina zyskuje na popularności

Na całym świecie do 2016 roku liczba hektarów pod uprawę koki wzrosła o 76 procent, do 213 tysięcy. Ryzyko nielegalnych upraw zmniejszyło się ze względu na ograniczenie programów zwalczania upraw metodą oprysków z powietrza. W efekcie produkcja kokainy w 2016 roku osiągnęła historycznie rekordowy poziom 1410 ton. Była o 25 procent większa niż rok wcześniej. – W USA obserwuje się wzrost używania kokainy, a niektóre wskaźniki świadczą też o wzroście w Europie – powiedziała Angela Me, autor raportu i dyrektor do spraw statystyk w UNODC.

Raport stwierdza, że liczba konsumentów kokainy w 2016 roku wzrosła o prawie siedem procent, do 18,2 milionów na całym świecie. Wzrost miał miejsce we wszystkich regionach. Najwięcej użytkowników kokainy – 34 procent – mieszka w Ameryce Północnej, a prawie 25 procent w Europie. W Europie Zachodniej szczególnie wysoki wskaźnik użytkowników kokainy ma Wielka Brytania, gdzie zażywa ją 2,3 procent ludności w wieku od 16 do 59 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Co najmniej 154 miliony złotych wykradł z kont bankowych na całym świecie, polski odłam cybergangu, którego bossowie rezydowali w Rosji i mogli mieć powiązania z tamtejszymi służbami specjalnymi. Jak się dowiedział portal tvp.info do sądu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko polskim liderom grupy i ich najbliższym współpracownikom. – To największa w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości sprawa dotycząca międzynarodowej cyberprzestępczości – powiedział tvp.info prok. Maciej Florkiewicz, naczelnik lubelskich „pezetów”.

O skali przestępstw popełnianych przez polski odłam cybergangu najlepiej świadczy fakt, że osoby odpowiedzialne w grupie za rozliczanie i przekazywanie pieniędzy dostawały od razu liczarki do banknotów. Tylko na terenie naszego kraju przestępcy założyli dwa tysiące kont rachunków, przez które przepuścili ponad 154 miliony złotych.

Śledczy z Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej ustalili, że polscy rezydenci cybergangu: przez Dariusz O., Mariusz S. i Mariusz P. zawiadywali blisko 500 osobami: przede wszystkim słupami, którzy zakładali rachunki bankowe potrzebne do transferowania wykradzionych pieniędzy.

Portal tvp.info dotarł do szczegółów aktu oskarżenia w tej sprawie.

Groźny „mały bankowiec”

Cybergansterzy włamywali się na konta bankowe na terenie całego świata, głównie jednak w krajach Unii Europejskiej oraz USA i Kanadzie. Wykorzystywali wirus komputerowy o nazwie Tinba (od słów: Tiny Banker, – czyli mały bankowiec). Ten tzw. trojan był dołączany do fałszywych e-maili pochodzących rzekomo od firm ubezpieczeniowych, kurierskich, banków czy poczty. Wystarczyło otworzyć załącznik do otrzymanej wiadomości i wirus już uzyskiwał dostęp do konta ofiary.

Rada Bakowości Elektronicznej taj przedstawia mechanizm działania „trojana”: „Klient podaje hasło i login do bankowości internetowej, które są następnie przesyłane na serwer hakerów. Na komputerze klienta przez okres czasu około minuty lub dłużej wyświetlany jest komunikat „ trwa przesyłanie danych”, „proszę czekać”, „trwa aktualizacja danych” itp. W tym czasie na podstawie wykradzionego loginu i hasła następuje: logowanie przez hakerów do bankowości internetowej klienta, badanie dostępnych środków, przygotowywanie transakcji oszukańczej, pobranie informacji z banku o konieczności podania numeru wygenerowanego przez Token w celu autoryzacji ww. transakcji.

Po tych czynnościach na komputerze klienta skrypt wyświetla komunikat o rzekomych problemach z uwierzytelnieniem i generuje prośbę o wprowadzenie dodatkowego numeru wygenerowanego przez Token w celu prawidłowego przeprowadzenia procesu uwierzytelnienia tożsamości klienta. Nieświadomy użytkownik wprowadzając numer z Tokena „de facto” autoryzuje transakcję oszukańczą myśląc, iż dokonuje dodatkowego uwierzytelnienia swojej tożsamości”.

Aby zamaskować nielegalne operacje, po kradzieży wirus często wysłał komunikat o ‘pracach modernizacyjnych czy przerwie w pracy bankowości internetowej.

Wirus ze Wschodu

Pieniądze z rachunków bankowych, do których uzyskali dostęp przestępcy, były następnie transferowane przez Polskę i Danię na Ukrainę, następnie trafiały najprawdopodobniej do Rosji lub Łotwy. Z ustaleń prokuratury wynika, że polski oddział cybergangu dokonał 1259 kradzieży. Jednorazowe przelewy wynosiły od kilkunastu do nawet kilkuset tysięcy złotych. Międzynarodowy cgang działał od czerwca 2009 r. do kwietnia 2016 r.

– Z naszych informacji wynika, że organizatorzy cybergangu wywodzili się z Rosji. Nie jest jednak pewne czy pieniądze trafiły do tamtejszej mafii czy do służb specjalnych, które znane są ze skutecznych ataków hakerskich – mówi jeden ze śledczych.

Pewne jest, że właśnie na Łotwie lub w Rosji rezydowali autorzy złośliwego oprogramowania. Do nich trafiało 60 proc. wykradzionych pieniędzy. Pozostałymi 40 proc. dzieli się rezydenci oddziałów krajowych, takich jak polski. – Hakerzy byli na najwyższym poziomie działalności grupy. Osoby te przygotowywały oprogramowanie w celu ataku na klientów określonych banków w różnych krajach. W kodzie oprogramowania złośliwego zaszyfrowywane były numery rachunków założonych przez członków grupy przestępczej przeznaczonych do transferów pieniędzy. Ten poziom grupy przestępczej stanowili obywatele państw rosyjskojęzycznych – dodaje prok. powiedział tvp.info prok. Maciej Florkiewicz, naczelnik Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Polskie mózgi w akcji

Kolejnymi po hakerach, w hierarchii ważności gangu były osoby nazywane „mózgami”. Odpowiadały one za budowanie siatek osób, za pomocą, których można było bezpiecznie transferować wykradzione pieniądze do organizatorów przestępstwa. Podlegali im „księgowi” (dysponujący dostępem do baz danych okradanych osób) oraz „łowcy mułów” (odpowiedzialni za nadzór nad kontami zakładanymi przez podstawione osoby, czyli „muły”). „Mułami” byli najczęściej alkoholicy z Polski, Ukrainy i Łotwy, którzy za niewielkie wynagrodzenie zakładali rachunki bankowe niezbędne do transferowania zysków gangu.

Na terenie Polski oraz Danii „mózgami” byli: Dariusz O., Mariusz P. i Mariusz S. Dwaj ostatni mężczyźni przez jakiś czas byli samodzielnymi rezydentami cybergangu, ale w końcu podporządkowali się pierwszemu. Mieli stały kontakt z hakerami, od których przyjmowali konkretne zlecenia.

Według śledczych podgrupa Dariusza O. była „nadzwyczaj zorganizowana”. Szef pilnował bezpieczeństwa przedsięwzięcia. Każdy z jego podwładnych musiał na bieżąco zacierać ślady przestępstwa. – Wykorzystane telefony, komputery, a także karty płatnicze były niszczone po realizacji poszczególnych etapów działań. Sprawcy korzystali wyłącznie z telefonów pre-paidowych, kontaktując się między sobą za pomocą komunikatorów internetowych oraz poczty elektronicznej, której konta były zakładane na specjalnych rosyjskich serwerach, gwarantujących użytkownikom pełną anonimowość – dodaje prok. Florkiewicz.

„Muły” jadą po pieniądze

Na samym dole przestępczej hierarchii były tzw. muły. To właśnie oni zakładali rachunki indywidualne lub firmowe po jednym w kilku czy nawet kilkunastu bankach w Polsce, ale także w krajach sąsiednich: Niemczech, Słowacji czy Czechach. Każdy „muł” miał przykazane, aby przy podpisywaniu umowy podać adres do korespondencji wskazany przez swoich nadzorców. Najczęściej były to adresy pustostanów, rzadziej przypadkowych osób. Chodziło o to, aby można było bezpiecznie przejąć karty płatnicze wysłane przez banki. Jeśli chodzi o wykorzystanie adresów przypadkowych osób, to przestępcy włamywali się do ich skrzynek pocztowych, przechwytując korespondencję z bankiem.

„Muły” podawały także numery telefonów do odbierania wiadomości SMS z kodami do autoryzacji transakcji internetowych. Mając już wszystkie dokumenty oraz karty płatnicze przekazywali je „mózgom”. Ci zaś wykorzystywali tak założone konta do otwarcia kolejnych rachunków, za pomocą, których transferowano pieniądze do hakerów. Następnie numery rachunków były przekazywane hakerom. Ci zaś po dokonanej kradzieży, transferowali pieniądze na konta „mułów”, o czym informowali „mózgi”. Dla bezpieczeństwa przelewy na konta cybergangu nie przekraczały kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Na sygnał od nadzorców, „księgowi” przelewali pieniądze na kolejne rachunki. Później „właściciele” kont wypłacali gotówkę w bankomatach lub placówkach banków. Tak wyprane pieniądze były transferowane na Ukrainę za pośrednictwem znanych firm zajmujących się międzynarodowymi przekazami pieniężnymi. Stamtąd gotówka trafiała najprawdopodobniej do Rosji.

Koniec El Dorado

Początkiem końca polskiej rezydentury cybergangu było zatrzymanie w listopadzie 2015 Mariusza S. Mężczyzna ukrywał się w Danii, posługując węgierskim paszportem oraz dwoma węgierskimi dowodami osobistymi. W mieszkaniu jego ukochanej znaleziono 70 tys. euro i 300 tys. koron duńskich.

W marcu 2016 r. policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą lubelskiej komendy wojewódzkiej, zatrzymali również w Danii – Dariusza O. Z ustaleń śledczych wynika, że po wyjeździe do Skandynawii, mężczyzna stworzył tam najbardziej liczną sieć „mułów”. Policjanci mówili, że jego organizacja przypominała wręcz obóz pracy dla Polaków i Łotyszy. Miesiąc później w Białej Podlaskiej wpadł Mariusz P.

W czasie śledztwa ustalono, że przez polski odłam gangu przewinęło się 500 osób. Do kwietnia 2018 r. skierowano akty oskarżenia przeciwko 48 osobom, głównie „mułom”. Teraz odpowiedzą „polskie mózgi” oraz ich najbliżsi współpracownicy. W czasie śledztwa udało się zablokować na kontach gangsterów ponad 70 milionów złotych.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Upadek ISIS jest błogosławieństwem dla innej organizacji terrorystycznej. Kilka miesięcy po świętowaniu porażki Państwa Islamskiego szef wywiadu w irackim Kurdystanie ostrzega: powstanie Al-Kaida na sterydach.

Lata istnienia ISIS nie są w Al-Kaidzie rozpatrywane jako czas stracony. Struktury, którym przewodzi młody Hamza bin Laden, chłoną teraz doświadczonych w boju żołnierzy Państwa Islamskiego. Dodatkowo organizacji jako wartościowa lekcja służy historia błędów i porażek ISIS. Przywódcy Al-Kaidy są dziś mądrzejsi – czytamy w “Gazecie Wyborczej”.

Teraz na scenę wkracza również “lew z jaskini Al-Kaidy” – jak 28-letniego Hamzę opisywał jeden z obecnych liderów organizacja. Syn Osamy jeszcze dwa lata temu był anonimowy, potem zaczął pojawiać się w nagraniach propagandowych Al-Kaidy. Nie pokazuje twarzy, ale chętnie i dużo mówi. “Gazeta Wyborcza” podkreśla, że może to wynikać z faktu, że ma głos bardzo podobny do głosu ojca.

Za Hamzą stoi nazwisko, ale ten nie chce iść drogą ojca. Zamiast mozolnie przygotowywanych spektakularnych zamachów woli ataki “każdą dostępna bronią”. Syn bin Ladena nigdy też nie krytykował dżihadu, co sprawia, że wciąż pozostawił otwarte drzwi dla wszystkich, którzy w ostatnich latach walczyli w Syrii.

Osama właśnie Hamzę miał namaścić na swojego następcę. Ten od stycznia figuruje na liście najbardziej poszukiwanych terrorystów.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Dwa lata temu świat z zaskoczeniem i przerażeniem przyglądał się triumfalnemu pochodowi dżihadystów z tak zwanego Państwa Islamskiego. Ich czarny sztandar powiewał nad połową Iraku i Syrii. Dzisiaj z tej potęgi zostały strzępy, a ostatnie przyczółki bojowników, atakowane ze wszystkich stron, są na krawędzi upadku.

Jeszcze rok temu w cieniu czarnego sztandaru żyło kilka milionów Irakijczyków i Syryjczyków. Obecnie jedynym większym obszarem kontrolowanym przez dżihadystów jest część doliny rzeki Eufrat na pograniczu Iraku i Syrii, gdzie przed wojną mieszkało około 300 tysięcy osób. Pozostałe części ich “terytorium”, które wyglądają być może imponująco na mapach, to bezludna pustynia albo niewielkie enklawy pod oblężeniem.

Ofensywa z dwóch stron

Ostatnie większe zamieszkanie tereny tak zwanego Państwa Islamskiego mogą się w najbliższych tygodniach gwałtownie skurczyć. Niedawno ruszyły niemal równocześnie ofensywy sił irackich i syryjskich, które atakują z dwóch stron – od wschodu i zachodu.

Syryjskie siły reżimowe wspierane przez Rosję i Iran zaczęły oblegać miasto Al Majadin. Siły irackie zajęły natomiast miasto Al Hadisa i posuwają się dalej. Pod pełną kontrolą dżihadystów zostały właściwie tylko dwie miejscowości położone po obu stronach granicy iracko-syryjskiej. Z jednej strony Al Qaim, a z drugiej Abu Kamal. Przed wojną mieszkało tam około ćwierć miliona osób.

Poza tym dżihadyści bronią się jeszcze na ruinach swojej samozwańczej stolicy – syryjskiego miasta Rakka. Według najnowszego oświadczenia walczących z nimi Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), koalicji Kurdów i lokalnych Arabów wspieranej przez USA, fanatycy kontrolują już tylko około dziesięciu procent obszaru miasta. Dodatkowo w ostatnich dniach pojawiły się informacje, jakoby kilkuset ostatnich obrońców Rakki chciało się poddać, w zamian za gwarancje możliwości bezpiecznego wycofania się na tereny w pobliżu granicy iracko-syryjskiej. Nie ma jednak doniesień, aby SDF przystało na taką umowę.

Poza tym fanatycy kontrolują kilka niewielkich enklaw w Syrii, otoczonych ze wszystkich stron przez wrogów. Ich ostatnia większa ofensywa miała miejsce we wrześniu na wschodzie Syrii i skończyła się niepowodzeniem.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Skandal seksualny w Hollywood wstrząsnął światem amerykańskiego filmu i polityki. Kolejne aktorki twierdzą, że były molestowane przez słynnego producenta filmowego Harveya Weinsteina. Są wśród nich takie sławy jak Angelina Jolie i Gwyneth Paltrow.

W zeszłym tygodniu dziennik „New York Times” ujawnił, że w ciągu ostatnich 30 lat wiele kobiet zarzuciło Harveyowi Weinsteinowi napastowanie seksualne. Słynny producent zawarł w tym czasie osiem prywatnych ugód pozasądowych i wypłacił oskarżającym go kobietom odszkodowania. Były wśród nich pracownice jego firmy, aktorki i modelki.

Publikacja „New York Timesa” wywołała lawinę kolejnych oskarżeń. Angelina Jolie ujawniła, że jako młoda aktorka miała „nieprzyjemne doświadczenie” z Weinsteinem, po którym postanowiła nigdy więcej z nim nie współpracować. Gwyneth Paltrow napisała w oświadczeniu, że Weinstein po tym, jak uzyskała rolę w jego filmie, wezwał ją do swego pokoju hotelowego, gdzie napastował ją seksualnie. – Byłam wtedy jeszcze dzieciakiem, byłam przerażona – wyznała Paltrow.

Harvey Weinstein został zwolniony ze stanowiska przez jego firmę producencką. Wczoraj odeszła od niego żona. Przy okazji amerykańscy Republikanie skrytykowali Hillary Clinton za to, że dopiero po pięciu dniach od ujawnienia skandalu potępiła hollywoodzkiego potentata, który jest jej przyjacielem i darczyńcą Partii Demokratycznej.

Pytany, czy była sekretarz stanu zwróci dotacje, jakie otrzymała od Weinsteina na kampanię wyborczą, były kandydat na wiceprezydenta Tim Kaine odpowiedział, że kampania należy do przeszłości.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Po zamachu w Barcelonie i próbie kolejnego w Cambris do Hiszpanii płyną kondolencje z całego świata. Nie zabrakło słów wsparcia z Białego Domu. Donald Trump nie omieszkał jednak – w typowy dla siebie sposób – dorzucić jeszcze jeden, osobliwy komentarz.

“Sprawdźcie, co generał Pershing robił schwytanym terrorystom. Nie było radykalnego islamskiego terroru przez kolejnych 35 lat” – napisał na Twitterze Donald Trump.

Generał John Pershing był gubernatorem na Filipinach w latach 1909-1913. Do jego nazwiska przylgnęła pewna legenda. Głosi ona, że w czasie urzędowania Pershinga w Azji, muzułmanie zorganizowali bunt. Wtedy Pershing miał dokonać egzekucji 49 z nich, używając do tego kul zanurzonych w świńskiej krwi. Wyznawcy islamu nie mogą spożywać wieprzowiny. To miało uspokoić muzułmanów i na wiele lat przerwać ataki. Historycy są raczej zgodni i zaprzeczają, jakoby podobna sytuacja miała miejsce. Warto dodać, że bezczeszczenie zwłok jest niezgodne z prawem międzynarodowym. Tym bardziej, że zamachowcy wielokrotnie odchodzili od praw stanowionych przez Koran.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Dziś w Hamburgu początek dwudniowego szczytu G20 z udziałem przywódców najważniejszych gospodarek świata. Dyskusja ma dotyczyć m. in. konfliktów na świecie i polityki klimatycznej. Liderzy Unii Europejskiej i Japonii polecieli na ten szczyt z uzgodnioną już umową handlową.

Bruksela i Tokio przyspieszyły negocjacje, by jeszcze przed szczytem G20 ogłosić porozumienie w sprawie zbliżenia obu gospodarek. – Unia Europejska i Japonia jadą z przesłaniem wolnego handlu wbrew protekcjonistycznym tendencjom – powiedział premier Japonii Shinzo Abe. To aluzja do działań prezydenta Donalda Trumpa, który jest przeciwny liberalizacji w handlu.

„Zamykanie się nie jest dobre dla biznesu”

– Zamykanie się nie jest dobre ani dla biznesu, ani dla światowej gospodarki, ani dla pracowników – komentował Jean-Claude Juncker. Szef Komisji Europejskiej zapowiedział, że Unia i Japonia przedstawią takie stanowisko w Hamburgu.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk mówił, że na szczycie spyta amerykańskiego prezydenta o stanowisko w sprawie przemytu ludzi z Libii do Europy. – Europa zaproponuje ostre sankcje ONZ wobec wszystkich, którzy mają związek z przemytem nielegalnych migrantów na terenie Libii – powiedział szef Rady.

Chiny i Rosja już poinformowały, że będą przeciwne, Stany Zjednoczone – jak mówił szef Rady – na razie milczą.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Drugi w ciągu dwóch miesięcy potężny atak hakerski sparaliżował sieci firm i instytucji na całym świecie. Ale wszystko wskazuje na to, że wbrew pozorom motywem sprawców nie były pieniądze. Głównym celem była natomiast Ukraina.

Ukraina była “pacjentem zero” globalnej epidemii, która objęła firmy i instytucje w ponad 60 krajach świata – w tym w Polsce – i sparaliżowała działania takich gigantów jak Maersk, największa firma logistyczna świata. Atak rozpoczął się we wtorkowe popołudnie i objął systemy wielu kluczowych ukraińskich organizacji: firmy i sieci energetyczne, sieci komórkowe, banki, media, a także kijowskie metro oraz lotnisko Boryspol. Złośliwe oprogramowanie pojawiło się również w komputerach w administracji rządowej, o czym na Twitterze informował wicepremier Pawło Rozenko.

Nie chodziło o pieniądze

Początkowe oznaki wskazywały na to, że był to atak z użyciem metody ransomware, podobnej do niedawnego wirusa Wannacry, który 6 tygodni wcześniej zainfekował setki tysięcy komputerów na całym świecie. Ransomware to programy, który szyfrują zawarte na komputerze dane i żądają okupu za ich odszyfrowanie. Nowy wirus miał skorzystać z tej samej wykrytej przez amerykańskie służby (i upublicznionej później przez hakerów) “dziury” w systemie Windows. Przypominał też użyty już raz przez cyberprzestępców w 2016 roku wirus Petya.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

- Mój teść z Włoch był na promenadzie 14 lipca. Ciężarówka go ominęła, ale zabiła czworo dzieci, które szły obok niego. Za każdym razem, gdy pojawia się ten temat, on zaczyna płakać – opowiada Interii Sonia z Nicei. Francja jednoczy się i boi.

13 listopada 2015. Amerykańska grupa Eagles of Death Metal wykonywała właśnie utwór “Kiss The Devil”, kiedy mężczyźni krzyczący “Allahu Akbar” zaczęli zabijać w hali Bataclan. W pierwszych sekundach publiczność myślała, że odgłos strzałów to zaplanowany element występu. Później wybuchła panika. Gdy widzowie uciekali w popłochu na dach albo do toalet, zamachowcy spokojnie przeładowywali broń. Identyfikacja zwłok trwała 10 godzin, ponieważ niektórzy zostawili swoje dokumenty w szatni. Zginęło 89 osób.

- Ludzie się jednoczą, ale rzeczywiście coraz bardziej się boją. Moja mama nie chciała przyjechać do Paryża na święta, bo obawiała się zamachu – opowiada Julie.

Jej przyjaciółka Pauline, by nie oszaleć, powzięła prosty plan.

- Pamiętam, że dzień po zamachu w Paryżu jeździłam uparcie metrem w najbardziej uczęszczane miejsca, chodziłam od kawiarni do kawiarni. Chciałam w ten sposób sama dla siebie zamanifestować, że nie pozwolę, aby strach zmienił moje życie, by terroryści wygrali. Ale kiedy rozmawiałam ze swoją rodziną spod Bordeaux, uświadomiłam sobie, że jednak coś zmieniło, że obawa, co przyniesie kolejny dzień, jest silna, jest namacalna.

Kwiecień 2017. Przechodnie zatrzymują się przy Bataclanie i wczytują w tablicę upamiętniającą ofiary zamachu, choć to raptem kilkanaście słów. Na szybie obok ktoś niezdarnie napisał różowym sprayem “Fuck ISIS”.
A mama Julie w końcu dała się namówić.

Jesienny wieczór w małej kawiarence z dobrą kawą

Listopad 2015. Tego samego wieczoru, o 21:32 ubrany cały na czarno zamachowiec ostrzelał z kałasznikowa klientów siedzących przy stolikach. Ciała trzech osób osunęły się na ziemię, jedno po drugim. Napastnik otworzył następnie ogień do jednego z kierowców na ulicy. Później wszedł do kawiarni i posłał całą serię. Na oślep. Po czym udał się zabijać dalej. W Café Bonne Bière zginęło łącznie pięć osób. Wciąż dają tam bardzo dobrą kawę za dwa euro i 40 centów. Krzesła zostały wymienione na nieco wygodniejsze.

- Zatrudniłem się tutaj trzy miesiące po ataku – mówi Alex, który przyjmuje moje zamówienie. – To była ogromna trauma dla tych, którzy tu pracowali. Rozmawiałem z nimi o tym. Połowa załogi zwolniła się, a połowa została. Najtrudniejsze dla nich były pierwsze dni po powrocie do pracy. Ludzie czasem nieśmiało pytają, czy to się stało tutaj, ale to wszystko.
Jean, kupując rano bagietki, o śmierci nie myśli.

- Spotkałem dziewczynę ze Strasburga, która mimo że nie doszło tam do zamachu, bała się jeździć tamtejszym metrem. Ja akurat, widząc na ulicach tylu policjantów i żołnierzy, czuję się bezpiecznie. Pewnych rzeczy jednak nie da się przewidzieć i trudno im zapobiec. Ale nie myślisz sobie rano, że możesz zostać zabitym, idąc po bagietki.

Nicea

Prowadzący 19-tonową ciężarówkę 31-letni Tunezyjczyk przez pięć minut rozjeżdżał ludzi świętujących Dzień Bastylii na Promenadzie Anglików w Nicei. Ponad 200 ofiar, w tym 86 śmiertelnych, leżało na odcinku blisko dwóch kilometrów. Raptem 10 minut wcześniej oglądali pokaz sztucznych ogni.

By zabić jak najwięcej osób kierowca starał się jechać deptakiem, a na drogę – i tak zamkniętą tego dnia dla ruchu – wjeżdżał tylko wtedy, gdy musiał wyminąć przeszkodę.

Jeden odważny rowerzysta zrównał się z ciężarówką i próbował dostać się do środka, ale został potraktowany serią strzałów. Motocyklista z kolei na skrzyżowaniu z ulicą Meyerbeer zdołał rzucić swój pojazd pod koła tira, ale nie zatrzymało to białego renault midlum.

Wiadomość o zamachu zastała konsula honorowego RP w Nicei, Michela Forkasiewicza, na wakacjach w Warszawie. Decyzja o przerwaniu wypoczynku była oczywista.

- Wróciłem do Nicei, ponieważ w zamachu zginęły dwie nasze obywatelki. Cztery siostry przebywały tu na wczasach – dwie się uratowały, a dwie niestety nie. Ciała miały zostać przetransportowane do Polski, ale musieliśmy je najpierw oficjalnie zidentyfikować. To jest dosyć skomplikowana procedura. Żeby je przewieźć do Polski, niezbędne było pozwolenie prefekta. Wewnątrz zwykłej trumny potrzebna była druga, stalowa trumna, którą trzeba było zaspawać w obecności przedstawiciela prefekta, policji, konsula i władz szpitala – wylicza konsul Forkasiewicz.

- To była wielka rana dla Nicei. Terrorystom absolutnie udało się zasiać strach. Ale Francuzi, kiedy mają kłopoty, poważne kłopoty, potrafią się jednoczyć. I ten zamach zjednoczył Francuzów. Dzień po ataku na Promenadzie Anglików i w całej Francji odbyły się manifestacje – bardzo liczne i bardzo szczere – dodaje nasz rozmówca.
Wyprowadzająca swoje dwa psy Sonia mówi nie tyle o strachu, co o potężnej traumie. Strach można przełamać. Trauma zostaje.

- Mój teść z Włoch był na promenadzie 14 lipca. Ciężarówka go ominęła, ale zabiła czworo dzieci, które były obok niego. Za każdym razem, gdy pojawia się ten temat, on zaczyna płakać. Powiedział, że już nigdy nie przyjedzie do Nicei – opowiada Sonia.

Dziś Promenada Anglików jest w remoncie niemal na całej trasie przejazdu zamachowca. Ale tylko deptak. Obok ruch samochodowy odbywa się bez przeszkód. Jedynie spacerowicze muszą się przeciskać. Na ogrodzeniu, za którym stoi koparka, wywieszono tablicę “Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Promenadę patrolują żołnierze. Chodzą czwórkami, niektórzy w ciemnych okularach, a na piersi trzymają groźnie wyglądające lufy.

Nagle słyszę za sobą warkot silnika. Obracam się, a tam van. Jedzie wprost na mnie. Wróć. Po prostu chce przejechać dalej. Wiezie zaopatrzenie. Kierowca wygląda na Araba. Świadomość odpycha prostackie skojarzenia, ale podświadomość wygrywa. Pozdrawiam kierowcę uśmiechem, zażenowany nieco. Odpowiada tym samym.

Jak mu tam?

Tak zwana ekspresowa radykalizacja sprawiła, że Mohamed Lahouaiej-Bouhlel odnalazł cel w swoim żałosnym życiu. Jeszcze rok wcześniej nie praktykował islamu, zajadał się wieprzowiną, popijał alkoholem. I katował swoją żonę. Wieczorami wyszukiwał w internecie zdjęcia ofiar wypadków. Im bardziej zmasakrowane ciała, tym bardziej mu się podobało. Później zainteresował się filmikami, na których terroryści ISIS ścinali głowy zakładnikom. To również mu się podobało. Klikał dalej.

Bahouaiej-Louhlel chciał zostać zapamiętanym, ale nikt nie będzie go pamiętał. Idę o zakład, że czytelnicy nawet nie zauważyli, iż właśnie przekręciłem jego nazwisko.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »